Archiwum dla Wrzesień, 2016

cst0m22umaau5cl

Bartłomiej Misiewicz się zawiesił. A jego sponsor Antoni Macierewicz o swym Misiu, Misiaczku, mówi:

misiewicz

– Przychylam się do stanowiska pana Misiewicza i zawieszam go w czynnościach – oświadczył szef MON.

– Pan Misiewicz zwrócił się z prośbą w związku z kampanią wymierzoną w jego dobre imię i w niego osobiście, obawiając się, że to może także utrudnić funkcjonowanie ministerstwa obrony z prośbą o zawieszenie w czynnościach. Uważam, że to jest z punktu widzenia funkcjonowania słuszne stanowisko do czasu, gdy zostaną przedstawione dowody i oczekuję teraz od tych, którzy prowadzą tę kampanię, że poza pomówieniami przedstawią także dowody. A do tego czasu przychylam się do stanowiska pana Misiewicza i zawieszam go w czynnościach – powiedział Macierewicz.

„Informuję, że zwróciłem się do Ministra Obrony Narodowej pana Antoniego Macierewicza z prośbą o zawieszenie mnie w funkcjach, które pełnię w MON. Ponadto informuję, że wytaczam proces tygodnikowi „Newsweek” za nieprawdziwy i szkalujący mnie artykuł oraz tym ośrodkom medialnym, które powtarzają te insynuacje na mój temat” – napisał Misiewicz.

Szef gabinetu politycznego MON i rzecznik ministra obrony Bartłomiej Misiewicz poprosił ministra Macierewicza o zawieszenie w funkcjach w MON; w przesłanym dziś PAP komunikacie zapowiedział też kroki prawne przeciw „Newsweekowi”.

csvhqplviaaq0zr

„Informuję, że zwróciłem się do Ministra Obrony Narodowej pana Antoniego Macierewicza z prośbą o zawieszenie mnie w funkcjach, które pełnię w MON. Ponadto informuję, że wytaczam proces tygodnikowi

»Newsweek» za nieprawdziwy i szkalujący mnie artykuł oraz tym ośrodkommedialnym, które powtarzają te insynuacje na mój temat” – napisał Misiewicz.

cst6sy2usailcrs

JAKIE TAM ZAWIESZENIE? KARNY ZJAZD I TO BEZ MEDALU! Kto jest za?

Władza niedługo znajdzie się na ulicy, bo PiS zaczęło buksować, a tego nie można odkręcić, bo ludzie tej partii nie są kompetentni.

ROK PiS ZMIENIŁ OPOZYCJĘ NA LEPSZĄ. DZIŚ NA PEWNO JUŻ WIEDZĄ JAKIEJ POLSKI POLACY NIE CHCĄ.

csvbi5nviaacjjn

O opozycji pisze Adam Szostkiewicz.

opozycja

Opozycja zrobi źle, jeśli zlekceważy głos Zbigniewa Hołdysa („Mój ruch oporu”, „Magazyn Świąteczny”, 10-11 września). Autor ma słuch obywatelski. Czuje nastrój w niepisowskiej części opinii publicznej.

Niejeden obecny opozycyjny parlamentarzysta czy polityk mógłby się na nim retorycznie dokształcić. Hołdys trafnie wytyka dzisiejszej opozycji, że reaguje opieszale albo nie reaguje wcale, kiedy powinna. Tak marnuje okazje do politycznej kontrakcji.

Podaje przykłady. Dlaczego tylko jemu przyszło do głowy, by na kampanię nienawiści rozpętaną przeciwko Lechowi Wałęsie odpowiedzieć publicznymi pokazami dokumentalnego filmu Andrzeja Wajdy „Robotnicy ’80”? A na kampanię smoleńską – pokazami dokumentu National Geographic o katastrofie lotniczej pod Smoleńskiem. To prosta rada, ale inspirująca.

Jej sens odczytuję tak: opozycja ma pod ręką o wiele więcej środków oddziaływania, niżby się wydawało. Co z tego, że byłyby czasem niekonwencjonalne? Właśnie takie środki mogą być niekiedy skuteczniejsze. Jak choćby – to kolejny ciekawy pomysł Hołdysa – stworzenie „parateatralnego” widowiska, z którym objeżdżałoby się kraj. Ma prawica swych bardów, czemu ma ich nie mieć nieprawica?

Muzyk rockowy z wieloletnim doświadczeniem koncertowym (czyli z umiejętnością komunikowania się z ludźmi) rozumie, że sztuka bywa systemem wczesnego ostrzegania rządzących przed złymi skutkami ich działania i że dodaje skrzydeł zwłaszcza młodym zbuntowanym w słusznej sprawie obrony praw człowieka i obywatela. Hołdys apeluje, by opozycja wyszła ze studiów telewizyjnych i – na wzór opozycji demokratycznej z lat 70. – zabrała się do „pracy u podstaw”.

Korzystając ze zbójeckiego prawa publicysty do skrótów i uproszczeń, Hołdys tu czy tam wyostrza i przesadza. Na przykład, kiedy przesądza, że udział w programie Lisa czy Olejnik to nie jest „aktywność polityczna i działalność społeczna”. Albo kiedy podcina skrzydła KOD-owcom. KOD, jakie ma kłopoty, każdy widzi, ale bez KOD-u niszczenie naszego demokratycznego państwa prawa szłoby jeszcze szybciej. Oczywiście, że sam KOD nie wystarczy, by wyhamować te niszczycielskie zapędy obecnej władzy.

(Do kierowców, sprzątaczek i sąsiadów, dołączył niedoszły teść. DOJENIE TRWA. )

cstrb_quaaaczw3

Tak jak – tu też się zgadzam z Hołdysem – samo „klepanie treści w internecie”, bo jednak „papier to papier”. Słowo drukowane wciąż się liczy. Kupowanie prasy niezależnej od obecnego obozu władzy jest jedną z form „szybkiego reagowania” na jego nadużycia. Ale Hołdys powinien też dostrzec takie internetowe działania obywatelskie jak dziennikarsko-śledczy portal OKO.Press. Jeśli apeluje o „pracę u podstaw”, to powinien je poprzeć i wezwać innych do poparcia choćby w formie dobrowolnych datków. Skąd mają się wziąć Hołdysowe „oddziały szybkiego reagowania”, jeśli nie także z KOD-u czy internetu? Kto obecną sytuację polityczną uważa za złą dla Polski, zdaje sobie sprawę, że wymaga ona konsolidacji, a nie fragmentacji. Wszystkie ręce na pokład.

Ale jest jeden kłopot, o którym Hołdys nie wspomina. Ten, że „praca u podstaw” potrzebuje lat, by przynieść owoce, tymczasem opozycja, w jej różnych wcieleniach, musi już teraz przeciwdziałać demontażowi naszej demokracji w jej obowiązującym (jeszcze) kształcie konstytucyjnym. Byłoby nie fair powiedzieć, że opozycja nic nie robi w tej zasadniczej sprawie. Robi, ale na razie odnosi sukcesy przede wszystkim na arenie międzynarodowej. W pierwszej lidze polityki europejskiej obecna polska opozycja jest lepiej rozumiana niż rząd premier Szydło. Ale w polityce krajowej opozycja większych sukcesów nie odnosi, demontaż obecnego modelu państwa postępuje, a jego skutki będziemy odczuwać jeszcze długo po utracie przez PiS władzy.

(Akcja objęta honorowym patronatem Prezydenta RP)

cstndoouiaagpxb

Czy może coś tu pomóc mechaniczna reaktywacja wzorów KOR–owskich? Mechaniczna na pewno nie, bo kontekst jest zupełnie inny. Ale jedno zachowuje aktualność: warunkiem skutecznej działalności politycznej i społecznej jest wiarygodność. KOR był wiarygodny, bo nie uczestniczył w sprawowaniu władzy, a jego cel był zrozumiały i dość powszechnie akceptowany w społeczeństwie: obrona niesłusznie i bezprawnie prześladowanych przez władze, respektowanie ich praw i godności ludzkiej.

KOR nie proponował całościowej wizji nowej Polski, a jednak zdobył zaufanie, bo odpowiadał na społeczną potrzebę. Skupił się na działaniu w dobrej sprawie. Dyskusja o dzisiejszej opozycji, jej kształcie i sposobach działania, musi brać pod uwagę, że w odbiorze społecznym nie jest ona do końca wiarygodna. Bo albo uczestniczyła we władzy i ją utraciła poniekąd na własne życzenie, albo nie ma politycznego doświadczenia. Bez przepracowania tematu wiarygodności nie ma co marzyć o rychłym powstrzymaniu prawicowej „kontrrewolucji kulturalnej”.

CZAS ZMIENIĆ UBEZPIECZYCIELA…

cstircbusaavqs0

Waldemar Mystkowski podsumowuje Misiewicza i wykrwawianie się PiS, które właśnie się ropoczęło.

misiewicze

Bierzemy do rąk listę Nowoczesnej „40 Misiewiczów” i wykreślamy nazwisko z góry, które dało nazwę temu spisowi nepotyzmu. Pozostało 39 Misiewiczów, acz ta lista to ledwie kropla w oceanie korupcji politycznej PiS. Bartłomiej Misiewicz sam się zawiesił, a jego sponsor Antoni Macierewicz orzekł w swym górnolotnym języku, iż „przychyla się do stanowiska pana Misiewicza”. Misiewicz zapowiada proces, który chce wytoczyć „Newsweekowi”.

(NEWS DNIA. BĘDZIE HIT KINOWY!)

cstfbo-ukaetods

Misiewicz został oddany na pożarcie, bo PiS-owi ziemia usuwa się spod nóg. Rozpoczął się proces wykrwawiania tego rządu, tej formacji politycznej. Bo tego samego dnia Komisja Europejska wszczęła postępowanie wobec wprowadzenia przez Polskę podatku handlowego. Ten haracz handlowy jest niezgodny z prawem unijnym. To kolejna procedura uderzająca w PiS. Minister finansów Paweł Szałamacha powiedział zdanie, które powinno wstrząsnąć fundamentami logiki: -„Byliśmy przygotowani na negatywną decyzję Komisji Europejskiej”. Czyli rząd PiS był przygotowany, że ich bezprawie zostanie zakwestionowane.

(Poważne kłopoty dla budżetu. Bruksela nakazuje zawieszenie podatku od handlu. REAKCJA „DOJNEJ ZMIANY” – BEZCENNA)

cstdjicvuaatcaa

Czy można przyzwyczaić się do bezprawia, do niszczenia standardów demokratycznych, do publicznej niemoralności, jaką jest nepotyzm, uwłaszczanie swoich niedouczonych misiów, jak to robi Macierewicz z Misiewiczem? Czy można? Pewnie tak! Ile można? – oto właściwe pytanie.

(KTO STOI ZA NAJWIĘKSZĄ AFERĄ FINANSOWĄ W POLSCE? DLACZEGO PIS NIE CHCE JEJ WYJAŚNIĆ? KOLEJNY SKOK NIEWYPŁACALNY…)

cstwwajvmaedgof

Czy działanie goebbelsowskie PiS zniszczą w nas Polakach gen przyzwoitości, wolności, normalności? W tym podobnym tonie nieprzyzwoitości wypowiedział się europoseł PiS Ryszard Czarnecki o swoim synku, który zatrudniony jest jako doradca w Polskiej Grupie Zbrojeniowej. Otóż 26-letni syn Czarneckiego (kolejny Misiewicz) nie dostał posady za protekcją, tylko za… i tutaj mam kłopot. Bo ponoć młody Czarnecki pracował we francuskim Thalesie, firmie zbrojeniowej, a do PGZ przeszedł z powodu swego „patriotyzmu”. Chyba młody Czarnecki był sprzątającym firmę, a jakież to ma kompetencje? Jak ojciec, który nie nadaje się na polityka, a sadzi się na intelektualistę? Nabijam się z tego Czarneckiego od wielu lat, bo to upostaciowienie kiczu i pokręconego języka polskiego (cytat: „o wpół do pierwszą”, chodzi o godzinę 12.30 – tak mniej więcej się wyraża nie po „polskiemu”).

(HA HA HA HA HA…. DOBRE :)))) )

cstopm9viaaidyr

PiS krwawi i ten symptom jest nie do powstrzymania. Ta partia nie posiada genu krzepliwości, tj. kompetencji. Ta partia nie ma kadr. PiS odejdzie szybciej niż nam się wydaje. Martwi mnie inna sprawa, zdecydowanie ważniejsza – kto przejmie władzę, bo mam wrażenie, że opozycja jest nieprzygotowana. Trzeba sprzątać po dewastacji i Polakom proponować ambitną realność, a nie zgniłe gruszki na powalonej wierzbie.

csppsmhuiaafixv

EMERYCI NA PEWNO PODZIĘKUJĄ. MAJĄ OCZY I WIDZĄ, DLA KOGO CIĄGNIE KASĘ „DOJNA ZMIANA”.

Dwie postacie PiS, którym szkodzi myślenie, bo od niego głowa boli. Postaci, którzy już mają nazwane zbiór karukatur, a zwane są „Misiewicz, Pisiewicze, byleJacy”.

Zdobią swą tłustością okładkę „Newsweeka”.

z20709529q

„Recepta na karierę w IV RP. Stanowiska dostali za lojalność. Teraz sami rozdają posady: Bartłomiej Misiewicz w Łódzkiem, Patryk Jaki na Opolszczyźnie” – głosi okładka „Newsweeka”. Trafiły na nią twarze rzecznika Ministerstwa Obrony Narodowej i wiceministra sprawiedliwości.

Misiewicz „może załatwić pracę w państwowej spółce i odwołać wojskowego dowódcę”. O byleJakim dziennikarze napisali: „W Opolu opowiadają, że Patryk Jaki, może wszystko. Trochę się tylko dziwią, czemu wyrzyna u siebie PiS-owców”.

WYNIK WYBORCZY NIE UPRAWNIA PiS DO USTAWIANIA DZIAŁACZY PARTYJNYCH NA PAŃSTW. STOŁKACH. JAK WIDAĆ ZASŁANIAJĄ SIĘ NIM.

csss2wwueaenzwg

Mamrot Mariusz Błaszczak wyznał nie swoje, bo marzenia prezesa. Hollywoodzkie filmy. Prezesowi nie podobają się wybitne „Pokłosie” i oscarowa „Ida”.

ida

Błaszczak wyraził zdziwienie, że filmy te sfinansowano z pieniędzy podatnika. Jak powiedział, np. w „Idzie” nie mówi się o najeździe Niemców na Polskę i wymordowaniu przez nich Żydów. Uzasadniał potrzebę nakręcenia filmu z aktorami hollywoodzkimi np. o rotmistrzu Pileckim, czy lotnikach polskich, którzy walczyli o Anglię. Fundusze miałyby pochodzić z budżetu państwa:

Trzeba zatrudnić Cruise’a, Gibsona, czy kogoś kto jest znany na całym świecie. Aktora hollywoodzkiego, który wcieliłby się w postać Polaka w czasie II wojny i pokazał historię – stwierdził.

Wypowiedź ministra już wywołała wesołość na Twitterze:

tomasz-lis

Kolejni pisiewicze.

cssr3m6xgaa_loc

ABY NIKT NIE MIAŁ WĄTPLIWOŚCI. SHOW DOPIERO SIĘ ZACZYNA.

cssv28cuaaarw6w

DOJNA ZMIANA TRWA.

cssxrtcvuaa5g4h

Nie widzieliśmy ani jednego wpisu Szydło czy Dudy z gratulacjami za medale, ale może coś przeoczyliśmy…

cssuzggukaacbj0

Waldemar Mystkowski pisze o pomniku Lecha Kaczyńskiego, który miał być postawiony z funduszu obywatelskiego.

pomnika

Już PiS witało się z gąską, ale pomysł nie ma autora, który z imienia i nazwiska chciałby się przyznać. Niemniej ta inicjatywa zapowiada przyszłość. W Tarnobrzegu jakiś trefniś wpadł na pomysł 8-metrowego pomnika Lecha Kaczyńskiego. Inicjatywa bynajmniej nie polityczna, nie samorządowa, bo obywatelska. W tym mieście budżet obywatelski wynosi 2 mln zł. Obywatele zgłaszają pomysły, które uważają za niezbędne dla ich życia codziennego. Ktoś wpadł na pomysł, że niezbędny dla ducha mieszkańców jest pomnik Lecha Kaczyńskiego. Zgłoszono projekt i określono wstępną wycenę monumentu z brązu na 400 tys. zł.

cssriojxyaamztx

Miastem rządzi koalicja PiS i lokalnego komitetu Moje Miasto, więc szybciutko komisja zaakceptowała ten niezbędny obiekt dla mieszkańców Tarnobrzega, a nawet lokalni posłowie prosto z serca dali głos w sitko. Z pobliskiej Stalowej Woli poseł PiS niejaki Rafał Weber orzekł o inicjatywie w Tarnobrzegu: „Popieram ją z całego serca”. Gdy chciano doprecyzować szczegóły projektu pomnika, autor odezwał się tylko raz mailowo, nie podał numeru telefonu ani prawdziwego nazwiska. Pomysł więc na razie upadł. Zauważmy, iż pomnik miał powstać z budżetu obywatelskiego, z którego buduje się ścieżki rowerowe, szalety miejskie, place zabaw z piaskownicami itp. Ktoś chciał sprawdzić, czy pomysł z pomnikiem z takiego budżetu może liczyć na akceptację. Dostał więc pozytywną odpowiedź. A przy tym pomnik jeszcze nie dorównuje wielkości Chrystusa ze Świebodzina, ale jest większy od Chrystusa z Poznania.

waldemar-kuczynski

Znając miłość Jarosława Kaczyńskiego do swego brata i miłość poddanych pisowskich do prezesa PiS, można oczekiwać, iż będą prześcigać się w pomysłach. Czekają nas  Świebodziny z „polegniętym” prezydentem, który wyciąga ręce w naszym kierunku. Żyjemy w czasach groteski i to tej nie najwyższych lotów. W każdym razie brzoza pod Smoleńskiem została ścięta na wysokości 6,6 metra, a pomnik w Tarnobrzegu miał mieć 8 metrów. Można zmetaforyzować, iż pomnik Lecha Kaczyńskiego odleciał na zapasowe lotnisko.

PIĘKNE PODSUMOWANIE LISA 🙂

css0xvtusaaak2i

Pisowskie Alternatywy 4 trwają w najlepsze.

csshmy2vyaek2hl

csjr4rzukaaw1eh

Antoni Macierewicz znowu skłamał, bo nie jest prawdą, że Rosja zwróciła się do niego w sprawie materiałów dowodowych dotyczących katastrofy smoleńskiej.

polsatnews

– Federacja Rosyjska zwróciła się do nas, poprzez ambasadora (Siergieja) Andriejewa o przekazanie im tych materiałów dowodowych dla ewentualnego podjęcia badania. Następnie pan ambasador zadeklarował, że powinny być poczynione analizy przez ekspertów materiału dowodowego – powiedział Antoni Macierewicz w „Sygnałach Dnia”.

csjvntgumae57xo

Eliza Michalik pisze o wolności, która zagraża PiS. Jarosław Kaczyński boi się wolności, jak przysłowiowy diabeł święconej wody. PiS bardzo próbuje nas przekonać, że lekceważy wolność i nią gardzi. Jednak tak naprawdę śmiertelnie się naszej wolności boi.

colaczy

Żeby uświadomić sobie skalę strachu PiS-u przed wolnością, należy zrozumieć, że Polska wolnych, myślących ludzi, wolny, nieskrępowany przesądami rynek opinii i idei, na którym ścierają się poglądy, a do swojego punktu widzenia trzeba innych przekonać rozsądną argumentacją, a nie przemocą i krzykiem, to byłby koniec tej partii.

Dlatego, choć w tytule pytam, po co nam wolność, powinnam zapytać raczej, po co PiS-owi nasza wolność. Bo powody, dla których potrzebujemy wolności, są dokładnie takie jak powody, dla których PiS zrobi wszystko, żeby nam ją odebrać.

csjw09uuiaeg1vv

Zastanawialiście się kiedyś, co łączy wszystkie grupy zawodowe i społeczne, z którymi walczy PiS? Dlaczego to właśnie niepokorni sędziowie, nieposłuszni dziennikarze i obywatele maszerujący z KOD-em budzą taką agresję tej partii?

Otóż, oprócz oczywistych politycznych korzyści płynących z zabicia Trybunału Konstytucyjnego i upadku państwa prawa, PiS nie znosi tych ludzi, ponieważ odważnie walczą o to, w co wierzą, a im bardziej demonstrują swoją wolność, tym słabiej na ich tle wypadają wyrastający jak grzyby po deszczu populiści, tchórze i karierowicze, nieudolnie przysłaniający oportunizm i żądzę władzy listkiem z parodii patriotyzmu i katolicyzmu.

A więc banalnie i po prostu: ludzie wolni każdego dnia przypominają Polakom, że można i warto być niezależnym i odważnym, stanowiąc bolesny dla PiS-u kontrast z zawodowymi działaczami, którzy obok odwagi cywilnej i wierności wyższym wartościom nigdy nawet nie przechodzili.

Wolność musi dziś jednak walczyć o przetrwanie także z innych, ważniejszych powodów: jest jedynym realnym zagrożeniem dla rządu i zachłanności PiS-u. Jarosław Kaczyński nigdy tego nie przyzna, ale dobrze rozumie, że jeśli nam jej nie zabierze, szybko straci władzę.

csjyenbviaanl07

Nikt lepiej od prezesa PiS-u, zakompleksionego na punkcie własnej skromnej działalności opozycyjnej, nie wie, jak cudze męstwo mocno inspiruje bliźnich, jak cudza odwaga daje do myślenia. Tak jak nikt nie wie lepiej od byłego prokuratora Stanisława Piotrowicza, jak zaraźliwa jest wolność i jak trudno ją sobie wybić z głowy, gdy się już jej, często idąc za cudzym przykładem, zapragnie.

Dlatego obaj: mózg i usta PiS-owskiej operacji pozbawiania Polski wolności, boją się jej jak zarazy i jak zarazę chcą ją wytępić. I dlatego w walce z nią, oprócz zakazywania, próbują poniżać i obśmiewać, bo dobrze wiedzą, że oprócz otwartej wojny to właśnie drwina, umniejszenie i oczernianie są zawsze najskuteczniejszą bronią.

I to jest odpowiedź na zadawane przez wiele dni w mediach z oburzeniem pytanie: jak mogli działacze PiS-u na odbywający się w Warszawie Nadzwyczajny Kongres Sędziów i sformułowaną przez nich mocną tezę o zagrożeniu totalitaryzmem zareagować kpiną i pogardą: ot, wolność to głupstwo, niepotrzebny drobiazg, a walka o nią to przejaw pieniactwa, a wręcz niezrównoważenia?

cskbamcuaaelbrn

Ano mogli, bo temu właśnie służą te wszystkie protekcjonalne połajanki: „Nikt nie chce słuchać o Trybunale”, „Trybunał jest dziesiąty na liście tematów, które obchodzą Polaków” – wytworzeniu w Polakach przekonania, że wolność jest im niepotrzebna, że się nie liczy, że jest tylko niepoważną przeszkodą na drodze do silnego państwa.

Musimy jednak pamiętać o jednym: choć PiS bardzo próbuje nas przekonać, że lekceważy wolność i nią gardzi, prawda jest zupełnie inna. PiS śmiertelnie boi się naszej wolności, nic nie przeraża PiS-u tak jak ona.

Ulubione przez lata zawołanie sympatyków tej partii „Ojczyznę wolną racz nam wrócić, Panie” to czysta propaganda bez pokrycia w faktach. W ojczyźnie prawdziwie wolnej los populistów i nacjonalistów był przecież nie do pozazdroszczenia: przegrywali wybory niemal przez dekadę i przepadliby z kretesem, gdyby nie katastrofa smoleńska, która politycznie uratowała im skórę. Dlatego wiedzą, pamiętają, że w świecie wolnych, ciekawych świata i nieskrępowanych w krytykowaniu władzy ludzi kłamstwa wyczuwa się z kilometra, a głupota i nieodpowiedzialność polityka przekreślają jego karierę, że wobec wolnych ludzi nie można przyjmować protekcjonalnego tonu ani łamać prawa, na wolnych ludzi nie działa w końcu ordynarny szantaż.

Prawda jest taka, że nasz rozwój, nasza odwaga i wolność w końcu unicestwią PiS. Sprawią, że lenie, kłamcy, pozoranci, populiści, krzykacze bez dokonań i ogłady, fanatycy, szaleńcy, przemocowcy i aroganci, nie tylko zresztą z tej partii, ale wszelkiego rodzaju, stracą rację bytu. Dlatego musimy zażarcie i do końca walczyć z PiS-em o naszą wolność, bo dla nas, tak jak dla niego, to walka o przetrwanie.

cskdtjqvmaeyqos

Stanisław Skatżyński z OKO.press kpi z PiS, które na wszystko ma odpowiedź: „a Platforma…”: „Platforma też dłubała w nosie”. Być może PiS nie zostanie pokonane, ale nażre się i pójdzie spać. A wtedy…

byc

Za każdym razem, gdy wytknie się Prawu i Sprawiedliwości błąd polityczny, złamanie prawa, naruszenie etyki lub pogwałcenie dobrego obyczaju, odpowiedź, niczym w pacierzu, zaczyna się od słów: „A przecież w czasach Platformy Obywatelskiej…”.

Przy każdej okazji. W czasach PO nie wykonywano wyroków Trybunału Konstytucyjnego, więc PiS nie musi publikować orzeczeń. W czasach PO odznaczono dziennikarzy Polskiego Radia brązowymi medalami za zasługi dla obronności kraju, więc i Antoni Macierewicz może przypiąć swojemu Misiewiczowi do kształtnej piersi taki medal, na jaki tylko ma ochotę. Skoro ochotę ma na złoty, to może przypinać złoty.

W czasach PO projekty PiS-u leżały w sejmowej zamrażarce, więc marszałek Kuchciński może w Sejmie robić z projektami, co mu tylko przyjdzie do głowy. W czasach PO spec od wizerunku premiera prawie trafił do zarządu spółki skarbu państwa, więc nie ma nic złego w tym, aby PiS pozwoliło Andrzejowi Jaworskiemu wymienić mandat poselski na kilka milionów złotych pensji w zarządzie PZU.

cskhstiumaqf3ee

W czasach Platformy były ośmiorniczki, więc chochelka kawiorku to nie grzech, ale wręcz dziejowa sprawiedliwość. W czasach Platformy była „polityka miłości” tylko do swoich, to i „dobra zmiana” będzie dobra tylko dla swoich. Prawe to i sprawiedliwe.

To ubieranie każdego krytyka PiS-u w buty fanatycznego zwolennika PO i ośmiu lat jej rządów nie jest tylko nieporozumieniem albo bzdurą – jest pułapką na PiS, ponieważ służy uzasadnieniu porzucenia przez tę partię jednego z fundamentów jej zdolności nie tylko do przejęcia władzy, ale też do utrzymania jej w dłuższej perspektywie.

Przed wyborami prezydenckimi i parlamentarnymi przestrzegano, że PiS może dokonać zamachu na państwo prawa, i te obawy się potwierdziły. Konflikt o Trybunał nie tylko podpalił Polskę, ale również uruchomił instytucje wspólnotowe i międzynarodowe – prace Komisji Weneckiej śledzą Bruksela i Waszyngton, a z nieoficjalnych informacji wynika, że PiS do ostatniej chwili musiało walczyć podczas szczytu NATO w Warszawie o to, co dwa lata wcześniej zapewnili Polsce w Newport prezydent Komorowski i PO.

cskjn7tviaq7_a8

Jednocześnie jednak przed wyborami powszechne było przekonanie – bo ani to nadzieja, ani obawa – że do władzy nie idzie hałastra głodnych rządowej kasy karierowiczów, ale zdyscyplinowana, prowadzona żelazną ręką prezesa Kaczyńskiego polityczna falanga.

