PiS zostanie wymazany z historii. Za 20 lat nikt nie będzie znał nazwisk tych nikczemników, zostaną po nich elektrownie węglowe, wycięte lasy i choroby

Posted: 4 lutego 2017 in Polityka
Tagi: , , , , , , , , ,

tokarczuk

INTERNAUCI NIE WYTRZYMALI… I WCALE SIĘ NIE DZIWIMY. TO PO PROSTU WIELKI WSTYD!!!!!

c3xexydxaaawrx1

Świetny tekst w „Wyborczej” młodego publicysty Stanisława Skarżynskiego o Kaczyńskim.

Poseł Kaczyński ma problem. Musi rządzić osobiście, bo nie ma wyjścia: jeśli się cofnie, nikt nie będzie naprawiać błędów podwładnych, jeśli obejmie stanowisko w państwie – nie zdoła ogarnąć całości.

Na ręcznym sterowaniu w przepaść. Jarosław Kaczyński wychodzi z cienia

kaczynski

Wszelka zdolność decydowania od roku paruje z instytucji państwa i skrapla się w gabinecie prezesa PiS-u przy Nowogrodzkiej w Warszawie. Obsada ministerstw i rad nadzorczych spółek skarbu państwa, stanowisk sędziów TK, stanowisko rządu w sprawie aborcji, kwestia składania przez prezydenta podpisu pod ustawami – żadna z tych rzeczy nie jest poza zasięgiem Jarosława Kaczyńskiego.

Centralizacja władzy jest nieodmiennym skutkiem zaprowadzania w państwie autorytaryzmu i na pierwszy rzut oka wydaje się to właściwe i skuteczne, bo jest spójne ze Schmittowskim decyzjonizmem, do którego odwołuje się PiS, a w którym władzy nie stanowi się poprzez prawo, ale wbrew prawu, bo suwerenny jest ten, kto podejmuje decyzję o stanie wyjątkowym. Jednak ta centralizacja jest największą słabością autorytaryzmu, bo nie da się jej na dłuższą metę pogodzić z wymogami nowoczesnego państwa. I to, co się dzieje ostatnio w obozie partii rządzącej, jest doskonałą tego ilustracją.

Tłem dzisiejszych problemów Kaczyńskiego jest paradoks – im bardziej scentralizowana władza (czy to w partii, czy to w zwykłej firmie), tym częściej ważne stanowiska otrzymują głupcy – bo tylko oni nie są w stanie stworzyć realnego zagrożenia dla tego, kto ich powołuje na stanowiska. Zarazem jednak głupcy czynią głupstwa, a te trzeba naprawiać, co prowadzi do lawinowego wzrostu liczby spraw trafiających do centrali.

Oto błędne koło autorytaryzmu: powierzenie części władzy człowiekowi zdolnemu pozwala piramidę zaległości zredukować, ale zarazem ryzykuje się wyhodowanie sobie konkurenta. Autorytaryzmy starają się z tej sprzeczności wybrnąć metodami policyjnymi, ale jeśli policja polityczna ma spełniać swoje zadania, nie może nią kierować głupiec, a człowiek roztropny może zagrozić mocodawcom.

Za pierwszych rządów Kaczyński (2005-07) oparł się na ludziach samodzielnych i odpowiedzialnych za swoje decyzje polityczne. Pełną autonomię miał prezydent Lech Kaczyński, pozycja koalicjanta dawała dużą samodzielność Andrzejowi Lepperowi i Romanowi Giertychowi, ale też sam Jarosław Kaczyński opierał się wówczas na ludziach zupełnie innych niż obecnie, byli to np. premier Kazimierz Marcinkiewicz czy marszałek Sejmu Marek Jurek.

Pierwszy rząd PiS-u skończył się katastrofą. Jarosław Kaczyński zastąpił wybijającego się na samodzielność Marcinkiewicza i próbował łączyć zarządzanie partią z rządzeniem krajem. Jurek zażądał wpisania ochrony życia do konstytucji; gdy tego nie dostał – odszedł z partii. Lepper i Giertych stale rzucali prezesowi kłody pod nogi, a i prezydent Kaczyński potrafił nie tylko mieć inne zdanie, ale także go nie ukrywać.

