Marsz Wolności to szacunek dla siebie samych, dla ludzi wolnych, dla demokracji, dla cywilizacji postępu

Posted: 5 Maj 2017 in Polityka
Tagi: , , , , , , , , , , , , ,

DO ZOBACZENIA NA MARSZU WOLNOŚCI Warszawa, Pl. Bankowy 13.00

SZACUNEK DLA WSZYSTKICH, KTÓRZY SIĘ WYBIERAJĄ 🙂

Monika Olejnik zastanawia się w „Wyborczej”, na czym gra Duda. Może lepiej przestrzegać konstytucji, zamiast mówić, że jest niedobra?

Andrzej Duda 25 maja 2015 r. mówił o sobie, że będzie prezydentem wszystkich Polaków. I że zrobi wszystko, żeby nie było podziałów. A potem? Jest, jak jest. Wśród antyrządowych manifestantów widział tych, którzy walczą o swoje przywileje, i tych, których hasłem ma być „Ojczyznę dojną racz nam zwrócić, Panie”. Wtedy prezydent przeprosił, potem już nigdy. Stwierdził też, że nie pomoże „jazgot” ani żadne demonstracje, będziemy realizować program PiS-u z żelazną konsekwencją. I tak się dzieje. A w czasie kampanii wyborczej mówił, że prezydent nie może być notariuszem, a czy nim został, wszyscy widzą.

Kiedy bezradnie walczy z Antonim Macierewiczem, nawet ci, którzy na niego nie głosowali, są oburzeni zachowaniem ministra i tych z PiS-u, którzy kpią z listów prezydenta do ministra. Polska była też świadkiem spektakularnego spotkania Andrzeja Dudy z Jarosławem Kaczyńskim na Nowogrodzkiej.

Można odnieść wrażenie, że Andrzej Duda nie potrafi się wybić na niezależność i może stąd jego gromkie słowa 3 maja: że chce, żeby w 2018 r. przeprowadzić referendum w sprawie zmiany konstytucji. Ale jakie referendum? Czy Polacy mają odpowiedzieć, czy chcą, czy nie chcą zmian w konstytucji? Czy pan prezydent powiedział nam, jakiego chce ustroju? Czy uzgodnił to z prezesem Kaczyńskim?

Już widać nerwowość w szeregach PiS-u. Niektórzy mówią, że pierwszy raz o tym słyszą, a inni, że to nie jest jego pomysł, bo przecież prezes chce zmiany konstytucji. Żeby to zrobić, trzeba mieć większość dwóch trzecich w parlamencie, a tego PiS nie ma. Więc może lepiej przestrzegać konstytucji, zamiast mówić, że jest niedobra?

Pan prezydent w wywiadzie dla TVP powiedział, że obrońcy konstytucji to jej autorzy: bronią jej prawnicy, bo „była tworzona przez prawników, a w Trybunale Konstytucyjnym orzekali prawnicy”. Trudno, żeby o konstytucji decydowali cukiernicy, choć zapewne brali udział w referendum w 1997 r., kiedy 53,36 proc. uprawnionych zdecydowało o tym, że chce takiej konstytucji.

Ostatnio pan prezydent zaskakuje twardością. W TVP Historia oznajmił nagle: „Miejmy świadomość, że dzieci i wnuki zdrajców RP, którzy tutaj walczyli o utrzymanie sowieckiej dominacji nad Polską, zajmują wiele eksponowanych stanowisk w mediach i w biznesie”. A gdzie był Andrzej Duda, kiedy wiceministrem sprawiedliwości w rządzie Jarosława Kaczyńskiego był Andrzej Kryże, który w 1980 r. skazał na areszt Wojciecha Ziembińskiego, Bronisława Komorowskiego i Andrzeja Czumę za organizowanie obchodów Święta Niepodległości? Czy Andrzejowi Dudzie nie przeszkadza to, że konstytucją poniewiera pan Piotrowicz? Może nie warto szukać wnuków, prawnuków, tylko spojrzeć na byłych pezetpeerowców, którzy tak łatwo przylgnęli do partii rządzącej?

Jak można rozliczać dzieci za dziadów, pradziadów? Jak pan prezydent to chce sprawdzić? I czy zna nazwiska tych, którzy zasiadają w biznesie dzięki swoim pradziadom, którzy zabijali? Bo tak powiedział w innym wywiadzie: „No przecież byli tacy, co mordowali”.

Przed 1989 r. ludzie żyli, pracowali, byli tacy, którzy siedzieli w więzieniach, byli w opozycji, a byli też lekarze, którym teraz będzie się zabierało emerytury, bo pracowali w MSW. Byli milicjanci, którzy ścigali gwałcicieli, morderców, złodziei – im też się będzie zabierało emerytury. Czy to jest zgodne z konstytucją?

W KWESTII ZDRAJCÓW, PRZYPOMINAMY PREZYDENTOWI SŁOWA ZIOBRO. NIGDY ICH NIE COFNĄŁ. A PAD NIGDY TEGO NIE SPROSTOWAŁ.

Waldemar Mystkowski pisze o Błaszczaku i jego zastępcy.

Minister Mariusz Błaszczak jest taki, jakim go widać. Choć poprzednie zdanie należy obwarować spostrzeżeniem Marka Migalskiego (swego czasu kolegi partyjnego), że go jednak nie widać. Spotkanie z Błaszczakiem grozi kolizją, bo nie wiesz, kiedy się o niego potkniesz.

Jest nijaki, niewidzialny. Są tacy ludzie. Wówczas zalecam im, aby zawsze mieli ze sobą gwizdek. Widzą zbliżającego się innego osobnika i nie chcą zrobić mu krzywdy, niech informują o swojej bytności sygnałem dźwiękowym. To wszak powszechne rozwiązanie w komunikacji.

Niewidzialność Błaszczaka ponadto postrzegam ciut inaczej niż Migalski. Błaszczak lubi odezwać się o multi-kulti (czyt. o uchodźcach). Przychodzi Błaszczak do mediów ze swoim tabletem i czyta to, co spreparowano na Nowogrodzkiej: „Uchodźcy są zagrożeniem, nie ma ich w Polsce, więc nasz kraj jest bezpieczny”. Tak Błaszczak rozwiązuje nasze bezpieczeństwo. Poprzez braki, w Polsce poprzez brak uchodźców. Czego więc brak Błaszczakowi? Osobowości, której bogactwo odróżnia nas od wszelkich Błaszczaków.

Błaszczak walczy z multi-kulti na zewnątrz, ale multi-kulti propaguje w policji, w której działa jeden związek zawodowy NSZZ Policjantów. Nawet jest to zapisane w ustawie o policji. Ale minister Błaszczak chce związkowego multi-kulti w policji. A to dlatego, że  NSZZ Policjantów kilka razy postawiło się Błaszczakowi. Między innymi oczekiwało większej ochrony prawnej przy pacyfikowaniu kiboli, a Błaszczak wg ideologii PiS tych ostatnich chroni jako element patriotyczny.

Policyjni związkowcy protestowali, gdy wykorzystywano ich przy rozbijaniu demonstracji przed Sejmem podczas grudniowej blokady mównicy sejmowej przez posłów opozycji. A najbardziej boli związkowców, iż chce się im obniżyć emerytury. Szczególnie tym najdłużej pracującym, którzy pracowali w PRL-u, choćby jeden dzień.

Błaszczak wpadł na pomysł, aby wprowadzić multi-kulti związkowe i zamierza wprowadzić przepisy w porozumieniu z NSZZ Solidarność. W policji powinno działać więcej związków zawodowych, w tym „Solidarność” mogli bezkrytycznie pałować społeczeństwo obywatelskie i mogło omijać szerokim łukiem kiboli-patriotów. Związkowcy z NSZZ Policjantów nie zgadzają się na takie upolitycznienie policji.

Do ciekawego zdarzenia doszło w mieście Łomży z zastępcą Błaszczaka, wiceministrem Jarosławem Zielińskim. Błaszczak powinien gwizdać, jak się zbliża, a Zieliński to Błaszczak podniesiony do potęgi Błaszczaka. Jest taki niewidzialny, iż swego czasu zarządził, aby policjanci w ramach obowiązków cięli konfetti.

Zbliża się Zieliński, z niebios lecą kolorowe płatki papieru. Acz słysząc i widząc Zielińskiego nie dziwię się, musi zaznaczać jakoś swoją obecność. We wspomnianej Łomży tym razem nie sypano na Zielińskiego konfetti, bo media strasznie skrytykowały ten rytuał, na rynku głównym tego miasta wykopano maszt z flagą Unii Europejskiej. Dlaczego? Bo takiego Zielińskiego nie widać w otoczeniu cywilizacyjnym, kimś staje się na gumnie, na zapiecku.

Błaszczak ma miejsce w historii kabaretu (patrz: Mariusz w „Uchu prezesa”), Zieliński do pozycji swego pryncypała dopiero się dokopuje poprzez wykopywanie masztów z flagami UE.

To przypominałoby sytuację Republiki Weimarskiej, kiedy z kwitnącej demokracji stworzono legalnie system autorytarny

Kleofas Wieniawa pisze o nowym rzeczniku Dudy i jak Platforma dobiera się do czterech liter Macierewicza.

Odejście Marka Magierowskiego można interpretować etapem „referendalnym” w obozie Andrzeja Dudy, który to obóz został zepchnięty do głębokiej defensywy.

Czy wreszcie Duda wejdzie wraz z Adrianem (z „Ucha…”) do pokoju prezesa, aby się wyartykułować? PiS przestraszył się sondaży, a będzie coraz gorzej. Prezes może dopuścić Dudę do głosu. Acz zalecam prezydentowi szykowanie się do Trybunału Stanu i wzbogacanie retoryki, bo ma ją ubogą, a która może mu się bardzo przydać na ławie oskarżonego.

Co może zmienić w otoczeniu prezydenta nowy rzecznik Krzysztof Łapiński, który zdobywał względną sympatię i był na najlepszej drodze, aby pójść w ślady Kazimierza Ujazdowskiego.

To zresztą może być powód tej nominacji, aby zatkać Łapińskiego, aby nie poszło kilku innych za nim w smugę Ujazdowskiego. Kilka szabel mniej czyni Kaczyńskiego zakładnikiem Kukiza.

Nie wierzę, aby Duda zdobył się na samodzielność, bo nie ma jej wpisanej w swoją osobowość, ani w możliwości intelektualne, ale może być celem kilku polityków z otoczenia prezydenta.

Zdecydowanie ważniejsze zdarzenia niż rzecznik prezydenta to audyt Platformy Obywatelskiej w MON, audyt, który można nazwać „śladami Berczyńskiego i podobnych Misiewiczów”, którzy uwalili przetarg na caracale.

Macierewicz z pewnością zatarł wszelkie ślady, ale nie zatrze braków w dokumentacji, które będą wskazywały dokonane bezprawie. Minister jest cwany, ale nie aż tak, aby posadzać go o jakiś geniusz. Wszelka amoralność – a to jedna z cech Macierewicza – zostawia linie papilarne swej próżności.

Na razie audytorzy PO odkryli, iż dostęp do dokumentów przetargowych na śmigłowce bojowe mieli osobnicy bez certyfikatów dostępu do informacji niejawnej, a są to Berczyński, nieuk Misiewicz i nowy szef podkomisji smoleńskiej (na 30 synekurach w spółkach zbrojeniowych) Kazimierz Nowaczyk.

Partia tak niebezpieczna dla Polski, jak PiS, bodaj nigdy nie zdarzyła się w historii Polski. Nawet saski dwór drezdeński nie rozwalał tak kraju, jak „lepszy sort” Kaczyńskiego.

BĄDŹMY O 13.00 NA PLACU BANKOWYM TRZEBA IŚĆ NA ZANIM BĘDZIE ZA PÓŹNO

>>>

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s