Archiwum dla Luty, 2017

I JAK TU SIĘ NIE ŚMIAĆ 🙂

c5wl4rpwqaaswca

JAKIM PRAWEM PiS FINANSUJE IMPREZY KOŚCIELNE Z NASZYCH PODATKÓW? GDZIE JEST KONSTYT. ROZDZIAŁ PAŃSTWA OD KOŚCIOŁA?

c5vtfzhvmaa42cn

Kaczyński nie poprze Tuska. Pisze o tym w „Wyborczej” Rafał Zakrzewski. Pogarda i obrzydzenie maluje się na twarzach polityków PiS, gdy wymieniają nazwisko Tuska.

kaczynski-nikog

Trwa polowanie na Tuska. Jak donosi „Financial Times” – rząd PiS posłużył się w nagonce europosłem PO Jackiem Saryuszem-Wolskim. Według „FT” premier Szydło sonduje europejskich liderów, czy na stanowisko przewodniczącego Rady Europejskiej zamiast Donalda Tuska poparliby Saryusza-Wolskiego.

– To spekulacje. Nie będę ich komentował – powiedział Jarosław Kaczyński i …zaatakował Tuska kolejny raz. Kiedyś prezes PiS mówił, że Tusk ma wilcze oczy. Dziś zarzuca mu, że łamie zasady UE, w tym zasadę neutralności, i że popiera totalną opozycję, która chce obalić rząd pozaparlamentarnymi metodami: „ulica (manifestacje) i zagranica (skargi na rząd PiS do instytucji UE)”. – Taki ktoś nie może być przewodniczącym Rady Europejskiej – podsumował Kaczyński .

(SWOJE OBIETNICE WYBORCZE SPEŁNIAJĄ DZIĘKI CHORYM I UMIERAJĄCYM… ??? BRAK SŁÓW)

c5wik_jwyaacppk

Już w październiku w „Polska The Times” prezes PiS powiedział: „W Polsce toczą się postępowania i w Sejmie, i w prokuraturze, które mogą doprowadzić do tego, że zostaną mu (Tuskowi) postawione jakieś zarzuty. Czy taka osoba powinna stać na czele Rady Europejskiej? Mam daleko idące wątpliwości”. Puentował: „Jego dalszy pobyt w Brukseli jest bardzo ryzykowny, przede wszystkim dla UE. Powinniśmy Brukselę ostrzec przed ewentualnymi problemami”. Powtórzył to potem dwukrotnie. Wtórował mu szef MSZ Witold Waszczykowski.

(KAŻDY Z NICH MA TO SAMO ZADANIE. )

c5vwehywmaat6hf

Pogarda i obrzydzenie malują się na twarzach polityków PiS, gdy wymieniają nazwisko Tuska. Pomysł PiS na rozwiązanie „problemu z Tuskiem” fatalnie świadczy o dyplomacji rządu Szydło i ośmiesza Polskę. Kaczyński nikogo w Europie nie przekona, nawet przyjaciela PiS Viktora Orbána. Cała ta gra to igrzyska dla twardego elektoratu PiS.

Są też osobiste emocje. Jeden poseł nie jest w stanie pohamować żądzy zemsty za urojone krzywdy i ciągle patrzy w te „wilcze oczy”.

c5sbsukwmayinft

BOR chce kupić nową limuzynę. Na ten cel przeznaczył ok. 2,5 mln zł! trwa…

c5whm1twmaau_ab

Waldemar Mystkowski pisze o RAŚ i IPN.

polska-to-nie-kacza-wolka

Polska to nie Kacza Wólka

Lider rządzącej partii występuje przeciw najwybitniejszemu polskiemu politykowi po 1989 roku – Donaldowi Tuskowi. Ten ostatni najwyżej zaszedł w historii Polski w strukturach europejskich – zaś prezes „pan” Kaczyński zawdzięcza swoją pozycję przez zasiedzenie i śmierć brata, którą wyzyskał do ostatniej kropli łzy, bo nie przez talent i intelekt, jest żałośnie przeciętny. Nie upilnowaliśmy Polski, więc mamy demolowanie ustroju kraju i mediów.

Jak nazwać kogoś takiego, jak Kaczyński? Wiem, lecz nie napiszę, bo ten mały człowiek jest potwornie mściwy. To człowiek resortowy z kompleksami – wg wzorca komuszego. Tak jest też z mediami tzw. prawicowymi, które nie wiedzieć dlaczego nazwały się niepokornymi – wszak jest odwrotnie – może niepokorne w stosunku do rozumu i talentu. Niestety, ci ludzie bez większych możliwości intelektualnych rozwalają pracę wielu pokoleń.

Czy po szarańczy pisowskiej będziemy odbudowywać media publiczne? I czy warto? Bo może być tak, że Polskę trzeba będzie odbudowywać ze zgliszcz. Jeżeli PiS utrzyma się dłużej u władzy, szybko zostaniemy wypchnięci ze struktur europejskich. Możliwa więc jest sytuacja, iż kraj zacznie się rozpadać, a regiony osobno wyrażać swoje aspiracje.

Społeczeństwo zostało już podzielone, czyli rozebrane, rozbite, wcale nie są potrzebni do tego zaborcy. Możliwa jest sytuacja, że najsilniejsze regiony wybiorą swoją drogą, wszak PiS prowadzi tylko do tradycji skansenu. Takim ogniwem osobnym historycznie jest Śląsk (ale nie tylko on), w którym działa Ruch Autonomii Śląska. RAŚ jest organizacją wpatrzoną w historię regionu, politycy z centrali często nadają temu ruchowi znaczenie, jakiego nie ma.

Przez portal wPolityce zaatakowany został śląski Instytut Pamięci Narodowej, który jakoby dopuszcza RAŚ do głosu w swoich debatach. IPN, który stał się pisowską organizacją do przeinaczania historii. Nie do wiary! Atak przypuścił jeden z braci Karnowskich, Michał, ten który przyznał prezesowi PiS tytuł „Człowieka Wolności”.

Tacy ludzie dezorganizują nam Polskę, rozwalają. Należy pilnować przed nimi Polski. Przeciw temu Karnowskiemu – lewusowi intelektualnemu co się zowie – wystąpił nawet szef IPN Jarosław Szarek, który powiedział, że nikt nie będzie mu dyktował polityki kadrowej. Zaś przywódca „Solidarności” z lat. 80 Andrzej Rozpłochowski, dzisiaj kojarzony z PiS, napisał do Karnowskiego: „Pan zdaje się nie rozumieć tutejszej rzeczywistości i nonszalancko wrzuca wszystko i wszystkich do jednego worka”.

Polska jest niszczona przez takie beztalencia, jak Karnowscy, przez takich polityków sortu z kompleksami, jak „pan” Kaczyński. Kto trochę wystaje ponad przeciętność jest wyzywany i sprowadzany do ich małości, przeciętności, ale Polska to nie jest Kacza Wólka.

KOLEJNĄ USTAWĄ NAKAŻĄ CHODZENIE DO KOŚCIOŁA A POTEM BĘDĄ SPRAWDZALI OBECNOŚĆ… W NIEDZIELĘ KOŚCIÓŁ ALBO NIC!

c5wgeovxeaaj3np

„Ale jaja…”. Internauci takich sytuacji nie przepuszczają. MY TEŻ.

c5wzcdyxeaak0om

>>>

Reklamy

JAK MYŚLICIE, JAK SZYBKO ROZBIJE KOLEJNY WÓZ ZA 2 BAŃKI?

c5ol9yhxeai05bz

To już wiemy, ile będzie kosztować każdego z nas podatek na propagandę PiS. TVP stała się gadzinówką wrogą Polsce i demokracji.

Chcą w nasze głowy wtłoczyć swoje chore antypolskie pomysły. Okupant wewnętrzny Polski bierze nas za twarz. Czy się damy?

O podatku, zwanym abonamentem pisze w” Wyborczej” Piotr Mączyńdski. Projekt ustawy w sprawie uszczelnienia abonamentu RTV autorstwa Ministerstwa Kultury pojawi się najprawdopodobniej we wtorek lub w środę. Do Sejmu trafi już na początku kwietnia. Poczta Polska zyska dostęp do danych o klientach kablówek i platform satelitarnych. Oni od płacenia abonamentu już się nie wywiną

abonament

Założenie jest proste: jeśli ktoś ma w domu płatną telewizję, to ma też telewizor. Kablówki i platformy satelitarne będą więc zobowiązane do przekazywania danych o swoich klientach Poczcie Polskiej. Ta następnie sprawdzi, czy dane gospodarstwo domowe płaci już abonament, a jeśli nie, to czy powinno płacić.

Abonament RTV. Kto płaci, a kto zapłaci?

Dziś na 13,5 mln gospodarstw domowych zarejestrowane odbiorniki ma 6,5 mln, z czego połowa jest zwolniona z tej opłaty (bo np. ma ponad 75 lat). Firmy też nie chcą płacić abonamentu. Robi to tylko 12 proc. z nich.

Tymczasem kablówkę ma 4,5 mln abonentów, telewizje satelitarne – ok. 5,5 mln. Nie wiadomo jednak, jak duża część abonentów się pokrywa oraz ile osób z wymienionych już abonament RTV opłaca.

Opłata wyniesie dokładnie tyle samo ile teraz, czyli 22,70 zł miesięcznie, płatne od gospodarstwa domowego.

W ubiegłym roku z abonamentu wpłynęło niespełna 750 mln zł. Po zmianie Ministerstwo Kultury, które opracowało projekt, liczy na 1,4 mld zł.

Projekt ustawy w sprawie uszczelnienia abonamentu RTV pojawi się najprawdopodobniej we wtorek lub w środę. W Sejmie będzie już na początku kwietnia.

PiS z projektem się spieszy, bo szef TVP Jacek Kurski alarmuje, że bez wsparcia abonamentowego będzie musiał ułożyć „budżet śmierci”, czyli m.in. skasować ośrodki lokalne i ograniczyć wydatki na misję o 30 proc.

Co z osobami, które obecnie płacą kablówce, ale nie uiszczają abonamentu?

Zgodnie z obecnym stanem prawnym, gdy kontroler stwierdzi, że ktoś używa niezarejestrowanego odbiornika RTV (radia lub telewizora), wydaje nakaz rejestracji oraz nakłada karę w wysokości 30-krotności miesięcznej opłaty abonamentowej. Dziś to 22,70 zł miesięcznie. Oznaczałoby to, że nagle miliony osób, które obecnie nie płacą abonamentu (a mają płatną telewizję), musiałyby zapłacić ponad 680 zł kary.

Ministerstwo Kultury dla takich klientów kablówek/platform cyfrowych najprawdopodobniej zaproponuje amnestię.

Ale od wejścia w życie ustawy będą musiały już abonament płacić.

Dlaczego abonament wyniesie 22,70 zł miesięcznie?

Wcześniej szef Rady Mediów Narodowych Krzysztof Czabański wspominał, że nowy abonament będzie dwa razy niższy niż obecnie. Tak się jednak nie stanie, a przynajmniej nie od razu.

Owszem, w rozmowie z PAP wiceszef Ministerstwa Kultury Paweł Lewandowski, który pracuje nad tą sprawą, przyznał, że jego resort rozpoczął prace nad zupełnie nowym rozwiązaniem. – Mamy już analizy i zastanawiamy się nad wyborem rozwiązania. Optujemy za tym, by składka abonamentowa była potrącana od podatku PIT i składki KRUS w wysokości około 6 zł na osobę – twierdził.

To rozwiązanie zapożyczone z Finlandii, gdzie w 2013 roku opłata abonamentowa pobierana od gospodarstw domowych została zastąpiona podatkiem. Jego wysokość uzależniona jest od dochodów i waha się od 50 do 140 euro. Osoby nieletnie oraz z niskim dochodem są z opłaty zwolnione. Nowa opłata ma tam pełną ściągalność. Publiczny nadawca Yleisradio nie emituje za to reklam.

Taki pomysł wymaga jednak notyfikacji Komisji Europejskiej. Rząd musiałby na to czekać – jak pokazuje praktyka – od ośmiu do 18 miesięcy. Ustawa weszłaby więc w życie najprawdopodobniej pod koniec 2018 roku.

Już raz PiS przez notyfikację wycofał się z gotowego projektu ustawy. Partia lansowała pomysł pożyczony od Platformy Obywatelskiej, czyli opłatę audiowizualną. Opłata np. 15 zł miała być dołączana do rachunku za prąd. Nowy system miał wejść w życie od 1 stycznia 2017 r. Nie wszedł właśnie z powodu zbyt długiego czekania na notyfikację.

Płatne telewizje boją się ucieczki klientów

Sieci kablowe i platformy satelitarne boją się, że część ich klientów zrezygnuje z płatnej telewizji i przerzuci się na oglądanie bezpłatnej naziemnej telewizji cyfrowej. W tej technologii oglądać można wszystkie największe stacje telewizyjne oraz niektóre kanały tematyczne. Są tam: TVP ABC, 8TV, TTV, Polo TV, ATM Rozrywka, TV Trwam, StopklatkaTV, FokusTV, Polsat, Super Polsat, TVN, TVN7, TV4, TV Puls, PULS2, TV6, TVP1 HD, TVP2 HD, TVP3, TVP Info, TVP Kultura, TVP Historia, TVP Rozrywka, Nowa TV, Metro, Zoom TV, WP1.

Telewizję można też oglądać przez internet.

Część osób będzie też chciała przepisać swoje umowy kablówki np. na babcię czy dziadka, jeśli są oni zwolnieni z opłacania abonamentu. Zwolnienie obejmuje m.in. osoby, które skończyły 75 lat.

CHRZEŚCIJAŃSKA “DOBRA ZMIANA” ODRZUCIŁA PROŚBĘ KALITY O MEDYCZNĄ MARIHUANĘ DLA CHORYCH… JAK PO TYM MOŻNA PATRZEĆ NA SIEBIE PRZY GOLENIU?

c5ojrdyxmaa6ury

>>>

od-czasu

Passent: Jaśnie Pan ma teraz 2 zmartwienia: 1/ Jak utrącić Tuska, 2/Jak przegonić aktorki i aktorów ze sceny polit.

c5mwlwswqaeqmiv

W „Wyborczej” świetny wywiad z Kazimierzem Marcinkiewiczem, który przeprowadzili Adam Michnik i Dominika Wielowieyska.  Dziesięć lat temu Kaczyński mówił: wywracamy stolik w naszym domu. Dziś mówi: wywracamy do góry nogami dom.

kazimierz-marcinkiewicz-kaczynski

Kazimierz Marcinkiewicz: Kaczyński stracił wszystko, co kochał. Żyje przeszłością i władzą

ADAM MICHNIK: Jak się czuje Beata Szydło jako premier bez władzy, wykonujący polecenia Jarosława Kaczyńskiego? Pan też kiedyś był obsadzony w tej roli.

KAZIMIERZ MARCINKIEWICZ: Nie zazdroszczę Beacie Szydło, bo ma sto razy gorzej. Ja jednak mogłem sobie ułożyć połowę rządu. Wybrałem np. Stefana Mellera, Grażynę Gęsicką, Zbigniewa Religę. To zupełnie inna klasa polityków. Spotykałem się z Jarosławem raz w tygodniu – w piątek na godzinę. Dzwoniliśmy do siebie incydentalnie. Ale decyzje zapadały na Radzie Ministrów. Rząd Beaty Szydło był tworzony za jej plecami, ministrowie wszystkie decyzje uzgadniają na Nowogrodzkiej, a nie w Alejach Ujazdowskich. Pani premier może ma jakiś wpływ na treść swoich przemówień, i to by było na tyle. Tak wynika z opowieści moich znajomych z PiS.

DOMINIKA WIELOWIEYSKA: Pańscy ministrowie też chodzili na Nowogrodzką.

– Nieliczni i nie za często. Chodzili Zbigniew Ziobro, Ludwik Dorn, ale potem relacjonowali mi te rozmowy. I Zbigniew Wassermann, który także był u mnie dwa razy w tygodniu na długiej rozmowie. Czułem odpowiedzialność za działanie służb i musiałem ich pilnować, bo wiedziałem, że to źródło różnych zagrożeń. I przez ten rok, kiedy rządziłem, żadnych awantur ze służbami nie było.

D.W.: Rząd PiS ma teraz problemy z powodu powtarzających się wypadków z udziałem Biura Ochrony Rządu i Żandarmerii Wojskowej.

– Takiej sytuacji nie było w żadnym poprzednim rządzie ani nie spotyka się jej na świecie. Moim zdaniem wynika to z arogancji władzy, która tworzy atmosferę nacisku i podejrzliwości, uważa, że rządzi absolutnie wszystkim i wszystkimi, także kierowcami czy pilotami. A stąd blisko już do błędów.

A.M.: Jak kształtowały się pańskie relacje z Jarosławem Kaczyńskim?

– Na fali popularności Lecha Kaczyńskiego Jarosław zaczął budować PiS. Kaczyński zawsze potrzebował kogoś, kto się zajmie gospodarką. Kiedyś to był Adam Glapiński, po jakimś czasie byłem ja, a potem w rządzie tę funkcję pełniła Zyta Gilowska. Nieważne są poglądy ekonomiczne tych osób, bo Jarosław Kaczyński nie ma ekonomicznych poglądów. Może być liberalna Gilowska i narodowiec o poglądach socjalistycznych Mateusz Morawiecki. Ważne, że ktoś działkę gospodarczą zdejmuje mu z głowy. Nasza grupa – przyszliśmy do PiS z Markiem Jurkiem, Kazimierzem Michałem Ujazdowskim, Wieśkiem Walendziakiem i Mirkiem Styczniem – przekonała Kaczyńskiego do obniżenia podatków, choć pół roku wcześniej głosował za 50-procentową stawką dla najbogatszych.

D.W.: Dlaczego postawił pan na współpracę z Kaczyńskim?

– Chcieliśmy jednoczyć prawicę. Mieliśmy nadzieję, że uda się zrobić partię, w której nie będzie totalnego lidera, tak jak dziś. Byliśmy też dobrym zapleczem merytorycznym – i Jarosław to wiedział. Mieliśmy poczucie, że możemy być przynajmniej pułkownikami przy generale.

W PiS przez dłuższy czas był Kaczyński, był Ludwik Dorn, i na tym koniec. Nikogo kreatywnego. Nie zabierali głosu, a jeśli nawet, to tylko po to, aby powtórzyć coś za Jarosławem.

A.M.: Gdy został pan premierem, pańskie notowania w sondażach szły w górę. Co takiego się stało, że Kaczyński pozbawił pana stanowiska?

– Pierwszy powód był następujący: chcieliśmy doprowadzić do przyspieszonych wyborów. Prezydent Kaczyński miał nie podpisać budżetu i kadencja Sejmu zostałaby skrócona. Przygotowaliśmy podsumowanie stu dni rządu, mieliśmy zaplanowaną kampanię wyborczą zatwierdzoną przez Jarosława. Wszystkie sondaże dawały nam większość w Sejmie bez LPR i Samoobrony. Bo chodziło o to, aby rządzić samodzielnie. Dzień przed decyzją o niepodpisaniu budżetu przyszedł do Jarosława Andrzej Urbański i mówi: „Świetny projekt z tymi przyspieszonymi wyborami, tylko powiedz mi, kto będzie twarzą tego zwycięstwa: ty czy Marcinkiewicz?”. I Jarosław uznał, że to jest problem. Bo teraz ma premiera z nadania, a będzie miał premiera, który wygrał wybory. I z dnia na dzień zrezygnował z tego planu.

D.W.: Napisałam kilka tygodni temu, że Jarosław Kaczyński chciał ten scenariusz powtórzyć i tym razem. Dał ludziom 500+, rozpętał wojnę o Trybunał, która scementowała jego obóz i trzymała emocje na wysokim poziomie, a polaryzacja sceny politycznej spychała małe ugrupowania na margines. Sądził, że dzięki rozdanym pieniądzom notowania PiS poszybują do 50 proc. I dostanie też premię za zwycięstwo, tak jak PO – rok po wyborach z 2007 r. Wtedy wygra przyspieszone wybory i będzie miał większość konstytucyjną.

– To bardzo prawdopodobne, że planował wybory na wiosnę tego roku. Kiedy zobaczył, że sondaże stoją w miejscu mimo 500+, to w lecie nagle zarządził obniżenie wieku emerytalnego, choć część jego zaplecza gospodarczego broniła się przed tym rękami i nogami. Po cichu mówili inwestorom, że nie ma co się martwić, że to tylko puste obietnice. Ale Kaczyński był zdeterminowany, sądził, że obniżenie wieku może przyniesie mu premię. Nie przyniosło, dlatego zrezygnował z przyspieszonych wyborów. Na razie.

D.W.: Wróćmy do drugiego powodu, dla którego przestał pan być premierem.

– Mimo rezygnacji z przyspieszonych wyborów poparcie wciąż szło w górę. I wtedy zakon PC namówił Lecha Kaczyńskiego, aby mocno się postawił Jarosławowi i wymógł na nim decyzję o mojej dymisji. Leszek mi później tłumaczył, że Jarosław zasługuje, by być premierem, i musi mieć w CV to stanowisko. Jarosław długo bił się z myślami. Uważał, że będzie to źle odebrane, jeśli w Pałacu Prezydenckim i w kancelarii premiera urzędować będzie dwóch braci.

D.W.: Dzisiaj Kaczyński nie martwi się popularnością Beaty Szydło?

– Tym razem nie ma to znaczenia, bo nie są to tak wysokie notowania jak 10-11 lat temu, kiedy mieliśmy ponad 70 proc. zaufania społecznego. Szydło nie wybije się na niepodległość, zaakceptowała bycie marionetką.

D.W.: Lech Kaczyński był hamulcowym radykalnych pomysłów Jarosława?

– Jeśli miałem problem z Jarosławem, szedłem do Lecha i nawet przy mnie dzwonił do brata. On bronił Jarosława przed atakami. Jednocześnie drażniło go, że ja jako premier jestem lubiany, a Jarosław ma tak duży elektorat negatywny. Ale widział, że to, co Jarosław planuje – zwłaszcza w polityce wewnętrznej – idzie za daleko.

A.M.: To była obsesja układu, który tropił Kaczyński?

– Dlatego cały czas naciskał na Ziobrę i szefa CBA Mariusza Kamińskiego, żeby mu coś przynieśli na ten „układ”. Pamiętam, jak szczęśliwy Ziobro do mnie zadzwonił, że wiezie do Jarosława akta afery węglowej związanej z Blidą, bo wreszcie pojawiły się nazwiska polityków. Jarosław – gdy żądał dowodów na „układ” – posługiwał się konkretnymi nazwiskami. Mówił np., że nie może być tak, że nie ma nic na Schetynę, bo on na pewno ma coś za uszami.

D.W.: Jakie są relacje Kaczyńskiego z Antonim Macierewiczem? Są swoimi zakładnikami? Kaczyński boi się frakcji w PiS?

– W moim rządzie Macierewicza nie było. Kiedy później wchodził do MON, mówiłem Radkowi Sikorskiemu: „Bierzesz wielką odpowiedzialność za tego człowieka”. W jednej z moich ostatnich rozmów z Jarosławem rozmawialiśmy o Macierewiczu, który miał zostać pełnomocnikiem ds. likwidacji WSI. Powiedziałem Kaczyńskiemu: „Chyba zwariowałeś, on po miesiącu wsadzi ci nóż w plecy, nigdy nie zbudował niczego pozytywnego”. Pamiętałem, jak usiłował przejąć ZChN i zniszczyć profesora Wiesława Chrzanowskiego. A Kaczyński na to: „Nie znalazłem nikogo, kto może być tak zdesperowany i nie zawaha się przeprowadzić tak trudnej operacji. Oczywiście wiem, jaki on jest, dlatego do tworzenia służb powołam kogoś innego”. Macierewicz go jednak omotał, zbudował silną pozycję, także poprzez informacje pochodzące od służb specjalnych. I to jest jego siła, a dla Jarosława jest to wiedza bardzo ważna.

D.W.: Jak dziś wyglądają relacje Kaczyńskiego z takimi politykami jak Macierewicz czy Ziobro w porównaniu z tym, co działo się dziesięć lat temu?

– Podstawowa różnica polega na tym, że Kaczyński wymusił na nich ograniczenie do minimum występów publicznych. Proszę zauważyć, że w porównaniu z innymi ministrami ta dwójka stosunkowo rzadko pojawia się w mediach. Kaczyński powiedział im: macie robić to, co robicie, ale w zaciszu gabinetów.

D.W.: Dlaczego?

– Boi się, że jeśli będą często występować publicznie, to przejmą jego elektorat, wykreują się na silniejsze osobowości od lidera. Gdy odszedłem z rządu, Ziobro stał się pierwszoplanową postacią. Występował niemal codziennie: a to w telewizji, a to na konferencji prasowej. Teraz – tylko co jakiś czas. Dziesięć lat temu chciał zbudować swoją pozycję podobnie jak kiedyś Lech Kaczyński jako minister sprawiedliwości w rządzie Buzka. I to go ośmieliło później do buntu przeciwko Kaczyńskiemu. Teraz został litościwie przyjęty z powrotem, pod warunkiem że się schowa. Macierewicz wyrósł bardzo przy okazji katastrofy smoleńskiej, dlatego Kaczyński nie chce go nadmiernie eksponować.

D.W.: Może i nie chce, ale Macierewicz nie wychodzi z Radia Maryja. Trwa próba sił między nim a Kaczyńskim w sprawie dymisji Bartłomieja Misiewicza. To jednak niewiarygodne, że młody pomocnik aptekarza stał się źródłem poważnego konfliktu w obozie rządzącym.

– Wytłumaczenie jest bardzo proste. Oni muszą budować swoje poparcie poprzez pełne posłuszeństwo. Misiewicz jest po to, by tłamsić wojskowych, łamać im kręgosłupy, bo wówczas będą ślepo posłuszni i uzależnieni od tego układu władzy. Poza tym Misiewicz jest symbolem wiernopoddaństwa, a to istotny przekaz do swoich: widzicie, jemu włos z głowy nie spadnie, choćby zrobił największe głupoty, bo jest wierny. Nawiasem mówiąc, żołnierze z przetrąconym kręgosłupem nie przydadzą się w państwie demokratycznym.

A.M.: Czym się charakteryzują i czym się kierują ludzie z czołówki obozu władzy, np. Brudziński czy Ziobro?

– Brudziński, Błaszczak, Kuchciński, zakon PC, karierę zawdzięczają wyłącznie Kaczyńskiemu. Nie mają talentów ani zawodów. Nieważne, jakie mają poglądy. Bez Kaczyńskiego ich nie ma. Są mu ślepo oddani, nigdy z nim nie polemizują, a jeśli już, to walczą o stołki dla swoich. Ziobro do tej grupy nie należy, jest bardziej samodzielny. On ciągle myśli, że jest następcą Kaczyńskiego.

A.M.: Macierewicz nie widzi siebie w tej samej roli?

– Widzi, ale jest w PiS znienawidzony. Ma swoją małą frakcję, silnie związaną z Rydzykiem. Nie chodzi o religię czy ideowość. Łączą ich wspólne cele polityczne, razem chcą być silniejszym partnerem dla Kaczyńskiego.

D.W.: Brudziński ma bardzo mocną pozycję?

– Jest liderem zakonu PC, lecz na przywództwo nie ma dużych szans. Zakon też jest znienawidzony jako grupa, która zajęła najwięcej stanowisk i wykosiła wielu konkurentów. Biorą najlepsze kąski, jak Orlen, którego prezesem został Wojciech Jasiński.

Jarosław tak zresztą zarządza partią: jest arbitrem pomiędzy nieznoszącymi się frakcjami.

Gdyby go zabrakło, partia natychmiast by się rozpadła. Nie ma tam żadnej osobowości, która utrzymałaby jedność tego obozu.

D.W.: Przecież w PiS są ludzie myślący, odróżniają propagandę od faktów. Jak to możliwe, że popierają zniszczenie Trybunału, łamanie konstytucji.

– Dominuje fascynacja siłą i skutecznością Kaczyńskiego. Działa na nich adrenalina władzy i nie są w stanie przestawić się na myślenie o Polsce, bo jeszcze kuzyn nie ma pracy i siostra wujka, i kumpel jest nie tam, gdzie być powinien. Oni wciąż układają się w tej władzy. I boją się o miejsca na listach wyborczych w przyszłości.

A.M.: Do czego dąży Jarosław Kaczyński?

– Nigdy nie miał jednorodnych poglądów. Dostosowywał je do potrzeb swojego elektoratu i podporządkowywał jednemu celowi, czyli zdobyciu władzy. Władza jest najważniejsza. Jest jednak istotna różnica między tym, co się działo dziesięć lat temu, a tym, co dzieje się teraz. Wtedy mówił: wywracamy stolik w naszym domu. A dziś: wywracamy do góry nogami dom. Kaczyński żyje tylko przeszłością. Dlaczego więc miałby się przejmować przyszłością innych?

D.W.: Notowania PiS trzymają się wciąż na podobnym poziomie.

– Szczegółowa analiza sondaży pokazuje, że PiS stracił ok. 8 proc.wyborców centrowych, którzy głosowali przeciwko PO, ale tyle samo zyskał wśród tych, którzy głosowali na mniejsze partie albo w ogóle nie głosowali, a mają radykalne antyestablishmentowe poglądy. Na wsi i w małych miastach Kaczyński jest kochany za 500+. Ludzie nie chodzili tam na wybory, bo uważali, że wszyscy politycy ich lekceważą. Teraz mówią, że pójdą.

A.M.: Gdyby miał pan podsumować rok „dobrej zmiany”?

– 500+ znacząco zmieniło polską prowincję. Żyje się tam lepiej, spokojniej, ludzie poczuli stabilizację materialną. Przestali brać chwilówki. Tylko o tym rozmawiają i reszta ich nie interesuje. Druga rzecz: Kaczyński odwraca Polskę do góry nogami. Chce ją oddać swoim. Zrobił to w aparacie państwowym i spółkach skarbu państwa, ale nie ma wpływu na samorządy, dlatego chce zmienić ordynację, tak aby wyeliminować najmocniejszych graczy spośród prezydentów, wójtów i burmistrzów. Liczy, że dzięki temu wypromuje swoich ludzi. To jest niezgodne z konstytucją, ale on to przewidział i zniszczył Trybunał.

A.M.: Mówił, że w Warszawie będzie Budapeszt, lecz mam wrażenie, że oni budują państwo typu putinowskiego.

– Państwo Orbána niewiele się różni od państwa Putina. Orbán tworzy własne media, ma własnych oligarchów, którzy dzięki niemu stają się jeszcze bogatsi. Buduje swój kapitalizm. Kaczyński idzie w tę samą stronę. Różnica między nimi jest taka, że Orbán zmieniał konstytucję zgodnie z prawem, a Kaczyński ją łamie. Likwidacja instytucji demokratycznych i procedur na rzecz wodzostwa to zmiana zachodniego stylu władzy na wschodni. To osłabia i tak słabe państwo, jakim była Polska PO, bo silne państwo to silne i niezależne instytucje i proste, jasne dla wszystkich procedury. Zobaczmy, jak w Wielkiej Brytanii zmieniają się premierzy i ministrowie, a państwo cały czas jest silne.

D.W.: Wielu komentatorów opowiadało przed wyborami, że PiS nie będzie otwierał tylu frontów, że wyciągnął wnioski z czasów pierwszych rządów. Po czym mamy wojnę na bardzo licznych frontach i przeciwko bardzo różnym grupom społecznym.

– Dlatego że Adam Bielan podsunął Kaczyńskiemu bardzo skuteczną narrację, która jest głównym motywem w pisowskim przekazie dnia: na ulicach demonstrują oderwani od koryta. Z obywateli, którzy protestują przeciwko łamaniu konstytucji, zrobił zdrajców, złodziei, którzy żyli kosztem społeczeństwa, a teraz pomstują na „dobrą zmianę” i żałują dla innych 500+. Ta opowieść załamie się dopiero wtedy, gdy przeciwko PiS wystąpią konkretne grupy zawodowe, np. górnicy. I wtedy pojawi się problem, bo narracja o oderwanych od koryta przestanie się sprawdzać.

Ludzie przyzwyczają się do 500+, a jednocześnie będzie ich drażnić chaos, który wprowadza władza. Przecież gdy PiS przegrywał w 2007 r., Kaczyński miał dobry wzrost gospodarczy, malejące bezrobocie, ludziom relatywnie się poprawiło. Ale mieli dość ciągłego zamieszania.

A.M.: Czy to nie zmieni sytuacji na jeszcze bardziej niebezpieczną, bo jeśli górnicy wyjdą, to wiatru w żagle nabiorą narodowcy?

– Kaczyński zrozumiał, że narodowcy to jego elektorat, i PiS skutecznie ich kokietuje.

D.W.: Prokuratura jest dla nich bardzo wyrozumiała: albo umarza śledztwo, albo apeluje do sądu drugiej instancji, by zmniejszyć karę, np. wtedy, gdy spalono kukłę Żyda na wrocławskim Rynku.

A.M.: Akurat w przypadku spalenia kukły Żyda wyrok bezwzględnego więzienia to przesada. Grzywna, prace społeczne – owszem. Kara w zawieszeniu też jest dopuszczalna. Ale bezwzględne więzienie? Tu akurat prokuratura miała rację, że wnioskowała o złagodzenie kary.

– Zgadzamy się jednak, że we wszystkich innych sprawach prokuratura hołubi nacjonalistów. Ziobro nie chce ich sobie zrażać.

A.M.: Ostatni rok przyniósł oddolny spontaniczny ruch sprzeciwu. Czegoś takiego po 1989 roku nie było. Dużo jeździłem po Polsce i jestem tym zafascynowany. Ale jest tam mało młodzieży.

– Młodzi obydwie strony sporu uważają za złe. Mają duże aspiracje i oczekiwania. Żądają więcej niż starzy, a tymczasem widzą, że nie mają już szans na tak skokową poprawę, jakiej doświadczyli ich rodzice. Może nawet będzie im gorzej, bo mają zablokowane drogi awansu.

A.M.: Studenci z Wrocławia wezwali do protestów, lecz nie chcą być mięsem armatnim staruchów, chcą odezwać się swoim głosem.

D.W.: Te protesty nie były liczne. Moja córka na pytanie, dlaczego młodzi się nie angażują, odpowiedziała: „Urodziliśmy się i dorastaliśmy w rzeczywistości, w której demokracja, wolność mediów, prawa obywatelskie były czymś zastanym, a więc pewnym. Nie wyobrażamy sobie, że ktoś może to zabrać”.

– Liczba demonstracji będzie wzrastać, chaos w państwie będzie postępował, podział społeczeństwa będzie jeszcze większy. Z drugiej strony mamy problem z liderami opozycji. Rok temu mówiliśmy, że mają rozmaite braki i słabości. Dziś mają te same obciążenia na swoim koncie, a jeszcze doszły następne. Stoimy w miejscu.

Schetyna jest lepszy w grach politycznych niż w wystąpieniach publicznych, ale przecież przez rok mógł bardziej zainwestować w siebie. Nie zrobił nic. Petru ma pewną świeżość, fajne zaplecze, nie nauczył się jednak niczego, dalej zalicza wpadki.

D.W.: O panu też można powiedzieć, że miał pan olbrzymi kapitał zaufania społecznego, a potem pan to roztrwonił, rujnując swój wizerunek.

– Ale to zupełnie inna sytuacja, bo ja odszedłem z polityki. A gdy odchodziłem, to miałem rekordowe notowania. Poszedłem pracować na swoje i od tamtej chwili wszystkie moje wybory to już wyłącznie moja prywatna sprawa.

D.W.: Co by pan doradził Ryszardowi Petru w związku z jego kłopotami zahaczającymi także o życie prywatne?

– Uważam, że jego życie osobiste nie ma wpływu na notowania. Ważniejsze jest to, że w czasie okupacji sali sejmowej pojechał do Portugalii na wakacje, a nie to – z kim. Najgorsze jest to, że partie opozycyjne nie pracują tak, jak mogłyby pracować. Potrzebny jest dobry zespół, który by narzucał tematy i demaskował błędy władzy. Trzeba zatrudnić profesjonalistów i znaleźć sposób na przełożenie brutalnego politycznego języka PiS na życie ludzi, aby zbudować prosty przekaz trafiający do obywateli.

D.W.: Przykład?

– Można było wziąć filmowców, informatyków i Bóg wie jeszcze kogo, dokładnie przefiltrować nagrania z sejmowych kamer, policzyć, ilu było posłów w Sali Kolumnowej, i wykazać, że nie było kworum przy głosowaniu nad budżetem.

Oczywiście PO, a tym samym cała opozycja, ma pewien problem. Z jednej strony to jedyna partia, która ma pieniądze, co jest niezwykle ważne. Ale nie potrafi się wykaraskać z rządowej przeszłości. Powinna jeszcze bardziej pokazywać twarze nowych ludzi.

D.W.: Opozycja ma dylemat, czy być opozycją umiarkowaną, która tylko przygląda się temu, co PiS robi, czy jednak iść na zwarcie, bo część wyborców tego oczekuje.

– To nie jest żaden dylemat. Można wybrać każdą z tych opcji i każda może się okazać skuteczna. Pod warunkiem że politycy mają plan, jak to rozegrać i zbudować kampanię informacyjną. To nie może się odbywać na zasadzie pospolitego ruszenia. Trzeba było wytłumaczyć, dlaczego zostali w sali obrad. A to średnio się udało.

D.W.: Czy po wizycie Angeli Merkel w Warszawie można powiedzieć, że w polityce zagranicznej nastąpił teraz zwrot i Niemcy stały się partnerem rządu PiS, a nie wrogiem?

– Jestem przekonany, że Merkel zrobiła wszystko, by przywrócić szanse na poważny dialog z Polską, bez względu na głupie zagrywki polskiej strony prosto z piaskownicy.

D.W.: O jakich zagrywkach pan mówi?

– W czasie rozmowy z Merkel Kaczyńskiemu towarzyszyli Ryszard Legutko i Zdzisław Krasnodębski, antyniemieccy europosłowie. Przecież to afront.

A.M.: Pan zaistniał poważnie w polityce, kiedy odniósł pan sukces w załatwianiu środków unijnych dla Polski. Jak dziś Polska jest usytuowana w polityce międzynarodowej?

– Nasza pozycja legła w gruzach z prostego powodu: Jarosław Kaczyński kompletnie nie interesuje się sprawami zagranicznymi, nie rozumie, co się dzieje na świecie. Chyba że coś dotyczy bezpośrednio Polski. Dlatego większość wystąpień polityków PiS na zewnątrz tak naprawdę jest obliczona wyłącznie na uzyskanie efektu propagandowego w Polsce. A jakie to ma konsekwencje dla naszej pozycji w świecie, to już nie ma dla nich większego znaczenia.

Jesteśmy w bardzo trudnej sytuacji. Rosja staje na nogi po kryzysie, pokłóciliśmy się z Francją, odwróciliśmy od Niemiec, bo jeśli nasze relacje są w miarę poprawne, to tylko dlatego, że Merkel nie chce ich pogarszać. I mamy Trumpa w USA, co w najbliższych latach będzie oznaczać odwilż z Rosją. Sankcje zostaną zniesione, firmy europejskie rzucą się na Rosję, która jest dziś jak wysuszona gąbka, gotowa wchłonąć życiodajne inwestycje. Rzucą się tam Amerykanie. Na tym przegrają najbardziej Polska i Ukraina. Zostaniemy sami, bo odwróciliśmy się od sojuszników w Europie.

Stajemy się coraz bardziej niechcianym kłopotem Europy.

*Kazimierz Marcinkiewicz – były poseł związany z ZChN, potem AWS i PiS. Były wiceminister edukacji, premier w latach 2005-06. Po dymisji pełnił obowiązki prezydenta Warszawy, a później był dyrektorem w Europejskim Banku Odbudowy i Rozwoju w Londynie. Dziśprowadzi firmę doradczą.

Dwa razy o katastrofie smoleńskiej.

c5l-kk_wuaijfm_

I drugi.

c5ma2b_xeamyifg

Ponadto zaległe dwa felietony Waldemar Mystkowskiego.

Rodzinka+

rodzinka

Marcin Dubieniecki przez 14 miesięcy, podczas których siedział w areszcie, pozostawał najsłabszym ogniwem rodzinki Kaczyńskich. Nic z tego, że jest byłym zięciem prezydenta Lecha Kaczyńskiego, wg aksjologii „pana” Jarosława Kaczyńskiego rodzinki się nie opuszcza, tak jak były agent pozostaje na zawsze agentem. Klęczący w kościołach prezes PiS wszak ma wbity w głowę dogmat: „Co Bóg zwiąże, tego człowiek nie może rozwiązać”. Ogniwo? Ogniwo.

Dubieniecki gnił sobie w areszcie, a zarzuty miał poważne, mianowicie kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą, która wyłudziła ponad 14 mln zł z Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych (PFRON). Ale od czego jest dobra zmiana, wystarczy dodać plus i mamy pisowskie wartości. Dubienieckiemu zmieniono zespół śledczy do prowadzenia jego sprawy. Zastępca Zbigniewa Ziobry, prokurator krajowy Bogdan Święczkowski powołał w krakowskiej Prokuratorze Regionalnej nowych śledczych z prokuratorem Markiem Sosnowskim na czele.

Ten Sosnowski to musi być wyjątkowy bystrzak, bo w ciągu kilkunastu dni od powołania wypuścił Dubienieckiego na wolność. Piszę bystrzak i dziób mam otwarty z podziwu. To taki… aż mi trudno znaleźć porównanie, ale się nie daję. Józef Ignacy Kraszewski przez całe życie napisał kilkaset tomów prozy, a Sosnowski przez kilkanaście dni przeczytał 400 tomów akt. To tak jakby przeczytał całego Kraszewskiego.

Sosnowski uznał wbrew sądowi, że Dubieniecki nie będzie zacierał śladów swoich przestępstw, nie będzie nakłaniał świadków do fałszywych zeznań. Taki pisowski plus, który z wyznawców tej partii czyni aniołów. Dubieniecki więc mógł odetchnąć powietrzem wolności, tj. smogiem wolności. Chyba tak pozostaje nazwać atmosferę w kraju rządzonym przez PiS. Nawdychał się tego smogu pisowskiego były mąż Marty Kaczyńskiej, zaznaczmy, że kosztował on 3 mln zł kaucji, zabrakło w nim jednak najważniejszego pierwiastka: Dubieniecki nie mógł opuszczać kraju.

Skoczyła Dubienieckiemu gula, dziennikarze „Newsweeka”, którzy opisują tę sprawę, relacjonują, że Dubieniecki w krakowskiej prokuraturze dochodził swego i ustalił, że środki zapobiegawcze stosowane w stosunku do niego, a chodzi o ten najważniejszy zakaz opuszczania kraju, może uchylić „polecenie z samej góry”. Hm, hm, chrząkamy, czyli chodzi o naszego słynnego „pana”.

Dziennikarze próbowali ustalić, czy to prawda, że Sosnowski czekał na interwencję z góry. Ależ oczywiście dostali zapewnienie, że prokuratura nie poddaje się naciskom, czysty pisowski idiom: „nikt nam nie wmówi, że białe jest białe…”

Następuje jednak sekwencja zdarzeń, który potwierdzają działanie sił pańskich. Tego samego dnia, gdy Dubieniecki rozmawia z prokuratorem Sosnowskim, „pan” Kaczyński wysyła pismo do Zbigniewa Ziobry wraz załącznikiem, w którym jest 9 pytań od obrońcy Dubienieckiego. Między innymi są pytania: dlaczego Dubieniecki został zatrzymany w czasie kampanii wyborczej, po co „wytworzono dokumenty”, które mają obciążać Martę Kaczyńską, iż pobrała 50 tys. zł z cypryjskiej firmy Dubienieckiego i najważniejsze, dlaczego Dubieniecki nie może opuszczać kraju.

Po 4 tygodniach „panu” Kaczyńskiemu odpowiada prokurator krajowy Święczkowski. Ponoć odniósł się do zarzutów obrońcy, ale żadna tajemnica śledztwa nie została wydana. Oczywiście dziennikarze „Newsweeka” nie zobaczyli na oczy tego pisma.

Kaczyński sprawę swojej rodzinki pilotuje osobiście, bo to jego Rodzinka+. Za władzy PiS nie spotka jej żadna katastrofa.

mamy

Kogo rodzi polski Kościół katolicki

kogo

Polski Kościół katolicki począł i urodził Jacka Międlara, który jeszcze niedawno nosił sutannę i jako taki zagrzewał ONR-owców do nacjonalizmu i faszyzmu. A to w kościołach we Wrocławiu czy też Białymstoku, jak Polska szeroka. Międlar przerzucany był przez diecezje, jak gorący kartofel, wreszcie tego nie wytrzymał i wziął życie w swoje ręce – wystąpił ze Zgromadzenia Księży Misjonarzy.

Zyskał więcej czasu na szlifowanie nienawiści, a teraz właśnie wybierał się do Wielkiej Brytanii. Piszą o tym tamtejsze portale, jak choćby ibtimes.co.uk, który przybycie Międlara nazwał „Wojna domowa nadchodzi”. Były ksiądz miał wziąć udział w obchodach Dnia Żołnierzy Wyklętych i Biegu Tropem Wilczym. Miał też wygłosić przemówienie na demonstracji brytyjskiej partii nacjonalistycznej „Britain First”.

Zdaje się, że nic z tego nie będzie, bo były ksiądz został zatrzymany przez brytyjskich funkcjonariuszy na lotnisku London Stansted. Pod denuncjacją na Międlara podpisuje się polska ambasada. Ale to wiemy po już aresztowaniu. Czyżby służby na Wyspach nie czytały portali brytyjskich?

W podobnym temacie. Przygody polskiego dyplomaty w Holandii opisuje bloger Revelstein na blogu tabloidonline. wordpress.com. Otóż 2 lutego przybył do kraju tulipanów wiceszef spraw zagranicznych Jan Dziedziczak, bloger nazywa go wicewaszczykowskim.

Gdy już wszystko załatwił, przed powrotem do kraju zachciało mu się pomodlić w tamtejszym polskim kościele, bo tego dnia było kolejne święto kościelne (Matki Boskiej Gromnicznej). Ale nie zgadzały mu się godziny wylotu samolotu (na szczęście rejsowym, a nie CASĄ) i mszy, która miała się odbyć o godzinie 18-tej. Więc Dziedziczak zadzwonił do księdza, przedstawił się, jaki on jest ważny i zażyczył sobie, aby msza była wcześniej, bo on przebiera nogami, aby wrócić na łono ojczyzny. Księża w innych krajach przedstawiają zupełnie inne charaktery niż nasi tubylcy. Zakomunikował więc ważniakowi, że mu to lata, choćby nawet papież interweniował, msze tutaj odbywają zawsze o tej samej porze.

Tym samym natchnął Dziedziczaka, który zadzwonił do Warszawy, a ta w trybie dyplomatycznym wykonała telefon do Watykanu. Polskie służby dyplomatyczne dowiedziały się znad Tybru, iż kościoły są autonomiczne i Polacy mogą im naskoczyć.

Dziedziczak więc niczym krzyżowiec zrezygnował z lotu do ojczyzny, aby złożyć swoją duszę na łasce kościoła, nawet choćby w Holandii, ale do pełnej swojej ofiarności brakowało mu gromnicy, jako symbolu tego właśnie święta kościelnego. W Holandii znaleźć gromnicę, to jak w Polsce znaleźć pisowca demokratę, więc Dziedziczak zameldował Warszawie, że koka, hasz, prezerwatywy, pigułki dzień po, pornosy są w każdym kiosku, ale gromnicy nie ma. I co stało się? Bogobojny zastępca Waszczykowskiego doczekał gromnicy w poczcie dyplomatycznej.

sledze

>>>

Miejsce: Polska

czas : XXI wiek.

c5dp-ccwgaa5mwa

Felieton Moniki Olejnik świetnie oddaje to, co dzieje się w Polsce. Dorzucam tweet PO i kilka ilustracji, w tym wybitnego Andrzeja Pągowskiego z zieloną krwią Szyszki. Ludzkie paniska rządzą i na razie są niezwykle łaskawe. Tusk jeszcze może się poruszać swobodnie po świecie.

monika-olejnik

Ludzcy panowie są dobrzy. Mogliby, ale jeszcze nie wsadzili Platformy do więzienia za katastrofę smoleńską, bo cztery lata temu Jarosław Kaczyński mówił: „Zamordowano 96 osób, w tym prezydenta i innych, to niesłychana zbrodnia. Każdy, kto poprzez matactwo czy poplecznictwo miał z tym coś wspólnego, powinien ponieść konsekwencje”. Na razie konsekwencji nie ma.

(brawo Łódż)

c5fcgamxqaa02zs

Ale kiedy opozycja histeryzuje w sprawie lotu pani premier wojskową CAS-ą, wiceminister obrony narodowej Bartosz Kownacki wypomina PO z trybuny sejmowej: „Przyzwoitość nakazuje, że skoro PO ma na rękach krew 96 osób, nie powinna się wypowiadać w sprawie lotów VIP”.

Cokolwiek robi opozycja, jest histeryczne.

Broni drzew – to jest to odlot, protestuje w Sejmie – wpada w histerię. To już nie jest totalna opozycja, tylko z problemami, jak mówi Kaczyński, „pod wpływem fałszywej świadomości”.

(Grafika Andrzeja Pągowskiego)

c5d9x-zwcaa4-dx

Dobrnęliśmy do ściany. Po tylu wypadkach, które zdarzyły się w Polsce, katastrofa CAS-y w Mierosławcu, katastrofa 10 kwietnia 2010 r., teraz wypadek pani premier, zamiast się zastanowić, co zmienić, wszyscy obrzucają się błotem.

A procedury jak się nie liczyły, tak się nie liczą.

Jeżeli w Sejmie padają pytania, ile razy pani premier latała CAS-ą do domu, odpowiedź jest arogancka. A i tak wszyscy wiedzą, bo jesteśmy specjalistami od latania, że CASA jest używana tylko do misji oficjalnych.

Nie ma też szacunku dla zwykłych żołnierzy, których wykorzystuje się w celach prywatnych – kiedyś budowali bonzom domy, teraz obsługują samoloty wojskowe, które traktowane są jak taksówki.

(Polski remake Tombstone – „Czterech Sprawiedliwych”. Julia P – Ty możesz co najwyżej zagrać tanią, sprzedajną dziewkę. Oto Wyatt Earp i jego „bracia”)

c5dx4s1xmaaixzz

Ludzcy panowie mogliby zdegradować generałów, ale ich tylko wymieniają, bo jak czytamy w komunikacie MON, „przeprowadzono szeroką wymianę kadr na najwyższych stanowiskach, każdorazowo zastępując oficerów dobranych przez PO oficerami o dużym doświadczeniu bojowym w Iraku”. Tomasz Siemoniak, były minister obrony narodowej, twierdzi, że to jest haniebny komunikat. Zapewne również zostanie określony mianem histeryka.

Czy ktoś się odważy zaatakować gen. Różańskiego, który napisał na Twitterze: „Jedną gwiazdkę generalską wręczył prezydent Kwaśniewski, drugą Kaczyński, trzecią Komorowski. Do dziś myślałem, że jestem generałem RP”.

Ludzkie paniska rządzą i na razie są niezwykle łaskawe. Tusk jeszcze może się poruszać swobodnie po świecie.

c5f-ooqusaelem2

Nie może zabraknąć SOKu z BURAKA.

c5tcfv3xaaaj2n9

>>>

nie-skladamy

Paweł Wroński pisze o „podziemnym teatrzyku” Macierewicza w Sejmie. – Zaskoczę was, zmiany są znacznie większe, niż myślicie – tak zwrócił się do posłów minister Antoni Macierewicz podczas zamkniętego posiedzenia sejmowej komisji obrony narodowej. Z armii odeszło w ostatnim czasie 4844 wojskowych.

macierewicz-utajnia

– To był dziwaczny spektakl. Minister twierdził, że polskie siły zbrojne są infiltrowane przez rosyjski wywiad, przeżarte korupcją i on dopiero rozcina spiski i powiązania – mówi Joanna Kluzik-Rostkowska (PO).

Posiedzenie komisji o sytuacji personalnej w wojsku zostało w czwartek niespodziewanie utajnione, choć do tej pory tego rodzaju sprawy były jawne. Na koniec posiedzenia szef MON pytany, które z podanych informacji podlegają klauzuli tajności, stwierdził, że… wszystkie. Ministrowi towarzyszył szef kadr MON Radosław Peterman, w przeszłości członek Komisji Likwidacyjnej WSI.

Według naszych rozmówców Macierewicz na slajdach przedstawiał informacje, jak wyglądają odejścia w konkretnych korpusach, np. generałów – według nieoficjalnych informacji odeszło ich 29, czyli jedna piąta, ale równocześnie nominowano 27. Ostatnio ze strony MON znikły zresztą informacje o pożegnaniach odchodzących oficerów.

Według ministerstwa w 90 procentach został zmieniony skład osobowy Sztabu Generalnego Wojska Polskiego. Wymienieni zostali szefowie wszystkich zarządów, niektórzy kilkukrotnie. Podobnie wygląda sytuacja z Dowództwem Generalnym Rodzajów Sił Zbrojnych – zmieniono 82 procent kadry. Oprócz dowódcy generalnego odeszli niemal wszyscy inspektorzy sił zbrojnych.

Macierewicz oskarżał rząd PO-PSL, że celowo utrzymywał niską liczebność sił zbrojnych, a na prominentnych stanowiskach znajdowali się oficerowie, którzy mieli związki z WSI. Dowodził, że armia była „przeżarta agenturą”. Zapowiedział postępowania przeciwko oficerom mającym związki z obcym wywiadem.

MON wydał komunikat, wedle którego Macierewicz przeprowadził szeroką wymianę kadr na najwyższych stanowiskach w jednostkach operacyjnych, każdorazowo zastępując oficerów dobranych przez PO oficerami o dużym doświadczeniu bojowym w Iraku i Afganistanie i przeszkolonych we współpracy z wojskami NATO. Były dowódca generalny WP, dowódca z Iraku i Afganistanu, gen. Mirosław Różański zapytał na Twitterze, czyim w takim razie jest generałem, skoro pierwszą gwiazdkę generalską dostał za Aleksandra Kwaśniewskiego, drugą od Lecha Kaczyńskiego, a trzecią od Bronisława Komorowskiego.

– Po raz pierwszy w historii polskich sił zbrojnych po okresie komunistycznym mamy sytuację, w której armia przestaje być apolityczna. Wyrzuca się z niej ludzi podejrzewanych o to, że nie mają poglądów zgodnych z obecną władzą – mówi „Wyborczej” Czesław Mroczek, b. wiceszef MON w latach 2011-15.

Macierewicz chwalił się, że jako pierwszy podniósł liczebność sił zbrojnych z 96 tys. w roku 2015 do 106 tys. w roku 2017. Przypominał, że o ile w roku 2015 odeszło o 528 więcej żołnierzy, niż planowano (planowano 4 tys., odeszło 4528), to w roku 2016 odeszło o 656 mniej, niż było zaplanowane (zakładano odejście 5,5 tys., a odeszło 4844). Te dane znalazły się w oficjalnym komunikacie. Oznacza to, że liczba odejść zbliża się do stanu z 2010 roku. Wówczas po katastrofie smoleńskiej z armii odeszło ok. 5 tys. żołnierzy.

Odchodzą oficerowie i specjaliści (zaczyna brakować pilotów i pilotów śmigłowców). Powody są nie tylko natury politycznej, chodzi m.in. o nasilające się pogłoski o zmianach w wojskowym systemie emerytalnym.

azakaz

Marcin Kącki („Wyborcza”) pisze o głośnym speklu „Klątwa”. Gdy prawdziwy ksiądz pedofil udziela prawdziwej komunii świętej, nie widać pod kościołami protestów. Gdy aktorka robi niby-fellatio gipsowej figurze niby-papieża, to pod teatrem demonstranci nawołują do… nawrócenia i obrony krzyża.

ksiadz

Na Śląsku i Pomorzu grasował ponad osiem lat ksiądz Paweł Kania, jednego z ministrantów zgwałcił, kilku innych molestował. Opis seksualnych fantazji ks. Kani, jakie widziałem w aktach sprawy, to zapis pornografii, z których fellatio to akt najłagodniejszy. Tymi samymi palcami, którymi ksiądz pedofil (zdiagnozowali go psychiatrzy) „ewangelizował” ministrantów, rozdawał też parafianom hostię i lał do kielicha wino – elementy sakramentów najbardziej w Kościele święte i chronione.

Ksiądz Kania miał towarzyską charyzmę, a jego msze należały do niezwykle popularnych, można więc śmiało przyjąć, że z jego rąk na Śląsku i Pomorzu przyjęły komunię tysiące parafian. Nie słyszałem, by choćby jeden z nich – gdy ksiądz został skazany prawomocnym wyrokiem na osiem lat więzienia – uznał, że jego uczucia religijne zostały obrażone.

kosciele

Gdy tylko jeden proboszcz – spośród kilku parafii, w których ks. Kania realizował się seksualnie – słał na niego bezskutecznie skargi do kurii, usłyszał od parafianek, że szkaluje dobrego księdza. Parafianki te, świadome już zarzutów, nadal uczestniczyły w mszach, celebrach i sakramentach ks. Kani. Nie czuły zgorszenia?

Gdy prawdziwy ksiądz pedofil, którego dłonie są mistrzowsko wyćwiczone w „złym dotyku”, udziela prawdziwej komunii świętej, nie widać pod kościołami protestów. Gdy aktorka robi niby-fellatio gipsowej figurze niby-papieża, to na korytarzach teatru modlą się grupy oazowe z apokalipsą w oczach, a pod teatrem demonstranci nawołują do… nawrócenia i obrony krzyża.

z21412318vandrzej-rysuje-teatr

Parafianie, Polacy, katolicy, ilekroć pójdziecie do komunii świętej, pamiętajcie, że kościół to nie teatr. Jeśli wasz ksiądz jest pedofilem, a wy milczycie, to przyjmujecie komunię z rąk nie tylko grzesznika, przestępcy i niszczyciela dziecięcych dusz, lecz także świętokradcy. A świętokradztwo popełnione przeciw Eucharystii jest – jak mówi Kościół – grzechem ciężkim, bo obecny jest w niej Chrystus.

polska-nie-moze

Waldemar Mystkowski pisze o Waszczykowskim.

dla

Witold Waszczykowski walczy z Komisją Europejską poprzez wezwanie na dywanik dyrektora przedstawicielstwa Komisji Europejskiej (ambasady Unii Europejskiej) w Warszawie. Dzieje się to w sytuacji, gdy Komisja Europejska wydała krytyczną opinię o praworządności w Polsce. Po raz pierwszy Waszczykowski wezwał dyrektora przedstawicielstwa w styczniu ubiegłego roku, gdy Komisja krytykowała PiS za początek likwidacji Trybunału Konstytucyjnego.

Czyżby Waszczykowski nie czytał opinii KE? Wynika z tego, że tak. Ale też może chodzić o specyficzną metodą uprawiania polityki przez PiS. Najpierw stwarzanie faktów przez swe media. TVP Info zacytowało informacje zbierane przez pracowników przedstawicielstwa KE w Warszawie dla komisarz spraw polityki regionalnej Coriny Cretu. Na stronie internetowej MSZ można przeczytać, jak resort Waszczykowskiego interpretuje te informacje podane przez pisowską telewizję, a dotyczą „analizy sytuacji polskiego wymiaru sprawiedliwości”.

Z materiału zebranego przez pisowskich dziennikarzy wynika, iż przedstawicielstwo KE opisuje: „W Polsce dochodzi do ustawicznego łamania prawa, zmiany w sądownictwie zmierzają do ograniczenia suwerenności sądów, a sędziowie są wręcz fizycznie atakowani, co może poważnie zagrozić przemianom, do których doszło po 1989 roku”. Zaś sędziowie protestujący przeciw deformom PiS są „prześladowani przez różne instytucje publiczne i zastraszani przez nieznanych sprawców”.

Na takie dictum MSZ oświadcza, że informacje przedstawicielstwa KE są paszkwilanckie, niedorzeczne i bezpodstawne. Można zapytać Waszczykowskiego, czy Bruksela już jest wrogiem Polski? Zatem, gdzie należy szukać przyjaciół? Albo inaczej i w obecnej sytuacji zdaje się, że bliżej znajdziemy się prawdy. Czyżby Bruksela była wrogiem Polski pisowskiej, tak jak w czasach PRL-u. Ciągle niewiadomym jest, kto jest przyjacielem dla PiS. Wychodzi na to, że tylko Viktor Orban.

Waszczykowski w rozmowie z ambasadorem UE Markiem Prawdą zażądał, aby przekazał prokuraturze informacje o szykanowaniu sądów. Kolejna specyficzność PiS: żądać od instytucji, która nie podlega ich administracji. A potem oskarżyć o ingerowanie.

Pomijając absurdalność wezwania przez Waszczykowskiego ambasadora Prawdy, widać jak na dłoni kiepski poziom intelektualny polskiego szefa dyplomacji (antydyplomacji). Ale nie tylko. Bruksela staje się coraz bardziej wrogiem pisowskiej władzy.

jarek

>>>

CZY W KWESTII PANÓW POTRZEBNY JEST LEPSZY KOMENTARZ NIŻ KUŹNIARA? 🙂

c5tr2-jwaaauo16

Publicysta „Wyborczej” Paweł Wroński pisze do prezesa Kaczyńskiego. Panie Prezesie, zadeklarował Pan właśnie w Sejmie, że PiS jest formacją „ludzkich panów”. Dlaczego więc znęca się Pan nad marszałkiem Kuchcińskim? Tak nieludzko?

dominika-wielowieyska

Panie Prezesie, dlaczego pan marszałka unieszczęśliwia?

kuchcinski

Zdecydował Pan, że marszałek Kuchciński pozostanie marszałkiem. Stwierdził Pan łaskawie: – Pan marszałek Kuchciński pracuje na takiej niwie, którą można najkrócej określić – likwidacja w Polsce tego zespołu patologii społecznych, które się nazywają postkomunizmem. I doskonale pracuje. I dlatego będzie miał piękne miejsce w polskiej historii i dlatego dzisiaj pozostanie dalej marszałkiem Sejmu.

Wynik głosowania był do przewidzenia – PiS ma bezwzględną większość głosów w Sejmie.

Jednak przecież nawet Pan i posłowie PiS widzieli, że 16 grudnia w zasadzie bez powodu wykluczył marszałek z obrad posła PO Michała Szczerbę, kiedy chciał on zgłosić poprawkę w sprawie Sinfonia Varsovia. Zagubił się marszałek, nie pierwszy zresztą raz. Widać wyraźnie, że pozorami buty i brutalności maskuje nerwowość i przerażenie.

Wielokrotnie dopiero Pański gest palcem powodował, że marszałek Kuchciński wyłączał mikrofon któremuś z posłów opozycji, gdy jego słowa raniły Pańskie delikatne uszy. Gdy marszałek nie był w stanie sobie poradzić z porządkiem na sali, sam Pan musiał kierować do akcji Joachima Brudzińskiego – człowieka bardziej pozbawionego skrupułów.

Klub Kukiz’15, widząc słabość marszałka Kuchcińskiego, oferował Panu niedawno do roli wykidajły wicemarszałka Stanisława Tyszkę. To uwłaczające. Macie przecież tęgich wykidajłów.

16 grudnia, gdy doszło do sejmowego kryzysu, wiarygodne źródła z PiS mówiły, że Kuchciński chciał ustąpić opozycji, a potem podać się do dymisji. To Pan zmusił go do przeprowadzenia głosowania w Sali Kolumnowej, które okazało się kompromitacją PiS-u. Nikt bowiem nie był w stanie udowodnić, czy było kworum, ani stwierdzić, jak liczono głosy. Potem Kuchciński załamał się, zniknął, obejmował drzewa w Beskidzie Wyspowym. Kluczowe rozmowy w jego imieniu w Warszawie prowadził marszałek Senatu Stanisław Karczewski.

Panie Prezesie, gdy Mały Książę wylądował na planecie 325, spotkał tam monarchę, który wyjaśnił mu odpowiedzialność, jaka ciąży na władcy absolutnym: „Jeśli rozkażę generałowi, aby jak motyl przeleciał z jednego kwiatka na drugi albo zamieniał się w morskiego ptaka, a generał nie wykona otrzymanego rozkazu, kto będzie miał rację, on czy ja?”.

Panie Prezesie, marszałek Kuchciński nie poleci ani jako motyl, ani jako morski ptak. Z jego biografii wynika, że jako technik ogrodnik interesuje się kwiatkami, próbował studiować historię sztuki, kocha muzykę. Dlaczego Pan go unieszczęśliwia, o Ojczyźnie nie wspominając.

c5tcfv3xaaaj2n9

Waldemar Mystkowski pisze o Szydło i Kownackim, którzy zrzucili kolejna winą na Platformę Obywatelską.

c5wyoxjxaaagfdi

Kownacki z partii katastrofy

Wychodzi na to, że Beata Szydło wykorzystywała wojskowy samolot CASA jak taksówkę. Latała do domu wekend w weekend i wyszło tego ok. 70 razy. Premier jest osobą chronioną. I bodaj tutaj zaczynają się schody dla naszych polityków, którzy nie są nazbyt lotni.

Co to znaczy być chronionym? Oczywiście, przed nieszczęśliwymi wypadkami, przed wrogiem i – bodaj w polskich warunkach najważniejsze – przed sobą. Po to zostały stworzone procedury, aby znieść odpowiedzialność personalną. Przestrzegasz kolejnych etapów bezpiecznego postępowania, nic złego nie nie powinno ci się stać. Ryzyko takie, że bookmacher nie powinien przyjmować zakładów na nieszczęście jakiegoś polityka. No, ale żyjemy w Polsce. Ryzykownym jest być Polakiem, bo polityków mamy nienadających sie na polityków, a tacy zawsze zwiększają ryzyko dla innnych, dla życia publicznego i naszego powszedniego.

A na pewno ryzykowni są politycy PiS, których władza w dużej części składa się z następujących po sobie nieszczęść. Nieszczęściem była IV RP w latach 2005-2007, nieszczęśliwa była prezydentura Lecha Kaczyńskiego i mamy nieszczęście bieżące, które zaczęło się wraz z prezydenturą Andrzeja Dudy w 2015 roku. Wypadek za wypadkiem: Duda, Macierewicz, Szydło. Można zadać pytanie: kto następny, ale też z nieszczęściem jest tak, że powtarza osobę, której dotknie . Szydło więc sobie latała nie przestrzegając rygorystycznych procedur lotniczych dotyczących VIP-ów nazwanym HEAD, lecz nie miała wypadku w powietrzu, ale na ziemi. Tutaj też wszystkie znaki na ziemi wskazują, iż nie dochowano procedur dla pojazdów uprzywilejowanych.

U bookmachera można zatem obstawiać zakłady, czy młody kierowca zostanie przez machinę rządową PiS wrobiony. To raczej pewnik, niewiadomym jest: w jaki paragraf. Spójrzmy jednak do góry, tam wszak nie jeżdża samochody, bo to jeszcze nie rzeczywistość science-fiction „Piątego elementu”, w której za kierownicą zasiadałby Bruce Willis.

Można powiedzieć, niech Szydło się cieszy, iż na 70 lotów, w których nie dochowano procedur, nie zdarzył się nieszczęśliwy wypadek, tj. zbieg okoliczności, jak w Smoleńsku. U góry nieszczęścia kończą się tragiczniej niż na ziemi. Szydło ma zatem więcej szczęścia niż 96 ofiar smoleńskich. Opozycja zatem zadała pytanie – bo dmucha na zimne – jak zachowywane były procedury HEAD, bo jest nauczona przykładem, że znowu na nich zostanie zwalona wina. Wydawałoby się, że nie ma krzty winy opozycji w głośnej aktualnie wycince drzew, ale ta właśnie Szydło znalazła im winę: nie uczestniczyli w głosowaniu uchwały w Sali Kolumnowej, do której nie zostali dopuszczeni.

Opozycji w Sejmie odpowiedział zastępca Macierewicza, wiceminister Bartosz Kownacki. I nie jest gołosłownym, iż Macierewicz dobiera sobie ludzi wg znanego mu wzorca, Kownacki to taki Misiewicz z sąsiedniej sali. Nie z „Piątego elementu”, ale z „Lotu nad kukułczym gniazdem”. Najpierw podzielił loty Szydło przez dwa. Zgadza się, bo 70 podzielić przez 2 jest 35. Tyle razy wg Kownackiego wylatała Szydło. A jak z procedurami HEAD? I tutaj mamy słynne pisowskie powiedzenia godne siostry Ratched: „Macie najmniejsze prawo, żeby o tym mówić, macie na rękach krew 96 ludzi”.

I telewizji nie będzie, siostra Ratched schowała pilota, odpowiedzi nie będzie. Ten Kownacki nie jest szczególnie lotny, jako napisałem jeszcze jeden Misiewicz. I takich potrzebuje pacjentów Kaczyński, mają mówić od rzeczy, a nie odpowiadać na rzeczowe pytania. Mają swoją nieprofesjonalność zwalać na innych. Taka to pisowska podłość codzienna. Opozycja zaś do nich podchodzi z pelnym miłosierdziem i chce chronić przed nimi samymi. Nie da się, PiS twardo stoi za swoim nieszczęściem, partia katastrofy.

kinga-gajewska

Kleofas Wieniawa pisze o prawnikach, którzy nie poddają się kaczyzmowi.

pan-kaczynski

Jarosław Kaczyński właśnie ogłosił, że pochodzi z resortu panów, acz bardzo wątpię, czy płynie w nim szlachetna krew. Ten jego resort ( „Jesteśmy ludzkimi panami, bo jesteśmy panami, w przeciwieństwie do niektórych”) niepokojąco przypomina „rasę panów”.

Z kolei prawnicy nie godzą się na bezprawie „pana” Kaczyńskiego. Ośmiu sędziów Trybunału Konstytucyjnego – w tym „pisowski” sędzia Piotr Pszczółkowski – próbuje spotkać się z prezes TK Julią Przyłębską w sprawie „niepokojących problemów występujących w TK”, bo Trybunał praktycznie nie pracuje.

Bezprawiu pisowskiemu chcą się przeciwstawić polscy prawnicy, którzy organizują 3 marca w Katowicach ogólnopolską konferencję pod hasłem „Kryzys sądownictwa konstytucyjnego a rozproszona kontrola zgodności prawa z Konstytucją RP”.

Ideę katowckiej koferencji jeden z prawników tak tłumaczy: „Jak podchodzić do orzeczeń TK, kiedy Trybunał stwierdza na przykład konstytucyjność ustawy, a sędzia w jakimś sądzie ma inne zdanie? Czy może wtedy powiedzieć, że nie stosuje się do orzeczenia TK?”

Zaś rzecznik Krajowej Rady sądownictwa sędzia Waldemar Żurek ostrzega: „Konferencja to przestroga dla polityków, aby coś zrobili z narastającym problemem. Bo gdy sprawa wadliwości orzeczeń TK wyjdzie z Polski, to potem wróci w postaci skutków finansowych, co nas zaboli”.

Konferencja zapowiada się intelektualnie intrygująca, obejmie m.in nastepujące panele: „Problem sytuacji prawnej Trybunału Konstytucyjnego”, „Wadliwość wyroku TK a jego moc obowiązująca”, „Problem rozproszonej kontroli konstytucyjności prawa w Polsce – nowe otwarcie?”.

„Rasa panów” z „panem” Kaczyńskim na czele będzie miała do czynienia z powszechną frondą nieposłuszeństwa obywatelskiego.

W tejże samej debacie, w której Kaczynski zdefiniował się jako pan, miało miejsce ciekawe retorycznie wystąpienie i dlatego wierzę, że dobre mowy polityczne są w kraju możliwe, choć język polski został mocno zdeptany m.in przez „pana” Kaczyńskiego (prezes nie słucha nawet Jadwigi Staniszkis, która go namawia do czytania, do poszerzenia wiedzy). Mowę tę zaserwował Michał Kamiński, za którym nie przepadałem, al;e oddaje mu honor, mówił do Marka Kuchcińskiego:

„Ani pan, ani pana kompani, ani wreszcie ten, który w ponurym procederze niszczenia naszej demokracji wypełnia sprawstwo kierownicze – nie unikniecie wyroku i sądu, przynajmniej historii. Tak, jak nie uniknęli go ci, którzy w latach 20 i 30-tych pod hasłami sanacji – czyli ówczesnej “dobrej zmiany” – zostawili Polskę w prawdziwej ruinie. Im także towarzyszyła swoista polityka historyczna i oni wstawali z kolan, byli silni, zwarci i gotowi. Oni bredzili o koloniach, tak jak wy bredzicie o przywództwie w Europie i Międzymorzu. U początku ich drogi, zakończonej klęską ’39 roku, także leżało upokorzenie polskiego parlamentaryzmu. Potem były pobicia niewygodnych polityków, potem była brutalna cenzura, procesy polityczne i złowrogie wycie – jak pisał genialny poeta – psów policyjnych w Łucku. Ale wtedy, gdy zaczynali od upokarzania polskiego Sejmu, ówczesny jego marszałek Ignacy Daszyński, odpowiedział Piłsudskiemu: “Ja pod lufami Sejmu nie otworzę”. Pan stanął przed nieporównanie mniejszym wyzwaniem i – co tu dużo mówić – nieporównanie mniejszym przywódcą”.

lekcja

>>>

CZY WAS TEŻ TO ZASTANAWIA?

c5r6ewrwaamjivi

RIPOSTA DO KACZYŃSKIEGO, KTÓRY NAZWAŁ PiS „LUDZKIMI PANAMI”. CHOR. BARDOŃ TO NASZ MISTRZ ! TRAFIONY – ZATOPIONY 🙂

c5regx2wyaivqqu

Prof. Marek Safjan pisze w „Wyborczej” o katastrofie państwa prawa. O tym, co jest zgodne z porządkiem prawnym, ma decydować prokuratura albo inny organ toczący postępowanie? Dla państwa prawa to katastrofa.

nawet

Jest kilka granicznych punktów, wyraźnych sygnałów, że rządy prawa dobiegły w Rzeczypospolitej końca. Pierwszym było powołanie do Trybunału Konstytucyjnego sędziów na stanowiska już wcześniej zgodnie z prawem obsadzone i, o czym już zapomniano, niepodporządkowanie się Sejmu postanowieniu TK, które miało zapobiec tej sytuacji. Potem było najbardziej wstrząsające (tak uważam do dzisiaj) oświadczenie przedstawicieli rządu o braku publikacji wyroków TK, z uzasadnieniem, że są one niezgodne z prawem.

Było jeszcze wiele zdarzeń w najwyższym stopniu niepokojących, związanych z wprowadzaniem w ciągu niespełna roku pięciu nowych regulacji ustawy o sądownictwie konstytucyjnym, co samo w sobie – stwierdzam to z pełną powagą – nie ma i nie miało odpowiednika w żadnym systemie demokratycznego państwa prawa na świecie. Ostatnim akordem było ukonstytuowanie się Trybunału w nowym składzie z udziałem trzech osób powołanych niezgodnie – jak stwierdził wcześniej sam TK – z konstytucją.
Jednak punktem zwrotnym, który symbolizuje w wielkim skrócie zjawiska ostatnich miesięcy, jest decyzja organu władzy publicznej, jakim jest prokuratura, umarzająca postępowanie karne w sprawie odmowy publikacji wyroków TK, z takim oto uzasadnieniem przedstawionym w komunikacie prokuratora Łapczyńskiego z Prokuratury Okręgowej Warszawa Praga-Południe: „Zaniechanie publikacji orzeczeń [z 9 marca i 11 sierpnia 2016 r.] było działaniem podyktowanym ochroną interesu publicznego, wyrażającym się w niedopuszczeniu do wprowadzenia do obrotu prawnego rozstrzygnięć sprzecznych z obowiązującym porządkiem prawnym”.

**

Dlaczego to tak znaczące wydarzenie? Oto po raz pierwszy w historii państwa prawnego jego organ w ramach toczącej się procedury prawnej zakwestionował samą ideę podstawową, która określa rząd prawa – obowiązek podporządkowania się orzeczeniu sądowemu. Nie chodzi tu o faktyczny brak wykonania wyroku (to się niestety zdarzało wielokrotnie, także w przypadku wyroków TK), ale wypowiedź, która zapowiada radykalną zmianę relacji między organami państwa i samej filozofii państwa prawa.

Oto ostatecznie decyzja, co jest, a co nie jest zgodne z porządkiem prawnym, ma należeć do organu prowadzącego postępowanie karne. To bowiem prokurator podpisany pod cytowanym postanowieniem stwierdza, że wyrok najwyższej instancji sądowej jest niezgodny z porządkiem prawnym i jako taki nie może wywoływać skutków prawnych.

Nie jest nawet ważne to, że postanowienie prokuratora nie jest ostateczne i może być przedmiotem zaskarżenia. Dramatycznym elementem jest samo pojawienie się takiego uzasadnienia, bo to nie jest zwykła pomyłka, błąd w interpretacji, wadliwość stosowania prawa, niewłaściwa ocena faktów. Tu chodzi, powtórzmy, o zaprezentowanie nowej filozofii państwa, a właściwie o jej formalne przypieczętowanie: wyroki sądu podlegają ocenie władzy wykonawczej, która w zależności do „własnego” poglądu może uznać je za wiążące albo nie.

Tu nie chodzi o krytyczną ocenę orzeczenia sądowego, taka jest oczywiście możliwa i dopuszczalna, nikt temu się nie sprzeciwia, wbrew temu, co zdają się sugerować najwyżsi przedstawiciele władzy. Stanowisko prokuratury idzie w tym wypadku bez porównania dalej: wyraża się ono nie w krytyce, ale w odmowie uznania wyroku.
Nie powinno dziwić, skoro już w grudniu 2015 r. przedstawiciele kancelarii premiera oświadczyli, że nie mogą publikować orzeczenia niezgodnego z prawem. Tym razem mamy do czynienia z formalną decyzją organu państwowego, która potwierdza stanowiska polityków i używa tej samej retoryki.

c5rcrqnwaaqdfhm

**

Jako wieloletni nauczyciel akademicki czuję się kompletnie bezradny – kruszy się i rozsypuje cała sensowna i misterna konstrukcja, na której opiera się funkcjonowanie systemu prawnego w państwie prawa i która na naszych zajęciach uniwersyteckich jest przedstawiana jako efekt długiego historycznego rozwoju. To bowiem nie tylko zakwestionowanie zasady podziału i równowagi władz, ale także istoty obowiązywania prawa.

Idąc śladem rozumowania przyjętego przez organ prokuratury w kwestii niepublikowania wiążących wyroków Trybunału Konstytucyjnego, musimy zapytać, czy istnieje jeszcze w RP jakiś poziom gwarantowanego bezpieczeństwa prawnego i przewidywalności prawa. Jeżeli takie postanowienie prokuratury zapada w sprawie wyroków TK, to dlaczego nie może ono zapaść pewnego dnia np. w sprawie wyroków Sądu Najwyższego lub jakiegokolwiek innego prawomocnego wyroku sądowego? Jeżeli prokurator okręgowy w Warszawie może wydać takie postanowienie wobec orzeczenia TK, to dlaczego np. prokurator generalny nie będzie mógł podjąć pewnego dnia decyzji zakazującej wykonania tego lub innego wyroku sądowego z motywem, że jest on niezgodny z porządkiem prawnym?

Nie ma dzisiaj bardziej jawnego potwierdzenia na piśmie, w formie ubranej w postanowienie organów prokuratury, naruszenia zasad państwa prawa i całej jego filozofii. W tym już nie ma finezji ani nawet próby ukrycia prawdziwej natury decyzji, która wiąże się z oceną wyroków najwyższej instancji sądowej. Nawet w czasach komunistycznych taka jawność kontestowania roli władzy sądowniczej nie miała miejsca.

Nie możemy się łudzić, że taka negacja prawa zatrzyma się na poziomie prokuratury. Nie tak dawno można było przeczytać, że Rada Mediów Narodowych przyjęła stanowisko, według którego nie będzie stosowała się do orzeczenia TK, bo Trybunał wykroczył poza granice swoich kompetencji.

Spór o to, czy organ sądowy wykroczył poza ich granice – orzekał w sposób określany przez prawników jako „ultra vires” – mogą rozstrzygnąć jedynie sądy w drodze instancyjnej, a nie prokurator czy przedstawiciele władzy wykonawczej. Takie sytuacje zdarzają się w realnym świecie, np. w relacjach pomiędzy Trybunałem Sprawiedliwości a sądami konstytucyjnymi, ale są to zawsze spory czysto prawne między niezależnymi organami sądowymi, a nie między władzą wykonawczą a sądem.

**

Decyzja prokuratury przejdzie do podręczników historii prawa jako jawny przykład najgłębszego kryzysu państwa prawa, w którym obowiązują konstytucja i solidne, zdawałoby się, zabezpieczenia instytucjonalne broniące obywateli przed nadużyciami władzy.

Sam fakt, że coś takiego się zdarzyło, musi zapalać w głowie każdego obywatela, a nie tylko prawników, czerwone światło. Pokazuje, że samo wykształcenie prawnicze ludzi podejmujących decyzję w imieniu organów państwa ani też zdane egzaminy zawodowe nie są wystarczającą barierą, która chroniłaby przed takimi zjawiskami. Potrzebne są jeszcze poczucie odpowiedzialności, przyzwoitość, niezależność myślenia. A z tym mamy dzisiaj w Polsce coraz większy kłopot.

Swoją drogą można oczekiwać, że społeczeństwo zostanie poinformowane o opiniach prawnych, które stały się podstawą postanowienia prokuratury. Sprawa ma taki wymiar, że wszystkie argumenty powinny zostać jasno wyłożone. Nie można ograniczać się do lakonicznego stwierdzenia, że prokuratura oparła się na takich opiniach.

*Marek Safjan – (ur. w 1949 r.) prawnik, profesor Uniwersytetu Warszawskiego. W latach 1998-2006 był prezesem Trybunału Konstytucyjnego, od 2009 r. jest sędzią w Europejskim Trybunale Sprawiedliwości

NADLUDZIE Z PiS UDAJĄCY, ŻE SŁUŻĄ SPOŁECZEŃSTWU

c5rx2paw8aaqa8p

Paweł Wroński pisze o Beacie Szydło. Dlaczego powinniśmy cenić premier Beatę Szydło? Otóż dlatego, że niewielu jest ludzi na świecie, którzy z pełną powagą i wyrazem zatroskania na twarzy są w stanie powiedzieć zdania mające znamiona purnonsensu czystego niczym diament.

TAK DZIAŁA PAŃSTWO PANÓW

c5r3_93weaawkr4

Premier Szydło zawstydziła sprzedawcę martwej papugi ze skeczu Monty Pythona

Prawo i Sprawiedliwość uchwaliło skandaliczną ustawę o wycince drzew, której efekty widać już w całej Polsce. To, co ma pień, pada w miastach pokotem. Ustawa jest autorstwa czołowego obrońcy przyrody spod znaku piły motorowej i sztucera z lunetką – ministra Jana Szyszko. Przeleciała jako projekt poselski niczym huragan po Sejmie. Została ostatecznie przegłosowana na słynnym posiedzeniu 16 grudnia w Sali Kolumnowej, do której część posłów opozycji nie mogła się dostać, i nie wiadomo było, jak liczono głosy. Prezydent Duda oczywiście złożył podpis, bez głębszego zastanowienia, bo sezon narciarski w pełni.

Ustawa miała chronić „zwykłego człowieka” przed konsekwencjami prawnymi wycięcia własnego drzewa na własnej działce. Ale oczywiście chroni zwykłego dewelopera, który musiał wydawać pieniądze za drzewa usuwane na terenach pod inwestycję. W miastach całej Polski, co opisała „Wyborcza”, deweloperzy rżną drzewa na potęgę. Wczoraj ustawę chwalił jeszcze minister Szyszko, ale przestał nagle chwalić, bo oburzony prezes Polski i mózg rządzących Jarosław Kaczyński uznał ją za skandal. Dostrzegł przy jej uchwalaniu ordynarny lobbing. Dziś klub PiS stwierdził, że ustawę naprawi.

Rodzi się jednak pytanie, kto jest winien idiotycznej, uchwalonej w pośpiechu ustawie, za którą głosowali i pani premier Beata Szydło, i prezes Jarosław Kaczyński.

Oddajmy głos pani premier. Otóż winni są ci, „którzy nie pracowali nad ustawą” i którzy „protestowali zamiast wprowadzać poprawki”. Czyli kto? Oczywiście opozycja totalna, która protestuje, gdy PiS i dzielna premier ręce sobie po łokcie urabiają.

Premier oczywiście nie zwróciła uwagi na to, że część posłów opozycji nie była w stanie dostać się na Salę Kolumnową, by te poprawki zgłosić. Co więcej, jedyną posłanką, która głosowała przeciw ustawie i do końca walczyła na posiedzeniu komisji o wysłuchanie publiczne w tej sprawie, była posłanka PO Gabriela Lenartowicz (inna rzecz, że bez poparcia własnej partii z przewodniczącym komisji Stanisławem Gawłowskim z PO).

c5qeumixaaefcpr

Takie postawienie sprawy przez panią premier zdumiałoby nawet Monty Pythona – autorów skeczu o martwej papudze. Występujący w niej bezczelny właściciel sklepu wmawia klientowi, że papuga żyje i ma się dobrze. Z tego skeczu od półwiecza rechocze cała cywilizacja śródziemnomorska. Dopiero pani premier Szydło zawstydziła sprzedawcę papugi.

 

c5qimrnwaaak8uz

Waldemar Mystkowski pisze o „rasie panów”

c5q57pywmaauyhm

Sort panów zdefiniowany przez Kaczyńskiego

Czy przodkowie Jarosława Kaczyńskiego posiadali patent szlachecki? Nie wiem, ale prezes PiS czuje sie panem. Mało szlachetnie stwierdził: „Jesteśmy ludzkimi panami, bo jesteśmy panami, w przeciwieństwie do niektórych”. Raczej to są gminne słowa, buraczane, które przystoją komuś wyniesionemu z czworaków, a nie panowi. Pana widać i czuć.

Prezes PiS ponadto popisał się „wiedzą” o fałszywej świadomości, która jakoby jest w posiadaniu opozycji. I jak w podobnych w przeszłości przypadkach, coś słyszał, tylko nie wiedział w jakim kościele dzwony biją. Psychologia pomyliła mu się z socjologią i ideologią. Ciągle aktualne jest zalecenia prof. Jadwigi Staniszkis dla Kaczyńskiego: „idealnie to byłoby więcej czytać i pisać, bo ma tu duże zaległości. I odpocząć”.

Kaczyński więc wynosi się ponad społeczeństwo, zupełnie inaczej sądzi o sobie nowa prezes Trybunału Konstytucyjnego Julia Przyłębska, która w TVP Info stwierdziła: „Orzekam w imieniu społeczeństwa, ciąży na mnie szczególna odpowiedzialność, muszę zachowywać się w sposób szczególny i muszę dbać o to, żeby była sprawiedliwość”. Przyłębska nie zająknęła się o Konstytucji, niemal powiedziała, jak Mateusz Morawiecki, który orzekł, że „nad prawem jest dobro narodu”. U Przyłębskiej nad Konstytucją jest sprawiedliwość.

Do tego stopnia jest sprawiedliwa, że nie spotkała się z ośmioma sędziami Trybunału Konstytucyjnego, którzy napisali do niej list i czekali na spotkanie z prezes, ta wybrała TVP Info. Sędziowie utrzymują, że sytuacja w Trybunale budzi ich ogromy niepokój. Kontrolowana jest korespondencja sędziów, wysyła się ich na przymusowe urlopy, nie przydziela spraw i dokonuje arbitralnych zmian w składach orzekających.

We wszystkim tych wypowiedziach pisowskich pobrzmiewają znajome słowa wypowiadane przez „rasę panów”. Gdy „rasę” zastąpimy „sortem”, to będziemy w domu. Niszczenie instytucji demokratycznych, nowa pokrętna retoryka, która szerokim łukiem omija rozum, pokazuje z jakimi podwalinami autokratyzmu mamy do czynienia i ku jakiej społecznej brunatności zmierza PiS. Były prezes Trybunału Konstytucyjnego i aktualny sędzia w Europejskim Trybunale Sprawiedliwości, prof. Marek Safjan wskazuje na kolejny zamach „sortu panów” w eseju dla „Wyborczej”. Oskarżone zostaje państwo prawa, bo nie może gorszy sort decydować, co jest prawne. „O tym, co jest zgodne z porządkiem prawnym, ma decydować prokuratura albo inny organ toczący postępowanie? Dla państwa prawa to katastrofa” – pisze Safjan.

Gdy Kaczyński się wywyższał, świetne wystąpienie w Sejmie miał Michał Kamiński, którego admiratorem nigdy nie byłem, wręcz przeciwnie, ale zrzuciwszy gorset partyjny, okazuje się być kimś o wiele ciekawszym, niż wcześniej prezentował. Oto kawał dobrej roboty oratorskiej, Kamiński mówił do odwoływanego Marka Kuchcińskiego, który rzecz jasna nie został odwołany:

Ani pan, ani pana kompani, ani wreszcie ten, który w ponurym procederze niszczenia naszej demokracji wypełnia sprawstwo kierownicze – nie unikniecie wyroku i sądu, przynajmniej historii. Tak, jak nie uniknęli go ci, którzy w latach 20 i 30-tych pod hasłami sanacji – czyli ówczesnej “dobrej zmiany” – zostawili Polskę w prawdziwej ruinie. Im także towarzyszyła swoista polityka historyczna i oni wstawali z kolan, byli silni, zwarci i gotowi. Oni bredzili o koloniach, tak jak wy bredzicie o przywództwie w Europie i Międzymorzu. U początku ich drogi, zakończonej klęską ’39 roku, także leżało upokorzenie polskiego parlamentaryzmu. Potem były pobicia niewygodnych polityków, potem była brutalna cenzura, procesy polityczne i złowrogie wycie – jak pisał genialny poeta – psów policyjnych w Łucku. Ale wtedy, gdy zaczynali od upokarzania polskiego Sejmu, ówczesny jego marszałek Ignacy Daszyński, odpowiedział Piłsudskiemu: “ja pod lufami Sejmu nie otworzę”. Pan stanął przed nieporównanie mniejszym wyzwaniem i – co tu dużo mówić – nieporównanie mniejszym przywódcą”.

Trafne, prawda?

Wojciech Cejrowski dosadnie podsumował Mariusza Błaszczaka. „Minister jest głupkiem”. MA RACJĘ??? 

c5ql6mmwiail5ug

>>>

Na tym zdjęciu Macierewicz podobno mówi do Dudy: – Andrzej nie wpie…….. się do mojego wojska, zejdź mi z oczu.

polska-w-ruinie

MOŻNA UMRZEĆ ZE ŚMIECHU :))))))))))))))))))

c5iexdzwmaa0fmb

„Fakt” pisze jak Macierewicz rozbraja polską armię.

fakty24

Brutalna prawda o armii Macierewicza. Eksperci nie mają wątpliwości

Pod jego rozkazami wywiad wojskowy przestał praktycznie istnieć. Szef MON dzieli najsilniejszą dywizję pancerną w Polsce, osłabiając jej wartość bojową. To spełnienie marzeń każdego rosyjskiego dowódcy. Ściany wschodniej na pierwszej linii mają bronić zamiast żołnierzy zawodowych, weekendowi. Amerykanie nawet nie chcą z Polską rozmawiać na temat przekazania w ręce Macierewicza rakiet Tomahawk.

Dywizja pancerna jest jak bokser. Musi być szybka, sprawna i mocna. Kiedy ma połamane ręce, jest bezużyteczna. A tak właśnie wyglądać będzie 11 Lubuska Dywizja Kawalerii Pancernej, wyposażona w najnowocześniejsze w Polsce czołgi, kiedy jeden z jej batalionów przeniesiony zostanie pod Warszawę. Bokser będzie kaleką. O tym, zdecydował już Antoni Macierewicz. W Żaganiu w zamian za czołgi, pojawią się za to amerykanie – Właśnie, dlatego, że w Żaganiu będą stacjonowały wojska amerykańskie będziemy mogli wzmocnić naszą flankę wschodnią, przez dyslokację niezbędnych sił na wschód od Wisły. Tak to jest prawda, takie decyzje zostały podjęte i będą zrealizowane – powiedział szef MON.

Pod jego rozkazami wywiad wojskowy przestał praktycznie istnieć. Szef MON dzieli najsilniejszą dywizję pancerną w Polsce, osłabiając jej wartość bojową. To spełnienie marzeń każdego rosyjskiego dowódcy. Ściany wschodniej na pierwszej linii mają bronić zamiast żołnierzy zawodowych, weekendowi. Amerykanie nawet nie chcą z Polską rozmawiać na temat przekazania w ręce Macierewicza rakiet Tomahawk.

Dywizja pancerna jest jak bokser. Musi być szybka, sprawna i mocna. Kiedy ma połamane ręce, jest bezużyteczna. A tak właśnie wyglądać będzie 11 Lubuska Dywizja Kawalerii Pancernej, wyposażona w najnowocześniejsze w Polsce czołgi, kiedy jeden z jej batalionów przeniesiony zostanie pod Warszawę. Bokser będzie kaleką. O tym, zdecydował już Antoni Macierewicz. W Żaganiu w zamian za czołgi, pojawią się za to amerykanie – Właśnie, dlatego, że w Żaganiu będą stacjonowały wojska amerykańskie będziemy mogli wzmocnić naszą flankę wschodnią, przez dyslokację niezbędnych sił na wschód od Wisły. Tak to jest prawda, takie decyzje zostały podjęte i będą zrealizowane – powiedział szef MON.

c5h0dwcwaaaz9br

Paweł Wroński („Wyborcza”) pisze o zabiegach Macierewicza wokół NATO, aby sojusz zajął się katrastrofą smoleńską. „Ani nie prosiłem, ani nie zwracałem się” o włączenie się NATO w wyjaśnienie katastrofy smoleńskiej – mówił w telewizji Republika minister obrony Antoni Macierewicz. Wcześniej NATO zaprzeczyło, jakoby miało pomagać w wyjaśnieniu katastrofy.

nato-nie-zbada

NATO jednak nie zbada katastrofy smoleńskiej. O czym Macierewicz rozmawiał z dowódcami Sojuszu?

 Jeszcze w czwartek minister obrony Antoni Macierewicz podczas spotkania w Brukseli mówił, że wsparcie w wyjaśnieniu okoliczności katastrofy smoleńskiej zaoferował naczelny dowódca sił Sojuszu w Europie i minister obrony Wielkiej Brytanii.

– Wydaje się, iż najwyższy czas, by NATO włączyło się do wyjaśnienia tej sprawy, do wsparcia Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego, która w tej materii działa, i uzyskałem taką zapowiedź, zarówno ze strony pana generała Scaparrottiego (…), jak i pana Michaela Fallona – stwierdził Macierewicz.

Minister jeszcze w kampanii wyborczej zapowiedział powołanie międzynarodowej komisji, która miała zbadać katastrofę smoleńską, oraz włączenie w jej wyjaśnienie Stanów Zjednoczonych i NATO. Zarzucał swoim poprzednikom, że nie zwrócili się o pomoc w tej sprawie do USA.

Nie była to prawda, bo o informacje wywiadowcze, które mogłyby wyjaśnić katastrofę smoleńską, zwrócił się do administracji prezydenta Baracka Obamy ówczesny szef MSZ Radosław Sikorski.

W Brukseli Macierewicz stwierdził, że oczekuje od Sojuszu „pełnej współpracy przede wszystkim w dziedzinie przekazania wszystkich informacji, jakie zarówno NATO, jak i poszczególne państwa w tej materii posiadają”. Dodał, że Polska oczekuje „współpracy technicznej w badaniach specjalistycznych, w których nie zawsze my dysponujemy wszystkimi możliwościami, np. jeżeli chodzi o laboratoria czy specjalistyczne instytucje”. Szef MON zapowiedział też, że wszelkie szczegóły współpracy zostaną przekazane w najbliższym czasie.

Jednak w poniedziałek rzecznik sojuszu Daniele Riggio poinformował, że „w Kwaterze Głównej NATO nic nie wiadomo o takiej prośbie”, przedstawiciele biura prasowego odsyłali polskich dziennikarzy z pytaniami do generała Scaparrottiego.

W poniedziałek Antoni Macierewicz w wieczornym wywiadzie dla telewizji Republika mówił już coś innego. Tłumaczył, że został przez dziennikarzy niewłaściwie zrozumiany.

– Ani ja o to nie prosiłem, ani się z tym nie zwracałem, ani gen. Scaparrotti o tym nie mówił. Za to mówiłem o włączeniu się poprzez przekazanie informacji, jakie NATO posiada, i taka obietnica została potwierdzona przez pana generała – odpowiedział.

Gen. Curtis Scaparrotti pełni funkcję głównodowodzącego NATO w Europie od marca ubiegłego roku. Wcześniej przebywał w Korei Południowej.

Wcześniej były minister obrony Tomasz Siemoniak tłumaczył, że NATO nie może włączyć się w wyjaśnienie katastrofy smoleńskiej, ponieważ nie dysponuje takimi możliwościami. Sojusz nie ma żadnej komisji badającej wypadki lotniczej ani innych instytucji.

Macierewicz chce też, aby NATO zaangażowało się w działania na rzecz zwrotu wraku prezydenckiego tupolewa przez Rosję. Najprawdopodobniej będzie apelował do sekretarza generalnego NATO Jensa Stoltenberga, by poruszył sprawę zwrotu podczas planowanej w tym tygodniu rozmowy z ministrem spraw zagranicznych Rosji Siergiejem Ławrowem. – Sprawę zwrotu Polsce wraku będziemy poruszali wspólnie z ministrem spraw zagranicznych Witoldem Waszczykowskim i wtedy odpowiednie prośby do instytucji międzynarodowych skierujemy, ale zgadza się, w ramach tego zobowiązania ta kwestia także w sposób oczywisty ma swoje miejsce – powiedział Macierewicz.

c5h_sd7wcai0zr7

Waldemar Mystkowski pisze o dyplomatolizmie PiS.

za-macierewiczem

Za Macierewiczem nie nadążyłby Zygmunt Freud

Na 53. Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium padły słowa, które w Polsce nie zostały podjęte. Mianowicie wpływowy niemiecki minister finansów Wolfgang Schäuble powiedział pod adresem Polski ostrzeżenie: „Zniesienie kontroli granicznych między Polską a Niemcami było wielkim wyzwaniem, a ich przywrócenie byłoby katastrofą”.

Wielorako to można rozumieć, ale w powyższym ostrzeżeniu zakładana jest perspektywa możliwości szlabanu. Słowa Schäublego przytacza publicysta Krytyki Politycznej Michał Sutowski, a obecność pisowskich polityków – Witolda Waszczykowskiego, Antoniego Macierewicza i Andrzeja Dudy – nazywa dyplomatolizmem. Każdy z nich czymś się „wyróżnił” i bynajmniej nie ma czym się chwalić.

Po powrocie do Polski rząd PiS odpowiedział Komisji Europejskiej w sprawie zaleceń praworządności w Polsce. 10 stronicowa odpowiedź przejdzie do kronik, bo jest arogancka, niemerytoryczna, pełna błedów i przekłamań. „Zrecenzowanie” jej zajęłoby więcej stron niż sama odpowiedź. Wg rządu PiS w Polsce jest wszystko cacy, nie wiadomo dlaczego czepia się ich Bruksela.

O ile w Monachium mieliśmy do czynienia z dyplomatolizmem, w wypadku odpowiedzi Komisji Europejskiej jest to dyplomatolizm do kwadratu. Zapłacimy za to jako Polska, choć PiS jest autorem owego zjawiska psychiatrycznego. Dalsze brnięcie w tę chorobę pokazuje kolejna wypowiedź jednego z „bohaterów” monachijskich – Macierewicza.

Minister obrony właśnie zakomunikował, że nie powiedział tego, co powiedział o włączeniu się NATO w wyjaśnianie przyczyn katastrofy smoleńskiej. Kilka dni temu (w czwartek) Macierewicz powiedział: „Wydaje się, iż najwyższy czas, żeby NATO włączyło się do wyjaśnienia tej sprawy, do wsparcia Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego, która w tej materii działa, i uzyskałem taką zapowiedź, zarówno ze strony pana generała Scaparrottiego, jak i pana Michaela Fallona”.

A teraz powiedział, że powyższego nie powiedział: „Ani ja o to nie prosiłem, ani się z tym nie zwracałem, ani gen. Scaparotti o tym nie mówił”.

Za Macierewiczem nie nadążyłbym sam Zygmunt Freud, nawet gdyby stał przy jego łóżku i w składzie konsylium miał Carla Junga. Gdy Macierewicz mówił w TV Republika, że nie powiedział tego, co powiedział, nie wiedząc o tym wypowiadał się w Radiu Zet Paweł Soloch, szef Rady Bezpieczeństwa Narodowego przy Andrzeju Dudzie. Ten powiedział, że jednak Macierewicz powiedział to, czego się teraz wypiera. Soloch: „Szef MON zwrócił się do NATO z prośbą o pomoc w rozwiązywaniu katastrofy smoleńskiej. Generał, do którego się zwrócił, rozważy ją”.

Były minister obrony rządu PO-PSL Tomasz Siemoniak nazwał Solocha – biednym ministrem, a Maciej Lasek – wiceszef Tuskowej komisji rządowej ds. wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej, określił „gangiem Olsena”. Ale gang Olsena był przynajmniej zabawny. Dyplomatolizm takim nie jest.

Lecz to nie koniec brnięcia. Oto Waszczykowski nie poddaje się chorobie, w „Salonie politycznym Trójki” zapowiedział, że o pomoc poprosi Donalda Trumpa: „będziemy się zwracać do nowej administracji USA i państw NATO z prośbą o pomoc w wyjaśnieniu katastrofy smoleńskiej”.

Tak sobie myślę, że może Wolfgang Schäuble mówiąc o kontroli granicznej między Polską a Niemcami miał na myśli kordon sanitarny. Acz nie jestem Freudem, czy też Jungiem, śpieszą zapewnić niemieckiego ministra, że ta choroba – dyplomatolizm – nie jest zaraźliwa, ale my, Polacy nie możemy nazbyt wiele dawkować sobie informacji typu: powiedział, że nie powiedział tego, co powiedział. Bo jednak klepki samoistnie się obluzowują.

c5kmgvqxuaez8rm

>>>

TRUDNO W TO UWIERZYĆ, ALE TO SIĘ DZIEJE NAPRAWDĘ!!!

c5d0p2uwiaeawa6

TEN, KTÓRY CIĄGLE POTRZEBUJE OD NAS PIENIĘDZY JEST WYSOKO NA LIŚCIE NAJBOGATSZYCH POLAKÓW. A WY, NA KTÓRYM JESTEŚCIE MIEJSCU, NA TEJ LIŚCIE?

c5gy7b3wcaabrgs

Paweł Wroński („Wyborcza”) pisze, jak Andrzej Duda przestał być zwierzchnikiem armii. Minister obrony narodowej Antoni Macierewicz zakazał najważniejszym dowódcom Wojska Polskiego bezpośredniego kontaktu z prezydentem Andrzejem Dudą.

jak-macierewicz

Ustny zakaz kontaktów z prezydentem dla szefa sztabu, dowódcy generalnego i dowódcy operacyjnego sił zbrojnych został wydany jesienią przez szefa MON. Po co? Powody są co najmniej dwa.

c5f8bm5w8aa2bfl

Po pierwsze, nie informować prezydenta

Według zamysłu Macierewicza Andrzej Duda o sytuacji w armii ma wiedzieć jak najmniej. Powód? Generałowie dopominali się m.in. interwencji zwierzchnika sił zbrojnych w sprawie niektórych nominacji, a także wyjaśnień, na czym ma polegać zmiana systemu dowodzenia i jak ma wyglądać nowy program modernizacji technicznej sił zbrojnych.

– Wygląda na to, że prezydent już się pogodził z faktem, że nie ma wpływu na sytuację w wojsku. W gronie bliskich współpracowników stwierdził nawet, że nie tylko on ma problemy z Antonim Macierewiczem – twierdzi nasz informator z Pałacu Prezydenckiego. – W relacjach z szefem MON Andrzeja Dudę reprezentuje Paweł Soloch. Szef BBN jest zwany w Pałacu Harrym Potterem i najwidoczniej Macierewicza się boi. Obecnie sytuacja jest taka, że każdemu spotkaniu prezydenta z kadrą dowódczą towarzyszy minister Macierewicz – dodaje nasz rozmówca.

Krytyczne wypowiedzi na temat kierowania siłami zbrojnymi w obecności prezydenta spowodowały już dymisję inspektora sił powietrznych gen. Tomasza Drewniaka.

Nasi rozmówcy twierdzą, że jedyną osobą w Pałacu Prezydenckim, która ma szczegółowe informacje na temat sytuacji w siłach zbrojnych, jest gen. Jarosław Kraszewski, artylerzysta, który m.in. był w Iraku. Generał jest pracownikiem Biura Bezpieczeństwa Narodowego.

Po drugie, wpłynąć na decyzje Andrzeja Dudy

Powodem zakazu kontaktów wyższych oficerów z prezydentem była też szczególna troska Macierewicza o to, by nikt nie wpływał na Andrzeja Dudę przy personalnych wyborach, szczególnie przy wyborze najważniejszym: szefa Sztabu Generalnego.

Aby dopilnować korzystnego dla siebie rozwiązania, minister obrony uknuł nawet małą intrygę. Na przełomie października i listopada Andrzej Duda w Dowództwie Operacyjnym Sił Zbrojnych miał rozmawiać o wyzwaniach, jakie stoją przed wojskiem, oraz o projekcie reformy systemu dowodzenia siłami zbrojnymi. Ku zaskoczeniu prezydenta na miejscu witał go zastępca dowódcy. Sam dowódca – gen. Marek Tomaszycki – przebywał wówczas w podróży służbowej. Najprawdopodobniej był w Afganistanie, gdzie przygotowywał kolejną zmianę w polskim kontyngencie, o czym dobrze wiedział minister Macierewicz.

Prezydent uznał nieobecność za despekt ze strony dowódcy operacyjnego, a sprawa miała istotne znaczenie: gen. Tomaszycki, świetnie mówiący po angielsku i mający bardzo dobre notowania w NATO, miał być według nieoficjalnych informacji faworytem Pałacu Prezydenckiego przy wyborze szefa Sztabu Generalnego. Natomiast szefowi MON zależało na nominacji gen. Leszka Surawskiego.

I dopiął swego: Surawski 31 stycznia został szefem Sztabu Generalnego WP.

Gen. Surawski w ostatnim czasie stał się jednym z najbliższych współpracowników ministra Macierewicza. To on m.in. wskazał nowego dowódcę generalnego sił zbrojnych: gen. Jarosława Mikę, dowódcę 11. Dywizji, podobnie jak gen. Surawski – czołgistę.

PIĘKNE PODSUMOWANIE WOJTKA KUSSOWSKIEGO

c5f_qrbwyaereb4

KOGO SIĘ TAK SZYDŁO BOI??? POLAKÓW? 

c5g0e0aw8aal91x

Bartosz T. Wieliński pisze o żałosnych pisowskich występach w Monachium. Politycy PiS nie chcą zrozumieć, że państwo traci, gdy polityka zagraniczna jest tylko pochodną krajowej. A gdy rozgrywają wewnętrzne interesy w międzynarodowych gremiach, stają się śmieszni.

INTERNAUCI PODPOWIADAJĄ. MACIEREWICZA OSZUKUJE DILER.

c5gb3cewqaadc_f

W 2007 r. rząd PiS zbojkotował konferencję bezpieczeństwa w Monachium, gdy Władimir Putin groził Zachodowi zimną wojną. – Gdyby tam był Jarosław Kaczyński, to mogłoby dojść do rękoczynów z Putinem – tłumaczył absencję ówczesnego premiera Marek Kuchciński. Coś w tych słowach było proroczego, bo w tym roku, gdy politycy PiS stawili się w Monachium silną grupą, emocje sięgnęły zenitu.Szef MSZ Witold Waszczykowski ściął się publicznie z wiceprzewodniczącym Komisji Europejskiej Fransem Timmermansem – Holendrem znienawidzonym przez „dobrą zmianę” za to, że nadzoruje procedurę monitorowania praworządności w Polsce.

Do Monachium od pół wieku najważniejsi politycy, dyplomaci i eksperci przyjeżdżają dyskutować o bezpieczeństwie zachodniego świata. W tym roku ta kwestia jest paląca. Nie wiadomo bowiem, czy Ameryka pod rządami prezydenta Trumpa nie wycofa się z Europy.

Co miał o tym do powiedzenia minister obrony Antoni Macierewicz? Ano tyle, że „zamach” w Smoleńsku był etapem rosyjskiej agresji, tak jak wojna w Gruzji czy aneksja Krymu. Wcześniej wzywał NATO, by pomogło wyjaśnić, co wydarzyło się 10 kwietnia 2010 r., choć Sojusz przyczyn katastrof lotniczych nie bada.

Politykę zagraniczną nieustannie miesza z wewnętrzną Jarosław Kaczyński. Trafił ostatnio na nagłówki gazet, gdy okazało się, że straszył Angelę Merkel podczas jej wizyty w Warszawie możliwym żądaniem ekstradycji Donalda Tuska. Merkel chciałaby, by przewodniczący Rady Europejskiej pozostał na tym stanowisku następne dwa i pół roku. Kaczyński zaś widzi Tuska przywożonego do Warszawy w kajdankach wojskowym samolotem…

Kaczyński nie jest pierwszym przywódcą partyjnym, który lekceważy dyplomację. Co do występów szefa MON – szkoda słów. Ale rolą ministra spraw zagranicznych jest dbać o reputację kraju, dyplomatycznie zacierać złe wrażenie. Waszczykowski tego nie potrafi. Gdyby w piątek trzymał nerwy na wodzy, nie myślał o tym, jak wypadnie w „Wiadomościach” TVP, czy o tym, co powie Kaczyński. Gdyby zachował się jak dyplomata.

Timmermans jakby tylko czekał na okazję. Podczas dyskusji z Waszczykowskim wspomniał październikowy strajk kobiet w Polsce, mówił o niezależności sędziów. Gdy polski minister wypomniał mu brak sądu konstytucyjnego w Holandii (funkcję tę pełni tam rada państwa), z uśmiechem odpowiedział, że skoro polska konstytucja przewiduje trybunał, to rząd nie powinien go niszczyć. Skrytykował też obraźliwe i nierzeczowe odpowiedzi polskiego rządu na zalecenia Komisji Weneckiej.

A gdy Waszczykowski prosił, by pozwolić Polakom przestrzegać ich konstytucji, „a nie waszej wizji konstytucji”, Timmermans odparł, że niczego innego od Polski i dla Polski nie chce.

Spektakl ten przypomniał siedzącym na sali głowom państw, szefom rządów, ministrom, na czym polega spór między Unią a rządem PiS i jakie skutki może mieć dla Europy. I że ten trwający od roku konflikt trzeba wreszcie rozwiązać.

c5gj-7qwyaesjen

Waldemar Mystkowski pisze o TVP, które nie powiadomiło widzów, że Agnieszka Holland zdobyła wielką nagrodę filmową.

KACZYŃSKI COFA POLSKĘ DO LAT DZIECIŃSTWA. DO WSZYSTKICH KOSZMARÓW, KTÓRE WTEDY POLSKĘ RUJNOWAŁY.

c5givokwqaa5_if

PiS zmniejsza Polaka i obywatela

pis-zmniejsza

Zanadto nie martwi mnie, że PiS sekuje kulturę, odmawia pieniędzy na dzieła ważne dla substancji duchowej narodu. One tak czy siak zostaną dowartościowane, kultura zawsze była niezależna od źródeł finansowania, może dlatego tak często wybitni twórcy ubodzy.

PRL bał się twórców, starał się ich podporządkować, łożył pieniądze, a ci – oprócz integralnych akolitów – mieli zupełnie inny światopogląd, niż zadekretowany. Dlatego nie zanadto obrażam się na Piotra Glińskiego, iż podzielił pieniądze na wsparcie przedsięwzięć kulturalnych wśród twardych pisowców i katolików, bo oni nie są w stanie wznieść ponad przeciętność. Będziemy mieli gnioty typu film „Smoleńsk”, którego nikt nie chce oglądać, bądź ten rydzykowy „Zerwany kłos”.

Martwi mnie przekaz do społeczeństwa, do odbiorców. To jest najbardziej krucha materia, bezbronna, gdy zwalczana jest kultura (o w tym kontekście nie boję się nazwać: kultura narodowa, bo taką jest wszystko, co stwarzane jest w narodzie, arcydzieła i kicze). Część odbiorców będzie pozbawiona obrazu polskiej kultury aktualnie powstającej, będzie pozbawiona tych drożdży, które pozwalają uczestniczyć w dialogu z nowymi zjawiskami społecznymi, kulturowymi. I nie chodzi nawet o aktywne zajęcie głosu, ale o świadomość, iż coś takiego się dzieje.

PiS uderza w duchowość polskiego społeczeństwa, zubaża Polaków. Metaforycznie można to opisać, iż pozbawia części Polaka w Polaku, w obywatelu obywatela. Władza PiS zmniejsza ludzi, trawestując: „Prezesie, zmniejszyłem wyborców” – mógłby zameldować Jacek Kurski. I taka dokonuje się operacja zmiany, „dobrej zmiany” w mediach pisowskich. Zmienia się z normalnego na „dobre”, na małe, wówczas zrozumiałe dla prezesa i jego akolitów.

Agnieszka Holland odnosi sukces na festiwalu filmowym w Berlinie zdobywając „Pokotem” Srebrnego Niedźwiedzia, w mediach tzw. narodowych do tego stopnia zmniejszyli ten sukces, że w ogóle nie poiformowano o nim. Za duży to sukces, przerasta ich. Oczywiście, że w innych mediach informacja została podana, bo jeszcze nie mamy cenzury, ale część odbiorców , nawet tych najbardziej biernych, została przefasowana na pisowską małość, na zmniejszenie. Dużo, niedużo? Może to tylko milimetr, ale w kulturze to czasami dużo.

Na to się oburzam, na to, że zmniejszają Polaków. Beata Szydło może nie lubić genialnej „Idy” Pawlikowskiego, nawet to rozumiem, bo sama dawno została zmniejszona i nie wróżę jej powrotu do normalności, więc „Ida” będzie poza jej zasięgiem, ale dlaczego zmniejszają wielu młodych Polaków nieświadomych tej operacji zmniejszania?

ILU JESZCZE POSŁÓW PiS TAK KŁAMIE???

c5gdoomwqaeanoa

NA WAWEL LIMUZYNĄ, DO DOMU SAMOLOTEM – „PRACA I POKORA” W PAŃSTWIE PiS

c5ga2g8xuaedxap

Kleofas Wieniawa pisze o międzynarodowej dedradacji Polski pisowskiej.

polska-pisowska

Czy politycy PiS uświadamiają sobie, iż doprowadzili do sytuacji zdegradowania Polski do drugiej ligi. Może mają oczy dookoła głowy, bo rozumu raczej nie mają tak usytuowanego.

Podczas 53. Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium zasłynął najbardziej Witold Waszczykowski, który jak Reytan bronił dewastacji demokracji i prawa w Polsce przed mieszczaninem – w dobrym znaczeniu – wiceszefem Komiji Europejskiej Holendrem Fransem Timmermansem.

Otóż Waszczykowski odkrył z właściwą mu emfazą, iż w Holandii nie na Trybunału Konstytucvyjnego. Ale ten niezbyt lotny dyplomata nie odkrył, że w tym kraju żadnemu politykowi nie przyjdzie do głowy, aby łamać konstytucję. Holandia ma jedną z najbardziej utwardzonych demokracji i może być przykładem dla całego świata zachodniego, włącznie z krajami anglosaskimi.

Zaś Andrzej Duda nie spotkał się z wiceprezydentem USA Mike’m Pencem, bo już z Dudą niewielu chce sie spotykać. Nie jest żadnym partnerem, a wydawałoby się, że do Jankesa nie jest tak trudno dotrzeć, bo nie nazbyt wielu było prezydentów w Monachium. Duda zaś mógł usłyszeć z ust Pence’a, iż światowym bohaterem walki z komunizmem jest Lechem Wałęsa. Wyobrażam sobie jak w tym momencie Duda zrobił swoją minę papuśnego zdziwienia.

Był jeszcze Antoni Macierewicz w stolicy Bawarii, ten niestety ma renomę taką, na jaką zasługuje także w kraju, ministra od zamachu smoleńskiego. Zawsze w takich wypadkach polscy ministrowie obrony spotkali się z sekretarzem obrony USA, ale nie Macierewicz.

Spadamy we wszystkich klasyfikacjach, w Unii Europejskiej w połowie marca dowiemy się z „białej skiegi” kierunku reform, którą przedstawi Komisja Europejska, zostaliśmy zdegradowani do ostatniej prędkości integracji, bo takie zostaną wyznaczone krajom członkowskim. Nie będziemy sami, bo z Węgrami.

Może już nawet nie jesteśmy w drugiej lidze, ale w trzeciej, dzieki takim złamanym ludziom i politykom, którzy niewiele mają do powiedzenia, jak Waszczykowski, Duda, Macierewicz.

PAŃSTWO PiS, PONAD PRAWEM

c5dxn1xwcaehodg

MA RACJĘ?

c5dwy1rxaauv-v

>>>

c4_oay5waaea5ps

Jarosław Kaczyński zrobił sobie z Wawelu prywatny zamek.

SŁOWO NA NIEDZIELĘ – PIĘKNE :))))

c4_o11pwmaarnjg

Każdego 18. dnia miesiąca – w miesięcznicę pogrzebu pary prezydenckiej – prezes Kaczyński odwiedza grób brata i bratowej. Pod Wawelem zebrało się w sobotę kilkadziesiąt osób. Przynieśli ze sobą tabliczki ze znakiem zakazu wjazdu i hasłami: „Nekropolia nie dla PiS-u”, „Stop upartyjnianiu Wawelu”, „Módl się prywatnie nie w blasku fleszy”. Skandowali: „Wawel królów, nie prezesów”, „Wawel wolny, nie PiS-owski”, „Modli się człowiek, a nie partia”, „Tu Jest Wawel, a nie Nowogrodzka”. Manifestujący – których od drogi na Wawel oddzielały barierki – nie próbowali zablokować wjazdu samochodów, wiozących m.in. prezesa PiS. Padły tylko okrzyki: „Będziesz siedzieć!”.

O co chodzi organizatorom protestu?

– Jesteśmy tutaj, bo nie zgadzamy się na upolitycznienie Wzgórza Wawelskiego. Pan prezes Jarosław Kaczyński przyjeżdża na grób swojego brata i jego małżonki, ale robi to w sposób polityczny i widowiskowy, przyjeżdża razem z notablami partyjnymi, urządzając niejako partyjną szopkę. Temu się sprzeciwiamy – mówił Tomasz Puła, jeden z organizatorów protestu. Dodał, że krokiem do odpolitycznienia Wawelu byłaby likwidacja barierek, które są rozstawiane, gdy przyjeżdża prezes PiS. Jak podkreślił Puła, nie chodzi o zabronienie posłowi Kaczyńskiemu odwiedzania grobu brata, tylko „powinno się to odbywać w inny sposób”.

Paweł Wroński („Wyborcza”) pisze o kolejny przekręcie Macierewicza. W poniedziałek minister Antoni Macierewicz ma ogłosić przetarg na zakup 16 śmigłowców dla polskiej armii. Osiem ma zostać przeznaczonych dla sił specjalnych, osiem dla Marynarki Wojennej. Prześledźmy, co do tej pory mówił na ten temat.

macierewicza-opowiesc

* 10 października został zerwany kontrakt na 50 śmigłowców H225M Caracal firmy Airbus. Pierwszych 16 tych maszyn miało wylądować w Polsce w 2017 r.
Szef MON natychmiast pojechał do zakładów Sikorsky w Mielcu i na tle śmigłowców Black Hawk ogłosił: „Mam nadzieję, że tymi śmigłowcami będą latały polskie siły specjalne”, bo jeśli rozmowy uzyskają zwieńczenie, „to w tym roku pierwsze śmigłowce pozwalające na realizację ćwiczeń zostaną dostarczone”.

* 11 października precyzował, że w 2016 r. będą dwa śmigłowce, w 2017 r. – osiem, a potem – 11; dodał, że chodzi o śmigłowce z Mielca.

* 16 października w TV Trwam zapowiedział budowę polsko-ukraińskiego śmigłowca dla armii krajów Europy Środkowej.

* 18 października Beata Perkowska z MON informowała, że do rozmów w sprawie śmigłowca zaproszono zakłady z Mielca, Świdnika oraz koncern Airbus.

* 8 listopada Macierewicz stwierdził, że jego oferta tylko dla Mielca „nigdy nie była aktualna”.

* 21 listopada stwierdził jednak, że pierwsze śmigłowce (Black Hawk) będą dostarczone wojskom specjalnym do końca roku.

* 10 stycznia br. Bartłomiej Misiewicz oświadczył, że dostawa dwóch pierwszych maszyn do prób i szkolenia opóźnia się z przyczyn niezależnych: „Okres świąteczny, to chwilowe przesunięcie. Jesteśmy w trakcie kończenia koncepcji offsetowej. Nie chcemy, by było to robione jak za poprzedników, gdy uniemożliwiono producentom mającym zakłady w Polsce stanięcie do przetargu na równych zasadach”.

Kolejny termin? „Styczeń, maksymalnie przełom stycznia i lutego”.

* 18 stycznia minister przedstawił kolejną wersję: „Pierwsze dwa śmigłowce na przełomie stycznia i lutego zostaną dostarczone polskim siłom specjalnym. Co do pozostałych, czyli 14 śmigłowców, które zostaną nabyte w tym roku, jesteśmy w trakcie wybierania oferty od trzech przedsiębiorców, którzy zgłosili się do tego konkursu, tzn. od Mielca, od Świdnika i od Airbusa”.

* 9 lutego: „Właśnie przed chwilą, gdy wchodziłem, powiedziano mi, że najpóźniej będzie to marzec tego roku” [co oznacza następny miesiąc opóźnienia].

Ogłoszenie przetargu oznacza, że armia nie dostanie nowych kilkunastu śmigłowców w tym roku. Żaden polski zakład nie zdoła ich bowiem wyprodukować, a to jest warunek ministra. Chyba że Macierewicz kupi przygotowane przez Airbusa dla Polski caracale?

OTO OBIECANA KONSTYTUCJA DLA BIZNESU… A RACZEJ DLA PiSNESU. Bo to przecież nie firma ma zarobić, ale państwo.

c5czuiewqaqutrz

Waldemar Mystkowski pisze o Fransie Timmermansie i jego zabiegach o demokrację w Polsce.

timmermans

Timmermans walczy o państwo prawa w Polsce

c452comukam89gl

Nie PiS będzie płacić za wpadki (w istocie nie wpadki, a poglądy prezesa Kaczyńskiego) swoich polityków na arenie międzynarodowej. Zapłacimy za Mateusza Morawieckiego, czy za Witolda Waszczykowskiego. Dorzucą swoje Beata Szydło i Andrzej Duda, którzy nie są żadnymi samodzielnymi bytami politycznymi, ale emanacją prezesa.

Morawiecki robi karierę na Zachodzie ze swoim „prawo nie jest najważniejsze”, jest wpisywany na „prestiżową” listę postaci, którzy popisali się identycznymi stwierdzeniami. Niestety, są to tylko faszyści z Hansem Frankiem na czele. Niech nikt nie twierdzi, że to przypadek, bo determinacja, z jaką bronił bezprawia w rozmowie z Timem Sebastianem w Deutsche Welle, a przede wszystkim zniszczenie Trybunału Konstytucyjnego i przymiarka do takiego samego zniszczenia niezależności sądownictwa, są wehikułem PiS do faszyzacji życia publicznego w kraju.

Musimy bić w bębny, w dzwony, w polityków opozycji, aby nie ustępowali pola zagrożeniu wewnątrz kraju, dla Polski zagrożeniem jest Jarosław Kaczyński i jego partia. Każdy dzień przybliża nas do reżimu, a tym samym do osamotnienia w Europie, a później nie muszę dopowiadać, jakie będą odzywki w Paryżu, czy w Londynie, iż „nie będą chcieli umierać za Gdańsk, Warszawę i Poznań”.

Przyjaciel Polski – wielki, nie boję się tak go określić – wiceszef Komisji Europejskiej, Frans Timmermans ponagla kraje członkowskie Unii Europejskiej, aby przyszły z pomocą w sporze o kontrowersyjną reformę wymiaru sprawiedliwości w Polsce.

Timmermans namawia wszystkie kraje, oprócz Niemiec, których relacje z Polską są obciążone historycznie. Pomóc Polsce – to znaczy postawić tamę zawłaszczania prawa przez PiS, aby obronić państwo prawa. Musimy sobie uświadomić, iż zniszczenie niezależności sądów, jest tożsame ze zniszczeniem opozycji. PiS będzie z każdym z nas mógł zrobić, co zechce. Najpierw zastraszyć, a jak to się nie uda, posadzić za kratami. Do tego sprowadzi się „reforma sądownictwa”.

Polska jest wypychana z reformującej się Unii Europejskiej, dosadnie przekonamy się już w połowie marca, gdy Komisja Europejska przedstawi „białą księgę” kierunków reform UE na najbliższą dekadę, która ma być wstępem do reformy instytucji unijnych i UE. Unia zmierza do ściślejszej integracji, a tym samym „różnych prędkości” dla poszczególnych krajów.

Niestety z pomysłami Ferdynanda Kiepskiego Kaczyńskiego znajdziemy się w ogonie unijnym wraz z Węgrami. A może jeszcze gorzej, bo głośno już jest wyrażana (choćby przez premiera Walonii Paula Magnette’a), iż po Brexicie winien nastąpić Polexit, Hunxit.

Potrzebna – jak nigdy dotąd – jest w kraju współpraca opozycji – elit politycznych i społeczeństwa obywatelskiego. Jeżeli teraz nie zadbamy o kraj i o siebie, za jakiś czas może być za późno, bo PiS skutecznie nas rozpirzy, skłóci, a niektórych posadzi.

ŁODZIANIE DZIŚ WYSZLI NA ULICE. POWIEDZIELI „NIE” DLA PiS-OWSKICH ZMIAN W SAMORZĄDACH. NIE ODDADZĄ MIASTA KACZYŃSKIEMU. SZACUNEK!!!

c49t2rxxaaewxgf

Kleofas Wieniawa pisze o „Uchu prezesa”.

pis-niespelna

Prezesem TVP jest niezbyt lotny człowiek – Jacek Kurski. Dlaczego nim się zajmuję? Tak wypadło w czasie smuty PiS.

Ten nielot o „Uchu prezesa” Kabaretu Moralnego Niepokoju był się wypowiedzieć, iż bohaterowie wykreowani przez Roberta Górskiego są „niespełna władz umysłowych albo kanalie”.

Oczywistym, dla mnie jest, że ten kabaret nie uderzy w PiS, w partię Kaczyńskiego, gdyż uderzy w nich talent literacki i to miary Alfreda Jarry, bądź Bertoda Brechta. I tak się stanie, taka rzecz powstanie, a może już powstała.

Kaczyńskiego nie potrzeba zamykać w żadnej metaforze, wystarczy cytować go in exteso, kompromituje się intelektualnie. Jest sam w sobie groteską.

Więc wybierzcie ten „dylemat” – ”niespełna władz umysłowych albo kanalie” – spośród 4 zdarzeń tylko z tylko dwóch dni.

1. Antoni Macierewicz przekonuje NATO do katastrofy smoleńskiej.

2. Mateusz Morawiecki w Deutsche Welle twierdzi, iż prawo nie jest najważniejsze. Czyli optuje za bezprawiem.

3. Waszczykowski stwierdza, iż Holandia nie spełnia standardów europejskich, gdyż nie posiada Trybunału Konstytucyjnego.

4. Prezes Jarosław Kaczyński „patriotyczne” donosi na Donalda Tuska i chce go ścigać Europejskim Nakazem Aresztowania.

To nie kabaret, to tylko pisowski urobek z dwóch dni na polu buraczanym. Za główki robią ich głowy. „Niespełna władz umysłowych albo kanalie”?

Odszedł kwiat, odfrunął szczególny anioł – Jan Nowicki. Wszyscy żegnamy nasz skarb – Danutę Szaflarską, która zmarła w wieku 102 lat.

c5cyuldwaaip0vi

>>>