Archiwum dla Październik, 2016

cwcarl7wiaexqza

Prokuratura pod dopwódcem Zbigniewa Ziobry nie radzi sobie intelektualnie. I nie ma się czemu dziwić, bo Ziobro to Kononowicz prawny, konus. Prokuratura Krajowa twierdzi, że rodziny ofiar smoleńskich nie mogą zaskarżyć jej decyzji o ekshumacji ich bliskich. Powód? Śmierć w katastrofie smoleńskiej mogła nastąpić w wyniku przestępstwa. Tyle że nowe śledztwo nie toczy się w tym kierunku i nie przyniosło żadnych dowodów na to, by doszło do zamachu.

spor

O tym, że obecne śledztwo smoleńskie dotyczy „przestępnego” (a więc będącego wynikiem przestępstwa) „spowodowania śmierci ofiar” tragedii, Prokuratura Krajowa poinformowała w sobotę. Ma to być podstawą do decyzji o ekshumacji wszystkich zwłok wbrew protestom części rodzin. Tej decyzji – zdaniem Prokuratury Krajowej – nie można zaskarżyć ani się od niej odwołać.

Ale jak dotąd nic nie wiadomo o tym, by prokuratura prowadziła postępowanie w sprawie celowego doprowadzenia do katastrofy, a więc że doszło zamachu.

Zawiadomienia o ekshumacjach, które od ponad tygodnia dostają rodziny smoleńskich ofiar, dotyczą śledztwa w sprawie „wyjaśnienia przyczyn katastrofy” i w jego tytule nie ma mowy o zamachu lub „działaniu osób trzecich”. Taki wątek (jako „brany pod uwagę”) pojawia się tylko w hipotezach wyliczanych w zawiadomieniach. Jednak hipoteza to nie to samo co podstawa śledztwa.

PANIE ZIOBRO, NAWET PREZYDENTOWEJ PAN NIE OSZCZĘDZI, PRAWDA?

cwan6dnwcaaktoc

Będą podważać dotychczasowe ustalenia

Formalnie więc w śledztwie smoleńskim nie zmieniło się nic w stosunku do tego, co już dawno ustaliła Naczelna Prokuratura Wojskowa (badała sprawę od 10 kwietnia 2010 r.). Ona swoje ustalenia podsumowała 10 listopada 2015 r.

Jednoznacznie ogłosiła, że przyczyną tragedii nie było „działanie osób trzecich”, lecz wyłącznie błędy popełnione przez pilotów, ich dowódców oraz rosyjskich kontrolerów, którzy nie zamknęli lotniska. Jasno stwierdziła też, że nie ma żadnych śladów wskazujących, by na pokładzie lub na powierzchni kadłuba doszło do wybuchu.

W ówczesnym komunikacie znajdziemy nawet wyjaśnienie przyczyn rozrzucenia ciał i szczątków samolotu wokół miejsca katastrofy. Oprócz energii samego uderzenia rolę odegrało tu także „oddziaływanie strumienia gazów zza silników”.

Według źródeł „Wyborczej” prawnicy części rodzin w zażaleniach na decyzję o ekshumacji właśnie na to chcą położyć nacisk. – Niech Prokuratura Krajowa jednoznacznie wypowie się, że podejrzewa zamach, zmieni tytuł śledztwa, a w uzasadnieniu poda przesłanki. Na razie bowiem w toczącym się śledztwie nie ma podstaw do takiej decyzji – mówi jeden z adwokatów pytany o treść przygotowywanego zażalenia.

Przypomnijmy, że po wyborach wygranych przez PiS nowe władze rozwiązały prokuraturę wojskową, a oficerowie prowadzący dochodzenie zostali od niego odsunięci. Jednak ustalenia, których dokonali, nie zostały przez ich następców podważone.

cwbtyo7xgae_66p

Z najnowszego komunikatu Prokuratury Krajowej wynika, że dopiero teraz podejmowane są czynności, które do tego zmierzają. Jak czytamy, zespół prokuratorów obecnie prowadzących to postępowanie „naprawia poważne błędy i zaniechania, które zostały popełnione sześć lat temu. Z niezrozumiałych powodów przyjęto na wiarę wyniki dokonywanych w Moskwie sekcji, których w rzeczywistości nie było. Nie zostały one również przeprowadzone po przetransportowaniu ciał ofiar katastrofy do Polski”. Komunikat zapowiada też, że wojskowym mogą nawet grozić zarzuty za „niedopełnienie obowiązków, działanie na szkodę interesu publicznego lub prywatnego”,  a nawet za „utrudnianie postępowania karnego”.

Ale nawet takie postępowanie nie jest podstawą do decyzji o ekshumacjach.

cwbp3txwiaalh3z

Rodziny proszą, władza milczy

Nie jest też prawdziwe twierdzenie, że decyzji tej rodziny nie mogą zaskarżyć do sądu. – Jak najbardziej przysługuje im prawo do zażalenia na tę i na każdą inną czynność w postępowaniu. Takie prawo mają osoby uznające, że ich dobra zostały naruszone, oraz najbliżsi, na których przechodzą prawa zmarłych. Mówi o tym jasno kodeks postępowania karnego i nie wierzę, by prawnicy Prokuratury Krajowej tego nie wiedzieli – tłumaczy mec. Marek Małecki, specjalista od spraw karnych i obrońca w głośnych procesach.

O prawie rodzin do zażalenia na decyzję o ekshumacji mówił w ubiegłym tygodniu rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar.

Rodziny siedemnastu ofiar (236 osób) wystosowały do władz, Kościoła i Prezydenta RP list otwarty. Protestują w nim przeciwko działaniom prokuratury. „Po sześciu latach od tych strasznych dni stajemy samotni i bezradni wobec bezwzględnego i okrutnego aktu: nasi Bliscy mają być wyciągnięci z grobów, wbrew uświęconemu tabu, aby nie zakłócać spokoju zmarłym, pochowanym z najwyższą czcią. Od miesięcy bezskutecznie wyrażamy swój sprzeciw wobec zapowiedzi tego niezrozumiałego i niczym nieuzasadnionego przedsięwzięcia. Dzisiaj staje się ono faktem”- napisali sygnatariusze listu opublikowanego na stronie Petycje.pl.

Prokuratura nie odniosła się do tego listu. W ostatnim komunikacie Prokuratury Krajowej czytamy tylko, że „decyzja o konieczności zbadania wszystkich ciał ofiar katastrofy z dnia 10 kwietnia 2010 roku jest trudna dla wszystkich, także dla prokuratorów”.

trzaskowski

Trzaskowski: Macierewicz ośmiesza nie tylko siebie, ale tez ośmiesza państwo

Najistotniejsza w polityce zagranicznej jest wiarygodność. Macierewicz, Waszczykowski powtarzając takie informacje pozbawiają się jakiejkolwiek wiarygodności. Macierewicz ośmiesza nie tylko siebie, ale tez ośmiesza państwo. Ja słyszę sygnały, które dochodzą do mnie od moich przyjaciół: kto to jest? To [co mówi Macierewicz] tworzy z państwa jeden wielki dowcip – mówił w „Kawie na ławę” Rafał Trzaskowski o słowach szefa MON dotyczących Mistrali.

ksiazka

Wiele lat Polska czekała w letargicznym strachu na okrutną „prawdę”. Niemiecki dziennikarz ustalił ją w gabinecie Antoniego Macierewicza.

Wiele lat Polska czekała w letargicznym strachu na okrutną prawdę. Dzięki niemieckiemu dziennikarzowi Jürgenowi Rothowi prawda wyszła na jaw. I już wiadomo: to polski polityk ukryty pod inicjałem T. wysłał ruską jaczejkę, speckomando śmierci, aby przeprowadziło zamach w Smoleńsku. Speckomando załatwiło sprawę przy użyciu materiałów wybuchowych, oddział zamachowców FSB/Połtawa prowadził nie byle kto, bo generał Jurij Desinow.

Brzmi jak bełkot? Jak ponury żart z rodzin ofiar w chwili, gdy zaraz zaczną się ich ekshumacje? Przed państwem „Gazeta Polska”, która z całą powagą, nadęta sensacją jak rozdymka, publikuje fragmenty książki Jürgena Rotha „Smoleńsk. Spisek, który zmienił świat”.

 (Sam PIS zadbał o to, by ta tragedia przemieniła się w farsę)
cwbgte1wyaao_hw

W skrócie: Roth miał dotrzeć do pełnego raportu niemieckiego wywiadu BND na temat katastrofy smoleńskiej („wraz z załącznikami” – ekscytuje się gazeta). Pada w nim nazwisko rosyjskiego generała, który według źródła BND miał przyjąć od polskiego polityka (wspomnianego T.) zlecenie dokonania zamachu. Kto potwierdza tę ważką informację? Robert. Tę informację potwierdza Robert. Nie znają państwo Roberta? To „wysokiej rangi źródło wewnątrz polskiej ambasady w K.”, były pułkownik polskiego wywiadu wojskowego.

Wersja Rotha (którą powiela od lat w różnych książkach) w skrócie wygląda tak: Tusk i Putin wspólnie zaplanowali morderstwo Lecha Kaczyńskiego w Smoleńsku. Zamach wykonała rosyjska FSB, wykorzystując agentów polskiej WSI (ktoś musiał wnieść materiały wybuchowe na pokład tupolewa). Brzmi niewiarygodnie, ale w końcu Robert. Na szczęście tę informację potwierdza Robert.

(Sawka pozamiatał w kwestii ekshumacji :))
cwbytaywaaa4f_o

I już. Czort z tym, że Roth prawdę o katastrofie ustalał z Antonim Macierewiczem w jego gabinecie i w rozmowach z Anitą Gargas z (przypadek, przypadek!) „Gazety Polskiej”. Że nie weryfikuje ani informatorów ani tego co mówią. To przecież nic nowego i nie to jest ważne. A co jest ważne? Że już nikt nie chce, nie ma siły, nie potrafi reagować na jawne kpiny z rozumu. Że takich tekstów będziemy czytać jeszcze pewnie dziesiątki, ze słabnącym poczuciem, że ktoś szydzi z ofiar a z nas robi sobie rzewne jaja. Że głos w tej ważnej sprawie mają już tylko ludzie tacy jak Ewa Stankiewicz, która pisze na Twitterze: „Nie zdziwiłabym się gdyby politykiem T. który miał zlecić zamordowanie prezydenta L Kaczyńskiego okazał się Tusk”.

Już Platon twierdził, że świat ukazuje się naszym zmysłom w sposób zafałszowany i błędny. Matrix to jednak głęboko poważniejsza wersja rzeczywistości.

Załość półdupki ściska z pisowskim dążeniem do wtryniania „Smoleńska”. – Czy to KOD stoi za odwołaniem premiery „Smoleńska” w Berlinie? – pyta prof. Andrzej Przyłębski, ambasador RP w Berlinie. Politycy PiS oskarżają Niemców o cenzurę.

premiera

Ambasador Przyłębski udzielił drugiego w tym tygodniu wywiadu dla prawicowego serwisu wPolityce.pl. W pierwszym, w zeszły poniedziałek, atakował prof. Andreasa Vosskuhle, prezesa Federalnego Trybunału Konstytucyjnego, za mieszanie się w wewnętrzne sprawy Polski. Vosskuhle krytykował bowiem rząd PiS za ataki na niezależność Trybunału Konstytucyjnego. Ostre słowa ambasadora spotkały się w Niemczech z oburzeniem. Skrytykował go nawet prof. Norbert Lammert, przewodniczący Bundestagu.

cwbxpqpwcaabkg3

Drugi wywiad ambasadora Przyłębskiego poświęcony był rezygnacji prestiżowego berlińskiego kina Delphi Filmpalast z organizacji wraz z polską ambasadą premiery „Smoleńska”w reżyserii Antoniego Krauzego. Zarząd kina decyzję tę podjął niespodziewanie w czwartek, tłumacząc, że film jest kontrowersyjny, może dojść do demonstracji, a kino nie jest w stanie zapewnić widzom bezpieczeństwa. Polski ambasador jest tą sytuacją oburzony. I węszy spisek.

„Próbowaliśmy z nimi rozmawiać, chcieliśmy dowiedzieć się też, kto interweniował i jaki to był rodzaj interwencji. Czy jest to jakaś grupka KOD-owska, czy może jakieś inne jeszcze źródło” – mówi dziennikarzowi wPolityce.pl. Dodaje, że zamierzał spotkać się z menedżerem kina i wyjaśnić sprawę, ale on później odwołał rozmowę, twierdząc, że nie ma ona sensu.

cwbwynfwcaeb3ec

„Prawdopodobnie bał się ujawnić nam źródeł tych interwencji” – podejrzewa ambasador Przyłębski. Jego zdaniem znamienne jest też to, że kino jest gotowe „wziąć na siebie” ewentualne odszkodowanie, jakiego być może będzie domagać się polska ambasada. – To też coś znaczy – mówi.

Ambasador chciał nawet menedżerowi pokazać „Smoleńsk”, by przekonał się, że nie jest bulwersujący, że „jest to film, który warto obejrzeć, żeby sobie pewne rzeczy uświadomić”. Menedżer odmówił.

Prof. Przyłębski nie wyklucza też nacisków politycznych. Tym bardziej że kino przysłało mu decyzję o rezygnacji po jego spotkaniu z niemieckimi ekspertami od polityki zagranicznej. Ambasador przyznaje, że było one dość ostre (krytykował na nim opozycję, KOD, Komisję Wenecką). A dwie godziny po jego zakończeniu kino wycofało się ze współpracy. „Nie wiem czy tu jest jakiś związek” – mówi.

(Katolskie)

cwbl4olxgaifw2p

Dziennikarz wPolityce.pl pytał, czy Niemcy są wrogo nastawieni do „Smoleńska”. Ambasador zaprzeczył. – Jeśli już, to wrogość do PiS i obozu rządzącego w Polsce – zaznaczył, zapewniając, że robi „sporo, żeby tę wrogość rozbroić”, tłumaczy, „że to, co rząd nasz robi, jest europejskie i sensowne, że Polską nie rządzi jakaś grupa szaleńców, których należy zwalczać”. Przyznaje jednak, że problemem jest sytuacja wokół  Trybunału Konstytucyjnego. Niemcy zdaniem prof. Przyłębskiego nie rozumieją jednak, o co chodzi. „Wierzą ślepo w to, co Komisja Europejska czy Komisja Wenecka wygłasza. Nie są skłonni, nawet jeżeli są prawnikami, zastanowić się nad argumentacją drugiej strony” – mówi.

Tymczasem w Polsce politycy PiS traktują decyzję zarządu kina jako przejaw cenzury. Poseł Arkadiusz Mularczyk pisał na Twitterze, że Niemcy, podobnie jak Ukraińcy, którzy odmówili pokazania w Kijowie „Wołynia”, „boją się prawdy”. – Decyzja (od odwołaniu premiery „Smoleńska”) skłania do refleksji, ile w Niemczech jest wolności słowa, a ile dyktatu politycznej poprawności – pisał na Twitterze poseł PiS Szymon Szynkowski vel Sęk, przewodniczący polsko-niemieckiej grupy parlamentarnej.

PiS ma właśnie takich przygłupich polityków, jak ów ambasador w Berlinie.

cwbcjulxyaaq46k

Reklamy

cv_9eanwcaamvjm

Byli opozycjoniści piszą do marszałków Sejmu i Senatu. Jan Lityński, Władysław Frasyniuk i Paweł Kasprzak drą łacha z pisowskich poputczyków.

frasyniuk

Szanowni Panowie Marszałkowie!

Gratulujemy Panom. Oto bowiem wprowadzają Panowie polski model demokracji. Pan Marszałek Marek Kuchciński już kilka miesięcy temu zakazał dziennikarzom szwendania się po sejmowych korytarzach. Był Pan Marszałek łaskaw zakazać również wstępu na teren w bezpośrednim sąsiedztwie budynków parlamentu bez stosownych przepustek, wydawanych decyzją komendanta Straży Marszałkowskiej, na podstawie podań składanych z wyprzedzeniem co najmniej dnia.

Zarządzenie Pana Marszałka zawiera przy tym passus o odmowie wydania przepustek osobom, które w przeszłości uchybiły powadze Sejmu i Senatu. Dlatego słusznie nie wpuszczono do gmachu Sejmu podejrzanych kobiet, które rzekomo pragnęły przysłuchiwać się debacie. Niedawno też podległa Panu administracja pozbawiła dziennikarza prawa wstępu na teren Sejmu za zrobienie niestosownego zdjęcia. Zakazem objął Pan również obywateli, którzy bez zakłócania obrad Izby stają w milczeniu przed sejmowymi budynkami w pokojowym proteście. Stąd tylko krok do stworzenia tablicy ze zdjęciami tych, „których nie obsługujemy”, jak to zrobił kierownik sklepu w filmie Stanisława Barei. Doceniamy mistrzostwo i sięganie po najlepsze wzory.

Dotychczas teren Sejmu był zawsze otwarty. Tak było w II Rzeczypospolitej, mimo wszystkich dramatycznych wydarzeń i ogromnych napięć politycznych. Otwarty był ten teren również przez cały okres PRL, z latami 50. i stanem wojennym włącznie. Podobnie było kilka lat temu, gdy związek zawodowy, łamiąc prawo, zablokował cały obszar Sejmu. Jednak ówcześni Marszałkowie wysoko cenili prawo do przestrzeni publicznej. Pan, Panie Marszałku Kuchciński, skończył z tym niegodnym procederem.

cc-n3vbwaaam5hq

Proponujemy dalsze kroki – a to obudowanie terenu Sejmu i Senatu wysokim murem, utajnienie obrad Wysokich Izb i dopuszczanie do ich wysłuchania jedynie tych, którzy wykonują swoje obowiązki wobec suwerena. Niech cały świat uczy się, tak jak uczyli się od nas, zgodnie z wypowiedziami ministrów obrony, Amerykanie demokracji, zaś Francuzi jedzenia widelcem.

Również Pan, Panie Marszałku Karczewski, kunszt demokracji „na nowy pcha tor”. Oto zabronił Pan Bogdanowi Borusewiczowi, wicemarszałkowi, prowadzenia obrad Senatu. Stracił Pan do niego zaufanie i podjął właściwy krok, kierując się tym, że „stanowi pewnego rodzaju zagrożenie dla funkcjonowania Senatu”. Musimy jednak zauważyć, że Pańska decyzja, acz prekursorska w dziejach parlamentaryzmu, nie była jednak pierwsza w dziejach naszego kraju. Bogdan Borusewicz już w 1968 roku został uznany za zagrożenie, w związku z tym ówczesna władza w trosce o dobro publiczne postanowiła odizolować go na trzy lata. Gdy po kilkunastu miesiącach władza uznała, że zagrożenie zniknęło, Borusewicz dostał szansę powrotu do społeczeństwa. Niestety, z tej szansy nie skorzystał. Dlatego manewr z izolacją musiał być wielokrotnie powtarzany w latach 70. i 80. Nie rozumiemy, jak ślepi musieli być senatorzy w III RP, powierzając Bogdanowi Borusewiczowi trzykrotnie funkcję Marszałka Senatu. Pan naprawił ten błąd.

