Rydzyk (22.05.2015)

 

Wybory prezydenckie. PiS w trybie wyborczym pozywa szefa klubu PO

psm, PAP, wideo: TVN24/x-news, 22.05.2015
http://www.gazeta.tv/plej/19,114871,17966926,video.html?embed=0&autoplay=1
PiS pozywa w trybie wyborczym szefa klubu PO Rafała Grupińskiego za wypowiedzi, które – w ocenie PiS-u – sugerują, że za piątkową próbą ataku na Komorowskiego stoją ludzie związani ze sztabem Andrzeja Dudy. Do godz. 16 odpowiedni wniosek nie wpłynął jednak do sądu.

 

– Nie można pozwolić w demokratycznym państwie prawa na tego typu metody, na tego typu insynuacje – powiedział szef komitetu wykonawczego PiS. – Nie może być tak, żeby szef klubu partii stanowiącej zaplecze Bronisława Komorowskiego posuwał się do tego typu kłamstw, które radykalnie obniżają poziom polskiej polityki – dodał Joachim Brudziński.

Wcześniej szef klubu PO Rafał Grupiński odniósł się do incydentu, który miał miejsce przed południem podczas spotkania wyborczego Komorowskiego w Toruniu – gdy prezydent wchodził do ratusza, w jego kierunku ruszył gwałtownie młody mężczyzna, który został powstrzymany przez policjantów i oficerów BOR. Jak powiedziała rzeczniczka kujawskiej policji Monika Chlebicz, mężczyzna ten był bardzo „rozemocjonowany, uderzył jednego z policjantów”, został następnie przewieziony do jednego z komisariatów.

Grupiński ocenił, że „emocje i agresja słowna w ostatnim dniu kampanii zaczynają przybierać kształt agresji fizycznej, skierowanej przeciwko prezydentowi”. – Chcemy wyrazić swoje głębokie zaniepokojenie i oburzenie, a po drugie, oczekujemy od Andrzeja Dudy zdecydowanej reakcji na tego rodzaju zachowania wobec jego konkurenta – powiedział.

„Tam skandowano: Andrzej Duda”

W rozmowie z Polską Agencją Prasową Grupiński podkreślił, że mówił „wyłącznie o języku środowiska PiS wspierającego Andrzeja Dudę”. – Ten język, który od lat słyszymy – pełen agresji, nienawiści – może prowadzić w końcu też do agresji fizycznej. Natomiast na pytanie jednej z pań dziennikarek, czy było to inspirowane przez sztab, czy środowisko PiS, odpowiedziałem, że oczywiście tego nie twierdzę. Mówiłem tylko o pewnych konsekwencjach, które wprowadza agresja w języku debaty publicznej, że w efektach – mamy na to historyczne przykłady – może to też prowadzić do agresji fizycznej. Taka była moja wypowiedź – tłumaczył szef klubu PO.

Inny polityk PO Adam Szejnfeld stwierdził, że w Polsce nie wydarzyło się nic takiego, aby emocje spowodowały „tak karygodne zajścia”. Wyraził przekonanie, że była to zorganizowana akcja, były tam skandujące grupy, a obowiązki, które wykonywali policjanci, zostały podsumowane przez niektóre osoby okrzykami „gestapo”. – To jest coś nieprawdopodobnego, to absolutny skandal. W obliczu takiego skandalu i zachowania się ludzi, którzy popierają Andrzeja Dudę, bo tam skandowano „Andrzej Duda” i „gestapo”, chcielibyśmy wiedzieć, jak odniesie się do tej oburzającej historii sam kandydat Andrzej Duda – mówił Szejnfeld.

Z kolei Brudziński powiedział, że „nie może być zgody na tego typu kłamstwa i insynuacje”. – Nie może być tak, żeby szef klubu partii stanowiącej zaplecze Bronisława Komorowskiego posuwał się do tego typu kłamstw, które radykalnie obniżają poziom polskiej polityki – powiedział szef komitetu wykonawczego PiS.

Do godz. 16 wniosek nie wpłynął do sądu

Rzeczniczka prasowa ds. cywilnych Sądu Okręgowego w Warszawie Katarzyna Kisiel poinformowała PAP, że do godz. 16 wniosek PiS nie wpłynął ani do biura podawczego Sądu Okręgowego w Warszawie, ani Sądu Okręgowego Warszawa-Praga. Jak dodała, mimo iż sprawy w trybie wyborczym są rozpatrywane w trybie 24-godzinnym, wniosek trzeba złożyć w godzinach urzędowania sądu – w piątek była to godz. 16.

Sąd okręgowy rozpoznaje pozew wyborczy w postępowaniu nieprocesowym w ciągu 24 godzin. Na postanowienie sądu przysługuje w ciągu 24 godzin zażalenie do sądu apelacyjnego. Decyzja sądu apelacyjnego jest ostateczna – od postanowienia nie przysługuje kasacja. Publikacja ewentualnych sprostowania, odpowiedzi lub przeprosin musi nastąpić w ciągu 48 godzin.

Sekretarz PKW Beata Tokaj przekazała PAP, że postanowień sądów w sprawach wyborczych cisza wyborcza nie dotyczy i można je publikować. Zaznaczyła, że ewentualne sprostowania czy przeprosiny po wyborach nie miałyby już znaczenia dla decyzji wyborców podczas głosowania. Cisza wyborcza rozpocznie się o północy z piątku na sobotę; zakończy się w niedzielę o godz. 21.

Jeżeli rozpowszechniane materiały wyborcze, m.in. plakaty, ulotki i hasła, a także wypowiedzi lub inne formy agitacji wyborczej, zawierają informacje nieprawdziwe, kandydat lub pełnomocnik wyborczy zainteresowanego komitetu wyborczego ma prawo wnieść do sądu okręgowego wniosek m.in. o zakaz rozpowszechniania takich informacji, nakazanie sprostowania, przeprosin lub wypłacenia kwoty do 100 tys. zł na rzecz organizacji pożytku publicznego.

Andrzej Duda czy Bronisław Komorowski? Sprawdź przed wyborami, do którego ci bliżej >>

gazeta.pl

 

 

Wybór między Komorowskim a Dudą to wybór prawdziwy i poważny

Janina Paradowska, 22.05.2015

Od dawna wkurzają mnie zdania w rodzaju: nie idę na wybory, bo nie ma dla mnie żadnej oferty, nie ma partii, na którą mogłabym (mógłbym) głosować, nie ma kandydata, którego mogłabym (mógłbym) poprzeć.

Niesłychanie modnym dziś strojem jest wkurzenie się. To się po prostu nosi, z tym jest do twarzy. Kto nie jest czymś, najlepiej obecną władzą, wkurzony, ten jest z innej epoki, niczego nie rozumie i nikogo właściwie nie interesuje.

Postanowiłam więc i ja być choć trochę na czasie i wyjawić, że też jestem wkurzona. W dodatku dla mnie nie jest to stan nowy. Przyznam, że od dawna wkurzają mnie zdania w rodzaju: nie idę na wybory, bo nie ma dla mnie żadnej oferty, nie ma partii, na którą mogłabym (mógłbym) głosować, nie ma kandydata, którego mogłabym (mógłbym) poprzeć.

Wkurza mnie też „głosowanie w cierpieniu”, zwłaszcza publicznie demonstrowanym, co też stało się zachowaniem niezwykle modnym. Wprawdzie nie mam swojego kandydata, ale z zaciśniętymi zębami zagłosuję na to „mniejsze zło”. Najpierw jednak wygarnę mu, i przy okazji jego politycznemu zapleczu, co o nim myślę. A myślę oczywiście wyjątkowo źle.

Polskiej polityce przyglądam się ponad 25 lat i nigdy nie miałam problemu z wyborem, zarówno wtedy, kiedy partii było kilkadziesiąt (choć przyznaję, wtedy w ofercie łatwo było się pogubić), jak i wtedy, kiedy było ich kilka.

Tworzyły jednak pluralistyczną paletę, choć dziś stała się ona niewątpliwie nieco uboższa, co być może będzie problemem w trakcie wyborów parlamentarnych. Jest jednak czas, by paletę wzbogacać.

Wkurzenie może wzbogacaniu sprzyjać. Nie miałam też problemu z wyborami prezydenckimi, bo w każdych była jakaś ważna stawka. Ważna dlatego, że wybiera się głowę państwa, człowieka będącego najwyższym tego państwa reprezentantem, za którym stoi jakaś wizja państwa, sposób i styl uprawiania polityki oraz polityczne zaplecze, co jest sprawą wyjątkowo poważną.

Nie jest więc obojętne, kto stoi na czele państwa, mając w dodatku mało władzy wykonawczej o charakterze sprawczym, ale potężną moc destrukcyjną. Przyznaję, rzeczywiście w tym roku szefowie wielu ugrupowań – poważnych, mniej poważnych i zupełnie niepoważnych – zażartowali sobie z nas, wystawiając dublerów i próbując tę elekcję ośmieszyć, ale to nie zmienia faktu, że końcowy wybór ma swoją wagę. Tych, którzy wybory ośmieszyli, warto zapamiętać i przy innej okazji, choćby w wyborach parlamentarnych, pokazać im czerwoną kartkę.

