Świąteczne rozmówki i opowieści

Posted: 25 grudnia 2017 in Polityka
Tagi: , ,

NAJPIĘKNIEJSZE ŻYCZENIA DLA WSZYSTKICH POLAKÓW. Dołączamy całym sercem. Przekazujcie je dalej, niech nadzieja dotrze do wszystkich!

Igor Brejdygant przedstawia swoją kolejną rozmówkę na koduj24.pl.

Rozmówka polsko-polska między dziadkiem a wnuczkiem na Święta Bożego Narodzenia anno domini 2045

Osoby:

Dziadek – schetany życiem, 60-letni staruszek
Wnuczek – pełen nadziei, wygłodzony troszkę chłopiec, lat osiem

Miejsce: Polska, która powróciła na łono słowiańszczyzny wschodniej.

– Dziadku? – wnuczek siedzi na kolanach u dziadka, przed nimi na stole jedna pomarańczka, którą dziadkowi udało się wystać w kolejce po cokolwiek, w tle telewizor, a w nim przemawia smutny pan. – A dlaczego my obchodzimy święta kiedy indziej niż ci państwo na filmie?

– Bo tamci państwo obchodzą w Europie, a my nie jesteśmy w Europie – dziadek zaczyna obierać pomarańczkę, na którą ma ogromną ochotę, ale którą zaraz odda wnuczkowi.

– A opowiesz mi, jak kiedyś byliśmy w Europie, dziadku?

– Znowu? Przecież opowiadałem Ci ostatnio.

– Ale to moja ulubiona bajka, dziadku – malec nalega.

– No dobra – dziadek daje się przekonać, bo bardzo lubi tak naprawdę opowiadać tę bajkę; wspomnienia – to wszystko, co mu zostało. – Kiedy miałem tyle lat, co ty teraz, Polsce udało się wyzwolić z jarzma Rosji i wyjść do świata, to było w 89 roku, wielki czas dla kraju – dziadek zapada się w odmętach pamięci, na jego twarzy pojawia się delikatny uśmiech.

– Dziadku, a co to jest jarzmo?

– Jarzmo to takie coś, co zakłada się koniom, żeby można było prowadzić je tam, gdzie się chce.

– Biedne konie. A teraz też jesteśmy pod jarzmem Rosji?

– Tak, ale nigdzie i nikomu nie wolno Ci tego głośno powiedzieć. Rosja to nasz największy przyjaciel, któremu zawdzięczamy to, że mamy tę jedną pomarańczkę.

– Wiem dziadku, nic nikomu nie powiem. I co było dalej?

– Dalej przez dwadzieścia sześć lat Polska kwitła, szła do przodu, była już coraz bliżej tych krajów, w których wszyscy mają tyle pomarańczy, ile dusza zapragnie.

– Nie wierzę, że są takie kraje.

– Są, wszystkie te, w których święta obchodzi się wcześniej, a dzień zwycięstwa później.

– I co jeszcze było, dziadku? Co jeszcze?

– I można było w szkole mówić, co się chce o Rosji i o wszystkim.

– Na pewno tak nie było, nigdy – wnuczek trochę się rozsierdził. – Miałeś mi opowiadać prawdziwą bajkę, a nie zmyśloną.

– Ale co poradzę, skoro tak było i były gazety, które pisały, co chciały i o kim chciały oczywiście, jeśli nie kłamały. I mogliśmy jeździć tam, gdzie są pomarańcze, kiedy tylko mieliśmy ochotę.

– Czyli gdzie, do babci Janki?

– Babcia Janka nie ma zawsze pomarańczy, ale wtedy miała.

– Czyli dokąd po te pomarańcze?

– Do wszystkich tych krajów, które teraz znasz tylko z mapy, mogliśmy jeździć, gdzie chcieliśmy i kiedy chcieliśmy. Po prostu szło się na lotnisko i… Ech, co Ci będę mówił.

– I tak Ci nie wierzę w to jeżdżenie, zmyślasz.

– Może.

– No właśnie i co jeszcze było dziadku, co jeszcze?

– No i wszyscy mieli takie kolorowe ubrania i w ogóle dużo było wtedy kolorów. Nawet zimą, jak nachodziła szaruga, to świat był kolorowy, przyjeżdżali do nas wtedy też ludzie o innym kolorze skóry.

– No co ty dziadku, na pewno nie, nikt do nas nie przyjeżdżał, bo my nikogo nie lubimy.

– Oj nie, wtedy nawet zaczęliśmy już trochę lubić innych ludzi. No i były te wszystkie ogromne sklepy, do których chodziliśmy i w których wydawało nam się, że to już tak będzie zawsze pięknie.

– Ogromne sklepy pełne pomarańczy?

– Pomarańczy i w ogóle wszystkiego tego, co teraz widzisz na tych filmach, co to nie możesz mówić w szkole, że je oglądałeś. Nie mówisz, mam nadzieję?

– Pewno, że nie mówię, nikt nie mówi, pomyśleliby, że jestem nienormalny.

– No i można było śpiewać różne piosenki, a nie tylko religijne i o ojczyźnie.

– Czyli o czym śpiewaliście?

– O wszystkim, o czym tylko chcieliśmy. Były zespoły też takie kolorowe i wszędzie były restauracje i było sushi.

– Co to jest sushi?

– Takie japońskie jedzenie z ryżu i surowej ryby.

– Ryż to mamy przecież.

– Mamy – dziadek znów posmutniał.

– A opowiedz mi o tych pudełkach, do których wrzucało się karteczki…

– Karteczki? A tak to były wybory, na które szliśmy, a w każdym razie mogliśmy chodzić i tam wrzucaliśmy karteczki i wtedy zmieniał się rząd, który nam się nie podobał.

– Jak to się zmieniał, przecież rząd jest jeden? – zdziwił się mały. – To na co właściwie miał się zmieniać?

– Na inny, czasem na trochę inny, czasem na zupełnie inny, wszystko zależało od tych karteczek. No i jeszcze, jak ktoś mówił o Tobie coś złego albo coś ci zrobił, to szło się w takie miejsce, w którym pan w długiej sukmanie decydował, czy ten ktoś ma rację, czy może jednak Ty masz rację.

– Teraz zawsze ten ktoś ma rację – zauważył malec.

– No właśnie – dziadek wyglądał jakby w ciągu tej rozmowy posunął się o kolejne kilka lat. – I do pracy szło się takiej albo innej, to Ty decydowałeś, a nie ktoś za ciebie, co masz robić, gdzie i jak.

Przez chwilę siedzieli, mały trawił informację, dziadek trawił wspomnienia.

– I co było potem, co się stało dziadku, że teraz nie ma już tych pomarańczy, że nie mogę jeździć, gdzie chcę i mówić, co chcę w szkole i że nie ma już tych karteczek?

– Tego właśnie nie wiem zbyt dokładnie – dziadek się zamyślił. – Zdaje się, że przyszli jacyś ludzie, którzy wmówili tym, którym się nie podobało, jak jest, że będzie lepiej, okłamali ich i oni uwierzyli i wrzucili te karteczki ostatni raz i wybrali ich, żeby rządzili…

– A potem? – niecierpliwił się wnuczek.

– A potem Ci, dla których kopiemy teraz ten węgiel, budujemy te statki, dla których uczymy się tego języka, co ma inne literki, pomogli tamtym, żeby zostali tu już na zawsze i tylko… – dziadek na chwilę się zaciął.

– I tylko co, dziadku?

– I tylko wciąż nie wiem, dlaczego wtedy im na to pozwoliłem?

– Ty, dziadku?

– Ja i trzydzieści milionów takich ludzi jak ja – dziadek sprawiał wrażenie jakby utknął na dobre. – Dlaczego im pozwoliliśmy, żeby zmarnowali życie naszym wnukom?

„Tak kłamie partia Jarosława Kaczyńskiego. Internauci odkryli przepis na świąteczne Wiadomości TVP”.

Dwa zaległe felietony Waldemara Mystkowskiego.

Wierzymy w opowieści wigilijne

Wierzymy w opowieści wigilijne, bo wierzymy w dobro. W wypadku Polaków tym dobrem jest demokracja, jest wiara w prawo i sprawiedliwość, które niestety okazują się towarem deficytowym w naszym kraju.

Wierzymy, że Ebenezer Scrooge z Nowogrodzkiej zostanie nawiedzony przez ducha Jakuba Marleya, a ten namiesza w jego sumieniu, iż dobro stanie się dobrem, a nie: „nikt nam nie powie, że dobro jest dobre…”.

Duchem Marleya dla Scrooge’a mógłby być duch jego brata. Podobnie możemy wierzyć, że w noc wigilijną, w noc przesilenia, zwierzęta zaczną mówić ludzkim głosem. Szczególnie zwierzęta z „Folwarku…” pana Scrooge’a.

A gdy będziemy łamać i dzielić opłatkiem, to „połamiemy się, połamiemy”? To „podzielimy się, podzielimy”? Wszak nasza narodowa specjalność: dzielić i łamać, łamać i dzielić.

Potrzeba nam wiary w nas, w siebie, przede wszystkim potrzeba nam więcej dialogu z podzielonymi i połamanymi, z tego dialogu ma szansę powstać prawda o nas.

W internecie znalazłem wiersz (jestem niejako o niego zazdrosny) Marcina Świetlickiego, który podał dziennikarz „Rzeczpospolitej” Jacek Nizinkiewicz, opatrując komentarzem: „Idealny na dzisiaj”.

Marcin Świetlicki – Nikt w nas

„Nikt w nas nie wierzy, jesteśmy widmami w ich kraju, jesteśmy niejasnymi sylwetkami widzianymi kątem oka, w mrocznych przejściach. Natomiast my wierzymy we wszystko, w każdą ideę, wierzymy nawet w życzenia wigilijne pary prezydenckiej. To rodzaj zabawnego hazardu.”

Wiary nam jednak nikt nie odbierze. I tego się trzymajmy w święta.

Rozumienie katolicyzmu według

Przedświąteczne impresje o sepsie i perle

Dwie przedświąteczne impresje. Eurodeputowana PO Julia Pitera w internetowym programie  #RZECZoPOLITYCE dopatrzyła się niespójności przekazu polityków PiS, nazywając narzucany przez nich „postępowy” ustrój – „kroczącym autorytaryzmem”. Mianowicie kolesie Kaczyńskiego zmierzają na wschodnią stronę. Z Zachodu na Wschód.

Oczywiście, że polityka PiS musi tam wylądować, nie tylko z powodu geopolityki. Będziemy odrzuceni z organizmu UE po przeszczepie cywilizacyjnym w 2004 roku, gdy zostaliśmy jej członkami. Proces odrzucenia to uruchomienie po raz pierwszy w historii artykułu 7 Traktatu UE.

Infekcja objęła trzy filary demokracji, można nazwać to sepsą, która dotknęła całą Polskę. Jeszcze stara się ratować kraj społeczeństwo obywatelskie, ale już jest zmęczone i nieskuteczne, jak lekarze rezydenci, którzy w 30. godzinie dyżuru muszą dokonać skomplikowanej operacji.

Znajdujemy się w tym momencie historii. Julia Pitera przypomina wizytę marszałka Senatu Stanisława Karczewskiego na Białorusi, który wrócił z niej zachwycony, nazywając tamtejszego satrapę „ciepłym człowiekiem”. A Łukaszenka swoją władzę przekaże synowi.

I w tej beczce dziegciu Pitera znajduje łyżkę miodu. Otóż Kaczyński nie ma dzieci, nie ma syna, więc nie ma komu przekazać władzy nad satrapią, którą zakłada. Jest w tym względzie jałowy, jak to nazywa jego posłanka Krystyna Pawłowicz.

Druga impresja dotyczy Klementyny Suchanow, autorki znakomitej dwutomowej biografii Gombrowicza. Suchanow opisuje na FB, jak naszli ją „byczkowi” z CBA, których zwierzchnicy (błaszczakopodobni) doznali jakichś asocjacji „intelektualnych”. Powiązali jej akcję rzucania jajami („jajogate”) w limuzyny polityków PiS z podpaleniem biura poselskiego Beaty Kempy.

To trzeba mieć źle funkcjonujące neurony, aby powiązać jaja z piromanią. Dla mnie szokującym jest, iż ktoś taki jak Klementyna Suchanow może być powiązany z takim Kononowiczem w spódnicy, jakim jest Kempa. To zresztą pokazuje, jak Polska za obecnej władzy nisko upadła.

Spostrzeżenie prof. Małgorzaty Gersdorf jest nadzwyczaj celne: PiS to okupant. Jak pisał Norwid, jak napisano w Ewangelii Mateusza o rzucaniu pereł przed wieprze, jak ciągnął tę samą metaforę Andrzejewski w „Popiele i diamencie”, ciągle używamy najlepszych spośród nas przeciw zaprzańcom. Klementyna Suchanow jest perłą, jest na szczęście diamentem.

Zaś PiS to beczka dziegciu, sepsa, która paraliżuje Polskę. Aby kraj ratować, musi nam się więcej chcieć!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s