JAKIE ZABAWKI DOSTANĄ DZIŚ WASZE DZIECI?

grudzien6

WYNIK KASACJI: ZERO.

cy_c5m7xgaa97tz

„TA CHORA UMYSŁOWO KOBIETA TO MISTER HYDE PiS-U”.

cy5wiorxgaaax08

Sąd Najwyższy zmiażdżył pisowską ustawę o zgromadzeniach. Pisze o tym Ewa Siedlecka w „Wyborczej”. Nowelizacja ustawy o zgromadzeniach jest projektem antykonstytucyjnym i sprzecznym z zasadami prawa międzynarodowego – to opinia Sądu Najwyższego. PiS uchwalił ustawę w piątek w Sejmie.

wszelkie

Wcześniej ustawę za niekonstytucyjną uznał rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar. Ani opinia RPO, ani opinia SN nie została udostępniona na stronach Sejmu i Senatu.

We wtorek ustawę zaopiniują senackie komisje praw człowieka, praworządności i petycji oraz samorządu terytorialnego i administracji państwowej.

cy74lfjxuaqp8cr

To nie jest prawo leżącego w Europie państwa demokratycznego

„Opiniowany projekt ma wszelkie cechy prawa ‚stanu wyjątkowego’, którego, o ile wiadomo, nikt w Polsce dotąd nie wprowadził (…) oznacza to podjętą świadomie i oczywistą dla każdego prawnika próbę naruszenia ładu konstytucyjnego, w szczególności art. 2 Konstytucji RP, w zakresie wyrażanej w niej zasady państwa ‚prawnego’” – pisze w opinii o ustawie biuro analiz SN.

Zawarcie w projekcie przepisu, że wojewoda wydaje „zgodę” na zgromadzenie „cykliczne” oceniając ich „cel” (dziś wystarczy zgromadzenie zgłosić), Sąd Najwyższy nazywa „drastyczną instrumentalizacją prawa, i to akurat w obszarze wolności kluczowej dla dalszego utrzymania demokratycznego ustroju państwa. Prawo tak stanowione nie może być dłużej nazywane prawem państwa leżącego w Europie, praworządnego ani demokratycznego. Narusza ono nie tylko art. 57 (wolność zgromadzeń) Konstytucji RP, ale obowiązujące Rzeczpospolitą prawo międzynarodowe”.

„Bliższa analiza treści projektu budzi wątpliwości, czy rzeczywistym przedmiotem zamierzonej regulacji nie jest po prostu daleko idące ograniczenie wolności zgromadzeń”.

cy7sxk7xuaefqri

W trosce o „dobrostan osób sprawujących aktualnie władzę”?

Sąd Najwyższy zauważa, że deklarowany cel ustawy – zwiększenie komfortu demonstrowania przez odsunięcie kontrmanifestacji – jest sprzeczny z zachodnim standardem: „w kulturze demokratycznych państw zachodnich nie dostrzega się niczego złego w tym (…), że idee i światopoglądy ze sobą sprzeczne ścierają się ze sobą w przestrzeni publicznej. (…) Dobrostan osób sprawujących aktualnie władzę oraz ograniczenie obecności kontrprzekazu w przestrzeni publicznej po to, aby dominowały w nim słowa i wartości uważane przez nich za słuszne, niewątpliwie nie stanowią aksjologii porządku konstytucyjnego w demokratycznym państwie prawnym. Charakteryzują one natomiast państwa autorytarne”.

SN ocenia też, że przewidziane w ustawie pierwszeństwo dla imprez organizowanych przez władze publiczne, kościoły, związki wyznaniowe, a także dla zgromadzeń „cyklicznych” przed innymi zgromadzeniami jest nieproporcjonalne, niekonieczne i nieuzasadnione. A więc nie spełnia kryteriów konstytucyjnych (art. 31), które pozwalają prawa i wolności ograniczać tylko w minimalny, niezbędny dla ochrony innych wartości konstytucyjnych sposób. SN zauważa, że władza publiczna będzie miała „w zasadzie monopol na odbycie zgromadzenia w określonym miejscu i czasie – faktycznie spowoduje to, że dowolny taki organ będzie autorytatywnie i arbitralnie decydował o tym, czy dopuścić zorganizowanie innego, niepublicznego zgromadzenia”. „W wariancie skrajnym (chociaż wyobrażalnym) możliwe byłoby nawet nadużycie prawa w postaci organizowania naprędce ‚mikromanifestacji’, np. przez ministrów, a nawet przez wojewodów – jedynie po to, aby zapobiec odbyciu się niewygodnego dla władz zgromadzenia” – czytamy w opinii Sądu Najwyższego.

cy7oz9xxcaqvoqu

Kto będzie mógł zablokować demonstrację?

Biuro analiz SN zwraca też uwagę, że określenie „organ władzy publicznej” jest bardzo szerokie. Takim organem jest np. kurator oświaty czy powiatowy lekarz weterynarii. Nie jest precyzyjne także zakazanie dwóch manifestacji w jednym „miejscu”. Bo czy np. takim „miejscem” może być określona miejscowość?

„Naruszenie wolności zagwarantowanej konstytucyjnie i międzynarodowo w omawianym zakresie jest szczególnie jaskrawe w stosunku do tzw. zgromadzeń spontanicznych, stanowiących reakcję opinii publicznej na bieżące wydarzenia” – czytamy w opinii.

Zdaniem SN zgromadzenia i zgromadzenia „cykliczne” nie różnią się między sobą w na tyle istotny sposób, by było konstytucyjnie dopuszczalne faworyzowanie jednych kosztem drugich. W dodatku zgromadzenie cykliczne wojewoda może wyrejestrować, tylko jeśli przestanie się cykliczne odbywać. A nie można, jeśli jego uczestnicy będą łamać prawo.

Protestuje też komisarz praw człowieka Rady Europy

Sąd Najwyższy stawia tezę, że wprowadzenie do prawa zgromadzeń „cyklicznych” ma na celu uprzywilejowanie konkretnych dwóch imprez (mówiło się o Marszu Niepodległości i miesięcznicach smoleńskich). A więc nie ma charakteru ogólnego i abstrakcyjnego, jaki jest wymagany dla ustaw.

Organizacje pozarządowe – które najczęściej są organizatorami zgromadzeń – zbierają podpisy pod apelem do senatorów o odrzucenie ustawy. O jej odrzucenie zaapelował do Senatu w piątek także Nils Muižnieks, komisarz praw człowieka Rady Europy.

ZADŁUŻYŁ POLSKĘ NA 50 MILIARDÓW. MYŚLICIE, ŻE NASZE DZIECI SOBIE Z TYM PORADZĄ? CZY RACZEJ WNUKI?

cy7xzb3weaqe_3l

„…co do jego stanu psychicznego i rozwoju umysłowego, należy powołać biegłego, …lekarza, również psychiatrę”

cy6qqlbxcaaiab7

Oczywiście, że Macierewicz jest na pierwszej linii frontu ze społeczeństwem polskim. Paweł Wroński („Wyborcza”) nie pozostawia suchej nitki na tym Szwejku. Ministerstwo Obrony Narodowej oficjalnie ostrzega, że uczestnicy konferencji w Collegium Civitas są podejrzani o „przestępczą działalność na rzecz obcych służb”. – Analizujemy możliwość złożenia pozwu – mówią uczestniczący w spotkaniu prominentni oficerowie służb III RP.

dobra

Komunikat MON ma formę ostrzeżenia instytucji naukowych przed dezinformacją ze strony byłych funkcjonariuszy tajnych służb, którzy tolerowali „środowiska mafijne wyrosłe z komunistycznej Służby Bezpieczeństwa i prowadzili przestępczą działalność na rzecz obcych służb”. Żadne konkretne nazwisko nie pada, ale komunikat odnosi się do „smutnego przykładu”, jakim była konferencja „Polskie służby specjalne po roku rządów PiS” zorganizowana w Collegium Civitas.

Komunikat podpisała p.o. rzecznika prasowego Katarzyna Jakubowska, ale widać w nim wpływ specjalisty ds. dezinformacji w MON Bartłomieja Misiewicza, który ostatnio wrócił do łask i pojawił się nawet na konferencji prasowej.

Debatę w Collegium Civitas prowadził gen. Krzysztof Bondaryk, w przeszłości szef ABW, a wypowiadali się: Paweł Białek, były zastępcza szefa ABW, Piotr Niemczyk, b. zastępca dyrektora Urzędu Ochrony Państwa, oraz gen. Janusz Nosek, b. dowódca Służby Kontrwywiadu Wojskowego.

– Na początku się roześmiałem. Jeśli do skromnej konferencji odnosi się w oficjalnym komunikacie Ministerstwo Obrony Narodowej, to absurd. A forma tego komunikatu ma już charakter kuriozalny – mówi Paweł Białek. Były szef SKW gen. Nosek porównuje styl komunikatu do komunikatów armii ck w „Dobrym wojaku Szwejku”.

Problem polega na tym, że choć MON sformułował najcięższe zarzuty, nie wiadomo, do kogo one się odnoszą. Piotr Woyciechowski, w przeszłości bliski współpracownik Antoniego Macierewicza, w telewizji Republika sugerował, że ministerstwo ma na myśli Piotra Niemczyka, który wraz z działaczami podziemnego ruchu Wolność i Pokój Konstantym Miodowiczem i Bartłomiejem Sienkiewiczem tworzył służby III RP. Według Woyciechowskiego budowali oni służby na podstawie funkcjonariuszy i współpracowników Służby Bezpieczeństwa. – To oświadczenie jest po prostu podłe, to insynuacja – mówi Piotr Niemczyk „Wyborczej”. – Nie wiem, jakimi materiałami trzeba dysponować, aby tego rodzaju oskarżenia rzucać odpowiedzialnie.

 

Ale prawicowe media wskazują raczej, że jest to ostrzeżenie przed gen. Januszem Noskiem, którego, jak twierdzą, prokuratura oskarża o współpracę z rosyjskim FSB. – Jako szef służb współpracowałem z wieloma wywiadami. Tylko że nie przedstawiono mi zarzutu współpracy, ale przekroczenia uprawnień – mówi nam płk. Nosek, zastrzegając, że nie może zdradzać informacji ze śledztwa. Nieoficjalnie wiadomo, że chodzi o podpisanie z Rosjanami porozumień o przerzuceniu naszych wojsk i sprzętu wojskowego z Afganistanu w 2012 roku. Wówczas rozważano dwie drogi: lotniczo-morską przez Karaczi i lądową pociągiem przez Uzbekistan i Rosję. Gen. Nosek nie przyznaje się do winy.

– W poniedziałek spotkaliśmy się w grupie uczestników tej konferencji z prawnikami, aby oni przeanalizowali możliwości wystąpienia przeciwko MON – mówi Nosek. – Zamierzamy wystąpić o ochronę dóbr.

Uczestnicy konferencji podkreślają, że cel MON to ograniczenie dyskusji naukowej i próba zamknięcia ust jej uczestnikom.

Białek: – Przedstawiłem opinię, zgodnie z którą władza PiS prowadzi do osłabienia bezpieczeństwa państwa: wprowadza bałagan w siłach zbrojnych, osłabia instytucje, niszczy zaufanie, czyni społeczeństwo nieodpornym na dezinformacje. Traktuje komunikat MON jako swoiste przyznanie mi racji.

Konferencja na temat stanu bezpieczeństwa państwa odbywała się już czterokrotnie. Do tej pory nie wywoływała zbyt dużego zainteresowania. Jej uczestnicy liczą, że to się zmieni po tak szerokim rozpropagowaniu jej przez MON.

CZYŻBY LONDYŃSKIE MGŁY ZMYLIŁY UMYSŁ MINISTRA WOJNY?

cy-8-kcxcaatjlk

SZCZERSKI UJAWNIA.

cy_baujwiaatywa

Waldemar Mystkowski zajmuje się tupolewizmem.

tupolewizm-ideologia

W kraju nieoczekiwanie odpowiednie rzeczy słowo użyte zostało do określenia ustroju, a może już ideologii, która panuje pod władzą PiS. Zastanawialiśmy się, czy to kaczyzm, pisizm? Skrobanie w głowę w związku z miękkim autokratyzmem, który z dnia na dzień tężeje, twardnieje, nie jest łatwym procesem kreacyjnym, bo język polski nie jest podatny na neologizmy, jak np. niemiecki czy angielski.

Do neologizmów potrzebna jest sugestywna ilustracja, walnięcie pięścią aż pocieknie jucha, wstrząs. Możliwe, że na stałe do polskiego słownika wejdzie słowo tupolewizm, gdyż w jego semantyce zawiera się droga PiS do władzy (od katastrofy tupolewa), jest w nim lewizna intelektualna, duchowa, jest zwalanie winy na innych.

Jest to słowo dane nam przez dziennikarza „Dziennika” Zbigniewa Parafianowicza, który siedział w rządowym Embraerze na lotnisku w angielskim Luton. Do samolotu ładowali się politycy, którzy przylecieli jednym samolotem i obsługa klakierska, tj. dziennikarska, która przyleciała drugim samolotem. Wracać mieli jednym samolotem, może chodziło o bratanie się polityków z żurnalistami, a może o to, aby budżet zaoszczędził na potrzeby 500+. W każdym razie doszło do sytuacji, jaką widzi się w przekazach wizualnych choćby z takich Indii, gdy pociągi bądź autobusy są tak przepełnione, że pasażerowie siedzą na dachu wehikułu, albo czepiają się klamek.

tupolewizm

Przepełniony był Embraer, ale pilot zachował się inaczej niż kapitan smoleńskiego tupolewa Arkadiusz Protasiuk, oświadczył, że nie poleci. Więc nie było zagrożenia Smoleńskiem 2, który dla odmiany mógł się zdarzyć pod niemieckim Poczdamem i byłoby tym razem, że na kwiat inteligencji polskiej zasadziła się z panzerfaustem Angela Merkel z Mateuszem Kijowskim.

cy6wgnfwqaeglly

To jest ten tupolewizm. Do tego zdarzenia w Luton doszło tydzień temu, nikt nie puścił farby, dopiero za sprawą Parafianowicza do tego doszło i mamy dalszy ciąg tupolewizmu, mianowicie politycy PiS odpowiedzialni za lot nie przyznają się, że łamane były procedury. Ależ to pisowskie, przepraszam tupolewistowskie. Nie jest łamana Konstytucja, standardy demokratyczne – taki jest tupolewizm Andrzeja Dudy, Beaty Szydło.

Tupolewizmem dzielimy się na zewnątrz, tacy wspaniałomyślni są politycy PiS, a konkretnie mój faworyt Witold Waszczykowski, który za pomocą Instytutów Polskich propaguje tupolewizm. Do tej pory Instytuty propagowały to, co w kraju jest najlepsze – kulturę.

Lecz w tupolewizmie kultura się nie liczy, ba jest wroga tej ideologii, bo wrogi jest niedawno zmarły Andrzej Wajda, czy też zdobywca Oskara za Idę, wspaniały Paweł Pawlikowski, wroga jest w literaturze Olga Tokarczuk, Andrzej Stasiuk, Jerzy Pilch. Wrodzy są plastycy, architekci, muzycy, wroga jest kultura, bo jest dekadencka, a nie tupolewistowska, w tym wypadku narodowo-katolicka.

W Instytutach Polskich na całym świecie – do tej pory spełniających rolę ambasad kultury polskiej – wymieniani są dyrektorzy. Jakość wymiany jest taka sama, jak w tupolewizmie stosowanym, jak różnica między rządową komisją ds. wyjaśnienia przyczyn katastrofy smoleńskiej Jerzego Millera a podkomisją „ekspertów” Macierewicza. Odwołani przez Waszczykowskiego dyrektorzy w Nowym Jorku, czy też w Berlinie, dostają wsparcie tamtejszych intelektualistów (amerykańskich i niemieckich), którzy wysłali listy poparcia do MSZ, np. Amerykanie w sprawie odwołanej Ireny Grendy piszą, iż są „zszokowani, że ciesząca się międzynarodowym uznaniem szefowa Instytutu Kultury Polskiej w Nowym Jorku została zwolniona bez podania przyczyn”. I dalej ponad 30 amerykańskich intelektualistów, szefów wpływowych instytucji i dyrektorów festiwali napisało: „zwracamy się o ponowne rozpatrzenie tej niefortunnej decyzji, która mogła być pomyłką”.

Co zamiast kultury polskiej będzie propagowane? Zgadliście! Tupolewizm. Promowanie polskiej historii i myśli politycznej. A kto reprezentuje myśl polityczną? Znowu zgadliście! Pasażer tupolewa, bo w wytycznych MSZ czytamy, iż priorytetem nr 1 są „dziedzictwa myśli politycznej Lecha Kaczyńskiego”„eliminacja ‘wadliwych kodów pamięci’ i negatywnych stereotypów dotyczących Polaków i Polski, zwłaszcza w czasie II wojny światowej”, oraz walka z propagandą rosyjską”.

Wyobrażam sobie, jak w „New Yorkerze” Philiph Roth, a może Don DeLillo, John Barth, albo Thomas Pynchon publikują esej o wspólnocie duchowej Henry Davida Thoreau, autora „Nieposłuszeństwa obywatelskiego” i Lecha Kaczyńskiego. Cholera, nie kpię! Polski pisarz miałby kłopot, ale może nie mieć go amerykański, gdy dotrze do niego lektor z Instytutu Kultury Polskiej. Zastanawiam się, co jest w myśli politycznej Lecha Kaczyńskiego, czy on opublikował jakąś książkę o swojej myśli politycznej?

A może z tą myślą Lecha Kaczyńskiego u Amerykanów będzie tak, jak na pewnych obrazkach Jana Młodożeńca. Na jednym rysunku: reporter z mikrofonem w ręku pyta na polu chłopa, co sądzi o jubileuszu jakiegoś tam miesięcznika literackiego. A na drugim obrazku: chłop goni z kosą uciekającego dziennikarza.

Czy Pynchon pogoni myśl Kaczyńskiego, której ja Polak nie znam, bo nie spisał, a to że gadał i wychwalał brata Jarosława, to nie on jeden w kraju był i jest wyznawcą tupolewizmu.

cy-9xmqxgaanxki

CZY ONI NIE CHCĄ PRZYPADKIEM POWTÓRZYĆ SMOLEŃSKA?

cy7k7c8xcaehrpb

Kleofas Wieniawa postrzega tupolewizm już w czasach prehistorycznych, tj. na palmie w Burkina Faso.

banany

Sąd Najwyższy  nie lokalizuje Polski w Europie, ani na Zachodzie. Nasz kraj został wyprowadzony z cywilizacji zachodniej i stał się republiką bananową.

No, popatrzcie, jak to partii Jarosława Kaczyńskiego szparko idzie. Jego freudyzm językowy o Burkina Faso stał się ciałem.

Mamy palmę na Nowogrodzkiej, na szczycie jej mieści się gabinet prezesa.

Biuro analiz SN ponadto stwierdza o ustawie o zgromadzeniach: „Opiniowany projekt ma wszelkie cechy prawa ‚stanu wyjątkowego’, którego, o ile wiadomo, nikt w Polsce dotąd nie wprowadził (…) oznacza to podjętą świadomie i oczywistą dla każdego prawnika próbę naruszenia ładu konstytucyjnego, w szczególności art. 2 Konstytucji RP, w zakresie wyrażanej w niej zasady państwa ‚prawnego’”.

Ustawa jest przeczna z zachodnimi standardami: „w kulturze demokratycznych państw zachodnich nie dostrzega się niczego złego w tym (…), że idee i światopoglądy ze sobą sprzeczne ścierają się ze sobą w przestrzeni publicznej. (…) Dobrostan osób sprawujących aktualnie władzę oraz ograniczenie obecności kontrprzekazu w przestrzeni publicznej po to, aby dominowały w nim słowa i wartości uważane przez nich za słuszne, niewątpliwie nie stanowią aksjologii porządku konstytucyjnego w demokratycznym państwie prawnym. Charakteryzują one natomiast państwa autorytarne”.

cy71yuowiaabomh

W kraju kwitnie ideologia tupolewizimu – lewizna proceduralna, intelektu, lewizna fachowości z cudownym przedrostkiem tupo – zaowocowała raz katastrofą smoleńską. Zjadacze bananów niczego się nie nauczyli. Dyzmowata Beata Kempa to potwierdziła, iż instrukcja bezpieczeństwa (HEAD) nie została złamana. Na szczęście kapitan embraera nie okazał się smoleńskim Protasiukiem.

cy8g5eexuaaaqta

Geopolitycznie Polska została wyprowadzona ze swego tradycyjnego miejsca europejskiego. Takie mamy banany i małpy prezesa, które w angielskim Luton dały popis tupolewizmu.

cy6x6dvweaqt0vw

CZY WY TEŻ TAK MACIE?

cy7e094wgaabznb

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s