Dopiero te dwa elementy – zamach na państwo prawa i zdyscyplinowana, gotowa czekać na nagrodę partia – były naprawdę niebezpieczne dla demokracji. Zamach na demokrację bez zdyscyplinowanych żołnierzy jest niemożliwy, a argument „Platforma dłubała w nosie” jest integralną częścią zjawiska rozmontowywania moralności szeregów Prawa i Sprawiedliwości – pozwala głodnym władzy, przywilejów i zysków politykom PiS-u zrelatywizować wcześniej wyśrubowane standardy moralne do poziomu pokonanego w wyborach przeciwnika.

cskoqupukaalr65

Efekt jest taki, jaki jest – standardy etyczne PiS-u okazały się po prostu fatalne. Posłanki i ciotki posłów, działacze i wnuczkowie działaczy po zwycięstwie rozpełzli się po Polsce, plądrując państwo niczym pijane wojsko.

Dla Jarosława Kaczyńskiego to fatalna wiadomość i on ma tego pełną świadomość. W jego ostatnich wypowiedziach – na konwencji PiS-u oraz podczas obchodów miesięcznicy smoleńskiej – coraz ostrzej rysuje się powtarzane raz po raz napomnienie, że jeszcze nie osiągnięto zwycięstwa, że walka dopiero się zaczęła, że politycy i stronnicy PiS muszą być teraz tak samo zdyscyplinowani, trzeźwi i opanowani, jak byli przed wyborami.

cskzs7kvyaaj8ve

Potwierdzają to nominacje na stanowiska wiceprezesów partii – dostali je partyjni specjaliści od bicza Mariusz Błaszczak i Joachim Brudziński, a z komitetu politycznego partii wyleciał minister skarbu Dawid Jackiewicz, który nie sprawdził się w roli osoby mającej przeprowadzić kolonizację spółek skarbu państwa w sposób politycznie bezpieczny.

Prowadzi to do ciekawej obserwacji, że choć PiS-owi może się udać zdemontować polskie państwo prawa, pokonać trójpodział władzy, skutecznie sparaliżować Trybunał Konstytucyjny, podporządkować władzy wykonawczej sądy oraz doprowadzić do błogosławionej dla siebie izolacji Polski w Unii i na arenie międzynarodowej, to może zostać pokonane przez sekretny, w żadnym prawie niezapisany wprost, a fantastycznie stabilizujący ustrój Rzeczypospolitej mechanizm demontowania zamachów na ustrój za pomocą oferty zarobkowej dla zwycięzców w wyborach oraz wszystkich tych, którzy pchają się za nimi.

csk4gktvmaaztze

Te wszystkie państwowe spółki, spółeczki, agencje, gabinety polityczne, medale, limuzyny, fundusze reprezentacyjne, zarządy, rady nadzorcze, immunitety – ten szeroki pas żyznej ziemi, na który wkraczają politycy zwycięskiej partii, jest jak pole maku z „Czarnoksiężnika z krainy Oz”, które wielkiego, silnego, niepokonanego, odważnego i bohaterskiego lwa uśpiło, jakby był niemowlęciem.

To będzie ciekawa lekcja – po latach sarkania na zbyt dużą liczbę spółek skarbu państwa, powolną prywatyzację, przerost administracji i upolitycznienie tego, co upolitycznione być nie powinno, może się okazać, że te frukty władzy będą skuteczniejszym narzędziem w walce z pociągiem kiepskiej władzy do autorytaryzmu niż prawo, presja międzynarodowa i demonstracje obywateli. Być może PiS nie zostanie pokonane, ale nażre się i pójdzie spać.

csk7k-mviaelaxs

Leszek Miller związał się z PiS. Dlaczego? Zastanawia się Waldemar Mystkowski.

lustra

Nie bądźmy tacy wybredni, jedni wyróżniają się mądrością, ale takich jest bardzo niewielu. Miller nie należy do ludzi mądrych i roztropnych, więc startuje w konkursie z ogromną konkurencją, w konkursie matołków – i daje radę. Kto wie, czy Jarosław Kaczyński nie doceni zmatolenia Millera. Przecież IV RP jest zwierciadlanym odbiciem PRL w kwestii Trybunału Konstytucyjnego. Miller więc daje radę jako matołek.

Prezydent Duda rozpoczął wizytę w Nowym Jorku. Weźmie tam udział m.in w szczycie ONZ na temat uchodźców.

csl3mnyuaaeluyd

csfhkevwyaqtmo8

Pacjent Antoni Macierewicz ze swoimi współtowarzyszami z sali (podkomisji badania katastrofy smoleńskiej) mieli pomysł zakupu w Czechach tupolewa, rozpędzenia go i zderzenia z brzozą umieszczoną na samochodze.

To nie wymysł ludzi głęboko upośledzonych, to prawda.

zderza

Choć plan eksperymentu brzmi nieprawdopodobnie, Paweł Deresz, wdowiec po Jolancie Szymanek-Deresz, przedstawił go jako „potwierdzoną plotkę”. – Dotarły do mnie wieści, że komisja zamierza zakupić nowego tupolewa w Czechach i dokonać następującego eksperymentu: rozpędzić go do olbrzymiej prędkości i zderzyć z samochodem, który również pędzi, a na dachu tego samochodu umieszczona będzie brzoza – mówił dziennikarz na antenie TVN24 .

 

– Były takie plany. W czasie burzy mózgów zastanawialiśmy się na tym, ale ostatecznie odrzuciliśmy ten pomysł – przyznał dr Wacław Berczyński, przewodniczący podkomisji do ponownego zbadania katastrofy smoleńskiej. Dlaczego koncepcja upadła?

– Głównie ze względów bezpieczeństwa. Łatwo to sobie wyobrazić: pędzące auto, przecież ktoś musiałby je prowadzić. Nie sposób przewidzieć, jak mogłoby się to zakończyć. Poza tym zorganizowanie takiego eksperymentu to ogromne koszty. Nie wspominając o tym, że nie mamy samolotu, którego moglibyśmy użyć w takim doświadczeniu – tłumaczył Berczyński.

Podkomisja smoleńska została  powołana przez Macierewicza do ponownego zbadania katastrofy smoleńskiej. Jej członkowie początkowo zapoznawali się z dostępnymi dokumentami w tej sprawie, m.in. materiałami komisji Millera, która wcześniej badała przyczyny katastrofy oraz prokuratury. Członkowie podkomisji oglądali też w bazie lotniczej w Mińsku Mazowieckim drugi z polskich Tu-154M, bliźniaczy do tego, który rozbił się pod Smoleńskiem.

Szef MON tłumaczył, że powodem powołania podkomisji było „ujawnienie ukrywanych lub nieznanych wcześniej informacji, które mają istotne znaczenie dla ustalenia przyczyn katastrofy”.

Rozmowa z aktorem zamachowym, Redbadem Klijnstrą. Osobliwa lektura.

csiz7plwcaie-9o

Tymczasem Komisja Millera ustaliła, że przyczyną katastrofy smoleńskiej było zejście poniżej minimalnej wysokości zniżania – konsekwencją było zderzenie samolotu z drzewami. Członkowie komisji podkreślali, że ani rejestratory dźwięku, ani parametrów lotu nie potwierdzają tezy o wybuchu na pokładzie samolotu, którą forsował Macierewicz. Ponadto w raporcie wskazano m.in. na błędy rosyjskich kontrolerów z lotniska w Smoleńsku.

cscn_f7ukaad5ab

Poseł Platformy Obywatelskiej Krzysztof Brejza rozdziwił gębę i zwrócił się do Macierewicza, aby ujawnił nagrania z podkomisji, gdy rozważano ten pomysł z tupolewem ścigającym brzozę.

Każdy chciałby zabawić się w takim kabarecie. Idioci mogą, a normalni – nie?

cseqrtuxgaamlme

Waldemar Mystkowski na takie dictum też parsknął i opublikowałł tekst na Koduj24.pl.

tupolew

Sezon dopiero się zaczął, a już jest „interesująco”. Serial „Smoleńsk” leci (nomen omen) szósty sezon, a ten zapowiada się na lepszy od poprzednich. Prawda, iż główny realizator Antoni Macierewicz z pomysłów wyprztykał się, ale szczegóły i ich interpretacje mogą być o wiele ciekawsze niż suspensy, gatunkowe zwroty akcji. Macierewicz jest teraz w bezpośrednim posiadaniu dostępu do dowodów, a więc do ich przetwarzania. I o to teraz będzie chodzić w szóstym i następnych sezonach.

Wydawało się, że pomysł ze zderzeniem Tupolewa z brzozą, jadącą na samochodzie to scenariusz filmu klasy C, albo jeszcze niższej i to nie z Hollywood, lecz Bollywood. Ależ nie! Taki scenariusz był opracowywany. Macierewicz i jego tzw. eksperci (bynajmniej nie od katastrof lotniczych) zastanawiali się nad zakupem Tupolewa w Czechach, rozpędzenia go – jak to określono – do „olbrzymiej prędkości i zderzenia go z samochodem, na którego dachu umieszczona byłaby brzoza”. Fantazja? Nie. Potwierdza to szef podkomisji do ponownego zbadania katastrofy smoleńskiej, dr Wacław Berczyński: – „Były takie plany. W czasie burzy mózgów zastanawialiśmy się na tym, ale ostatecznie odrzuciliśmy ten pomysł. Głównie ze względów bezpieczeństwa. Łatwo to sobie wyobrazić: pędzące auto, przecież ktoś musiałby je prowadzić”. Lecz ktoś mógł się poświęcić. Macierewicz jest bohaterski, wszak rozdaje złote medale swoim Misiewiczom. Jarosława Kaczyńskiego wykluczamy, bo nie ma prawa jazdy.

Zauważmy, co stwierdzono: „burzę mózgów”. Nie byłem w czasie tej burzy, ale przypomina mi ona inną burzę mózgów, gdy McMurphy grany przez Jacka Nicholsona chce przegłosować transmisję z meczu w telewizorze, który mają nad głową mózgowicze. Nie udaje mu się, acz niewiele brakowało, jednego bodaj głosu. Siostra Ratched „ostatecznie odrzuciła ten pomysł. Głównie ze względów bezpieczeństwa”.

crslt3_xyaar4vc

Lecz nie koniec z tą „burzą mózgów”, wszak naród też chce brać aktywny udział w szóstym sezonie „Smoleńska”. Identyfikuję się z narodem, a ze mną poseł Platformy Obywatelskiej Krzysztof Brejza, który napisał do ministra list otwarty, interpelację, aby udostępnić nagranie z „burzy mózgów”, tj. z posiedzenia podkomisji, z rozmów o brzozie, jadącej na dachu samochodu i ścigającym ją Tupolewie. Brejza zadaje wiele szczegółowych pytań, ale najważniejsze jest moje: dlaczego koncepcja ze ścigającym Tupolewem za brzozą na samochodzie upadła? Dlaczego? Czyżby ta burza mózgów tak była groźna, że zwaliła brzozę?

Suweren oczekuje tego odcinka z burzą mózgów, co po burzy z ekspertów zostało itd.? Nie może bawić się tylko sam Macierewicz. My też chcemy to oglądać, a przynajmniej słuchać, bo nie pójdziemy do swoich łóżek.

csiq0bmwiaamk7c

Monika Olejnik zaś opowiada o swoich przeżyciach z oglądania filmu „Smoleńsk”.

czy

Byłam na filmie „Smoleńsk”. Najpierw się wzruszyłam, potem wkurzałam coraz bardziej. Wzruszające były sceny, kiedy pokazywano przejazd trumien z parą prezydencką Krakowskim Przedmieściem, kiedy pokazywano opłakujących warszawiaków. A potem było coraz gorzej. Takiej manipulacji dawno nie widziałam, takiej dawki kłamstwa, przeinaczania faktów.

Reżyser Antoni Krauze ma prawo do własnych przemyśleń, do zrobienia filmu, jaki mu się żywnie podoba, ale niestety w ten film została wciągnięta machina rządowa i nie tylko.

Film jest pod patronatem prezydenta Dudy. Na film wysyła uczniów minister edukacji Anna Zalewska. To nie jest zwykły film, tylko film, który przedstawia prawdę, jak to mówi Jarosław Kaczyński, prawdę o Smoleńsku, „przez zręczną intrygę fabularną”.

Film jest źle zrobiony, ma zły scenariusz, jest źle zagrany. Maria Kaczyńska, grana przez Ewę Dałkowską, sprawia wrażenie zimnej, zgryźliwej, pozbawionej empatii postaci.

csi4gfgwiaa-b3f

Pani minister edukacji mówi, że jest to film edukacyjno-biograficzny, dokumentalny. Dokumentalny o tyle, że są wykorzystywane prawdziwe zdjęcia, a to z Krakowskiego Przedmieścia, a to ze spaceru Putina i Tuska po sopockim molo. Film jednoznacznie przedstawia historię smoleńską: to była zmowa Rosjan i Polaków. To oni mają krew na rękach. Co wyniosą z tego filmu uczniowie? Zapewne to, że Putin z Tuskiem umówili się na wyeliminowanie prezydenta i elit polskich.

Antoni Macierewicz, który uciekł ze Smoleńska do Warszawy, był pół godziny drogi od tej tragedii, teraz głosi, że byliśmy pierwszą wielką ofiarą terroryzmu. To on w swoim raporcie stwierdził, że na pokładzie samolotu były wybuchy, w kadłubie, w salonce i na skrzydle. Te wybuchy są na filmie, zgodnie z teorią Macierewicza przelatuje ognista kula i samolot rozpada się w powietrzu.

Widzimy też scenę, kiedy duchy smoleńskie spotykają się z duchami katyńskimi, oficerowie witają prezydenta Lecha Kaczyńskiego, ściskają się z jego małżonką i z innymi pasażerami samolotu. To chyba jedna z najbardziej wstrząsających scen.

Jarosław Kaczyński chciałby, żeby ten film był wyświetlany na świecie. Oby tak się nie stało, bo film jest kompromitacją wybitnego reżysera.

Czytam, że starosta z Jarocina kupił dwa tysiące biletów dla uczniów, to naprawdę zgroza.

W filmie jest konsultant do spraw obyczajowych, którym jest brat cioteczny Jarosława Kaczyńskiego, a w realu chyba potrzebny jest konsultant do spraw zdrowego rozsądku. Macierewicz kontynuuje swoją misję i chce dowieść tego, co już dowiódł. W raporcie napisał: „materiał dowodowy jest jednoznaczny, nikt bardziej niż władcy Federacji Rosyjskiej nie skorzystał na śmierci prezydenta RP”.

Teraz władza funduje rodzinom smoleńskim kolejne przeżycie, oto prokuratura zadecydowała, że będą ekshumacje wszystkich ofiar, poza tymi, które były już ekshumowane dla potrzeb śledztwa. Są tacy, którzy chcą tego, ale są tacy, którzy sobie nie życzą, niestety nic nie mogą zrobić. Z komunikatu prokuratury wynika jasno, że pary prezydenckiej też.

Czy czeka nas powtórny pogrzeb prezydenta Kaczyńskiego i jego żony na Wawelu?

cvm2ay_ueamunmy

Antoni Macierewicz puścił smród smoleński. Jakoby nie zgadzają się zapisy z czarnych skrzynek tupolewa. A to po prostu amatorszczyzna tzw. ekspertów Macierewicza. Nie wiedzą, o czym mówią.

eksperci

– Z polskiej skrzynki wycięte zostały ok. 3 sekundy, z rosyjskiej ok. 5 sekund – ogłosił ekspert tzw. ekspert Macierewicza prof. Kazimierz Nowaczyk na konferencji podkomisji ds. katastrofy smoleńskiej. PiS mówi: To bulwersujące. A inżynier Edward Łojek wyjaśnia zagadkę rejestratora.

– Pan Nowaczyk albo nie zna się na rzeczy, albo nie miał czasu żeby zapoznać się z raportem firmy ATM [polski producent rejestratora parametrów lotu ATM QAR]  przygotowanym dla prokuratury – mówi Łojek.

Zabrakło zapisu, bo doszło do katastrofy

– Polski rejestrator jest urządzeniem cyfrowym, a działa w ten sposób, że tzw. ramki danych zbierane są w buforze, w takiej podręcznej pamięci, i co 1,5 sekundy są przekazywane do pamięci stałej rejestratora. Jasne jest, że w momencie kiedy doszło do katastrofy samolotu, dane z bufora nie zostały przepisane do pamięci urządzenia. W związku z tym, tych danych tam nie było – wyjaśnia ekspert.

Łajza Macierewicz ma ekspertów, którzy nie znają się na awiacji, nie znają się na przedmiocie, o którym się wyrażają, więc kim są?

Łajzami. Łaj-za-mi.

csclopjuaaafsuk

Z Macierewiczem jest ten kłopot, iż coraz więcej jego śladów prowadzi do Moskwy.

piotr-beniuszys

W samym jądrze kierowanej przez Antoniego Macierewicza polskiej obronności są ludzie mający rosyjskie powiązania. Przypadkiem odkryło je stowarzyszenie Miasto Jest Nasze, a ogłosił Jan Śpiewak tropiący patologie reprywatyzacyjne w Warszawie. To wygląda na dalszy ciąg odkryć Tomasza Piątka, który trzy miesiące temu w „Gazecie Wyborczej” ujawnił rosyjskie powiązania innych wieloletnich współpracowników obecnego ministra obrony. Rewelacje Piątka PiS zlekceważył i wyśmiał. Teraz byłoby to trudne lub bardzo podejrzane – pisze Jacek Żakowski dla WP Opinii.

csczbuhviaaspye

Waldemar Mystkowski całościowo o Macierewiczu i jego niedojdach.

choroba

Katastrofa smoleńska to perła w koronie Jarosława Kaczyńskiego. Bez przeświadczenia, że brat Lech nie poległ, władza nie ma dla niego żadnego smaku, a przede wszystkim sensu. Jak stawiać pomniki „bohaterowi” Lechowi, gdy nie ma czarnego na białym, że Putin zamachnął się na brata za Gruzję, za jego niezłomność i z powodu przyszłości, w której miała się objawić genialność, jak dzisiaj objawia się w osobie Jarosława K.

cscn_f7ukaad5ab

W kampanii wyborczej politykom PiS łatwo przechodziły przez usta słowa o międzynarodowej komisji smoleńskiej, a także ewentualne dostarczenie przez sojuszników (głównie USA) z NATO podsłuchów z lotu Tupolewa. A teraz okazuje się, że Jankesi nie mają niczego zgodnego z teorią zamachu, komisji międzynarodowej nie można sklecić, bo fachowcy ze świata pukają się w czoło, wszak w Polsce są równi najlepszym, choćby Maciej Lasek.

cscvrrtvmaqgj0a

Pozostaje zatem w kraju klecić teorię zamachu z tego, co jest. Z insynuacji, z logiki pisowskiej, która tak naprawdę jest badziewiem. Najsilniejszym argumentem miał być przekaz artystyczny, tzn. film „Smoleńsk” Antoniego Krauzego. Ale ten nie mógł się udać, bo ze skłamanej narracji wszystkimi szwami wyszły pakuły. A do tego na owo science-fiction widzowie nie chcą chodzić, więc wygania się młodzież szkolną, aby podnieść frekwencję i zarobek „tfurcuw”. Wagary jako „Smoleńsk” – to zdaje się jedyna w tym wypadku atrakcja wychowawcza.

cscqsakukaeyx4q

Macierewicz „straszy” opinię publiczną, że ma mocne dowody na „winę Tuska”, na zamach. Właśnie doszło do tej prezentacji dowodów? I co? Nic. Nadmuchany balon pękł. Wyselekcjonowane zapisy z debat komisji rządowej Jerzego Millera mają świadczyć, że… Nie wiadomo, o czym mają świadczyć. Bo Miller mówi o jednolitym przekazie, który dla społeczeństwa ma być jasny, a to dlatego, że już wówczas zaczęły się teorie z helem, z maszynami produkującymi mgłę, z uratowanymi ofiarami z katastrofy smoleńskiej, ponoć takich były trzy osoby. Owe teorie zamachowe były snute właśnie przez Macierewicza. I obecnie widać, że aktualny minister obrony narodowej już w 2010 roku pracował na dziełem życia „Polegnięty Lech Kaczyński i wina Tuska”. Teoria Macierewicza nie ma żadnego poparcia fachowego, za to stoi za nią wiara smoleńska.

cscxhf0ukaaybgk

W związku z czym można zapytać, dlaczego tyle narodu dało się wrobić w ten pseudo-mistycyzm smoleński. Czyżby Goebbels miał rację, iż tysiące i tysiące razy powtarzane kłamstwo, staje się dla wielu prawdą. Staje się ona wiarą dla elektoratu PiS. Zero dowodów. Do postawienia pomników dla Lecha Kaczyńskiego nie potrzeba jego zmartwychwstania, ale przy tej pisowskiej chorobie, kto wie, czy nie zostanie ogłoszone, iż Mesjasz Lech K. jest oczekiwany i tymczasem stawia mu się przybytki kultu. Ta choroba jest rozwojowa, ma przed sobą przyszłość.

cscsnonueaatcca

csumxfdwaaaxyua

Parlament Europejski przyjął drugą rezolucją ws. braku praworządności w Polsce.

W kraju mamy bezprawie.

europarlament

W Parlamencie Europejskim przegłosowano przyjęcie krytycznej rezolucji o stanie demokracji w Polsce. W dokumencie jest mowa m.in. o „zaniepokojeniu paraliżem Trybunału Konstytucyjnego w Polsce”. Ale to nie wszystko. PE odnosi się też do innych spraw budzących niepokój: do ustaw o mediach, o policji, o prokuraturze, do Kodeksu postępowania karnego, ustawy antyterrorystycznej, o służbie cywilnej, a także do planów zwiększenia wycinki drzew w Puszczy Białowieskiej oraz kwestii „zdrowia reprodukcyjnego kobiet”. Jak wynika z treści rezolucji, taki stan rzeczy „zagraża demokracji, prawom podstawowym oraz rządom prawa w Polsce”.

csulbbcw8aafzfv

Andrzej Duda, ksywka: Tchórz, dał dyla z Rady Europy, gdzie miał odpowiadać na pytania.

prezydent

Duda miał wystąpić na jesiennej sesji Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy. Wczoraj przesłał do Strasburga list, że nie wystąpi. Powód? Musiałby odpowiedzieć na pytania delegatów.

Prezydenta zaprosił jako specjalnego gościa sekretarz generalny RE Thorbjoern Jagland w kwietniu podczas wizyty w Polsce. Jagland interesował się losem Trybunału Konstytucyjnego i mediów publicznych.

cst9snlwyaadn0g

Fajtłapa Lech Kaczyński zasmradza po śmierdzi przestrzeń publiczną. Następny jego fetor.

slynna

Sejm uchwalił dziś nowelizacje ustawy, która przewiduje zmianę nazwy Krajowej Szkoły Administracji Publicznej. Słynna uczelnia będzie nosić imię „Prezydenta Lecha Kaczyńskiego”.

„Lech Kaczyński bardzo przyczynił się do propagowania idei szkoły, zwłaszcza u jej początków” – napisano w uzasadnieniu. Zanim nastąpi zmiana, nowelizacja trafi do Senatu, ale niemal pewne jest, że również izba wyższa przegłosuje proponowaną zmianę.

cstuf5ewaaaqs-5

Waldemar Mystkowski podsumowuje na Koduj24.pl.

co

Europarlament przyjął drugą w tym roku rezolucję wobec Polski pisowskiej, acz dotyka ona nas wszystkich, nas Polaków. Naszego poczucia godności, honoru. O ile pierwsza rezolucja dotyczyła tylko Trybunału Konstytucyjnego, to od tamtego czasu katalog krytyki został bardzo rozszerzony, bo PiS od kwietnia nie próżnował.

Partia Kaczyńskiego czego się dotknie, demoluje. Szyje Polskę na swoje kopyto? Jeżeli bezprawie i drogę do autokracji bądź satrapii nazwiemy kopytem, to tak. Ta Polska wygląda groteskowo, ale jest wielce groźna i wolę określenie: Polska taboretowa. Bo Polska pisowska to Polska zdegradowana, która się sadzi na nie wiadomo jaką wielkość, Polska, która podskakuje, a jest podsadzana na taboret, bo jest coraz mniejsza, wielkości krasnali ogrodowych. To jest Polska niepoważna, ale podkreślmy – Polska groźna, która kreatorom politycznym (wszak jest jeden) już się wymknęła spod kontroli. I będzie dryfować w rejony mało cywilizowane.

Katalog obecnej krytycznej oceny dotyczy, oprócz Trybunału Konstytucyjnego, ustawy medialnej, a także ustaw o policji, o prokuraturze, poprawek do Kodeksu postępowania karnego, ustawy antyterrorystycznej, o służbie cywilnej. Ponadto planów zwiększenia wycinki drzew w Puszczy Białowieskiej czy kwestii „zdrowia reprodukcyjnego kobiet”. Konkluzja jest druzgocąca dla władzy PiS, bo obecnie stanowione prawo „zagraża demokracji, prawom podstawowym oraz rządom prawa w Polsce”. PiS nawet się nie broni, położył lagę, jak nas w Unii Europejskiej oceniają i postrzegają. Wynika z tego, że Jarosław Kaczyński ma inny pomysł na Polskę. Pisowską Polskę nie w takiej Unii i możliwe, że w ogóle poza nią.

csx9u1jxyaacfdo

Do debaty w europarlamencie został desygnowany tylko Ryszard Legutko, a więc polityk o niewielkiej randze w partii, który zachował się jak Franz Maurer w „Psach”. Bohater grany przez Lindę przeszedł do pamięci frazą: „Co ty wiesz o zabijaniu?”. Franz Legutko zaś ma szansę zapisać się: „Co wy wiecie o korniku drukarzu?”.

Pomijając tego kornika, przekonujemy się w Polsce, że rząd o drukowaniu też nie chce mieć pojęcia, bo nie drukuje wyroków Trybunału Konstytucyjnego. Zupełnie odwrotnie niż Franz Maurer zachowuje się Andrzej Duda. Nie wywiąże się z zobowiązania wystąpienia na Zgromadzeniu Parlamentarnym Rady Europy, które zostało podjęte pół roku temu wobec sekretarza generalnego Thorbjoerna Jaglanda. Duda nie będzie więc mamił Europy, że w Polsce dzieje się dobrze. Niezłomny dał nogę z powodu takiego, iż po wystąpieniu musiałby odpowiadać na pytania – taka jest procedura. Można sobie wyobrazić, jakie robiłby grymasy na twarzy, jak wykrzywiałby się, uciekał wzrokiem. Nie jest to wszystko śmieszne, a zmierza jeszcze ku gorszemu, bo ta władze i ci bezwolni politycy zapędzili się w kozi róg. Pardon: w ośli róg.

Na inaugurację blamaż Legii w Lidze Mistrzów. 0:6 u siebie z Borussią Dortmund.

csx3lnuwiaawf3a

Byliśmy prymusem w skali światowej.

W latach 1991 – 2015 polska gospodarka rozwijała się prawie tak szybko jak światowy tygrys – Korea Południowa.

cstkbiiwcaakosg

Zbliżamy się do dna.

spolki

Smoleńsk wiecznie żywy.

csuvfmbwaaagtsr

csq57ppwiae7dhe

Europoseł PiS Ryszard Legutko wygłosił w Parlamencie Europejskim mowę obronną PiS, która miała się do rozumu, jak piernik do wiatraka. Otrzymał cymbał świetną odpowiedź europosel z Holandii Sophie in ’t Veld:

aleto

– Drogi kolego Legutko myślę, że 8 minut tej karykaturalnej mowy zapewni panu długi czas na antenie polskiej publicznej telewizji, ale właściwie nie czyni pan nic w interesie Polaków. Dzisiejsza debata, to nie debata o Polsce. Mieliśmy już debaty o innych krajach i pan dobrze o tym wie.

Takich zaprzańców wysyła PiS do Brukseli, wszystkim się zajmują, tylko nie Polską. Dlatego, że w kraju partia Kaczyńskiego demoluje wszystko, co się da.

Kogo te karykaturalne postaci reprezentują?

csqkm93xgaelonq

Donald Tusk wpadł na 2 godziny do Polski. I pokazał, czym jest dobra polityka. Rozmawiał z Beatą Szydło.

pdt

Tusk:

– O nowym traktacie dużo dyskutowaliśmy. Przekonywałem – nie wiem, czy skutecznie – że trzeba być ostrożnym z rewolucjami ustrojowymi w Europie, że Polsce taka Europa jaka jest, ze wszystkimi wadami, jak na razie bardzo się opłaciła. Nie mówię tu tylko o pieniądzach, ale stabilna, przewidywalna Europa, możliwie solidarna to coś, co leży w najgłębszym interesie Polski. Natomiast pomysły na rewolucje ustrojowe, zmiany traktatowe, traktowałbym z wielką ostrożnością. Wiem, że takie pomysły pojawiły się w Warszawie. Większość liderów europejskich jest też raczej ostrożna, jeżeli chodzi o zmiany traktatowe. Też zalecałem ostrożność, tym bardziej, że do końca nie sformułowano – przynajmniej w mojej obecności – na czym te zmiany miałyby polegać. Mam wystarczająco dużo wyobraźni i jak sądzę także wiedzy i kompetencji, żeby powiedzieć, że zmiany traktatowe w Europie wcale nie muszą służyć Polsce. Jeśli miałbym stawiać pewną hipotezę, to wszystkie destabilizacyjne, rewolucyjne pomysły raczej mogą Polsce zaszkodzić.

csqc5fkwyaatpju

Waldemar Mystkowski na Koduj24.pl pisze, iż przez 2 godziny w Polsce było normalnie, po czym wróciliśmy do rozpirzania Polski przez prezesa Kaczyńskiego i jego niedoróbki.

kaczynskinie

Donald Tusk pojawił się w ojczyźnie z jednego zasadniczego powodu – przygotowań do nieformalnego szczytu unijnego w Bratysławie, który ma dotyczyć sytuacji po Brexicie. Polska PiS wystąpi z projektem nowych traktatów europejskich, które jakiś czas temu zaświtały w głowie geniusza z Nowogrodzkiej (Żoliborza). Kontekst jest oczywisty, prezes PiS rozprawia się z prawem w Polsce – Trybunał Konstytucyjny i sądy – a przeszkadzają mu w tym Komisja Europejska i Parlament Europejski.

Jarosław Kaczyński chciałby z zainteresowań struktur unijnych wyłączenia standardów demokratycznych. W gruncie rzeczy pomysł prezesa to: dajcie szmal i się odwalcie. Wcale nie jest to daleko posunięte uproszczenie. Victor Orban, który w te kocki jest o niebo lepszy, bo nie tak radykalny i zabawę w kotka i myszkę prowadzi dłużej, właśnie spotyka się z „propozycją” wpływowego szefa MSZ Luksemburga Jeana Asselborna: – Kto jak Węgry, buduje płoty przeciwko uchodźcom lub narusza wolność prasy i niezależność wymiaru sprawiedliwości, ten powinien zostać czasowo, a w razie konieczności na stałe wykluczony z UE.

csqxp8owgaemqvs

Do tego kraje śródziemnomorskie z inicjatywy Grecji zawiązały wewnętrzny sojusz 6 państw, które są przeciw Grupie Wyszehradzkiej. Południe chce silniejszych związków państw unijnych, co powinno wydawać się logiczne w coraz ostrzejszej konkurencji globalnej ogromnych podmiotów: USA, Chin, Indii. Ferdynand Kiepski z Nowogrodzkiej ma jednak swoje „pomysła” w stosunku do UE. A są one funkcją wewnętrznych porządków pisowskich. Może tak się stać, iż do szefa MSZ Luksemburga dołączy włoska, hiszpańska czy też francuska dyplomacja i aby Orban nie był samotny z wykluczenia unijnego, dorzucą mu naszego Ferdynanda. Gdyby Kaczyński był odpowiedzialny tylko za własny elektorat, nic nie miałby przeciwko temu, wszak jemu odpowiada Orban i jego przyjaciel Putin, a ostatnio przygarnięty do tego grona został premier Turcji Erdogan. Do wykluczenia z Unii daleko, ale już jesteśmy w niej marginalizowani. A Kaczyński nie chce zacieśnienia związków między krajami unijnymi i zdaje się, że w rządzie Beaty Szydło nie ma ludzi zdolnych do korzystnych dla nas negocjacji.

dlug

W związku z wizytą Tuska powiało świeżością, której coraz mniej w polskiej polityce. Sam Tusk już tak mocno nie odżegnywał się od powrotu do rodzimej polityki. Dlatego PiS chce się dobrać do niego za pomocą komisji sejmowej ds. Amber Gold – i na tym wszakże nie poprzestanie. Odżywa więc nieco zapomniana fraza: „wina Tuska”.

Porażkę koncepcji Kaczyńskiego z nowymi traktatami dla UE widać od samego początku, bo ona nie jest wspólnotowa, tylko wykluczająca. Nie jest jednak żadnym dla nas pocieszeniem, że PiS przegrywa z Komisją Wenecką, Komisją Europejską, Parlamentem Europejskim. To nie Kaczyński przegrywa, to Polacy przegrywają, przegrywa Polska.

cspgbvdwyaajou7

Jarosław Kaczyński napędza w kraju agresję. Kiedyś tylko popluł przez zęby, teraz jego ministrowie ględzą od rzeczy, jak Mamrot Błaszczak (sierota ma na imię Mariusz), iż ONR i KOD jest tym samym.

W kołysce ktoś kopnął Błaszczaka. Jacek Załkowski obawia się, że poleje się krew. Ta procedura napuszczania faszystów i pisowców się zaczęła – i nie jest do zatrzymania, jak każda spirala nienawiści i agresji.

czy

Czy Jarosław Kaczyński, który w ten sposób zadaniuje ministrów, zdaje sobie sprawę z tego, jakie będą skutki? Pierwszym będzie eskalacja pobicia, bo parasol władzy rozzuchwala, a nawet zachęca. Drugim – reakcja.

Jeśli KOD będzie napadany przy bezczynności władz, to – czy chce tego czy nie – wyrosną obok niego grupy samoobrony, które będą biły narodowców. To jest normalny społeczny mechanizm. Tak było w II RP.

Tolerowane przez władzę bicie za mówienie w Polsce po niemiecku (lub w innym języku) lustrzanie odbije się za granicą biciem za mówienie po polsku. Niemiecka ksenofobia też ma swoich wariatów, których uruchomią doniesienia z Polski.

Setki tysięcy Polaków będą zagrożone w Niemczech. A potem może w Anglii i nie wiadomo, gdzie jeszcze. Wystarczy, że jakiś Anglik zostanie tu pobity. A o to nietrudno.

Takie procesy jest dużo trudniej zatrzymać, niż je uruchomić. Więc będzie lała się krew. I polska, i obca. Jeśli Jarosław Kaczyński nie chce jej mieć na rękach, musi zmienić taktykę, zdobyć się na odwagę – zareagować na przemoc rosnącą w Polsce i kazać reagować podwładnym. Teraz. Zanim spirala przemocy będzie nie do zatrzymania.

Demokracja wykreowała takie nienawidzące społeczeństwa postaci, jak Kaczyński, Macierewicz i ich „dziecko” Kononowicz Misiewicz, kompletny idiota. Paweł Wroński pisze, iż to są „elity” PiS.

kariera

Antoni Słonimski, gdy za komunizmu na zjeździe literatów w Pałacu Kultury czołowy pisarz radziecki zapytał go, gdzie można zrobić siku, odpowiedział: „Pan może wszędzie”. Kariera Bartłomieja Misiewicza pokazuje, że on też „może wszędzie”.

26-letni Bartłomiej Misiewicz, jak sam twierdzi, dopiero robi studia licencjackie, a jego dotychczasowa praktyka zawodowa, poza asystowaniem Antoniemu Macierewiczowi, to praca w aptece Aronia w Łomiankach. Mimo to z woli swojego protektora wszedł do rad nadzorczych spółki Energa Ciepło w Ostrołęce i Polskiej Grupy Zbrojeniowej, największego polskiego holdingu obronnego.

Nie ma do tego stosownego wykształcenia. Nie zrobił obowiązkowego kursu dla kandydatów na członków rad nadzorczych, a gdy wyszło to na jaw, zrezygnował z posady w Ostrołęce, ale nie w zależnej od ministra Macierewicza PGZ.

Szef MON stwierdził, że „w przemyśle zbrojeniowym takiego wymogu nie ma„, a Misiewicz to jego osobisty przedstawiciel wyposażony w „lojalność, chęć współpracy, kompetencje i decyzyjność”.

Statut PGZ takie wymagania dla członka rady nadzorczej zawierał w art. 24. Jednak rada nadzorcza PGZ zmieniła statut, by Misiewicz mógł w niej zasiadać. Uczyniła to najpewniej z naruszeniem prawa, bo ustawa stanowi inaczej. Ale przecież dla Misiewicza PiS może zmienić też ustawę.

Ta cała hucpa odbywa się wśród wielkich słów wygłaszanych przez ministra Macierewicza i jego rzecznika na licznych uroczystościach państwowych, gdzie wojsko stoi na baczność i powiewają sztandary. Padają słowa: honor, ojczyzna, uczciwość, tak jakby wierzyli, że pseudopatriotyczna mgła to wszystko ukryje.

W kampanii wyborczej PiS wiele mówił o standardach i przywróceniu kompetentnej klasy urzędniczej. Misiewicz to jeden z przykładów, że PiS łamie standardy w skali nieporównywalnej ze swoimi poprzednikami. I pokrywa to pychą, butą i bezczelnością. Być może niedługo kolejne zastępy Misiewiczów będą kierowały przedsiębiorstwami, bankami, urzędami, teatrami, muzeami. Być może jakiś Misiewicz zasiądzie za sterami samolotu.

Tak realizują się słowa premier Beaty Szydło z kampanii wyborczej: „My wykreśliliśmy ze słownika języka polskiego słowo »niemożliwe «”.

Mamy sytuację, iż Kaczyński autuje Polskę z Uniii Europejskiej, z Zachodu. Polska spada na łeb, na szyję, będziemy się babrać pisowskim bajorku, grajdołku. Przebywająca w POlsce Komisja Wenecka utraciła zaufanie prezesa. Pisze o tym Waldemar Mystkowski na Koduj24.pl.

komisjawenecka

W PiS znalazł się jeden sprawiedliwy. Nawet jak na liberalne warunki biblijne dotyczące Sodomy i Gomory, to o dziewięciu za mało. Pod tym względem w partii Jarosława Kaczyńskiego istna pustynia. Sprawiedliwości nie uświadczysz. Skarbem w PiS powinien być Kazimierz Michał Ujazdowski, który powiedział: „Odrębny, niezależny głos powinien być szanowany. Tym bardziej, jeśli dotyczy kwestii o charakterze fundamentalnym dla życia publicznego”. Lecz wszystkie Błaszczaki, Brudzińskie i inni, wybrani na zastępców Jarosława Kaczyńskiego, chcą Ujazdowskiego także potraktować jeszcze bardziej po biblijnemu („dopuścił się swoistego rodzaju zdrady”) i wyrzucić go za burtę.Ujazdowski jest takim Jonaszem, ale czy trafi na swoją dużą rybę i schronienie w jej wnętrzu? A może zjawi się na marszu KOD?

Na pewno takimi skarbami, jak Ujazdowski, nie są sędziowie Trybunału Konstytucyjnego wybrani przez PiS, którzy nie chcą się spotkać z członkami Komisji Weneckiej, bo ta „utraciła ich zaufanie”. Oczywiście, że utraciła zaufanie Jarosława Kaczyńskiego, bo Komisja nie chce ustąpić w respektowaniu trójpodziału władzy, standardów zachodnich, nie godzi się na bezprawie, jakie widać nieuzbrojonym okiem w Polsce.

Po Komisji Weneckiej zaufanie Kaczyńskiego utracą Komisja Europejska, Parlament Europejski. Z zaufaniem pozostanie tylko Viktor Orban, przyjaciel Władimira Putina. Acz ten kierunek zaufania jest widoczny od początku rządów PiS.
Odpór Grupie Wyszehradzkiej daje sześć krajów  śródziemnomorskich: – W dyskusjach o UE nie można oddać pola krajom Grupy Wyszehradzkiej – przekonuje inicjator południowego projektu, grecki premier Aleksis Tsipras. Południu przyjdzie to tym bardziej łatwo, iż Czesi nigdy nie zgodzą się na parcianego Kaczyńskiego, Słowacy też nie. Kraje śródziemnomorskie jakiś czas temu zrzuciły kajdany chrześcijaństwa i wracają do jądra cywilizacji zachodniej (i cywilizacji jako takiej), paradygmatu klasycznej Grecji.

Południe chce zacieśnienia współpracy w Unii Europejskiej, a nie kontrrewolucji kulturalnej, poluzowania. Chcą siły wspólnoty, a nie podziału. Kaczyński dzieli społeczeństwo w kraju, Unia Europejska nie pozwoli sobie na podział wewnątrz tego najnowocześniejszego projektu cywilizacyjnego, acz na podział Unia Europejska i Węgro-Polonia – tak. I do tego dojdzie, bo Kaczyński wszedł na ścieżkę Janukowycza, który dostał od Unii Europejskiej propozycję cywilizacyjną i wybrał, jak Orban – a w przyszłości Kaczyński – przyjaciela Putina. Unii zaś nie stać na takiego chorego człowieka, jak Polska pod rządami PiS.

agencja-gazeta

Jarosław Kaczyński dobrał sobie wiceprezesów.  Schatakteryzowac ich można: beton. Cokolwiek myśleć o Mateuszu Morawieckim – który nie został zastępcą Kaczyńskiego – jest bardziej otwarty od wybranych.

kto

Licząca kilkuset członków Rada Polityczna PiS decydowała m.in. o tym, którzy politycy będą wiceprezesami PiS i kto zasiądzie w ścisłym kierownictwie partii – Komitecie Politycznym. Spotkanie jest zamknięte dla mediów, głosowania są tajne, ale do wiadomości podano wyniki. Premier Beata Szydło, wicemarszałek Sejmu Joachim Brudziński, szef MSWiA Mariusz Błaszczak, minister koordynator specsłużbMariusz Kamiński, szef MON Antoni Macierewicz, minister w KPRM Adam Lipiński – zostali w wybrani na wiceszefów partii. Joachim Brudziński został też szefem Komitetu Wykonawczego PiS.

csg9jeywgaaqwoq

Kaczyński broni wiceministra sprawiedliwości Patryka Jakiego, który sędzinę postraszył dyscyplinarką. A to znaczy, że PiS weźmie się za sądownictwo, będzie chciał dyscyplinować, aby w sądach zapadały wyroki po myśli Kaczyńskiego – „Prawo musi być po naszej stronie”: prawo Pawlaka i Kargula.

kaczynskio

– Jeśli chodzi o sędzię, która wydała taki haniebny wyrok, to mamy tutaj do czynienia z taką sytuacją. Jednym z postulatów PiS jest równość traktowania wszystkich przed sądami. A w Polsce są obywatele, którzy mają za dużo praw, a inni za mało. I my to zlikwidujemy, a mam nadzieję, że niedługo przystąpimy do generalnej reformy sądownictwa.

