Z gwinta (19.12.14)

 

Prof. Magdalena Środa: Pawłowicz ma kłopoty psychiczne. To jest posłanka specjalnej troski

Prof. Magdalena Środa twierdzi, że prof. Krystyna Pawłowicz "ma problemy psychiczne"
Prof. Magdalena Środa twierdzi, że prof. Krystyna Pawłowicz „ma problemy psychiczne” Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta

– Mamy problem. Żadna ustawa nie rozstrzyga, czy osoby z problemami psychicznymi powinny zasiadać w Sejmie. A pani poseł Pawłowicz ewidentnie jest taką osobą – mówi w “Bez autoryzacji” prof. Magdalena Środa.

Pewnie obserwowała pani to, co działo się ostatnio w Sejmie. Jest pani zniesmaczona czy może uważa, że nie powinniśmy się zajmować sprawami takimi jak np. jedzenie prof. Pawłowicz na sali plenarnej?

Panią Pawłowicz trzeba traktować w zupełnie innych kategoriach, bo ona nieświadomie wywołuje tego rodzaju burdy. Ale też nie jest dobre równoważenie jej zachowań przez ostre komentarze innych posłów. Oni zareagowali na to, jak się zachowała, zapominając o sprawach psychicznych. To jest posłanka specjalnej troski. Po jej zachowaniu widać, że ma problemy psychiczne. Niestety żadna ustawa nie rozstrzyga, czy takie osoby powinny posłować czy nie.

Jest też pytanie, jak to się dzieje, że Kaczyński pozbywa się z partii osób inteligentnych, takich jak np. Paweł Poncyljusz czy Paweł Kowal, a otacza się ludźmi skrajnie cynicznymi i głuptakami, jak Hofman, albo posłankami, których stan zdrowia psychicznego jest wątpliwy.

Prof. Pawłowicz ktoś wybrał i pewnie w przyszłym roku wybierze znowu. Może trzeba po prostu przyjąć, że reprezentuje pewną część społeczeństwa.

Nie wiem, czy ta grupa, która ja wybrała, to ta sama, która dziś tak smutno bawi się jej zachowaniem. Parlament dzięki mediom stał się miejscem widowiskowym i teatralnym, a pani Pawłowicz czyni za dość wymaganiom teatru. To niektórych jakoś strasznie bawi. Ktoś słusznie zauważył, że parlament w 70 proc. składa się z osób, które ciężko pracują w różnych komisjach i są mało widoczne, ale i tak media interesuje wyłącznie strona kabaretowa. Dlatego Pawłowicz wyrasta na gwiazdę.

Trudno powiedzieć, jaki cel ma Jarosław Kaczyński nie trzymając w ryzach tej posłanki. Domyślam się, że dyscyplina w partii jest taka, że wystarczyłaby zdecydowana nagana, by Pawłowicz przestała się odzywać czy też zwracała uwagę na sprawy, które w parlamencie nie są tylko kwestią etykiety.

To odejdźmy od strony kabaretowej. Parlament po raz kolejny odłożył kwestię związków partnerskich, a ostatnio okazało się, że przez dwa lata nie będzie negocjacji nad Funduszem Kościelnym. Wierzy pani jeszcze, że władza PO może te kwestie uregulować?

Mi jest coraz bardziej obojętne, czy będzie rządzić PiS czy PO. Wydaje się, że w kwestiach fundamentalnych dla nowoczesnego społeczeństwa PO od PiS niczym się nie różni. Jestem oczywiście tym oburzona. Nie dlatego, że trzymam stronę homoseksualistów, ale że widzę rażącą niesprawiedliwość np. w braku ustawy o związkach partnerskich. Podobnie jak widzę zaściankowość i średniowieczność polskiego parlamentu, który większością głosów daje 16 milionów na rzekome muzeum Jana Pawła II. Po czym, kiedy dochodzi do uregulowania spraw podstawowych, jak konwencja przemocowa czy związki, dzieje się to, co się dzieje. Ta partia się dyskwalifikuje. To jest absolutny skandal.

Z czego to się bierze? Z siły konserwatywnego skrzydła PO czy ze strategii partii jakie takiej?

