Kaczyński ogłosił, że on i jego PiS reprezentują rasę panów. Czyli mamy brunatny kaczyzm, job twaju mać

Posted: 22 lutego 2017 in Polityka
Tagi: , , , , , ,

CZY WAS TEŻ TO ZASTANAWIA?

c5r6ewrwaamjivi

RIPOSTA DO KACZYŃSKIEGO, KTÓRY NAZWAŁ PiS „LUDZKIMI PANAMI”. CHOR. BARDOŃ TO NASZ MISTRZ ! TRAFIONY – ZATOPIONY 🙂

c5regx2wyaivqqu

Prof. Marek Safjan pisze w „Wyborczej” o katastrofie państwa prawa. O tym, co jest zgodne z porządkiem prawnym, ma decydować prokuratura albo inny organ toczący postępowanie? Dla państwa prawa to katastrofa.

nawet

Jest kilka granicznych punktów, wyraźnych sygnałów, że rządy prawa dobiegły w Rzeczypospolitej końca. Pierwszym było powołanie do Trybunału Konstytucyjnego sędziów na stanowiska już wcześniej zgodnie z prawem obsadzone i, o czym już zapomniano, niepodporządkowanie się Sejmu postanowieniu TK, które miało zapobiec tej sytuacji. Potem było najbardziej wstrząsające (tak uważam do dzisiaj) oświadczenie przedstawicieli rządu o braku publikacji wyroków TK, z uzasadnieniem, że są one niezgodne z prawem.

Było jeszcze wiele zdarzeń w najwyższym stopniu niepokojących, związanych z wprowadzaniem w ciągu niespełna roku pięciu nowych regulacji ustawy o sądownictwie konstytucyjnym, co samo w sobie – stwierdzam to z pełną powagą – nie ma i nie miało odpowiednika w żadnym systemie demokratycznego państwa prawa na świecie. Ostatnim akordem było ukonstytuowanie się Trybunału w nowym składzie z udziałem trzech osób powołanych niezgodnie – jak stwierdził wcześniej sam TK – z konstytucją.
Jednak punktem zwrotnym, który symbolizuje w wielkim skrócie zjawiska ostatnich miesięcy, jest decyzja organu władzy publicznej, jakim jest prokuratura, umarzająca postępowanie karne w sprawie odmowy publikacji wyroków TK, z takim oto uzasadnieniem przedstawionym w komunikacie prokuratora Łapczyńskiego z Prokuratury Okręgowej Warszawa Praga-Południe: „Zaniechanie publikacji orzeczeń [z 9 marca i 11 sierpnia 2016 r.] było działaniem podyktowanym ochroną interesu publicznego, wyrażającym się w niedopuszczeniu do wprowadzenia do obrotu prawnego rozstrzygnięć sprzecznych z obowiązującym porządkiem prawnym”.

**

Dlaczego to tak znaczące wydarzenie? Oto po raz pierwszy w historii państwa prawnego jego organ w ramach toczącej się procedury prawnej zakwestionował samą ideę podstawową, która określa rząd prawa – obowiązek podporządkowania się orzeczeniu sądowemu. Nie chodzi tu o faktyczny brak wykonania wyroku (to się niestety zdarzało wielokrotnie, także w przypadku wyroków TK), ale wypowiedź, która zapowiada radykalną zmianę relacji między organami państwa i samej filozofii państwa prawa.

Oto ostatecznie decyzja, co jest, a co nie jest zgodne z porządkiem prawnym, ma należeć do organu prowadzącego postępowanie karne. To bowiem prokurator podpisany pod cytowanym postanowieniem stwierdza, że wyrok najwyższej instancji sądowej jest niezgodny z porządkiem prawnym i jako taki nie może wywoływać skutków prawnych.

Nie jest nawet ważne to, że postanowienie prokuratora nie jest ostateczne i może być przedmiotem zaskarżenia. Dramatycznym elementem jest samo pojawienie się takiego uzasadnienia, bo to nie jest zwykła pomyłka, błąd w interpretacji, wadliwość stosowania prawa, niewłaściwa ocena faktów. Tu chodzi, powtórzmy, o zaprezentowanie nowej filozofii państwa, a właściwie o jej formalne przypieczętowanie: wyroki sądu podlegają ocenie władzy wykonawczej, która w zależności do „własnego” poglądu może uznać je za wiążące albo nie.

Tu nie chodzi o krytyczną ocenę orzeczenia sądowego, taka jest oczywiście możliwa i dopuszczalna, nikt temu się nie sprzeciwia, wbrew temu, co zdają się sugerować najwyżsi przedstawiciele władzy. Stanowisko prokuratury idzie w tym wypadku bez porównania dalej: wyraża się ono nie w krytyce, ale w odmowie uznania wyroku.
Nie powinno dziwić, skoro już w grudniu 2015 r. przedstawiciele kancelarii premiera oświadczyli, że nie mogą publikować orzeczenia niezgodnego z prawem. Tym razem mamy do czynienia z formalną decyzją organu państwowego, która potwierdza stanowiska polityków i używa tej samej retoryki.

c5rcrqnwaaqdfhm

**

Jako wieloletni nauczyciel akademicki czuję się kompletnie bezradny – kruszy się i rozsypuje cała sensowna i misterna konstrukcja, na której opiera się funkcjonowanie systemu prawnego w państwie prawa i która na naszych zajęciach uniwersyteckich jest przedstawiana jako efekt długiego historycznego rozwoju. To bowiem nie tylko zakwestionowanie zasady podziału i równowagi władz, ale także istoty obowiązywania prawa.

Idąc śladem rozumowania przyjętego przez organ prokuratury w kwestii niepublikowania wiążących wyroków Trybunału Konstytucyjnego, musimy zapytać, czy istnieje jeszcze w RP jakiś poziom gwarantowanego bezpieczeństwa prawnego i przewidywalności prawa. Jeżeli takie postanowienie prokuratury zapada w sprawie wyroków TK, to dlaczego nie może ono zapaść pewnego dnia np. w sprawie wyroków Sądu Najwyższego lub jakiegokolwiek innego prawomocnego wyroku sądowego? Jeżeli prokurator okręgowy w Warszawie może wydać takie postanowienie wobec orzeczenia TK, to dlaczego np. prokurator generalny nie będzie mógł podjąć pewnego dnia decyzji zakazującej wykonania tego lub innego wyroku sądowego z motywem, że jest on niezgodny z porządkiem prawnym?

Nie ma dzisiaj bardziej jawnego potwierdzenia na piśmie, w formie ubranej w postanowienie organów prokuratury, naruszenia zasad państwa prawa i całej jego filozofii. W tym już nie ma finezji ani nawet próby ukrycia prawdziwej natury decyzji, która wiąże się z oceną wyroków najwyższej instancji sądowej. Nawet w czasach komunistycznych taka jawność kontestowania roli władzy sądowniczej nie miała miejsca.

Nie możemy się łudzić, że taka negacja prawa zatrzyma się na poziomie prokuratury. Nie tak dawno można było przeczytać, że Rada Mediów Narodowych przyjęła stanowisko, według którego nie będzie stosowała się do orzeczenia TK, bo Trybunał wykroczył poza granice swoich kompetencji.

Spór o to, czy organ sądowy wykroczył poza ich granice – orzekał w sposób określany przez prawników jako „ultra vires” – mogą rozstrzygnąć jedynie sądy w drodze instancyjnej, a nie prokurator czy przedstawiciele władzy wykonawczej. Takie sytuacje zdarzają się w realnym świecie, np. w relacjach pomiędzy Trybunałem Sprawiedliwości a sądami konstytucyjnymi, ale są to zawsze spory czysto prawne między niezależnymi organami sądowymi, a nie między władzą wykonawczą a sądem.

**

Decyzja prokuratury przejdzie do podręczników historii prawa jako jawny przykład najgłębszego kryzysu państwa prawa, w którym obowiązują konstytucja i solidne, zdawałoby się, zabezpieczenia instytucjonalne broniące obywateli przed nadużyciami władzy.

Sam fakt, że coś takiego się zdarzyło, musi zapalać w głowie każdego obywatela, a nie tylko prawników, czerwone światło. Pokazuje, że samo wykształcenie prawnicze ludzi podejmujących decyzję w imieniu organów państwa ani też zdane egzaminy zawodowe nie są wystarczającą barierą, która chroniłaby przed takimi zjawiskami. Potrzebne są jeszcze poczucie odpowiedzialności, przyzwoitość, niezależność myślenia. A z tym mamy dzisiaj w Polsce coraz większy kłopot.

Swoją drogą można oczekiwać, że społeczeństwo zostanie poinformowane o opiniach prawnych, które stały się podstawą postanowienia prokuratury. Sprawa ma taki wymiar, że wszystkie argumenty powinny zostać jasno wyłożone. Nie można ograniczać się do lakonicznego stwierdzenia, że prokuratura oparła się na takich opiniach.

*Marek Safjan – (ur. w 1949 r.) prawnik, profesor Uniwersytetu Warszawskiego. W latach 1998-2006 był prezesem Trybunału Konstytucyjnego, od 2009 r. jest sędzią w Europejskim Trybunale Sprawiedliwości

NADLUDZIE Z PiS UDAJĄCY, ŻE SŁUŻĄ SPOŁECZEŃSTWU

c5rx2paw8aaqa8p

Paweł Wroński pisze o Beacie Szydło. Dlaczego powinniśmy cenić premier Beatę Szydło? Otóż dlatego, że niewielu jest ludzi na świecie, którzy z pełną powagą i wyrazem zatroskania na twarzy są w stanie powiedzieć zdania mające znamiona purnonsensu czystego niczym diament.

TAK DZIAŁA PAŃSTWO PANÓW

c5r3_93weaawkr4

Premier Szydło zawstydziła sprzedawcę martwej papugi ze skeczu Monty Pythona

Prawo i Sprawiedliwość uchwaliło skandaliczną ustawę o wycince drzew, której efekty widać już w całej Polsce. To, co ma pień, pada w miastach pokotem. Ustawa jest autorstwa czołowego obrońcy przyrody spod znaku piły motorowej i sztucera z lunetką – ministra Jana Szyszko. Przeleciała jako projekt poselski niczym huragan po Sejmie. Została ostatecznie przegłosowana na słynnym posiedzeniu 16 grudnia w Sali Kolumnowej, do której część posłów opozycji nie mogła się dostać, i nie wiadomo było, jak liczono głosy. Prezydent Duda oczywiście złożył podpis, bez głębszego zastanowienia, bo sezon narciarski w pełni.

Ustawa miała chronić „zwykłego człowieka” przed konsekwencjami prawnymi wycięcia własnego drzewa na własnej działce. Ale oczywiście chroni zwykłego dewelopera, który musiał wydawać pieniądze za drzewa usuwane na terenach pod inwestycję. W miastach całej Polski, co opisała „Wyborcza”, deweloperzy rżną drzewa na potęgę. Wczoraj ustawę chwalił jeszcze minister Szyszko, ale przestał nagle chwalić, bo oburzony prezes Polski i mózg rządzących Jarosław Kaczyński uznał ją za skandal. Dostrzegł przy jej uchwalaniu ordynarny lobbing. Dziś klub PiS stwierdził, że ustawę naprawi.

Rodzi się jednak pytanie, kto jest winien idiotycznej, uchwalonej w pośpiechu ustawie, za którą głosowali i pani premier Beata Szydło, i prezes Jarosław Kaczyński.

Oddajmy głos pani premier. Otóż winni są ci, „którzy nie pracowali nad ustawą” i którzy „protestowali zamiast wprowadzać poprawki”. Czyli kto? Oczywiście opozycja totalna, która protestuje, gdy PiS i dzielna premier ręce sobie po łokcie urabiają.

Premier oczywiście nie zwróciła uwagi na to, że część posłów opozycji nie była w stanie dostać się na Salę Kolumnową, by te poprawki zgłosić. Co więcej, jedyną posłanką, która głosowała przeciw ustawie i do końca walczyła na posiedzeniu komisji o wysłuchanie publiczne w tej sprawie, była posłanka PO Gabriela Lenartowicz (inna rzecz, że bez poparcia własnej partii z przewodniczącym komisji Stanisławem Gawłowskim z PO).

c5qeumixaaefcpr

Takie postawienie sprawy przez panią premier zdumiałoby nawet Monty Pythona – autorów skeczu o martwej papudze. Występujący w niej bezczelny właściciel sklepu wmawia klientowi, że papuga żyje i ma się dobrze. Z tego skeczu od półwiecza rechocze cała cywilizacja śródziemnomorska. Dopiero pani premier Szydło zawstydziła sprzedawcę papugi.

 

c5qimrnwaaak8uz

Waldemar Mystkowski pisze o „rasie panów”

c5q57pywmaauyhm

Sort panów zdefiniowany przez Kaczyńskiego

Czy przodkowie Jarosława Kaczyńskiego posiadali patent szlachecki? Nie wiem, ale prezes PiS czuje sie panem. Mało szlachetnie stwierdził: „Jesteśmy ludzkimi panami, bo jesteśmy panami, w przeciwieństwie do niektórych”. Raczej to są gminne słowa, buraczane, które przystoją komuś wyniesionemu z czworaków, a nie panowi. Pana widać i czuć.

Prezes PiS ponadto popisał się „wiedzą” o fałszywej świadomości, która jakoby jest w posiadaniu opozycji. I jak w podobnych w przeszłości przypadkach, coś słyszał, tylko nie wiedział w jakim kościele dzwony biją. Psychologia pomyliła mu się z socjologią i ideologią. Ciągle aktualne jest zalecenia prof. Jadwigi Staniszkis dla Kaczyńskiego: „idealnie to byłoby więcej czytać i pisać, bo ma tu duże zaległości. I odpocząć”.

Kaczyński więc wynosi się ponad społeczeństwo, zupełnie inaczej sądzi o sobie nowa prezes Trybunału Konstytucyjnego Julia Przyłębska, która w TVP Info stwierdziła: „Orzekam w imieniu społeczeństwa, ciąży na mnie szczególna odpowiedzialność, muszę zachowywać się w sposób szczególny i muszę dbać o to, żeby była sprawiedliwość”. Przyłębska nie zająknęła się o Konstytucji, niemal powiedziała, jak Mateusz Morawiecki, który orzekł, że „nad prawem jest dobro narodu”. U Przyłębskiej nad Konstytucją jest sprawiedliwość.

Do tego stopnia jest sprawiedliwa, że nie spotkała się z ośmioma sędziami Trybunału Konstytucyjnego, którzy napisali do niej list i czekali na spotkanie z prezes, ta wybrała TVP Info. Sędziowie utrzymują, że sytuacja w Trybunale budzi ich ogromy niepokój. Kontrolowana jest korespondencja sędziów, wysyła się ich na przymusowe urlopy, nie przydziela spraw i dokonuje arbitralnych zmian w składach orzekających.

We wszystkim tych wypowiedziach pisowskich pobrzmiewają znajome słowa wypowiadane przez „rasę panów”. Gdy „rasę” zastąpimy „sortem”, to będziemy w domu. Niszczenie instytucji demokratycznych, nowa pokrętna retoryka, która szerokim łukiem omija rozum, pokazuje z jakimi podwalinami autokratyzmu mamy do czynienia i ku jakiej społecznej brunatności zmierza PiS. Były prezes Trybunału Konstytucyjnego i aktualny sędzia w Europejskim Trybunale Sprawiedliwości, prof. Marek Safjan wskazuje na kolejny zamach „sortu panów” w eseju dla „Wyborczej”. Oskarżone zostaje państwo prawa, bo nie może gorszy sort decydować, co jest prawne. „O tym, co jest zgodne z porządkiem prawnym, ma decydować prokuratura albo inny organ toczący postępowanie? Dla państwa prawa to katastrofa” – pisze Safjan.

Gdy Kaczyński się wywyższał, świetne wystąpienie w Sejmie miał Michał Kamiński, którego admiratorem nigdy nie byłem, wręcz przeciwnie, ale zrzuciwszy gorset partyjny, okazuje się być kimś o wiele ciekawszym, niż wcześniej prezentował. Oto kawał dobrej roboty oratorskiej, Kamiński mówił do odwoływanego Marka Kuchcińskiego, który rzecz jasna nie został odwołany:

Ani pan, ani pana kompani, ani wreszcie ten, który w ponurym procederze niszczenia naszej demokracji wypełnia sprawstwo kierownicze – nie unikniecie wyroku i sądu, przynajmniej historii. Tak, jak nie uniknęli go ci, którzy w latach 20 i 30-tych pod hasłami sanacji – czyli ówczesnej “dobrej zmiany” – zostawili Polskę w prawdziwej ruinie. Im także towarzyszyła swoista polityka historyczna i oni wstawali z kolan, byli silni, zwarci i gotowi. Oni bredzili o koloniach, tak jak wy bredzicie o przywództwie w Europie i Międzymorzu. U początku ich drogi, zakończonej klęską ’39 roku, także leżało upokorzenie polskiego parlamentaryzmu. Potem były pobicia niewygodnych polityków, potem była brutalna cenzura, procesy polityczne i złowrogie wycie – jak pisał genialny poeta – psów policyjnych w Łucku. Ale wtedy, gdy zaczynali od upokarzania polskiego Sejmu, ówczesny jego marszałek Ignacy Daszyński, odpowiedział Piłsudskiemu: “ja pod lufami Sejmu nie otworzę”. Pan stanął przed nieporównanie mniejszym wyzwaniem i – co tu dużo mówić – nieporównanie mniejszym przywódcą”.

Trafne, prawda?

Wojciech Cejrowski dosadnie podsumował Mariusza Błaszczaka. „Minister jest głupkiem”. MA RACJĘ??? 

c5ql6mmwiail5ug

>>>

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s