Osobowość Kaczyńskiego oznacza rozpad, uważa Joanna Szczepkowska

Posted: 25 sierpnia 2017 in Polityka
Tagi: , , , , , ,

Walczący geniusz – prezes Ka.

Lojalka Wolfganga. IPN-ie kochany nie ośmieszaj się tak żałośnie❗️Wasza wiarygodność od dziś równa zeru.

To nie tylko lojalka, to przystąpienie do zobowiązania do wpsółpracy z SB.

Magda Jethon rozmawia z Joanną Szczepkowską. Wywiad publikuje portal Koduj24.pl.

Joanna Szczepkowska: To może być początek rozpadu PiS

Wszyscy, którzy są przeciw PiS są wrogami narodu, to jest dokładnie gomułkowsko–peerelowskie – mówi Joanna Szczepkowska w rozmowie z Magdą Jethon

Magda Jethon: Czy w 2015 r. dawała Pani szansę PiS-owi i wierzyła, że oni Polskę „naprawią”?

Joanna Szczepkowska: Nie, absolutnie nie. Nigdy nie uważałam, że Jarosław Kaczyński może coś zbudować. Od lat go obserwowałam i byłam pewna, że jego osobowość oznacza rozpad, a nie drogę do przodu.

– Nigdy Pani nie sympatyzowała z Prawem i Sprawiedliwością?

– Nigdy. Wiem, że tak mnie niektórzy widzieli albo chcieli widzieć, ale to nieprawda. Nigdy w życiu nie głosowałam na PiS ani nie sprzyjałam PiS-owi, choć nie należałam do bezkrytycznych entuzjastów poprzedniej rzeczywistości. Uważam zdecydowanie, że było wiele „wypaczeń” i propagandowych przerostów. Do dziś ciągnie się mój proces z TVN o takie właśnie chwyty. Mam też swoje wątpliwości dotyczące UE, ale nie co do tego, czy mamy w niej być, czy nie, bo to jest oczywiste, że musimy w Unii pozostać. Nie należę do ludzi, którzy uważają, że jesteśmy wyjątkowi, dumni i że nam się coś więcej od Unii należy.

– Rozumie Pani ludzi, którzy dziś popierają PiS?

– Jeżeli pani mnie pyta, czy ja rozumiem mentalnie, to oczywiście staram się, bo bez takiej próby zrozumienia, nie ma co myśleć o Polsce. Elektorat PiS-u to są ludzie, którzy w rozumieniu spraw istotnych utożsamiają się z Kościołem, ale z tym bardziej konserwatywnym. Dlatego trzeba starać się przede wszystkim ich zrozumieć. Nie jest bez znaczenia, że do dziś przy okazji różnych uroczystości w polskich oknach pojawia się portret Jana Pawła II. Postępowego Franciszka jakby nie było. Ludziom trudno zrozumieć, że ustrój i prawo w demokratycznym społeczeństwie musi też obejmować ludzi niewierzących lub ludzi innej wiary. Tak naprawdę z nauk Jana Pawła II też niewiele wzięto. Niedawno uczestniczyłam w takiej debacie i razem z kilkoma duchownymi doszliśmy do wniosku, że nauczanie naszego Papieża nie zapadło tak jak powinno. On starał się zbliżyć do „innego”, my pozostaliśmy na poziomie „swój i obcy”. Poza tym, żeby zrozumieć, trzeba pamiętać też o tym, że wiele osób w Polsce ma wyłącznie dostęp do mediów rządowych. Tam jest jednoznaczny obraz „dobrej zmiany”. Niedawno w podróży słuchałam Jedynki i tam spokojnie, sympatycznie, opowiada się o kraju poddawanym „wspaniałej dobrej zmianie”. Myślę, że wielu wyborców PiS chce uwierzyć w ten obraz. Jak za PRL-u. Opozycja myśli o konsekwencjach tych rządów, oni nie.

– Dziś już nawet Bronisław Wildstein i część dziennikarzy prawicowych nie są w stanie zdzierżyć propagandy w telewizji Jacka Kurskiego…

– Dlatego jestem optymistką, jeśli chodzi o przyszłość. Myślę, że tak prymitywnie narzuconej propagandy, jaką uprawia TVP nie da się znieść, nawet jeśli się nie akceptuje – nazwijmy to – lewicy liberalnej. Jestem przekonana, że prawica prędzej czy później się podzieli, a wtedy także podzielą się ludzie, którzy idą za autorytetami prawicy.

– Dlaczego Jarosław Kaczyński akceptuje taką propagandę, nie czuje, że to i dla niego może się źle skończyć? A może jemu się to podoba?

– No więc właśnie, jemu się to po prostu podoba. Tu nie chodzi o politykę, to jest kwestia psychologiczna czy łagodnie mówiąc charakterologiczna, jeśli nie zdrowotna, bo on ma po prostu satysfakcję z prymitywnie rozumianej zemsty. Nie wiem, jaki jest stopień jego IQ, natomiast jego uczucia, emocje określiłabym jako prymitywne. Myślę, że on ma ogromną satysfakcję z tworzenia toksycznej atmosfery.

– Nie dawno zaprotestowała Pani przeciw temu, co dzieje się w Polsce właśnie w TVP, podczas transmisji gali wręczenia nagród na 17. festiwalu „Dwa Teatry – Sopot 2017”. Odebrała Pani nagrodę dla najlepszej aktorki i powiedziała: „Żadne nagrody nie naprawią szkody, jakie nam funduje rząd, co państwo psuje”. I co? Wpuszczają Panią do mediów publicznych?

– Po pierwsze, ja tam nie chodzę, więc nie mam tego problemu. Kiedy PiS przejął władzę, wielokrotnie proponowano mi udział w jakiś medialnych debatach, ale odmawiałam. Pojawił się ten sam dylemat, co w PRL – czy lepiej być i powiedzieć, co się myśli, czy lepiej nie być. Uznałam jednak, że w dzisiejszej TVP ta propaganda jest tak nachalna, że nie ma sensu dyskutować na wizji. Natomiast chętnie przystałam na propozycję zrobienia Teatru Telewizji. Nie ma bojkotu Teatru Telewizji, grają w nim aktorzy nawet skrajnie lewicowi, więc nie było moralnego dylematu. Ja się od lat bezskutecznie starałam o możliwość zrobienia czegoś w tym medium. My rozmawiamy o polityce, ale ja jestem przede wszystkim aktorką i pisarką, więc nie ukrywam, że dla mnie ta marginalizacja za poprzedniej ekipy była dramatem. Bo oczywiste jest i tego nie ukrywajmy, że poprzednia ekipa też rozdawała karty i ustalała swoje hierarchie. Więc z radością zrobiłam mój monodram „Goła baba”. Miał ogromną oglądalność, choć zwłaszcza na początku, to trudna sztuka i można po prostu zmienić kanał. To był teatr telewizji na żywo, ja reżyserowałam i grałam – ogromne przeżycie. Natomiast, kiedy dostałam nagrodę na festiwalu Teatru Telewizji, to już wtedy uznałam, że mam okazję do wyrażenia sprzeciwu wobec tego, co się dzieje.

– Jak to się odbyło?

– Nagrodę wręczali mi wiceprezes TVP i sponsor nagrody. Mówili o tym, że powinnam zrobić więcej jeszcze teatrów telewizji. Sponsor, wręczając nagrodę, powiedział mniej więcej: – „Pani Joanno, tak się cieszymy, ale z tym komunizmem, którego koniec pani nam ogłosiła, to nie do końca się udało, ale pracujemy nad tym. Ale teraz, jak pani wie, przyszłość widzimy w jasnych kolorach”. Wtedy podeszłam do mikrofonu i powiedziałam: – „Wydaje mi się, że inaczej widzimy kolory”. Potem podziękowałam za nagrodę, a jako jedna z postaci mojej sztuki wyrecytowałam wcześniej przygotowany wierszyk. Pierwsze rzędy, w których siedzieli oficjele z PiS-u zamarły, w dalszych siedziała już prawdziwa publiczność, która zareagowała entuzjastycznie. Ja oczywiście wiem, że więcej propozycji z Teatru Telewizji już nie będzie, jako aktorka i dramaturg żałuję, ale wszystko ma swoją cenę.

– Jest Pani nie tylko aktorką, ale też i felietonistką. W pewnym momencie rozpoczęła Pani współpracę z tygodnikiem „Do Rzeczy”.

– Tak. Kiedy wyrzucono mnie z „Wysokich Obcasów” za poglądy, współpracę od razu zaproponował mi „Plus Minus” – dodatek do „Rzeczpospolitej”, to bardzo dobre, poważne pismo. Potem zgodziłam się na felietony w „Do Rzeczy”, ale ta współpraca trwała bardzo krótko.

– Odeszła Pani z powodu okładki z Tuskiem w stroju Indianina…

– Tak, redaktor naczelny Paweł Lisicki powiedział, że mogę tam pisać, co chcę, bez względu na to, jaki światopogląd będę reprezentowała. Zastanawiałam się nad tym jakiś czas, ale postanowiłam spróbować. Natomiast w momencie, kiedy się ukazała ta okładka z Donaldem Tuskiem, którego bardzo szanuję, to zobaczyłam, że bez względu na to, co ja tam napiszę, to stanę się zakładnikiem takiej okładki. Skoro tam piszę, to znaczy, że się z nią zgadzam, a to byłaby nieprawda, bo się nie zgadzam.

– Za to prawdą jest, że zawsze ciepło Pani wspomina Marię i Lecha Kaczyńskich. Powiedziała Pani nawet, że jest pewna, że żadne z nich nie chciałoby leżeć na Wawelu, bo to się kłóci z ich skromnością…

– Tak uważam. Znałam parę prezydencką, Lech Kaczyński był zupełnie innym człowiekiem niż Jarosław, choć był niestety pod wielkim wpływem brata. Zresztą, co może ciekawe, najczęściej spotykałam go w „Gazecie Wyborczej”, bo bywał zapraszany na różne uroczystości. Tam go też poznałam. Potem kiedyś razem z moim przyjacielem jedliśmy we trójkę kolację. Mogę powiedzieć, że miałam okazję trochę mu się przyjrzeć. A Marię Kaczyńską też poznałam na jakiejś uroczystości. Prezydentowa była przede wszystkim osobą prawdziwie działającą w wolontariacie, niezwykle zaangażowaną. Każdy, kto się zetknął z wolontariatem, tym najtrudniejszym – szpitalnym, z umierającymi ludźmi, wie, co to jest za robota. Taki ktoś nie kojarzy się z wawelską pychą. To była osoba odważna i konkretna, zresztą pamiętamy pretensje ojca Rydzyka do Marii Kaczyńskiej i jej liberalnego podejścia do aborcji. To wszystko świadczy o tym, wokół jakiego światopoglądu, tak naprawdę, obracała się ta para.

– Trudno mi sobie wyobrazić prezesa PiS na uroczystości w „Gazecie Wyborczej”. Jarosław Kaczyński i jego otoczenie mają w pogardzie elity, bardzo często próbują dezawuować wybitne postacie. Dlaczego?

– Dlatego, że ta władza po peerelowsku stawia granice. Z jednej strony my, a z drugiej ci, którzy się z nami nie zgadzają, czyli wichrzyciele. Wszyscy, którzy są przeciw PiS są wrogami narodu, to jest dokładnie gomułkowsko–peerelowskie. Opozycja to nie są ludzie o odmiennych poglądach, którzy mają inny światopogląd czy inne myślenie o tym, jak rządzić krajem, tylko to jest wróg. Wróg narodu. Więc jeśli to jest wróg narodu, to należy go tępić. Taka jest wykładnia Kaczyńskiego. Uważam, że jego osoba jest tutaj kluczowa i Macierewicza naturalnie też. To są dwaj panowie, których skuteczność jest nie do pojęcia; mają siłę, której nikt nie jest w stanie się przeciwstawić. W bajkach by się powiedziało, że mają ciemną moc i różdżkę.

– Kaczyński dobiera ludzi posłusznie poddanych. W internecie można obejrzeć filmik z fragmentem przemówienia Jarosława Kaczyńskiego w kopalni „Wujek”. Prezes stoi na tle swoich ministrów i mówi, że węgiel i węglowodany to mniej więcej to samo. Wszyscy słyszą i nikomu nawet nie drgnie powieka. Gdyby powiedział, że ziemia jest płaska, też nikt by nie zareagował…

– A jak się zachowywał Macierewicz podczas przemówienia Dudy? Potakiwał, chociaż to było przecież przeciwko niemu. To sytuacja z Mrożka.

– Widać, że wyborcom PiS-u to się podoba, tak jak podoba się Krystyna Pawłowicz, która mówi „wziąść”, bo według niej „wziąć” wymyślili komuniści i złodzieje.

– Ona jest przez to bardziej swoja, bo pewnie przeciętny wyborca PiS mówi „wziąść”.

– Z tego wniosek, że wyborca PiS nigdy nie przejrzy na oczy? Czyli to już tak zostanie na bardzo długo?

– Zależy co oznacza „bardzo długo”. Ja myślę, że nie bardzo. Ostatnie decyzje prezydenta Dudy, nawet jeśli to tylko gra, a nie prawdziwy bunt, będą miały fundamentalne znaczenie. Prezydent Duda był akceptowany, a nawet uwielbiany przez wielu PiS–owców, teraz oni muszą dokonać wyboru między nim a Kaczyńskim. Kto jest „dobry”, a kto „zły”. To może być początek rozpadu.

– Myśli Pani, że prezydent nie złamie się i nie wróci do postaci Adriana z „Ucha Prezesa”?

– Oczywiście, sytuacja się zmienia z dnia na dzień i to, co myślę dziś, może już być nieaktualne, ale dziś myślę, że nie wróci do Adriana. Bardzo istotną rolę może odegrać rodzina prezydenta. To naprawdę nie jest bez znaczenia. Żona jest córką człowieka związanego z zupełnie innym światopoglądem, jest siostrą człowieka, związanego z zupełnie innym widzeniem świata. Podejrzewam, że ich córka przeżywa dramaty. To na pewno nie jest proste. On sam musi być rozdarty jako człowiek, jako mąż, jako ojciec. Podejrzewam, że musi mieć naciski ze strony ludzi bardzo bliskich. A to, co mu zafundowaliśmy pod oknami, i w Warszawie, i w Juracie, ta wielość i wielkość protestów, też nie jest bez znaczenia. Nie wiem, co by się musiało stać, żeby wrócił do Adriana.

– Nie można zapominać, że ma również naciski polityczne ze strony swojego ugrupowania…

– Ale co ma do stracenia?

– Nie zyska zwolenników w opozycji, bo zniszczył Trybunał, podpisał ustawę o sądach powszechnych itd., nie wygra kolejnych wyborów…

– To prawda, w przypadku jeżeli zakładamy, że chce kandydować na kolejną kadencję, a ja tego nie zakładam. Wszyscy myślą, że on marzy o reelekcji, a ja uważam, że to jest człowiek tak udręczony tym wszystkim, że być może chciałby już odejść.

– A przed odejściem poprawić wizerunek?

– Tak. Przecież w tej opcji już wyżej nie pójdzie. Swoją drogą każdy prezydent Polski narzeka na samotność. Ten ma do wyboru – albo miękkie spadanie, albo szacunek ludzi myślących. Gdzieś przecież po tej prezydenturze będzie się musiał odnaleźć…

– Wielkie nadzieje pokłada Pani w prezydencie…

– Tak, tylko, żeby nie wyszło, że chodzę z transparentem „Hura Andrzej Duda”… Ja tylko mam nadzieję, że to wszystko zacznie pękać.

– Kiedy to się może stać?

– Pyta mnie pani tak, jak moja mała wnuczka, która na demonstracji, przytupując nogami, spytała, ile to jeszcze będzie trwało. Jakaś pani jej odpowiedziała, że dwa lata… A poważnie? Wszystko zależy od tego, czy ten wspaniały zbiorowy opór się utrzyma. On musi być teraz w nasze życie wpisany choćby po to, żeby pokazać, że nie ulegniemy zastraszeniu. Nie wiem, czy jestem dobrym jasnowidzem, ale myślę, że jeśli wytrzymamy do następnych wyborów, to przegrają.

– Wtedy będzie mogła Pani wreszcie ogłosić: „Proszę państwa, dzisiaj skończyła się władza Jarosława Kaczyńskiego…”.

– …To właśnie obiecałam tłumowi ludzi przed Sądem Najwyższym na placu Krasińskich. Ja dotrzymuję przyrzeczeń.

nie dała się nabrać ani na premiera z Gorzowa, ani posła z Ząbek. Nie będzie zgody na plującego na senatora z Grójca!

Replying to  

Waldemar Mystkowski pisze o Dudzie, czego się po nim można spodziewać.

Ile w Dudzie jest pisowca, a ile Polaka demokraty?

W co gra Andrzej Duda w kwestii dwóch zawetowanych ustaw sądowniczych, które mają być na nowo pisane w Kancelarii Prezydenckiej, przedstawione na jesieni opinii publicznej i poddane obróbce parlamentarnej? Jeszcze w tej chwili trudno coś konkretnego powiedzieć, ale mamy do czynienia z dwoma faktami, których nie można przemilczeć.

Stowarzyszenie Sędziów Polskich Iustitia przedstawiło prezydentowi swoje propozycje obu ustaw: o Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądowniczej.

Drugim faktem, ale niepotwierdzonym wprost przez zaplecze prezydenta, jest powierzenie przez Dudę pracy nad ustawami prof. Michałowi Królikowskiemu, byłemu wiceministrowi sprawiedliwości w rządzie PO-PSL i bliskiemu współpracownikowi Jarosława Gowina. Uważa się, że Królikowski ma swoje poglądy konserwatywne i republikańskie, ale nie zaprzeda je politycznemu zamówieniu PiS. A więc należy mniemać, iż niezależność sądów nie zostanie złożona przez niego na ołtarzu PiS.

Tyle wiemy o działaniu strony Dudy, a PiS czeka, ale nie próżnuje, lecz naciska i to poprzez fakty medialne. Tak odczytuję wypowiedź marszałka Senatu Stanisława Karczewskiego, który w radiowej Jedynce powiedział: – „Sam osobiście spotykam się od czasu do czasu z panem prezydentem. Rozmawiamy o tych sprawach, również o tej ustawie”.

Te słowa to zaklinanie rzeczywistości, bo należy je odczytywać, iż Duda konsultuje (słucha, a może nawet zgadza się) ze stanowiskiem PiS, swojej macierzystej partii. Karczewski do tego dobitnie dodał: – „Wywodzimy się z tego samego obozu politycznego”.

To jest dopychanie kolanem Dudy, aby pisana u niego ustawa zgadzała się z życzeniem PiS, czytaj: Kaczyńskiego. Jak każdy słaby retor (a więc kiepściutki intelektualnie) Karczewski nie potrafi szerzej przedstawić potrzeby ustaw sądowniczych, a także wpleść je w narrację o współczesnej Polsce. Za dużo wymagam od Karczewskiego? Na Boga, a od kogo mam wymagać podstawowych standardów intelektualnych, jak nie od postaci ze świecznika, z elit politycznych (acz to są elity PiS i niekoniecznie semantycznie tożsame z jako takimi).

Uważam, że za mało mówi się o pisanych w kancelarii Dudy ustawach sądowniczych, przecież o nie toczył się protest w lipcu, są nadzieją środowisk demokratyczno-republikańskich. W moich słowach można odczytać wielką nadzieję, że PiS nie zniszczy tego, co mamy ustrojowo najcenniejsze: demokrację liberalną.

Ale Polacy nie mają większych złudzeń, co do wet Dudy. W sondażu dla oko.press tylko 17 proc. badanych uważa, że spór sądowniczy Dudy z PiS toczy się o pryncypia demokratyczne, jest na serio. Dwukrotnie więcej, bo 35 proc. uważa, iż to chwilowe nieporozumienie – jakby potwierdzając Karczewskiego supozycję w stosunku do Dudy – „Wywodzimy się z PiS”, a 28 proc. uważa, że to ustawka. Duda zawetował, bo PiS bał się protestów.

Polacy zatem są sceptyczni, ale także nieprzykładający wagi do znaczenia niezależności sądów. Błąd. Łudzę się, że wielu młodych – bo lipiec należał do młodego pokolenia – wiele się w tym czasie nauczyło, przeszło propedeutykę do nauk o demokracji, co niestety zostało zaniedbane przez szkołę.

Najlepszy byłby okrągły stół prawników, o którym nawet Duda wyraził się pozytywnie, ale to było w momencie największych protestów. Oby nie skończyło się tradycyjnie, iż otoczenie Dudy twierdzi, że on myśli, zastanawia się i pokazują nam obrazki z drapaniem się inkryminowanego po głowie i przychodzi taki oto kulminacyjny moment, iż Duda podpisuje hurtem wszystko, co sobie PiS, tj. prezes życzy.

Nie życzę Dudzie niczego złego, ale zdecydowanie bardziej nie życzę nam, aby PiS w procedurach demokratycznych pozbawiało nas demokracji i wolności obywatelskich. Więc zadaję najważniejsze w tym kontekście pytanie: ile w Dudzie jest pisowca, a ile Polaka demokraty?

BARDZO WAŻNE SŁOWA

>>>

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s