Trio (18.12.14)

 

Doroczna konferencja Putina. Na tapecie gospodarka, Ukraina i relacje z innymi krajami

MT, PAP, 18.12.2014
Konferencja Władimira Putina

Konferencja Władimira Putina (RT.com)

Prezydent Rosji na ponad trzygodzinnej konferencji prasowej odpowiadał na pytania dziennikarzy z Rosji i zagranicy. Zapewnił, że Rosja w dwa lata odbuduje gospodarkę, obwinił Zachód za sytuację na Ukrainie i stwierdził, że Europa buduje nowy mur berliński.
Konferencja w Moskwie trwała ogółem ponad trzy godziny – jeden z operatorów kamer podobno zasłabł. Władimir Putin był jednak w niezmiennie dobrej formie i cierpliwie odpowiadał na pytania dziennikarzy. Pierwszeństwo mieli ci, którzy „współpracowali z Kremlem przez cały rok”. Najbardziej niewygodne pytania od niezależnych dziennikarzy rosyjski prezydent omijał lub nawet ignorował.Kiedy jednak Ksenia Sobczak, kojarzona z opozycją dziennikarka, zaczęła zadawać ostrzejsze pytania, Putin przypomniał sprawę jej ojca, byłego mera Petersburga podejrzewanego o korupcję.

Prócz tego jednak Putin dość obszernie odpowiadał na stawiane mu pytania. O czym mówił?

O kryzysie finansowym w Rosji

Władimir Putin oświadczył, że obecna sytuacja na rynku finansowym Rosji została wywołana czynnikami zewnętrznymi, przede wszystkim spadkiem cen ropy naftowej, a w konsekwencji również gazu ziemnego. Według niego w najbardziej niekorzystnym wariancie na wyjście z kryzysu Rosja będzie potrzebowała około dwóch lat.

Putin ocenił, że w zaistniałej sytuacji rząd i Bank Rosji „podejmują adekwatne kroki idące we właściwym kierunku”. Prezydent przyznał jednak, że niektóre działania były spóźnione.

Putin podkreślił, że mimo obecnych turbulencji na rynku finansowym Rosja zakończy 2014 rok z nadwyżką w budżecie  federalnym w wysokości 1,2 bln rubli, czyli 1,9 proc. PKB. Prezydent poinformował, że po 10 miesiącach roku wzrost PKB wynosi 0,7 proc., produkcja przemysłowa wzrosła o 1,7 proc., a produkcja rolna o 3,3 proc.; nadwyżka w handlu zagranicznym podskoczyła o 13,3 mld dolarów i osiągnęła 148 mld USD.

O sytuacji na Ukrainie

Putin zaprzeczył, jakoby na Ukrainie walczyli najemnicy z Rosji. Określił jako szkodliwą dla Ukrainy ustanowioną przez Kijów blokadę gospodarczą Donbasu. – Osoby, które na ochotnika, kierując się głosem serca, uczestniczą w wydarzeniach na południowym wschodzie Ukrainy, nie są najemnikami, gdyż nie otrzymują za to żadnych pieniędzy – powiedział.

– Blokada gospodarcza nie ma perspektyw i jest szkodliwa dla Ukrainy – oznajmił Putin, dodając, że ma nadzieję, że sytuację na Ukrainie uda się uregulować metodami politycznymi, na drodze dialogu.

O złym Zachodzie

Putin zarzucił Zachodowi budowanie nowych murów mających odgrodzić go od Rosji i zastąpić mur berliński. – Czy dwie fale rozszerzenia NATO to nie mur? A czy elementy tarczy antyrakietowej (USA) u naszych granic to nie nowy mur? – zapytał. Rosyjski prezydent oświadczył, że „główny problem w stosunkach międzynarodowych polega na tym, że partnerzy Rosji się nie zatrzymali, że uznali się za zwycięzców, uznali, że oni to imperium, a pozostali – to wasale, których trzeba dociskać”.

– Jeśli Zachód zażądałby od ówczesnej opozycji w Kijowie, by wróciła do porozumień z 21 lutego, to wojny domowej na Ukrainie by nie było – dodał. Putin podkreślił, że gwarantami tamtej umowy między opozycją a ówczesnymi władzami Ukrainy byli ministrowie spraw zagranicznych Niemiec, Francji i Polski. Zauważył, że po tym, jak prezydent Wiktor Janukowycz wypełnił wymagania dokumentu, siły opozycyjne doprowadziły do przewrotu, a zachodni partnerzy odmówili przeciwdziałania temu.

Według prezydenta Rosji „powinni byli wówczas powiedzieć radykałom: » Chłopcy, chcemy was widzieć w Europie, ale w taki sposób w Europie się nie znajdziecie «”.

O ożywionych kontaktach z Polską

Zapytany o stosunki z krajami graniczącymi z obwodem kaliningradzkim, tj. Polską i Litwą, Putin oznajmił, że o ile mu wiadomo, na szczeblu regionalnym kontakty są ożywione. – Przedstawiciele władz regionalnych i municypalnych wielokrotnie mówili mi, że są zainteresowani rozwojem współpracy z sąsiadami, zwłaszcza przygranicznej – powiedział.

Prezydent zauważył, że do Kaliningradu przyjeżdża wielu Polaków i Niemców, a do tych krajów często wyjeżdżają mieszkańcy Kaliningradu. – Trzeba porzucić fobie i rozwijać współpracę – podkreślił.

O zimnej wojnie

– Kraje zachodnie prawie wszystkie uważają, że mamy w tej chwili nową zimną wojnę. Prawie codziennie widzimy rosyjskie samoloty, które wykonują niebezpieczne manewry w okolicach terytoriów innych państw – na pana rozkaz, bo jest pan zwierzchnikiem wojsk. Teraz ma pan problem z walutą i będzie Pan potrzebował wsparcia z zewnątrz, szczególnie z zachodu. Czy zechce pan obiecać widzom, że nie chce pan nowej zimnej wojny i zrobi pan wszystko co w pana mocy, żeby załagodzić sytuację na Ukrainie? – pytał dziennikarz BBC.

– Jeśli chodzi o wojsko – stwierdził Pan, że Rosja zwiększyła napięcie. Ale my tylko bardziej chronimy naszych interesów. Nie jesteśmy agresywni, nie wchodzimy na interesy innych. Mamy tylko dwie bazy wojskowe za granicą – w Kirgistanie i Tadżykistanie. USA mają bazy wszędzie na świecie. I to my jesteśmy agresywni? – pytał rosyjski prezydent. – Czy to my zbliżamy nasze bazy wojskowe do innych krajów? My chcemy tylko walczyć wspólnie z terroryzmem i innymi problemami międzynarodowymi – chcemy to robić wspólnie, jeśli tylko inni będą z nami współpracować.

O współpracy z Iranem i ChinamiPutin nie szczędził ciepłych słów pod adresem Chin. – Przede wszystkim mamy wspólne cele na scenie międzynarodowej. Rosja i Chiny razem pomagają ustabilizować sytuację na świecie – mówił.

Wcześniej dziennikarz z Iranu zapytał o strategię względem stosunków pomiędzy krajami i sugerował, że wymiana handlowa pomiędzy Rosją a Iranem powinna się zwiększyć. Putin stwierdził, że Rosja stara się zwiększyć handel z Iranem, ale jednocześnie jest zależna od światowej gospodarki. Wspomniał o spadających cenach ropy i spekulacjach, według których USA i Arabia Saudyjska zawarły porozumienie mające na celu zaszkodzenie Rosji i Iranowi. – To może być prawda – stwierdził.

Zapowiedział też, że chętnie wybierze się to Teheranu i że trwają prace nad zorganizowaniem takiej wizyty.