Jak się zdaje, dzisiejszy obóz władzy właśnie zbyt dużą samodzielność współpracowników i autonomię instytucji państwa uznał za przyczynę porażki swego pierwszego rządu – postanowił więc całą władzę podporządkować partii. Prezesowi, szeregowemu posłowi, miało to pozwolić ograniczyć liczbę podejmowanych decyzji i zachować kontrolę nad wszystkim. Chyba jednak przesadził w drugą stronę – skutkiem obsadzenia całego państwa ludźmi posłusznymi, ale pozbawionymi formatu politycznego jest to, że do centrali PiS-u trafia dziś dosłownie każda sprawa, co wypycha Kaczyńskiego z roli szarej eminencji do pierwszego rzędu.

Oczywiście i wcześniej zdarzało się, że wprowadzał korekty, ale z drugiego rzędu. Np. gdy kombinującej nad obietnicą obniżenia wieku emerytalnego partii – bo czy budżet to wytrzyma? – przypomniał, że skoro PiS obiecał 60 lat dla kobiet i 65 dla mężczyzn, to tak będzie. Wiadomo było, że Kaczyński we wszystkim ma swój udział, ale twarz decyzjom zawsze dawał ktoś inny: wojnę z TK firmował poseł Piotrowicz, a demolkę w polskiej dyplomacji – minister Waszczykowski.

W grudniu zaś coś w tej strukturze pękło. Najpierw dyskretnie, gdy Jarosław wyszedł przed kamery, żeby tłumaczyć pomysły Marka Kuchcińskiego na organizację pracy mediów w Sejmie, a wkrótce już zupełnie otwarcie, gdy prezes na konferencji prasowej zasiadł w centralnym miejscu – premier i marszałek Senatu po jednej jego stronie, a marszałek i wicemarszałek Sejmu po drugiej – i zabrał głos jako pierwszy. Posiedzenie w Sali Kolumnowej było w porządku – ogłosił i posłusznie przyjęli to do wiadomości senatorowie i prezydent Duda, który szybko budżet podpisał.

W styczniu komentatorów zaskoczyło wyjście prezesa przed kamery w celu upokorzenia Zbigniewa Ziobry i poinformowania TK, że „nie będzie miał innego wyjścia”, niż stwierdzić, że nie ma uprawnień do rozpatrzenia wniosku prokuratora generalnego, który chciał zbadania zgodności uchwały Sejmu z konstytucją. Ostatnio Kaczyński sam ogłosił planowane zmiany w ordynacji do samorządów i zapowiedział, że będzie „przekonywał Trybunał Konstytucyjny”, że ograniczenie liczby kadencji w samorządach można wprowadzić wtedy, kiedy uważa to za stosowne prezes PiS-u.

Obserwujemy to samo co za pierwszego rządu PiS-u: po roku Kaczyński wychodzi z cienia. Inna jest jednak przyczyna – wszystko wskazuje na to, że stał się niezdolny do cichego sterowania olbrzymią liczbą pionków, które sam rozstawił, a których działania powodują w Polsce chaos. Efekt jest groteskowy: szeregowy poseł osobiście, bez pośredników, rządzi Polską, ale nie ma innego wyjścia – jeśli się cofnie, nikt nie będzie naprawiać błędów polityków partii rządzącej; jeśli pójdzie do przodu i obejmie stanowisko w państwie – straci zdolność kontrolowania całości. Rządy prawa mają swoje wady, ale prezes właśnie się przekonuje, że nie inaczej jest w przypadku ręcznego sterowania.

c3w_fq1weaadgxi

ONI TEŻ KRYTYKOWALI POPRZEDNIKÓW. A DOJĄ AŻ TRZESZCZY. NA SAMEGO RYDZYKA TO JUŻ KILKADZIESIĄT MILIONÓW ZŁ POSZŁO

jaroslaw-kaczynski

Plan Morawieckiego sypie się. Pisze o tym Witold Gadomski. We wtorek Rada Ministrów po raz kolejny dyskutowała o strategii na rzecz odpowiedzialnego rozwoju przygotowanej przez wicepremiera Mateusza Morawieckiego. I tu zaskoczenie: nie tylko jej nie przyjęła, ale wręcz uznała, że jest niedopracowana. Premier Beata Szydło oświadczyła, że „nie do końca spełnia oczekiwania”.

morawiecki

Morawiecki uspokajał, że chodzi o poprawki redakcyjne i „zaledwie jedną lub dwie merytoryczne”, ale sprawa wydaje się poważniejsza. Ekipa PiS prezentuje się na zewnątrz jako monolit. Politycy wygłaszają formułki przygotowane przez biuro propagandy i nie krytykują nawet najbardziej absurdalnych wypowiedzi, np. takich jak ta autorstwa Antoniego Macierewicza o mistralach sprzedanych za dolara. Krytyka dokumentu Morawieckiego świadczy więc o tarciach w PiS i o tym, że niektórzy chętnie pozbyliby się wicepremiera.

Morawiecki ma coraz większe ambicje polityczne. Zdołał już obsadzić swoimi ludźmi wiele stanowisk w rządowych agencjach i spółkach skarbu państwa. Nie zadowala się rolą wynajętego technokraty. Ekonomiczne i menedżerskie kompetencje (prawdziwe lub iluzoryczne) mają być dla Morawieckiego przepustką do wielkiej polityki, a być może dać stanowisko „delfina”. Tyle że do tej roli chętnych jest wielu. A skoro największym aktywem wicepremiera jest jego strategia, niechętni mu politycy PiS pokazują jej słabości.

Strategia rzeczywiście ma wiele wad, choć pewnie innych, niż wskazują jej krytycy w PiS.

Niebawem minie rok, od kiedy wicepremier przedstawił zarys swojego planu. Ministrowie przyjęli wówczas wystąpienie Morawieckiego owacją, a Jarosław Kaczyński ocenił, że to „najlepszy plan gospodarczy od 27 lat” – w domyśle: lepszy od planu Balcerowicza.

Nie sposób jednak obu dokumentów zestawiać. Plan Morawieckiego przypomina tworzone w PRL plany wieloletnie, w których określano, jakie konkretnie zakłady zostaną zbudowane, ile górnicy wydobędą węgla, a hutnicy wytopią stali. Propaganda PRL nieustannie trąbiła, że plany były przekraczane, choć nigdy nie były wykonywane.

W strategii pełno jest zapisów, których nie powstydziłby się Hilary Minc rządzący gospodarką PRL w latach 50. Oczywiście nie chodzi o powrót do technologii sprzed pół wieku, ale o to, że cele planu Morawieckiego są równie szczegółowe i oparte na równie mglistych podstawach jak Minca „plan sześcioletni”.

W ramach projektu „Batory” mają powstać promy pasażerskie, projekt „Lukstorpeda” przewiduje produkcję polskich pojazdów szynowych, a projekt „Żwirko i Wigura” – polskich dronów. Mają to oczywiście robić zakłady państwowe lub w najlepszym razie prywatne, którym zadania w formie zamówień publicznych zleci państwo.

Dlaczego akurat drony mają być polskim produktem flagowym? Gdzie będą sprzedawane, pod jaką marką, z jakimi produktami będą konkurować? Jakie przewagi ma w tej dziedzinie Polska i gdzie się one uwidoczniły? O tym w strategii Morawieckiego nie ma ani słowa. Publiczne pieniądze mają być przeznaczone na produkcję, którą z jakiegoś powodu wicepremier i jego ekipa uważają za przyszłościową i wartą wsparcia.

Wehikułem finansowym planu Morawieckiego ma być Polski Fundusz Rozwoju (PFR), czyli dawne Polskie Inwestycje Rozwojowe, które minister Bartłomiej Sienkiewicz w podsłuchanej rozmowie określił zdaniem kończącym się na „kamieni kupa”. W ciągu ostatniego roku PFR dofinansował Polską Grupę Górniczą, podniósł kapitał w państwowym Banku Ochrony Środowiska i w Polskiej Grupie Zbrojeniowej, uczestniczył też w nacjonalizacji Pekao SA. Wydawał pieniądze, które wcześniej otrzymał od skarbu państwa, ale wątpliwe, by się zwróciły.

Morawiecki, który miał opinię bezpartyjnego fachowca, okazał się przede wszystkim mistrzem słowa. Każdą porażkę potrafi przedstawić jako sukces, a realne sukcesy gospodarcze ostatnich dekad to dla niego „bożek elit III RP”. Mówi tym samym językiem co Jarosław Kaczyński. Politycy PiS, którzy latami budowali swą pozycję przy wodzu, zobaczyli, że mają konkurenta, który może ich ograć.

Los strategii i jej autora jest więc teraz w rękach lidera PiS.

NOWA KATEGORIA „WIERNYCH” W KOŚCIELE. WSTYD NAM ZA WAS

c30y9aqwiaas8pp

Waldemar Mystkowski pisze o sojuszu Kościoła i PiS.

kaczynski-duda

PiS ma prawo się bać. Może nie cała partia i jej elektorat, bo wielu posłów PiS jest z przysłowiowej łapanki, acz to cyniczni ludzie. Powinni się bać liderzy, którzy sprzeniewierzają się prawu i moralności. Jarosław Kaczyński powinien się bać za całokształt, ale taki Andrzej Duda za konkrety, za wielokrotne złamanie konstytucji i za siew nienawiści. Uważam ten „grzech” za najcięższy: w Żaganiu poszczuł jednych Polaków na drugich, złamał tym samym za jednym zamachem 4. Ewangelie i przykazania św. Pawła z Dziejów Apostolskich.

z21330281vuroczystosc-zawierzenia-grupy-energa-bozej-opatrzn

Dlaczego PiS ma się bać? Otóż partia zawarła sojusz z ołtarzem, tj. z Kościołem katolickim, czego zabrania Konstytucja w artykułach o rodzieleniu ołtarza i tronu (władzy). A PiS zawiera pakt propagandowo-handlowy z Kościołem, a sam Kościół na tę okazję przybiera formę iście barbarzyńską, by nie napisać innowierczą.

Prezesi giełdowej spółki Energa mianowani przez PiS oddali ją pod opiekę Opatrzności Bożej (nie wiem, dlaczego pisze się tę zbitke pojeciową z dużych liter, tak jednak czynią media). Ta uroczystość odbyła się w Kościele Opatrzności Bożej w Gdańsku Zaspie.

Na czym ten średniowieczny sztafaż miałby polegać? Otóż na wspomnianym barbarzyństwie. Na handelku. Wy nam szmal (dary), my dla was „dobrą wieść” (reklamę).

W tym konkretnym gdańskim kościele w pobliżu ołtarza postawiono cztery stojaki z logo spółki Energa (które to logo będzie powtarzane w kościołach w kraju), a Energa złożyła dary w koszu znajdującym się pod ołtarzem. Dobrze czytacie! Na jakie kwoty opiewają czeki, wie tylko Energa (spółka państwowa) i miejscowy kler (funkcjonariusze bytu niebieskiego).

Taki odstawili handelek. Może warto przypomnieć jak Chrystus drobniejszych kupców wywalał z światyni. Otóż za fraki i z odpowiednim słowem. Wielce symptomatyczne są słowa między zawierającymi pakt. Biskup Wiesław Szlachetka mówił, że od początków chrześcijaństwa w dniu Ofiarowania Pańskiego wierni składali dary. Błąd! Spółka państwowa jest instytucją prawa handlowego i własnością państwową, a nie wiernymi. Dary były składane w kościołach przedchrześcijańskich i barbarzyńskich, acz szczątki tej tradycji pozostały w postaci tacy i kolędy. Kościół zawsze utrzymywał się z jałmużny, ale czerpał ją z wiernych, a nie z instytucji.

Niemniej znamienne są słowa strony drugiej wypowiedziane przez wiceprezesa spółki Energa Grzegorza Ksepko, który tym hadelkiem (paktem) zamienił zwykły prąd na „boży prąd”. I właśnie w tej metaforze widzę niebezpieczeństwo dla PiS, ale i ciemny lud może tłumaczyć się tym, że manipulując nieostrożnie przy gniazdku zostanie porażony przez „boży prąd”.

W gniazdku więc mamy „boży prąd” dla maluczkich, Bóg jednak lubi ciskać prąd własnoręcznie. Może dlatego Kaczyński porusza się z ochroną, która nadstawi za niego piersi, gdy Bóg porazi gniewnym gromem, jak Balladynę. Gdy lud nie może, natury unicestwiają zło. Inny Bóg, Zeus Gromowładny, nie szczypał się i wpisał sobie w nazwę własną to, czym lubił rozstrzygać sprawiedliwość: grom.

Niech Kaczyński i Duda nie liczą, że przekupią byt niebieski, który widzi, jak myślą, słowem i uczynkiem rozsiewają zło. Ja zaś liczę na „prąd demokratyczny”, który w postaci obywateli i ich nieposłuszeństwa tak ich razi, że nie pozbierają się, jak Janukowycz po Majdanie.

WARSZAWA XXI WIEK – WEDŁUG POSŁA Z ZĄBEK

c3wuvm9wyaa6vdf

CHAMSKI SKOK NA STOŁKI

c3xussuxuaeyhoz

>>>

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s