Jaki jednak wycofał wniosek o postępowanie dyscyplinarne wobec sędzi. A to znaczy, że nie ma racji, boi się przegranej. Tak pewnie zlecił mu Kaczyński.

patrykjaki

Będą rozpieprzać prawo i zaprowadzać bezprawie. Gdy prawo działa, pisowskie łajzy robią w galoty.

Nowoczesna zaprezentowała swój nowy program, jest bardziej socjalny. Ryszard Petru zapowiedział.

petruszydlo

– Jestem przekonany, że wygramy kolejne wybory i odsuniemy szkodników od władzy. Postawimy przed Trybunałem Stanu premier Beatę Szydło i prezydenta Andrzeja Dudę za łamanie konstytucji. Odkręcimy wszystkie pseudoreformy przywracające PRL w prokuraturze, mediach, edukacji, obrocie ziemią. Tylko my możemy to zrobić, nikt za nas tego nie zrobi – podkreślił lider Nowoczesnej Petru. Zapowiedział, że jego partia zdelegalizuje wszystkie skrajne organizacje, które nawołują do wojny polsko-polskiej. – Nie będzie zgody na agresję, ksenofobię, sianie nienawiści.

Świetny esej o Kaczyńskim opublikowała Dominika Wielowieyska. Oto jego obszerne fragmenty.

smolenskobelgi

Codziennie politolodzy i publicyści próbują zrozumieć, na czym polegają strategia i cele Jarosława Kaczyńskiego. Odpowiedź na drugą część pytania jest prosta: prezes dąży do pełni władzy i pal sześć demokrację. Ale strategii nie da się zbyć zwięzłym hasłem. Złośliwie wypominany Jackowi Kurskiemu bon mot „Ciemny lud wszystko kupi” jest niewystarczający.

Tamci się sprzysięgli

Pierwszym narzędziem lidera PiS jest frustracja. Tok myślenia ludzi skupionych wokół Kaczyńskiego jest prosty: jesteśmy równie zdolni i należy się nam, ale nie odnosimy sukcesu, bo krajem rządzą sitwa i samolubna elita.

Można kpić z postawy „pod górkę do szkoły”, ale często chodzi o coś więcej niż pech czy nieudacznictwo. Często ci, których nazywamy „frustratami”, troszczą się o sprawy swojej małej i dużej ojczyzny, mają poczucie, że coś źle idzie – w całym państwie i w ich okolicy, w miejscowej szkole czy urzędzie – a zmiana na lepsze wydaje im się niemożliwa. Stąd wiara w czyściciela, który coś za nas załatwi, naprawi instytucje, odblokuje drogi awansu.

Zestrzelili, panie, zestrzelili

Drugi filar strategii PiS to Smoleńsk. Wielu uważa, że katastrofa jest cynicznie rozgrywana. Że obóz PiS nie wierzy w żaden zamach, ale wie, że snucie tej opowieści podkręca emocje, pozwalając zagospodarować frustracje godnościowe, również te z punktu poprzedniego. A przy okazji eliminuje pomniejszych graczy, którzy nie dysponują tak silnym mitem.

Ale to tylko część prawdy. Bo mnóstwo ludzi naprawdę wierzy w zamach. Nie tylko dlatego, że trudno jest obarczać odpowiedzialnością ofiary albo przyjąć, że za symbolicznym wręcz dramatem stoją banalne „procedury”, ciąg zwyczajnych zaniedbań. Źródłem jest, znowu, frustracja: śmiejecie się, bo nie rozumiecie, że Lech Kaczyński był ważny i dlatego zginął. Jak zwykle chcecie nas poniżyć, a Putin obawiał się naszej bezkompromisowości.

PiS umiejętnie splata ten kompleks z szerszą potrzebą, którą żywią nie tylko frustraci czy radykalni narodowcy, ale też wielu trzeźwych obywateli: potrzebą dumy z Polski. Wizja Smoleńska jako próby usunięcia przywódcy, który miał odwagę iść wbrew geopolitycznemu dyktatowi, to nie obłęd, lecz element wizerunku Polski, która odgrywa ważną rolę w światowej polityce.

Im bardziej strona PiS pompuje ten mit, tym bardziej prowokuje drugą stronę do prób przekłucia patriotycznego balonu żartem – a wtedy pada oskarżenie o brak wrażliwości. Często szczere, bo Smoleńsk przeorał świadomość tego obozu: ból, bezsilność i gniew były dominujące. Tak czy inaczej, spirala się nakręca, a prezes utrzymuje środowisko w gotowości i jedności.

Ostatni będą pierwszymi

Innym spoiwem jest oczywiście szansa: awansu, posad, prestiżu.

Każdy coś dostanie, jeśli tylko zadeklaruje bezwzględną lojalność. Bezwzględna oznacza, że bez cienia zażenowania promujemy jeden przekaz, choćby najbardziej absurdalny. Na przykład, że przed PiS Polska była w ruinie, a gdy nastały jego rządy, rozkwitła w dwa miesiące. Głupie? Może i tak, ale Kaczyński ma argument: jak powiedział w jednym z wywiadów, ludzie nie analizują tego, co widzą w telewizji, uznają to za pewnik. A to oznacza, że tylko zmasowany przekaz bez żadnych odchyleń zapewni długie panowanie. Prezes powstrzymał przewrót pałacowy w TVP, bo Jacek Kurski rozumie i realizuje jego wizję.

Majstersztyk polega na tym, że gdy druga strona próbuje atakować: teraz wy dorwaliście się do żłobu, odpowiedzią jest wzruszenie ramionami: ale my wymieniamy elity i zwracamy godność. Może nasze elity są niedoświadczone, nawet nieudolne, ale dajemy 500+, dostrzegamy potrzeby tej części społeczeństwa, która była pomijana. Bierzemy posady? Tak, ale nie żałujemy i innym, zwykłym ludziom. Na to przeciwnik PiS nie ma dobrej odpowiedzi.

Wojna daje życie

Prof. Andrzej Zybertowicz, jeden z filarów intelektualnych IV RP, w rozmowie z Joanną Lichocką stwierdził, że spora część obozu jest naprawdę mało kreatywna, wycofana, żyje przeszłością. I nie da się przebudować państwa bez udziału elit, zwykle głosujących na centrum. Ale Kaczyński postanowił pójść na wojnę ze wszystkimi. Z prostego powodu: bez konsolidującego konfliktu nie da się zarządzać tak wielkim obozem. Układ PiS kontra reszta świata pozwala tłumić wewnętrzną krytykę. Jest wojna, a na wojnie nie roztrząsasz decyzji wodza. Masz wątpliwości, więc nas osłabiasz. I pamiętaj: i tak nie masz dokąd pójść, jesteś z nami na dobre i na złe. Już nikt cię nie zechce, bo jesteś z PiS.

Stąd uwikłanie prezydenta w spór konstytucyjny. Andrzej Duda był zagrożeniem, bo w każdej chwili można wymienić premiera, ministrów, marszałków Sejmu – ale nie prezydenta. A historia III RP pokazuje, że prezydenci – z wyjątkiem spętanego rodzinnymi relacjami Lecha Kaczyńskiego – wybijali się na niepodległość: nikt, choćby swój, nie będzie mi mówił, co mam robić, skoro stoi za mną bezpośredni mandat wyborczy. Duda też mógł pójść tą drogą, ale nim zdążył okrzepnąć na stanowisku, spór o Trybunał Konstytucyjny odciął mu drogę do rozmowy z innymi środowiskami.

Na uwagę, że ów spór przynosi potężne straty, bo mimo wszystko mobilizuje część społeczeństwa przeciwko PiS, politycy tylko się uśmiechają: ale scala nasz obóz. Postawieni pod ścianą, z jasnym przekazem jesteśmy o wiele bardziej efektywni niż letnia centroprawica, rozleniwione centrum czy podzielona lewica.

Najpierw rewolucja, potem demokracja

Być może przeciętny wyborca – widz TVP nie widzi, że przejmowanie państwa służy poszerzaniu władzy jednego człowieka. Ale dlaczego oczy zamykają niezależni intelektualiści? Dlaczego w zasadzie tylko Jadwiga Staniszkis, Ryszard Bugaj czy Kazimierz Michał Ujazdowski rozumieją, że ta awantura szkodzi nam na świecie, jest kosztowna nie tylko wizerunkowo, ale także gospodarczo?

Można oczywiście założyć, że działa stary mechanizm: prawicowych intelektualistów fascynuje siła. Ale to nie wszystko. Wielu z nich naprawdę uważa, że zmiana jest potrzebna, a na przeszkodzie stoją elity III RP, wyniosłe i roszczące sobie prawo do wyrokowania.

Dobrym przykładem jest Piotr Skwieciński, który przestrzega, że sprowadzanie protestów KOD do buntu zamożnych odsuniętych od koryta to błąd. Publicysta zadał sobie pytanie: dlaczego on sam jest w stanie zaakceptować ostrą jazdę w sprawie Trybunału, chociaż uznaje poważne argumenty „liberałów” powołujących się na państwo prawa? Szybko znalazł odpowiedź: bo tylko brak skrupułów sprawi, że nie będziemy zawierać zgniłych kompromisów i zdołamy przeprowadzić realną zmianę.

Podobnie myśli filozof konserwatysta Dariusz Karłowicz, który w wywiadzie dla „Plusa Minusa” uzasadniał tezę, że paraliż Trybunału Konstytucyjnego był czymś nieuniknionym, bo „arystokracja” demokratyczna oderwała się od społeczeństwa.

„Władza sądownicza stanowi pierwiastek arystokratyczny, a egzekutywa reprezentuje pierwiastek królewski – w zależności od rozwiązania bliższy ludowi lub arystokratom. Możliwości demokratycznej kontroli nad arystokracją były z założenia bardzo skromne. Wraz z rozwojem instytucji europejskich zaczęły się jeszcze bardziej kurczyć. Jak się dobrze zastanowić, to widać, że nieczytelne mechanizmy kooptacji dotyczą nie tylko sędziów czy ekspertów. Żyjemy w przeświadczeniu, że to my wybieramy polityków. Czy rzeczywiście? Nie mówię nawet o pozycjach, które w ogóle nie mają nic wspólnego z żadnym wyborem, ale choćby o listach wyborczych. Klasa polityczna stanowi świat nieomal autonomiczny” – twierdzi Karłowicz. Potrzebna jest więc rewolucja, która złamie zasady narzucone przez „prawniczą arystokrację” – kiedyś może słuszne, ale wypaczone przez pychę i samowolę.

Jest jedno państwo, a prezes jest jego prorokiem

W myśleniu Kaczyńskiego wyrachowanie splata się z prawdziwą wiarą. Nie tylko w Smoleńsk, ale również w pewien model państwa, społeczeństwa, gospodarki, za którym idzie konkretne – już pragmatyczne – działanie. Można to streścić dwoma słowami: „maksymalizm” i „radykalizm”.

Dla ludzi PiS słowa „kompromis, porozumienie” są okropne. Sprowadzają się do „ciepłej wody w kranie”, a my patrzymy dalej, myślimy w szerszych kategoriach, chcemy osiągać panoramiczne cele. Ale przeszkadzają nam w tym patologie, jak choćby korupcja. I nieprawda, że patologie są czymś, co się zdarza w każdej demokracji, nie – to zjawiska wszechogarniające, splecione, powszechne, systemowe. Dlatego należy użyć siekiery zamiast skalpela. Wcześniej zaś określić wroga, a gdy to niemożliwe, bo sceptycy mówią, że nie ma jednego układu, tylko jakieś procesy, okoliczności, specyfiki, zmienne – należy go wykreować. Bo jak bez niego dokonywać śmiałych aktów? Stąd tęsknota za biało-czarnym obrazem świata. Ci to zdrajcy, a ci patrioci. A to z kolei uzasadnienie dla maksymalnego poszerzenia swojej władzy.

Kaczyński wie, że myśli i działa autorytarnie, ale akceptuje to, bo uważa, że sukces może odnieść wyłącznie państwo wykreowane przez silne centrum decyzyjne, bez udziału obywateli, samorządów, całej tej zbędnej debaty. Debata prowadzi do imposybilizmu, do wyważania racji, do respektowania zdania mniejszości. Słowem, do chaosu, który osłabia państwo. A przecież – tu znów pragmatyzm splata się z wiarą – zagrożenia zewnętrzne są ogromne, nasi europejscy partnerzy tylko mówią o współpracy, ale myślą, jak uczynić z nas swojego wasala.

Podobnej cyniczno-idealistycznej filozofii hołduje Viktor Orbán.

W portalu wPolityce.pl prawicowy publicysta Grzegorz Górny tak zrelacjonował jego myśl: „Węgierski polityk stwierdził, że w ciągu ostatnich stu lat miały miejsce cztery wydarzenia, które spowodowały wielkie przemiany ustrojowe na świecie. Były to: I wojna światowa, II wojna światowa oraz upadek komunizmu. Czwartym wydarzeniem, którego skutki obserwujemy teraz, jest globalny kryzys finansowy. Spowodował on zasadnicze zmiany w funkcjonowaniu trzech charakterystycznych dla cywilizacji zachodniej modeli organizacji wspólnoty, takich jak: państwo narodowe, demokracja liberalna i państwo dobrobytu. Zdaniem Orbána, żyjemy obecnie w okresie, gdy wykuwa się nowy rodzaj systemowego organizowania wspólnot”.

Węgierski premier uważa, że trwa międzynarodowy wyścig, w którym stawką jest takie urządzenie państwa, które uczyniłoby z jego mieszkańców naród sukcesu. Trzeba więc stworzyć nową formę organizacji – taką, która będzie sprawniej konkurować w tym wyścigu. A jest nią wspólnota. Dotychczasowy model liberalny znalazł się w kryzysie, bo osłabiał realne wspólnoty: od rodzinnych, przez kościelne, po narodowe. Dlatego choć nie można przekreślić wszystkich wartości liberalnej demokracji, takich jak prawa człowieka, przede wszystkim należy odbudować życie wspólnotowe. „Co oznacza ograniczenie wpływu tych czynników, które osłabiają wspólnoty” – tłumaczy Górny.

Wspólnota na moich warunkach

Kaczyński tę ideę realizuje po swojemu: nie szuka tego, co łączy. Wymiana elit, sformatowanie edukacji, ograniczenie wolnych mediów – to wszystko ma do minimum ograniczyć ryzyko osłabienia wspólnoty. Trzeba usunąć krytykantów i tych, którzy lubią dzielić włos na czworo.

Kłopot w tym, że nawet jeśli rozgoryczenie zwolenników PiS ma podstawy, bo państwo jest za mało sprawne, a dopuszczenie świeżej krwi może być zdrowe, to ich maksymalistyczna i radykalna recepta jest zabójcza. Nie pomogą nowe programy nauczania i propaganda TVP. Nawet gdyby PiS miał lepsze kadry prawnicze, akademickie, biznesowe, niż ma, całe społeczeństwo po prostu nie jest w stanie dopasować się do ideału jednego człowieka, dlatego opór będzie się pogłębiał – a z nim rów, który dzieli Polskę.

Wzywanie do zasypania tego rowu może wydawać się naiwnym sloganem. Ale nim nie jest. Lekceważenie co najmniej połowy obywateli, podważanie ich wkładu w budowę kraju sprawia, że część społeczeństwa nie jest w stanie identyfikować się z własnym państwem. To podkopuje chęć do pracy zespołowej, na której opiera się choćby plan Morawieckiego. Wielu twórczych ludzi wybierze wewnętrzną emigrację, a nowe elity, choćby chciały, nie wypełnią tej luki, bo nie będą miały na czym budować. Wszak wódz zanegował wszystko, co rozpoczęło się przed erą PiS.

Tak Kaczyński, chcąc wzmacniać państwo, nieustannie je osłabia. Dostaniemy słaby kraj zamiast orbanowskiej wspólnoty.

Dlatego już dziś powinniśmy – wszyscy, na umiarkowanej prawicy, na lewicy i w centrum – myśleć o scenariuszu na czasy „po PiS”, który unieważni logikę odwetu. Tak by zwycięzca kolejnych wyborów zagospodarował najlepszą część obecnej elity rządzącej. Spróbujmy zrozumieć aspiracje i sposób myślenia zwolenników PiS. A przede wszystkim przekonać ich, że apokaliptyczny przekaz Kaczyńskiego: „Nikt was nie zechce, cała wasza nadzieja w mojej monowładzy”, to kłamstwo.

csilbg8wyaau0fp

Agnieszka Kublik porównuje totalne zakłamanie filmu „Smoleńsk” z faktycznymi zdarzeniami podczas katastrofy smoleńskiej, która została racjonalnie przeanalizowana.

otosmolensk

Film „Smoleńsk” ma niewiele wspólnego z tym, co się naprawdę stało 10 kwietnia 2010 r. Dzięki czarnym skrzynkom tupolewa wiemy, dlaczego samolot z Lechem Kaczyńskim i 95 innymi osobami na pokładzie rozbił się o 8.41.

Gdy Tu-154 o 7.27 odrywa się od płyty lotniska Okęcie, nad Smoleńskiem wisi już gęsta mgła. Ale załoga – skomponowana ad hoc, nigdy wcześniej ze sobą nie trenowała i nie latała – o tym nie wie. Od wojskowych służb meteorologicznych dostaje nieaktualną prognozę pogody; o gęstniejącej mgle dowiaduje się nad Białorusią.

W kokpicie robi się nerwowo ok. 25 minut przed katastrofą. Lot na lotnisko zapasowe to strata kilku godzin i opóźnienie uroczystości w Katyniu poświęconych zamordowanym w 1940 r. polskim oficerom.

O 8.14 białoruski kontroler z Mińska informuje załogę, że w Smoleńsku tzw. widoczność pozioma wynosi zaledwie 400 m. Minimum dla tego lotniska dla Tu-154 to 1000 m, ale dowódca załogi miał uprawnienia jeszcze ostrzejsze – 1800 m.

O 8.17 dowódca mówi do stewardesy: „Nieciekawie, wyszła mgła, nie wiadomo, czy wylądujemy”.

Rosyjscy kontrolerzy w Smoleńsku przy pierwszym połączeniu radiowym z tupolewem o 8.24 informują: „Warunków do przyjęcia nie ma”. Dowódca załogi odpowiada: „Dziękuję. Jeśli można, spróbujemy podejścia, a jeśli nie będzie pogody, wtedy odejdziemy na drugi krąg”.

Zgodnie z procedurami o zmianie miejsca lądowania decyduje kapitan. Ale powinien ją uzgodnić z dysponentem lotu – w tym wypadku Kancelarią Prezydenta.

O 8.26 dowódca załogi przekazuje Mariuszowi Kazanie, dyrektorowi protokołu dyplomatycznego MSZ: „Panie dyrektorze, wyszła mgła w tej chwili i w tych warunkach, które są obecnie, nie damy rady usiąść. Spróbujemy podejść – zrobimy jedno zejście – ale prawdopodobnie nic z tego nie będzie. Tak że proszę [<i>już myśleć</i>lub <i>pomyśleć</i>] nad decyzją, co będziemy robili”.

Dyrektor Kazana pyta: „Będziemy…” [prawdopodobnie: <i>czekać?</i>].

Dowódca: „Y, paliwa nam tak dużo nie starczy, żeby…”.

Dyr. Kazana: „No to mamy problem”.

Po 4 min Kazana wraca do kokpitu: „Na razie nie ma decyzji prezydenta, co dalej robimy”. I wychodzi.

W kokpicie jest tłoczno i głośno. A zgodnie z przepisami powinna być w nim tylko załoga. Zwłaszcza gdy pogoda jest bardzo zła (ostatni komunikat, z polskiego jaka 40 stojącego na płycie lotniska w Smoleńsku, mówi już tylko o widoczności poziomej 200 m). Załoga wyprasza gości. Bezskutecznie.

W kokpicie jest najpewniej gen. Andrzej Błasik. Wiosną eksperci odczytali z czarnej skrzynki, że o 8:35,49 generał mówi: „Faktem jest, że my musimy to robić do skutku”, o 8:40,11: „Po-my-sły”, a o 8:40,22: „Zmieścisz się śmiało”.

W dodatku z wieżą w Smoleńsku rozmawiał nie nawigator (jak każą procedury), ale dowódca załogi – bo tylko on znał rosyjski. Ale nie znał rosyjskich wojskowych procedur. Gdy wieża oznajmia „Pasadka dopołnitielno” (Lądowanie warunkowo), tupolew powinien zejść do tzw. wysokości decyzji (100 m) i czekać na polecenia kontrolerów. Kiedy wszystko jest w porządku – załoga widzi ziemię – wieża wydaje komendę: „Pasadku razrieszaju”, czyli zgodę na lądowanie. Załoga powinna ją potwierdzić słowami: „Pasadku razrieszili”.

Tymczasem na taśmie słychać, że gdy kontroler mówi: „Pasadka dopołnitielno”, padają niezrozumiałe słowa załogi, a potem: „Spasiba” (Dziękuję).

Samolot zniża się bardzo szybko w gęstej mgle, nawigator odczytuje kolejne wysokości aż do 20 m. Odzywa się alarm systemu TAWS „Terrain ahead” (Teren przed tobą), a potem „Pull up” (Do góry) – samolot w takiej sytuacji powinien natychmiast się wznieść.

„Odchodzimy” z ust dowódcy załogi pada za późno, w dodatku maszyna leci na autopilocie. Ale w Smoleńsku nie ma systemu ILS, który bezpiecznie „sprowadza” samolot, nawet gdy jest mgła. Autopilot nie reaguje. Upływa parę sekund, nim załoga to sobie uświadamia. Dopiero wtedy kapitan zaczyna – ręcznie – odchodzenie na drugi krąg, ale maszyna już uderza w pierwsze drzewa, a potem skrzydło zawadza o brzozę. Ma ona ok. 10 m wysokości, a w miejscu uderzenia lewego płata – ok. 40 cm średnicy. Tupolew traci ok. 1/3 skrzydła, 80-tonowy samolot obraca się w lewo i uderza grzbietem o ziemię.

Do ostatniej chwili czarne skrzynki – ta z kokpitu i dwie zapisujące pracę urządzeń tupolewa – nie zarejestrowały żadnych oznak, że z samolotem jest coś nie tak. Gdyby doszło do zamachu, wybuch nagrałby się na taśmie, a rejestrator katastroficzny parametrów lotu odnotowałby wzrost ciśnienia i temperatury w kadłubie.

Waldemar Mystkowski na Koduj24.pl pisze o kardynale Dziwiszu, który po niechrześcijańsku stygmatyzuje. Przybija gwoździe.

kardynal

Kardynałowi Stanisławowi Dziwiszowi bardzo nie spodobała się kampania społeczna „Przekażmy sobie znak pokoju”. Akcję wspólnie zorganizowali katolicy świeccy i organizacje LGBT: Kampania przeciw Homofobii, Grupa Polskich Chrześcijan „Wiara i Tęcza”, Stowarzyszenie na rzecz Osób LGBT „Tolerado” oraz znane postacie katolickie – Halina Bortnowska, siostra Małgorzata Chmielewska czy ks. Andrzej Luter i Dominika Kozłowska.

Formuła jest jasna, prosta i wręcz ewangeliczna – ludzie chcą sobie okazywać dobroć i szacunek. Dobro ma łączyć, a nie dzielić, krzyż ma być refleksją nad życiem, a nie maczugą. Niby to powinno być jasne, ale nie jest. Hierarcha krakowski uznał, że coś mu się nie zgadza w rachunkach (sumienia), więc opublikował oświadczenie, rodzaj listu pasterskiego. No i czytamy, oczy otwieramy ze zdumienia i nie wierzymy. Kardynał pisze, że ta akcja to „celowe działanie”, które „służy zamazaniu pamięci o wielkim dobru Światowych Dni Młodzieży, które dokonało się w Krakowie i całej Polsce”. Jak może dobro i szacunek zasłaniać pamięć? To wręcz uzupełnienie, naddatek, powiększenie. A pamięć dotyczy rzeczy minionych, pożegnanych. Czyżby kardynał miał problemy z logiką, no i z niezrozumieniem papieża Franciszka, który był na ŚDM?

Papież Franciszek od kardynała wymaga odwrotnych zachowań, powiedział, iż „katolicy i inni chrześcijanie muszą prosić o wybaczenie nie tylko osoby homoseksualne. Muszą prosić Boga, by wybaczył, że ich dyskryminowali i wzbudzali wrogie postawy wobec nich”. Kard. Dziwisz występuje przeciw swemu zwierzchnikowi i nakazom ewangelicznym, wmawia dziecko w brzuch: „Kościół w sprawie homoseksualizmu jest cierpliwy i miłosierny dla grzeszników oraz jednoznaczny i nieprzejednany wobec grzechu. Wychowując swoich wiernych do szacunku dla każdego człowieka, jasno naucza, że nie może to nigdy prowadzić do aprobowania aktów homoseksualnych lub legalizowania związków jednopłciowych”.

To jest wręcz stygmatyzowanie – chciałoby się zwrócić uwagę kardynałowi. Swoim wiernym hierarcha wbija gwóźdź. Czyżby chrześcijaństwo miało polegać na cierpieniu? Niech wierni żyją jako naznaczeni? Kościół zajmuje się seksuologią i prawem? Czy do tego został powołany?

Kościół powstał dla ludzi, a chrześcijaństwo w swych początkach miało kapłanów (wyznaczanych przez wiernych) za sanitariuszy nie tylko od duszy, który troszczyli się o biednych, poniżonych, wykluczonych, ludzi zepchniętych na margines. Kościół chyba jest od dawania dobroci i szacunku, a nie od ferowania wyroków, naznaczania, a tym samym społecznego kamienowania słowem, bo to zrobił kard. Dziwisz. Rzucił złym słowem, jak kamieniem. Polskie chrześcijaństwo hierarchów jest mało chrześcijańskie, wymaga wręcz nawrócenia, chrystianizacji, ewangelizacji.

Jarosław Kaczyński ma problem. Jak przekonać ciemny lud, aby przychodził na miesięcznice i wierzył, że PiS ma problem ze wskazaniem winnych katastrofy smoleńskiej.

kaczynskinasi1

– Zwyciężyliśmy, choć przed nami jeszcze wiele niebezpieczeństw. Jesteśmy coraz bliżej dnia, w którym będziemy znali prawdę, w którym tu, po dwu stronach tego miejsca gdzie stoimy (Krakowskiego Przedmieścia), będą dwa pomniki – Pomnik Smoleński i Pomnik prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Nasi przeciwnicy, ci którzy przez lata wydawali się triumfować, mają dziś już tylko jedna broń – tę starą broń komunistów i ich sojuszników – prowokację. Widzimy to tutaj. Ale przegrali. Zwyciężyliśmy

– Zwyciężyliśmy jeszcze nie końca, przed nami jeszcze bardzo wiele niebezpieczeństw, bardzo wiele trudności. Ta droga – mówiłem tutaj o tym wielokrotnie – droga do Polski prawdziwie sprawiedliwej, wolnej, prawdziwie niepodległej, suwerennej, to jest droga trudna, to jest droga pod górę, to jest droga, na której zawsze będą przeszkody. Musimy nasz marsz kontynuować aż do tego dnia, gdy usłyszymy komunikat prokuratury, komunikaty zespołu, który dzisiaj bada w Komisji Wypadków Lotniczych sprawę smoleńską, póki nie odsłonimy tutaj pomników.

