Duda, Macierewicz, Wassermann – dydki ze zgrai PiS. KOD odbudowuje się

Posted: 28 Maj 2017 in Polityka
Tagi: , , , , , , , , ,

SŁOWO NA NIEDZIELNĄ MSZĘ

Oprawca Igora Stachowiak udał się na „zasłużony” odpoczynek w luksusach, zamordowany zaś na wieczny spoczynek do grobu.

Michał Gostkiewicz w Weekend Gazecie pisze o Macierewiczu.

Antoni Macierewicz obronił fotel ministra obrony, ale choć w kraju jest silnym punktem PiS, to za granicą – wręcz przeciwnie. W Brukseli uznawany za „nieprzewidywalnego”. Podobnie w USA. A wiedzą tam o nim dużo, bo zagraniczna prasa od początku uważnie patrzy mu na ręce.

Antoni Macierewicz przetrwał głosowanie nad wotum nieufności w Sejmie. Posłowie PiS stanęli za nim murem. Opozycja nie studzi jednak krytyki. – Amerykanie omijają Macierewicza szerokim łukiem – mówił dla Gazeta.pl były szef MON Tomasz Siemoniak. Nie pierwszy raz to wokół Macierewicza rozpętała się polityczna burza.

Głosowanie odbyło się dzień przed szczytem NATO w Brukseli. I choć szef MON wyszedł z niego wzmocniony poparciem partii, to owo wzmocnienie na niwie krajowej niekoniecznie musi się przełożyć na pozycję ministra obrony za granicą. A co za tym idzie – również na pozycję Polski.

„Dla Brukseli jest nieobliczalny” – tak pisał o Antonim Macierewiczu „Der Spiegel” przed szczytem NATO w Polsce, za który minister odpowiadał. Wskazując na jego piękną opozycyjną kartę najbardziej zasłużonego w rządzie w walce z komunizmem, prestiżowy niemiecki tygodnik przypominał równocześnie jego „antysemickie wpadki”, jak cytowanie na antenie Radia Maryja Protokołów Mędrców Syjonu – antysemickiej fałszywki z początków XX wieku. „Spiegel” nazywał też Macierewicza „głosicielem teorii zamachu w Smoleńsku”.

– W europejskiej rozgrywce wokół Wspólnej Polityki Bezpieczeństwa i Obrony, która zyskała nową dynamikę po wyborze Emmanuela Macrona na prezydenta Francji i jego spotkaniu z kanclerz Angelą Merkel, Polska się nie liczy. Z dwóch powodów. Po pierwsze nasz przemysł zbrojeniowy jest wciąż zbyt słaby, by być naprawdę liczącym się na tej scenie graczem. Po drugie dlatego, że obecne polskie władze nie wierzą w europejski filar obrony. Wszystkie nadzieje pokładają w relacjach z USA – mówi dr Bartłomiej Nowak, były dyrektor wykonawczy Centrum Stosunków Międzynarodowych i członek Narodowej Rady Integracji Europejskiej, stypendysta Transatlantic Academy w Waszyngtonie, obecnie sekretarz do spraw polityki zagranicznej Nowoczesnej.

Tymczasem pragnący zachować anonimowość, dobrze zorientowany w Waszyngtonie dyplomata mówi mi, że Polska, choć to sojusznik USA z wschodniej flanki Europy wzmocniony kontyngentem amerykańskich wojsk, nie jest w tej chwili w kręgu głównych zainteresowań Białego Domu. Jego słowa znajdują potwierdzenie.

– Coraz ciężej zabiegać Polsce o spotkania na wysokim poziomie. W Departamencie Stanu usłyszałem o spotkaniach improwizowanych, źle przygotowanych, organizowanych na ostatnią chwilę – dr Nowak, mówiąc o Macierewiczu, używa też słowa „nieprzewidywalność”, które przylgnęło do kierownictwa polskiego MON i MSZ.

– Departament Obrony oczywiście jest o wiele bardziej powściągliwy, ponieważ amerykańskich wojskowych interesują kontrakty zbrojeniowe w Polsce. Ale Amerykanie nie rozumieją, co się dzieje z naszą armią. Czystka, którą Antoni Macierewicz przeprowadził w polskim wojsku, wywołała w środowiskach dyplomatycznych Departamentu Stanu i Kongresu kolosalne wrażenie – dodaje Nowak.

Jak podkreśla, w kręgach wojskowych i dyplomatycznych NATO szerokim echem odbiła się sprawa Tomasza Chłonia. Ten doświadczony dyplomata, od lat związany z gremiami decyzyjnymi Sojuszu Północnoatlantyckiego (w latach 1998 – 2003 pracował w Stałym Przedstawicielstwie RP w NATO, reprezentował Polskę w Komitecie Politycznym NATO i był jednym z negocjatorów porozumienia powołującego Radę NATO-Rosja) wystartował w konkursie na stanowisko dyrektora Biura Informacyjnego NATO w Moskwie – i wygrał. NATO zaakceptowało jego kandytaturę. Ale polskie MSZ nie. Pod koniec kwietnia okazało się, że startował rzekomo „bez wiedzy i zgody MSZ”, jak twierdził minister Waszczykowski. W USA pamiętają też wejście ludzi Macierewicza do znajdującego się w Polsce Centrum Eksperckiego Kontrwywiadu NATO – z dorobionym kluczem.

I właśnie w tym jest problem. W tym, że zachodnie gremia decyzyjne są całkiem dobrze poinformowane. Za granicą dobrze pamiętają o kontrowersyjnych działaniach Antoniego Macierewicza, ponieważ amerykańska, brytyjska i niemiecka prasa od samego początku kadencji szczegółowo o nich informuje.

Skandalem zakończyła się choćby niedawna udana do momentu zmiany rządu współpraca z Francuzami przy kontrakcie na śmigłowce Caracal. Ale zachodnie media pamiętają o dawniejszych sprawa. „New York Times” w obszernym portrecie „partii, która chce uczynić Polskę znów wielką” (oczywiste nawiązanie do wyborczego hasła Donalda Trumpa „Make America Great Again” – red.) przypominał, jak Antoni Macierewicz oskarżał w 1992 r. wielu polskich polityków o kolaborację z komunistyczną bezpieką, a „ćwierć wieku później posłużył Kaczyńskiemu jako „inkwizytor” w trakcie audytu rządów Platformy”.

„Jego oskarżenia nosiły znamiona krwawych ideologicznych porachunków, których liderzy „Solidarności” przyrzekali unikać”

– podkreślił nowojorski dziennik.

Prestiżowy, czytany przez najważniejszych politycznych decydentów miesięcznik Politico, w tekście zatytułowanym niepokojąco „Polsko-amerykański romans robi się gorzki”, też cytował Macierewicza. Macierewicza, pouczającego Amerykanów w następujący sposób:

„Ludzie, którzy budowali swoje państwo dopiero w XVIII wieku, będą mówili nam, co to jest demokracja? Narodowi, który miał struktury przedstawicielskie i demokratyczne już w XIII, XIV wieku? I który był źródłem demokracji dla całej Europy?”.

Tak samo odpowiadał, również cytowany przez „Politico”, przewodniczącemu Parlamentu Europejskiego Martinowi Schulzowi. Gdy znany ze swojego ciętego języka niemiecki polityk porównał działania rządu PiS do „zamachu stanu”, usłyszał w odpowiedzi, że „Polska nie będzie pobierać lekcji wolności i demokracji od Niemiec”.

Zaraz po wyborze Macierewicza na ministra obrony brytyjski „Guardian” komentował, że jest to człowiek, „którego nominacja może skomplikować relacje Polski z NATO i UE, zwłaszcza w kontekście Rosji”. Zaś niemieckie media sporo miejsca poświęcają idee fixe Macierewicza – zbudowaniu oddziałów obrony terytorialnej, które, według cytowanego przez „Die Zeit” szefa MON, są „najlepszą odpowiedzią” na rosyjską wojnę hybrydową i potencjalne przeniknięcie na polskie terytorium „zielonych ludzików” jak stało się to w przypadku Ukrainy. Ale Niemcy zwracają też uwagę, że ten, według „Der Spiegel”, „radykalny hardliner” (w wolnym tłumaczeniu: zwolennik twardej polityki – red) i wyznawca teorii spiskowych”) ma bardzo przydatną w jego fachu cechę: jest cierpliwy i umie czekać.

„Trzeba być cierpliwym. Trzeba umieć czekać: rok, dwa lata, czasem dziesięć lub dwadzieścia lat” – cytuje szefa MON w interesującym portrecie „Die Zeit”. Dziennikarze opisali m.in. jak 68-letni Macierewicz, pasjonat skoków do wody, trenuje późnym wieczorem na basenie Żandarmerii Wojskowej, a potem na smartfonie sprawdza swoje skoki.

„W tym człowieku ogniskuje się wszystko, co czyni polską rządzącą partię tak podejrzaną” – pisze z emfazą „Die Zeit”: „wiara w państwo autorytarne, militaryzacja myślenia, władza polityczna Kościoła katolickiego, brak zaufania do Unii Europejskiej – czyli władza poprzez emocje”. „Człowiek Kaczyńskiego od grobów i broni” – podsumowuje w innym tekście ta sama gazeta.

Wpadka Kaczyńskiego.

Waldemar Mystkowski pisze szefowej sejmowej komisji Amber Gold Wassermann.

Małgorzata Wassermann leczy kompleksy prezesa

Nie wiem, czy Małgorzata Wassermann cieszy się z tego, że „Ucho prezesa” zakończyło pierwszy sezon, ale szefowa sejmowej komisji do ścigania Donalda Tuska, która nie wiadomo, dlaczego działa pod przykrywka ds. Amber Gold, oczekuje ośmieszenia. Więcej takich wywiadów w jej wydaniu, jak dla RMF FM, a Wassermann ma szanse antyszambrować wraz z Adrianem pod gabinetem prezesa na Nowogrodzkiej, a może nawet wejść do środka i zameldować: – Prezesie, zadanie wykonałam, ośmieszyłam się.

W audycji RMF FM Wassermann mówiła o ośmieszaniu jej, oczekuje go, bo się boi ośmieszania. Gros wywiadu poświęcone jest tej właśnie obawie, temu wywoływaniu wilka z lasu. A to dlatego, iż Wassermann nie wierzy w powagę misji ścigania Tuska.

Wassermann stoi na czele komisji, która wyrosła z kompleksów Jarosława Kaczyńskiego, te dadzą się streścić: „Dorwać Tuska”. Mali ludzie, intelektualnie nędzni, bo taki poziom umysłowy prezentuje prezes, tak mają, chcą umniejszyć innych. Sami nie potrafią, swoje braki nadrabiają, odejmując innym.

Osiągnięcia tej komisji są żadne, do mediów przebijają się jakieś michałki, a to Wassermann nie może na komisję ściągnąć byłego ministra rządu PO-PSL Sławomira Nowaka, dopiero ten do niej zadzwonił i „dał” się ściągnąć, a gdy stanął, to ośmieszył Wassermann. Rozumiem szefową komisji, że poziom dowcipu podczas przesłuchań nie dorównuje „Uchu prezesa”, ale wszystko przed nią. Choć gwarantem dowcipu (po staropolsku inteligencji) nie jest niejaki Marek Suski, który obok Wassermann zasiada w komisji, można w nim dopatrzeć się na pisowską miarę Jasia Fasoli. Ale nie przepadam za takim małym kabaretem.

Wassermann jednak Tuska nie dorwie, bo to zawodnik wagi ciężkiej. Dotychczas nie zauważyłem, aby inni ją ośmieszali, ale zwrócił moją uwagę wywiad, który w istocie jest autoośmieszaniem, mimowiedną próbką Mrożka. Afera Amber Gold była jakąś aferą, nie za dużą, nie za małą, lecz gdzie jej do afery SKOK-ów czy też przekrętu, jakim jest zakup od ręki 3 Boeingów dla VIP-ów.

Acz rozumiem Małgorzatę Wassermann. Jeszcze Tuska nie przesłuchała, a już się ośmieszyła. A gdy ten stanie przed nią – to, co będzie? Robert Górski może mieć gotowca do otwarcia drugiego sezonu „Ucha prezesa”. Jeżeli Wassermann tak wysoko mierzy, to życzę jej powodzenia.

Kleofas Wieniawa pisze o nowym szefie KOD.

KOD powstał spontanicznie, powstał z potrzeby obrony demokracji. Na jego przkładzie można było się przekonać, jak krucha jest taka organizacja ogólnopolska społeczna.

KOD nie podzielił losu klasycznej „Solidarności”, bo nie miał swojego stanu wojennego. Otoczenie jest dzisiaj zupełnie inne. Wówczas najlepsi byli w organach „S”, dzisiaj najlepsi sympatyzują z KOD.

Praca wewnątrz KOD wymaga determninacji i nakładu czasu, na który niewielu może sobie pozwolić. W Polsce ciągle jest do wykonania organiczna praca u podstaw, czego nie zrobią klasyczne partie.

Pomysł, aby KOD nie był partią, jest przedni, może być co nawyżej kuźnią dla demokratycznych partii – bez żadnej stygmatyzacji ideowej. Mateusz Kijowski wycofał swoją kandydaturę na szefa KOD. Padł niejako ofiarą braku doświadczenia. Szkoda, bo to ciekawy człowiek – refleksyjny i koncyliacyjny.

Nowym szefem został pomysłodawca KOD, który zainspirował cały ruch, Krzysztof Łoziński. Deklaruje nowe otwarcie. KOD Polsce jest potrzebny, jak powietrze. Ale to nie znaczy, że musi się udać.

Po 1989 roku nie wykonano najważniejszej pracy – nauki demokracji, odpowiedzialności za innych i siebie. Dzisiaj mamy u władzy partię, który nie pojmuje demokracji, bo ma w swoich szeregach ludzi z tombaku.

Takim jest prezes Kaczyński. Cytat z nowego szefa KOD: „Kaczyński jest człowiekiem, który demokracji w ogóle nie rozumie, prawa nie rozumie. Nie wiem jakim cudem jest prawnikiem, bo to, co mówi na temat prawa, to jest godne jakiegoś ciecia w bramie, a nie prawnika. Nie ma pojęcia o świecie, o rzeczywistości”.

I to jest ten ogrom roboty do wykonania. Pozytywizm. Wrogiem KOD nie jest PiS, wrogiem PiS jest demokracja. Taka polska alogika.

>>>

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s