PiS w odwrocie. Trzeba ich dobić, ratować Polskę. Tchórze boją się. Zemsty nie będzie, tylko Trybunał Stanu

Posted: 28 kwietnia 2017 in Polityka
Tagi: , , , , , , ,

Marek Beylin („Wyborcza”) pisze, iż przyszedł czas opozycji. Władza powinna być ustawicznie osaczana przez społeczeństwo. Niech opozycja zbiera teraz podpisy w sprawie referendum: „Czy jesteś za tym, by zgodnie z konstytucją sędziowie byli niezależni od rządzących polityków?”.

Nadszedł czas opozycji. Po półtorarocznych rządach PiS zaplątał się we własne portki. To, że w nowym sondażu Kantar Millward Brown (dla „Faktów” TVN i TVN 24) i Kantar Public dla „Wyborczej” Platforma wyprzedziła PiS, nie świadczy jeszcze o trwałej zmianie lidera, pokazuje jednak dobitnie słabość partii rządzącej.

W dodatku PiS nie wie na razie, jak się z tą słabością uporać. Wewnętrzne konflikty, ustawiczny pokaz śmieszności i nieudolności sprawiły, że władza zajmuje się głównie leczeniem własnych ran. Jest w defensywie, jak nigdy po wygranych wyborach.

Jeśli opozycja nie wykorzysta tej słabości, dowiedzie, że nadaje się jedynie do uprawiania gadulstwa, a nie polityki. Jest jednak problem, jak PiS skutecznie przyciskać.

Bo opozycji słabo wychodzi mobilizowanie ludzi, nie ma też takich pomysłów na Polskę po PiS, które przyciągnęłyby wahających się wyborców. A to oni zdecydują, kto wygra wybory.

W dodatku wyczerpuje się główna dotąd forma oporu: demonstracje. Są coraz mniej liczne nie tylko wskutek „wojny na górze” w KOD. Co ważniejsze, nie da się utrzymać stałej emocjonalnej mobilizacji ludzi, która przesądza o tym, czy wyjdziemy na ulice. Bez takich emocji udział w demonstracjach staje się rutynowym obowiązkiem przyciągającym jedynie najbardziej zmotywowanych. W efekcie słabnie widoczność sprzeciwu w społeczeństwie. A ludzie czują się bardziej osamotnieni wobec władzy.

Jak ożywić opór i emocje budujące wspólnotę sprzeciwu, z której wielu Polaków mogłoby czerpać poczucie siły? Dobry przykład dała akcja referendalna w sprawie gimnazjów. Ponad 900 tys. zebranych podpisów i umiejętna, merytoryczna perswazja przekształciły rozproszone niezadowolenie w polityczny taran kruszący władzę PiS. To przecież głos „ludu”, do którego władza odwołuje się w propagandzie, by zalegitymizować swe poczynania. Co więcej, jeśli rządzący zlekceważą te podpisy, potwierdzą, że mają gdzieś obywateli, jeśli ulegną, dowiodą własnej megakompromitacji.

Takich taranów trzeba nam więcej, bo władza powinna być ustawicznie osaczana przez społeczeństwo.

Niechże więc opozycja zacznie zbierać teraz podpisy w sprawie referendum: „Czy jesteś za tym, by zgodnie z konstytucją sędziowie byli niezależni od rządzących polityków?”. Według sondaży większość Polaków opowiada się za taką niezależnością. Ale kilkaset tysięcy podpisów pod takim wnioskiem potwierdziłoby wagę konstytucji i zasady niezależności sądownictwa oraz utrudniłoby rządzącym wyrwanie się z defensywy.

Następnie warto by wszcząć taką akcję w kwestii pozostania Polski w Unii Europejskiej. Bo Kaczyński, wbrew swym deklaracjom, może nas z UE chyłkiem wyprowadzać. Bliżej mu do Turcji niż do Brukseli.

Takie działania podtrzymają gniew i rozczarowanie władzą. A PiS w staraniach, by odzyskać moc, coraz bardziej będzie przypominał psa bezskutecznie kręcącego się w kółko, żeby złapać własny ogon.

Akcje referendalne przekonają też wielu, że protesty są trwałe i widoczne. Co wpłynie na tych, którzy wciąż się wahają. W dodatku każdy, kto złoży podpis, poczuje się uczestnikiem rozszerzającej się wspólnoty sprzeciwu. W tym dziś siła.

Roman Imielski analizuje władzę z jej pozycji klęczącej.  Przygnieciony serią wizerunkowych wpadek i autentycznych afer, gnębiony wewnętrznymi sporami i mało sprzyjającymi sondażami PiS zaczyna robić krok wstecz. Właśnie wycofał się z forsowania absurdalnego powiększenia Warszawy o ponad 30 podstołecznych gmin, zamykając jeden z pootwieranych przez siebie frontów walki.

To nie jest najlepszy okres dla obozu władzy. Jeszcze na początku roku wydawał się on monolitem, który walcem rozjeżdżał wszystko, na co miał ochotę. Ale to se ne vrati, przynajmniej na razie. Wiele nieskończonych wciąż bitew odbija się bowiem Prawu i Sprawiedliwości czkawką. Suweren zaczął brykać.

Nieprzygotowana i zwiastująca chaos w szkołach reforma edukacji zaowocowała zebraniem blisko miliona podpisów przeciwko planowanym zmianom i żądaniem referendum.

Próba zablokowania reelekcji Donalda Tuska na szefa Rady Europejskiej, zamiast zdyskredytować byłego premiera, w oczach wielu wywindowała go na męża opatrznościowego, który w 2020 r. może wygrać wybory prezydenckie.

Forsowana przez ministra środowiska Jana Szyszkę wycinka drzew oraz kuriozalne sprawy Bartłomieja Misiewicza i szefa podkomisji smoleńskiej Wacława Berczyńskiego były wizerunkową katastrofą dla PiS.

Do tego dochodzi polityczne kolesiostwo we wszelkich możliwych urzędach, instytucjach i spółkach skarbu państwa. I widoczne już jak na dłoni wewnętrzne walki buldogów zakończone publicznym dyscyplinowaniem traktującego armię jak prywatny folwark szefa MON Antoniego Macierewicza czy wyrażającej wątpliwości wobec polityki rządu minister cyfryzacji Anny Streżyńskiej.

To wszystko PiS mógłby pominąć, gdyby nie spadki w ostatnich sondażach, w których przegrywa z Platformą Obywatelską, a Andrzej Duda – w ewentualnej II turze wyborów prezydenckich z Tuskiem. Można by je zahamować, gdyby rządzący mieli w ręku poważne atuty. Tyle że program 500 plus już jest, obniżka wieku emerytalnego też, podniesienie pensji minimalnej również. Słowem – z socjalnego arsenału nie zostało prawie nic w odwodzie.

No i jest jeszcze niezwykle popularne kabaretowe „Ucho Prezesa” – a popadnięcie w śmieszność to jedna z najgorszych rzeczy, jaka może spotkać władzę.

Dlatego PiS musi zamknąć niektóre fronty. I tak właśnie zrobił z ustawą o powiększeniu Warszawy, która miała ułatwić przejęcie stolicy po wyborach samorządowych. Podstołeczne gminy stanęły okoniem. Bagatelizowane referendum w Legionowie było dla ugrupowania Jarosława Kaczyńskiego szokiem – nie tylko okazało się ważne, ale aż ponad 94 proc. głosujących powiedziało „nie” dla planów PiS. Za chwilę podobne referenda przetoczą się przez kolejne gminy, a nastroje w nich wcale nie są przychylne władzy. Forsujący zmiany poseł Jacek Sasin, marzący o prezydenturze Warszawy (w ostatnich wyborach samorządowych znacząco przegrał z Hanną Gronkiewicz-Waltz), w końcu rzucił ręcznik.

To dobra wiadomość dla tych obywateli, którzy mają dość niszczenia państwa przez PiS. Bo im więcej problemów ma obóz władzy, tym większy sens ma społeczny nacisk. Po raz pierwszy efekt zobaczyliśmy jesienią zeszłego roku, gdy dziesiątki tysięcy kobiet zmusiły „czarnym protestem” do porzucenia projektu zaostrzenia prawa aborcyjnego. Ostatnio społeczny sprzeciw widzieliśmy w przypadku lex Szyszko, a teraz dał efekt w sprawie ustawy warszawskiej.

Suweren – tak często przywoływany przez polityków PiS – nie okazał się potulny jak baranek. I to najlepsza wiadomość dla Polski.

Waldemar Mystkowski pisze o Emmanuelu Macronie, jego wypowiedzi o Polsce i reakcji PiS.

Kandydat na prezydenta Francji – i z wielkim prawdopodobieństwem przyszły prezydent – Emmanuel Macron prowadzi ostrą kampanię wyborczą, bo za przeciwnika ma populistkę i nacjonalistkę Marine Le Pen, która stosuje sztuczki podobne, jak PiS, „Francja w ruinie”.

Macron musi się obawiać wszelkich cudów nad urną – jak w Polsce (PiS), jak w USA (Trump) – nie może pozostawiać pola populistom od ruin. Kampanię drugiej tury wyborów prezydenckich Macron zaczął od powiązania wartości gospodarczych ze standardami demokracji zachodniej i padło na… Polskę. Dopowiedzmy: Polskę pisowską. – „W ciągu trzech miesięcy po moim wyborze, zapadną pewne decyzje w sprawie Polski. Mówię to z pełną odpowiedzialnością. Nie możemy tolerować tego, że jakiś kraj, będący w Unii Europejskiej, rozgrywa różnice kosztów pracy i narusza wszystkie zasady UE, nie ma szacunku dla wartości Unii Europejskiej” – powiedział Macron w wywiadzie dla prowincjonalnej gazety. Z dala od Paryża Marine Le Pen ciuła elektorat, bo w stolicy Francji miała w I turze poniżej 5%.

Macron dosadnie nazywa to, czego ma doświadczyć Polska rządzona przez PiS: „Chcę, by sankcje zostały wprowadzone w kwestiach dotyczących praw i wartości Unii Europejskiej”. Nie są to przyjemne słowa dla Polaków, nawet gdy PiS traktuje się jako wcielenie zła. Jak traktuje Macrona rząd PiS? Byle jak. Bo przyszłemu prezydentowi odpowiada rzecznik rządu Rafał Bochenek. Mógł wybrać milczenie i byśmy potraktowali jako wykładnię „milczenie jest złotem”, ale Bochenek otworzył usta – za pozwoleniem Nowogrodzkiej, skąd wychodzą przekazy dnia – nazwał słowa Francuza: „To niefortunna wypowiedź”.

Można niejako się zgodzić, iż Macron zachowuje się protekcjonistycznie, lecz nie jest fortunny Bochenek, gdy określa słowa francuskiego kandydata: „negatywnie wpływają na rozwój wolnego rynku i w sposób jawny przeciwstawiają się wartościom, na jakich powinna być budowana UE”.

PiS będzie miał problem nie tylko z wartościami demokratycznymi, ale przede wszystkim z gospodarczymi, bo Europa kilku prędkości w pierwszym rzędzie postawi na rozwój gospodarczy. Nie wiadomo, kto miałby odpowiedzieć Macronowi. Obawiam się, że Waszczykowski stanąłby na znanym nam wszystkim stanowisku dyplomatołka (nie spotkał się z Macronem, tylko z Marine Le Pen). Mateuszowi Morawieckiemu wypsnęłaby się niewiedza ontologiczna i postawiłby naród ponad prawem.

Podobny kłopot przysporzą PiS-owi Niemcy, którzy będą wybierać między Angelą Merkel a Martinem Schulzem. Merkel uważa, że Niemcy muszą współpracować z Polską – nawet pisowską – ale już niekoniecznie socjaldemokrata. Układ Merkel-Macron będzie równie nieprzyjemny dla Polski pisowskiej jak Schulz-Macron.

Więcej niż pewne, że po zwycięstwie Macrona nasza pozycja w Unii Europejskiej będzie coraz gorsza. Nie dziwię się zatem PiS, że woleliby Marine Le Pen, bo ta rozwaliłaby Unię i politycy PiS mieliby usprawiedliwienie: „to nie my, to wina… (tu wstawić odpowiednie nazwisko)”. Tak wygląda choroba pisowska, w tym wypadku choroba francuska, kiedyś nazywana francą. Polska pisowska powstała z kolan i od razu poległa. To zresztą ich ulubiony polityczny paradygmat sukcesu – „poległ, polegliśmy”.

Kleofas Wieniawa pisze o sankcjach, które mogą być nałożone na Polskę.

Nie jestem zdziwiony wypowiedzią kandydata na prezydenta Francji Emmanuela Macron, iż będzie zabiegał o nałożenie sankcji na Polskę. Najprawdopodobniej zastąpi Hollande’a w Pałacu Elizejskim, a gdyby jakimś cudem miała wygrać w II turze Marine Le Pen, będzie jeszcze gorzej. Francja prawicowa zawsze była antypolska, prorosyjska.

Po raz pierwszy w historii sprzyjała nam koniunktura międzynarodowa, zarówno Niemcy byli naszymi adwokatami, także Francja. Zostało to już w niwecz zaprzepaszczone przez PiS i „geniusz” Kaczyńskiego, który tak daleko nie odbiega od przysłowiowego Kononowicza ze wszystkimi „powstawaniami z kolan”.

Leżymy. Cieszmy się, że mamy Donalda Tuska, szefa Rady Europejskiej, który będzie hamował zapędy Macrona, ale niewiele wskóra w Unii różnych prędkości, bo jestesmy w niej „czerwoną latarnią”.

Macron, jak każdy liberał jest przychylny Polsce, lecz kampania wyborcza ma swoje prawa i nie może oddawać elektoratu Le Pen – odpowiednik hard naszego PiS. Dobrze postawę Macrona oddaje niedawny list sławnej Annette Laborey, która odmówiła przyjęcia orderu od Andrzeja Dudy: „Polska wpadła w ręce partii, którą mogłabym tylko zwalczać. Odznaczenie nadane takimi rękami zamienia się w zniewagę”.

I to jest powód takich, a nie innych słów Macrona. Gdyby na jego miejscu był kandydat gauliistów Francois Fillon usłyszelibyśmy podobne słowa.

Gdyby Wielka Brytania nie wychodziła z UE, także Theresa May powiedziałby podobnie. Polska ogrywana jest przez wszystkich, no może oprócz San Escobar.

Niedługo kampania i wybory w Niemczech, usłyszymy trawestację Macrona z ust Martina Schulza, a także Angeli Merkel, która będzie musiała wzmocnić swój zdecydowany przekaz, iż Unia nie będzie się rozłazić z powodu niszczenia standardów demokratycznych. Pod władzą PiS zostaliśmy w półtora roku chorym człowiekiem Europy, dopadł nas złośliwy nowotwór – kaczyzm. Zaścianek.

>>>

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s