Nie twierdzę, że są to najważniejsze wybory w tych 25 latach wolności, choć mogą okazać się wyjątkowe, jeśli idzie o wstrząs dla całego systemu politycznego, czego już po pierwszej turze jesteśmy świadkami. Każde wybory prezydenckie były ważne, w każdych rozstrzygały się istotne kwestie, każde niosły nadzieje i obawy. Jeśli te mogą się nam wydawać ważniejsze od innych, to dlatego, że wraz z możliwą wygraną Andrzeja Dudy wróci do władzy system, który zbyt dobrze pamiętam, a który kryje się pod nazwą wielokrotnie opisywanej IV RP – może młodemu wyborcy niewiele, ale mnie akurat to bardzo wiele mówi.

To jest system politycznych odwetów, nachalnej propagandy, system, w którym kłamstwo i pomówienie podniesiono do rangi najwyższej, jeśli trzeba przeciwnika upokorzyć czy pokonać. A słowo „prawda” kompletnie zdewaluowano. To jest system, w którym przeciwnikiem jest każdy, kto nie jest swój. Ten system żadnej wspólnoty nie tworzy, on ze wspólnoty wyklucza. Przez lata wszak pokazywano nam, jak buduje własne, osobne państwo i jak bardzo kontestuje, poniża, dezawuuje instytucje istniejącego państwa demokratycznego.

Nie wierzę więc, bo ani razu w tej kampanii nie dał mi szansy, bym mogła uwierzyć, w gładkie słowa, wręcz w słowotok Andrzeja Dudy o tym, że tak będzie wspaniale dialogował ze wszystkimi, powołując przy okazji kolejne rady, komitety i zespoły doradcze, które podczas kolejnych debat rozmnażał niczym króliki. Nie wierzę, że bratem i siostrą mu każdy Polak i Polka, że liczy się tylko wspólnota, o której interesy będzie dbał tak wspaniale, że w pięć lat prezydentury 300 miliardów (lekko licząc) Polakom rozda.

Zbyt gładko ten potok banałów płynął podczas całej kampanii wyborczej, zbyt szybko wszystko okazywało się kampanijną taktyką, a nie przekonaniami czy poglądami własnymi kandydata. Być może on sam już w te marketingowe sztuczki uwierzył, może nawet uwierzył, że jest taki politycznie dojrzały i samodzielny. Spokojnie, szybko zostanie przywołany do porządku.

Śmieszą mnie więc, ale już nie wkurzają, na przykład lewicowi działacze, którzy kombinują, żeby się opowiedzieć za Dudą, bo wtedy Platforma się rozpadnie i oni się wreszcie na jej gruzach odbudują. W każdej poważnej sprawie musi być najwyraźniej jakiś element groteskowy.

Wybór między Bronisławem Komorowskim a Andrzejem Dudą jest więc wyborem realnym, poważnym i obarczonym daleko idącymi konsekwencjami. Nie wiem, kto w całym tym zamieszaniu spowodowanym wołaniem o zmianę jakąkolwiek, nawet byle jaką, te wybory wygra. Ale wiem, że wybór jest. I to jak najbardziej prawdziwy.

Polityka.pl

Kuriozalny plan Dudy na służbę zdrowia. Bez znieczulenia

Agata Nowakowska, 22.05.2015
Wybory prezydenckie 2015. Andrzej Duda

Wybory prezydenckie 2015. Andrzej Duda (Fot. Jacek Marczewski / Agencja Gazeta)

Andrzej Duda chce uzdrowić polską służbę zdrowia, likwidując NFZ, w zamian finansując leczenie prosto z budżetu. Wow – dlaczego wcześniej nikt na to nie wpadł, skoro to takie dziecinnie proste? Lech Wałęsa mawiał: „Zbij pan termometr, a nie będziesz miał temperatury” – i taką właśnie receptę proponuje nam kandydat PiS na prezydenta.
Teraz służba zdrowia jest finansowana z naszych składek do Narodowego Funduszu Zdrowia. Większość tej składki odpisujemy sobie od podatku, tylko niewielką część wyciągamy dodatkowo z własnej kieszeni. Dzieleniem naszych pieniędzy zajmuje się NFZ (wyceniając usługi medyczne, zawierając kontrakty z lekarzami rodzinnymi i szpitalami). Przy czym tak krawiec kraje, jak materii staje. Do podziału jest tylko tyle, ile wpłacimy (w tym roku niecałe 68 mld zł).Kolejki w służbie zdrowia nie biorą się stąd, że NFZ „odebrane” nam pieniądze przepuszcza na limuzyny czy bankiety – przeciwnie, jest tani, na obsługę samego siebie NFZ – w porównaniu z innymi tego typu instytucjami – wydaje stosunkowo niewiele.

Kolejki są, bo mamy za mało lekarzy i pieniędzy w stosunku do potrzeb. Od likwidacji NFZ i płacenia za zdrowie z budżetu gotówki nie przybędzie. Przecież ktoś będzie musiał wyliczyć, ile się należy każdej przychodni i szpitalowi. A kto to zrobi lepiej niż dzisiejsi pracownicy NFZ? Efekt będzie taki: urzędnicy NFZ przeniosą się do Ministerstwa Zdrowia, by robić to samo co dziś. Tyle tylko że rewolucja biurkowa nie zastąpi mądrej zmiany.

Po likwidacji NFZ państwo nadal będzie miało na leczenie ok. 68 mld zł. Chyba że coś dorzuci – przez ostatnie lata do NFZ wpływało z roku na rok coraz więcej pieniędzy, a kolejek to nie ukróciło. Postęp w medycynie galopuje, a nowe metody są kosztowne. Skąd państwo na to weźmie? Albo odbierając pieniądze przeznaczane dotąd na inne cele – do wyboru są na przykład: pomoc społeczna, podwyżki dla emerytów, edukacja – albo zarabiając dodatkowe pieniądze. Każda rodzina wie, że chce wydawać więcej na jedzenie, ubranie czy wakacje – najpierw musi zarobić, zaoszczędzić. A państwo zarabia głównie w jeden sposób – zbierając haracz z podatków. Żeby pieniędzy na zdrowie było więcej, państwo musiałoby podnieść składkę na zdrowie, PIT, CIT albo VAT, ale o tym ani PiS, ani kandydat nie mówią.

Andrzej Duda, patrząc prosto w kamery, woli oszukiwać ludzi, obiecując im jednym tchem: podniesienie kwoty wolnej od opodatkowania, pieniądze na dzieci, pomoc dla frankowiczów… W ciągu kilku miesięcy kampanii Duda rozdał 300 mld zł, czyli jednoroczny budżet Polski.

Gdy PiS rządziło, ministrem zdrowia był prof. Zbigniew Religa. Wyrwało mu się raz, że szpitale, które nie znajdą się w tzw. sieci szpitali, którym państwo gwarantuje finansowanie, będą mogły zostać sprywatyzowane. Szybko został przez bardziej cynicznych kolegów z PiS pouczony, by takich kontrowersyjnych rzeczy nie wygadywać. W dziedzinie służby zdrowia z PiS-owskich czasów chyba najbardziej utkwiło nam w pamięci słynne białe miasteczko pielęgniarek pod Sejmem – zagłuszano im telefony, utrudniono dostęp do środków higienicznych. To był słynny przykład „dialogu”, o którym dziś tak chętnie rozprawia kandydat Duda.

Teraz PiS, jak to ma w zwyczaju, proponuje kolejną rewolucję, tym razem jednak na żywym organizmie. Bez znieczulenia.

Zobacz także

wyborcza.pl

Andrzej Duda i zamach smoleński: zobacz co mówił do Cezarego Gmyza [WIDEO]

JK, 21-05-2015

ZOBACZ ZDJĘCIA »WARSZAWA ANDRZEJ DUDA KONWENCJA WYBORCZA

Kandydat PiS na prezydenta Andrzej Duda (C) podczas konwencji wyborczej pt. „Dobra zmiana”  /  fot. Paweł Supernak  /  źródło: PAP

Kiedy w 2012 r. Cezary Gmyz dostał nagrodę za tekst o trotylu na pokładzie Tupolewa laudację wygłosił Andrzej Duda. Kandydat PiS w wyborach prezydenckich, nazywał dziennikarza bohaterem a jego tekst „przełomem”.

Bohater?

– Ta nagroda jest nagrodą za niezłomność. Jest także nagrodą za to, że pan redaktor się nie przestraszył całej tej sytuacji. Że zachował postawę dumną – powiedział podczas uroczystości Duda, dodając, że jest to nagroda dla współczesnych bohaterów.

Nagroda „Święty Jerzy zabija smoka” przyznawana jest przez krakowskie Stowarzyszenie im. Lecha Kaczyńskiego. Nagrodę wręczył wtedy dziennikarzowi Wojciech Kolarski, szef biura poselskiego Andrzeja Dudy. W kolejnych latach nagrodę otrzymali Jarosław Kaczyński oraz pismo „wSieci”.

Dziennikarz Cezary Gmyz to autor opublikowanego w „Rzeczpospolitej” artykułu informującego o rzekomym odnalezieniu śladów trotylu i nitrogliceryny na wraku Tu-154, który rozbił się w Smoleńsku. – Jest oczywiste, że lekceważona przez prokuraturę hipoteza zamachu musi być teraz traktowana poważnie – mówił po publikacji swojego tekstu Gmyz w TVP INFO. Jego zdaniem ślady trotylu są dowodem potwierdzającym teorię o wybuchu na pokładzie prezydenckiego samolotu 10 kwietnia 2010 roku.

Informacje Gmyza zdementowała prokuratura wojskowa. W czerwcu 2013 roku płk Ireneusz Szeląg z prokuratury wojskowej mówił: – Nie było pozostałości materiałów wybuchowych ani efektów ich degradacji na wraku prezydenckiego samolotu. Nie było też śladów materiałów, których można by użyć do budowy np. bomby termobarycznej.

Ale i to nie przekonało Gmyza. W wideo zamieszczonym na stronie tygodnika „Do Rzeczy” mówił wówczas: – Jest to [relacja prokuratury – red.] rzecz, która jest mało dla mnie przekonująca. Urządzenia użyte w Smoleńsku na przełomie września i października wykazały na wraku tupolewa, ale także w innych miejscach, ślady obecności co najmniej czterech substancji wybuchowych, a mianowicie trotylu, nitrogliceryny, oktogenu i heksogenu.

Oto nagranie z przemówieniem Andrzeja Dudy. Kluczowe zdania o przełomie padają dokładnie w 9 minucie. Choć oczywiście zachęcamy do odtworzenia całości sesji. 

„Matactwa prokuratury”

Podczas wystąpienia Andrzej Duda wspominał moment, kiedy przeczytał tekst Cezarego Gmyza.

– Pamiętam, że był on dla mnie pewnym szokiem, chociaż sprawa tragedii smoleńskiej jest jedną z tych rzeczy, którymi się zajmuję i analizuję na co dzień wszystko to, co się w tej sprawie pojawia. (…) Uznałem, że ujawnienie tej wiadomości jest przełomem – powiedział Duda. I zdziwił się, że po publikacji Gmyza wyrzucono z pracy. – W uczciwym kraju demokratycznym, gdzie media rzeczywiście są biznesem, a nie robieniem polityki pro-komuśtam, pan redaktor powinien być przez swojego szefa, właściciela noszony na rękach – dodawał. W ostrych słowach Andrzej Duda skrytykował tdziałania prokuratury nazywając je „matactwem”. Duda wspomniał też, że jego zdaniem przypadek redaktora Gmyza pokazuje, że dziennikarstwo śledcze „jest po prostu zabijane, jest mordowane”

Co Duda sądzi o Smoleńsku?

Początkowo Andrzej Duda nie był zwolennikiem tezy o „zamachu smoleńskim”, lansowanej przez niektórych członków PiS. Tematu raczej unikał. – Każda przyczyna jest możliwa, są ekspertyzy, które wskazują na różne przyczyny tego zdarzenia. Sprawa musi być rzetelnie zbadana, choćby to miało trwać wiele lat. Dopóki nie przedstawi się wiarygodnych badań i wyliczeń, nie można wykluczyć i zamachu – mówił „Newsweekowi” w 2012 r.

Później zdecydowanie zaostrzył ton. – To będzie taka Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego. Będzie bronić kłamstwa smoleńskiego stworzonego przez Rosjan, a przenoszonego do świadomości Polaków przez komisję Millera! – powiedział w 2013 r. o zespole Macieja Laska, powołanym w celu przybliżenia Polakom okoliczności katastrofy smoleńskiej.

Z kolei w kwietniu 2014 r. Duda stwierdził, że jest przekonany, że na pokładzie Tu-154 doszło do wybuchu. – Trudno jest mi w tej chwili powiedzieć, co było przyczyną i co wybuchło, natomiast jestem przekonany, że wybuch był – powiedział poseł PiS w „Salonie politycznym Trójki”.

O tym, że w Smoleńsku mogło dojść do zamachu Duda mówił także w wywiadzie w TVN24 tuż przed pierwszą turą wyborów prezydenckich, choć w kampanii prezydenckiej starał się unikać tego tematu.

Czytaj też poświęcony publikacji „Rzeczpospolitej” komentarz Michała Krzymowskiego „Anatomia wybuchu” >>>

Newsweek.pl

Czy kamienowanie kobiet to przejaw siły państwa?

Wojciech Czuchnowski, Michał Wilgocki, 22.05.2015
Magdalena Żuraw, asystentka Andrzeja Dudy

Magdalena Żuraw, asystentka Andrzeja Dudy (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Europoseł Andrzej Duda jest hojny: zatrudnia 14 asystentów, większość to młodzi działacze PiS z Krakowa i Małopolski. Dał też zarobić dwóm córkom Marka Lasoty, szefa IPN w Krakowie. Sprawdziliśmy, co mają w głowach.
„Komorowski jest hańbą Polaków” – uważa na przykład Magdalena Żuraw, asystentka Andrzeja Dudy.Inny jej wpis: „Tusk, Komorowski i reszta śliskich ludzi myślą, że działania dyskredytujące obrońców krzyża i fakt zlikwidowania miejsca gromadzącego rzesze wiernych sprawę załatwią. Ale ludzie wierzący, łaknący prawdy o śmierci swoich wybitnych rodaków, nie umilkną w chwili, gdy zabierze się im symbol wiary. Obrona krzyża, na którym Chrystus oddał życie za nasze zbawienie, nie skończy się z chwilą, gdy panowie w dobrze skrojonych garniturkach wezmą krzyż pod pachę i zabiorą go z oczu modlących się. Prezydent, który po cichu, ukradkiem, ze strachu likwiduje krzyż, jest zwykłym tchórzem i hańbą dla naszej ojczyzny. Takiego prezydenta szanować nie sposób”.

Krwawy aniołek

Magdalena Żuraw, działaczka PiS z Krakowa, w 2011 r. znalazła się wśród tzw. aniołków Kaczyńskiego, czyli młodych kobiet kandydujących do Sejmu z list jego partii. Ostatecznie żadna do Sejmu się nie dostała. Na swoim blogu wzięła udział w dyskusji w sprawie Sakineh Ashtiani, Iranki skazanej na ukamienowanie. Ashtiani bronili działacze praw człowieka, apelując o złagodzenie kary.

Żuraw poucza: „W Iranie – państwie silnie związanym ze swoją religią – konsekwencje zdrady mogą być śmiertelne. Przekonują się o tym irańskie kobiety i mężczyźni, w których życiach zawitała rozwiązłość”. I dalej: „Państwo, nakładające w świetle prawa kary na osobę, która dopuściła się konkretnego przestępstwa, podpadającego pod konkretny paragraf, jest państwem zdrowym, a przede wszystkim suwerennym. Państwo, które pod naciskiem opinii publicznej zawiesza wykonywanie wyroków, suwerenne nie jest”.

Asystentka Dudy zastrzega, że generalnie nie jest zwolenniczką kamienowania, ale surowego prawa już tak.

„Gdy kobieta nie wie, o czym mówi”

Niektóre jej poglądy bliskie są seksistowskim teoriom Janusza Korwin-Mikkego: „Mądry, wartościowy mężczyzna jest chlubą kobiety. Zaś jego wyższość intelektualna przyozdabia ją pełnym blaskiem, który wzbudza zazdrość u niewiast związanych z głupszymi od nich mężczyznami. Jak pięknie jest, gdy kobieta nie wie, o czym mówi jej mężczyzna, a podziwia sposób, w jaki mówi! Jak pięknie, gdy w pełnym zaufaniu i braku lęku przed ośmieszeniem może go zapytać, na jakiej zasadzie działa internet…”.

Dr prawa Andrzej Duda pytany o złote myśli swojej asystentki stwierdził tylko, że młodzi ludzie bywają radykalni.

„Konferansjer mnie wkur…”

Spośród 14 asystentów europosła większość to młodzi działacze PiS z Krakowa i Małopolski. Z rekomendacji PiS są zaangażowani w samorządy, działają też w Instytucie im. Lecha Kaczyńskiego. Michał Ciechowski to były szef małopolskiej młodzieżówki PiS, wcześniej pracował w biurze posła Andrzeja Adamczyka i u Zbigniewa Ziobry.

W internecie – na Twitterze i Facebooku – aktywny jest kolejny asystent Marcin Kędryna, który jednak nie prezentuje tak skrajnych poglądów jak Magdalena Żuraw, a jego opinie są czasem zaskakujące.

W lutym 2015 r. tak pisał o konwencji Dudy: „Konferansjer mnie – excusez le mot – wkur… Aktor Zelnik mówił zbyt długo (ale nie ma się czemu dziwić, skoro występował przed większą publicznością niż w sumie przez ostatnie trzy lata). Król Stalowej Woli miał coś z księdza. Pan Siara walił suchary. Ale wszystko, jako całość, wyszło bardzo dobrze. A przemówienie Andrzeja Dudy – było wybitne. A jak się do tego dołoży atmosferę, która panowała na sali – człowiek miał wrażenie, że bierze udział w czymś, co zdarza się raz, dwa razy w życiu”.

Na Twitterze Kędryna bardzo dużo retweetuje, głównie treści propisowskie i uderzające w Komorowskiego. Opublikował zdjęcie nagiego Tomasza Karolaka z rozdania Węży i napisał, że to „teraz będzie twarz kampanii”. Ale na blogu w Salon24 skrytykował książkę „Resortowe dzieci”. Pisał m.in., że jej współautorka Dorota Kania jest skompromitowana przez sprawę z Markiem Dochnalem.

Fajnie dać pracę studentom

Asystenci nie pracują za darmo. Na utrzymanie biura w Brukseli i asystentów krajowych (a o tych mowa) europoseł Andrzej Duda ma 24 tys. euro miesięcznie (ponad 100 tys. zł). Lwia część z tego to pensje. W listopadzie 2014 r. podczas kampanii samorządowej w Krakowie okazało się, że Duda zatrudnił w swoim biurze dwie córki Marka Lasoty, kandydata PiS na prezydenta Krakowa, szefa IPN w Krakowie. Zarabiały po 2 tys. zł brutto, a ich zadaniem była „analiza mediów, głównie rosyjskojęzycznych, i przygotowywanie newslettera na potrzeby europosła”.

– Cieszę się, że mogę dać zarobić studentom – mówił Duda „Wyborczej”, zapewniając, że nie dostały tej pracy dzięki ojcu. – Jego córki zatrudniłem na krótki czas, jak wielu młodych ludzi. Unia Europejska daje na to dużo pieniędzy, które niewykorzystane wracają do kasy unijnej – dodawał kandydat.

Zobacz także

wyborcza.pl

Sąd: 20 godzin prac społecznych za protest przeciw „Golgota Picnic”

PAP, 22.05.2015
Na karę miesiąca ograniczenia wolności i 20 godzin prac społecznych Sąd Rejonowy w Gdańsku skazał w piątek 18-latkę, która w czerwcu ub. roku podczas odczytu sztuki „Golgota Picnic” w Gdańsku rozpyliła aerozol o cuchnącym zapachu.
W chwili, gdy sędzia ogłosiła wymiar kary, kilkanaście osób towarzyszących obwinionej Marii Kołakowskiej (córka gdańskiej radnej PiS, zgodziła się na podanie swojego nazwiska – PAP), zaczęło głośno krzyczeć i skandować m.in. „Hańba”, „Precz z komuną”, „Niech żyje Stalin”, „Zakłamany sąd”. Uniemożliwiło to dalsze odczytywanie wyroku.Dopiero po kilku minutach, kiedy protestujący – wykrzykując wciąż różne obraźliwe słowa pod adresem sądu – opuścili salę rozpraw, sędzia w obecności mediów dokończyła ogłaszanie wyroku i jego uzasadnienie. Na korytarz wyszła też Kołakowska i jej matka.

Sędzia Adriana Leśniańska podkreśliła, że postawa 18-latki stanowiła zakłócenie porządku i spokoju publicznego.

„Nie miało to jednak znamion czynu o charakterze chuligańskim. Wyrażana przez obwinioną postawa, wystąpienie w obronie własnej wiary, w realiach tej sprawy nie może zostać bowiem ocenione jako działanie +bez powodu+ lub +oczywiście błahego powodu+, w szczególności gdy zwróci się uwagę na kontrowersje i spory wywołane przedstawieniem +Golgota Picnic+ nie tylko w skali Gdańska, ale też innych miastach czy krajach” – uznał sąd.

Jak podkreślił sąd, zachowanie Kołakowskiej nie może być jednak usprawiedliwione prezentowanym przez nią systemem wartości. Sąd podkreślił, że w ramach państwa demokratycznego są instytucje umożliwiające wyrażanie własnych poglądów bez naruszania spokoju innych osób.

„Nie będę się poddawała. Będę dalej walczyła. Nie wyobrażam sobie czegoś takiego, że dostaję 20 godzin prac społecznych w sytuacji, gdy np. grafficiarze mający większe przewinienia ode mnie dostają mandat. To jest dla mnie śmieszne, nie uznaję tego wyroku, na pewno będę się odwoływać” – powiedziała dziennikarzom 18-latka na korytarzu sądowym.

Kołakowska uczy się w jednym z gdańskich liceów ogólnokształcących.

Za swoje zachowanie Kołakowska usłyszała już wcześniej zaoczny wyrok 40 godzin prac społecznych. Złożyła jednak odwołanie od tego orzeczenia. Piątkowy wyrok nie jest prawomocny.

Sprawa ma związek z utworem dramaturgicznym „Golgota Picnic” argentyńskiego autora Rodrigo Garcii. W czerwcu 2014 r. spektakl na podstawie tej sztuki miał być pokazany na Malta Festival w Poznaniu, ale wskutek protestów środowisk prawicowych i katolickich pokaz odwołano. Po tej decyzji w kilku miastach w Polsce odbyło się publiczne czytanie „Golgoty Piwnic” lub pokazano jej filmowy zapis.

W Gdańsku czytanie sztuki Garcii odbyło się wieczorem 28 czerwca ub.r. w świetlicy miejscowej Krytyki Politycznej. Przed wejściem do budynku protestowała grupa przeciwników utworu argentyńskiego dramaturga. W środku Kołakowska rozpyliła substancję o cuchnącym zapachu, zakłócając na pewien czas odczyt sztuki.

wyborcza.pl

20 zł z Józefem Piłsudskim najlepszym banknotem kolekcjonerskim świata

dt, 22.05.2015
20 zł z Józefem Piłsudskim najlepszym banknotem kolekcjonerskim świata

20 zł z Józefem Piłsudskim najlepszym banknotem kolekcjonerskim świata (fot. NBP)

Banknot „100. rocznica utworzenia Legionów Polskich” o nominale 20 złotych został uznany za najlepszy banknot kolekcjonerski świata. Nagrodę przyznano podczas konferencji Currency Conference w Vancouver w Kanadzie.

Zobacz także

wyborcza.pl

Wybory prezydenckie 2015 – podsumowanie kampanii. Kandydat samodzielny czy wykreowany?

Radosław Markowski (SWPS, Centrum Studiów Nad Demokracją), 22.05.2015
Byli ministrowie spraw zagranicznych - (od lewej) Radosław Sikorski, Adam Rotfeld, Włodzimierz Cimoszewicz, Andrzej Olechowski i Dariusz Rosati - podpisali wczoraj list otwarty popierający Bronisława Komorowskiego

Byli ministrowie spraw zagranicznych – (od lewej) Radosław Sikorski, Adam Rotfeld, Włodzimierz Cimoszewicz, Andrzej Olechowski i Dariusz Rosati – podpisali wczoraj list otwarty popierający Bronisława Komorowskiego(SŁAWOMIR KAMIŃSKI)

Nasz zbiorowy wybór powie wiele o nas światu, temu światu, na który liczymy w dalszym rozwoju, a także może mieć znaczenie dla tego, czy będziemy mieli do siebie samych i własnego rozumu szacunek.
Niebawem cisza wyborcza. To dobry czas, by spokojnie wejrzeć w siebie, tego sprzed kilku lat i obecnego, tego sprzed dwóch miesięcy i tego ukształtowanego przez przekaz kampanii wyborczej. Kluczowe znaczenie będzie miało to, czy uwierzymy w rzeczywistość, w której żyliśmy przez ostatnie lata, czy w dobrze opakowany produkt medialny.Kilka miesięcy temu, gdy dowiedziałem się, że Jarosław Kaczyński wystawił jako kandydata na prezydenta Andrzeja Dudę, szczerze mu współczułem i odnosiłem się do niego z pewną dozą sympatii, jak do każdego wystawionego do odstrzału. Wszak gdyby Kaczyński miał cień nadziei, że na dwa dni przed drugą turą obaj kandydaci będą szli łeb w łeb, sam by wystartował.

Przed rozpoczęciem kampanii my, Polacy, słaliśmy urzędującemu prezydentowi sygnały niemal powszechnego uwielbienia – w porywach trzy czwarte z nas otwarcie wyrażało mu zaufanie, a nieco mniej deklarowało poparcie w wyborach. Jak mógł to odczytywać urzędujący prezydent i jego otoczenie? Tak jak każdy z nas; mnie oceniają np. studenci i jeśli uzyskuję bardzo dobre oceny, to niewiele zmieniam, jak ślą mi sygnał, że zajęcia im się nie podobają – staram się coś zmienić. Dlaczego prezydent miałby inaczej te dane odczytać? Nasi politycy są tylko tacy, jakie sygnały im wysyłamy.

Robienie dobrego wrażenia

Tę kampanię – jak żadną z dotychczasowych – cechuje ogromna dynamika i zmiana poparcia dla kandydatów. Obaj różnią się zasadniczo w swej umiejętności „robienia dobrego wrażenia”. Tu, czapki z głów – kandydat Duda wypada lepiej, a jego kampania jest prowadzona sprytniej, wydano na nią znacznie więcej pieniędzy, cała Polska oblepiona jest jego podobiznami.

Jakiś czas temu zaproponowałem, by jednak uznać, że współzawodnictwo dotyczy dwóch rzeczy – umiejętności robienia kampanii („kandydactwa”) oraz kwalifikacji na prezydenta. Jako na „permanentnego kandydata” sam oddałbym głos na Dudę. Ale przecież nie o to chodzi, chodzi o np. o to, jak sprawnie będzie prowadzona polska polityka zagraniczna.

Pięciu byłych ministrów spraw zagranicznych, z tak różnych opcji, jak SLD, centroprawica lat 1993-95, niezależny fachowiec i były minister obrony PiS, poparło obecnego prezydenta. Na arenie międzynarodowej reprezentują nas także wybitne osobistości – reżyserzy, aktorzy, pisarze, sportowcy. Ci ostatni, w liczbie kilku mistrzów olimpijskich, też się stawili, by wesprzeć Komorowskiego.

Czy to powinno mieć znaczenie i czy będzie miało znaczenie? Zazwyczaj miewa, bo w większości społeczeństw demokratycznych panuje jednak dość powszechne przekonanie, że ludzie sukcesu, ci, którzy coś znaczą w świecie czy w swoim zawodzie, to osoby godne szacunku i takie, z których mądrości i doświadczenia życiowego warto czerpać.

Tak jest tam, gdzie żyje się spokojnie, zamożnie i sensownie. Niestety, tam gdzie rewolucja jest na ustach znacznej części społeczeństwa, mechanizm ten nie działa. Dla jakości naszej demokracji to źle, że na zapleczu Dudy jest kompletna pustka – jeśli nie liczyć kochającej rodziny tym razem owitej w biel – no bo przecież nie sposób uznać za takowych dwóch satyryków, choćby nawet mieli chlubne karty wieloletniej przynależności do PZPR.

Duda naobiecywał

Najważniejsze jednak pytanie, przed którym stoją obecnie Polacy, dotyczy tej dziesięciokrotnej rozbieżności z gotowości wydawania pieniędzy z budżetu państwa. Przypomnijmy – pomysły Dudy opiewają wg szacunków ekonomistów na trzysta kilkadziesiąt miliardów, a Komorowskiego – na zaledwie trzydzieści kilka. Dylemat ogromny. Czy ten drugi jest takim sknerą, czy kandydat Duda jest całkiem nieodpowiedzialny?

Racjonalny ogląd sytuacji wskazuje, że kampania posłużyła kandydatowi do złożenia setek tysięcy niezrealizowalnych zobowiązań i – ponownie, bo to nie tylko wada tego kandydata w polskich wyborach – rozkręcenia kolejnej spirali oczekiwań ludzi zazwyczaj biedniejszych, gorzej wykształconych i takich, którym w istocie należy się realna i realistyczna pomoc. Ci ludzie to zapamiętają i jeśli wydarzy się tak, że to Duda zostanie prezydentem, to najdalej w 2017 r. ochrona nie zapewni mu bezpieczeństwa, kiedy te tysiące zawiedzionych zjawi się pod Pałacem Prezydenckim. I to nie będzie elektorat PO, pan Andrzej pewnie niejednego rozpozna.

Wolność obywatelska czy wszechobecne państwo

Jest wiele innych spraw, które będziemy w ciągu tych 45 godzin ciszy wyborczej musieli rozwikłać, w tym kwestia naszej wolności lub upaństwowienia stosunków społecznych. Ten wybór – wolność obywatelska czy wszechobecne państwo – nie jest wymysłem strategów kampanii Komorowskiego, on jest rzeczywisty.

Co więcej, nie ma tu prostej rady, co jest lepsze tak w ogóle, wszak ci wykluczeni, biedniejsi, bezrobotni i inaczej czujący, że dzieje im się niesprawiedliwość, siłą rzeczy i wszędzie na świecie zwracają się w stronę państwa. Sęk w tym, by nie przesadzić i nie próbować nadregulacji naszego życia zawodowego i prywatnego przez państwo.

Z umiarkowanym interwencjonizmem zgadza się dziś wielu uprzednio leseferystycznych liberałów, a na takie propozycje Dudy jak konieczność reindustrializacji Polski czy wsparcie innowacyjności zgoda jest dość powszechna. Ten typ myślenia o rozwoju Polski sam wspieram, gdzie mogę.

JOW-y Komorowskiego, kręcenie Dudy

Zgadzam się też od ponad dekady z zasadniczą postawą PiS i jego kandydata odnośnie do JOW-ów; to złe rozwiązanie i należy się mu sprzeciwiać. Odczytuję jednak ruch prezydenta Komorowskiego w tej sprawie jako zaproszenie do dyskusji o ewentualnej zmianie ordynacji. By tak się jednak stało, chciałbym dość szybko od pomysłodawcy usłyszeć propozycję wielkiej akcji edukacyjnej w sprawie różnych ordynacji wyborczych i ich konsekwencji. Bez tego samo referendum nie będzie nic warte.

Z kolei Duda musi się w ostatnich dniach wytłumaczyć z mijania się z prawdą – zarówno tych spraw, które widzieliśmy w pierwszej debacie, jak i z zatrudnienia w Nowym Tomyślu, bo to, co mówią w tej sprawie oficjalnie przełożeni Dudy z UJ, zdaje się świadczyć, że ponownie kandydat na prezydenta RP ma problem z prawdomównością. Pewnie dlatego oświadczenia za niego wydaje w tej sprawie jego sztab.

Dwa słowa o Pawle Kukizie

O ile nonsensem było stawianie się w roli kandydata na prezydenta RP, o tyle popieram jego zamiar tworzenia organizacji, która zaistniałaby w polskim parlamencie. Ludzie protestu, nawet radykalnego, muszą być reprezentowani, choć nie mogą stanowić o esencji polskiej polityki. Dlatego oczekuję od prezydenta Komorowskiego, że entuzjastycznie odniesie się do tego ugrupowania.

W końcu w poniedziałek obudzimy się w kraju przez nas po części zaprojektowanym; część z nas zagłosuje, część nie. Od tego, jaka to będzie proporcja, wiele zależy. Nasz zbiorowy wybór powie też wiele o nas światu, temu światu, na który liczymy w dalszym rozwoju, a także może mieć znaczenie, czy będziemy mieli do siebie samych i własnego rozumu szacunek. Zarysy wyboru są dość jasne: lukrowane wiecowanie, okrzyki do tłumów i nieodpowiedzialne obietnice czy rzeczowa, choć nudna kampania, rozmowa na tematy ważne i należące do prezydenta.

I jeszcze jedno: jest to wybór między człowiekiem doświadczonym i samodzielnym a człowiekiem wymyślonym, wykreowanym przez sztab PiS oraz całkowicie zależnym od innego – ukrywanego ostatnio – człowieka.

Zobacz także

wyborcza.pl

 

Debata prezydencka. Rzecznik KNF odpowiada Andrzejowi Dudzie ws. SKOK-ów

tm, bed, pap, 22.05.2015
Andrzej Jakubiak, przewodniczący KNF

Andrzej Jakubiak, przewodniczący KNF (SŁAWOMIR KAMIŃSKI)

Gdyby nie było nadzoru Komisji Nadzoru Finansowego i gwarancji BFG, członkowie SKOK Wołomin straciliby swoje oszczędności – napisał w oświadczeniu rzecznik Komisji Łukasz Dajnowicz.
Odniósł się w ten sposób do debaty między kandydatami na prezydenta, podczas której Andrzej Duda powiedział: „Jeżeli chodzi o osoby, które zostały skrzywdzone, przez dwa lata o malwersacjach w SKOK-u Wołomin informowana była Komisja Nadzoru Finansowego. Nie zrobiła nic, nie zawiadomiła nawet prokuratury, to przez Komisję Nadzoru Finansowego ci ludzie stracili pieniądze”.Wiceszef rady nadzorczej SKOK-u Wołomin oraz jej zarząd są podejrzani o działanie w grupie przestępczej mającej na celu wyłudzanie kredytów, a straty sięgają co najmniej wielu setek milionów złotych. Ponadto ludzie z władz tej Kasy są podejrzani o zlecenie pobicia wiceszefa KNF Wojciecha Kwaśniaka.„Kasa Krajowa nigdy nie zawiadomiła prokuratury”

„Proceder w SKOK-u Wołomin został wykryty i zahamowany właśnie dzięki współpracy KNF z prokuraturą” – napisał Dajnowicz w oświadczeniu przesłanym w czwartek wieczorem PAP. „Kasa Krajowa, w odróżnieniu od KNF, nigdy nie zawiadomiła prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa w SKOK-u Wołomin, a dokumenty odnalezione przez zarządcę komisarycznego wskazują, że Kasa Krajowa wiedziała o procederze już w 2008 r.” – dodał.

Rzecznik KNF podkreślił też, że kontrola Komisji Nadzoru w SKOK-u Wołomin była pierwszą inspekcją przeprowadzoną przez nadzór w sektorze SKOK-u, jej ustalenia dały podstawę do zawiadomienia organów ścigania już w 2013 r. „We współpracy z prokuraturą z Gorzowa Wielkopolskiego zbadano podejrzany portfel kredytowy, prokuratura ustaliła, że udzielano kredytów na podstawie sfałszowanych dokumentów, co pozwoliło w procedurze administracyjnej stwierdzić, iż zaistniała ustawowa przesłanka ustanowienia w SKOK-u zarządcy komisarycznego” – dodał. „O skali zaangażowania KNF i o tym, kogo grupa działająca wokół SKOK-u Wołomin postrzegała jako zagrożenie, świadczy napaść na zastępcę przewodniczącego KNF. Gdyby nie było państwowego nadzoru KNF i gwarancji BFG, członkowie SKOK-u Wołomin straciliby swoje oszczędności” – napisał Dajnowicz.

Wołomin w podkomisji

Sprawa odpowiedzialności za wyłudzenia pożyczek, m.in. w SKOK Wołomin, była też jednym z tematów środowego posiedzenia sejmowej podkomisji ds. SKOK. Prokurator generalny Andrzej Seremet przedstawił informacje o postępowaniach prokuratorskich prowadzonych przeciw władzom SKOK, którzy mogli działać na szkodę Kas. Przyznał, że prokuratura rozpoczęła monitorowanie SKOK-ów w 2013 r. w związku z sygnałami o licznych nieprawidłowościach.

Komisja Nadzoru Finansowego przejęła nadzór nad SKOK-ami pod koniec 2012 r. i dlatego dopiero w 2013 r., kiedy uzyskała dostęp do dokumentacji Kas oraz otrzymała pierwsze raporty na temat ich kondycji, mogła zawiadamiać prokuraturę o podejrzeniu popełniania przestępstwa.

Poseł PiS Jerzy Szmit winę za nieprawidłowości zrzucił na KNF. Poseł uznał, że skoro przekręty w SKOK-ach zaczęły być ujawnianie, gdy te były już pod kontrolą KNF, to odpowiedzialność spada na nadzór. – Mogliście zacząć nadzór od pierwszego dnia, mogliście się do tego przygotować – grzmiał Szmit.

Stwierdził też, że zadaniem KNF jest zlikwidowanie SKOK-ów albo ich osłabienie.

Na tę wypowiedź ostro zaprotestował Marcin Święcicki, przewodniczący podkomisji. – Niedopuszczalne są oskarżenia pod adresem KNF w sytuacji, gdy Komisja próbuje uzdrowić Kasy – powiedział Święcicki.

– Rozumiem emocje, którymi mogą kierować się w polityce, ale te stwierdzenia są nieuzasadnione – dodał Wojciech Kwaśniak, zastępca przewodniczącego KNF.

Kwaśniak powiedział, że Kasa Krajowa SKOK, która wcześniej sprawowała nadzór nad Kasami, mogła wiedzieć o nieprawidłowościach w SKOK Wołomin już w 2008 r., ale nic nie zrobiła. – Kasa Krajowa stwierdziła, że nie doszukuje się żadnych przesłanek, by skierować sprawę do prokuratury, bo Kasa nie wykazuje strat – mówił Kwaśniak.

Powiedział też, że już w sierpniu 2012 r., a więc pół roku przed objęciem nadzoru w SKOK, KNF poprosił Kasę Krajową o przedstawienie sytuacji w systemie SKOK, np. o stanie funduszu stabilizacyjnego. – Przekazana informacja była niepełna. A w przypadku SKOK Wołomin prawie żadna – podkreślił wiceszef KNF.

Kłamstwo Dudy

– To kolejne kłamstwo pana Andrzeja Dudy w sprawie SKOK-ów – stwierdził w piątek Marcin Święcicki na konferencji prasowej, odnosząc się do jego wypowiedzi z czwartkowej debaty, jakoby KNF nic nie zrobił w sprawie malwersacji w SKOK Wołomin. Święcicki przypomniał, że Komisja zarządziła własny audyt w SKOK Wołomin, kiedy przejęła kontrolę nad SKOK-ami, złożyła zawiadomienie do prokuratury o nadużyciach w tej Kasie oraz wprowadziła do niej zarządcę komisarycznego. Cofnęła też uprawnienia kwalifikacyjne zarządowi SKOK Wołomin. Poseł wspomniał też o nagrodzie, jaką w 2012 r. powiązana z systemem SKOK „Gazeta Bankowa” przyznała zarządcy SKOK Wołomin nagrodę i wyróżnienia.

wyborcza.biz

PO: próba ataku to „zorganizowana akcja”. Sztab Dudy składa pozew za „insynuacje”

 22.05.2015

PO: próba ataku to "zorganizowana akcja".<br /><br />
 Sztab Dudy składa pozew za "insynuacje"

Video: tvn24Sztab Dudy złożył wniosek w trybie wyborczym

– Jeśli rzeczywiście napastnik próbował zaatakować fizycznie głowę państwa, to słusznie został obezwładniony – powiedział Andrzej Duda, komentując incydent, do jakiego doszło w piątek w Toruniu. Sztabowcy Komorowskiego sugerowali, że za akcją stoją „ludzie, którzy popierają Andrzeja Dudę”. Sztab kandydata PiS składa w związku z tym pozew w trybie wyborczym.

Gdy prezydent wchodził do toruńskiego ratusza, w jego kierunku ruszył młody mężczyzna. Został powstrzymany przez policjantów i oficerów BOR. Z relacji policji wynika, że mężczyzna miał być bardzo pobudzony i rozemocjonowany. Miał uderzyć jednego z policjantów. Został przewieziony na komisariat.

Politycy PO na konferencji zaapelowali do Andrzeja Dudy, aby odniósł się do tego incydentu.

– Nie widzieliśmy takich zachowań wobec Andrzeja Dudy. Są natomiast całe grupy, które pojawiają się na spotkaniach Bronisława Komorowskiego, wyraźnie skandując „Andrzej Duda” i jednocześnie fizycznie atakując pana prezydenta lub jego zwolenników – powiedział Rafał Grupiński.

– Trudno mi uwierzyć w ogóle, że mamy do czynienia tylko z podwyższonymi emocjami. Nie wydarzyło się w Polsce nic takiego, a w Toruniu na pewno, żeby te emocje spowodowały tak karygodne zajścia. Jestem przekonany, że mamy do czynienia ze zorganizowaną akcją. W obliczu takiego skandalu i takiego zachowania się ludzi, którzy popierają Andrzeja Dudę – bo tam skandowano „Andrzej Duda” i „gestapo” – chcielibyśmy wiedzieć, jak odniesie się do tej oburzającej historii kandydat PiS  – dodał Adam Szejnfeld.

Sztab Dudy składa pozew

Sztab Andrzeja Dudy składa wniosek do sądu w trybie wyborczym za „insynuacje w sprawie inspirowania ataków na Komorowskiego” – napisała po tych słowach na Twitterze szefowa sztabu kandydata PiS, Beata Szydło.

– Nie można pozwolić w demokratycznym państwie prawa na tego typu metody, na tego typu insynuacje – tłumaczył z kolei szef komitetu wykonawczego PiS Joachim Brudziński (PiS).

 

Już wcześniej rzecznik PiS Marcin Mastalerek, towarzyszący Dudzie podczas spotkań wyborczych zauważył, że ze strony polityków PO padła „haniebna i kłamliwa” sugestia, iż za incydentem w Toruniu mieliby stać ludzie związani z kandydatem PiS. – Odpowiem pytaniem na pytanie, czy za tym incydentem, za tą prowokacją stoi sztab Bronisława Komorowskiego? – pytał Mastalerek. – Czy ten incydent to była prowokacja, która miała służyć oskarżeniu Andrzeja Dudy? Czekamy na odpowiedź – powiedział rzecznik PiS pod adresem sztabu Komorowskiego.

Sam kandydat przyznał, że nie słyszał, by prezydent został fizycznie zaatakowany. Dodał natomiast, że jeśli rzeczywiście tak było, to napastnik słusznie został obezwładniony.

– Oczywiście w takiej sytuacji po to jest ochrona, żeby chronić prezydenta RP. Jeżeli ochrona w tym momencie zadziałała i tego człowieka zatrzymała, to to zatrzymanie w moim przekonaniu, jeśli atak rzeczywiście miał miejsce, było zatrzymaniem uzasadniony, nawet na zasadzie powalenia, skucia kajdankami, bo jest to kwestia bezpieczeństwa prezydenta – mówił Duda.

34-latek próbował zaatakować prezydenta w Toruniu
Wideo: TELEWIZJA TORUŃ34-latek próbował zaatakować prezydenta w Toruniu

„Sytuacja zrobiła się nerwowa”

Na początku wyborczego spotkania na dziedzińcu toruńskiego ratusza doszło też do innego incydentu. Inny młody człowiek, który znalazł się na scenie tuż obok prezydenta, zaczął wznosić okrzyki, w tym: „Pro Civili”. Został obezwładniony przez funkcjonariuszy BOR i wyniesiony przez nich poza dziedziniec.

Duda, komentując to zdarzenia mówił, że taka reakcja była „szokująca”.

– Byłem zdumiony, bo ten młody człowiek nie zachowywał się agresywnie, tylko wznosił okrzyki, a  widziałem, że został pochwycony, skuty i powalony na ziemię – powiedział kandydat PiS.

– Widzę, że sytuacja się zrobiła nerwowa – dodał.

Incydent na wiecu w Toruniu. Mężczyznę obezwładnił BOR
Wideo: tvn24Incydent na wiecu w Toruniu. Mężczyznę obezwładnił BOR

TVN24.pl

Próba ataku na prezydenta, zatrzymany mężczyzna. „Mogło dojść do sytuacji bardzo niebezpiecznej”

22.05.2015

Próba ataku na prezydenta, zatrzymany mężczyzna. "Mogło dojść do sytuacji bardzo niebezpiecznej"

Foto: TV Toruń | Video: TELEWIZJA TORUŃZatrzymany 34-letni mieszkaniec Torunia

34-letni mężczyzna próbował rzucić się na Bronisława Komorowskiego, gdy ten wyszedł z limuzyny podczas wizyty w Toruniu. Funkcjonariusze odciągnęli napastnika. Do kolejnego incydentu doszło podczas wiecu wyborczego: obezwładniono mężczyznę, który zaczął wznosić okrzyki.

Do incydentów doszło przed i w czasie wiecu poparcia dla urzędującego prezydenta na dziedzińcu Ratusza Staromiejskiego. Kiedy około godziny 11:15 Bronisław Komorowski wyszedł z limuzyny i wtedy próbował się na niego rzucić mężczyzna. Natychmiast zareagowali oficerowie BOR, którzy odciągnęli napastnika.

– Służby zadziałały profesjonalnie – powiedział na antenie TVN24 rzecznik BOR mjr Dariusz Aleksandrowicz. Zaznaczył, że nie może zdradzać szczegółów całej akcji.

Jak doszło do próby ataku na prezydenta? Przedstawiamy krok po kroku
Wideo: tvn24Jak doszło do próby ataku na prezydenta? Przedstawiamy krok po kroku

„Był wcześniej notowany”

Wiadomo, że napastnik to Remigiusz D., 34-letni mieszkaniec Torunia. – W obecnej chwili jest w jednym z komisariatów na terenie Torunia. Mężczyzna był bardzo pobudzony, szarpał się z policjantami, jednego z nich uderzył. Obecnie toczy się przeciwko niemu postępowanie o uderzenie funkcjonariusza na służbie – powiedziała nam rzeczniczka kujawsko-pomorskiej policji nadkomisarz Monika Chlebicz.

Mężczyzna w przeszłości był notowany za występki, policja nie informuje jednak, jakie konkretnie były to działania. – Gdyby nie policjanci i BOR, mogłoby dojść do sytuacji bardzo niebezpiecznej. Mężczyzna biegł w stronę prezydenta, ale funkcjonariusze zatrzymali go natychmiast. Po tym, jak funkcjonariusze BOR i policji zapobiegli jego zbliżeniu się do prezydenta Komorowskiego, nadal stawiał opór. Obecnie tylko w tym wątku jest prowadzone przeciwko niemu postępowanie. Będziemy się w tej sprawie konsultować z prokuraturą – poinformował na antenie TVN24 rzecznik policji, insp. Mariusz Sokołowski.

Dodał, że Remigiusz D. „był bardzo rozemocjonowany”. Podczas ataku mężczyzna miał w ręce reklamówkę, a w niej z koszulkę ze zdjęciem płodów ludzkich. Miał też wydrukowane zdjęcia płodów. Przesłuchującym go funkcjonariuszom wyjaśniał, że chciał zadać prezydentowi Komorowskiemu pytanie, jaki jest jego stosunek do aborcji.

Rzeczniczka kujawsko-pomorskiej policji nadkomisarz Monika Chlebicz o próbie ataku na prezydenta
Wideo: tvn24Rzeczniczka kujawsko-pomorskiej policji nadkomisarz Monika Chlebicz o próbie ataku na prezydenta

„Oczekujemy od Andrzeja Dudy zdecydowanej reakcji”

Później, już na dziedzińcu ratusza, podczas przemówienia prezydenta doszło do kolejnego incydentu. Mężczyzna stojący tuż za plecami prezydenta, ubrany w koszulkę z napisem „Bronisław Komorowski”, nagle zaczął wnosić okrzyki. Został obezwładniony przez BOR i wyniesiony z placu.

Incydent na wiecu w Toruniu. Mężczyznę obezwładnił BOR
Wideo: tvn24Incydent na wiecu w Toruniu. Mężczyznę obezwładnił BOR

Próbę ataku na prezydenta skomentował Rafał Grupiński z PO. – Widać, jak emocje w końcówce kampanii, a także agresja słowna zaczynają przybierać formę agresji fizycznej skierowanej przeciwko prezydentowi Bronisławowi Komorowskiemu – powiedział.

Dodał, że próba fizycznego ataku na prezydenta wspierana dziesiątkami okrzyków pełnych nienawiści to jest przykład tego, „jacy ludzie w tej chwili zmierzają ku władzy”. – Jakiego rodzaju Polska i jaki język polityki jest najbliższy. Chcemy w tej sprawie wyrazić swoje głębokie zaniepokojenie i oburzenie. Oczekujemy od Andrzeja Dudy zdecydowanej reakcji na zachowania wobec takich incydentów – dodał.

Podkreślił, że „agresja słowna wywołuje agresję fizyczną”. – Nie widzieliśmy takich zachowań wobec Andrzeja Dudy. Są natomiast całe grupy, które pojawiają się na spotkaniach Bronisława Komorowskiego, wyraźnie skandując „Andrzej Duda” i jednocześnie fizycznie atakując pana prezydenta lub jego zwolenników – powiedział Grupiński.

– Trudno mi uwierzyć w ogóle, że mamy do czynienia tylko z podwyższonymi emocjami. Nie wydarzyło się w Polsce nic takiego, a w Toruniu na pewno, żeby te emocje spowodowały tak karygodne zajścia. Jestem przekonany, że mamy do czynienia ze zorganizowaną akcją. W obliczu takiego skandalu i takiego zachowania się ludzi, którzy popierają Andrzeja Dudę – bo tam skandowano „Andrzej Duda” i „gestapo” – chcielibyśmy wiedzieć, jak odniesie się do tej oburzającej historii kandydat PiS  – powiedział natomiast Adam Szejnfeld.

&quot;Oczekujemy od Andrzeja Dudy zdecydowanej reakcji&quot;
Wideo: tvn24„Oczekujemy od Andrzeja Dudy zdecydowanej reakcji”

„Zatrzymanie uzasadnione”

Pytany przez dziennikarz o incydent w Toruniu Andrzej Duda przyznał, że o nim nie słyszał, ale jeśli rzeczywiście napastnik próbował zaatakować fizycznie głowę państwa, to słusznie został obezwładniony.

– Oczywiście w takiej sytuacji po to jest ochrona, żeby chronić prezydenta RP. Jeżeli ochrona w tym momencie zadziałała i tego człowieka zatrzymała, to to zatrzymanie w moim przekonaniu, jeśli atak rzeczywiście miał miejsce, było zatrzymaniem uzasadnionym, nawet na zasadzie powalenia, skucia kajdankami, bo jest to kwestia bezpieczeństwa prezydenta – zaznaczył kandydat PiS.

Duda: sytuacja zrobiła się nerwowa
Wideo: tvn24Duda: sytuacja zrobiła się nerwowa

TVN24.pl

 

Próba fizycznego ataku na prezydenta w Toruniu. Mężczyzna błyskawicznie zatrzymany przez BOR

past, 22.05.2015
Próba ataku na prezydenta

Próba ataku na prezydenta (youtube.com/Jan Jan)

Wybory prezydenckie 2015. Podczas wizyty Bronisława Komorowskiego w Toruniu doszło prawdopodobnie do próby fizycznego ataku na prezydenta. 34-letni napastnik został powstrzymany przez funkcjonariuszy BOR.

W ostatni dzień kampanii wyborczej Komorowski odwiedził Toruń. Prezydent wysiadł z samochodu i otoczony przez tłum, szedł w stronę wejścia do toruńskiego ratusza.

W pewnym momencie 34-letni mężczyzna wyszedł z tłumu i z podniesioną ręką szybko zbliżył się do prezydenta. Mężczyzna został natychmiast powstrzymany przez funkcjonariuszy Biura Ochrony Rządu.

gazeta.pl

 

Duda wypomina Komorowskiemu czekoladowego orła. Następnego dnia pozuje z orłem z chleba

MT, 22.05.2015
Andrzej Duda w Nowym Mieście nad Pilicą

Andrzej Duda w Nowym Mieście nad Pilicą (facebook.com/andrzejduda)

Andrzej Duda chwali się dziś ozdobnym chlebem z symbolem orła, który otrzymał w piekarni w Nowym Mieście nad Pilicą. Tymczasem dzień wcześniej wypominał Komorowskiemu czekoladową rzeźbę orła z Dnia Flagi w 2013 roku.

Andrzej Duda ostatniego dnia kampanii wyborczej, podczas wizyty w piekarni w Nowym Mieście nad Pilicą, otrzymał chleb ozdobiony orłem z polskiego godła. Zdjęciami z chlebem pochwalił się na swoim profilu na Facebooku. Tymczasem zaledwie dzień wcześniej, podczas debaty prezydenckiej w TVN, wypominał Bronisławowi Komorowskiemu czekoladową rzeźbę przedstawiającą orła, która została pokazana podczas obchodów Dnia Flagi RP w 2013 roku.

 

 

Rzeźbę tę, przedstawiającą zwykłego orła bez korony, stworzono na potrzeby akcji „Orzeł może” organizowanej przez „Gazetę Wyborczą” i Program Trzeci Polskiego Radia. Duda stwierdził podczas debaty, że „wzbudziło to z jednej strony zażenowanie, a z drugiej strony śmiech” i zasugerował, że w ten sposób nie została uszanowana godność polskiego symbolu narodowego.dotarłDo
Druga tura wyborów prezydenckich odbędzie się w niedzielę 24 maja.

Zobacz także

TOK FM

 

Albo Duda nie zna się na prawie, albo celowo ściemnia

Piotr Żytnicki, Alicja Lehmann, 22.05.2015
Wybory prezydenckie 2015. Andrzej Duda

Wybory prezydenckie 2015. Andrzej Duda (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Na urlopie bezpłatnym moje obowiązki wobec Uniwersytetu Jagiellońskiego są zawieszone – w ten sposób kandydat PiS Andrzej Duda tłumaczy brak zgody rektora UJ na dorabianie w prywatnej uczelni. Nie ma racji, co w przypadku doktora prawa musi dziwić.
Duda jest zatrudniony na Wydziale Prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego, ale od dziewięciu lat – z niewielką przerwą – przebywa na urlopie bezpłatnym z powodu działalności politycznej. Urlop nie przeszkadzał mu jednak dorabiać w Wyższej Szkole Pedagogiki i Administracji w Poznaniu. Nie wiedział o tym jego przełożony kierownik Katedry Prawa Administracyjnego UJ prof. Jan Zimmermann. Rzecznik UJ Adrian Ochalik mówił, że w aktach Dudy nie ma prośby do rektora o zgodę na dodatkowe zatrudnienie.W czwartek w debacie w telewizji TVN zapytał o to prezydent Bronisław Komorowski. – Przestrzegałem zawsze i przestrzegam prawa – powiedział Duda. Wyjaśnił, że w 2010 r., przed podjęciem pracy w Poznaniu, złożył „odpowiednie zawiadomienie, bo wtedy było to wymagane”.Duda ma rację – obowiązek uzyskania zgody rektora wprowadziła nowelizacja Prawa o szkolnictwie wyższym w 2011 r. Nauczycielom akademickim, którzy chcieli kontynuować pracę na dodatkowej uczelni, dawała trzy lata na uzyskanie zgody rektora. Duda miał czas na zdobycie zgody do października 2014 r. Według rzecznika UJ nie zrobił tego.Duda do dzisiaj pozostaje zarówno pracownikiem UJ, jak i poznańskiej WSPiA – wynika to z danych Zintegrowanego Systemu Informacji o Nauce i Szkolnictwie Wyższym POL-on (prowadzi go Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego).Sam Duda mógłby przeciąć spekulacje i pokazać zgodę rektora, ale do dzisiaj tego nie zrobił. W debacie TVN przyjął inną strategię, która dla osób nieznających biegle prawa mogła brzmieć wiarygodnie. Duda powiedział: – Na urlopie bezpłatnym, zgodnie z zasadami i orzecznictwem Sądu Najwyższego, stosunek pracy ulega zawieszeniu. Zawieszeniu ulegają także wszelkie zobowiązania i uprawnienia. Moje uprawnienia są zawieszone i nie mam żadnych obowiązków.

Jaki wniosek mogli wyciągnąć widzowie? Skoro Duda na urlopie nie ma obowiązków wobec uczelni, to nie musiał też uzyskać zgody rektora na dorabianie. To nieprawda.

Zawieszenie zobowiązań dotyczy wyłącznie tego, że pracownik w czasie urlopu bezpłatnego nie musi świadczyć pracy na rzecz pracodawcy, natomiast zawieszenie uprawnień dotyczy tego, że pracodawca nie musi wypłacać takiemu pracownikowi pensji.

Obowiązek uzyskania zgody rektora na dodatkowe zatrudnienie nie wynika natomiast z umowy o pracę, lecz z Prawa o szkolnictwie wyższym. Obowiązek uzyskania zgody rektora na dodatkową pracę ma każdy nauczyciel akademicki zatrudniony w uczelni publicznej. Na urlopie bezpłatnym Duda nie przestał być pracownikiem UJ.

Andrzej Duda – doktor prawa – powinien to wszystko wiedzieć. Albo więc jest słabym prawnikiem, albo świadomie wprowadza opinię publiczną w błąd, by w kampanii wyborczej uniknąć zmierzenia się z niewygodnymi dla siebie faktami.

PS Na poparcie naszych twierdzeń:

1. Sąd Najwyższy w wyroku z 6 stycznia 2009 r. (sygnatura II PK 111/08): „Urlop bezpłatny jest okresem, w którym, mimo trwania stosunku pracy, ulegają zawieszeniu wzajemne obowiązki i uprawnienia stron tego stosunku (świadczenie pracy oraz wypłata wynagrodzenia).” I dalej: „Pracodawca zwolniony jest od wypłacania wynagrodzenia pracownikowi, a pracownik zwolniony jest od świadczenia pracy na rzecz pracodawcy”.

2. Prof. Alina Wypych-Żywicka w „Kodeksie pracy z komentarzem” (Warszawa, 2004): „W okresie urlopu bezpłatnego następuje zawieszenie obowiązków stron stosunku pracy, mimo iż on sam trwa nadal. Po stronie pracodawcy nie istnieje zatem obowiązek wypłacania wynagrodzenia, gdyż pracownik w okresie urlopu bezpłatnego nie wykonuje pracy. Jest zwolniony od jej świadczenia”.

3. Maria Teresa Romer, sędzia Sądu Najwyższego w stanie spoczynku, w „Prawo pracy. Komentarz” (Warszawa, 2012): „Urlopy bezpłatne charakteryzują się tym, że pracownik jest zwolniony od świadczenia pracy, a pracodawca od płacenia mu za ten okres wynagrodzenia”.

Zobacz także

wyborcza.pl

 

Festiwal PiS w mediach Tadeusza Rydzyka. Dyrektor zachwala: „Za waszych rządów dało się załatwiać… Po ludzku…”

psm, PAP, 21.05.2015
Jarosław Kaczyński, o. Tadeusz Rydzyk

Jarosław Kaczyński, o. Tadeusz Rydzyk (Fot. GRZEGORZ SKOWRONEK, Wojciech Olkunik / Agencja Gazeta)

– Jak wy żeście państwo rządzili, to można było normalnie rozmawiać. Pamiętam: załatwialiśmy sprawy czy to radiowe, czy z telewizją. Uczelnia… – chwalił Prawo i Sprawiedliwość Tadeusz Rydzyk w swoich mediach. A była i ku temu okazja – Telewizję Trwam i Radio Maryja odwiedziło trzech polityków PiS: prezes Kaczyński, Mariusz Błaszczak i Joachim Brudziński.
Wieczorem Jarosław Kaczyński, Mariusz Błaszczak i Joachim Brudziński byli gośćmi Radia Maryja i TV Trwam, gdzie – na początku – przepytywał ich sam dyrektor rozgłośni Tadeusz Rydzyk. Rydzyk dużo czasu poświęcił krytyce obecnych rządów, w pewnej chwili zaś wypalił: – Jak wy żeście państwo rządzili, to można było normalnie rozmawiać. Pamiętam: załatwialiśmy sprawy czy to radiowe, czy z telewizją. Uczelnia… Minister nauki i szkolnictwa wyższego, czy inni… Jakoś to było takie ludzkie… – chwalił.I kontynuował: – Normalnie można było załatwiać, rozmawiać… Oczywiście wszystko trzeba było zgodnie z przepisami, ale minister mówił mi: proszę ojca, o waszą uczelnię się nie obawiam, że jest wszystko w porządku – relacjonował Rydzyk. – Byliśmy też kontrolowani, ale była kultura. A teraz to jest wszystko takie… takie to… Czujemy się, jakbyśmy byli pariasami – żalił się.

 

Przez kolejne 2 godziny politycy PiS i prowadzący audycję zachwalali swojego kandydata i narzekali na władzę.

Kaczyński przekonuje do pomysłów Dudy

Wcześniej sam prezes w Telewizji Trwam bronił obietnic Andrzeja Dudy, które – według komentatorów – mogłyby zrujnować budżet. – W polskim systemie finansowym są pieniądze, żeby spełnić wszystkie obietnice Andrzeja Dudy bez podnoszenia podatków, bez podnoszenia składki ZUS. Ani VAT, ani PIT, ani CIT, ani składki nie muszą być podnoszone, żeby pieniądze, które są na to potrzebne (…) były zebrane – powiedział prezes PiS w Telewizji Trwam.

Kaczyński podkreślił, że „trzeba ściągać podatki wszędzie tam, gdzie to przewiduje prawo”. – Z jednej strony realizacja prawa, a z drugiej jest to realizacja zasady równości na rynku. Jeżeli jedni płacą podatki, a inni nie, to nie ma tej równości, dobrej konkurencji. Trzeba opodatkować te ogromne pieniądze, które wypływają z Polski – argumentował.

A wszystko to aby usprawiedliwić festiwal obietnic Andrzeja Dudy. Już w marcu „Gazeta Wyborcza” wyliczyła, że tylko trzy pomysły kandydata PiS na prezydenta niemal potroiłyby nasz ubiegłoroczny deficyt budżetowy. Teraz Jarosław Kaczyński w Telewizji Trwam bronił obietnic Dudy.

Kolejne obietnice

Zdaniem lidera PiS można też zaoszczędzić parę miliardów złotych na zatrudnianych przez państwo „tabunach kolesi”. Wskazał, że obecnie w Polsce jest prawie trzy razy więcej urzędników niż za czasów zbiurokratyzowanego komunizmu w 1989 r., a ich liczba wzrosła ze 150 tysięcy do prawie 450 tysięcy. Dodał, że pod obecnymi rządami nastąpił ogromny wzrost liczby urzędników.

Kaczyński odniósł się do środowej zapowiedzi Bronisława Komorowskiego przesłania do Sejmu projektu ustawy wprowadzającego kryterium 40 lat stażu pracy jako elementu uprawniającego do przejścia na emeryturę. Ocenił, że te obietnice nie zostaną dotrzymane, tak jak PO i Komorowski nie dotrzymali obietnicy, że wiek emerytalny nie będzie podnoszony.

– Jeżeli ktoś chce odzyskać możliwość przechodzenia na emeryturę, jeśli chodzi o kobiety w wieku 60 lat, a jeśli chodzi o mężczyzn w wieku 65 lat, to musi dzisiaj głosować na Andrzeja Dudę, bo on z całą pewnością to zrobi. To nie jest zabieg jakiś bardzo drogi. Oczywiście to będzie kosztowało, ale dużo miej, niż się próbuje ludziom wmawiać – podkreślił szef PiS.

Kaczyński: „Duda wypadł dobrze”

W ocenie Kaczyńskiego w pierwszej debacie telewizyjnej przed drugą turą wyborów Duda wypadł dobrze, był spontaniczny, mówił, jaka powinna być Polska, a Komorowski był rozedrgany, zdenerwowany. – Wielu twierdzi, że (Komorowski) znał pytania. Nie wiem, bo oczywiście nie mam dowodów. No, ale miał te kartki w ręku, z których odczytywał – mówił.

Przyznał jednak, że Duda przystępował do debaty zmęczony, z powodu pracy jaką wykonał w kampanii, ale „dzisiaj jest jakby w trochę lepszej sytuacji, w lepszej formie”. – Jestem jak najlepszej myśli przed niedzielą. Mamy świetnego kandydata i my mamy rację – dodał.

Przeczytaj „W rodzinie ojca mego” – reportaże o zwartych szeregach środowisk kościelnych, które nazywają siebie Rodziną Radia Maryja >>

Reklamy
Komentarze

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s