Szczerski (21.05.2015)

 

Debata prezydencka czyli między mantrą a odkurzaczem

Andrzej Saramonowicz, 21.05.2015
Bronisław Komorowski i Andrzej Duda podczas debaty przedwyborczej

Bronisław Komorowski i Andrzej Duda podczas debaty przedwyborczej (Fot. TVN/Cezary Piwowarski)

Jak na warunki telewizyjnego show, Andrzej Duda był do tej debaty znacznie lepiej przygotowany niż do niedzielnej. Zachował się jak profesjonalny komiwojażer, który wie, że ma ostatnią szansę, by człowiekowi, który właśnie otworzył przed nim drzwi mieszkania, sprzedać odkurzacz.
Moje pierwsze i najsilniejsze wrażenie po drugiej debacie: była niesłychanie chaotyczna. Ów chaos spowodowany był też nastawieniem obu kandydatów, którym ich sztaby podpowiedziały, że ignorowanie pytań w odpowiedziach będzie przez widzów łagodniej traktowane niż niewyrazistość. Prawdopodobnie słusznie: w rozmowie, która zakłada swoją własną nierzeczywistość merytoryczną (nie można przecież w 90 sekund powiedzieć niczego sensownego o tak istotnych kwestiach jak obronność, polityka fiskalna czy sprawy zagraniczne) liczy się jedynie wrażenie, które jest zbiorczą sumą energii, wdzięku, pewności, wewnętrznego spokoju czy trudnej do zdefiniowania, ale jednak wyraźnie wyczuwalnej przez odbiorców aury, którą kandydat emanuje.

Duda dostał zakaz uśmiechania się. Z korzyścią dla siebie

W pierwszej debacie zdecydowanie lepsze wrażenie robił pod tym względem prezydent Bronisław Komorowski. Miał w sobie luz, ale i zdecydowanie. I wdzięk, którego Andrzejowi Dudzie zdecydowanie brakuje. W debacie drugiej widać było, że sztab przygotowujący kandydata PiS-u, lepiej odrobił lekcję. Zrobiono dwie istotne dla Dudy korekty: ustawiono go bardziej „fightersko”, dzięki czemu Duda przestał wyglądać przy Komorowskim jak wystraszony czeladnik przy doświadczonym majstrze.

Po drugie: zabroniono się Dudzie uśmiechać. Ktoś musiał się zorientować, że naturalny uśmiech Andrzeja Dudy, sugerujący jakieś ciepło wewnętrzne, objawia się jak pełen cynizmu grymas. Oczywiście nie jest to wina Dudy, ale polityka – zwłaszcza w dobie, gdzie o triumfie lub klęsce jakże często decyduje telewizja – to sztuka tworzenia właściwego wrażenia.

Flaga Platformy jak dwa nagie miecze

Druga debata rozpoczęła się od zadziwiającej okoliczności, jaką było wręczenie Bronisławowi Komorowskiego przez kontrkandydata flagi Platformy Obywatelskiej. Ten prosty chwyt – czyli związanie Komorowskiego z partią, której nie znoszą zwolennicy Pawła Kukiza – okazał się, ku mojemu zaskoczeniu, zagraniem zadziwiająco skutecznym, bo wybił prezydenta z dobrego samopoczucia.

Miałem wrażenie, że Bronisław Komorowski jest zdezorientowany i nie wie, jak się zachować. Można było to ograć na wiele sposobów. Np. wejść na diapazon PiS-owskich wzruszeń i powiedzieć, że ta flaga wywołuje u obdarowanego wiele wspomnień, jest bowiem emblematem jego dawnej partii, z której odszedł, zostając prezydentem, ale nade wszystko kojarzy mu się z jednym z założycieli Platformy Maciejem Płażyńskim, który oddał swoje życie w służbie ojczyzny w katastrofie smoleńskiej.

Można było też obrócić to w żart, przypominając wiadomy fragment z „Krzyżaków” Sienkiewicza o rycerzach Zakonu, którzy w pogardzie dla Jagiełły przynieśli mu dwa nagie miecze, a potem ponieśli dotkliwą klęskę.

