I JAK SIĘ CZUJECIE TERAZ, SZANOWNI „FRANKOWICZE”? DOBRA ZMIANA WYDYMAŁA WAS ŚMIEJĄC SIĘ TERAZ PROSTO W OCZY

c4ylankwiaezxlu

Marek Beylin nie ma wątpliwości. Kaczyński wyprowadza Polskę z Unii Europejskiej. Deklaracja Beaty Szydło, że rząd godzi się na „Europę dwóch prędkości”, zapowiada dziejową tragedię Polski. Premier dopowiedziała to, co Jarosław Kaczyński od dawna dawał do zrozumienia: dalej od Unii.

ta-deklaracja

Oznacza to stopniowe wygaszanie naszych związków z UE, bo nie utrzymamy ich, gdy inne państwa, zwłaszcza euroland, będą bez nas pogłębiać integrację. Do czego już się szykują.

A Polska na dalekim skraju Unii to w praktyce Unia bez Polski. To katastrofa dla każdego Polaka niosąca cywilizacyjny regres. Nie byłoby rozwoju Polski bez solidarnej unijnej pomocy. Jeździmy po drogach budowanych za pieniądze Unii, żyjemy w miastach i miasteczkach modernizowanych z jej funduszy. Dzięki unijnemu wsparciu dzieci uczą się w nowocześniejszych szkołach, a studenci mogą w ramach stypendiów kształcić się w Europie. Pozbawiona hojnych dopłat polska wieś znów popadłaby w biedę. A bez inwestycji zasilanych europejskimi funduszami oraz pochodzących z zagranicy stalibyśmy się biedakrajem z rosnącym bezrobociem i ogromnymi nierównościami. Życie bardzo wielu z nas uległoby dewastacji.

Wszystko to nam grozi, bo Polski umieszczającej się na skraju Unii europejska solidarność nie obejmie. Na nowo integrująca się Europa utnie sporą część funduszy tym, którzy do niej nie przystąpią. Na Zachodzie mówi się o tym coraz jawniej.

Będziemy też postrzegani jako kraj niestabilny i niebezpieczny dla inwestorów. Tym bardziej że pod rządami Trumpa niepewne stały się NATO-wskie gwarancje bezpieczeństwa na wschodniej flance. Zmniejszyć te zagrożenia mogłaby nasza obecność w Europie integrującej się również w sprawach obronnych.

To nie jest, niestety, czarnowidztwo, lecz prawdopodobny scenariusz szykowany nam przez PiS. Kaczyński woli poświęcić nasz dobrobyt i uczynić z Polski dzikie pola Europy, niż respektować demokratyczne wymogi Unii.

c4v1xecwiaeqkx

Bardzo ciekawa rozmowa z Kazimierzem Kutzem o atmosferze w Polsce.  Kazimierzem Kutzem rozmawia Robert Siewiorek.

kutz

ROBERT SIEWIOREK: Pozamiatane?

KAZIMIERZ KUTZ*:Wręcz przeciwnie, dopiero się wszystko brudzi. PiS chce długo rządzić, więc ma przed sobą okres, nazwijmy to, heroiczny.

Najbliższe trzy lata to będzie czas demolowania wszystkiego, co było przed nimi. PiS zamierza zdobyć samorządy, lansując ideę, że one w istocie powinny być wybierane przez partie polityczne, a nie przez przedstawicielstwa obywatelskie. Kaczyński chce pozbawić władzy tych, którzy nie są zależni od partii – zwłaszcza od PiS. Jego ludzie przepchną ustawę, w myśl której w nadchodzących wyborach startują wyłącznie partie, co wyeliminuje element obywatelski.

Gdyby im się to udało, to mając za sobą swój żelazny elektorat, mogą mnóstwo naobiecywać, a to umożliwi im zwycięstwo w wyborach parlamentarnych i zmianę konstytucji. Coraz więcej ludzi zaczyna się w tym orientować, więc czeka nas dynamiczna gra z elementami teatru ulicznego.

Dlatego tak ważne są organizacje społeczne.

c4vvcmnwcaalad3

KOD? A przetrwa?

– Wyjdzie z tego kryzysu wzmocniony, mądrzejszy i lepiej zorganizowany, bo tam toczy się normalna, uczciwa demokratyczna walka. Bez względu na to, czy ostatecznie wygra Kijowski, czy ktoś inny, sytuacja w końcu się unormuje. To przejściowy kryzys, normalny w przypadku młodej organizacji bez politycznego i organizacyjnego doświadczenia. Tym bardziej że tam nie było żadnego przestępstwa, jak insynuuje PiS.

Co może zrobić Platforma?

– Powiedzieć lokalnym samorządowcom: popieramy was i nie wchodzimy do samorządów. W Szwajcarii obowiązuje zakaz mieszania się partii politycznych w sprawy samorządów, nie można na tym poziomie uprawiać polityki. Owszem, członek partii może zostać wybrany do samorządu, ale decydują o tym sami wyborcy. Jego partia nie startuje, startują ludzie.

W Polsce też trzeba wypieprzyć partie z samorządów. Właśnie pojawiła się największa od upadku komunizmu szansa na odzyskanie demokracji.

Kaczyński też mówi o uzdrowieniu samorządów. Uważa pan, że nie ma klik w gminach i miastach?

– Pewnie, że są! W wielu miejscach powstały komitety władzy skupione wokół wójtów czy burmistrzów, oparte na miejscach pracy w samorządzie. W końcu miasto jest dużym przedsiębiorstwem. To taka lewa demokracja, która szybko przeobraża się w struktury sitwy: znajomi kolegi, siostra księdza, aptekarz, szwagier naczelnika, nauczyciel, lokalny biznesmen… Podczas każdych wyborów takie towarzystwa wystawiają się na sprzedaż, wskutek czego partia, która chce wygrać, rezygnuje z wystawiania własnego kandydata na burmistrza, bo wiadomo, że on przegra, i zawiera umowę z kliką.

Przykłady?

– W Katowicach prezydent oficjalnie był bezpartyjny, ale partie przed wyborami przychodziły do niego i mówiły: „Nie wystawiamy swojego kandydata, więc jeśli nas poprzesz, po naszym zwycięstwie zostajesz na stołku”. W rezultacie prezydent i jego ekipa raz byli za PiS, a raz za śmis.

c4vqfgsxaainf7v

Czyli dobrze, że PiS rozwala sitwy.

– Nie, bo ten system może też dawać bardzo dobre rezultaty. We Wrocławiu władza samorządowa wyszła z dobrych środowisk – naukowców, młodych działaczy społecznych, ludzi z cenzusami i silnie związanych z miastem, z których prezydent stworzył kadrę profesjonalistów.

Poza tym PiS chce zastąpić stare sitwy nowymi – własnymi. Gdyby rzeczywiście władza w samorządach, o czym Kaczyński tak głośno krzyczy, miała trafić w ręce ludu, to partyjne struktury w terenie, na czele z PiS-owską, by obumarły.

Dlatego musi dojść do obywatelskiego przebudzenia: KOD, kobiety (to właśnie one będą naszym kołem ratunkowym), nauczyciele, studenci. To, że ci ostatni wyszli na ulice aż w 11 miastach, jest niesamowite!

Na niektóre z tych wieców przyszło po kilkadziesiąt osób.

– To nie ma znaczenia. Na następne przyjdą setki, potem tysiące.

Po raz pierwszy studenci demonstrowali w moich Katowicach. Dla mnie to rewelacyjna wiadomość z dwóch powodów. Po pierwsze, do tej pory PiS pocieszał się, że demonstrują przeciw niemu tylko starsi ludzie, „komuniści i złodzieje”, „panie w futrach”, „odsunięci od koryta”. Kaczyński wie, że bez poparcia młodych żadnej rewolucji nie da się zrobić. No to teraz ma przebudzenie młodych, których będzie przybywało.

A po drugie?

– Na Śląsku z manifestacjami zawsze było krucho, bo po wojnie wszystkie próby oporu brutalnie pacyfikowano – to był region dla komunistów strategiczny, zresztą stanowiący także część ekonomii wojennej Związku Radzieckiego. Trzymani za mordę Ślązacy nie przyłączyli się więc do rebelii ani w 1956, ani w 1970 r., za co w zbuntowanych regionach ich znienawidzono. Bunt górników w 1980 i 1981 r. był więc dla komunistów szokiem.

Dziś rząd zamyka kopalnie, a górnicy siedzą cicho.

– Są zdezorientowani, bo zostali totalnie oszukani. „Solidarność” górnicza stała się liczną grupą działaczy na państwowym wikcie. W niektórych kopalniach jest po 17 związków zawodowych, zawodowi działacze dbają bardziej o interes własny niż górników. Oszukani przez rząd i związkowców górnicy pracujący na dole potencjalnie są jednak tą grupą, która może wyjść na ulice, zbuntować się przeciw tej władzy.

Nie bez znaczenia jest też to, że na kanwie kolejnych konfliktów wywoływanych przez PiS, od wojny z Trybunałem Konstytucyjnym po najnowszą, z samorządami, odbywa się przyspieszona edukacja obywatelska. Ludzie dowiadują się rzeczy, które dotychczas ich nie obchodziły – na przykład po co jest Trybunał czy od czego powinna być prokuratura.

Kiedy wstępowaliśmy do Unii, w felietonie dla „Wyborczej” napisał pan, że to porównywalne z przyjęciem przez Polskę chrześcijaństwa. Odrzuciliśmy ten chrzest na demokrację?

– My się demokracji musimy uczyć i mieć poczucie, że ona jest nasza. Znamienne, że demokracja to także walka o świeckie państwo, a my takiego jeszcze nie mamy. Naszym krajem w dużej mierze rządzą księża; w przemianach ostatnich lat Kościół odegrał fatalną rolę.

Na niektóre z tych wieców przyszło po kilkadziesiąt osób.

– To nie ma znaczenia. Na następne przyjdą setki, potem tysiące.

Po raz pierwszy studenci demonstrowali w moich Katowicach. Dla mnie to rewelacyjna wiadomość z dwóch powodów. Po pierwsze, do tej pory PiS pocieszał się, że demonstrują przeciw niemu tylko starsi ludzie, „komuniści i złodzieje”, „panie w futrach”, „odsunięci od koryta”. Kaczyński wie, że bez poparcia młodych żadnej rewolucji nie da się zrobić. No to teraz ma przebudzenie młodych, których będzie przybywało.

A po drugie?

– Na Śląsku z manifestacjami zawsze było krucho, bo po wojnie wszystkie próby oporu brutalnie pacyfikowano – to był region dla komunistów strategiczny, zresztą stanowiący także część ekonomii wojennej Związku Radzieckiego. Trzymani za mordę Ślązacy nie przyłączyli się więc do rebelii ani w 1956, ani w 1970 r., za co w zbuntowanych regionach ich znienawidzono. Bunt górników w 1980 i 1981 r. był więc dla komunistów szokiem.

c4vkyboxaaaoemy

Dziś rząd zamyka kopalnie, a górnicy siedzą cicho.

– Są zdezorientowani, bo zostali totalnie oszukani. „Solidarność” górnicza stała się liczną grupą działaczy na państwowym wikcie. W niektórych kopalniach jest po 17 związków zawodowych, zawodowi działacze dbają bardziej o interes własny niż górników. Oszukani przez rząd i związkowców górnicy pracujący na dole potencjalnie są jednak tą grupą, która może wyjść na ulice, zbuntować się przeciw tej władzy.

Nie bez znaczenia jest też to, że na kanwie kolejnych konfliktów wywoływanych przez PiS, od wojny z Trybunałem Konstytucyjnym po najnowszą, z samorządami, odbywa się przyspieszona edukacja obywatelska. Ludzie dowiadują się rzeczy, które dotychczas ich nie obchodziły – na przykład po co jest Trybunał czy od czego powinna być prokuratura.

Kiedy wstępowaliśmy do Unii, w felietonie dla „Wyborczej” napisał pan, że to porównywalne z przyjęciem przez Polskę chrześcijaństwa. Odrzuciliśmy ten chrzest na demokrację?

– My się demokracji musimy uczyć i mieć poczucie, że ona jest nasza. Znamienne, że demokracja to także walka o świeckie państwo, a my takiego jeszcze nie mamy. Naszym krajem w dużej mierze rządzą księża; w przemianach ostatnich lat Kościół odegrał fatalną rolę.

Tęsknota trwa?

– Nie. Została całkowicie zniszczona. Polska wcale nie chciała Ślązaków, Śląsk dostała w prezencie. Po przepędzeniu Niemców, gdy polskie wojsko wkraczało na Śląsk, całe szkolnictwo i aparat administracyjny pozostały bez kadr. I wtedy nastąpił pierwszy wielki desant „prawdziwych Polaków” – ludzi z zewnątrz, chcących na Śląsku robić kariery. Stało się to samo co za Bismarcka, tylko w drugą stronę: polonizacja na siłę, przymusowe zmiany imion, nazwisk, nazw miejscowości, pozbawianie Ślązaków – zwłaszcza tych związanych z Wojciechem Korfantym – dostępu do stanowisk we władzach, w administracji. Śląska autonomia została szybko zlikwidowana. A potem przyszła II wojna światowa, Niemcy włączyli Śląsk do Rzeszy i wcielili do Wehrmachtu pół miliona Ślązaków. Połowa z nich nie wróciła do domu.

Kto po wojnie zabraniał Ślązakom tworzenia własnych elit?

– Jak to kto? Przecież ta dyskryminacja i kolonizacja kulturowa trwają do dziś! Po wojnie i ucieczce z ziem zachodnich dwóch milionów ludzi przyszła kolejna inwazja „prawdziwych Polaków” na stanowiska, urzędy, mieszkania. Ślązak nie mógł zostać dyrektorem, oficerem ani komendantem policji. Kiedy Gierek przejął władzę, jego desant w Warszawie nie składał się ze Ślązaków, tylko z ludzi Zagłębia Dąbrowskiego, historycznie Ślązakom niechętnych. Zagłębiacy rządzili też zresztą na Śląsku.

Co dziś Śląskowi robią ci „prawdziwi Polacy”?

– Nadal pilnują polskości. Tego, byśmy nie mieli za wiele do gadania, nie mieli zbyt dużego wpływu na to, co się dzieje w regionie, nie zajmowali zbyt ważnych posad, żyli po swojemu. Byśmy się nie łudzili, że kiedykolwiek Polska uzna nas za grupę etniczną, a naszą gwarę za osobny język.

W 2009 r. wszystkie unijne kraje – z wyjątkiem Polski i Wielkiej Brytanii – podpisały Kartę Praw Podstawowych. O ograniczeniu praw obywateli w Polsce Kaczyńscy zdecydowali wtedy właśnie ze względu na Ślązaków. Lech truchtem opuszczał salę obrad, by przez telefon dowiedzieć się od brata, co ma robić. To było żałosne.

Śląsk po raz kolejny stał się łapówką, tym razem dla Kaczyńskich. Łapówką, która umożliwiła podpisanie traktatu lizbońskiego. W rezultacie skargi, które składaliby Ślązacy w związku z nieuznawaniem w Polsce ich kulturowej odrębności, nie mogą być rozpatrywane przez sądy unijne.

Tusk miał osiem lat, by to naprawić, ale nie kiwnął palcem. Dlatego PiS-owska władza nie musiała się na nikogo oglądać, gdy w październiku 2016 r. obywatelski projekt dotyczący uznania Ślązaków za mniejszość etniczną wrzucała do kosza. Zrobiła to, mimo że podpisało go 130 tys. ludzi!

c4vcsi8weambl-u

Najpierw nakarmił pan Ślązaków marzeniami o Polsce, a teraz pisze, że Polska była dla Śląska „wieczną pomyłką”. A może to pan się pomylił?

– Jeśli to poniżanie Ślązaków przez Polskę trwa już sto lat, to oni mają prawo powiedzieć, że Polska była dla nich pomyłką. To stwierdzenie faktu. Ślązacy są dla Polaków tym, kim byli dla Niemców: obywatelami drugiej kategorii.

Polacy się boją, że żądając autonomii dla Śląska, chce pan rozwalić Polskę.

– To jest gówno prawda! Istnieją świetnie prosperujące demokratyczne państwa, które całe składają się z autonomii, gdzie autonomiczna struktura doprowadziła do gospodarczego i kulturowego ożywienia.

Ja chcę, by zdechły te wstrętne nacjonalizmy, które rozwalają dziś Europę. Także nacjonalizm polski, który odradza się pod rządami PiS. I chcę, by polscy nacjonaliści – tak jak przed wojną piłsudczycy, a po wojnie komuniści – przestali się w końcu nad Śląskiem znęcać, gnoić go i traktować Ślązaków jak zidiociałe popychadła.

Jakie emocje rządzą dziś polityką w Polsce?

– W ostatnim czasie trafiałem do szpitala. Facet, który leżał w moim pokoju, zaraz po przywiezieniu mnie zaczął się zastanawiać, czy jestem za PiS, czy przeciw. Ja tak samo. Bardzo długo się obwąchiwaliśmy i gdy wyszło, że on jest za Kaczyńskim, urwały się wszelkie rozmowy, nie było nawet telewizji, zapanowała martwa cisza. W dawnych czasach, gdy lądowałem w szpitalu, ludzie ku sobie lgnęli, szukali znajomości, chcieli rozmawiać.

Kaczyński i PiS – ta jego upartyjniona nienawiść – bardzo nas podzielili. I dlatego powinni zostać pozbawieni władzy i wszelkiego wpływu na Polskę. Bo przez nich w Polsce może znowu polać się krew.

„Polska z ojczyzny Solidarności stanie się parafią religijnego kultu Leszka Kaczyńskiego . Staniemy się rosnącym wrzodem na własnym tyłku. Czeka nas kolejna wersja wojny polsko-polskiej; wejdziemy w nowy scenariusz, którego jeszcze nikt nie zna, a który rozegra się na ulicach. Sienkiewicz skrzyżuje broń z Gombrowiczem. Ptaszek śpiewał będzie na gałązce, a z siodła poleje się mocz”. Wali pan w felietonach w Kaczyńskich, PiS i polskie symbole, a potem narzeka na podziały.

– A niby dlaczego mam nie walić!? Przecież to, co oni robią z symbolami, jest haniebnym nadużyciem! Normalny człowiek szanuje swoje świętości, chroni je milczeniem i skupieniem, a nie szmaci. Symbol to wartość intymna.

Myśmy na Śląsku przez całe lata mówili po polsku szeptem, bo polszczyzna była zakazana. Polskie symbole były używane od święta i z szacunkiem, a teraz się je trywializuje, robi z nich jarmarczne cepy przeciw myślącym inaczej.

To katastrofa, albowiem symbole już w Polsce w ogóle ludzi nie łączą. Gdybym miał władzę, na pół roku zakazałbym mówienia o Polsce.

c4veyucwaaafudj

Przecież ceni pan polską kulturę.

– Wychowałem się na niej, lubię ją, więc mam prawo z zatroskaniem i bólem konstatować, że stała się tak chujowa. Mam prawo tak mówić, bo jestem po stronie tych, którym w tym kraju jest źle. Ludzie mają prawo się buntować. Człowiek bez potrzeby buntu jest niepotrzebny, ponieważ od zdolności do sprzeciwu zależy to, czy uda się polepszyć świat.

Dlaczego mamy się godzić na nędzę, która dla większości cywilizowanych krajów jest już zamierzchłą przeszłością? Dlaczego nie możemy wreszcie żyć w normalnym klimacie europejskiej kultury?

Nie czuje się pan polskim patriotą?

– W każdym cywilizowanym kraju poczucie patriotyzmu bierze się z tego, jak się w tym kraju żyje. Państwo nie jest od zadręczania obywateli ideologią i pseudopatriotyzmem.

Na taką Polskę Ślązacy już dawno się uodpornili i nie wiem, czy w ogóle toczą na jej temat jakieś dyskusje. Bo co nam ta Polska dała? Gówno. Same nieszczęścia i poniżenie.

O jakiej Polsce rozmawiał pan przed laty w kawiarni Czytelnika z Konwickim, Dygatem i Holoubkiem?

– O takiej jak dziś – o kraju absurdu, śmieszności władzy, poniewierania obywateli. Kibicowaliśmy przeciwko temu fatalnemu państwu. Konwa był z Litwy, Dygat był Francuzem, Gucio z pochodzenia był Czechem, ja jestem Ślązakiem, czyli Niemcem, więc byliśmy zaciekawieni naszą odmiennością.

Pod spodem tych rozmów zawsze było ubolewanie, że Polska jest taka fatalna. Wtedy była i teraz znowu jest.

Zbyszek Cybulski, który przez całe życie nosił w sobie polską sprawę i był gorącym patriotą, postrzegał Polskę na kształt nieustannie gwałconej dziewczyny. Zbyszka dawno już nie ma, gwałt na tej dziewczynie trwa.

Żałuje pan odejścia z polityki?

– Wręcz przeciwnie. Odszedłem od niej, gdy uznałem, że mam już dość, gdy byłem zmęczony. W polityce każdy może cię obcharkać, obśmiać, trzeba mieć do niej końskie zdrowe.

I tak długo walczyłem, przeszedłem na emeryturę dopiero po osiemdziesiątce. Teraz żyję tu sobie w domu z dala od całego tego zgiełku, jak jedno jajko na patelni.

Zostały mi felietony, które co tydzień piszę dla tych moich Ślązaków. Muszę to robić, bo oni są dupowaci, co znaczy, że mają okaleczoną psychikę, są stłamszeni. Mają skazę niemocy. A ja chcę ich od tej niemocy uwolnić, namówić do buntu.

I robię to od lat – kiedyś przez film, potem w polityce, dziś w pisaniu.

Co pana jeszcze dziś ciekawi?

– Mnóstwo rzeczy, w końcu tyle się wokół dzieje! Nowy prezydent Ameryki rządzi ledwie tydzień i już ma przeciw sobie połowę świata. A jego żołnierze w parę dni zaliczają u nas trzy kraksy, więc wychodzi na to, że nie umieją jeździć po asfaltowych drogach. Podobnie zresztą jak nasz minister wojny, ten wice-Mussolini. Megaloman, który ma do dyspozycji trzy BMW, a każde o wartości mieszkania, do tego ileś tam aut z wojskowymi żandarmami, galopuje sobie całym tym cugiem [po śląsku pociąg] przez Polskę. Potem rozwala parę samochodów na światłach i jak gdyby nigdy nic przesiada się do tego, czego jeszcze nie rozwalił. I gna dalej. A co? Ma fantazję, ma władzę, to mu wolno, nie? Po wszystkim posłowie PiS dostają broszurę z instrukcją, co mają o tym rajdzie bredzić. To przecież są bajkowe wydarzenia! W sam raz na scenariusz filmu dla Barei albo Chmielewskiego.

Humor nas ocali?

– Dobry humor jest dziś głównie w narodzie. Na estradzie i w telewizji go nie ma. Słyszałem, że „Ucho Prezesa” stało się bardzo popularne. Mnie to w ogóle nie śmieszy, to podlizywanie się jednemu człowiekowi.

W ogóle na współczesne polskie kabarety, które wylewają się z telewizora na okrągło, nie potrafię patrzeć. Płaskie to, trywialne, żadnego warsztatu, wrzask przeplatany ględzeniem. Boże, gdzież są Starsi Panowie! Nie wiem, może te czasy są jednak mało śmieszne?

Napisał pan, że odkąd przeszedł w stan spoczynku, miewa piękne sny. O czym?

– Kiedy robiłem filmy, sny miałem bardzo dramatyczne, nerwowe – zawsze gdzieś jechałem, przed czymś uciekałem, a na koniec gdzieś się gubiłem. Teraz moje życie się uspokoiło, więc i sny mam spokojne, łagodne. Podświadomie nie pozwalam, by te wszystkie kretyństwa wokół miały na nie wpływ.

Kiedyś mi się śniło, że z Tadeuszem Różewiczem żegluję ku Ameryce po Atlantyku. Jedliśmy ryby wyciągnięte prosto z gładkiego niczym lustro morza, zachód słońca był jak z westernu, a jakaś dojrzała kobieta serwowała nam drinki z palemką. Rozleniwieni rozmawialiśmy o urodzie polskich słów.

Czasem śnią mi się piękne, nieznane kobiety, zwykle uśmiechnięte Mulatki w bikini. Jedna z nich dała mi nawet ogromny słownik z bogato zdobioną lupą przykręconą do okładki. I gdy wlazłem przez tę lupę do staropolskiego słowa „rzyć”, to okazało się, że łażę z Cejrowskim po zalewiskach Amazonii.

Teraz bardzo lubię zasypiać, bo zawsze liczę, że pojawi się coś ładnego.

c4vnm6qwyaayubs

MON NIE ZAUWAŻYŁ JEDNEJ WAŻNEJ RZECZY. W POLSCE NA OSTRZA UKRYTE W PRZEDMIOTACH NIEMAJĄCYCH WYGLĄDU BRONI TRZEBA MIEĆ POZWOLENIE :))))

c4vignmweaelxjr

Podsumowanie prac Podkomisji Macierewicza. Efektów brak a koszty gigantyczne. Kłamstwa Macierewicza mają „krótkie nogi”.

c4vkja7wyaehna3

Waldemar Mystkowski piswze o zastraszaniu przez Ziobrę.

Granaty Zbigniewa Ziobry

Filmowy Pawlak z „Samych swoich” jechał do sądu z granatem po sprawiedliwość. Zbigniew Ziobro jest jeszcze lepszy, jest Pawlakiem i Kargulem razem wziętymi. Sam używa granatu w stosunku do niezawisłej,ślepej Temidy. A jak ten okaże się niewypałem, wysyła jakiegoś podwładnego Kargula prokuratora.

Przeciwko tej dubeltowej formie zastraszania i szykanowania sędziów wystąpił Krajowa Rada Sądownictwa, bo w istocie odbierana jest niezależność sądów, a wyroki wydawane są przez prokuraturę. Jak sędzia nie zgadza się z prokuraturą, to przeciw niemu jest prowadzone śledztwo.

Tak granatami walczy Ziobro o swoje, „sprawiedliwość ma być po jego stronie”. Najgłośniejsza sprawa dotyczy sprawy samego Ziobry. W Krakowie toczy się proces, w którym Ziobro zaskarża lekarzy o błąd w sztuce, w wyniku którego jego ojciec był zeszedł.

Otóż sędzia w tym procesie na ekspertyzę dotyczącą okoliczności śmierci ojca Ziobry wydał Śląskiemu Uniwersytetowi Medycznemu 371 tys. zł. Ziobro uznał, że za taką sumę sprawiedliwość winna być po jego stronie, więc zlecił prokuraturze zaskarżenia postanowienia o wielkości płatności ekspertyzy. Ale sąd okręgowy je uchylił. Granat prokuratury nie eksplodował. I na tym powinno się skończyć zastraszanie sądu w Krakowie.

Lecz Ziobry wynajął (zlecił) usłużnych Kargulów, którzy wszczęli śledztwo w sprawie przekroczenia uprawnień i niedopełnienia obowiązków przez sąd, czyli w istocie przeciw konkretnemu jednemu sędziemu, bo skład orzekający jest jednoosobowy. To jest de facto zastraszanie, manipulowanie i wpływanie na orzecznictwo sądu, na niezależność.

Krajowa Rada Sądownictwa protestuje opisując trzy przypadki. Ten powyżej oraz dwa inne. W Warszawie Sąd Rejonowy odrzucił wniosek prokuratury o aresztowanie oskarżonego, więc Kargule Ziobry mają zbadać, czy skład sędziowski nie popełnił przestępstwa nie zgadzając się z prokuraturą.

Jeszcze ciekawsze przypadek dotyczy sędziego z Rzeszowa. Kargule Ziobry aby uzyskać wpływ na orzeczenie sędziego zarządzili, iż przeszukają mieszkanie sędziego. Zrobią mu kipisz i sędzia zmięknie, acz gdyby wystąpili o potrzebną im dokumentację, bezwględnie by ją uzyskali.

Ale granatami nie zawadzi postraszyć, niektóre wszak wybuchają. Powyższe przypadki opisane przez KRS pokazują jak bezprawie wkracza do sądownictwa. Bezprawie ma barwy partyjne i w tym wypadku twarz magistra Ziobry.

To jest przyjemniaczek donoszący na koleżanki za Czarny Protest.

c4vjw9xwaaa1wge

Sam fakt, że kuratorium się tym na serio zajęło, jest haniebny!

c4vlejkwcae_dni

>>>

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s