Ziobro sam siebie sprawdza, ile kasy wyłudził z UE. Dorn o Kaczyńskim. Mystkowski o procedurze praworządności KE

Posted: 14 lutego 2017 in Polityka
Tagi: , , , , , , , , , , , ,

TAKICH RZECZY NAWET BAREJA BY NIE WYMYŚLIŁ.

c4opti5xaaeby4m

TEGO NIE DA SIĘ ZATRZYMAĆ. WSZYSTKO BĘDZIE SZYBCIEJ DROŻAŁO A NASZE PENSJE POZOSTANĄ BEZ PODWYŻEK. BĘDZIEMY CORAZ BIEDNIEJSI

c4khunzwaaavtvd

Katastrofa smoleńska sluży Kaczyńskiemu i Macierewiczowi do walki politycznejh. Gdy szef Służby Kontrwywiadu podał się do dymisji, dokument miał wręczyć mu nie szef MON, ale rzecznik resortu. Po tym Bartłomiej Misiewicz miał kazać mu „siedzieć w domu i czekać na rozkazy” – mówił w TVN24 gen. Piotr Pytel.

c4lchmdwaaan91g

Gen. Piotr Pytel, były dowódca Służby Kontrwywiadu Wojskowego, w programie „Kropka nad i” w TVN24 mówił o tym, jak ocenia sytuację w służbach odpowiedzialnych za bezpieczeństwo państwa.– Ta seria niefortunnych zdarzeń nie jest przypadkowa. Powodów upatrywałbym w przeciążeniu funkcjonariuszy, którzy – podejrzewam – są dość mocno eksploatowani – powiedział zapytany przez Monikę Olejnik o kolejne wypadku z udziałem najważniejszych osób w państwie.

– Różnie można oceniać to, co się dzieje w służbach, ale jest w tym wspólny mianownik – presja wywierana na funkcjonariuszy, żołnierzy – mówił Pytel. Jak dodał, nie jest to nowe zjawisko. – Spotykaliśmy się z tym już w latach 2006-2007 – dodał.

Były szef SKW ocenił, że po słowach członków rządu o konieczności „sprzątania” w BOR funkcjonariusze biura „mogą czuć się jak osoby gorszej kategorii”. Podkreślał znaczenie „kapitału ludzkiego” w instytucjach takich jak BOR. Później ocenił, że odejścia m.in. z wojska to „nieodwracalna strata”.

Generał: „Dostałem dymisję od rzecznika MON”

Pytel mówił o tym, jak miał zostać „zwolniony przez Bartłomieja Misiewicza”. – Pojechałem do Ministerstwa Obrony, chciałem udać się do gabinetu pana ministra. Oficer dyżurny zatrzymał mnie i skierował do gabinetu rzecznika MON – powiedział były szef SKW.

Jak mówił Pytel, po kilkunastu minutach czekania drzwi otworzył mu Bartłomiej Misiewicz i wręczył dymisję. – Ja oczywiście sam podałem się do dymisji wcześniej, w dniu odejścia pana ministra Siemoniaka. Ale procedura odwołania szefa SKW trwa kilka dni – dodał. – Po pokwitowaniu pan Misiewicz wydał mi polecenie, że mam siedzieć w domu i czekać na rozkazy – opisywał generał.

„Pan zdaje sobie sprawę, że zamach smoleński to tylko narzędzie polityczne”

Pod koniec rozmowy pojawił się temat katastrofy smoleńskiej i teorie zamachu w Smoleńsku.

– Jeżeli mówimy o głównym aktorze tej całej historii, Antonim Macierewiczu, to przypominam sobie fragment naszej rozmowy, kiedy zostałem do niego wezwany. Powiedział do mnie tak: „przecież pan jest inteligentnym człowiekiem. Pan zdaje sobie sprawę w sposób oczywisty, że zamach smoleński to tylko narzędzie polityczne” – powiedział gen. Pytel.

– Te słowa zrobiły na mnie duże wrażenie. Z kontekstu wypowiedzi mogłem wywnioskować, że pan Macierewicz nawet nie wierzy w zamach – dodał. – Dlatego być może ma do tego takie chłodne i cyniczne podejście. Do egzekwowania całego procesu dobywania informacji, które potwierdzałyby  różne zaniedbania i winy, które do tego zamachu miały doprowadzić – powiedział.

Na pytanie Olejnik, czy generał nie boi się mówić tego, co powiedział, Pytel odparł. – Mamy bardzo szczególny czas i trzeba przestać milczeć, żeby to wszystko zatrzymać – zakończył generał.

CZY WAM TEZ TAK NERWY PUSZCZAJĄ? WCALE SIĘ NIE DZIWIMY.

c4olpnhwcaaq8mz

Ludwik Dorn w rozmowie z Agnieszką Kublik mówi o Kaczyńskim. I nie są to dobre wieści dla prezesa PiS. Ta władza poślizgnie się na polskiej tradycji: szlachcic na zagrodzie równy wojewodzie. Wojewoda, posłowie, premier, prezydent to sobie mogą komenderować w Warszawie, a od naszego wójta i burmistrza wara. Jak zechcemy, sami się z nim rozprawimy, ale król niech się nie wtrąca albo go pogonimy.

dorn

Agnieszka Kublik: „Na ulicy pisze, że wjeżdżam do Ząbek, a nie ma żadnej różnicy”. Tak Jarosław Kaczyński w piątek tłumaczył, dlaczego chce przyłączyć 33 gminy do Warszawy.  Ludwik Dorn: Pan prezes Kaczyński z rzeczywistością kontaktuje się z samochodu, więc nie wie, że różnice są, i to podstawowe. Dotyczą funkcjonowania lokalnych społeczności, także polityki.

Nawet propisowskie dzielnice, jak Ursus, Włochy, Rembertów, Wawer, różnią się od Warszawy centralnej. Są o wiele bardziej lokalne. Tu o wiele większą rolę odgrywają komitety mieszkańców niż partie. A jeśli spojrzeć na gminy i powiaty wianuszka, to poza Legionowem praktycznie nie ma żadnego partyjnego burmistrza bądź prezydenta.

Nawet w Wołominie, gdzie w wyborach sejmowych Prawo i Sprawiedliwość jest potęgą, w 2014 r. urzędujący burmistrz PiS przerżnął w drugiej turze z kandydatką z PSL, ale kandydującą z komitetu wyborców.

Co z tego wynika?  

– Że poczucie lokalnej odrębności i niechęć do bycia z Warszawą w jednym organizmie, zwłaszcza politycznym, są niesłychanie silne.

Kaczyński mimo to się upiera, że te zmiany – powstanie metropolii warszawskiej i ograniczenie liczby kadencji samorządowców do dwóch – wejdą w życie.  

– Obserwuję to bez lęku i z pewną satysfakcją, bo to zawsze miło widzieć, jak ekipa, której rządy uważam za szkodliwe, z zapałem kopie sobie grób.

Jeżeli chodzi o dwukadencyjność, to mamy do czynienia z uderzeniem w podstawowe wyobrażenia o funkcjonowaniu polityki na szczeblu lokalnym, które żywi przede wszystkim prawica i centroprawica, w tym lud pisowski. To wiąże się z potężnym historycznym dziedzictwem lokalności i specyfiką polskiego republikanizmu, który jest nieinstytucjonalny i konfederacyjny. Szlachcic na zagrodzie równy wojewodzie, przy czym chodzi nie tylko o równość szlachecką, lecz także o to, że wojewoda, posłowie, premier, prezydent to sobie mogą komenderować w Warszawie, na królewskim dworze, a nie u nas.

(SELLIN POTWIERDZIŁ, ŻE WYKŁADY RYDZYKA I PRYWATNA NAGRODA PiS-OWSKIEGO TYGODNIKA, TO UROCZYSTOŚCI PAŃSTWOWE. Prywatny folwark Kaczyńskiego…)

c4jij_exuaax-wz

A więc ten konserwatywny i prawicowy lud, którego matecznikiem jest Polska wschodnia i południowa, myśli tak: pan prezes mówi, że trzeba dorwać ryżego, czyli Tuska, i połamać mu rączki i nóżki, a to znakomicie, jesteśmy za tym. Trzeba sponiewierać Platformę, TVN 24, Czerską z tą „Wyborczą”, jak najbardziej. Ale przecież u nas w gminie samiśmy Franka lub Ziutę wybierali na wójta. Jak zechcemy im główkę urwać, to urwiemy. Ale wara Warszawie od naszego Franka i naszej Ziuty.

Za czasów mojego epizodu z Solidarną Polską tam też podnosiły się takie pomysły. Zauważyłem bardzo istotne geograficzne zróżnicowanie. Ograniczenie liczby kadencji forsowała pani poseł Beata Kempa, czyli ktoś, kto politycznie wyrósł w Polsce zachodniej, na Dolnym Śląsku. Natomiast większość, czyli koledzy z Podkarpacia, z Małopolski, z Lubelszczyzny, mówiła: no nie, tak nie można.

Ani dookoła Warszawy, ani na południu i wschodzie kraju PiS nie zaskarbi sobie żadnych przyjaciół, za to zyska wrogów. Burmistrzowie i wójtowie z Podkarpacia czy z Małopolski to niekoniecznie zdeklarowani pisowcy, ale taka szeroka prawica. Ten sam świat: też nie lubią gender, Czerskiej, Tuska. Nie będą drzeć kotów z pisowskim rządem, bo wiedzą, że to się źle skończy, ale jeśli nie będą mogli wystartować w wyborach, bo rządzą już od kilku kadencji, zrobią wszystko, żeby za to odpłacić. A mają możliwości. Jeżeli ktoś jest wójtem czy burmistrzem dwie, trzy kadencje, to dysponuje pewnymi zasobami politycznymi. I ci odsunięci będą budować koalicję antypisowską, będą w wyborach samorządowych i parlamentarnych agitować: słuchajcie, każdy, byle nie te sukinkoty z PiS.

Portal MamPrawoWiedziec.pl policzył, że z półtora tysiąca wójtów nie mogłoby kandydować ponad tysiąc. A także prawie 500 burmistrzów na ponad 800 i 66 ze 107 prezydentów miast.  

– To cała armia dysponująca naprawdę potężnymi wpływami politycznymi. I ciesząca się akceptacją społeczną.

Zastanówmy się, co dalej. PiS wprowadza dwukadencyjność, pojawiają się homines novi, którzy powinni być wdzięczni władzy, dzięki której zostali wójtami i burmistrzami. Ale jaki mają interes popierać PiS w wyborach parlamentarnych za dwa lata, jeśli wszystkie inne partie ogłoszą, że cofną tę zmianę? Oni chcą mieć pewność, że jeżeli ludzie ich zaakceptują, to będą sobie tymi wójtami i burmistrzami przez dłużej niż dwie kadencje. I znów następuje skokowy przyrost wrogów i zerowy sojuszników.

To jak pan rozumie intencje prezesa?  

– Rozumiem, skąd się wziął ten pomysł. A wziął się z przekonania, że jakiekolwiek związki, zależności, powiązania społeczne i polityczne na szczeblu krajowym i lokalnym, których nie kontrolujemy, które są poza PiS, to patologia.

Co jest oczywiście nieprawdą. Można mówić: układy, ale każdy polityk, który ma władzę wykonawczą, czy to na szczeblu krajowym, czy na lokalnym, żeby mógł rządzić, tworzy pewną zróżnicowaną koalicję sił, grup interesów. Złożoną nie tylko z posłów i radnych, lecz także z różnych środowisk, gdzie następuje skupienie siły społecznej. To może niekiedy przybierać postać patologiczną, ale samo w sobie jest koniecznością, a nie żadną patologią.

Kaczyński od zawsze walczy z układami.  

– Bo pan Kaczyński ma taką roussoistyczną wizję rządów, gdzie lud, który ujawnia swoją wolę polityczną, winien składać się z izolowanych jednostek, które na zasadzie politycznej integruje wyłącznie jego partia. Jakiekolwiek autonomiczne wobec PiS powiązania, skupienie się grupy interesów odkształcają tę czystą, obywatelską wolę polityczną.

A przecież wymiana usług to jedna z podstawowych zasad życia społecznego, od społeczności pierwotnych po skomplikowane społeczności polityczne. Odwzajemniamy usługi, musi być pewna równowaga wkładów i wypłat, bo inaczej ład społeczny jest niesprawiedliwy.

Patologiczne układy na prowincji istnieją.  

– Oczywiście, że tak, nie tylko na prowincji. Jeśli chodzi o takie narzędzie ograniczania patologii jak dwukadencyjność, to może mieć sens, ale wyłącznie w gminach poniżej 3-4 tys. mieszkańców, gdzie wójt jako najsilniejszy pracodawca ma dzięki pracownikom i ich rodzinom pakiet kontrolny głosów. W większych gminach to zjawisko nie występuje i dwukadencyjność sensu nie ma.

c4kbrvuwaaa7_9x

To z tej kontroli nic nie wyjdzie?  

– Nic. Żeby przełamać ten właściwy dla Polaków system lokalnej spójności społecznej, trzeba by fałszować wybory i dysponować jakimś aparatem represji. Nie tylko propagandowej, także realnej. A przecież PiS dysponuje jedynie aparatem represji propagandowej w postaci swoich szczekaczek, z mediami publicznymi na czele.

Ma wszystkie służby.  

– Ale te służby niekoniecznie są wyrywne. Fałszowanie wyborów to wielka operacja polityczno-biurokratyczno–instytucjonalna. Gdzie są chętni? Nie widzę.

Prezes z jego erudycją i doświadczeniem tego nie wie?  

– To jest pytanie: czy oni tego nie wiedzą, czy też pan Kaczyński nie ma narzędzi intelektualnych, żeby rozpoznać tę konfrontację między podstawowymi wyobrażeniami większości Polaków o funkcjonowaniu społeczności lokalnej a swoim wyobrażeniem? Pan Kaczyński narzędzia ma. Tylko nie jest w stanie ich użyć.

To klasyczny przypadek hybris. W kulturze starożytnej Grecji hybris oznaczało dumę, pychę uniemożliwiającą prawidłowe rozpoznanie sytuacji i własnej kondycji. Hybris sprawia, że wykraczamy poza miarę, którą wyznaczyli nam bogowie.

To, co się dzieje z ordynacją samorządową, to próba, jak daleko można się posunąć przed wyborami parlamentarnymi?  

– Ponieważ oni popadli w hybris, nie jestem w stanie odpowiedzieć. Gdyby nie popadli, to mielibyśmy przeciwnika, o którym wiemy, że może wykonywać zaskakujące ruchy, coś tam naginać, ale działa w ramach pewnych kanonów racjonalności. I można dociekać jego zamierzeń, przewidywać jego posunięcia. Ale na czym się opierać w analizach, jeśli ktoś popada w hybris, czyli zapomina, że istnieją niezależne od nas uwarunkowania społeczne, że społeczeństwo nie jest plasteliną?

W tragedii greckiej hybris prowadzi bohatera do katastrofy.  

– I dlatego, w przeciwieństwie do dużej części polityków czy publicystów, nie przeżywam strachów, co też oni nam zrobią. Pewnie, że chcą zrobić, i to całkiem sporo, tylko nie będą mieli możliwości i czasu.

„Ze smutkiem i bez satysfakcji muszę stwierdzić: ta czaszka już się nie uśmiechnie”. To pańskie przewidywanie z książki „Rozrachunki i wyzwania”, rok 2009.  

– Słuszny przytyk. Rzecz w tym, że to, co się stało, stać się nie musiało. Bronisław Komorowski nie musiał prowadzić takiej kampanii, lewica nie musiała znaleźć się poza Sejmem. Nikt tych porażek nie przewidział.

Czaszka się uśmiechnęła przez przypadek i na krótko?  

– Oczywiście, znowu mogę się mylić, znowu mogą się pojawić jakieś przypadki, ale strukturalnie nie ma przesłanek, by rządy PiS były czymś innym niż incydentem.

W ostatnim sondażu CBOS PiS ma 40 proc. poparcia. PO – 17, Nowoczesna – 9.  

– Tylko jeśli wyciągnąć średnią z sondaży różnych ośrodków od dnia wyborów po dziś dzień, to wynik sondażowy PiS oscyluje wokół wyniku wyborczego, podobnie suma wskazań na PO, Nowoczesną i PSL. W wyborach samorządowych PiS nie poprawi swojego stanu posiadania w stosunku do poprzednich. Co będzie sygnałem oraz samospełniającą się przepowiednią i w kolejnych, parlamentarnych, będzie miał bardzo małe szanse na powtórzenie wyniku z 2015 r. i nie utrzyma samodzielnej większości w Sejmie. Niezależnie od tego, jak słaba merytorycznie będzie opozycja.

Jeśli zaś opozycja wykroczy poza przekaz, że chcemy rozliczyć PiS, będzie w stanie pokazać, że również wie, co po PiS, jak odbudować instytucje państwa i demokracji, jak przywrócić społeczne zaufanie, to poparcie dla pana Kaczyńskiego może się wahnąć nawet o 10 pkt.

A to będzie osinowy kołek. Spadek o 7-10 pkt, osłabienie albo odstawienie od władzy i procesy rozliczeniowe, które wtedy się zaczną, wprowadzą partię w korkociąg. Czy się rozbije, czy wyrówna lot na niższym poziomie – trudno powiedzieć.

W 2019 r. Kaczyński będzie miał 70 lat.  

– I już nie będzie tak szybki. Będzie coraz wolniejszy, ale od fotela prezesa nie da się odstawić, a jeśli odziedziczył gen długowieczności po mamie… Cztery lata samodzielnych rządów PiS będą incydentem, ale sama partia będzie się męczyć z prezesem Kaczyńskim o wiele dłużej.

(To się robi coraz bardziej zabawne! Kompletni amatorzy…)

c4kpsv7w8ai53j3

DOPÓKI PiS NIE ZLIKWIDOWAŁ NIEZALEŻNOŚCI SĘDZIÓW, MAMY W POLSCE STRAŻNIKÓW PRAWA OCENIAJĄCYCH ŁAMIĄCĄ JE WŁADZĘ

c4jasavw8aqqi-u

Waldemar Mystkowski pisze o Komisji Europejskiej, która czeka na wywiązanie się PiS w kwestii procedury praworządności.

ke-przegra

KE przegra z PiS sprawę praworządności w Polsce

Do końca lutego rząd PiS powinien odpowiedzieć Komisji Europejskiej na dodatkowe rekomendacje w sprawie kryzysu wokół Trybunału Konstytucyjnego. Od stycznia 2016 roku jest prowadzona procedura dotycząca praworządności, która skupia się wokół demolki TK. PiS z zastrzeżeń i zaleceń najważniejszego organu Unii Europejskiej niewiele sobie robił i tak będzie dalej. Kolejne etapy zawłaszczania Trybunału Konstytucyjnego doprowadziły do tego, iż Polska w istocie nie ma sądu konstytucyjnego. Wobec tego praworządnością staje się wola większości parlamentarnej.

Ze strony Komisji Europejskiej procedurę praworządności wobec Polski pilotuje wiceszef Frans Timmermans, który utrzymuje, że władzom PiS nie popuści: „Nie porzucimy tej sprawy. Jest ona zbyt ważna”. Niemniej za dwa tygodnie Timmermans stanie przed problemem: co dalej? W samej KE nie ma zbyt wielkiego entuzjazmu, aby nałożyć sankcje na Polskę w postaci odebrania prawa głosu w Radzie Europejskiej (artykuł 7 traktatu UE). Ale do tego potrzebna jest zgoda wszystkich członków UE, a dzisiaj raczej nie jest ona możliwa.

W ten sposób Jarosław Kaczyński uzyskał możliwość zaprowadzania dalszego bezprawia w kraju. Właśnie zabiera się za Krajową Radę Sądownictwa, która ma być zależna politycznie, a tym samym przestanie być niezależna. W tym momencie staniemy się pierwszym krajem Unii Europejskiej, gdzie panuje autokracja. Czy Unia potrafiłaby znieść Polskę jako Białoruś?

Nie! Do tego rozstrzygają się zasadnicze dla egzystencji UE sprawy. Jak ułożą się stosunki z USA Donalda Trumpa? Swoją grę będzie prowadziła Rosja i jej odpowiada ta sytuacja z Polską. Gdy Unia nie poradzi sobie z autokracją Kaczyńskiego, machnie na nas ręką. Komisja Europejska nie ma pojęcia, jak dalej z Polską postępować. Ale dla nas pytaniem jest: czy my wiemy, jak sobie poradzić z obecną władzą, której chaos będzie coraz częściej skutkował katastrofami. Jest się czego bać!

DZIEWULSKI OŚMIESZA BŁASZCZAKA, KTÓRY WINĘ ZA WYPADKI ZWALIŁ NA POPRZEDNIEGO SZEFA BOR, ZWOLNIONEGO PONAD ROKU TEMU

c4jeogxwmaezrml

>>>

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s