Archiwum dla Grudzień, 2016

JAK WAM SIĘ PODOBA BEATA PO DOBREJ ZMIANIE?

c0j1grkxgautiy7

Żeby biedaczce w głowie się nie przekręciło.

gdyby

Wicepremier Szydło zna hierarchię.😊

c0mcev5xeaax5mk

JEŚLI KTOŚ MA JESZCZE WĄTPLIWOŚCI W KWESTII DOJENIA POLSKI, TO PROSZĘ

c0jmrmowqaiqct

Kryzysowa Polska pod rządami PiS.

kryzys-w-sejmie

Wtorek, godz. 4.30 nad ranem, ul. Wiejska przed Sejmem: – Zgromadzenie jest nielegalne – policja wzywała do rozejścia się grupę demonstrujących Obywateli RP. Przy jednym z wjazdów do Sejmu już w piątek w nocy rozbili prowizoryczne miasteczko. Funkcjonariusze powoływali się na decyzję straży marszałkowskiej i przepisy o ochronie przeciwpożarowej. Protestujący wezwania zignorowali. Wtedy policja zaczęła siłą przepychać ich na drugą stronę ulicy. Na Wiejską wjechały ciężarówki ze stalowymi barierkami. Policjanci odgrodzili Sejm. Tłumaczyli to tym, że o godz. 11 przed parlamentem miała się rozpocząć demonstracja KOD. Manifestacja była, ale kilka godzin później. Protestujący w stalowe barierki wtykali kwiaty. Przychodzili nie tylko warszawiacy, ale też mieszkańcy Wrocławia, Krakowa czy Opola.

Petru: Duda nas oszukał

Posłowie PO i Nowoczesnej, którzy od piątku blokują mównicę w sali plenarnej Sejmu, obawiają się, że władza szykuje się do siłowego rozwiązania. Pod Sejm ściągnięto oddziały prewencji z różnych miast Polski.

– Jarosław Kaczyński idzie na totalne zwarcie, jak taran. Słowa prezydenta Andrzeja Dudy o tym, że będzie mediatorem w tym konflikcie, to kłamstwo – mówi Joanna Scheuring-Wielgus z Nowoczesnej. Według niej Kaczyński liczy, że posłowie Nowoczesnej i PO będą przedstawiani jako awanturnicy, a politycy PiS – jako ci, którzy chcą w spokoju przeżyć święta razem ze społeczeństwem. Taką narrację prezentują już prorządowe i publiczne media.

– Będą nas chcieli usunąć z Sejmu pod pretekstem zaprowadzenia porządku – uważa Scheuring-Wielgus.

Lider Nowoczesnej Ryszard Petru mówił przed Sejmem: – Prezydent Duda nas oszukał. Udawał, że jest mediatorem, a dzień później bezmyślnie podpisał ustawę o Trybunale Konstytucyjnym łamiącą konstytucję.

Petru podkreślił, że tylko zjednoczona opozycja jest w stanie zmusić PiS do ustępstwa. Ale politycy opozycji nie są zgodni co do tego, jak długo powinni protestować.

Lider PO Grzegorz Schetyna zapowiedział, że jego partia może blokować salę plenarną do 11 stycznia (termin kolejnego posiedzenia Sejmu) lub nawet dłużej. Jednak szef PSL Władysław Kosiniak-Kamysz mówił nam wczoraj, że skoro dziennikarze wrócili do Sejmu, to protest w czasie świąt nie ma sensu.

Zgodnie z zapowiedzią prezydenta media znów są w parlamencie, ale nie na dotychczasowych zasadach, jak obiecał Duda. Nie wszyscy dziennikarze dostali jednorazowe przepustki, a galeria sejmowa była zamknięta dla mediów.

Politycy PO mówili wczoraj, że jeśli PiS nie powtórzy głosowania w sprawie budżetu, to będą kontynuować protest. Głosowanie w Senacie w tej sprawie zaplanowano dopiero na styczeń. – Jeśli odpuścimy, to PiS będzie mógł każdą ustawę uchwalić z pogwałceniem konstytucji, tak samo jak budżet – mówił nam ważny poseł PO.

PiS mówi, że jeśli ulegnie, to podda się szantażowi. W partii Kaczyńskiego obawiają się, że przy kolejnych sporach opozycja znów zdecyduje się na blokowanie mównicy.

W Nowoczesnej przeważają opinie o przerwaniu protestu do nowego roku. W partii Petru i w PSL słychać też krytykę Grzegorza Schetyny za to, że gra na siebie, zamiast na całą opozycję. Politycy wytykają mu, że zwrócił się do prezydenta Dudy z prośbą, by zorganizował spotkanie z Kaczyńskim. Ale tylko z nim, bez pozostałych liderów opozycji.

PO: „Nie ma takiej ustawy!”

Wczoraj w Senacie atmosfera była napięta. Od godz. 10 politycy opozycji i dziennikarze czekali na to, czy marszałek Senatu Stanisław Karczewski uzupełni porządek obrad o tzw. ustawy kolumnowe. To potoczna nazwa ustaw przegłosowanych przez PiS w piątek w nocy na obradach w Sali Kolumnowej, bez udziału opozycji, która podważa legalność tych obrad.

Kiedy trzy godziny później Karczewski zaproponował, by Senat zajął się ustawą dezubekizacyjną (przyjętą w Sali Kolumnowej), senatorowie PO zaprotestowali. Żądali też, by teren parlamentu opuścili policjanci. – Tym, którzy mieli do czynienia bezpośrednio ze skutkami wprowadzenie stanu wojennego, przypomina to najgorsze możliwe praktyki – mówił Bogdan Klich (PO). Wicemarszałek Bogdan Borusewicz (PO) chciał odroczenia obrad do czasu „opuszczenia terenu Sejmu i Senatu przez siły policyjne”. Wniosek przepadł głosami senatorów PiS.

Potem były kolejne wnioski. Waldemar Sługocki (PO) przypomniał, że o legalność piątkowego posiedzenia zapytał marszałka Sejmu prezydent Andrzej Duda. I zaproponował, by odroczyć obrady do czasu, aż marszałek odpowie. Karczewski zacytował jednak z konstytucji, że Senat ma obowiązek w ciągu 30 dni od przekazania ustawy przez Sejm przyjąć ją bez zmian, odrzucić bądź ustanowić poprawki. Sługockiemu odpowiedział też senator PiS Jan Żaryn. – Faktycznym powodem tego wniosku jest niechęć do procedowania nad jedną tylko ustawą – dezubekizacyjną – mówił.

Z ław PO odpowiedziały mu okrzyki: „Nie ma tej ustawy!”. Niezrażony Żaryn przekonywał, że jest zdziwiony oporem PO, bo „zarówno senatorowie PiS, jak i znaczna część senatorów PO wywodzi się z tego samego pnia, pnia ‚Solidarności’”.

– Teraz nie chcecie debatować nad tą ustawą. To oznacza, że stajecie się solidarni, ale wobec ubeków i esbeków. A jak się nazywała w przeszłości solidarność wobec ubeków? Nazywała się kolaboracją. Czy chcecie tak być określeni dzisiaj? – pytał Żaryn. W PO wywołał oburzenie. Senator Tomasz Grodzki zażądał wykreślenia słów Żaryna z protokołu posiedzenia. – Mówiłem o przyszłości, która stać się może, a zależy to od pań i panów senatorów PO – odpowiedział mu Żaryn. A PO skandowała: „Przeproś!”. – Dla dobra tej debaty, która powinna być merytoryczna, chętnie przepraszam senatorów PO – zareagował Żaryn.

Kolejni senatorowie PO składali wnioski o odłożenie prac. Wszystkie odrzucali senatorowie PiS.

ILE JESZCZE RAZY ZŁAMIĄ PRAWO? NA ILE IM POLACY POZWOLĄ?

c0h_of6xaaadepx

BARDZO SŁUSZNE PYTANIE.

c0h3mxkxuaikigf

A co gdy kolejną ustawą wymyślą p.o. prezydenta?

c0h0o-vxeaijtla

DZIŚ JUŻ ROZUMIEMY, DLACZEGO PiS PRZED WYBORAMI WSTYDZIŁ SIĘ PRZYZNAĆ, ŻE TO MACIEREWICZ BĘDZIE MINISTREM WOJNY.

c0i9wtgw8aaxdgh

ZNAMY JUŻ CZEŚĆ PLANÓW DEGRADACYJNYCH ANTONIEGO M.

c0jca2lxgaatxny

ZNAMY JUŻ PIERWSZĄ PLANOWANĄ DEGRADACJĘ.

c0jagf2xgaamxrf

A od kilku dni nie posiadamy operacyjnego dowództwa WP. W ramach protestu dymisję złożyło dwóch najważniejszych generałów polskiej armii.

c0jw4qcxgaefurc

I JUŻ NAWET BRONI NIE TRZEBA KUPOWAĆ. PRZECIWNIK PADNIE… ZE ŚMIECHU.

c0jpnxzxeaaw6nf

CZY TO SĄ CI SNAJPERZY LUB BOJÓWKI KOD-OWSKIE, O KTÓRYCH OSTRZEGAJĄ REŻIMOWE MEDIA?

c0jl_c0xcaa5iyf

Dominika Wielowieyska nie łudzi się.

prezes-gra

Prezes PiS Jarosław Kaczyński od chwili objęcia władzy gra na przyspieszone wybory parlamentarne. Chciałby wykorzystać korzystny dla PiS trend i zdobyć większość konstytucyjną – wskazuje na to cała sekwencja zdarzeń.

Plan ten mógł wyglądać następująco: przez półtora roku utrzymujemy kraj w stanie wrzenia. Służy temu spór o Trybunał Konstytucyjny. Wciągnięcie całej partii i prezydenta w proceder łamania konstytucji cementuje obóz polityczny PiS, zamyka jego członkom drogę do rozmów ze środowiskami spoza PiS. I radykalizuje opozycję.

Jednocześnie permanentny konflikt utrzymuje twardy elektorat PiS w stanie najwyższej gotowości. Temu też służą miesięcznice smoleńskie, na których prezes mówi, że walka trwa, nie można spocząć na laurach, potężne siły wciąż czyhają, aby nas zniszczyć – ale zwyciężymy. Można zapytać: Jak to „zwyciężymy”? Przecież już zwyciężyliśmy, mamy większość w parlamencie i własnego prezydenta. Nie – sugeruje prezes – zwyciężymy dopiero wtedy, gdy będziemy mieć większość konstytucyjną. To da nam pełną swobodę, jak Orbánowi na Węgrzech.

Każda partia polityczna kalkuluje zwykle tak: najbardziej trudne rzeczy załatwiamy na początku kadencji, cukierki dajemy tuż przed wyborami, aby ludzie mieli świeżo w pamięci nasze zasługi. Ale PiS realizuje obietnice błyskawicznie. Mimo olbrzymich zagrożeń dla stabilności finansów publicznych dał ludziom 500+, kwotę wolną od podatku, okrojoną, ale propagandowo dobrze rozegraną. I obniżył wiek emerytalny.

Dlaczego te wszystkie prezenty już teraz? Może dlatego, że wybory nie mają się odbyć w 2019 roku, lecz już w 2017? Rozumowanie prezesa może być takie: awantura o Trybunał jest w oczach większości Polaków oderwana od ich życia, prawników ludzie nie lubią. A 500 zł na dziecko to konkret. Owszem, likwidacja gimnazjów może przynieść chaos i zirytować Polaków, ale zmiana wejdzie w życie 1 września 2017 r. Likwidacja NFZ i rewolucja w finansowaniu służby zdrowia są zaplanowane na drugą połowę 2017 r. i na 2018 r. Zanim jeszcze ten chaos dotknie ludzi, na wiosnę zrobimy wybory parlamentarne.

Kilka tygodni temu na wewnętrznym spotkaniu partyjnym Kaczyński denerwował się, że PiS ma w sondażach wciąż tyle samo poparcia co w wyborach, a powinien dostać premię za zwycięstwo i za 500+. Gdy Platforma Obywatelska wygrała wybory w 2007 r., to jeszcze po roku rządów miała o 10 pkt proc. poparcia więcej niż w dniu wyborów i uzyskiwała nawet 50 proc. w sondażach. I to mimo że nie rozdawała pieniędzy.

Kaczyński liczył na podobny efekt – tym bardziej że pieniędzy dał bardzo dużo. Stąd te nerwowe ruchy kadrowe, które miały pokazać, że zwalcza nepotyzm. Lider PiS uznał, że pazerność działaczy psuje mu wizerunek, więc zaprezentował się jako sprawiedliwy i surowy także dla swoich. Sondaże, które wbrew oczekiwaniom prezesa nie dały spodziewanych wyników, mogą zahamować czy opóźnić realizację tego planu.

Niemniej zgodnie z konstytucją prezydent może rozwiązać Sejm, jeśli w odpowiednim terminie nie dostanie do podpisu ustawy budżetowej. Skoro opozycja podważa legalność jej uchwalenia, w obozie PiS mogła być rozważana opcja takiego zaostrzenia kryzysu, by go wykorzystać jako pretekst do rozwiązania Sejmu. Choć ustawowo parlament wciąż ma szansę przyjąć budżet w wymaganym terminie.

Nie przesądzam, że PiS zdecyduje się na przyspieszone wybory, ale ma taką możliwość prawną. Co więcej, przemowy polityków PiS i opowieść snuta przez prorządowe media utwierdzają mnie w przekonaniu, że to wariant poważnie brany pod uwagę.

A opowieść ta – całkowicie fałszywa – brzmi tak: opozycja dąży do zamachu stanu, obalenia legalnie wybranej władzy. PiS zaostrza więc kurs, by rozwścieczyć demonstrantów. Oni zaś żądają odejścia PiS natychmiast.

Propaganda partii rządzącej „grzeje” zatem dalej: opozycja sieje zamęt, destabilizuje państwo, nie pozwala rządzić, „podpala Polskę”. Tylko my – PiS – możemy zaprowadzić porządek.

Pamiętajmy, że stan wojenny z 1981 r. wciąż duża część Polaków uważa za posunięcie słuszne, bo zapobiegło anarchii. Podobne postawy próbuje wykorzystać PiS – aby uzasadnić przyspieszone wybory i wezwanie do głosowania na partię rządzącą, żeby „warcholstwo” ukrócić.

Opozycja zaś jest w rozsypce, zarówno centrum, jak i lewica. A Paweł Kukiz siedzi okrakiem na barykadzie, nie panuje nad swoim ugrupowaniem, więc jest niewielkim zagrożeniem.

Być może Kaczyński planował przyspieszone wybory później, np. na wiosnę, ale wydarzenia nabrały tempa i ma pretekst, by swój wysoce ryzykowny plan wprowadzić w życie.

z-fb

LUDZIE NIE WYTRZYMUJĄ

c0jlbl3w8aarasw

Waldemar pisze o Tusku w kontekście Kaczyńskiego.

co-kaczynski

Donald Tusk przestrzega, będzie jeszcze gorzej. Wg szefa Rady Europejskiej nie powinniśmy jeszcze używać słowa dyktatura, nazywając to, co dzieje się w kraju, bo „potrzebujemy jakiegoś intelektualnego i semantycznego zapasu na przyszłość”.

Zatem jak nazwać obecny stan? Wstęp do dyktatury, półdyktatura? Nie działa Konstytucja, bo ostatecznie spacyfikowany został Trybunał Konstytucyjny, strażnik ustroju Andrzej Duda stara się przekonać innych, że jest naprawdę prezydentem RP, lecz na udawaniu poprzestaje. Rozmawia z opozycją, coś z nią wynegocjuje, ale w konfrontacji z Kaczyńskim, wynik negocjacji jest unieważniony. Rozmów jakby nie było. Duda wykluczył instytucję prezydenta z polityki polskiej. Międzynarodowe instytucje, jak Komisja Europejska, Parlament Europejski, czy Komisja Wenecka, są bezradne wobec sytuacji w Polsce, bo nie interesują one Kaczyńskiego, w ogóle nimi się nie zajmuje, wzrusza ramionami.

Tusk w rozmowie z Moniką Olejnik w „Kropce nad i” dopytywany przez dziennikarkę, czym kieruje się prezes PiS, jakie są jego intencje, odpowiedział: „Nie chciałbym siedzieć w głowie Jarosława Kaczyńskiego. Znam lepsze miejsca.”

A może Kaczyński nie ma żadnych intencji. Wywołuje kryzys i czeka, co z niego wyniknie. Opozycja ma zajęcie, wypala się w protestach, a Kaczyński nie przyjmuje do wiadomości powodów oporu społeczeństwa obywatelskiego i opozycji. Czy w związku z tym winniśmy dociekać, co Kaczyński ma pod czapką?

Nigdy nie przeceniałem wartości intelektualnej propozycji politycznych prezesa PiS, w gruncie rzeczy jego przemówienia, jak i autobiografia są ubogie intelektualnie. A jednak taki człowiek zdobył władzę w procedurach demokratycznych, które obecnie niszczy. Zatrzyma się w destrukcji demokracji, gdy niemożliwym stanie się odebranie jej. Kaczyński będzie Polskę destruował, poprzez stwarzanie konfliktów, aby bezprawiem odbierać pola wolności. Prędzej niż później więc dojdzie do wewnętrznego gorącego konfliktu, czyt. wojny domowej.

W tym sensie Tusk ma rację, dzisiaj nie mamy jeszcze dyktatury, ona dopiero nastąpi. Niewątpliwie nastąpi, jeżeli społeczeństwo obywatelskie i opozycja nie skonstruują swojej propozycji dla Polski i przekonają do nich Polaków.

Obecnego konfliktu Kaczyński nie będzie rozwiązywał, on go jeszcze rozogni. Nie oczekujmy, iż Duda wychyli się poza pozoranctwo. Prezes będzie zachowywał się, jak podczas wyjazdu z budynku Sejmu po przegłosowaniu w sali kolumnowej bez opozycji ustawy budżetowej na 2017 rok.  Kaczyńskiemu śmiała się gęba, upokorzył opozycję, protestujący nie chcieli go wypuścić, ale od czego jest policja. Ha, ha, ha.

W mniemaniu Kaczyńskiego to jest jego sukces, bo on tak rozumie demokrację. A konflikt rozwiązywać będzie na Jasnej Górze, jak w poniedziałek, poprzez modlitwę: „Matko naszej ziemskiej Ojczyzny, byłaś z nami w czasie różnych dziejowych prób. Byłaś z nami w czasach Potopu, w czasach rozbiorów i okupacji w sytuacji stanu wojennego. Bądź z nami dzisiaj!”

Modlili się prezes, Beata Szydło, Marek Kuchciński, Antoni Macierewicz, Mariusz Błaszczak, nawet była prezesa dama do towarzystwa Joachim Brudziński. Abp Wacław Depo, „negocjator” Kaczyńskiego, przemówił do opozycji: „Polska jest darem Boga, darem ojczystego domu, kultury wiary i języka. Dlatego warto i trzeba się o nią spierać, ale w takim sporze nie chodzi o kłótnie, język nienawiści i pokonanie przeciwnika. Prosimy cię Matko przede wszystkim o zwycięstwo prawdy i bezpieczną przyszłość naszej Ojczyzny”.

Nieprzypadkowo Kaczyńskiemu mylą się porządki polityczne i metafizyczne, bo dla niego partnerem jest… Pan Bóg. Więc co Kaczyński ma pod czapką?

„jeszcze ciągle jest czas, aby sytuację naprawić” – Donald Tusk

c0j-dlvwqaafjxz

Kleofas Wieniawa punktuje wywiad z Tuskiem.

tusk-przewyzsza

Donald Tusk był wystąpić u Moniki OLejnik w „Kropce nad i”. Wyjmuję z tej rozmowy kilka wątków in extenso.

Jak plasuje się polski konflikt na tle Europy i globalnie:

Pozwoli pani, że dosłownie jednym zdaniem z racji tego urzędu, który pełnię, pozwolę sobie na ocenę bardziej globalną. Z całą pewnością to, co mnie – ale chyba nie tylko mnie – niepokoi to to, że pozycja Polski w świecie może stracić na znaczeniu, także ze względu na polityczny zamęt, z jakim mamy do czynienia i taką pogarszającą się reputację. Tutaj oczywiście – jak zawsze – większą odpowiedzialność dźwiga na sobie władza, a nie opozycja. To władza jest odpowiedzialna za pozycję państwa, w którym rządzi, a sytuacja zewnętrzna jest bardzo niepokojąca. To, co jest moim pierwszym i dojmującym wrażeniem, to to, że mamy do czynienia z polityczną niepewnością i politycznym bałaganem w naszej ojczyźnie wtedy, kiedy powinno się szczególnie dbać o całość i relatywną jedność”.

Wątki antyeuropejskie u Jarosława Kaczyńskiego nie są przypadkowe, o reszcie jego drobiazgu nie piszę, bo i Andrzej Duda się nie liczy, a Beata Szydło jest jak w słynnym już orędziu (bylejakim retorycznie i płaskim politycznie). Tusk:

Mnie najbardziej nie to, że konflikt w Polsce stał się tak widoczny, bo to też nie pierwszy raz, ale że przekroczono pewne miary, że pewne proporcje zostały naruszone i że w dodatku w ostatnich miesiącach pojawia się zbyt wiele wątków antyeuropejskich i antyzachodnich, co ma  strategiczne znaczenie, niestety w negatywnym sensie”.

Nie wiem, czy ekipa PiS-u chce, aby Polska była poza Europą. (…) Skutki ich działań doprowadzają każdego dnia i miesiąca do erozji zaufania pomiędzy Polską a UE”.

O ostatnim głosowaniu w sejmowej sali kolumnowej, dokąd zbiegli przed opozycją posłolwie PiS z geniuszem na taborecie:

Wydaje się, że prezydent RP jest instytucją, do której warto się zwracać, ale chyba nie ma się co łudzić, że prezydentura obiektywna, niepartyjna jest nadal czymś, co jest w mocy w Polsce. Więc bez szczególnych iluzji ale starałbym się rzeczywiście nakłaniać i prezydenta i władze konstytucyjne do tego, żeby pokonały emocje i potrafiły przełknąć coś, co mogą uznawać za upokorzenie i żeby wycofały się z tego bardzo twardego stanowiska, szczególnie jeżeli chodzi o przebieg głosowania nad budżetem”.

Kondycja demokracji w Polsce wg Tuska:

Nie powiedziałbym dzisiaj, że demokracja jest w Polsce unieważniona. To byłaby przesada. Natomiast naruszane i łamane są pewne standardy, do których część Polaków jest bardzo przywiązana”.

Nie używałbym tak twardych epitetów. Byłbym daleki od używania tego typu sformułowań dlatego, że warto mieć jakiś intelektualny i semantyczny zapas na przyszłość. To początek kadencji PiS-u, a nie koniec”.

O wygrywaniu z PiS:

„Po tamtej porażce (z 2005 roku) udało mi się zbudować siłę Platformy i później – trochę powiem ze sportową satysfakcją – 7 razy wygrać z tymi, którzy mnie raz pokonali”.

Tusk o walce o Polskę:

Ja i tak tym wszystkim, którzy robią źle Polsce, nie odpuszczę. Czy w Brukseli, czy po powrocie do Polski, ale to nie musi się absolutnie wiązać z jakimś kandydowaniem czy stanowiskami. Ja już tego głodu nie mam. Natomiast głód walki o sensowne sprawy pewnie będzie mi towarzyszył do końca życia.”

Pointa:

Rekord Tuska z PiS przedstawia się 7 do 1. I o tyle głów wygrywa z Kaczyńskim. W związku z tym strawestuję passus z genialnej powieści Guentera Grassa „Blaszany bębenek”. Tusk przewyższa Kaczyńskiego o siedem taboretów.

JEŚLI KTOŚ NAM POWIE, ŻE PO ZMIANIE NA PiS JESTEM LEPIEJ, TO WYŚLEMY GO NA KONSULTACJE Z LEKARZEM LUB FARMACEUTĄ.

c0i-irdwqaab80g

Oto czyste bezprawie.

radoslaw-sikorski

ZESTAW DO PODPISYWANIA DOKUMENTÓW

c0gt1niw8aaqxm2

Policja próbuje likwidować protest pod Sejmem o 4.00 rano

grand-central

Około 4.20 rano uczestnicy protestu pod Sejmem RP włączyli relacje wideo. Kilkanaście minut wcześniej policja otoczyła ich kordonem, wezwała do opuszczenia zajmowanego miejsca, a kiedy odmówili – „w miłosnych uściskach nas wynieśli”, jak sarkastycznie komentuje na żywo jedna z protestujących osób.

Protestujący nie używali agresji ani siły; otoczono ich kordonem po drugiej stronie ulicy Wiejskiej. Policja wykorzystała przerwę w zajmowaniu wjazdu na stawianie barier wokół Sejmu.

Protestujący zostali wypuszczeni, ale zablokowano im dostęp do poprzednio zajmowanego miejsca. Policja rozwiązała spontaniczne zgromadzenie. Funkcjonariusze twierdzą, że „działają na polecenie Straży Marszałkowskiej”. Na miejscu pojawiła się straż pożarna w celu zgaszenia koksowników.

Z relacji wynika, ze na miejscu były obecne kamery TVN i Polsatu. Zachęcam do zapoznania się z relacjami wideo tutaj oraz tutaj.

BRAK SŁÓW…

c0gshvfxgaa4occ

POMOŻECIE? POMOŻEMY! Jeszcze bardziej zastanawia, że wyznawcy PiS zareagowali tak samo jak członkowie PZPR…

c0dlye2xuaaalel

Dziennikarze „Wyborczej” Renata Grochal, Agata Kondzińska, współpraca: Jacek Harłukowicz, Krzysztof Katka, Wojciech Czuchnowski podsumowują.

pis-nie

We wtorek zbiera się Senat, na którym PiS będzie chciał uchwalić przegłosowaną w piątek w Sali Kolumnowej Sejmu ustawę obniżającą emerytury funkcjonariuszy służących w PRL. Opozycja tamto posiedzenie uznała za nielegalne. – Tej ustawy nie ma. Problem stworzył PiS. Nie ma żadnych sygnałów, że chce go rozwiązać. Przeciwnie, zaognia sytuację – mówił wicemarszałek Senatu Bogdan Borusewicz (PO). Senatorowie Platformy Obywatelskiej rozważają blokowanie mównicy, jak w Sejmie, lub opuszczenie głosowania. Parlament wciąż otacza policja, przed nim protestują obywatele.– Niech blokują i niech dziennikarze to pokażą, takich akcji w Senacie jeszcze nie było. Polakom się to nie spodoba, zwłaszcza tuż przed świętami – mówi nam ważny polityk PiS. W weekend PiS zamówił badania – wynika z nich, że to opozycja ma kłopot. Dlatego nie zamierza ustąpić. Odrzuca żądanie opozycji, by powtórzyć piątkowe głosowanie nad budżetem.

– Nie ulegniemy szantażowi. Jedno ustępstwo – i będzie znowu blokowanie mównicy. My będziemy pracować nad ustawami. Niech Polacy widzą, że burdy urządza opozycja – mówi poseł PiS. W poniedziałek centrala partii nakazała swoim okręgom organizowanie konferencji w całej Polsce pod hasłem: „Wydarzenia piątkowe – szantaż, prowokacja czy nowe standardy demokracji” i atakowanie opozycji.

c0gtnu9xaaay2ad

SZACUNEK DLA OPOZYCJI. I GORĄCE ZDJĘCIE Z SALI SEJMOWEJ. DZIWNE, ŻE JEST ŚWIATŁO?

c0eg9lkw8aadtqi

Sprawa mediów „otwarta”

Załagodzenia sporu nie przyniosło dwugodzinne spotkanie prezydenta Andrzeja Dudy z Jarosławem Kaczyńskim i marszałkiem Sejmu Markiem Kuchcińskim. Kancelaria Dudy nie wydała żadnego komunikatu. Kaczyński z dziennikarzami nie rozmawiał. Kuchciński napisał tylko na Twitterze, że zapewnił prezydenta, iż „sprawa funkcjonowania mediów w gmachu parlamentu pozostaje otwarta”. Tylko w tej sprawie PiS może ustąpić. Naciskał na to prezydent.

Wieczorem Andrzej Duda wystąpił w TVP. Zapewniał, że PiS w sprawie mediów miał dobre intencje, a awantura, jaka się wokół tego rozpętała, była niepotrzebna. Zdaniem prezydenta zachowanie marszałka Senatu Stanisława Karczewskiego [zapewnił, że na razie w pracy dziennikarzy w parlamencie nic się nie zmieni] to dowód, że PiS zrezygnował ze swoich planów. – W sprawie mediów nastąpiło jednak odcięcie, taka gruba kreska. I to powinno zostać przez opozycję uszanowane – mówił. Zdaniem prezydenta „sprawy zaczynają podążać w dobrą stronę”.

Andrzej Duda wyśle też do Kuchcińskiego prośbę o potwierdzenie legalności obrad w Sali Kolumnowej na piśmie. I zamówił własne ekspertyzy. Kuchciński już napisał na Twitterze, że wszystko było zgodne z konstytucją i regulaminem Sejmu.

Opozycja zamierza nadal blokować sejmową mównicę, jeśli PiS nie ustąpi w sprawie mediów i budżetu. Lider PO Grzegorz Schetyna mówił, że może to potrwać do kolejnego posiedzenia Sejmu 11 stycznia lub nawet dłużej. Ale w Nowoczesnej słychać, że lepiej odstąpić od protestu w święta, bo Polacy chcą odpocząć od polityki.

W poniedziałek wieczorem w siedzibie PiS Kaczyński naradzał się z premier Beatą Szydło.

W szeregach partii są jednak głosy krytyki na temat działań rządu i prezesa. Europoseł Kazimierz Ujazdowski obarczył partię odpowiedzialnością za kryzys. – Bronię deklaracji programowych PiS z 2015 r. i zobowiązań do dialogu politycznego – mówił w TVN 24. – Nie wyobrażam sobie obecności w PiS, jeśli będzie podtrzymana linia eskalowania konfliktu.

c0gnbq4xeaebez2

Próby ograniczenia obecności dziennikarzy w Sejmie skrytykował z kolei Jarosław Gowin. – Musimy uderzyć się w piersi i cofnąć się w tej sprawie – powiedział. Odniósł się też do działań opozycji, mówiąc, że „powinna zaniechać łamania prawa”. – Opozycja ma prawo nas krytykować, ale żeby zająć fotel marszałka Sejmu, trzeba wygrać wybory, a nie robić to siłą, na skróty – dodał Gowin. Za „moralnie niedopuszczalne” uznał zachowanie protestujących, którzy w niedzielę blokowali wjazd prezesowi PiS Jarosławowi Kaczyńskiemu na Wawel. Przyjechał tam w miesięcznicę pogrzebu brata.

Według naszych rozmówców z PiS to był moment przełomowy dla strategii, którą przyjęła partia. A ta będzie taka, że w sprawie ponownego głosowania nad budżetem w Sejmie żadnych ustępstw wobec opozycji PiS nie planuje.

– Nocna piątkowa demonstracja zrobiła na nas wrażenie, ale w niedzielę granice zostały przekroczone. Polacy nie akceptują blokowania wjazdu na grób. Źle, że opozycja to akceptuje – mówi ważny polityk PiS.

c0gpdwdxuaezuem

„Solidarność” na odsiecz PiS

Rano władzę poparł Piotr Duda, szef „Solidarności”, od lat sojusznik PiS.

– Dzieje się wielka hucpa. Jeśli druga strona myśli, że będziemy się temu biernie przyglądać, to się myli. Przygotowujemy się do wyjścia na ulice. Jeżeli druga strona chce się policzyć, to się policzymy. Czapkami ich przykryjemy – mówił Duda w TVP Info. I dodał: – Nie będziemy bronić rządu, będziemy bronić demokratycznych zasad wyboru. Jeżeli komuś się nie podoba obecna władza, niech robi wszystko, by zmobilizować elektorat. Myśmy czekali osiem lat, by wymienić tę ekipę. Jeżeli mówi pan Mateusz Kijowski [lider KOD], że będą chodzić po biurach poselskich, to my też wiemy, gdzie są biura Platformy i Nowoczesnej, i może też tam zawitamy – zapowiedział Duda.

Jego deklaracją zaskoczeni są szefowie regionalnych struktur „S”. W poniedziałek obradował zarząd dolnośląskiej „S”, ale aktywność działaczy na manifestacjach nie była omawiania. – W regionie, tak jak i w centrali, nie składamy się z samych pisowskich jastrzębi – mówi „Wyborczej” jeden z członków władz związku na Dolnym Śląsku. – Było kilka wystąpień wzywających do popierania rządu w obecnym sporze, ale i takie, które wydarzenia z minionego weekendu mocno krytykowały. O żadnych przygotowaniach do jakichkolwiek prorządowych demonstracji nie było jednak mowy.

Gotowość do protestów melduje „Solidarność” na Pomorzu Zachodnim: – To, co się dzieje, przekracza wszelkie granice przyzwoitości. Jeżeli ktoś popiera i otacza ochroną ubeków czy esbeków, którzy mają mieć ograniczone emerytury, to jest to chichot historii. To wszystko, co się dzieje, jest reżyserowane, zaplanowane. Widzimy prowokacje, jak w stanie wojennym – mówi „Wyborczej” Mieczysław Jurek, przewodniczący „Solidarności” w Zachodniopomorskiem. Jego zdaniem „kiedy realizowane są postulaty „Solidarności”, takie jak podwyższenie płacy minimalnej czy obniżenie wieku emerytalnego, to związek nie może siedzieć i milczeć. – Żeby słowo stało się ciałem, musi się najpierw zebrać komisja krajowa, musi być debata. Dopiero kiedy komisja krajowa podejmie decyzję o demonstracjach, będziemy ją wykonywać – dodaje.

OPZZ inaczej niż „Solidarność” wyraża zaniepokojenie zaostrzaniem sporu politycznego w kraju i apeluje do wszystkich partii o rozwagę i przywrócenie dialogu. „Nie może być zgody na to, aby Sejm RP głosował nad ważnymi projektami ustaw w sposób nietransparentny. Krytycznie oceniamy sposób procedowania ustawy budżetowej na 2017 rok” – czytamy w oświadczeniu władz OPZZ. Związek potępia też „próby ograniczenia dostępu mediów do informacji i wprowadzania restrykcji wobec dziennikarzy sejmowych. Społeczeństwo musi mieć swobodny dostęp do informacji dotyczących funkcjonowania państwa”. OPZZ apeluje do związkowców zrzeszonych w centrali, aby „uważnie śledzili rozwój wydarzeń, monitorowali sytuację w zakładach pracy i byli gotowi do solidarnego działania”.

PiS nie udało się też przeciągnąć na swoją stronę policyjnych związków zawodowych. – Byłoby lepiej, gdyby w okresie świątecznym policjanci przebywali w domach, a nie ściągano ich do Warszawy, by pilnowali Sejmu. Ale nie mamy wyjścia – mówił „Wyborczej” podinsp. Andrzej Szary z policyjnych związków zawodowych.

I ZNÓW CIŚNIE SIĘ NA USTA JEDNO SŁOWO… NOTARIUSZ.

c0gdlrgxeaa_yu9

Dzień dobry 😂

c0caj1dwiaaet-z

Wiceszef „Wyborczej” Piotr Stasiński pyta: O co panu chodzi, pośle Kaczyński? Co pan chce zrobić z Polską?

o-co

Rozbił ustrój naszego państwa, z takim trudem wywalczony i budowany:

  • łamiąc konstytucję RP, niszcząc Trybunał Konstytucyjny i zasady państwa prawa,
  • likwidując niezależność prokuratury i podważając niezawisłość sędziowską,
  • kneblując opozycję w Sejmie i Senacie, odbierając jej prawo do wolnego głosu,
  • zmieniając parlament w mechanizm bezmyślnego posłuchu,
  • przeprowadzając masową czystkę polityczną w instytucjach państwowych.

Odebrał Polakom prawa i wolności:

  • zapewniając władzy totalną policyjną kontrolę nad obywatelami i komunikacją w internecie,
  • godząc w wolność zgromadzeń, wolność słowa i wolność artystyczną,
  • zagrażając autonomii organizacji pozarządowych,
  • używając policji politycznej do ścigania osób niezależnych i krytycznych,
  • traktując z pogardą prawa kobiet, zwalczając antykoncepcję, grożąc zaostrzeniem już rygorystycznego prawa antyaborcyjnego,
  • obcinając emerytury ludziom, którzy po weryfikacji służyli uczciwie demokratycznemu, niepodległemu państwu,
  • blokując dostęp obywateli do informacji o poczynaniach władzy.

Narzuca nam szowinistyczną mentalność:

  • szerząc kłamliwe, paranoiczne wizje zamachu smoleńskiego,
  • fałszując polską historię w myśl ideologii nacjonalistycznej,
  • zwalczając prawną ochronę mniejszości, tolerancję i wielokulturowość,
  • odmawiając przyjmowania jakichkolwiek uchodźców i strasząc nimi jak zarazą,
  • przerabiając Polskę na państwo wyznaniowe na modłę kościoła Rydzyka,
  • odsądzając oponentów swojej władzy od czci, wiary i patriotyzmu,
  • pobłażając mowie nienawiści i samemu ją uprawiając,
  • stosując ordynarną propagandę w tzw. mediach narodowych,
  • flirtując z grupami powołującymi się na idee faszystowskie,
  • demolując dobry system szkolny będący wzorem dla świata, by wychowywać pokolenia w duchu ciasnego, wykluczającego „patriotyzmu”.

Zagraża dobrobytowi Polski i Polaków:

  • wystawiając na wielkie ryzyko los przyszłych pokoleń poprzez obniżenie wieku emerytalnego,
  • podporządkowując sobie spółki z udziałem państwa, by je zmuszać do posunięć ekonomicznie nieuzasadnionych,
  • podnosząc obciążenia przedsiębiorców i klasy średniej, przedstawiając to fałszywie jako ich obniżenie,
  • unieważniając prawo własności ziemi, zwłaszcza rolnikom, poprzez zakaz jej sprzedaży,
  • gwałcąc polską przyrodę, nasz skarb narodowy.

Godzi w bezpieczeństwo naszego państwa:

  • powierzając je niekompetentnym i niezrównoważonym funkcjonariuszom partyjnym,
  • dewastując polską armię poprzez usuwanie z niej fachowych oficerów, sprawdzonych w ramach członkostwa Polski w NATO,
  • organizując tzw. obronę terytorialną, która ma cechy partyjnych bojówek, a do zapewnienia państwu bezpieczeństwa się nie nadaje,
  • odpychając Polskę od cywilizowanej Europy, dewastując jej reputację w Unii Europejskiej i w świecie demokratycznym,
  • wpychając Polskę w sojusz z antydemokratycznymi Węgrami Orbána i flirtując z reżimem dyktatora Białorusi…

Rok zaledwie wystarczył na tę wszechstronną destrukcję. Czego pan jeszcze chce, pośle Kaczyński? Koronacji? Nie dość się pan władzą nasycił? Chce pan przejść do historii jako grabarz demokratycznego państwa? Grabarz wolności Polaków?

Chce pan pozostać idolem fanatyków, którzy nienawidzą wolnych obywateli? A w pamięci tych ostatnich – symbolem opresji? Chce pan przerobić Polaków na swoją modłę? Liczy pan na to, że większość pozwoli się zastraszyć, ulegnie konformizmowi, obojętności albo uwierzy w pańskie „czyste dobro”? Nie uda się panu, pośle Kaczyński. Wolni Polacy powstali i nie pozwolą na barbarzyńskie poczynania, którym patronuje pan z szyderczym uśmiechem. Jasno powiedzieli tej władzy, że mają jej dość.

Niech pan stanie w prawdzie i odpowie: co pan chce zrobić z Polską?

c0cbsx1wqaaandb

Waldemar Mystkowski pisze o trollu PiS.

troll

O poziomie dziennikarstwa „Wiadomości” TVP i portalu wPolityce świadczy używane przez dziennikarzy tych mediów źródło osobowe, które służy im do rzucania kalumni na opozycję, ze szczególnym uwzględnieniem KOD.

Owe źródło spowodowało, że „wszędobylscy” żurnaliści wPolityce konstruowali takie oto tytuły swoich newsów „Ujawniamy. Opozycja planuje wprowadzenia do Sejmu bojówkarzy KOD i rozpoczęcie okupacji gmachu, włącznie z paleniem opon i barykadami”, albo: „Zamach stanu, wojna hybrydowa, kryterium uliczne”.

c0cz-9dwqaiwbgo

Najpierw snuli sobie narrację „powstańczo-barykadową” piszący na wspomnianym portalu braci Karnowskich, a następnie przenosiło się to lotem zarazy, bądź drogą kropelkową, na bratnie portale i media prawicowe.

Źródłem tym był niejaki Mirosław Mrozewski. Np. TVP powoływało się na „wiarygodnych” braci Karnowskich, cytowało owego Mrozewskiego i jako komentujący występowali posłowie PiS, Joanna Kopcińska, jak ze sztuki Sławomira Mrozka „Policja”, dramatyzowała: „Pojawiają się nowe groźby, nowe ataki. Nie możemy pozostawić tej sprawy bez zakończenia. Składam zawiadomienie do prokuratury”. Ten dialog kontynuował szef klubu parlamentarnego PiS Ryszard Terlecki (tak! ten!) i mówił niemal słowami z innej sztuki Mrożka „Tango”: „Pojawiły się kolejne wpisy na portalach społecznościowych, w tym jeden o możliwości użycia broni”.

Owe źródło Mrozewski popełnił wpis na Facebooku, który też spotkałem na innym portalu społecznościowym na Twitterze. Z daleka widać, iż to prowokacja, nie potrzeba posiadać żadnych umiejętności dziennikarskich. Poziom żłobka, przedszkola. Takie „źródło” w internecie jest traktowane jako troll. Ale prawica lubi ten poziom źródeł, trolli, bo go reprezentuje. Owe „źródło” Mrozewski na profilu FB pisał, iż jest byłym funkcjonariuszem MO i koordynatorem KOD w Łodzi.

Mateusz Kijowski zajmował głos, mówił, iż ktoś taki nie należy do KOD, ani tym bardziej nikt nie występuje pod takim nazwiskiem w danych personalnych. Wobec tego ów Mrozewski to postać fikcyjna.

Portal strajk.eu ustalił, iż konto założone zostało rok temu, już nie jest aktywne, „namierzone” zostało internetowym GPS. Oto co stwierdzono: „administratorem jest prawdopodobnie mieszkaniec Bydgoszczy, który w przeszłości podawał się na portalach społecznościowych m.in. za kibica Zawiszy, księdza i fanatycznego syjonistę.”

Na strajk.eu piszą, iż celem działalności owego fikcyjnego Mrozewskiego jest trolling i dezinformacja: „Dotarcie do tych informacji nie jest szczególnie trudne. Dziennikarzy „Wiadomości” takie zadanie najwyraźniej jednak przerosło.”

Poskrobmy głębiej. Troll został „wymyślony” rok temu, czyli jest rówieśnikiem KOD. Czy troll Mrozewski nie został poczęty w kręgach pisowsko-prawicowych, aby dokumentować ich tezy? Portal wPolityce, ale też inne portale z racji wymowy materiałów tam publikowanych nazywane są szczujniami. Ostatnio w tym szujstwie mają silną konkurencję w „Wiadomościach” TVP1.

Politycy PiS, jak owa z Mrożka wyjęta posłanka Kopcińska puściła ustami groźbę w stronę trolla, iż składa zawiadomienie do prokuratury. Więc czy Zbigniew Ziobro i Mariusz Błaszczak wzięli się do roboty i namierzyli trolla? Ów Mrozewski ma rzeczywiste imię i nazwisko.

Do roboty! – chciałoby się zakrzyknąć w stronę Błaszczaka, który tak lubi chodzić po mediach i dzielić się swoimi przemyśleniami politycznymi. Zakasać rękawy, zaczesać grzywkę i namierzyć! Pierwszą i zasadnicza przesłanką może być to, iż pisanie trolla na Facebooku i dziennikarzenie na portalu wPolityce jest zbieżne w potrzebach emocjonalno-politycznych, tożsame, więc porucznik Columbo cofnąłby się od drzwi, podrapał w czoło – i przydybałby wichrzyciela.

c0cdhyoxgaaxbpd

Kleofas Wieniawa pisze o Polsce PiS.

posel

Beata Szydło twierdzi, że PiS dokonał więcej w rok niż poprzedni w 8 lat. To jest skromna ocena, bo w rok partia Kaczyńskiego osiągnęła więcej niż inni przez wszystkie lata po 1989 roku.

Trybunał Konstytucyjny przestał działać, reputacja Polski w Europie legła w gruzach, jak mur berliński. Komisja Europejska w środę – jeszcze przed świętami – zajmie się sytuacją w Polsce w kontekście weekendowych wydarzeń.

Wojsko Polskie jest w rozsypce, a przynajmniej kadra kierownicza, dymisję złożył najważniejszy generał Mirosław Różański, po nowym roku mają odejść następni. Za to będą gotowe do użycia bojówki partyjne PiS  w postaci Wojsk Obrony Terytorialnej. Tymczasem zastąpienie ich ofiarował się Piotr Duda, obecny szef „Solidarności”, ma jakiś funkcjonariuszy związkowych gotowych do zajść ulicznych przeciw protestującym.

Izba ustawodawcza działa tak, jak widzieliśmy przy wykluczeniu posła PO Michała Szczerby. Marek Kuchciński do niczego się nie nadaje, nie potrafi nawet sklecić kilku sensownych zdań w języku polskim, a na pewno podjąć dialektycznych rozważań w chwilach kryzysowych.

Andrzej Duda jest prezydentem, ale nic nie może, bo nie potrafi, brak mu charakteru. Przymierzał się do rozwiązania incydentalnego konfliktu w Sejmie, ale wyszło mu jak zawsze – nie wyszło.

Nie mamy mediów publicznych, tylko nacjonalistyczne – narodowe. Żałośni dziennikarze bez umiejętności komunikacji i fachowych.

Polska została zdegradowana, obnażona, zdeprecjonowana. Nie chcę nawet nazywać, jaki sort pozostaje u władzy, bo to specjalność prezesa, który intelektualnie i duchowo jest żadnym człowiekiem. To zdarzało się innym narodom, teraz nas dopadła populistyczna zaraz po 27 latach, podobna do peerelowskiej – dyktat ciemniaków.

Pewnie, że Polska nie zginie. Ale jak zostanie osłabiona, poniżona na zewnątrz, będzie co odbudowywać.

Z najnowszych wieści – dziwnych, acz optymistycznych. W Sejmie startuje codzienny program „Tu jest Sejm” – livestreamowany o 19:30 z sali plenarnej Sejmu program.

W premierze Sławomir Nitras mówił: „Szanowni państwo, tworzymy projekt „Tu jest Sejm”, bo Sejm został sparaliżowany. Sytuacja wymaga działań w obronie demokracji. PiS mówi, że za granicą nie można debatować o Polsce, ale doprowadził do sytuacji w której w Sejmie tez nie można debatować. Będziemy mówić codziennie o tej porze, gdy PiS przedstawia swoją propagandę.”

Prof. Andrzej Rzepliński przypomina, że nawet wg nowej regulacji w sprawie działania Trybunału Konstytucyjnego, Julia Przyłębska nie ma największego stażu. Prezesem TK po Rzeplińskim zostanie dotychczasowy wiceprezes Stanisław Biernat, który tak określa prawnie obecną sytuację: „Z Konstytucji wynika, że w TK jest prezes i wiceprezes. Czyli jestem piastunem urzędu organu konstytucyjnego i kogokolwiek: idea wiceprezesa, wicepremiera, wiceprezydenta, jeżeli jest, polega na tym, że zastępuje prezesa wtedy, kiedy prezesa nie ma. Albo nie ma czasowo, albo w ogóle – tak, jak w tym przypadku, w skutek niewybrania następcy prof. Rzeplińskiego”.

Polska w ciągu roku osiągnęła dno. I będzie spadać jeszcze niżej, bo spod dna puka poseł Kaczyński.

c0dbblgwiaaxfmj

TAK TO JEST, KIEDY ZAMIAST KONSTYTUCJI, BRONI SIĘ SZEFA

c0gagprwgaarhsf

cz976bkweaavfwo

Przez najbliższe kilka dni rozstrzygnie się kształt obecnej Polski. W niedzielę Grzegorz Schetyna, Ryszard Petru i dwóch pozostałych liderów partyjnych rozmawiało z Andrzejem Dudą.

cz_dgdaxgaarxm1

– Po tym, co się stało konieczna jest rezygnacja marszałka Marka Kuchcińskiego. To on politycznie odpowiada za ten kryzys – powiedział podczas krótkiego briefingu Grzegorz Schetyna. Wcześniej spotkał się on z prezydentem Andrzejem Dudą. Jak dodał, jest gotów spotkać się z Jarosławem Kaczyńskim i liczy na zaangażowanie prezydenta w tej sprawie.

Schetyna powiedział, że podczas spotkania z prezydentem, które trwało około 40 minut, mówił o tym, jakie skutki może mieć obecna sytuacja, jeżeli nie uda się jej rozwiązać i „jeżeli nie będzie zaangażowania prezydenta”. Podkreślił, że zaangażowanie prezydenta jest niezbędne.

– Nie zależało mi na komplikowaniu sytuacji. Musimy wspólnie podjąć decyzję pokazując, że sytuacja się zmienia. Coś złego się wydarzło – mówił dalej lider PO. Schetyna podkreślił, że jest otwarty na propozycje oraz liczy na zaangażowanie ze strony prezydenta.

– Sprawa jest poważna, kryzys jest poważny. To nie posłowie opozycji doprowadzili do tego kryzysu, a marszałek Kuchciński – podkreślił podczas krótkiego spotkania z dziennikarzami.

(POLICJA BURZY SIĘ PRZECIW POLITYCZNEMU WYKORZYSTANIU PRZEZ PiS)

cz_xxtlwiaai4_t

Schetyna oświadczył, że jest też gotowy do spotkania z prezesem PiS. – Prezydent mówił, i to jest zresztą publiczna informacja, że spotyka się jutro z marszałkiem Sejmu Markiem Kuchcińskim i prezesem PiS Jarosławem Kaczyński. Powiedziałem, że jestem do dyspozycji i oczekuję od niego zorganizowania spotkania mojego z prezesem Kaczyńskim, zorganizowania przez prezydenta Dudę – powiedział szef PO. Zapewnił, że jest otwarty, by rozmawiać o wszystkich problemach i je wyjaśnić. – Liczę na zaangażowanie się prezydenta Dudy w tej kwestii wzięcia też odpowiedzialności – powiedział Schetyna.

Grzegorz Schetyna zapewnił również, że posłowie jego partii nie zamierzają opuszczać sali plenarnej Sejmu. Straż Marszałkowska poinformowała nas, że przebywamy na sali sejmowej nielegalnie – poinformował wieczorem poseł Cezary Tomczyk (PO). Jak dotąd – dodał – nikt nie wydał polecenia opuszczenia sali sejmowej.

– Jeżeli taki proceder będzie miał miejsce, to chcę to wyraźnie powiedzieć, nie opuścimy sali posiedzeń, posłowie PO będą trwać tutaj do 11 stycznia, a nawet i dłużej – mówił lider Platformy. – Nie ma takiej możliwości, żeby usuwać posłów z gmachu parlamentu – podkreślił. 11 stycznia – zgodnie ze znajdującym się na internetowej stronie Sejmu kalendarzem – rozpocząć ma się kolejne posiedzenie Sejmu.

Wcześniej Andrzej Duda spotkał się z pozostałymi liderami partii opozycyjnych – Pawłem Kukizem, Ryszardem Petru oraz Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem. Na jutro zaplanowano natomiast spotkanie z Jarosławem Kaczyńskim oraz Markiem Kuchcińskim.

cz_hf1bwgaan4os

Daniel Passent uważa, że PiS za długo nie utrzyma się u władzy.

polska-nie-musi

Jeszcze kilka miesięcy temu przeciwnicy rządu PiS/Kukiz byli przygnębieni. „Dwie kadencje, osiem lat Kaczyński ma jak w banku” – mówili.

Władza skonsolidowana, opozycja rozbita i podzielona, brak lidera, brak koncepcji, a tymczasem walec PiS w błyskawicznym tempie wprowadza zmiany.

Rząd kupuje poparcie, hojnie rozdaje pieniądze, co prawda wszystkich obietnic nie spełnia, ale 500+, płaca minimum, wyższy próg dla najbiedniejszych – to wszystko się liczy.

Aż tu nagle… opozycja otrzymała jeden za drugim kolejne prezenty od PiS. Prawo i Sprawiedliwość zaczęło się potykać o własne nogi.

Pierwszym i największym potknięciem była próba grzebania przy ustawie o aborcji, co wywołało czarne demonstracje w wielu miastach. Kaczyński nadział się na parasolki i (zapewne tylko na pewien czas) wycofał się z poparcia dla średniowiecznego projektu. („To nie była nasza inicjatywa” itp).

To było pierwsze zwycięstwo społeczeństwa. Potem były: nepotyzm w spółkach Skarbu Państwa, nieustanna demolka Trybunału Konstytucyjnego, kompromitujące nominacje Misiewicza w MON i Greya w MSZ, świadczące o niekompetencji, dalej dymisje generałów z najwyższych stanowisk, minister obrony w narożniku, okazuje się, że Polska nie jest taka bezpieczna, jak zapewnia rząd – wręcz przeciwnie, kiedy Rosja pręży muskuły, a Trump krzywi się na NATO, w Polsce odchodzą generałowie, i to szkoleni nie w Moskwie, tylko w Waszyngtonie.

cz-bqb-xaaajxn6

Przedtem: klapa z helikopterami Caracal i pajacowanie ministra Macierewicza, który zapowiadał kupno pierwszych śmigłowców jeszcze w tym roku (!), desperackie podróże premier i ministra do Łodzi i Mielca, by zażegnać kryzys helikopterowy i zagłuszyć brednie ministra o lotniskowcach za dolara.

Następnie PiS rzucił sobie potężną kłodę pod nogi, czyli ustawę o zgromadzeniach publicznych, z której pod wpływem protestów musiał wycofać jeden z haniebnych zapisów (o pierwszeństwie zgromadzeń władzy i „kościołów” wobec zgromadzeń obywatelskich), pozostałe zapisy niestety pozostały.

Po drodze była jeszcze kolejna dezubekizacja, a potem budżet uchwalony w atmosferze awantury i niejasnej frekwencji, „na emigracji w Sali Kolumnowej Sejmu”.

A już puchar goryczy przepełniła „propozycja” ułatwienia (!) pracy dziennikarzom w parlamencie. Doszło do tego, że w obliczu protestów i po przemówieniu Tuska, Kaczyński (dopiero teraz, kiedy mleko się rozlało) kazał marszałkowi Senatu, Karczewskiemu, spotkać się z dziennikarzami, co ma stwarzać wrażenie, że władza się konsultuje i wspólnie, ręka w rękę, pracują nad nowymi przepisami, które – jak zapewnia groteskowo marszałek – nigdy nie miały na celu utrudniać pracy mediów.

Tego było już za wiele nawet dla niektórych najbardziej lojalnych zwolenników PiS. Poseł PiS Szefernaker: „Być może trzeba się uderzyć w piersi”, mówiąc, że „nasze środowisko polityczne w  nienależyty sposób zakomunikowało zmiany dziennikarzom”.

Zorientowali się również inni. Wildstein: „Propozycje ograniczenia obecności dziennikarzy w parlamencie idą za daleko”. Zaremba: „Nowe reguły bardzo mi się nie podobają”.

Premier znalazła się w opałach. Najpierw była wojownicza: „Dla wielu polityków rodzajem ich działalności stają się awantury”. Potem, w wystąpieniu wieczornym, swoim zwyczajem odmieniała słowa „dialog, wspólnie, razem”, nie Polacy przeciwko Polakom, że i ona przyczyni się do dialogu. Nie omieszkała jednak potępić „reżyserów tych wydarzeń”, który „szkodzą Polsce”.

Również prezydent Duda w swoim oświadczeniu dał panu Bogu świeczkę (nowe regulacje trzeba omawiać z zainteresowanymi redakcjami) i diabłu ogarek (opozycja wykorzystuje okazję) oraz – jako głowa państwa – zaoferował swoją mediację. Niestety, głowa prezydenta Dudy jest tak przechylona w jedną stronę, że nie nadaje się na mediatora.

Jednym z ważniejszych wydarzeń dnia było wystąpienie Donalda Tuska we Wrocławiu. Tusk zdjął aksamitne rękawiczki przewodniczącego Rady Europejskiej, przestał się krępować zaangażowania w sprawy Polski, przestał liczyć na poparcie jego kandydatury na II kadencję w Brukseli przez rząd w Warszawie, i powiedział, co myśli: „Demokracja bez poszanowania kultury, demokracja, w której ludzi pozbawia się dostępu do informacji i narzuca jeden model życia, staje się nieznośna jak dyktatura.(…) Kto dziś podważa model europejski demokracji, gwałcąc Konstytucję i  dobre obyczaje, naraża nas na wielkie ryzyko. (…) Tym, którzy walczą o europejską demokrację w Polsce, dziękuję – jesteście najlepszymi strażnikami dla Polski…”.

Swoim wystąpieniem Tusk otworzył sobie drogę powrotu do polskiej polityki. Może to pogłębić zamieszanie w opozycji, ale i zwiększyć nadzieje przeciwników reżimu PiS, którzy jeszcze niedawno nie widzieli światła w tunelu.

W sumie Polska nie musi być skazana na 8 lat.

KRAKÓW. SUWEREN OBRZUCA KACZYŃSKIEGO JAJKAMI. PRAWDZIWE I SMUTNE

cz_np04xcaak_1o

Jan Hartman odmawia Dudzie jakiegokolwiek autorytetu. Z nim nie należy rozmawiać.

kryzys

Łażenie za Dudą jest naiwne i niemądre. Służy tylko legitymizacji prezydenta, który sam się zdelegitymizował – wielokrotnie łamiąc prawo i dowodząc, że jest tylko partyjnym urzędnikiem, posłusznie wykonującym polecenia swego szefa. Nie podoba mi się to nieustanne, trwające od roku, wzywanie Andrzeja Dudy do wykazywania się samodzielnością i godnego pełnienia roli prezydenta. Duda niczym nie zasłużył sobie na to, by traktować go jak autorytet. Chodzenie pod pałac prezydencki i wzywanie Dudy do zabrania głosu jest wodą na młyn samego prezydenta, a przez to i PiSu, którego jest zdeklarowanym i niezłomnym funkcjonariuszem. Opozycja, zamiast zignorować tę drugorzędną w gruncie rzeczy postać, wciągnęła go do gry, wzmacniając tylko jego pozycję. Po co mnożyć silnych przeciwników?

Czegóż można się było spodziewać po Dudzie, jak nie oferty „mediacji”, połączonej z przyganą dla opozycji? Cóż niby miałoby z rozmów z prezydentem wynikać, poza składaniem kurtuazyjnych oświadczeń, utrzymanych w dyplomatycznym tonie? Ten ton tylko nas osłabia, pomagając reżimowi sprowadzić kryzys polityczny do wymiarów zwykłego starcia politycznych racji. Nie pozwólcie na relatywizację pisowskiego zamachu stanu! Nie pozwólcie na to, by kwestia legalności uchwalenia w Sali Kolumnowej budżetu przez PiS stała się „dyskusyjna”, tak jak „dyskusyjna” w oczach części społeczeństwa stała się sprawa zaprzysiężenia sędziów TK czy publikacji wyroku. Tu nie ma żadnej dyskusji – na niespełna dwa tygodnie przez końcem roku Polska nie ma budżetu na kolejny rok, a procedura jego uchwalenia została brutalnie i hucpiarsko pogwałcona. Państwo prawa już nie istnieje. Nic nam już nie „grozi” – dawne zagrożenia stały się dzisiejszą rzeczywistością.

cz_b8mhwgaawvca

W Polsce zapanował kryzys, który będzie kosztował dyktatora i jego partię utratę władzy. Ale musi się to odbyć w sposób cywilizowany i pokojowy. To nie nastąpi jutro ani pojutrze. Musimy rozmawiać, lecz z godnością. Partnerem dla Mateusza Kijowskiego, Ryszarda Petru i Grzegorza Schetyny nie jest Andrzej Duda ani Beata Szydło, którzy nie mają wiele do gadania. Partnerem jest tylko Jarosław Kaczyński i jego prawdziwi doradcy. Funkcjonariusze partyjni pionu wykonawczego mogą się przyłączyć, lecz prawdziwe negocjacje wymagają spotkania tych, którzy podejmują decyzje. Chodzenie za Dudą jest upokarzające i ośmieszające dla opozycji. Żadnych pośredników i żyrandoli! Albo siadamy do stołu z Kaczyńskim, albo z nikim.

Opozycja wreszcie się jednoczy. Lepiej późno niż wcale. Czas, aby to zjednoczenie sformalizowała (na przykład pod patronatem Trzech Prezydentów) i przedstawiła program działania. Nie można już czekać w końca kadencji. Państwo traci sterowność, instytucje ulegają degradacji i delegalizacji – tego nie da się już naprawić z Kaczyńskim u władzy. Ustępstwa PiS już nie pomogą. Musimy mieć odwagę pomyśleć o strajku, o rządzie tymczasowym, o przedterminowych wyborach. Nie bądźcie tchórzami! Skoro mówicie, że państwo się sypie, to dlaczego chcecie pozwolić Kaczyńskiemu nadal rządzić? Czy dlatego, że 19% Polaków półtora roku temu na niego zagłosowało? To śmieszne. Każdy kwartał zwłoki kosztować nas będzie kolejny rok odbudowywania państwa. Nie możemy sobie na to pozwolić. Jeśli będziemy wyczekiwać i wchodzić w śliskie układy z reżimem, wylądujemy tam, gdzie dziś są Węgry, a może nawet i Turcja. Kaczyński z Macierewiczem nie cofną się przed niczym. My też nie możemy być „ciepłe kluchy”. Dopóki jeszcze PiS nie obalił swojego szefa i w ogóle jest z kim gadać, zostawcie w spokoju pana Andrzejka i jego leśne… rusałki – za to czem prędzej się wybierajcie do KC na Nowogrodzką! Zażądajcie bezwarunkowego unieważnienia  posiedzenia w Sali Kolumnowej i bezpośredniego objęcia  rządów przez dyktatora, tak aby obejmowała go odpowiedzialność konstytucyjna. Tylko obalenie rządu premiera Kaczyńskiego będzie skuteczne – oblanie jakichś pań czy panów z kapelusza mija się z celem. Jeśli Kaczyński się zaprze – ulica wymusi przyśpieszone wybory. Czy Wy w ogóle czujecie, jaka dziś spoczywa na Was odpowiedzialność? Mam nadzieję, że tak. Nie schrzańcie tego!

cz_m0jxxaaioyj7

Waldemar Mystkowski czarno ocenia najbliższe dni. Kaczyński jest w niemocy.

czy-kaczynski

Prof. Jan Hartman uważa, że nie należy łazić za Andrzejem Dudą, bo on nic nie może. Należy domagać się rozmowy z Jarosławem Kaczyńskim, aby rozwiązać kryzys. Nadzieje pokładane w prezydencie zawsze zawodzą i nic nie wskazuje, aby tym razem miało być inaczej. Prezydent nie ma żadnego autorytetu.

W tym kierunku podąża Grzegorz Schetyna, który co prawda spotkał się z Dudą, ale sprecyzował dosadnie dwa ważne w tej chwili warunki do rozwiązania kryzysu, dymisja Marka Kuchcińskiego i spotkanie z Jarosławem Kaczyńskim.

Posłowie Platformy Obywatelskiej nawet mogą okupować salę sejmową do 11 stycznia, kiedy to ma dojść do kolejnej sesji Sejmu. Acz nie można wykluczyć, że marszałek Sejmu może zlecić użycie sił porządkowych, straży marszałkowskiej i policji, do wyprowadzenia siłą posłów z budynku Sejmu, co byłoby kolejnym wyższym poziomem eskalacji konfliktu.

Na ile PiS jest skłonny do kompromisu, zależy tylko od jednej osoby, prezesa Kaczyńskiego. Przed Pałacem Prezydenckim odbył się prorządowy wiec poparcia, na którym najbliższy zausznik prezesa Joachim Brudziński krzyczał słowami Gomułki i Cyrankiewicza o warcholstwie opozycji, a nawet zagroził stoczniowcami, którzy mogliby skonfrontować się z protestującymi przeciw autorytarnym zapędom rządzących.

Brudziński jest niesubtelny w języku i myśleniu, całkiem kwadratowy, ale symptomatyczny dla PiS i raczej nie wychodzi przed szereg. Nie ustanawia strategii, ani jej nie formułuje, bo to jest poza jego zasięgiem, lecz myślom prezesa nadaje postać groźby.

cz-aj_owqaeuguo

PiS jest w stanie ustąpić w kwestii „wolnych mediów”. Raczej tak się nie stanie z powtórzeniem głosowania dotyczącego ustawy budżetowej. Pomysł, aby przegłosować ustawę poza salą posiedzeń jest autorstwa Kaczyńskiego, przyznanie się do błędu nie mieści się w jego jednostronnie ubogiej psychice, jest pozbawiony wielkości wewnętrznego bogactwa.

A to nie napawa optymizmem. Szybciej zostanie zaserwowany nowy konflikt albo dojdzie do jakiejś prowokacji. Kaczyński i jego partia są mało polityczni, poza ich zasięgiem jest rozwiązywanie konfliktów i zawieranie kompromisów, nie potrafią przezwyciężać porażek, czyli w istocie wygrywać. Dlatego oceniam najbliższą przyszłość pesymistycznie.

Mogę sobie i Polsce życzyć, aby nie dopadło nas przekleństwo grudniowe, bo to niedobry miesiąc dla naszej nowoczesnej historii. Tak naprawdę przegrywaliśmy przez nieodpowiedzialne władze i mamy najgorszy rząd po 1989 roku. Myślałem, że nic gorszego od postkomuchów nie może nas spotkać. W gorszości jednak Kaczyński zwykle nie zawodzi. Kaczyński musiałby przezwyciężyć swoje słabości, lecz w jego otoczeniu nie ma nikogo na tyle odważnego i wartościowego, aby mu w tym pomóc. Kompleksy prezesa są nie do zaleczenia.

MYŚLICIE, ŻE PREZES PRZYZNA SIĘ DO BŁĘDU I PRZEPROSI? CZY RACZEJ WYRZUCI UJAZDOWSKIEGO Z PARTII? .

c0bttlww8aaro9c

grudzien18

NAPISZEMY KRÓTKO.

cz4sbltxcaa46ao

Dominika Wielowieyska pisowski mit legł w gruzach. To może być przełomowy moment w historii PiS. W nocy pod Sejmem runęła narracja partii rządzącej.

schizofreniczna

Strategia tej partii do tej pory polegała na dość schizofrenicznym założeniu: jesteśmy i rządem, i opozycją jednocześnie. Bo jesteśmy opozycją wobec mainstreamu, elit, które wywodzą się jeszcze z PRL-u. Jesteśmy – usiłował nas przekonać PiS – rzecznikiem ludu, tych odrzuconych obywateli, pozbawionych praw.

Ta opowieść była bardzo dobra z punktu widzenia Jarosława Kaczyńskiego, bo osłabiała naturalną niechęć i krytykę, jaka zawsze pojawia się w społeczeństwie wobec władzy, także wśród wyborców partii rządzącej. Tę retorykę Kaczyński stosuje na miesięcznicach smoleńskich, mówiąc o walce z potężnymi siłami, które sprzysięgły się przeciwko PiS. To miało jednoczyć jego obóz.

(WITAMY MARCINA WŚRÓD PROTESTUJĄCYCH )

cz4kkmsw8aaxdfl

W nocy pod Sejmem ta strategia ostatecznie legła w gruzach. Dokładnie w chwili, gdy PiS wysłał policję przeciwko demonstrantom, by umożliwić Jarosławowi Kaczyńskiemu i Beacie Szydło opuszczenie Sejmu. Choć policja miała prawo odsunąć blokujących obywateli, to obraz tych wydarzeń rujnuje tę schizofreniczną opowieść. Mit o walce z potężnymi siłami rozwiał się niczym dym.

Władza po prostu wysłała policjantów, by wynieśli leżących obywateli, demonstrujących przeciwko autorytarnym zapędom władzy. Bo ci ludzie nie demonstrowali w obronie swoich interesów, wyższych zarobków, nie atakowali policji. Oni demonstrowali w obronie wolności mediów.

cz4lsfvw8aaai2o

To może mieć fundamentalny wpływ na erozję wizerunku PiS. Ta partia ostatecznie stanęła tam, gdzie jest władza. Bo sekwencja zdarzeń wygląda tak: paraliż Trybunału Konstytucyjnego, służby w spektakularny sposób zatrzymują działacza KOD, legendę „S”, Józefa Piniora, zarzuty wobec niego nadal pozostają niejasne. Potem wyszło na jaw, że twarzą antydemokratycznej akcji paraliżu TK jest Stanisław Piotrowicz, prokurator z PRL-u, który złożył swój podpis pod aktem oskarżenia opozycjonisty. Wcześniej twierdził, że nic takiego nie zrobił.

Jednocześnie PiS ogranicza prawo do zgromadzeń. I wreszcie władza chce wziąć media za twarz, podjęła skandaliczną decyzję o niewpuszczaniu dziennikarzy do Sejmu.

cz4o5e-wqaexjlr

Z chwilą użycia policji przeciwko obywatelom partia rządząca przekroczyła pewną granicę. Nie ma już stamtąd powrotu. Ta władza ma wojsko, policję. Słowa Kaczyńskiego o potężnym wrogu stają się śmieszne. Potężna jest ta kobieta leżąca pod Sejmem? Żadna akcja propagandowa telewizji publicznej już tego nie odwróci.

Broń, której PiS używał przez lata, nagle zadziałała w ręku jego krytyków. I obrazy policji szarpiącej się z leżącymi na ziemi obywatelami zaciążą na wizerunku PiS jeszcze bardziej, niż niegdyś zaciążyły na wizerunku PO. To może być początek kruszenia się jedności obozu Jarosława Kaczyńskiego.

od

I CO TERAZ OPOZYCJO?

cz5kwv4xcae6u4n

Waldemar Mystkowski analizuje wystąpienia pisowskich polityków, którym prezes nakazał bronić PiS-u przed Polakami.

praca

Jarosław Kaczyński kryzys wywołany przez marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego po słowach polityka PO Michała Szczerby – „panie marszałku kochany, muzyka łagodzi obyczaje” – jego rozwiązanie rozpisał na trzy osoby.

Andrzej Duda – przypominam: głowa państwa – oświadczył się pisemnie, iż „rozumie starania marszałka Kuchcińskiego, by zarówno parlamentarzyści, jak i dziennikarze mieli zapewniony komfort pracy, ale rozumie też głosy krytyki ze strony przedstawicieli mediów”.

cz4qktmwqaaexrh

Z powyższego zdania wynika, co Duda zrozumiał z kryzysu: „dziennikarze protestują z powodu komfortu i odrzucają komfort, wolą dotychczasowy brak komfortu, wolą złe warunki do pracy”. Należy się cieszyć z prezydenta, który rozumie dziennikarzy, iż nie godzą się na dobrą zmianą, wolę gorszą, ale dotychczasową.

Najlepszy kawałek zarządzania konfliktem dostała od prezesa PiS premier Beata Szydło, mianowicie przyszło jej wygłosić orędzie. Trudność z nim polega jedynie na tym, że trzeba nauczyć się odpowiednich min do odpowiednich słów i nie mrużyć oczu przy czytaniu z telepromptera. Dobrze wypadła Szydło: nie pomyliła się. Bo wina jest po stronie opozycji, która nie recenzuje merytorycznie rządzących oraz nie motywuje ich, „niestety dziś takiej opozycji nie ma”. A przede wszystkim „Polska jest wolna i demokratyczna”, o czym świadczy „chcecie maszerować – maszerujcie, chcecie protestować – protestujcie”.

Szydło musiała przypomnieć opozycji swoje roczne podsumowanie dobrej zmiany, przez rok PiS osiągnął więcej niż poprzedni rządzący przez 8 lat. Rzeczywiście: Donald Tusk z Ewą Kopacz nie potrafili przez 8 lat rozwalić Trybunału Konstytucyjnego, ani mediów publicznych przemianować na narodowe, nawet nie przyjechała do nich ani razu Komisja Wenecka, na dokładkę Komisja Europejska nie wszczęła procedury praworządności. 8 lat poszło w plecy, a PiS przez rok proszę ma czym się chwalić.

cz4wtkyxgaag4hi

Marszałek Senatu Marek Karczewski dostał najgorszą działkę od prezesa, rozmawiać z dziennikarzami. Ale ci nie chcieli z nim tego robić ze względu na porę dnia, wyznaczono żurnalistom godzinę 22-gą. Dziennikarze uznali, że to pora raczej na wypoczynek. Karczewski im przypomniał obowiązki wobec ojczyzny: „Jestem lekarzem-chirurgiem, przepracowałem setki nocy, jeśli jest sprawa poważna, to bez względu na porę dnia trzeba rozmawiać”.

Dowiedziałem się, jakim był lekarzem Karczewski, leczył rozmową poprzez setki nocy. Skalpel jako słowo – innowacja, która może zdarzyć się tylko w PiS.

Wychodzi z tego, że kryzys może być zażegnany tylko przez opozycję, a zwłaszcza przez posła Szczerbę, który odwoła, że już nie kocha „marszałka kochanego” Kuchcińskiego, odwoła sentencję łacińską o muzyce, a kartkę z napisem „wolne media” potarga.

cz40_otxaaakrbc

Niech wreszcie dziennikarze zrozumieją, że dostali komfort pracy, opozycja przez 8 lat nic w ich sprawie nie zrobiła, biegali, gdzie chcieli. Znając Kaczyńskiego obawiam się o nowy kryzys, który wiadomo, że powstał z powodu opozycji. mianowicie, dlaczego opozycja nie przyszła na głosowanie w sprawie budżetu na 2017 rok do Sali Kolumnowej w Sejmie, dlaczego opozycja nie sforsowała straży marszałkowskiej, to przez opozycję po zakończeniu głosowania Zbigniew Ziobro musiał dopuścić się przestępstwa i podpisywać listę obecności po zakończeniu sesji.
Podobnego przestępstwa z powodu opozycji dopuścił się Mariusz Kamiński, ten to recydywista, wszak ułaskawił go prezydent Duda.

cz42ip8wiae54f2

Wierzę w geniusz Kaczyńskiego, który wreszcie wpadnie na pomysł, że nie warto starać się o dobrą zmianę, wystarczy poprzestać na tym, co jest. Odwołać postanowienie o mediach w Sejmie, nie chcą komfortu, to nie będą go mieli. Ale wówczas opozycja i dziennikarze nie mogliby protestować, więc po co taka opozycja i dziennikarze? Wystarczy, że są rządzący, którzy „rozumieją”. I chyba w tym kierunku zdąża prezes Kaczyński, dziennikarze są niepotrzebni, a tym bardziej opozycja.

POLSKA JUŻ RAZ TO PRZERABIAŁA .

cz43klixuaewthd

Kleofas Wieniawa „pochyla” się nad orędziem Beaty Szydło.

oredzie-2

Nie wiedzieć czemu Jarosław Kaczyński wypchnął Beatę Szydło do wygłoszenia orędzia.

Spicz był iście pisowski, piszący go nie zmienili swojego stylu, to ta sama ekipa ludzi, którzy mają problemy z językiem polskim, budowaniem narracji myśli, czasami nazywaną retoryką.

Usłyszeliśmy standard. Ochrzanienie opozycji, obarczenie jej winą, pochwalenie się rokiem dobrych rządów (a są one fatalne, podłe – świadczy o tym wypadnięcie Polski z pierwszego szeregu krajów unijnych, ciągłe pouczenia instytucji międzynarodowych i zamahamowanie, a w zasadzie cofnięcie dynamiki wzrostu gospodarczego).

Żadnych propozycji nie usłyszeliśmy z ust Szydło. Szkoda czasu.

(BARDZO MOCNE WEZWANIE DO BOJKOTU. CZY NIE ZA MOCNE? CZY ZASŁUŻYŁA? )

cz5i1ouxuaemi2v

Acz słychać było strach. KOD jest formułą demokratyczną, które takie zacofane myślenie o polityce reprezentowane przez Kaczyńskiego via usta Szydło, nie dochodzi do szarych komórek prezesa.

To, co stało się w Sejmie z posłem Michałem Szczerbą to był ten kamyk, który ruszył lawinę. Będzie więcej kamyków, a wręcz kamieni, czy może pocisków.

cz4wjfwwgaa51pt

Społeczeństwo obywatelskie nie chce Majdanu, ale PiS niczego nie robi, aby do niego nie doszło.

ODEZWA JAROSŁAWA KACZYŃSKIEGO. CZYTA BEATA SZYDŁO.

cz5n07xxgaakexc

PO PROSTU .

cz5japdw8aa_ric

Prawda o PiS: nielegalne uchwalenie budżetu, oszustwa liderów z listą obecności i pacyfikowanie demonstrantów. Polska zapamięta!

grudzien17

16 grudnia PiS utracił zdolność rządzenia. Co będzie dalej? Czy Polska będzie karłem formatu Kaczyńskiego? Stoimy przed takimi pytaniami. Ale Polska da radę takim niedołęgom, jak Kaczyński i jego nieudacznicy.

przepychanki

Kilka tysięcy protestujących na kilka godzin zablokowało wszystkie wyjścia z Sejmu. Przed godz. 3 w nocy, kiedy prezes PiS Jarosław Kaczyński i premier Beata Szydło zdecydowali się opuścić parlament, policja użyła siły, by utorować im wyjazd.
cz1chxuxeaai0x7

Demonstrujących pod Sejm zwołał Mateusz Kijowski, lider KOD, kiedy opozycja blokowała m?wnicę podczas posiedzenia Sejmu. Trwało głosowanie nad budżetem, a marszałek Marek Kuchciński wykluczył z obrad posła PO Michała Szczerbę. Niesłusznie, bo poseł próbował zgłosić poprawkę do budżetu, nad którym pracowano.

mial

Szef PSL Władysław Kosiniak-Kamysz dwukrotnie rozmawiał z Markiem Kuchcińskim, jak załagodzić sytuację w sali plenarnej po wykluczeniu z obrad posła PO Michała Szczerby. Marszałek Sejmu był skłonny pójść na kompromis i przywrócić Szczerbę. Zmienił zdanie po rozmowie z prezesem PiS Jarosławem Kaczyńskim. 
Posłowie opozycji wsparli dziś dziennikarzy, którzy solidarnie – ponad podziałami – od dawna protestują przeciwko ograniczeniom, jakie chce mediom narzucić w Sejmie PiS. Przyszli do Sejmu z kartkami z napisem „Wolne media”.
cz1bnamwgaatpwg

Z taką kartką podczas dyskusji nad budżetem państwa na 2017 r. na mównicę wszedł późnym popołudniem poseł Szczerba. Marszałek Kuchciński błyskawicznie udzielił mu dwóch ostrzeżeń i wykluczył z dalszych obrad. Wtedy posłowie opozycji zablokowali mównicę sejmową, a kiedy Kuchciński przerwał obrady i wyszedł z sali, zablokowano również stanowisko marszałka Sejmu.

cz071c3xgaa_k1k

Opozycja domagała się uchylenia kary dla Szczerby. Bezskutecznie.

Jak jednak ustaliliśmy, marszałek Kuchciński był skłonny pójść na kompromis ws. Szczerby i przywrócić go do obrad, zanim doszło do głosowania PiS i niektórych posłów Kukiz’15 w Sali Kolumnowej nad budżetem i tzw. ustawą dezubekizacyjną. Szef PSL Władysław Kosiniak-Kamysz zaproponował, że będzie negocjatorem w tej sprawie. Jak opowiada nasz informator, dwukrotnie rozmawiał z wyraźnie rozdygotanym Kuchcińskim.

cz0i018xeaettoy

Początkowo Kosiniak-Kamysz uzgadniał z Kuchcińskim, by przerwać piątkowe obrady i natychmiast je wznowić. To automatycznie anulowałoby karę dla Szczerby.

(NIE MOŻNA SPRAWDZIĆ KWORUM, NIE MOŻNA ZADAWAĆ PYTAŃ, NIE WIADOMO KTO I JAK LICZY GŁOSY, NIE MA DOSTĘPU MEDIÓW… TO JEST ŻART)

cz036f9xaaaguy3

Za drugim razem padł inny pomysł – by zebrało się Prezydium Sejmu i cofnęło wykluczenie z obrad Szczerby. Jak mówi nasz informator, Kuchciński był skłonny pójść na to drugie rozwiązanie.

czz-ajvwgaemmne

Ale po tym spotkaniu z Kosiniakiem-Kamyszem do gabinetu marszałka Sejmu wszedł prezes PiS Jarosław Kaczyński. Rozmawiali za zamkniętymi drzwiami. Po tej wizycie Kuchciński o żadnym kompromisie już rozmawiać nie chciał.

to

Posłowie Rafał Wójcikowski i Anna Siarkowska z klubu Kukiz’15 przyszli do Sali Kolumnowej Sejmu, gdzie marszałek Marek Kuchciński przeniósł głosowania nad budżetem państwa z zablokowanej przez opozycję sali plenarnej. Dzięki nim PiS miał tam kworum.

cz0-ntgwiaazhce

Kryzys w parlamencie rozpoczął się, kiedy poseł PO Michał Szczerba wszedł na sejmową mównicę późnym popołudniem, podczas dyskusji nad budżetem państwa, z kartką z napisem „Wolne media”. Była to forma protestu wobec planowanych przez PiS ograniczeń dla dziennikarzy w relacjonowaniu prac parlamentu.

Marszałek Marek Kuchciński błyskawicznie udzielił Szczerbie dwóch ostrzeżeń i wykluczył z dalszych obrad. Wtedy posłowie opozycji – przede wszystkim PO i Nowoczesnej – zablokowali mównicę sejmową, a kiedy Kuchciński przerwał obrady i wyszedł z sali, zablokowano również stanowisko marszałka Sejmu. Opozycja domagała się uchylenia kary dla Szczerby.

cz0_bo4xcaabn9a

Kuchciński przeniósł obrady do Sali Kolumnowej Sejmu, gdzie wcześniej odbywało się posiedzenie klubu PiS. Straż marszałkowska blokowała wejście do sali, nie wpuszczano tam posłów opozycji ani dziennikarzy, choć to właśnie do Sali Kolumnowej Kuchciński przeniósł obrady i zarządził głosowanie nad budżetem. Opozycję „poinformował” o tym komunikatami wyświetlanymi na telebimach w blokowanej sali plenarnej. By zapewnić kworum w Sali Kolumnowej, potrzebni byli jednak posłowie spoza PiS. Okazało się, że z pomocą przyszli członkowie klubu Kukiz’15.

cz1brxxxeaapv7q

Jak zachowywał się klub Pawła Kukiza?

Kiedy rozpoczęła się blokada sejmowej mównicy, posłowie klubu Kukiz’15 trzymali się z początku na uboczu. – Nie chcieliśmy się angażować w ten konflikt między PO a PiS – mówi nam polityk Kukiz’15. Po chwili posłowie Kukiza zaczęli wychodzić z sali obrad do kuluarów. Wtedy wśród nich pojawił się poseł PiS Marek Suski.

Suski próbował namówić posłów klubu Kukiz’15 do przyjścia do Sali Kolumnowej. Mówił, że PiS-owi brakuje kworum do kontynuowania obrad. Poseł Paweł Szramka powiedział do Suskiego: – Masz swój klub? No to spadaj tam!

Suski próbował namówić do przyjścia do Sali Kolumnowej posłów Janusza Sanockiego oraz Roberta Winnickiego, którzy weszli do Sejmu z listy Kukiz’15, ale potem opuścili klub. Również bezskutecznie.

cz1mg8dxcaa7w7b

Po pewnym czasie kukizowcy dowiedzieli się, że w Sali Kolumnowej zjawili się inni posłowie z ich klubu – Rafał Wójcikowski i Anna Siarkowska. Dzięki nim posłowie PiS dokończyli sejmowe głosowania.

Wtedy klub Kukiz’15 zebrał się, nastroje były bojowe, część posłów chciała natychmiast usunąć Wójcikowskiego i Siarkowską z klubu. Na posiedzeniu klubu nie było Pawła Kukiza – w piątek był na Śląsku. W jego imieniu wypowiedział się poseł Stanisław Tyszka, wicemarszałek Sejmu i członek prezydium klubu.

cz1oon9wiaajioq

– Mówił, że rozmawiał z Pawłem Kukizem przez telefon, a Paweł przekonywał, że tak naprawdę nic złego się nie stało. Prosił, by nie robić problemu i awantury. To się kilku posłom bardzo nie spodobało. Z posiedzenia wyszedł m.in. poseł Piotr Liroy-Marzec – relacjonuje polityk Kukiz’15.

Wśród kukizowców krążą dwie wersje wytłumaczenia tego, co się w piątek stało w Sejmie.

cz1tgknxgaa9xsm

Pierwsza zakłada, że to Suski namówił Wójcikowskiego i Siarkowską do współpracy. Druga – że posłowie PiS kontaktowali się bezpośrednio z Pawłem Kukizem, z którym Jarosław Kaczyński zawarł już wcześniej cichą umowę o wsparciu PiS i rządu w Sejmie w strategicznych głosowaniach i sprawach.

dorn

Agnieszka Kublik: Co się w piątek stało w Sejmie?

Ludwik Dorn: To kolejny element, po demontażu Trybunału Konstytucyjnego, bardzo poważnego kryzysu konstytucyjno-politycznego. Nie wiem, jak teraz będzie funkcjonował Sejm. Bo jedno jest niewątpliwe: marszałek Kuchciński stracił zdolność kierowniczą. Gdyby się marszałek inaczej zachował, gdyby nie ukarał posła Michała Szczerby za kartkę „Wolne media w Sejmie”, nie byłoby tej całej awantury.

cz1vge8xcaachk0

Opozycja przywołuje słowa Jarosława Kaczyńskiego z września, że w grudniu będzie gorąco.

– Nie wierzę w te teorie spiskowe. Moim zdaniem chodziło wtedy o to, że w grudniu zaczną wprowadzać zakazy dla dziennikarzy w Sejmie. I o to będzie awantura. Niejedną awanturę te mury widziały. Ale żeby marszałek Sejmu utracił panowanie nad obradami, to nie. Tak ciężkiego kryzysu nie było. Opozycja działała solidarnie, bo gdy marszałek wykluczył posła Szczerbę, to zagrały emocje.

I opozycja doprowadziła do obywatelsko-poselskiego nieposłuszeństwa. Odmówili w pełnym zakresie uznania władzy marszałka. Poszło im dobrze, symbolicznie zepchnęli PiS do kanciapy. Symbolicznie to jest ogromnie ważne – opozycja opanowała salę plenarną, strategiczne miejsce w Sejmie.

cz1js9dxcaenkim

I widziała to cała Polska, bo choć media miały w piątek nie pokazywać polityków, musiały z powodu tej awantury pokazać ich więcej niż zwykle.

– I PiS pokazał się jako obóz władzy, który ma większość, ale jest słaby, histeryczny, zagubiony, zdezorientowany. To bije w oczy.

To jest ciężka porażka obozu władzy. A kolejna czeka go w związku z wprowadzaniem ustawy o zgromadzeniach. I zacznie się w Polsce robić moda na obywatelskie nieposłuszeństwo.

(TAK TO JEST, KIEDY CZŁOWIEK NIE WIE, ŻE MAMY JUŻ 21 WIEK)

cz15mydwgaakun8

Nie jesteśmy krajem totalitarnym ani autorytarnym, więc wszelkie próby wyegzekwowania własnej władzy będą napotykać taki obywatelski opór. Te próby będą ośmieszane, tak jak to się stało w piątek w Sejmie. Bo przecież mniejszość wyprowadziła większość z centralnego miejsca w parlamencie. Kaczyński musi być wściekły, ale nie może teraz ukręcić łba Kuchcińskiemu.

cz1m4yxxuaqpshz

To posiedzenie w Sali Kolumnowej było regulaminowe?

– Tak, nie widzę tu problemu. Trwało posiedzenie, została ogłoszona przerwa i potem posłowie zostali skutecznie powiadomieni o posiedzeniu. Nieregulaminowe było to, że posłowie nie mogli składać wniosków formalnych, posłowie PO nie mogli podejść do marszałka Kuchcińskiego, bo posłowie PiS blokowali im dostęp.

cz1qcpgwiaeqizn

Jakie mogą być konsekwencje tego kryzysu?

– To się może odbić na zaufaniu do Polski poważnych inwestorów. Bo jeżeli budżet jest uchwalany z wadami proceduralnymi – gdyby istniał Trybunał Konstytucyjny, to mógłby się tym zająć, np. kwestią zblokowania głosowań nad wnioskami mniejszości w komisji finansów, moim zdaniem to było złamanie regulaminu – to rodzi się wątpliwość, czy taki budżet obowiązuje.

cz1sqfhxcaadhtn

Opozycja już mówi, że to posiedzenie, na którym PiS przegłosował ustawę budżetową, było nielegalne.

– No właśnie, pewnie już analitycy finansowi piszą notatki w tej sprawie dla agencji ratingowych. To kolejne wydarzenie, które pokazuje sojusznikom w Unii Europejskiej, że z tą Polską jest coś nie tak, że to jest jakiś inny świat. Nikt nas z UE nie będzie wyrzucał, ale już jesteśmy obchodzeni łukiem, teraz pewnie jeszcze większym.

cz1tvthwgaafb8v

Spontanicznie warszawiacy zaczęli przyjeżdżać pod Sejm. W obronie wolnych mediów i wolnych mandatów poselskich. Manifestacje były też w Krakowie, Poznaniu, Wrocławiu, Szczecinie, Olsztynie, Katowicach…

– To zrobiło na mnie duże wrażenie. Widać wyraźnie, że KOD złapał wiatr w żagle. KOD ma ogromną zdolność do mobilizacji, i to ot tak, na pstryknięcie palcami, bo przecież nikt tego wcześniej nie planował.

cz2dyvkwgaaut8b

Te dwa wydarzenia – wypchnięcie większości z sali głównej w Sejmie przez mniejszość i protesty przed Sejmem – pokazują, że obóz władzy został zepchnięty do defensywy. Widać ich zagubienie i słabość. Dla mnie to jest najważniejsze.

cz2j8hbwiaqlae1

SĄ RANNI, POTURBOWANI. POLICJA BRUTALNIE INTERWENIUJE, TORUJĄC DROGĘ SAMOCHODOM SEJMOWYM… DEMOKRACJA WG PiS

cz2blmywgaazicu

grudzien16

WAŻNA WIADOMOŚĆ DLA KLERU. KOŚCIÓŁ NIE ZABIERZE WAM MAJĄTKU, JEŚLI SĄD POTWIERDZI DNA DZIECKA. TO WYROK OSTATECZNY

czwzyctwgaelaw5

Daniel Passent zauważa, że dawny Żyd został zastąpiony komuchem.

komuch

Kiedy Stanisław Piotrowicz skanduje w Sejmie „Precz z komuną!”, to jak gdyby krzyczał „Precz ze mną!”. Absurd? Absurd, ale w takiej absurdalnej rzeczywistości żyjemy.

„Precz z komuną!” – wołają dziś ludzie od Kukiza, z Platformy, od Kaczyńskiego, ba, on sam, a właściwie nie sam, tylko z Brudzińskim, zadowoleni wrzeszczą: „Komuniści i złodzieje, cała Polska z was się śmieje”. Na trasie marszu KOD w rocznicę 13 grudnia stała grupa spod znaku „Gazety Polskiej”, która wyzywała kodowców od „komuchów”, „zomowców” i „pachołków Rosji”. Brakowało tylko „gestapo”.

czv_3haxcae9hvp

Podczas kiedy jedni dekomunizują lektury szkolne, ulice i pomniki, pożal się Boże minister obrony wymyślił, żeby Kiszczaka i Jaruzelskiego pozbawić tytułów generalskich. Dlaczego nie? Żeby do sprawy stale nie powracać, zamknąć ją raz na zawsze, proponuję pozbawić „panów” Jaruzelskiego i Kiszczaka za jednym zamachem obywatelstwa polskiego, tytułu prezydenta, ministra, ministranta, dowódcy zwiadu, sybiraka, wszystkich orderów i odznaczeń, a zwłoki ekshumować i zwrócić ambasadzie rosyjskiej. Albo po prostu wysłać do Rosji. Wystarczy zaadresować „Moskwa. Kreml”.

Tu dygresja. Mój przyjaciel, który urodził się w sowieckim więzieniu w Moskwie, ale od lat mieszka w Szwecji, napisał świetną książkę „Byłem dzieckiem Gułagu”. Kiedy w trakcie pracy nad książką nie mógł wycisnąć z Rosji pewnych dokumentów dotyczących ojca, skazanego i straconego na Łubiance, zdesperowany napisał list do Putina. Urzędniczka na poczcie w Sztokholmie nie chciała przyjąć listu, gdyż nie zawierał dokładnego adresu. – A pani myśli, że nie wystarczy napisać: „Król Karol Gustaw, Sztokholm”, żeby list dotarł? – zapytał Julek. To urzędniczkę przekonało, i nie dość, że list dotarł, to jeszcze w odpowiedzi nadeszły z Moskwy kserokopie dokumentów. Koniec dygresji.

Obserwując obyczaje polityczne w naszym kraju, trudno oprzeć się wrażeniu, że im dalej od komunizmu, tym walka z nim się zaostrza. Podobnie Stalin twierdził, że im bliżej socjalizmu, tym walka klasowa bardziej się zaostrza, czytaj: trzeba być jeszcze bardziej bezlitosnym i okrutnym. Jaki sens ma dzisiaj skandowanie „Precz z komuną”, skoro komuny w Polsce nie ma, i to od dawna?

„Komuch” jest epitetem, wszedł do słownika, podobnie jak „Targowica”, chociaż prawdziwego komucha trzeba by ze świeczką szukać. Jak trafnie zauważył profesor Jan Sowa, socjolog i antropolog kultury (autor m.in. książki „Inna Rzeczpospolita jest możliwa”), słowo „komuch” zaczyna odgrywać rolę podobną do słowa „Żyd”.

czwfsi_wgaepmhl

Jedno i drugie jest synonimem wszelkiego zła. „Ty, komuchu” niewiele się różni od „Ty, Żydzie”. Do pewnego stopnia zaczynają to być synonimy. Ten, kogo wyzywają od Żydów, wcale nie musi być Żydem, ba, może być nawet antysemitą albo Żydem – antysemita, podobnie jak „komuch”, może w rzeczywistości być zatwardziałym i zasłużonym antykomunistą. Typowy przykład stanowi środowisko „Gazety Wyborczej”, w którym nie brakło działaczy opozycji antykomunistycznej, a dzisiaj prawica uznaje ich za postkomunistów.

Dawno już zauważono, że mamy w Polsce antysemityzm bez Żydów i antykomunizm bez komunistów. Jedno i drugie ma dużą przyszłość. Niestety, słowo „Polak” też nie wszędzie i nie w ustach każdego jest komplementem. Ale to już inna sprawa. Na razie – precz z komuną!

ŚWIETNY POMYSŁ BORYSA BUDKI. Dziennikarzom proponujemy

czulqboxaaakalo

BEZ DZIENNIKARZY JUŻ TEGO WIĘCEJ NIE ZOBACZYMY… A KRYSTYNA BĘDZIE ŻARŁA JAK SMOK

czupnqexuaahcw4

ZGADNIJCIE NA ILE RĄK BĘDZIE TERAZ GŁOSOWAŁ PIS, JEŚLI WYRZUCĄ DZIENNIKARZY?

czuslt7w8aazej4

LIS ZNOKAUTOWAŁ REFORMĘ.

czumqacxgaa7e5p

Waldemar Mystkowski analizuje opłatkowe życzenia Kaczyńskiego. Poseł Kaczyński dzieli się opłatkiem

posel

Czyż dobro nie jest zaraźliwe, a zwłaszcza dobro pisowskie, czyż nie jest jak plaga egipska, czyż to nie dżuma i cholera?

czurggmwiaamhfa

Jarosław Kaczyński udzielił opłatkowego wywiadu „Rzeczpospolitej”, w którym wyraził życzenie, aby nam się dobrze powodziło. Prezes PiS jest znany ze szczodrobliwości, więc to „nam” rozszerzył na opozycję.

Zdziwieni? Więc proszę zamknąć buzię – elemencie animalny, gorszy sorcie. Opłatek, a więc zaraz wigilia, element animalny będzie mówić w tę jedyną noc w roku, zapewnia to prezes, który ponadto rozdaje prezenty. Opozycja dostała od Kaczyńskiego – a dokładnie lider – takie oto zapewnienie: „Osobiście uważam, że lider opozycji powinien mieć taki status jak wicepremier”.

Czy Ryszard Petru zobaczy w związku z tym „światełko w tunelu”? A co powie Grzegorz Schetyna, przecież to jego ugrupowanie ma największy klub parlamentarny? A może Władysław Kosiniak-Kamysz poczuje wolę prezesa. PSL tworzył poprzednią koalicję rządową i stanie w szranki „statusu”?

Co znaczy status? Wszak to prestiż społeczny, a nie oficjalna funkcja. Może zatem należy czytać tak, jak to zrobił rzecznik Platformy Obywatelskiej Jan Grabiec, który – skądinąd dowcipnie (czyt. inteligentnie) zauważył, że „sterowanie rządem i prezydentem nie wystarczy, Jarosław Kaczyński chce sterować gabinetem cieni”.
A jak Kaczyński ten status wicepremiera motywuje? „Takie rozwiązania należy wprowadzić i wierzę, że przyczynią się do tego, że dyskurs polityczny w Polsce dzięki temu się zmieni. Dziś jest on na poziomie czystego szaleństwa”. Nie mówi tego ani Beata Szydło, ani Andrzej Duda, mówi poseł i prezes.

Mówi do elementu animalnego, że nie jest elementem animalnym, bo to czyste szaleństwo? Czyżby prezes się przyznał, że dotknęło go szaleństwo i coś z nim zrobi. Moja wiedza na ten temat jest taka, że szaleństwem – zwłaszcza czystym – zajmują się wiadomi lekarze, a czasami pielęgniarze, jak szaleniec zanadto się rzuca.
Waldemar Kuczyński podejrzewa prezesa, że przechodzi mutację poprzedniego reżimu, w którym partia „sprawowała kierowniczą rolę w państwie, a bratnie partie opozycyjne uprawiały krytykę konstruktywną”. To nie żart. Więc Kosiniak-Kamysz powinien być dowartościowany „statusem jak wicepremier”. ZSL miał swoich wicepremierów pod kierownictwem innej partii.

Można zadać pytanie, mając na uwadze, iż status (prestiż) nie tylko wicepremiera, ale premiera in spe ma Schetyna w powołanym gabinecie cieni, zatem: Czy na łasce prezesa powinno mu zależeć? Jedźmy dalej – czy to nie jest zagranie z rodzaju „czystego szaleństwa” public relations: „Chciałem im dać, ale oni nie chcieli, niewdzięcznicy!”. A tym samym obarczenie współodpowiedzialnością opozycji, zwłaszcza za to, co się nie udało. Bo wiadomo, że udało się tylko dzięki PiS. Co złe to wina opozycja. Klasyka.

Ten opłatek Kaczyńskiego może nie spodobać się wicepremierom Morawieckiemu, Gowinowi, Glińskiemu, gdyż prezes dorzucił im kolegę, acz nie znają jego nazwiska.

Dla swojego klubu parlamentarnego i Pisiewiczów/Misiewiczów (czyli prezesów spółek państwowych) prezes zrobił wigilię w Sali Kolumnowej Sejmu. Jak dobry ojczulek pogłaskał wszystkich po głowie za „dobrą zmianę” i przyznał retoryczny order. Taki order nazywany jest kartoflanym. Kto dostał tego kartofla? Tak! Stanisław Piotrowicz, który zdaniem prezesa „ataki zniósł z godnością i spokojem, za co należy mu się order”. Czyż Kaczyński to nie ludzki pan? Wicepremier dla opozycji, order z kartofla dla najwierniejszego żołnierza Piotrowicza, który – słowa prezesa PiS – „jest teraz twarzą zmian demokratycznych w Polsce”.

Ale to nie koniec opłatkowych prezentów prezesa. Jego dobroć przechodzi na innych, działa jak zaraza. Np. Kaczyński jest chory na coś, to się brata z tobą i ty się zarażasz. O tej zarazie opłatkowej napisał na Twitterze Adam Bielan: „Członkowie prezydiów Sejmu i Senatu po rozmowie z J. Kaczyńskim podjęli decyzję o przekazaniu premii na cele charytatywne”. Tak zarazili się dobrem prezesa Kuchciński i Karczewski, że zrzekli się zasłużonych premii – przyznanych sobie samym – za pracę nocną nad ustawami o demolce Trybunału Konstytucyjnej, tudzież innych „zmianach demokratycznych”. Czyż dobro nie jest zaraźliwe, a zwłaszcza dobro pisowskie, czyż nie jest jak plaga egipska, albo idąc za słowami Mateusza Morawieckiego, czyż to nie dżuma i cholera?

Publika może się emocjonować, kto skorzysta na tym „celu charytatywnym”. Zaraz po opłatku wigilijnym odbędzie się finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy Jurka Owsiaka. Czyżby prezes nakazał wrzucić Kuchcińskiemu i Karczewskiemu do puszki WOŚP? A może na stole wigilijnym wolne nakrycie przeznaczone zostanie dla symbolicznego uchodźcy, zwłaszcza w kontekście tragedii ludobójstwa w Aleppo?

Czy wy też daliście się nabrać na opłatek prezesa? Przełamiecie się z nim?

PRZYZNAJEMY ORDER MISIA 🙂

czwrtemw8aaw2c4

NASILA SIĘ KONTROLA APARATU WŁADZY NAD POLAKAMI

czuokdlxgaak1bx

DEMONTAŻ ARMII TRWA…

czunc0wxuaegpqw

Kleofas Wieniawa pisze o dymisji generała nr 1.

gen

Osłabianie Polski w kwestii obrony miltarnej trwa w najlepsze. Kolejna cegiełka z tego muru wypadła, podał się do dymisji ogólnodowodzący generał sił zbrojnych gen. Mirosław Różański. Dowódca w najlepszym wieku dla sprawowanej funkcji, bo rocznik 1962.

gen-rozanski-zlozyl-dymisje

Czy można mu się dziwć? Nie! A jednak to jest wojsko, rozumiem go, iż ministrem jest człowiek od chorych, paranoicznych teorii, ale chodzi o Polskę, a nie o Antoniego Macierewicza, który nie tylko ze względu na język polski, jakim się posługuje, ale jakie treści wygaduje, najwyżej nadaje się na pacjenta.

To jest bardzo zły okres dla Polski, ale on minie, szybciej niż nam się wydaje. Może dojść do sytuacji, iż dowództwo NATO zwróci uwagę, iż osobnik sprawujący funkcję ministra obrony powinien siedzieć/leżeć w innym gabinecie, a nie ministerialnym, podobnie mogą ocenzurować rozbrajanie Polski generałowie amerykańscy.

Chyba że dojdzie do klasyki alianckiej, iż nikt nie chce umierać za Gdańsk, widząc, kto jest minitrem i w czasie kryzysowej sytuacji zgodzą się na nową Jałtę. Możliwe,k bo następuje samowykluczenie Polski ze wszelkich gremiów nowoczesności świata.

Nie znam kwestii dymisji głównodowodzącego generała, ale nie wydaje mi się, aby ją przyjmował minister, gdyż zwierzchnikiem sił jest prezydent. Minister nawet nie jest od kontrasygnaty. Chyba, że ta władza kolejny raz łamie Konstytucję.

W obecnym układzie politycznym Polskę toczy bardzo, ale to bardzo poważna choroba. To nie tylko paranoja smoleńska, to coś o wiele głębszego.

TO AŻ TRUDNO SKOMENTOWAĆ… Gen. Różański był najważniejszym dowódcą w polskiej armii.

czuqtjgxgaa1clk

GÓRNIKOM PUSZCZAJĄ NERWY. INTERNAUTOM PUSZCZAJĄ NERWY. WAM TEŻ PUSZCZAJĄ?

czvfcqrxcae9m77

TRZYMAJ SIĘ GRZESIU! NIE ZWRACAJ UWAGI NA ATAKI PiS-OWSKICH HEJTERÓW. DZIŚ WSZYSCY JESTEŚMY Z TOBĄ.

czv7zc3w8aapva5

CZY KTOŚ JESZCZE WIERZY, ŻE TO DEMOKRACJA?

czwmum9wgaao0an

grudzien15

PRAWDA, ŻE ŚWIETNY POMYSŁ? :)))

czoxbzkxcaa1plz

Wojciech Maziarski publikuje wiedzę o Polsce w pigułce. „Kieszonkowe kompendium wiedzy o współczesnej polskiej polityce, do rozdawania na granicach, lotniskach i dworcach. Oto ono, czytajcie”

premier

Warszawa, wtorkowy wieczór, rocznica wprowadzenia stanu wojennego. Naprzeciw siebie stoją dwa tłumy ludzi z takimi samymi polskimi flagami, patrzą sobie w oczy z taką samą niechęcią i pogardą, skandują takie samo hasło: „Precz z komuną!”. Cudzoziemcy, których sporo przewija się w centrum stolicy, pewnie niewiele z tego rozumieją.Szkoda, że nie znają języka i nie mogą czytać polskich gazet i portali, z których zaczerpnąłem poniższe informacje i cytaty. Po przetłumaczeniu można by z nich ułożyć kieszonkowe kompendium wiedzy o współczesnej polskiej polityce, do rozdawania na granicach, lotniskach i dworcach. Oto ono, czytajcie:Gospodarka jest dziś jedną z najszybciej rozwijających się na świecie. Jednak z powodu rozwarstwienia społecznego jest to zarazem kraj niestabilny politycznie. Rządzący doszli do władzy dzięki poparciu ludności biedniejszej i wiejskiej, według której pani premier jest pierwszym politykiem rozumiejącym potrzeby biednych. Jednak stolica i duże miasta niemal całkowicie opowiadają się przeciw niej. Zarzucają obozowi władzy korupcję i populizm.

„Rzeczywiście pomogli ludziom, dając im pieniądze. Jednak były to posunięcia populistyczne, które w dłuższej perspektywie zadłużą kraj, a ludzi rozleniwią” – powiedziała 26-letnia mieszkanka stolicy. 28-letni marketingowiec z największego koncernu w kraju zarzuca obozowi rządzącemu brutalność i brak chęci porozumienia. „Problemem jest to, że ten obóz popierają ludzie niewykształceni, którzy nie wiedzą, jak działają ich przywódcy” – mówi i krytykuje nepotyzm władzy, rozdającej stanowiska swoim ludziom, którzy zbijają fortuny, pasożytując na rządowych programach.

Przytoczone opinie ilustrują być może największy problem kraju, którym jest głęboka wyrwa pomiędzy biedną prowincją a regionami bogatymi i stolicą. Analitycy i socjologowie uważają, że zasypanie podziałów może zająć lata.

Zaostrzenie konfliktu nastąpiło, gdy Trybunał Konstytucyjny ogłosił, że forsowane przez partię rządzącą rozwiązania są niezgodne z konstytucją. Rządzący nie zgodzili się z tą decyzją i stwierdzili, że Trybunał przekroczył swoje uprawnienia. Przeciwnicy rządu twierdzą, że premier jest sterowaną marionetką i tylko firmuje decyzje podejmowane przez kogoś innego. W rzeczywistości rządzi nie ona, lecz jej brat żyjący na wygnaniu w Czarnogórze…

Zaraz, zaraz. Jaki brat, jaka Czarnogóra?

No dobra, wydało się. Wszystkie cytaty pochodzą z artykułów dotyczących Tajlandii. Pominąłem tylko drugorzędne szczegóły, takie jak np. informacja, że tam władze nie rozdawały 500 plus, lecz subsydiowały biednych rolników, skupując od nich ryż po cenach o wiele wyższych niż rynkowe.

Co będzie dalej w Polsce? Nie wiadomo. Wiemy natomiast, jak potoczyły się wydarzenia w Tajlandii. W obliczu coraz większych napięć i walk ulicznych między zwolennikami i przeciwnikami rządu do akcji wkroczyła armia, przeprowadzając w maju 2014 r. bezkrwawy zamach stanu. Pani premier Yingluck Shinawatra stanęła przed sądem z zarzutem doprowadzenia do strat budżetu w wysokości ponad 1,5 mld dolarów. Grozi jej do 10 lat więzienia. W państwowych magazynach wciąż zalega ponad półtora miliona ton niesprzedanego ryżu.

BEZ KOMENTARZA.

czqi_r1xuaapmmx

NIEWIARYGODNE??? ALE DZIEJE SIĘ NAPRAWDĘ. SZYKUJCIE JUŻ DZIECI NA KURACJĘ PLEMNIKAMI.

czp6mwwweaasdob

POLACY NIE DALI ZGODY NA PODWYŻKI, NO TO PRZYZNAJĄ SOBIE PREMIE 

czo5_trwqaa_jdn

Ogromne premie nie tylko dla posłów. Sam marszałek Senatu dostał ponad 33 tys. zł.

cztkm3cxaaa3g6c

Szkoda, że sobie nie podnieśli kwoty wolnej od podatku…

wiadomoco

>>>>>

W Parlamencie Europejskim odbyła się debata poświęcona praworządności w Polsce. Frans Timmermans, wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej, stwierdził w jej trakcie, że rząd nie wypełnia żadnych zaleceń wydanych przez KE oraz Komisję Wenecką.

debata

Parlament Europejski debatował wczoraj po raz czwarty w tym roku na temat praworządności w Polsce. Debaty poprzedzały wizyty przedstawicieli Komisji Europejskiej z jej wiceprzewodniczącym Fransem Timmermansem na czele, który spotykał się w Warszawie z przedstawicielami rządu i opozycji.

Timmermans otworzył debatę

Wiceprzewodniczący KE, rozpoczynając dyskusję w parlamencie, wprost stwierdził, że rząd nie wypełnia żadnych zaleceń wydanych przez KE oraz Komisję Wenecką w sprawie Trybunału Konstytucyjnego. Według niego nie wyeliminowano żadnych z naruszeń prawa, w sprawie których Komisja miała zastrzeżenia: polski rząd nadal nie publikuje wyroków Trybunału, a prezydent nie zamierza zaprzysiąc trzech sędziów powołanych przez Sejm poprzedniej kadencji.

Timmermans powiedział też, że pod koniec października Komisja co prawda otrzymała odpowiedź polskiego rządu w sprawie zaleceń, ale „w tej odpowiedzi nie ogłoszono żadnych nowych działań władz”. Według niego działania polskiego rządu mogą się przyczynić do „pogłębienia kryzysu konstytucyjnego”. Skrytykował projekt ustawy przygotowanej przez PiS, dotyczącej nowego sposobu powoływania prezesa Trybunału.

– Apeluję do rządu, aby nie wprowadzał nowych przepisów, zanim nie przeanalizuje ich sam TK – powiedział Timmermans. Jednocześnie zaapelował do prezydenta RP, by zaprzysiągł trzech sędziów Trybunału wybranych przez poprzedni parlament, do rządu zaś, by opublikował wszystkie dotychczasowe wyroki TK

– Nie można przecież wybierać tylko tych, które się podobają – stwierdził wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej

Według niego konflikt wokół TK pokazuje, że w Polsce coraz bardziej jest zaburzona zasada trójpodziału władzy.

– Tu chodzi o przestrzeganie podstawowych wartości, to nie jest kwestia polityczna. Bez względu na to, jaki program ma rząd, przepisy muszą być wprowadzane zgodnie z ustawodawstwem krajowym.

Na koniec zaś podkreślił: – To jest spór, który KE prowadzi z polskim rządem, nie z Polską, a już z całą pewnością nie z polskim narodem.

LEWANDOWSKI MA ABSOLUTNĄ RACJĘ.

czp1252xcaih2op

NARODOWA POLICJA MENSTRUACYJNA JUŻ JEST DO WAS W DRODZE…

czteggrxcaqtjq9

13 grudnia 2016. Nocna zmiana ustroju >>>>>

wiadomoco-2

Marek Beylin pisze o wściekłym społeczeństwie. Społeczeństwo wściekłe na władzę jest silniejsze od władzy wściekłej na obywateli. A nikt w III RP nie potrafił tak rozwścieczać Polaków jak teraz PiS.

jarku

– Zmiana napotyka opór, wściekły opór – mówił 13 grudnia Jarosław Kaczyński. I zagrzewał zwolenników „dobrej zmiany” do wielkiej mobilizacji, bez której PiS nie odniesie zwycięstwa. Prezes jak zwykle grzmiał twardo i agresywnie, groził przeciwnikom procesami karnymi, ale z jego wystąpienia przebijało poczucie słabości.Kaczyński wie, że jego polityka wywołuje coraz większy opór. 13 grudnia demonstracje KOD-u przeciwko jego władzy odbyły się w 81 miastach, wzięło w nich udział kilkaset tysięcy osób. Ludzie, demonstrując w rocznicę wprowadzenia stanu wojennego, trafnie rozpoznają, że PiS chce, jak niegdyś komuniści, wziąć wszystkich pod but. Odebrać nam prawa i godność, cenzurować nasze słowa i naszą historię.Ale trwały i mocny sprzeciw takie zamiary niweczy. Społeczeństwo wściekłe na władzę jest zawsze silniejsze od władzy wściekłej na obywateli. A nikt w III RP nie potrafił tak rozwścieczać Polaków jak teraz PiS.

Naszym protestom dodaje siły również to, że nie przemieniają się w seanse nienawiści. Broniliśmy we wtorek naszych praw i godności, ale nie lżyliśmy przeciwników. Na wyzwiska, że jesteśmy ubekami i zdrajcami, jakimi szermowali podczas PiS-owskiej demonstracji funkcjonariusze „dobrej zmiany”, odpowiadaliśmy radykalnie innym przesłaniem. Takim, że w naszym sprzeciwie i w społeczeństwie, za którym się opowiadamy, jest miejsce dla każdego niezależnie od wyznawanego światopoglądu. Jedyny warunek to respektowanie konstytucji oraz cudzych praw i godności.

Kaczyński dostrzega słabości swojej władzy. Wie też, że PiS nie zdobędzie więcej zwolenników, niż ma teraz, czyli – dysponując trzydziestoparoprocentowym poparciem – pozostanie partią mniejszościową. Dlatego nasila pogróżki wobec opozycji i społeczeństwa.

– Z naszej strony na pewno będą próby doprowadzenia do pewnego uporządkowania działań opozycji – zapowiedział szef PiS we wtorek w radiowej Trójce. – Chodzi o to, by opozycja pozwoliła władzy rządzić – dodał. Kaczyński chce więc mieć opozycję koncesjonowaną, której mógłby sam wyznaczać ramy działania. Takie też widzi mu się społeczeństwo.

Ale konfrontować się musi z rzeczywistym społeczeństwem i realną opozycją, a nie z tymi ze swoich marzeń. Na tym tle wygląda jak kapryśne tyraniątko, które nie daje rady. Może nabruździć, dewastować państwo i krzywdzić ludzi. Może też nazbyt opornych represjonować. Jednak nie przerobi Polaków na swoją modłę.

– Jarku, porzuć strach przed społeczeństwem – apelował Władysław Frasyniuk podczas demonstracji w Warszawie. A prezes boi się coraz bardziej.

Milewski: nie znam „Carycy”, jedyna, którą znam to Katarzyna. Suski: a nazwisko? TRUDNO O WIĘKSZY CYRK NIŻ W KOMISJI

czqf6qowgaa7xie

JUŻ TYLKO PiS BRONI REFORMY EDUKACJI Wszyscy ją krytykują.

czpjoz0wiaakrdg

Waldemar Mystkowski pisze o pierwszych jsakółkach cenzury.

pisowska

Pisowska cenzura raczkuje, ale jest „nadzieja”, że może „powstać z kolan” – i łazić po mediach, które uzna za niechętne pisowskiej propagandzie. Doświadczyły już tego „Gazeta Wyborcza” i „Newsweek” ze strony Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych (PWPW). Oskarżenia są tak absurdalne, iż można spokojnie napisać: autorzy domagający się cenzury mają do czynienia nie z mniemaną ochroną dóbr osobistych, ale z ochroną zawartości głów własnych, kolokwialnie nazywanymi „odklejającymi się klepkami”.

W wypadku PWPW należy ponadto pisać, iż jej prezesi są pisowscy, bo pochodzą z nadania tej partii, a przy tym różnią się od normalnych prezesów, którzy zostali usunięci, iż ci ostatni nie oskarżali, jak prezesi pisowscy. Jest to zatem signum temporis. Oby temporis jak najszybciej minęło, bo dopadnie nas wszystkich choroba „odklejających się klepek”.

PWPW może służyć jako soczewka deformacji pisowskiej i zwać się z grubsza horrendum absurdum satyrum albo podobnie. PWPW złożyło pozew przeciw „Wyborczej” w warszawskim Sądzie Okręgowym z żądaniem zabezpieczenia jeszcze przed wydaniem wyroku, aby usuniętych zostało 27 fragmentów tekstów, które dotyczyły firmy – państwowej – bowiem naruszają „dobra osobiste spółki”. Horrendum podstawowe – język. Jest to taki gniot i zakalec językowy, jaki może się zdarzyć tylko pisowskim urzędnikom, syndrom, „nikt nam nie powie, że białe jest białe…” Można nazywać go także oksymoronem. „Dobra osobiste czegoś nieosobistego”.

Ten tekst, który piszę, może też się spotkać z oskarżeniem, iż narusza dobra osobiste spółki państwowej. „Wyborcza” zetknęła się na początku pisowskiej władzy z tym zjawiskiem, bowiem napisała o mszy zorganizowanej przez prezesów. Tak dobrze czytacie – mszy. Pisowscy prezesi pracują tak, iż organizują mszę w przedsiębiorstwie, które wszak nie specjalizuje się w produkcji metafizyki (co jest samo w sobie oksymoronem) ani szat liturgicznych, aby je wypróbować jako produkowany wyrób podczas mszy przed wypuszczeniem na rynek. PWPW chce w ten sposób zastraszyć dziennikarzy „Wyborczej” i samą redakcję, gdyż domaga się za ten artykulik o mszy 50 tys. zł. Zastraszenie w tym wypadku polega na tym, że dziennikarze nie zajmują się tym, do czego zostali powołani, tylko muszą myśleć o drodze prawnej, aby odeprzeć ataki PWPW.

Tych horrendów jest 27, jak napisałem. Inny dotyczy tytułu artykułu „Czy Kaczyński wie o układzie w PWPW”. A uzasadnienie zapędów cenzorskich dotyczy słowa „układ” – o którym można przeczytać we wniosku do sądu skierowanym przez PWPW przeciw „Wyborczej” – „układ w debacie publicznej uchodzi za [słowo – przyp. mój] wysoce pejoratywne”.
Słowo „układ” wszak jest kluczowe dla retoryki prezesa Kaczyńskiego. Jeżeli sąd by się przychylił do uzurpatorskich zapędów PWPW, należałoby potraktować wyrok jak „przykład”. Wypowiedzi prezesa byłyby do tego stopnia „wypikane”, iż my suweren nie wiedzielibyśmy, co ten geniusz mówi do nas, a dokładnie, dlaczego pluje, bo to forma zawartości przekazu Kaczyńskiego.

Horrendum absurdum satyrum ze strony PWPW dopadło też ‚Newsweeka”. Dziennikarzowi tygodnika Michałowi Krzymowskiemu zarzuca się zniesławienie, a konkretnie „mógł działać na rzecz obcego wywiadu przeciw RP”.
Niczego nie zmyślam ani nie piszę, że postępowanie PWPW mieści się w popularnych Tworkach, acz tymi Tworkami może być, gdyby literatura piękna chciała się zajmować pisowskimi horrendum absurdum, a nawet horendum szajbusum (szajbusum – od szajby).

Prezesom PWPW należałoby zwrócić uwagę, iż „dobra osobiste” nie są dobrami PWPW, jak kilka z nich opisane wyżej. Tych michałków jest więcej, to są raczej „dobra psychologiczne inaczej”, a może nawet „dobra psychiatryczne inaczej” – i występują powszechnie w wymienionych Tworkach.

Cenzura pisowska powstaje zatem z kolan, raczkuje. Tak w każdym razie powstaje w PWPW, iż grzmotnęła o powałę, w następstwie tego ukazały się prezesom PWPW gwiazdki w mózgu i oczach, chcą się nimi podzielić z sądem i narodem. Ale nieznajomość języka polskiego doprowadza do mylenia tożsamości osobistej prezesów z tożsamością firmy. Jakkolwiek ci prezesi PWPW nazywają się bytami pisowskimi, które w publicystyce noszą określenia Misiewiczów, Pisiewiczów z wrodzonym im syndromem „tupolewizmu”. Czego się nie dotkną tak zdefiniowani presesi, mamy do czynienia z „lewizną”.

Prawniczka Dorota Bychawska-Siniarska z Obserwatorium Wolności Mediów w Polsce Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka o pozwie PWPW mówi, iż „duża liczba powództw wytoczona dwóm wydawcom ma na celu wywołanie efektu mrożącego i powstrzymanie redakcji od publikacji dalszych tekstów na temat PWPW”.

PWPW chce zatem osiągnąć efekt precenzuralny, który można opisać poprzez figurę literacką, chce abortować krytykę na swój temat w stadium zarodka. Mamy zatem do czynienia nie z „dobrami osobistymi”, ale z czymś niezdrowym w lęgnącym się w umysłach prezesów. PWPW do tego tekstu też może się przyczepić, bo prezesi tej państwowej firmy to postacie wyjęte żywcem z Mrożka bądź z Gombrowicza, choćby z tego ostatniego – z „Transatlantyku”: PWPW to „Baron, Ciumkała, Pyckal i Koński Psi Interes”. Geniusz Gombrowicz tak opisuje tych prezesów „dobra osobiste”: „ta zaś swarliwość nie tyle może z finansowych rozrachunków, ile z natur sprzeczności. A bo Baron jak bąk huczy, buczy i tańcuje, jak paw ogon puszy, jak sokół w górę polatuje; a Pyckal, jak byk, wrzaskiem krzykiem swojem chamskiem chamskiem się nawala; a Ciumkała gmyrze”.

CZAPKI Z GŁÓW DO SAMEJ ZIEMI ZA TO, CO KRYZYS ZROBIŁ NA SCENIE. Minę Kurskiego możemy sobie tylko wyobrazić :)))

czphhlww8aapeco

– Katarzyna… A nazwisko? – zapytał Suski. – Katarzyna Wielka – odpowiedział sędzia. Wassermann parsknęła śmiechem…

cztb7p7xaaaru-c

Kleofas Wieniawa o Macierewicza Ministerstwie Głupich Kroków.

macierewicza

Tomasz Siemoniak zaatakował śmiechem konferencję naukową MON poświęconą „najnowszym rozwiązaniom w technice i technologii wpływających na przyszłość modernizacyjną sprzętu i uzbrojenia wojskowego”, na którą to zaproszono dermatologa „Jakiegoś-Tam”, który ma  być ojcem Edmunda Jannigera, prześmiesznego doradcy Antoniego Macierewicza. Gdy wszyscy się naśmiali i narechotali, ośmieszony Macierewicz zrezygnował ze śmiesznej postaci.

Siemoniak te najnowsze rozwiązania dermatologiczne w armii skomentował: „To forma zapłaty za wspieranie Macierewicza. Może opowie o najnowszych tendencjach w stosowaniu kamuflażu na skórze?”

Ten kamuflaż na skórze to aluzja do dezinformacji, którą w istocie zajmują się pracujący w Ministerstwie Obrony Narodowej. Dezinformują, bo co innego im pozostaje, gdy zatrudniony jest taki Misiu Misiewicz.

Dezinformator więc odpowiedział, że ojciec Jannigera dostał Nobla, co później okazało się dezinformacją, czyli kłamstwem, acz mogło być tak, iż „światowej sławy dermatolog” wyleczył Misiewicza z kamuflażu, czyli z wykwitu na skórze, która wiadomo, jaką jest chorobą, i przyznał mu prywatnego Nobla. Ministerstwo daje (złote medale), ale i odbiera (pośmiertnie stopnie generalskie Jaruzelskiemu i Kiszczakowi).

Oto mamy dalszy ciąg kamuflażu, czy też dezinformacji, gdyż ministerstwo publikuje na swoich stronach oświadczenie dermatologicznych autorytetów, które „wyrażają swoje oburzenie i zaniepokojenie wobec posła Tomasza Siemoniaka”.

Zaś MON przekazał na ręce towarzystw naukowców „wyrazy ubolewania” za to, co zrobił Siemoniak. Tak to ministerstwo zostało zaatakowane przez Siemoniaka śmiechem – i ledwie uszło z życiem.

Może jednak być tak – na co zwracam uwagę Siemoniakowi – iż Macierewicz przygotowuje jakiś gorący konflikt z Ruskimi, albo Szkopami. Dermatolog zaś jest potrzebny do tego, aby żołnierze mieli świadomość, co na polu bitwy pokonani Szkopi bądź Ruscy mogą zostawić, mianowicie bataliony zarażonych markietanek wiadomą chorobą.

„Światowej sławy” dermatolog uświadomia, czym grozi zarażenie wiadomą chorobą, czyli syfem. Tak wygląda sytuacja na froncie Ministerstwa Głupich Kroków, czyli co słychać u Szweja i jego szwejków. Na Kremlu Rusków muszą boleć przepony ze śmiechu.

ŻEGNAMY BOGDANA SMOLENIA. DAWAŁ WSZYSTKIM UŚMIECH, ZAWSTYDZAŁ SYSTEM I POMÓGŁ NAM PRZETRWAĆ POPRZEDNI REŻIM.

czthyhpwiaasq-y

ZAWSZE BĘDZIEMY MOGLI ŚMIAĆ SIĘ Z GŁUPOTY WŁADZY. DZIĘKI PANI, PANI PELAGIO. TO PANI NAS NAUCZYŁA. DZIĘKUJEMY!

cztu5vlxeaazefz

grudzien14

Dlaczego Polacy protestowali 13 grudnia pod siedzibą PiS?

dlaczego

„Była taka atmosfera, jakiej dawno na marszach KOD nie było” – podkreślała Barbara Nowacka.

W 35. rocznicę stanu wojennego w Warszawie odbyły się dwie duże manifestacje: jedna organizowana przez Komitet Obrony Demokracji, druga przez PiS.

Manifestacja KOD została zorganizowana pod hasłem „Stop dewastacji Polski”. Jej uczestnicy wzywali do obrony praw demokratycznych odbieranych przez rząd Prawa i Sprawiedliwości.

„Była taka atmosfera, jakiej dawno na marszach KOD nie było” – podkreślała Barbara Nowacka.

W kilkudziesięciotysięczym pochodzie szli politycy Platformy Obywatelskiej, Nowoczesnej, organizatorki „Czarnego Protestu”, członkowie Inicjatywy Feministycznej. Dlaczego protestowali? Jakiej zmiany chcieliby w Polsce?

czoykvzwgaihfu0

Obok „Murów” Jacka Kaczmarskiego „Kocham wolność” Chłopców z Placu Broni jest hymnem KOD.

Tak niewiele żądam
Tak niewiele pragnę
Tak niewiele widziałem
Tak niewiele zobaczę

Tak niewiele myślę
Tak niewiele znaczę
Tak niewiele słyszałem
Tak niewiele potrafię

Wolność kocham i rozumiem
Wolności oddać nie umiem
Wolność kocham i rozumiem
Wolności oddać nie umiem

Tak niewiele miałem
Tak niewiele mam
Mogę stracić wszystko
Mogę zostać sam

Wolność kocham i rozumiem
Wolności oddać nie umiem
Wolność kocham i rozumiem
Wolności…

Wolność kocham i rozumiem
Wolności oddać nie umiem
Wolność kocham i rozumiem
Wolności oddać nie umiem

Tak niewiele miałem
Tak niewiele mam
Mogę rzucić wszystko
Mogę zostać sam

Wolność kocham i rozumiem
Wolności oddać nie umiem
Wolność kocham i rozumiem
Wolności oddać nie umiem 2x

gornicy

W Krakowie obalono symboliczny pomnik Kaczyńskiego.

ktos

Kleofas Wieniawa przed marszem KOD pisał:

rocznica

Rocznica stanu wojennego ma dla mnie znaczenie zadumy nad historią mojej ojczyzny, także moim wówczas udziałem, ale przede wszystkim jest hołdem dla tych, którzy potrafili w miarę bezpiecznie przeprowadzić Polskę przez jeden z trudniejszych zakrętów historii.

Myślę przede wszystkim o Lechu Wałęsie, którego zachowanie w historii mogę porównać tylko do Józefa Piłsudskiego, Tadeusza Kościuszki, księcia Pepi – tutaj kończy mi się lista bohaterów, którzy są porównywalni w podobnych okolicznościach.

Ale byli też inni, przede wszystkich Kmicice: Władysław Frasyniuk i Zbigniew Bujak – szwoleżerowie wydawało się wówczas Samosierry PRL-owskiej.

Był jeszcze człowiek który łaczył w sobie Kmicica i talent pisarza politycznego porównywalnego do Maurycego Mochanckiego, Adam Michnik. A jeżeli o tym ostatnim to musi paść nazwisko Jacka Kuronia.

Wielu by wymieniać. I przy tej okazji należałoby stwierdzić: jakież mamy bogactwo mądrych postaci. I tak jest. Dzięki temu Polska wyrwała się pierwsza z totalitaryzmu komuszego, a za nią podreptały inne narody.

Dlatego dxzisiaj nie boję się zagrożenia ze strony tupolewizmu, kaczyzmu, jakkkolwiek byśmy nazwali marne postaci, które w wyniku procedur demokratycznych dorwały się do władzy i plują na co popadnie.

Mistrzem charku jest prezes, który nawet popisał się spostrzeżeniem, że on przewidział stan wojenny. Boże, widać że był nikim, z tym liczyli się wszyscy, sam wówczas o tym pisałem, a nawet publikowałem, rżnąc – czasami to się udawało – ówczesnych panów z Mysiej.

Ba, przewidziałem datę, pada w mojej debiutanckiej książce. Acz przypadkowo i nie ma podanego roku.

13 grudnia to nie tylko jednak zaduma, ale dzisiaj wyrażenie sprzeciwu obywatelskiego z demolowania Polski. Dlatego nie obawiam się o naszą wolność, acz niepokój mogę miećw stosunku do tych zakompleksiałych ludzi, którzy mogą dopuścić się rzeczy krwawych.

Dzisiaj KOD jest „Solidarnością”.

czl0mrpwiaasuwu

PiS dobiera się do zgromadzeń, czyli „porządkuje” opozycję.

czlrmf6xgairfvc

Waldemar Mystkowski napisał o Kukizie, bracie mniejszym prezesa Kaczyńskiego.

chamoobrona

Paweł Kukiz w rocznicę stanu wojennego popisał się oryginalnym pomysłem, iż marsze protestacyjne nie są solą demokracji, ale… nie, nie JOW (przypomnę: jednomandatowe okręgi wyborcze), o których jakby zapomniał lider ugrupowania pod własnym nazwiskiem i z liczbą porządkową 15 po apostrofie…, ale referenda.

Kukiz nawet powiedział to z właściwym sobie znawstwem: „w normalnych cywilizowanych państwach” i dodał: „Sprawy sporne powinny się odbywać przy urnach referendalnych, a nie na ulicy”.  Piosenkarz pomysłu na marsz nie ma żadnego, chyba że protestowałby przeciw filharmonii i przemaszerował sobie z estrady, gdzie wykonuje się muzykę popularną do ośrodka muzyki poważnej, filharmonii. Ale co miałby głosić? Wyższość Black Sabbath nad Chopinem?

W każdym razie Kukizowi trochę niewygodnie chodzić w marszach z Jarosławem Kaczyńskim, choć jego ugrupowanie jest nieformalną przybudówką PiS. Kukiz ’15 to PiS w skali 1:5, to model tupolewa, który buduje podkomisja smoleńska Macierewicza, aby udowodnić, że zamach był. Kukiz więc jest modelem, a Kaczyński oryginałem ideologii tupolewizmu.

Kukiz więc nie chodzi w marszach, bo w swoich szeregach nie ma Lecha Wałęsy, jak opozycja i KOD, a nawet nie ma Stanisława Piotrowicza, który by udowadniał czarno na czarnym, że był Konradem Wallenrodem i z tego powodu znowu się zakonspirował w pisowskim marszu 13 grudnia.

czkxij6xuaenpug

Lider ugrupowania pod swoim nazwiskiem ma problem można rzec pierworodny, a wypływa on z antysystemowości. Ten problem sformułowała jego posłanka Magdalena Błeńska: „My już nie jesteśmy jak Samoobrona. Gorzej, jesteśmy Chamoobrona!”

Andrzej Lepper wszak był antysystemowy, twierdził, że na Wiejskiej nie będzie Wersalu, ale to teraz słowo staje się ciałem i Kukiz jest liderem Chamoobrony. Moim zdaniem nie powinien tego zanadto brać do serca, gdyby usłyszał o sobie: Cham, wszak w naszym kodzie kulturowym to oznaczenie wieśniaka, chłopa, parobka z czworaków, który rozumie demokrację, jak Kukiz.

JOW-y i referenda nie są tożsame z „normalnymi cywilizowanymi państwami, bo JOW-y są tylko w krajach anglosaskich, taka tam utworzyła się tradycja z powodu, iż mają systemy polityczne dwupartyjne, gdzie tych partii jest więcej, JOW-y wypaczają charakter wyborów przedstawicielskich. A referenda są w zasadzie tylko w jednym cywilizowanym kraju, w Szwajcarii, ale to naród górali bankierów, bardzo krewkich i spory rozstrzygają w referendach, a nie ciupagami.

Kukiz o tych referendach wyraził się w kontekście marszu KOD i opozycji, strajku obywatelskiego, który zorganizowany był pod hasłem „Stop dewastacji Polski”. Na czym więc miałoby polegać pytanie referendalne wg myślenia Kukiza? Czy chcemy dewastacji Trybunału Konstytucyjnego, tym samym końca trójpodziału władzy?

ci-co

Jeżeli takie bądź podobne pytanie byłoby w referendum i wyborcy opowiedzieliby „tak”, to drugiego referendum by nie było, bo to byłby koniec demokracji. Gdzie więc u Kukiza logika? Ale ten piosenkarz wszak jest antysystemowy, antylogiczny. Prędzej czy później jego ugrupowanie czeka zjednoczenie z PiS, bo to ulubiona forma konsumowania przystawek politycznych przez prezesa PiS.

A może Chamoobrona skończy jak Samoobrona, a Kukiz jak Lepper? Na razie nie ma takiej potrzeby aby Kukiza wrabiać w kupno ziemi przez służby Mariusza Kamińskiego, ale gdy pojawi się okazja uwłaszczenia filharmonii, to kto wie. Piosenkarz nie ma pomysłu na swoje ugrupowanie, w sprawach politycznych i ideowych to cienki Bolek, jest li tylko modelem prezesa w skali 1:5, pacynka Kaczyńskiego antysystemowa, antylogiczna.

czjx3kbxuaarucm

TAKA PRAWDA!

panie-profesorze

grudzien13

Nie tylko Adam Szostkiewicz boi się o Polskę.

adam-szostkiewicz

W rocznicę stanu wojennego ma się odbyć uliczny protest „Stop dewastacji Polski!”. Dewastacji przez obecną pisowską władzę. Organizatorzy napisali, by wypowiedzieć władzy posłuszeństwo.

Z takim apelem wystąpili między innymi do policjantów i wojskowych. Mieli na myśli policjantów i wojskowych jako obywateli. Mimo to propaganda pisowska ruszyła do ataku na KOD, że podżega do działań wywrotowych.

Czy 13 grudnia dojdzie do państwowej przemocy? Byłaby to polityczna katastrofa dla obu stron konfliktu: pisowskiej władzy i demokratycznej opozycji. Mam nadzieję, że obie strony zdają sobie z tego sprawę. I że nikt nie sprowokuje przemocy.

35 lat temu niedemokratyczna władza użyła przemocy przeciwko społeczeństwu obywatelskiemu zorganizowanemu w legalnej „Solidarności”. Odwlekło to jej upadek o kilka lat, ale początkiem agonii systemu było właśnie użycie siły przeciwko własnym obywatelom.

Obywatelskie nieposłuszeństwo jest działaniem zgodnym z demokracją, przemoc, nawet w czystej sprawie, nie jest. Może być tylko samoobroną. Obywatelskie nieposłuszeństwo działa, gdy przemocy się wyrzeka. Gdy na argument siły odpowiada siłą swych argumentów przeciwko władzy. To jest ta „siła bezsilnych”, która obaliła bez użycia przemocy komunizm i kolonialne rządy w Indiach.

jerzy-stuhr

Prof. Wojciech Sadurski, prawnik, pisze w „GW”, że władza, która łamie konstytucję, traci prawo do oczekiwania posłuszeństwa obywateli.

Profesor podaje, na czym konkretnie ma polegać wypowiedzenie posłuszeństwa pisowskiej władzy:
– sędziowie i prawnicy powinni odmówić stosowania ustaw niezgodnych z konstytucją
– ruchy obywatelskie powinny zignorować zmiany w ustawie o zgromadzeniach narzucone przez pisowską większość
– opozycja parlamentarna w proteście przeciwko złemu prawu powinna co jakiś czas bojkotować obrady, aby w świat poszedł obraz pustego w połowie Sejmu jako „komunikat o stanie polskiej demokracji”.

Nic ująć, Panie Profesorze. A dodać? Tu każdy, kto się zgadza z Sadurskim, niech ruszy głową. Ja dodałbym bierne (nie korzystam) i czynne (nie chodzę) unikanie wszelkich mediów kontrolowanych przez PiS.

wideo-wyborcza

Adam Michnik wyjaśnia sens 13 grudnia. Słuchajcie mądrego człowieka, bo niewielu takich zostało: wyborcza.pl >>>>>

Na Koduj24.pl zastanawiają się.

ta

Czy Jarosław Kaczyński może być szantażowany przez obce państwo ujawnieniem tej rozmowy?

Wiele kontrowersji i domysłów wzbudza cały czas ostatnia rozmowa braci Kaczyńskich przeprowadzona przez telefon satelitarny z pokładu Tu-154. O jej przebieg i ustalenia, które w niej prawdopodobnie padły, pytają, oczywiście, tylko niewierzący w religię smoleńską. Jej wyznawcy z kolei nawet się na ten temat nie zająkną – przecież sam ich guru zeznał w prokuraturze, że była to rozmowa dotycząca wyłącznie zdrowia Jadwigi Kaczyńskiej, taka po prostu „rutynowa” i nie poruszano w niej żadnego innego tematu.

Czyżby? Przypomnijmy w związku z tym kilka faktów, zaczynając od chronologii zdarzeń. Otóż informacje o silnej mgle w Smoleńsku i widoczności nie przekraczającej 400 metrów docierają do pilota prezydenckiego samolotu o 8.14. W tym momencie w jego kokpicie, gdzie przebywała co najmniej jedna nieuprawniona osoba, zaczynają się rozmowy na temat dalszego możliwego scenariusza lotu i prawdopodobnym lądowaniu na lotnisku zapasowym – w Witebsku (z którego jest najbliżej do Smoleńska – 130 lub 180 km w zależności od wyboru drogi) lub też do Moskwy (400 do 500 km od punktu docelowego). W grę wchodził ewentualnie również Mińsk (330 do 400 km). W chwilę po otrzymaniu tej informacji przez załogę (przed godziną 8.20) Lech Kaczyński dzwoni do brata z telefonu satelitarnego, co na pewno nie jest zbiegiem okoliczności. Czy w takiej sytuacji jest w ogóle do pomyślenia, że nie informuje go o zaistniałym problemie?

szkoda

Bo sytuacja zaczyna wyglądać fatalnie – lądowanie na zapasowym lotnisku to strata wielu godzin i bardzo poważne opóźnienie w dotarciu delegacji do Katynia, co wywoła potężny chaos organizacyjny, o ile w ogóle nie całkowite fiasko przedsięwzięcia. Trzeba sformować kolumnę prezydencką, pożyczając od Rosjan lub Białorusinów odpowiednie samochody, które przecież nie stoją na lotnisku, zapewnić środki bezpieczeństwa dla jej przejazdu, ustalić trasę i wiele innych szczegółów. Tego nie da się zrobić ad hoc, wszystko musi trwać, dodatkowo jeszcze, w przypadku lądowania na Białorusi przekroczenie granicy i przejazd trzeba by negocjować ze stroną rosyjską.

W tym momencie sypie się całkowicie plan wizyty, która miała być „mocnym uderzeniem” i w sposób oczywisty otwierać kampanię wyborczą Lecha Kaczyńskiego – bo nie ma żadnych wątpliwości, że taki był jej cel. Chciał on sobie poprawić w ten sposób bardzo marne sondaże przedwyborcze (najlepsze z nich dawały mu niewiele ponad 10 procent poparcia), stawiając w swoim programie wyborczym na martyrologię i swoiście pojęty patriotyzm.

Poprzednio był on w Katyniu tylko jeden raz – 17 września 2007 roku, kilka tygodni przed przyspieszonymi wyborami parlamentarnymi w 2007 roku. Czy to nie „dziwny” zbieg okoliczności? Przykre to, kiedy najważniejsza osoba w kraju przypomina sobie o tragedii polskich oficerów tylko po to, żeby użyć jej do bieżących rozgrywek politycznych. Tłem prezydenta miała być liczna świta, którą zabrał na pokład samolotu, a wydarzenie, relacjonowane przez wielu dziennikarzy, zwłaszcza telewizyjnych, miało przyćmić nieco wcześniejszą wizytę premiera Tuska.

Wszyscy pamiętamy pierwsze słowa Lecha Kaczyńskiego po wygranych wyborach, skierowane do Jarosława: „Panie prezesie, melduję wykonanie zadania”. Pomijając fakt, że taki czołobitny hołd kompromituje kompletnie prezydenta, daje on jednocześnie jasny przekaz, kto tu jest szefem, a kto podwładnym. W telewizji mogliśmy wielokrotnie oglądać obrazki, jak będąc na jakiejś międzynarodowej konferencji czy negocjacjach, mówiąc kolokwialnie, „wisi na telefonie”, konsultując się z bratem, a raczej chyba odbierając od niego instrukcje, co wywoływało kpiące i złośliwe komentarze. I teraz mamy uwierzyć, że w takiej dramatycznej niemal sytuacji prezydent dzwoni do brata i rozmawia z nim tylko i wyłącznie o zdrowiu mamy, chociaż przez lata informował go o wszystkim i potulnie wykonywał polecenia? To jest po prostu bajeczka, której nie kupi nikt mający elementarną wiedzę.

Z doniesień prasowych wynikało zresztą, że tego dnia rano Lech Kaczyński rozmawiał z lekarzem, który opiekował się jego mamą i usłyszał dobre wiadomości. Gdyby nawet ta informacja była nieprawdziwa, to skoro Jarosław był w przeddzień w szpitalu i miał jakieś nowiny, to natychmiast poinformowałby o tym brata. Jego zeznanie w prokuraturze na temat tej rozmowy po prostu zupełnie nie trzyma się kupy. Dokładnej jej treści nie znamy – ale efektem był dalszy lot do Smoleńska, prezydent nie zmienił celu podróży. Zresztą w kontekście odmowy przez kapitana Protasiuka lądowania na lotnisku w Tbilisi, które było w strefie walk, Jarosław wygłosił później taką oto „złotą myśl”: „Każdy, kto będzie próbował zmienić miejsce lądowania prezydenckiego samolotu zostanie oskarżony o utrudnianie prezydentowi RP sprawowania władzy.” I pewnie do czasu ostatniej rozmowy z bratem zdania nie zmienił.

W książce „Smoleńsk. Zapis śmierci” jej autorzy, Marcin Dzierżanowski i Michał Krzymowski, twierdzą, że bracia Kaczyńscy spierali się o wizytę w Katyniu.
Ówcześni spin-doktorzy prezydenta, Adam Bielan i Michał Kamiński, odradzali mu wyjazd do Katynia, „bo zostanie skrytykowany przez media, że pcha się tam trzy dni po premierze (Tusku)”. Prezes PiS naciskał z kolei na brata, żeby katyńska impreza była jak najbardziej „godna”, bo cała kampania wyborcza Lecha Kaczyńskiego miała się opierać właśnie na motywie pamięci o ofiarach, co miało go kreować na obrońcę i krzewiciela patriotyzmu. I co w takim razie, prezentując takie poglądy, mógł on poradzić bratu w rozmowie telefonicznej w sprawie wyboru miejsca lądowania?

wy-ktorzy

Jarosław Kaczyński jest zresztą skrajnie niewiarygodny. Jak mało który polityk permanentnie kłamie, insynuuje, obrzuca ludzi błotem. Wyliczenie wszystkich łgarstw prezesa wymagałoby prawdopodobnie wydania książki, wspomnimy tu więc tylko o kilku, żeby przybliżyć jego mentalność. „Samoobrona jest tworem byłych oficerów służb bezpieczeństwa. Mój brat, który był ministrem stanu do spraw bezpieczeństwa, dostał raport, z którego wynikało, że grupa byłych oficerów SB założyła Związek Zawodowy ‚Samoobrona’. To formacja używana do osłony tyłów tego całego układu i ochrony tego nieporządku, który jest w kraju, i jednocześnie korzystająca z tego nieporządku. To są ludzie, którzy nabrali kredytów i chcą żyć jak przedsiębiorcy, a mają kwalifikacje do kopania rowów. Cieszę się, że będę na pierwszej linii walki z Samoobroną. Uważam, że mam dowody na potwierdzenie moich słów i w odpowiednim momencie je przedstawię” (z wywiadu udzielonego w czerwcu 2003r.). Dla przypomnienia: potem wszedł natychmiast w koalicję z tą partią, a jej przewodniczącego uczynił wicepremierem…

Przed wyborami 2005 roku twierdził: „Jeżeli brat zostanie prezydentem, ja nie będę premierem”. Jarosław jest zresztą w kłamstwach elastyczny i ma je gotowe na każdą okazję: gdy niejaka Cugier-Kotka, osoba, która wystąpiła w spocie reklamowym PiS-u została rzekomo pobita, natychmiast oświadczył, obarczając o to domniemane przestępstwo oczywiście PO: „Nie wiem, czy to było zlecenie czy wystąpienie pewnej części elektoratu PO, ale było to wydarzenie niebywałe i skandaliczne”. Bohaterka wyjawiła później, że sprawa rzekomego pobicia jej przez bojówki Platformy Obywatelskiej, to pomysł Jacka Kurskiego. – „Okoliczności związane z incydentem pobicia były chyba najlepiej wyreżyserowanym aktem przez Jacka Kurskiego w stylu Big Brothera” – powiedziała w wywiadzie prasowym.

Innym razem, po śmierci jakiejś osoby na drugim końcu Polski, były premier oświadczył, iż był to „obrońca krzyża”, który został w Warszawie przy modlitwie przy nim brutalnie pobity przez bojówki (w domyśle PO) i zmarł na skutek obrażeń. Nieważne, że było to półtora roku później po tym „pobiciu”, a denat był ciężko chory na jakąś nieuleczalną chorobę i nawet nie wiadomo, czy był w ogóle w Warszawie.

Jarosław ma już swojego rodzaju „renomę” kłamcy na skalę międzynarodową. Opiniotwórczy „Washington Post” napisał o nim, że jest „rywalem Donalda Trumpa w używaniu kłamstw w celu wytworzenia w społeczeństwie obawy przed muzułmanami”.

Nie będziemy już więcej zajmować się szambem kłamstw i pomówień, w jakim tapla się pan Kaczyński, wróćmy do konsekwencji, które mogą wynikać z owej rozmowy. Otóż, po pierwsze, została ona przechwycona i zarejestrowana przez wywiady co najmniej kilku państw, to nie ulega żadnej wątpliwości. Łączność satelitarna jest możliwa dzięki amerykańskiemu systemowi Irydium, który składa się z 66 satelitów krążących po orbicie okołoziemskiej. Wszystkie przekazy elektroniczne, w tym oczywiście rozmowy telefoniczne, transmitowane przez system są zapisywane i archiwizowane przez NSA (amerykańską agencję bezpieczeństwa). Oprócz tego rozmowa została najprawdopodobniej niezależnie od tego zarejestrowana przez globalny system szpiegowski Echelon, który gromadzi i analizuje transmisje fal elektromagnetycznych wysyłanych przez urządzenia elektroniczne z całego świata – telekomunikacyjne, IT, faksy, e-maile, transfery plików, rozmowy telefoniczne, komputery, radary, satelity rozpoznawcze i telekomunikacyjne. O systemie zrobiło się głośno w roku 2000, kiedy na forum Parlamentu Europejskiego opublikowano wielki raport, z którego wynikało, że USA wykorzystują Echelon m.in. do szpiegowania firm europejskich. O tym, że system ten zarejestrował rozmowę Kaczyńskich, powiedział wprost mediom Duncan Campbell, specjalista od szpiegostwa elektronicznego, autor wyżej wspomnianego raportu. Miał to być przykład, że pomimo poprzedniej afery Amerykanie nadal zbierają dane wywiadowcze także na temat swoich sojuszników.

Bracia zostali również na pewno podsłuchani i nagrani przez wywiad Rosji i Białorusi, prawdopodobnie rozmowa została także przechwycona przez nasłuch elektroniczny NATO. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że nie była ona szyfrowana (Jarosław Kaczyński rozmawiał przez zwykłą komórkę), stanowiła naprawdę łakomy kąsek dla wszystkich wścibskich – okazja do tak łatwego podsłuchania prezydenta dużego państwa europejskiego zdarza się nader rzadko. Polska prokuratura zwróciła się rutynowo do kilku państw o „pomoc prawną” w sprawie katastrofy – zapewne miała ona dotyczyć również, a może głównie, posiadanych przez te kraje nagrań rozmów miedzy samolotem a ziemią… Oczywiście, efektu nie było żadnego, bo chociaż wszyscy szpiegują wszystkich gdzie i jak się tylko da, to przecież nikt nie przyzna się do tego oficjalnie. Minimalną szansą na uzyskanie takiego nagrania byłoby przekonanie USA przez władze polskie, że na samolot dokonano zamachu terrorystycznego, czyli – paradoksalnie – wpisanie się w obłąkaną retorykę Macierewicza.

unikalne

W tej sprawie istnieje jeszcze jeden ciekawy wątek – otóż wbrew oficjalnym zapewnieniom istnieje pewna doza prawdopodobieństwa, że ta rozmowa jest jednak znana niektórym polskim politykom wyższego szczebla związanym z poprzednim rządem. Lech Wałęsa podczas czatu z internautami w czerwcu 2016 roku mówił na przykład: – „Te taśmy są, jestem przekonany. Jeśli zostaną ujawnione, to panie Jarosławie – źle pan będzie wyglądał. Ja wiem, że nie rozmawiał pan o kotkach i o babci, ale: „Muszą lądować!”, „Daj im polecenie!”, „Wyślij generałów!”, tak wyglądały te rozmowy. Każdy się dowie, kto jest sprawcą nieszczęścia Polski!” – przekonywał. – „Gdyby ujawniono taśmy, jak to wyglądało naprawdę, jak wyglądała rozmowa między braćmi, to mielibyśmy obraz właściwy” – mówił. – „Doszlibyśmy do wniosku, że była to nieodpowiedzialność, brawura, że chciano rozpocząć kampanię wyborczą z przytupem w Katyniu. To spowodowało to nieszczęście. (…) Ja wiem, że sumienie gryzie – to szuka się, by chociaż trochę się usprawiedliwić. To była nieodpowiedzialność! Tam nikt tych ludzi nie zapraszał, to było wpychanie się! I zapłaciliśmy cenę, jaką zapłaciliśmy. Niektórzy nie wytrzymują prawdy i próbują podzielić się tym nieszczęściem z innymi”– dodał były prezydent. Kilka razy wcześniej Lech Wałęsa wypowiadał się na ten temat jeszcze dosadniej, chwilami wyglądało to wręcz na cytaty z rozmowy… Z kolei podsłuchiwany i nagrany w restauracji Roman Giertych podczas kolacji w pewnym momencie, jak się zdaje, parodiuje tę rozmowę i to o dziwo, w niemal identycznych słowach jak były prezydent. Czy była to rzeczywiście tylko parodia, czy eks-wicepremier relacjonuje ją po prostu swoimi słowami? W podobnym tonie, ale w sposób bardziej oględny i wyważony wypowiedziało się również kilku innych polityków. Czy to tylko ich domysły, czy wiedza na ten temat?

Zastanawia też histeryczna reakcja obozu pisowskiego sprzed kilku lat na pogłoski, jakoby ktoś miał gdzieś wkrótce tę rozmowę opublikować. Natychmiast pojawiły się agresywne teksty w stosunku do jeszcze nieznanych sprawców in spe tego czynu, ale najważniejszym motywem przewodnim ich wszystkich było to, że rozmowa jest absolutnie sfałszowana, spreparowana i jest to grubymi nićmi szyta prowokacja. Skąd ta panika i założenie z góry, że będzie to fałsz i montaż? Czyżby pełen strachu obóz Kaczyńskiego też wiedział co nieco, jak to wyglądało naprawdę i przeprowadził „atak wyprzedzający”? Dużo tu niestety niewiadomych, ale pewne poszlaki są jednak mocne.

13grudnia

Ktoś w tym momencie może zapytać – no dobrze, skoro mają takie taśmy, dlaczego ich nie upubliczniają? Kaczyński po ich ujawnieniu byłby politycznym trupem, PiS zniknąłby „na amen” i problem byłby raz na zawsze rozwiązany. Otóż sprawa nie jest taka prosta. Ujawnienie tej rozmowy byłoby niewyobrażalnie kompromitujące nie tylko dla postaci Lecha Kaczyńskiego, ale uderzałoby przede wszystkim jeszcze mocniej w urząd prezydenta RP, a co za tym idzie – w autorytet państwa, wystawiając go na pośmiewisko i podrywając zaufanie do wszelkich jego struktur i organów władzy. Szkody wizerunkowe, za którymi pewnie poszłyby wymierne, olbrzymie straty materialne (strach przed inwestowaniem w takim słabym państwie, wycofywanie kapitału itp.) byłyby dla Polski katastrofalne. Jeśli chodzi z kolei o sytuację wewnętrzną – natychmiast podniosłyby się liczne głosy, że trzeba wiadomy sarkofag usunąć jak najszybciej z Wawelu, co byłoby wydarzeniem bez precedensu w historii Polski. W jego obronie stanęliby z kolei od razu wyznawcy religii smoleńskiej, mogłoby dojść do manifestacji i kontrmanifestacji, starć, a w konsekwencji nawet do zamieszek i aktów przemocy na dużą skalę, co doprowadziłoby do jeszcze większych podziałów między Polakami i wybuchów niekontrolowanej nienawiści, żądzy odwetu, a może i jakichś samosądów. Dlatego – jeśli zapis rozmowy nawet jest w Polsce, to nie zostanie ujawniony przez najbliższych kilkanaście lat, chyba że nastąpi jakiś „wyciek” celowy albo zupełnie niekontrolowany.

Na koniec jeszcze jedna, bardzo drażliwa, ale niesłychanie ważna sprawa. Trzeba postawić w tej sytuacji zdecydowane pytanie: czy Jarosław Kaczyński może być szantażowany przez obce państwo ujawnieniem tej rozmowy? Odrzucam tu wszelką poprawność polityczną, strach przed gniewem prezesa i jakiekolwiek inne względy, bo sprawa jest śmiertelnie poważna. Zastanawiam się, dlaczego dotąd nikt tego pytania nie postawił, a może nie dosłyszałem, bo je tylko wyszeptał w obawie przed zmasowanym atakiem pałkarzy pióra szczutych przez Kaczyńskiego? Nikt nie pytał, bo się bał, że pisowscy „historycy” natychmiast znajdą mu dziadka w Wehrmachcie, babcię w KPP, wujka w SB, czy chociaż szwagra w MO?

tomasz-lis

Groźba upublicznienia takiej rozmowy byłaby idealnym narzędziem szantażu – prezes wie, że z powodów opisanych powyżej nie zrobią tego źródła polskie i niebezpieczeństwo czyhałoby w tym układzie tylko z jednej strony. Ale gdy będzie posłuszny… może sprawa nigdy nie wyjdzie na jaw. To są tylko rozważania najgorszego wariantu – mam nadzieję, że prezes PiS nie jest szantażowany, chociaż całkowicie, niestety, nie można tego wykluczyć, i nie chodzi na pasku wrogiego mocarstwa, a to, że niszczy Polskę wynika jedynie ze stanu jego psychiki i dążenia do dyktatury oraz żądzy odwetu za urojone krzywdy i śmierć brata, za którą, żeby stłamsić wyrzuty sumienia obwinia innych, insynuując że brali udział w „niesłychanej zbrodni”. Dodatkowo musi być mocno zestresowany, że sprawa może w każdej chwili wypłynąć z najbardziej nieoczekiwanej strony.

nikt

Gdyby nieprzychylne Polsce państwo chciało jednak skompromitować prezesa, licząc np. na wywołanie chaosu w naszym kraju, to przecież zapis rozmowy nie ukaże się w żadnej gazecie, agencji prasowej czy telewizji zbliżonej do jego rządu, bo łatwo by było powiedzieć, że to centralnie sterowana antypolska propaganda. Jest wiele innych sposobów – można do tego użyć „pożytecznego idioty” w rodzaju Snowdena, „zaprzyjaźnionego” dziennikarza z gazety w innym państwie, wreszcie – internetu. Możliwości jest wiele i źródła „przecieku” nie będzie można ustalić.

leszek-cichon

Waldemar Mystkowski pisze o „nieśmiertelnym” Szwejku Macierewiczu.

macierewicz-ma

Wojskowi mają problem ze „swoim” ministrem obrony narodowej Antonim Macierewiczem. Wyobrażam sobie, jakie myśli kotłują się w ich głowach, gdy widzą tego specyficznego polityka, jak ubiera się w moro i stara się być „ziomalem”, albo podnosi nogi do kroku defiladowego, idzie wzdłuż szeregu żołnierzy z miną tak podniosłą, iż może kiedyś się doczekać zbiorowego wybuchu rechotu. Żołnierskiego sitcomu.