Można było wreszcie nie zrobić nic i odpowiadać na pytania. Z pewnością jednak nie należało oddawać prezentu Monice Olejnik, zwłaszcza, że ta – równie spanikowana – walnęła flagę PO na ziemię. Trudno o lepszy symbol pozycji Platformy dla jej przeciwników.

Chaos debaty spowodowali dziennikarze

Skoro jesteśmy przy Monice Olejnik, to muszę powiedzieć, że moim zdaniem wspomniany wyżej chaos drugiej debaty w znacznej mierze spowodowany był przez prowadzących ją dziennikarzy. Powszechnie obawiano się, czy Krzysztof Ziemiec i Dorota Gawryluk z debaty niedzielnej dadzą radę. Tymczasem gorzej było w czwartek.

Nie pojmuję, jak można – będąc doświadczonym dziennikarzem – zadawać wielopiętrowe pytania (np. składające się z trzech odrębnych pytań) kandydatom, którzy mają zaledwie 90 sekund na odpowiedź?

Być może wynika to z grzechu, który nie od dziś pojawia się w programach TVN24, gdzie dziennikarze o statusie gwiazdy uważają, że zadanie pytanie przez nich jest ważniejsze niż odpowiedź na nie.

Jakkolwiek jest, słyszeliśmy pytania, na które w czasie narzuconym przez regulamin debaty odpowiedzieć było nie sposób. Zwłaszcza, kiedy ktoś chciał odpowiadać merytorycznie.

Andrzej Duda nie zawracał sobie głowy sensem

Merytorycznie znacznie częściej odpowiadał prezydent Bronisław Komorowski. Paradoksalne, że najprawdopodobniej z tego powodu może zostać uznany za przegranego w czwartkowej debacie. Andrzej Duda nie zawracał sobie głowy sensem. Mam wrażenie, że spin doktorzy powiedzieli mu, że ważniejsze od tego, co mówi, jest – jak mówi.

„Grał” zatem młodego gniewnego z równą wiarygodnością, co aktorzy-amatorzy z „W-11”. Częściej niż Komorowski nie odpowiadał też na pytania, wolał za to wchodzić w spory, żeby nie uchodzić za pasywnego, a takie zarzuty stawiano mu po pierwszej debacie. Skupił się na zbudowaniu wizerunku człowieka pewnego siebie i trzeba przyznać, że to mu się udało.

A Bronisław Komorowski był spięty bardziej niż w niedzielę. Zbyt często fiksował się na swojej zgranej mantrze: „A za rządów PiS-u było gorzej”, zapominając najwyraźniej, że rządy formacji Jarosława Kaczyńskiego skończyły się siedem lat temu.

Słuchając tego, czułem się trochę jak w dzieciństwie, kiedy kazano mi jeść kaszkę, a kiedy mówiłem, że niesmaczna, padało: „nie marudź, my za okupacji musieliśmy jeść brukiew!”.

Komorowski najcelniej trafił Dudę przemocą domową

Najcelniej trafił prezydent Andrzeja Dudę przemocą domową. Przy tym problemie Duda poległ całkowicie. Najpierw zbudował aberracyjny koncept, że przemoc domowa w Polsce, w której Platforma rządzi od lat, się powiększa, zatem to poniekąd również obciąża PO, a potem wystrzelił z zagrożeniem przez konwencję antyprzemocową jakichś bliżej nieokreślonych „polskich obyczajów”.

Logika kazałaby mniemać, że jednym z tych obyczajów jest właśnie bicie kobiet i dzieci. Jedyne, co Dudę ratuje, to że logika nie jest jego mocną stroną nie tylko w tej kwestii.

Reasumując : moje wrażenie z czwartkowej debaty jest takie, że Andrzej Duda był do niej znacznie lepiej przygotowany niż do niedzielnej. Oczywiście mówię o warunkach telewizyjnego show, a nie kompetencjach do sprawowania najwyższego urzędu w państwie. Ale w TVN24 zachował się jak profesjonalny komiwojażer, który wie, że ma ostatnią szansę, by człowiekowi, który właśnie otworzył przed nim drzwi mieszkania, sprzedać odkurzacz. Niedzielne wybory pokażą, ilu chętnych na ten odkurzacz się znalazło.

Zobacz także

wyborcza.pl

 

Debata prezydencka TVN: kto wygrał? Komorowski czy Duda? [TNS DLA WYBORCZA.PL]

dan, 21.05.2015
Tuż po zakończeniu debaty prezydenckiej w TVN ankieterzy TNS Polska zaczęli badanie, które powie nam, jak Polacy oceniają starcie Bronisława Komorowskiego i Andrzeja Dudy. Kto wygrał? Jak wyraźnie?

Sondaż TNS Polska dla Wyborcza.pl został zrobiony na losowej próbie 1000 osób.

To było ostatnie wielkie starcie obu kandydatów nieco ponad 24 godziny przed ciszą wyborczą. Jeśli szala sympatii wyborców ma się przechylić na stronę któregoś z pretendentów do prezydentury, to właśnie teraz. Według badanych debatę wygrał prezydent Bronisław Komorowski.

Za chwilę opublikujemy bardziej szczegółowe dane.

Zwycięstwo Komorowskiego przybliża go do pałacu prezydenckiego. Że debata może mieć wpływ na preferencje wyborcze Polaków pokazuje niedzielne starcie Komorowskiego i Dudy w TVP i Polsacie. Jak wynika z poniedziałkowego badania Millward Brown dla TVN, Polacy uznali, że pojedynek wygrał Bronisław Komorowski (41 proc. wskazań). Zwycięstwo Andrzeja Dudy wskazało wówczas jedynie 35 proc. badanych, a nie potrafiło wskazać wygranego kolejne 24 proc. badanych. To przełożyło się na preferencje wyborcze: według tego samego badania urzędujący prezydent zyskał po debacie aż 7 pkt. proc. przeciągając na swoją stronę sporą część niezdecydowanych wyborców.

Co trzeba wiedzieć analizując sondaż TNS Polska dla „Wyborczej”?

W odróżnieniu od badania Millward Brown nasz sondaż pokazuje odczucia widzów tuż po debacie. Ma to swój walor, ale ma również małą wadę. W miarę upływu czasu i pojawiania się komentarzy ekspertów, opinii publicystów i polityków, odczucia części oglądających, zwłaszcza tych niezdecydowanych, mogą się nieznacznie zmienić.

Przy czytaniu naszego sondażu warto też wziąć pod uwagę, że widzowie o określonych poglądach i sympatycy obu kandydatów jeszcze przed debatą „wiedzą”, kto wygrał. Tacy widzowie w sposób naturalny wyolbrzymiają dobre cechy swojego faworyta i jednocześnie bagatelizują jego wpadki. Słowem szukają w debacie potwierdzenia dla swojego wyboru.

Wynik debaty, zwłaszcza przy tak wyrównanym wyścigu jak ten między Bronisławem Komorowskim a Andrzejem Dudą, musi więc dążyć do remisu. Przewaga jednego z kandydatów może oznaczać, że przeciągnął na swoją stronę część wyborców niezdecydowanych.

Badanie TNS Polska dla Wyborcza.pl po drugiej debacie prezydenckiej, badanie na 1000-osobowej, reprezentatywnej próbie osób w wieku 18 i więcej lat, zrealizowane za pomocą wywiadów telefonicznych CATI.

wyborcza.pl

Ruch Kontroli Wyborów pisze opasły poradnik i ostrzega przed urnami z podwójnym dnem

Ruch Kontroli Wyborów twierdzi, że wybory są fałszowane. Przygotował poradnik, który pomoże wykryć oszustwa.
Ruch Kontroli Wyborów twierdzi, że wybory są fałszowane. Przygotował poradnik, który pomoże wykryć oszustwa. Fot. Adam Stępień / Agencja Gazeta

Solidarni 2010, klub Ronina i Krucjata Różańcowa, czyli Ruch Kontroli Wyborów stworzył nowy poradnik przeciwko fałszerstwom i nieprawidłowościom w trakcie niedzielnych wyborów. To osobliwe kompendium ma kilkadziesiąt stron i poucza, jak sprawdzić, czy urna nie ma podwójnego dna, albo jak nie dać się nabrać na „niepełnosprawnego”.

Poradnik ma dwie wersje – do druku i do oglądania na ekranie. Autorzy nie owijają w bawełnę i piszą, że poradnik powstał, ponieważ „fałszowanie wyborów jest faktem”. Mąż stanu stojący na straży uczciwych wyborów powinien być dobrze wyposażony, np. w aparat i inne narzędzia do rejestracji obrazu i dźwięku. Musi być też czujny, mieć oczy dookoła głowy, a przepisy mieć w małym palcu.

Autorzy wyczulają obserwatorów na sztuczki, których może użyć komisja, żeby zmylić ich czujność i sfałszować wyniki głosowania. Lista jest długa, można np. dopisać zmarłą osobę do listy i podszyć się pod nią, ukrywać dodatkowe karty do głosowania, podmienić urnę na taką z podwójnym dnem.

Środowisko związane z ruchem Solidarni 2010 uważa, że należy też uważać na tych, którzy wyłudzili pełnomocnictwa od osób chorych i niepełnosprawnych. Ostrzegają również przed sytuacjami, które wprowadzają w lokalu wyborczym zamieszanie. Taka atmosfera szczególnie sprzyja fałszerstwom. Można wówczas, jak twierdzą, niepostrzeżenie dopisać drugi krzyżyk na czyjejś karcie, a tym samym głos unieważnić.

Źródło: Gazeta.pl

naTemat.pl

Debata prezydencka. Polska pyskówka prezydencka. To była debata niegodna swej rangi.

Tomasz Piątek, 21.05.2015
Komorowski i Duda zachowywali się źle - poziom debaty był po prostu niski

Komorowski i Duda zachowywali się źle – poziom debaty był po prostu niski (kadry z debaty)

Ton nadał Duda, na samym początku podrzucając urzędującemu prezydentowi chorągiewkę Platformy Obywatelskiej na pulpit. Sam nie miał chorągiewki PiS ani sztandaru „Dyktatura religijna”. Choć jego ludzie chcą takiej dyktatury.
Komorowski szybko, jakby to był gorący kartofel, oddał chorągiewkę prowadzącej dyskusję Monice Olejnik. A ta postawiła ją na podłodze. Sztandar partyjny sięgnął bruku. Jak cała nasz polska, partyjna polityka. Kiepsko to wyglądało dla prezydenta. Jakby nikt nie chciał się przyznać do partii sprawującej władzę w Polsce, z której on przecież się wywodzi.Na szczęście dla Komorowskiego Duda dyszał, zapowietrzał się, krzyczał i w ogóle dziwnie się zachowywał. A najdziwniej wtedy, gdy zarzucał przeciwnikowi, że zachowuje się dziwnie. Jak w tym kawale: jedzie facet autostradą, słyszy w radiu: „Uwaga, jakiś wariat jedzie autostradą pod prąd!”, wygląda przez okienko i mówi do siebie: „Sami wariaci”.Komorowskiemu mogło pomóc także to, że Duda co rusz bredził, ewidentnie mijał się z prawdą albo bardzo niezdarnie wykręcał kota ogonem. Było to jednak mało ewidentne w tej debacie. Bo była to debata mało czytelna, nieporządna, poszarpana. Rzadko przeradzała się w prawdziwy dialog, choćby i nieprzyjazny. „Każdy mówił o czym innym, jak zwykle w życiu rodzinnym”. Ano, taka widać z nas rodzina.

Kandydat PiS miał kilka lepszych momentów, gdy mówił o niskich zarobkach Polaków. Widać było, że pod tym względem się przygotował. To pewnie miała być jego najskuteczniejsza broń. Szkoda, że wyjął ją z pochwy i znowu schował. Nie powiedział, jak konkretnie chce pomóc pracownikom. Z jednym wyjątkiem: zawołał, że trzeba podnieść kwotę wolną od podatku. Pod tym względem zgadzam się z nim całkowicie. Ale trudno zapomnieć, że PiS, ten rzekomo socjalny PiS, gdy doszedł do władzy, to obniżał podatki… bogatym.

No właśnie, podatki. Kandydaci przez chwilę rytualnie pospierali się, kto obniżał więcej albo podwyższał mniej. Tymczasem doświadczenia innych społeczeństw dowodzą, że wysokie podatki dla bogatszych warstw są dobre dla gospodarki. Niedawno Szwecja, ze znacznie wyższymi podatkami niż nasze, miała najwyższy wzrost PKB w Europie. W USA, w złotych dla kapitalizmu latach 50., najwyższa stawka podatku dochodowego dochodziła do 91 proc.! A wzrost gospodarczy był w tak wysoko opodatkowanych latach dwa razy większy niż teraz, a bezrobocie dwa razy mniejsze… Czas, żeby ktoś powiedział Polakom o tych faktach. Ale kto, skoro nawet kandydaci na prezydenta się boją?

Duda powiedział, że umie słuchać ludzi o innych poglądach i nie zamierza robić z Polski państwa wyznaniowego. Bronił jednak swojego współpracownika Krzysztofa Szczerskiego, który chce zaprowadzenia w Polsce dyktatury religijnej z biskupami w Senacie. I bronił go w sposób bardzo osobliwy: „Ale on jest profesorem… Ale on odbył wiele spotkań zagranicznych…”. Chyba w Watykanie. Najpełniejszy wyraz swojemu przywiązaniu do religii i „polskich tradycji” kandydat PiS dał, mówiąc, że walka z przemocą w rodzinie… zagraża rodzinie. Niby to nic nowego ze strony tej partii, ale zawsze dech zapiera. Bo w głowie rodzi się pytanie, jaką religię tak naprawdę wyznaje Duda? Satanizm?

Ze strony Komorowskiego zabrakło rzeczy najważniejszej. Wyraźnego powiedzenia wyborcom, szczególnie tym biedniejszym i tym młodszym: „Tak, zrozumieliśmy, że macie dość harówki za 1600 na rękę. Tak, zrozumieliśmy, że nie możemy opierać naszego sukcesu gospodarczego na byciu wypożyczalnią taniej siły roboczej. Potrzebujemy bardziej stabilnych, rozwojowych i sprawiedliwych fundamentów. Zrobię wszystko, że Polska zaczęła inwestować w pracownika i w innowacje”. Niestety, jedynym lewicowym akcentem był krwistoczerwony krawat prezydenta.

Ogólne wrażenie, jakie pozostało, to pyskówka. Formuła debaty była fatalna. Nie skłaniała kandydatów do odpowiedzi na pytania (za często się zdarzało, że rozmawiali z głosem w swojej głowie). Powinni oni mieć też dłuższy – choć oczywiście w granicach rozsądku – czas na odpowiedzi. Najwyraźniej oba sztaby i TVN uznały, że Polak nie umie się skoncentrować i zasługuje tylko na sieczkę.

Niestety, karmiąc ludzi sieczką, zarówno się ich złości (bo wyczuwają w tym pogardę), jak i przyzwyczaja do sieczki.

W ten sposób hoduje się Kukizów.

Zobacz także

wyborcza.pl

Debata prezydencka Duda – Komorowski w TVN. Co zapamiętamy? Ignorowanie prowadzących, „koledzy” i… powtórka z rozrywki [7 RZECZY]

Monika Margraf, 21.05.2015
Debata prezydencka Duda – Komorowski w TVN była ostatnim starciem kandydatów przez niedzielna drugą turą wyborów. Oczekiwano, że kandydaci, którzy w sondażach idą łeb w łeb, zaskoczą naprawdę mocnymi strzałami. Zaskoczyli przede wszystkim ignorowaniem prowadzących.

Pierwsza debata prezydencka – w niedzielę w TVP i Polsacie – zaskoczyła m.in. paroma mocnymi uderzeniami kandydatów i mocnym powrotem prezydenta do kampanijnej gry. Co zapamiętamy z pierwszej debaty – czytaj >>>

Po czwartkowej apetyty obserwatorów sceny politycznej były więc spore, zwłaszcza, że to ostatnie bezpośrednie starcie kandydatów – debata tzw. Kukiza się nie odbędzie, a na komentowanie kampanii będziemy mieć już tylko nieco dobę. Od północy zaczyna się cisza wyborcza.

Czy kandydaci spełnili te oczekiwania? Nie. Debata w studiu TVN raczej nie zmieni nic w wyborczej walce, która teraz jest bardzo wyrównana (kandydaci w sondażach idą łeb w łeb).Ostatnia rozgrywka kandydatów była podobna skończyła się remisem ze wskazaniem na Bronisława Komorowskiego, który jednak nie wytoczył dział tak mocnych jak w niedzielę. A Andrzej Duda dotrzymywał mu kroku. Kandydaci powtórzyli też mnóstwo argumentów, które już wcześniej wielokrotnie powtarzali, także w poprzedniej debacie: Jedwabne, podatki, interesy Polski w UE, Rosja… To wszystko już było.

O wyniku niedzielnych wyborów zadecyduje to, na ile zmobilizuje się „miękki” elektorat Platformy. Co więc zapamiętamy ze starcia w studiu TVN?

1. Prowadzący – dla kandydatów chwilami nie istnieli

– Strasznie mi przykro, gdy panowie nie chcą odpowiadać na moje pytania – upominała kandydatów Monika Olejnik już w pierwszej z trzech rund pytań. Ignorowanie prowadzących zaczęło się już od pierwszego pytania, które zadała Olejnik – o państwo wyznaniowe – gdy to Andrzej Duda z uśmiechem i bardzo uprzejmie za nie podziękował i zaczął mówić o partyjnej przeszłości Komorowskiego, po czym postawił na pulpicie prezydenta chorągiewkę z logiem Platformy. Komorowski nie pozostał dłużny. Po apelu Olejni kandydaci trochę się ograniczyli, ale co jakiś czas próbowali „odpalać” przygotowane zawczasu ze sztabami pociski, np. dygresja Dudy o czekoladowym orle – jeden z mocniejszych momentów kandydata PiS.

Widać było, że prowadzący, zwłaszcza znana ze zdecydowania Monika Olejnik, mają problemy z zapanowaniem nad sytuacją. A sami kandydaci negatywnie zaskoczyli tym bardziej, że forma debaty w TVN dawała im więcej możliwości zwracania się do przeciwnika niż w TVP: po każdym pytaniu mogli komentować nawzajem swoje wypowiedzi.

2. Flaga – mocny początek polityka PiS

Na samym początku – po pierwszym pytaniu – Andrzej Duda szybko nawiązała do poprzedniej debaty, w której Komorowski konsekwentnie wytykał mu przynależność do PiS, i przeszedł do kontrataku. Przypomniał, że prezydent wywodzi się z Platformy i wręczył mu chorągiewkę z logiem tej partii. Wyrazisty ruch, ale jego siła została szybko osłabiona – Komorowski oddał flagę Olejnik, a ta ją odłożyła, komentując: – Ja nie należę do Platformy.

 

3. Prowadzący – to oni naprawdę zaskoczyli

Choć w debacie walczyli politycy, to wytypowanie do jej prowadzenia trzech dziennikarskich osobowości stacji TVN wymusiło porównania. Najwięcej dobrych ocen na Twitterze zebrał Bogdan Rymanowski, m.in. za trafne i dobrze sformułowane pytania. Wszyscy prowadzący, zwłaszcza Monika Olejnik, ewidentnie mieli problem z utrzymaniem kontroli nad debatą – dobrze, zę sami kandydaci starali się utrzymywać w czasie.

4. „Pańscy koledzy” – najlepszy moment Komorowskiego?

Duda i jego sztab najwyraźniej próbowali obalić nowe hasło wyborcze Komorwskiego: „Komorowski – prezydent naszej wolności”. Pytanie kandydata PiS do prezydenta w pierwszej części dotyczyło ustawy o zgromadzeniach, którą ten podpisał i co do której Trybunał Konstytucyjny zgłosił potem zastrzeżenia. Jest niedemokratyczna i ogranicza wolność do zgromadzeń – argumentował Duda. Komorowski sprawnie odbił piłeczkę: ustawa przeszła, a „zastrzeżenia TK dotyczyły tylko niektórych fragmentów i nie tych najistotniejszych”. Tłumaczył, że istota zmiany polegała na tym, by nie można było zasłaniać twarzy w czasie manifestacji: – Nie mogę zrozumieć, jak przedstawiciel PiS takie rzeczy może opowiadać. Tylko dlatego, że macie takich kolegów, właśnie tych, którzy to uwielbiają: robić zadymę, robić rozróbę, chować się, udawać, że nie istnieją, że w ogóle nie są organizatorami jakiegoś wydarzenia politycznego. Duda próbował się bronić: – Może pan ma takich kolegów, którzy zasłaniają twarze, bo ja nie mam. Wrażenie z tej rundy? Politycy PiS sympatyzujący z narodowcami i Komorowski – strażnik bezpieczeństwa.-

5. Duda atakuje czekoladowym orłem

Komorowski stara się chronić majestat państwa i dlatego jego kampania była taka, jaka była – tak sprzyjający prezydentowi obserwatorzy sceny politycznej wyjaśniali, dlaczego często nie odpowiadał na ataki sztabu Dudy. Sztab ten podczas debaty w TVN starał się rozbroić ten argument i pokazać prezydenta jako szkodzącego wizerunkowi państwa. Duda – odpierając atak prezydenta, że nie zagłosowała ws. godła na koszulkach reprezentacji narodowej – zauważył: – To pan wychodził na święto z czekoladowym orłem. (…) To pan jako prezydent RP powinien godła strzec i nie dopuścić do czekoladowego orła. Kotylionik i balonik – śmiali się ludzie. – Ważne, by orzeł był w sercu – zareagował prezydent. Punkt dla Dudy?

6. Przemoc wobec kobiet? Duda popłynął

Nowoczesność kontra ciemnogród – to podział, który Komorowski starał się podkreślać i w tej, i w poprzedniej debacie. W studiu TVN z pomocą przyszedł mu sam Duda. Dlaczego zaapelował w piśmie do prezydenta o niepodpisywanie konwencji ws. przemocy wobec kobiet? Bo w polskim prawie są już wystarczające rozwiązania, by jej przeciwdziałać, należy je tylko wdrażać – gdyby odpowiedź kandydata PiS skończyła się na tym, już byśmy jej nie pamiętali. Ale Duda poszedł dalej: – Konwencja zawiera w sobie rozwiązania podkopujące nasze podstawowe wartości. Ona

nakazuje zwalczać rodzinę, zwalczać tradycję, ona nakazuje zwalczać zwyczaj.

Przemoc to tradycja, której nie należy zwalczać? To nie mogło pozostać bez odpowiedzi:

blockquote class=”twitter-tweet” lang=”en”>

Duda fatalnie, bezdusznie o konwencji antyprzemocowej! Zwyczajem Polaków który trzeba chronić jest bicie kobiet #CzasDecyzji

— Barbara Nowacka (@barbaraanowacka) May 21, 2015

7. Końcówka dla prezydenta? Wybór między mną a „średniowieczem”

W formule TVN każdy z kandydatów miał na końcu aż dwie minuty, by przekonać wyborców, dlaczego powinni głosować właśnie na niego. Duda próbował zaakcentować podział „ludzki i rozumiejący was ja kontra butny Komorowski”. Koncepcja może i dobra, wyszło poprawnie, ale dość budyniowato: – Nie możemy pozwolić na to, żeby prezydentem Polski był ktoś, kto będzie wymachiwał na ludzi pięścią, bo mają inne poglądy, że będzie chciał ich spychać na margines. Ja nigdy nie uczyniłbym takiego gestu, bo mam szacunek do każdego człowieka. (…) Dobre zmiany są możliwe, tylko musicie podjąć odpowiednią decyzję przy urnach.

Komorowski wyraźnie zaznaczył akcenty w podziale „postępowy ja kontra ciemogrodzki PiS” oraz „ktoś kogo nie znacie kontra znany ja”: – Nie można stawiać na ludzi, którzy przeciwstawiają Polskę Zachodowi i Unii Europejskiej. Wybory prezydenckie będą naprawdę, trzeba będzie podjąć trudną decyzję. To nie będzie randka w ciemno, gdzie można zaryzykować czy coś sprawdzić. To będzie decyzja o tym, kto będzie dźwigał odpowiedzialność. Trzeba mieć doświadczenie, wiedzę i umiejętności gromadzone latami, aby móc podjąć te wyzwania. Dlatego proszę o głosy w niedzielę. Wtedy zapadnie decyzja o przyszłości Polski: czy ona będzie oparta o wolność, czy pomysły rodem ze średniowiecza.