Panowie Marszałkowie!

Jesteśmy przekonani, że Wasze posunięcia to tylko pierwsze, choć już skuteczne, kroki na drodze do właściwego modelu parlamentaryzmu. Mamy jednocześnie nadzieję, że kolejne kroki będą konsultowane zarówno z suwerenem z ulicy Nowogrodzkiej, jak i z Panem Posłem Stanisławem Piotrowiczem, który jako prokurator z lat 80. ma duże doświadczenie w działaniu w trosce o powagę instytucji państwowych.

Jeszcze raz gratulujemy i prosimy o nieustawanie w staraniach. Pozostajemy z poważaniem.

HOŁD I SZACUNEK DLA TYCH, O KTÓRYCH „FATALNA ZMIANA” NIE PAMIĘTA.

cv8_f_ywgaa6hlv

Macierewicz buduje pisowską armię. To jest groźne dla niepodległości Polski. Wróg wewnętrzny chce opanować kraj.

– Jeszcze w tym roku do Sejmu wpłynie taki zmieniający system dowodzenia armią projekt. Nie mam co do tego wątpliwości. Za to wszystko musiało mieć swój czas. Nie można było robić wszystkiego jednocześnie – zapowiedział w „Południku Wildsteina” Antoni Macierewicz.

macierewicz-150

– Naszym celem jest zbudowanie 150-tysięcznej armii. To jest możliwe w roku 2018. Wcześniej tak dużego przyrostu nie osiągniemy. Ale rozwój OT, który już się zaczął, da znaczny przyrost już w roku 2017.

cv7syecwaaa12oy

Trybunał Konstytucyjny został zgnojony, stanie się kolejną przybudówką PiS. W kraju demokracja upada, budowany jest reżim. O TK pisze Ewa Siedlecka.

niezginaja

Rząd we właściwej sobie aroganckiej formie powiadomił Komisję Europejską, że nie wypełni jej zaleceń wydanych dla ochrony praworządności w Polsce. Jednocześnie PiS wnosi do Sejmu projekt nowej ustawy regulującej pracę Trybunału Konstytucyjnego – rezygnując z rozwiązań, które zakwestionowały sam Trybunał, Komisja Wenecka i Komisja Europejska. To podwójna gra skierowana do Unii Europejskiej i do wyborców. PiS chce się jawić jako ten, co się Brukseli nie kłania i „broni suwerenności suwerena”.

Taka jest polityczna strona odpowiedzi dla Brukseli. Strona prawna to bełkot. Rząd „nie widzi prawnej możliwości wykonania zaleceń”, bo „zalecenia KE oparte są na nieuprawnionej tezie o zasadniczej roli Trybunału Konstytucyjnego w zapewnieniu praworządności w Polsce”. Albowiem – podkreśla rząd – rolę odgrywają tu też Trybunał Stanu i prezydent.

No to dorzućmy jeszcze prokuraturę, sądy, Najwyższą Izbę Kontroli oraz rzecznika praw obywatelskich. Jednak Komisji Europejskiej chodziło konkretnie o udaremnienie przez władzę kontroli konstytucyjności. A tę sprawują wyłącznie Trybunał Konstytucyjny i sądy.

Rząd adresuje tę odpowiedź do swoich wyborców, którzy w detale nie wchodzą. Podobnie jak argument, że nie ma sensu publikować wyroków Trybunału do ustawy o TK z grudnia 2015 r., bo teraz jest już inna ustawa. Owszem, ale wyrok ów ustanawia uniwersalne standardy podziału władz, niezależności sądu konstytucyjnego i niezawisłości sędziów. Taki jest cały wywód rządu. Ma jeden cel – wykazać się przed wyborcami niezłomnością.

(TO BIJE WSZELKIE REKORDY HIPOKRYZJI!! Świadczenia odmówiono, bo kobieta była za młoda… TO AŻ SIĘ PROSI O KOMENTARZ.)

cv8yf8rwyaawhhe

Do Brukseli adresowany jest natomiast najnowszy, trzeci już projekt ustawy o Trybunale. PiS rezygnuje tu ze wszystkich poprzednich ingerencji w orzecznictwo Trybunału – realizuje więc zalecenia Komisji Weneckiej. Ale jest tu haczyk – byłby to już Trybunał „dobrej zmiany”.

Otóż PiS zapewni sobie własnego prezesa TK dzięki zabiegowi włączenia w proces wyboru kandydatów trzech sędziów-dublerów, których bezprawnie wyłonił rok temu i których zaprzysiągł prezydent. W czerwcu przyszłego roku PiS zdobędzie większość w Trybunale. A wtedy nie będzie już musiał przeszkadzać mu w orzekaniu.

A komisje Europejska czy Wenecka nie mogą się wtrącać w to, jak Trybunał orzeka. Ich rola to dbanie o to, by orzekał bez ingerencji władzy wykonawczej.

Kiedy już PiS opanuje Trybunał, opublikuje jego „historyczne” (jak je nazwał prezes Kaczyński) wyroki. Tym sposobem bez „zginania karku przed Brukselą” wykona prawie wszystkie zalecenia zarówno Komisji Europejskiej, jak i Weneckiej – oprócz zaprzysiężenia przez prezydenta trzech prawidłowo wybranych sędziów.

Trybunał zaś stanie się wówczas nagrodą dla po-„słusznych” prawników. Oprócz trzech posad sędziów do rozdania będzie 119 etatów przy obsłudze prawnej Trybunału. Najnowszy projekt ustawy likwiduje bowiem jego biuro, a na jego miejsce powołuje dwa twory i zmienia zasady zatrudniania. Będzie powtórka tego, co PiS zrobił ze służbą cywilną, mediami publicznymi i prokuraturą, a zamierza zrobić z sądami powszechnymi – wymiana kadr.

W przypadku obsługi prawnej Trybunału – totalna. Trybunał stanie się żyrantem pisowskiego prawa.

Waldemar Mystkowski pisze o zamianie święta Dnia Niepodległości 11 listopada na 1o listopada, miesięcznicę, która będzie się zwała Narodowym Świętem Niepodległości.

przesuniecie

11 listopada zostało przeniesione na 10 listopada. Nie jest to żadna pomyłka. PiS, tj. Jarosław Kaczyński, przesuwa święto narodowe o jeden dzień, przechodzimy z normalnego czasu polskiego na czas smoleński, jak czas letni zamienia się na czas zimowy, przesuwamy wskazówki zegara o godzinę.

Właśnie PiS ogłosił, że odbędą się społeczne (pisowskie – piszmy wprost) obchody Narodowego Święta Niepodległości w dniu 10 listopada. To unieważnienie 11 listopada, tym bardziej, że PiS niczego nie organizuje w Warszawie w Dzień Niepodległości, bowiem robi wypad do Krakowa.

Dlaczego 10 listopada? To nawet Kononowicz wie („żeby nie było niczego”). Aby Lech Kaczyński (odpowiedzialny za katastrofę smoleńską jako dysponent lotu) wszedł do panteonu bohaterów narodowych. To jeszcze jedno sekowanie opinii publicznej, że brat prezesa jest równy Kościuszce i Piłsudskiemu.

cv8bmrbwgaqsx1z-640x837

Partia rządząca, tj. Kaczyński, jakby mówi: a świętujcie sobie 11 listopada, to tylko Święto Niepodległości, 10 listopada to Narodowe Święto Niepodległości. Na pewno takie traktowanie dat historii Polski, zawłaszczania świąt wszystkich Polaków i wtryniania swoich obchodów z przymiotnikiem „narodowe” nadaje się do rozważań na sympozjum psychiatrycznym, a przynajmniej psychoanalitycznym. Polska pod miłościwie panującym PiS-em po prostu zgłupiała – „żeby nie było niczego”, żeby nie było rozumu.

Idę o zakład, iż w okolicach 10 listopada zostanie ogłoszona opinia biegłych grafologów IPN, że TW Bolek to Lech Wałęsa. Współcześnie nam żyjący rzeczywisty bohater równy Bolesławowi Chrobremu, Kościuszce, Piłsudskiemu, musi być zrównany z rynsztokiem, bo trzeba wywindować bohatera miesięcznic. Zmarłym nie wytacza się procesów, ale zmarłym definiuje się zarzuty. Gdybyśmy byli normalnym krajem, prokuratura sformułowałaby zarzut Lechowi Kaczyńskiemu, a Jarosław Kaczyński mógłby sobie pochodzić wokół budynku prokuratury ze swoim smoleńskim ludem. Ale jesteśmy nienormalni, z Polski robi się Tworki, więc przesuwa się nawet kalendarz z 11 listopada na 10 listopada. Takie fiu-bździu jest u władzy.

SKORO KOŚCIÓŁ I PiS CHCĄ DOJŚĆ DO PRAWDY, PADŁO TAKIE BARDZO WAŻNE PYTANIE. I co Wy na to?

cv84xfvw8aeoqi

cv2jyrhwaaahvoj

PiS z pewnością zamachnie się na media prywatne, profesjonalne. Taka jest rewolucyjna logika, pożerać wszsytko. Pisze o tym Agnieszka Kublik.

pis

Kaczyński uważa, że „za pomocą telewizji można wykreować obraz, jaki się chce, bo społeczeństwo nie analizuje tego, co tam widzi, tylko przyjmuje jako prawdziwe”. Dlatego chce mieć wszystkie, nie tylko publiczne, media. Te ostatnie traktuje pogardliwie, jako „osłonę” rządu i „kanał dotarcia do Polaków z własnym przekazem”. Chciałby więc panować nad wszystkimi „kanałami dotarcia” – i by wszystkie go „osłaniały”.

W Klubie Ronina – grupie ludzi, którzy uważają się za nowe elity – już dawno sugerowano, jak wykończyć „Gazetę Wyborczą” (nazywaną „gwiazdą śmierci”) – pozbawieniem reklam spółek zależnych od PiS i zalewem pozwów sądowych. „Procesami ich!” – wykrzykiwał Marcin Wolski, dziś szef TVP 2, autor poematu, w którym pisał „runą media, przeżyją szok samorządy, wyjaśnimy Smoleńsk, a Moskwie odeślemy agentów wpływu, wielka fala Polskę opłucze”.

Minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro, zwierzchnik wszystkich prokuratorów, skarży się, że TVN „nie jest stacją obiektywną”, powołując się na opinię „bardzo wielu Polaków”.

I już poseł PiS Krystyna Pawłowicz daje sygnał, by odebrać koncesje TVN i TVN 24. Że niby stacja szczuje na PiS. Ponad 5,5 tys. identycznych petycji o odebranie tych koncesji wpłynęło do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Teoretycznie odebranie koncesji jest możliwe (zależy od KRRiT, w której PiS ma większość). W praktyce – raczej nie. Ale efekt „zmrożenia” antypisowskiej krytyki może nastąpić. I to szybko.
Rząd bada możliwość przejęcia niemieckiego koncernu Polska Press, właściciela większości gazet regionalnych w Polsce. Potem być może rząd PiS zechce kupić także ogólnopolski dziennik – „Rzeczpospolitą”.

cv2pst_weaaoux0

Będzie kalka z węgierskiego? Premier Viktor Orban właśnie zawiesił, a potem sprzedał opozycyjny dziennik „Nepszabadsag”. Kupcem została firma powiązana z przybocznym Orbana. Cel: uciszenie krytycznych publikacji.

Gdy w 2011 r. PiS przegrał z Platformą wybory, Kaczyński marzył o „Budapeszcie w Warszawie”. Dziś tak jak Orban atakuje liberalne środowiska „w imieniu narodu”. Niszczy demokratyczne instytucje, bo reprezentują tylko korporacyjne interesy. Podobieństw jest wiele.

Widać Orban nie zastrzegł w urzędzie patentowym węgierskiego podboju demokracji. Gdyby to uczynił, mógłby puścić Kaczyńskiego z torbami.

CZY KTOŚ ZNA PRZYPADEK, ABY GDZIEŚ NA ŚWIECIE ZWRÓCONO WRAK SAMOLOTU PO WYSŁANIU E-MAILA?

cv2d2ijukaavlon

Episkopat popiera ekshumacje smoleńskie. Oto oświadczenie.

przyzwalaja

„W związku z pojawiającymi się w ostatnim czasie kontrowersjami dotyczącymi ekshumacji ofiar tragedii smoleńskiej z dnia 10 kwietnia 2010 roku, w celu uniknięcia możliwości instrumentalnego wykorzystywania autorytetu Kościoła w tak delikatnej kwestii, pragnę przypomnieć, że zgodnie z Katechizmem Kościoła Katolickiego ciała zmarłych powinny być traktowane z szacunkiem i miłością wypływającą z wiary i nadziei zmartwychwstania.

Wyjaśnienie przyczyn katastrofy od początku budzi liczne kontrowersje o charakterze prawnym, politycznym i społecznym. W tym kontekście zadaniem Kościoła jest przypomnienie o potrzebie dążenia do prawdy i sprawiedliwości, z czego wynika moralny sprzeciw nie tylko wobec prób wykorzystywania katastrofy smoleńskiej dla celów politycznych, lecz także jej marginalizowania czy bagatelizowania oraz ewentualnego unikania odpowiedzialności przez winnych tej tragedii.

Dostrzegając i rozumiejąc stanowisko rodzin ofiar sprzeciwiających się ekshumacjom, trzeba równocześnie zauważyć, iż katastrofa smoleńska była tragedią, która dotknęła cały naród, dlatego też przeżywanie żałoby oraz pamięć o ofiarach nabiera charakteru powszechnego i stanowi ważny element świadomości historycznej Polaków. Współczujemy wszystkim rodzinom, które straciły swoich bliskich pod Smoleńskiem i dla których ekshumacja jest doświadczeniem traumatycznym i nie do przyjęcia. Ich głos powinien być wzięty pod uwagę.

Należy stwierdzić, iż jedyną przyczyną, dla której ekshumacja ofiar katastrofy smoleńskiej byłaby moralnie usprawiedliwiona, może być wyraźna i obiektywna potrzeba wynikająca z dążenia do poznania prawdy, przy jednoczesnym braku możliwości zastąpienia tej czynności innymi środkami dowodowymi. Trzeba też przypomnieć, iż bezpośrednio po katastrofie nie przeprowadzono w Polsce sekcji zwłok żadnej z ofiar a przeprowadzone do tej pory ekshumacje wykazały nieprawidłowości dotyczące pochówku kilku ciał”.

PO PUBLIKACJACH NA TEMAT WDOWY GOSIEWSKIEJ, ZAMIESZCZAMY BARDZO TRAFIONY KOMENTARZ. LEPIEJ TEGO POWIEDZIEĆ SIĘ NIE DA.

cv2brtpxyaacgyo

W Berlinie miał być wyświetlony „Smoleńsk”. Nie będzie, kino odmówiło współpracy.

nie-bedzie

Kino Delphi Filmpalast w Berlinie wycofało się ze współpracy z polską ambasadą, która zamierzała pokazać w nim „Smoleńsk” Antoniego Krauzego i nawet wydrukowała zaproszenia na seans.

O tym, że zaplanowana na 7 listopada niemiecka premiera „Smoleńska” jednak się nie odbędzie powiedział „Wyborczej” Jan Rost z kierownictwa Delphi Filmpalast, znanego, dużego kina w zachodniej części Berlina. Powodów nie chciał podać, ale z naszych informacji wynika, że Delphi dopiero teraz dowiedziało się, ile kontrowersji „Smoleńsk” wywołał w Polsce. Postanowiło nie mieszać się w nasze spory polityczne i zrezygnowało ze współpracy z polską ambasadą. Polscy dyplomaci zamierzali przekonać kino do „Smoleńska” podczas spotkania w poniedziałek. Delphi je jednak odwołało.

zbigniew

Zbigniew Zamachowski zwrócił się do dyrekcji radiowej Trójki o niezwłoczne usunięcie z anteny dzingli, w których użyty został jego głos. Poinformował o tym portal Koduj24.pl.

Zamachowski prawie sześć lat, z małą przerwą, zapraszał słuchaczy do Trójki swoim głosem. Robił to w 13 różnych wariantach, np. „Trójka. Program 3 Polskiego Radia” lub „Zapraszamy do Trójki” – minimum trzy razy w ciągu godziny, a w porannym i popołudniowym bloku nawet siedem razy na godzinę. Był rozpoznawalnym głosem Trójki.

Od początku tego roku, kiedy PiS przejął media publiczne, pracę w Trójce straciło wielu dziennikarzy. Od razu została odwołana szefowa Programu 3. Magda Jethon, a potem Jerzy Sosnowski, Marcin Zaborski czy Michał Nogaś. Pożegnali się też z radiem dziennikarze przygotowujący serwisy informacyjne.

Od końca marca stacją kieruje Adam Hlebowicz (wcześniej szef katolickiego Radia Plus w Gdańsku). Jego zastępcą jest Sylwia Krasnodębska, wcześniej w dziale kultury „Gazety Polskiej Codziennie” i TV Republika.

Główne wieczorne pasmo publicystyczne radiowej Trójki nowe władze publicznego radia oddały dwóm prawicowym dziennikarzom spoza radia. „Klub Trójki” prowadzą m.in. Piotr Semka i Grzegorz Górny. Pierwszy to dziennikarz „Do Rzeczy” (po przejęciu mediów publicznych przez rząd PiS regularny komentator „Wiadomości” TVP 1 i TVP Info), drugi, związany ze środowiskiem „Frondy”, jest felietonistą „wSieci”.

unia

Reporterzy bez Granic (RSF), międzynarodowa organizacja nadzorująca przestrzeganie wolności słowa, twierdzi, że posunięcia rządu Beaty Szydło wobec mediów to „poważne naruszenie fundamentalnych wartości Unii Europejskiej”. Zgodnie z art. 7. traktatu lizbońskiego Unia może za to państwo członkowskie ukarać sankcjami. RSF domaga się, by UE odcięła Polskę od funduszy strukturalnych.

Waldemar Mystkowski pisze o Dudzie na występach w powiatach.

duda

Andrzejowi Dudzie należy współczuć. Prezes nie chce podać mu ręki, Antoni Macierewicz zabrał mu rzeczywisty przywilej zwierzchnika Wojska Polskiego, a nawet żona zamiast udać się z nim pod rękę na emisję „Smoleńska”, wybrała sarkastycznego Woody Allena.

Prezydent w oczach znika. Nie jest obecny przy ważnych decyzjach, najwyżej ważne decyzje innych parafuje, bo tak chce konstytucja, ostatnio nawet długopis odmówił mu posłuszeństwa, gdy podpisywał akt erekcyjny pod budowę nowej szkoły w Strzelcach Krajeńskich.

Duda nigdzie nie wyjeżdża, a jak mu się uda, są to kraje bez znaczenia dla Polski i dyplomacji. Ostatnio pałęta się po kraju, odwiedza Polskę powiatową, jakby był burmistrzem, a nie Prezydentem RP. Prezydent Duda zdegradował urzad do burmistrza, nie inaczej było z jego odwiedzinami w Hajnówce.

Tak! To ta miejscowość na krańcu Puszczy Białowieskiej, gdzie rządzi bliski o. Rydzykowi minister środowiska Jan Szyszko, który ma pomysły antyekologiczne. Świat o takie zasoby leśne, jak nasza Puszcza drży i dba, świat cywilizowany, a Szyszko odwrotnie, każe prastarą puszczę wycinać, bo ponoć zjada ją kornik drukarz.

I znowu Duda nie wykazał się samodzielnością, bo poparł zapędy antyekologiczne Szyszki, Duda chciał to ująć innymi słowami, więc powiedział, iż taka ekologia to „spychanie całego regionu do roli skansenu”. Ale Duda wpadł, metaforycznie ujmując spadł, jak szyszka z sosny w krowi placek, bo podobne zdanie powiedział prezydent Etiopii, Meles Zenawi. Wychwycił tę zbieżność walki z ekologią, jak w Etiopii, dziennikarz OKO.press Adam Leszczyński.

(TAKIEGO KOLESIOSTWA JESZCZE W POLSCE NIE BYŁO. )

cv2niuyusae93i8

Takich zacofanych mamy polityków, którym bliżej do Etiopii niż do nowoczesnych krajów Zachodu. Duda więc poparł Szyszkę, który urwał się z niecywilizowanej choinki, bo potwierdził, iż jest przeciw ekologii: „Nikomu nie wolno zapominać, że żyją tutaj ludzie, którzy nie są w stanie utrzymać się z samej tylko turystyki, że to jest rejon, w którym powinno być prowadzone też normalne życie.”

Co powyższe pokrętne zdanie znaczy? Mieszkańcy Hajnówki w lot zrozumieli, mianowicie Puszcza da im pracę przy wycince, przy siekierezadzie. Nie ekologia, nie dbanie o wspólną dla wszystkich przyrodę, tylko populizm, aby przypodobać się elektoratowi, kupić go

Więc zacytuję Dudzie zdanie z „Siekierezady” Edwarda Stachury, które niejako nawiązuje do – nomen omen – Ruchadełka leśnego (a takim w powieści jest kelnerka): „Jest już w wieku rębnym jak mówi pan o sosnach w lesie.” Puszcza jest też w wieku rębnym? Tak! Do czasów PiS jakoś Puszcza Białowieska się uratowała, ale i jej nie darują. Będą rębać! Taka ich siekierezada, wycinają puszczę, konstytucję, wszystko, co pod siekierę im się nawinie.

andrzej-saramonowicz

Był twarzą spektakularnych spraw za czasów Kamińskiego, a dziś… Były rzecznik CBA ma wyrok za masturbację w parku.

cv1-d_4wiaalqy_

cvzf6s_wyaarr5x

Monika Olejnik bezpardonowo pisze o tych, którym zależy na fetorze smoleńskim, aby zasmrodzić Polskę. Ponad dwustu krewnych związanych z ofiarami katastrofy smoleńskiej puka do drzwi Kościoła, rządu, prezydenta, ludzi dobrej woli. „Po sześciu latach od tych strasznych dni stajemy samotni i bezradni wobec bezwzględnego i okrutnego aktu: nasi bliscy mają być wyciągnięci z grobów, wbrew uświęconemu tabu, aby nie zakłócać spokoju zmarłym, pochowanym z najwyższą czcią”.

kosciol

Pukają do drzwi, ale te pozostają zamknięte, w kraju, w którym jeszcze niedawno witano papieża Franciszka, rządzący ogrzewali się w jego cieple, ale, jak widać, było to koniunkturalne. Zero empatii.

Premier polskiego rządu Beata Szydło odpowiada zimno: „Taka jest decyzja prokuratury i nikt nie ma prawa ingerować”. Pani premier potrafiła ingerować w orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego, ale tutaj, jak widać, nie jest jej po drodze.

Prokuratura to Zbigniew Ziobro, on może wszystko. A decyzja już zapadła, wydał ją prezes PiS Jarosław Kaczyński, zgadzając się na ekshumację brata i jego małżonki.

Czego będzie szukała prokuratura? Chcą sprawdzić, czy zwłoki mają obrażenia charakterystyczne dla eksplozji materiałów wybuchowych, łatwopalnych albo innego, gwałtownego wyzwolenia energii. Prokuratorzy piszą: „Zdarzenie takie, jeśli zaistniało, niewątpliwie oddziaływałoby na pasażerów samolotu, a co za tym idzie, pozostawiłoby ślady na ich zwłokach”.

cvzp45lwgaa_1rp

Czy prokuratura nie pamięta, że były przeprowadzone sekcje kilka lat temu, m.in. Anny Walentynowicz, i nie znaleziono żadnych śladów wskazujących na zamach?

Jak długo jeszcze rządzący będą się znęcać nad ludźmi, którzy opłakują zmarłych. Można przeprowadzić ekshumacje tych ofiar, których rodziny wyrażają zgodę. Przecież nawet małe dziecko wie, że jeżeli doszło do zamachu, to nie trzeba przeprowadzać ekshumacji wszystkich ofiar.

(NO JEST SENSACJA. BYŁY RZECZNIK CBA Z WYROKIEM ZA MASTURBACJĘ W PARKU…)

cvzhtaxwgai8i7g

Nadal toniemy w różnych bzdurnych teoriach, choć MON-owska komisja smoleńska działa już od wielu miesięcy, a jej członkowie pobierają bardzo wysokie wynagrodzenia. Antoni Macierewicz epatuje nas wstrząsającymi taśmami, które mają zmienić bieg wydarzeń. Okazuje się jednak, że to hucpa, bo taśmy Putin – Tusk są znane od kilku lat. MON wydaje bezradne oświadczenia, że jeżeli ktoś wiedział, że taka taśma jest, to powinien był powiedzieć.

Prawica znowu powraca do Jurgena Rotha, wedle którego zamachu dokonał rosyjski generał na zlecenie wysokiego polskiego polityka, którego nazwisko zaczyna się na T.

A co robi Kościół? Kościół, jak zwykle, gdy są ważne sprawy, milczy, woli zaglądać suwerenowi pod kołdry. Kardynał Kazimierz Nycz powiedział niedawno, że nie spodziewa się stanowiska Episkopatu, że on jest po stronie tych, którzy protestują, ale jednak sprawę trzeba wyjaśnić. Jak widać, hierarchowie bardziej boją się ziemskiej władzy niż władzy w niebie.

(„DOBRA ZMIANA” W MEDIACH TRWA. GRATULACJE DLA TVN :))

cvziudoweae9gbe

Po co to wszystko! Wystarczyłaby przecież komisja międzynarodowa, o której tak głośno przez lata mówiło PiS. Okazało się, że tylko po to, żeby dogryźć Tuskowi, bo komisji nie będzie. Jak to powiedział kiedyś Jarosław Kaczyński, jest ryzykowna, bo mogliby wsadzić do niej samych Brzezińskich.

Rodzinom pozostaje chyba tylko napisać list do papieża Franciszka.

Polska traci przyjaciół w Europie, zostaną nam Węgry, Białoruś i… Logiczne do bólu.

polska

Dowodem na wciąż dobre relacje polsko-francuskie miał być szczyt Trójkąta Weimarskiego we Francji na początku listopada. Prezydent François Holland miał gościć kanclerz Angelę Merkel oraz premier Beatę Szydło lub prezydenta Andrzeja Dudę. Gdy jednak na początku października Warszawa zerwała rozmowy z Airbusem o zakupie 50 caracali, a Hollande odwołał przyjazd do Polski, także i to spotkanie stanęło pod znakiem zapytania.

(Jak bardzo PiS będzie blokował WOŚP w tym roku? CZY POMIMO SPRZECIWU „DOBREJ ZMIANY” ZAGRACIE ZNOWU Z ORKIESTRĄ?)

cvww0usxyaekgam

Sytuację próbowała ratować dyplomacja niemiecka. Berlin uważa, że z rządem PiS trzeba rozmawiać, a najlepiej nadaje się do tego Trójkąt Weimarski, dzięki któremu Niemcy i Francja pomagały Polsce związać się z Zachodem. Niemcy się oburzali, gdy Polska wykręcała się od współpracy weimarskiej. W kwietniu w wywiadzie dla „Wyborczej” szef MSZ Witold Waszczykowski oświadczył, że „formuła trójkąta się wyczerpała”, bo Berlin i Paryż „nie mają chęci”.

Mimo to Niemcy liczyli, że listopadowy szczyt weimarski zapobiegnie izolacji Polski w Europie. Nie zdołali jednak przekonać Francuzów. – Paryż oficjalnie zakomunikował, że szczyt musiałby dać pozytywny przekaz. A na to nie ma szans, między Francją a Polską jest za dużo rozbieżności – mówi niemiecki dyplomata.

(Jacek Rakowiecki (dziennikarz, działacz opozycji w PRL) z refleksją po roku „DOBREJ ZMIANY”! MOCNO I SŁUSZNIE.)

cvyyemqwgaaldcs

Na zeszłotygodniowym spotkaniu w kuluarach szczytu w Brukseli Szydło i Hollande zgodzili się tylko, że trzeba wyciszyć emocje. Francji na przeciąganiu awantury nie zależy, ale stosunków ocieplać nie chce. Jest przekonana, że nasz rząd celowo wydłużał negocjacje w sprawie caracali i offsetu, by zerwać je w dogodnym dla siebie momencie.

Nasze europejskie źródła wskazują, że zerwanie rozmów zaskoczyło Paryż – część dyplomatów dowiedziała się o tym z mediów. Waszczykowski nie sygnalizował tego wcześniej szefowi francuskiej dyplomacji, choć mógł się z nim spotkać podczas sesji ONZ w Nowym Jorku.

cvy4b6_w8aabx-g

A po fiasku zakupu śmigłowców sprzyjające PiS polskie media rozpoczęły antyfrancuską kampanię.

– Czujemy się dotknięci, choć zwykliśmy tak tego nie demonstrować jak Francuzi – mówi niemiecki dyplomata. – Niemcy też mają udziały w Airbusie, decyzja Warszawy uderzyła również w nas.

Do tej pory Berlin nie reagował na ataki polskich mediów prorządowych ani na wycieczki szefa naszego MSZ. Nie chciał dawać pożywki antyniemieckiej propagandzie.

(„Niemożliwe jest wypełnienie zaleceń Komisji Europejskiej, bo wiązałoby się to z naruszeniem prawa. …”)

cvzeadwweaaf3k6

– Po awanturze o caracale u nas też słychać wątpliwości co do sensu współpracy z Polską – mówią w Berlinie. W tym roku zaplanowano jeszcze dwa spotkania szefów MSZ obu krajów. W przyszłym roku w Polsce powinny się odbyć konsultacje międzyrządowe.

Według naszych rozmówców zerwanie rozmów z Airbusem oznacza, że Polska wycofuje się z unijnej polityki obronnej. Dzięki 3 mld euro, które w ramach offsetu zamierzał u nas zainwestować europejski koncern, Polska miała stać się jego piątym filarem. Fabryka w Łodzi miała w przyszłości produkować helikoptery na rynek światowy.

– Polska z ideologicznych względów odwróciła się do Europy plecami. To ryzykowne zagranie. Traci w Europie przyjaciół – mówi unijny dyplomata. Zaznacza, że na horyzoncie są rozmowy o przyszłości Unii Europejskiej.

Polsce będzie trudno uzyskać wsparcie Francji.

cvxegl-xgaaywkr

I CAŁY ŚWIAT SIĘ Z NAS ŚMIEJE 🙂

Waldemar Mystkowski też pisze o ekshumacjach, w tym opłacie za męża dla Beaty Gosiewskiej.

poplatnosc

200 krewnych ofiar katastrofy smoleńskiej nie godzi się na ekshumacje ciał swoich bliskich. Czy jednak mają szanse w starciu z „niezłomnością” Zbigniewa Ziobry, jego prokuratorów, przede wszystkim Antoniego Macierewicza, który będzie szukał drobinek prochu strzelniczego na prochach ofiar na poparcie tezy: „wybuch był”.

Swego czasu Macierewicz źródło wybuchu umiejscawiał tam, gdzie znajdowała się kabina pasażerska Lecha Kaczyńskiego, więc powinna wystarczyć mu ekshumacja zwłok brata Jarosława Kaczyńskiego. Odpowiednik licznika Geigera zaterkocze i ma udowodnioną swoją 6-letnią tezę: „wybuch był”, czyli zamach.

Macierewicz może się zabezpieczać, że licznik Geigera nie zaterkocze, bo także swego czasu prezes PiS stwierdził, że nie rozpoznał brata przy autopsji. W tym samym czasie mówiło się, że częściach ciał poszczególnych ofiar, m.in. o nodze śp. Przemysława Gosiewskiego, która mogła trafić np. do trumny pod innym nazwiskiem. Jak to w czasie katastrofy lotniczej, części ciał latały według praw fizyki, ale nie według widzimisię Macierewicza. Wszak można sobie przy takim obrocie sprawy wyobrazić, że na Wawelu korpus Lecha Kaczyńskiemu ma dosztukowaną nogę Gosiewskiego. Jarosław nie rozpoznał brata, tym bardziej nie rozpoznał nogi Gosiewskiego. Makabreska? Tak. Macierewiczowi chodzi o taką makabreskę. Tak walnąć publikę w łeb ekshumacjami, aby nie wiedzieli, o co chodzi, a przy okazji sprofanować prochy, aby udowodnić tezę „wybuch był”.

cvxb5lxw8aamvye

Na taką nekropolitykę nie zgadzają się ludzie poważni, jak Paweł Deresz i 200 innych osób krewnych ofiar. Nie chcą, aby bezczeszczono prochy, ale przede wszystkim nie deptano pamięci o ich bliskich w imię potrzeb politycznych przez takich zombie życia politycznego, jak Macierewicz i jego sponsor polityczny Jarosław Kaczyński.

Deresz po Wszystkich Świętych chce iść do sądu i zaskarżyć decyzję o ekshumacji pisowskich polityków, którzy chcą zorganizować wykopki cmentarne. Ma wsparcie tak ważnej instytucji, jak rzecznik praw obywatelskich. Adam Bodnar napisał list do zastępcy prokuratora generalnego Marka Pasionka – dowodzącego ekshumacjami-wykopkami smoleńskimi. Bodnar przypomina w liście stanowisko Sądu Najwyższego, iż „poszanowanie zwłok jest istotnym elementem kultury europejskiej, a także jednym z fundamentów doktryny Kościoła katolickiego, głoszącej, że ciało zmarłego powinno być traktowane „z szacunkiem i miłością”.

cvzswlixgaarv9h

Wiara wiarą, ale w europejskiej kulturze winno rządzić prawo, Bodnar pisze: „Nie powinno więc budzić wątpliwości to, że ekshumacja zwłok i szczątków ludzkich dokonywana na zarządzenie prokuratora stanowi władcze wkroczenie w sferę prawnie chronionych dóbr osobistych w postaci kultu osoby zmarłej. Dlatego osobom bliskim muszą służyć środki prawne w celu ustalenia, czy wkroczenie przez prokuratora w ową prawnie chronioną sferę miało uzasadnienie (nie miało charakteru ekscesywnego)”.

cvzmqd2xgaarlsy

PiS doszedł do władzy w dużej mierze, zbijając kapitał na katastrofie smoleńskiej. Czy ta renta polityczna nie jest wystarczająca, czy dalej chcą zyskiwać niezasłużone tantiemy, jak druga żona Przemysława Gosiewskiego, o którym wyżej wspominam. Ona domaga się kolejnych 5 mln zł odszkodowania za śmierć swego męża. Pytanie do Gosiewskiej, ale też do Macierewicza i Ziobry. Kiedy ostatnio byli na grobach ofiar katastrofy smoleńskiej? Bo mogliby przeczytać, jak napisano na nagrobku Gosiewskiego jego słowa: „Wdzięczność jest ważniejsza od pieniędzy”. W polityce winna znaleźć zastosowanie trawestacja, która brzmi: „Wdzięczność jest ważniejsza od polityki, od władzy”. Wszak to jest wykładnia „służby polityki”. Hm?

cvzsd6hwcaa_9bc

cvuv-j5weaag2ct

Europosłanka PiS Beata Gosiewska żąda od państwa 5 mln zł rekompensaty za śmierć męża – Przemysława Gosiewskiego w katastrofie smoleńskiej. Domaga się także dodatkowych rent na dzieci. Uzasadnia, że mieszka w małym mieszkaniu i potrzebuje pieniędzy na zajęcia terapeutyczne dla córki.

oko-press

Portal OKO.press dotarł do akt kolejnych 10 spraw o zadośćuczynienia i odszkodowania dla bliskich ofiar katastrofy smoleńskiej. Trzy z nich skierowała do sądu wdowa po Przemysławie Gosiewskim – Beata Gosiewska (oddzielnie w imieniu swoim i dwójki niepełnoletnich dzieci). Wzywa Ministerstwo Obrony Narodowej do podpisania ugód i wypłaty:

  • po 1,25 mln zł zadośćuczynienia dla niej i każdego z dzieci
  • oraz po 400 tys. zł odszkodowania.

W sumie domaga się dla swojej rodziny prawie 5 mln zł rekompensaty. Dodatkowo wnioskuje o przyznanie każdemu z dzieci:

  • 72 tys. zł wyrównania renty
  • i dodatkowej renty w wysokości 2 tys. zł miesięcznie.

Dodatkowej- bo i syn i córka dostają już od kilku lat świadczenia od państwa. Cała rodzina otrzymała również zadośćuczynienia.

radio-tok-fm

po katastrofie smoleńskiej bliscy Przemysława Gosiewskiego, podobnie jak bliscy innych ofiar, otrzymali po 250 tys. zł zadośćuczynienia od Skarbu Państwa. Gosiewska z synem i córką dostali więc łącznie 750 tys. zł. Tak jak wszystkim rodzinom, wypłacono im wówczas również 40 tys. zł jednorazowej pomocy od rządu. Dodatkowo, ponieważ w dniu wypadku Gosiewski był posłem, Kancelaria Sejmu wypłaciła jego żonie 100 tys. złodszkodowania. Dzieciom Gosiewskich, jak wszystkim osieroconym w wyniku katastrofy, premier Donald Tusk przyznał po 2 tys. zł renty, którą będą otrzymywać do ukończenia 18 roku życia lub do ukończenia nauki. W 2010 r. związana ze SKOKami Fundacja na rzecz Polskich Związków Kredytowych, przyznała też każdemu z dzieci Gosiewskich stypendium w wysokości 2,5 tys. zł miesięcznie. Zgodnie z uchwałą podjętą wówczas przez władze fundacji, wsparcie miało być wypłacane do 2013 r.

Zarówno syn, jak i córka Gosiewskich, otrzymali także wówczas ZUSowską rentę po ojcu – początkowo w wysokości ponad 2,5 tys. zł miesięcznie na osobę.

W wezwaniu do ugody Gosiewska pisze jednak, że renta została zmniejszona i nie pokrywa potrzeb dzieci, a w szczególności córki- która jest dyslektyczką i musi chodzić na dodatkowe zajęcia terapeutyczne. „Dotychczasowa renta 1846 zł brutto nie pozwala na kontynuowanie zajęć terapii sensorycznej” – przekonuje europosłanka.

Krystyna Pawłowicz (PiS) skarży się do KRRiT na TVN. Twierdzi, że jest w stacji atakowana i zaszczuwana. Sugeruje też, by stacji odebrać koncesję. Nie jest sama. Tylko w tym miesiącu KRRiT dostała 5,5 tys. petycji z podobnym żądaniem. Co zrobi Rada i partia rządząca?

czypis

W swojej skardze Pawłowicz powołuje się na ustawę o radiofonii i telewizji. Pisze, że „audycje lub inne przekazy nie mogą propagować działań sprzecznych z prawem, z polską racją stanu oraz postaw i poglądów sprzecznych z moralnością i dobrem społecznym, w szczególności nie mogą zawierać treści nawołujących do nienawiści”.

Poseł PiS (nie zgadza się na „posłankę”) przypomina, że „koncesję można cofnąć, jeśli rozpowszechnianie programu poważnie zagraża m.in. bezpieczeństwu państwa lub narusza normy dobrego obyczaju.

Zauważa też, że telewizja ma obowiązek „rzetelnego i obiektywnego informowania o wydarzeniach krajowych”. Jej zdaniem TVN tego wymogu nie spełnia.

Pawłowicz się skarży na nierzetelność

Pawłowicz podaje „przykłady braku rzetelności” stacji. Np. „wypowiedź premier Beaty Szydło żartującej (podkreślała to specjalnie), że z ministrem Morawieckim są pomazańcami Jarosława Kaczyńskiego, autor materiału dopełnił obraźliwymi dla Jarosława Kaczyńskiego i dla premier Szydło komentarzami R. Petru i J. Palikota.”

Pawłowicz nie podoba się też, że w „Faktach” z 1 października jeden z materiałów „kończyła pogardliwa, seksistowska i obraźliwa wypowiedź poseł z PO, dotycząca premier Szydło i Kaczyńskiego. (…) To kolejny dowód konsekwentnie realizowanego przez „Fakty” TVN „przemysłu pogardy” i nienawiści do kobiet posłów z innego obozu politycznego” – pisze do KRRiT posłanka obozu władzy.

Skarży się też na materiał Jakuba Sobieniowskiego o Antonim Macierewiczu. Ocenia, że „kłamliwy, zmanipulowany materiał jest w całości przykładem „mowy nienawiści” i „przemysłu pogardy” wobec ministra Macierewicza. Podaje jeszcze kilka przykładów, a na koniec pisze, że czuje się, „podobnie jak inni posłowie PiS, obiektem nieustannego zaszczuwania. Czuje się zagrożona tym bardziej, że „organizowane przez „Fakty” akcje agresji przeciwko nam i nienawiści stwarzają realne zagrożenie i pobudzają do agresji widzów ze środowisk obecnej opozycji.”

Co jest najgorsze? „Szczucie Polaków przeciwko sobie”

Koncesja TVN obowiązuje od 15 kwietnia 2014 r. i wygaśnie 14 kwietnia 2024 r., jej kanału informacyjnego TVN24 – od 27 września 2011 roku i wygasa 26 września 2021 r. Koncesje daje i odbiera Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji, obecnie zdominowana przez PiS.

I już 5 października Rada zajęła się problemem koncesji TVN, bo dostała 5,5 tys. identycznych petycji: „Zwracam się do KRRiT o odebranie koncesji telewizyjnej stacji informacyjnej TVN24 jak również stacji TVN w związku z ich kłamliwymi i zmanipulowanymi przekazami zawartymi w programach informacyjnych, takich jak min. „Fakty TVN”. (…) Wiele niewygodnych dla poprzedniej ekipy rządzącej a obecnej opozycji faktów i zdarzeń jest przemilczanych. Najgorszym jest jednak zjawisko szczucia przeciw sobie grup Polaków, które – wobec wyzwań stojących przed współczesną Europą – rozbija naszą narodową jedność” – piszą zatroskani widzowie.

Rada analizowała m. in. opisaną w petycjach pomyłkę w materiale TVN24 z 6 września o katastrofie smoleńskiej. Jedną z wypowiedzi błędnie przypisano Arturowi Wosztylowi, pilotowi Jaka 40, który 10 kwietnia 2010 r. lądował pod Smoleńskiem przez tupolewem. Stacja po kilku dniach przeprosiła za błąd.

A KRRiT w kategorycznym piśmie podpisanym przez wiceszefową Teresę Bochwic „wyraża głębokie zaniepokojenie tym wydarzeniem, które ocenia w kategoriach art. 13 ustawy o radiofonii i telewizji, tj. niedochowania zasady odpowiedzialności nadawcy za emitowane treści, a także braku odpowiedniej wrażliwości przy relacjonowaniu wydarzeń szczególnie poruszających opinię społeczną.

I dalej: „Tego typu zdarzenia podważają wiarygodność programu informacyjnego TVN24. KRRiT wzywa nadawcę do wprowadzenia w stacji TVN24 procedur uściślających zasady przygotowywania i kontroli materiałów przeznaczonych do emisji, które w przyszłości uniemożliwią wystąpienie tego rodzaju negatywnych zdarzeń”.

To byłoby otwarcie kolejnego frontu

Jan Dworak, b. szef KRRiT nie wierzy, że Rada mogłaby odebrać koncesję TVN: – Te petycje to akcja zorganizowana. Dlatego oczekuję od Rady wyraźnego sygnału, że stoi na straży wolności słowa, tak jak jest to zapisane w konstytucji. To będzie dla niej sprawdzian, jak potraktuje media, które są krytyczne wobec władzy. Nie wyobrażam sobie, by Rada podjęła kroki do odebrania koncesji. To byłaby akcja czysto polityczna. Włączenie się w taką akcję ludzi konstytucyjnie odpowiedzialnych za media uważam za haniebne – mówi „Wyborczej”.

Politycy PiS, z którymi rozmawialiśmy, też wątpią, by Jarosław Kaczyński dał przyzwolenie na odebranie koncesji TVN.

– To byłby polityczny samobój. Otwarcie kolejnego frontu nie tylko w kraju, ale na arenie międzynarodowej.

– Elity Europy zaraz podniosłyby szum, że u nas się wykańcza telewizje, skandal byłby międzynarodowy, bo właścicielami są Amerykanie – analizuje jeden z posłów PiS.

Ocenia, że ruch Pawłowicz, dyskusja Rady, czy akcja z petycjami, są ruchami pozorowanymi, by umocnić w elektoracie PiS poczucie, że ktoś się sprawą zajmuje.

– W mediach społecznościowych, na forach, w rozmowach często słyszę prośby: zróbcie coś z TVN. Na to trzeba jakoś odpowiedzieć, ale nie odebraniem koncesji. Jeśli już, to może próbą przejęcia kapitału – rozważa poseł PiS.

Inny wspomina, że w 2015 r., gdy PiS był w opozycji, a Amerykanie kupowali akcje TVN, środowisko Jarosława Kaczyńskiego miało nadzieję, że telewizja przekształci się w konserwatywną. – Były nadzieje, że to republikanie, że ludzie związani z armią, że nasi sojusznicy. Ale szybko się okazało, że TVN to nadal TVN – mówi polityk PiS.

Działacze PiS wysłali wtedy nawet oficjalny list do nowych, amerykańskich właścicieli ze Scripps Networks International. Już wtedy nazywali TVN „stacją jawnie partyjną, prorządową i anty-opozycyjną”. Skarżyli się na „agresywną wymowę propagandową” programów telewizyjnych „skierowaną przeciwko ludziom, którzy zadają pytania o rzeczywisty dorobek ugrupowania rządzącego w Polsce od 8 lat i mają krytyczny do niego stosunek.” Pod listem znane nazwiska: Czabański, Gliński, Karnowski, Wolski, Zybertowicz.

krystyna-pawlowicz

W krytyce TVN PiS jest konsekwentny

TVN od lat już uwiera PiS. Partia kilka razy bojkotowała stację. W 2008 r. stosowną akcję ogłosił sam Jarosław Kaczyński. Mówił wtedy, że TVN i TVN24 traktują polityków jego partii jak „osoby drugiej kategorii”. Dwa lata później prezes PiS podczas sejmowej debaty o ataku na biuro PiS w Łodzi, domagał się likwidacji jednego ze sztandarowych programów TVN „Szkła kontaktowego”, bo ten wpisuje się w klimat „przemysłu nienawiści”.

Konsekwentna w krytyce TVN jest również Krystyna Pawłowicz. W połowie września napisała na FB: „Kto wreszcie zweryfikuje i odważnie ODBIERZE KONCESJĘ na nadawanie w Polsce TVN-owi (…) otwarcie podburzającemu do buntu przeciwko konstytucyjnym legalnym władzom?” (pisownia oryginalna).

Na początku roku, też na FB, dzieliła się refleksją, jak PiS może wyeliminować stację z rynku.

Jak można cofnąć koncesję? Są dwa rodzaje warunków: twarde i miękkie.

Twarde opisuje art. 38 pkt 1 ustawy o rtv. Koncesję cofa się, jeżeli: jest prawomocne orzeczenie zakazujące nadawcy wykonywania działalności gospodarczej objętej koncesją; nadawca rażąco narusza warunki określone w ustawie lub w koncesji; działalność objęta koncesją jest wykonywana w sposób sprzeczny z ustawą lub z warunkami określonymi w koncesji, a nadawca, pomimo wezwania Przewodniczącego Krajowej Rady, w wyznaczonym terminie nie usunął stanu faktycznego lub prawnego niezgodnego z warunkami określonymi w koncesji lub w ustawie; nadawca nie rozpoczął nadawania.

I miękkie z pkt 2 art. 38: rozpowszechnianie programu powoduje zagrożenie interesów kultury narodowej, bezpieczeństwa i obronności państwa lub narusza normy dobrego obyczaju; nastąpi ogłoszenie upadłości nadawcy; rozpowszechnianie programu powoduje osiągnięcie przez nadawcę pozycji dominującej; nastąpi przejęcie bezpośredniej lub pośredniej kontroli nad działalnością nadawcy przez inną osobę.

Do tej pory w ponad 20letniej historii KRRiT odebranie koncesji zdarzyło się kilkanaście razy i było zwykle związane z tym,że nadawca w ogóle nie rozpoczął lub zaprzestał nadawania.

Pacjent.

cvsqdc5w8aaacht

10 lat temu Platforma próbowała budować gabinet cieni wokół Jana Rokity, który jednak nigdy nie został premierem. Jak będzie tym razem? Na czele stanie Grzegorz Schetyna. Wicepremierami będą Ewa Kopacz i Tomasz Siemoniak. Powstaną ciekawe resorty: ds. polityki senioralnej i samorządu

Lider PO Grzegorz Schetyna zapowiedział, że skład gabinetu cieni zostanie ogłoszony w rocznicę powołania rządu Beaty Szydło, czyli 16 listopada.

platforma

Każdy minister z gabinetu PiS będzie miał swój „cień” w gabinecie PO, który będzie recenzował jego pracę. Na czele, jako cień premier Szydło, stanie lider partii Grzegorz Schetyna. Tomasz Siemoniak jako wicepremier ma koordynować sprawy dotyczące bezpieczeństwa, Ewa Kopacz – polityki społecznej. Według naszych rozmówców to ma być sygnał, że Kopacz wraca do pierwszego szeregu w PO. Polityk zaangażowany w tworzenie gabinetu podkreśla, że jego zbudowanie nie było łatwe. Platforma ma wielu byłych ministrów z ambicjami, ale musiała szukać efektu świeżości, by uniknąć wrażenia, że wraca stare. Dlatego generalna zasada jest taka, że byli ministrowie nie obejmują swoich dawnych resortów.

Schetyna postawi na kilku młodych polityków

  • Za sprawy zagraniczne ma odpowiadać Rafał Trzaskowski, były wiceminister spraw zagranicznych ds. europejskich. Według zleconych przez PO badań wizerunkowych to najlepiej oceniany polityk Platformy.
  • Ministrem cieni spraw wewnętrznych będzie Borys Budka, były minister sprawiedliwości.
  • Natomiast sprawiedliwość bierze Krzysztof Brejza, 33-letni poseł z Bydgoszczy, członek komisji śledczej ds. Amber Gold. To będzie najmłodszy „cień” w gabinecie PO.
  • Ministrem obrony zostanie Czesław Mroczek, były wiceminister w tym resorcie.
  • Kultura to Rafał Grupiński, były szef klubu PO. Pod uwagę brana jest także Małgorzata Kidawa-Błońska, ale jest ona wicemarszałkiem Sejmu, a Schetyna nie chce dublowania funkcji.

Będzie też grupa całkiem nowych ministrów cieni.

  • Resortem edukacji ma pokierować Elżbieta Gapińska, posłanka z Płocka, członkini sejmowej komisji edukacji.
  • Zdrowiem – Zbigniew Pawłowicz, lekarz i poseł z Bydgoszczy, który według naszych rozmówców ma być „Religą Platformy”.
  • Na czele resortu rolnictwa stanie Dorota Niedziela, posłanka i lekarka weterynarii.

Platforma powoła też dwa ministerstwa cieni, które nie mają swoich odpowiedników w rządzie Beaty Szydło. Chodzi o politykę senioralną i samorząd terytorialny.

  • Za seniorów ma odpowiadać 38-letni poseł Michał Szczerba, który we wrześniu zorganizował w Sejmie konferencję na temat polityki wobec osób starszych. Według Platformy kwestia polityki senioralnej będzie w najbliższych latach jednym z kluczowych zagadnień, bo Polacy są starzejącym się społeczeństwem.
  • Ministrem ds. samorządu ma być poseł Jacek Protas, b. marszałek województwa warmińsko-mazurskiego.

Platforma chce rozdzielić połączone przez PiS rozwój i finanse.

  • Ministrem rozwoju ma zostać Iwona Wendel, była wiceminister infrastruktury i rozwoju w rządzie PO-PSL (chociaż pod uwagę jest brany także senator Waldemar Sługocki).
  • Za finanse odpowiadać ma była wiceminister w tym resorcie Izabela Leszczyna.
  • Infrastruktura to poseł Stanisław Żmijan, członek dawnej spółdzielni Cezarego Grabarczyka.

Nie wiadomo, czy sam Grabarczyk wejdzie do gabinetu cieni. Ciągle nie zapadła decyzja, czy z Ministerstwa Infrastruktury zostanie wydzielone budownictwo. Według naszych rozmówców Grabarczyk stanąłby na jego czele. To on przygotował propozycje dotyczące mieszkań dla młodych w nowym programie PO.

  • Ministrem ds. energii będzie Krzysztof Gadowski, poseł z Rybnika, członek sejmowej komisji ds. energii i skarbu państwa (jego rywalem jest poseł Andrzej Czerwiński, ale jego szanse są mniejsze).
  • Kandydatów na „cienie” ds. środowiska jest dwóch – Gabriela Lenatrowicz, posłanka ze Śląska, była szefowa Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska, i Stanisław Gawłowski, były wiceminister środowiska. Lenartowicz ma większe szanse, bo Gawłowski jest już sekretarzem generalnym partii, a Schetyna chce zaangażować w prace jak najwięcej osób.
  • „Cieniem” od sportu może zostać były sportowiec, młociarz poseł Szymon Ziółkowski (chociaż brany pod uwagę jest także Adam Korol, to jedyny były minister, który ma szanse wejść do gabinetu cieni na to samo stanowisko).

PO bierze pod uwagę wydzielenie z resortu sportu turystyki – wtedy „cieniem” ds. turystyki zostałby krakowski poseł Ireneusz Raś, członek dawnej spółdzielni Grabarczyka.

  • Ministerstwem Gospodarki Morskiej pokieruje najprawdopodobniej szczeciński poseł Sławomir Nitras, ale pod uwagę jest brany także Tadeusz Aziewicz z Gdyni.

Czy ten pomysł Platformie wypali?

Według dr Anny Materskiej-Sosnowskiej, politolożki z UW, powołanie gabinetu cieni przez PO jest dobrym pomysłem, bo może doprowadzić do monitorowania działań PiS i proponowania alternatywnych rozwiązań.

– To mógłby być wstęp do odgrywania roli opozycji konstruktywnej, a nie totalnej – podkreśla Materska-Sosnowska. Jej zdaniem nazwiska, które maja się znaleźć w gabinecie cieni PO, są ciekawe. – Są starzy, młodzi, byli funkcyjni, różne frakcje, ale widać także otwarcie na nowe twarze, czyli są kanały awansu, co pokazuje przykład posła Szczerby, który od lat zajmuje się polityką senioralną – podkreśla politolożka.

Idea gabinetu cieni wywodzi się z państw o tradycji anglosaskiej. Chociaż występują one także w innych krajach, to najlepiej sprawdzają się w systemach dwupartyjnych, gdy zmiana władzy jest przewidywalna, np. w Wielkiej Brytanii. Zasada jest taka, że ci, którzy przygotowują się do objęcia władzy, potem te stanowiska otrzymują.

cvwfydlwgaarozu

Waldemar Mystkowski pisze o nowym pisowski projekcie – szóstym – ustawy o Trybunale Konstytucyjnym.

paraliz

Do Sejmu wpłynął nowy pisowski projekt ustawy dotyczący Trybunału Konstytucyjnego, a dokładnie jego organizacji i wyłaniania kandydatów na prezesa Trybunału Konstytucyjnego. W istocie paraliżuje on autonomiczność Trybunału, gdyż wprowadza nową wykładnię Zgromadzenia Ogólnego Sędziów, a tworzą go wszyscy, którzy złożyli ślubowanie wobec prezydenta RP. Tym samym członkami Zgromadzenia będą trzej sędziowie wybrani przez Sejm w grudniu 2015 i uznani przez tenże Trybunał za wybranych niezgodnie z Konstytucją.

Projekt ustawy przesuwa termin wyboru kandydatów na prezesa, gdy powstaje wakat. Do tej pory kandydata na prezesa wybierano w terminie 15-30 dni przed upływem kadencji prezesa, a nowy projekt zakłada, iż procedura wyłaniania kandydatów na prezesa rozpoczyna się po upływie kadencji prezesa i następnie w ciągu miesiąca przedstawiana jest prezydentowi.

koduj24

W tym wypadku chodzi o to, aby w wyborze kandydata na prezesa nie brał udziału obecny prezes TK prof. Andrzej Rzepliński. Taka słodka zemsta PiS. Zgromadzenie przedstawia prezydentowi co najmniej dwóch kandydatów na prezesa, którzy otrzymali 5 głosów i spośród nich prezydent powołuje prezesa TK.

Co z tego projektu wynika? Przede wszystkim PiS będzie się spieszyło z uchwaleniem ustawy przez Sejm, zatwierdzenia przez Senat i podpisania przez prezydenta. Termin mają do 19 listopada, bo od następnego dnia TK może wraz z prof. Rzeplińskim wybrać kandydata na prezesa wg starego regulaminu. Prof. Rzepliński kończy bowiem urzędowanie 19 grudnia 2016 roku.

Inne dwa szczegóły, które mogą łatwo umknąć z projektu. Po pierwsze – na czas „bezkrólewia” w TK, gdy jest wakat, a prezydent nie wybrał, p.o. prezesa TK jest sędzia „posiadający najdłuższy, liczony łącznie, staż pracy jako sędzia w TK; jako aplikant, asesor, sędzia w sądzie powszechnym; w administracji państwowej szczebla centralnego”. Wg PAP będzie to Julia Przyłębska, wybrana do Trybunału głosami PiS. Po drugie – obradom Zgromadzenia Ogólnego Sędziów przewodniczy ”najmłodszy stażem sędzia Trybunału”. Obecnie jest nim wybrany w kwietniu 2016 roku przez Sejm pisowski sędzia Zbigniew Jędrzejewski.

Projekt ustawy jest niekonstytucyjny, gdyż pełnoprawnymi członkami Zgromadzenia czyni trzech sędziów, którzy zostali uznani przez TK za wybranych niezgodnie z Konstytucją. Paraliż TK jest niemal ostateczny. Ustawa najprawdopodobniej zostanie uznana na niezgodną z Konstytucją, wobec tego niekonstytucyjne byłoby wybranie kandydatów na prezesa TK. A gdyby TK wybrało prezesa wg obowiązującej jeszcze ustawy, to prezydent nie uzna tego wyboru. Paraliż TK powiódł się partii Kaczyńskiego, można go nazwać paraliżem postępowym. Takich sukcesów przez rok rządzenia może pozazdrościć niejedna satrapia. Gnije polski ustrój, który jest coraz mniej demokratyczny. Paraliż nad wyraz postępowy.

Z PODZIWEM PATRZYMY NA ARTYSTÓW, KTÓRZY MAJĄ ODWAGĘ POWIEDZIEĆ „NIE” FATALNEJ ZMIANIE. SZACUNEK DLA ODWAŻNYCH!!!

cvsieynweaavfpx

cvplrqkxeaacsfp

Antoni Macierewicz znowu „uderzył”. Tym razem w NATO. Poważnie! Macierewicz odwołał rektora Akademii Wojskowej NATO w Rzymie gen. Janusza Bojarskiego. Wezwał go do kraju w sprawie śledztwa prowadzonego przez Żandarmerię Wojskową. Gen. Bojarski był ostatnim szefem WSI.

macierewicz

O zdymisjonowaniu generała Bojarskiego MON poinformował we wtorek na Twitterze.

Rektorem Defence College – utworzonego w Rzymie z inicjatywy jeszcze gen. Dwighta Eisenhowera – gen. Janusz Bojarski został w 2015 roku. Jego kadencja miała trwać trzy lata.

O nominacji na to stanowisko zadecydował Komitet Wojskowy NATO w 2013 roku, po wygranym przez polskiego oficera konkursie. Rzymska Defence College to najważniejsza uczelnia Sojuszu Północnoatlantyckiego.

MON nie wyjaśnił, w jaki sposób może odwołać gen. Bojarskiego ze stanowiska (generał jest obecnie w stanie spoczynku i formalnie nie podlega kadrom MON). W komunikacie znalazł się zapis, że zostaje oddelegowany do rezerwy kadrowej sił zbrojnych. Resort nie wyjaśnia też, czy otrzymał akceptację ze strony Komitetu Wojskowego NATO, który go na to stanowisko desygnował.

Nie są również znane szczegóły śledztwa, które prowadzi w Polsce Żandarmeria Wojskowa, a które miałoby dotyczyć rektora.

Gen. Janusz Bojarski był ostatnim szefem Wojskowych Służb Informacyjnych, przez niespełna dwa miesiące – od grudnia 2004 do stycznia 2005 roku. Jest absolwentem m.in. Wojskowej Akademii Politycznej im F. Dzierżyńskiego, Uniwersytetu Warszawskiego oraz kursów wywiadowczych NATO. Pełnił funkcje głównie w attachatach wojskowych RP, m.in. w Waszyngtonie.

Gen. Bojarski był także szefem kadr MON, mimo wielokrotnych ataków ze strony Antoniego Macierewicza, który określał go „lobbystą WSI w MON”. Jako pułkownikowi nominacji generalskiej odmówił mu prezydent Lech Kaczyński, generalski wężyk otrzymał z rąk Bronisława Komorowskiego.

nowe

Remi Adekoya na łamach „The Guardian” rozlicza PiS. Podkreśla, że za rządów tej partii Polska spotkała się z krytyką, jaka nie spadła na nią od czasów komunizmu. Z tekstu wyłania się obraz autorytarnej, nacjonalistycznej władzy pod kierunkiem Jarosława Kaczyńskiego, wciąż wspieraną przez rzesze Polaków.

 anne-applebaum

To podsumowanie nie ucieszy PiS ani jego zwolenników. Adekoya już na wstępie pisze o ksenofobicznym, konserwatywnym i eurosceptycznym zwycięzcy ostatnich wybory. Ciesząca się pełną władzą wykonawczą partia idzie nie zważając na nic i nikogo.

Publikacja robiąca furorę na Wyspach przypomina o „ograniczaniu wolności obywatelskich, kontrolowaniu mediów oraz upolitycznianiu niezależnego i niepodległego wymiaru sprawiedliwości”. Wszystko to nazywane jest przez zachodnie media i instytucje niszczeniem demokracji. Oskarżenia te wywołują działania, pisze autor, prezesa partii – „bardzo kontrowersyjnego i ogólnie nielubianego”.

Adekoya jest wyraźnie zaskoczony niespadającym poparciem PiS. Negatywne oceny to jedno, swoje muszą robić podejmowane decyzje gospodarcze, tu za przykład podaje program Rodzina 500 plus. Jawią się jako lewicowe, a opozycyjna lewica nie sprzeciwia się „w taki sposób, w jaki powinna”.

Antywolnościowe zapędy i eurosceptycyzm PiS są dzwonkiem ostrzegawczym, przekonuje publicysta, i to nie tylko w Polsce – może bowiem „wzrosnąć liczna osób, które będą chciały tolerować autorytarność i ksenofobię partii, które zaoferują im poczucie wspólnoty i bezpieczeństwa”. Według Adeyoki prowadzi to do tego, że „pewnego dnia obudzimy się w Europie, gdzie partie takie jak PiS przejdą do głównego nurtu”.

Miała być a jest jedynie

cvnxpenwaaembc

CZY MOŻNA ZGINĄĆ OD WŁASNEJ BRONI? MOŻNA.

cvndr8-xyaaguwq

Paweł Dybel jest profesorem w Instytucie Filozofii i Socjologii Uniwersytetu Pedagogicznego i w IFiS PAN. Dla wiadomo.co mówi o potrzebie leczenia psychiatrycznego polskich władz.

przem-szubartowicz

Przemysław Szubartowicz: Panie profesorze, co się dzieje w Polsce?

Paweł Dybel: Coś bardzo niepokojącego, co wygląda na demontaż podstaw państwa demokratycznego. Ale o tym z całkowitą „empiryczną” pewnością będziemy mogli powiedzieć gdzieś za rok czy dwa.

A jak można by to określić z perspektywy psychoanalitycznej?

To zmiana „ekonomii popędów” w sprawowaniu władzy. Świadczy o tym choćby ogromny ładunek agresji, jakim przepojone są dzisiaj rodzime dysputy polityczne. Nie mówiąc już o eksplozji zwykłego chamstwa. Trudno jest to porównywać z tym wszystkim, co działo się u nas po 89 roku. Jedyna analogia, jaka się nasuwa, to sposób, w jaki gomułkowska PZPR rozprawiała się z inteligencką opozycją demokratyczną w marcu 68 roku. Podobnie jak tam, głównym celem władzy jest gra na totalne wyniszczenie przeciwników politycznych. Nic dziwnego, że w tej sytuacji znakomicie odnajdują się niektórzy byli członkowie PZPR-u.

Uwodzi?

Tak. Takie jest zresztą główne przesłanie znanego artykułu Freuda. Analizując model państwa autorytarnego opartego na kulcie jednostki przywódczej, stwierdził on, że opiera się on na „uwiedzeniu” przez nią zbiorowości, związaniu jej libidinalnie swoją osobą. Ów przywódca, Führer, ma zatem sprawić, aby społeczeństwo go „pokochało”. Wtedy zbiorowość jak stado baranów zaakceptuje każdą jego decyzję i będzie nią zachwycone.

To jest przypadek Kaczyńskiego?

To jest przypadek każdej władzy o charakterze autorytarnym. Tak wygląda zresztą klasyczny przypadek zakochania, które psychoanaliza opisuje jako narcystyczną iluzję: kochamy fantazję na swój temat widzianą w Innym. Tyle że kiedy z czasem rzeczywistość ją brutalnie weryfikuje, nasza miłość przeradza się w nienawiść.

Kopacz o rządach PiS: Ta zmiana nie była zmianą na lepsze. To była zmiana egoistyczna, oni dbają przede wszystkim o siebie

kopacz-2

W „Kropce nad i” była premier Ewa Kopacz:

„Ta zmiana nie było zmianą na lepsze, jak próbuje to PiS transferować do opinii publicznej, ale zmiana egoistyczna. Oni dbają przede wszystkim o siebie, o swoich. To była zmiana dla swoich w spółkach skarbu państwa, premier, nagrody”.

„Zniszczyli to, co się buduje długie lata”

„Polska prezentuje swoje fobie i kompleksy poprzez urzędników, którzy reprezentują nas poza granicami kraju. Polska nie jest już krajem, który jest poważnym partnerem, z którym się siada do stołu. Wręcz przeciwnie – kiedy rozmawiają z naszymi ministrami politycy z innych krajów, to za ich plecami pobłażliwi się na nich uśmiechają. Zniszczyli dokładnie to, co się buduje długie lata. Pozycję europejską, światową. A zniszczyć ją można w ciągu 11 miesięcy”

CZY ZA NASZE PIENIĄDZE PODATNIKÓW MOŻNA WOZIĆ DZIECI NA WYCIECZKI? WYGLĄDA NA TO, ŻE TAK…

cvm5mxkwyaamj6b

Kopacz o Macierewiczu: Zastanawiam się, jaką szczególną pozycję musi mieć, skoro Kaczyński znosi jego fanaberie

Była premier Ewa Kopacz w TVN24:

„Choćby powiedział największe głupstwo, to szeregi PiS-u natychmiast staną w jego obronie i będą próbowały tłumaczyć słowa pana Macierewicza i pokazywać dobrą stronę. Ale co to jest za dobry minister, jeżeli trzeba tłumaczyć jego słowa? To jest minister, który ma dzisiaj dbać o to, aby każdy Polak czuł się bezpiecznie. Jeśli pan Macierewicz jest ministrem, którego działania nie spotykają się z żadną reakcją pani premier ani prezesa PiS, to ja się zastanawiam, jaką szczególną pozycję musi mieć pan Macierewicz w tym ugrupowaniu, skoro tak silna osoba jak Jarosław Kaczyński, znosi jego fanaberie”.

Kopacz pytana o ocenę premier Beaty Szydło i programu Rodzina 500+:

„Wyobraziłam sobie dzisiaj, że pani premier jest w super ekskluzywnym supermarkecie, chodzi i wybiera towary, ale jeszcze nie doszła do kasy. Jak dojdzie do kasy, to trzeba będzie za te super ekskluzywne podarunki, którymi teraz kupuje głosy, będzie musiała zapłacić. Tylko nie ona, zapłacimy my wszyscy w wyższych podatkach”.

Jakie ma związki czarny łabędź w Śremie z Czarnym Protestem? Pisze Jagienka Wilczak.

ktos

W Śremie kilka dni temu jakiś morderca pozbawił życia czarnego łabędzia, żyjącego w miejskim parku, w zoo. Tak, morderca i jeszcze w dodatku sadysta. Po prostu ukręcił i oderwał ptakowi głowę. Zwyczajnie go torturował i umęczył. Nie wiem, w jakich głowach lęgną się takie pomysły, ale z pewnością nie w normalnych.

Czarne łabędzie są piękne. Czarne pióra z odrobiną białego, widoczną zwłaszcza gdy rozłożą skrzydła. Czerwony dziób z białą kropką na końcu. Długa, prawdziwie łabędzia szyja. Łatwo dają się oswoić, lubią spokojne wody, na wolności żyje u nas zaledwie kilka par, zazwyczaj to ptaki ozdobne, zachwycająco wyglądają, gdy pływają, pełne ptasiego majestatu i królewskiego spokoju. Są symbolem wdzięku. Nikomu nie przeszkadzają, nie wchodzą w drogę, nie szukają zaczepki, nie zajmują miejsca w autobusie, nie kradną pracy.

Czy zabicie takiego ptaka sprawiło komuś radość? Czy ktoś chciał wyładować swoje kompleksy i frustracje, zemścić się, bo sam ma krótką szyję i poczucie niższości? Czy chciał okazać swoją złość na świat, a wszystko, co piękne, co daje innym radość, drażni go i prowokuje? A może nienawidzi zwierząt, bo zdemolował też ich figury w parku?

Co trzeba mieć w głowie, żeby zamordować bezbronnego ptaka, w dodatku w miejscu i porze, gdy nie spodziewa się ataku? Nie spodziewa się także ataku ze strony ludzi, którzy go karmili i zapewne oswoili, pozbawiając naturalnego u dzikich zwierząt odruchu obrony. Zginął, bo zaufał ludziom. I jakiś barbarzyńca to wykorzystał. To kolejny przykład, że człowieka stać na coś tak haniebnego, co żadnemu zwierzęciu nie przeszłoby przez myśl nawet. Choć podobno mają mniejsze niż ludzie mózgi i zdolności intelektualne.

Panie burmistrzu Śremu, proszę nie zaprzestać poszukiwania tego indywiduum! Na swej oficjalnej urzędowej stronie zachęca Pan mieszkańców do zaangażowania w bieżące życie miasta i obiecuje odpowiedzieć na wszelkie pytania. Mam nadzieję, liczę na to, że Pan i odpowiedzialne za bezpieczeństwo w służby nie zaniechają poszukiwań. Ten osobnik (choć w ogóle nie wiem, czy można go tak nazwać) dziś ukręcił głowę łabędziowi, a jutro? Może zrobi to samo z nauczycielką, staruszką, dzieckiem w parku. Albo z Panem, bo niby czemu nie?

Każdego można zaskoczyć, bo mało kto spodziewa się bestialskiej napaści w centrum oswojonego miasta.

Byłoby hańbą dla Śremu, jednego z najstarszych miast w Polsce, szczycącego się otwarciem, życiem kulturalnym, literackim, zachęcającego turystów do przyjazdów i zwiedzania, gdyby ktoś taki nie został ukarany.

PS Mam nadzieję, że głos zabierze któryś z księży, choćby z dzielnicy, gdzie doszło do zdarzenia. Łabędź wprawdzie (podobno) nie ma duszy, ale św. Franciszek nazwałby go bratem.

cvnrkpowcaasdxw

I KTO TU JEST BOHATEREM?

cvnzqqswyaargug

cvjxl6lw8aqjxpf

Kto w głównej mierze przyczynić się do takich aberracji bankowych, jak Amber Gold i SKOK?

PiS.

Posłowie Stanisław Pięta i Marek Suski, razem z całym klubem PiS, odrzucili w 2006 r. przepisy umożliwiające państwową kontrolę instytucji parabankowych. Brak tej kontroli umożliwił działanie firmie Amber Gold. Dziś obaj posłowie zasiadają w komisji śledzącej aferę Amber Gold.

czy

Członek tej komisji Krzysztof Brejza (PO) stawia tezę: PiS, sprzeciwiając się objęciu kontrolą innych instytucji finansowych niż banki, chciał chronić SKOK-i, ale przy okazji ułatwił działanie aferzystom m.in. z Amber Gold. – Komisja powinna przesłuchać władze ówczesnego klubu PiS oraz urzędników Ministerstwa Finansów i zapytać, dlaczego przyjęli takie stanowisko – mówi „Wyborczej” Brejza.Przypomnijmy sprawę.

Połowa lipca 2006 r. Rządzi koalicja PiS-Samoobrona-LPR. Na posiedzeniu sejmowej komisji finansów publicznych posłowie rozpatrują projekt ustawy o nadzorze nad rynkiem finansowym. Dyskutują, czy objęcie kontrolą Komisji Nadzoru Finansowego samych banków jest wystarczającym zabezpieczeniem rynku. Pada pytanie: co z instytucjami, które formalnie nie są bankami, ale prowadzą działalność bankową lub parabankową?

Prezes Związku Banków Polskich Krzysztof Pietraszkiewicz argumentuje, że jeśli nadzór obejmie tylko banki, to pomiędzy nimi a pozostałymi instytucjami rynku finansowego zapanuje nierówność, więc sama ustawa nie będzie skuteczna. Popiera go klub PO. Proponuje, by kontrolą objęte były również Spółdzielcze Kasy Oszczędnościowo-Kredytowe oraz „inne instytucje finansowe”. Platforma składa w tej sprawie dwie poprawki do ustawy.

Protestuje prezes i założyciel SKOK-ów Grzegorz Bierecki (dziś senator z listy PiS). – Kasy świetnie prosperują i są samodzielnymi instytucjami finansowymi. Gdyby przyjąć tę poprawkę, Sejm byłby jedynym parlamentem na świecie, który uznałby spółdzielcze kasy za banki – mówi.

(NIE WOLNO NAM ZAPOMINAĆ, DZIĘKI KOMU MAMY DZIŚ DEMOKRACJĘ. SZANUJMY GO I DOCEŃMY, ŻE NIE JEST DZIŚ OBOJĘTNY NA NISZCZENIE POLSKI PRZEZ PiS.)

cvmo9y0xyaauzth

Biereckiemu odpowiada Maria Pasło-Wiśniewska (PO, b. prezes PKO SA). Argumentuje, że objęcie SKOK-ów nadzorem i uznanie ich za instytucję bankową chroni oszczędności klientów kas w razie kryzysu. Po latach okazało się, że miała rację. Dziś Bankowy Fundusz Gwarancyjny wypłacił już 5,5 mld zł klientom upadających SKOK-ów.

Głos zabiera Jarosław Pietras, sekretarz stanu w Ministerstwie Finansów: – Kwestia SKOK-ów jest ważna, ale rząd jest przeciwny wprowadzeniu tej poprawki do ustawy. Takie samo stanowisko wyrażamy wobec drugiej poprawki, która rozszerza nadzór na inne instytucje finansowe – mówi Pietras.

Ostatecznie los poprawek rozstrzygnął Sejm. Obie przepadły: „za” nadzorem dla SKOK-ów i parabanków była mniejszość, czyli kluby PO, SLD i PSL; „przeciw”, zachowując pełną dyscyplinę, całe kluby PiS, LPR i Samoobrona.

Sprawa nadzoru nad SKOK-ami i parabankami upadła na sześć lat. W 2008 r. Platforma, po objęciu władzy, przeforsowała kontrolę SKOK-ów. Wątpliwości miał jednak prezydent Lech Kaczyński i odesłał ustawę o nadzorze nad SKOK-ami do Trybunału Konstytucyjnego (Kaczyńskiego reprezentował w tej sprawie obecny prezydent Andrzej Duda). W 2009 r. TK nie podzielił zastrzeżeń prezydenta, ale SKOK-i objęto nadzorem dopiero w 2012 r.

Jeszcze gorzej było z „innymi instytucjami finansowymi”. Ich działalność ograniczyła dopiero ustawa parabankowa z 2014 r., uchwalona dwa lata po upadku Amber Gold.

Krzysztof Brejza rozważa dziś wezwanie na świadków posłów, którzy głosowali przeciwko poprawkom, a więc także swoich dwóch kolegów z komisji. Gdyby doszło do takiego przesłuchania, Pięta i Suski musieliby zrezygnować z prac w komisji, bo kodeks postępowania karnego (który reguluje prace komisji) wyklucza, by prowadzący postępowanie posłowie mogli być jednocześnie świadkami.

cvhjswrwcaagyoo

Fragment bardzo ciekawego wywiadu z Jerzym Stuhrem w najnowszym

cvgughgwaaapvj5

Włodzimierz Cimoszewicz o ekshumacjach ofiar smoleńskich:

cimoszewicz

„Jeżeli rodziny ofiar mają wątpliwości co do prawidłowej identyfikacji pochowanych ich krewnych, to mają prawo wnieść o ekshumację i sprawdzenie. We wszystkich pozostałych przypadkach osobiście uważam to za rodzaj moralnego barbarzyństwa ze strony prokuratury. Twierdzenie, że takie prawo obowiązuje jest tylko kpiną z setek ludzi, ich najgłębszych, uzasadnionych uczuć. Prokuratorzy zachowują się tchórzliwie wobec polityków, nie mówiąc politykom jednej prostej prawdy: tutaj nie ma najmniejszych śladów na to, że katastrofa przebiegła z innych powodów i w inny sposób niż zostało to ustalone. Będą więc wykopywali szczątki tych nieszczęsnych ofiar tylko po to, żeby szukać czegoś, czego nie znajdą. Będą potem robili sensację z jakiś trzeciorzędnych kwestii, które nie będą miały żadnego związku z katastrofą”.

I o Dudzie:

„Jestem szczerze i głęboko zmartwiony tym, że każdego dnia z ust prezydenta padają niemądre słowa, często będące oskarżeniami. To wszystko świadczy o braku chęci, być może umiejętności, do autorefleksji. To również świadczy o pyszałkowatości, o przekonaniu o własnej nieomylności”.

cvjsg_cwaaaoaqc

Oraz Macierewiczu:

„Można odnieść wrażenie, że minister Macierewicz nie pamięta, że jest ministrem obrony i że to do czegoś zobowiązuje – do odpowiedzialności za słowo, działanie, decyzje. Mamy sytuację, jeśli chodzi o bezpieczeństwo Europy i Polski, gorszą niż wcześniej. Ta sytuacja wymaga większej współpracy sojuszniczej, lojalności, odpowiedzialności, powagi. W moim przekonaniu minister swoimi działaniami szkodzi Polsce i bezpieczeństwu Polski”.

Sasin nawet języka polskiego nie zna. Ale mógłby pozować ze szpadlem.

cviio4rwiaawmqw

Mateusz Kijowski o roku rządów PiS: Suwerenek cofa czas

Właśnie mija pierwsza rocznica wyborów parlamentarnych 2015 roku. Nie sposób nie przypomnieć najważniejszego chyba hasła używanego w tamtej kampanii: „Pamiętaj! 25 października 2015 cofamy czas o godzinę, nie o 40 lat.” Niestety, nie udało się…

cvkzgakwiaeuxpm

Już w pierwszych dniach po wyborach było widać, że cofamy czas. Odwoływanie uchwał Sejmu poprzedniej kadencji, to był HIT. Dlaczego się ograniczać? Można by przecież wszystkie „reformy” prowadzić w tym samym trybie.

Podporządkowanie mediów publicznych rządzącej partii?Wystarczyłoby odwołać kilka decyzji z ostatnich 27 lat – wycofać jakieś ustawy, rozporządzenia, decyzje.
Służba cywilna bezpartyjna i profesjonalna? A cóż to za nowinka? Komu to potrzebne? Trzeba się wycofać. Kiedyś tak nie było.

Prokuratura podporządkowana władzy politycznej i umożliwienie politycznie motywowanych śledztw? Do tego umożliwienie karania prokuratorów za niezależność i szacunek dla prawa zamiast uległości wobec przełożonych? Ale to proste! Trzeba tylko unieważnić kilka niepotrzebnych aktów prawnych.

Nieograniczona inwigilacja obywateli? Ależ co za problem! Prawa człowieka też można unieważnić. W końcu nie zawsze obowiązywały. A nawet kiedy mieliśmy oficjalnie ratyfikowane konwencje, nie udostępnialiśmy ich treści obywatelom, żeby nie wyobrażali sobie zbyt wiele. Tak czy inaczej należało cofnąć ratyfikację. Tak byłoby skuteczniej i szybciej.

Prawo własności? Żeby każdy mógł sprzedać własną ziemię rolną czy lasy komu zechce? A po co to? Kiedyś potrzebne było wykształcenie rolnicze. Warto to przywrócić. Tylko kilka unieważnień i jesteśmy w domu. No, trzeba tylko pamiętać o ważnym wyjątku – kościół może więcej.

Wolność do gromadzenia się i zrzeszania? Prawo do prywatności, do wolności i do nietykalności? Wolność wyznania i poglądów? Wolność przemieszczania? Prawo do ochrony danych osobowych? Do informacji publicznej? Do obrony i nietykalności? Do rzetelnego procesu? Zachowania tożsamości i języka narodowego dla mniejszości?

(BRAWO WAŁĘSA! JAK NAJWIĘCEJ AUTORYTETÓW POWINNO WSPIERAĆ OPOZYCJĘ. NIE WOLNO BIERNIE PATRZEĆ, JAK PiS NISZCZY DEMOKRACJĘ I JEJ OBROŃCÓW.)

cvmx1qqwaaa7uqx

To się wszystko da odwołać. Trzeba tylko wycofać nieodpowiedzialne i niegodne decyzje Sejmów poprzednich kadencji. Właściwie to po prostu trzeba cofnąć czas. Tylko czy 40 lat wystarczy? 40 lat temu kierunek zmian już był wytyczony. Było po Poznaniu, a potem Radomiu, Ursusie, Płocku. Działał już KOR. Czy 40 lat wystarczy? Z drugiej strony 40 lat temu wpisano do Konstytucji PRL przewodnią rolę partii. Chyba nie warto by cofać się wcześniej, bo taki zapis jest całkiem praktyczny.

Suweren to ostatnio często używane słowo. To społeczeństwo czy ktoś sprawujący najwyższą władzę w jego imieniu?
Na Prawo i Sprawiedliwość (trzeba by tych słów używać w cudzysłowie)głosowało 18,5% uprawnionych do głosowania. Niecałe 51% uprawnionych w ogóle poszło do urn. Podjęli decyzję za całego suwerena. Ale czy chcieli cofania czasu? Czy to, co robi dzisiaj suwerenek to realizacja ich marzeń i aspiracji?
Suwerenek czyli ktoś, kto głosami mniejszości rości sobie prawo decydowania o nas wszystkich.
Czy Polacy na to pozwolą? Paradne. Żeby nie powiedzieć – żałosne…

cvjm7crweaaxifb

Waldemar Mystkowski o wojsku, policji, Błaszczaku i Macierewiczu.

plk-mazgula

O „dobrej zmianie” zaczynają mówić przedstawiciele resortów siłowych. Śląscy policjanci wystosowali list do Beaty Szydło ws. pseudokibiców, czyli kiboli. Zajął w tej sprawie głos Mariusz Błaszczak, wg którego list ten jest natury politycznej. Istny Kubuś Puchatek: „Myślenie nie jest łatwe, ale można do niego się przyzwyczaić”

Czy do Błaszczaka można się przyzwyczaić? Każdy musi sobie na to pytanie odpowiedzieć. Masz w domu kogoś takiego, jak Błaszczak. Czy byś się przyzwyczaił?

To jest jeden resort siłowy, który mówi „dobrej zmianie” – nie tędy droga. Ważniejszy, a na pewno głośniejszy jest resort z ministrem Antonim Macierewiczem. Czy można przyzwyczaić się do Macierewicza, a zwłaszcza do jego Misiewicza? Acz ten ostatni to istny nieuk, jednak postanowił podciągnąć się w nauce w szkole u Rydzyka, która jest odpowiednikiem komuszych kursów markistowsko-leninowskich.

adam-mazgula

Do Macierewicza nie może się przyzwyczaić płk Adam Mazguła, który na wieść, iż przybudówka pisowska ministrowi obrony przyznała tytuł Patrioty Roku 2016, zapytał: „A jakiego państwa?”.

Płk Mazguła udzielił symtomatycznego wywiadu dla portalu naTemat.pl, taki Macierewicz powinien po nim poczuć, iż po plecach chodzą mu ciarki, podobnie prezes PiS, mimo że otoczył się szczelnym kordonem ochroniarzy.

Mazguła mówi o wojsku w kontekście „dobrej zmiany”: „Jak jednak już wcześniej apelowałem, nie może być tak, że demokracja wyłania władzę, która ją zniszczy. Obywatele musza być strażnikami demokracji, jeśli podstawowe mechanizmy jej ochrony zawiodą. Jeśli więc w przyszłości zostaną przez władzę przekroczone kolejne granice, w tym głównie te w atakach na konstytucję, może zdarzyć się różnie.”

adam-mazgula-3

Wojsko zatem miałoby być obrońcą konstytucji. Czyżbyśmy mieli w kraju władzę, jak w republice bananowej, którą może zmieść tylko resort siłowy? Tak było do niedawna w Turcji, ale Erdogan uprzedził wojskowych, inscenizując pucz.

Do Macierewicza przyzwyczaił się Jarosław Kaczyński. Nie łudźmy się, że go pozbędzie się z rządu za D’Amato, caracale, czy za zastęp Misiewiczów. Macierewicz ma misję stworzenia alternatywy wojskowej, gdy zawiodą rzeczywiści wojskowi (a zawiodą, jak zawodzą policjanci). Alternatywą jest Obrona Terytorialna. Tak je określa płk Mazguła: „Te siły nie są związane żadnymi przysięgami, ani żadnymi mechanizmami blokującymi. To w zasadzie luźny związek przeróżnych organizacji paramilitarnych z Antonim Macierewiczem w roli ich zwierzchnika.(…) sama w sobie nie ma większego znaczenia militarnego. Co innego z jej znaczeniem politycznym.”

adam-mazgula-4

Wracamy do punktu wyjścia, tj. do „natury politycznej”. Dobra zmiana nie po to wzięła władzę w demokratycznych procedurach, aby ją oddać, tworzy mechanizmy, które demokrację blokują. Zablokowany został Trybunał Konstytucyjny. Wojsko zostaje pozbawione swojego najważniejszego elementu w czasie pokoju – odstraszania wroga. Bo tym jest rozbrajanie, rezygnacja z caracali.

Chcą nas przyzwyczaić do Błaszczaka i Macierewicza. I przede wszystkim do prezesa. „Demokracja nie może wyłaniać władzy, która ją zniszczy!” Na naszych oczach demokracja jest niszczona, codziennie przybywa nam dowodów. Do tego nie można się też przyzwyczaić.

cvdilwfwyaa24u_

Adam Szostkiewicz zadaje podstwowe pytanie:

Czemu czarne protesty w obronie praw kobiet nie gromadzą się pod siedzibami władz kościelnych? Jak dotąd nie słyszałem o takim przypadku. Ale może jest w tym jakaś logika?

dlaczego

No bo biskupi prawa nie stanowią. Wpływają na prawodawców z ambon, a częściej zakulisowo. Pośrednio przez katolickie ruchy, zrzeszenia, instytucje, media. Dobrze umieją się nimi posługiwać, osiągają sukcesy. Ale w parlamencie nie zasiadają. Prawo stanowią posłowie i senatorowie, w konsultacji albo bez konsultacji, z zainteresowanymi środowiskami.

I słusznie protesty odbywają się przed Sejmem, instytucjami państwa czy siedzibami partii dążącymi do całkowitego zakazu legalnej aborcji.

(MAMY DOŚĆ)

cvejhqlusaedj0

Na czarnych protestach słyszymy, że kobiety nie boją się biskupów i polityków. Ale protesty i marsze omijają rezydencje biskupie. Tak jakby istniała jakaś niepisana umowa, żeby tej linii nie przekraczać. Mogą być co najmniej dwa tego powody.

Pierwszy: bo to będzie odebrane jako akcja konfrontacyjna, a tego czarne protesty mogą nie chcieć. Drugi – że osobom organizującym protesty zależy na zachowaniu ich obecnego charakteru. Ponad różnicami światopoglądowymi czy politycznymi.

(MAMY DOŚĆ)

cvejpuousaadugc

Protesty mają moc, gdy są obywatelskie. Gdy gromadzą pod hasłem obrony praw kobiet do podejmowania decyzji, kiedy i czy chcą rodzić dzieci, a nie pod hasłami ideologicznymi, antyreligijnymi. Bo wśród osób popierających czarne protesty są też osoby wierzące. A wielu z nich może wystarczyć zachowanie tzw. kompromisu aborcyjnego.

Ruch czarnych protestów musi wypracować swój kompromis między żądaniem legalnej aborcji z powodów sytuacji życiowej kobiety a żądaniem utrzymania obecnego prawa z trzema wyjątkami od zakazu aborcji. Podstawą mogłaby być właśnie obrona praw kobiet.

Tymczasem mamy rodzaj jednostronnego zawieszenia broni. PiS obawia się społecznych protestów, których nie potrafi propagandowo spacyfikować lub skompromitować. Takim protestem jest ruch w sprawie obrony praw kobiet, zauważony także poza Polską.

(MAMY DOŚĆ)

cvejyumuaae0gmj

Dlatego PiS w zakulisowym przymierzu taktycznym z kierownictwem Kościoła zawiesił sprawę zaostrzenia prawa antyaborcyjnego i zapewnia, że nie ma dziś żadnych planów w tej sprawie. Na jak długo? Zależy to od tego, czy ruch czarnych protestów wygaśnie.

(MAMY DOŚĆ)

cvejb4kueaa8qxu

Przypomnienie artykułu sprzed roku, który przestrzegał przed „dobrą zmianą” I wszystko się sprawdziło.

stawka

Zwycięstwo PiS może zagrozić demokracji. Stanowisko „Wyborczej” wynika z naszej 26-letniej historii i z wartości, które uważamy za najważniejsze. To demokracja parlamentarna, wolny rynek, sprawiedliwość społeczna, integracja europejska, tolerancja światopoglądowa, wolność jednostki i prawa człowieka. Jako spadkobiercy przedsierpniowej opozycji demokratycznej i ruchu „Solidarność” jesteśmy do tych wartości przywiązani.

Kierując się nimi, „Gazeta Wyborcza” w 1989 r. wspierała kandydatów Komitetów Obywatelskich „S” w pierwszych częściowo wolnych wyborach. W imię tych wartości popieraliśmy rząd Tadeusza Mazowieckiego i kandydaturę naszego Pierwszego Premiera na prezydenta oraz – nie bez zastrzeżeń – Lecha Wałęsę przeciwko populiście Stanowi Tymińskiemu. Odrzucając logikę plemienną, wspieraliśmy prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, gdy wprowadzał Polskę do NATO, i premiera Leszka Millera, gdy podpisywał akcesję do Unii Europejskiej.

(MAMY DOŚĆ)

cvejhaouaaa3ywt

W imię tych wartości przeciwstawialiśmy się rządom nacjonalistyczno-populistycznej koalicji PiS, LPR i Samoobrony w latach 2005-07 w głębokim przekonaniu, że narusza ona państwo prawa, wolności obywateli, ład demokratyczny i prymat merytorycznych zasług w awansowaniu ludzi do funkcji publicznych.

Zarazem pochwalaliśmy niektóre przedsięwzięcia prezydenta Lecha Kaczyńskiego: odważną obronę Gruzji zaatakowanej przez Rosję Putina, wsparcie dla demokracji na Ukrainie i pojednania z Ukraińcami oraz wolny od kompleksów dialog polsko-żydowski. Prezydent Kaczyński był patriotą, ale nie nacjonalistą. Docenialiśmy to.

Udzieliliśmy też poparcia Bronisławowi Komorowskiemu w przekonaniu, że jego konkurent Andrzej Duda jako prezydent nie będzie ani arbitrem, ani strażnikiem konstytucji, lecz wykonawcą woli Jarosława Kaczyńskiego. A ewentualne zdobycie przez PiS większości w parlamencie utoruje drogę do recydywy IV RP i „orbanizacji” Polski. Dziś uznajemy to za wielkie zagrożenie dla naszego kraju.

(MAMY DOŚĆ)

cvejl70ueaalt6t

Na podstawie doświadczeń z lat 2005-07 i obecnych deklaracji PiS uważamy bowiem, że partia nie respektuje reguł demokratycznych. Ukrywa swój projekt konstytucji z roku 2010, którym jeszcze niedawno się chwaliła. Nic dziwnego, bo jest to zapowiedź ataku na podstawy państwa prawa.

Dlaczego?

Prawo i Sprawiedliwość zamierza: naruszyć trójpodział władzy; znieść niezawisłość sędziowską; zwasalizować Trybunał Konstytucyjny; odrzeć z uprawnień Rzecznika Praw Obywatelskich; dać prezydentowi władzę rządzenia dekretami i rozwiązania Sejmu, kiedy zechce; ograniczyć inicjatywę ustawodawczą posłów; zakazać poprawek do rządowych projektów ustaw; osłabić ochronę obywateli przed dyskryminacją. Taki oto „pakiet demokratyczny” szykuje nam wszystkim PiS.

(MAMY DOŚĆ)

cvejpizvyaadc4r

Nie koniec na tym. Aksjologia Kościoła katolickiego ma być zapisana w konstytucji, której preambuła zaczynać się będzie słowami „W imię Boga Wszechmogącego”. Oznaczałoby to zniesienie przyjaznego rozdziału „tronu i ołtarza”, bezwzględny zakaz aborcji, koniec ochrony wolności sumienia, zamach na prawa mniejszości. To konstytucja państwa autorytarnego.

Powtarzany przez prezesa PiS slogan „Budapeszt w Warszawie” zapowiada takie jak na Węgrzech Orbána rządy w duchu resentymentu narodowego oraz całkowitą wymianę i upartyjnienie instytucji państwa, TK, KRRiT, NIK, NBP, ABW, CBA itd. Oznacza całkowite podporządkowanie prokuratury władzy politycznej, zawładnięcie mediami publicznymi i próby nałożenia kagańca mediom opozycyjnym oraz możliwe zmiany w ordynacji wyborczej ułatwiające PiS przyszłe zwycięstwa.

Newralgiczne dla bezpieczeństwa państwa i obywateli resorty i instytucje (obrona, sprawy wewnętrzne, służby specjalne) oddano by w ręce ludzi owładniętych obsesją i żądzą zemsty za urojone krzywdy. Wszystko to z wiecowym poparciem ulicy, które Jarosław Kaczyński uznaje za zdrowe zaplecze rządu.

(MAMY DOŚĆ)

cvejvzxukaesc9j

PiS nie jest partią demokratyczną, jest partią wodzowską. Podobnie byłoby z państwem PiS, gdzie całą władzę skupiłby w swoim ręku jeden człowiek w „centralnym ośrodku dyspozycji politycznej”, o którym Kaczyński pisze w swym „Raporcie o stanie Rzeczypospolitej” z 2011 r.

PiS to eurosceptycyzm. Cyniczny i roszczeniowy stosunek do UE grożący samoizolacją Polski i utratą naszej pozycji we Wspólnocie Europejskiej. To egoizm narodowy wyrażający się między innymi rasistowskimi uprzedzeniami wobec uchodźców. To infantylna polityka historyczna polegająca na heroizacji narodu polskiego oraz edukacja kolejnych pokoleń w duchu neoendeckim, gdzie kompleks niższości wobec narodów większych i wyższości wobec narodów mniejszych objawia się narodowo-patriotyczną tromtadracją.

Szkodliwe mity

To wreszcie upaństwowienie mitologii „zamachu smoleńskiego” i oficjalny kult „pierwszego poległego” prezydenta Lecha Kaczyńskiego. A skoro był „zamach”, będzie też polowanie na czarownice. Winni muszą się znaleźć. Zadbają o to pisowska prokuratura i podporządkowane prezydentowi Dudzie sądy. Z jednej strony będą skazani, z drugiej – nowe smoleńskie pomniki. Rozdarcie społeczeństwa, miast się zabliźniać, będzie się pogłębiać.

(MAMY DOŚĆ)

cvej0bxvuaapayr

Wprowadzenie w życie obietnic wyborczych PiS – 500 zł na dziecko, obrona przywilejów branżowych, zwłaszcza trwale nierentownych kopalń, cofnięcie reformy emerytalnej koniecznej z powodu coraz dłuższego życia Polaków – zrujnowałoby finanse publiczne.

Jeśli PiS zdobędzie pełnię władzy, narzuci dyktaturę większości. Bez liczenia się z prawami mniejszości, bez respektu dla ducha i litery prawa. Jeśli PiS wygra wybory, co sugerują sondaże, to partii tej prezydent Duda powierzy formowanie rządu. Dlatego jest dziś polską racją stanu, by wynik PiS i jego potencjalnych koalicjantów był jak najsłabszy. Aby nie tylko nie byli w stanie zmienić konstytucji broniącej praw i wolności obywateli (307 głosów), ale także nie mogli utworzyć większościowego rządu. Innymi słowy, by ani samodzielnie, ani w koalicji (Kukiz?, Korwin?) nie uzyskali ponad 230 mandatów w Sejmie i ponad 50 mandatów w Senacie.

Demokracja nie obroni się przed swoimi wrogami inaczej niż kartą wyborczą.

Nie rekomendujemy naszym Szanownym Czytelnikom głosowania na konkretną partię polityczną. Każdy rozważy to we własnym sumieniu. Rekomendujemy natomiast głosowanie na jedną z tych partii, które szanują polską konstytucję i nie przyłożą ręki do demokratycznego rozmontowania demokracji w stylu Orbána. Naszym zdaniem pięć spośród ośmiu komitetów wyborczych spełnia te kryteria: Nowoczesna, Partia Razem, PO, PSL, ZL (kolejność alfabetyczna).

(MAMY DOŚĆ)

cvej-40usaaa7qh

Im więcej partii wejdzie do parlamentu, tym bardziej zmaleje faworyzujący zwycięzcę efekt metody d’Hondta, za pomocą której przelicza się głosy na mandaty. Dlatego tak ważny jest każdy głos. Daje szansę na przyszły sojusz demokratów.

Wszyscy, którzy odrzucamy hasło PiS „Polska w ruinie” – jako próbę odebrania nam sensu pracy i osiągnięć ostatnich 26 lat – idźmy 25 października na wybory. Oddajmy głos na polską wolność i demokrację, które chroni nasza konstytucja.

(MAMY DOŚĆ)

cvekkmduiaafzgv

Waldemar Mystkowski pisze o Dudzie w Budapeszcie.

(MAMY DOŚĆ)

cvekouwuiaa1mnr

Andrzej Duda na wyjazd do Budapesztu mógł zareagować z ulgą. 60. rocznica rewolucji węgierskiej, a będą tylko on i Viktor Orban. Nikt nie będzie im mieszał. Czy dlatego, że Orban nikogo nie zaprosił? Nie! Dlatego, że Orban nie jest mile widziany przez demokratyczny Zachód.

(MAMY DOŚĆ)

cvekaqpviaactqd

Poza tym otwierał się ogromny margines interpretacji dla Krzysztofa Szczerskiego i Marka Magierowskiego. Zwłaszcza ten pierwszy potrafi wskrzesić z martwych Łazarza, jak to było w USA, gdy Duda w przelocie widział się z Barackiem Obamą w ONZ-cie, a on nazwał ten martwy przelot trzema spotkaniami z prezydentem USA. Czasami Szczerski jest lepszy od Macierewicza.

Nie wiem, jaki walor może mieć dla prezydenta Dudy aspekt, iż Budapeszt został okrzykniety stolicą porno. Odnotowuję to, bo dla mnie jest zaskoczeniem, iż fale Dunaju, a może Balaton, powodują takie rozprzężenie obyczajów seksualnych. Pewnie w tyle głowy mam owe ćwierkanie z Ruchadełkiem leśnym.

(MAMY DOŚĆ)

cvekhvauaaaesf1

Duda przemówił w Budapeszcie, Duda lubi mówić. Napisawszy to, cyknąłem się. A może – nie. Przemówienia Dudy są tak okrągłe, iż wystarczy zamienić w nich kilka rzeczowników, aby celowały w kontekst i mogłyby być przemówieniami na każdą okazję. Duda mówił tak okrągłymi zdaniami, iż gdyby retoryka była kołem to można byłoby powiedzieć, że porusza się w pi er kwadrat, i nie jest to PR Dudy, tylko jego mowa wypadająca z okrągłego dzioba.

cvek40_vyaagr7u

Jego przemówienia nie przejdą do żadnej, nawet pisowskiej, klasyki retorycznej, lecz możemy odnotować, że zaczyna narzekać na izolowanie jego osoby przez świat zewnętrzny: „Głośno w Europie my mówimy o wolności i suwerenności, to ta Europa nas za bardzo nie rozumie”.

Europa nie rozumie łamania konstytucji, demolowania standardów demokratycznych. Czy to jest suwerenność? To jest suwerenność jego prezesa, lecz nie Dudy, a taka suwerenność nazywa się wolą, a w zasadzie Żoliborzem.

(MAMY DOŚĆ)

cvelhvnukaarpg_

Okazuje się, że Duda został „nagrodzony” przez rodaków, którzy byli obecni podczas jego przemówienia, całkiem dosadnym określeniem „Dyktator”. Nagranie jest dostępne w sieci. Moim skromnym zdaniem Duda jest pacynką rzeczywistego dyktatora, który nie opuszcza kraju, owej swojej woli, Żoliborza i Nowogrodzkiej.

(MAMY DOŚĆ)

cveloj2uiaalhkl

Piszę o retoryce Dudy nieprzypadkowo, bowiem powołał się na wydarzenia Czerwca ’56 w Poznaniu. Wówczas widziałem, jego twarz, gdy skandowano w czasie jego przemówienia: „De-mo-kra-cja, Kons-ty-tucja”, a on czerwony na twarzy robił swój Pi Er Kwadrat.

cvemkthvuaas6vs

antoni-macierewicz

Antoni Macierewicz został Patriotą Roku, otrzymał Nagrodę im. Kazimierza Odnowiciela. Wcześniej Macierewicz dał wykład na uczelni Rydzyka. Jego tezy o zwycięstwie PiS i Jarosławie Kaczyńskim są iście stalinowskie.

exen

Według szefa MON tym, co doprowadziło do decyzji szczytu NATO w Warszawie o rozlokowaniu wojsk na tzw. wschodniej flance, były zeszłoroczne wybory i objęcie władzy przez PiS. Później na wykładzie w Toruniu było jeszcze ciekawiej.

macierewicz

W Toruniu szef MON wygłosił wykład „Polska w systemie bezpieczeństwa światowego” podczas inauguracji roku akademickiego w Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej. Jak podkreślił, w styczniu 2017 r. w Polsce rozpocznie się rozlokowywanie grupy bojowej NATO na tzw. Przesmyku Suwalskim i ciężkiej brygady amerykańskiej.

– Od stycznia rozpocznie się rozlokowywanie batalionowej grupy bojowej na tzw. Przesmyku Suwalskim (…) w sile mniej więcej 1200 żołnierzy, w tym 900 żołnierzy amerykańskich oraz żołnierzy brytyjskich, włoskich i rumuńskich. (…) Także od stycznia rozpocznie się umieszczanie w Polsce ciężkiej brygady amerykańskiej liczącej ponad 4,5 tys. żołnierzy – mówił Macierewicz.

Decyzja przy urnie wyborczej wpłynęła na USA i resztę NATO?

Według ministra czynnikiem, który zdecydował o rozlokowaniu wojsk na wschodniej flance, „była decyzja, którą podjęto przy urnie wyborczej” w Polsce w 2015 r.

– I ona zdecydowała o całym ciągu wydarzeń, który doprowadził do decyzji o usytuowaniu wojsk amerykańskich i natowskich na tzw. wschodniej flance NATO. Gdyby do władzy w Polsce nie doszła koalicja pod przewodnictwem PiS, wraz z jej programem zachodnim i niepodległościowym, gdyby Polacy nie podjęli tej decyzji, nigdy szczyt NATO nie rozstrzygnąłby na rzecz stacjonowania tych wojsk – przekonywał słuchaczy w szkole o. Tadeusza Rydzyka Macierewicz.

Skoncentrowany wysiłek i „promieniujące źródło”

Minister mówił też o skoncentrowanym wysiłku prezydenta Dudy, premier Szydło, szefa MSZ Waszczykowskiego i „w jakimś skromnym wymiarze” kierownictwa MON.

– Sukces w ogóle byłby niemożliwy, gdyby nie myśl polityczna, gdyby nie plany przygotowane i sukces ostateczny koalicji, którą kieruje Jarosław Kaczyński. Tu leży źródło tej wielkiej geopolitycznej zmiany, której beneficjentem przede wszystkim jest naród i państwo polskie, ale które promieniuje na zmianę geopolityczną całego świata – zaznaczył.

Szef resortu obrony podkreślił, że poprzednie władze skupiały wysiłek na tym, aby wojska sojuszników przebywały w Polsce „w wymiarze ćwiczebnym” i demonstrowały brak wiary w możliwość ich stałej obecności, co jest gwarantem rzeczywistego bezpieczeństwa.

piotr-maciazek

Macierewicz „zapomina”, kto zgłosił zwiększenie wydatków na wojsko

– Ta zamiana, jaką przyniosło PiS, z tego punktu widzenia miała symboliczny i praktyczny wymiar fundamentalny. Za tym poszły decyzje, które często nie były zrozumiane i trudne, ale były niezbędne dla osiągnięcia tego efektu. Pierwszą decyzja był wzrost wydatków na obronę do 2 proc. PKB, liczonych według systemu natowskiego, co oznacza o miliard złotych więcej niż przeznaczały na to poprzednie rządy. W efekcie Polska znalazła się w niesłychanie wąskiej elicie czterech państw NATO, które wydają właśnie 2 proc. na zbrojenia – zaznaczył.

W 2015 roku Sejm przyjął ustawę o zwiększaniu wydatków na wojsko do zalecanego przez NATO poziomu 2 proc. PKB. Autorem projektu, który przeszedł większością 402 głosów, był prezydent Bronisław Komorowski.

radoslaw-sikorski

PO jest winna zaniedbań w sprawie katastrofy smoleńskiej. Pisze o tym Dominika Wielowiejska. Platforma Obywatelska kompletnie nie radzi sobie z przekazem PiS w sprawie Smoleńska. Inne partie opozycyjne też są bierne. Dzięki temu szef MON Antoni Macierewicz i jego ludzie w nieskrępowany sposób realizują swoją politykę dezinformacji.

oskarzam

Ich siłą jest to, że potrafią wygłosić dowolną absurdalną tezę i nawet nie zadrży im powieka. A Platforma potrzebowała roku, aby wpaść na pomysł powołania zespołu, który rozmaite głupstwa będzie prostować. Roku!!! Co robiła przez ten czas? Macierewicz na tacy daje im masę pretekstów, by go brutalnie wyśmiać. Wystarczy zestawić jego sprzeczne ze sobą wypowiedzi. Wystarczy przypomnieć konkretne twierdzenia polityków PiS, którzy głosili, iż PO blokowała powstanie międzynarodowej komisji pod auspicjami NATO, która wyjaśni przyczyny katastrofy. Minął rok rządów „dobrej zmiany”. Gdzie jest komisja NATO?

Można rozreklamować na wielką skalę stronę internetową, gdzie prawdziwi eksperci będą na bieżąco odpowiadać na pytania internautów, wyjaśniać każdą wątpliwość, konstruować krótkie filmiki pokazujące absurdy – dużo bardziej dynamicznie i przystępnie niż strona Faktysmolenskie.gov.pl, uruchomiona pod koniec rządów PO-PSL.

Ten zespół Platformy od roku powinien mieć raport Jerzego Millera wykuty na blachę włącznie z punktami, które różnią je od raportu rosyjskiego Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego (MAK) Tatiany Anodiny. I sypać faktami jak z rękawa.

Taki zespół ma możliwości działania w Sejmie – sam Macierewicz dał przykład w poprzedniej kadencji, jak to się robi. Ma struktury, ma pieniądze. Ma Macieja Laska, byłego szefa Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych – do bólu merytorycznego, konsekwentnego i odważnego, który bez zacietrzewienia wyjaśnia wszystkie wątpliwości związane z katastrofą smoleńską. Niezmordowany stuka na Twitterze odpowiedzi i komentarze.

Dlaczego PO była taka ociężała do tej pory? Na co wydaje swoje pieniądze? Na billboardy z uśmiechniętym Grzegorzem Schetyną?

Jeśli jest sens dawania budżetowych pieniędzy partiom (a ja jestem przekonana, że jest, bo partie muszą być niezależne od biznesu), to właśnie po to, aby wykorzystywały je, budując zaplecze merytoryczne, wymyślały akcje polityczne na rzecz promowania faktów i prostowania bzdur.

Gdzie są więc pomysły na dobrą kampanię? Gdzie burza mózgów, jak za pomocą prostych, zrozumiałych dla wszystkich obywateli przekazów zdemaskować rozmaite brednie, jakie pojawiają się w przestrzeni publicznej? Gdzie jest współpraca całej opozycji, która byłaby antidotum na akcje propagandową PiS w sprawie katastrofy smoleńskiej?

PO mogła wygrać sprawę Smoleńska, wzmacniając swoją pozycję, przekonując do siebie na nowo rozczarowanych wyborców.

cvzxsycwgaanu2c

Piątkowe wystąpienie Marcina Kierwińskiego było niezłe, ale to za mało i za późno. Tu potrzeba błyskotliwych, porywających, ostrych przemówień, nad którymi pracowałby sztab fachowców. Na razie czarną robotę wykonują za polityków niektóre media.

Ale stawką jest coś więcej niż to, którzy politycy będą bardziej przekonujący, dynamiczni i skuteczni. Stawką jest to, abyśmy nie zostali przykryci falą idiotyzmów, kłamstw i przeinaczeń, abyśmy nie byli społeczeństwem ignorantów, którzy hołdują spiskowym teoriom.

Władza zyskała dziś bardzo wpływowe medium, jakim są publiczne media, i tam wkłada do głowy Polaków propagandową papkę. A PO już raz odpuściła zaraz po katastrofie smoleńskiej walkę o dominujący przekaz. Teraz popełnia ten sam błąd.

cvydrqqxyaqfv1s

Waldemar Mystkowski pisze o śledztwie w sprawie carali.

sledztwo

Osławiony człowiek IV RP Bogdan Święczkowski jest obecnie prokuratorem krajowym, który wzorem swoich kolegów politykę uprawia w mediach. Był ów prokurator gościem programu Krzysztofa Ziemca w RMF FM, gdzie zapowiedział śledztwo w sprawie śmigłowców Caracale.