Chodzi o pomniki i posadzić Tuska.

Chwała Kaczyńskiemu i zemsta, zemsta, zemsta.

To ma do zaofiarowania Kaczyński, polityk z nożem w zębach.

Wybitny pisarz Jacek Bocheński pisze o Kaczyńskim. Na razie PiS rozdaje pieniądze. Gdy ich zabraknie, będzie potrzebował policji, prokuratorów i zawisłych sądów. Już się o to stara.

wizja-kaczynskiego

A może mój pijany kierowca, który przed rokiem wsiadł z okrzykiem „kurwa!” do samochodu i powiózł nas autostradą przez ruiny do wrót „dobrej zmiany”, nie był wcale szaleńcem, lecz natchnionym pionierem przyszłych, całkiem niespodziewanych zmian? Może stratedzy PiS-u, zwłaszcza Prezes, są geniuszami, choć z innego powodu, niż prawdopodobnie myślą, że są, zwłaszcza Prezes?

Rzeczywiście, w samą porę wyczuli nową, leniwie dojrzewającą wersję buntu mas i zaryzykowali tak samo jak pijany kierowca. On ich przewiezie, powiedzieli sobie, zdaje się nawet bez wielkiego przekonania, ale powiedzieli. Bo z kolei wyczuli, że w takim stanie, w jakim jest kierowca suweren, można mu wszystko obiecać, byle po jego myśli, a on chętnie we wszystko uwierzy. Bunt mas nie był w stadium rewolucyjnym, masy nie paliły się do walki na barykadach czy majdanach typu ukraińskiego. Bunt był w stadium populistycznego podrygu, narkotyczno-odlotowym, współczesnym, być może europejskim. Sam PiS też pracował nad wywołaniem buntu, choć trochę innego, ale wyszło mu to, co wyszło, i tego się chwycił.

PiS obiecał rzecz najprostszą w świecie, której nikt inny nie ośmieliłby się gołosłownie obiecywać: rozdawanie pieniędzy każdemu do ręki w niedających się nastarczyć ilościach. I wygrał wybory. Uzyskał bezwzględną większość, będąc skądinąd w mniejszości.

csagerixgaetfvw

To nie był jeszcze przejaw geniuszu, którego się dopatruję. Po wygranej przyszło się wywiązać z obiecanego płacenia – na początek słynnego 500+ za drugie dziecko i każde następne. Znowu PiS trafnie wyczuł, że w tym stadium populistycznego rozochocenia mas nie można się uciec do powszechnie stosowanej praktyki i zaciągniętych zobowiązań wyborczych najzwyczajniej nie wykonać. Odwrotnie, stanął na uszach, by swoje pierwsze 500+ wypłacić, tym bardziej że już mu zaczął podskakiwać KOD. Ale PiS wiedział, że nie od obrońców Trybunału Konstytucyjnego i praworządności zależy los władzy w czasach populizmu, lecz od pieniędzy doraźnie rozdawanych masom. Tylko skąd je brać? Na opędzenie najpilniejszych wypłat starczyło chwilowo tych, które znalazły się w kasie. Pytanie, co dalej, zawisło w powietrzu.

Powiedziano, że pieniądze będą z „uszczelnienia” podatków i na wszystko starczą. Nie wiem, czy z problematycznego „uszczelnienia”, ale na pewno z podatków mogłyby pieniądze być, gdyby się podatki odpowiednio wysoko podniosło. Z tym niestety w populizmie jest kłopot, bo podatki, owszem, podnosić można, nawet ku uciesze mas, jednak bogatym i obcym, nie masom. A tylko powszechne podniesienie ich w masowej skali przyniosłoby zyski przynajmniej zbliżone do potrzeb w nieskończoność rosnących. PiS podjął przecież więcej zobowiązań finansowych wobec suwerena niż 500+. Otóż trudno jedną ręką pieniądze dawać, a drugą wyciągać obdarowanemu z kieszeni. Suweren nie jest już pijanym kierowcą, sądzi, że dojechał skutecznie do celu, i teraz powoli przytomnieje.

csayqjvwgayn1rh

Jednak PiS w poszukiwaniu pieniędzy dla niego może jeszcze zrobić pewną rzecz o fundamentalnym znaczeniu: pieniędzy poszukać w dochodach z własności państwowej. Są pierwsze oznaki, że do tego zmierza, lecz nazywa to bezpiecznie repolonizacją, bo słowo „renacjonalizacja” w ustach antykomunistów nie brzmiałoby dobrze. Ale faktyczna renacjonalizacja, ponowne upaństwowienie tego, co w toku transformacji zostało „złodziejsko” sprywatyzowane, sprzedane lub zaniedbane i doprowadzone do bankructwa, mogłaby w Polsce liczyć na przyzwolenie i nawet aplauz pokaźnej części społeczeństwa.

Poczucie, że tylko własność państwowa jest uczciwa, a prywatna, cudza oczywiście, zawsze człowiekowi nienawistna i tym gorsza, im większa, wydaje się szeroko rozpowszechnione. Państwo, myśli się z mgiełką nostalgii za PRL-owskim socjalizmem, powinno czerpać zyski z gospodarki dobrami państwowymi i łożyć z nich na obywateli.

Gdzie te wielkie zakłady przemysłowe, w których ludzie mieli bezpieczne miejsca pracy, a które zbrodniczy Balcerowicz zniszczył? Wcale nie szkodziłoby tę państwową własność przywrócić z pożytkiem dla ludzi, za to własność prywatną, szczególnie największą, odebrać „złodziejom”, i to niekoniecznie cudzoziemcom, także rodakom.

Dlatego PiS, który nie ma kapitału na wykupienie prywatnego mienia, aby z przynoszonych przez nie iluzorycznych przyszłych dochodów finansować swój program rozdawnictwa, może, przyciśnięty musem politycznym, zdecydować się na renacjonalizację metodą wywłaszczeń. Suweren to poprze, a uchwalenie wszelkich potrzebnych ustaw nie stanowi problemu.

cr3iyfowcaalt7v

Ale to nie jest metoda na dziś. Sądzę, że przed wcieleniem jej w życie musiałyby zostać spełnione przynajmniej dwa warunki: jeden międzynarodowy, drugi krajowy.

Po pierwsze, renacjonalizacji nie można zrobić, będąc w Unii Europejskiej, jaka jest. Trzeba by Unię gruntownie zmienić, raczej właśnie przekształcić, niż rozbić czy w ogóle z niej zrezygnować i wyjść. Albowiem jakieś zaplecze międzynarodowe dla tak zasadniczej przeróbki ustroju jak renacjonalizacja w sercu Europy, nie mówiąc o zglobalizowanym świecie, wydaje się niezbędne.

Nawet zeszłowiecznym bolszewikom nie udało się zbudować ich „socjalizmu w jednym kraju”, jak początkowo chcieli. Potem już próbowali budować go w liczniejszych krajach, m.in. w Polsce, z wiadomym skutkiem. Są widoki na to, że teraz nowy socjalizm budować będzie prawica nie tylko w Polsce. Nadaje się do tego co najmniej kilka krajów byłego bloku wschodniego, a może i kilka innych, zwłaszcza na południu Europy. Kto wie, czy nowy socjalizm nie powstawałby, paradoksalnie, wspólnym, choć niezależnym wysiłkiem prawicy i radykalnej lewicy.

Tak czy owak, PiS ma szanse, jeśli kryzys Unii dostatecznie się pogłębi i wywróci ją do góry nogami. W konsekwencji Unia powinna się stać czymś na podobieństwo RWPG bez Rosji. To pierwszy warunek powodzenia dalekosiężnych przedsięwzięć, o które podejrzewam PiS.

cr7s3f-xyaerrpt

Wybrańcy obejmują władzę, suweren się cieszy, ale wybrańcy nie mogą sprostać swoim fantastycznym zobowiązaniom. W opałach decydują się na socjalizm, skoro suweren sam się prosi, nadal zadowolony, zwłaszcza że przy okazji może ostatecznie popędzić kota elitom. A socjalizm, jak to socjalizm, funkcjonuje po swojemu i wbrew nadziei na powszechny dobrobyt prowadzi do powszechnego niedostatku. Ale w tym właśnie widzę perspektywiczną szansę świata.

Jeśli w jego bogatszej części taki nowy socjalizm szerzej się przyjmie, może być jedynym praktycznym sposobem na kapitalistyczno-demokratyczną pułapkę, w której świat się znalazł i z której nie ma jak wybrnąć. Wydaje się mianowicie, że świat, aby przeżyć, musi zbiednieć. Ściślej biorąc, zbiednieć muszą kraje rozwinięte i ośrodki koncentrujące bogactwo w świecie. Chodzi przede wszystkim o to, by coraz głębsze dysproporcje między poziomami życia na globie nie doprowadziły do napięcia, które skończy się globalnym kataklizmem.

Ktoś wyliczył, że dla zapewnienia wszystkim mieszkańcom Ziemi konsumpcji i wygód na dzisiejszym przeciętnym poziomie krajów rozwiniętych potrzeba pięciu takich planet. Zgodnie z logiką kapitalizmu ciągłe zwiększanie i napędzanie się wzajemne produkcji, konsumpcji i zysku nie jest możliwe w nieskończoność. Trzeba więc albo zginąć z czterema piątymi ludzkości w jakiejś globalnej rzezi, co rozwiązałoby radykalnie wszystkie obecne problemy, albo zbiednieć w rozwiniętej części świata, żeby ogólnie na Ziemi żyło się lepiej i żeby z braku innych planet starczyło nam na tej naszej zasobów naturalnych, wody, tlenu i źródeł energii. Ale o takie samoograniczenie mogą sobie apelować naukowcy i np. papież Franciszek. Jednak żaden suweren w żadnym rozwiniętym kraju nigdy na zbiednienie się nie zgodzi. Może się zgodzić tylko przez pomyłkę, myśląc, że zgadza się na wzbogacenie.

Zaiste, gdyby pewne hipotetyczne okoliczności ułożyły się w opisany tu sposób, byłaby to genialna pomyłka. Obietnice bez pokrycia rzucone przez PiS, a wzięte za dobrą monetę (dosłownie monetę!) przez suwerena w Polsce, okazałyby się praprzyczyną zbawczej transformacji świata dzięki jeszcze jednemu nieudanemu socjalizmowi.

Oczywiście PiS tego nie zamierzył i w ogóle o tym nie wie, a choćby się nawet jakimś cudem domyślił, nigdy by nie powiedział. Natomiast wszyscy przytomni ludzie, przerażeni tym, co się dzisiaj dzieje, mogliby powiedzieć sobie na pocieszenie, że przecież nie ma złego, które by w końcu nie wyszło na dobre.

cr-27zowaaah-vp

Waldemar Mystkowski na Koduj24.pl pisze o Patryku Jakim i Zbigniewie Ziobrze.

jaki

Z punktu rozumienia prawa i sprawiedliwości przez PiS Patryk Jaki zachował się racjonalnie w sądzie. Niczego nieobliczalnego nie było w jego groźbach pod adresem sędzi, wszak prowadziła sprawę nie po jego myśli. Jakie osiągnięcia ma Jaki, jako prawnik i teoretyk prawa? Takie jak Bartłomiej Misiewicz dla złotego medalu zasługi, 10 lat wysługiwania się Antoniemu Macierewiczowi. Jaki zaś Ziobrze.

Jaki w procesie o pomówienie, jakiego dopuścił się w stosunku do posła Platformy Obywatelskiej Roberta Kropiwnickiego, iż w swoim mieszkaniu prowadzi zamtuz, tj. agencję towarzyską, wystąpił jako awangarda procesu reformowania systemu sądownictwa. Pomysł na tę reformę przedstawił w „Południku Wildsteina” (TVP2) jego zwierzchnik Zbigniew Ziobro. Mianowicie chce przeprowadzić reformę sądownictwa, ale by do niej doszło musi spełniony być jeden warunek. Jaki? Nie chodzi o Patryka Jakiego, tylko o jakość warunku. Mianowicie na przeszkodzie Ziobrze nie może stać prof. Andrzej Rzepliński.

I to jest jakość PiS. Wybitny prawnik ma przed sobą magistra prawa, który jako student był mizerny i który nie potrafi aplikować się. To tak jak do poety przychodzi grafoman i mówi, że też napisał wiersz. Ta grafomania Ziobry polega na tym, że przekonał się, iż przeprowadzić reformy prawa nie może, bo Trybunał uwalił mu paragraf niezgodności z Konstytucją dotyczący uchylenia immunitetu sędziego. Trybunał orzekł, iż sędzia podlega procesowi prawnemu, a nie prokuratorskim oskarżeniom, a Ziobro uważa, że jeżeli prokurator oskarży, to sędzia ma złożyć immunitet. Na tym ma polegać reforma prawa, do której najpierw trzeba zlikwidować Trybunał Konstytucyjny. Bo przecież Rzeplińskiego zastąpi ktoś inny, ale lepszy od Ziobry.

Ziobro o tych sprawach prawnych mówił językiem grafomana. Użył tylu niepotrzebnych słów, aby ukryć swoje niecne zamiary, ale przede wszystkim ukryć brak kompetencji. Analogicznie: nie odróżnia sonetu od trenu, elegii od pieśni. Tak w sądzie zachował się Jaki, który nie wie, o czym mówi, ale chce mieć rację i dlatego zastrasza, jak Ziobro, który do Rzeplińskiego ma się tak, jak grafoman do Adama Mickiewicza.

Talentu, a w przypadku Ziobry i Jakiego kompetencji, nie mają, będą więc zastraszać, tupać. Swoją bylejakością chcą zastąpić profesjonalizm. I w to zamieniana jest Polska – w jakąś imitację.

cr8f494xgaaye29