PRL

 

Polska wspierała międzynarodowych terrorystów. „Mieli swoją siedzibę w biurowcu Intraco w Warszawie”

Polska wspierała międzynarodowe organizacje terrorystyczne. "Mieli swoją siedzibę w biurowcu Intraco w Warszawie"
Polska wspierała międzynarodowe organizacje terrorystyczne. „Mieli swoją siedzibę w biurowcu Intraco w Warszawie” Fot. Wojciech Surdziel / Agencja Gazeta

– Niektórzy z terrorystów wspieranych przez PRL zostali po 1989 w Polsce – mówi naTemat historyk Przemysław Gasztold Seń. W zamian za stypendia, terroryści mieli nie dokonywać w Polsce zamachów. Badacz Instytutu Pamięci Narodowej odsłania ciemną kartę naszej historii z PRL jako sponsorem światowego terroryzmu.

W jakim okresie Polska zapewniała azyl światowym terrorystom?

Międzynarodowi terroryści przyjeżdżali do PRL w latach 70. i 80., aż do końca 90-tego roku. Oczywiście po 90-tym też przyjeżdżali, ale materiały na ten temat są tajne.

Jakie były relacje terrorystów z władzą?

Komunistyczne władze wielokrotnie oficjalnie potępiały terroryzm i odżegnywały się od jakichkolwiek kontaktów z organizacjami stosującymi takie brutalne metody działania. Problem polega na tym, że w latach 70. i 80. niektórzy bardzo groźni terroryści, mam na myśli członków organizacji Abu Nidala odpowiedzialnej za ataki w około 20 państwach, w wyniku których zabito bądź raniono około 900 osób – mogli swobodnie przyjeżdżać do Polski, gdyż pozostawali pod parasolem ochronnym służb wojskowych, a dokładnie Zarządu II Sztabu Generalnego WP, czyli wywiadu wojskowego PRL. Nie mieli żadnych problemów z uzyskaniem wizy i przekroczeniem granicy.

Jakie korzyści z obecności terrorystów miała strona polska?

Ich względna swoboda w poruszaniu się na terenie PRL miała swoje powody. Otóż byli oni wykorzystywani przez Zarząd II jako pośrednicy w handlu bronią. Udało mi się odnaleźć w archiwum dokument, który świadczy o tym, że Zarząd II zawarł nieoficjalne porozumienie z grupą Abu Nidala. Polegało to na tym, że w zamian za stypendia dla członków tej organizacji, mieli oni nie prowadzić działalności przeciwko PRL, mieli za to dostarczać informacji wywiadowczych, towarów embargowych, takich jak np. zachodnia elektronika, jak również mieli uzyskiwać zachodnie wzorce uzbrojenia potrzebne dla wywiadu wojskowego PRL.

Organizacja Abu Nidala miała bardzo dobre relacje z reżimami – chronologicznie – w Iraku, Syrii i Libii, które wspierały światowy terroryzm. Tak się składało, że właśnie te kraje były jednymi z najważniejszych odbiorców PRL-owskiego uzbrojenia. Władze w Warszawie zarabiały krocie na handlu uzbrojeniem z Saddamem Husajnem, Muammarem Kaddafim czy Hafizem Assadem. Aby zakamuflować wsparcie finansowe dla Abu Nidala wspomniane reżimy wykorzystywały pośredników w handlu bronią.

Szef skrzydła finansowego Abu Nidala miał swoje biuro w Warszawie w biurowcu Intraco i był zaufanym partnerem dla Centralnego Zarządu Inżynierii (Cenzin) – państwowego przedsiębiorstwa zajmującego się handlem uzbrojeniem i usługami „specjalnymi” – w pełni kontrolowanego przez wywiad wojskowy PRL. Część prowizji, którą współpracownik Abu Nidala uzyskiwał z kontraktów na peerelowskie uzbrojenie była wykorzystywana później na działalność terrorystyczną.

Tłumaczy się, że ta współpraca ze światowym terroryzmem miała gwarantować bezpieczeństwo w naszym kraju. Czy ta teza się broni?

Tak naprawdę żadna ze znanych organizacji terrorystycznych, które działały w latach 70. i 80. nie przeprowadzała spektakularnych zamachów wymierzonych przeciwko państwom bloku sowieckiego. Oczywiście ataki zdarzały się np. na Bliskim Wschodzie. W 1985 r. w Libanie Islamski Dżihad porwał 4 sowieckich dyplomatów. Jeden z nich – oficer KGB – został zamordowany. Terroryści chcieli, aby Moskwa przestała popierać Syrię. Sowieci wycofali swój personel z Bejrutu, ale nie zamierzali spełniać życzenia porywaczy. Znaleźli domniemanego krewnego jednego z terrorystów, porwali go, poddali torturom i na koniec dostarczyli jedną intymną część jego ciała do siedziby Hezbollahu z groźbą, że spotka to każdego, kto wziął udział w porwaniu. Niedługo później sowieccy dyplomaci zostali zwolnieni.

Czy zdarzały się podobne ataki na polskich dyplomatów?

Najbardziej znany to ostrzelanie w marcu 1990 r. samochodu Bogdana Serkisa – pracownika spółki „Animex” w Libanie. W wyniku zamachu został on poważnie ranny. Atak stanowił odwet za polski udział w tajnej operacji MOST, mającej na celu przetransportowanie radzieckich Żydów do Izraela. Ale generalnie terroryści nie atakowali obywateli państw bloku wschodniego.

O co zatem naprawdę tu chodziło, jeśli nie o zapewnienie względnego bezpieczeństwa?

Trzeba zwrócić uwagę na pewną płaszczyznę porozumienia. Państwa komunistyczne, w tym PRL popierały prawo Palestyńczyków do swojego własnego państwa. Oficjalnie sprzyjały Organizacji Wyzwolenia Palestyny z Jasirem Arafatem na czele, ale nieoficjalnie utrzymywały relacje i wspierały bardziej skrajne frakcje wewnątrz OWP, popierane przez tzw. „front odmowy” jakimkolwiek rozmowom pokojowym z Izraelem (Irak, Syria, Libia, Jemen Płd.), które kupowały peerelowskie uzbrojenie. Tak naprawdę nie chodziło o bezpieczeństwo Polski, tylko o pieniądze. Ideologia odgrywała o wiele mniejszą rolą, a w drugiej połowie lat 80. prawie żadną.

Te kontrakty były bardzo intratne i wzbogacali się na nich pracownicy Cenzinu oraz oficerowie Zarządu II Sztabu Generalnego, którzy prawdopodobnie otrzymywali sekretne prowizje. Dodam tylko, że w połowie lat 80. PRL sprzedawała również broń – oczywiście nieoficjalnie, ale za zgodą ZSRR – Izraelowi. Pamiętajmy, że w tym okresie peerelowska gospodarka szczególnie potrzebowała dewiz i każda okazja, aby je uzyskać była dobra. Chodziło o podtrzymanie słabnącego ekonomicznie reżimu i w tym celu posługiwano się nawet „brudnymi” pieniędzmi.

Na jakich szczeblach władzy rozgrywały się te relacje?

W 1983 roku Zarząd II za pozwoleniem najwyższych urzędników państwowych zorganizował spółkę joint venture pod nazwą „Alcastronic” w Wiedniu z Syryjczykiem Monzerem al-Kassarem – międzynarodowym handlarzem bronią, oskarżanym również o terroryzm, odsiadującym obecnie wyrok w amerykańskim więzieniu. Dwóch polskich oficerów powiązanych z Zarządem II zostało delegowanych do pracy w tej firmie. Oficjalnie mieli zajmować się tzw. „importem-eksportem” różnych dóbr, a nieoficjalnie ich celem było wykorzystanie znajomości Kassara do eksportu polskiego uzbrojenia, jak również prowadzenie działalności szpiegowskiej. Syryjczyk był bardzo ważnym kontrahentem dla Cenzinu, praktycznie najważniejszym prywatnym odbiorcą peerelowskiego uzbrojenia. Mógł się z nim równać jedynie człowiek Abu Nidala rezydujący na stałe w Warszawie.

Kassar utrzymywał różne podejrzane kontakty z wieloma organizacjami terrorystycznymi, handlował narkotykami, wziął nawet udział – razem z polskimi współpracownikami – w aferze „Iran-Contras”. Wywiad wojskowy PRL zdawał sobie sprawę z tych faktów, zresztą Kassar dostarczył polską broń terrorystom z Frontu Wyzwolenia Palestyny Abu Abbasa, którzy w październiku 1985 r. porwali statek Achille Lauro. Kassar miał dobre relacje z najwyższymi przedstawicielami peerelowskich władz, które umożliwiły mu nawet korzystanie ze specjalnych magazynów MSW w Starej Wsi. Gdy w 1985 r. „Alcastronic” została rozwiązana przez Austriaków ze względu na powiązania z organizacjami terrorystycznymi, Kassar przyjechał do Warszawy i tutaj oficjalnie otworzył swoje biuro. Dopiero pod koniec lat 80. w wyniku nacisków amerykańskich część biur terrorystów miała zostać zamknięta. Nieoficjalnie ludzie powiązani z terroryzmem dalej przyjeżdżali, bo mieli po prostu wciąż aktywne kontrakty handlowe z Cenzinem.

Jeżeli mówimy o pobycie terrorystów w Polsce w PRL, to z jednej strony służby cywilne, wywiad oraz kontrwywiad zbierały informacje o terrorystach, inwigilowały ich i prowadziły różne operacje mające na celu przeciwdziałanie ich aktywności, a z drugiej strony służby wojskowe utrzymywały z nimi nieoficjalne relacje. Zdawano sobie sprawę, że są to terroryści poszukiwani na Zachodzie i przeprowadzają zamachy przy użyciu polskiej broni, zarówno w Europie, jak i na innych kontynentach, ale fakt ten nie wpływał na zaprzestanie współpracy.

Czy Polska była wyjątkiem w bloku, jeśli chodzi o tego rodzaju współprace z terrorystami?

Inne kraje postępowały w podobny sposób. Tak naprawdę każde z państw bloku sowieckiego utrzymywały zakulisowe kontakty z lewackimi, czy bliskowschodnimi organizacjami terrorystycznymi, nie jestem jedynie pewien jak ta sprawa wyglądała w przypadku Albanii. Ale zarówno Czechosłowacja, jak Węgry, Bułgaria, Rumunia czy NRD posiadały swoje własne kanały kontaktów z organizacjami terrorystycznymi. Niepisana reguła była taka, że mimo całej otoczki o „braterskich” relacjach pomiędzy krajami socjalistycznymi, tego typu informacjami służby się między sobą po prostu nie dzieliły. Można było domniemywać, wyczytywać między wierszami, że taka współpraca istnieje, niemniej jednak każde z tych państw zachowywało szczegóły takiej współpracy dla siebie.

Wiemy, że NRD wspierało terrorystów zachodnioniemieckich, Rote Armee Fraktion, KGB wspierało Ludowy Front Wyzwolenia Palestyny, rumuńskie Securitate wspierało Carlosa „Szakala”, który przyjeżdżał do prawie wszystkich krajów bloku sowieckiego, był również w 1985 roku w Warszawie, zachowały się nawet zdjęcia z jego inwigilacji, bo był wówczas dokładnie śledzony. Inna kwestia dotyczy roli ZSRR w inicjowaniu i nadzorowaniu takich kontaktów. Jest niemal pewne, że KGB i GRU zdawały sobie sprawę z takich relacji polskich służb, ale czy zachęcały do ich podtrzymywania, bądź zostawiały w tej sprawę wolną rękę – wciąż do końca nie wiadomo.

Przedstawiciele jakich organizacji byli w Polsce?

Do PRL przyjeżdżali terroryści z organizacji Abu Nidala, ludzie powiązani z Carlosem „Szakalem”, terroryści z różnych frakcji Organizacji Wyzwolenia Palestyny, z Demokratycznego Frontu Wyzwolenia Palestyny, Ludowego Frontu Wyzwolenia Palestyny, Bractwa Muzułmańskiego. W Polsce widziani byli również terroryści z zachodnioniemieckiej grupy Rote Armee Fraktion, a w 1972 roku w Warszawie zjawili się terroryści z IRA, którzy odbyli spotkanie z dyplomatami libijskimi.

Czy w momencie zmiany systemowej ci ludzie nagle wyjechali z Polski? Czy możliwe, że są tu do tej pory?

Z dokumentów wynika, że niektórzy, a konkretnie znam taki jeden przypadek, po 1989 roku zostali w Polsce. Prowadzili tu działalność biznesową w oparciu o kontakty z wywiadem wojskowym. Część informacji na ten temat znajduje się w tzw. raporcie Macierewicza. Z informacji tam zawartych wynika, że Wojskowe Służby Informacyjne nie przerwały części kontaktów z terrorystami – chodzi głównie o handel bronią, bo przede wszystkim do tego wykorzystywano terrorystów.

Czy z obecnością terrorystów w Polsce były w jakikolwiek sposób związane Kiejkuty?

Nic mi na ten temat nie wiadomo. Wiem, że ludzie powiązani z organizacjami terrorystycznymi przechodzili specjalistyczne szkolenia, na wydziałach tzw. produkcji specjalnej. Na przykład w 1981 roku w zakładzie „Predom-Termet” w Świebodzicach, co mogło oznaczać, że uczono ich produkcji i korzystania z polskiego uzbrojenia. Pod koniec lat 60. wyżsi rangą działacze Organizacji Wyzwolenia Palestyny poprosili, aby peerelowskie władze umożliwiły im szkolenia palestyńskich komandosów. Odbyły się wstępne rozmowy, ale w pewnym momencie dokumenty urywają się…

Jak pan na to wszystko patrzy jako historyk, w kontekście tego, że kilka lat później Polska stanęła ramię w ramię ze Stanami Zjednoczonymi w walce z terroryzmem?

Spójrzmy na to w ten sposób: w 1947 r. Polacy wspierali bojowników żydowskiej Hagany – stosującej również metody terrorystyczne – dla których zorganizowano nawet obóz szkoleniowy w Bolkowie. Później nawiązano bliskie relacje polityczne, militarne i biznesowe z terrorystycznymi organizacjami bliskowschodnimi, tak aby w 1990 r. oficjalnie potępić terroryzm i wrócić do bliskiej współpracy z Izraelem.

Motywem dla współpracy PRL z terrorystami były dewizy. Po transformacji doszło do jeszcze dalszego spatologizowania tych relacji, które nie miały już nadzoru państwowego. Powstały różne firmy handlujące bronią (np. CENZIN, CENREX) powiązane z oficerami byłego Zarządu II, które opróżniały magazyny Układu Warszawskiego i wysyłały broń do różnych krajów i organizacji terrorystycznych omijając oczywiście embargo. Jeszcze na początku lat 90. Polscy specjaliści przebywali w Libii, gdzie pomagali tworzyć napędy do rakiet. Mogli oni być również wykorzystywani do szkolenia terrorystów. Nie miało to nic wspólnego z bezpieczeństwem państwa, dodajmy, że już demokratycznego. Część byłych oficerów wywiadu wojskowego PRL w dalszym ciągu korzystała z kontaktów zawartych z terrorystami w latach 70. i 80.

W 1990 roku funkcjonariusze służb cywilnych musieli na nowo odkrywać to, co się działo w latach 80. Nie mieli pełnej wiedzy na temat współpracy Zarządu II z organizacjami terrorystycznymi, więc trudno powiedzieć, na ile orientowali się w tych powiązaniach. Transformacja ustrojowa nie zmieniła mentalności wielu dawnych oficerów służb. Jeśli przez kilkadziesiąt lat uczono ich, że organizacje, z którymi się stykali miały charakter narodowo-wyzwoleńczy, to trudno było oczekiwać, że teraz nagle zmienią swoją narrację i zaczną nazywać je terrorystycznymi.

Wróciłbym jeszcze do lat 70. i do sprawy słynnego Szakala. Co łączyło go z Polską?

Przyjeżdżał do Warszawy kilkakrotnie, podobnie jak ludzie należący do jego terrorystycznej siatki. W sierpniu 1985 roku przyleciał na ponad tydzień. Był od początku poddany inwigilacji MSW, które śledziło każdy jego krok: z kim się spotykał, co robił, gdzie i co jadał. Udowodniono jego kontakty z Organizacją Wyzwolenia Palestyny, z której przedstawicielami spotykał się w Warszawie w restauracji, a później na imprezie u ambasadora. Ciekawe, że w opisach tej inwigilacji brakuje dwóch, trzech dni. Hipoteza może być taka, że w tym czasie spotkał się z kimś kompetentnym z PRL-owskiego MSW i prowadził rozmowy na temat przeniesienia do Polski swojej działalności. W tym czasie Carlos jeździł praktycznie do wszystkich stolic bloku sowieckiego, próbując uzyskać pomoc. Ale był to już czas, kiedy dał się poznać z jak najgorszej strony i żadne z państw nie chciało go przyjąć. Później przyleciał jeszcze raz do Warszawy, ale tym razem nie dostał wizy i nie wypuszczono go z lotniska. Jeśli chodzi o kontakty z Carlosem, polskie służby specjalnie bliskich kontaktów z nim nie utrzymywały.

A gdyby w tym czasie pojawił się na Zachodzie?

Był tam poszukiwany za działalność terrorystyczną, szczególnie we Francji. Miał na koncie zamach w wiedeńskiej siedzibie OPEC, za przeprowadzenie swojej własnej vendetty terrorystycznej przeciwko państwu francuskiemu, podkładanie bomb w pociągach. Był ścigany przez francuskie i amerykańskie służby, ale w państwach bloku sowieckiego mógł swobodnie funkcjonować. Dwa lub trzy lata przebywał w Budapeszcie, gdzie miał swoją siedzibę. Służby węgierskie poddawały go dosyć szerokiej inwigilacji, ale miały go już w pewnym momencie dosyć. Dużo pił, był kobieciarzem, raz nawet doszło do strzelaniny  z węgierskimi oficerami. Był zbyt kontrowersyjny, rzucał się w oczy, a przy tym przestawał być potrzebny. Stał się karykaturą własnej legendy.

Czy dziś Polska naprawia błędy PRL-u?

Myślę, że musimy spojrzeć na cały system komunistyczny, bo praktycznie wszystkie państwa bloku miały podobne kontakty z terroryzmem. Prowadziły one politykę terroru wobec własnego społeczeństwa, ale też wspierały międzynarodowy terroryzm. PRL, NRD, Jugosławia, Czechosłowacja, Węgry, Związek Radziecki, Rumunia, Bułgaria, Kuba czy Korea Północna – w latach 70. i 80. kraje te miały romans ze światowym terroryzmem. Z drugiej strony państwa zachodnie również utrzymywały czasem relacje z terrorystami, ale informacje o tym nie przedostają się na zewnątrz i być może nigdy nie zostaną upublicznione. Możemy odwołać się do afery „Iran-Contras”, w ramach której CIA przekazała broń Hezbollahowi, dzięki czemu ten miał zwolnić amerykańskich zakładników. Operacje dotyczące sprzedaży czy przekazywania broni są bardzo skomplikowane i rzadko wychodzą na światło dzienne, a gdy w tle mamy do czynienia z terroryzmem, to tym bardziej jest to trudne do udowodnienia. Czasem możemy usłyszeć takie stwierdzenie, że amerykańskie władze nie negocjują z terrorystami – cóż służby specjalne prowadzą różne operacje krótko i długofalowe, w których niektóre organizacje terrorystyczne mogą odgrywać przydatne role.

Po 1990 roku, teoretycznie wszystko to się zakończyło. Ale trzeba wziąć pod uwagę pewne więzi, które się zawiązały między ludźmi. To były relacje biznesowe, towarzyskie, które tak szybko, jak ręką odjął, się nie zakończyły. Musimy również zwrócić uwagę na wspólne cechy organizacji terrorystycznych wspieranych przez państwa komunistyczne – w większości miały one marksistowski, lewacki charakter. Abstrahując od różnic, łączył ich świecki charakter i brak tendencji nawiązujących do fanatyzmu religijnego. W pewnym sensie mieliśmy do czynienia ze wspólnotą światopoglądową.

Obecnie polskie władze wspólnie z Amerykanami potępiają międzynarodowy terroryzm, ale w kontekście tajnych więzień CIA na polskim terytorium paradoksalnie znowu pierwszorzędną rolę odegrały pieniądze.

Co właściwie terroryści robili w Polsce. Oficjalnie studiowali. A naprawdę? 

Część z nich korzystała ze stypendiów i zapewne kilku ukończyło polskie uczelnie, uzyskując wyższe wykształcenie, które mogło im się przydać w ojczyźnie. Dzięki tym stypendiom liderzy organizacji terrorystycznych uzależniali ich od siebie i wymagali później pełnej lojalności, np. w obliczu rozkazu o zorganizowaniu zamachu. Większość jednak odpoczywała przed kolejnymi akcjami, uciekała przed służbami specjalnymi, ukrywała się. Kraje za żelazną kurtyną dawały im dużo prywatności i dostatnie życie. Studenci powiązani z Abu Nidalem dostawali miesięcznie kilkaset dolarów, co w porównaniu do przeciętnej płacy ówczesnego Polaka wynoszącej około 25 dol. było kwotą umożliwiającą luksusowe życie. Korzystali z życia, mieszkali w najlepszych hotelach – warszawskiej „Victorii”, „Novotelu”, jadali w najdroższych restauracjach. Jeszcze inni zakładali firmy zajmujące się praniem brudnych pieniędzy. Aby nie mieć problemów ze strony komunistycznych władz z reguły zatrudniano w nich oficerów MSW lub wojska, którzy przymykali oko na taką nielegalną działalność.

Przemysław Gasztold-Seń historyk, politolog, pracownik Biura Edukacji Publicznej IPN, doktorant na Wydziale Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Autor książki Koncesjonowany nacjonalizm. Zjednoczenie Patriotyczne ”Grunwald” 1980-1990 (Nagroda Historyczna Tygodnika „Polityka” za debiut, nominacja do Nagrody Historycznej im. Kazimierza Moczarskiego, 2013). Współautor tomu Syria during the Cold War: the East European Connection. (St Andrews Papers on Contemporary Syria, Lynne Rienner Publishers, 2014) Zajmuje się m. in. frakcjami i nurtami w PZPR, stosunkami PRL z krajami Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej oraz międzynarodowym terroryzmem w okresie zimnej wojny. Przygotowuje książkę na temat terroryzmu krajowego i międzynarodowego w PRL.

naTemat.pl

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: