Biedroń (14.01.15)

 

Kopacz jak Thatcher? The Economist: Do tej pory nie miała żadnych osiągnięć, ma szansę się wykazać z starciu z górnikami

WB, 14.01.2015
Premier Ewa Kopacz na spotkaniu z przedstawicielami górników

Premier Ewa Kopacz na spotkaniu z przedstawicielami górników (Fot. Dawid Chalimoniuk / Agencja Gazeta)

„Przez pierwsze 100 dni Kopacz na stanowisku premiera nie miała żadnych większych osiągnięć. Zwycięstwo w walce z górnikami może dać premier konkretny atut podczas przygotowań do wyborów” – pisze dziś „The Economist”. Górnicy protestują przeciwko zamykaniu nierentownych kopalni Kompanii Węglowej.
W kilkunastu kopalniach Kompanii Węglowej trwa protest przeciwko rządowemu planowi naprawy dla tej spółki. Związkowcy zaostrzyli protest po nocnych negocjacjach z Ewą Kopacz.

Rządowy plan naprawczy dla KW zakłada sprzedaż nowej, zawiązanej przez Węglokoks spółce celowej 9 z 14 kopalń Kompanii. Z pozostałych jedną ma kupić Węglokoks (Piekary), a kolejne cztery mają być przekazane Spółce Restrukturyzacji Kopalń. Chodzi o Bobrek-Centrum, Sośnica-Makoszowy, Pokój i Brzeszcze.

Według związkowców oznacza to likwidację tych kopalń. Innego zdania jest premier Kopacz, która po nocnych rozmowach zapewniła, że rząd nie chce likwidować kopalń, lecz je restrukturyzować, wygaszając te części zakładów, które są trwale nierentowne.

„Protesty górników wywoływały lęk w polskich rządach, nieprzerwanie od czasów komunizmu. Teraz premier Kopacz musi zmierzyć się ze związkami zawodowymi podczas próby przeforsowania śmiałego programu naprawczego dla przemysłu” – czytamy w „The Economist”.

Górnicy jak arystokraci

Oceniono, że głównym problemem Kompanii Węglowej jest fakt, że kopalnie są głębokie i wydobycie węgla jest drogie. To sprawia, że KW nie jest konkurencyjna przy aktualnym spadku cen węgla. Ministerstwo Gospodarki szacuje, że spółka traci ponad 15 euro za każdą tonę węgla.

„Węgiel stanowi 90 proc. energii elektrycznej w Polsce, ale polscy odbiorcy coraz częściej decydują się na tańszy importowany – m.in. z Rosji – surowiec. W efekcie niesprzedany węgiel zalega na wielkich hałdach” – podaje tygodnik.

Stwierdza jednocześnie, że „negocjacje mogą przynieść korzyści Ewie Kopacz”. „Modelem jest oczywiście, powszechnie podziwiana w Polsce, Margaret Thatcher, która rozpoczęła wielki powrót do kapitalizmu od starcia z górnikami.

Choć górnicy są bardzo silni, jeden z czołowych polityków porównał ich do arystokracji – mają wiele przywilejów, w tym wczesną emeryturę, i wysokie wynagrodzenia. Dlatego właśnie nie cieszą się szerokim poparciem opinii publicznej” – czytamy dalej.

Na złość Balcerowiczowi

Magazyn jest zdania, że Donald Tusk porzucił górników, bo nie chciał politycznych kłopotów przed przeprowadzką do Brukseli. „Kopacz ma jednak możliwość potwierdzić swoje prorynkowe plany restrukturyzacji sektora górniczego, zamykając źle działające kopanie” – dodaje.

„Ta sytuacja mogłaby być prztyczkiem w nos Leszka Balcerowicza, który niedawno krytykował słabość polityki gospodarczej Platformy pod rządami Kopacz. Wspominał przy tym o stworzeniu nowej liberalnej partii i powrocie do polityki. Przez pierwsze 100 dni Kopacz na stanowisku premiera nie miała żadnych większych osiągnięć. Zwycięstwo w walce z górnikami może dać premier konkretny atut podczas przygotowań do wyborów” – czytamy w „The Economist”.

Zobacz także

TOK FM 

 

Zygmunt Miłoszewski podczas odbierania Paszportu „Polityki” (13.01.2015)

Embedded image permalink

Paszportów „Polityki”. Żakowski: Zapanowało zakłopotanie

Pisarz zawstydził polityków na gali Paszportów "Polityki". Żakowski: Zapanowało zakłopotanie
Pisarz zawstydził polityków na gali Paszportów „Polityki”. Żakowski: Zapanowało zakłopotanie Fot. Małgorzata Kujawka / Agencja Gazeta

Polityków obecnych na gali wręczenia Paszportów „Polityki” czekała niemiła niespodzianka. Odbierający nagrodę pisarz Zygmunt Miłoszewski stwierdził, że mają niezły tupet przychodząc na imprezę ludzi kultury. Na sali był m.in. prezydent Bronisław Komorowski. Zajście obserwował też redaktor Jacek Żakowski. Jak w mówi w „Bez autoryzacji”, nie wiadomo do końca, o co chodziło młodemu twórcy.

Panie Redaktorze, co autor miał na myśli?

Jacek Żakowski: To był chyba wyraz ogólnego krytycyzmu wobec klasy politycznej, ale dostrzegam też kilka innych tropów w kwestii interpretacji tych słów. Wszechobecność polityków jest dość specyficzną polską sytuacją. Trudno mi sobie wyobrazić na przykład amerykańskich polityków na rozdaniu Oskcrów.

Dlaczego?

Może dlatego, że u nas jest dość silna tradycja uświetniania takich wydarzeń, co wynika z trochę magicznego stosunku do władzy. A w wielu demokracjach politycy są bardziej traktowani jak funkcjonariusze, którzy mają swoją robotę do zrobienia. A u nas jest majestat Rzeczpospolitej, majestat prezydenta itd. Mam wrażenie, że to jest zjawisko jeszcze trochę feudalne. A społeczeństwo dość szybko się zmienia, zwłaszcza młode pokolenie, które reprezentuje Zygmunt Miłoszewski. Mają oni bardziej pragmatyczny, funkcjonalny stosunek do władzy politycznej.

Druga interpretacja tych słów to jednak poczucie dużej części świata kultury, że są słabo obecni w dyskursie politycznym. Kultura i sztuka nie istnieją w przemówieniach polskich polityków, w ich braku reakcji na ważne książki, które się ukazują, na ważne spektakle. Sztuka jest traktowana w świecie polityki jako paprotka, dekoracja, a nie jako ważny element życia publicznego, kompas czy mikroskop, a czasem teleskop. Mam wrażenie, że polscy politycy raczej traktują ją jako kwiatek do kożucha i decorum władzy. To oczywiście musi frustrować. Ktoś napisze bardzo ważną książkę i powinno być naturalne, że prezydent czy premier, liderzy partii politycznych się do niej ustosunkowują w debacie. Na przykład do ostatniej książki profesora Modzelewskiego, która powinna wywołać debatę wśród polityków, ale nie wywołuje.

W innych krajach jest inaczej?

W Stanach Zjednoczonych prezydent opowiada, o serialach, które go fascynują, o literaturze pięknej, intelektualnej, muzyce popularnej. Pokazuje, że kultura pełni funkcję nie tylko relaksacyjną, ale jest częścią naszej codzienności. U nas politycy pojawiają się na takich uroczystościach właśnie jako „na uroczystościach”, a nie na zgromadzeniach wyrażających wspólnotę kulturową. To jest wkurzające.

Co się działo na sali po słowach Miłoszewskiego?

To było takie efektowne, może nawet efekciarskie, więc oczywiście reakcja sali była spontaniczna. Ale wydaje mi się, że zapanowało również pewne zakłopotanie, bo artysta nie wyjaśnił, który z tych tropów jest właściwy. Jednym z nich jest też kwestia ekonomii, bo duża cześć twórców uważa, że kultura jest obciążona nadmiernymi podatkami, uzyskuje za małe wsparcie. Na sali powstała konfuzja, czy chodziło o pieniądze, czy o coś więcej, jak powiedziała Agnieszka Holland.

To było foux pas?

Taka deklaracja o charakterze politycznym mieści się jak najbardziej w konwencji takich wydarzeń. Ta wypowiedź była czytelna co do emocji, ale nieczytelna co do meritum.

Czy obecny na sali prezydent powinien się obrazić?

Polityk musi być strasznie głupi, aby się obrażać, a prezydent Komorowski taki nie jest. Natomiast na pewno warto pomyśleć, o co tu chodzi, dlaczego ludzie tak mówią. Polska wspólnota jest niezwykle płytka w debacie. Dotyczy rzeczy niezwykle wzniosłych i abstrakcyjnych jak patriotyzm, albo niezwykle płytkich, czy ktoś wziął pieniądze w delegacje. Nie ma próby opowiedzenia o rzeczywistości, a to robi sztuka. Literatura jest doskonałym źródłem wiedzy o świecie.

Czy prezydent zareagował w jakikolwiek sposób na książkę „Prześniona rewolucja”? Czy premier na to reagował? Czy dziennikarze w ogóle o to pytają? Było tyle wywiadów, a panią premier pyta się, czy ją bolą nogi od szpilek… A pytanie o kulturę i sztukę nie padło.

naTemat.pl

Janusz Lewandowski: Górnictwo – mamy odwagę to zrobić

Dominika Wielowieyska, 13.01.2015
Janusz Lewandowski, aktualnie europoseł i przewodniczący Rady Gospodarczej przy pani premier

Janusz Lewandowski, aktualnie europoseł i przewodniczący Rady Gospodarczej przy pani premier (Fot. Dominik Werner / Agencja Gazeta)

Wygaszanie chorej części katowickiej Kompanii Węglowej, by uzdrowić cały organizm Kompanii, jest niezbędne. Mamy za sobą doświadczenia premiera Jerzego Buzka i wicepremiera Janusza Steinhoffa – mówi Janusz Lewandowski
DOMINIKA WIELOWIEYSKA: Restrukturyzacja górnictwa w roku wyborczym to polityczne samobójstwo?JANUSZ LEWANDOWSKI: Nie, wyższa konieczność, zrozumiała dla wielu. Musimy się z tym zmierzyć, chociaż miałem nadzieję, że jako Rada nie będziemy zajmować się górnikami, lecz aspiracjami i potrzebami młodego pokolenia. Ale kryzys jest głęboki i trzeba zacząć od górnictwa. Przerabiałem już inną branżę ważną dla pokolenia „Solidarności”, czyli przemysł stoczniowy. Psychologicznie było to niezmiernie trudne, bo dotyczyło ludzi ze Stoczni Gdańskiej, którzy wywalczyli wolność, ale ta branża też wymagała całkowitej przemiany. Po latach, po wstrząsach i protestach, mamy najlepszą w Europie stocznię remontowo-budowlaną, a oprócz tego dziesiątki nowych specjalizacji na terenach stoczniowych, w tym produkcję jachtów – nowe, rentowne oblicze branży. Wierzę, że z górnictwem będzie tak samo, choć rzeczywiście są to procesy spóźnione, dlatego tak dramatyczne.Pytanie, czy nie będzie to gwóźdź do politycznej trumny PO, jeśli konflikt będzie trwał wiele miesięcy.– Dlatego trzeba się z tym uporać jak najszybciej. Jest to dowód odwagi rządu. Stawką jest kilkadziesiąt tysięcy miejsc pracy w Kompanii Węglowej i firmach z nią kooperujących.

A czy to nie jest skrajna nieodpowiedzialność, że Donald Tusk przez lata mamił górników, że kopalnie nie będą zamykane, a teraz rząd PO-PSL twierdzi, że to konieczność. Górnicy mają prawo czuć się oszukani.

– Może to nie było fortunne, ale wygaszanie chorej części, by uzdrowić cały organizm Kompanii Węglowej, jest niezbędne. Mamy za sobą doświadczenia premiera Jerzego Buzka i wicepremiera Janusza Steinhoffa, którzy przeprowadzili to przedsięwzięcie na szerszą skalę. Lepiej zaczęli niż my, bo najpierw ogłosili informację o odprawach i urlopach i górnicy za tym zagłosowali. Ale ten element jest także w naszym programie i trzeba to wyeksponować. To są unikalne przywileje w polskich warunkach.

PiS krytykuje plan restrukturyzacji, zapowiada, że co wy zamkniecie, to PiS tworzy.

– Taką mamy opozycję. Kandydat na prezydenta Andrzej Duda pozuje na tle kopalni, która jest nierentowna, i mami, że będzie po staremu. A nie będzie, tak jak on nie będzie prezydentem, robiąc kampanię na dramacie górników.

Tusk robił przed wyborami europejskimi to samo co Duda.

– A pani chce mnie chyba wykończyć. Donald Tusk mówił, że restrukturyzacja jest niezbędna. A to było jednoznaczne z cięciem kosztów Kompanii. Duda tego nie mówi, ale nie podejrzewam, by był tak oderwany od rzeczywistości, żeby nie rozumieć, jak bardzo cyniczne i szkodliwe jest takie politykowanie.

Związki zawodowe mówią, że nie przedstawiono im wcześniej tej propozycji, dowiedzieli się o niej z mediów.

– Związkowcy doskonale wiedzą, co należy zrobić, by Kompanię Węglową uratować. Zarząd spółki wielokrotnie im mówił o tragicznej sytuacji, ale woleli wyrzucić poprzedniego prezesa.

Porównań do Margaret Thatcher Ewa Kopacz chyba powinna unikać, bo tam po kopalniach została pustynia.

– Z perspektywy czasu widać, że likwidacja górnictwa była zasadna, ale podejście do przemysłu w Wielkiej Brytanii było zbyt doktrynalne. Szczególnie w czasie kryzysu 2008-13 widać było, że bardziej odporne na kryzys okazały się gospodarka niemiecka czy austriacka, które mniej były uzależnione od usług finansowych. Stąd moda w Unii Europejskiej na reindustrializację, czyli oparcie gospodarki na solidnych, rentownych strukturach przemysłowych. Zamiast redukować przemysł na rzecz usług, wraca hasło podniesienia udziału przemysłu w PKB Unii do 20 proc. To nieoczekiwany zwrot. Słuszny zresztą.

W jakim stopniu dotyczy to Polski?

– Polska jest w innej sytuacji, dziedzicząc przemysł po PRL, który był bardziej nastawiony za zaspokajanie potrzeb militarnych Związku Radzieckiego niż potrzeb konsumentów. My wciąż jesteśmy na etapie przywracania europejskich proporcji między rolnictwem, przemysłem i usługami.

Chcemy, żeby nasz przemysł był rentowny, i dlatego reformujemy górnictwo, ale jeśli będziemy kopalnie konsolidować z energetyką, to przerzucimy koszty działania kopalni na firmy energetyczne i ostatecznie za wszystko zapłaci odbiorca energii, który będzie drożej za nią płacił.

– Nie powinno się przerzucać kosztów na energetykę, bo ona też stoi przed wielkimi wyzwaniami. Daleko naszym krajowym czempionom do tej skali, która zapewni konkurencyjność na otwartym rynku, a to jest element Unii Energetycznej lansowanej przez Polskę. Zdrowa konsolidacja jest niezbędna i musi być oparta na rachunku ekonomicznym. Tauron – druga po PGE największa polska spółka energetyczna – ma swoje kopalnie i gospodaruje nimi racjonalnie.

Należało Kompanię restrukturyzować o wiele wcześniej, a nie doprowadzać ją na skraj przepaści. Można było ją reformować, gdy ceny węgla były wyższe.

– Zgoda. Ale co mam powiedzieć? Wtedy mieliśmy inne wyzwania gospodarcze, polityczne, wyborcze. Nie da się prowadzić kilku trudnych projektów naraz. Nie wierzę w to, że ceny surowców stworzą lepsze szanse dla polskiego górnictwa. Zarówno ropa, jak i gaz, a co za tym idzie, i węgiel, będą tanie. Z powodu nadpodaży, mniejszego ssania chińskiego rynku, odnawialnych źródeł energii itp. Nie wierzę, że można ratować górnictwo za pomocą eksportu, który zawalił się po roku 2008 z powodu niekonkurencyjności. Był moment 2011-12, kiedy można to było robić, ale dobra sytuacja uśpiła czujność.

Ale przecież politycy PO wiedzieli to wcześniej, gdy obłaskawiali górników. Sytuacja nie zmieniła się z dnia na dzień.– Nie mogę brać odpowiedzialności za to, co politycy mówili wcześniej.Dlaczego odpowiedzialności za górnictwo nie bierze wicepremier i minister gospodarki Janusz Piechociński? Przecież to jego działka.– Mamy koalicję i koalicja zdecydowała o powołaniu pełnomocnika, który zajmuje się restrukturyzacją.

A my jako Rada będziemy pomagać, recenzować, proponować poprawki.

Prywatyzacja wchodzi w grę?

– Taka perspektywa istnieje, ale nie będzie chętnych na kopalnię, w której do wydobycia tony węgla dopłaca się 66 zł.

Prezydent Bronisław Komorowski też się odezwał w sprawie górników i zauważył, że on założeń ustawy nie zna, a przecież dostanie ją do podpisania. Prezydent jest chyba niezadowolony, że nikt z nim tego planu restrukturyzacji nie konsultował.

– Działamy pod presją czasu i zagrożenia upadłością Kompanii Węglowej. Dlatego rząd nie zdążył z konsultacjami i ze związkami, i z samorządami, i z prezydentem, i także z hierarchią kościelną. Ale teraz intensywnie to nadrabia.

A co należy konsultować z hierarchią kościelną?

– Nie da się przeprowadzić restrukturyzacji na Śląsku bez dialogu z różnymi środowiskami, także z tymi, które sprawują rząd dusz. Znowu przywołuję dobre doświadczenie reform z czasów wicepremiera Janusza Steinhoffa. Lokalnie samorząd czy Kościół to ważni uczestnicy życia publicznego. Ich wszystkich trzeba mieć po swojej stronie, reformując w imię przyszłości branżę, która na Śląsku jest wielopokoleniową tradycją. W marcu 2015 powinny ujawnić się szanse związane z rozszerzeniem specjalnych stref ekonomicznych, co ułatwia pozyskanie inwestorów.

Rząd nie ma sprawnych negocjatorów, którzy potrafiliby rozmawiać ze związkowcami i komunikować się z opinią publiczną. Już jeden z wiceministrów powiedział górnikom, że „pajacują”. Macie duże szanse na przegraną w tym starciu.

– Przyznaję, że są błędy komunikacyjne, ale w końcu kompromis się wyłania. Media też mają dylemat: jak wyważyć racje tych, którzy chcą naprawiać gospodarkę, ryzykując protesty i racje protestujących. Pewnie rząd popełnia błędy, może nie wszystko się udaje. Jednak alternatywą jest PiS, który nic nie zrobi. Takie ryzyko reformatorskie jak na Śląsku zwykle podejmuje się na początku uzyskanego mandatu, a nie w przededniu wyborów. A tegoroczne wybory, zwłaszcza parlamentarne, mają olbrzymią wagę dla Polski. Mamy w tej chwili dobrą reputację w Europie i naprawdę duże możliwości ugrania pożytecznych dla nas rozwiązań. My tej Unii się nauczyliśmy, poznaliśmy receptę na skuteczność, a wyborcze wskazanie na eurosceptyczny PiS mogłoby te wypracowane pozycje zrujnować.

Czego się pan obawia, gdyby PiS przejął władzę?

– Obawiam się nadużycia służb specjalnych, uwiądu reformatorskiego w gospodarce, a na arenie międzynarodowej tego, co widzieliśmy w latach 2005-07. Z niewiedzy i braku kompetencji górę brała chęć wetowania, obrażania się na unijną rzeczywistość. Taki sygnał docierał do Brukseli i tam szykowano rewanż. Wizerunek ministrów PiS czy Samoobrony był fatalny; miałem wrażenie, że nasza ekipa w Parlamencie Europejskim stoi na polskiej bramce, neutralizując błędy. U nas na szczęście to trwało tylko dwa lata.

Ale popatrzmy, co zrobił Václav Klaus z Czechami, którzy długo byli pupilkami Unii, lubianymi, słuchanymi. A Klaus swoją polityką wyeliminował Czechy z procesu decyzyjnego. Orbán skutecznie z tego procesu wyeliminował Węgrów. Jeżeli PiS wróciłby do swojej starej polityki odwracania się tyłem do Unii, a w najlepszym wypadku bokiem, to spadamy z wysokiego konia, jako kraj specjalnej troski, dzieląc los Węgier i Czech.

A zazdrości pan Litwie tego, że właśnie weszła do strefy euro? My sami się wykluczamy z centrum decyzyjnego, pozostając poza strefą euro.

– Litwa jest w innej sytuacji niż my. Podjęła tę decyzję nie tylko z przyczyn płytkiego, małego rynku krajowego, ale nade wszystko dla zwiększenia bezpieczeństwa w obliczu agresywnej polityki Rosji. To ucieczka ze Wschodu na Zachód.

Dziś względy gospodarcze schodzą na plan dalszy. Polityka znów jest na pierwszym miejscu. Sytuacja na Ukrainie, polityczne konsekwencje degradacji gospodarczej Rosji. Do tego dochodzi terroryzm i niewiadome kryjące się w kalendarzu wyborczym, chodzi zwłaszcza o Grecję i Hiszpanię. Dzisiejsza grecka ekipa rządowa odzyskała zaufanie Europy, jest teraz na niezłym kursie gospodarczym, ale jeśli wygra skrajna lewica, może ten dorobek zaprzepaścić. Dlatego Niemcy wysyłają sygnały, że wypchnięcie Grecji ze strefy euro jest możliwym scenariuszem, co oznaczałoby poważny kryzys europejskiej integracji. Dodajmy antyeuropejskie nastroje w Wielkiej Brytanii oraz karierę skrajnej prawicy we Francji i w innych krajach. W Europie także pytają o wynik wyborów w Polsce postrzeganej jako oaza stabilności. Europa staje przed poważnymi zagrożeniami politycznymi, bo gospodarcze zostały w miarę opanowane.

Wyborcza.pl

Gnojenie Owsiaka a sprawa polska

Paweł Wroński, 13.01.2015
Jurek Owsiak

Jurek Owsiak (Fot. Marcin Onufryjuk / Agencja Gazeta)

W piekle jest jedna kadź, której diabli nie muszą pilnować, bo gdy tylko ktokolwiek z niej próbuje się wychylić, to zaraz inni sami wciągają go z powrotem. W tej kadzi siedzą skazani na męki piekielne Polacy.
Tę starą przypowieść przypomniałem sobie, gdy w studiu telewizyjnym w programie Tomasza Lisa zobaczyłem prawicowych publicystów, którzy zwykle gnoją Jerzego Owsiaka. Po co przyszli do TV? Po to, aby wytłumaczyć milionom Polaków, dlaczego gnoją Owsiaka. Och, serdecznie przepraszam za słowo „gnoją” – oni uważają, że stawiają istotne pytania dotyczące samego Owsiaka: jego prywatnych rozliczeń finansowych, jego przeszłości, ideologii, jaką lansuje, samochodu, jakim jeździ, i tego, czy wspiera chiński wywiad („Gazeta Polska Codziennie” to wykryła).
Zapewne Jerzy Owsiak ma wiele wad; jedną z nich jest to, że próbuje kraj, w którym Polak Polakowi Polakiem, uczynić trochę lepszym. Czy ci, co go opluwają, czynią świat lepszym i bardziej sprawiedliwym? Może stworzyli coś wielkiego? Zapewne przeciwne zdanie mają setki tysięcy chorych dzieci, których życie zostało uratowane za sprawą zakupionego nowoczesnego sprzętu medycznego.Hejt Jerzego Owsiaka i Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy z prawej strony sceny politycznej nie jest niczym nowym. To tylko element polskiego dialogu nienawiści wszystkich ze wszystkimi. W tym roku nabrał jednak wyjątkowej intensywności i stał się jakością nową. Po raz pierwszy od wielu lat ci, którzy siedzieli w swoich norkach i z okazji Orkiestry strzykali jadem, stali się pełnoprawnymi uczestnikami publicznego dyskursu. Co gorsza, modne staje się okazywanie publicznie wrogości wobec tej inicjatywy.Coraz więcej pierwszoplanowych polityków, jak na przykład Joachim Brudziński (PiS), deklarowało, że nie wrzuci pieniędzy do puszek. Przypomnę, że jeszcze kilka lat temu udział w WOŚP deklarował Jarosław Kaczyński. Choć nie po drodze było mu z Jerzym Owsiakiem, uważał udział w akcji zakupu sprzętu dla szpitali, pomocy dla chorych, za imperatyw moralny.Nastroje, niestety, zostały podgrzane za sprawą samego Owsiaka, który niepotrzebnie wyrzucił z konferencji prasowej dziennikarza prawicowej telewizji Republika. Ten akt uznano za zamach na wolność słowa, choć trzeba przyznać, że w przypadku red. Michała Rachonia granica między dziennikarstwem a polityką jest płynna. W przeszłości był on rzecznikiem różnych struktur PiS, a w czasie wizyty w Polsce Władimira Putina organizował happening, przebierając się za penisa.Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy to wspaniała inicjatywa, która na jeden dzień zmienia Polaków w aniołów. Tak wyjątkowa, że wydaje się, iż w Polsce coś takiego nie powinno się wydarzyć. Staje się jednak, chcąc czy nie chcąc, także barometrem społecznego nastroju. Z roku na rok, z edycji na edycję, widać, jak narasta wobec niej agresja i nienawiść. Ta sama agresja, zła wola, z coraz większym natężeniem ogarnia polskie życie publiczne.

Dekadencja

Magdalen Środa, 14.01.2015
Leszek Miller

Leszek Miller (Fot. Damian Kramski / Agencja Gazeta)

Leszek Miller nie tylko nie potrafi skończyć jak prawdziwy mężczyzna, ale także zmusza wszystkich do oglądania smutnego, dekadenckiego widowiska wieńczącego jego polityczną biografię. Chciałoby się powiedzieć: „Kończ waść, wstydu oszczędź”, ale chyba nie ma śmiałka w jego otoczeniu, który by to zrobił.
Wszyscy więc obserwują „samotność długodystansowca”, który czasem, niczym Pomysłowy Dobromir z kreskówek dla dzieci, wpada na „genialne” pomysły dające mu dwudniowy żywot w mediach. Niedawno był to sojusz z Kaczyńskim, dziś jest to szokujący (i tylko szokujący) kandydat na prezydenta – pani Ogórek, która notabene przedstawiana jest przez Millera i część prasy w rodzaju męskim, jako „kandydat”, „przedstawiciel”, „pracownik”, „historyk”. I zapewne tak pozostanie, bo „kandydat” w żadnej mierze feministką nie jest.Najważniejszą rolą pani Ogórek jest – jak mówi – „rola mamy”, a najważniejszym wzorcem kobiecej działaczki – Angelina Jolie, względnie Meryl Streep. O środowiskach i organizacjach kobiecych w Polsce nie wie absolutnie nic, choć wie, że zajmują się nie tym, co trzeba, czyli „kontrowersyjnymi ciążami”, krytykowaniem dr. Chazana (pani Ogórek jest zdeklarowaną katoliczką) czy parytetami, a nie – tak jak powinny – „torowaniem kobietom drogi do zarządów wielkich spółek” (tak pisała w „NaTemat” kilka miesięcy temu, dziś ten tekst został usunięty).Jeśli jej wiedza na temat środowisk lewicowych, których wsparcia ma ponoć szukać, jest równie wielka jak wiedza o działaniach Kongresu Kobiet i innych proegalitarnych organizacjach, to zapewne lepiej by było, gdyby wystartowała następnym razem. Ale brak wiedzy, brak konsultacji, brak politycznych afiliacji nie jest żadną przeszkodą. Partia zainwestuje w wizerunek kandydata wystarczająco dużo, by osiągnął sukces w następnych, parlamentarnych wyborach. I to właśnie nazywa się polityczną karierą, której model stworzyli mężczyźni.Nie dziwię się jednak pani Ogórek, że poszła tą drogą. Uległa pokusie, wybrała polityczną przygodę, a zarazem dobre narzędzie do zdobycia doświadczenia i rozpoznawalności niezbędnych do wygranej w wyborach parlamentarnych. W końcu kandydat PiS – Duda – nie jest dużo lepszy. Jeśli on może startować, jeśli startować może taki szkodnik jak Korwin-Mikke, to dlaczego nie debiutantka Ogórek?W końcu nikt prócz prezydenta Komorowskiego nie traktuje tych wyborów poważnie. To tylko prywatny lans i polityczna walka o wzmocnienie partii. „Naród”, „dobro wspólne”, „godność prezydentury” – nie mają tu absolutnie żadnego znaczenia.Mój naiwny żal spowodowany jest dwiema przyczynami. Pierwsza to świadomość ciągłej degradacji politycznych standardów. Polityka otwarcie staje się cyniczną grą, w której liczy się, jak ograć przeciwnika i zaistnieć w mediach (bo nawet nie w historii). Druga to naiwna wiara w to, że kobiety w polityce powinny być inne, bardziej odpowiedzialne, mniej cyniczne, bardziej niezależne i wystarczająco odważne, by móc iść swoją drogą, a nie działać pod dyktando jakiegoś pana i realizować jego pomysły. Nie wszystkie widać jeszcze to potrafią.

wyborcza.pl

Tabloid „GPC” wchodzi do łóżka prezydenta Słupska i ujawnia: „Obsceniczne praktyki partnera Biedronia”

Tabloid "GPC" wchodzi do łóżka prezydenta Słupska i ujawnia: "Obsceniczne praktyki partnera Biedronia"
Tabloid „GPC” wchodzi do łóżka prezydenta Słupska i ujawnia: „Obsceniczne praktyki partnera Biedronia” Fot. Jacek Marczewski / Agencja Gazeta

Dziennikarze śledczy „Gazety Polskiej Codziennie” postanowili zbadać zwyczaje seksualne partnera Roberta Biedronia. Donoszą oni, że Krzysztof Śmiszek „występujący w roli chłopaka Biedronia” posiada profil w niemieckim serwisie oferującym usługi seksualne. – To jednak jest dno – stwierdziła blogerka Kataryna, krytykująca publikację.

– Poważne dziennikarstwo śledcze. Czy w grę wchodzą jakieś bardziej zaawansowane techniki operacyjne? – pytał na Twitterze politolog Olgierd Annusewicz. – Niczego nie potwierdzili, ale to im nie przeszkadza grzebać w cudzych gaciach – szydziły z dziennikarzy „Gazety Polskiej Codziennie” kolejne osoby. A to wszystko przez artykuł, którego autorzy postanowili przyjrzeć się prywatnemu życiu partnera prezydenta Słupska.

W serwisie niezalezna.pl czytamy, że „Związek Biedronia i Śmiszka tofikcja” (pisownia oryginalna). – Zarówno jeden, jak i drugi regularnie zapraszają chłopców do domu bądź hotelu sejmowego. Ostatnio w marcu widziałem Śmiszka w klubie Cherry weWrocławiu. Był z nowym chłopakiem (pisownia oryginalna) – donosi ogólnopolski dziennik o profilu społeczno-politycznym.

Dziennikarze wraz ze swoim informatorem wyjaśniają, że środowisko ludzi o preferencjach homoseksualnych, którzy w internecie oferują swoje ciało innym, to bardzo zamknięte grono. Mimo to, udało im się zalogować na stronę Gayromeo.com. I choć nie potrafili potwierdzić informacji, że znaleziony tam przez nich profil „wawaevil” należy do Krzysztof Śmiszka, informują o opisanych tam preferencjach seksualnych użytkownika serwisu.

„OBSCENICZNE PRAKTYKI PARTNERA BIEDRONIA”
Fragment artykułu w serwisie niezalezna.pl

I tak użytkownik serwisu szukający partnera seksualnego może dowiedzieć się, że stosuje „tylko lekkie SM” (SM od sado-maso). Mimo kolejnych szczegółów dotyczących poszukiwanych kontaktów seksualnych, takich jak np. przedział wiekowy pomiędzy 18. i 36. rokiem życia, „wawaevil” na ukrytym profilu nie chwali się byciem w związku. Czytaj więcej

Jeżeli ktoś pragnie dowiedzieć się więcej na temat rzekomych preferencji seksualnych partnera prezydenta Słupska, musi przeczytać cały artykuł, dostępny wyłącznie w „Gazecie Polskiej Codziennie”.

Źródło: niezalezna.pl

naTemat.pl

Premier: Oferujemy górnikom uczciwe warunki – nie mówimy: oddajcie przywileje, deputaty węglowe

Anna Siek, 14.01.2015
Ewa Kopacz

Ewa Kopacz (Fot. Przemek Wierzchowski / Agencja Gazeta)

„Nam chodzi przede wszystkim o to, by nie stracili pracy ci, którzy pracują pod ziemią. Przedstawiamy naprawdę uczciwą ofertę” – mówi premier w rozmowie z „Polityką”. Ewa Kopacz zapewnia, że nie wycofa się z planu reformy KW, bo rządzi, „by podejmować także trudne decyzje, nawet w roku wyborczym”. Szefowa rządu krytykuje kandydata PiS na prezydenta za „podburzanie ludzi”. „Moim głównym celem jest zatrzymanie PiS w drodze do władzy” – deklaruje.
Premier Ewa Kopacz zapowiada, że mimo górniczych protestów nie wycofa się z planu restrukturyzacji Kompanii Węglowej. Jak sama mówi, rządowy program nie jest planem naprawy sytuacji w największej spółce węglowej, tylko „programem ochrony miejsc pracy”. Obecnie protest trwa w 12 kopalniach należących do KW.”Nam chodzi przede wszystkim o to, aby nie stracili pracy ci, którzy pracują pod ziemią. Tak właśnie cały program, łącznie z systemem odpraw i urlopów górniczych, jest konstruowany. Przedstawiamy naprawdę rozsądną i uczciwą ofertę” – przekonuje Ewa Kopacz w rozmowie z tygodnikiem „Polityka”.

Jak podkreśla szefowa rządu, autorzy programu najwięcej uwagi poświęcili górnikom dołowym zatrudnionym w Kompanii Węglowej. Zgodnie z założeniami ma ich być tylko ok. 400 w grupie 5 200 osób, które mogą stracić pracę.

„Nie mówimy: oddajcie nam przywileje, oddajcie nam deputaty węglowe, które są ogromnym obciążeniem, nie mówimy: obniżymy wam pensje. W moim przekonaniu oferujemy uczciwe, niektórzy nawet mówią: aksamitne warunki, co nie znaczy, że nie będziemy rozmawiać o innych sprawach. Chcę pilnować jednego, żeby każdy, kto pracował pod ziemią, zachował status górnika, nawet jeśli już jego kopalni nie będzie czy on sam znajdzie się na urlopie, jaki teraz proponujemy” – powiedział premier w rozmowie z „Polityką”.

Nie da się uciec od zmian

Ewa Kopacz przekonuje, że sytuacja w KW jest tak zła, że nie można było dłużej czekać. Zmiany muszą być wprowadzone. Nawet mimo protestów. I nie mają na to wpływu interesy polityczne samej Platformy Obywatelskiej.

 

„Jestem przekonana, że partia podziela moje stanowisko. Rządzimy po to, by podejmować także trudne decyzje, nawet w roku wyborczym. Zresztą jeśli tysiące górników nie będą dostawać pensji, bo kopalnie zbankrutują, to wybory wygramy? W to nie wierzę” – uważa szefowa rządu.

Tylko PO

Premier jest przekonana, że PO ma najlepszą ofertę dla wyborców – i dla Polski. Bo, jak oceniła, jest jedynym ugrupowaniem, które może zagwarantować, że „dystans między nami a Zachodem szybko się zmniejszał”. – Abyśmy czuli się silni i bezpieczni. Platforma gwarantuje też spokój między innymi przez racjonalne działanie, czego w żadnym przypadku nie daje PiS. Dlatego, choć cały czas staram się obniżyć stan emocjonalnego napięcia, by przeciwdziałać podziałom opartym na wrogości, to moim głównym celem jest zatrzymanie PiS w drodze do władzy” – deklaruje Ewa Kopacz.

Przewodnicząca PO zapowiedziała, że jej „priorytetem jest ratyfikacja konwencji przeciwko przemocy”. Dokument do tej pory napotykał w Sejmie na same przeszkody. Głosowanie nad ratyfikacją było już wielokrotnie przesuwane.

Co może opozycja?

Prawo i Sprawiedliwość w ostatnich dniach „podpadło” pani premier ostrą krytyką rządowego programu dla Kompanii Węglowej. Jak stwierdziła szefowa rządu w rozmowie z „Polityką”, opozycja ma prawo do krytyki, ale nie powinna „fałszować rzeczywistości”. Szczególnie dostało się kandydatowi partii na prezydenta – europosłowi Andrzejowi Dudzie.

„Uważam, że zwłaszcza osoba kandydująca na najwyższy urząd w państwie nie powinna stawać przed kopalnią i podburzać ludzi. Okazuje się jednak, że nawet w tak ważnej dla obywateli sprawie nie możemy działać wspólnie, wzbić się ponad polityczne interesy” – mówiła Ewa Kopacz.

Zobacz także

TOK FM

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: