Szmal PiS i Noble z kartofla

Posted: 18 marca 2018 in Polityka
Tagi: , , , , ,

6 zaległych tekstów Waldemara Mystkowskiego.

Biała Księga majątku Morawieckiego

Mateusz Morawiecki ma problemy ze sobą – zwykł mówić rzeczy, które nie przystoją osobie na jego stanowisku, bo takimi są stwierdzenia typu, iż w Polsce mamy ustrój demokracji narodowej, a nie państwa prawnego. Jakiekolwiek byśmy nie wertowali podręczniki politologii, natrafimy na najbliższy tej definicji opis państwa autorytarnego. W mentalność rządzących polityków PiS tak wdrukowany został ustrój stworzony przez Jarosława Kaczyńskiego, iż mają przeświadczenie, że nie obowiązuje Konstytucja, ale widzimisię prezesa.

Demokracja jest więc rozumiana jak pokraczność logiczna, w której rządzi większość niezwiązana prawem. Dlatego mamy fasadę Trybunału Konstytucyjnego, a nie Trybunał Konstytucyjny, a władza sądownicza jest zależna od politycznej i nie jest jednym z filarów trójpodziału władzy właściwym dla standardu demokracji.

Świat zachodni nam nie odpuści tej pokraczności, acz PiS może długo zwodzić felernymi intelektualnie Białymi Księgami, której najnowszy wytwór został przez Morawieckiego zawieziony do Brukseli.

Pokrętność Morawieckiego dotyczy także jego stanu posiadania. Rodzaj Białej Księgi majątku Morawieckiego próbują sporządzić dziennikarze w nowym numerze „Newsweeka”. Morawiecki ukrywa swój stan posiadania poprzez sztuczki zaksięgowania, przenosząc własność na małżonkę i nie ujmując milionowych wartości nieruchomości w oświadczeniach majątkowych.

Bank Zachodni WBK, w którym Morawiecki był prezesem zarządu, udzielił w 2008 roku kredytu 2 mln franków szwajcarskich firmie jego żony Iwonie Morawieckiej, firmie założonej ledwie dwa tygodnie wcześniej. Zabezpieczeniem była willa na warszawskim Mokotowie warta ok. 5 mln zł, która w 2015 roku została przepisana na Morawiecką, gdy Morawieccy podpisali dwa lata wcześniej częściową rozdzielność majątku.

Morawiecki tej willi w Warszawie, jak i innych nieruchomości we Wrocławiu nie ujmuje w oświadczeniu majątkowym. Powód jest iście polityczny, Morawiecki ukrywa przed opinią publiczną swój stan posiadania. Dziennikarze „Newsweeka” zadali pytania dotyczące tej kwestii premierowi i Bankowi Zachodniemu WBK. Nie dostali żadnej odpowiedzi.

Rządzeni powinni wiedzieć, czy wszystkie transakcje między małżonkami były przeprowadzone zgodnie z arkanami prawa i jakiemu podlegały opodatkowaniu. Najważniejsze, Morawiecki dwukrotnie żonglował przepisywaniem swojego majątku na żonę w momentach, gdy wchodził w politykę. Raz, gdy przymierzał się w 2013 roku do współpracy z rządem Donalda Tuska, ale został potraktowany z nieufnością. A po raz drugi w 2015 roku kombinował z majątkiem, gdy skumał się z Jarosławem Kaczyńskim i wszedł do pisowskiego rządu i został wreszcie jego premierem.

Ze względu na pełnioną funkcję Morawieckiemu powinna zostać sporządzona pełna Biała Księga jego stanu posiadania. Nie może być ona tak niewiarygodna, jak ta dotycząca demokracji w kraju, którą zawiózł do Brukseli.

Morawiecki swoje nieczyste intencje zechce przykryć zmniejszeniem rządu, które ma być ogłoszone w poniedziałek. Przykrywanie to stała praktyka żonglowania opinią publiczną. Taka jest anatomia krętactwa PiS.

Szmal definiuje misję polityków PiS

Nie idee, a szmal definiuje misję polityków PiS. Dość precyzyjnie kiedyś opisaną przez Jarosława Kaczyńskiego: – „Gdybyśmy stosowali zasady moralne, nic byśmy nie mieli”. Prezes dodał ponadto słynne powiedzenie: „Teraz k… my!” (TKM).

Nie jesteśmy więc zdziwieni, iż Beata Szydło przyznała ministrom wysokie nagrody, które winny otrzymać uzasadnienie. Niestety, niczego podobnego nie ma. Nawet gorzej – nie ma żadnych pism do wicepremierów, ministrów, sekretarzy i podsekretarzy stanu o przyznaniu im premii. Czyżby chodziło o to, aby nie było dokumentów poświadczających te nagrody plus?

Zatem kasa była przyznana „na gębę”. W Kodeksie Pracy w artykule 105 czarno na białym zapisano, że pracownik powinien być zawiadomiony, zaś „odpis zawiadomienia do akt” załączony. Czyli na najwyższym szczeblu władzy został naruszony Kodeks Pracy.

Uzasadnione jest, aby w związku z tym zawiadomić Prokuraturę Generalną o przyznaniu tych pseudo nagród. Kodeks cywilny w art. 58 opisuje to jako nieważną czynność prawną, czyli świadczenie nienależne, które podlega zwrotowi z odsetkami.

W prawie mamy przykłady wyroków, które zapadały w kontekście przyznawania nagród pracownikom, jak choćby kwestionowanie wysokości nagrody przez ZUS. Wyrok wydał Sąd Apelacyjny w Łodzi 27 stycznia 2016 roku (podaję powyższe dane za screenami na Twitterze Krzysztofa Brejzy).

Władza PiS narusza nie tylko Konstytucję RP, ale Kodeks Pracy. Gdybyśmy mieli niezależną Prokuraturę, to Beata Szydło byłaby oskarżona i ciągana po sądach.

Rozrzutność tej „dobrej zmiany” opisuje jeszcze jeden przykład. Marszałek Sejmu Marek Kuchciński 6 marca 2016 roku podpisał zarządzenie o przyznaniu 11 mln albo więcej na ochronę biur poselskich. Tak posunięte jest tchórzostwo tych gierojów odizolowanych od społeczeństwa.
Uśmiech politowania może budzić dymisja 17 wiceministrów, jakiej w ramach „odchudzania administracji” dokonał Mateusz Morawiecki. W praktyce nie zmienia się sytuacja materialna zdymisjonowanych. Jak to będzie naprawdę wyglądać, wydał szef gabinetu premiera Michał Dworczyk: – „Premier wprowadza nowy model funkcjonowania rządu, nowy model zarządzania. Z tym związane są też zmiany, które doprowadzą m.in. do tego że podsekretarze stanu z tego korpusu politycznego przejdą do służby cywilnej. Staną się ekspertami”.

Mogą to być intratne dymisje, bo eksperci nie podlegają rygorom finansowym, na jakie skazani są wiceministrowie, wszak pisowska misja to szmal.

Noble z kartofla

PiS to bardzo „innowacyjna” partia, tworząca absurdalne podejścia do wszystkiego, czego się nie dotkną.

Z pewnością przejdzie do historii nowa definicja sukcesu – 1:27, ale też inne słowa uzyskają oryginalne pole semantyczne. Niektórzy twierdzą, że to już było, że jest nazywane surrealizmem, absurdem.

A ja wierzę w „geniusz” prezesa. Dlatego opatruję ten rzeczownik cudzysłowem. Wszyscy wiemy, cóż znaczy dymisja. Nie zaglądając do słownika, można napisać – pozbawienie stanowiska. Stanisław Karczewski nadaje nowy sens dymisji. Otóż marszałek Senatu niedawno cieszył się, że nie odmówi kandydowania na prezydenta Warszawy. A teraz ogłosił, że nie będzie kandydował.

Cóż zatem się stało? Proste, jak drut. Geniusz z Nowogrodzkiej zdymisjonował Karczewskiego z kandydata. Jakież twórcze! Wszak nikomu nie przyszłoby do głowy, aby najpierw ogłaszać, że się nie odmówi (och, jak nazywa się ten zawód, w którym się nie odmawia?), a następnie nie dostać klepnięcia od prezesa – być zdymisjonowanym przez prezesa z kandydata.

Inny surrealista Zbigniew Ziobro ogłosił rezultaty „o bardzo istotnych ustaleniach, niezwykle ważnym, wręcz historycznym śledztwie”, a chodzi o zabójstwo Jaroszewiczów w 1992 roku w Aninie. Pochwalił się Ziobro tym, co dokonał dziennikarz Tomasz Sekielski już rok temu, nawet w tej sprawie antyszambrował w ministerstwie, ale został potraktowany z buta. Nikt tym się jego ustaleniami nie zainteresował. Absurd może być taki, iż Ziobro nazywa się teraz Sekielski i z rocznym opóźnieniem ogłasza to, co zostało odkryte przez dziennikarza śledczego.

Możliwe, iż tych dwóch powyżej opisanych przebił Mariusz Błaszczak. Nazywałem go dotychczas mamrotem, ze względu na jego umiejętności intelektualno-retoryczne, zdaje się, że będę zmuszony do wycofania. Mianowicie Błaszczak to może być ktoś taki, jak razem wzięci Andrzej Wajda, Agnieszka Holland i Paweł Pawlikowski przełamani przez Mickiewicza i Gombrowicza. Ten „reżyser” Błaszczak o spocie MON na 19. rocznicę przyjęcia Polski do NATO, w którym nie mówi się o takich tuzach jak Bronisław Geremek i Jerzy Buzek, a za to w spocie są wymienieni sam Błaszczak i Andrzej Duda, był łaskaw rzec: – „Ten klip jest skierowany ku przyszłości”. Ha, zapomniałem o Stanisławie Lemie, który pisał o przyszłości – takie uniwersum szykuje Błaszczak.

Mateusz Morawiecki – znany w kraju i na świecie ze swoich rozlicznych wpadek – pogratulował Angeli Merkel wyboru na urząd kanclerza Niemiec i zażyczył, aby „umocnić nasze partnerstwo w sprawach dwustronnych i europejskich”. Czyżby słynną już Białą Księgę (propagandy PiS) zamierzał przetłumaczyć na niemiecki? Nasi prawnicy sprostują kłamstwa Morawieckiego w antyksiędze, bo premier robi koło pióra Polsce, kompromituje nas, Polaków.

Można mniemać, iż Morawiecki będzie starał się przebić Andrzeja Dudę. Jak utrzymuje były polityk PiS, były wiceprezes tej partii Paweł Zalewski: – „Morawiecki twierdzi, że nie tylko Niemcy byli sprawcami Holokaustu, ale też Żydzi i Polacy. Duda usiłuje go przebić i porównuje Unię Europejską do zaborców. Czekamy na wypowiedź kolejnego pretendenta”.

Co może być większym nieszczęściem niż zabór Polski przez Unię Europejską? Podpowiadam Morawieckiemu: wojska NATO w Polsce. Niegdyś Wałęsa wyprowadził wojska radzieckie z Polski, więc Morawiecki może za wyprowadzenie wojsk amerykańskich z Polski dostać, jak były prezydent, innego trochę Nobla, ale za to z rąk prezesa – Nobla z kartofla. Taka to innowacyjna partia PiS, czego się nie dotkną, jak pisowski Midas, zamieniają w kartoflisko.

Beaty Szydło śmietnik historii

Nie znamy wyroków historii. Beata Szydło też nie zna. Czy będzie zapamiętana z „sukcesu” 1:27 w walce z rodakiem Donaldem Tuskiem, czy z wypadku samochodowego w Oświęcimiu 10 lutego ubiegłego roku? Jednakże dla mnie pozostanie potwierdzeniem spostrzeżenia Włodzimierza Lenina, iż państwie prawa i sprawiedliwości komunizmu może rządzić kucharka.

W komunie do tego ewenementu nie doszło, Nadieżdę Krupską ubiegł Józef Stalin, ale doszło do tego w Polsce. Jarosław Kaczyński nie chciał ubiec Szydło, która potwierdza regułę, iż osoby bez kompetencji w jakiejkolwiek dziedzinie mogą dać się wszystkim we znaki, jednak z chwilą zniknięcia stają się obojętne. Zapominamy o nich z westchnieniem ulgi: och, jak fajnie, że ich zasłużenie już nie ma na agendzie publicznej.

Przeszło rok prokuratorzy badali przyczyny prostego wypadku, w którego spowodowanie chcieli wrobić bogu ducha winnego młodego kierowcę seicento, Sebastiana K. Była nawet supozycja, aby zlecić badanie przyczyn wypadku niemieckim rzeczoznawcom. Nie doszło jednak do tego, bo nie wszystkie narody mają poczucie humoru Mrożka i Barei.

Faktyczny stan prawny z wypadkiem Szydło na dzisiaj mamy następujący. Prokurator regionalny rozpatrzył wniosek prokuratora okręgowego o rozwiązanie zespołu prokuratorów śledczych. Jednocześnie prokurator okręgowy wysłał do sądu wniosek o warunkowe umorzenie postępowania w sprawie przeciwko kierowcy seicento.

To powinno zamknąć sprawę badania wypadku z udziałem Szydło. Specjalnie nie używam nazwisk prokuratorów, bo nie są godni żadnego zapamiętania, a śledztwo jest nawet bardziej skomplikowane, niż tutaj opisuję, a to z tej przyczyny, aby publika nie zrozumiała, że organa państwa dały ciała. Jest to typowe pisowskie „chachmęctwo do imentu”. Tak naknocić, aby nikt nie chciał dotknąć się tego zakalca.

Sypała się już wcześniej koncepcja oskarżenia Sebastiana K. Mianowicie trzech prokuratorów śledczych odmówiło prokuratorowi okręgowemu oskarżenia wyłączenia ze śledztwa dowodów wskazujących, czy rządowe auta były kolumną uprzywilejowaną w ruchu, a więc czy miały włączone sygnały świetlne i dźwiękowe oraz niewątpliwej winy funkcjonariuszy ówczesnego Biura Ochrony Rządu.

Tak prostego faktu prokuratura nie potrafiła dociec, czy używano sygnałów. Nawet padło pod adresem Sebastiana K. takie oto oskarżenie: „nie zachował należytej ostrożności „. Co to znaczy? Wiadomo – nic, ale działa jako oskarżenie. A w gruncie rzeczy winą młodego kierowcy jest to, iż śmiał jechać drogą publiczną.

Umorzenie w sądzie ma ten walor prawny, iż prokurator nie chce sądzić Sebastiana K., ale zwala winę na niego, uznaje go winnym bez skazania. W ten sposób prokuratura sama siebie ustanawia sądem. Zauważmy, iż bez porozumienia stron. Ale „winny nieskazany” nie godzi się na takie potraktowanie. Obrońca Sebastiana K., mec. Władysław Pociej zapowiada walkę o prawdę przed sądem.

I słusznie! Prawne państwo polskie zostało sknocone do imentu, odbiera się honor niewinnym osobom, uznając ich łaskawie za winnych nieskazanych. Ale to Beata Szydło walnęła w przysłowiowe drzewo i znalazła się na śmietniku historii. Oby tam została na zawsze.

POSTAWMY MU KOLEJNY POMNIK, ZA SKAZYWANIE NIEWINNYCH.

Państwo teokratyczne tuż tuż

Żwawym krokiem zmierzamy w kierunku państwa teokratycznego. A może nawet nie krokiem, ale maybachem Tadeusza Rydzyka lub podobną limuzyną.

Projekt „Stop aborcji” oznaczający w praktyce likwidację legalnej aborcji w Polsce wylądował w sejmowej lodówce. Nawet wyglądało na to, iż ma tam tkwić na zawsze w wiecznej zmarzlinie, ale 14 marca odezwał się Episkopat: – „Przypominając o konieczności bezwarunkowego szacunku należnego każdej istocie ludzkiej we wszystkich chwilach jej istnienia (por. Dignitas personae, 10), biskupi apelują o niezwłoczne podjęcie prac legislacyjnych nad projektem obywatelskim „Zatrzymaj aborcję”.

Następnego dnia 15 marca Marek Kuchciński zadarł swoją sutannę (metaforycznie, rzecz jasna), zlecił, aby komisja sprawiedliwości i praw człowieka kierowana przez sławetnego posła PiS Stanisława Piotrowicza zajęła się projektem bliskiemu sercu kleru i na stronach sejmowych pojawiła się informacja „nastąpiła zmiana porządku dziennego”. Na posiedzenie 19 marca dołożono punkt: „Zaopiniowanie dla Komisji Polityki Społecznej i Rodziny obywatelskiego projektu ustawy o zmianie ustawy z dnia 7 stycznia 1993 r. o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży (druk nr 2146)”.

Tak pędzimy w stronę państwa teokratycznego. Nie zgadza się na tego kleszego maybacha Strajk Kobiet, która to organizacja w #SłowoNaNiedzielę zapowiada organizację protestów – właśnie w niedzielę – pod biurami diecezji i archidiecezji w całej Polsce.

O wydarzeniu organizatorki piszą: – „Nie mając nic przeciwko wierze i wiernym, w niedzielę 18/03 idziemy pod siedziby archidiecezji i diecezji, czyli urzędów opresyjnej instytucji, której dyktaturę znosiłyśmy już dostatecznie długo. Która jest źródłem nienawiści, pogardy i przemocy wobec kobiet”.

I dalej Strajk Kobiet mocno podkreśla, do jakiej podrzędności Kościół katolicki i jego polityczne ramię PiS sprowadził połowę ludności naszego kraju: – „Dla której fałszywie pojmowana „tradycja” i „moralność” jest ważniejsza od tego, że codziennie jesteśmy gwałcone i zabijane. We własnych domach. W imię świętości nierozerwalnego małżeństwa. Która nie spocznie, póki nie zamieni naszego życia w ostateczne piekło. W bólu mamy żyć, rodzić i umierać. Dość tego!”. Czy ten maybach rozbije się o Strajk Kobiet i nie tylko o tę organizację – zależy od nas.

Taki oto kwiatek z tej samej beczki znalazłem na stronach pch24.pl (Polonia Christiana). Ks. prof. Edward Staniek 25 lutego w wygłoszonej homilii w kościele Sióstr Felicjanek pw. Niepokalanego Serca Najświętszej Maryi Panny w Krakowie przyznał się, że modli się o śmierć dla papieża Franciszka: – „Modlę się o mądrość dla papieża, o jego serce otwarte na działanie Ducha Świętego, a jeśli tego nie uczyni – modlę się o szybkie jego odejście do Domu Ojca. O szczęśliwą śmierć dla niego mogę zawsze prosić Boga, bo szczęśliwa śmierć to wielka łaska”.

Tacy to łaskawcy. Z zimną krwią są w stanie życzyć śmierci. Ckni się łaskawcom Święta Inkwizycja, jakieś łamanko kołem tudzież spławianie czarownic rzeką, zwłaszcza takich, które optują za kompromisem aborcyjnym.

Prawicowe nosy czują swąd porażki

Prawicowe nosy coraz częściej czują swąd porażki, a co za tym idzie utratę przywilejów, które im się nie należą z jednej prostej przyczyny – większość polityków i dziennikarzy nie dostało łaski talentu.

Strach ma wielkie oczy. Czują, że może skończyć się ich czas i zagarnięte trzeba będzie zwrócić, a samemu wrócić do parcianej rzeczywistości.

Szef wpływowego w PiS tygodnika „Sieci” i portalu wpolityce Jacek Karnowski odkrywa, iż „zaplecze III RP (medialne, biznesowe, lobbingowe)” zaczyna odzyskiwać wpływy, nie działają jednak sami, działają „częściowo w porozumieniu z elementami obozu władzy”.

Zdziwieni? A kim są ci zdrajcy, ten „element”? Nie padają wprost nazwiska, ale w następnych zdaniach pozornie nieoczywistych możemy się dowiedzieć, że „premier Morawiecki nie miał właściwie szansy, by zbudować swój wizerunek tak, jak chciał”.

Moglibyśmy z tego się uśmiać, ale to jednak znaczy, że tragiczna na zewnątrz sytuacja Polski pisowskiej ma być kontynuowana, a nawet pogłębiana, do czego ma się przysłużyć „skierowanie do pracy w KPRM dwójki PR-owców (Anny Plakwicz i Piotra Matczuka)”.

Pijarowcy Plakwicz i Matczuk to ten sam sort grafomanii, jak Karnowski. Zalecenia są jasne, Morawiecki „ma być mniej intelektualny, a bardziej konkretny”. Przyznam się, że uśmiałem przy stwierdzeniu, iż Morawiecki jest „intelektualny”.

Jednak Karnowskiemu drżą łydki: „Z punktu widzenia obozu rządzącego, dynamika wygląda więc niedobrze, mimo wciąż imponujących słupków poparcia, które – niezależnie od ich obiektywnej wysokości – mogą być mniej lub bardziej kruche, tłukliwe. I choć dziś procesy, o których piszę, nie zagrażają politycznej dominacji prawicy, to jednocześnie budują one potencjał, który może wielu gorzko zaskoczyć: i w czasie kampanii wyborczej, i w dniu wyborów”.

Nie tylko Karnowskiemu czarna przyszłość zagląda w oczy, na tym samym portalu Łukasz Adamski ma przeczucie, że prawicowa broń polityczna „zdrada” obraca się przeciw PiS: „Bo w przypadku, gdy „nasi stają się jak oni z tymi nagrodami” dochodzi element poczucia zdrady. To już wyższa forma emocji. Nie zapominajmy, że od upadku komunizmu prawica funkcjonuje dzięki mitologii zdrady. Zdrady przy Okrągłym Stole, zdrady przez Lecha Wałęsę, zdrady…. tutaj dopiszcie sobie dziesiątki nazwisk. Kara za „zdradę” na prawicy jest zawsze głęboka.”

Dopóki zdradą szermowało się w kierunku przeciwników politycznych i która mobilizowała elektorat, prawicowe elity były spokojne, ale o zdradę posądzony zostaje najnowszy wymysł geniusza z Nowogrodzkiej, premier Morawiecki. Po dwóch latach „rewolucyjnych” rządów PiS rozpoczęło się szukanie zdrajców we własnych szeregach. Szybko! Wróży zatem, że sami się pozagryzają i powróci normalność, acz po PiS długo trzeba będzie sprzątać.

Reklamy
Komentarze
  1. Mimo że to PIS-owiec, szczerze mówiąc nie spodziewaliśmy się wcześniej właśnie tego, że to co Morawiecki mówi, będzie tak nieudaczne i skandalizujące. Wydawałoby się, że osoba inteligentna, bankowiec – tymczasem to dyplomatyczny nieudacznik.

    Co do demokracji zaś, to oni to rozumieją jako coś pośredniego między demokracją pierwotną,a zasadą „winner takes all”. Większość ma rację, więc inni morda w kubeł i nie bulgotać oraz żadne zasady nas nie obowiązują.

  2. Costa Polaca pisze:

    A ską taki Morawiecki może to wiedzieć, co to znaczy „pracować ciężko”? Nigdy w butach tych co ciężko pracują nie był, więc pewne rzeczy mu się wydają.
    Co innego sołtyska. Ona coś może wiedzieć, postać żywcem z gumofilców wyjęta, więc ona po prostu kłamie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s