Ze strategii partii. Idą wybory, więc trzeba mrugać okiem do konserwatywnych wyborców. Wiadomo, że Kościół przy wyborach będzie grał rolę fundamentalną, więc PO mu sprzyja. To jest zachowawczość i tchórzostwo. Ja nie widzę nawet jednego powodu, by głosować na tę partię.

A co z bliższej pani opcją – lewicą?

Mam nadzieję, że do wyborów powstanie jakaś opcja na lewicy.

Wokół kogo? Roberta Biedronia? Barbary Nowackiej?

Robert Biedroń jest człowiekiem na tyle rzetelnym i uczciwym, że ze Słupska przez cztery lata się nie ruszy. Basia Nowacka? Jak najbardziej tak. Trzeba też znaleźć zaangażowanego finansowo, bo zasoby finansowe są sporym problemem. Ja sama chętnie podejmę się organizowania nowej partii. Prof. Hausner, Frasyniuk, Nowacka – jest kupa ludzi, których bym tam widziała.

Co z lewicowym kandydatem na prezydenta? Jednego na całą lewicę nie uda się wystawić, bo Palikot już się zgłosił.

Pytanie, czy uda mu się zebrać 100 tys. podpisów, bo kompletnie zaniedbał struktury. Kalisz się dokumentnie skompromitował, bo jako lewicowiec zagłosował za wspieraniem przez państwo miejsca kultu. Cóż, prezydent Komorowski jest niezłym prezydentem. Powinien zostać. Środowiska lewicowe niech się zastanawiają nad następnymi wyborami.

naTemat.pl

Węgrzy przeciw Orbánowi. To przestroga dla Kaczyńskiego

Michał Kokot, Gazeta Wyborcza, 19.12.2014
Demonstranci są wściekli<br />
na władzę za korupcję, autorytarne rządy i dławienie wolności słowa. W tym tygodniu protestowali w Budapeszcie trzy dni z rzędu (zdjęcie z 16 grudnia)

Demonstranci są wściekli na władzę za korupcję, autorytarne rządy i dławienie wolności słowa. W tym tygodniu protestowali w Budapeszcie trzy dni z rzędu (zdjęcie z 16 grudnia) (BERNADETT SZABO/REUTERS)

Premier naraził się zbyt wielu grupom i środowiskom. Węgrzy demonstrują na ulicach, bo są wściekli na władzę za korupcję, autorytarne rządy i dławienie wolności słowa. W tym tygodniu protestowali w Budapeszcie trzy dni z rzędu
Na Węgrzech, gdzie dotąd nic nie zagrażało pozycji Viktora Orbána, zaczęło wrzeć. Apatyczne społeczeństwo obywatelskie rozbudził pod koniec października plan premiera, który zapowiedział wprowadzenie podatku od internetu. Od tamtej pory tysiące Węgrów zaczęły wychodzić na ulice Budapesztu i innych miast, domagając się odejścia rządzących. W tym tygodniu protestowali w Budapeszcie trzy dni z rzędu – od niedzieli do wtorku. Notowania partii spadły w ciągu miesiąca o 12 proc.Nikt nie spodziewał się takiej fali niezadowolenia. Przecież jeszcze niedawno Fidesz wygrał drugi raz z rzędu wybory parlamentarne, zostawiając w tyle opozycję. Partii nie szkodziły nawet autorytarne zapędy Viktora Orbána. Przez ostatnie cztery lata robił, co mógł, by zdemontować instytucje przeszkadzające w „słusznym” zarządzaniu państwem. Podporządkował sobie bank centralny oraz trybunał konstytucyjny, który kwestionował kolejne autorytarne projekty ustaw.

Ale teraz Orbán musi ratować popularność swojego rządu. Postanowił więc zrobić to, w czym ma wielką praktykę: wzmocnić podziały w węgierskim społeczeństwie. Jego sztabowcy ogłosili program przymusowych testów narkotykowych dla młodzieży, polityków i dziennikarzy. Politycy Fideszu uzasadniali to frazesami o ochronie młodych obywateli będących przyszłością narodu. Liczyli na to, że jak w przeszłości, tak i teraz uwypukli to podział na konserwatywnych Węgrów, troszczących się o wspólne dobro i rodzinę, oraz na zepsutych, liberalnych indywidualistów.

No i się przeliczyli. Tym razem Węgrzy nie dali się nabrać na ten trik. Uznali, że kontrola rządu sięga za daleko. Po kilku dniach władze zmodyfikowały pomysł badań wobec nieletnich na „dobrowolny” (obowiązek badania dziennikarzy i wybranych w wyborach polityków pozostał). Ale wycofywanie się rakiem z tego pomysłu nic nie dało. Protesty nie ustały, co więcej, zapowiadane są kolejne. I nie chodzi już wcale tylko o testy narkotykowe, demonstranci są wściekli na władzę za korupcję, autorytarne rządy i dławienie wolności słowa.

W rządowych gmachach na placu Kossutha zapewne są w szoku. Do tej pory łatwo udawało się podbijać popularność, ogłaszając wojnę z kolejnymi wymyślonymi wrogami ludu: liberałami, zachodnimi korporacjami, „wysysającymi Węgry” i Zachodem, który dąży do unicestwienia narodu węgierskiego, narzucając mu „wrogie” wartości. Jednak teraz Orbán przesadził. Naraził się zbyt wielu grupom i środowiskom. Coraz więcej obywateli postrzega go jako zwykłego awanturnika.

Tę lekcję powinien wziąć sobie do serca Jarosław Kaczyński, który w wielu sprawach chciałby być wiernym naśladowcą Orbána. I podobnie jak on nieustannie stara się podzielić społeczeństwo. Najpierw był mit smoleński i twierdzenie, jakoby jego brat został zamordowany rękoma Rosjan i przy współudziale polskiego rządu, który stara się sprawę co najmniej zatuszować. Teraz lider PiS stara się podważyć wyniki wyborów samorządowych, uznając je za sfałszowane.

Jednak skuteczność takiej socjotechniki polegającej na wywoływaniu sztucznych podziałów w społeczeństwie ma swoje granice. Właśnie teraz przekonuje się o tym Orbán. Dla Kaczyńskiego powinno to stanowić ostrzeżenie.

Zobacz także

wyborcza.pl

Pawłowicz atakuje i wyzywa, czyli przedświąteczna sałatka sejmowa

Monika Olejnik, „Kropka nad i”, TVN 24, „Gość Radia Zet”, 19.12.2014
Krystyna Pawłowicz z jedzeniem na sali sejmowej

Krystyna Pawłowicz z jedzeniem na sali sejmowej (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Co się działo, i to w Sejmie! Werbalna zapaśniczka sejmowa nieoczekiwanie zaatakowała reporterkę sejmową, a potem zwyzywała posłów i marszałka Sejmu.
Doktor praw Krystyna P. zrobiła awanturę dziennikarce TVN 24, krzycząc do niej: „Pani jest idiotką!”.Co by się działo, gdyby poseł Platformy zaatakował w ten sposób któregoś „z niepokornych”? Prezes Kaczyński zapewne wyprowadziłby ludzi na ulice w obronie wolności mediów.

Pani posłanka tak się zdenerwowała na Agatę Adamek, że musiała coś zjeść, a ponieważ pan marszałek Sejmu utrudnia życie posłom, przeprowadzając wielogodzinne głosowania, poseł nie ma wyjścia i musi jeść na sali. Tak też uczyniła pani posłanka Krystyna P. Znana z tego, że ostentacyjnie podczas obrad Sejmu zasłania się gazetami, w środę wieczorem przeszła samą siebie. Jadła po prostu sałatkę. Pani poseł uważa, że to jest normalne, a nienormalne jest to, że zaatakowała ją palikociarnia, bo palikociarnia uważała, że sala sejmowa to nie film „Wielkie żarcie”.

Posłanka PiS niegdyś zasłynęła powiedzeniem o Władysławie Bartoszewskim: „słabej klasy pastuch”. W środę krzyczała do posłów: „Ty chamie, stul pysk!”, a do marszałka Sejmu: „Zamknij ryj!”. Pani poseł tłumaczy się, że nikt nie przeszkadza panu marszałkowi, kiedy on pije z różnokolorowych kubeczków.

Prezes PiS postanowił bronić praw kobiet i żądał zwołania Konwentu Seniorów w związku z zachowaniem grubiańskiej części sali. Zabawnie było, gdy marszałek Sejmu zwracał uwagę posłowi Kaczyńskiemu, ale przestało być zabawnie, gdy Armand Ryfiński (niegdyś TR) krzyknął do Kaczyńskiego: „Spadaj, kurduplu!”. Ten się odwinął i powiedział, że na sali są niżsi.

Nikt tak nie szkodzi PiS jak doktor praw Krystyna P. Pan prezes Kaczyński kiedyś odcinał się od posłanki, mówiąc o niej, że to Korwin-Mikke w spódnicy. Jak widać, spódniczki chodzą panu prezesowi po głowie, bo wszystkie panie przebiera w jakieś spódnice, tak jak ostatnio panią premier.

Ale są ważniejsze sprawy. Oto PO postanowiła wyrwać Prawu i Sprawiedliwości nie tylko kartkę wyborczą w wyborach samorządowych, ale również w parlamentarnych. Tylko tym należy tłumaczyć ukłon Platformy w stronę Kościoła. Między wódkę a zakąskę została wetknięta ustawa o związkach partnerskich, Świątynia Opatrzności – po interwencji klubu pani premier – dostała 16 mln z budżetu państwa, a sprawa opodatkowania Kościoła została odłożona ad acta. Jak rozczulająco stwierdził kardynał Nycz: „To są za poważne sprawy, żeby je mieszać do kampanii wyborczej”, co świadczy o wyższości świąt Bożego Narodzenia nad świętami Wielkiej Nocy.

Zobacz także

wyborcza.pl

„A gdyby prezydent wygłaszając orędzie jadł kanapkę i popijał z gwinta?”. Żakowski o sejmowym posiłku Pawłowicz

Krzysztof Lepczyński, 19.12.2014
http://www.gazeta.tv/plej/19,103087,17156852,video.html?embed=0&autoplay=1
– Z czego się śmiejecie? Z siebie się śmiejecie – stwierdził Jacek Żakowski, komentując awanturę w Sejmie wokół posiłku Krystyny Pawłowicz. Jego zdaniem to dowód powszechnego upadku obyczajów. – Dobrze, że ktoś postawił tamę. Bo zaraz prezydent wygłaszając orędzie noworoczne jadłby kanapkę popijając z gwinta – ocenił publicysta.
Środowe posiedzenie Sejmu upłynęło pod znakiem awantury. A zaczęło się od Krystyny Pawłowicz, która jadła na sali plenarnej. Andrzej Rozenek z Twojego Ruchu stwierdził, że Sejm zamienia się w bar mleczny. Jednak zdaniem Jacka Żakowskiego cała sytuacja jest odbiciem ogólnego upadku obyczajów.„Polskie obyczaje początku XXI wieku”

Publicysta przypomniał, że posłanka Krystyna Pawłowicz jest profesorem i uczy studentów na jednej z prywatnych uczelni. – A, jak wiadomo, studenci uprawiają konsumpcję w salach wykładowych. Zdejmują buty, przychodzą ubrani, jakby właśnie udawali się na siłownię, a pachną, jakby stamtąd wracali. To polskie obyczaje początku XXI wieku. I one z innych sfer przenoszą się do parlamentu – mówił Żakowski.

„Polskie elity są przypadkowe” >>>

Prowadzący audycję zaznaczył, że nie jest zadowolony z tego, że prof. Pawłowicz „nie dostrzega różnicy” między zachowaniami studenta a zachowaniami posła w parlamencie. – Może teraz zobaczy tę różnicę – stwierdził.

Prezydent z kanapką

– Dobrze, że ktoś postawił tamę. Bo zaraz prezydent wygłaszając orędzie noworoczne jadłby kanapkę popijając z gwinta. Dobrze się stało, że tama została postawiona, choć może w nazbyt spektakularny sposób. Pytanie, czy uda się tę tamę przesuwać w dół społeczeństwa – mówił Żakowski.

– Z czego się śmiejecie? Z siebie się śmiejecie – skwitował publicysta sejmową awanturę.

Zobacz także

TOK FM

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: