PO, .N i PSL – 43 proc., PiS – 34. Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy gra. Tak trzymać, wygramy i dupków przegramy. Hej, hej, taki ze mnie wodzirej

Posted: 15 stycznia 2017 in Polityka
Tagi: , , , , , , , , ,

DZIŚ WOŚP I BARDZO DOBRA WIADOMOŚĆ Z SAMEGO RANA. NADCHODZI NORMALNA POLSKA :))

c2klt31wiaandle

Piękne przesłanie na dziś :))))) „POMAGANIE BLIŹNIEMU DAJE MASĘ RADOŚCI” – Jurek Owsiak.

c2nxgcrxeaaqtvr

Kapitalny tekst z OKO.press prof. Wojciecha Sadurskiego o Trybunale Konstytucyjnym. Sadurski to klasa światowa i takiż autorytet.

niekonstytucyjny

Niekonstytucyjne ustawy

Bezpośrednią podstawą ustawową działań prezydenta i Julii Przyłębskiej był pakiet ustaw: o statusie sędziów, o trybie działania i ustawa wprowadzająca te ustawy, podpisane przez Prezydenta i opublikowane w Dzienniku Ustaw przed północą 19 grudnia. Ustawy te – następujące po serii ośmiu ustaw przyjmowanych w ostatnich miesiącach przez parlament, wprowadzających krzyżujące się i coraz bardziej skomplikowane i niezrozumiałe dla opinii publicznej rozwiązania – zawierają cały szereg rozwiązań niekonstytucyjnych. Między innymi:

  • ignorują konstytucyjne stanowisko Wiceprezesa TK (Art. 194 Konstytucji) i na jego miejsce powołują nieznane Konstytucji stanowisko „p.o. Prezes”. Jak się wkrótce okazało, jedyną funkcją owego nowego stanowiska było pominięcie Wiceprezesa prof. Stanisława Biernata w kierowaniu Trybunałem i manipulowanie jego składem w okresie do nominacji nowego Prezesa;
  • dostosowują wymogi dla pełnienia funkcji p.o. Prezesa w sposób taki, że mogą być spełnione przez jedną tylko osobę, a mianowicie panią Julię Przyłębską; ustawowe „załatwienie” konkretnej sprawy przez konkretną osobę jest sprzeczne z zasadą generalnego charakteru treści ustaw;
  • Dostosowują wymogi dla quorum Zgromadzenia Ogólnego i zasad wyboru kandydatów na nowego Prezesa w taki sposób, by mogły być one spełnione głosami wyłącznie sędziów wybranych przez PiS, nawet przy nieobecności pozostałych sędziów. Sprzeczne z konstytucyjnymi obyczajami jest ustalenie quorum na poziomie niższym niż połowa członków składu ciała kolektywnego. W rezultacie, podczas gdy jeszcze kilka dni przed wejściem nowej ustawy w życie, quorum dziewięciu  sędziów, wybierających kandydatów na Prezesa, okazało się niewystarczające (wówczas obowiązująca ustawa przewidywała quorum 10 sędziów), to pod rządami nowej ustawy quorum wyłącznie sześciu sędziów okazało się wystarczające;
  • Nakazały p.o. Prezesa natychmiastowe dopuszczenie do udziału w składach orzekających i w Zgromadzeniu Ogólnym wszystkich sędziów, zaprzysiężonych przez Prezydenta, co oznacza również nakaz dopuszczenia trzech tzw. „dublerów”, wybranych w grudniu 2015 bezprawnie na już obsadzone stanowiska sędziowskie, o czym orzekł definitywne TK 3 i 9 grudnia 2015.

Niekonstytucyjna decyzja prezydenta

Te i inne wadliwości konstytucyjne najnowszych ustaw, na które wskazywały liczne środowiska prawnicze i indywidualni konstytucjonaliści, powinny były skłonić Prezydenta do wniesienia ustawy pod kontrolę konstytucyjności przez TK. Jako strażnik Konstytucji (Art. 126), Prezydent ma taki obowiązek.

Tymczasem Prezydent zignorował te wszystkie elementy ustaw, wywołujące co najmniej poważne wątpliwości i natychmiast je podpisał, po czym na ich podstawie nominował panią Julię Przyłębską na funkcję najpierw p.o. Prezesa, a następnie po zwołanym przez nią kadłubowym Zgromadzeniu Ogólnym (na podstawie niekonstytucyjnej ustawy) i po przedłożeniu przez nią „kandydatów” na Prezesa, powołał ją właśnie na tę funkcję.

Decyzja Prezydenta podjęta na podstawie sprzecznej z Konstytucją ustawy obarczona jest taką samą niekonstytucyjnością jak sama ustawa.

Dodajmy, że pakiet ustaw przyjęty został, podobnie jak liczne poprzednie ustawy dotyczące TK, w ekspresowym trybie, bez konsultacji i bez dania opozycji możliwości udziału w nieograniczonej sztuczkami formalnymi dyskusji.

Dodatkowe elementy niekonstytucyjności to brak vacatio legis (z wyjątkami przewidzianymi dla arbitralnie wyliczonych przepisów), tak by uniemożliwić kontrolę jej konstytucyjności), a także retrospektywne unieważnienie wcześniejszych czynności, podjętych na mocy poprzednio obowiązujących ustaw.

Ustawa sankcjonuje również bezprawne zachowanie rządu, polegające na zaniechaniu publikacji niewygodnych dla władzy orzeczeń TK, w szczególności orzeczeń z 9 marca 2016 i 11 sierpnia 2016 roku o niezgodności z konstytucją wcześniejszych ustaw o TK.

Oszustwo trojga sędziów

Należy też przypomnieć, że do opisanych wydarzeń nie mogłoby dojść, gdyby troje sędziów wybranych głosami obecnej większości sejmowej, a mianowicie Julia Przyłębska, Piotr Pszczółkowski i Zbigniew Jędrzejewski, wykonało swój służbowy obowiązek i wzięło udział w zwołanym prawidłowo przez ówczesnego Prezesa Andrzeja Rzeplińskiego posiedzeniu Zgromadzenia Ogólnego, mającym na celu wyłonienie kandydatów na nowego Prezesa.

Jak wiadomo, trójka wymienionych sędziów przedłożyła zwolnienia lekarskie. Ponieważ jest bardzo mało prawdopodobne, by wszyscy oni jednocześnie zachorowali właśnie w dniu, gdy miało dojść do rozstrzygnięcia nie na rękę wspierającej ich partii, należy domniemywać, że dokonali oszustwa. To oznacza, że nie mają wystarczających kwalifikacji etycznych, b y pełnić funkcję sędziego TK. Należy wyrazić żal, że ówczesny Prezes TK w swojej wielkoduszności i powołując się na szacunek należny funkcji sędziego, nie zażądał weryfikacji owych zwolnień.

Kandydaci zgodni z Konstytucją zignorowani

Przypomnijmy też, że Prezydent zignorował wyłonione przez rezolucję sędziów obecnych na  Zgromadzeniu Ogólnym kandydatury sędziów Marka Zubika, Piotra Tuleji i Stanisława Rymara, chociaż stoi za nimi większa liczba głosów sędziów Trybunału niż liczba głosów sędziów, którzy później wyłonili panią Przyłębską i pana Muszyńskiego jako kandydatów na Prezesa.

„Prezes Przyłębska” sprzeczna nawet z ustawami PiS

Niezależnie od przytoczonych elementów  niekonstytucyjności ustaw, na podstawie których Prezydent powołał nową Prezes TK, same działania niewłaściwie powołanej  „Prezes TK” obarczone są wadliwościami prawnymi, polegające na sprzeczności nawet z tymi niekonstytucyjnymi ustawami. Zgodnie z ustawą „wprowadzającą” (art. 21 ust 7), Zgromadzenie Ogólne przedstawia Prezydentowi kandydatów w formie uchwały. Ta uchwała jest aktem niezależnym od wczesnego glosowania nad kandydatami.

Tymczasem do głosowania nad uchwałą nie doszło, a tzw. „uchwała” przedstawiona została Prezydentowi w formie dokumentu podpisanego jedynie przez mgr Julię Przyłębską. W najlepszym przypadku oznacza to daleko idącą nieporadność pani „Prezes”.

Julia Przyłębska nie ma kwalifikacji

Na koniec należy wspomnieć o tym, że Konstytucja RP stwarza dla sędziów TK wymóg „wyróżniania się wiedzą prawniczą” (Art. 194). Można ponad wszelką wątpliwość przyjąć, że mgr Julia Przyłębska nie spełnia tych wymogów nawet w stopniu elementarnym.

Absolwentka studiów prawniczych z wynikiem dobrym, absolwentka aplikacji z wynikiem zaledwie dostatecznym, obarczona negatywnymi formalnymi ocenami zawodowymi w ramach środowiska prawniczego, nieznana z żadnych dokonań w zakresie nauk prawnych lub orzecznictwa – pani Julia Przyłębska nie ma nawet minimalnych kwalifikacji na sędziego TK, nie mówiąc już o funkcji Prezesa.

Również niektórzy inny nowi „sędziowie” obarczeni są albo niejasną przeszłością zawodową i obelżywymi wystąpieniami publicznymi (pan Mariusz Muszyński), albo niewyjaśnionymi okolicznościami wypadku samochodowego (prof. Lech Morawski) itp.

Na gruncie Konstytucji

Kluczowe jednak znaczenie dla oceny obecnego stanu prawnego wokół TK ma fakt, że jego obecny skład, kierownictwo i tryb działania opierają się na ustawie sprzecznej z Konstytucją.

Powołanie Prezesa TK na podstawie niezgodnej z konstytucją ustawy nie może być uznane za rodzące właściwe skutki prawne.

Udział w składach orzekających „sędziów”, wybranych na już prawidłowo obsadzone stanowiska sędziowskie, skutkuje nieważnością orzeczeń.

Należy przypomnieć, że główną podstawą prawną wszystkich działań władczych, w tym władzy sądowniczej, jest Konstytucja, a dopiero następnie ustawy, w tej mierze w jakiej są zgodne z Konstytucją.

Naczelnym obowiązkiem wszystkich sądów powszechnych, administracyjnych i innych, jest poszanowanie i bezpośrednie stosowanie Konstytucji (Art. 8) i niebranie pod uwagę orzeczeń Trybunału, wyłonionego w sposób z Konstytucją niezgodny.

PROKURATURA PODWAŻA WYBÓR SĘDZIÓW TRYBUNAŁU KONSTYTUCYJNEGO ALE W TAK OCZYWISTEJ SPRAWIE NIE JEST W STANIE WYSTĄPIĆ PRZECIWKO PiS… ŻENADA

c2kule5xuaaiodt

WRZUCAM, BO TO PIĘKNE JEST. PO PROSTU PIĘKNE.

c2kwqwzxaaatayw

Prof. Marcin Król pisze o stanie dzisiejszej polityki.

marcin

Polityka to sztuka, a w sztuce umiar i roztropność są na nic. Masom trzeba albo naprawdę przewodzić, jak de Gaulle i Bismarck, albo je wciągnąć do współpracy, czego nikt jeszcze nigdzie w świecie zachodnim nie uczynił.
Słusznie przejmujemy się bieżącymi zdarzeniami. Pożytecznie byłoby jednak spojrzeć na nie w kategoriach „długiego trwania”, bo żeby coś czynić, warto wiedzieć, co czynić i czego nie czynić.

Wołanie o artystę polityki

Nie zawsze jest dobrze. Nie zawsze w danym kraju są ludzie, którzy potrafią działać skutecznie i dla umiarkowanego chociażby dobra ogółu. Nie zawsze po prostu zdarzają się ludzie wybitni. Dla wyjaśnienia: Jarosław Kaczyński nie jest wybitny, jest tylko cwany.

Oto Niemcy (czy Prusy) od czasów rozgromienia przez Napoleona do rządów Bismarcka, a zatem przez sześćdziesiąt lat, są w stanie nieustannego rozkładu, politycznej beznadziejności i w Europie nikt nie wie, że jest taki kraj, bo przecież nie jedno państwo. Dzięki temu i mimo to powstają wielkie dzieła Goethego i Schillera, Fichtego i Hegla. Ale w polityce bałagan i zdumiewający brak kompetencji. Fenomen Bismarcka to fenomen człowieka, który przywraca poczucie godności, a przede wszystkim rozumie, czym jest polityka – jest sztuką. Sztuką czekania i działania, gdy przyjdzie stosowny moment.

Podobnie jest w przypadku Francji, od afery Dreyfusa po de Gaulle’a. Bardzo wątpliwy przywódca, jakim jest fatalny dla przyszłości Clemenceau, i nikogo więcej. A jak się ktokolwiek pojawia, to natychmiast zamiast polityką zaczyna się zajmować kochankami. Nic więc dziwnego, że zachowanie większości polityków i niemal wszystkich obywateli Francji na progu II wojny światowej jest paskudne, a ideę patriotyzmu przejmuje Pétain. Fenomen de Gaulle’a to fenomen człowieka wierzącego, o poglądach głęboko konserwatywnych, nielubiącego demokracji, który wielbi Francję i wydobywa ją z bagna. Wierzy w republikę. Wierzy w Europę francuską. W tym czasie, znowu mniej więcej sześćdziesiąt lat temu, we Francji są wielcy pisarze, wielcy filozofowie i wielcy malarze.

Sens polityce trzeba narzucać – albo trzeba uwierzyć w demokrację do końca, do bólu. Umiar tu na nic. Roztropność nie wystarczy. Masom trzeba albo naprawdę przewodzić, albo je wciągnąć do współpracy, czyli do prawdziwej demokracji, czego nikt jeszcze nigdzie w świecie zachodnim nie uczynił.

Farbowani europejczycy

Mało kto pamięta, że w Polsce zawsze silne było poczucie antyeuropejskości. Ostatnie dwadzieścia kilka lat to okres wyjątkowy. Polacy położeni na prowincji kontynentu zawsze czuli się poniżeni i jak mali ludzie ratowali się pogardą dla poniżających. Poza tym istniała tylko – jak pisał Miłosz – cienka warstwa śmietanki, która nigdy naprawdę nie narzucała tonu. Tak, za pieniądze staliśmy się Europejczykami, ale to marna europejskość.

Owszem, historia, i tylko ta XIX i XX wieku, zna wielu anty–Europejczyków pragmatycznych i ideowych jednocześnie, ważących racje, szukających rozwiązań szerszych niż „Bóg, honor, ojczyzna”. Od Stanisława Staszica, który po rozbiorach chciał budować huty wspólnie z Rosją, przez Henryka Rzewuskiego, który w carze postrzegał pomazańca bożego, po Aleksandra Wielopolskiego czy po części Dmowskiego.

Na ogół jednak byli to ludzie, którzy nie lubili Europy, ale bali się Rosji, więc nie mogli uprawiać sensownej polityki. Nie mogli nawet myśleć sensownie. To, co nasze, polskie, katolickie, miało być szczególne, a było przygnębiająco głupie. Łącznie z hierarchią kościelną. Czy ktoś pamięta jednego wybitnego polskiego biskupa w całym XIX wieku, poza przypadkowym bohaterem, czyli Szczęsnym Felińskim? Polska była z Watykanem, a Watykan nie znosił zmieniającej się Europy. Teraz jest inaczej, ale polscy biskupi w większości są za tym samym Watykanem co wtedy.

Więc mówienie o tym, że Polska nagle stała się europejska, bo łatwo pojechać do Niemiec i zarobić lub taniej jest jeździć na nartach w Austrii niż w Zakopanem – jest nonsensem. Polska nie stała się europejska. Europejska stała się cienka śmietanka biznesu. A wobec tego, jak kiedyś słusznie pisał Zygmunt Krasiński, nienawidzimy Rosji – i nienawidzimy sprzedajnej, nadmiernie rozpasanej Europy.

Krasiński miał jednak wizję odrodzenia Polski mistyczną, ale też realistyczną. Spodziewał się mianowicie cudu, czyli wspólnoty szlachty polskiej z ludem polskim. Cud ten niestety do dzisiaj się nie zdarzył, wyjąwszy lata 1980-81. Polacy są rozumni, pracowici i trochę dzicy, jak to bywa na prowincji. Ludwik Dorn słusznie zauważył, że PiS ma swoją piosenkę: „Nie rzucim ziemi.”. Niezapomniany Jakub Karpiński nazywał jej fragment „nie będzie Niemiec pluł nam w twarz” polskim politycznym programem minimum. A gdzie piosenka zwolenników Europy? „We shall overcome” brzmi dzisiaj tragicznie, PiS zaś wzorem dawnych polityków zaczyna dusery z Łukaszenką.

Cień Piłsudskiego

Czasem Kaczyński myśli, że jest Piłsudskim. Bo równie wielkiego polityka Polska nie miała od rozbiorów. Jednak Piłsudski umiał stworzyć założycielski mit (pieczęć Rządu Narodowego z czasów powstania styczniowego ze sławnego przemówienia w Sali Malinowej Bristolu z 1923 roku). Znakomicie rozumiał też politykę zagraniczną i wojskową, tylko nie rozumiał, co to demokracja, i zrozumieć nie chciał, posłów zaś wsadzał do więzień. Kaczyński z Piłsudskiego pamięta tylko to ostatnie, a polska opozycja – nic.

Piłsudski był do głębi europejski, a jednocześnie znakomicie znał i cenił kulturę rosyjską. Chciał współpracować z Rosjanami, tylko oni nie chcieli. Chciał, co powtarzał za nim Jerzy Giedroyc, stworzyć więzi z krajami naszego wschodu, ale się nie udało. Nie udało się, bo Rosja oraz bo polski kołtun. Proszę poczytać Piłsudskiego i zobaczyć, co myślał o Polakach. Przypomnieć, jak zachowywali się biskupi, kiedy postanowił sprowadzić do Polski prochy uwielbianego Juliusza Słowackiego. Nie miał z kim pracować i dobrze o tym wiedział. I nie był Bismarckiem, który sam dał sobie radę – prawda, że tylko przez trzydzieści lat – z Niemcami. Ale jego zasada działania była też realistyczna: Polaków uczynić aniołami. Kaczyński wolałby diabłami.

Opozycyjny znaczy pięknoduch

Z całym podziwem dla marszów KOD-u, protestów opozycji okupującej w święta salę sejmową i trwającej przy idei rządów prawa oraz demokracji liberalnej, dostrzegam jej beznadziejną nieskuteczność i całkowity brak pomysłu na przyszłość. Trzeba protestować, ale trzeba też myśleć o tym, co będzie po Kaczyńskim, za kilka czy kilkanaście lat. W skali europejskich bałaganów to tylko moment.

Stało się jednak coś innego. Coś złego. Z przeszłości uczyniono wzór. Kiedy wiadomo już, że demokracja w postaci, jaką znaliśmy z czasów minionych, liberalizm i królestwo wolności już się kończą na całym Zachodzie, polska opozycja chce tego, co było. A było nieźle, chociaż kto zadał sobie trud myślenia, to mógł wiedzieć, że nie ma żadnej wspólnoty narodowej, że nie ma mitu założycielskiego, że Donald Tusk czy Bronisław Komorowski byli przeciwni mitom i romantykom, że komuniści dwa razy wrócili do władzy, że był bogoojczyźniany i nieporadny jako premier Jan Olszewski, dwa lata PiS-u oraz Samoobrona w ogródku.

Polska klasa średnia narodziła się z polskiego chłopstwa dręczonego przez stulecia. Jaka wobec tego ma być? Rację ma Andrzej Leder, ale przede wszystkim nie mają racji Kijowski, Petru, Schetyna et consortes. Z tej mąki nie będzie chleba. Ze słusznej i koniecznej walki o Trybunał Konstytucyjny nie będzie nowej Polski.

Zimna głowa, gorące serce

Z czego zatem?

Kiedy się patrzy nieco z góry, widać, że są tylko dwie drogi przed światem zachodnim. Jedna to straszny bałagan przez czas jakiś, potem krwawa rewolucja, potem nowe, ale zupełnie nie wiemy jakie. Na razie ta droga wydaje się bardziej prawdopodobna. W takim przypadku po politykach nie należy się niczego spodziewać. Niech protestują, niech się kłócą, zawsze to jakieś zajęcie. Albo może wrócimy do korzeni demokracji, intelektualnych czy filozoficznych, a nie historycznych, i uwierzymy, że można sobie poradzić ze zjadaczami chleba, jeżeli da się im szansę.

Odbudowa idei europejskiej po nieuniknionym okresie rozpadu, oby nie wojny, to odbudowa idei wspólnoty. Tak mówią wszyscy. Jednak wspólnota demokratyczno-liberalna – cokolwiek miałoby to znaczyć – zaistnieć nie może. Jest tylko jedna wspólnota, czyli wspólnota kultury, pamięci, religii, symboli, mitów – czyli wspólnota konkretnych ludzi, którzy porwani zapałem sami chcą sobą rządzić. Czyli wspólnota demokratyczna. Prawo jest ważne, państwo jest ważne, instytucje międzynarodowe są ważne. Ale wszyscy ci, którzy uznali, że ważne wystarczy, że ludzie, ja i inni, zrozumieją w końcu, że oni, rozważni administratorzy, chcą tylko naszego dobra, popadli w nieskuteczny paternalizm.

Demokracja nienawidzi paternalizmu. Nie uczcie nas prawa, tylko uczcie nas kochać. Uczcie nas tego, co gorące, a nie tego, co tylko rozsądne. Marzy mi się Europa demokracji anarchistycznej, demokracji pomocy wspólnej, demokracji powszechnego uczestnictwa. W takiej Polsce, w takiej Europie można być aktywnym naprawdę, ale kto chce, a nie musi. Tylko niech siedzi cicho.

Jestem liberałem prywatnym, a nie publicznym, Publicznie jestem demokratą i wszystkie konieczne ograniczenia wolności indywidualnej, jakie musi wprowadzić demokratyczna wspólnota, popieram bez zastrzeżeń. Myli się bowiem nasza opozycja. Nie da się mieć i liberalizmu, i demokracji. Można mieć rządy tych, którzy chcą uczestniczyć we wspólnocie, o jakiej była mowa. Trzeba jednak porzucić marudę. Trzeba zwrócić się do obywateli jako do obywateli, a nie jako do konsumentów prostych haseł. Trzeba potraktować wielki kryzys naszych czasów jako przełom, a nie jako krótkotrwałe zdarzenie, bo w końcu i Kaczyński odejdzie. Ale co z tego?

MISTRZ, NIEPRAWDAŻ?

c2i5nndxuaadnee

WSTYD. Wiele tyg. przygotowań. Dograne szczegóły. Dzień przed zachowali się jak nieodpowiedzialni amatorzy.

c2izbrawiaq9keg

Waldemar Mystkowski pisze o zdarzeniu w Filharmonii Narodowej i snuje na tej podstawie refleksje.

o-dobrej

Współczuję politykom „dobrej zmiany”, raczej nie mogą wyściubić nosa spoza swoich szeregów. Wszędzie napotyka ich krytyka i ostracyzm. Acz dzielnie się „nie dają” i wciskają swój kit. Tak dzieje się na wielu poziomach. Tym bezpośrednio politycznym, uczestnictwie w przecinaniu wstęg, witaniu zagranicznych gości (amerykańscy żołnierze w Żaganiu), jak i najwyższym, w sztuce „pierwszego sortu”, np. muzyce klasycznej.

„Dobra zmiana” wpisuje się w klasyczne reżimy, w istocie jest już opisana, lecz jak każda taka zmiana zamordyzmu ma właściwości charakterystyczne dla swego czasu, genius loci. Zbigniew Herbert wychwytuje uniwersalne cechy wszelkich „dobrych zmian” w „Potędze smaku”, dla której charakterystyczna jest „parciana retoryka”, „dialektyka jak cepy”, „żadnej dystynkcji w rozumowaniu”.

Reagować na parcianą dobrą zmianę można tylko w ten sposób, aby „wyjść, skrzywić się, wyrazić szyderstwo”. Politycy PiS nigdzie zatem nie bywają, bo bywaniem nie jest udział na koncercie gwiazdy disco polo Zenka Martyniuka, czy też znalezienie się obok biskupa w remizie, gdy ten kropidłem błogosławi orkiestry dęte strażaków, tudzież podobne.

Politycy PiS są skazani na retoryczne i estetyczne piekło, podrzędność, swoje spocone towarzystwo, w którym wywyższyć się może tylko prezes, gdy wstępuje na drabinkę z Tesco i prawi im o drodze do prawdy. Ale nie wszyscy chcą się gotować w podrzędności, w piekle towarzyszy, w zdegradowanej estetyce, czyli disco polo dla ubogich.

Niestety, spotyka ich szydercze wybuczenie, jak wiceminister kultury rządu PiS Wandę Zwinogrodzką, która odczytując na gali festiwalu „Chopin i jego Europa” list ministra kultury i wicepremiera Piotra Glińskiego „o wartościach narodowych muzyki Chopina” (parcianość godna komuszej celebry).

Najnowsze zdarzenie z Filharmonii Narodowej jest świeżutkie, bo z ostatniej soboty, gdzie koncertował wybitny niemiecko-izraelski duet pianistów, izraelska pianistka Yaara Tal i jej partner, Niemiec Andreas Groethuysen. Zdobywcy najwyższych nagród muzycznych od polskiej publiczności zebrali spore brawa i szykowali się do bisu, wówczas niemiecki pianista w języku angielskim zwrócił się do melomanów.

Groethuysen przyznał, że do Warszawy przyjeżdża się z mieszanymi uczucia i wyjaśnił dlaczego. Tekst podaję za Bartoszem T. Wielińskim („Wyborcza”):

– Przybywszy z kraju, który ponad 75 lat temu zgotował taką katastrofę prawie wszystkim krajom Europy, a w szczególności w waszym kraju, jesteśmy bardzo zaniepokojeni tym, że wizja zjednoczonej, solidarnej i demokratycznej Europy jest zagrożona. Z tego, jak rozumiemy historię, wynika, że nie ma lepszej drogi dla społeczeństw niż takie organizowanie państwa, które bazuje na czytelnym i jednoznacznym podziale władz, absolutnej niezależności mediów oraz sądownictwa. Jednak w ciągu ostatnich lat obserwujemy w niektórych krajach Europy nową politykę ucisku, braku liberalizmu, nacjonalizmy, o której myśleliśmy już, że została całkowicie odrzucona po tych okropnych totalitarnych eksperymentach XX wieku.

Rozumiem, dlaczego politycy „dobrej zmiany” unikają takich wydarzeń, takich spotkań i bywają na koncertach Zenka Martyniuka. Choć nie byłem w Filharmonii Narodowej, czuję dyskomfort brania uszu po sobie i po takich słowach.

Parcianość PiS dotyka wszystkich dziedzin, wszędzie mamy do czynienia z ich parcianością, niedotrzymywaniem standardów, degradacją naszej wspólnej substancji. Rozum to jednak nie cep, ani cepów klekotanie, jakie słyszymy od guru PiS z drabinki z Tesco, prezesa Kaczyńskiego.

TAKIE PODSUMOWANIE SOBOTNIEGO KONKURSU PUCHARU ŚWIATA W WIŚLE 🙂

c2ksizoxaaalog_

ŻADEN PiSIOR NIE ZROBIŁ WIĘCEJ DLA POLAKÓW NIŻ TEN JEDEN CZŁOWIEK. SZACUNEK WIELKI DLA JURKA!

c2gahreweaeozd3

>>>

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s