Kaczyński chciałby wylądować na wielkim międzynarodowym kartoflisku. A rośnij tam sobie, bulwo!

Posted: 17 lutego 2017 in Polityka
Tagi: , , , , , ,

c406lutxuaudcfe

BOHATER TAMTYCH CZASÓW :)))

c4vldslwmaekuwp

Michał Wilgocki („Wyborcza”) pisze, jak powstają nowe elity PiS. Kształtuje się nowa elita zdolna do podjęcia odpowiedzialności za państwo – zapowiadał Jarosław Kaczyński w 2013 r. na łamach tygodnika „wSieci”. Jego proroctwo się spełnia – PiS od miesięcy wymienia kadry tam, gdzie tylko może. A gdzie nie może – tworzy prawo, które kadrową rewolucję ułatwi.

etat

Sądy: Czas asesorów

Zbigniew Ziobro zgromadził już ponad 500 nieobsadzonych etatów sędziowskich. Minister mógłby ogłosić nabór na te stanowiska, ale tego nie robi. Dlaczego?

W październiku 2017 r. do sądów wróci stanowisko asesora. To efekt ustawy przyjętej jeszcze za rządów PO-PSL. Rzecznik Krajowej Rady Sądownictwa Waldemar Żurek sugerował, że Ziobro wolne etaty może w październiku przekształcić w etaty asesorskie.

Asesorzy wracają do sądów po kilkuletniej przerwie. Mają orzekać, choć nie we wszystkich rodzajach spraw – ominęłyby ich postępowania upadłościowe i stosowanie tymczasowego aresztowania w postępowaniu przygotowawczym.

W 2007 r. Trybunał Konstytucyjnych stwierdził, że powoływanie asesorów przez ministra sprawiedliwości jest niezgodne z konstytucją – bo byłoby to zagrożenie dla ich niezawisłości. Dlatego w ustawie uchwalonej przez poprzedni parlament jest zapis, że asesorów będzie powoływał prezydent na wniosek Krajowej Rady Sądownictwa.

Ale Ziobro znalazł rozwiązanie, które sprawi, że tak naprawdę to on będzie nominował. Nowy projekt ustawy o Krajowej Szkole Sądownictwa i Prokuratury (jest na stronach Rządowego Centrum Legislacji) zakłada, że tylko absolwenci tej szkoły, po zdaniu egzaminu sędziowskiego, będą mieli zagwarantowany etat asesorski. Uczelnia podlega Ziobrze.

„W dotychczasowym stanie prawnym dostęp do stanowiska asesora sądowego przewidziany był dla wielu grup kandydatów, których kształcenie zawodowe nie odbywało się na takim poziomie merytorycznym i przy tak wysokim zaangażowaniu środków publicznych, jak w przypadku absolwentów KSSiP” – czytamy w ocenie skutków ustawy.

Ziobro zmarginalizuje w ten sposób wpływ Krajowej Rady Sądownictwa na mianowanie asesorów. KRS negatywnie opiniuje zmiany. Zwraca uwagę, że minister de facto chce uzależnić sędziów od siebie. A także, że projekt obniża wymagania stawiane podczas egzaminu sędziowskiego, a jednocześnie ogranicza szansę na sędziowską karierę np. dla profesorów i doktorów habilitowanych prawa, radców prawnych czy adwokatów, którzy nie kończyli KSSiP.

Najlepsi asesorzy zostaną sędziami. Być może nawet bez konieczności brania udziału w konkursie – choć na razie takiego projektu ustawy jeszcze nie ma.

Ziobro ma duże pole manewru – już teraz dysponuje 500 etatami, a odejście z zawodu zapowiada kolejne 1,5 tys. sędziów z 10,5 tys. pracujących obecnie. Jeżeli więc ten długofalowy plan się powiedzie, kolejne rządy w spadku po PiS dostaną sądownictwo, w którym PiS obsadzi co piąte stanowisko sędziego.

Prokuratura: Skarga do Strasburga

Wymiana kadr dotyka też prokuraturę. W Europejskim Trybunale Praw Człowieka w Strasburgu jest skarga 50 prokuratorów, którzy zostali zdegradowani bez możliwości odwołania.

Chodzi o tych, którzy wcześniej zajmowali wysokie stanowiska i prowadzili najpoważniejsze śledztwa. Prokuratorzy uważają, że stali się ofiarą reformy prokuratury. Wielu z nich zostało przeniesionych na stanowiska do prokuratur rejonowych arbitralną decyzją ministra. Pięćdziesiątka zbuntowanych to zaledwie jedna trzecia wszystkich zdegradowanych w marcu i kwietniu ubiegłego roku. Wtedy połączono stanowisko prokuratora generalnego i ministra sprawiedliwości, a Prokuraturę Generalną zastąpiła Krajowa.

– Nowa ustawa o prokuraturze pozwala na potraktowanie prokuratorów w sposób, który przekreśla ich cały dotychczasowy dorobek zawodowy. Reorganizacja prokuratury stała się bowiem podstawą do całkowicie arbitralnej weryfikacji kadrowej. Arbitralnej, bo ustawa nie zawiera kryteriów jej przeprowadzenia – komentował w maju ubiegłego roku rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar.

– Wiem, że niektórym nie będzie się to podobało, bo do tej pory zajmowali się przenoszeniem teczek z biureczka na biureczko. Ale my nie jesteśmy od zapewniania im komfortu, tylko od dbania o bezpieczeństwo. Najważniejsze jest bezpieczeństwo Polaków i skuteczność pracy prokuratury – mówił z kolei Ziobro.

Wojsko: Odchodzą generałowie

Przykłady kadrowej wymiany można mnożyć: poza opisanymi PiS zrobił rewolucję w służbie cywilnej, Trybunale Konstytucyjnym czy mediach publicznych. Oczywiście niektóre z tych ruchów (jak choćby zmiany w spółkach skarbu państwa) to „zbójeckie prawo” każdego zwycięskiego obozu politycznego. Tego argumentu chętnie używają politycy PiS. – Chodzi o to, by możliwe było pozyskiwanie ludzi potrzebnych do sprawnego i profesjonalnego przeprowadzania reform. Chcemy móc realizować politykę rządu – mówiła Beata Kempa pod koniec 2015 r., kiedy PiS robił skok na służbę cywilną.

Rewolucja odbyła się też w wojsku. Odkąd resort obrony narodowej objął Antoni Macierewicz, ze służby odeszło 30 generałów i ponad 300 pułkowników.

„Zwolnienia nie powodują negatywnego wpływu na kwestie dowódcze w Siłach Zbrojnych RP. Należy bowiem zauważyć, że oficerowie na dowódczych stanowiskach mają swoich zastępców, więc nawet w przypadku czasowego niepowołania następcy na dane stanowisko ciągłość dowodzenia jest zachowana” – czytamy w odpowiedzi MON na interpelację posłów Kukiz’15, o której pisze czwartkowa „Rz” w kontekście odejść z armii. „Jednocześnie wszyscy następcy oficerów odchodzących z dotychczasowej kadry dowódczej posiadają niezbędne umiejętności, szeroką wiedzę oraz doświadczenie zdobyte zarówno w Polsce, jak i za granicą i nie ma wątpliwości, że sprawdzą się na stanowiskach, na które zostali mianowani” – przekonuje wiceminister obrony Bartosz Kownacki w odpowiedzi na interpelację.

Wiceminister wylicza: w 2016 r. odeszło ośmiu generałów, ponieważ skończyli 60 lat, 14 generałów złożyło wypowiedzenie stosunku służbowego zawodowej służby wojskowej, jeden generał został zwolniony „wskutek upływu terminu wypowiedzenia stosunku służbowego zawodowej służby wojskowej dokonanego przez właściwy organ”, a dwóch generałów zostało zwolnionych po upływie terminu pozostawania w rezerwie kadrowej. Do wymienionych 25 w 2017 r. dołączyli kolejni.

Z wojskiem pożegnali się m.in. gen. Mirosław Różański z Dowództwa Generalnego Rodzajów Sił Zbrojnych, gen. Marek Tomaszycki z Dowództwa Operacyjnego, gen. Adam Duda, szef Inspektoratu Uzbrojenia, a przede wszystkim „pierwszy żołnierz” – gen. Mieczysław Gocuł, szef Sztabu Generalnego.

Dlaczego generałowie odchodzą? Wielu nie chce firmować działań Antoniego Macierewicza i salutować przed jego rzecznikiem Bartłomiejem Misiewiczem. Gen. Różański w pożegnalnym przemówieniu powiedział: – Moim kolegom generałom, szczególnie tym ostatnio mianowanym i awansowanym, oprócz instrukcji i regulaminów, rekomenduję lekturę konstytucji i ustaw.

A jednak w poniedziałkowym „Newsweeku” czytamy, że duża część wojskowych, zwłaszcza niższego szczebla, jest zadowolona z rządów Antoniego Macierewicza. Dlaczego? Jeden z rozmówców Michała Krzymowskiego i Pawła Reszki zwraca uwagę, że szef MON załatwił dla wojska więcej pieniędzy, żołnierze mają też więcej szans na awans. Wojskowi i cywilni pracownicy armii dostali po 300-400 zł miesięcznie podwyżki, co – zwłaszcza w małych miejscowościach – jest poważnym zastrzykiem gotówki. „Newsweek” zwraca też uwagę, że Macierewicz zniósł limit 12 lat służby dla szeregowych (teraz mogą służyć bez ograniczeń), a także limity awansów dla podoficerów i oficerów.

„Wyprowadzą kraj z marazmu”

Czy polityka drastycznej wymiany kadr może napotka opór wśród wyborców? Niekoniecznie. PiS w sondażach wygrywa nie tylko – czego można się było spodziewać – wśród wyborców starszych, ale niemal w każdej grupie wiekowej.

W ostatnim sondażu poparcia dla partii CBOS PiS przegrywa jedynie w grupie wyborców w wieku 18-24 lata. Ma tu poparcie 21 proc., a Kukiz’15 – 29 proc. Ale już w kolejnej grupie (25-34 lat) PiS ma wynik ponaddwukrotnie lepszy od Kukiza (36 proc. do 17). Także w grupie
35-44 lata PiS notuje najwyższe poparcie – ale tu rywalizuje już nie z Kukizem, ale z PO (33 proc. do 19).

Motywy poparcia są różne. Te CBOS zbadał w innym sondażu, tuż po wyborach, w grudniu 2015 r. Z sondażu wynika, że wśród wyborców PiS argument: „Będzie więcej pracy, zrobią coś dla młodych, polepszy mi się”, wskazywał zaledwie co dziesiąty ankietowany. Najczęściej odpowiadano: „Będą lepiej rządzili, mam nadzieję, że coś zrobią; chciałem dać szanse na poprawę sytuacji w kraju; wyprowadzą kraj z marazmu, zrobią porządek” – taką odpowiedź wskazało 31 proc. badanych. Co czwarty twierdził, że nie chce u władzy PO-PSL, co piąty – że chce, aby coś się zmieniło w każdej dziedzinie, a 14 proc. – że PiS to partia osób wiarygodnych i że nie będzie afer. Program 500 plus jako argument przemawiający za głosowaniem na PiS deklarowało… 1 proc. wyborców tej partii.

Dlatego rewolucja kadrowa może się odbywać bez większych oporów społecznych, a jej beneficjentami stają się w większości osoby powyżej 25. roku życia. Dziś popierają PiS, awanse i podwyżki w aparacie państwowym mogą te sympatie utrwalić. W ten sposób partia Jarosława Kaczyńskiego – stereotypowo postrzegana jako zakorzeniona w starszym elektoracie – tworzy sobie kolejną, perspektywiczną bazę wyborców.

Dla tych, którzy rzucają oskarżeniami o „mowie nienawiści”, taka mała przypominajka. Dobrego dnia. 😊

c42678gwiaeintm

Michał Kuczyński na crowdmedia.pl pisze o jedynej pisowskiej obietnicy, która się spełnia.

polska

Prawo i Sprawiedliwość w kampanii wyborczej ogłosiło, że Polska jest w ruinie i tylko poprzez głos na tę partię zostanie z ruin odbudowana. Kontrowersyjne słowa rozgrzewały niejedną dyskusję polityczną już po wyborach, zwłaszcza gdy po przejęciu władzy, rząd Beaty Szydło zaczynał chwalić się świetnym stanem państwa, choć w rzeczywistości była to najczęściej zasługa poprzedników. O tym, że Polska jest w ruinie mówił prezydent Andrzej Duda w TV Republika w kwietniu 2015 roku, gdy porównywał obecną Polskę do tej zniszczonej II Wojną Światową. O odbudowie Polski mówił wicepremier Piotr Gliński na Kongresie Programowym w lipcu 2015 roku, mówiła premier Szydło w Nowej Soli, mówił i sam prezes Kaczyński. Dziś już wiemy, że kampanijna diagnoza była jedynie pijarową sztuczką, która pomogła Prawu i Sprawiedliwości wygrać wybory. Polska w 2015 roku, gdy władzę przejmowała partia Kaczyńskiego, była w kwiecie swojego rozwoju, najbogatsza w historii. Tymże bogactwem obecnie obdziela się wygłodniałych działaczy partyjnych, ich rodziny i znajomych. Tym bogactwem finansuje się tworzenie resortowych księstw, z orszakiem luksusowych limuzyn, tabunem asystentów i ochroniarzy. Ot, Bizancjum zbudowane na owocach wyimaginowanej ruiny.

Analizując jednak wpływ dokonywanych pseudo-reform na państwowy organizm, można wysnuć wniosek, że “Polska w ruinie” nie była tylko pijarową sztuczką, ale dokładnie przygotowanym planem zniszczenia Polski – takiej, jaką poznaliśmy przez minione 25 lat wolności. Demontaż Polski stworzonej wysiłkiem wszystkich Polaków przez ćwierćwiecze, Polski, która stała się wzorem do naśladowania dla innych krajów w byłym ZSRR. W zamian wybudowana miała być nowa Polska, według wizji człowieka, który nigdy tak naprawdę nie poznał tej naszej Polski, który od początku jej wolności jest politykiem, zamkniętym w swojej żoliborskiej willi. Ten kraj, stworzony na modłę Prezesa, to wykrzywiony wzór państwa narodowego, które ma nagradzać nieudaczników, a karać samodzielnych i pracowitych.

Reformy wprowadzane przez rząd Naczelnika Kaczyńskiego, nastawione są przede wszystkim na zburzenie dotychczasowego ładu, niezależnie od kosztów. Im większy jest opór reformowanej materii, tym bardziej wzrasta u rządzących przekonanie, że jest to właściwy krok. W sukurs kształtowaniu takiego obrazu idzie im partyjna telewizja, radio czy partyjne portale internetowe. W ten sposób tworzy się wrażenie, że każda obrona dotychczasowego ładu, w każdym z reformowanych obszarów, motywowana jest pielęgnowaniem trwających układów, klik czy złych obyczajów.

Rujnuje się budowany przez kilkanaście lat system edukacjidobierając podstawę programową według partyjnego klucza, by wychować nowe pokolenie wyborców bezmyślnych i posłusznych.

Niszczy się autorytet polskiej armii, poprzez oddanie jej w ręce człowieka, którego byli współpracownicy mają poważne wątpliwości co do jego prawdziwych motywów i zdrowia psychicznego. Polityka, który na olbrzymiej tragedii zbudował kościół wiernych zombie, nie dopuszczających do siebie myśli, że polski pilot może popełnić szkolne błędy, choć gdy dwa lata wcześniej w Mirosławcu popełnił identyczne, przeszło to zupełnie bez echa. Niszczącego autorytety generałów rękami ludzi małych i parszywych.

Niszczy się polską policję, służby specjalne czy służbę cywilną. Ponad fachowość i bezstronność stawia się posłuszeństwo dobrej zmianie i miernym politykom. Generalną zasadą jest posłuszeństwo wyznaczonej przez Naczelnika idei, nie dobro wspólne wszystkich obywateli. Nadrzędną procedurą jest widzimisię ministra oraz wszechobecne przyzwolenie na łamanie procedur bezpieczeństwa. Ruina w jakiej mentalnie znajdą się służby podległe MSW po okresie władzy ministra Błaszczaka, zawstydzi zapewne powojenną Warszawę.

Do ruiny doprowadza się wymiar sprawiedliwości, gdzie panoszy się prawnik bez doświadczenia, z wiceministrem o mentalności internetowego trolla, używając podległych prokuratorów do prywatnego wymiaru sprawiedliwości za urojone krzywdy. Sądy, w których wyroki mają zapadać po uzgodnieniu z siedzibą partii na Nowogrodzkiej. Sędziowie karani za wydawanie wyroku niezgodnego z wolą ministra czy samego Naczelnika. Tu krajobraz po wojnie będzie okropny i pełen gruzu – podważa się bowiem fundamenty demokratycznego państwa prawa i trójpodziału władzy.

O tym, że reforma służby zdrowia doprowadzi polskie szpitale do ruiny, mówi już nawet były prezes NFZ-tu, a obecnie poseł partii rządzącej. Likwidacja renomowanych szpitali, finansowanie ryczałtem i wszechwładza ordynatorów. Jeśli w ostatnich latach udało się ograniczyć zjawisko korupcji w służbie zdrowia, to scentralizowanie finansowania bez rozliczania z faktycznych wykonań rozbudzi ją od nowa. Nie o pacjenta chodzi, a o prymitywną destrukcję. Wszystko co zrobili poprzednicy, jest skażone i zatrute. Wszystko nowe musi dostać stempel dobrej zmiany.

Zrujnowaniem polskiego wizerunku za granicą równie ochoczo zajął się minister Waszczykowski, gdzie z unijnego prymusa staliśmy się czarną owcą. Partnerów w Europie już nie mamy, poza nią wielu nazwę “Poland” myli z “Holland”. Hurtowo niszczymy nasze znaki rozpoznawcze, czyli Donalda Tuska czy Lecha Wałęsę. Gdyby nadal żył papież Jan Paweł II i krytykował dobrą zmianę, też zapewne stałby się wrogiem numer jeden.

Kończąc już tę wyliczankę, nie sposób nie wspomnieć o ruinie polskich finansów publicznych. Trwałe wydawanie o wiele więcej, niż się pozyskuje, opieranie się na zbyt optymistycznych założeniach czy niemożliwy do zrealizowaniaskładający się z pobożnych życzeń Plan Rozwoju nie wróży budżetowi dobrze. Koszty długu będą rosnąć, podatki też. Wtedy jednak ruina stanie się faktem.

Jest w tym wszystkim pewien paradoks. Im bardziej zrujnowana realizacją obietnic Prawa i Sprawiedliwości będzie Polska, tym trudniej będzie przywrócić jej stan do względnej normalności. Niezależnie od tego, kto przejąłby władzę po PiS-ie, mandat do “odbudowywania” Polski nie będzie bezwzględny. Dziś oczywiste staje się, że nie obędzie się bez bardzo kosztownych społecznie reform. Podobnie jak wprowadzony na początku lat 90 plan Leszka Balcerowicza, który pozostawił po sobie olbrzymie grupy społeczne niezadowolone ze zmiany, nierozumiejące konieczności ich przeprowadzenia.

prezes-pis

Waldemar Mystkowski pisze o najnowszym marzeniu prezesa.

Kartoflisko Kaczyńskiego jako wielkie międzynarodowe lotnisko

kartoflisko

Niestety przyszło nam żyć w opowieściach Jarosława Kaczyńskiego, w jego snach o potęgach, snach o wielkości. Ta jest nasza realność – sen Kaczyńskiego.

Jak te zmory, mary odegnać? Nie wystarczy odizolowanemu człowiekowi stanąć naprzeciw, jak protestujący pod Sejmem 16 grudnia 2016 roku, bo jego najmita Mariusz Błaszczak sporządzi na nas list gończy i będzie ciągał po prokuraturach, a potem sądach.

Żyjemy więc w prezesowej alternatywie, w jego oniryzmie, w wypaczeniu, które wykrzywia rzeczywistość, ale przede wszystkim wykrzywia nam gębę. To Kaczyński doprawia nam gębę, zamiast żyć normalnie, zmagać się z realnością, pisać kolejne wiersze i książki, trzeba wychodzić na ulicę, aby przeciwstawić się tej opowieści alternatywnej Kaczyńskiego.

„Życie to opowieść idioty, pełna wrzasku i wściekłości, lecz nic nie znacząca” – pisał genialny Szekspir. Taką opowieść zafundował nam Kaczyński, opowieść idioty, którą snuje w pisowskich mediach – bo przecież nie publicznych, czy narodowych – snuje na Krakowskim Przedmieściu, gdy staje na drabince z Tesco i jest wielki, potężny.

Kaczyński nie mierzy się z rzeczywistością, opowiada na swoją alternatywę, marę, sen idioty. Oto najnowszy owoc tej naszej codziennej zmory, tym razem zaserwowany w piątek rano w Radiu Białystok. Kaczyński chce w Warszawie, bądź w pobliżu, wielkiego międzynarodowego lotniska, bo „Polska nie może być prowincją”.

Prowincjonalny polityk, by nie rzec, iż jego jest wielkość godna jest jakiejś remizy, nie chce by Polska była prowincją. A spycha nas na pobocze Zachodu, wypycha z najpoważniejszego projektu cywilizacyjnego, jakim jest Unia Europejska. Prowincjusz i to fatalnego autoramentu. W takim momencie odzywa się we mnie gen komparatystyczny i porównuję prezesa.

Na tle swego wroga, Donalda Tuska, Kaczyńskiemu musieliby postawić drabinkę z Tesco, na tej drabince jeszcze jedną drabinkę, jeszcze i jeszcze, bez mała wyszłaby z tego drabina Jakubowa i też nie sięgnąłby Tuska. Tusk jest niepodrabianą wielkością, acz czasami mnie drażniącą, a prezes wspina się, wspina po tej drabince – i czekamy aż spadnie.

Spadnie, spadnie. Spokojnie. W tym wypadku funkcjonuje jedna z najstarszych metafor świata; wieża Babel. Takie sny o potędze są burzone stopą boga, strącane. Nie będą Tuska porównywał do żadnego boga, wystarczy stopa, która zdepcze tę zmorę wielkości. Acz wierzę – jestem przekonany – iż to my będziemy tą stopą, aby tę marę przejść, pożegnać i odegnać.

Na razie prezes wysnuł nam opowieść o wielkim międzynarodowym lotnisku, które patrząc na kreacyjne możliwości prezesa i dysfunkcyjność władzy PiS należałoby nazwać – kartofliskiem.

obchodzimy

>>>

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s