Wojsko jest apolityczne, ale poszczególni żołnierze mają poglądy. Oprócz tego spoczywają na nich uciążliwe imponderabilia, zwłaszcza przy obecnie rządzących, którzy z ważnych słów – honor, ojczyzna, godność, etc. – usunęli treści, uczynili je wydrążonymi. Puści ludzie nadużywają słów, myśląc, że dodadzą sobie treści.
Puści ludzie otaczają się podobnymi sobie. Dochodzi więc do takich sytuacji, jak z Bartłomiejem Misiewiczem, który sam w sobie jest pocieszną postacią z ludowych kawałów, jakie serwuje się w remizie w jakimś Zapiecku. Sam minister w tej miejscowości utrwalonej w filmie dla młodzieży „O dwóch takich, co ukradli Księżyc” mógłby odtwarzać rolę dowódcy ochotniczej straży pożarnej z jedną motopompą na stanie. A Misiewicz dostał złoty medal zasługi nie wiadomo, za co.

Macierewicza na razie krytykują wojskowi, którzy są na emeryturze bądź są weteranami. Głośna była riposta płk Adama Mazguły na wieść, iż Macierewicz dostał od jakiejś pisowskiej przybudówki tytuł Patrioty Roku. Mazguła na Twitterze zapytał: „A jakiego państwa?”

nie

Do Mazguły dobrali się lokaje dziennikarstwa z telewizji narodowej i wszelkich pisowskich mediów i jakby tymczasowo tego dzielnego wojaka wyeliminowali. Taka jest siła narodowej szujni. Macierewicz jest prześmieszny i nie wiem, jak by się starał, nigdy nie zyska powagi, jaką zyskują ludzie rozumni. Ale to nie znaczy, że postaci z kabaretu z remizy nie mogą być groźne. Bodaj niedługo się przekonamy, jaką rzeczywiście rolę ma dostać Wojskowa Obrona Terytorialna, która prawdopodobnie jest szykowana na pisowskiego „wroga” wewnętrznego, czyli na społeczeństwo obywatelskie.

Wojskowi nie wytrzymują, widząc takiego Macierewicza. Bo musi się kotłować wśród tych ludzi, którzy winni być karni, zdyscyplinowani i działający na rozkazy. Po Mazgule pałeczkę krytycznego nieposłuszeństwa, a nawet więcej, przejął komandos i weteran elitarnej jednostki GROM pułkownik Krzysztof Przepiórka, który wali z grubej rury: – „Minister Antoni Macierewicz organizuje swoje igrzyska nienawiści. Upokarza kolejne grupy oficerów. Łamie kręgosłupy, a jego publiczne wypowiedzi, to jak cios z plaskacza w twarz. Nie wiem jak generałowie mogą to jeszcze znosić. Gdyby cenili swoją godność, powinni zasalutować i powiedzieć „no to czołem” – mówi.

Macierewicz sam w sobie jest upokorzeniem. Nie chodzi tylko o to, jak traktuje żołnierzy, ale co reprezentuje, jak się obnosi i co się kryje kompromitującego w jego układach towarzysko-biznesowych. To ostatnie ciągle jest do odkrycia, pilnie docieka pisarz Tomasz Piątek, który już został postraszony sądem przez wspomnianego pociesznego Misiewicza.

Płk Przepiórka na swoim przykładzie podaje, jak poniża się godność jego i odbiera prawa nabyte do emerytury poprzez tzw. ustawę dezubekizacyjną. Przepiórka zaczynał w PRL-owskich Czerwonych Beretach, a po 1989 roku był jednym z pierwszych sześciu żołnierzy zwerbowanych przez gen. Sławomira Petelickiego do najsłynniejszej jednostki wojskowej GROM. Brał udział w misji wojskowej na Haiti, w akcjach bojowych podczas I wojny w Iraku i w arcytrudnej misji w 1996 roku na Bałkanach.

Życiorys filmowy, a teraz Błaszczaki i Macierewicze chcą mu odebrać to, na co pracował z narażeniem życia. Nie tylko ci dwa ostatni międlą na okrągło ozorem o Bogu, honorze, ojczyźnie, które w ich ustach są wyprane z wszelkiej treści, sfilcowane i niestrawne. O losie i zasługach poważnych ludzi decydują takie kabaretowe postaci, które mają problemy ze sformułowaniem własnej myśli.

Pułkownik pyta generałów: „Jakim cudem generałowie wytrzymują?” W ciągu roku Macierewicz „rozbroił” Wojsko Polskie z 26 generałów i 254 pułkowników, którzy na znak cichego protestu złożyli dymisje. Można powiedzieć, że Macierewicz przyczynił się do katastrofy dowódców w wojsku o sile trzech katastrof smoleńskich. Taki to Macierewicz minister, nie potrzeba żadnego wroga, żadnych Żukowów czy Guderianów, polski minister obrony rozbraja Wojsko Polskie. Hybrydowy minister.

obywatelki

Z NOWYCH PODRĘCZNIKÓW DO HISTORII.
TEGO BĘDĄ SIĘ UCZYŁY NASZE DZIECI?

kaczynski-gmach

Popieram.

strajk-popieram

grudzien12

Prof. Wojciech Sadurski pisze o „władzy” PiS. Łamiąc konstytucję, prezydent stał się już tylko „prezydentem”, rząd – „rządem”, a posłowie sejmowej większości – „posłami”. Taka władza traci prawo do oczekiwania „posłuszeństwa”.

oto

Gdy grupa obywatelskich ruchów z KOD na czele ogłosiła apel „Stop dewastacji Polski!” ze słowami: „Dziś nadeszła chwila, by wypowiedzieć posłuszeństwo tej władzy”, prawica zatrzęsła się z oburzenia. To zamach na demokrację!

A jednak idea nieposłuszeństwa obywatelskiego w pewnych okolicznościach jest integralną częścią idei konstytucyjnej demokracji. Skoro demokracja oznacza nie tylko władzę większości, ale także podporządkowanie jej pewnym wyższym zasadom konstytucyjnym, to wymóg posłuszeństwa obywatelskiego jest zawsze warunkowy. Władza winna działać wyłącznie w ramach konstytucyjnych, a gdy z nimi się nie zgadza, może starać się je zmienić, ale tylko w drodze normalnej zmiany konstytucji.

czaqplwxuaaaga

Władze w cudzysłowie

Czy więc polskie władze w ciągu ostatnich 12 miesięcy respektowały konstytucyjne reguły gry? Oczywiście nie. Niekonstytucyjność wielu ustaw, na przykład inwigilacyjnej czy właśnie rozpatrywanej ustawy o zgromadzeniach, jest potwierdzona, paradoksalnie, przez rozmontowanie Trybunału Konstytucyjnego: gdyby władza miała czyste sumienie, jeśli chodzi o plan ograniczeń swobód obywatelskich, nie zależałoby jej tak bardzo na ubezwłasnowolnieniu Trybunału.

Tymczasem w odniesieniu do Trybunału poszczególne ogniwa władzy: prezydent, większość parlamentarna, rząd, PiS-owscy sędziowie i sędziowie „dublerzy”, zachowywały się wedle modus operandi zorganizowanej grupy przestępczej. Większość parlamentarna ekspresowo przegłosowywała „ustawy naprawcze”, zmieniając ustrój konstytucyjny w drodze ustaw zwykłych. Prezydent podpisywał, cokolwiek znajdował na biurku, zaprzysięgał sędziów wybranych na obsadzone stanowiska i odmawiał zaprzysiężenia prawidłowo wybranych. Rząd ferował werdykty o tym, które wyroki TK są prawidłowe, i odmawiał publikacji innych. PiS-owscy sędziowie zgodnie chorowali, zaś „dublerzy” pod osłoną Biura Ochrony Rządu forsowali budynek Trybunału…

wujku

Tak rażąco i systematycznie łamiąc ramy konstytucyjne swojego działania, władze straciły prawowitość: prezydent stał się już tylko „prezydentem”, rząd – „rządem”, a posłowie sejmowej większości – „posłami”. Władze w cudzysłowie, mimo swego niewątpliwego demokratycznego rodowodu, straciły prawo do oczekiwania „posłuszeństwa” ze strony obywateli.

Czasem relację tę ujmuje się w języku „umowy społecznej”. Jednak ta metafora sugeruje równość stron, tymczasem nie ma symetrii między obywatelami a władzą, bo w demokracji władze są powiernikami, a nie partnerami obywateli. Ładnie to ujął Jan Jakub Rousseau: „Akt ustanawiający rząd nie jest wcale umową, lecz ustawą, depozytariusze władzy wykonawczej nie są bynajmniej panami ludu, lecz jego funkcjonariuszami, lud może ich ustanowić lub oddalić, kiedy zechce; nie jest ich rzeczą umawiać się, lecz słuchać”.

cza14nawgaazdja

Sprawdzian obywatelskości

Czy więc ludzie, którzy nie zgadzają się z jakimiś przepisami, mogą je dowolnie łamać, dorabiając temu miano „nieposłuszeństwa obywatelskiego”? Tak zadane pytanie sugeruje, że problem jest prostszy, niż jest w istocie. Co innego bowiem obywatelska niezgoda na działania władzy podważającej fundamentalne wolności i instytucje, a co innego krytyka jakichś posunięć państwa na tej podstawie, że są one niemądre lub nieefektywne. Zasada rządów większości odnosi się tylko do drugiej kategorii niezgody: gdy już wyczerpiemy wszelką dyskusję, zdanie większości musi przeważyć.

Wybitny filozof polityki John Rawls zdefiniował nieposłuszeństwo obywatelskie jako „sprzeczne z prawem, świadome działanie publiczne, wolne od przemocy, podejmowane w celu zmiany prawa lub polityki rządu”. Definicja pozwala odróżnić nieposłuszeństwo obywatelskie od z jednej strony rewolucyjnego buntu przeciwko fundamentom systemu, a z drugiej – zwykłego złamania prawa motywowanego np. chciwością lub agresywnością.

W literaturze filozoficznej i prawnej proponuje się rozmaite obwarowania mające na celu upewnienie się, że nieposłuszeństwo obywatelskie nie jest przykrywką dla karygodnych działań antyspołecznych.

Po pierwsze, mówi się, że powinno być ono traktowane jako ostateczność, podejmowane po wyczerpaniu innych działań zmierzających do zmiany prawa.

Po drugie, że akty nieposłuszeństwa obywatelskiego mają mieć charakter publiczny, gdyż ich głównym celem nie jest uniknięcie dotkliwości stosowania się do przepisu, lecz zwrócenie uwagi na potrzebę zmiany niesprawiedliwego prawa.

Po trzecie, osoby decydujące się na nieposłuszeństwo powinny dobrze wyważyć społeczne korzyści i straty swego działania: stąd postulat działań pokojowych i prowadzących do minimum kłopotów dla współobywateli. Wypowiedzenie posłuszeństwa władzy PiS nie uzasadnia przechodzenia na czerwonym świetle.

czaw-tyxuae0pnh

Pusta izba

Jakie formy może przybrać wypowiedzenie posłuszeństwa władzom? Specjalna odpowiedzialność spoczywa tu na sędziach i innych prawnikach, którzy w imię wierności konstytucji powinni odmówić stosowania niekonstytucyjnych ustaw. Na pewno ruchy społeczne powinny zignorować nowe kagańcowe przepisy ustawy o zgromadzeniach i podważyć priorytet parad „cyklicznych”. Na pewno posłowie opozycji powinni czasem bojkotować posiedzenia Sejmu, na których maszynka do głosowania przerobi w prawo rozpatrywane nieprawidłowo projekty. Niech zdjęcia pustej w połowie Izby wyślą w świat komunikat o stanie polskiej demokracji. A co więcej? Tu już musi zadziałać wyobraźnia.

Jedno jest pewne, jak pisał wielki filozof John Locke: „Każda władza powierzona w określonym celu jest przez ten cel ograniczona. Stąd też, jeśli cel ten będzie kiedykolwiek przez nią jawnie zaniedbywany lub gwałcony, nastąpi utrata zaufania, a władza powróci do rąk tych, którzy ją nadali. (.) Tak więc społeczność niezmiennie zachowuje najwyższą władzę ochrony siebie samej przed atakami na nią ze strony każdego, nawet jej ustawodawców”. Ponad 300 lat temu, a jak bystro przewidział władzę PiS.

czzdw4gwqaaopwz

W nowym „Newsweeku” Michał Krzymowski pisze o Kukiz ’15, Chamoobrona.

poslanka

Pogróżki, wyzwiska, oskarżenia o związki z WSI i seksistowskie żarty – tak działa klub Pawła Kukiza po roku spędzonym w Sejmie. Lider stracił panowanie nad swoim ruchem.

Przypki pod Tarczynem. W sali konferencyjnej podwarszawskiego hotelu obradują posłowie Kukiz’15, trzeciego co do wielkości klubu w Sejmie. O głos prosi gdańska posłanka Magdalena Błeńska. Nie wygląda na uspokojoną: – My już nie jesteśmy jak Samoobrona. Gorzej, jesteśmy Chamoobrona!

Dla wszystkich na sali jest jasne: Błeńska pije do scysji sprzed kilku miesięcy. W jej trakcie elbląski poseł Andrzej Kobylarz stracił panowanie nad sobą, uderzył pięścią w stół i jej pogroził: – Gdybyś była mężczyzną, to bym ci przyp… Przy scenie było kilkoro parlamentarzystów.

Błeńska, którą pytam o wybuch posła Kobylarza, mówi, że sprawy klubu powinny zostać w klubie i ona nie będzie komentować ich w mediach. Jej znajomy jednak przyznaje: – Magda była tym przerażona. Proszę sobie spojrzeć na ich zdjęcia. Błeńska jest drobną blondynką a Kobylarz to elbląski watażka handlujący ruskim węglem. Łysy, barczysty, wygląda jak kark z siłowni. O co im poszło? To proste. Kobylarz ma ciężki okręg i chce się przenieść do Gdańska. Uważa, że tam będzie mu łatwiej o reelekcję.

Po kłótni Błeńska poszła na skargę do Pawła Kukiza. Ten wezwał do siebie Kobylarza i nakazał mu załagodzenie konfliktu. Musiał być jednak mało przekonujący, bo posłanka do dziś nie doczekała się przeprosin. – Nie były one potrzebne. Mam z Magdą Błeńską dobre relacje, normalnie rozmawiamy – mówi „Newsweekowi” Kobylarz.

czblb1zxgaaab-s

Paweł Kukiz, którego dziś pytam o sprzeczkę posłów, bagatelizuje zachowanie Kobylarza: – Gdybym był przy tej wymianie  zdań, to pewnie bym zareagował. Ale z drugiej strony czy pan myśli, że w PiS-ie to rozmawiają inaczej? A na nagraniach z Sowy to jakiego języka używano? A tematy były tam poważniejsze. Zresztą, panu się nie zdarza puścić wiązanki pod adresem kierowcy, który zajeżdża panu drogę?

Narada sprzed kilku miesięcy. Paweł Kukiz prosi posłów o niekomentowanie zakazu aborcji, bo wyborcy ruchu są w tej sprawie podzieleni i nie ma sensu zrażać ich swoimi wypowiedziami.

– Dziwne tłumaczenie, ale jeszcze do przyjęcia. Gorzej, że chwilę później Paweł postanowił jednak błysnąć dowcipem. Powiedział, że jedyną osobą, dla której mógłby zrobić wyjątek, jest posłanka Anna Siarkowska. Dlaczego? Bo jest tak świętojebliwa, że nawet seks uprawia przez prześcieradło, hehe – opowiada jeden z posłów.

– Anna Siarkowska to słyszała? – dopytuję.

– Nie było jej na tym spotkaniu, ale powtórzono jej tę wypowiedź.

– A jak posłowie zareagowali na te słowa?

– Ja byłem zażenowany, ale sala odpowiedziała rechotem.

Siarkowska, którą pytam o tę sytuację, mówi krótko: – Komentowanie takich wypowiedzi jest poniżej mojej godności. Ludzie, którzy w ten sposób odnoszą się do innych, sami wystawiają sobie świadectwo.

Paweł Kukiz zapewnia, że nie kpił z pobożności Anny Siarkowskiej. – Prosiłem, żeby nie wypowiadała się na temat aborcji – ucina.

PREZES NIE UZNA WYNIKÓW TEJ BUDOWY.

czbu7bvwgaaimhq

Waldemar Mystkowski zastanawia się nad procesem Sikorskiego, który wytoczył Kaczyńskiemu.

kaczynski-dostal

Jarosław Kaczyński zbudował swoją potęgę polityczną na śmierci brata, wykorzystał bliźniaka do granic możliwości. Przy tej okazji prezes PiS nie zmienił swoich metod, lecz materiał miał o wiele szlachetniejszy niż zwykle. Gdyby nie katastrofa smoleńska, PiS podzieliłby los koalicjantów z lat 2005-2007 Samoobrony i LPR: śmietnik historii.

Katastrofa wyniosła go na szczyt, z której to wysokości niszczy Polskę. Takie są absurdy historii, które nam wszystkim dają się boleśnie we znaki. Oto Radosław Sikorski nie godzi się, aby być obiektem insynuacji, pomówień, szczucia. Dla Kaczyńskiego są to metody polityczne, ideowe, którymi ponoć się różnimy. W przypadku prezesa jego idee polityczne mylą mu się z cechami charakteru, podejrzanej konduity moralnością.

Sikorski odniósł się tylko do jednej insynuacji z gatunki „zdrady o świcie”. I dobrze. Bo hurtowe oskarżenia jakoś dziwnie są nieskuteczne w prawie. Al Capone nie zaznał krat za liczne zabójstwa, ale za drobnostkę z punktu widzenia egzystencji, za niepłacone podatki.

Sikorski więc z bogatej „twórczości” prezesa wyjął ten „podatek” insynuacji, konkret. Mianowicie z wywiadu sprzed dwóch miesięcy dla Onetu wyjął „plwocinę” prezesa o zdradzie dyplomatycznej, jakoby Sikorski – który w chwili katastrofy pod Smoleńskiej był szefem dyplomacji – odstąpił od uznania miejsca katastrofy za eksterytorialne.

Tym samym „zdrada” w ustach Kaczyńskiego stała się pomówieniem Sikorskiego o niefachowość. Niezależnie od tego, czy Kaczyński zna prawo o eksterytorialności dotyczące katastrofy lotniczej na terenie obcego państwa, zarzucając komuś, że nie dopełnił obowiązku dyplomatyczno-prawnego, sam łamie prawo. Nieznajomość prawa nie jest usprawiedliwieniem, tym bardziej że Kaczyński miał 6 lat, aby posiąść tę wiedzę. A jeżeli jest się prawnikiem i to z tytułem doktora, możemy powiedzieć, że u Kaczyńskiego obok silnie rozbudowanego ego, równie wielka jest amoralność.

czavuv2w8aa-py7

Sikorski więc wystąpił do sądu, aby Kaczyński go przeprosił, bo naruszył jego dobra osobiste: dobre imię, cześć i godność. Sikorski z prezesem postępuje, jak z dzieckiem, chce mu pomóc, bo powszechnie znana jest niesamodzielność życiowa Kaczyńskiego. Otóż Sikorski sformułował akt przeproszenia, które prezes ma opublikować na łamach konkretnych portali internetowych.

W zasadzie były minister spraw zagranicznych jedną rzecz domaga się od Kaczyńskiego, mianowicie ów „podatek” za przeprosiny – prezes PiS ma opłacić z własnej kieszeni, z pensji posła, a nie z budżetu partii, bo to w istocie nasze podatki.

W przeprosinach Sikorskiego widzę dla Kaczyńskiego same pozytywy, najważniejszy z nich jest, iż może oczyścić swoje nieczyste sumienie, a to jest sprawa niebagatelna. Inni muszą nosić worki pokutne, wierzący zaś biegać do spowiedzi, a Kaczyński za niewielki podatek dla mediów może pozbyć się uciążliwości amoralnej. Czy Sikorski nie jest dobrotliwy dla swego wroga? Jest! I w ten sposób winni domagać się pozostali przeprosin od prezesa Kaczyńskiego, acz „pozostali” to całkiem duża gromada osób, obawiam się, że może to być cały naród polski.

Ale warto, bo po takich przeprosinach Kaczyński osiągnie moralny status aniołka. Wierzę, że w prezesie są nieodkryte pokłady jego dobroci. Więc – prezesie – do przodu i alleluja, zwłaszcza że zbliżają się święta Bożego Narodzenia.

Kleofas Wieniawa do powyższego dokłada.

sikorski-versus

Adwokatem Sikorskiego jest Jacek Dubois, pochodzący ze sławnego rodu prawników. Naprzeciowko może mieć co najwyżej zdemoralizowanych prawników pokroju Pszczółkowskiego, bądź Przyłębskiej.

Póki co, sądy są jeszcze niezależne, a oprócz tego nie są takie łatwe do spacyfikowania. Wśród elit Kaczyński ma niewielkie wsparcie, tylko tych z kompleksami, co widać choćby po mediach „narodowych”, gdzie przeciętna profesionalizmu ma się tak do normalności, jak całość do 3/4.

Jeżeli przyjąć na wiarę, że badania IQ narodu polskiego rzeczywiście IQ wynosi 100, to elity pisowskie, w tym żurnaliści „narodowi” mają tego ilorazu 75, a przypominam, iż autor „Foresta Gumpa” nadał swemu bohaterowi poziom IQ 72. Pewnie w okolicach osławionego Kononowicza.

I to jest wartość PiS i prezesa Kaczyńskiego, o którym zwykle piszę, iż jest geniuszem taboretu, choć ktoś mi zwrócił uwagę, że staje na wysokościach drabinki z Tesco (taka jego gloria).

Ale w sprawie Sikorski versus Kaczyński jest istotne coś innego, mianowicie ten przykład winien być wskazaniem dla Polaków, aby pozwać tego geniusza taboretu za niszczenie Polski, godności Polaków. Wierzę, że czeka go sprawiedliwy sąd, bo prawo póki co mamy na poziomie, tylko polityka nam się wywróciła ze wspomianego taboretu. A jedną z przyczyn jest nadmiar produkcji jadu w otworze gębowym prezesa PiS. Niewiele postaci w historii Polski postaci zaznało takiej nadprodukcji toksyn, a na pewno nikomu po 1989 roku.

podwojna

Kamil Stoch pierwszy, Maciej Kot drugi. To był wspaniały konkurs polskich skoczków w norweskim Lillehammer.

z21104130qwyniki-konkursu

Przed nimi na olimpijskiej skoczni nie wygrał żaden Polak. Nawet Adam Małysz nigdy nie był tu wyżej niż na trzeciej pozycji. I wreszcie niewygodny dla polskich skoczków obiekt został odczarowany. Kilkukrotnie. Kamil Stoch wygrał 16. raz w karierze zawody Pucharu Świata. Po raz pierwszy od 30 stycznia 2015 roku w Willingen. Dwukrotny mistrz olimpijski czekał prawie dwa lata. Maciej Kot czekał całą karierę na miejsce na podium. I w niedzielę się udało. To dla niego życiowy wynik.