Jakiego lotu jest Święczkowski, nie wiem, mogę tylko wnioskować na podstawie języka, którym publicznie się posługuje i metaforyki, opisującej jego kondycję moralno-intelektualną.

Otóż śledztwo nie skupi się tylko na zerwaniu kontraktu na zakup caracali, ale przede wszystkim śledczy prześwietlą przebieg przetargu.. Oto słowa Święczkowskiego: „ten proces wyboru tego helikoptera był dla mnie nie do końca zrozumiały”.

Niczego nie zmyślam, cytuję in extenso. Takich mamy oskarżających prawników, na negocjacjach się nie zna, na śmigłowcach też nie, ale to  jest dla niego „proces niezrozumiały”.

waldemar-kuczynski-2

Inny kontekst semantyczny mówi niemal wszystko o tym człowieku: „NIe ma świętych krów, każdy może trafić do więzienia, jeśli popełni przestępstwo”. Wywiad Ziemca bynajmniej nie był przeprowadzany w miejscu, gdzie w pobliżu mieści się hodowla krów, ani w Indiach, gdzie te zwięrzęta są traktowane jak katoliccy święci.

To się dzieje w Polsce A. D. 2016, w kraju Unii Europejskiej. Facet zarzuca „odstąpieniem strony francuskiej od zobowiązań offsetowych”. Tak poważna firma jak Airbus podała, iż Polska miała otrzymać w offsecie równowartość kontraktu, a zaprzecza temu Święczkowski o takiej, a nie innej proweniencji.

Przepraszam, co się stało z Polską, że reprezentantem jest Święczkowski, którego bogactwo języka wyżej przytoczyłem. Święczkowski jest tylko podwykonawcą decyzji zapadającej wyżej Ziobry, Macierewicza, ale za pomocą takich ludzi w Polsce docvhodzi do sytuacji, iż Komisja Wenecja, Komisja Europejska mówią o naszym braku praworządności. W wypadku caracali staliśmy się niewiarygodnym partnerem handlowym.

Nie Święczkowski za to zapłaci, znowu gdzieś się schowa w jakiejś norze, ale my zapłacimy. Caracale będą nas kosztować więcej niż suma kontraktu i offsetu. Wraca już do nas wartość „polaczka” dzięki takiim postaciom, jak ów Święczkowski. Nie chodzi o nazwiska, ale o zawartość głów takich Święczkowskich, dla którego „przebieg jest niezrozumiały”. Niemalże definicja niekomptetencji profesjonalno-moralnych. Z takich Święczkowskich składa się nasze Inferno.

z20869671ihmemy

tomasz-siemoniak-2

Paweł Wroński opisuje wyjątkowo burzliwe posiedzenie podkomisji smoleńskiej. Paranoja smoleńska dała sobie czadu.

wielkie

Posiedzenie sejmowej komisji obrony zwołano, aby podkomisja smoleńska utworzona przez Antoniego Macierewicza przedstawiła wyniki ośmiu miesięcy swojej pracy. Poseł PO Czesław Mroczek pytał, jakie były podstawy ponownego badania katastrofy Tu-154. I czy są jakieś dowody, które przeczyłyby poprzednim ustaleniom. – Nie widzieliście nawet wraku – mówił.

– To bezczelność – słyszał w odpowiedzi.

Według Mroczka w skład podkomisji Macierewicza powołano np. Franka Taylora, który nigdy nie był w żadnym oficjalnym zespole badającym katastrofy (służył jako ekspert od silników i systemów paliwowych). Posłowie PO podczas całego posiedzenia zarzucali szefowi MON, że wykorzystuje tragedię z 10 kwietnia 2010 r. dla celów politycznych.

– Chciałbym przeprosić pana Franka Taylora, twórcy brytyjskiej szkoły badania wypadków lotniczych za kalumnie, które na niego spadają – mówił szef MON w Sejmie.

Jak można ukryć coś w raporcie

Macierewicz stwierdził, że w ciągu ośmiu miesięcy prac osiągnięto więcej niż udało się zrobić komisji Jerzego Millera w piętnaście miesięcy. Jego zdaniem pierwszy powód, dla którego muszą badać przyczyny katastrofy, to wykrycie części samolotu odnalezionych 60 metrów od brzozy, o którą Tu-154 zaczepił skrzydłem (samolot przed brzozą ciął już inne drzewa). – Ten fragment odnalazł zespół polskich prokuratorów i jego opis został umieszczony w raporcie, a następnie ukryty – twierdził Macierewicz. Posłowie PO dziwili się, jak można coś ukryć w raporcie. Macierewicz zarzucał im, że rzucają tylko inwektywy i są „późnym dzieckiem Urbana”.

Posiedzenie miało emocjonalny przebieg. Wdowa po Rzeczniku Praw Obywatelskich Ewa Kochanowska odczytała oświadczenie, w którym stwierdziła, że wiele rodzin smoleńskich nie jest pewnych, kto pochowany jest w trumnach, ponieważ były zalutowane. – Do tej sytuacji doprowadzili ci, którzy nie zezwolili na przeprowadzenie sekcji zwłok, choć polski kodeks karny zakłada sekcje w przypadku, gdy śmierć może być wynikiem działań przestępczych – argumentowała. Mówiła, że rodziny otrzymywały „dochówki”, czyli fragmenty zwłok swoich bliskich, a następnie część sprasowanych i zmieszanych szczątków, które pochowano już przy pomniku na Powązkach.

przem-szubartowicz

Dlaczego wybuchu nie słyszeli świadkowie

Członek podkomisji Macierewicza Marek Dąbrowski twierdził w Sejmie, że rosyjscy kontrolerzy lotu zbyt późno zezwolili na tzw. trzeci zakręt, przez co piloci mieli mieć mniej czasu na decyzję. A założona ścieżka podejścia – dowodził – kończyła się przed pasem i znajdowała się poza jego osią.

Według Dąbrowskiego generała Andrzeja Błasika, dowódcy sił powietrznych, nie było w kabinie, bo żadna z osób bliskich nie rozpoznała jego głosu (rozpoznało go część ekspertów). Stwierdził, że jego zwłoki leżały nie wśród członków załogi, a wśród pasażerów. Sugerował, że bardzo dużo telefonów komórkowych było włączonych podczas lądowania, co mogło mieć wpływ na katastrofę. Poza tym – podkreślał – zapisy czarnych skrzynek były fałszowane, a w ostatniej fazie lotu widoczne były skutki awarii silnika, generatorów i wysokościomierzy.

Stwierdził też, że odnaleziono zwłoki, które nosiły nadpalenia poza strefą, w której na wrakowisku wybuchł pożar. – Wyjaśnienie tylko tej kwestii jest dostatecznym powodem powołania komisji – zaznaczył. Przypomniał, że wedle oświadczeń komisji Millera i prokuratury na zwłokach nie było śladów wybuchu, nadpalenia i pożaru.

Potem twierdził, że „świadkowie wypadku słyszeli wybuch”, więc posłowie dopytywali, dlaczego nie słychać go było na lotnisku i na zapisach z kabiny pilota.

Inny ekspert dowodził, że ślady po złamanym skrzydle pozostawiły w ziemi bruzdę w zupełnie innym miejscu niż powinny, co zmienia podejście do twierdzeń o położeniu samolotu w ostatniej fazie lotu.

cvvymbtvmaiczve

Stary film, jakoby ukryty

Najwięcej zamieszania na podkomisji wywołała prezentacja nagłaśnianego ostatnio przez Macierewicza filmu ze spotkania w Smoleńsku ówczesnego premiera Rosji Władimira Putina i premiera Donalda Tuska. Wcześniej szef MON mówił o nim, jakoby był ukryty i odnaleziony w ostatnim czasie. W rzeczywistości jest to „surówka” nagrania TVP, którą obejrzeć można od dawna choćby na YouTube.  Macierewicz upiera się teraz, że prezentuje „fakty dotychczas nieznane”.

– Wbrew dość systematycznie powtarzanym kłamstwom przez różnych urzędników i dziennikarzy, czarna skrzynka, voice recorder, zawierająca głosy pilotów i ich rozmowy z wieżą, była już odczytana o godz. 6 po południu – stwierdził. Jego zdaniem ma o tym świadczyć wypowiedź rosyjskiego ministra Siergieja Szojgu, że znaleziono ją mniej więcej 15 minut po katastrofie. – Czarną skrzynkę Rosjanie znaleźli, otworzyli, a następnie z powrotem położyli na miejsce tragedii – stwierdził minister.

Według Macieja Laska – członka rządowego zespołu badającego katastrofę – skrzynka została otworzona z udziałem polskich prokuratorów 11 kwietnia w Moskwie, a nie na wrakowisku.

polska

Na 19 listopada zaplanowany jest tzw. akt intronizacyjny. – W intencji kościelnej chodzi o akt religijny, ale są podstawy, by się obawiać, że intronizacja w Krakowie nabierze znaczenia aktu polityczno-państwowego i przyczyni się do dalszych podziałów w społeczeństwie, które przecież nie składa się z samych katolików, ale na przykład też protestantów. Ruchy urosły w siłę w ostatnich latach, episkopat musi się z nimi liczyć – obawia się Adam Szostkiewicz.

Jak pisze na swoim blogu publicysta są ruchy, które chcą, by ogłosić Chrystusa „Królem Polski”. Ale w Kościele nie wszyscy tego pragną, nie mówiąc o tych, którzy nie są katolikami.

Dodatkowo akt religijny stanie się polityczny, gdy na uroczystości religijnej stawią się prezydent RP, premier, marszałkowie Sejmu i Senatu i inni dygnitarze obecnego obozu władzy. – Będzie to kolejnym przykładem, że Polska pod rządami PiS staje się katolickim państwem narodu polskiego, co jest sprzeczne z konstytucją, w której Polska jest zdefiniowana jako demokratyczne państwo prawne, w której państwo i Kościół są od siebie wzajemnie autonomiczne – pisze Szostkiewicz.

Tekst aktu, który Episkopat ogłosił na swojej stronie internetowej, mówi m.in. o tym, by Chrystus „królował nam w szkołach, uczelniach, środkach społecznej komunikacji, urzędach, miejscach pracy, służby i odpoczynku, w całym Narodzie i Państwie Polskim.

cvsqgmyxgaavq5m

Romana Orlikowska-Wrońska, adwokat, która broniła Adama Michnika w czasie komuny pisze o tym wspaniałym człowieku.

z20839479v17-pazdziernika-adam-michnik-konczy-70-lat

Warto przypomnieć kilka faktów: 22 lata działalności opozycyjnej w komunistycznym państwie, wielokrotne zatrzymania, areszty, rewizje, pobicia, 7 lat za kratkami, bezprzykładne szkalowanie, pomawianie, niezliczone kłamstwa przy bezkarnym wykorzystywaniu mediów reżimowych w czasach zniewolenia. I niestety historia zatoczyła koło.

Miałam zaszczyt bronić Adama Michnika w procesie gdańskim w 1985 r., kiedy zasiadał na ławie oskarżonych razem z Władysławem Frasyniukiem i Bogdanem Lisem. To był proces karny, w którym zarzuty były tylko pretekstem do tego, ażeby tych odważnych, niebezpiecznych dla komunistycznej władzy opozycjonistów nie tylko uwięzić, izolując w ten sposób od społeczeństwa, ale też zniesławić i pozbawić dobrego imienia.

Do akt sądowych dołączono wówczas opinię o Adamie sporządzoną przez Służbę Bezpieczeństwa. Była to szeroko rozbudowana charakterystyka oskarżonego, w której z beletrystycznym zacięciem opisano takie wątki, jak narodowość, pochodzenie, wrogą dla państwa wieloletnią działalność antykomunistyczną, szkodnictwo społeczne, a nawet brzydki wygląd i ubiór delikwenta. Miał  to być portret człowieka odrażającego, budzącego pogardę.

28 autorytetów

Szalały komunistyczne media. Reżimowi dziennikarze prześcigali się w pomysłach na zniesławianie Adama. Rzecznik prasowy ówczesnego rządu Jerzy Urban wielokrotnie kreślił na czarno sylwetkę tego klasowego wroga, sugerując zdradę ojczyzny i wysługiwanie się zachodnim imperialistom. Kpił z polityków, pisarzy, publicystów i uznanych na Zachodzie autorytetów  broniących Adama, nazywając ich pogardliwie „zachodnimi niańkami”. A było z kim polemizować.

W obronie Michnika stanęło 28 autorytetów światowych  uhonorowanych Nagrodą Nobla, którzy scharakteryzowali Go, jako cyt.: „Znanego autora i teoretyka demokracji, który swoje życie poświęcił wyzbytemu z przemocy protestowi na rzecz wolności politycznych, kulturalnych i ekonomicznych, który spędził wiele lat w polskim więzieniu”. A w liście otwartym do Generała Jaruzelskiego Waclaw Havel napisał o Michniku, że cyt.: „Jest człowiekiem odważnym, patriotą, który przynosi zaszczyt swemu Narodowi i wyraża prawdziwą wolę społeczeństwa”. Było też wielu innych, sławnych obrońców Adama. A historia opluwania Adama sięga roku 1968, kiedy po raz pierwszy postawił się w opozycji do rządów totalitarnych. Warto przypomnieć kilka faktów: 22 lata działalności opozycyjnej w komunistycznym państwie, wielokrotne zatrzymania, areszty, rewizje, pobicia, 7 lat za kratkami, bezprzykładne szkalowanie, pomawianie, niezliczone kłamstwa przy bezkarnym wykorzystywaniu mediów reżimowych w czasach zniewolenia.

I niestety historia zatoczyła koło. I znowu propagandyści PIS-u, korzystając z komunistycznych archiwów i starych materiałów propagandowych telewizji, posługując się narzędziami kłamstwa i insynuacji, angażując obecną telewizję rządową, chcą pozbawić Adama dobrego imienia, a Gazetę Wyborczą czytelników. W imieniu obrony ogłaszam więc, że nie udało się to wcześniej i nie uda teraz!!!

I na koniec kilka słów do Pana Jarosława Kaczyńskiego i do Adama Michnika.

Do pierwszego z Panów, ażeby zechciał skonfrontować podane w liście fakty z opozycyjnej działalności Adama  z represjami,  jakich sam doświadczył, a które miały polegać na bezczelnym zaniechaniu przez władze komunistyczne internowania, aresztowania, stawiania przed sądem i skazywania Pana za działalność polityczną.

A do Adama taka mała prośba, żeby za wcześnie nie przebaczał, a przynajmniej poczekał z tym do czasu, kiedy odezwą się znowu jego obrońcy.

Waldemar Mystkowski pisze o repolonizacji mediów.

repolonizacja

W najbliższym czasie Komisja Kultury i Środków Przekazu zajmie się sytuacją własnościową w działających w Polsce mediach.

Repolonizować – jedno z ulubionych słów Jarosława Kaczyńskiego. Synonimem jest ważniejsze, ale propagandowo obciążające – słowo związane z nazwą partii – upisić, spisić, zrobić nasze, posłuszne, służące interesom partyjnym.

Najlepiej „repolonizacja” idzie na już spolonizowanych przedsięwzięciach, którym nadaje się znaczenie jeszcze inne – narodowe. Piszę o mediach, choć Kaczyński chciałby zrepolonizować sferę finansową, banki, ale tam tak lekko nie będzie, trzeba większych macherów niż Mateusz Morawiecki, który zakochał się – bez wzajemności – w budżecie układanym przez jego poprzednika, Pawła Szałamachę.

Na razie PiS-owi udało się zrepolonizowac media publiczne na narodowe, tj. spisione zostały. Repolonizacja na tym polega, że wartość informacji jest tylko jedna – spisiona.

O spisieniu wszak mówił sam prezes: „Trzeba podjąć sprawę repolonizacji mediów. Trzeba być odważnym, nie można się dać sterroryzować ich krzykiem tu i ewentualnie w Unii Europejskiej.”

A jeszcze dokładniej określiła to niedawno pisowska szefowa sejmowej komisji kultury i środków przekazu Elżbieta Kruk: „W najbliższym czasie komisja zajmie się sytuacją własnościową w działających w Polsce mediach. Chcemy się przyjrzeć i zbadać możliwości ich repolonizacji”.

ania

Na czym miałoby polegać repolonizacja, czyli spisienie? Na odkupieniu przez instytucje państwowe, finansowe, tytułów, aby przedstawiały pisowski punkt interesu politycznego, a nie polski punkt widzenia, bo przecież media w Polsce zajmują się Polską, gdyż są redagowane przez Polaków.

„Wyborcza” na to spisienie wpadła idąc tropem słów Kaczyńskiego i Kruk. Zasięgnęła języka i wyszło, że jeżeli pierwsze będą wybory samorządowe, to „repolonizacja” dotyczyć będzie tytułów regionalnych, lokalnych. Informacje takie zostały potwierdzone w kilku niezależnych źródłach. Największym koncernem gazet regionalnych jest Polska Press Grupa, której właścicielem jest niemiecki koncern Verlagsgruppe Passau. Wszak z tego powodu prezes PiS może nie spać po nocach i oglądać walki byków. Po czym zmęczony zasypia, nie budzi się na czas, a Sejm nie może rozpocząć obrad.

Repolonizacja miałaby dotyczyć 20 dzienników i 100 tygodników. Przejąć miałby bank PKO BP, w którym do tej pracy został specjalnie zatrudniony i oddelegowany były poseł PiS Max Kraczkowski, żadnej wiedzy bankowej nie posiada, ale może być dobrym macherem.

To ma być początek spisienia mediów prywatnych. Początek „repolonizacji”. Obraził się na takie opisanie repolonizacji przez „Wyborczą” dyrektor Polska Press Grupy Paweł Fąfara, który stanął w obronie PiS, nie zgodził się, iż dojdzie do repolonizacji, ale wyszło z niego szydło w… języku pisowskim. Jakby słyszał Jarosława Kaczyńskiego, bądź Antoniego Macierewicza: „Gaztea Wyborcza kąsa na ślepo jak przetrącony wściekły pies”.

Fąfara zamiast zająć się meritum sprawy, odpowiedzieć argumentami, zajął się kłopotami Agory, wydawcy „Wyborczej”. Skąd my to znamy? Fąfara może liczyć na posadkę po spisieniu mediów, nawet nie musi wstępować do PiS-u, bo jest już ukształtowanym semantycznie pisowcem. „Repolonizacja” gazet regionalnych PiS-owi pójdzie łatwo, wszak mają opanowany taki ważny przyczółek – umysł dyrektora Fąfary.