TOK FM

Debata prezydencka. Spór o Szczerskiego. Komorowski: Dyktatura ewangelii? Średniowiecze!

ks, 21.05.2015
Bronisław Komorowski i Andrzej Duda

Bronisław Komorowski i Andrzej Duda (Zrzut ekranu TVN24)

Debata prezydencka Duda – Komorowski w TVN. W kolejnym spięciu między kandydatami poszło o postać przyszłego doradcy Dudy – Krzysztofa Szczerskiego, który pisał o potrzebie „dyktatury ewangelii” i obecności Kościoła w Senacie. – Kto z takim człowiekiem będzie rozmawiał? – pytał Komorowski.

Andrzej Duda zapowiadał wcześniej, że gdyby został prezydentem, to Szczerski zostanie jego doradcą do spraw międzynarodowych. Wówczas publicyści przywoływali tekst Szczerskiego z 2005 roku, który został opublikowany na łamach czasopisma „Pressje”.

Poseł PiS pisał w nim o tym, że Polsce potrzebna jest „dyktatura ewangelii” i postulował utworzenie państwa wyznaniowego. Chciał też, by członkowie Episkopatu zasiadali w Senacie. Właśnie tymi kontrowersjami posłużył się w swoim pytaniu Bronisław Komorowski.

 

Przedstawiciele Kościoła w Senacie? Dyktatura ewangelii?

– Pokaż mi swoich przyjaciół, powiem ci, kim jesteś – zaczął prezydent. – Mówił pan, że jak pan wygra, to specjalistą od spraw zagranicznych w pana kancelarii będzie Krzysztof Szczerski. A on mówi o powołaniu republiki wyznaniowej w Polsce, o potrzebie działania przedstawicieli Kościoła katolickiego w Senacie i o dyktaturze ewangelii. Kto z takim człowiekiem będzie rozmawiał? Kto na świecie ma takie średniowieczne poglądy? – pytał prezydent.

Duda ripostował: – Nie znam osoby, która uczestniczy w większej ilości spotkań międzynarodowych niż Krzysztof Szczerski. Przede wszystkim jest profesorem. Może pan wybrał jakieś jego wypowiedzi dywagacyjne o przedwojennej Polsce, o silnym państwie.

– Panie pośle, współczesność, współczesność – pokrzykiwał Komorowski.

– Krzysztof Szczerski jest biegłym dyplomatą. Rozumie, co to jest polski interes, i ma odwagę go bronić – zakończył Duda.

Po tej potyczce na Twitterze znów zawrzało:

Kim jest Krzysztof Szczerski?

Krzysztof Szczerski (rocznik 1973) jest doktorem politologii UJ, redaktor naczelny prawicowego dwumiesięcznika „Arcana”. To były wiceminister spraw zagranicznych w rządzie Jarosława Kaczyńskiego, w czasach gdy resortowi szefowała Anna Fotyga. To on w 2013 roku wpadł na pomysł założenia fundacji, która zwerbowała kilkudziesięciu młodych absolwentów politologii, prawa czy stosunków międzynarodowych.

Szczerski jest twórcą krakowskiej fundacji Dyplomacja i Polityka, której po drodze jest m.in. z posłem Antonim Macierewiczem, ks. Dariuszem Oko, doktorem Bogdanem Chazanem czy głównym ekonomistą SKOK Januszem Szewczakiem. Szczerski przyznał, że jest w gabinecie cieni prezydenckich ministrów PiS i już szykuje się do objęcia tej funkcji, czekając na złożenie mu propozycji przez Andrzeja Dudę. – To wielki zaszczyt, a Andrzej to mój przyjaciel. Nie mógłbym mu odmówić – wyznał Szczerski tuż po pierwszej turze wyborów.

TOK FM

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: