Macierewicz 47 razy leciał wojskową CASĄ. 6,7 mln zł na loty rządu

Posted: 6 kwietnia 2017 in Polityka
Tagi: , , , , , , , ,

NIE DZIWMY SIĘ TAKIM WIDOKOM. JEST W TYM WIELE PRAWDY.

Na portalu Niezależny Dziennik Polityczny podają rzeczywistą ilość lotów Macierewicza.

Minister Macierewicz 47 razy leciał wojskową CASĄ. 6,7 mln zł na loty rządu

To nie premier Beata Szydło lata najczęściej samolotami CASA. Okazuje się, że rządowym rekordzistą pod tym względem jest minister obrony Antoni Macierewicz. W ciągu sześciu miesięcy latał po Polsce wojskowymi maszynami 47 razy. Łączny koszt podniebnych podróży rządzących wojskowym sprzętem to 6,7 mln zł.

Po wypadku samochodowym premier Beaty Szydło w Oświęcimiu wyszło na jaw, że szefowa rządu często lata do domu wojskowym samolotem. Jak wynika z informacji ministerstwa obrony, w ciągu 16 miesięcy odbyła 43 takie loty.

Jeszcze częściej z wojskowych maszyn korzysta Antoni Macierewicz. – Tego typu loty odbywał minister obrony narodowej – 47 lotów w okresie od października 2016 r. do marca 2017 r. – informuje wiceszef resortu Bartosz Kownacki. CASĄ latał także wicepremier i minister finansów oraz rozwoju Mateusz Morawiecki. – Siedem lotów w terminie od października do grudnia 2016 r. – dodaje polityk PiS.

Łączny koszt lotów rządzących CASĄ w ciągu ostatnich 16 miesięcy to 6,7 mln zł. – Koszt godziny lotu statku powietrznego typu C-295M, z uwzględnieniem kosztów zakupu paliwa za 2016 r., wyniósł 21.577,65 zł – wyjaśnia minister Kownacki. Szczegółowe informacje, dotyczące lotów rządzących uzyskali posłowie PO Jan Grabiec i Marcin Kierwiński. W związku z tym, że w czasie sejmowej debaty MON nie podało szczegółów podróży premier Szydło, wystąpili do MON z interpelacją w tej sprawie.

W Sejmie wiceszef MON zapewniał, że szefowa rządu lata służbowo W Sejmie wiceszef MON zapewniał, że szefowa rządu lata służbowo, mimo że podróżuje głównie na trasie Warszawa-Kraków, w okolicy którego mieszka. – Poziom kłamstwa i hipokryzji polityków PO jest w tej sprawie gigantyczny. Nie jest prawdą, aby pani premier wykorzystywała wojskowy transport lotniczy do celów prywatnych – powiedział Kownacki.

Gdy media publikowały informacje, że ówczesny premier Donald Tusk często lata na koszt podatników do domu w Sopocie, PiS krytykowało polityka PO. – Premier używa samolotów jak taksówek. To oburzające. Te pieniądze można by wydać np. na upadające szpitale – mówił wówczas Mariusz Błaszczak, szef MSWiA.

MON podkreśla, że wszystkie loty rządzących mają tzw. status HEAD. Jest on nadawany, gdy na pokładzie jest ważny polityk. Chodzi o zapewnienie odpowiedniego poziomu bezpieczeństwa. – Do zabezpieczenia lotu oznaczonego statusem HEAD wyznacza się dwa statki powietrzne – zasadniczy i zapasowy. Gotowość do zadań związanych z lotem o statusie HEAD statek powietrzny uzyskuje po wykonaniu lotu komisyjnego z wynikiem pozytywnym. Zachowuje tę gotowość przez 72 godziny – pod warunkiem, że nie zostanie wykorzystany do innych zadań niezwiązanych z planowanym lotem – tłumaczy Kownacki.

TO WSZYSTKO JEST W MATERIAŁACH, NA KTÓRE POWOŁUJE SIĘ PiS. ALE CWANIAKI, CYTUJĄ TYLKO FRAGMENTY, BO TAK IM ŁATWIEJ MANIPULOWAĆ WYBORCAMI.

QUO VADIS, POLSKO?

Wojciech Maziarski („Wyborcza”) domaga się od patriotów wazeliny. Gorąco apeluję do patriotów wyklętych, by przestali się obijać, wzięli się w garść i przysłali więcej wazeliny.

Przychodzi baba do lekarza.

– Co pani jest?

– Wszyscy mnie ignorują, panie doktorze.

– Następna proszę.

Ja też się tak poczułem, gdy zobaczyłem na czołówce „Gazety Polskiej Codziennie” Blumsztajna, Kim, Ordyńskiego, Szubartowicza i Żakowskiego, którzy jako członkowie Towarzystwa Dziennikarskiego byli sygnatariuszami listu otwartego do niemieckich dziennikarzy i opinii publicznej, przepraszającego za antyniemieckie wariactwa PiS-owskiej władzy.

A ja to co, pies? Ja też jestem w tym Towarzystwie. Tak samo domagam się więc napiętnowania i zaliczenia do zdrajców narodu kolaborujących z zachodnioniemieckimi rewanżystami i śląskimi wywrotowcami.

Dlaczego ja mam mieć gorzej niż na przykład mój redakcyjny kolega Bartek Wieliński? Jemu się naprawdę udało, dostąpił prawdziwego zaszczytu: błyskotliwa Marzena Paczuska, z właściwą sobie intelektualną finezją, zdemaskowała go w „Wiadomościach” TVP jako kolaboranta i wyrodka, który sprzymierzył się ze Związkiem Wypędzonych i z niemiecką irredentą na Śląsku. Takich jak on jest w redakcji „Gazety Wyborczej” więcej – ujawniły „Wiadomości”. Skoro już to powiedziały, to nie mogły chociaż dorzucić: „na przykład Maziarski”? Wiele czasu na antenie by to nie zajęło, a Paczuskiej korona by z głowy nie spadła.

Natomiast ja bym się wtedy pewnie załapał na wazelinę, która została niewykorzystana po wielkiej demonstracji poparcia dla rządu Beaty Szydło 23 marca, kiedy to pod Sejmem zgromadziły się kilkusetosobowe rzesze prawdziwych patriotów. Redaktor naczelny „Gazety Polskiej Codziennie” Tomasz Sakiewicz wezwał, by ten niezużyty lubrykant wysyłać członkom Towarzystwa Dziennikarskiego, których zdradzieckie oblicza widniały na czołówce jego gazety. Mojego tam nie było, więc ominęła mnie rozkosz otrzymania wazeliny od organu Sakiewicza.

Choć z drugiej strony przyznam szczerze, że odzew na ten apel lekko mnie rozczarował. Towarzystwo Dziennikarskie do 1 kwietnia otrzymało zaledwie 79 opakowań wazeliny i innych lubrykantów, które zostały wystawione i sprzedane po 25 złotych za sztukę, co w sumie przyniosło 1975 zł minus koszty przesyłek, a więc jakieś półtora tysiąca. To trochę mało jak na honorarium za reportaż na temat stosunków polsko-niemieckich – bo na taki właśnie cel Towarzystwo chce przeznaczyć uzyskane środki.

Ja nawet mam znakomitego kandydata na autora takiego tekstu – Bartka Wielińskiego, który ma świetne pióro i doskonale zna tematykę polsko-niemiecką. Będę gorąco kolegom rekomendować, by za uzyskane fundusze reportaż zamówić właśnie u niego.

Wprawdzie 1500 zł nie wystarczy na sfinansowanie wyjazdu do Niemiec i zapłacenie za tekst, jednak wszystkie otrzymane tubki i pudełka sprzedaliśmy w 10 godzin, co oznacza, że kryje się tu istotny potencjał rynkowy, który wspólnym wysiłkiem możemy wykorzystać dla dobra Polski. Gorąco więc apeluję do patriotów wyklętych, by przestali się obijać, wzięli się garść i przysłali więcej wazeliny. Jeśli nie mają już zapasów, niech kupią nowe opakowania.

Niepokorni, alleluja i do drogerii!

A JEST COŚ TAKIEGO JAK „NIEDOBRZY PATRIOCI”

Waldemar Mystkowski pisze o nowej strategii Kaczyńskiego

PiS przeprowadza kilka trudnych operacji na demokracji, po których niepełnosprawna pacjentka nie wiadomo, w jakim stanie używalności wyjdzie, więc prezes Jarosław Kaczyński musi zająć troskliwość Polaków czym innym. Rozwałka praworządności dokonana zostanie w Krajowej Radzie Sądownictwa, garotę sędziom zakłada Zbigniew Ziobro do spółki z komuszym prokuratorem Stanisławem Piotrowiczem, zaś z Brukseli dochodzą pomruki, iż fundusze strukturalne zostaną poważnie obcięte, a za politykę klimatyczną będziemy słono płacić, jak Bułgaria. Pocieszeniem jest, iż do Unii Europejskiej nie należy Albania, bo mógłby już dzisiaj obowiązywać idiom z czasów PRL-u: jesteśmy jeszcze przed, a może już za Albanią.

Kaczyński stosuje ucieczkę do przodu. Ma świadomość, że przegrane potyczki europejskie będą go kosztować odpływem suwerena, więc trzeba walkę przewekslować na inne tory – z normatywnych torów europejskich na szersze „ruskie”. To zawsze się opłaca, choć niezadowolenie będzie duże, lecz tradycyjny elektorat zostanie umocniony na swoich pozycjach.

W „Gościu Niedzielnym” Kaczyński ogłosił swoją strategię na najbliższy czas. A brzmi ona: nie dopuścimy do żadnej rewolucji obyczajowej, w ramach której zaostrzymy prawo do aborcji. Zauważmy, jak organizuje emocje połowy polskiej populacji – kobiet, które wyjdą na ulice. Zatrzymuje jednak w domach i w debacie po swojej stronie te Polki, które czują się gorliwymi, a nawet letnimi katoliczkami.

A co to znaczy: rewolucja obyczajowa? Określenie nic nie znaczy, rewolucje obyczajowe dokonują się samoistnie, wbrew choćby takiej sytuacji, jak wpływ zbyt troskliwych rodziców na swoje potomstwo, które chce być wolne i decydować o sobie. Więc odchodzi od tradycji rodziców, która jest hamulcem ekspresji. Kaczyński tego nie rozumie nie tylko z powodu nieposiadania dzieci, w jego wieku potomstwo zostawia po sobie pustkę. Samemu zatem na sobie trzeba dokonywać rewolucji – rewolucji samotności. W przypadku Kaczyńskiego mamy aberrację, bo on ani nie pojmuje – a konkluduję to na podstawie jego słów opisujących problem – ani doświadczył, bo jako człowiek wyalienował się, a jako polityk nabył kompleksów, za które społeczeństwo ponosi coraz większe koszty.

Pytanie: Czy damy się wrobić w nową strategię Kaczyńskiego? Naprzeciw siebie mamy zorganizowaną i mówiącą jednym głosem przekazów dnia partię rządzącą, a po stronie opozycji – opozycję partyjną podzieloną na dwa, lewicę podzieloną na dwa i więcej, a społeczeństwo obywatelskie dzielące się na więcej niż trzy.
Bodaj najważniejsze: Kaczyński nie ma żadnej wizji zdemolowania Polski, kieruje się przypadkiem, znajduje się najczęściej w sytuacji boksera na ringu, gdy zostaje walnięty, zapędza się w liny, w kozi róg i nie potrafi się wycofać. Na podstawie tego formułuje swoje kontrrewolucje – polityczne i obyczajowe, taki jest charakter jego władzy: inżynieria społeczna, na ile mi pozwolą. Taki z niego Lenin, który uważał, że kucharka może rządzić, więc w Polsce obecnie mamy rządzącą premier Beatę Szydło.

CO ZA CZASY, ŻE ZA UDOSTĘPNIANIE „UCHA PREZESA” NAUCZYCIELI CZEKA DYSCYPLINARKA?!! 

Kleofas Wieniawa pisze o zaostrzeniu prawa do aborcji.

Jarosław Kaczyński w wywiadzie dla „Gościa Niedzielnego” wytyczył wiosenny front walki ze społeczeństwem: niedopuszczenie do rewolucji obyczajowej (cokolwiek to znaczy) i zaostrzenie prawa do aborcji.

Ma to znamiona walki klasowej, bo partia Kaczyńskiego jest zakładnikiem kleru. Najwyraźniej jest to próba przykrycia nie tylko wyników sondażowych, ale niszczenia niezależności władzy sądowniczej i złych wiadomości z Brukseli, gdzie szykuje się zmiejszenie funduszy strukturalnych dla Polski, a także wyrok za nieprzestrzeganie unijnych przepisów dotyczących jakości powietrza.

Prezes PiS liczy na rozproszenie buntu społeczeństwa obywatelskiego. To jest jednak Polska, a nie Węgry. Komuna nie potrafiła spacyfikować Polaków, tym bardziej nie uda się PiS-owi, który rozszerza swoje bezprawie i ogranicza sfery wolności.

Stwierdzenie Kaczyńskiego jest antyludzkie, antychrześcijańskie: „Będziemy dążyli do tego, by nawet przypadki ciąż bardzo trudnych, kiedy dziecko jest skazane na śmierć, mocno zdeformowane, kończyły się jednak porodem, by to dziecko mogło być ochrzczone, pochowane, miało imię”. Narażać życie kobiety, aby zadowolić wykoncypowane wartości klasy próżniaczej.

Mamy w kraju coraz więcej bananu i teokracji. Taki urok skamieliny PiS.

O WŁADZĘ, O PIENIĄDZE I MOŻLIWOŚĆ OSKARŻENIA, OSĄDZENIA I SKAZANIA KAŻDEGO POLAKA, PRZECIWNIKA PiS

>>>

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s