O zdrowiu

Putin podkreślał swą troskę o zdrowie Rosjan. – Nasi obywatele muszą, zamiast chodzić na wódkę, uprawiać sport – nawet jeśli to kosztuje – ocenił. Kiedy wątek zszedł na Coca-Colę, podkreślił: – To podobno niezdrowy napój – moi eksperci tak twierdzą. Na szczęście mamy własne napoje, również bezalkoholowe – zaznaczył, nawiązując do rosyjskiego „patriotyzmu gospodarczego” i… kwasu chlebowego.

O swoim życiu prywatnym

– Czy ma Pan czas na życie prywatne? – zapytała jedna z dziennikarek. Odpowiedź była wymijająca, ale Putin wspomniał, że „w jego życiu jest miłość” oraz że wszystko jest w porządku. Wspomina też o byłej żonie i dzieciach. – Mam dobre, przyjazne relację z Ludmiłą, widuję się ze swoimi dziećmi – chociaż nie tak często, jak bym chciał – powiedział.

Anegdotycznie

– Nie znam dokładnej wysokości swojej pensji – wypalił w pewnym momencie Putin. Rosyjski prezydent zdobywał się też na ciekawe porównania. Ich sens okazywał się jednak dość złowieszczy. – Przytaczałem przykład niedźwiedzia, który chroni swoje tajgi. I wiecie państwo, na czym to polega – stosując takie analogie, czasami się zastanawiam, może nasz niedźwiedź powinien siedzieć spokojnie i nie gonić świń w tajdze? Może wtedy go zostawią w spokoju? Ale nie zostawią go w spokoju, bo będą chcieli go zawsze posadzić na łańcuchu, a jak tylko to się uda, to powyrywają mu i zęby, i paznokcie. To są strategiczne siły jądrowe – są zabezpieczeniem – podkreślił Putin.

„Wszyscy w sali weselnej płakali”. Mąż naprawdę zaskoczył swoją żonę>>

Zobacz także

TOK FM

Informatyka i chemia tylko w pierwszej klasie, za to religia… przez trzy lata liceum, dwa razy w tygodniu. „Powrót do Średniowiecza”

Anna Gmiterek-Zabłocka, 18.12.2014
Mało chemii, ale dużo religii...

Mało chemii, ale dużo religii… (AG)

Praktycznie bez chemii i informatyki w klasie matematyczno-fizycznej w liceum? Taki przykład opisał nam słuchacz z Poznania, ojciec licealisty zbulwersowany tym, że przyszli inżynierowie nie mają możliwości nauki np. chemii w drugiej czy trzeciej klasie. – Za to religii jest aż nadto – mówi Piotr Zujewski.
A minister nauki zdziwiona. Za to od wykładowców słyszymy: „Najpierw skraca się naukę w liceum, a potem na studiach trzeba robić młodzieży zajęcia wyrównawcze. Bo studenci mają duże braki”. Z matematyki, chemii czy fizyki.Słuchacz TOK FM: Skąd te „białe plamy” w cyklu nauki w liceum?Pan Piotr Zujewski, inżynier, jest ojcem ucznia pierwszej klasy liceum o profilu matematyczno-inżynieryjnym, z rozszerzonym programem nauczania matematyki i fizyki. Słuchacz TOK FM mocno się zdziwił, gdy syn przyniósł do domu rozpiskę z przedmiotami, których będzie się uczył w pierwszej, drugiej i trzeciej klasie liceum.

– Moją uwagę przykuła „biała plama” w kilku przedmiotach w klasie drugiej i trzeciej – mówi pan Piotr. O jaką „białą plamę” chodzi? O lekcje np. z chemii, informatyki czy biologii, których w drugiej i trzeciej klasie w ogóle nie przewidziano. Są tylko w klasie pierwszej i to zaledwie jedna godzina w tygodniu. – A przecież chemia dla przyszłego inżyniera może być bardzo przydatna, np. jakby chciał się zająć polimerami, biochemią czy inżynierią materiałową. Już nie mówiąc o informatyce – dodaje nasz rozmówca.

Pan Piotr zwraca uwagę na coś jeszcze, co bardzo jasno wynika z tabelki: – Mamy taki figielek: dwie godziny lekcyjne religii przez trzy lata liceum – domyślam się, że w klasie drugiej i trzeciej jedna godzina religii będzie o profilu biologicznym, a druga chemicznym. Jest to powrót do średniowiecza – nie ma wątpliwości ojciec licealisty.

„Coś tu nie gra”

Słuchacz próbował interweniować: zaczął od szkoły, ale nic nie wskórał. – Rozmawiałem z dyrektorem, który w tej kwestii nic nie może zrobić, ponieważ jest to program zatwierdzony przez kuratorium. Zadałem pytanie retoryczne: czy na politechnice kierunki obejmują tylko naukę matematyki i fizyki; a gdzie jest miejsce chemii i biologii? – mówi Piotr Zujewski.

Dzwonił również do ministerstwa, ale i tu niewiele zdziałał, więc postanowił napisać też do nas. – Z jednej strony obcina się te lekcje w liceum, a z drugiej strony na uczelniach wyższych organizuje się dla nowych studentów zajęcia wyrównawcze. To jest, mogę powiedzieć wprost, niedorzeczność i absurd – dodaje. Nie zdradza, o jaką szkołę chodzi, bo – jak podkreśla – potrzebne są zmiany systemowe, a nie w jednej konkretnej placówce oświatowej.

Minister nauki: „Jestem zaskoczona”

Jak to możliwe, że w klasie sprofilowanej niejako technicznie, chemia czy informatyka jest tylko w pierwszym roku nauki w liceum? Minister nauki i szkolnictwa wyższego, prof. Lena Kolarska-Bobińska była tym zaskoczona. – Jestem zaskoczona, że na takim profilu nie ma więcej takich zajęć, bo większa liczba godzin wydawałaby się czymś naturalnym i zrozumiałym. Ja nie bardzo mogę ingerować czy wpływać, bo są to kwestie minister edukacji. Ale mogę poradzić, by domagać się i w szkole, i w kuratorium, by zajęć choćby z informatyki było więcej, bo przecież informatyka przydaje się wszędzie – mówi minister nauki.

Z kolei na nasze pytanie, czy rzeczywiście musi być tak, że na uczelniach trzeba organizować zajęcia wyrównawcze, pani minister odpowiada, że nie widzi w tym nic złego. – Myślę, że każdy uniwersytet czy politechnika powinien organizować zajęcia dokształcające, zresztą różnego typu, nie tylko z danego przedmiotu. Ale dobrze by było, aby także szkoły średnie bardziej myślały o takich zajęciach – zajęciach w małych grupach, na przykład takich, które właśnie mają trudności z nauką – dodaje szefowa resortu.

Wykładowca-matematyk: „Zamyka się młodym ludziom możliwość wyboru”

To, że młodzież, która trafia na studia, ma braki np. w przedmiotach ścisłych, potwierdzają wykładowcy. – Bywa, że nie znają podstaw fizyki, że praktycznie w ogóle w szkole nie robili zadań, nie potrafią się do nich zabrać – mówi, proszący o anonimowość, profesor na jednej z państwowych uczelni.

To samo słyszymy od matematyka, wieloletniego wykładowcy, dr Janusza Szustera z Katedry Matematyki Stosowanej na Wydziale Podstaw Techniki Politechniki Lubelskiej. – W mojej ocenie winę za słabsze przygotowanie studentów ponosi zbyt wczesna specjalizacja w szkole średniej. To, że nie ma np. chemii w większym wymiarze na drugim czy trzecim roku nauki w liceum, to bez wątpienia strata dla młodzieży, bo to zamyka im możliwość wyboru. Oczywiście, można prywatnie szukać wiedzy, ale przecież po to jest szkołA, aby to szkoła danego ucznia przygotowała – mówi nauczyciel akademicki.

Sam wielokrotnie prowadził zajęcia wyrównujące wiedzę i przyznaje, że braki wśród studentów są spore. Bywa, że mają problemy z naprawdę podstawowymi rachunkami, bo na co dzień używają kalkulatorów. Poza tym, zdaniem dr. Szustera, początek studiowania nie jest dobrym czasem na wyrównywanie wiedzy. – Zdecydowanie to nie jest ten moment. Bo przecież młody człowiek musi się na studiach odnaleźć, spadają na niego ciosy z różnych przedmiotów – z przedmiotów, na których to, co robi się na zajęciach wyrównawczych, powinno być już dogłębnie opanowane – mówi wykładowca.

Zna wielu studentów, którzy z jednej strony starają się dokształcać, ale jednocześnie muszą sobie radzić z bieżącym rozwiązywaniem zadań, rozstrzyganiem problemów na zajęciach na danym kierunku. I mają z tym olbrzymi problem.

MEN: „Każdy uczeń ma szansę rzetelnie i gruntownie przygotować się w szkole do podjęcia studiów”

Pytania w sprawie „białych plam” wysłaliśmy też do Ministerstwa Edukacji Narodowej. Pytaliśmy m.in. jak MEN to ocenia i czy tak być powinno. Ministerstwo jednak problemu nie widzi. Dostaliśmy odpowiedź, z której wynika, że w ślad za zmianami w podstawie programowej, wprowadzanej sukcesywnie od roku szkolnego 2009/2010, zmieniła się również organizacja kształcenia w szkołach ponadgimnazjalnych.

„Zasadnicza zmiana polega na zespoleniu programowym gimnazjum i I klasy liceum ogólnokształcącego, które pozwala w ciągu czterech lat nauki w pełni zrealizować zakres podstawowy kształcenia ogólnego. Następnie w klasach II i III liceum ogólnokształcącego uczniowie uczą się wybranych przez siebie przedmiotów w zakresie rozszerzonym po to, by dobrze przygotować się do planowanego kierunku studiów” – napisała nam rzeczniczka MEN, Joanna Dębek.

MEN przekonuje, że w nowej ramówce na każdy z przedmiotów rozszerzonych przeznacza się 6-8 godzin w cyklu kształcenia, podczas gdy w poprzedniej – na wszystkie przedmioty rozszerzone było łącznie 10 godzin w cyklu. „Dzięki niemal trzykrotnie większej liczbie godzin – 29 zamiast 10 – przeznaczonych w liceach na nauczanie wybranych przez ucznia przedmiotów w zakresie rozszerzonym i uzupełniającym, każdy uczeń ma szansę rzetelnie i gruntownie przygotować się w szkole do podjęcia studiów” – dowodzi rzeczniczka MEN.

Wszystko prawda, tylko że Syn naszego słuchacza, pana Piotra, jest w klasie matematycznej: i matematykę, i fizykę ma na poziomie rozszerzonym. – Tu godzin jest rzeczywiście sporo – przyznaje słuchacz. Tyle, że jedno nie powinno – jego zdaniem – wykluczać drugiego. Bo to, że jest 5 godzin fizyki nie powinno oznaczać automatycznie, że w drugiej klasie np. nie ma w ogóle chemii czy informatyki. A tak to wygląda.

Zobacz także

TOK FM

Fotyga: Tusk musi wyciągnąć wnioski ze szkodliwej polityki, jaką prowadził wobec Rosji

Przemysław Henzel
Dziennikarz Onetu
18.12.2014

– Naj­bliż­sze mie­sią­ce to ostat­nia szan­sa, by po­sta­wić Rosji wa­run­ki, które skło­nią Kreml do prze­strze­ga­nia prawa – po­wie­dzia­ła Anna Fo­ty­ga. Eu­ro­de­pu­to­wa­na PiS przy­zna­ła jed­nak, że wielu eu­ro­po­słów jest „za­sko­czo­nych” skalą dzia­łań Rosji. – Do­nald Tusk musi wy­cią­gnąć wnio­ski ze szko­dli­wej po­li­ty­ki wobec Rosji – pod­kre­śli­ła była sze­fo­wa MSZ, do­da­jąc że „Tusk i Obama po­peł­ni­li błąd, osła­bia­jąc re­la­cje mię­dzy Eu­ro­pą i USA”.

Anna Fotyga

Foto: Przemek Wierzchowski / Agencja GazetaAnna Fotyga

Wy­wiad Prze­my­sła­wa Hen­zla z Anną Fo­ty­gą, eu­ro­de­pu­to­wa­ną PiS, prze­wod­ni­czą­cą Pod­ko­mi­sji ds. Bez­pie­czeń­stwa i Obro­ny (SEDE) w PE,  mi­ni­ster praw za­gra­nicz­nych Pol­ski w la­tach 2006-2007.

Prze­my­sław Hen­zel: Pani Mi­ni­ster, 1 grud­nia Do­nald Tusk objął sta­no­wi­sko prze­wod­ni­czą­ce­go Rady Eu­ro­pej­skiej. Jed­nym z naj­więk­szych wy­zwań w tej pracy bę­dzie po­li­ty­ka wobec Rosji. Jakie kroki wzglę­dem Mo­skwy, Pani zda­niem, po­wi­nien pod­jąć Do­nald Tusk, by za­bez­pie­czyć po­zy­cję Pol­ski w kon­tek­ście na­pię­cia na linii Unia Eu­ro­pej­ska-Ro­sja?

Eu­ro­de­pu­to­wa­na Anna Fo­ty­ga: Przede wszyst­kim po­wi­nien wy­ko­rzy­stać swoje moż­li­wo­ści i za­pro­sić pre­zy­den­ta Ukra­iny na naj­bliż­sze po­sie­dze­nie Rady, któ­rej ob­ra­dy będą po­świę­co­ne Ukra­inie. Wra­ca­jąc do Pana py­ta­nia, Do­nald Tusk musi wy­cią­gnąć wnio­ski z nie­sku­tecz­nej, a w wielu ob­sza­rach szko­dli­wej, po­li­ty­ki, jaką pro­wa­dził wobec Fe­de­ra­cji Ro­syj­skiej jako pol­ski pre­mier. Mam na­dzie­ję, iż ten okres na­iw­nej, ule­głej i szko­dli­wej po­li­ty­ki mamy już na trwa­łe za sobą. Do­nald Tusk w Bruk­se­li pa­ra­dok­sal­nie jest w bar­dzo do­brej sy­tu­acji. Zwo­len­ni­cy sil­nych więzi z Rosją kosz­tem bez­pie­czeń­stwa i in­te­re­sów państw na­sze­go re­gio­nu nie mają dziś wielu ar­gu­men­tów. Dziś nie trze­ba prze­ko­ny­wać na­szych part­ne­rów, jaka Rosja jest w rze­czy­wi­sto­ści – to widać gołym okiem. Do­nald Tusk po­wi­nien otwar­cie włą­czać trud­ne spra­wy w re­la­cjach pol­sko-ro­syj­skich do agen­dy po­sie­dzeń Rady, tak ja my ro­bi­li­śmy to w 2006 i 2007 roku z em­bar­giem na pol­skie mięso. Z for­mal­ne­go punk­tu wi­dze­nia to Fe­de­ri­ka Mo­ghe­ri­ni, wy­so­ki przed­sta­wi­ciel Rady i wi­ce­prze­wod­ni­czą­ca Ko­mi­sji Eu­ro­pej­skiej, bę­dzie miała naj­wię­cej do po­wie­dze­nia w spra­wie po­li­ty­ki za­gra­nicz­nej i bez­pie­czeń­stwa.

W moim prze­ko­na­niu naj­bliż­sze mie­sią­ce to także ostat­nia szan­sa, aby spo­łecz­ność mię­dzy­na­ro­do­wa po­sta­wi­ła Rosji takie wa­run­ki, któ­rych speł­nie­nie na trwa­łe wpły­nie na prze­strze­ga­nie przez Kreml prawa mię­dzy­na­ro­do­we­go. Po­sta­wa Bruk­se­li i in­nych ośrod­ków, w tym ame­ry­kań­ska po­li­ty­ka re­se­tu, spra­wi­ły, iż po woj­nie w Gru­zji w sierp­niu 2008 roku mamy wojnę na Ukra­inie, a także ko­lej­ne groź­by, w tym wobec państw na­sze­go re­gio­nu. Spo­łecz­ność mię­dzy­na­ro­do­wa nie może przejść do po­rząd­ku dzien­ne­go nad anek­sją Krymu. Ta­kich wa­run­ków brze­go­wych, bez któ­rych Rosja nie może być uzna­na za peł­no­praw­ne­go part­ne­ra dla UE, jest wię­cej.

Wojna na Ukra­inie na mo­ment zwró­ci­ła uwagę po­li­ty­ków z Bruk­se­li na bez­pie­czeń­stwo Unii u jej wschod­niej gra­ni­cy. Na jed­nym z ostat­nich po­sie­dzeń kie­ro­wa­nej prze­ze mnie Pod­ko­mi­sji Bez­pie­czeń­stwa i Obro­ny dużo uwagi po­świę­ci­li­śmy bez­pie­czeń­stwu w ba­se­nie Morza Bał­tyc­kie­go, eu­ro­po­sło­wie zdzi­wie­ni byli skalą na­ru­szeń prze­strze­ni po­wietrz­nej, wtar­gnięć na wody te­ry­to­rial­ne, a także kon­kret­ny­mi przy­kła­da­mi przy­po­mi­na­ją­cy­mi czasy Zim­nej Wojny, jak po­rwa­nia oby­wa­te­li czy za­trzy­ma­nie na wo­dach mię­dzy­na­ro­do­wych li­tew­skie­go kutra. Unia Eu­ro­pej­ska musi sta­now­czo re­ago­wać na tego typu sy­tu­acje.

Pre­zy­dent USA Ba­rack Obama i Do­nald Tusk roz­ma­wia­li już te­le­fo­nicz­nie o po­li­ty­ce wobec Rosji i za­cie­śnia­niu więzi trans­atlan­tyc­kich. Czy, Panu zda­niem, Do­nald Tusk, jako prze­wod­ni­czą­cy Rady Eu­ro­pej­skiej, przy­czy­ni się za­cie­śnie­nia re­la­cji Eu­ro­py i USA?

To była roz­mo­wa dwóch po­li­ty­ków, któ­rzy spra­wu­jąc swoje urzę­dy znacz­nie osła­bi­li re­la­cje trans­atlan­tyc­kie. Sądzę, że mają świa­do­mość tego błędu. Za­an­ga­żo­wa­nie Sta­nów Zjed­no­czo­nych w XX wieku po­zwo­li­ło za­koń­czyć dwie wojny świa­to­we, chro­niąc kon­ty­nent przed trze­cią.  Eu­ro­pę i Stany Zjed­no­czo­ne łączy wiele. Obec­nie ne­go­cjo­wa­ny trak­tat TTIP, o któ­rym po­win­no się gło­śniej dys­ku­to­wać i in­for­mo­wać opi­nię pu­blicz­ną, zbli­ży nas jesz­cze moc­niej. Nie sądzę jed­nak, aby Do­nald Tusk miał w tej kwe­stii ja­kieś szcze­gól­ne za­słu­gi. Zła­ma­nie po­ro­zu­mień bu­da­pesz­tań­skich to także fun­da­men­tal­na kwe­stia dla wia­ry­god­no­ści Sta­nów Zjed­no­czo­nych.

„Władimir Putin gra na podział całej Unii Europejskiej”

– Pęknięcia nas osłabiają, a o to właśnie chodzi Putinowi, bo jego celem jest gra na podział całej UE – przestrzega Jacek Saryusz-Wolski

Czy nowy prze­wod­ni­czą­cy Rady Eu­ro­pej­skiej po­wi­nien pod­jąć dzia­ła­nia na rzecz bu­do­wy ko­ali­cji państw eu­ro­pej­skich, która by­ła­by środ­kiem na­ci­sku na Rosję, w celu utrzy­ma­nia sank­cji go­spo­dar­czych i dy­plo­ma­tycz­nych, co mo­gło­by skło­nić Kreml do po­rzu­ce­nia agre­syw­nej po­li­ty­ki za­gra­nicz­nej?

So­li­dar­ność eu­ro­pej­ska w sto­sun­kach z Fe­de­ra­cją Ro­syj­ską wy­ku­wa się bar­dzo po­wo­li. Aby ko­ali­cja, o któ­rej Pan mówi, była sku­tecz­na, muszą ją two­rzyć wszyst­kie pań­stwa człon­kow­skie, nie tylko te naj­bar­dziej za­gro­żo­ne. Tego wy­ma­ga pro­ces de­cy­zyj­ny w wielu ob­sza­rach funk­cjo­no­wa­nia Unii Eu­ro­pej­skiej. Po­dej­ście państw za­chod­nich do Rosji nie może opie­rać się na igno­ro­wa­niu stra­te­gicz­nych do­ku­men­tów, w któ­rych Kreml jasno pre­cy­zu­je swoje geo­stra­te­gicz­ne cele. Naj­waż­niej­szy z nich to od­bu­do­wa ro­syj­skiej po­tę­gi, nie tylko z okre­su Rosji so­wiec­kiej, ale rów­nież car­skiej. Po­li­ty­cy eu­ro­pej­scy nie mogą igno­ro­wać ro­syj­skiej hi­sto­rii, która ma od­bi­cie w bie­żą­cych wy­da­rze­niach. W Par­la­men­cie Eu­ro­pej­skim opra­co­wu­je­my wła­śnie ra­port na temat re­la­cji UE-Ro­sja. Sądzę, że znaj­dą się w nim kon­kret­ne pro­po­zy­cje.

Pani Mi­ni­ster, w kon­flik­cie na Ukra­inie, for­mal­nie, jest pewna „pauza”. Wy­da­je się jed­nak, że Unia Eu­ro­pej­ska wpa­dła w pe­wien „le­targ” w związ­ku z sy­tu­acją na wscho­dzie Eu­ro­py. Nie oba­wia się Pani, że pań­stwa Unii Eu­ro­pej­skiej po­wo­li tracą za­in­te­re­so­wa­nie sy­tu­acją w tej czę­ści kon­ty­nen­tu?

Ży­je­my w trud­nych cza­sach z punk­tu wi­dze­nia bez­pie­czeń­stwa Eu­ro­py. Unia po­win­na od­po­wia­dać ade­kwat­nie na wszyst­kie wy­zwa­nia, przed któ­ry­mi staje. Po­grą­ża­nie się w le­tar­gu by­ło­by ogrom­nym błę­dem. Sy­tu­acja jest zbyt po­waż­na, żeby ją opi­sy­wać w ka­te­go­riach prze­tar­gu mię­dzy po­szcze­gól­ny­mi sto­li­ca­mi Unii Eu­ro­pej­skiej o to, gdzie na­le­ży się za­an­ga­żo­wać. Poza tym nie do­strze­gam żad­nej pauzy w kon­flik­cie na Ukra­inie. Nawet jeśli linia fron­tu cza­so­wo się usta­bi­li­zo­wa­ła, stra­te­dzy ro­syj­skiej po­li­ty­ki nie śpią. Za­da­niem pol­skich po­li­ty­ków, za­rów­no w War­sza­wie jak i w Bruk­se­li, jest zwra­ca­nie uwagi na za­gro­że­nia u na­szych wschod­nich gra­nic. Dla wielu moich ko­le­gów, w tym także wie­lo­let­nich po­słów zaj­mu­ją­cych się bez­pie­czeń­stwem, oma­wia­ne na SEDE te­ma­ty od­no­szą­ce się do Eu­ro­py Środ­ko­wej i Wschod­niej są zu­peł­ną no­wo­ścią. Dla przy­kła­du, wielu z nich za­sko­czo­nych było wkła­dem Gru­zji i Ukra­iny w misje cy­wil­ne i woj­sko­we Unii Eu­ro­pej­skiej.

Za­gro­że­nia pły­ną­ce­go ze stro­ny Rosji nie do­strze­ga­ją nie tylko państw Eu­ro­py Za­chod­niej, ale także pań­stwa Grupy Wy­szeh­radz­kiej, o czym może świad­czyć sta­no­wi­sko Vik­to­ra Or­ba­na czy Ro­ber­ta Fico. Czy so­jusz Pol­ski z pań­stwa­mi Grupy Wy­szeh­radz­kiej za­czy­na się sypać?

Chyba nie jest aż tak źle, bo w końcu sank­cje na Rosję Unia na­kła­da­ła jed­no­myśl­nie, po­mi­mo wahań kilku sto­lic. Nie za­mie­rzam bro­nić po­li­ty­ki za­gra­nicz­nej Or­ba­na, ale chcę za­uwa­żyć, iż Fico pod­trzy­mał wspar­cie ener­ge­tycz­ne dla Ukra­iny w po­sta­ci re­wer­su gazu. Rów­nież po stro­nie pol­skiej było wiele za­nie­chań. Jako naj­więk­sze pań­stwo w re­gio­nie po­win­ni­śmy wło­żyć znacz­nie wię­cej wy­sił­ku w bu­do­wę kon­sen­su w po­li­ty­ce za­gra­nicz­nej państw na­sze­go re­gio­nu sku­pio­nych w Gru­pie Wy­szeh­radz­kiej, do czego rząd ko­ali­cji PO-PSL nie przy­kła­dał dużej uwagi. Pol­ska po­sta­wi­ła za to na Trój­kąt We­imar­ski, w któ­rym dwaj part­ne­rzy, pro­wa­dzą po­li­ty­kę z mo­je­go punk­tu wi­dze­nia, kon­tro­wer­syj­ną.

Dla­cze­go Unia Eu­ro­pej­ska nie po­tra­fi opra­co­wać wspól­nej dłu­go­fa­lo­wej stra­te­gii jeśli cho­dzi o jej re­la­cje z Mo­skwą? Czy do­brym wstę­pem do ta­kiej wspól­nej stra­te­gii nie by­ło­by przy­spie­sze­nie prac całej UE na rzecz utwo­rze­nia unii ener­ge­tycz­nej? Prze­cież dzię­ki temu ry­zy­ko ko­lej­ne­go szan­ta­żu ga­zo­we­go Rosji i wpływ Mo­skwy na po­li­ty­kę eu­ro­pej­ską zo­sta­ły­by ogra­ni­czo­ne.

Unia ener­ge­tycz­na to cał­kiem ładne hasło. Liczą się jed­nak twar­de fakty i trwa­łe roz­wią­za­nia. Do ta­kich na­le­żał m.​in. pro­jekt ga­zo­cią­gu Na­buc­co, a w Eu­ro­pie Środ­ko­wej – per­spek­ty­wa wy­do­by­cia gazu łup­ko­we­go.

Pani Mi­ni­ster, Pol­ska za­ry­zy­ko­wa­ła bar­dzo dużo an­ga­żu­jąc się po stro­nie Ukra­iny w kon­flik­cie tego kraju z se­pa­ra­ty­sta­mi i Rosją. Nasz kraj cier­pi teraz choć­by z po­wo­du sank­cji od­we­to­wych na­ło­żo­nych przez Rosję na UE. Po­ja­wia­ją się oceny, z któ­rych wy­ni­ka, że Pol­ska, wspie­ra­jąc Ukra­inę, na­ra­ża sie­bie na nie­po­trzeb­ne ry­zy­ko i dzia­ła prze­ciw­ko wła­snym in­te­re­som na­ro­do­wym w dzie­dzi­nie go­spo­dar­ki i bez­pie­czeń­stwa.

Przy­po­mi­nam, że po stro­nie Ukra­iny sta­nę­ła więk­szość de­mo­kra­tycz­nych państw świa­ta. Sta­nę­li­śmy tym samym po stro­nie mię­dzy­na­ro­do­we­go po­rząd­ku i prawa. Trud­no o bar­dziej ab­sur­dal­ne ar­gu­men­ty, niż ak­cep­ta­cja agre­sji woj­sko­wej na na­sze­go są­sia­da. Ukra­iń­skie spo­łe­czeń­stwo do­ko­na­ło wy­bo­ru – nie chce dłu­żej być w post­so­wiec­kiej sza­rej stre­fie. Trwa­łe zwią­za­nie Ukra­iny z Unią Eu­ro­pej­ską, a w per­spek­ty­wie mam na­dzie­ję, że także z So­ju­szem Pół­noc­no­atlan­tyc­kim, to chwi­la prze­ło­mo­wa dla na­szej czę­ści świa­ta. Ze wszyst­kich stron ko­rzyst­na dla Pol­ski – za­rów­no pod wzglę­dem go­spo­dar­czym, jak i twar­de­go bez­pie­czeń­stwa. Ko­rzyst­ne są także dla nas zmia­ny w po­dej­ściu NATO do na­sze­go re­gio­nu. Je­że­li zaś cho­dzi o kwe­stie ty­po­wo eko­no­micz­ne, to zni­we­lo­wa­nie ne­ga­tyw­nych skut­ków tzw. ro­syj­skich sank­cji jest za­da­niem dla pol­skie­go rządu. Po­zy­tyw­nym aspek­tem kon­flik­tu są ni­skie ceny ropy.

Odwilż na linii Warszawa-Moskwa?

3:03 min
Odwilż na linii Warszawa-Moskwa?– Polska i Rosja powinny podnieść swoje stosunki na nowy poziom, a przy wzajemnym szacunku i pragmatyzmie można rozwiązać problemy – powiedział prezydent Władimir Putin, przyjmując listy uwierzytelniające od ambasador RP Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz. Czy zaskakujące słowa Władimira Putina to początek lepszych stosunków Polski z Rosją? Kremlowi nie należy wierzyć, mówią eksperci od spraw wschodnich. (JS)Onet.

Czy nie oba­wia się Pani jed­nak, że Pol­ska zo­sta­nie sama na „placu boju”, jeśli pań­stwa UE po­sta­wi­ły­by na re­la­cje go­spo­dar­cze z Rosją a nie na kwe­stie zwią­za­ne z bez­pie­czeń­stwem kon­ty­nen­tu? W Unii Eu­ro­pej­skiej coraz czę­ściej sły­chać głosy opo­wia­da­ją­ce się np. za znie­sie­niem sank­cji na­ło­żo­nych przez UE na Rosję. Ten nie­po­ko­ją­cy sce­na­riusz na pewno wy­ma­ga roz­wa­że­nia.

Pań­stwa Unii Eu­ro­pej­skiej nie mogą lek­ce­wa­żyć bez­pie­czeń­stwa kon­ty­nen­tu. W miej­scach nie­bez­piecz­nych nie ma roz­wo­ju go­spo­dar­cze­go. Od ja­kie­goś czasu nie od­czu­wam, aby Pol­ska była w ja­kiejś awan­gar­dzie „walki z Rosją”. Ponad wspól­ną po­li­ty­kę za­gra­nicz­ną i bez­pie­czeń­stwa wy­bi­ja się ak­tyw­ność in­nych eu­ro­pej­skich sto­lic. Nikt roz­sąd­ny nie na­wo­łu­je do znie­sie­nia sank­cji, gdyż nie za­szła żadna prze­słan­ka ku temu. Obec­nie czę­sto w Bruk­se­li sły­szy się na­wo­ły­wa­nia do po­ło­że­nia cze­goś na stole, aby za­chę­cić Pu­ti­na do roz­mów. To zu­peł­ne od­wró­ce­nie ról. Prze­ku­py­wa­nie agre­so­ra nigdy nie oka­za­ło się do­brym roz­wią­za­niem. Ko­lej­ną kwe­stią jest trak­to­wa­nie Rosji na ta­kich sa­mych pra­wach jak inne pań­stwa. Dla przy­kła­du, Bruk­se­la w ne­go­cja­cjach z nie­któ­ry­mi pań­stwa­mi azja­tyc­ki­mi twar­do sta­wia spra­wy, które w sto­sun­ku do Rosji nie są nawet pod­no­szo­ne. Rosję na­le­ży więc za­cząć trak­to­wać nor­mal­nie, bez ni­czym nie­uspra­wie­dli­wio­nej ta­ry­fy ulgo­wej. Na­le­ży także do­pil­no­wać, aby na­stęp­stwem pra­wi­dło­wych ana­liz czy sta­now­czych wy­stą­pień były kon­kret­ne dzia­ła­nia. Nie można tak jak w przy­pad­ku spra­wy Ma­gnic­kie­go za­po­wia­dać wpro­wa­dze­nie sank­cji i ich nie sto­so­wać.

Czy UE nie po­win­na zro­bić wię­cej dla Gru­zji? Ostat­nio Rosja pod­pi­sa­ła z se­pa­ra­ty­stycz­ną Ab­cha­zją umowę o part­ner­stwie stra­te­gicz­nym.

W naj­bliż­szym cza­sie Par­la­ment Eu­ro­pej­ski po­dej­mie de­cy­zję o ra­ty­fi­ka­cji umowy sto­wa­rzy­sze­nio­wej z Gru­zją. Nie­mal na pewno bę­dzie to de­cy­zja po­zy­tyw­na. To praw­da, że sy­tu­acja na Po­łu­dnio­wym Kau­ka­zie nie jest sta­bil­na. Obec­nie w gru­ziń­skich re­gio­nach Ab­cha­zji i Ose­tii Po­łu­dnio­wej sta­cjo­nu­je ponad 11 tys. ro­syj­skich żoł­nie­rzy, wy­po­sa­żo­nych w za­awan­so­wa­ną tech­no­lo­gicz­nie broń, prze­waż­nie ofen­syw­ną. Po­win­ni­śmy więc mówić o fak­tycz­nej oku­pa­cji przez Rosję tych te­re­nów. Spra­wę tę po­ru­sza­ły­łam na ostat­nim po­sie­dze­niu SEDE. Tak na­praw­dę pa­trząc na ro­syj­skie mapy nie wia­do­mo, dokąd się­ga­ją za­chod­nie gra­ni­ce fe­de­ra­cji. Czy jest tam Nad­dnie­strze, Ab­cha­zja, Ose­tia Po­łu­dnio­wa, za­ję­te przez pro­ro­syj­skich ter­ro­ry­stów wschod­nie re­gio­ny Ukra­iny? Rosja nie tylko wy­wie­ra pre­sję na pań­stwa Kau­ka­zu, ale po anek­sji Krymu i fak­tycz­ne­go przy­łą­cze­nia Ab­cha­zji, zmie­ni­ła się także sy­tu­acja w całym ba­se­nie Morza Czar­ne­go. Pa­mię­taj­my także o po­rów­ny­wal­nej z cza­sem Zim­nej Wojny ak­tyw­no­ści ro­syj­skiej floty i sił po­wietrz­nych w ba­se­nie Morza Bał­tyc­kie­go. Do­da­jąc do tego ak­tyw­ność Mo­skwy w kilku pań­stwach na­sze­go re­gio­nu, mo­że­my mówić o re­ali­za­cji sce­na­riu­sza od­bu­do­wy post­so­wiec­kiej stre­fy wpły­wów.

Kon­flikt na Ukra­inie nie jest je­dy­nym za­gro­że­niem dla „gra­ni­cy bez­pie­czeń­stwa” Eu­ro­py – ko­lej­nym takim wy­zwa­niem jest wzrost po­tę­gi Pań­stwa Is­lam­skie­go w Iraku i Syrii oraz roz­wój ter­ro­ry­zmu w Afry­ce Pół­noc­nej. Czy rek­cja Eu­ro­py na ten nie­po­ko­ją­cy roz­wój wy­da­rzeń nie jest roz­cza­ro­wu­ją­ca?

Re­gion ten pło­nie od Ma­ra­ke­szu do Ban­gla­de­szu. W moim prze­ko­na­niu błąd po­peł­nio­no w mo­men­cie po­spiesz­ne­go wy­co­fa­nia się z misji sta­bi­li­za­cyj­nych w Iraku. Za­bra­kło także sta­now­czo­ści w przy­pad­ku Syrii. W Libii in­sty­tu­cje pań­stwo­we prak­tycz­nie nie ist­nie­ją. Po­wsta­ła więc próż­nia, w któ­rej naj­le­piej czują się ter­ro­ry­ści. Eu­ro­pa w ostat­nim okre­sie wy­ko­na­ła bar­dzo dużo pracy, szcze­gól­nie w za­kre­sie od­cię­cia do­pły­wu ochot­ni­ków do ugru­po­wań ter­ro­ry­stycz­nych oraz od­cię­cia źró­deł fi­nan­so­wych.

Jakie kon­se­kwen­cje dla Eu­ro­py po­win­no mieć za­gro­że­nie ze stro­ny Rosji na wscho­dzie Eu­ro­py oraz ze stro­ny is­lam­skich ter­ro­ry­stów na Bli­skim Wscho­dzie i w Afry­ce Pół­noc­nej? Czy pań­stwa eu­ro­pej­skie po­win­ny skon­cen­tro­wać się na wzmac­nia­niu NATO czy może jed­nak na bu­do­wa­niu tzw armii eu­ro­pej­skiej?

Hi­sto­ria, do­świad­cze­nie i po­ten­cjał NATO wska­zu­ją jed­no­znacz­nie, iż jest to je­dy­na or­ga­ni­za­cja, która jest w sta­nie gwa­ran­to­wać bez­pie­czeń­stwo. Rze­czy­wi­ście nie­któ­re pań­stwa eu­ro­pej­skie mają duże am­bi­cje i plany, które cza­sem stwa­rza­ją wra­że­nie al­ter­na­tyw­nych. Ich celem jest także wzmoc­nie­nie wła­snych prze­my­słów obron­nych. W waż­nych mo­men­tach sły­szy­my jed­nak z ich stro­ny, iż nie są w sta­nie speł­nić wy­ma­gań So­ju­szu, czy też nie są w sta­nie sa­mo­dziel­nie ope­ro­wać bez ame­ry­kań­skie­go wspar­cia, jak miało to miej­sce w Libii. Eu­ro­py nie stać więc na du­blo­wa­nie po­ten­cja­łu woj­sko­we­go i two­rze­nie rów­no­le­głych do NATO struk­tur woj­sko­wych. Obec­nie re­ali­zo­wa­ne w ra­mach WPBiO misje nie stwa­rza­ją też ta­kiej po­trze­by. Naj­więk­szą ko­rzy­ścią dla eu­ro­pej­skie­go bez­pie­czeń­stwa bę­dzie iden­ty­fi­ka­cja wspól­nych za­gro­żeń oraz so­li­dar­ność w ich roz­wią­zy­wa­niu. Dziś eu­ro­pej­ska gra­ni­ca pło­nie i na po­łu­dniu i na wscho­dzie. Mu­si­my zro­bić wszyst­ko, żeby to zmie­nić.

(RZ)

Onet.pl

Niektórym posłom brakuje kultury? Ekspert: Przed wojną były kary finansowe. Może wróćmy do tego?

Wiktoria Beczek, 18.12.2014
http://www.gazeta.tv/plej/19,103087,17150066,video.html?embed=0&autoplay=1
Krystyna Pawłowicz jadła na sali obrad, a podczas wystąpienia Jarosława Kaczyńskiego ktoś krzyknął „siadaj, kurduplu”. Debata w polskim Sejmie znów zaskoczyła swoim poziomem. Czy jesteśmy bezradni wobec zachowania posłów?
W trakcie głosowania posłowie zwracali uwagę, że posłanka Pawłowicz je na sali posiedzeń. Jak relacjonował Janusz Palikot, nie tylko jadła, ale też „wymachiwała widelcem i rzucała wiązanki pod adresem posłów”.Posłanka jednak nie widzi w tym nic złego. Jej zdaniem wszyscy parlamentarzyści jedzą ze względu na „niehigieniczny porządek obrad”. „Zwyczaj chamskiego komentowania tej naturalnej sytuacji wprowadzili wczoraj palikociarze przy wsparciu marszałka Sikorskiego, który, jak wspomniałam, sam ostentacyjnie popijał jakieś napoje donoszone mu w kubkach z zaplecza” – pisze w oświadczeniu, które kończy sugestywnym: „Lepiej posilić się kanapką, niż zachowywać się jak po spożyciu lub po zażyciu „.Wiktoria Beczek, Tokfm.pl: „pani jest idiotką”, „restauracje sobie zrobiła” „talerze wynieś”, „siadaj kurduplu”, „schowaj się” – to wyrażenia tylko z jednego posiedzenia Sejmu.Dr Janusz Sibora, badacz protokołu dyplomatycznego i ceremoniału państwowego: – To, jak dziś zachowują się posłowie, pokazuje ogólny upadek kultury. Wśród przedwojennych inwektyw było np. nazwanie kogoś „hydrocefałem”, czyli osobą z wodogłowiem, albo „paskarzem”, czyli spekulantem. Nawet język tych inwektyw, mimo wszystko, był lepszy.

Debata była ostra, ale jednak posłowie byli kulturalni. Nawet jeśli dochodziło do incydentów, to było to utrzymane na pewnym poziomie.

Ale posłowie to wybrańcy, przedstawiciele obywateli, chciałoby się rzec – kwiat polskiej inteligencji. Ryba psuje się od głowy?

– Mówi się, że posłowie są odzwierciedleniem naszego społeczeństwa. Ja jestem jednak zwolennikiem stwierdzenia, że Sejm reprezentuję elitę. Elita tworzy pewne wzorce, które my jako społeczeństwo później naśladujemy. Dajemy przyzwolenia na zachowania, które nie spełniają nawet norm życia towarzyskiego.

W kodeksie międzywojennym był rozdział „Obyczaje wielkoświatowe i dyplomatyczne” i tam mówiono o tym, jak zachowywać się wobec prezydenta, dygnitarzy państwowych. Teraz świat wyższej kultury politycznej nie istnieje. Janusz Korwin-Mikke chętnie powołuje się na Polski Kodeks Honorowy. Tam była zasada, że osobom niehonorowym – a na liście takich osób było około dwudziestu – nie podaje się ręki. Te osoby powinny być towarzysko i medialnie wykluczone.

Jak powinniśmy reagować?

– Reakcja na takie zachowania powinna być ostrzejsza. Nie może być tak, że tylko to skomentujemy i nie wyciągamy wobec posłów dalszych konsekwencji.

Często obserwuję obrady Bundestagu i tam, nawet w czasie ostrych debat, funkcjonuje kultura polityczna, kultura prowadzenia debaty. Podczas debaty na temat polityki zagranicznej widziałem, jak posłanka Zielonych zaczęła przemówienie od słów „mój kolega z innej partii”. To jest inny poziom. Oczywiście nie było żadnych inwektyw, był za to duży szacunek do rozmówcy.

Komisja Etyki Poselskiej zajmuje się sprawami posłów, którzy zachowują się w sposób nieodpowiadający godności posła, ale najwyższa możliwa kara to nagana. Z tego nic nie wynika. Mamy czekać na zmianę pokoleniową w Sejmie?

– Nie ma na co czekać. Przytoczę zapisy regulaminu Sejmu z 1935 roku. Rozdział o przepisach porządkowych i dyscyplinarnych. „Kary dyscyplinarne są następujące: przywołanie do porządku, przywołanie do porządku z zapisaniem do protokołu, wykluczenie z posiedzenia. Poseł przywołany do porządku przez marszałka z zapisaniem do protokołu traci 5 procent diet miesięcznych, poseł wykluczony z posiedzenia przez marszałka traci 50 procent diet miesięcznych, a wykluczony przez Sejm traci diety miesięczne całe”.

Może wróćmy do tego? Po co wyważać otwarte drzwi?

Dlaczego posłowie nie ustalili takich zasad?

– Nie przeprowadzono prac legislacyjnych. My nadal nie mamy spisanego ceremoniału. Kiedy otwierano sejm ustawodawczy w 1919 roku, opisano sposób otwarcia obrad sejmu i jest taka fraza, że poseł po wygłoszeniu przemówienia otwierającego posiedzenie podchodzi do kogoś i podaje mu rękę. Nie można było komuś ostentacyjnie ręki nie podać, te zachowania były regulowane formalnie. Wystarczy wrócić do tego regulaminu.

To wymaga dobrej woli ze strony parlamentarzystów.

– Tu jesteśmy bezsilni. Pamiętam, jak rozmawiałem z posłem Biedroniem po tym słynnym żarcie z wyrażenia „poniżej pasa”. Poseł pytał mnie, co o tym sądzę. Uważam, że to było absolutnie niedopuszczalne.

W Niemczech czy innym kraju zachodnim, gdyby zaczęto się śmiać ze sfery obyczajowej, to oznaczałoby automatycznie, że te osoby nie spełniają standardów obowiązujących współcześnie, nawet od strony towarzyskiej. Tym bardziej smutne było to, że śmiał się premier.

 

Nawet premier…– Redaktor Żakowski mówił niedawno, że Donald Tusk poprawił swój angielski, ale jednocześnie stwierdził, że były premier dopiero będzie się europeizował. W sumie to było trochę obraźliwe. Znaczy, że Tusk jest nieuropejski? Mam obawy, że do końca europejski nie jest.W Brukseli trzeba inaczej prowadzić rozmowy, trzeba wiedzieć, co się gra w operze, na jaki iść koncert. I potem mamy taką wpadkę, że Tusk nie idzie na pogrzeb królowej Fabioli. To absolutnie niewytłumaczalne. Nasza kultura życia politycznego i debaty jest na bardzo niskiej poziomie.Nie ma w Polsce kulturalnych polityków?

– Osoby, które w mediach wypowiadają się sensownie, z dystansem i refleksją, można policzyć na palcach. Chodzi o szacunek do politycznego przeciwnika. Możemy się nie zgadzać, ale to nie znaczy, że nie możemy po ostrej debacie usiąść w kawiarni, by wypić kawę.

Dlaczego nasze elity tak wyglądają?

– Dawno temu moi młodzi studenci koniecznie chcieli zrobić karierę polityczną i chcieli wiedzieć, jak się rekrutuje elity. Niestety w Polsce elity są przypadkowe. Zabetonowaliśmy dopływ nowych ludzi na 25 lat. To grozi powstaniem kontrelity. Ale w systemach demokratycznych kontrelita wchodzi do życia politycznego i biorąc w nim udział, eliminuje elitę przy władzy w procesie wyborczym.

U nas mechanizmy wyboru elit nie funkcjonują, nie ma następnych pokoleń na scenie politycznej. Może te elity wyjałowiły się intelektualnie? Przecież my się ich często wstydzimy. My się wstydzimy naszych polityków.

Jak w przypadku „kilometrówek”.

– Problem „kilometrówek” wywołuje w nas dyskomfort, bo to osoby będące na świeczniku, które jednocześnie uprawiają szachrajstwa. Mam taką broszurkę „Galeria wielmożów sejmowych”. Są tam opisane podobne sprawy, tylko z lat 20. i 30. Można by dziś ten tytuł zastosować.

Niestety, wielu polityków to osoby miałkie, z brakami wiedzy na poziomie licealnym. Przy okazji żyją też poza społeczeństwem jak Joanna Mucha, która była zdziwiona wyglądem polskiego pociągu. My chyba żyjemy normalnie, nie tracimy kontaktu z rzeczywistością. Politycy trochę stracili.

Uzupełnienie: Krótko po zakończeniu rozmowy z dr. Siborą przewodniczący komisji etyki Tomasz Garbowski oświadczył, że przyszedł czas na zmianę regulaminu. Garbowski jest zdania, że kary powinny być bardziej dotkliwe. Więcej na ten temat na stronie Tokfm.pl >>>

Zobacz także

TOK FM

 

Hofman, Kamiński i Rogacki chcą zwrócić 70 tys. zł za zagraniczne podróże

KLEP, AB, PAP, 18.12.2014
Byli posłowie Prawa i Sprawiedliwości: Antoni Kamiński, Adam Hofman i Adam Rogacki

Byli posłowie Prawa i Sprawiedliwości: Antoni Kamiński, Adam Hofman i Adam Rogacki (SŁAWOMIR KAMIŃSKI)

Adam Hofman, Mariusz Antoni Kamiński i Adam Rogacki chcą zwrócić do Kancelarii Sejmu 77 tys. zł pobrane na zagraniczne podróże samolotem. Wcześniej byli posłowie PiS utrzymywali, że wyjazdy odbywały się zgodnie z prawem. – My byliśmy przekonani, że robimy dobrze – podkreślił Hofman.
Biuro prasowe Kancelarii Sejmu potwierdza medialne informacje, że trzy oświadczenia posłów w tej sprawie dotarły już do Kancelarii. Wcześniej wiadomość o decyzji posłów podały „Fakty” TVN.Mariusz A. Kamiński przekazał, że cała trójka wysłała do Kancelarii Sejmu oświadczenie, w którym informuje o zwrocie pieniędzy. „Oddamy w całości środki w przypadkach, w których pobraliśmy ekwiwalent samolotowy. W piśmie podtrzymujemy wszystkie swoje poprzednie tezy, że działaliśmy zgodnie z prawem, z regulacjami Sejmu i powszechną praktyką stosowaną w Sejmie” – zaznaczył. Jak dodał, w jego przypadku chodzi o kwotę 24 tys. zł.„Za cały bałagan w przepisach odpowiada marszałek Sejmu”B. poseł podkreślił też, że ich decyzja ma związek m.in. z pismem szefa Kancelarii Sejmu Lecha Czapli, który – jak mówił Kamiński – inaczej niż oni interpretuje przepisy. Minister Czapla – tłumaczył polityk – zwrócił się już do posłów Zbigniewa Girzyńskiego i Jana Kaźmierczka o zwrot pieniędzy (zostały już oddane). Taką samą decyzję podjęli Hofman, Kamiński i Rogacki.- Audyt, który zrobił pan Radosław Sikorski, pokazuje bałagan w przepisach – mówił w RVN24 Hofman. – Skoro się je zmienia to znaczy, że coś było z nimi nie w porządku (…). My robiliśmy wszystko zgodnie z funkcjonowaniem przepisów, które według nas były jednoznaczne. Ale skoro Kancelaria kazała zwrócić posłowi Girzyńskiemu pobrane ekwiwalenty, my postępujemy podobnie – tłumaczył swoją decyzję.Hofman dodał też, że jego zdaniem „za cały bałagan” odpowiada marszałek Sejmu, który „zamiast uporządkować przepisy, wykorzystał je przeciwko posłom”. – My byliśmy przekonani, że robimy dobrze – podkreślił b. poseł PiS.

Wcześniej posłowie przekonywali, że kancelaria „nie straciła ani złotówki”

Jak dotąd posłowie utrzymywali, że pobierając pieniądze z Sejmu, działali zgodnie z prawem. Przekonywali też, że Kancelaria Sejmu nie straciła na żadnym z ich wyjazdów „ani złotówki”. W wywiadzie dla „W Sieci” Hofman wyjaśniał zaś, że nie miał możliwości inaczej rozliczyć wyjazdu, a ekwiwalent po prostu mu przysługiwał.

Według Tomasza Skorego z RMF FM Hofman zadeklarował zwrot 16 795 złotych za 7 wyjazdów, Adam Rogacki – 34 960 złotych za 13 delegacji, Mariusz Antoni Kamiński za 10 wizyt zagranicznych chce zwrócić Kancelarii Sejmu 24 420 złotych.

Afera madrycka

Adama Hofmana, Mariusza A. Kamińskiego i Adama Rogackiego usunięto z PiS tuż przed wyborami samorządowymi. Decyzję podjął komitet polityczny partii w związku z ich służbową podróżą do Madrytu na posiedzenie Komisji Zagadnień Prawnych i Praw Człowieka Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy – rozpoczętą 30 października br.

Media donosiły, że w wyjeździe posłom towarzyszyły żony i że z ich udziałem doszło do incydentu na pokładzie samolotu, którym posłowie wracali z Madrytu. Informowano ponadto, że posłowie wzięli na tę podróż kilkanaście tysięcy złotych zaliczki, zgłaszając wyjazd samochodem; w rzeczywistości polecieli tanimi liniami lotniczymi. Sprawą zajęła się prokuratura.

Środki pobrane na służbowe podróże zwrócił już Zbigniew Girzyński

W wyniku audytu zarządzonego później przez marszałka Sejmu Radosława Sikorskiego okazało się, że wątpliwości dotyczące rozliczeń wyjazdów służbowych dotyczyły w sumie dziewięciu posłów. Z powodu niejasności związanych z podróżą zagraniczną z członkostwa w klubie PiS i w partii zrezygnował poseł Zbigniew Girzyński. Poseł Jan Kaźmierczak został, na własną prośbę, zawieszony w prawach członka klubu PO w związku z wątpliwościami dot. wyjazdu do Londynu.

Wczoraj Girzyński poinformował, że zwrócił już całość pobranych z Kancelarii Sejmu środków na sześć podróży zagranicznych na łączną kwotę 13 tys. 467 zł. Jak tłumaczył, rozliczał te delegacje jako wyjazd samochodowy, a leciał samolotem. Także Kaźmierczak powiedział dziś, że 15 grudnia zwrócił kancelarii ok. 700 zł.

gazeta.pl

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s