Archiwum dla Maj, 2017

NIE POZWÓLMY IM ZAMIEŚĆ SPRAWY POD DYWAN. SPRAWA IGORA POWINNA ZOSTAĆ WYJAŚNIONA DO KOŃCA. SMOLEŃSKA MAMY JUŻ DOŚĆ.

Andrzej Gajcy pisze na Onecie o kolejnych 3 reformach (deformach) PiS.

PiS szykuje „nowe otwarcie”: ostatnie reformy i grunt pod kampanię

PiS na zaplanowanym 1 lipca kongresie programowym główne akcenty położy na dokończeniu najważniejszych reform, przedstawieniu korzystnych zmian podatkowych i ułatwień dla przedsiębiorców oraz wygaszeniu politycznych frontów, które pootwierał w ciągu pierwszych dwóch lat swoich rządów. Celem nadrzędnym ma być jednak odrobienie strat po kosztownych wizerunkowo reformach oraz przekonanie Polaków przed nadchodzącym okresem wyborczym, że PiS jest partią bezpieczną i godną zaufania.
  • PiS będzie chciało przeprowadzić jeszcze trzy reformy: sądownictwa, samorządowej ordynacji i dekoncentracji mediów; ta ostatnia może zostać odłożona w czasie
  • Ważnym punktem nowego programu PiS mają być propozycje gospodarcze przygotowane przez Mateusza Morawieckiego
  • Jarosław Kaczyński w ostatniej chwili zdecyduje o zmianach personalnych w rządzie

„Nowy program PiS”

Nad nowym programem partii rządzącej pracują w głębokiej tajemnicy najbardziej zaufani ludzie prezesa Jarosława Kaczyńskiego. W skład zespołu poza Kaczyńskim, który ma przygotować fundament na kolejne dwa lata rządów PiS i zbliżające się wybory zarówno samorządowe, jak i parlamentarne, weszli Joachim Brudziński, Ryszard Terlecki, Mariusz Błaszczak oraz Mateusz Morawiecki.

CZY POLICJA ZROBIŁA COŚ ZŁEGO ZABIJAJĄC STACHOWIAKA? MIN. ZIELIŃSKI NIE POWINIEN ZA TO PRZEPRASZAĆ???

Waldemar Mystkowski pisze o TVP.

Woronicza 17 – strefa zarażona

Przed siedzibą TVP na Woronicza na słupie ogłoszeniowym pojawiły się plakaty informujące o zagrożeniu. Plakat przypominający ostrzeżenia o zagrożeniu radioaktywnym, zwięźle przestrzega „Uwaga! Strefa propagandy”. Inny plakat to ostrzegawczy czerwony trójkąt, w który wpisane jest logo TVP przerobione na TVPiS oraz orzeł w koronie znajdujący się w emblemacie wiadomej partii.

Woronicza 17 jest zoną, w której grozi utrata twarzy i trwały uszczerbek na godności i honorze. Uważam, iż ktokolwiek, wkraczając w tę strefę winien się ubezpieczać albo żądać z góry odszkodowania.

Zastanawiam się, dlaczego – coraz bardziej nieliczni – politycy opozycyjnych partii nie przychodzą na rozmowy z dziennikarzami w kombinezonie ochronnym OP-1, a przynajmniej w masce przeciwgazowej. Zaś asystent powinien taszczyć za politykiem butlę z tlenem. Dziennikarz zadaje pytanie, a taki Grzegorz Schetyna odpowiada głosem przez rurę. Propaganda PiS (znana już w takiej formie w naszej historii jako gadzinówka) każe płacić za produkcję skażonego towaru comiesiecznym abonamentem, co w zasadzie jest mandatem za nieparkowanie umysłowe przy tej zarazie pisowskiej.

Pojawiają się propozycje, aby kablówki w swoich pakietach usuwały kanały TVP i radia publicznego. Handlowo jest to ryzykowne. Ale może być tak, iż przedsiębiorstwa kablówek mogłyby podzielić się na dwie firmy” z kanałami publicznymi i bez tych kanałów. Jeszcze raz trzeba byłoby podpisać umowę z klientami. Rzecz warta zachodu.

Prawo nie może zmusić do korzystania z trefnego towaru. Jeżeli doszłoby do ścigania komorniczego, można pozwać zbiorowo TVP lub instytucję odpowiadającą za funkcjonowanie tego zakażonego tworu. Gdyby zaś sądy zostały zawłaszczone przez Ziobrę, istnieje odwołanie do trybunałów międzynarodowych. Nie może dochodzić do przemocy psychicznej, nie można zmusić na siłę, aby Polak upadlał się w imię interesów partyjnych, aby godził się na Tworki. Niech sobie Kaczyński przebywa w bezpiecznych pomieszczeniach o gumowych ścianach i bez klamek (bo tym są ochroniarze, które 24 h na dobę izolują go od normalności).

Leszek Balcerowicz proponuje PiS: „- Chcecie mieć PiS TV, to zapłaćcie sami”. Lepiej nie kusić takiego rozwiązania, bo mogą zapłacić z budżetu państwa, tj. suwerena.

Zdecydowanie lepiej dokonać zbiorowego oporu. Udało się piosenkarzom z Opolem, dlaczego nie miałoby to samo wyjść z gadzinówką. Niech Jacek Kurski symbolicznie przeniesie zarażoną zonę Woronicza 17 do Kielc, a nawet do bastionu PiS – Rzeszowa.

? Wygląda na to, że internauci oszaleli w domysłach 🙂 OTO PIERWSZY Z NICH.

Kleofas Wieniawa pisze o możliwym Polexicie.

Politico.eu dotarł do dyrektywy niemieckiego rządu, w której nasi sąsiedzi zza Odry cedują decyzje w sprawie europejskich funduszy strukturalnych na Komisję Europejską (KE).

KE będzie miała prawo zamrażania przyznanych funduszy tym krajom, w których nie są przestrzegane zasady państwa prawa.

Ewidentnie dzieje się tak w Polsce, standardów demokratycznych już nie mamy, po zniszczeniu niezależności sądów staniemy się krajem bezprawia.

Tak wygląda Polska pisowska.

Jeżeli KE zdecyduje się na rygor sankcji, z pewnością rzadzące PiS będzie już oficjalnie przekonywać o Polexicie.

Niestety, coś trzeba zrobić z tym skansenem, który nie mając kompetencji dorwał się do koryta. Nawet nie potrafią mówić po polsku, tylko chrumkają. PRL-owski spadek „wicie-rozumicie”. Inscenizacja Orwella.

@prezydentpl @AndrzejDuda Najgorszy żyjący Prezydent PL oddał hołd, najgorszemu nieżyjącemu Prezydentowi PL, chocholi taniec na trupach. Miernota, głupota i ciemnota.

>>>

Reklamy

BRAWO WOLNY KONSTANCIN. NIEWAŻNIE, ŻE ZABRAKŁO 100 GŁOSÓW, ABY UZNAĆ OFICJALNIE WYNIKI. WAŻNE, ŻE WIEMY CO WYBRALIŚCIE. I ŻE PiS TEŻ TO WIE.

MON zbiera dane o obcokrajowcach w Polsce. „W związku z zagrożeniem terrorystycznym”

Wojewoda zachodniopomorski na polecenie Ministerstwa Obrony Narodowej zbiera informacje o osobach innej narodowości, w tym z polskim obywatelstwem. Jak tłumaczy MON, ma to zapewnić bezpieczeństwo obywatelom.

Wójtowie, burmistrzowie i prezydenci miast w województwie zachodniopomorskim muszą przekazać wojewodzie dane o mieszkających na ich terenach osobach innej narodowości, także tych, którzy mają polskie obywatelstwo – informują „Fakty” TVN.

Wojewoda zachodniopomorski otrzymał takie polecenie z ministerstwa obrony narodowej. – Czymś naturalnym jest, że państwo powinno posiadać informacje na temat cudzoziemców przebywających na terenie Rzeczpospolitej. Czymś naturalnym jest, że biorąc pod uwagę dzisiejszą sytuację w Unii Europejskiej, sytuację związaną również z zagrożeniem terrorystycznym, takie dane muszą być dostępne dla urzędów wojewódzkich i administracji państwowej – mówił dziś w „Jeden na jeden” w TVN24 wiceminister obrony narodowej Michał Dworczyk.

MON o poprawności politycznej 

– Nie możemy zapominać o tym, że sprawcy zamachów w ostatnich latach, były to osoby, które przyjechały tutaj w ramach nielegalnej migracji albo te, które w kolejnym pokoleniu w Europie mieszkały. Niemówienie o tym jest złą poprawnością polityczną. Państwo musi zbierać pewne informacje, po to, żeby zapewnić bezpieczeństwo obywatelom – dodaje minister.

Opozycja jest jednak innego zdania. „Sprawdzanie w ten sposób obywateli polskich to skandal” – skomentował na Twitterze były minister obrony narodowej Tomasz Siemoniak. Były szef MON podkreślił również, że spisy powszechne, na które powołuje się resort, są anonimowe.

Posłowie PiS tłumnie stawili się w Strachocinie. TRUDNO UWIERZYĆ, ŻE TO SIĘ DZIEJE W 21 WIEKU, W EUROPIE, W POLSCE

„Parodia polskiego mesjanizmu” – były polityk PiS o antyunijnej grze rządu Szydło

Wg Pawła Kowala, za emocjonalnym wystąpieniem Beaty Szydło w Sejmie stoi wyłącznie polityka wewnętrzna. Zdaniem b. wiceszefa MSZ, premier wyzywała, by „Europa wstała z kolan”, bo PiS chce zniechęcić Polaków do UE.

Paweł Kowal przyznał w TOK FM, że głośne wystąpienie Beaty Szydło było dla niego „parodią polskiego mesjanizmu”.

Szefowa rządu w środę grzmiała w sejmowej mównicy, by Europa powstała z kolan, obudziła się z letargu. Bo inaczej, „będzie opłakiwać swoje dzieci”.

Według Kowala, przemówienie Beaty Szydło nie zrobiło w Europie wielkiego wrażeniami na nikim, spoza kręgu zdeklarowanych eurosceptyków. I nie było dedykowane Europie, tylko Polsce.

Niebezpieczna gra

Jak tłumaczył były wiceminister spraw zagranicznych w „Poranku Radia TOK FM”, rząd PiS zdecydował się na podgrzanie emocji wokół sprawy uchodźców wyłącznie do celów polityki wewnętrznych.

– Moim zdaniem, chodzi o to, by schłodzić proeuropejskie nastroje. Bo jak słychać z kręgów liderów prawicowych, cały problem z nawigowaniem polityką wewnętrzną polega na tym, że Polacy nadmiernie są za Unią Europejską. I jeśli Polacy byliby mniej prounijny, to byłoby trochę lepiej dla rządu.

Kowal nie pochwala rządowej taktyki. – To gra niebezpieczna, bo to kwestia bezpieczeństwa.  Ta taktyka nie bezie skuteczna, bo Polacy są bardzo „za” Unią Europejską, nie dadzą sobie tego odebrać – uważa były wiceszef MSZ Paweł Kowal.

Poziom buty świadczy o tym, że się niczego nie obawiają. Są przyłapywani na kłamstwie, a ich wyborcy klaszczą…

Waldemar Mystkowski pisze o Macierewiczu, Karczewskim i Dudzie.

O trzech takich, którym ukradziono rozum

W PIS panuje norma, iż narusza się prawo i kompetencje. Zdążyliśmy się do tego przyzwyczaić. Gdyby tak się działo za poprzedników, szum byłby taki, iż kilka głów ministerialnych musiałoby zostać zdekapitowanych, aby spełnił się rytuał prawa antropologicznego – kozła ofiarnego. Do wszystkiego można się przyzwyczaić, niestety przyzwyczailiśmy się do chaosu, bylejactwa i zawłaszczania przez polityków PiS.

Co ma MON do spisu narodowościowego? Długo można zachodzić w głowę, ale zapewniam, że nie znajdzie się w niej żadnego uzasadnienia. No, ale nie mamy głowy Antoniego Macierewicza, który spis narodowościowy pilotażowo zlecił przeprowadzić w województwie zachodniopomorskim. Dlaczego tam? A nie np. na Śląsku? Spis narodowościowy jest przeprowadzany podczas spisu powszechnego – i jest anonimowy. Macierewicz zlecił wojewodzie w Szczecinie zrobić go imiennie.

Macierewicz szuka cudzoziemców, którzy mogliby być terrorystami. Takich nie ma w Polsce, ale PiS to partia, która będzie tak długo szukała igły w stogu siana, aż znajdzie. A następnie padnie podejrzenie jakiegoś wszechpolaka czy też ONR-owca z Obrony Terytorialnej Kraju, aby można było wrzucić cudzoziemca na dołki, a nuż któryś w areszcie wydobywczym przyzna się do myśli terrorystycznych, a jak nie – to pozostaje argument paralizatora. W tym PiS jest skuteczne. Wszak tak było z Kurdem Ameer’em Alkhawlanym, doktorantem Uniwersytetu Jagiellońskiego. Zaliczył 6 miesięcy aresztu, po czym został wydalony. Gdy spis narodowościowy trafi na Górny Śląsk, wielu deklarującym narodowość śląską mogą być przypisane skłonności terrorystyczne.

Macierewicz wysłał swojego zastępcę Michała Dworczyka, aby w mediach – w tym wypadku w TVN24 – bredził o prawie dotyczącym spisu narodowościowego. Dworczyk to kolejny Misiewicz, który – określenie ściągnięte z Jacka Żakowskiego – nawet nie ma kompetencji intelektualnych do prowadzenia roweru.

Za to bez ogródek marszałek Senatu Stanisław Karczewski powiedział, że nie podałby się do dymisji, gdyby znalazł się na miejscu wiceministra spraw wewnętrznych odpowiedzialnego za policję Jarosława Zielińskiego: – „Jest obowiązkiem ministra Zielińskiego wyjaśnienie dogłębne tej sprawy”. „Tej sprawy” – torturowania i zabicia Igora Stachowiaka na komisariacie we Wrocławiu. Przez rok nie wyjaśnił, osłaniając policjantów awansami, a teraz będzie „dogłębnie” chachmęcił? Robił to do tej pory, a zdymisjonowany nie miałby wpływu na chachmęcenie. O Karczewskim  pisałem niejednokrotnie, że jest słaby umysłowo, a w tym wypadku także moralnie, zasługuje na miano przy nazwisku Chachmęt Karczewski.

W poniedziałek odezwał się Andrzej Duda. Nie każdy może wiedzieć, kto to jest, więc wyjaśniam: Adrian z „Ucha prezesa”, a także wesołek, z którym nie chcą rozmawiać zachodni politycy, za co Adrian podczas fotografowania nad ich głowami jak Jaś Fasola dowartościowuje się podniesionymi kciukami. Otóż Adrian spotkał się z wybranymi samorządowcami – oczywiście pisowskimi – i zapewnił: – „Sprzeciwiłem się planom wprowadzenia ograniczenia kadencji de facto wstecz”. Piękny język, prawda? „Kadencja wstecz” – to taka, iż ktoś zostaje wybrany w 2015 roku i pełni „kadencję” od 2014 do 2010 roku. Tak wynika z retoryki Adriana. Oczywiście, należy się domyślić, że chodzi o te niekonstytucyjne pomysły prezesa Kaczyńskiego, aby kadencje wstecz zaliczały się do kadencji wprzód.

Nasz Adrian nie zająknął się jednak, że ten pomysł „wstecz” jest bezprawny i niekonstytucyjny. Nie zająknął się, bo tyle razy złamał Konstytucję, iż znowu zareagowałby przy słowie „Konstytucja” podniesieniem kciuków. Podejrzewam, że u niego zachodzi syndrom psa Pawłowa: na głupią sytuację własną, na przyłapaniu na antyszambrowaniu, dostaje wzwodu kciuków.

Tak zaczyna tydzień PiS. Nic nowego, my jednak musimy się dziwić, zachować w sobie normalność, wrażliwość, gdy mamy do czynienia z wyżej wymienionymi osobnikami o stępiałej wrażliwości i rozumu.

A DLA KOGO PRACUJE ANTONI? JEST WIELE DOMYSŁÓW, TEORII I PODEJRZEŃ.

>>>

SŁOWO NA NIEDZIELNĄ MSZĘ

Oprawca Igora Stachowiak udał się na „zasłużony” odpoczynek w luksusach, zamordowany zaś na wieczny spoczynek do grobu.

Michał Gostkiewicz w Weekend Gazecie pisze o Macierewiczu.

Antoni Macierewicz obronił fotel ministra obrony, ale choć w kraju jest silnym punktem PiS, to za granicą – wręcz przeciwnie. W Brukseli uznawany za „nieprzewidywalnego”. Podobnie w USA. A wiedzą tam o nim dużo, bo zagraniczna prasa od początku uważnie patrzy mu na ręce.

Antoni Macierewicz przetrwał głosowanie nad wotum nieufności w Sejmie. Posłowie PiS stanęli za nim murem. Opozycja nie studzi jednak krytyki. – Amerykanie omijają Macierewicza szerokim łukiem – mówił dla Gazeta.pl były szef MON Tomasz Siemoniak. Nie pierwszy raz to wokół Macierewicza rozpętała się polityczna burza.

Głosowanie odbyło się dzień przed szczytem NATO w Brukseli. I choć szef MON wyszedł z niego wzmocniony poparciem partii, to owo wzmocnienie na niwie krajowej niekoniecznie musi się przełożyć na pozycję ministra obrony za granicą. A co za tym idzie – również na pozycję Polski.

„Dla Brukseli jest nieobliczalny” – tak pisał o Antonim Macierewiczu „Der Spiegel” przed szczytem NATO w Polsce, za który minister odpowiadał. Wskazując na jego piękną opozycyjną kartę najbardziej zasłużonego w rządzie w walce z komunizmem, prestiżowy niemiecki tygodnik przypominał równocześnie jego „antysemickie wpadki”, jak cytowanie na antenie Radia Maryja Protokołów Mędrców Syjonu – antysemickiej fałszywki z początków XX wieku. „Spiegel” nazywał też Macierewicza „głosicielem teorii zamachu w Smoleńsku”.

– W europejskiej rozgrywce wokół Wspólnej Polityki Bezpieczeństwa i Obrony, która zyskała nową dynamikę po wyborze Emmanuela Macrona na prezydenta Francji i jego spotkaniu z kanclerz Angelą Merkel, Polska się nie liczy. Z dwóch powodów. Po pierwsze nasz przemysł zbrojeniowy jest wciąż zbyt słaby, by być naprawdę liczącym się na tej scenie graczem. Po drugie dlatego, że obecne polskie władze nie wierzą w europejski filar obrony. Wszystkie nadzieje pokładają w relacjach z USA – mówi dr Bartłomiej Nowak, były dyrektor wykonawczy Centrum Stosunków Międzynarodowych i członek Narodowej Rady Integracji Europejskiej, stypendysta Transatlantic Academy w Waszyngtonie, obecnie sekretarz do spraw polityki zagranicznej Nowoczesnej.

Tymczasem pragnący zachować anonimowość, dobrze zorientowany w Waszyngtonie dyplomata mówi mi, że Polska, choć to sojusznik USA z wschodniej flanki Europy wzmocniony kontyngentem amerykańskich wojsk, nie jest w tej chwili w kręgu głównych zainteresowań Białego Domu. Jego słowa znajdują potwierdzenie.

– Coraz ciężej zabiegać Polsce o spotkania na wysokim poziomie. W Departamencie Stanu usłyszałem o spotkaniach improwizowanych, źle przygotowanych, organizowanych na ostatnią chwilę – dr Nowak, mówiąc o Macierewiczu, używa też słowa „nieprzewidywalność”, które przylgnęło do kierownictwa polskiego MON i MSZ.

– Departament Obrony oczywiście jest o wiele bardziej powściągliwy, ponieważ amerykańskich wojskowych interesują kontrakty zbrojeniowe w Polsce. Ale Amerykanie nie rozumieją, co się dzieje z naszą armią. Czystka, którą Antoni Macierewicz przeprowadził w polskim wojsku, wywołała w środowiskach dyplomatycznych Departamentu Stanu i Kongresu kolosalne wrażenie – dodaje Nowak.

Jak podkreśla, w kręgach wojskowych i dyplomatycznych NATO szerokim echem odbiła się sprawa Tomasza Chłonia. Ten doświadczony dyplomata, od lat związany z gremiami decyzyjnymi Sojuszu Północnoatlantyckiego (w latach 1998 – 2003 pracował w Stałym Przedstawicielstwie RP w NATO, reprezentował Polskę w Komitecie Politycznym NATO i był jednym z negocjatorów porozumienia powołującego Radę NATO-Rosja) wystartował w konkursie na stanowisko dyrektora Biura Informacyjnego NATO w Moskwie – i wygrał. NATO zaakceptowało jego kandytaturę. Ale polskie MSZ nie. Pod koniec kwietnia okazało się, że startował rzekomo „bez wiedzy i zgody MSZ”, jak twierdził minister Waszczykowski. W USA pamiętają też wejście ludzi Macierewicza do znajdującego się w Polsce Centrum Eksperckiego Kontrwywiadu NATO – z dorobionym kluczem.

I właśnie w tym jest problem. W tym, że zachodnie gremia decyzyjne są całkiem dobrze poinformowane. Za granicą dobrze pamiętają o kontrowersyjnych działaniach Antoniego Macierewicza, ponieważ amerykańska, brytyjska i niemiecka prasa od samego początku kadencji szczegółowo o nich informuje.

Skandalem zakończyła się choćby niedawna udana do momentu zmiany rządu współpraca z Francuzami przy kontrakcie na śmigłowce Caracal. Ale zachodnie media pamiętają o dawniejszych sprawa. „New York Times” w obszernym portrecie „partii, która chce uczynić Polskę znów wielką” (oczywiste nawiązanie do wyborczego hasła Donalda Trumpa „Make America Great Again” – red.) przypominał, jak Antoni Macierewicz oskarżał w 1992 r. wielu polskich polityków o kolaborację z komunistyczną bezpieką, a „ćwierć wieku później posłużył Kaczyńskiemu jako „inkwizytor” w trakcie audytu rządów Platformy”.

„Jego oskarżenia nosiły znamiona krwawych ideologicznych porachunków, których liderzy „Solidarności” przyrzekali unikać”

– podkreślił nowojorski dziennik.

Prestiżowy, czytany przez najważniejszych politycznych decydentów miesięcznik Politico, w tekście zatytułowanym niepokojąco „Polsko-amerykański romans robi się gorzki”, też cytował Macierewicza. Macierewicza, pouczającego Amerykanów w następujący sposób:

„Ludzie, którzy budowali swoje państwo dopiero w XVIII wieku, będą mówili nam, co to jest demokracja? Narodowi, który miał struktury przedstawicielskie i demokratyczne już w XIII, XIV wieku? I który był źródłem demokracji dla całej Europy?”.

Tak samo odpowiadał, również cytowany przez „Politico”, przewodniczącemu Parlamentu Europejskiego Martinowi Schulzowi. Gdy znany ze swojego ciętego języka niemiecki polityk porównał działania rządu PiS do „zamachu stanu”, usłyszał w odpowiedzi, że „Polska nie będzie pobierać lekcji wolności i demokracji od Niemiec”.

Zaraz po wyborze Macierewicza na ministra obrony brytyjski „Guardian” komentował, że jest to człowiek, „którego nominacja może skomplikować relacje Polski z NATO i UE, zwłaszcza w kontekście Rosji”. Zaś niemieckie media sporo miejsca poświęcają idee fixe Macierewicza – zbudowaniu oddziałów obrony terytorialnej, które, według cytowanego przez „Die Zeit” szefa MON, są „najlepszą odpowiedzią” na rosyjską wojnę hybrydową i potencjalne przeniknięcie na polskie terytorium „zielonych ludzików” jak stało się to w przypadku Ukrainy. Ale Niemcy zwracają też uwagę, że ten, według „Der Spiegel”, „radykalny hardliner” (w wolnym tłumaczeniu: zwolennik twardej polityki – red) i wyznawca teorii spiskowych”) ma bardzo przydatną w jego fachu cechę: jest cierpliwy i umie czekać.

„Trzeba być cierpliwym. Trzeba umieć czekać: rok, dwa lata, czasem dziesięć lub dwadzieścia lat” – cytuje szefa MON w interesującym portrecie „Die Zeit”. Dziennikarze opisali m.in. jak 68-letni Macierewicz, pasjonat skoków do wody, trenuje późnym wieczorem na basenie Żandarmerii Wojskowej, a potem na smartfonie sprawdza swoje skoki.

„W tym człowieku ogniskuje się wszystko, co czyni polską rządzącą partię tak podejrzaną” – pisze z emfazą „Die Zeit”: „wiara w państwo autorytarne, militaryzacja myślenia, władza polityczna Kościoła katolickiego, brak zaufania do Unii Europejskiej – czyli władza poprzez emocje”. „Człowiek Kaczyńskiego od grobów i broni” – podsumowuje w innym tekście ta sama gazeta.

Wpadka Kaczyńskiego.

Waldemar Mystkowski pisze szefowej sejmowej komisji Amber Gold Wassermann.

Małgorzata Wassermann leczy kompleksy prezesa

Nie wiem, czy Małgorzata Wassermann cieszy się z tego, że „Ucho prezesa” zakończyło pierwszy sezon, ale szefowa sejmowej komisji do ścigania Donalda Tuska, która nie wiadomo, dlaczego działa pod przykrywka ds. Amber Gold, oczekuje ośmieszenia. Więcej takich wywiadów w jej wydaniu, jak dla RMF FM, a Wassermann ma szanse antyszambrować wraz z Adrianem pod gabinetem prezesa na Nowogrodzkiej, a może nawet wejść do środka i zameldować: – Prezesie, zadanie wykonałam, ośmieszyłam się.

W audycji RMF FM Wassermann mówiła o ośmieszaniu jej, oczekuje go, bo się boi ośmieszania. Gros wywiadu poświęcone jest tej właśnie obawie, temu wywoływaniu wilka z lasu. A to dlatego, iż Wassermann nie wierzy w powagę misji ścigania Tuska.

Wassermann stoi na czele komisji, która wyrosła z kompleksów Jarosława Kaczyńskiego, te dadzą się streścić: „Dorwać Tuska”. Mali ludzie, intelektualnie nędzni, bo taki poziom umysłowy prezentuje prezes, tak mają, chcą umniejszyć innych. Sami nie potrafią, swoje braki nadrabiają, odejmując innym.

Osiągnięcia tej komisji są żadne, do mediów przebijają się jakieś michałki, a to Wassermann nie może na komisję ściągnąć byłego ministra rządu PO-PSL Sławomira Nowaka, dopiero ten do niej zadzwonił i „dał” się ściągnąć, a gdy stanął, to ośmieszył Wassermann. Rozumiem szefową komisji, że poziom dowcipu podczas przesłuchań nie dorównuje „Uchu prezesa”, ale wszystko przed nią. Choć gwarantem dowcipu (po staropolsku inteligencji) nie jest niejaki Marek Suski, który obok Wassermann zasiada w komisji, można w nim dopatrzeć się na pisowską miarę Jasia Fasoli. Ale nie przepadam za takim małym kabaretem.

Wassermann jednak Tuska nie dorwie, bo to zawodnik wagi ciężkiej. Dotychczas nie zauważyłem, aby inni ją ośmieszali, ale zwrócił moją uwagę wywiad, który w istocie jest autoośmieszaniem, mimowiedną próbką Mrożka. Afera Amber Gold była jakąś aferą, nie za dużą, nie za małą, lecz gdzie jej do afery SKOK-ów czy też przekrętu, jakim jest zakup od ręki 3 Boeingów dla VIP-ów.

Acz rozumiem Małgorzatę Wassermann. Jeszcze Tuska nie przesłuchała, a już się ośmieszyła. A gdy ten stanie przed nią – to, co będzie? Robert Górski może mieć gotowca do otwarcia drugiego sezonu „Ucha prezesa”. Jeżeli Wassermann tak wysoko mierzy, to życzę jej powodzenia.

Kleofas Wieniawa pisze o nowym szefie KOD.

KOD powstał spontanicznie, powstał z potrzeby obrony demokracji. Na jego przkładzie można było się przekonać, jak krucha jest taka organizacja ogólnopolska społeczna.

KOD nie podzielił losu klasycznej „Solidarności”, bo nie miał swojego stanu wojennego. Otoczenie jest dzisiaj zupełnie inne. Wówczas najlepsi byli w organach „S”, dzisiaj najlepsi sympatyzują z KOD.

Praca wewnątrz KOD wymaga determninacji i nakładu czasu, na który niewielu może sobie pozwolić. W Polsce ciągle jest do wykonania organiczna praca u podstaw, czego nie zrobią klasyczne partie.

Pomysł, aby KOD nie był partią, jest przedni, może być co nawyżej kuźnią dla demokratycznych partii – bez żadnej stygmatyzacji ideowej. Mateusz Kijowski wycofał swoją kandydaturę na szefa KOD. Padł niejako ofiarą braku doświadczenia. Szkoda, bo to ciekawy człowiek – refleksyjny i koncyliacyjny.

Nowym szefem został pomysłodawca KOD, który zainspirował cały ruch, Krzysztof Łoziński. Deklaruje nowe otwarcie. KOD Polsce jest potrzebny, jak powietrze. Ale to nie znaczy, że musi się udać.

Po 1989 roku nie wykonano najważniejszej pracy – nauki demokracji, odpowiedzialności za innych i siebie. Dzisiaj mamy u władzy partię, który nie pojmuje demokracji, bo ma w swoich szeregach ludzi z tombaku.

Takim jest prezes Kaczyński. Cytat z nowego szefa KOD: „Kaczyński jest człowiekiem, który demokracji w ogóle nie rozumie, prawa nie rozumie. Nie wiem jakim cudem jest prawnikiem, bo to, co mówi na temat prawa, to jest godne jakiegoś ciecia w bramie, a nie prawnika. Nie ma pojęcia o świecie, o rzeczywistości”.

I to jest ten ogrom roboty do wykonania. Pozytywizm. Wrogiem KOD nie jest PiS, wrogiem PiS jest demokracja. Taka polska alogika.

>>>

Travolta przyjechał na festiwal do Opola.

Ludzie Beaty Kempy zamieszani w sprawę śmierci . Żądamy komisji śledczej.

Monika Olejnik w „Wyborczej” zadaje Ziobrze fundamentalne pytanie. Swoje dziecko opłakuje ojciec Igora Stachowiaka. Setki dzieci i matek toną w Morzu Śródziemnym, uciekając przed głodem i wojną. Ale politycy PiS potrafią tylko straszyć.

Panie ministrze Ziobro, skoro według pana Igor Stachowiak zmarł z powodu przedawkowania narkotyków, dlaczego policja nie wezwała pogotowia?

Panie ministrze Błaszczak, dlaczego pan nic nie zrobił, skoro zobowiązał się pan wobec ojca Igora Stachowiaka, że zajmie się pan sprawą osobiście?

Panie ministrze Zieliński, od ponad roku wiedział pan, że dwukrotnie użyto paralizatora wobec Igora, o czym pan zresztą powiedział podczas spotkania sejmowej komisji ds. administracji.

Dlaczego głowy komendantów policji poleciały dopiero po wstrząsającym reportażu Wojciecha Bojanowskiego w TVN 24?

Beata Szydło, zamiast powiedzieć przepraszam, zagłuszała sprawę Stachowiaka i Macierewicza, krzycząc z trybuny sejmowej: „Dokąd zmierzasz, Europo! Powstań z kolan, bo będziesz opłakiwała codziennie swoje dzieci!”.

Swoje dziecko opłakuje ojciec Igora Stachowiaka. Setki dzieci i matek toną w Morzu Śródziemnym, uciekając przed głodem i wojną. Ale politycy PiS potrafią tylko straszyć, udawać, że nic nie wiedzą, albo pleść głupoty, że sprawa Stachowiaka to atak za ustawę dezubekizacyjną.

Cech ludzkich nabierają na spotkaniach z dyrektorem Rydzykiem albo na Światowych Dniach Młodzieży, którymi tak się chwalą. A to właśnie na Światowych Dniach Młodzieży papież mówił „o otwartości na ludzi uciekających od wojen i głodu”.

Eurodeputowana Gosiewska, która żądała 5 mln od MON za śmierć męża w Smoleńsku (słabe warunki mieszkaniowe, moralne odszkodowanie), powiedziała w Radiu Maryja: „Bogu powinniśmy dziękować, że rząd premier Beaty Szydło nie godzi się na relokację imigrantów”.

Pan Bóg to słyszy?

DAWNO SIĘ TAK NIE UŚMIALIŚMY 🙂

Każda wieś ma tzw. wsiowego głupka.

Paweł Wroński O Wacku Macierewicza. Dr Wacław Berczyński wciąż pracuje w MON, a jego pensja wynosi 13 tys. zł – ujawnił poseł PO Cezary Tomczyk. Wynika to z dokumentacji, jaką posłowie PO zobaczyli w Ministerstwie Obrony Narodowej.

Jak mówi Tomczyk, umowa o pracę Berczyńskiego kończy się dopiero 7 marca 2018 r. Nie wiadomo, jak Berczyński pracuje dla polskiego ministerstwa, przebywając obecnie w USA.

Przypomnijmy, że w kwietniu dr Wacław Berczyński – szef podkomisji w MON ds. ponownego wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej – powiedział w wywiadzie, że to on „wykończył caracale”. Chodzi o przetarg na śmigłowce wart 13,5 mld zł, które ostatecznie nie trafiły do polskiej armii. Następnie Berczyński wyjechał do USA, rezygnując ze wszystkich funkcji pełnionych w Polsce. Według MON nie miał nic wspólnego z przetargiem. Okazało się jednak, że miał dostęp do niejawnej dokumentacji w sprawie caracali. Berczyński był wieloletnim pracownikiem Boeinga – samoloty tej firmy na potrzeby rządu MON nabył w marcu tego roku z naruszeniem prawa.

Posłowie PO, przeglądając dokumenty w MON, odkryli dziwną koincydencję: Berczyński zwrócił dokumentację przetargową caracali bezpośrednio przed tym, jak Polska poinformowała Francję o odstąpieniu od umowy na zakup helikopterów.

Wiceminister obrony Bartosz Kownacki stwierdził, że nie wie, czy Berczyński jest wciąż zatrudniony, a jeśli tak, to w jakim charakterze.

PiS TO JEDNAK STAN UMYSŁU

Waldemar Mystkowski pisze o konflikcie między Morawickim a Szyszko.

Wojna Morawieckiego z Szyszką – między stolarzem a piromanem

Wojna między wicepremierem Mateuszem Morawieckim a ministrem środowiska Janem Szyszką toczy się o niebagatelną część Polski, bo aż o jedną trzecią kraju. Ministrowie walczą o drewno. Szyszko z zapałem wycina nawet Puszczę Białowieską z zamiarem sprzedaży drewna na opał, puszczenia drewna z dymem, z kolei Morawiecki chce, aby trafiało do firm związanych z przemysłem meblarskim.

Krótko pisząc, mamy wojnę między piromanem a stolarzem. Piroman Szyszko musi stosować się do ustawy o odnawialnych źródłach energii, która wprowadziła pojęcie „drewna energetycznego”, a musi ono wypełniać parametry dla opału w elektrowniach i elektrociepłowniach.

Parametry regulować mają przepisy opracowane przez trzy resorty: rozwoju, środowiska i energii we współpracy z naukowcami z Instytutu Technologii Drewna. I tutaj jest pies pogrzebany, bo Szyszko dojrzał, iż zawyżenie parametrów drewna energetycznego powoduje trudniejszą sprzedaż surowca dla przemysłu energetycznego, czyli puszczenie z dymem Puszczy (że zabawię się w Białoszewskiego) nie będzie takie łatwe. A tym samym „stolarz” Morawiecki pozyskałby tańszy surowiec dla przemysłu meblarskiego, więc Szyszko wymyślił – owszem, meblarze dostaną drewna skolko ugodno na specjalnych aukcjach, lecz gdy trzykrotnie nie zostanie sprzedane, idzie do pieca.

Resort Morawieckiego nie zgadza się na takie dictum. obawia się cen zaporowych, meblarzy nie byłoby stać na wykup drewna, niekupione powędrowałoby do spalenia. Morawiecki nie chce odpuścić, bo drewno made in Poland w postaci mebli ponoć cieszy się wielkim powodzeniem za granicą. Polska Izba Gospodarcza Przemysłu Drzewnego chce z kolei, aby ceny drewna regulował rynek, a nie podległe Szyszce Lasy Państwowe.

Ta walka toczy się o jedną trzecią kraju, bo tyle powierzchni zajmują lasy. Aż się boję pomyśleć, co by się stało, gdyby do tej wojny weszła trzecia strona – resort Piotra Glińskiego, który w walce z ciemnym ludem zechciałby drewno przeznaczyć na celulozę, tj. na produkcję książek. Ale kto wówczas chciałby głosować na PiS?

PRAWDA, KTÓRA ZAORAŁA CAŁE TO FANATYCZNE TOWARZYSTWO

>>>

DLA WSZYSTKICH PRZYJACIÓŁ SOKU, POZDROWIENIA Z AMERYKI :)))

Paweł Wroński („Wyborcza”) pisze o Beacie Szydło i jej wystąpieniu w obronie Macierewicza. – Czy premier Beata Szydło jest ofiarą terroryzmu? – pytała w TOK FM Dorota Warakomska. Mam gorszą diagnozę: premier strasząc Polaków uchodźcami i terrorystami, stała się mimowolną stronniczką ISIS. Terrorystom chodzi o to, by społeczeństwo polskie przerazić. Rząd i media rządowe straszą uchodźcami skuteczniej.

Teza o współdziałaniu z terrorystami jest odważna, ale to wszak premier Beata Szydło nawoływała do stawiania spraw odważnie, wbrew politycznej poprawności, która jest, jej zdaniem, źródłem „szaleństwa europejskich elit”. O współdziałanie z terrorystami w gruncie rzeczy oskarżyła opozycję w swoim sejmowym przemówieniu: „Jeśli nie dostrzegacie tego, że dzisiaj zagrożenie terrorystyczne jest faktem, który każdego dnia może dotknąć każde państwo w Europie i uważacie, że Polska nie powinna się bronić – to idziecie ręka w rękę z tymi, którzy wymierzają tę broń przeciwko Europie” – mówiła Szydło.

W TOK FM Dorota Maniszewska z Centrum Badań nad Terroryzmem przypomniała, że głównym celem terroryzmu jest nie sam brutalny i krwawy akt, ale wywołanie nim takiego skutku, który doprowadzi do reakcji społeczeństw i rządów przez terrorystów pożądanych. Wszyscy, wiemy o jaki skutek chodzi premier Szydło: przerażone społeczeństwo ma wybierać PiS, który: „uchronił Polskę przed terrorystycznym atakiem”. Jeśli Polska stanie się zamkniętą ksenofobiczną twierdzą i jeśli będzie starała się rozbić jedność europejską w tej i innych sprawach, spełni się strategiczny cel islamskich terrorystów.

Premier Beata Szydło w swoim sejmowym przemówieniu zaapelowała do Europy, by powstała z kolan, sprzeciwiła się elitom ogarniętym szaleństwem politycznej poprawności, bo „będzie codziennie opłakiwać swojego dzieci”. Cóż takiego Europa miałaby zrobić? W zasadzie z wystąpienia premier można wysnuć wniosek jeden wniosek – celem byłby zakaz przyjmowania uchodźców. Albo wyrzucenie tych, którzy już do Europy przyjechali.

Nie jest prawdą, że ideologią europejską jest „niekontrolowany napływ uchodźców” – współcześnie żadne z państw nie jest zwolennikiem tego niekontrolowanego napływu.

Nie jest prawdą, że „terroryzm stał się faktem” w ostatnim czasie i jest związany z uchodźcami. Istniał już wcześniej. Ba, większość sprawców ostatnich zamachów terrorystycznych mogłoby spokojnie przyjechać do Polski jako obywatele brytyjscy, czy szwedzcy.

Nie jest prawdą, że rząd Polski i dzielny minister Mariusz Błaszczak uchronili Polskę przed terroryzmem, nie przyjmując nawet skromnej puli 7,2 tys. uchodźców, co zapowiedział rząd Ewy Kopacz. Rząd polski nie zgadza się nawet na utworzenie korytarzy humanitarnych umożliwiających pomoc i leczenie dla ofiar wojny z Syrii, choć apeluje o to od dłuższego czasu Kościół Katolicki.

Michał Szułdrzyński w czwartkowej „Rzeczpospolitej” (a wcześniej Adam Balcer w rozmowie z „Wyborczą”) przypomniał przytomnie, że część uchodźców z tej grupy przyjęły państwa bałtyckie, Rumunia, Czechy, Słowacja i zagrożenie terrorystyczne w tych krajach nie wzrosło, choć nie ma tam dzielnego Mariusza Błaszczaka.

Nie jest jednak też prawdą, że Beata Szydło chce wyprowadzić Polskę z Europy. Ona jest w niej mentalnie zagubiona. Głosowanie 27 do 1 przekonało ją, że Europa nie podziela jej racji, nie tylko w kwestii Donalda Tuska, ale standardów państwa prawa i standardów kulturowych.

Uchodźcy wojenni, którzy uciekają np. z Syrii to ofiary terroryzmu, a nie terroryści. Ba, ISIS notorycznie podkłada bomby w obozach dla uchodźców np. w Jordanii widząc w uchodźcach zdrajców Państwa Islamskiego i jego ideologii.

Czy przybycie uchodźców rodzi zagrożenia? Oczywiście, że rodzi. W przeszłości w przygotowanych dla nich ośrodkach potrafiło sobie z nimi świetnie poradzić „państwo teoretyczne”. Okazuje się teraz, że nie jest w stanie uczynić tego państwo „dobrej zmiany”.

Efektem medialnego terroru Beaty Szydło jest wzrost i utrzymanie w Polsce nastrojów antyislamskich i ksenofobicznych. Polski antysemityzm bez Żydów błyskawicznie przeobraził się w antyislamizm bez islamskich emigrantów. Używa tych samych klisz i frazeologii. Takim przerażonym sfanatyzowanym społeczeństwem łatwiej rządzić. Czy taka ma być ta Polska, która „wstanie z kolan”?

KTOŚ, KTO ŁAMIE KONSTYTUCJĘ, NIE MA PRAWA JEJ ZMIENIAĆ

Waldemar Mystkowski także pisze o Szydło.

Szydło zasiedlona przez Kaczyńskiego

Beata Szydło niewiele się nauczyła od czasu, gdy ją zapytano, od kiedy Polska jest członkiem Unii Europejskiej? Od 1992 roku, a może 1993? Mogła wkuć do głowy, że jednak 10 lat z okładem później, ale nie jest to pewne. Po drodze zdarzył się jej „sukces” 1:27, który może nawet lepiej ją charakteryzuje.

Należy więc zapytać, dlaczego Jarosław Kaczyński trzyma ją na stanowisku premiera? Względnie prawdziwa jest odpowiedź, iż Szydło jest bardzo wygodna, świetnie ukorzeniona w niewiedzy i w „sukcesach”. Taka osoba pogrąży siebie, pogrąży funkcję, refleksję będzie miała taką, że zabeczy po wyborze Tuska na szefa Rady Europejskiej, ale nie wypowie swojego zdania… bo go nie ma.

Aby mieć zdanie, trzeba potrafić określić siebie i nazwać swoje niedomogi. Dopiero wówczas można być reprezentantem innych, działać dla dobra wspólnoty. Cóż więc usłyszeliśmy od Szydło, gdy podczas debaty nad wotum nieufności dla Antoniego Macierewicza, broniła swojego ministra? Nic. Bo powiedzenie, że jest świetny, to jest nic powiedzieć, nie odniosła się do żadnego z zarzutów, które sformułowano we wniosku o wotum nieufności.

Ale premier Szydło wypowiedziała się na tematy, których debata nie dotyczyła. Wyraziła się o „szaleństwie brukselskich elit” i zaapelowała, aby Europa „powstała z kolan”. Na czym owo szaleństwo miałoby polegać? Że są reprezentantami „27”, nie chcą być oryginalni, być „1”? Kontekst jest jednak oczywisty, chodzi o zamach w Manchesterze. Co ma Macierewicz do zamachu albo Polska do Manchesteru. Czyżbyśmy mieli do czynienia z polską specyfiką, islamofobią bez islamu, tak jak antysemityzm bez Żydów?

O to mniej więcej chodzi. Zarządzać strachem, lękami, słynnymi „pasożytami i chorobami roznoszonymi przez uchodźców”. Tak! Ustami Szydło przemówił Jarosław Kaczyński. Bynajmniej nie jest to tylko retoryka partyjna, bowiem prezes zasiedlił Szydło, jest w jej mentalności „obcym”, który wyłazi w każdym jej słowie.
Zasiedlony organizm Szydło jednak się zużywa, bo „obcy”, potwór, choć swój to jednak czymś musi się żywić, a żywi się wnętrzem Szydło. Premier jest coraz bardziej wydrążona, pusta w środku,

Sytuację mamy, jak w genialnym wierszu T. S. Eliota: „My, wydrążeni ludzie / My, chochołowi ludzie / Razem się kołyszemy / Głowy nam napełnia słoma / Nic nie znaczy nasza mowa”. Tak recytują politycy PiS swoje komunikaty dnia. Ten fragment Eliota ma genialną ilustrację w „Czasie Apokalipsy” Coppoli. W scenie końcowej filmu oszalały Walter Kurtz (grany przez Marlona Brando) recytuje „Wydrążonych ludzi”, a jego chocholi lud (ciemny lud) wpatrzony w wodza pogrąża się w szaleństwie na terenie zdobytego interioru, jak Kaczyński pogrąża Polskę.

Poprzez wydrążoną Szydło przemawiał zasiedlony w niej Kaczyński. Co odpowiedzą „brukselskie elity” na mowę Kaczyńskiego? To, co mówią od roku z okładem – Polska jest chorym człowiekiem Unii Europejskiej.

„…właśnie mogłam „pięknie odmówić” udziału w Opolskim Festiwalu, który odbędzie się… w Kielcach” BRAWO MAŁGOSIA!

Kleofas Wieniawa pisze o nowych odkryciach w resorcie Macierewicza.

Mimo, że Antoni Macierewicz uratował posadę, to jego pozycja na świecie jest żadna. Szef Pentagonu nie spotkał się z nim (bo takich nieobliczalnych ludzi omija się szerokim łukiem), a sojusznicy z NATO mają polskiego ministra w pogardzie.

Macierewicz w obecnym układzie władzy ma się dobrze, ale źle przedstawia się w ocenach ekspertów i publiki, przede wszystkim pogrążony jest jednak w papierach ministerialnych, które nie można przepuścić przez niszczarkę. Choć nie wykluczałbym.

Poseł PO Cezary Tomczyk był podzielić się, jakie rezultaty przyniosła druga kwerenda w MON.

Otóż osławiony Wacław Berczyński jest ciągle zatrudniony w MON. Umowa o pracę jest ważna do 7 marca 2018 roku:

– Ma zawartą umowę-zlecenie, która obowiązuje do 7 marca 2018 r. i w ramach tej umowy może maksymalnie zarobić nawet 13 tys. zł, czyli że mimo tych wszystkich elementów, które go dotyczą, mimo tego wszystkiego co zrobił i powiedział, umowa z nim dalej obowiązuje. Jest też członkiem komisji badania wypadków lotniczych, a konkretnie członkiem tej podkomisji, która bada katastrofę w Smoleńsku i jest zatrudniony przez MON” – mówił Tomczyk.

Prawdą też jest, iż wykończył caracale, jak się pochwalił w kwietniu w wywiadzie dla „Dziennika Gazety Prawnej”. Berczyński towarzyszył Macierewiczowi w spotkaniu szefa MON z ministrem obrony Francji w lutym 2016 r. kiedy rozmawiano o kontrakcie na caracale.

Tomczyk opisuje sekwencje czasu:

„22 września 2016 r. strona polska przekazuje stronie francuskiej informację, że prawdopodobnie odstąpi od przetargu, a 21 września pan Berczyński oddaje dokumenty, które pobrał. Ciągle jest tak, że nikt nie jest w stanie powiedzieć, po co pan Wacław Berczyński, nie mając żadnych obowiązków w tym zakresie, nie mając żadnych efektów pracy, żadnego śladu, miał dostęp do tych dokumentacji przez 8 miesięcy”  – powiedział poseł PO.

A mamy w pamięci kontrakt z bieżącego roku na 3 boeingi za przeszło 2 mld zł, w których to amerykańskich zakładach lotniczych swego czasu Berczyński był zatrudniony, a to pachnie korupcją aż nos wygina.

Wygląda na przekręt stulecia, acz w PiS może to być „taki sobie” przewał, bo SKOK-om ciągle przyznaję pierwszeństwo.

Ale – co ja wiem?

BEZ KOMENTARZA

>>>

OTO POLSKA PO „DOBREJ ZMIANIE”

Magdalena Środa w „Wyborczej” pisze o ekologii rozumienej w sposób kościelno-pisowski. Postulat ochrony zwierząt przed cierpieniem, jak również przyrody przed dewastacją nie jest uznawany przez ten rząd. Przeciwnie, traktowany jest jako zagrożenie i dla władzy, i dla ludzkości.

Ekologia gorsza od gender: zagrożenie dla władzy i ludzkości

Minęła rocznica podpisania przez polski Sejm ustawy o ochronie zwierząt. Organizacje pozarządowe walczyły latami o to, by politycy wreszcie uznali, że zwierzę nie jest rzeczą, że żyje, czuje, boi się, wymaga ochrony i opieki.

Ustawa ma dwadzieścia lat, a jej stosowanie, zwłaszcza zaś zrozumienie potrzeby ochrony zwierząt przed cierpieniem, jest ciągle nikłe. Bijemy, katujemy, znęcamy się, trzymamy na łańcuchach, głodzimy, pożeramy, organizujemy mięsne i kurze obozy zagłady, wreszcie zabijamy i ranimy dla czystej przyjemności (ot, małe polowanko w przerwie obrad Sejmu). I nie będzie lepiej.

Postulat ochrony zwierząt przed cierpieniem, jak również przyrody przed dewastacją nie jest uznawany przez ten rząd. Przeciwnie, traktowany jest jako zagrożenie i dla władzy, i dla… ludzkości. Można było usłyszeć o tym w Toruniu podczas konferencji „u Rydzyka” (za OKO.press). Piękny to był spektakl, który wejdzie na stałe do historii propagandy, tak jak Jacek Kurski do historii Opola.

Ta władza lubi splendor i tłumy, chętnie za to płaci, dlatego do Torunia zwieziono tysiące. „Słuchacze” toruńscy stawili się „z polecenia służbowego”; każde nadleśnictwo wytypowało osoby na wyjazd. Każde musiało je zawieźć, przytrzymać na miejscu, odwieźć. Koszty tej operacji zapłaciła dyrekcja Lasów Państwowych (no, bo przecież nie dyr. Rydzyk, on zarabia).

Prelegentami byli akademicy, brać wiejska, leśna i duchowna. Treść wystąpień, ich wigor, hasłowość – jak za najlepszych czasów propagandy Gierka, tylko widownia nieco skonsternowana, bo leśnicy to wykształceni ludzie (i to nie u ks. prof. Guza z KUL-u, gwiazdy konferencji).

Całość była poświęcona „Polsce, która jeszcze nie zginęła”, i wsi, która razem z Kościołem, wycinką lasu i zabijaniem zwierząt jest Polski podporą. Wystąpienia były „naukowe” i konkretne.

Ale czego tam nie było! Przede wszystkim był jasno określony wróg. Po gejach, gender i uchodźcach pojawił się nowy, prawdziwy wróg Polski, wsi, Kościoła i „tradycji” – ekolog!

Kim on jest? Tu, podobnie jak w przypadku gender, panowała pewna rozbieżność opinii. Prelegenci nie mogli się zgodzić, czy jest on: (1) nazistą, (2) nihilistą, (3) komunistą, (4) ateistą, (5) materialistą czy jakąś ich kombinacją, na przykład „zielonym nazistą”, czy „przebranym z czerwonej na zieloną szatę komunistą”. Przeważyła opinia, że jest gorszy niż nazista, bo ten przynajmniej „uznawał za coś pozytywnego rasę”, a ekolodzy nie uznają nic (stąd „nihiliści”).

Co robią ekolodzy? „Animizują człowieka” i – w ogólności – „chcą doprowadzić ludzkość do… zagłady”.

Były też wątki patriotyczne. A jakże. I deklaracje, że to, co niektórzy nazywają zaściankiem, zacofaniem i barbarzyństwem, stanowi naszą narodową dumę i naszą przyszłość. Będziemy wycinać, zabijać i stosować pestycydy, będziemy odporni na ekologiczne nowinki i ekologicznych nazistów.

Niech żyje minister Szyszko! Co tam zwierzęta, co tam lasy! Byle Polska rosła w PiS, a ludzie żyli pobożniej. Czyli tak, jak im Rydzyk każe.

W czasach PRL-u Opole zawsze było wbrew władzy. Mamy powrót do tych czasów. – Krzysztof Materna

Waldemar Mystkowski pisze o broni PiS.

Paralizator – broń PiS

Nie jest to wcale łatwa metafora dotycząca PiS, acz partia Kaczyńskiego w naszej historii zasługuje na szczególnie złą ocenę. Poznaliśmy ich w latach 2005-2007 – i niczego się nie nauczyliśmy, więc po 2015 roku zwiększają dawkę swojej władzy. PiS nas paraliżuje. Językiem, polityką i dosłownie paralizatorem – w tym ostatnim wypadku do ostateczności – do śmierci.

Paraliż językiem to domena prezesa Jarosława Kaczyńskiego. On jest wytwórcą jadu: gorszego sortu, elementu animalnego, gestapo. Słownik jadu prezesa to byłby całkiem pokaźny wolumen, nie staram się nic z niego zapamiętać, lecz prezes i jego akolici co rusz nam przypominają. Nigdy się nie nazwałem gorszym sortem, gdyż mam szczególną wrażliwość językową.

Nie przyznaję więc prezesowi prawa do nazywania mnie. Jestem przeciw przyjmowaniu na siebie roli ofiary „gorszego sortu”. Wolę tę dziecięcą (wrażliwość dziecka) odpowiedź: kto się przezywa, sam się tak nazywa. I zawsze tak radzę innym. Kaczyński jest kobrą w swoim pisowskim wężowisku.

Sparaliżowana została polska polityka zagraniczna, spadliśmy we wszelkich rankingach i jesteśmy fatalnym partnerem dla niedawnych naszych przyjaciół. Tego w kraju nie widać, wystarczy jednak poczytać tytuły w zagranicznych mediach, nawet przy pomocy googlowskiego tłumacza.

PiS uczynił z Polski państwo „gorszego sortu”. Wstali z kolan, aby paść na twarz, a w zasadzie na rozum. Padł rozum polityczny. Szczególnie trudny do odzyskania, gdyż ktoś zyskuje naszym kosztem, oddajemy pole i odzyskać je nie będzie łatwo, w stosunkach międzynarodowych nawet między przyjaciółmi grozi to konfliktem.
Ostatnie w kraju perełki – sparaliżowana została piosenka. Jak to możliwe? Przedstawicielom tego show biznesu chcieli odebrać głos, osobowość. Kobiety zachowały się wspaniale. Dla Kayah, Nosowskiej, Rodowicz winno się pisać pieśni. Nie dały się sparaliżować, acz padł festiwal w Opolu.

Jacek Kurski w dawce jadu dorównał prezesowi, uśmiercił dla PiS Opole. Tak właśnie trzeba. Nie przyjmować na siebie jadu, niech sami siebie paraliżują, unieruchamiają, przyjdzie taki moment, że zabuksują się, oniemieją i wyjmiemy im z rąk insygnia.

Naszą bronią jest nie dać się. Tytułuję ten felieton „paralizator – broń PiS”. Nie jest to nadinterpretacja. Przypadek na komisariacie  policji we Wrocławiu jest znamienny. Wystarczy wejrzeć głębiej, aby się przekonać, że śmierć młodego chłopaka ma wszelkie znamiona pisowskich metod.

Ten paralizator był w rękach konkretnych policjantów, lecz politycy PiS zrobili z niego użytek polityczny. O śmierci Igora Stachowiaka wiedzieli Mariusz Błaszczak i jego zastępca Zieliński. Nic się nie stało szefowi komisariatu, a wręcz przeciwnie – awansował na wiceszefa komendy miejskiej we Wrocławiu.

Tak PiS uzależnia od siebie ludzi, masz krew na rękach, jesteś nasz. Taki komendant policji nie odmówi, aby wydać rozkaz pałowania demonstrantów, a może nawet rozkaz do czegoś o wiele gorszego niż użycie paralizatorów. Ten wrocławski paralizator użyty ze skutkiem śmiertelnym to charakterystyka władzy PiS. Paraliżowanie poprzez zastraszanie, oplucie jadem, a w razie czego sięgnięcie po ostateczne rozwiązanie.

A ILE LAT GROZI INNYM ZA ZNĘCANIE SIĘ NAD POLSKĄ??

>>>

WSZYSCY OGLĄDAMY NA ŻYWO KATASTROFĘ TITANICA. TYM RAZEM ORKIESTRA NIE BĘDZIE GRAŁA DO KOŃCA.

CZUJECIE TĘ MOC? :)))

Wojciech Czuchnowski („Wyborcza”) pisze o katowickim nadzwyczajnym Kongresie Prawników Polskich. W sobotę sędziowie, adwokaci i radcy prawni dali wyraz odwagi, solidarności i godności, której oczekują od nich wolni Polacy.

Tam była Polska

Z katowickiego Kongresu Prawników Polskich warto zapamiętać kilka momentów: ręce unoszące w górę egzemplarze konstytucji podczas wystąpienia prezydenckiego ministra Andrzeja Dery, słowa prezes Sądu Najwyższego Małgorzaty Gersdorf, że to konstytucji, a nie partii sędziowie przysięgali wierność, wreszcie niemal tysiąc delegatów opuszczających salę w proteście przeciwko ordynarnym połajankom wiceministra sprawiedliwości.

W państwie PiS sędziowie są od miesięcy obiektem niesłychanej nagonki ze strony władzy. Minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro i jego zastępcy nazywają ich „kliką”, „sitwą” i „patologią”. Posłuszne media szczują opinię publiczną, przytaczając wciąż te same przykłady rzekomego zepsucia „kasty sędziowskiej”.

Celem tej nagonki jest zniszczenie konstytucyjnej niezależności sądów – jedynej władzy, która nie jest dziś w Polsce kontrolowana przez partię Kaczyńskiego.

Populizm, oszczerstwa i pomówienia to metody przyjęte przez partię bezwzględnie dążącą do celu. Przygotowanie ogniowe mające poprzedzić atak – wprowadzenie przez Sejm ustaw podporządkowujących sądy politykom. Może się to stać jeszcze w maju. Opluwanym i poniżanym sędziom władza każe milczeć. Prezydent Andrzej Duda dał im w sobotę wykład o „apolityczności” i zabraniał zabierać głos w sprawach publicznych.

Wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł kazał im rozliczać się za czasy stalinowskie. Wcześniej też zakwestionował ich prawo do zabierania głosu.

W carskiej Rosji na kogoś takiego jak Warchoł mówiło się „stupajka”. Pasuje jak ulał do prostackich wywodów tego urzędnika czy raczej czynownika władzy.

W sobotę sędziowie, adwokaci i radcy prawni dali wyraz odwagi, solidarności i godności, której oczekują od nich wolni Polacy. Demokratyczna i praworządna Rzeczpospolita była na tej sali.

– Jeśli nadal nie będziesz wykonywał poleceń, jeszcze raz ci z tego zap…lę, rozumiesz? – usłyszał Igor przed śmiercią na komisariacie

Waldemar Mystkowski pisze o wotum nieufności dla Macierewicza.

Manipulacje z ochroną Macierewicza – hybrydą PiS

PiS będzie bronił Antoniego Macierewicza jak partyjnej niepodległości. Jarosław Kaczyński przystąpił do obrony ministra obrony w sposób mu właściwy. Podnosząc ogromne zasługi Macierewicza tam, gdzie ewidentnie są to porażki, by nie posądzać o coś więcej.

W wywiadzie dla niezalezna.pl Kaczyński cmoka nad zmianami w armii. Dzięki staraniom Macierewicza armia jest w stanie po raz pierwszy zapewnić „swego rodzaju niezależność i możliwość samodzielnej obrony w krytycznych sytuacjach”.

Którą część ciała Macierewicz wystawił prezesowi do pocałunku? – możemy tylko się domyślać. A co było przed Macierewiczem z polskim bezpieczeństwem? Podkreślam charakter pojęcia używanego przez prezesa PiS – otóż mieliśmy do czynienia ze stanem militarnej anarchii. Tę semantykę należy nazwać: pocałunek z języczkiem. Większy cytat z Kaczyńskiego wygląda następująco: – “Anarchia ta była bardzo ogólna, ale przejawiała się w różnych dziedzinach codziennego życia. Chodzi o podejmowanie decyzji, wydatkowanie funduszy na różnego rodzaju zakupy, o koncepcje, szkolenia etc”.

Tak naprawdę to pustka pojęciowa, żadnych konkretów. I o to chodzi, w ten sposób dokonywany jest akt manipulacji. Zdyskredytować „onych”, wszelkich poprzedników, aby niczego nie powiedzieć o swoich, o rozwałce Wojska Polskiego przez Macierewicza, o zahamowaniu procesu modernizacji wojska, dymisji kilkudziesięciu generałów, wycofaniu Polski z Eurokorpusu, odwołaniu do kraju gen. Janusza Bojarskiego, który pełnił funkcję rektora Akademii Obrony NATO w Rzymie, zerwanie kontraktu na zakup Caracali i nabyciu za 2,5 mld złotych 3 samolotów dla VIP-ów, które pachnie korupcją.

Macierewicz faktycznie rozbraja armię. Czyni nas bezbronnymi wobec ewentualnego najazdu z zewnątrz. W istocie jest bardzo poważnym składnikiem hybrydalnej agresji – zewnętrznej i partyjnej, bo o tę ostatnią zadbają Wojska Obrony Terytorialnej, bez znaczenia militarnie, ale mogą być decydujące w konflikcie wewnętrznym, gdy trzeba będzie rzucić chłopców oenerców przeciw społeczeństwu obywatelskiemu i opozycji.

Jak nazwać sztuczkę PiS z wnioskiem opozycji o wotum nieufności dla szefa MON? Ha! Tutaj potrzeba skrzyżowania pokraczności języka polskiego Kaczyńskiego z grafomanią takiego Paulo Coelho. Nie będę się napinał, bo polegnę. Debata nad wotum nieufności dla Macierewicza odbędzie się 25 maja w Sejmie. Tego samego dnia w Brukseli będzie miał miejsce szczyt NATO w nowo oddanej do użytku siedzibie sojuszu, na który przybędzie prezydent USA Donald Trump.

Capisce? Trudno sobie wyobrazić, aby miało zabraknąć w takim momencie polskiego ministra obrony, a chyba także Andrzeja Dudy. Z wielkim prawdopodobieństwem debata nad Macierewiczem odbędzie się bez Macierewicza, który spodziewa się, co powie opozycja, ale inaczej to wygląda, gdy pacjent widzi i słyszy, jak eksploduje prawda o sytuacji, do której doprowadził.

A poza tym – media zajmą się ogromnie ważnym szczytem NATO z ciągle zagadkowym Trumpem. Więc zamiast bomby termobarycznej nad Macierewiczem, będziemy mieli z czymś w rodzaju pierdu-pierdu.

Koniec PiS. KOD u Szydło.

Kleofas Wieniawa też pisze o prawnikach.

W weekend świadectwo co sądzą o nieudacznej władzy PiS dały dwie branże zawodowe: piosenkarze i prawnicy. Bliżej niż dalej, by wypatrywać upadku PiS.

PiS utrzymuje się u władzy, bo ciągle opozycja przestrzega reguł prawa i demokracji. Wspaniale zachowali się prawnicy podczas nadzwyczajnego Kongresu Prawników Polskich.

Jakiś Andrzej Dera – postać groteskowa – reprezentowała Andrzeja Dudę, prezydenta złamanego, mającego nawet wyraz kabaretowy Adriana. Groteskowemu Derze pokazano konstytucję. Tam jest zapisany ustrój Polski. Ale PiS ma tylko takich ludzi politykopodobnym.

Jak zauważyła I prezes Sądu Najwyższego Małgorzata Gersdorf, konstytucja trwa, partie przemijają. A Duda beknie za złamanie prawa. Nie obchodzi mnie, że jest tchórzliwy. Gdy zwykli ludzie łamią prawo, idą siedzieć. Duda do tego jest cieniutki intelektualnie i duchowo.

Ależ dopadła nas nicość, żadność, jak za komuny. Przepraszam, komuchy w stosunku do tombaku PiS byli lepszym tombakiem.

Gorszego okresu w historii Polski nie było, tak niedorobieni nigdy w moim kraju nie rządzili. Gmin, który dorwał się do fruktów.

WIELKI PRZEBÓJ OPOLA JUŻ W SIECI. PRZEKAZUJCIE DALEJ :))) NIECH CAŁA POLSKA ŚPIEWA 🙂

>>>

GORĄCY POMYSŁ KURSKIEGO 🙂

Adam Michnik o sytuacji Polski w Unii Europejskiej. Zło dyktatury zdołaliśmy przekształcić w demokratyczne państwo prawa; gospodarkę nakazową w rynkową; satelita ZSRR stał się członkiem NATO i Unii. Dziś polityka PiS-u znów wiedzie nas na obrzeża cywilizowanego świata.

To, że wybitny polityk europejski i przyjaciel Polaków przyjął od nas wyróżnienie i przybył do nas, to dla „Gazety Wyborczej” wielki zaszczyt. Usłyszeliśmy od niego: „Unia Europejska to nie jest projekt ekonomiczny, tylko polityczny z mocnym moralnym fundamentem. Powstała nie po to, żeby stworzyć wspólną walutę i jednolity rynek, znieść kontrole graniczne, ale by w Europie nigdy więcej nie wybuchła wojna”.

Przewidywanie jest bardzo trudne, zwłaszcza przyszłości – mawiają Anglosasi. Spróbujmy jednak. Chodzi o Europę i o Polskę. Frans Timmermans powiada, że „Polacy kochają wolność”. My też jesteśmy o tym przekonani. Dlatego polska opinia w ogromnej większości jest proeuropejska. I dlatego nikt z partii Jarosława Kaczyńskiego nie formułuje postulatu opuszczenia Unii.

Wszelako polityka PiS – wewnętrzna i zagraniczna – prowadzi nieuchronnie do eliminacji Polski z Europy lub co najmniej do całkowitej jej marginalizacji. A jeszcze niedawno byliśmy wzorem transformacji posttotalitarnej. Zło partyjnej dyktatury zdołaliśmy przekształcić w parlamentarną demokrację i demokratyczne państwo prawa; gospodarkę nakazowo-rozdzielczą w rynkową; satelita ZSRR stał się członkiem NATO i Unii.

Moje pokolenie przez lata powtarzało: dążymy do wolności Polski i człowieka w Polsce. Marzenie się spełniło, ale dziś te dwie wolności są zagrożone. Polska stała się „chorym człowiekiem” Europy. Bezsilnej, wyizolowanej z Unii Polsce będzie nieuchronnie zagrażać Rosja owładnięta duchem wielkorosyjskiego imperializmu.

Retoryka i polityka nacjonalizmu zainicjowana przez Jarosława Kaczyńskiego to prezent dla Putina. Ów nacjonalizm skłóca Polskę z sąsiadami. Wzbudza niepokój także wśród ważnych biskupów Kościoła katolickiego. Wszak pamiętają słowa Jana Pawła II: „Od unii lubelskiej do Unii Europejskiej”. A Kaczyński i PiS prowadzą nas od Unii do zapyziałej krainy nazwanej dwa wieki temu przez Stanisława Kostkę-Potockiego Ciemnogrodem. Zapisują kolejny rozdział w księdze dziejów polskiej głupoty.

Ale nie reprezentują przecież całej Polski. To nie jest Polska opozycji demokratycznej i „Solidarności”, Kuronia i Geremka, Mazowieckiego i Bartoszewskiego, Miłosza i Szymborskiej, Herberta i Tischnera, Kołakowskiego i Giedroycia, Turowicza i Kisiela, Konwickiego i Wajdy. Ich Polska dochowuje wierności tradycji europejskiej, chrześcijańskiej, demokratycznej, oświeconej. Dziś jest wdzięczna opinii europejskiej, która piętnuje deprawowanie naszego kraju, pełzający zamach stanu, zaduch demagogii i ksenofobii, którym oddychamy, i pseudoreligię, która zamienia krzyż, znak Męki Pańskiej, w kij bejsbolowy.

Havel mówił, że „być Europejczykiem to żyć w prawdzie i tolerancji”. Oczywiście Europa zawsze miała też brzydką twarz. Twarz okrutnych despotyzmów, prześladowań politycznych i religijnych, stosów inkwizycji i gilotyny terroru jakobińskiego, który głosił: „Bądź bratem albo cię zabiję”. Wreszcie twarz nazizmu i bolszewizmu.

Kołakowski pisał: „Kiedy nienawidzimy prawdziwie, jesteśmy bezkrytyczni zarówno względem nas samych, jak względem tego, czego nienawidzimy”. Nienawiść „przeciwstawia naszą totalną i bezwarunkową słuszność równie totalnej, bezwarunkowej i nieuleczalnej nikczemności innych. (…) W moim szale niszczenia sam zniszczeniu ulegam”.

Oceniał, że „gotowość do kompromisu, bez tchórzostwa i bez konformizmu, zdolność do usuwania nadmiaru wrogości bez czynienia ustępstw w tym, co się uważa za jądro sprawy, jest to sztuka, która z pewnością nikomu bez trudu nie przychodzi jako dar naturalny. Od naszej umiejętności przyswajania sobie tej sztuki zależy wszelako los demokratycznego ładu na świecie”.

Przyszłość zależy od nas. Czas zrozumieć, że droga do odbudowy polskiego miejsca w Unii prowadzi przez przyjęcie euro. By tego dokonać, trzeba się zdobyć na sprzeciw wobec rządów Kaczyńskiego. Od naszej zdolności do aktywnego sprzeciwu wobec smogu chamstwa i nienawiści, który nas zalewa od kilkunastu miesięcy, zależy, jaką Polskę zostawimy naszym dzieciom. Pamiętajmy, historia nas nauczyła, że nic nie jest niemożliwe, jeśli się tego naprawdę chce.

Waldemar Mystkowski pisze o kongresie prawników.

Obawiam się o Andrzeja Dudę. Nie tylko ja, bo on sam też. Podczas wizyty na Warszawskich Targach Książki został zachęcony przez uczestników targów do czytelnictwa niewielkiej książeczki, och – tomiku, Konstytucji. Usłyszał skandowane: „Konstytucja”. Pewnie oblał się rumieńcem i jak to on ma w zwyczaju zrobił swoje miny (Gombrowicz nazywa to gębą), które można nazwać: rybą wyrzuconą na brzeg. Ryba nie łapie już wody, tylko powietrze. Duda tak łapie się każdej miny, bo wstyd i hańba, że tak łatwo dał się złamać, że nie wypełnia nałożonego na niego obowiązku głowy państwa. Można sobie wyobrazić, jak łapał swoje miny, gdy na owych targach był z prezydentem Niemiec Frankiem-Walterem Steinmeierem. Tak się dzieje z twarzą, wszak nikt głębiej nie zagląda w Dudę, ani tym bardziej kamera. Dlatego obawiam się o Dudę.

Widzę, że także on o siebie zaczyna obawiać. Nie wychyla się zanadto, a niech inni za niego oblewają litrami wstydu. Więc wysłał na nadzwyczajny Kongres Prawników Polskich w Katowicach Andrzeja Derę. Ten miał prawo myśleć, że spotka go mniejszy afront niż prezydenta na targach, lecz i on usłyszał skandowane „Konstytucja”, niektórzy nawet wyszli w trakcie odczytywania listu Dudy. Rozumiem tych wychodzących, bo jak można wysłuchiwać słów, które nijak się mają do rzeczywistości. Acz podkreślam, słowa nie kłamią, tylko człowiek – w tym wypadku Duda kłamał ustami Dery. Zacytować? Proszę bardzo: – „Pozytywnego wizerunku trzeciej władzy nie buduje też nazbyt emocjonalna reakcja sędziów na krytykę, ani też zbyt pochopne, a przez to nieprzekonujące kwalifikowanie krytycznych komentarzy jako ataków na zasady niezależności sądów”.

Przepraszam bardzo – określenie ostatnio bardzo popularne wśród pisowców – kto tu rżnie głupa? Też jest taka mina, bardzo popularna wśród min Dudy: rżnąć głupa. Podczas tego pisania wklepałem w przeglądarkę hasło: „Duda rżnąć głupa” i wychynęła ilustracja Dudy jak ryba łapiącego powietrze (wolności). Och, Adrian, Adrian…
Zacytuję słowa osoby bardzo poważnej – w przeciwieństwie do naszego Adriana – I prezes Sądu Najwyższego Małgorzaty Gersdorf: – „Przyczyny zorganizowania tego kongresu są oczywiste. Trwa głęboki kryzys prawno-ustrojowy naszego państwa. Trybunał Konstytucyjny istnieje prawie teoretycznie”.

Tego boi się Duda, poważnego traktowania państwa. Raczej już Duda nie wykaże cywilnej odwagi, nie pozbędzie się tych swoich min ochronnych, min Zeliga, będzie robił je coraz dziwniejsze i dziwniejsze, pewnego ranka przy goleniu nie rozpozna siebie od tych skrzywień. Duda po prostu nie będzie już miał twarzy. Czy miałby szanse ją jeszcze dzisiaj odzyskać? Tak! Lecz trzeba mieć w sobie osobowość, stanąć przed wyborcami, przyznać się do winy. Wówczas Trybunał Stanu mógłby wyrokować łagodnie. Duda na razie po blamażu na targach wysyła swoich pracowników.

Odezwał się za to kreator Adriana, prezes Jarosław Kaczyński, który zachowanie prawników (a mniemam, że także czytelników z targów książki) obsztorcował: „Sędziowie powinni być elitą, a nie są. To bardzo smutne”. Nie słyszałem, aby prawnicy nazwali prezesa gorszym sortem, elementem animalnym, gestapo. To prawnicy (ale też czytelnicy, obywatele) namawiają Dudę do czytania Konstytucji, do jej przestrzegania.

Obawiam się więc o Dudę, acz życzę mu odwagi, aby stanął przed sądem (Trybunałem Stanu), a może – to jest najtrudniejsze – aby prezydent stanął przed sobą, aby wyzbył się zakłamania, wstecznictwa, aby moralność znaczyła dla niego moralność, aby wartości były wartościami, tym bardziej chrześcijańskimi, bo chrześcijaństwem nie jest łapanie hostii.

Nie liczę na Kaczyńskiego, któremu na trwale wyrosły zajady nie tylko w kącikach ust, ale ma zajady w umyśle i przede wszystkim w charakterze, te ostatnie zajady nazywają się kompleksami.

>>>

„CHCEMY ŚWIECKIEGO PAŃSTWA, KTÓRE DBA O INTERESY NAJSŁABSZYCH A NIE KLERU”. W PEŁNI SIĘ Z TYM ZGADZAMY.

W „Newsweeku”: jak orżnięto Kaczyńskiego.

Ted Malloch przedstawia się jako człowiek ustosunkowany i wpływowy. Ba, pogłoski mówiły, że może zostać ambasadorem USA przy UE, chociaż ostro krytykował Wspólnotę. Problem w tym, że wiele z jego deklaracji nie ma nic wspólnego z prawdą. Mimo to Jarosław Kaczyński przyjął Mallocha na Nowogrodzkiej.

Jakie są rzeczywiste wpływy Mallocha w administracji Donalda Trumpa? Nie jest to do końca jasne. Wydaje się jednak, że sam zainteresowany bardzo je wyolbrzymia. Tymczasem media, które weryfikowały jego deklaracje stwierdziły, że polityk bardzo często mija się z prawdą. Tak często, że można nazwać go mitomanem – pisze „Rzeczpospolita”.

Przykładów zmyśleń w życiorysie Mallocha nie brakuje. Amerykanin twierdził, że jest potomkiem prezydenta Theodore’a Roosevelta, Margaret Thatcher nazwała go geniuszem, jego artykuły ukazywały się w „The New York Times” i „Washington Post”, i jest profesorem Oksfordu. Dziennik „Financial Times” ustalił, że to wszystko nieprawda.

Biografia Mallocha jest pełna luk, choć nie jest on człowiekiem znikąd. Ten 64-letni politolog i ekonomista rzeczywiście pracował na ważnych stanowiskach w ONZ i obracał się w kręgach amerykańskiej polityki, a także wielkiego biznesu, ale jego pozycja w ramach administracji Donalda Trumpa nie jest jasna. Zdaniem ekspertów powołuje się na prezydenta najpewniej po to, by budować własną pozycję. Chociaż zimą wymieniano go jako kandydata nowego prezydenta USA na ambasadora przy Unii Europejskiej, to zdaniem „Financial Times” od tego czasu jego notowania znacznie spadły. Tego, że jest kandydatem nie potwierdzają nawet Amerykanie – pisze „Rz”.

„Zdaniem ekspertów powołuje się na prezydenta najpewniej po to, by budować własną pozycję”.

Mimo to Malloch był przyjmowany w Polsce z honorami, a PiS bardzo zabiegało o zorganizowanie spotkania z nim. Co ciekawe polityka zaprosili do naszego kraju narodowcy, którym odpowiadają jego radykalne, antyunijne poglądy. Malloch był zwolennikiem Brexitu i porównywał UE do ZSRR.

Dzięki determinacji PiS udało się doprowadzić do spotkania Mallocha z Jarosławem Kaczyńskim. – Rozmawialiśmy o spotkaniach, które polski rząd chciałby odbyć z różnymi przywódcami politycznymi w Waszyngtonie – mówił Amerykanin po tym spotkaniu.

Wątpliwości związanych z Mallochem nie chcieli komentować jego pozostali uczestnicy – europosłowie PiS Tomasz Poręba i Ryszard Legutko – pisze „Rzeczpospolita”.

CZY PREMIER SZYDŁO CZEGOŚ NAM PRZYPADKIEM NIE OBIECAŁA?

Waldemar Mystkowski pisze o przekręcie Macierewicza.

Czasy, w których minister musiał odejść, bo w deklaracji majątkowej nie umieścił pozycji o nabyciu zegarka za 30 tys. złotych, mamy dawno za sobą. Tego już nie pamiętają nawet starożytni Polacy, to jak przełom epok – przed Chrystusem, tj. przed odejściem Sławomira Nowaka, a obecnie mamy mroczne czasy barbarzyńców, którzy na przekór rozumowi nazwali się „dobrą zmianą” i jak Hunowie najechali Polskę.

Jak to kiedyś mówiono, „nie znasz dnia, ani godziny”, tak dzisiaj nie zna Polska „dnia, ani godziny”, aby jej nie ogołocono, pozbawiono dobrego imienia. Gdzie nie spojrzysz, masz do czynienia z podłością „dobrej zmiany”. Gdyby dzisiaj Kopernik ogłosił „O obrocie ciał niebieskich”, to Kaczyński nazwałby go „elementem animalnym”, a jakiś tygodnik prawicowy przedstawił na okładce w mundurze Wehrmachtu, acz mógłby też paradować jako esesman.

Wybitnym przedstawicielem tej „dobrej” podłości jest minister Antoni Macierewicz, który nie wiadomo jaki resort reprezentuje, bo najmniej obrony narodowej. Krajowa Izba Odwoławcza upubliczniła orzeczenie dotyczące zakupu 3 samolotów dla VIP-ów.

Macierewicz rżnął KIO, jak to tylko on potrafi. 2,5 mld zł na zakup z wolnej ręki (bez przetargu) samolotów firmy Boeing argumentowano, iż pieniądze przepadną, jeśli nie zostaną wydatkowane do końca marca 2017 roku. Co jest kłamstwem, bo szmal przechodził na następny rok budżetowy. Rozmowy z Boeingiem prowadzono już od 22 stycznia 2016 roku. Problemem było, jak zerwać kontrakt z Airbusem na zakup Caracali.

Były pracownik Boeinga i tzw. ekspert Macierewicza od katastrof „termobaryczny” Wacław Berczyński przechowywał w domu przez kilka miesięcy dokumenty negocjacyjne z Airbusem. Jakby nie wetknąć nosa detektywistycznego w tę sprawę, to nozdrza wykręca od korupcji.

Korupcja wykręca się w esy-floresy, to znaczy w bardzo konkretne paragrafy. Czy to jest największy przekręt w XXI wieku, czy też po 1989 roku? Śmiem wątpić, bo PiS w tej mierze nie powiedział ostatniego słowa.
Platforma Obywatelska domaga się unieważnienia kontraktu na zakup 3 boeingów dla VIP-ów. Minister obrony w gabinecie cieni Czesław Mroczek orzekł: „Nie ma zgody na to, by w państwie polskim środki publiczne były wydawane po uważaniu, w jakiejś zmowie co do wyboru oferenta”.

Z kolei były minister obrony Tomasz Siemoniak – jeden z najważniejszych dzisiaj polityków PO – stawia sprawę jeszcze bardziej zdecydowanie: „To jest naprawdę jedna z największych afer ostatnich lat w Europie i w świecie. Z powodu tego, co stało się w tym postępowaniu, powinien upaść rząd”.

Przesada? Wszystko, czego dotknie się PiS, zamienia się, jak u anty-Midasa, w g… Możemy się tylko zastanawiać, kiedy Polska zostanie puszczona z torbami.

Taka zagadka na wieczór. CZY POTRZEBNY JEST LEPSZY KOMENTARZ DO JEJ MANDATU W SENACIE? TAK TRZYMAJ „DOBRA ZMIANO” 🙂

Kleofas Wieniawa pisze o przyjeździe do Polski prezydenta Niemiec.

Prezydent Niemiec Frank-Walter Steinmeier przyjechał do Polski po 2 miesiącach urzędowania, podczas gdy poprzednik  Joachim Gauck 5 lat temu niemal natychmiast po swoim wyborze i Polskę uczynił, jako pierwsze państwo swoich odwiedzin.

Nie tylko dlatego, że prezydentem był Bronisław Komorowski, bynajmniej nie będący marionetką Donalda Tuska. Steinmeier był już dwukrotnie we Francji. To pokazuje, jak politycznie przestaliśmy się liczyć, a gospodarczo jesteśmy godnym partnerem Niemiec, bo gdyby miało być inaczej, to już dzisiaj bylibyśmy za Albanią i Grecją.

Wizyta była wybitnie kurtuazyjna, zarówno Andrzej Duda jak i Niemiec przedstawili się, jako rzecznicy dobrych stosunków niemiecko-polskich.

Acz Duda otworzył twarz (tak on ma, robiąc „papuasa”), gdy Steinmeier przywołał wartości europejskie, jak praworządność i otwarte społeczeństwo.

A tych ostatnich w kraju nad Wisłą mamy deficyt, Duda niezależnie od propozycji referendum konstytucyjnego, musi mieć w tyle głowy, iż nie ominie go Trybunał Stanu za wielokrotne łamanie konstytucji.

Jak to on ma w zwyczaju, coś tam bąknął o Trójkącie Weimarskim, który jest martwy i takim pozostanie, póki PiS utrzyma się u władzy.

Mogę tylko współczuć Dudzie, gdyż antyszambruje jako Adrian na Nowogrodzkiej. Prezes złamał go dokumentnie.

Przy okazji wizyty Niemca niektórzy próbowali powstać z kolan i zaliczyć hardość w stosunku do niemieckiego polityka, jak marszałek Senatu Marek Karczewski i rzecznik rządu Bochenek, ale padli na rozum, to znaczy zaliczyli intelektualną glebę. Ot, niedojdy bez klasy.

>>>

Wyniki nie powinny nikogo dziwić. Pytanie, kto jest w grupie 33% respondentów wierzących, że PAD jest samodzielny?

Paweł Wroński („Wyborcza”) pisze o Berczyńskim. Każdy moment, w którym dr Wacław Berczyński otwiera usta, to ogromne zagrożenie dla Prawa i Sprawiedliwości.

W wywiadzie dla „Super Expressu” były już przewodniczący podkomisji smoleńskiej w MON po raz kolejny przyznaje, że „uwalił caracale”, choć PiS twierdzi, że nie miał żadnego wpływu na przetarg na zakup śmigłowców. Stwierdził, że jego zdaniem był to „przekręt na co najmniej miliard dolarów”. Powód, dla którego „uwalił” kontrakt wart 13,5 mld zł, jest szczytny: odezwało się „jego polskie sumienie”.

Nie wiem, na ile wybór śmigłowców caracal był najlepszą opcją dla polskiej armii. Wiem jednak, że o tym kontrakcie w swoim czasie decydowali najlepsi specjaliści, jakimi dysponował Inspektorat Uzbrojenia MON. I mam wątpliwości co do kompetencji dr. Berczyńskiego, szczególnie po jego ostatnich występach w sprawie katastrofy Tu-154 pod Smoleńskiem. Dr Berczyński tłumaczył, że na pokładzie samolotu najpewniej wybuchła bomba termobaryczna. Zresztą podobne wątpliwości ma sam PiS. Kiedy Berczyński zaczynał pracę w podkomisji smoleńskiej, przedstawiano go jako doradcę NASA i Pentagonu. Miał być też konstruktorem skrzydeł i kadłubów. Z czasem okazało się, że jest jedynie emerytowanym, szeregowym inżynierem programistą z firmy Boeing.

Dr Berczyński w wywiadzie – wbrew narracji PiS – przyznaje, że przeglądał dokumenty przetargu; zapytania ofertowe, na które były nałożone najniższe stopnie tajności. Powiedział, że do niedawna miał amerykańskie certyfikaty dopuszczenia do informacji niejawnych, i wie, jak się z takimi dokumentami obchodzić. Zapewnił też, że nie miał nic wspólnego z przetargiem na samoloty dla rządu (ostatecznie Ministerstwo Obrony zerwało przetarg i kupiło samoloty z wolnej ręki od firmy Boeing).

Zapewne wiedza z dokumentów przetargowych caracali jest bardzo istotna z punktu widzenia ich producenta – firmy Airbus Helicopters. Ciekawe, który z potentatów zbrojeniowych bez drżenia rąk odda teraz swoją dokumentację polskim urzędnikom, nie bojąc się, że będzie ją przeglądał jakiś starszy pan, który nagle wyjedzie do USA, a wcześniej pracował w firmie Boeing.

Na razie efekt działania dr. Berczyńskiego jest taki: w 2017 r. miały się rozpocząć dostawy śmigłowców Caracal dla polskiej armii. Tymczasem Polska nie ma żadnych nowych śmigłowców. Nowy przetarg jest w polu, choć minister obrony Antoni Macierewicz solennie obiecał, że pierwsze śmigłowce będą już w grudniu 2016 r. Jednocześnie, jak wynika z sondaży, coraz mniej Polaków i Polek wierzy w zamach smoleński.

Dr Berczyński twierdzi w „Super Expressie”, że nie uciekł z Polski, lecz jedynie postanowił spędzić Święta Wielkanocne z rodziną w Stanach Zjednoczonych. Wygląda na to, że święta się trochę przedłużyły. Dr Berczyński zapowiada też, że być może przyjedzie do Polski, by odbudowywać tu przemysł lotniczy. I wtedy byłoby już groźnie.

KRÓTKA PIŁKA TARCZYŃSKIEGO Z KIERWIŃSKIM. DAWNO SIĘ TAK NIE UŚMIALIŚMY 🙂

Waldemar Mystkowski pisze o wygranym procesie z trollem przez posłankę PO Pomaską.

Posłanka Platformy Obywatelskiej Agnieszka Pomaska w niezawisłym sądzie wygrała proces z trollem internetowym (ostatnio modnie nazywanym hejterem), który groził jej „wyszukanym” sposobem śmierci – wbiciem na pal, jak zwykł obchodzić się ze swymi ofiarami Wład Palownik – a córce posłanki zgwałceniem przez „wynajętych muslimów”.

Ten Dracula z Gryfina, Mariusz F., dostał 10 miesięcy więzienia w zawieszeniu na 2 lata i 10 tys. zł grzywny. Ale to ostatnie podrygi praworządności, która zmieni się z chwilą przejęcia sądów przez PiS. Takich Władów Palowników, Breivików ukaże się więcej w ich pogodę polityczną, wylezą na wierzch, jak dżdżownice, inaczej: glisty. Mariusz F. przyjął linię obrony, iż to, co pisał to tylko komentarze wzburzonego obywatela, a jego proces ma charakter polityczny.

A teraz zacytuję z Twittera trolla na etacie, posła PiS i pracującego w kancelarii Beaty Szydło, niejakiego Pawła Szefernakera, który odniósł się do wyroku: „Często fundamentalnie nie zgadzam się z poglądami i stylem działania poseł @pomaska”. Niezgoda powoduje wzburzenie. Gwoli sprawiedliwości troll Szefernaker pisze dalej w tym samym wpisie: „Dziś szczerze gratuluję determinacji. Ważny wyrok!”. Tego Szefernakera słuchałem raz, a może dwa. To strasznie kwadratowy umysł, bez polotu. Dopuszczenie do polityki takich, jak on ludzie, zaniżyło debatę publiczną, spowodowało, że produkowane jest partyjne wzburzenie i rodzą się z tej niepogody tacy Mariusze F.

Mariuszy F. jest pełno w Internecie, zostali wyprodukowani przez Szefernakerów. Mylę się? Nie! Zastanawia mnie, iż socjologia nie bada tego zjawiska, wszak ustalenie, czy troll pochodzi z kwadratowej stajni Szefernakera, czy z innej stajni Augiasza, nie powinno przysparzać przeszkód. Socjolog z filologiem szybko ustaliliby, kto stworzył tych hejterów, czyje interesy polityczne, gospodarcze stoją za grupami trolli.

Trolle to nieskomplikowani ludzie. Takiego Szefernakera jest łatwo opisać, posługuje się określonym zbiorem słów i pojęć. I ma właściwości psychologiczne, opisane przez Freuda, a w filozofii przez Kierkegaaarda. Odwracają winy swoje i przenoszą na innych.

Dzisiaj ten syndrom klasycznie zaprezentował poseł PiS Dominik Tarczyński – inny kwadratowy osobnik. Poinformował, że doniesie do prokuratury na polityka Platformy Obywatelskiej Marcina Kierwińskiego, iż lobbował za zakupem Caracali, a to dlatego, że ekspert Macierewicza Wacław Berczyński podłożył PiS-owi istną bombę termobaryczną z wykończeniem Caracali i zakupem Boeingów.

To, co opisuję jest groteskowe, śmieszne, jak kwadratowi i pokraczni są Szefernaker, Tarczyński i ten Mariusz F. Trzeba tych gości opisywać, oni są groźni, niekompetentni, nijacy, zakompleksiali, trzeba dać wyraz tej pokraczności, jak Per Olov Enquist w „Życiu glist”. To ich pisowska pogoda, wyłażą na wierzch, a będzie ich więcej. Będzie więcej tej zgnilizny.

KTO DOŁĄCZA DO PYTANIA OPOZYCJI OBYWATELSKIEJ?

Kleofas Wieniawa pisze też o Berczyńskim.

Wacław Berczyński – wiadomo – ma „polskie sumienie”, ono nie pozwoliło mu nie „uwalić” caracali.

Najlepsi specjaliści z Inspektoratu Uzbrojenia MON to neptki w stosunku do „sumienia” Berczyńskiego, który choć nie potrafi mówić (wyrażać się), za to ma patriotyczne wnętrze.

Uwalił caracale i dał dyla do USA, Wielkanoc zaczęła mu się w lutym i pewnie potrwa do wakacji, a może do Bożego Narododzenia – tak ten mruk szeoko obchodzi święta.

Caracali – niet, black hawków też – niet.

Bo u Macierewicza zatrzymał się czas. Jakby ktoś nie wiedział, kto to jest Macierewicz musi oglądnąć stary filmowy hit „Wspomnienia z przyszłości”.

Dla ministra Macierewicza jeszcze nie nadszedł grudzień 2016 roku, kiedy to miały być dostarczone dla polskiej armii pierwsze śmigłowce – black hawki.

Coś zacięła się maszyna czasu, a może w tryby wirnika śmigłowca dostała się Beata Szydło, bo ta nawet z Macierewiczem w przeszłości stanęła w jednym z hangarów w Mielcu i zacmokała.

„Polski rząd jest zdecydowany, ażeby zakupów dla polskiej armii dokonywać w polskich zakładach, w polskich firmach, które znajdują się w Polsce, w których pracują Polacy, polscy pracownicy, które odprowadzają tutaj w Polsce podatki”.

Dlatego Beczyński załatwił 3 boeingi dla VIP-ów za – bagatela – przeszło 2 mld zł.

Takie ich hybrydowe polskie sumienia.

DLATEGO TERAZ W DOKUMENTACH MON NIE MA JUŻ ŚLADU PO BERCZYŃSKIM 🙂

>>>