Vega (23.05.2015)

 

Patryk Vega: Nie mam problemu z tym, że przestępca, który zrobił straszną rzecz, dostanie wpierdziel na komendzie

23.05.2015
”Na spotkaniu policjantów z gangsterami nie byłem w stanie stwierdzić, kto jest z policji, a kto z mafii. Wszyscy wyglądali jak bandyci”
Paulina Dudek

Patryk Vega (fot. Krzysztof Opaliński / sesja dla magazynu „Viva!”)

Jak człowiek przychodzi na komendę ze zgłoszeniem, że ukradli mu rower, to powinien się poczuć najważniejszy na świecie. Ma myśleć, że cała policja w mieście szuka jego roweru – mówi jeden z rozmówców Patryka Vegi w książce „Złe psy. W imię zasad”. Autorowi takich filmowych i serialowych hitów jak „Pitbull” czy „Służby specjalne” o tym, jak wygląda świat policjantów od środka, opowiadają w niej sami zainteresowani, czyli kilkudziesięciu policjantów z wszystkich możliwych sekcji i wydziałów, którzy na swojej robocie zjedli zęby. A czyta się to tak, jakby siedzieć z każdym z nich przy wódce.

Ludzie znają cię jako twórcę filmów i seriali, zwłaszcza „Pitbulla”. A ty z wykształcenia jesteś socjologiem…

– I dziennikarzem.

Który właśnie wydał książkę – bardzo szczere i poruszające rozmowy z policjantami.

– Książka jest podpisana moim nazwiskiem, ale mam poczucie, że jej autorami są moi rozmówcy. Ja byłem tylko gościem, który z nimi pogadał. Narracja ma formę wielogłosu – o konkretnych problemach mówi kilkudziesięciu policjantów i to tworzy fajne, panoramiczne sceny. Pokazują różne punkty widzenia. Notabene konstrukcję też nie ja wymyśliłem, tylko mój mentor z dziennikarstwa, Marek Miller, który sam często ją stosuje.

Patryk Vega (fot. Krzysztof Opaliński / sesja dla magazynu Patryk Vega (fot. Krzysztof Opaliński / sesja dla magazynu „Viva!”)

Chyba jesteś skromny. „Patryk Vega jest jedynym twórcą, któremu udało się zdobyć zaufanie policjantów. Niczego przed nim nie ukrywali” – to z okładki. Rzeczywiście, „Złe psy. W imię zasad” to prawie samo „mięso”: morderstwa, dziewczyny gangsterów, zdradzanie metod pracy operacyjnej, przepychanki z przełożonymi… Sporo goryczy, dużo rozbrajających anegdot i jeszcze więcej przeklinania.

– Z bohaterami książki znam się po kilkanaście lat. Bez tak zażyłych relacji te rozmowy w życiu by się nie odbyły. Faktycznie czytelnik może mieć wrażenie, jakby siedział z takim facetem przy wódce i słuchał jego opowieści – bez żadnej ściemy, retuszu, wygładzania. W policji generalnie jest tak, że całą najciekawszą robotę na tzw. ulicy wykonują oficerowie operacyjni. W związku z czym 90 procent bohaterów książki to oficerowie, którzy zjedli na tej robocie zęby.

Pod prawdziwym nazwiskiem w książce funkcjonuje tylko nieżyjący już Sławek Opala, policjant z warszawskiego wydziału zabójstw, pierwowzór Despera z „Pitbulla”. Reszcie zmieniłeś nazwiska, co raczej nie dziwi.

– Policjanci operacyjni – i na tym też polega ich dramat – oficjalnie nie istnieją. Zdemaskowani nie mogliby przecież dalej pracować. Musieliśmy zmienić nazwiska, ale ich wiedza i to, co opowiadają o specyfice swojej pracy, swoich wydziałów, są autentyczne. Największą siłą jest to, że jesteśmy w stanie popatrzeć na świat ich oczami. By to osiągnąć, nazwisko nie jest potrzebne. Nie daje nam nic poza zaspokojeniem ciekawości.

Nazwisk nie ma, za to przekrój bohaterów jest ogromny.

– To ludzie z bodaj wszystkich wydziałów kryminalnych – od samochodów, przez narkotyki, wydziały ds. poszukiwań, kryminalne przestępstwa przeciwko życiu i zdrowiu, kradzieże, wreszcie najcięższe wydziały zajmujące się przestępczością zorganizowaną i zabójstwami. Wracamy do tego, że w trakcie robienia „Pitbulla” i różnych dokumentów z wieloma policjantami się zaprzyjaźniłem i te relacje utrzymujemy do dziś. Śmierć Sławka Opali stała się impulsem, by opowiedzieć o tamtych czasach i dać świadectwo roboty tych ludzi. Żeby to zwyczajnie nie poszło w zapomnienie.

„Przeciętny pracownik pionu operacyjnego to alkoholik i rozwodnik z dwójką dzieci i psem, który nie aportuje’”. Piszesz, że kiedy w 2000 roku wszedłeś do Pałacu Mostowskich w Warszawie, gdzie mieści się Komenda Stołeczna, policjanci z najbardziej elitarnego wydziału policji osiągającego 87 procent wykrywalności zarabiali po 1580 złotych brutto miesięcznie i mieli niewiele wspólnego ze stereotypem funkcjonującym w społeczeństwie. Czyli jakim?

– Pierwszy stereotyp wykreowany przez filmy jest taki, że policjant to samotnik. Mógł być jeszcze duet partnerów, którzy razem rozwiązują sprawy – to raczej w amerykańskim kinie. Czegoś takiego nie ma. To jest gra zespołowa, policjanci pracują w sekcjach, wydziałach i każde zwycięstwo jest wspólne.

Drugi stereotyp – policjanci z mojej książki przypominają raczej złego porucznika. W sposobie zachowania, wyglądzie, sposobie mówienia. Z tym się nie spotkałem w żadnych filmie. Tam często wizerunek jest uładzony.

W filmach uładzony? Chcesz powiedzieć, że polscy policjanci są w rzeczywistości większymi twardzielami, niż pokazują seriale?

– Tak. W moim następnym filmie chcę opowiedzieć o tym, że kiedy spoglądasz w otchłań, ona także spogląda w ciebie. To nie jest obojętne, odciska się na tych ludziach. Nie ma takiej możliwości, że przez piętnaście lat stykasz się z potwornościami i to po tobie spływa. To się odkłada w psychice, kształtuje cię.

Mnie chyba najmocniej uderzyło to, że w świecie oficerów operacyjnych właściwie nikomu nie można do końca zaufać, nawet najbliższemu koledze.

– To, co mi przyświecało od „Pitbulla”, i dlaczego miałem ogromny szacunek do pracy swoich bohaterów, to próby odpowiedzenia sobie na pytanie, jakiej siły charakteru potrzeba w tak ciężkich warunkach (słabe pensje, brak chociażby drukarki czy służbowej komórki, rozwalone zdrowie, utracona rodzina itd.), żeby się nie złamać i nie przejść na drugą stronę barykady. Jak poszedłem na jedno z pierwszych spotkań, na których policjanci spotkali się z gangsterami w celu zdobycia informacji, nie byłem w stanie stwierdzić, kto jest z policji, a kto z mafii. Dla mnie ci goście byli tacy sami – wszyscy wyglądali jak bandyci. Ale wchodząc w ten temat głębiej uzmysłowiłem sobie, że granica między nimi istnieje i jest wyraźna. Sami mówią o niej: „barykada”. I częstokroć niemalże na niej siedzą.

Śliska sprawa. Łatwo się zsunąć.

– Zdarza się, że się zsuwają, koledzy muszą ich potem wyciągać. Miałem szczęście zaprzyjaźnić się z ostatnimi żyjącymi romantykami, idealistami. Też nie byli waniliowi, ale nigdy się nie sprzedali i po prostu robili kawał dobrej, nikomu niepotrzebnej roboty. To są ludzie, którzy funkcjonują w jakimś niesamowitym mroku, a jednak udaje im się nieść światło w tej ponurej rzeczywistości. Wiadomo, są przypadki, że policjanci kradną czy handlują narkotykami. Ale gros bohaterów w książce jest do końca pozytywnych.

Gdzie jest granica? Przed naszą rozmową w taksówce głównym radiowym newsem była sprawa brutalnego pobicia przesłuchiwanego na jednym z komisariatów.

– To jest odwieczny problem. Gdzie ta granica jest, i czy pozytywny cel uświęca środki. Cała specyfika pracy operacyjnej sprowadza się do tego, że oficer bardzo często porusza się na granicy. Niejednokrotnie ją przekracza, bo jest tak cienka, że gdyby ludzie mieli jej zawsze przestrzegać, robić wszystko zgodnie z procedurami, mieliby totalnie związane ręce. Więc procedury ewoluują.

Mam poczucie, że przez ostatnie lata w policji bardzo dużo się zmieniło. To już jest właściwie inna policja niż ta z lat 90. czy początku XXI wieku. Ale oczywiście jest tak, że nikt się nie skupia na pozytywnych dokonaniach, chyba że dotyczą one jakichś spektakularnych spraw, jak zatrzymanie porywacza jedenastoletniej dziewczynki. Wówczas to jest coś, co obiega cały kraj. Wiadomo, że łatwiej jest punktować rzeczy negatywne. W każdej instytucji zdarzają się czarne owce, policja nie jest w tym zakresie odosobniona, ale na pewno nie można generalizować.

Na czym polegają zmiany, o których mówisz? Już nie jest jak w „Pitbullu”?

– Pałac Mostowskich został odremontowany (śmiech). No i są już kamery na korytarzach. Zmiana najbardziej wiąże się z tym, że zostali zatrudnieni nowi oficerowie, którzy nie mają obciążenia w postaci PRL-u. To często ludzie po studiach, inteligentni młodzi goście z otwartymi głowami, którzy bardzo fajnie kombinują. Pewnie, oni też piją alkohol, ale robią to w czasie prywatnym. Sytuacja, kiedy ja wchodziłem do Pałacu Mostowskich z reklamówkami pełnymi wódki i chodziłem sobie z tą wódką po wydziale zabójstw, dzisiaj byłaby nie do pomyślenia. Kiedyś w każdym gabinecie stała lodówka, prosty grill, kieliszki, trwała nieustanna impreza. Kolejna rzecz, że dla tych młodych policjantów ta praca nie jest już chyba aż tak destrukcyjna, tak totalnie wyniszczająca. Oni mają rodziny, są w stanie znaleźć w tym wszystkim jakiś balans.

(fot. materiały prasowe)(fot. materiały prasowe)

A zarobki? Dalej takie kokosy?

– Myślę, że dziś oficer operacyjny zarabia miesięcznie około 3-4 tysięcy złotych. Uposażenie zależy na przykład od tego, czy ma skończone studia oficerskie. Wiadomo, że wiele rzeczy przydałoby się jeszcze zrobić. Najprostsza rzecz, jaka powinna być, a jej nie ma, to duża siłownia z salą gimnastyczną. Bo policjant po pracy, zamiast iść na piwo, mógłby iść na tę siłownię i tam zrzucić z siebie gigantyczny stres. W dalszym ciągu nie wszystko funkcjonuje super, ale wiele się zmieniło na plus. Z jednego trzeba sobie zdać sprawę: przed 89 rokiem na każdego nowego pracownika policji przypadało 7-10 doświadczonych wyjadaczy, którzy go prowadzili.

Miał się od kogo uczyć.

– Tak. W momencie, gdy w trakcie weryfikacji wywalono większość byłych funkcjonariuszy – co w mojej ocenie było błędem, bo przecież nie wszyscy zajmowali się tępieniem księży – doszło do sytuacji, w której pojawili się młodzi ludzie bez doświadczenia, niemający starszych kolegów, którzy mogliby uczyć ich fachu. Wzrostu przestępczości na niespotykaną skalę w latach 90. upatruję między innymi w tym, nie tylko w otwarciu granic i wolnym rynku. Była totalna dysproporcja, po prostu nie było komu łapać tych bandytów. Trzeba było kilku lat, żeby wykształciła się nowa kadra profesjonalistów. Dzisiaj młodzi policjanci znów mają suport w postaci doświadczonych kolegów, a przez to też kompletnie inny start.

Jeden z twoich bohaterów powiedział, że w przypadku 99 proc. spraw, w które zaangażowana jest policja, społeczeństwo uważa, że prawda NIE leży po stronie policji. Jako socjolog myślisz, że z polską wiarą w policję jest aż tak źle?

– Myślę, że takie samopoczucie policjantów bierze się z tego, że wielokrotnie byli niesprawiedliwie traktowani. Słyszałem o sprawach, w których policjant został pomówiony przez przestępcę o wzięcie łapówki, a prokurator dawał wiarę bandycie. Człowiek był napiętnowany jeszcze przed udowodnieniem mu winy. Bywało, że policjanci byli winni, ale często też obwiniano ich z założenia. Być może dlatego tak się czują. Czasem ktoś wziął samochód na kredyt i bał się go stawiać przed komendą, żeby nie mieć postępowania wyjaśniającego. Bo skąd miał pieniądze, pewnie bierze łapówki od bandytów. Obsesja czy lęk przed posądzeniem, napiętnowaniem, przez wiele lat pokutowały.

Trzeba pamiętać, że cała ta praca jest igraniem z ryzykiem i wystarczy, że policjantowi powinie się noga w drobnej rzeczy, a jest natychmiast zwalniany ze służby. Niestety, w dalszym ciągu zdarza się, że funkcjonariusze są wyrzucani na skutek konfliktów interpersonalnych. Tak jak w jednej z opisywanych historii – policjant nie chciał żonie swojego przełożonego przewieźć radiowozem choinki na święta. I ten przełożony doprowadził do takiego mobbingu, że policjant musiał zmienić pracę. Ci ludzie pracują pod ogromną presją i na wielkiej adrenalinie, co jest osobnym problemem, bo często się od niej uzależniają.

A tu 15 lat pracy i emerytura…

– Ona jest oczywiście jakimś tam plusem i wynika właśnie z ich obciążenia. Ale wyobraź sobie policjantów z wydziału zabójstw, którzy obcują z sytuacjami ekstremalnymi, poznają granice człowieczeństwa i wynaturzenia. Oni się odklejają coraz bardziej od zwykłego życia. Jak w robocie jest sezon ogórkowy, nie mogą się doczekać, kiedy będzie jakieś zabójstwo. I teraz taki człowiek po 15 latach w policji, często nie potrafiąc się poruszać w codziennym życiu – bo to są goście, którzy świetnie sobie radzą, zatrzymując zbójów, natomiast niekoniecznie potrafią załatwić prostą sprawę w urzędzie – po tak ekstremalnej robocie, pędzie, bardzo wysokich emocjach ma przejść do życia domowego i zająć się trzymaniem pilota od telewizora. To jest powód, dlaczego wielu policjantów słabo kończy, np. pod budką z piwem. No bo jakie on ma alternatywy? Może iść do agencji ochrony cieciować.

Twoi policjanci skarżą się na media. Mówią, że w telewizji sprawy z ich udziałem są pokazywane zupełnie inaczej, niż to wyglądało w rzeczywistości.

– To jest permanentne.

Cytat z książki: „Zezwierzęcony obraz policji jest komuś potrzebny”.

– Ale nie policji. Nie wiem, jakie masz zdanie na ten temat, ale wydaje mi się, że poziom dziennikarstwa w naszym kraju często kuleje. Wielokrotnie spotykałem się z tym, że dziennikarze mylili funkcje, nazwiska osób, przez co kompletnie przeinaczali związki i przedstawiali własne wersje wydarzeń w nierzetelny sposób, w ogóle tego nie sprawdzając. Policjant jest trochę jak ksiądz – to zawody, które wymagają nieskazitelności, bo mają strzec ważnych w życiu człowieka wartości. Często zapomina się o tym, że policjanci też są ludźmi, nie maszynami. Gdy to samo zrobi policjant i bibliotekarz, który będzie napiętnowany?

Kto i dlaczego idzie dziś do policji? Jeden z twoich rozmówców powiedział, że pełno w niej ludzi, którzy nie mieli na siebie żadnego pomysłu, a kariery robią safanduły i ofermy, które wiedzą, z kim się układać i mają czas robić studia oficerskie. Ci, co zajmują się prawdziwą robotą, na to czasu nie mają. Ostro.

– Generalnie są dwa tory kariery: praca za biurkiem, która bardziej przypomina korporację, i robota na ulicy. W tej drugiej bez pewnych predyspozycji się nie uchowasz. Chociaż zdarzali się goście, którzy byli ewenementem i jakimś cudem próbowali funkcjonować, choć było to kompletnie niedorzeczne. W korporacji na szczęście nigdy nie pracowałem, ale jak mi znajomi o tym opowiadają, to wydaje się, że największe kariery robią nie ci ludzie, którzy mają prawdziwy talent, wiedzę i zdolności merytoryczne, tylko tacy, którzy potrafią dopasować się do funkcjonowania tej korporacji i bardziej robić wrażenie, że pracują, niż faktycznie pracować. W policji podobnie się to odbywa.

Na planie filmu „Pitbull” (fot. Wojciech Surdziel / Agencja Gazeta)Andrzej Grabowski na planie „Pitbulla” (fot. Wojciech Surdziel / Agencja Gazeta)

Wracając jeszcze do tego, jak społeczeństwo ocenia policję, w Polsce chyba nie ma takiego przeświadczenia, że jak coś się dzieje, to możesz podejść do policjanta i on ci pomoże. Raczej lepiej się trzymać z daleka, bo jeszcze dostaniesz za coś mandat.

– Wejdę ci w słowo, bo to zabawne: jak mnie czasem zatrzymuje policja, to się zawsze do tych policjantów uśmiecham przez szybę. I oni nie wiedzą, co jest grane. Jak to, ten koleś został zatrzymany i nie jest nabzdyczony? Myślą, że robię sobie jaja albo coś jest nie tak.

Ja się boję policji, czuję respekt, chociaż nigdy nic złego mi nie zrobili. Albo taka scenka: przejeżdżasz koło stadionu, pełno policji przed meczem i pół tramwaju, nie tylko kibiców, krzyczy: o, psy, psy, je*ać! Nie: o, jak fajnie, ochraniają mecz. Nie lubi się tych policjantów, nie uważa się, że są po naszej stronie.

– Na pewno respekt zawsze powinniśmy czuć. Ale też na pewno w gestii policji leży to, żeby społeczeństwo ze sobą oswajać. Oni robią dużo fajnych rzeczy.

Co na przykład?

– Uczestniczyłem w superfajnych akcjach w szkołach, gdzie policjanci imitowali zamach terrorystyczny. Można o tym długo teoretycznie opowiadać. Dzieci wiedziały, co się stanie, śmiały się. Ale w momencie, gdy wszedł zamaskowany napastnik, zaczął strzelać z kałasznikowa ślepakami, usłyszały huk, poczuły swąd palonego prochu, już nikt się nie śmiał. Totalnie się wkręciły, to były dla nich prawdziwe emocje. Nauczyły się też, jak w takiej hipotetycznej sytuacji…

…która może się stać całkiem realna…

– …należy się zachować. Sytuacja z Breivikiem nie wydarzyła się daleko od nas, więc jest prawdopodobne, że takie rzeczy, niestety, będą się działy i w Polsce. Takich akcji w szkołach, gdy policja i edukuje, i daje poczucie bezpieczeństwa, powinno być jak najwięcej. Nie tylko dla PR-u policji, ale też dlatego, że dużo można z nich wynieść. To jest potem nagrywane, analizowane, inne dzieciaki mogą obejrzeć, prześledzić zachowania, które były w porządku, a które niekoniecznie.

W której to było szkole?

– W jednym z liceów na Woli.

Któryś z twoich rozmówców powiedział coś takiego: „Jak człowiek przychodzi na komendę i mówi, że ukradli mu rower, to powinien się poczuć najważniejszy na świecie. Ma myśleć, że cała policja w mieście szuka jego roweru. Ja i ty wiemy, że rower się nie znajdzie, ale obywatel ma się czuć zaopiekowany”. No proszę cię, to tak nie wygląda.

– Ale jak dobrze pamiętasz, ten komendant opieprzał swojego podwładnego i go instruował, bo sam widział niedoskonałości w swoim komisariacie. Próbował zmienić nawyki wśród policjantów.

Chyba powinien się przejść po jeszcze kilku komisariatach.

– Sądzę, że dziś zawód policjanta wiąże się już z większą nobilitacją społeczną niż dawniej. Kiedyś była dużo większa pogarda i brak docenienia.

W Stanach Zjednoczonych do policjanta mówi się „panie władzo”.

– W Stanach bycie policjantem to nobilitacja społeczna, to jest fajnie odbierane, tam się tych ludzi szanuje. Myślę, że i u nas się to zmienia. Generalnie policje na całym świecie mają rozmaite konflikty, często też są negatywnie oceniane. Jeśli popatrzylibyśmy na policję francuską, która jest jedną z najbrutalniejszych w Europie, na to, ile ona ma spraw o bezwzględność czy nieadekwatne zachowanie, to okaże się, że nie jest to polska domena. W USA działał program „Zero tolerancji dla zła”. Policjanci z Nowego Jorku zgwałcili szczotką klozetową jednego z największych gangsterów i wpakowali w niego kilkadziesiąt kul. Kontrowersyjne…

…delikatnie mówiąc…

– …ale spotkało się to z aprobatą społeczną. Bo skala przestępczości była już taka, że ludzie oczekiwali bezwzględnego działania.

Myślę, że to, co teraz powiedziałeś, akurat może spotkać się z taką aprobatą. Twoi policjanci mówią: prokuratura, sądy – to ściema. Oni często wiedzą, kto jest winny, kto zabił, tylko nie mają wystarczających dowodów. Z kolei przestępcy wiedzą, że to prokurator ma udowadniać ich winę, a nie oni swoją niewinność. Nie wiem, jak to się ma do rzeczywistych poglądów, ale z komentarzy na forach wynika, że Polacy są skrajnie radykalni: chcą kary śmierci i kastrowania pedofilów.

– I jak na to patrzeć, będąc katolikiem? Ja też nie mam problemu z tym, że przestępca, który zrobił straszną rzecz, dostanie wpierdziel na komendzie i dużą karę. Ale należy zadać sobie też pytanie: a co z człowiekiem, który był niewinny, a ktoś się pomylił, bo tak się dowody ułożyły? Pewnie, że dalej można twierdzić, że cel uświęca środki, trzeba grać ostro, bo 99 procent przestępstw jest dzięki temu wykrytych, a przestępcy złapani. Ale zawsze zostaje pytanie, czy ten jeden niewinny człowiek przeważa, czy nie. To nie jest prosta sytuacja, na którą ktokolwiek znajdzie odpowiedź, bo jej nie ma.

Policjanci mówią: człowieka musisz wyczuć w pierwszych trzech sekundach. Jak często zdarzają się psychopaci jak z filmu „Siedem”?

– Miałem możliwość uczestniczyć w rozpracowywaniu jednego faceta, który rządził mafią ormiańską w Polsce i on rzeczywiście był jak duch. Nie znano jego twarzy, przez kilkanaście lat zmieniał wygląd, tożsamość. Raz był popem, raz biznesmenem, bardzo łatwo się wcielał. Więc tacy ludzie się zdarzają. Dziś inteligentni przestępcy to nie jakieś opryszki, tylko goście, którzy okradają skarb państwa na setki milionów złotych. Którzy wykorzystują mózg i znajomość luk prawnych. Ich nikt nie jest w stanie złapać, przynajmniej nieczęsto.

Jeden z twoich rozmówców powiedział, że przestępcy są coraz bardziej bezwzględni. Kiedyś istniał kodeks. Taka niemalże zabawa w policjantów i złodziei – punkt dla nas, punkt dla was. Jednych i drugich stać było nawet na uprzejmości w momencie zatrzymania. Dziś kodeksu już nie ma. A najgorsze ponoć są małolaty, które mają wszystko i wydaje im się, że każdy ich się boi.

– Tak, bo młodzi ludzie w ogóle nie mają żadnych wartości i zasad, chcą tylko zaistnieć. Przestępcy w poprawczakach są dużo bardziej zdeprawowani niż w więzieniach. W ogóle presja społeczna, by jak najszybciej osiągnąć sukces, dotyka nas wszystkich, a młodych szczególnie. Przestępczości w rozumieniu grup zorganizowanych, moim zdaniem, w Polsce już nie ma. Są grupy kradnące samochody i przemycające narkotyki, ale w porównaniu z tym, co było na przełomie XX i XXI wieku, to niedobitki.

Na planie filmu „Pitbull” (fot. Wojciech Surdziel / Agencja Gazeta)Na planie „Pitbulla” (fot. Wojciech Surdziel / Agencja Gazeta)

Ja po przeczytaniu twojej książki mam wrażenie, że świat się roi od gangsterów. Początek jest taki felerny, opisujesz, że ciągle coś się dzieje na Wiatraku, a ja mieszkam na Grochowie. Myślałam, że trudno jest się zetknąć z mafiosem, a tu się okazuje, że wystarczy rzodkiewkę sprzedawać na „ich” terenie.

– Pamiętaj, że to jest sytuacja z roku bodajże 2003 czy 2004, czyli sprzed ponad 10 lat. Dziś ściąganie haraczy – kiedyś plaga – już praktycznie nie istnieje, te grupy zostały rozbite.

Czyli jakbym teraz chciała założyć knajpę, to nie muszę się obawiać, że przyjdą do mnie „schaby”?

– Wydaje się to nieprawdopodobne. A nawet gdyby ktoś przyszedł, to ponieważ policja uporała się z dużo poważniejszymi sprawami, idąc na komendę ze zgłoszeniem, nie musisz się martwić, że skończy się to jak w filmie „Dług”.

Ty się czujesz bezpiecznie w Polsce? Masz wrażenie, że gdyby coś się stało, policja cię ochroni? Po tym wszystkim, co wiesz i widziałeś?

– Tak, ja się czuję bardzo bezpiecznie. Wiem, że gdyby cokolwiek mi się stało, to poszedłbym po pomoc do policji i bym ją otrzymał.

Może dlatego, że jesteś Patrykiem Vegą i wszyscy wiedzą, że lubisz policję.

– Myślę, że dlatego, że przyjrzałem się temu z bliska, poznałem pewne procedury i sytuacje, które dla ludzi są obce. Wiem, że gdybym miał problem, to nie szedłbym do gangsterów, żeby mi pomogli, tylko załatwiłbym to w sposób legalny z policją.

Jak ci ukradną rower, to się znajdzie?

– Oczywiście, że nie, tak samo jak wiem, że samochód, który mi ukradną, się nie znajdzie. Natomiast mam pewność, że grupa, która ukradła m.in. mój samochód, zostanie rozbita i ci goście pójdą do więzienia. Oczywiście po paru latach wyjdą i znowu będą próbowali kraść, bo nic innego nie potrafią w życiu robić, ale przez parę lat będą wyłączeni.

Jak oceniasz ogólny poziom bezpieczeństwa w Polsce w ostatnim czasie?

– Mam wrażenie, że jest coraz lepiej. W moim mniemaniu bandyta, który dziś idzie i daje komuś w łeb, żeby ukraść portfel – jest debilem. Jest tak wysoka kara i prawdopodobieństwo zostania złapanym, że robienie tego to idiotyzm. Ale przestępczość ewoluuje – w kierunku wyłudzania pieniędzy, przestępstw bankowych czy związanych z VAT-em, bądź przestępczości internetowej. Gdy ktoś ci ukradnie pieniądze z konta, to też tragedia, ale nie są to przestępstwa dotyczące życia i zdrowia. Nie ma bomb, ludzie się przestali wysadzać. Nie ma haraczy, rozmaitych porachunków. Tej przestępczości zorganizowanej, która funkcjonowała w tak ostentacyjny sposób. Prymitywnych przestępstw jest coraz mniej, bo zwyczajnie nie ma z tego pieniędzy. W momencie, gdy ukradniesz milion złotych z internetu, masz wielokrotnie mniejsze sankcje, niż za zrobienie komuś fizycznie krzywdy.

Brzmi optymistycznie. Także dla przestępców.

– Na pewno prawo się zmieni za jakiś czas, bo są tu rozmaite problemy. Choćby taki, że definicja oszustwa opiera się na przepisie z 1957 roku, co jest absurdem, bo nie było wtedy chociażby przestępczości gospodarczej czy internetu. Prawo musi się dostosować.

Wyobraźmy sobie, że wychodzę na spacer z psem i – nie daj Boże – pies znajduje ludzkie zwłoki w krzakach. Wydaje się nieprawdopodobne, ale ostatnio było kilka tego typu doniesień w mediach. Dzwonię na policję. Co się dzieje dalej?

– Przyjeżdżają policjanci, najbliżej będący patrol zabezpiecza miejsce zdarzenia, potem lekarz, który stwierdza zgon. Dojeżdżają technicy i jeśli oni stwierdzają udział osób trzecich w zdarzeniu, wówczas zaczyna się tym zajmować sekcja do spraw zabójstw. Sekcja, bo takiego wydziału już dzisiaj nie ma. Jesteś wzywana na rozmowę, jest spisywany protokół.

Czy mogę się w ten sposób stać podejrzaną?

– Wiesz, wszystko jest możliwe. To jest zależne od rozmaitych okoliczności. W momencie gdy mamy zwłoki 140-kilogramowego steryda i ty jako dziewczyna zgłosisz znalezienie takich zwłok, raczej nikt nie będzie cię podejrzewał.

Przecież mogłam wynająć zabójcę.

– No tak, ale masz taki przypadek, że ktoś zgłosił i stał się podejrzanym?

Nie, to znowu ten podświadomy lęk przed policją.

– Na mnie wrażenie zrobiła historia związana z programem TVN „Pod napięciem”. Bodajże zamordowano dziewczynę, gdy wysiadła z autobusu. Dziennikarz razem z ludźmi próbowali odtworzyć to zdarzenie. Zgłosił się na ochotnika jeden z gapiów. I zaczął tak niezwykle wiernie odtwarzać zabójstwo, że zatrzymano go i okazało się, że to jest sprawca. Przyszedł, żeby jeszcze raz przeżyć emocje z tym związane.

Na planie filmu „Pitbull” (fot. Wojciech Surdziel / Agencja Gazeta)Na planie „Pitbulla” (fot. Wojciech Surdziel / Agencja Gazeta)

Straszne.

– Życie potrafi pisać lepsze scenariusze niż scenarzyści.

Długo byłeś osobą przybraną, czyli mogłeś uczestniczyć w akcjach policji. Jaka jest statystycznie szansa, że morderca zostanie wykryty?

– W dzisiejszych czasach nie ma zbrodni doskonałej. Zawsze zostawia się jakiś ślad. Najwyżej te ślady są źle zabezpieczone albo nie ma możliwości, by kogokolwiek do nich dopasować. Większość przestępstw wykrywa się jednak z tzw. ucha, czyli ktoś wie, że przestępstwo zostało popełnione i sprzedaje tę informację policjantom. To jest właśnie robota operacyjna i oficer operacyjny im jest lepszy, tym więcej ma informatorów na mieście, jest w stanie „zasięgnąć ucha”. Śladami są nie tylko linie papilarne, ale też np. logowanie się telefonu sprawcy w miejscu i czasie popełnienia przestępstwa. Jeśli sprawca się nikomu nie zwierzył ze zbrodni, to jest trudniej. Nie zawsze udaje się zabezpieczyć jakiekolwiek DNA.

Często jest też tak, że sprawcy wpadają po latach. Znam historię faceta, który wpadł po 20. Jechał pijany samochodem, miał wypadek, próbował uciec i zostawił ślinę na poduszce powietrznej, która wystrzeliła. Chodziło tylko o wypadek, a w toku postępowania okazało się, że to człowiek, którego DNA zabezpieczono wiele lat wcześniej właśnie przy okazji zabójstwa. Więc na pewno żaden zabójca nie będzie mógł już nigdy spać spokojnie.

To pocieszające. Ale jak cię słucham, to myślę, że nie masz telewizora.

– Nie mam od siedmiu lat i nie czytam gazet, ani nie sprawdzam informacji w internecie. Nie czytam o Rosji, po dwóch tygodniach dowiedziałem się, że Tusk został premierem. Jestem naprawdę oderwany. Jak wchodzę w jakiś temat, to go bardzo drobiazgowo badam na potrzeby filmu, ale izoluję się od medialnych śmieci, zalewania się codziennym gównem. Oczywiście, jak jadę na myjnię, leci TVN24, to mam wrażenie końca świata, apokalipsy. Ale jako człowiek, który nie posiada telewizora, mogę ci powiedzieć, że świat wydaje mi się całkiem bezpiecznym miejscem. Również Polska.

A oglądasz seriale kryminalne?

– Tylko amerykańskie, bo na polskie nie starcza mi czasu.

Który jest twoim zdaniem dobry?

– „True Detective” jest najlepszym, jaki widziałem. Widziałaś?

Zaczęłam oglądać.

– Przejdź przez pierwszy i drugi odcinek, na początku myślisz: „Ku**a, o co chodzi? Chyba nie dam rady tego dalej oglądać”. A potem rewelacja. „Killing” też jest fajny. Naprawdę spoko, jeśli chodzi o pracę policyjną. Teraz zacząłem oglądać jeszcze „Broadchurch”, z jednym zabójstwem, taki bardziej w klimacie „Twin Peaks”. Ale „True Detective” jest mistrzostwem świata.

Myślisz, że Sławek Opala byłby zadowolony z twojej książki, która jest chyba hołdem dla niego?

– To było pierwsze pytanie, zanim usiadłem do roboty: czy on by się z tej książki ucieszył? I odpowiedziałem sobie, że tak.

„Złe psy. W imię zasad” (fot. materiały promocyjne)

CZYTAJ TAKŻE: Kobiety, które wypowiedziały wojnę bezdusznej mafii, skorumpowanej policji i sądom

 

Patryk Vega. Reżyser i scenarzysta. Twórca popularnych filmów i seriali (m.in. „Pitbull”, „Służby specjalne”, „Hans Kloss. Stawka większa niż śmierć”). Jest socjologiem, swoją pracę magisterską napisał na podstawie serialu dokumentalnegoPrawdziwe psy”, którego był współscenarzystą i reżyserem. Siedział przy jednym stole z policjantami i gangsterami. Zna ich świat od najczarniejszej strony. Ostatnio napisał książkę Złe psy. W imię zasad”.

Sławomir Opala. Jeden z rozmówców Patryka Vegi, „prawdziwy pies”. Policjant z warszawskiego wydziału zabójstw, pierwowzór Despera z serialu „Pitbull”. Aresztowany pod zarzutem udziału w grupie przestępczej. Poddał się karze (choć utrzymywał, że jest niewinny) i spędził w więzieniu dwa i pół roku. Popełnił samobójstwo.

Paulina Dudek. Szefowa działu Podróże w portalu Gazeta.pl. Uważa, że najlepszymi przyjaciółmi dziewczyny są dobre buty trekkingowe, smartfon i eyeliner. Zakochana w Birmie i Szwajcarii. Nikomu nie pozwoli zburzyć Pałacu Kultury.

weekend.gazeta.pl

Putin „największym oligarchą świata”? Majątek wyceniany na 200 mld dol., 58 samolotów, kilkadziesiąt aut. A to nie wszystko

DAMIAN SZYMAŃSKI, MONTAŻ: JANUSZ RACZYŃSKI, CZYTA: BŁAŻEJ GRYGIEL, 22.05.2015
http://www.gazeta.tv/plej/19,137621,17962802,series.html?embed=0&autoplay=1
Władimir Władimirowicz Putin, kochany i nienawidzony zarazem, niekwestionowany lider, nieobliczalny przywódca jednego z najpotężniejszych państw świata. O jego prywatnym życiu niewiele wiadomo. Jednak jeszcze mniej wiemy na temat jego oficjalnych powiązań z biznesem. A coraz częściej w mediach mówi się o nim jako o najbogatszym człowieku na ziemi. Jakimi pieniędzmi dysponuje Putin?Cotygodniowy cykl ‚BizSylwetka’ przedstawia kulisy sukcesu wpływowych ludzi i przybliża drogę, którą pięli się na szczyty list najbogatszych. Świat milionerów i biznesu odsłania przed wami swoje sekrety.
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s