Archiwum dla Maj, 2017

W lipcu 2006 też został premierem, co było początkiem końca rządów . Trzymam kciuki za powtórkę tego scenariusza.

Maciej Stasiński („Wyborcza”) pisze, iż Polexit trwa. Dotąd PiS wypisywał nas z demokratycznej i liberalnej Europy, depcząc konstytucję, państwo prawa, podział władz, wolności obywatelskie. Teraz robi to samo, demonstrując rasizm i nacjonalizm.

Polexit już trwa. To kłamstwo, że „nie ma możliwości”, by przyjąć uchodźców. Prawdą jest za to, że nie ma chęci

Premier Beata Szydło zapowiedziała, że Polska nie przyjmie żadnych uchodźców z Syrii i innych krajów, nawet jeśli UE – zniecierpliwiona łamaniem zobowiązań przez polski rząd – rozpocznie dyscyplinującą procedurę.

– Nie ma możliwości, aby do Polski byli przyjmowani uchodźcy, i na pewno nie zgodzimy się na narzucanie Polsce ani innym krajom członkowskim jakichkolwiek przymusowych kwot – powiedziała Szydło.

Występ pani premier po reprymendzie, jaką Polska dostała na spotkaniu szefów dyplomacji państw Unii w Brukseli, stawia Polskę poza Europą.

Dotąd PiS wypisywał nas z demokratycznej i liberalnej Europy, depcząc własną konstytucję, państwo prawa, podział władz, wolności obywatelskie. Teraz robi to samo, demonstrując rasizm i nacjonalizm.

To oczywiście kłamstwo, że „nie ma możliwości”, by przyjąć uchodźców. Prawdą jest za to, że nie ma chęci. Niemal 40-milionowy kraj może przyjąć znacznie więcej uchodźców niż owe 7 tys., na które w 2015 r. przystał rząd Ewy Kopacz.

Ministrowie rządu PiS gremialnie uczestniczyli w pielgrzymce papieża Franciszka do Polski, ale głusi są na wciąż ponawiane przez niego wezwania do katolickich sumień, by każda parafia przyjęła choć jedną rodzinę. Ponad 10 tysięcy polskich parafii przyjęłoby ponad 10 tysięcy rodzin bez wysiłku. Rząd PiS – wszak sam tak ostentacyjnie katolicki – równie ostentacyjnie ignoruje polski Kościół, który jeszcze rok temu postulował przyjęcie uchodźców i utworzenie tzw. korytarzy humanitarnych.

Rząd PiS pielgrzymuje za to nieustannie do Radia Maryja, gdzie łańcuszek ministrów-ministrantów trzyma się za ręce do wtóru religijnych pieśni i pod łaskawym spojrzeniem przyjmującego te hołdy o. Rydzyka. Mówi tylko o wartościach chrześcijańskich, ale ich nie realizuje.

PiS świadomie rozniecił w kraju strach przed uchodźcami i imigrantami, zwłaszcza muzułmańskimi, strasząc, że przywiozą terror, rozniosą choroby i zniszczą kulturę narodową. A teraz, kiedy kampania przyniosła skutek w postaci deklarowanego sprzeciwu 70 proc. Polaków wobec przyjmowania uchodźców, powołuje się na „wolę i bezpieczeństwo Polek i Polaków”.

Niemcy mogą, Francuzi, Anglicy i Hiszpanie też, nie mówiąc o Grekach czy Włochach, Łotyszach i Litwinach, ale katolicka Polska przyjąć ludzi uciekających od bomb – nie może.

Mieliśmy dotąd w Polsce antysemityzm bez Żydów. Teraz mamy rozpaloną przez władzę wrogość do „brudasów”, „ciapatych”, „darmozjadów” i „terrorystów”, w imię czystości katolicko-narodowej, bez jednego uchodźcy czy muzułmanina.

Rząd PiS stawia się poza Europą. Ale wciąż wyciąga rękę po pieniądze.

Słowa premier Szydło zapowiadają, że PiS będzie budował ideologię oblężonej twierdzy, rzekomo zagrożonych suwerenności i dumy narodowej przez islam i wrogą Europę.

Jednak Europa, która po latach kryzysu właśnie zaczęła się odbudowywać wokół Niemiec i Francji, nie będzie wspierać kraju, który ma w nosie jej wartości.

Polexit już się zaczął.

CO ZA BZDURY?!!!! CZY ONI WSZYSCY UPADLI NA GŁOWĘ WSTAJĄC Z TYCH SWOICH OBOLAŁYCH KOLAN?

NAWET W KOŚCIELE POJAWIAJĄ SIĘ GŁOSY ROZSĄDKU. NIE POZWALAJMY NA ABSURDY I OBSESJE.

Waldemar Mystkowski pisze o strategii Schetyny.

Schetyna przenika diabelskie knowania Kaczyńskiego

Grzegorz Schetyna przewiduje najgorsze w zapowiadanych propozycjach PiS. Do tej pory PiS i prezes tej partii w „najgorszości” nie zawodzili i tak z pewnością będzie w wypadku ordynacji samorządowej. Ba, to więcej niż pewne. Niby „najgorszość” Jarosława Kaczyńskiego poznaliśmy. Należy on jednak do takich, którzy się nie poddają i stosują do spostrzeżenia Stanisława Jerzego Leca. Kaczyński spadnie na każde dno i nigdy mu nie dość, bo sam od spodu zapuka.

Wcale nie zdziwiłbym się, że jego zapewnienie, iż dwukadencyjności wstecznej w wyborach samorządowej nie będzie, jednak zostanie wycofane pod byle pretekstem. Przypominam, o co chodzi w tej dwukadencyjności: rządzący prezydenci, burmistrzowie i wójtowie dłużej niż dwie kadencje nie mogliby startować w przyszłorocznych wyborach samorządowych. Kaczyński mógł to zakomunikować z różnych powodów, np. dlatego, że podskakuje Jarosław Gowin, krytykował ten pomysł jako niekonstytucyjny i bezprawny. Także popularni prezydenci, burmistrzowie i wójtowie mieliby czas na wykreowanie swoich następców.

Może Kaczyński nie jest immanentnym złem, zostawia sobie margines, aby zrealizować się w pełni. Żadnej wiary nie daje mu szef Platformy Obywatelskiej Schetyna, uważając, iż wycofanie się z dwukadencyjności wstecznej jest tyle warte, co zapewnienia Beaty Szydło w kampanii wyborczej do parlamentu, że Gowin będzie ministrem obrony narodowej.

Można zapytać: kto zatem wykończyłby Caracale albo wymyślił ładunki termobaryczne w smoleńskim Tupolewie? Jeżeli potrafimy sobie odpowiedzieć na to pytanie, od razu skonstatujemy, że tylko idiota mógł uwierzyć w Gowina jako ministra obrony i tylko idiota może wierzyć, że Kaczyński będzie praworządny i wycofa się z dwukadencyjności wstecznej.

Schetyna przestrzega przed innymi równie złymi pomysłami PiS w ordynacji samorządowej. I tak – tylko jedna tura wyborów na burmistrzów i prezydentów miast oraz podniesienie progu wyborczego, co mogłoby wyeliminować z samorządów takie partie, jak PSL, Nowoczesna i Kukiz ’15.

Na pewno dojdzie do ograniczenia kompetencji samorządów, tym samym ograniczenia finansowania i centralizacji władzy. Kto wie, czy ostaną się urzędy marszałkowskie, które są poza zasięgiem rządzenia w nich przez PiS. A jeszcze możliwe są manipulacje w komisjach wyborczych, w sposobach liczenia głosów – przecież jakiś czas temu padł pomysł, aby głosy liczyć następnego dnia po wyborach i w miejscu innym niż obwodowa komisja wyborcza. Otwiera to pole do wszelkich cudów w urnach wyborczych.

Schetyna po Kaczyńskim spodziewa się wszystkiego najgorszego. Czasami z tego powodu za szefem PO jest trudno nadążyć, gdyż stara się przeniknąć diabelskie knowania prezesa PiS. Diabeł zawsze kłamie, jedno kłamstwo jest zastępowane kolejnym. Szef PO zatem stara się przewidzieć diabelskie złe zamiary dla Polski Kaczyńskiego.

NO TO FRANCUZ TRAFIŁ Z DESZCZU POD RYNNĘ 🙂

>>>

TZW. ZADUPIE… ?

Paweł Wroński („Wyborcza”) pisze o schowaniu Macierewicza. To widomy znak. Macierewicz jeszcze niedawno niczym latający holender kursował po kraju, biorąc udział w niezliczonej liczbie uroczystości patriotycznych: składał wieńce, defilował przed pocztami sztandarowymi, wygłaszał pełne namaszczenia mowy. Teraz jednak zamknął się w gmachu przy ul. Klonowej.

Zawirowania po „wykończeniu caracali” przez dr. Wacława Berczyńskiego usiłują desperacko rozwiązać wiceministrowie Dworczyk i Kownacki. Nawet medialny kontratak resortu przeprowadzony na łamach „wSieci” przez dziennikarzy współpracujących zwykle z Antonim Macierewiczem komentował nie on, ale Michał Dworczyk, który tyle się zna na śmigłowcach co Bartosz Kownacki na francuskich widelcach.

Zwykle Macierewicz był chowany na okres kampanii wyborczej, gdy PiS uśmiechało się do wyborców i chciało ich przekonać, że wcale nie jest partią radykalną. Nawet uśmiechający się Antoni Macierewicz, szczególnie uśmiechający się Macierewicz, takiemu przekazowi przeczył. W ostatnich wyborach wskazana jako kandydatka na premiera Beata Szydło stanowczo zaprzeczała, jakoby Macierewicz miał być ministrem obrony. Kandydatem był Jarosław Gowin, który postanowił wziąć czynny udział w tej szopce, prezentując się jako przyszły szef resortu.

Szef MON jeszcze niedawno niczym latający holender kursował po kraju, biorąc udział w niezliczonej liczbie uroczystości patriotycznych: składał wieńce, defilował przed pocztami sztandarowymi, wygłaszał pełne namaszczenia patriotyczne przemówienia. A teraz zamknął się w Gmachu przy ul. Klonowej. Musi to być duże wyrzeczenie z jego strony, bo bardzo to lubił.

W maju wystąpił w zasadzie dwa razy. Widziany był na placu Zamkowym podczas Święta Konstytucji 3 Maja i podczas uroczystości zakończenia II wojny światowej. Wyraźnie unikał jednak mediów. Jego potężna ochrona czyniła wszystko, by nie dopuścić do niego nikogo z mikrofonem. Ale i tak udała się ta sztuka reporterce TVN, no i stało się kolejne nieszczęście. Macierewicz powiedział, że Berczyński nie miał dostępu do dokumentacji przetargowej, choć kilka godzin wcześniej w telewizji wiceminister Dworczyk mówił, że miał, a dokumenty w tej sprawie przedstawiono PO.

Tym razem trudno było Antoniego Macierewicza dostrzec nawet wśród uczestników miesięcznicy smoleńskiej 10 kwietnia. Tłum nie skandował: „Antoni, Antoni!”. Prezes Jarosław Kaczyński nie mówił o jego niezłomnym uporze, który doprowadza do odkrywania prawdy. Ba, po raz pierwszy prezes PiS nie obwieścił, że „dochodzi do prawdy”. Wyglądało na to, jakby ustalenia dr. Berczyńskiego wysadzającego blaszak z namalowanymi oknami przy pomocy ładunku termobarycznego nie w pełni przekonały nawet zwolenników zamachu w PiS, w tym i samego prezesa.

Czyżby kierownictwo partii uznało, że Antoni Macierewicz powinien się przyczaić i próbować przetrwać niebezpieczne chwile? A może to sygnał, że sztandarowy polityk PiS roszczący pretensje do schedy po Jarosławie Kaczyńskim może zostać schowany na dłużej? Sponiewieranie – z najwyraźniejszym przyzwoleniem ze strony Kaczyńskiego – przez partyjną komisję PiS Bartłomieja Misiewicza byłoby tego pierwszym etapem. Ta orzekła przecież, że Misiewicz nie nadaje się na żadne stanowisko państwowe, na które nieustannie pchał go Macierewicz. Brak jakiejkolwiek reakcji szefa MON świadczy o tym, że nie ma on tak silnej pozycji w partii, jakby się wydawało.

Jeśli rzeczywiście prezes PiS myśli o „nowym otwarciu” po wielokrotnie zapowiadanej drugiej części kongresu partii, to mało prawdopodobne, by obyło się bez zmian personalnych. Jest w rządzie PiS wielu kandydatów do odwołania, ale jeśli te ruchy mają być w jakiejkolwiek mierze istotne z punktu widzenia zmiany wizerunku partii, to ofiarą może być wyłącznie minister Macierewicz.

„STUL PYSK”, „TY CHAMIE” POWINNO ZNALEŹĆ SIĘ W STENOGRAMIE SEJMOWYM, JAKO PAMIĄTKA PO CZASACH CHAMSTWA I NIENAWIŚCI.

Waldemar Mystkowski pisze o znikających wyrokach w Trybunale Konstytucyjnym.

Bomba termobaryczna w Trybunale Konstytucyjnym

3 wyroki zniknęły z bazy orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego. Wyroki o sygnaturach K 47/15 i K 39/16 i K 44/16, a wydane w dniach 9 marca, 11 sierpnia i 7 listopada 2016 r.

To są wyroki nieuznawane przez rząd PiS, nigdy nie zostały opublikowane, mimo zapisu, iż powinno się to odbyć w trybie niezwłocznym. Czy to znaczy, że nie obowiązują? Nie! Nie stosuje się do nich obecny rząd. Przestępca ma wyrok, ale w tej chwili unika wykonania wyroku. Każdy przestępca wpada, chyba że wcześniej uda mu się szczęśliwie zemrzeć. Za nieopublikowanie wyroków odpowie Beata Szydło i jej minister z kancelarii Beata Kempa.

Usunięcia wyroków Trybunału Konstytucyjnego z bazy danych dopuściły się osoby, które wybrał PiS. W pierwszym rzędzie nieprawnie wybrana prezes TK Julia Przyłębska i faktycznie zarządzający TK, Mariusz Muszyński, jeden z trzech dublerów wybranych przez PiS na obsadzone wcześniej miejsca. Do tego ten Muszyński ma na koncie zatajenie pracy agenturalnej. Taki szemrany gość.

Dzisiaj Trybunał Konstytucyjny to w istocie miejsce sankcjonowania bezprawia. Przyłębska jest prawnikiem o niskiej sprawności zawodowej, wszak nie chcieli jej przyjąć do pracy w Sądzie Okręgowym w Poznaniu, mimo wakującego stanowiska („nie nadaje się do orzekania”). Trudno o gorszą rekomendację. Przyłębska to w czystej postaci lewizna intelektualna. Dała się poznać na konferencjach prasowych, trzeba dużo mieć w sobie pobłażania dla marnych ludzi, aby jej cierpliwie wysłuchać.

Nie lepszy jest Muszyński. Postać szemrana, która nigdy nie powinna być obecna w przestrzeni publicznej, o ile nie życzymy Polsce źle. Ale tylko takie marne moralnie i kompetencyjnie osoby mogą być użyte na gwizdek Jarosława Kaczyńskiego. Kiedyś te osoby muszą odpowiedzieć przed prawem i nie może być wobec nich zastosowane prawo łaski.

Nie tylko w kwestii prawa stajemy się republiką bananową. Abyśmy nie zostali krajem z marginesu cywilizacyjnego, wiele zależy od nas samych, w tym wypadku od prawników, którzy powinni stosować się do usuniętych wyroków z bazy danych TK. Wszak mimo ich usunięcia ślad nie zaginął, bowiem odwołania do usuniętych wyroków mamy w blisko stu uzasadnieniach do orzeczeń TK z 2016 r., zamieszczonych w trybunalskiej bazie orzeczeń.

Tak naprawdę trzeba byłoby usunąć wszystkie orzeczenia TK. Ale można zawsze odwołać się do sygnatur, bo treści tych trzech wyroków były publikowane przez Obserwatora Konstytucyjnego. I choć ten też został zamknięty przez Przyłębską i Muszyńskiego, to w Internecie wyroki znalazły przystań niezniszczalności, są dostępne pod adresem niezniknelo.pl.

Ba, nie zniknie pamięć o szemranych Przyłębskiej i Muszyńskim. Takich osób dotyczy idiom „co ma wisieć, nie utonie”. Prawo dopadnie ich. Muszyński w wypadku tych trzech usuniętych wyroków zastosował całkiem poręczną metaforę ładunku termobarycznego, zastosowanego do pisowskiej rzeczywistości alternatywnej przez zbiegłego do USA Wacława Berczyńskiego.

Prawna bomba termobaryczna usunęła trzy wyroki z bazy TK, lecz za ten smród bezprawia Muszyński i Przyłębska bekną w przyszłości. Odbije się im.

PROPAGANDOWA GAZETA POLSKA PRZEKRACZA KOLEJNE GRANICE NIESMAKU. Internauci mocno komentują

W drugim tekście Mystkowski pisze o Szyszce i Rydzyku.

U Rydzyka o wyższości Polaków nad innymi Narodami Ziemi

120 tys. zł wytargano z kasy Lasów Państwowych na imprezę religijno-polityczną, która miała udawać naukową. Czyli była wypasiona, jak diabli, jeżeli uwzględni się, iż wygłoszono na niej „naukawe” (przeciwieństwo: naukowego) odczyty w skromnej ilości ośmiu wykładów. Pieniądze z budżetu wydobył minister Jan Szyszko (ten gościu od kornika, strzelania do bażantów i luksusowej stodoły w Tucznie), oprawę „naukawo”-dewocyjną w Toruniu zapewnił o. Tadeusz Rydzyk i jego Wyższa Szkoła Społeczna i Medialna.

Ciężar wykładów był trudny do zniesienia. Szyszko jest bowiem kuty na wszystkie cztery kończyny, gdyż oznajmił iż współcześnie mamy do czynienia z „animalizacją człowieka”. Zwracam uwagę, iż Szyszko uważa, że nowoczesna nauka nie odróżnia człowieka od zwierzęcią, a prezes Jarosław Kaczyński elementu zwierzęcego dopatruje się tylko u opozycji.

Szyszko to jednak neptek w stosunku do takiego ks. prof. dr hab. Tadeusza Guza z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, ten to jest prawdziwy ideolog, guru radiomaryjny. Przede wszystkim jest przeciwnikiem teorii ewolucji, co powoduje, iż w jego umyśle tworzą się wielce oryginalne opisy poglądów.

Guz jest apologetą Szyszki – nie dziwota, bo minister dostarcza honoraria na takie imprezy – i tak: minister Szyszko jest nauczycielem Ludzkości, bo wraz z rządem i swoim ministerstwem wracają do tradycji „kultury życia”, którą oparto na chrześcijaństwie.

To nie wszystko, bo prof. Guz wyciąga nastepujące konsekwencje: „Tym samym Naród Polski oraz Nauka i Państwo Polskie zyskują rolę nauczyciela setek innych Narodów Ziemi”. Przepraszam, ale czytając, zadrżałem, bo jestem części narodu polskiego i pijąc piwo nie miałem świadomości, iż jestem nauczycielem dla setek narodów. Gdy będę w ONZ każę innym przedstawicielom narodów klękać przede mną, bo jestem Kimś.

Ekolodzy wg Guza to”odmiana wojującego neokomunizmu światowego”, ideologia zielonych jest „systemowo antyboska i antyludzka”. Taki ciężar intelektualny zaserwowano na konferencji poświęconej radiomaryjnej ekologii.

Ktoś niechętny o. dyrektorowi Rydzykowi może powiedzieć, że organizuje anachroniczne imprezy, których aktualność plasuje się na setki lat przed narodzeniem Chrystusa, że wykłady są autorstwa Kołtunów z tytułami profesorów.

Proponuję więcej życzliwości dla Rydzyka, jego mistra Szyszki i profesora Guza, albowiem toruńska uczelnia rozpowszechnia wiedzę „naukawą”, a nie naukową, albowiem w tej ostatniej za cholerę nie można udowodnić, że Polak jest nauczycielem innych Narodów.

A ja chcę być Kimś, zwłaszcza gdy konsumuję kolejne piwo.

NIE WSZYSCY DZIŚ BĘDĄ SPALI 🙂

>>>

TAKIE PROSTE A TAK NAS ROZBAWIŁO :))) WAS TEŻ? 🙂

Wiceszef „Wyborczej” Jarosław Kurski pisze o dumie Kaczyńskiego, Macierewicza, Boeinga – Wacławie Berczyńskim. Ta sprawa nie ma precedensu w historii III RP. Dewastuje wiarygodność Polski jako członka NATO, a nawet zwykłego partnera handlowego.

Szefowie koncernu lotniczego Boeing mogą być pewnie dumni z inwestycji w swojego wieloletniego pracownika Wacława Berczyńskiego. Koszty jego studiów w Ameryce i udzielonego mu kredytu na zakup domu zwróciły się z niebotyczną nawiązką. Wacław Berczyński to dla Boeinga inwestycja o rentowności setek tysięcy procent.

Berczyński sam się przyznał „Dziennikowi Gazecie Prawnej”, że to on „wykończył caracale”, czyli że doprowadził do unieważnienia przetargu na śmigłowce wielozadaniowe dla polskiej armii. MON temu stanowczo zaprzecza. Niewiarygodny w sprawie caracali Berczyński jest za to wzorcem wiarygodności w sprawie bomby termobarycznej.

Unieważniony przetarg wygrała konkurencyjna wobec Boeinga europejska firma Airbus Helicopters. Berczyński miał ten przywilej, że przez wiele miesięcy za zgodą kierownictwa Ministerstwa Obrony Narodowej, a bez wymaganego certyfikatu miał dostęp do poufnej dokumentacji przetargowej. Nie wiadomo, co z nią robił i jak z niej korzystał. W Paryżu w trakcie konsultacji przetargowych służył Antoniemu Macierewiczowi za doradcę. Wartość niedoszłego kontraktu to 13,5 mld zł i drugie tyle w offsecie.

Cóż za zbieg okoliczności, że mniej więcej w tym samym czasie MON bez przetargu, tzn. z wolnej ręki, podpisał kontrakt z Boeingiem na dostawę trzech samolotów dla VIP-ów. Wartość kontraktu – 2,5 mld zł!

Gdy sprawa się wydała, Wacław Berczyński, a dla Macierewicza Wacek, nie niepokojony przez polską prokuraturę czy CBA po prostu poleciał za ocean, i tyle go widzieli.

Ta sprawa nie ma precedensu w historii III RP. Dewastuje wiarygodność Polski jako członka NATO, a nawet zwykłego partnera handlowego. Sprowadza Polskę do ligi krajów niepoważnych, rządzonych przez typy ludzkie znane z serii filmów „Gang Olsena”, choć nie tak dobroduszne.

To prawdziwa afera. Politycy opozycji, a zwłaszcza media, powinni wyjaśnić ją do samego spodu. Nie wolno pozwolić jej przyschnąć.

WIECIE ILE TON OŚMIORNICZEK MOŻNA ZJEŚĆ ZA 5 MLD ZŁ? TO JEST DOPIERO !!

Waldemar Mystkowski w dwóch tekstach.

Stowarzyszenie „Tama” pisze do Błaszczaka – pierwszego do ucha prezesa

W kraju rozum stanął na głowie i bynajmniej z tego powodu władza nie ma go więcej, bowiem u góry znalazły się cztery litery. Co z nimi mają począć obywatele? Obywatele – jako Polacy, obywatele ze stowarzyszeń takich, jak KOD i Obywatele RP, obywatele z opozycji wobec władzy postawionej na głowie. Czyż na głowie nie jest postawiony symbol białej róży, o którym wyraził się prezes PiS: „te białe róże to symbol nienawiści i głupoty”.

Jarosław Kaczyński raczej nie jest geniuszem, a wręcz przeciwnie. Nie potrafi więc przewartościować języka symboli, pojęć, a przede wszystkim języka polskiego. Z białą różą przyszli do niego ludzie, którzy w ten subtelny sposób zakomunikowali: gościu, przestań uprawiać makabreskę na trumnie brata. Masz problem, oddaj się w ręce fachowców, do których zaprowadzą cię pielęgniarze.

85. miesięcznica, a w zasadzie seans nienawiści na prospekcie nr 1 w Polsce (Krakowskie Przedmieście), to nie teatr plenerowy, turyści zagraniczni mogą bić brawo, bo takiego odjazdu nie mają u siebie. Zbiorowe naćpanie się haszem tylko w Polsce!

Moi rodacy muszą walczyć z takim postawieniem rozumu na głowie. Czy ktoś mógłby mi zakomunikować, co wniósł do dobra wspólnego „pan” Kaczyński? Rozglądam się i nie widzę, nawet retorycznie same plusy ujemne: gorszy sort, element animalny, białe róże jako symbole nienawiści.

Protestujący nie zakłócają żadnej miesięcznicy, to miesięcznica zakłóca porządek rozumu. Ani brat Jarosława – Lech Kaczyński – nie był bohaterem, ani nie zginął rok temu, gdyż siedem lat żałoby od 2010 roku to siedem lat klęski.

Kaczyński chce Polakom zaproponować nienormalność, rozum postawiony na głowie, zaś u góry owe cztery litery. Przeciw temu protestują normalni Polacy. Przeciw czterem literom jako rozumowi. Podczas ostatniej miesięcznicy zostali zatrzymani protestujący, a niektórym z nich postawione zostaną zarzuty zakłócenia porządku publicznego „uroczystości o charakterze religijnym”. Czyżby uroczysko pogańskie zostało przeniesione z Bemowa, a może z Tworek, na Krakowskie Przedmieście? Czujecie ten odjazd?

Przedstawiciele stowarzyszenia „Tama” skierowali list do ministra Mariusza Błaszczaka, w którym piszą: „Kłamstwem jest, że chcieliśmy uniemożliwić przejście osób uczestniczących w miesięcznicy. My wyrażamy swój pokojowy protest przeciwko wykorzystywaniu tragedii smoleńskiej do partykularnych interesów posła Kaczyńskiego i PiS-u”. Błaszczak to ten minister, który w występuje w „Uchu prezesa” jako Mariusz. To on pierwszy pluje do ucha Kaczyńskiego (pierwszy do ucha prezesa). Czy przekaże prezesowi, że z nim jest coś nie tak? Że stanął – drabinka z Tesco została zamieniona na podest z Castoramy – mu rozum na głowie?

No i najwartościowsze pytanie. Do jakiego ucha będzie mówił Mariusz z „Ucha…”? Do tego ucha u góry, czy u dołu, bo prezesa cztery litery znajdują się w miejscu głowy.

KANCELARIA PREZYDENTA OKREŚLIŁA WAŻNOŚĆ SPOTKAŃ DUDY

Kayah i trup Kurskiego

Niestety, na czele telewizji dawniej publicznej, a obecnie oględnie nazywając – gadzinówki – stoi niezbyt inteligentny człowiek Jacek Kurski. To, co zrobił z telewizją utrzymywaną z naszych pieniędzy, każdy „odważny” może zobaczyć.

Wszak odwagą jest zobaczyć nieprofesjonalizm, nieetyczność, amoralność. Zdecydowanie większą odwagę trzeba mieć dzisiaj w sobie niż w czasach Jerzego Urbana. Wówczas dotyczyła ona tylko programów informacyjnych, dzisiaj programów niemal wszystkich. Acz przestrzegałbym nazywać stan obecnej TVP dnem, bo posługując się Stanisławem Jerzym Lecem, możemy spod dna usłyszeć pukającego Jacka Kurskiego. Dno pasuje do tego człowieka, pasuje także znakomity wiersz Zbigniewa Herberta „Potęga smaku”.

Kurski nie wie, co mówi, lecz nie należy spodziewać się wiedzy semantycznej od kogoś, kto ponoć ocenił możliwość występu Kayah na 54. Krajowym Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu podczas zaplanowanego tam jubileuszu 50. lat na scenie Maryli Rodowicz. Człowiek z dna Kurski możliwość występu Kayah ocenił: „Po moim trupie”.

Czujecie? Dno, Kurski, trup. Tak! Czujecie zapachy rozkładające się z tego człowieka. Fetor kompetencji, człowiek, który niczego nie potrafi, któremu pan Bóg nie dał inteligencji, za to poczucie smaku (absmaku) na poziomie Zbigniewa Martyniuka.

Mogę wyrazić w tym miejscu pretensje do Maryli Rodowicz, iż nie odmówiła występu, mam jednak świadomość, iż za rok i dwa, będzie to jej 51. i 52 jubileusz. Mam świadomość, że tacy Kurscy z odpowiednim zapaszkiem z dna mają dokładnie gdzieś dobro kultury polskiej.

Kurski zostanie ze swoim trupem za zawsze, lecz nauczka nie powinna iść w las. Gdyby wieczność istniała, gdybyśmy przenosili się z bytu w niebyt w postaci, jaką znamy na tym padole łez, piekłem byłoby wysłuchiwanie talentów Martyniuka – bliskich Kurskiemu.

Piekło muzyczne jest wybrukowane Martyniukami. Piekło estetyczne i IQ – truchłami Jacka Kurskiego. Co wcześniej wydawało się niemożliwe, ale trzeba było czekać, aż po władzę sięgnie PiS. „Dziwny jest ten świat”.

DZIŚ POWINNI WZIĄĆ PRZYKŁAD Z MARSZAŁKA. ONR ZASŁUŻYŁ NA CAŁKOWITY NIEBYT. WSTYD, ŻE PiS NIC Z TYM NIE ROBI.

Kleofas Wieniawa pisze o kolejnym sukcesie PiS.

PiS to partia sukcesu. Czego się nie dotkną, zamieniają się w Midasa. To znaczy Midas prezes Kaczyński zamienia wszystko w kruszec.

A jak wiadomo złoto jest niejadalne, więc nie dziwmy się, że taki Waszczykowski jest niejadalny. Kononowicza jakoś przetrawisz, Waszykowski stanie w każdym gardle.

Był już jego sukces 1:27 (bo przecież sukcesem jest pokonać rozum, czego dowodem są kwiaty wręczane przez Kaczyńskiego na lotnisku Beacie Szydło).

Waszczykowski jako niestrawne złoto ogłosił, że „Polska nie spotkała się z fala krytyki przed ONZ”.

A kto śmiałby krytykować niestrawnego Waszczykowskiego? Jacyś rowerzyści, wegetarianie. a może Macron?

Rada Praw Człowieka przy ONZ wydała 185 rekomendacji dla Polski w „zakresie ochrony praw człowieka”. W języku tej organizacji – podobnie jak Komisji Europejskiej – są to zalecania, co należy poprawić, aby należeć do cywilizacji zachodniej.

Ładnie, prawda?

Był już sukces 1:27.

Teraz mamy sukces światowy – 1:185.

Komuna, jaka była, taka była. Wiedzieliśmy, że przyniesiona została na bagnetach z Moskwy. Ale PiS? Sami z siebie wykreowaliśmy to łajdactwo, takich Kononowiczów – przepraszam: Midasów – jak Waszczykowski i jego prezes symbolista (modernista) w zakresie metafory „białej róży”.

Grafomani? Proszę nie obrażać grafomanów.

JAKI PIĘKNY APEL WPROST Z CENTRALI PRAWYCH I SPRAWIEDLIWYCH. PROSZĄ ABY JUŻ NA NICH NIE GŁOSOWAĆ 🙂

>>>

Widzę tu tylko jednego człowieka chorego z nienawiści. Róże przeszkadzają mu tak bardzo, że o bracie zapomniał.

Policja zrobiła PISowi frekwencję na Marszu Smoleńskim 😂

SYMBOL GŁUPOTY? KTO WIE…

PiS zorganizował kolejną miesięcznicę smoleńską

Białe róże przyniesione przez Obywateli RP są dla Kaczyńskiego symbolem skrajnej nienawiści.

Zanim marsz uczestników miesięcznicy dotarł na Krakowskie Przedmieście minął kontrmanifestację Stowarzyszenia „Tama”. Jej uczestnicy zebrani na skwerze Hoovera przynieśli transparenty m.in. z takimi napisami: „Dość szczucia smoleńskim kłamstwem”„Kłamstwom smoleńskim stawiamy tamę” i parasolki z naklejonymi liczbami „27:1”.

To było chyba najkrótsze wystąpienie Jarosława Kaczyńskiego. Właściwie całe zostało poświęcone… kontrmanifestacji zorganizowanej przez Obywateli RP. Nie przebierając w słowach Kaczyński stwierdził: – „To nowy wielki atak nienawiści. Białe róże są symbolem nienawiści, skrajnej nienawiści”.

Zapowiedział, że zwycięży tych, którzy – „są oszalali z nienawiści, ale będą pomniki i będzie prawda o Smoleńsku. Przyjdzie czas pełnej prawdy i wielka klęska tych, którzy nienawidzą. Oni nienawidzą Polski, ale Polska zwycięży”.

Nie sposób było nie zauważyć znacząco większej liczby policjantów zabezpieczających manifestację smoleńską. Trzeba także zauważyć pewną różnicę – nie ma już przenośnej drabinki, z której przemawiał Jarosław Kaczyński. Teraz ma do dyspozycji podest obity czarnym suknem.

Opluł piękny kwiat.Tak jak opluwa Polskę.

Dwa zaległe teksty Waldemara Mystkowskiego.

Rewizor ONZ przyjeżdża do rządu PiS

Rząd PiS odnosi kolejny sukces. Poprzednicy obecnych władz bardzo się starali, trzeba było jednak czekać na rząd Jarosława Kaczyńskiego (piszę to świadomie, bo Beata Szydło w ogóle nie jest zorientowana, o co w rządzeniu biega, może tylko popłakać się, jak na unijnym szczycie).

Do Polski przyjeżdża rewizor, tj. przedstawiciel ONZ ds. niezawisłości sądów. No, jak? Usta otwarte, język połknięty? Nie piszę do czytelników, ale do Marka Kuchcińskiego, który sprawuje urząd kompletnie do niego się nie nadając. Spieszę poinformować, jaki to urząd – marszałka Sejmu. Kuchciński otwierał usta, ale połknął język, a w każdym razie pierwszy punkt porządku obrad Sejmu. Połknął z popitką. I facetowi przeszło. Później zakąsi, acz niekoniecznie na sali sejmowej, bo może odbyć się na zupełnie innej sali i to z paragrafami.

Sejm miał zająć się ustawą, którą podporządkuje sądy politykom partii rządzącej. Czyli niezawisłość przeistoczyłaby się w zawisłość od Kaczyńskiego, a ten sądziłby po swojej sprawiedliwości. Kuchciński (facecik – przypominam) rozmawiał długo ze Zbigniewem Ziobrą, a następnie poinformował Konwent Seniorów, iż punkt pierwszy obrad spada z wokandy, tj. z obrad Sejmu (na wokandę to Kuchcińskiemu dopiero wejdą konkretne punkty z paragrafami; okazuje się, że ja też mylę porządki). Punktem pierwszym miało być pierwsze czytanie ustawy o odebraniu niezawisłości sądom.

Karnie w Sejmie stawił się cały rząd z pełniącą obowiązki Kaczyńskiego – Beatą Szydło. Gdy jednak facecik Kuchciński przeszedł bezszmerowo do punktu drugiego, ławy rządowe się opróżniły, sala sejmowa opustoszała. Projekt ustawy ma wejść na wokandę za dwa tygodnie.

Pewnikiem rząd udał się do wszystkim w Polsce znanego miejsca, z którego jest transmitowana groteska „Ucho prezesa”. Idę o zakład, że Robert Górski z Kabaretu Moralnego Niepokoju jest o niebo lepszym prezesem, niż Jarosław Kaczyński, który przecież ma za sobą rolę w innym hicie „O dwóch takich, co ukradli Księżyc”.

Trzymam się jednak mojego spostrzeżenia – rewizora. W „Uchu prezesa” na Nowogrodzkiej musi się odbywać narada z Adrianem (Dudą) pod drzwiami, ale ja wpadłem na pomysł, że mogę wcielić się w rewizora, podam się za Johna Doe z ONZ, egzemplarz Konstytucji RP mam, pomacham nim przed odpowiednimi nosami i zakomunikuję: już jestem.

Prezes wszak nie zna żadnego języka. Zobaczymy, co wskóram, acz ręce schowam za siebie, aby nie dać się w nie całować, nie lubię tej obleśności prezesa.

PRZEKAŻCIE DALEJ :))) MOŻE DOTRZE? SYMBOL GŁUPOTY PiS

Piotr i Paweł – pożyteczni idioci Putina

Dzięki takim postaciom, jak Stanisław Piotrowicz wiemy, na co chce mieć wpływ naród i kto go reprezentuje. Otóż naród chce wpłynąć na niezależności sądów, czyli pozbawić niezależności władzę sądzenia, a Piotrowicz jest tego narodu reprezentantem. Tym samym naród wg posła PiS odrzuca ustrój demokratyczny, w którym władza sądownicza jest niezależna od takich reprezentantów, jak Piotrowicz. Zatem naród zaprzeczył swojej woli, którą wyraził w referendum konstytucyjnym 25 maja 1997 roku, naród już nie ma takiej woli, jak wówczas – tak ocenił wolę narodu reprezentant jego Piotrowicz.

Jeszcze dalej posunęła się koleżanka Piotrowicza Krystyna Pawłowicz (o tym duecie pisowskim mówi się Piotr i Paweł), która usłyszawszy argument rzecznika Krajowej Rady Sądowniczej sędziego Waldemara Żuka, iż „jeżeli ten niekonstytucyjny projekt zostanie przyjęty, to kraje Unii Europejskiej mogą przestać uznawać wyroki polskich sądów”, z właściwą jej dezynwolturą stwierdziła: „to się wypiszemy z Unii”.

Powyższe wiekopomne dialogi i złote myśli padły na posiedzeniu komisji sprawiedliwości w Sejmie, gdzie został rekomendowany pakiet ustaw, które zostaną przegłosowane w środę na najbliższym posiedzeniu Sejmu.

Pojmowanie przez Piotrowicza i Pawłowicz Unii, Konstytucji i niezależności sądów właściwe jest samodzierżawcy na Kremlu Putinowi. Piotrowicz unieważnia referendum dotyczące konstytucji i samą Konstytucję RP, zaś Pawłowicz unieważnia inne referendum – w sprawie przystąpienia Polski do Unii Europejskiej i akces naszego kraju do tego organizmu cywilizacyjnego.

W ustawie pozbawiającej niezależności sądów PiS cofa nas do czasów PRL-u. Tak samo wówczas rozumiano konstytucję i władzę sądzenia, PZPR był osadzony na bagnetach Moskwy, dzisiaj PiS jest osadzony na cichym aplauzie Kremla.

Putin mógł się czuć przegranym w wyborach na prezydenta Francji, bo jego faworyta Marine Le Pen przerżnęła z kretesem, lecz Putin ma asa w rękawie: zwycięstwo PiS w Polsce w 2015 roku. To, czego nie zrobi Le Pen, zrobi dla Putina duet Piotr i Paweł PiS, zniszczą w Priwislanskim Kraju demokrację i wypiszą go z Unii Europejskiej.

Nieprzypadkowo spóźnione były gratulacje Andrzeja Dudy i Beaty Szydło dla Emmanuela Macrona po jego wygranej wyborczej. Ale po uchwaleniu ustawy o końcu niezależności Krajowej Rady Sądowniczej wystrzelą na Kremlu korki z butelek szampana, jak z armat. To będzie jedno wielkie spasiba Putina dla PiS.

Putin ma wystarczającą ilość pożytecznych idiotów – Piotrów i Pawłów, Andrzejów, Jarosławów, Antonich – w Priwislanskim Kraju.

NO TO MAMY KOLEJNY SYMBOL IV RP. SYMBOL GŁUPOTY I NIENAWIŚCI POSŁA KACZYŃSKIEGO.

Kleofas Wieniawa pisze o NIK-u, który zajmie się Macierewiczem.

Na Antoniego Macierewicza trzeba zbierać dowody. On sam będzie zacierał ślady, ale wszystkich nie zatrze, ludzi nie zlikwiduje.

Przyjdzie czas, że takiego człowieka trzeba będzie postawić przed sądem, aby nie dochodziło do wypaczeń politycznych.

Z pewnością adwokat Macierewicza zechce go obronić argumentem, że jest niespełna rozumu. Jest. Nawet w psychiatryku stworzyć mu warunki zakładu karnego, włącznie z kaftanem.

Dlatego nie jestem zdziwiony, iż przez komisję obrony przeszedł wniosek, aby NIK zbadał m.in. sprawę zakupu nowych samolotów dla VIP-ów przez MON.

Poparli go nawet posłowie PIS, czują swąd.

Tomasz Siemoniak komentuje: „Pierwszy raz w tej kadencji komisja obrony narodowej uwzględniła wnioski opozycji. Myślę, że to moment zupełnie przełomowy. Jeszcze dwa miesiące temu to było nie do pomyślenia”.

NIK jakieś dowody zbierze. Rosną papiery na Macierewicza. Polska przez takie postaci została złajdaczona. Macierewicz poczynił szkody na miarę przegranej wojny. A na to nie jest wystarczający Trybunał Stanu.

PAMIĘTAJCIE. W PAŃSTWIE PiS BIAŁE RÓŻE DAJEMY TYLKO WROGOM. CHYBA, ŻE MAMY W D…PIE TĘ CHORĄ ZASADĘ 🙂 TAK JAK DZIŚ U NAS.

Nic nowego… prezes znów jest bliżej prawdy , całej prawdy i gówno prawdy.

Z ostatniej chwili.

>>>

Dla polskiej polityki – nawet wewnętrznej – wybory we Francji były najważniejsze. To źle ustawia Polskę w Unii Europejskiej. Źle przez ofermowate PiS.

Paweł Wroński („Wyborcza”) pisze: Po wyborach we Francji i zwycięstwie Emmanuela Macrona Polska potrzebuje niezwykle zręcznej i odważnej polityki europejskiej. Możemy oczekiwać, że będzie ją prowadziła wypróbowana ekipa – prezydent Duda, premier Szydło oraz minister Waszczykowski, wirtuoz dyplomacji, który właśnie oczyszcza MSZ ze specjalistów. I wreszcie prezes Kaczyński, osoba, którą – jak pokazały francuskie wybory – w europejskich krajach straszy się wyborców.

Wybory we Francji. Wygrał Macron, a polski rząd je żabę

Czytamy depesze gratulacyjne dla Emmanuela Macrona ze strony prezydenta Andrzeja Dudy i pani premier Beaty Szydło, ale tak naprawdę po wyborach we Francji oglądamy nad Wisłą proces jedzenia żaby. Choć żaby to ponoć specjał francuski od wieków jedzony prapolskim widelcem.

Francja nie dała się fali populizmu i nacjonalizmu. Wybrała najbardziej proeuropejskiego kandydata z tylnego rzędu. A Polska? Jak zwykle zaskoczona.

„Liczę na nasze spotkanie w najbliższym czasie”. „Mam nadzieję na owocną współpracę w zakresie odbudowania zaufania Europejczyków do procesu integracji europejskiej”. To słowa prezydenta Andrzeja Dudy z depeszy gratulacyjnej do nowego prezydenta Francji Emmanuela Macrona. Duda stwierdził też, że ma nadzieję na współpracę w ramach Trójkąta Weimarskiego złożonego z Francji, Polski i Niemiec. Tymczasem ostatnie spotkanie bilateralne prezydenta Polski z prezydentem Francji odbyło się w październiku 2015 roku, jeszcze przed zerwaniem przetargu na caracale. W ambasadzie w Paryżu nie mamy ambasadora. Do tego polscy politycy obozu władzy kilkakrotnie deklarowali, że Trójkąt Weimarski jest martwy, a Polska będzie rozwijać współpracę w ramach Wyszehradu (tworzą go Polska, Słowacja, Czechy i Węgry) i realizować koncepcję Międzymorza.

Wybory we Francji. Macron zaświeci oczami?

W wywiadzie dla TVP Info z 3 maja prezydent Andrzej Duda mówił, że Macron po wypowiedziach o poparciu politycznych sankcji wobec rządu PiS będzie musiał zacząć pracować nad tym, aby Polska odzyskała zaufanie do niego i do Unii Europejskiej.

Równolegle szef naszej dyplomacji Witold Waszczykowski (znalazł czas, by zrobić sobie zdjęcie z Marine Le Pen, ale nie udało mu się sfotografować z Macronem) mówił, że „Macron będzie świecił oczami jak przyjedzie do Polski”. Należy to chyba uznać za bardzo dyplomatyczną i oryginalną formę zaproszenia.

„Gratuluję wyboru Francuzom, już dziś zapraszam prezydenta Francji do Polski” – napisała premier Beata Szydło. W oficjalnej depeszy szefowa polskiego rządu stwierdziła, że chodzi o konsultacje rządowe, próbując tuszować dyplomatyczną wpadkę, jaką jest zapraszanie prezydenta przez premiera. Ale już w dzisiejszym numerze tygodnika „Do Rzeczy” pouczyła francuskiego prezydenta elekta: „Wypowiedział się nieodpowiedzialnie [na temat Polski]. Polityk, który ubiega się o ważną funkcję, powinien bardziej ważyć słowa”.

Pociąg europejski odjeżdża

Marine Le Pen przegrała, w Holandii nie poradził sobie prawicowy populista Geert Wilders. W Niemczech zapewne wygra Angela Merkel, a jeśli nie ona, to mocno proeuropejski Martin Schulz. Z Unii Europejskiej odchodzi Wielka Brytania, ostatni wielki kraj, który bronił własnej waluty przed euro, i przeciwnik zacieśnienia współpracy europejskiej. Wcześniej – jakże przewidująco! – wybrany przez Polskę na partnera strategicznego w UE.

Wybór Emmanuela Macrona na prezydenta Francji to wielkie wyzwania dla polskiej polityki. Oznacza, że proces wzmacniania współpracy europejskiej zyska nowy impuls choćby przez tworzenie budżetu strefy euro, co postuluje nowy prezydent. Polski rząd, co pokazała wizyta ostatniej szansy Angeli Merkel z lutego tego roku, zacieśnianiem współpracy nie jest szczególnie zainteresowany.

W tej sytuacji potrzebna jest niezwykle zręczna i odważna polityka europejska. Możemy oczekiwać, że będzie ją prowadziła wypróbowana ekipa – prezydent Andrzej Duda, premier Beata Szydło i minister Witold Waszczykowski, wirtuoz dyplomacji, który właśnie oczyszcza MSZ ze specjalistów. I wreszcie Jarosław Kaczyński, osoba, którą – jak pokazały francuskie wybory – w europejskich krajach straszy się wyborców. Zapewne swoje niepowodzenia będą tłumaczyć nienawiścią Zachodu wobec Polski, naruszeniem interesów, niechęcią do poprawności politycznych, zemstą elit i podobnymi frazesami, jakimi posługiwali się Le Pen i wszyscy populiści tego świata.

Pociąg europejski właśnie odjeżdża, a na peronie zostanie grupa nieudaczników. Niestety tymi nieudacznikami są obecnie rządzący Polską. Co gorsze, my możemy pozostać na peronie wraz z nimi. Pozostanie nam kolejny triumf 27 do 1.

Waldemar Mystkowski pisze.

Macron – prezydent położony daleko na Zachód od PiS

Francja miała jedyny wybór – Emmanuela Macrona, acz nam Polakom mogło się wydawać, że jest on zagrożony ze strony nacjonalistki Marine Le Pen. My, Polacy potrafimy wpadać w euforię, a jak ona jest niewłaściwa – w zbytnią ostrożność, w wycofanie. Le Pen byłaby dla Francji drugą Wandeą, tym razem zwycięską. Francja niezagrożona z zewnątrz zawsze wybierała nowoczesność, choć czasami robiła pół kroku do tyłu.

Macron jest najlepszym wyborem dla Unii Europejskiej, lepszym niż Francois Fillon, bo tylko on jeszcze mógł być brany pod uwagę jako ewentualny prezydent. Le Pen osiągnęła maksimum w tych wyborach, to nie ona jest zagrożeniem w przyszłości dla Francji i dla Unii Europejskiej – i nie jest zagrożeniem tego rodzaju nacjonalizm.

Zagrożeniem dla Francji, dla Unii Europejskiej, w tym dla Polski, jest zatrzymanie reformowania Unii Europejskiej, tynkowanie istniejącej fasady i odświeżanie barw – zbierania się w tych samych gremiach, debat nad krzywizną banana, etc.

Wokół Macrona zgromadzili się młodzi ludzie, to oni świętowali jego zwycięstwo pod Luwrem, a następnie w całej Francji. I to z nich prezydent Francji może czerpać energię, a widać, iż należy do ludzi odważnych, nie tylko prywatnie, jest twórczy i niezłomny w dobrym znaczeniu (w niedobrym znaczeniu niezłomność poznaliśmy w Polsce). Nie miał wsparcia tradycyjnych partii we Francji, więc powołał swój twór En Marche!

Nawet gdyby Macron miał zapłacić dużą cenę za swoją otwartość, nie zostanie to zmarnowane i nie skorzysta z tego Le Pen, lecz socjaliści albo gaulliści. Zagrożeniem dla przeistaczających się społeczeństw nie są one same, tylko elity. I nie jest prawdą, że elity wyrażają dążenia społeczeństw. Elity potrafią zawinąć aspiracje społeczne w fałszywe papierki i kusić takimi zatrutymi cukierkami.

Takie zagrożenie widzieliśmy we Francji, ale do niego nie doszło, gdyż nie mogło dojść w tym otwartym społeczeństwie. Taka otwarta Francja jest jednak zagrożeniem dla PiS – w tym miejscu koniecznie należy dodać językowego gluta: Polski pisowskiej.

Z kim przed wyborami spotkał się Witold Waszczykowski? O kim wyraził się, że będzie świecić oczami, gdy przyjedzie do Polski? Tym, którzy niezbyt uważnie śledzili polską politykę, odpowiadam. Na pierwsze pytanie odpowiedź brzmi: Waszczykowski spotkał się z Le Pen, a na drugie – świecić oczami miałby jakoby Macron, tym samym Waszczykowski wyraził nadzieję, iż nie życzy sobie prezydenta Francji w Polsce.

Jeszcze bardziej znamienne jest zachowanie premier Beaty Szydło i prezydenta Andrzeja Dudy. Kilka godzin potrzebne im było, aby pospieszyć z gratulacjami. Czyżby oczekiwali na inny wybór? Czyżby oczekiwali, że rękami Le Pen będą demolować Unię Europejską?

Jakich doradców politycznych ma Szydło, iż w gratulacjach dla Macrona zaprasza go do odwiedzin Polski? Premier zaprasza prezydenta? Komu się kićka, a może faktycznie Szydło nadaje się najwyżej na wójta Brzeszcz? To nie jest wpadka, pokazuje, że zaplecze Szydło tworzą jacyś trolle.

Unia Europejska jest skazana na turboładowanie, na wspólną prędkość. Nie będzie winą Macrona ani jego sojuszników z Beneluxu i Niemczech, iż do tej prędkości nie załapią się maruderzy, w tym glut – Polska pisowska.

PiS zresztą nie jest przygotowany na awans cywilizacyjny Polski, bo to są te elity, które w kolorowe papierki, w sreberka, zawinęły fałszywe wartości. PiS to świstaki naszej historii. Reformująca się Unia będzie coraz bardziej rozchodzić się z Polską pisowską, a my Polacy nieglutowscy zostaniemy wraz z nimi na peronie i będziemy tęsknie patrzeć za odjeżdżającym pendolino Unii Europejskiej.

Czy pogodzimy się z tym? Jeżeli tak, to szybko kupujmy chusteczki, będą potrzebne nam do płaczu za zaprzepaszczoną szansą. Prezydent Francji jest daleko położony na Zachód od PiS, poza ich zasięgiem.

Drugi felieton Mystkowskiego był napisany wcześniej, ale nie stracił żadnej aktualności.

Jakie barwy narodowe reprezentuje Waszczykowski?

Mediom proponuję taki eksperyment: wypowiedzi niektórych polityków polskich publikować bez nazwiska i pozwolić czytelnikom bądź widzom zgadywać ich narodowość.

Ciekawe, jak w tej konkurencji mniemanych barw narodowych wypadłby Witold Waszczykowski? Jestem pewien, że przed szczytem Unii Europejskiej ws. wyboru szefa Rady Europejskiej, wypowiedzi Waszczykowskiego byłyby klikane w każdą kratkę z wymienioną narodowością (Francuz, Niemiec, Rosjanin, Albańczyk), ale nie Polak, nawet gdyby Polak był pierwszym z wymienionych. Dlatego nie bądźmy zdziwieni, że sukcesem Waszczykowskiego był wynik 1:27. Taki to z niego odwrócony Polak. W tajnej dyplomacji owa postawa ma bardzo deprecjonujący rzeczownik, jest antonimem patrioty.

Mimo wpadek Waszczykowski jest polskim szefem dyplomacji. Który z członów tego opisu funkcji jest prawdziwy w wypadku Waszczykowskiego: czy polski, czy szef, czy dyplomata?

Znamienne są ostatnie wypowiedzi Waszczykowskiego dotyczące kandydata na prezydenta Francji Emmanuela Macrona (piszę na kilka godzin przed zakończeniem głosowania we Francji). Nie będę wdawał się w prehistorię wpadek Waszczykowskiego. Prehistorią w jego wypadku są wypowiedzi sprzed miesiąca, ma taką nadprodukcję idiotyzmów, iż szybko zapominamy stare, bo nowe są na medialnej tapecie. I tak ostatnio był łaskaw wyrazić się o Macronie: – „Jeśli Macron zostanie prezydentem, to będzie musiał świecić oczami, gdy przyjdzie mu odwiedzić Polskę po wyborach”. Publicysta „Wyborczej” Bartosz T. Wieliński skonstatował: „Waszczykowskiemu udało się właśnie odwołać pierwszą wizytę Macrona w Polsce, zanim została zaplanowana”.

Takie osiągnięcie dyplomatyczne udaje się tylko dyplomatołkom – jak kapitalne sklasyfikował osobników typu „Waszczykowski” nasz wielki rodak, nieśmiertelny Władysław Bartoszewski. Waszczykowski jednak się nie poddaje, w „Salonie Politycznym Trójki” 5 maja ocenił siłę gospodarczą Francji: – „Gospodarka francuska nie potrafi konkurować z takimi gospodarkami jak Polska. Głównie chodzi o pieniądze, o ochronę rynku, o inteligentny protekcjonizm. Nie radząc sobie z naszą konkurencją, wyciąga się zarzuty polityczne”.

W związku z tą wypowiedzią zasadne jest zapytanie – trzymając się poetyki PiS – jakiego sortu dyplomatołkiem jest Waszczykowski. Wszak wiadomym jest, iż rodacy Talleyranda wypowiedzi takich dyplomatołków odhaczają ze szczególną satysfakcją, francuscy politycy w ogóle przechodzą bardzo solidne szkoły.

Waszczykowski mówił wszak o gospodarce pięć razy większej niż polska. PKB Francji wyniosło w 2015 roku 2,419 biliona dolarów, Polski – 500 miliardów dolarów, daje to ojczyźnie Macrona 7 miejsce na świecie, podczas gdy my jesteśmy sklasyfikowani na 24. Francuzi mają trzykrotnie większe PKB na głowę mieszkańca. Gdyby Francuzom nie rosło, a nasz wzrost gospodarczy wynosiłby 3-4 procent rocznie, to doszlibyśmy do poziomu ich bogactwa za kilkadziesiąt lat.

Unia Europejska po wyborach we Francji, a następnie w Niemczech szczególnie przyspieszy w reformowaniu się, tj. w integrowaniu, więc bardzo zasadne jest pytanie: jakie barwy narodowe reprezentuje Waszczykowski? Że nie polskie, łatwe jest do sprawdzenia w eksperymentach, które zaproponowałem na samym początku tego felietonu. Wystarczy cytować go bez nazwiska.

Kleofas Wieniawa też pisze o wyborach we Francji.

Niezwykle ważne dla Polski wybory prezydenckie we Francji wygrał Emmanuel Macron. Otrzymał niemal dwukrotnie więcej głosów, niż jego przeciwniczka nacjonalistka Marine Le Pen.

Unia Europejska została uratowana, acz ogrom reform przed nią. Gdy się nie udadzą, egzekucja UE zostałaby odroczona.

Jeszcze jedna ważne dla Polski są wybory niemieckie, acz tam każdy wybór (a są tylko dwa) jest dla nas dobry (między względnie dobry i pożądany).

Francja Macrona i Niemcy są gwarantem dla Polski rozwoju cywilizacyjnego. Niekoniecznie te rozstrzygnięcia są dobre dla parti rządzącej w Polsce – PiS. Partia Kaczynskiego u władzy, Unia Europejska oddalająca się od Polski. I nie jest winą Unii, że Polska wypychana jest z jej centrum.

Wyborcy polscy w dłuższej perspektywie przekonają się, jaką zawalidrogą dla nich jest PiS. Oby nie było za późno.

Nie chcę pisać o takim śmiesznych postaciach naszej polityki, jak Witold Waszczykowski, bo ten jest gwarantem zapóźnienia – przede wszystkim zapóźnienia osobowego.

Polska wygrtwa wraz z Macronem. I to jest pierwsza najważniejsza naskórkowa konstatacja-  z polskiego punktu widzenia (polskiego pępka interesu).

Bez weryfikacji przez służby specjalne, bez certyfikatów bezpieczeństwa, za to z dostępem do tajnych dokumentów! o skandalu w MON

>>>

BEZ KRAWATA, SMUTNEGO GARNITURU I DRABINKI. W ZWYKŁYM T-SHIRCIE, JAK ZWYKLI POLACY. SCHETYNA POKAZAŁ SIŁĘ, JAKIEJ NIE MA ŻADEN INNY POLITYK.

Jeden z najwspanialszych Polaków.

Ulicami Warszawy przeszedł wielki Marsz Wolności.

Marsz Wolności zakończył się na Placu Konstytucji. – „Tu jest Polska! Tu jest Polska europejska!”„Nie ma zgody na Polexit. Jest zgoda na PiS-exit!” – skandowali demonstrujący. Nad tłumem powiewało tysiące flag Unii Europejskiej i Polski.

Lider PO Grzegorz Schetyna podkreślał, że obecna Konstytucja kojarzy się z wolnością, suwerennością i podmiotowością, tak jak Konstytucja 3 Maja. – „Jeżeli nie będzie zgody powszechnej, zgody narodu, nie pozwolimy zmienić obecnej Konstytucji. Nikomu!” – zadeklarował Schetyna.

Przekonywał, że jedyną drogą dla partii opozycyjnych i niezależnych środowisk jest dziś jedność. – „Jeżeli zbudujemy skuteczną opozycję, to wygramy wybory samorządowe, wygramy wybory europejskie, wygramy wybory parlamentarne i wygramy prezydenckie w 2020 roku. Obiecujemy to” – zaznaczył. Zapowiedział rozliczenie obecnie rządzących za łamanie prawa.

Schetyna zapewnił, że po wygranych wyborach Polska już nigdy nie będzie się kompromitować w Europie. – „Już nigdy nie będzie wyniku 27 do 1”. Mówił też, że sobotni marsz był dla następnych pokoleń. – „To im obiecujemy wolną Polskę, Polskę podmiotową, Polskę dumną, demokratyczną” – dodał szef Platformy.

Prezes ludowców Władysław Kosiniak-Kamysz powiedział do zebranych: – „Połamano Konstytucję, połamano ustawy, teraz chce się złamać organizacje pozarządowe, chce się złamać samorządy – nie ma na to naszej zgody”. Według niego grupą, która została najbardziej przez PiS wyzyskana i odrzucona są polscy rolnicy. – „Chcę, żeby to bardzo wyraźnie usłyszeli: czas pańszczyzny u panów minął. Nie damy zrobić z nas chłopów pańszczyźnianych. Polska to nie jest PiS, Polska to nie jest prywatny folwark PiS. Nie ma zgody na dewastację polskiej wsi i samorządności naszych miejscowości, organizacji pozarządowych, na czele z OSP” – powiedział Kosiniak-Kamysz.

Ze sceny na Placu Konstytucji przemawiali też lider Nowoczesnej Ryszard Petru, Krzysztof Łoziński z KOD, senator Marek Borowski, była premier Ewa Kopacz, były szef MON Tomasz Siemoniak, przedstawiciel gminy Dobrzeń Wielki, która straciła część terenu na rzecz Opola oraz Sławomir Neumann. Na zakończenie części oficjalnej rozbrzmiał hymn Unii Europejskiej.

Według stołecznego ratusza w Marszu Wolności uczestniczyło ponad 90 tys. ludzi. Tradycyjnie już warszawska policja zaniża te dane i szacuje, że na demonstracji zgromadziło się ok. 12 tys. osób.

CZY MONIKA MA RACJĘ? MY KLIKAMY OBIEMA RĘKAMI 🙂

ZAWSZE BĘDZIEMY PAMIĘTAĆ. POLSKA TO WOLNOŚĆ I EUROPA. A TY SIĘ TEGO BÓJ, POŚLE KACZYŃSKI.

Waldemar Mystkowski pisze o wystąpieniu Kaczyńskiego na pół godziny przed Marszem Wolności.

Zazdrość Kaczyńskiego o Marsz Wolności

Nie mogłem być w Warszawie na Marszu Wolności. Szkoda. Za to miałem średnią przyjemność oglądania w telewizji prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, który dał dyla z wolnej Warszawy i zatrzymał się w Szczecinie. Jakie tam obchodził święto? Ewakuacji?

Pół godziny przed Marszem Wolności prezes wygłosił mowę. Kolejne pytanie: jaki był jej cel? W szeregach PiS widać panikę, nerwowe odpowiadanie kłamstwami na inicjatywy opozycji. W postawie Kaczyńskiego rzuca się w oczy jego impotencja dialogu, nie potrafi debatować na rzecz dobra Polski. Ale Kaczyński zechciał pławić się w Szczecinie w splendorze Marszu Wolności przed jego rozpoczęciem, musi czuć, że przedsięwzięcia opozycji są wartościowe, że taka manifestacja ludzi wolnych odpycha go od koryta władzy.

Kaczyński w Szczecinie, a więc w Stoczni Szczecińskiej. Zdaje się, iż to sygnał, że przedsiębiorstwo zmieni nazwę na im. Lecha Kaczyńskiego. Prezes PiS może nie mieć świadomości, że działa na szkodę swego brata. W przyszłości taka przesada doprowadzi do sytuacji, do jakich dochodziło w starożytnym Egipcie – wyskrobywano hieroglify imion Ramzesów od „podłej zmiany”. Dzisiaj takim złym Ramzesem jest Lech Kaczyński i jego żyjący brat, Jarosław.

Za egipskich Ramzesów ginęli starożytni Egipcjanie, za tego Ramzesa PiS zginęło 96 Polaków, w tym on sam. Jarosław Kaczyński nie omieszkał wspomnieć o swym „poległym” bracie, ale nie kit o bliźniaku był celem wystąpienia. Prezes zechciał via media przemówić do uczestników Marszu Wolności, zapewnić, że wolność jest i nie mają po co za nią chodzić.

Prezesowi mogło się też czknąć, iż jego marsz smoleński z okazji 7. rocznicy był mizerny. Gwoli sprawiedliwości Kaczyński wygłosił mowę, z której nic nie zapamiętamy, bo nie stworzył żadnej nowej inwektywy, porównywalnej do gorszego sortu, elementu animalnego. Po raz pierwszy usłyszałem prezesa niemal błagającego: uwierzcie, jest wolność, stoję na straży wolności.

Czy to sygnał, że Kaczyński zmiękł? Nie! Kaczyński się przestraszył, szuka nowej strategii odkrawania wolności, zmniejszania demokracji. Boi się, znalazł się jednak w sytuacji, iż nie może się wycofać, bo dla Kaczyńskiego cofnąć się, to przegrać.

Kaczyński jest mierny intelektualnie, jest przykładem przerabianym w tej chwili w Polsce, że miernoty mogą sięgnąć po władzę i jej nadużywać. Miernoty sięgają po więcej władzy, która zmniejsza obszary wolności, a przeciwstawić się mogą tylko ludzie wolni poprzez takie inicjatywy, jak Marsz Wolności, Potem przyjdzie czas, aby niektóre hieroglify wymazać, a pomniki obalić.

JESTEŚMY ZA POLSKĄ WOLNĄ I DEMOKRATYCZNĄ. NIE ZA PAŃSTWEM PiS. A CO NAJWAŻNIEJSZE – JESTEŚMY RAZEM!

I JESZCZE TAKA DOBRA WIADOMOŚĆ NA WIECZÓR 🙂

>>>

DO ZOBACZENIA NA MARSZU WOLNOŚCI Warszawa, Pl. Bankowy 13.00

SZACUNEK DLA WSZYSTKICH, KTÓRZY SIĘ WYBIERAJĄ 🙂

Monika Olejnik zastanawia się w „Wyborczej”, na czym gra Duda. Może lepiej przestrzegać konstytucji, zamiast mówić, że jest niedobra?

Andrzej Duda 25 maja 2015 r. mówił o sobie, że będzie prezydentem wszystkich Polaków. I że zrobi wszystko, żeby nie było podziałów. A potem? Jest, jak jest. Wśród antyrządowych manifestantów widział tych, którzy walczą o swoje przywileje, i tych, których hasłem ma być „Ojczyznę dojną racz nam zwrócić, Panie”. Wtedy prezydent przeprosił, potem już nigdy. Stwierdził też, że nie pomoże „jazgot” ani żadne demonstracje, będziemy realizować program PiS-u z żelazną konsekwencją. I tak się dzieje. A w czasie kampanii wyborczej mówił, że prezydent nie może być notariuszem, a czy nim został, wszyscy widzą.

Kiedy bezradnie walczy z Antonim Macierewiczem, nawet ci, którzy na niego nie głosowali, są oburzeni zachowaniem ministra i tych z PiS-u, którzy kpią z listów prezydenta do ministra. Polska była też świadkiem spektakularnego spotkania Andrzeja Dudy z Jarosławem Kaczyńskim na Nowogrodzkiej.

Można odnieść wrażenie, że Andrzej Duda nie potrafi się wybić na niezależność i może stąd jego gromkie słowa 3 maja: że chce, żeby w 2018 r. przeprowadzić referendum w sprawie zmiany konstytucji. Ale jakie referendum? Czy Polacy mają odpowiedzieć, czy chcą, czy nie chcą zmian w konstytucji? Czy pan prezydent powiedział nam, jakiego chce ustroju? Czy uzgodnił to z prezesem Kaczyńskim?

Już widać nerwowość w szeregach PiS-u. Niektórzy mówią, że pierwszy raz o tym słyszą, a inni, że to nie jest jego pomysł, bo przecież prezes chce zmiany konstytucji. Żeby to zrobić, trzeba mieć większość dwóch trzecich w parlamencie, a tego PiS nie ma. Więc może lepiej przestrzegać konstytucji, zamiast mówić, że jest niedobra?

Pan prezydent w wywiadzie dla TVP powiedział, że obrońcy konstytucji to jej autorzy: bronią jej prawnicy, bo „była tworzona przez prawników, a w Trybunale Konstytucyjnym orzekali prawnicy”. Trudno, żeby o konstytucji decydowali cukiernicy, choć zapewne brali udział w referendum w 1997 r., kiedy 53,36 proc. uprawnionych zdecydowało o tym, że chce takiej konstytucji.

Ostatnio pan prezydent zaskakuje twardością. W TVP Historia oznajmił nagle: „Miejmy świadomość, że dzieci i wnuki zdrajców RP, którzy tutaj walczyli o utrzymanie sowieckiej dominacji nad Polską, zajmują wiele eksponowanych stanowisk w mediach i w biznesie”. A gdzie był Andrzej Duda, kiedy wiceministrem sprawiedliwości w rządzie Jarosława Kaczyńskiego był Andrzej Kryże, który w 1980 r. skazał na areszt Wojciecha Ziembińskiego, Bronisława Komorowskiego i Andrzeja Czumę za organizowanie obchodów Święta Niepodległości? Czy Andrzejowi Dudzie nie przeszkadza to, że konstytucją poniewiera pan Piotrowicz? Może nie warto szukać wnuków, prawnuków, tylko spojrzeć na byłych pezetpeerowców, którzy tak łatwo przylgnęli do partii rządzącej?

Jak można rozliczać dzieci za dziadów, pradziadów? Jak pan prezydent to chce sprawdzić? I czy zna nazwiska tych, którzy zasiadają w biznesie dzięki swoim pradziadom, którzy zabijali? Bo tak powiedział w innym wywiadzie: „No przecież byli tacy, co mordowali”.

Przed 1989 r. ludzie żyli, pracowali, byli tacy, którzy siedzieli w więzieniach, byli w opozycji, a byli też lekarze, którym teraz będzie się zabierało emerytury, bo pracowali w MSW. Byli milicjanci, którzy ścigali gwałcicieli, morderców, złodziei – im też się będzie zabierało emerytury. Czy to jest zgodne z konstytucją?

W KWESTII ZDRAJCÓW, PRZYPOMINAMY PREZYDENTOWI SŁOWA ZIOBRO. NIGDY ICH NIE COFNĄŁ. A PAD NIGDY TEGO NIE SPROSTOWAŁ.

Waldemar Mystkowski pisze o Błaszczaku i jego zastępcy.

Minister Mariusz Błaszczak jest taki, jakim go widać. Choć poprzednie zdanie należy obwarować spostrzeżeniem Marka Migalskiego (swego czasu kolegi partyjnego), że go jednak nie widać. Spotkanie z Błaszczakiem grozi kolizją, bo nie wiesz, kiedy się o niego potkniesz.

Jest nijaki, niewidzialny. Są tacy ludzie. Wówczas zalecam im, aby zawsze mieli ze sobą gwizdek. Widzą zbliżającego się innego osobnika i nie chcą zrobić mu krzywdy, niech informują o swojej bytności sygnałem dźwiękowym. To wszak powszechne rozwiązanie w komunikacji.

Niewidzialność Błaszczaka ponadto postrzegam ciut inaczej niż Migalski. Błaszczak lubi odezwać się o multi-kulti (czyt. o uchodźcach). Przychodzi Błaszczak do mediów ze swoim tabletem i czyta to, co spreparowano na Nowogrodzkiej: „Uchodźcy są zagrożeniem, nie ma ich w Polsce, więc nasz kraj jest bezpieczny”. Tak Błaszczak rozwiązuje nasze bezpieczeństwo. Poprzez braki, w Polsce poprzez brak uchodźców. Czego więc brak Błaszczakowi? Osobowości, której bogactwo odróżnia nas od wszelkich Błaszczaków.

Błaszczak walczy z multi-kulti na zewnątrz, ale multi-kulti propaguje w policji, w której działa jeden związek zawodowy NSZZ Policjantów. Nawet jest to zapisane w ustawie o policji. Ale minister Błaszczak chce związkowego multi-kulti w policji. A to dlatego, że  NSZZ Policjantów kilka razy postawiło się Błaszczakowi. Między innymi oczekiwało większej ochrony prawnej przy pacyfikowaniu kiboli, a Błaszczak wg ideologii PiS tych ostatnich chroni jako element patriotyczny.

Policyjni związkowcy protestowali, gdy wykorzystywano ich przy rozbijaniu demonstracji przed Sejmem podczas grudniowej blokady mównicy sejmowej przez posłów opozycji. A najbardziej boli związkowców, iż chce się im obniżyć emerytury. Szczególnie tym najdłużej pracującym, którzy pracowali w PRL-u, choćby jeden dzień.

Błaszczak wpadł na pomysł, aby wprowadzić multi-kulti związkowe i zamierza wprowadzić przepisy w porozumieniu z NSZZ Solidarność. W policji powinno działać więcej związków zawodowych, w tym „Solidarność” mogli bezkrytycznie pałować społeczeństwo obywatelskie i mogło omijać szerokim łukiem kiboli-patriotów. Związkowcy z NSZZ Policjantów nie zgadzają się na takie upolitycznienie policji.

Do ciekawego zdarzenia doszło w mieście Łomży z zastępcą Błaszczaka, wiceministrem Jarosławem Zielińskim. Błaszczak powinien gwizdać, jak się zbliża, a Zieliński to Błaszczak podniesiony do potęgi Błaszczaka. Jest taki niewidzialny, iż swego czasu zarządził, aby policjanci w ramach obowiązków cięli konfetti.

Zbliża się Zieliński, z niebios lecą kolorowe płatki papieru. Acz słysząc i widząc Zielińskiego nie dziwię się, musi zaznaczać jakoś swoją obecność. We wspomnianej Łomży tym razem nie sypano na Zielińskiego konfetti, bo media strasznie skrytykowały ten rytuał, na rynku głównym tego miasta wykopano maszt z flagą Unii Europejskiej. Dlaczego? Bo takiego Zielińskiego nie widać w otoczeniu cywilizacyjnym, kimś staje się na gumnie, na zapiecku.

Błaszczak ma miejsce w historii kabaretu (patrz: Mariusz w „Uchu prezesa”), Zieliński do pozycji swego pryncypała dopiero się dokopuje poprzez wykopywanie masztów z flagami UE.

To przypominałoby sytuację Republiki Weimarskiej, kiedy z kwitnącej demokracji stworzono legalnie system autorytarny

Kleofas Wieniawa pisze o nowym rzeczniku Dudy i jak Platforma dobiera się do czterech liter Macierewicza.

Odejście Marka Magierowskiego można interpretować etapem „referendalnym” w obozie Andrzeja Dudy, który to obóz został zepchnięty do głębokiej defensywy.

Czy wreszcie Duda wejdzie wraz z Adrianem (z „Ucha…”) do pokoju prezesa, aby się wyartykułować? PiS przestraszył się sondaży, a będzie coraz gorzej. Prezes może dopuścić Dudę do głosu. Acz zalecam prezydentowi szykowanie się do Trybunału Stanu i wzbogacanie retoryki, bo ma ją ubogą, a która może mu się bardzo przydać na ławie oskarżonego.

Co może zmienić w otoczeniu prezydenta nowy rzecznik Krzysztof Łapiński, który zdobywał względną sympatię i był na najlepszej drodze, aby pójść w ślady Kazimierza Ujazdowskiego.

To zresztą może być powód tej nominacji, aby zatkać Łapińskiego, aby nie poszło kilku innych za nim w smugę Ujazdowskiego. Kilka szabel mniej czyni Kaczyńskiego zakładnikiem Kukiza.

Nie wierzę, aby Duda zdobył się na samodzielność, bo nie ma jej wpisanej w swoją osobowość, ani w możliwości intelektualne, ale może być celem kilku polityków z otoczenia prezydenta.

Zdecydowanie ważniejsze zdarzenia niż rzecznik prezydenta to audyt Platformy Obywatelskiej w MON, audyt, który można nazwać „śladami Berczyńskiego i podobnych Misiewiczów”, którzy uwalili przetarg na caracale.

Macierewicz z pewnością zatarł wszelkie ślady, ale nie zatrze braków w dokumentacji, które będą wskazywały dokonane bezprawie. Minister jest cwany, ale nie aż tak, aby posadzać go o jakiś geniusz. Wszelka amoralność – a to jedna z cech Macierewicza – zostawia linie papilarne swej próżności.

Na razie audytorzy PO odkryli, iż dostęp do dokumentów przetargowych na śmigłowce bojowe mieli osobnicy bez certyfikatów dostępu do informacji niejawnej, a są to Berczyński, nieuk Misiewicz i nowy szef podkomisji smoleńskiej (na 30 synekurach w spółkach zbrojeniowych) Kazimierz Nowaczyk.

Partia tak niebezpieczna dla Polski, jak PiS, bodaj nigdy nie zdarzyła się w historii Polski. Nawet saski dwór drezdeński nie rozwalał tak kraju, jak „lepszy sort” Kaczyńskiego.

BĄDŹMY O 13.00 NA PLACU BANKOWYM TRZEBA IŚĆ NA ZANIM BĘDZIE ZA PÓŹNO

>>>

KONIEC ŚWIECKIEJ POLSKI. JESZCZE WIĘCEJ KASY NA KOŚCIÓŁ. CAŁKOWITY ZAKAZ ABORCJI. ZERO PRAW KOBIET. PAŃSTWO I KOŚCIÓŁ PONAD DOBREM JEDNOSTKI

TO BĘDZIE ELDORADO DLA KOŚCIOŁA

Do zostały 2️⃣dni!!! Dołącz do nas: , godz. 13.00, Plac Bankowy, Warszawa.

Mecenas Bartłomiej Piotrowski, adwokat z Katowic, działacz KOD i prawnik nauczycielek z Zabrza, które za udział w „czarnym proteście” stanęły przed komisją dyscyplinarną kuratorium mówi dla „Wyborczej” przede Marszem Wolności.

Tomasz Nyczka: W sobotę przez Warszawę przejdzie organizowany przez Platformę Obywatelską Marsz Wolności. Pan też tam będzie.

Mec. Bartłomiej Piotrowski: Do Warszawy przyjadą autokary z całej Polski. PiS próbuje teraz rozmontować państwo. Przerażające jest dla mnie niszczenie trójpodziału władzy i atak na sądy.

Gdy reforma sądów wejdzie w życie, minister Zbigniew Ziobro będzie całkowicie kontrolował pracę sędziów.

Reforma Krajowej Rady Sądownictwa skończy się tym, że w sądach orzekać będą pseudosędziowie, bo to Krajowa Rada Sądownictwa decyduje o awansach i nominacjach sędziowskich. Proszę zwrócić uwagę na to, że w polskich sądach jest teraz ok. 500 wakatów. PiS ewidentnie czeka na to, by umieścić tam swoich ludzi.

20 maja w Katowicach sędziowie, adwokaci i radcowie prawni organizują wielką konferencję na temat reformy. Będziemy rozmawiać o tych zmianach i zastanawiać się, jak je powstrzymać. Na razie minister Zbigniew Ziobro nie zabrał się jeszcze za adwokatów. Ale jestem przekonany, że nam też nie przepuści.

Sobotni Marsz Wolności organizowany jest też pod hasłem obrony europejskich wartości. Niedawno kandydat na prezydenta Francji Emmanuel Macron postawił Polskę w jednym rzędzie z Węgrami i Rosją. Stwierdził, że to „przyjaciele i sojusznicy Marine Le Pen”.

Mamy fatalną opinię w Europie. Sędziowie z innych krajów są przerażeni tym, co się dzieje w Polsce.

Paradoksalnie, odnosząc się do wyborów we Francji – PiS ma jedną zasługę. Zawdzięczamy mu to, że Europa przestraszyła się sytuacji w Polsce i trochę otrzeźwiała. Fala populizmu została zatrzymana. Potwierdzają to wybory w Holandii, w których populiści przegrali. Teraz przegrają najpewniej we Francji.

W październiku 2016 roku bronił pan nauczycielek i pracownic szkoły w Zabrzu – na znak solidarności z „czarnym protestem” przyszły do pracy ubrane na czarno. Usłyszały zarzut uchybienia godności nauczyciela.

Protestowało wtedy dziesięć osób, reprezentowałem osiem z nich. Wszystkie osiem postępowań skończyło się uniewinnieniem w pierwszej instancji. Jestem pewien, że chodziło tylko o to, by zniechęcić i przestraszyć ludzi, którzy mają jeszcze odwagę protestować. Władze kuratorium myślały: „Ukarzmy je za strój, to następnym razem nie wyjdą na ulice”.

Nie można powiedzieć, że wszystkie były zwolenniczkami aborcji. Protestowały, bo chciały mieć prawo wyboru. Dlatego ja też byłem z żoną na „czarnym proteście”.

Marsz Wolności, sobota 6 maja, godz. 13, pl. Bankowy w Warszawie

DOBRE, PRAWDA? 🙂

SARAMONOWICZ PIĘKNIE PODSUMOWAŁ

Waldemar Mystkowski pisze o Dudzie.

Dudę obleciał strach, stąd pomysł na nową konstytucję

Pomysł Andrzeja Dudy z referendum konstytucyjnym w 2018 roku ma wiele celów, ale na pewno nie jest samodzielną propozycją prezydenta. PiS-owi pali się grunt pod nogami i jeszcze jeden front w stworzonym przez nich bałaganie niczego nie zmienia.

Duda może i nie jest zbyt lotny – bo nie jest – wie, że jego propozycja jest złodziejska (przestępca, który  proponuje zmiany w prawie ustrojowym), odpowie przed Trybunałem Stanu za łamanie obecnej konstytucji – i tak się stanie, Polska nie ma innego wyjścia. Możemy się zastanawiać, czy PiS odda władzę dobrowolnie w wyniku procedur demokratycznych. Ale tak, czy siak odda.

Co może Duda w nowej konstytucji zaproponować? To, co znamy z projektu pisowskiej konstytucji z 2005 roku i poprawionej ze stycznia 2010, projekt wisiał na stronach PiS do 2015 roku, czyli krótko pisząc: jest to propozycja ustroju demokratury, brak rozdziału państwa od Kościoła i zniesienie niezależności instytucji prawa od bieżącej polityki (właśnie to się dzieje).

Zastanawianie sie nad tym, że pomysły Dudy są kulawe, do niczego nie prowadzi, ważniejsze jest, co za tym się kryje. A na pewno kryje się sposób na nieoddanie władzy, jest on ponadto związany w Unią Europejską. Mianowicie nieprzypadkowo już dochodzi do zwarcia z przyszłym prezydentem Francji Emmanuelem Macronem, a za tym pójdzie konflikt z Komisją Europejska, włącznie z zastowaniem przez tę ostatnią sankcji wobec Polski.

Na to przygotowuje nas PiS – na sytuację nadzwyczajną, w której będzie miało zastosowanie prawo nadzwyczajne, a bardzo pomocny jest bałagan prawny.

Opozycja musi być czujna,  nie dać sobie narzucić inicjatywy. Już została utrącona pisowska myśl o metropolii warszawskiej, która jest jak do tej pory największym zwycięstwem Platformy Obywatelskiej po wyborach 2015 roku. Dalej w tym butach winno się chodzić.

I na przykład zaproponować wyborcom referendalne pytanie o kształt konstytucji, rolę prezydenta, a jedno z pytań mogłoby dotyczyć impeachmentu Dudy wg starej konstytucji. Czy Duda ma stanąć przed Trybunałem Stanu przed uchwaleniem nowej konstytucji, czy po?

Opozycja nie może poprzestać na krytyce tej chorej propozycji Dudy, ale obnażać jej bezsens, jak to miało w wypadku referendum w Legionowie. PiS wyprodukował tyle afer, konfliktów, iż musi uciekać do przodu. W tej chwili przykrywany jest konflikt z Komisja Europejską związany z pozbawianiem przez PiS niezależności sądowniczej. Unia Europejska nie może sobie pozwolić na państwo, które stacza się w stronę reżimu.

Pomysł z nową konstytucją to samowykluczanie się Polski, aby móc zwalić winę na Macrona, na Komisję Europejską, na Timmermansa, na Junckera. Podobnie zaczynał się Brexit i referendum Erdogana w Turcji. Aby nie uciec do ciepłego człowieka, jak Janukowycz do Putina, pisowska elita w długim dystansie zechce nas izolować, aby zachować przywileje. To im się nie uda, ale straty dla ojczyzny mogą być ogromne.

Nie chodzi tak naprawdę o konstytucję, która miałaby służyć narodowi, ale o zachowanie przywilejów przez pisowską elitę, czyli o nieodpowiedzialność za łamanie prawa. Propozycja Dudy jest charakterystyczna dla tych, których obleciał strach.

SPOTKAJMY SIĘ NA MARSZU WOLNOŚCI. ŻADEN „CZŁOWIEK WOLNOŚCI” NIE JEST NAM POTRZEBNY. SAMI JĄ SOBIE DAJEMY. NAWZAJEM.

ABY NIKT NIE MIAŁ WĄTPLIWOŚCI. STOP ŁAMANIU KONSTYTUCJI !!!

Kleofas Wieniawa pisze o „karierze” w resorcie Waszczykowskiego.

Jeżeli masz jako taki sprawny komputer, potrafisz zamknąć oczy na ewidentne rozmijanie się „prawdy” z rozumem, jesteś w każdej chwili gotowy do zatkania nosa, nie jesteś wegetarianinem, ani nie tolerujesz rowerzystów na ścieżkach rowerowych, to masz talent.

Wg wzorca PiS jesteś predysponowany, aby zostać dyplomatą w resorcie Witolda Waszczykowskiego. Tam takich jak ty potrzebują. Poradzisz sobie na każdej głębokiej wodzie.

Frans Timmermans powie, że w Polsce jest mało demokracji, a wręcz jej nie  ma, to ty lecisz do Waszczykowskiego i donosisz na tego europolityka. Waszczykowski dostaje wówczas piany na ustach, pisze list protestacyjny, ty w tym czasie nie opuszczasz gabinetu ministra, aby nie wyprtkował cię jakiś cwaniak, czekasz aż Waszczykowski skończy pisanie listu protestacyjnego,  po ostatniej kropce i parafie szefa bierzesz list ze sobą.

Idziesz do siebie i tłumaczysz. Co? Nie znasz angielskiego? A od czego jest twój jako tako sprawny komputer? Wrzucasz na googlach funkcję tłumacz angielskiego, list zostaje przetłumaczony i publikujesz go na stronach MSZ.

Napawasz się sukcesem, ale też cierpliwie czekasz, aż  Waszczykowskiemu powinie się noga bardziej niż przy „sukcesie” 1:27, dajmy na 1:79. Jest nadzieja, że prezes Kaczyński się wkurzy, a jak nie, to spróbować możessz donosu, dotrzeć do słynnego gabinetu w gmachu przy Nowogrodzkiej.

I wówczas może zaznać łaski pańskiej. Takiej iż Waszczykowski zostanie wykopany, a ty z niegorszymi kompetencjami zastąpisz go na stanowisku.

Powyżej moje mniemanie dotyczące sukcesu w PiS, awasu jakiegokolwiek Misiewicza, suponuję na podstawie materiału portalu gazeta.pl, na którym przeanalizowano oświadczenie Waszczykowskiego w sprawie wypowiedzi Emmenuele Macron, tekst został przetłumaczony na angielski, który to język woła o pomstę do niego, ale nie do Kaczyńskiego, bo ten jak wiadomo nie jest raczej poliglotą.

Morał: każdy Polak nosi w plecaku buławę dyplomaty PiS.

TAKA TO POLSKA PO DOBREJ ZMIANIE

WITAJ W GRONIE RODZICÓW :))) POWODZENIA W NOWEJ ROLI. JAK ZWYKLE KIBICUJEMY CI BARDZO. Internauci &

>>>

W ZWIĄZKU ZE SŁOWAMI KACZYŃSKIEGO

„TO TAK, JAKBY PRZESTĘPCA CHCIAŁ ZMIENIAĆ KODEKS KARNY” – LEPIEJ TEGO POWIEDZIEĆ SIĘ NIE DA

Jak już powszechnie wiadomo PiS chce zmienić konstytucję. Właśnie to oznajmił Andrzej Duda. Pisze o tym Stanisław Skarżyński („Wyborcza”, OKO.press). Ogłoszenie przez prezydenta Andrzeja Dudę, że PiS chce rozpocząć poważną debatę konstytucyjną jest tym samym, co ogłoszenie przez przewodniczącego samorządu paserów, złodziei i oszustów, że pora poważnie zastanowić się nad kodeksem karnym

Pół biedy, że prezydent Andrzej Duda zwyczajnie, prosto w oczy nałgał obywatelom i obywatelkom Polski, mówiąc 3 maja na Placu Zamkowym o „dorobku dwudziestu lat obowiązywania konstytucji z 1997 r.”.

Prezydent najlepiej wie przecież, że konstytucja obowiązywała zaledwie przez lat osiemnaście i pół, gdyż w listopadzie i grudniu 2015 roku została brutalnie zdeptana przez niejakiego Andrzeja Dudę – prezydenta, który na polecenie partii nie wypełnił obowiązku odebrania ślubowania od wybranych przez Sejm sędziów Trybunału Konstytucyjnego, a zamiast nich, bezprawnie skierował do pracy w sądzie konstytucyjnym kolegów i koleżanki Prawa i Sprawiedliwości.

Wbrew prawu i wyrokom Trybunału Konstytucyjnego, wbrew całemu cywilizowanemu światu, nie przejmując się podobieństwem do putinowskiej Rosji. Później nie było lepiej – od półtora roku konstytucja obowiązuje tylko na papierze, bo śladem prezydenta poszli inni politycy jego formacji, wbrew prawu cenzurując publikacje i nie wykonując wyroków Trybunału Konstytucyjnego, pisząc i uchwalając podsuwane Dudzie do podpisu, jaskrawo sprzeczne z konstytucją ustawy; przyklepując je w atrapie Trybunału Konstytucyjnego. Ręka rękę myje – to wiemy, to właśnie pół biedy.

Gorzej, że ogłoszenie przez prezydenta Andrzeja Dudę, że PiS chce rozpocząć poważną debatę konstytucyjną jest tym samym, co ogłoszenie przez przewodniczącego samorządu paserów, złodziei i oszustów, że pora poważnie zastanowić się nad kodeksem karnym.

To są kpiny z obywateli i obywatelek Rzeczypospolitej, żeby nagle tonem autorytetu o potrzebie zmian w ustroju Rzeczypospolitej zaczął wypowiadać się prezydent, który łamie najwyższe prawo Rzeczypospolitej, żeby takie słowa płynęły z ust głowy państwa, która od półtora roku wmawia obywatelom i światu, że skoro PiS nie ma mocy zmiany konstytucji, to od konstytucji ważniejsze są ustawy, które PiS ma możliwość sobie uchwalać i podpisywać po uważaniu.

To nawet nie ma żadnego sensu, bo po co ta nowa konstytucja? Skończyły się przepisy do łamania, a będąc politykiem PiS coś łamać trzeba? Nawet jeśli PiS sobie w referendum uchwali nową konstytucję, to i tak nie będzie jej szanować. A może żeby usankcjonować bezprawie i próbować schronić się przed konsekwencjami swoich wyczynów, PiS chce wykreślić z ustawy zasadniczej Trybunał Stanu? Niedoczekanie, to tak nie działa.

Poziom odklejenia prezydenta od rzeczywistości jest zatrważający; przecież kto wie co się dzieje w Polsce od półtora roku, słysząc jego przemówienie Dudy musiał pomyśleć, że prezydentowi przez pomyłkę wciśnięto do rąk kartkę z przemówieniem z 2015 roku – wtedy ta przemowa miałaby sens, wtedy byłaby prawdziwym wezwaniem, płynącym z szacunku dla ustawy zasadniczej. Teraz to są kpiny.

Doskonale wiadomo, co się stanie w 2018 roku. Prawo i Sprawiedliwość to referendum spektakularnie przerżnie, a przerżnąwszy – nie uszanuje jego wyniku. Właściwie to o każde pieniądze założyłbym się z prezydentem Andrzejem Dudą, że tak to właśnie będzie wyglądać – „bym”, bo jaki sens ma zakład z człowiekiem, który niespełna dwa lata temu przed Zgromadzeniem Narodowym mówił: „uroczyście przysięgam, że dochowam wierności postanowieniom Konstytucji”; „tak mi dopomóż Bóg”.

REFERENDUM TO KOLEJNA MANIPULACJA PiS, ABY MOGLI ZMIENIĆ USTRÓJ POLSKI. NIE POZWÓLMY ZROBIĆ Z POLSKI TURCJI !!!

CZY SŁOWA DONALDA TUSKA ZASŁUGUJĄ NA LAJK? NIECH STANA SIĘ HASŁEM DNIA, ROKU, LAT. HASŁEM DLA POLSKI.

Waldemar Mystkowski pisze o Tusku, Konstytucji 3 Maja i Julii Przyłębskiej.

Jarosław Kaczyński w radosnym nastroju w przeddzień Święta Konstytucji 3 Maja, gdy upstrzył kraj jeszcze jednym pomnikiem swego brata Lecha Kaczyńskiego (i Marii Kaczyńskiej) – Lech K. odpowie przed sądem historii jako sprawca katastrofy smoleńskiej – oznajmił, jaki to mamy aktualnie panujący ustrój polityczny w Polsce.

Nie jakiś tam reżim – jak twierdzi przyszły prezydent Francji Emmanuel Macron – ani brak praworządności – jak utrzymuje Komisja Europejska. W kraju wg słów prezesa mamy ustrój „może”. Tak! „W Polsce jest pełna demokracja, może najlepsza ze wszystkich w Europie”. Politolodzy! Wprowadzać do leksykonów ustrój „może” najlepszy ze wszystkich.

Zaniepokojenie ustrojem „może” wyrazili Prezesi Sądów Najwyższych państw Unii Europejskiej. Są „zaniepokojeni ingerencją polskich władz w sądownictwo”. Tak interpretują to „może” Kaczyńskiego: „Ingerencje te, takie jak podważanie konstytucyjności wyboru pierwszej prezes polskiego Sądu Najwyższego oraz planowane zmiany w Krajowej Radzie Sądownictwa, jawią się jako zagrożenie dla niezależności Sądu Najwyższego, jak i całego polskiego sądownictwa”.

Powyższe stwierdzenia prezesów sądów pochodzą ze specjalnego oświadczenia. Prezesi twierdzą, iż działania rządu w Warszawie „nie tylko osłabią rządy prawa” w Polsce, ale także „zmniejszą zaufanie do całego wymiaru sprawiedliwości”.

Julia Przyłębska, która została wbrew procedurom wybrana na prezes Trybunału Konstytucyjnego, nazywana powszechnie pseudoprezesem, a trzymając się poetyki Kaczyńskiego prezes „może” Trybunału Konstytucyjnego (z powodu braku profesjonalizmu nie dostała posady ta „może” sędzia w Sądzie Okręgowym w Poznaniu, mimo że był wakat) powiedziała dla TVP Info: „Czy wszystkie osoby, które podpisały się pod tym apelem, tak świetnie znają polską konstytucję i sytuację w Polsce? Wątpię w to”.

Konstytucja RP jest aktem cywilizowanym, który stoi na straży niezależności władzy sądzenia, taka jest specyfika demokracja: trójpodział władzy. Może – znowu to może – Przyłębska nie przyswoiła klasyka demokracji Monteskiusza.

W Święto Konstytucji 3 Maja nie zawiódł, jak zwykle zresztą, Donald Tusk, który napisał najwartościowszy tweet „3MAJ-MY SIĘ KONSTYTUCJI!”.

Konstytucji nie 3-ma się prezes Kaczyński ani jego pacynki: może-premier Szydło ani może-prezydent Duda. Taką nam fundnęli Polskę – od „moża” do „moża”.

PREZYDENT W PRZEMÓWIENIU 3 MAJA

NOWA KONSTYTUCJA JUŻ PO KONSULTACJACH

Kleofas Wieniawa pisze o propozycji referendum ws. nowej konstytucji.

Andrzej Duda w Święto Konstytucji 3 Maja rzucił pomysł referendum w sprawie nowej konstytucji. „Czas rozpocząć tę debatę. Naród powinien wypowiedzieć się, jakich kierunków ustrojowych w przyszłości chce, które prawa i wolności powinny być mocniej zaakcentowane”.

Nie wchodząc w meritum sprawy, czy referendum ma dotyczyć projektu konstytucji, czy wypowiedzenia się w konkretnych sprawach ustrojowych, czy tylko „nowej” konstytucji (mniejsza: czy model prezydencki), to jest ucieczka do przodu w wykonaniu Dudy.

W czym obecnie obowiązująca konstytucja jest zła? W kohabitacji urzędów premiera i prezydenta? A może przeszkadza trójpodział władzy? Bo tak należy ocenić rządy PiS. A wolności są niezbyt silnie zagwaranbtowane, czego dowodem jest obecna władza plwająca na wolności obywatelskie.

Duda – póki co – odpowiada przed aktualnie obowiązującą konstytucją. Czyżby chciał być strażnikiem przyszłej konstytucji?

Powinienem to śmieszniej napisać (ale nie mam w tej chwili czasu), obśmiać tego nieudacznika retorycznego.

Duda będzie odpowiadał przed Trybunałem Stanu z powodu łamania obecnego konstytucji.

I jeszcze jedno: Jeżeli potrzebne będzie referendum, to będzie, lecz referendum dotyczące, czy Dudę postawić przed Trybunałem Stanu.

Jak napisał Donald Tusk: „3maj-my się Konstytucji!”. Tweet ten przyćmił splendor PiS, w blasku którego chcieli pławić się politycy tej formacji nie przestrzegający konstytucji.

Bodaj to najlepszy tweet w polskim internecie.

Dla Dudy nie ma ucieczki przed odpowiedzialnością konstytucyjną. Najpierw więc referendum, czy Dudę postawić przed Trybunałem Stanu, to może być forma impeachmentu, którego nie ma zapisanego w obecnej konstytucji.

KTOŚ, KTO NOTORYCZNIE ŁAMIE KONSTYTUCJĘ, NIE POWINIEN TWORZYĆ NOWEJ

COŚ PIĘKNEGO 🙂 SZACUNEK DLA KRAKOWA

>>>

OJCIEC TADEUSZ PROSI O WIĘCEJ…

W kwestii wody z kranu.

Zuzanna Radzik (teolożka, publicystka współpracująca z „Tygodnikiem Powszechnym”, autorka książki „Kościół kobiet”. Pisze o dialogu polsko-żydowskim i teologii feministycznej. Działa w Forum Dialogu) pisze w „Wyborczej” o na swoim blogu o marszu ONR. Wszystko było bardziej wstrząsające, niż się spodziewałam. Na przedzie krzyż, a tłum krzyczy: „Ave, Christus Rex”. A potem zaraz: „Znajdzie się kij na lewacki ryj!”.

Mocuję się, szukając odpowiedniego tłumaczenia, i nic.

Słowniki wiele nie pomogą, bo dopiero w 2016 roku słownik oksfordzki języka angielskiego dodał słówko „upstander” do swojego zasobu, i to na żądanie legislatury stanu New Jersey.

Wszystko dzięki Sarah Decker i Monice Mahal, które trzy lata wcześniej rozpoczęły w swojej szkole akcję w tej sprawie. Temat podchwycił senator stanowy i w efekcie legislatura stanu New Jersey zobowiązała Oxford Dictionaries i Merriam-Webster Inc. do uzupełnienia słownika.

Słowo, o które chodzi, ukuła dyplomatka Samantha Power, a rozpropagowała amerykańska organizacja edukacyjna Facing History and Ourselves, która uczy nauczycieli, jak wyciągać z uczniami etyczne i obywatelskie wnioski z historii. Powtarzając, że „ludzie dokonują wyborów, a te wybory kształtują historię” (People make choices, choices make history), Facing History definiuje upstandera jako osobę, która podjęła decyzję, by wpływać na kształt świata przez występowanie przeciw niesprawiedliwości i wprowadzanie pozytywnej zmiany.

Efekt majówki?

Kto zacznie ze mną akcję, żeby ten termin zgrabnie przetłumaczyć i wprowadzić do słownika? Jakby tu oddać jego nieco rebeliancki, ale też obywatelski charakter? A może do ukucia neologizmu zainspirować się nazwiskiem Ireny Sendlerowej? W końcu to ona na wykładach stała na znak sprzeciwu wobec getta ławkowego, a szturchnięta przez bojówkarza ONR z pytaniem, czemu stoi, odpowiedziała: „Bo jestem Polką”.

No, upstander, jak się patrzy! O ratowaniu dzieci z getta nie wspominając. Może przetłumaczmy upstandera tak: sendler.

O upstanderze myślę od soboty. Od tego nieszczęsnego marszu ONR przez centrum stolicy, który przyszło mi oglądać, choć, niestety, nie udało się zablokować. I od dokumentu Episkopatu, który ostatecznie na tytuł „sendlera” nie zasłużył, bo chyba przestraszył się sam siebie.

Wydawało się, że nie będzie żadnych zaskoczeń. Blokujących jednak mniej, niż się spodziewałam. Może efekt majówki. To, że policja interweniuje w reakcji na taką blokadę, było przewidywalne, choć w którymś momencie wtargnęła w nasz tłum zaskakująco brutalnie.

Ma rację korespondent AP, że to była brutalność nieuzasadniona. Było nas tak niewiele, że można nas było i tak łatwo zepchnąć na chodnik. Czy przywidziało mi się, że policjant popychał i kopał chłopaka obok? Nie, same ledwo się uchyliłyśmy.

Wydarło się z gardeł

Chwilę potem nadeszli. W luźnym szyku, z teatralnie wysokimi sztandarami i flagami, jakby chcieli swój marsz zagęścić. I wtedy okazało się, że na przedzie idzie krzyż, a tłum krzyczy: „Ave, Christus Rex”.

„Co???” – wydarło nam się z gardeł.

Wszyscy wokół krzyczą. Marsz swoje, blokada stara się go przekrzyczeć słowami: „Warszawa wolna od faszyzmu”. Wbiło nas w chodnik. To nie może się dziać naprawdę! Z krzyżem? Z Chrystusem w okrzykach? Nie przeszło jeszcze nawet pół pochodu, gdy hasło zmienili na: „Znajdzie się kij na lewacki ryj!”.

I jakoś to wszystko: kolory, proporce, maszerujący w szyku, opaski na ramionach, okrzyki i ten krzyż było bardziej wstrząsające, niż się spodziewałam.

Najwspanialej reagowała Zuza, z którą byłam na blokadzie. Z tak spontanicznym oburzeniem, że aż zawstydzało. W końcu, gdy dogoniłyśmy czoło demonstracji (bo policja przypadkiem odcięła nas kordonem od naszej blokady), nie wytrzymała i wdała się w dyskusję z panami niosącymi krzyż.

Nie pomogło tłumaczenie policjantom, że to taka wewnątrzkatolicka dyskusja o nadużywaniu symboli religijnych. Odciągnęli nas i spisali.

A gdy spisywali, Zuza zagadywała przechodniów, wołając: „Nie wierzę! Czy państwu to nie przeszkadza?”.

„Przeszkadza” – nieśmiało i cicho odparła stojąca najbliżej nas kobieta z dziećmi.

I tu chyba jest sedno. Bo gdy marsz szedł ku placowi Zamkowemu, po obu stronach ulicy mijał mnóstwo spacerowiczów z lodami, dziecięcymi wózkami, balonikami. Wiadomo, Krakowskie Przedmieście w weekend.

Czy państwu to nie przeszkadza? – chciało się wołać. I pewnie niejeden powiedziałby, że tak. A jeśli by im przeszkadzało, jeśliby rozumieli, dlaczego powinno, to naprawdę spacerowiczów było tam więcej niż ONR-u. Trzeba było tymi wózkami dziecięcymi zajechać im drogę, a proporce zasłonić gęstwiną baloników z helem.

A może czas uczyć tak historii, żeby z niej wyciągać moralne i obywatelskie wnioski, a nie tylko się nią emocjonować. Zamiast być dumnym z wielkiej Polki Sendlerowej, zacząć rozmawiać, jak przygotować się do podjęcia takich decyzji, jakie one podjęła.

O tym, ile kosztuje, by zachować się tak jak ona? Jak kształtować charakter, wrażliwość i odwagę cywilną, zanim stanie się przed taką próbą? A przy okazji wspominania jej postawy warto przypomnieć, co to ten ONR. Pytanie, jak zamiast stojących w szeregu lub przechodzących mimo zrobić z nas i młodszych od nas „sendlerów/upstanderów”, jest być może najdonioślejszym, jakie staje przed wychowawcami i formatorami.

Biskupi bezpiecznie, z boku

Cała ta demonstracja wydarzyła się tuż po tym, jak Konferencja Episkopatu Polski zebrała pochwały od prawa do lewa za swój dokument o patriotyzmie. Ale jeśli uważnie się wczytać, w gruncie rzeczy biskupi stanęli bezpiecznie z boku, jak tej soboty przechodnie na Krakowskim Przedmieściu. Trudno powiedzieć, co właściwie myślą.

Nawet jak wyrażają niepokój, to nie chcą go nazwać.

Nie było tego głosu, gdy zachodziliśmy w głowę, co robią sztandary ONR w białostockiej i łódzkiej katedrze i czemu ksiądz z wałów Jasnej Góry zakrzykuje: „Chwała wielkiej Polsce!”.

Brakowało, gdy polski Kościół nie miał sposobu, by opanować młodego księdza, który mienił się duszpasterzem narodowców i zyskiwał zwolenników również noszących sutanny. Chciałoby się usłyszeć lament biskupów, gdy Centrum Badań nad Uprzedzeniami przy UW prezentowało wyniki badań na temat uprzedzeń i mowy nienawiści, które pokazują znaczący wzrost nastrojów antysemickich i antyislamskich, zwłaszcza wśród młodzieży.

Badacze tłumaczyli, że następuje desentycyzacja, czyli spada uznanie nienawistnych wypowiedzi za obraźliwe, bo się do nich przyzwyczajamy. Ale przecież takich dosłowności i konkretów w tym dokumencie nie ma.

A może biskupi nie chcieli mówić wprost, ale swoim tekstem pragnęli stanąć w obronie właśnie pacyfikowanego politycznie Muzeum II Wojny Światowej, które niezbyt patriotycznie pokazuje, jak straszna jest wojna? W końcu o potwornościach wojny wspominają w swoim tekście.

Czy ogłaszając go właśnie teraz, pragnęli zwrócić uwagę na ignorowaną przez władze państwowe rocznicę akcji „Wisła”? Wszak piszą, o „poczuciu wspólnoty wobec wszystkich obywateli, bez względu na ich wyznanie czy pochodzenie”, co pewnie powinno obejmować również Ukraińców.

Czy może, wspominając, że miłość narodu nie może być powodem pogardy do innych, chcieli nas namówić do blokady idącego dwa dni później przez Warszawę rocznicowego marszu Obozu Narodowo-Radykalnego?

Zgaduję jednak, że nic konkretnego od nas nie chcieli, a już z pewnością nie w sprawach bieżących.

Co nam teraz po tym ostrożnym dokumencie? Podczas kiedy biskupi zbierają pochwały za swoją spóźnioną i wyważoną reakcję, po stołecznych ulicach z krzyżem na czele maszeruje nam ONR. Myślicie, że wyciągną wnioski z własnego dokumentu? Że biskup tej części Warszawy nazwie to, co się działo nieopodal jego kurii i katedry, nadużyciem? A może trzeba było zejść z biskupiej kanapy i zajrzeć, co się dzieje na placu Zamkowym? Może – jak apeluje Zbigniew Nosowski – sytuacja znajdzie odbicie w trzeciomajowych kazaniach naszych pasterzy? Chętnie dam się zaskoczyć, ale jakoś nie wierzę. A tych kazań okolicznościowych trochę się zwykle boję.

Nie mnożyć słów

Biskupi napisali w sumie rzeczy oczywiste, na przykład że egoizm narodowy jest niechrześcijański, a prawdziwy patriotyzm przejawia się w szacunku do prawa. Czy faktycznie potrzebujemy, żeby nam wyjaśnili, że niekatolik to też dobry Polak, i czy przypadkiem nie brzmi to protekcjonalnie?

To instrukcja bezpiecznego patriotyzmu, nie ma w niej specjalnie wyzwań. Po trzydziestu latach debat o również czarnych kartach historii słyszymy tu o potrzebie przebaczenia, ale nic o tym, jak robić rachunek sumienia i o przebaczenie prosić.

A chyba udowodniliśmy, że mamy z tym problem. Podobnie pewnie do wszystkich społeczeństw. Owszem, zwracają uwagę, by się uwolnić od własnego bólu, ale nie mówią, co mamy zaproponować tym, którzy z naszego powodu są zbolali.

Nasi pasterze nie dają wskazówek, jak budować swój patriotyzm bez zaprzeczania wyrządzanym przez współobywateli krzywdom, co jest tak często wyśmiewane jako „pedagogika wstydu”.

Daleko nie szukając, w tym duchu właśnie pisze w „Gościu Niedzielnym” rektor wydziału teologii Papieskiego Uniwersytetu Gregoriańskiego, o. prof. Dariusz Kowalczyk SJ, który z przekąsem mówi o patriotyzmie ograniczającym się do kasowania biletu i sprzątania po psie, sam jednak z troską pochyla się nad tym, że nazwa „caffe latte” wypiera prawdziwie polską „kawę z mlekiem” z restauracyjnych menu.

A skoro rektor wydziału teologii złości się, że dofinansowanie dostało „Pokłosie”, a nie film o rodzinie Ulmów, wymordowanej za pomoc Żydom, to trudno się dziwić, że trudne rozmowy o pamięci i historii nie znajdą odpowiedzi także w dokumencie biskupów. Widać Kościół nie widzi swojej roli w formowaniu sumień i przygotowaniu rachunku sumienia, tylko dba o nasze dobre samopoczucie.

To istotne, że w dokumencie wspomniano o wieloetniczności obywateli dawnej Rzeczypospolitej, prawda jest jednak taka, że taką edukację ciągną zapaleni nauczyciele i organizacje pozarządowe, ale najczęściej nie katecheci.

Nie można było nie wymienić Holocaustu, ale cóż z tego, skoro niewielu metropolitów bywa na rocznicach tych tragicznych wydarzeń obchodzonych w ich miastach. Już nie mówiąc o inicjowaniu tej pamięci tam, gdzie jest trudna lub jej nie ma.

Jak wreszcie zobaczę metropolitę warszawskiego i alumnów seminarium 19 kwietnia pod pomnikiem Bohaterów i Męczenników Getta, to dopiero uwierzę.

Pociechę można znaleźć w tym, że życie rzuca tak wiele wyzwań (a jak wiemy, „people make choices, choices make history”), że jeszcze nieraz będziemy mogły i mogli dokonać wyborów, które pozwolą nam zostać „sendlerami/upstanderami”.

Właściwie wszystko jeszcze przed nami, tylko niech nas nie uśpi 13-stronicowy dokument Episkopatu. Zresztą dokumenty są łatwe, a potem można składować je w archiwum. Co jednak zrobić, by jak prawdziwy „sendler/upstander” wprowadzać w świecie zmianę, a nie tylko mnożyć słowa?

Takich sendlerowych/upstanderowych dylematów wszystkim nam życzę z okazji nadchodzącego narodowego święta.

„Duda nie jest prezydentem wszystkich Polaków, bo nie został przez wszystkich wybrany” – ogłosił PAD w TVP Historia

Waldemar Mystkowski pisze o dniu, jak co dzień.

Witold Waszczykowski znowu wstał lewą nogą. Z samego rana odpowiedział Emmanuelowi Macronowi nie na temat, bo kandydat na prezydenta Francji nie powiedział, że „Polacy mają sympatię wobec imperialnej Rosji” (jak czytamy w komunikacie polskiego MSZ – która byłaby notą dyplomatyczną, gdyby Macron został prezydentem Francji), lecz Macron zestawił reżimy „panów Orbana, Kaczyńskiego i Putina”.

Waszczykowski powinien z rana odczekać, dojść do siebie, przemyśleć i dopiero wówczas odpowiedzieć. Acz najrozsądniej byłoby, gdy poczekał do wyboru prezydenta Francji. Już teraz zasuwa takie wpadki, co będzie, gdy Macron zostanie prezydentem?

Waszczykowskiemu wtórował Ryszard Czarnecki. Ten to mógł znowu spać w swoim krawacie czerwono-białym. Takie barwy w paski nosi od czasów służenia innemu geniuszowi Andrzejowi Lepperowi. Czarnecki pouczył Macrona via Telewizja Republika: „Popełnia poważny błąd. Jesteśmy liderem nowej Unii i lepiej dobrze z nami żyć”.
Czarnecki mógł się w ogóle nie wybudzić. Liderem, prymusem Unii już byliśmy, teraz najwyżej tej Unii jesteśmy osłem – bo tam nas posadzono, do oślej ławki dla liderów specjalnej troski. Czarnecki mógł też pomylić Unię, np. nową Unię z „ciepłym człowiekiem”.

Ale najlepszy jest jednak Jarosław Kaczyński. Przy odsłanianiu pomnika brata Lecha Kaczyńskiego (i Marii Kaczyńskiej) w Białej Podlaskiej był łaskaw się podzielić tym, czego nie podają jeszcze podręczniki historii: „Gdyby nie pozycja Lecha Kaczyńskiego w Solidarności, ta formacja nie miałaby żadnych szans”.

Tak brat Jarosława się zakonspirował, że norweski Komitet Noblowski przez pomyłkę przyznał pokojową nagrodę Lechowi Wałęsie.

To zdaje się główny powód reformy edukacji. Tylko czekać, gdy dowiemy się, że obydwu braci K. wykarmiła wilczyca i tak powstał Rzym. W kosmos zaś nie została wysłana Łajka, tylko kot Alik prezesa. W związku z wyznaniem Kaczyńskiego pod pomnikiem w Białej Podlaskiej dla wielu internautów zasadne jest pytanie: czy prezes bierze to samo, co Macierewicz?

„Ucho prezesa” to marny kabaret – wypowiedzi Waszczykowskiego, Czarneckiego i prezesa to poziom nie do osiągnięcia przez Kabaret Moralnego Niepokoju.

Kleofas Wieniawa pisze o Waszczykowskim, który dał odpowiedź Emmanuelowi Macron.

Witold Waszczykowski nie zrozumiał tego, co powiedział Emmanuel Macron. Dlaczego tak się dzieje? Nie wiem, ale mogę tylko odnieść się do walorów intelektualnych Waszczykowskiego – czyli niewielkich, a polityczne walory szefa dyplomacji polskiej są takie, jak „sukces” 1:27.

Jak to się dzieje, iż polska dyplomacja ma problem z kandydatem na prezydenta? A co będzie, jak on będzie prezydentem? Czy już słynne mistrale będą chodzić u pasera za pół dolara?

Taka jest wartość polskiej dyplomacji. Można ją tylko zbywać u pasera. Nikt poważnie nie potratuje złotych myśli Waszczykowskiego, może je upłynnić tylko u pasera, czyli elektoratu PiS. Kupią każdą brednię.

Kandydat (jakkolwiek murowany) Macron był się wyrazić o swojej konkurentce Marine Le Pen, iż ma sojuszników, to są „reżimy panów Orbana, Kaczyńskiego i Putina”.

W kraju możemy sprzeczać się (pisze o ludziach rozumnych), czy demolka Trybunału Konstytucyjnego to kontuzja demokracji? Jak poważna? Itd. Na pewno nie możemy sprzeczać się, co do mediów publicznych, bo ich nie ma, są media dawniej publiczne, dzisiaj partyjne. Jak Polacy nazywali partyjne media NSDAP obce Polakom, oprócz szmalcowników? No, jak? Gadzinówkami. I ja tak nazywam – TVP – to gadzinówka.

Jak można nazwać przymiarkę Zbigniewa Ziobry (nawiasem żaden z niego prawnik, a język polski jest mu przeszkodą), który zniszczy za chwilę władzę sądzenia (niezależną od rządu i władzy ustawodawczej w definicji standardu demokratycznego) – KRS, sądy? No, jak?

Jest tego więcej. Czy nie można nazwać tego rezimem? Można. Co? Jeszcze nie zabija się Polaków przez resorty siłowe? PRL też w dojrzałej fazie zabijał „niechętnie” i to bardzo sporadycznie. PiS już uruchomił narzędzie, które pozwolą używać siły. To się zawsze kończy jednako – rozlewem krwi. Ba, te narzędzie są nie do powstrzymania. ONR – już nie jest do powstrzymania, wspierane przez posłów PiS. I przede wszystkim najgorsze narzędzie – Wojska Obrony Terytorialnej.

O tym  mówił Macron. Kandydat na prezydenta Francji zestawił nazwiska. Powtórzę – zestawił. Co pisze Waszczykowski w odpowiedzi Macronowi?

Oto: Macron „nie ma prawa oskarżać Polaków o sympatię wobec imperialnej Rosji”. Macron nie powiedział o sympatii wobec Rosji. Wszelkie reżimy (zwłaszcza sąsiadujące ze sobą) znoszą się, walczą ze sobą, doprowadzają do wojny. Bo „Rusek jest ponad wszystkich. Rosja dla Rusków, tylko Rusek” stanie przeciw „Polak jest ponad wszystkich, Polska dla Polaków, zawsze Polak””.

Wojny to walka nacjonalizmów. I dlatego, że ich nie było po 1945 roku, dlatego nie było w Europie wojen, wszak na kontynencie, gdzie najwięcej wojen odbywało się w historii. To jest ogromna zasługa Unii Europejskiej. A oprócz tego dobrobyt. O tym mówi Macron. I z tym walczy PiS.

A Waszczykowski ma problem z podstawowym myśleniem, z mysleniem na poziomie szkoły podstawowej. Porównanie o zestawienie nazwisk nie jest „sympatią”.

Takie mamy niedouczone towarzystwo u władzy, manipulatorskie. Może Marine Le Pen nadużyła określenia, iż razem z Kaczyńskim dokona rozkładu Unii Europejskiej, może. Lecz w debacie publicznej używają tych samych argumentów, takiej samej są prowenciencji ideowej, taki sam marny styl jest im właściwy. Dzisiaj Kaczyńskiemu nie opłaca się mówić o opuszczeniu Unii, ale wszystko wskazuje, że do tego dąży. Przyjdzie taki moment, że plunie jakimś elementem animalnym, gorszym sortem, gestapo. Prezes PiS nie jest kimś szlachetnym, ani takie nie jest jego myślenie. To „czysty” tombak, którym można orżnąć pasera.

Ależ mamy bryndzę intelektualną u władzy. Tak mogę tylko zrecenzować „twórczość” dyplomatyczną Waszczykowskiego. Brr… Grafoman! To nie jest powstanie z kolan, to jest padnięcie na twarz. Żaden rozumny człowiek nie użyje takiego kiczu metaforycznego.

WSZYSCY TO JUŻ WIDZĄ. FRANCUZI. AMERYKANIE. KIEDY ZOBACZĄ TO POLACY?

>>>