JKM (08.01.15)

 

Drogocenne plemniki Janusza Korwin-Mikkego [CZUCHNOWSKIEMU ŻAL WYBORCÓW JKM]

Wojciech Czuchnowski, 08.01.2015
Janusz Korwin-Mikke

Janusz Korwin-Mikke (Fot. Tomasz Stańczak / Agencja Gazeta)

Jak podaje część mediów, jedną z przyczyn niedawnego usunięcia Janusza Korwin-Mikkego z funkcji prezesa Kongresu Nowej Prawicy ma być „skandal obyczajowy” polegający na tym, że konserwatywny polityk ma dwoje nieślubnych dzieci.
Mają dwa i cztery lata i nie pochodzą z jego wieloletniego związku z Małgorzatą Szmit, małżonką, a zarazem partnerką w biznesie oraz w redagowaniu tygodnika „Najwyższy Czas!”. Z panią Małgorzatą europoseł ma troje potomków, wcześniej zaś w poprzednim małżeństwie też począł trójkę dzieci. Łącznie więc dzieci jest ośmioro, z czego szóstka jest już dorosła. Niektóre wspierają jego działalność polityczną, zarabiając przy okazji na obsłudze kampanii wyborczych.

Jeśli faktycznie powodem pozbycia się Korwina z funkcji lidera KNP są obyczajowe zawirowania w prywatnym życiu 72-latka, to znaczy, że nawet najbliżsi współpracownicy nie znają głoszonych przez niego od lat osobliwych poglądów na małżeństwo i wychowanie dzieci. Podał je już na początku lat 90. w książce pt. „Vademecum ojca”.

Udziela w niej innym mężczyznom życiowych rad. Pisze więc np., że w małżeństwie dopuszczalny jest gwałt („Wśród prawników są spory, czy zgwałcenie własnej żony jest karalne. Po męsku trzeba. Przecież tego ona od Pana w gruncie rzeczy oczekuje!”) i bicie żony („Klaps zaaplikowany żonie przy dzieciach nie jest wielkim błędem”), a dzieci należy czasem „porządnie sprać, by słuchały rozkazów”.

Osobny rozdział książki zajmuje problem zdrady małżeńskiej. Korwin-Mikke wiernie zastosował się do wyłożonych tam myśli. Można je streścić krótko: mężczyzna zdradzać żonę może, a nawet powinien. Natomiast ciężkim naruszeniem zasad jest zdrada ze strony kobiety: „Gdy ja zdradzę żonę, to jakbym ze swej sutereny splunął na ulicę – nieładnie, ale przestępstwo niewielkie. Gdy natomiast mnie zdradza żona, to jakby ktoś z ulicy splunął do mojej sutereny” – poucza Korwin.

Inne złote myśli konserwatysty: „Rozsądna kobieta będzie wolała zostać jedną z siedmiu żon odpowiedzialnego, mądrego i silnego mężczyzny niż jedyną żoną łachmyty”.

„Podstawową różnicą między męską a kobiecą niewiernością jest to, że jeśli Pan zdradzi żonę, to potomstwo z ubocznego związku będzie miało jednoznacznego ojca i matkę, a gdy zacznie Pana zdradzać żona, nigdy nie będzie miał Pan pewności, czy dziecko jest Pańskie”.

„Natura obdarzyła kobietę znaczną zdolnością adaptacyjną: potrafi ona znakomicie dopasować się do środowiska męża. Kilku kochanków powoduje rozbicie jej osobowości, co u mężczyzn występuje w znacznie mniejszym stopniu”.

„Plemniki, wnikając w ciało kobiety, ułatwiają adaptację do genetycznego charakteru partnera”.

„Wierność kobiet jest bardzo ważnym czynnikiem cywilizacyjnym. Niewierności żony tolerować Pan nie może”.

„Plemników jest za dużo i byłoby to marnowaniem drogocennego materiału, gdyby nie wykonywały one funkcji ubocznej”.

Uff…, swoich szowinistycznych i pseudonaukowych poglądów Korwin-Mikke nigdy nie krył. Głosi je od lat i jak widać, konsekwentnie wciela w życie. Czego jak czego, ale swoich plemników nie marnuje. Jego wyborcy – z czego 28 proc. to ludzie młodzi – zmarnowali natomiast swoje głosy. Dzisiaj na oburzanie się jest z późno. Trzeba było wcześniej trochę poczytać.

Zobacz także

wyborcza.pl

Brudziński: terroryzm może zapukać do naszych drzwi

08.01.2015

Brudziński: terroryzm może zapukać do naszych drzwi

Foto: tvn24 | Video: tvn24Joachim Brudziński w „Jeden na jeden”

Polska, w ramach sojuszy w NATO i UE powinna działać na rzecz wspólnego bezpieczeństwa. Terroryzm prędzej czy później zapuka do naszych drzwi – powiedział w „Jeden na jeden” Joachim Brudziński z PiS, odnosząc się do środowego ataku na redakcję francuskiego pisma satyrycznego „Charlie Hebdo”. Zginęło w nim 12 osób.

Joachim Brudziński podkreślił, że w cywilizowanym świecie nie może być zgody na akceptację barbarzyństwa, jakie miało miejsce we Francji.

– To czas, kiedy ludzie w Polsce i całej Europie powinni wyrazić przede wszystkim współczucie – powiedział Brudziński.

W jego opinii, to także „dobry czas, aby pojawiła się refleksja, czy naiwna polityka stosowana w ostatnich latach w Europie Zachodniej, sprowadzająca się do projektu wielokulturowości, będzie przynosiła tego typu owoce”, jak we Francji.

– Oby postawy szowinistyczne islamskich ekstremistów, absolutnie nieakceptowane w cywilizowanym świecie, nie spowodowały fali ekstremizmu – stwierdził polityk PiS.

Brudziński był też pytany o słowa szefa MSZ Grzegorza Schetyny, który stwierdził, że Polska chce udzielić większego niż dotychczas wsparcia koalicji walczącej z dżihadystami Państwa Islamskiego. Po rozmowach z amerykańskim sekretarzem stanu Johnem Kerrym, szef polskiej dyplomacji powiedział, że konkretne decyzje zostaną ogłoszone w lutym.

– Liczę, że ramach naszego członkostwa w NATO i UE, będzie się przede wszystkim kierować interesem i bezpieczeństwem własnego państwa i obywateli, a to czasami musi skutkować tym, że będziemy ponosić współodpowiedzialność za nasze wspólne bezpieczeństwo – powiedział Brudziński.

– Terroryzm nie jest skierowany tylko i wyłącznie do poszczególnych państw  i prędzej czy później, oby nigdy, zapuka do naszych drzwi. Musimy być przygotowani – dodał.

Atak na redakcję

W środę w ataku na redakcję francuskiego pisma satyrycznego „Charlie Hebdo” zginęło 12 osób, w tym czołowi rysownicy gazety.

Zidentyfikowano, ale nie ujęto domniemanych sprawców. Bracia Said i Charif Kouachio to mężczyźni w wieku 32 i 34 lat. Są obywatelami Francji.

Trzeci podejrzany – Mourad Hamyd – miał się, według mediów, oddać w ręce policji.

 

TVN24.pl

Sondaż dla „Rzeczpospolitej”: dominacja PO

Ko­lej­ny ty­dzień z rzędu w ba­da­niu IBRIS dla „Rzecz­po­spo­li­tej” Plat­for­ma Oby­wa­tel­ska utrzy­mu­je 5-punk­to­wą prze­wa­gę nad PiS. Nadal kiep­ską po­zy­cję zaj­mu­je SLD.

08.01.2015
Premier Ewa Kopacz

Foto: PAPPremier Ewa Kopacz

Z prze­pro­wa­dzo­ne­go 2 i 3 stycz­nia te­le­fo­nicz­ne­go son­da­żu wy­ni­ka, że gdyby wy­bo­ry od­by­ły się w ostat­nią nie­dzie­lę, do urn chcia­ło­by iść 51 proc. spo­śród 1100 ba­da­nych. We­dług ich wska­zań w Sej­mie by­ło­by pięć ugru­po­wań.

Naj­więk­szym po­par­ciem cie­szy się PO, na którą chce gło­so­wać 35 proc. an­kie­to­wa­nych (O 1 pkt. proc. wię­cej niż w po­ło­wie grud­nia). 30-pro­cen­to­we po­par­cie ma PiS. Ta par­tia zy­ska­ła od po­przed­nie­go ba­da­nia naj­wię­cej, bo 2 pkt. proc., ale od rzą­dzą­cych wciąż dzie­li ją 5 pkt. proc.

7-proc. an­kie­to­wa­nych, to zwo­len­ni­cy PSL, a po 6 proc. po­par­cia mają Nowa Pra­wi­ca Ja­nu­sza Kor­win-Mik­ke­go i SLD. Dla le­wi­cy jest to nie­znacz­ne (o 1 pkt. proc.) od­bi­cie od hi­sto­rycz­ne­go dna, osią­gnię­te­go przed dwoma ty­go­dnia­mi.

Sondaż dla „Rzeczpospolitej”
Badanie IBRIS dla „Rzeczpospolitej”POPiSPSLSLDKNP3566730

Partia Poparcie
PO 35
PiS 30
PSL 7
SLD 6
KNP 6

(mb)

100 dni Ewy Kopacz z przymrużeniem oka

Onet.pl

Sondaż: Jak Polacy oceniają 100 dni rządu Ewy Kopacz?

Norbert Maliszewski ekspert (dr hab., Uniwersytet Warszawski) zajmujący się zachowaniami politycznymi

Jak oce­niasz 100 dni dzia­łal­no­ści rządu pre­mier Ewy Ko­pacz? Takie py­ta­nie za­da­no w pa­ne­lu ba­daw­czym ARIAD­NA, na pró­bie n=1037 osób. Prze­wa­ga do­brych i do­sta­tecz­nych ocen ozna­cza, że po­mi­mo obaw zwią­za­nych z nie­spo­dzie­wa­ną zmia­ną wła­dzy, rząd pre­mier Ewy Ko­pacz gwa­ran­tu­je w oczach ponad po­ło­wy Po­la­ków „małą sta­bi­li­za­cję”. Ob­cią­że­niem tej „stud­niów­ki” jest nie­wiel­ka licz­ba do­ko­nań, a także ostat­nie, licz­ne błędy.

Jak oceniasz 100 dni działalności rządu premier Ewy Kopacz?, fot. www.tajnikipolityki.pl

Jak oceniasz 100 dni działalności rządu premier Ewy Kopacz?, fot. http://www.tajnikipolityki.pl

Naj­czę­ściej ba­da­ni wy­sta­wia­li ocenę dobrą 30,7 proc. lub do­sta­tecz­ną 26,6 proc. Oceny są jed­nak spo­la­ry­zo­wa­ne i jest duża grupa ba­da­nych, któ­rzy ne­ga­tyw­nie po­strze­ga­ją ową stud­niów­kę. Mier­ną ocenę wy­stwia 18,8 proc, a je­dyn­kę 18,4 proc. Bar­dzo dobre oceny na­le­żą do rzad­ko­ści 4,7 proc.

Po wy­bo­rze Do­nal­da Tuska na prze­wod­ni­czą­ce­go Rady Eu­ro­pej­skiej, więk­szość ko­men­ta­to­rów spo­dzie­wa­ło się, iż wciąż bę­dzie rzą­dził on w Pol­sce z tzw. „tyl­ne­go sie­dze­nia”. Przy­wódz­two pre­mier Ewy Ko­pacz miało być słabe. Ocze­ki­wa­no, że opo­nen­ci Ewy Ko­pacz, szyb­ko przej­mą wła­dzę w Plat­for­mie. Te­stem były wy­bo­ry sa­mo­rzą­do­we. Pod wodzą Ewy Ko­pacz, PO utrzy­ma­ła wła­dzę, gdyż współ­rzą­dzi w 15 wo­je­wódz­twach, a także od­nio­sła suk­ce­sy w wielu naj­więk­szych mia­stach Pol­ski, m.​in. War­sza­wie, Po­zna­niu, Wro­cła­wiu. Co wię­cej, ba­da­nia wi­ze­run­ko­we po­ka­zu­ją bar­dzo dobre oceny za­rów­no samej pre­mier, jak i rządu Plat­for­my.

PO, jak i sam rząd pod wodzą Ewy Ko­pacz w cza­sie tej stud­niów­ki obie­cy­wał „małą sta­bi­li­za­cję”. To po­czu­cie bez­pie­czeń­stwa, dobre ad­mi­ni­stro­wa­nie pań­stwem, bez am­bit­nych wy­zwań. Te oceny dobre i do­sta­tecz­ne są tego wy­ra­zem. Plat­for­ma zy­sku­je prze­ko­nu­jąc do sie­bie wy­bor­ców sze­ro­kie­go cen­trum, osób o umiar­ko­wa­nych po­glą­dach.  Siłą rządu Plat­for­my Oby­wa­tel­skiej, da­ją­cą suk­ce­sy w ko­lej­nych wy­bo­rach (2011 i 2014), jest kom­pe­ten­cja jej po­li­ty­ków na czas kry­zy­su go­spo­dar­cze­go (40 proc. wska­zań)  i bez­pie­czeń­stwa (42 proc.;  w szcze­gól­no­ści kry­zy­su na Ukra­inie – 39 proc.).

Wizerunek wybranych partii, fot. www.tajnikipolityki.pl

Wizerunek wybranych partii, fot. http://www.tajnikipolityki.pl

Pre­mier Ewa Ko­pacz pod­czas tych stu dni zy­ska­la sobie naj­lep­szą ocenę spo­śród wszyst­kich li­de­rów par­tyj­nych. W gru­dnio­wym ba­da­niu uzy­ska­ła naj­wyż­szy od­se­tek wska­zań w je­de­na­stu spo­śród dwu­na­stu ka­te­go­rii. Była do­brze po­strze­ga­na zwłasz­cza pod wzglę­dem wzbu­dza­nia za­ufa­nia, uczci­wo­ści, ro­zu­mie­nia po­trzeb prze­cięt­nych Po­la­ków oraz lu­bie­nia. Tylko w jed­nym ob­sza­rze – pa­trio­ty­zmu – więk­szy od­se­tek re­spon­den­tów wska­zy­wał Ja­ro­sła­wa Ka­czyń­skie­go (41 proc. na pre­ze­sa PiS; 35 proc. na Ewę Ko­pacz).

Wizerunek polityków, fot. www.tajnikipolityki.pl

Wizerunek polityków, fot. http://www.tajnikipolityki.pl

Pre­mier Ewa Ko­pacz uzy­ska­ła dobre re­zul­ta­ty w dwóch gru­dnio­wych ba­da­niach, po­mi­mo ostat­nio po­peł­nio­nych przez sie­bie licz­nych błę­dów. Pierw­szym była zła stra­te­gia przed wy­bo­ra­mi sa­mo­rzą­do­wy­mi (bu­do­wa wła­sne­go wi­ze­run­ku, za­miast mo­bi­li­za­cji elek­to­ra­tu PO). Dru­gim od­da­nie ini­cja­ty­wy po wy­bo­rach Ja­ro­sła­wo­wi Ka­czyń­skie­mu. Trze­cim zbyt mały dy­stans wobec pro­ble­mów Ra­do­sła­wa Si­kor­skie­go. Czwar­tym, sesja w ty­go­dni­ku, z re­tu­szem i lo­ko­wa­niem pro­duk­tów, która roz­po­czę­ła dys­ku­sję o kry­zy­sie pre­mier. Pią­tym zaś no­mi­na­cje peł­no­moc­ni­czek pre­mier (dla Ur­szu­li Au­gu­styn, Beaty Ma­łec­kiej-Li­be­ry), które może są kom­pe­tent­ny­mi po­li­ty­ka­mi, ale nie wia­do­mo do końca, jaką rolę peł­nią w od­nie­sie­niu do kon­sty­tu­cyj­nych mi­ni­strów. Są po­strze­ga­ne jako „przy­ja­ciół­ki Ewy Ko­pacz”; po­nad­to, to po­mysł na do­dat­ko­wą kon­tro­lę dzia­ła­nia re­sor­tów, co świad­czy o sła­bo­ści pre­mier i cha­osie kom­pe­ten­cyj­nym.

Ne­ga­tyw­ny wpływ na oceny rządu Ewy Ko­pacz miał też ostat­ni spór z le­ka­rza­mi. Wpraw­dzie pożar zo­stał uga­szo­ny, mi­ni­ster Ar­łu­ko­wicz po­ro­zu­miał się z Po­ro­zu­mie­niem Zie­lo­no­gór­skim, ale zo­sta­ły zglisz­cza – odium ne­ga­tyw­nych emo­cji spa­dło na rząd. Twar­de ne­go­cja­cje po­zy­cyj­ne nie uła­twia­ją współ­pra­cy w przy­szło­ści. Przed pre­mier Ewą Ko­pacz cze­ka­ją zaś nowe prze­pra­wy, mię­dzy in­ny­mi z gór­ni­ka­mi (re­stuk­tu­ry­za­cja w Kom­pa­nii Wę­glo­wej, za­mknię­cie 4 ko­palń, pro­gram za 2,3 mld).

Mi­nu­sem tej stud­niów­ki jest też nie­wiel­ka licz­ba do­ko­nań. Trud­no jed­nak ocze­ki­wać re­wo­lu­cji w ciągu stu dni Ewy, bio­rąc pod uwagę nie­ocze­ki­wa­ny cha­rak­ter zmia­ny wła­dzy (jeśli od­by­wa się w wy­ni­ku wy­bo­rów, to na ogół przy­wód­ca ma pe­wien ich plan, który za­czy­na wpro­wadzć). To w sierp­niu jesz­cze pre­mier Tusk obie­cał  tzw. kieł­ba­ski wy­bor­cze na rok wy­bor­czy (a trud­no o wię­cej, gdyż nie wy­trzy­ma tego bu­dżet): m.​in. ulgi dla du­żych ro­dzin, ko­rzyst­niej­szę wa­lo­ry­za­cję eme­ry­tur. Pre­mier Ewa Ko­pacz zaś te obiet­ni­ce zre­ali­zo­wa­ła. W 2015 roku  pre­mier Ewie Ko­pacz po­zo­sta­je sku­tecz­ne ad­mi­ni­stro­wa­nie pań­stwem, zmia­ny kon­kret­nych uciąż­li­wo­ści dla wy­bor­ców (np. usu­nię­cie śmie­cio­we­go je­dze­nia, dar­mo­wy pod­ręcz­nik dla dru­giej klasy), ga­sze­nie po­ża­rów i bu­do­wa­nie pro­jek­tów na przy­szłość (np. nowa or­dy­na­cja po­dat­ko­wa).

Pod­su­mo­wa­nie. Po do­brym stra­cie (expo­se było oce­nia­ne na mocną czwór­kę), sku­tecz­nym prze­ję­ciu wła­dzy i re­ali­za­cji obiet­nic (te były wy­gło­szo­ne przez Do­nal­da Tuska, stąd brak po­czu­cia za­słu­gi pre­mier) po­ja­wia­ją się wy­mier­ne pro­ble­my (np. spór z Po­ro­zu­mie­niem Zie­lo­no­gór­skim), które za­wa­ży­ły na dość prze­cięt­nych oce­nach tych 100 dni rządu Ewy Ko­pacz. Jeśli te sto dni mia­ły­by być pod­sta­wą do pro­gno­zo­wa­nia, jaki bę­dzie rok rzą­dów Ewy Ko­pacz, to ra­czej do­brej ad­mi­ni­stra­cji, „małej sta­bi­li­za­cji”, prze­ry­wa­ny ga­sze­niem spo­łecz­nych po­ża­rów (teraz spór z le­ka­rza­mi, w przy­szło­ści gór­ni­ka­mi). Część wy­bor­ców to sa­tys­fak­cjo­nu­je, inni zaś ocze­ku­ją no­we­go otwar­cia, zmian (mimo, iż nie sprzy­ja temu ka­len­darz po­li­tycz­ny) i w tej sy­tu­acji będą wy­sta­wiać oceny nie­do­sta­tecz­ne.

Ba­da­nie zre­ali­zo­wa­ła firma Ogól­no­pol­ski panel ba­daw­czy ARIAD­NA w dniach 02-05 stycz­nia 2015 roku w ra­mach in­ter­ne­to­we­go pa­ne­lu ba­daw­cze­go ARIAD­NA na pró­bie n=1037 osób w wieku 18+ lat. Próba lo­so­wo-kwo­to­wa. Kwoty do­bra­ne wg re­pre­zen­ta­cji w po­pu­la­cji Po­la­ków w wieku 18 lat i wię­cej dla płci, wieku, wy­kształ­ce­niai wiel­ko­ści miej­sco­wo­ści za­miesz­ka­nia.

Onet.pl

Setka górników strajkuje pod ziemią w kopalni Brzeszcze

pil, pap, 08.01.2015
Kopalnia

Kopalnia „Brzeszcze” (FOT. ANNA LEWANSKA/AG)

Popołudniem rozpoczął się strajk w kopalni Brzeszcze – jednej z kopalń należących do Kompanii Węglowej, która ma zostać wygaszona, co potwierdzone zostało w środę na konferencji prasowej rządu. Górnicy prowadzą strajk pod ziemią – liczba protestujących ma się zwiększać z każdą zmianą.
Po południu na powierzchnię kopalni Brzeszcze k. Oświęcimia nie wyjechało blisko 40 górników. Tak rozpoczął się strajk, do którego sukcesywnie dołączać mają inni górnicy. Wedle przewodniczącego „Solidarności” z kopalni Brzeszcze Stanisława Kłysia protest nie był wcześniej planowany, ma być efektem ogłoszenia, że kopalnia Brzeszcze ma być likwidowana. Zdaniem związkowców analizy ekonomiczne pokazują, że kopania ma szansę na powodzenie ekonomiczne. Stąd protest. Kopalnia Brzeszcze istniejąca od 1907 r. zatrudnia obecnie ok. 3 tys. osób.

Według nieoficjalnych informacji podobny protest ma się rozpocząć również w kopalni Sośnica-Makoszowy – również przeznaczonej do likwidacji.

Plan restrukturyzacji górnictwa

W środę rząd przyjął i ogłosił program naprawczy dla Kompanii Węglowej, jako główny element planu ratowania polskiego górnictwa. Dokument stwierdza m.in., że możliwości dofinansowania spółki wyczerpały się i bez restrukturyzacji upadnie ona w ciągu tygodni.

Wśród rozwiązań wskazano likwidację czterech kopalń należących do Kompanii Węglowej (Bobrek-Centrum, Sośnica-Makoszowy, Brzeszcze, Pokój). Sześć tys. pracowników tych kopalń ma być przeniesionych do innych zakładów, a część – w tym górnicy dołowi – czyli ok. 2,5 tys., zostanie zwolniona. Koszt programów osłonowych dla zwalnianych ma wynieść ok. 2,3 mld zł.

Celem tej formy restrukturyzacji ma być zlikwidowanie KW. Zostanie ona podzielona na trzy części: spółkę do likwidacji (w jej skład wejdą cztery kopalnie, które mają być wygaszone), spółkę rozwojową, której kopalnie dają szansę na zyski, oraz spółkę zajmującą się inną działalnością niż górnicza – ta ma być sprywatyzowana. Spółka górnicza ma być później skonsolidowana z branżą energetyczną.

Premier wyjaśniała w środę, że plan przekształceń w KW jest związany z nową propozycją rozwoju przemysłu na Śląsku, która ma być przedstawiona na początku marca.

Górnicy rozważają masowy strajk

Na czwartek związkowcy zapowiedzieli decyzje o harmonogramie protestów w górnictwie i całym regionie śląsko-dąbrowskim. Środowe zapowiedzi rządu o skierowaniu do Sejmu w trybie pilnym ustawy o restrukturyzacji górnictwa mają być jedną z przyczyn. Reprezentanci śląsko-dąbrowskiej Solidarności podkreślają, że ustawa ta zakłada likwidację kopalń i tysięcy miejsc pracy. Protest ma być jednak związany także z sytuacją innych działających w regionie branż, m.in. zbrojeniowej czy stalowej.

Od rana we własnych strukturach będą spotykały się poszczególne związkowe centrale górnicze. Na godz. 13. zaplanowano zebranie Międzyzwiązkowego Komitetu Protestacyjno-Strajkowego Regionu Śląsko-Dąbrowskiego (uczestniczą w nim Solidarność, OPZZ, Forum Związków Zawodowych, Sierpień 80 i związek Kontra). Komitet ma zdecydować o harmonogramie akcji protestacyjno-strajkowej w regionie.

– Sposób, w jaki rząd postąpił z problemami górnictwa, pokazuje, że ta władza nie cofnie się przed likwidacją miejsc pracy w innych zakładach i branżach, bo nie ma pomysłów i po prostu nie potrafi zrobić nic sensownego. Każdy górnik przodowy, z obojętnie jakiej kopalni, przygotowałby lepszy program restrukturyzacji branży niż to, co przyjął rząd – ocenił szef śląsko-dąbrowskiej Solidarności Dominik Kolorz. Kolorz przypomniał, że także pod koniec lat 90. rządzący obiecywali w miejsce wygaszanych kopalń nowe miejsca pracy, m.in. w nowoczesnym przemyśle. Zamiast zapowiadanych 150 tys. miejsc pracy powstało ich dotąd ok. 30-40 tys., w dodatku z reguły źle opłacanych i opartych na tzw. umowach śmieciowych.

„Nikt się z nami nie konsultował”

Przedstawiciele górniczych związków akcentują też, że dotychczasowe działania rządu ws. KW nie były z nimi, wbrew wcześniejszym ustaleniom, konsultowane. Wskazują, że przyjęcie programu, który nie został uzgodniony ze stroną społeczną, a zakłada likwidację kopalń i miejsc pracy, będzie złamaniem deklaracji i ustaleń dokonanych w ub. roku podczas spotkań ze stroną społeczną przez rządy zarówno Donalda Tuska, jak i Ewy Kopacz.

– Miały być próby ograniczenia nadmiernego importu węgla spoza UE, czasowe obniżenia wysokości bądź zawieszenia części obciążeń publicznoprawnych górnictwa. Tych obietnic nie zrealizowano. Postanowiono likwidować kopalnie i dziesiątki tysięcy miejsc pracy – ocenia szef górniczej Solidarności Jarosław Grzesik.

Jego zdaniem ta decyzja oznacza, że na Śląsku dojdzie do wybuchu konfliktu społecznego. – Jesteśmy gotowi na wszystkie formy protestu, konwencjonalne i niekonwencjonalne, ze strajkiem generalnym włącznie – zapowiedział Grzesik.

Pełnomocnik rządu ds. restrukturyzacji górnictwa Wojciech Kowalczyk zaprosił wszystkie centrale i związki z Kompanii Węglowej na 9 stycznia do CPS Dialog w Warszawie. Związkowcy kwestię uczestnictwa w spotkaniu mają omawiać w czwartek.

Zobacz także

krakow.gazeta.pl

Kopacz rozczarowała podczas „studniówki” rządu. „Brak sensu, brak wizji. Wystąpienie szefa GUS, a nie premiera”

Krzysztof Lepczyński, 08.01.2015
Ewa Kopacz na konferencji prasowej

Ewa Kopacz na konferencji prasowej (Fot. SŁAWOMIR KAMIŃSKI / AG)

„To by się świetnie sprawdziło w wystąpieniu szefa GUS, ale zupełnie się nie sprawdziło w przemówieniu premiera” – ocenił konferencję podsumowującą sto dni rządu Ewy Kopacz Wojciech Szacki w serwisie Polityka.pl. Podobnie krytyczni są inni komentatorzy. – Ta konferencja praktycznie nigdzie nie doczekała się dobrego słowa – przyznała w Poranku Radia TOK FM Janina Paradowska.
Premier Ewa Kopacz wczorajszą konferencją prasową podsumowała sto dni swojego gabinetu. Premier mówiła m.in. o zakończeniu sporu z lekarzami POZ zrzeszonymi w Porozumieniu Zielonogórskim, programie stworzenia na Śląsku centrum polskiego przemysłu czy ewakuacji Polaków z Donbasu. Jednak komentatorzy są sceptyczni. – Ta konferencja praktycznie nigdzie nie doczekała się dobrego słowa – przyznała w Poranku Radia TOK FM Janina Paradowska.

„Brak sensu i głównej myśli”

– W olbrzymiej liczbie danych i zapowiedzi, które premier podawała, trudno było znaleźć najważniejszą myśl, do której dążyła – mówiła w Radiu TOK FM dr Renata Mieńkowska-Norkiene, politolożka z UW. – Ja ją wyręczę – dodała z uśmiechem. – Kopacz kontynuuje to, co było rozpoczęte za rządów Donalda Tuska. Ale i rozmydla brak wizji swojej polityki. Ona wciąż nie do końca odnalazła się w swojej roli – krytykowała Mieńkowska-Norkiene.

W podobnym tonie wypowiadają się inni komentatorzy. Michał Szułdrzyński zwraca uwagę w „Rzeczpospolitej”, że Kopacz mówiła o wszystkim: od klubów seniora po bloki energetyczne. Zabrakło jednak „sensu i głównej myśli”. „Od szefa rządu oczekujemy wizji politycznej, a nie informowania o ciężkiej pracy” – stwierdził publicysta.

„Nie można mieć tysiąca i jednego priorytetów”

„To by się świetnie sprawdziło w wystąpieniu szefa GUS, ale zupełnie się nie sprawdziło w przemówieniu premiera” – przyznaje Wojciech Szacki w serwisie Polityka.pl. I podkreśla, że „nie można mieć tysiąca i jednego priorytetów”.

I nawet fakt, że Kopacz faktycznie sporo swoich zapowiedzi zrealizowała, publicystów nie zadowala. Punktują, że to pomysły Tuska, w znacznej mierze przez poprzedni gabinet przygotowane do realizacji. problemem jest też czas. Dr Mieńkowska-Norkiene wskazywała w Radiu TOK FM, że jeśli w trzy miesiące przygotowuje się ustawy i znaczące reformy, trudno spodziewać się, by było dopracowane. – A to kwestia kluczowa – skwitowała politolożka.

Zobacz także

TOK FM

PRZEZNACZENIEM INTELIGENTNEGO CZŁOWIEKA JEST SAMOTNOŚĆ.

Marek Wojciechowski
07.01.2015
Zmarł Tadeusz Konwicki (1926–2015) – jeden z najwybitniejszych polskich pisarzy, scenarzystów i reżyserów. Odszedł człowiek, po którym pustka aż krzyczy!

Pisarz miał 88 lat. Zmarł dziś po długiej chorobie.

Urodził się na Litwie, podczas wojny walczył w szeregach AK. Był jednym z najwybitniejszych powojennych pisarzy polskich. W 1966 został usunięty z PZPR za podpisanie listu protestacyjnego w związku z usunięciem z partii prof. Leszka Kołakowskiego. Od latach 70. związany z opozycją, publikował w wydawnictwach podziemnych i emigracyjnych.

Tadeusz Konwicki ciężko chorował od wielu miesięcy. Wypisany ze szpitala na święta, zmarł dziś w domu w obecności najbliższych.

Jego słowa, obrazy, emocje, które wnosił do polskiego życia – wszystko to stało się dzisiaj historią. Niestety.

„Strach idzie za na­mi i przed na­mi przez całe życie. Miej­my nadzieje, że nie dalej. ” (Pamflet na siebie)

„Gdzieś tam na trzęsawiskach, na rozstajach małej jak atom ziemi, umierają ludzie i konają przedwcześnie nieszczęśliwe narody… Serce kosmosu bije na alarm.” (Mała Apokalipsa)

„Polak, jak ponarzeka, zaraz zdrowszy” (Kompleks polski)

„Przeznaczeniem inteligentnego człowieka jest samotność.” (Zwierzoczłekoupiór)

„(…) takie było stare polskie przysłowie: krowa, która głośno ryczy, mało mleka daje. Przecież ja, widząc te histerie, euforie patriotyczne, wiem, jak to w momencie tragicznym się kończy. I życzę tym, którzy tę nic niekosztującą histerię pobudzają, żeby ich los nie wypróbował” (Źródło: W pośpiechu, rozm. Przemysław Kaniecki, wyd. Czarne, 2011)

Tadeusz Konwicki i Gustaw Holoubek o przyjaźni…

 

naTemat.pl

 

 

 

 

TADEUSZ KONWICKI NIE ŻYJE. WYBITNY PISARZ I REŻYSER MIAŁ 88 LAT

Jacek Szczerba, 08.01.2015
Tadeusz KonwickiTadeusz Konwicki (Fot. Piotr Wójcik / Agencja Gazeta)

7 stycznia o godz. 22, w swym warszawskim mieszkaniu na tyłach Nowego Światu, zmarł Tadeusz Konwicki, autor książkowej „Małej Apokalipsy” i filmowego „Ostatniego dnia lata”. Miał 88 lat. Nie było w świecie tak wybitnego pisarza, który były równocześnie tak świetnym reżyserem filmowym.
„Chytry Litwin” – mawiał o sobie. Mówił, że rodzinna Wileńszczyzna „daje mu szwung, wyostrza widzenie”. Słonimski zażartował kiedyś: – „Co by też pisał Konwicki, gdyby pochodził z Bydgoszczy?”.Konwicki był tradycjonalistą” – Czy był sens powstawać przeciw takiej sile? – Nie wiem, czy był sens. Wiem, że był mus (…). – Ja wiem, ja wiem, kochany. Ale serce krwawi, gdy widzę codziennie kibitki wywożące młodzież na Sybir, gdy patrzę na szubienice z zamordowanymi męczennikami. – Nie ma innej drogi, Toniu. Nie ma innej drogi, jeśli nie chcemy znikczemnieć, skarleć i umrzeć we wzgardzie innych ludów”. Taki oto dialog w „Kompleksie polskim” (1977) toczą: Romuald Traugutt, jadący do Warszawy, by objąć dowództwo upadającego powstania styczniowego, i jego żona Tonia, stryjeczna wnuczka Kościuszki. To pierwsza powieść Konwickiego wydana w drugoobiegowym „Zapisie”, po tym jak oficjalna cenzura przedstawiła listę dwustu kilkudziesięciu ingerencji. Dowodzi najlepiej, że Konwicki był kontynuatorem wielkiej polskiej tradycji literackiej, zwłaszcza romantycznej.

Jako urodzony w Nowej Wilejce (w roku 1926) najchętniej odwoływał się do krajana – Adama Mickiewicza, np. opowiadając o tym, jak wędrował pieszo z Kolonii Wileńskiej przez Markucie do Wilna między rokiem 1940 i 41, bo nie było wtedy pieniędzy na bilety miesięczne dla uczniów: „Przez Markucie – które zaszczycał pan Adam swego czasu. Mnie się wydawało, że niektóre krzaki jeszcze są obłamane przez filomatów. Tak mnie się wydawało, że trochę wygniecionej trawy przez pana Adama było”.

Latem 1984 r. Konwicki „widzi” Mickiewicza w Warszawie, na rogu Miodowej i Krakowskiego Przedmieścia, pod postacią mężczyzny, który kuca przy kranie, nabierając wody do aluminiowego kubeczka: „To był on. Nie było wątpliwości”.

Apokalipsa Konwickiego

„Chcemy ci coś zaproponować. W imieniu kolegów. Żebyś dziś o ósmej wieczorem spalił się pod gmachem Centralnego Komitetu Partii, kiedy skończą się obrady zjazdu partii i delegaci z całego kraju wyjdą przed gmach”. Taką propozycję otrzymuje narrator „Małej Apokalipsy” (1979) od dwóch kolegów pisarzy – Huberta i Rysia, którzy zwykle zachęcali go do podpisywania antyrządowych protestów. Tłumaczą, że wybrali jego, bo jest znanym literatem, więc ta śmierć będzie miała odpowiedni rezonans, a poza tym on „żyje obsesją śmierci”: „Ty z tą śmiercią jesteś najbardziej spoufalony, ty się jej nie powinieneś bać”. Bohater rusza więc w miasto, m.in. po benzynę potrzebną do samospalenia, tuż przed przewidywanym ogłoszeniem przyłączenia Polski do ZSRR.

„Mała Apokalipsa” powstała po tym, jak Jacek Kuroń objechał Konwickiego na przyjęciu u zięcia Melchiora Wańkowicza, Walendowskiego, „jako tchórzliwego autora, który boi się pisać prawdę”. Od razu była przeznaczona do drugiego obiegu. Po jej publikacji telefon Konwickiego zamilkł na półtora roku, aż do Sierpnia – nie było żadnych próśb o wywiad. „Po przeczytaniu » Małej Apokalipsy «ludzie kładli się chorzy! Mówiono mi, że ta książka zrobiła przygnębiające wrażenie w wyższych sferach partyjnych Gierka”. Jej swobodnej adaptacji filmowej dokonał grecki Francuz Costa-Gavras.

Danuta Konwicka

Żona Konwickiego (zmarła w 1999 r.). Poznanianka, córka malarza Alfreda Lenicy, siostra klasyka animacji Jana Lenicy. Pobrali się w magistracie, po kryjomu, gdy teść był w Bułgarii: „Urzędnik, znajomy ojca Danki, i woźny stanęli jako świadkowie”. Była graficzką, „każdy jej rysunek miał przynajmniej kilkanaście szkiców”. „Czasem mnie zwymyślała w lecie, jak trzeba było jechać na wakacje z dziećmi. Że nie mamy samochodu (…). Starałem się ją dwa razy do roku wywieźć za granicę. Na przykład do Paryża, wiosną czy wczesną jesienią. Poszliśmy sobie na kawkę, poszliśmy do jakiegoś muzeum, codziennie chodziliśmy nad Sekwanę, żeby obserwować i cieszyć się zachodami słońca. Ja, który jestem chytry, mówiłem: a teraz zobaczymy, tam jest nasz ulubiony sklepik z butami damskimi (…). W podświadomości mojej Danka była jakimś psychologicznym nakłanianiem mnie do tego, żeby coś robić. To może nie jest przypadek, że jak Danka umarła, to mi się odechciało pisać”.

Konwicki entuzjasta

” – Ilu żołnierzy radzieckich macie na sumieniu? – Żołnierzy radzieckich zabijały najbardziej zwyrodniałe elementy, zgłaszając się ochotniczo. Ja nie brałem udziału w egzekucjach. Podczas rozmaitych potyczek, walk strzelałem jednak. Raz widziałem z daleka, że zraniłem radzieckiego żołnierza. – Dlaczego zdecydowaliście się wstąpić do partii? – Zrozumiałem, że zostałem oszukany”. Tak przepytywano go, gdy w 1951 r. zgłosił swój akces do PZPR. Skąd ten wybór? „Cała Europa była na lewo. Na lewo – to był wtedy szpan. To, o co biliśmy się w miarę swoich sił, nie zostało zrealizowane. Na bagnetach został przyniesiony inny ustrój. I przez tę inną rzeczywistość zostałem zaskoczony. Marksizm proponował mi pewien racjonalizm”.

Przejęty socjalizmem jesienią 1949 r. pojechał budować Nową Hutę. Przez pięć miesięcy był kopaczem. Napisał nawet: „Nasza miłość do Józefa Stalina nie jest abstrakcyjna. Bo każdy nasz poszczególny, osobisty los jest ściśle związany z Jego życiem. Bo nawet młody polski literat, który mozoli się nad swoją pierwszą książką, żywi gdzieś tam, w głębi serca cichą, niepokojącą nadzieję, że jego książkę przeczyta kiedyś Józef Stalin”. Po latach mówił: „Pięć moich nieudałych, wadliwych, ułomnych i chorych książek [m.in. „Przy budowie” z 1950 r. i „Władza” z 1954 r.] to właśnie straty spowodowane moim lekkomyślnym przyłączeniem się do marksizmu”. Gdy poparł Leszka Kołakowskiego, wyrzuconego z partii w 1966 r. za krytyczne wystąpienie w dziesiątą rocznicę Października, jego też skreślono z listy członków. Wcześniej stanął jednak przed Centralną Komisją Kontroli Partyjnej: „Błagałem na klęczkach, żeby mnie wyrzucili. A oni: – Ale przecież socjalizm. Ja znowu: – Nie wierzę już w socjalizm. A oni: – Zostańcie, choć nie wierzycie”. Po PZPR już nigdzie nie dał się wciągnąć – choćby do „Solidarności”. Mówi, że nawet, gdy wydawał w podziemiu, „czuł się odpowiedzialny za ten nieszczęsny PRL”.

Konwicki i używki

Przyznawał: „Nie stroniliśmy od gazownictwa”.

Jest Wigilia, cała rodzina czeka, a Konwicki wraca o 23: „Tatuś wchodzi niezbyt pewnym krokiem, trzymając się ściany, tu, do tej nyży, i pada, udając przeziębienie czy coś podobnego. Dzieci to widzą, kot to widzi, dziadkowie to widzą” – to jego własne słowa. Na przyjęciu u Aleksandra Ścibora-Rylskiego spada z krzesła, bo jest „pod wpływem”. Żona wyprowadza go stamtąd za kołnierz.

Konwicki tłumaczył: „U mnie wynikało to z nerwowości, z pośpiechu. Bo cała dramaturgia takiejś biesiady, imienin czy jakiegoś spotkania rocznicowego, czy nawet w SPATiF-ie, polegała na tym, że ja się tym męczyłem, że to tak trwa, więc przyspieszałem, byłem natrętny, wszystkim nalewałem. I czasem się doprowadzałem do przykrego stanu. Czasem nawet zrobiłem grandę. A w dodatku bardzo lękam się, by się nie stać gryzipiórkiem, paniczem i pięknoduchem. Kiedyś z Jerzym Stawińskim wypiliśmy we dwójkę trzy litry i ćwiartkę. Zaczęliśmy od obiadku w pewnym zacisznym lokaliku, potem był podwieczorek, kolacyjka, nocna przekąska i wczesne śniadanko. Dopiero koło szóstej rano wypchnęli nas zaspani portierzy. A my świeży, weseli, zdrowi, bez jakichś tam głupkowatych kaców. A teraz pan Konwicki wprowadzi do organizmu dwie sety i już koniec świata”. W „Kalendarzu i klepsydrze” (1976), otwierającym serię jego łże-pamiętników, opisał swój wódczany pojedynek z pewnym Chińczykiem w Szanghaju: padł w nim po czwartej szklance „małtajki, zajeżdżającej lekko niskooktanową benzyną”. Obudził się w wykrochmalonej pidżamie zapiętej pod szyję. Obok leżało jego uprasowane ubranie.

Stolik Konwickiego

W kawiarni Czytelnika na Wiejskiej w 1956 r. zaczął się spotykać z Leopoldem Tyrmandem. Potem dołączyła do nich Irena Szymańska, redaktorka Janeczka Borowiczowa i Gustaw Holoubek. To Konwicki określił zasady obowiązujące przy stoliku: nie wolno było opowiadać filmów i streszczać snów. Gdy ktoś z przysiadających się gości przynudzał, Konwicki demonstracyjnie kładł głowę na blacie. Za to Holoubek fantastycznie opowiadał dowcipy.

Szymańska napisała w 1998 r.: „Przebywanie z Tadeuszem Konwickim jest ucztą. Na pozór roztargniony, często zamyślony, widzi i wie wszystko. Ma oczy muchy, jak sam o sobie mówi. Widzi nie tylko to, co się dzieje przed nim, ale i to, co za nim i po bokach”. Gdy w 1993 r. w „Gazecie” ukazał się tekst Jacka Żakowskiego o stoliku („longier, z którego wynika, że nasz stolik był sztabem głównym walki o Polskę suwerenną i niepodległą” – skwitował pisarz), Konwicki i Holoubek zawstydzili się. Przenieśli się do kawiarni Bliklego, gdzie spotykali się o 11.

Konwicki siadywał u Bliklego w towarzystwie Andrzeja Łapickiego. Potem szedł na obiad do Czytelnika. Siadał przy stoliku pod ścianą, nad którym wisi zdjęcie zmarłego w 2008 r. laty Holoubka.ZaduszkiTo nie tylko tytuł filmu Konwickiego, w którym jest „wieczór w małym miasteczku, jesień, mgła, ciemnawo i szarawo”, a wspomnienia wojenne utrudniają porozumienie parze bohaterów (Ewa Krzyżewska i Edmund Fetting), bo on był w AK, ona w AL. To także znak upodobania Konwickiego do nastroju Święta Zmarłych, „największego polskiego święta narodowego”.

„Ja w ogóle jestem funeralny, nadaję się tylko na uroczystości religijne i państwowe. » Zaduszki «same proszą się, żeby je puszczać w Zaduszki. Ale tego dnia można też puszczać » Lawę «, która zresztą równie dobrze pasuje do późnej Wigilii Bożego Narodzenia. Mówię to żartobliwie, ale to świadczy o czymś we mnie – że jestem w jakiś sposób eschatologiczny”.

Podobnie w literaturze: bohaterem „Wniebowstąpienia” (1967) jest nieboszczyk, który na początku leży z dziurą w głowie przykryty gazetą. Potem krąży wśród innych nieboszczyków, w różnym stadium odchodzenia, zamieszkujących Warszawę. W finale spotykają się na 33. piętrze Pałacu Kultury (Pałac to dla Konwickiego ważny budynek, widać go z balkonu jego mieszkania na drugim piętrze przy ulicy Górskiego).

„Mickiewicz uważał się za realistę. Ja także uważam się za realistę. W absolutnie trzeźwy sposób zakładam, że istnieją duchy, mary i diabeł – albo może ktoś inny, kto pełni jego funkcje. Eschatologia mnie przejmuje i pasjonuje. Kiedy wejdę w jej krąg, wówczas mogę już reżyserować. Dnia codziennego bowiem reżyserować nie potrafię”.

Kino Konwickiego

Nakręcił sześć filmów fabularnych i fragment filmu nowelowego („Matura” z 1965 r.) dla Niemców (wówczas tzw. zachodnich). Kinem zajął się skonfundowany Październikiem ’56: „Ludzie, którzy bili mnie po głowie, żebym wypełniał wszystkie postulaty socrealizmu, żebym był jak najgorliwszym członkiem partii, nagle zrobili takie miny: – Co ty, głupi? Wierzyłeś w to wszystko? Wtedy zmieniłem fach. Zbrzydziłem się słowem pisanym”. Nakręcił „Ostatni dzień lata” (1958) o parze (Irena Laskowska i Jan Machulski) spotykającej się na plaży, w warunkach właściwie amatorskich: mieli kamerę i dwie blendy do łapania światła słonecznego, nie używali lamp i nie zapisywali dźwięku (zapamiętywali to, co mówią aktorzy, żeby to potem odtworzyć w studiu). Film dostał Grand Prix w Wenecji, bo wyprzedzał francuską Nową Falę.

„Jak daleko stąd, jak blisko” (1971) – z Łapickim jako przewodnikiem po piekle – to „autobiograficzny esej filmowy i biografia pewnego pokolenia”.

„Robiąc » Dolinę Issy «, kupiliśmy w Suwałkach 500 sztucznych kwiatów, żeby umaić nimi pejzaż”. Film według prozy Miłosza „dzieje się pomiędzy wieczorem a świtem. W tym czasie trzy razy pieje kur. Moim zamiarem było zrobić z tego jakby >Dziady «. Oznacza to, że podpiąłem pana Czesława pod pana Adama”.

„Lawę” nakręcił po to, żeby zarejestrować, jak Gustaw Holoubek mówi Wielką Improwizację. Zrobił to zresztą tylko w jednym dublu!

Konwicki zawsze chciał tak oszołomić widza, żeby ten, wychodząc z kina, nie mógł trafić do drzwi. „Ja trochę niezdrowo robiłem te filmy, to znaczy za dużo siebie angażowałem, za mało myślałem o widowni, o kasie, o frekwencji”. PRL paradoksalnie mu pomógł, nawet mimo cenzury, bo „na Zachodzie przypuszczalnie nikt by nie dał grosza na takie filmy”. Śmieje się, że jego filmy są puszczane w telewizji tylko w nocy. „Na przykład czytam w przesłanym wyciągu – film taki a taki, 9 zł tantiemy moje wyniosły. Raz miałem chyba 15 nawet”.

Konwicki był też kierownikiem literackim trzech Zespołów Filmowych. Najważniejszy z nich okazał się Kadr Jerzego Kawalerowicza, z którym napisał scenariusz do jego „Faraona”, „Matki Joanny od Aniołów” i „Austerii”.

Oddział

Partyzancki oczywiście. Konwicki w lipcu 1944 r. przyłączył się do 8. Brygady AK, tzw. Oszmiańskiej. Walka skończyła się dlań 25 kwietnia 1945 r. Najpierw była to partyzantka antyniemiecka (w niej miał pseudonim „Bóbr”), potem antyradziecka (pseudonim „Żubr”). Przez półtora miesiąca w Puszczy Rudnickiej jedli tylko kartofle i prażone siemię lniane, które służyło za okrasę. Być może taka właśnie dieta zaleczyła u niego objawy gruźlicy. Napady lęku w boju (chęć natychmiastowego padnięcia na ziemię) minęły, gdy został dowódcą drużyny.

Degenerację partyzanckiego życia („Nasz pluton dokonał napadu na gminę białoruską w Wornianach, gdzie rozbito Sielsowiet, pocztę itd.” – wyliczał, wstępując do PZPR) opisał w „Rojstach” (1948, wydane dopiero w 1956) – pełnym jadu i groteski „odruchu pacyfizmu po przegranej wojnie”. Porucznik Kozak gwałci tu za przepierzeniem 14-letnią córkę gospodarzy, u których zatrzymują się na nocleg, a potem pyta kolegów z oddziału: „Wiecie, chłopcy, dlaczego mężczyzna nie jest kijem? Bo ma trzy końce”. Gdy NKWD rozbiło ich oddział, niedobitki dzięki pomocy łączniczek z kobiecej organizacji harcerskiej, które załatwiły im fałszywe papiery repatriacyjne (Konwickiemu na nazwisko Bobrowicz), przedostały się do Polski.

9 maja 1945 r. Konwicki jest w Białymstoku. Potem w Gliwicach pracuje w urzędzie zajmującym się przejmowaniem mienia poniemieckiego. Myśli o pójściu do zakonu albo ucieczce statkiem z Gdyni na Zachód. Ostatecznie jedzie do Krakowa studiować architekturę, ale bojąc się zajęć z matematyki, wybiera polonistykę.

Nyża

Czyli wnęka, w której pisał Konwicki. „Moja rodzina nigdy nie widziała mnie piszącego. Żona już raczej mogła mnie zobaczyć w bieliźnie. Piszę w pozycji horyzontalnej, leżąc. Wtedy czuję całkowite rozluźnienie, czyli mogę swoją ewentualną siłę moralną ładować w pióro i w papier, zamiast kierować na podtrzymanie mięśni i kręgosłupa. Leżę na plecach, mam poduszkę pod głową, opieram głowę o encyklopedię radziecką, ponieważ uważam, że ona na mnie dobrze wpływa. Mam lekko podkurczone nogi, żeby na kolanach położyć pulpicik czy też deseczkę ofiarowaną mi kiedyś przez Stasia Dygata”.

Pisał przeważnie na odwrotach maszynopisów, np. Zofii Nałkowskiej, które dostawał od redaktorek z Czytelnika. „Robię prozę kreacyjną, czyli całkowicie skomponowaną przeze mnie. W obawie, żeby to nie stało się chłodne, ciężkie w odbiorze, wprowadzam siebie, usiłuję nadać temu, co piszę, prawie dokumentalny charakter osobistego zwierzenia. Zamiast uciekać od autobiografizmu, kłamię i narzucam się czytelnikowi. Naiwny czytelnik będzie się zastanawiał: To jest Konwicki czy nie jest? Czy ten drań rzeczywiście p… się na zapleczu tego sklepu? Odbywam nad kartką całe rytuały magiczne. Siadam do pisania, ale później mówię sobie, że lepiej zjeść kolację. Siadam drugi raz, lecz okazuje się, że myśl zblakła i zniknęła. Więc rozpacz i pretensje do samego siebie: dlaczego nie usiadłem wcześniej”.

Po pisaniu ciśnienie skakało mu aż do 240 na 100 („pisałem trochę w atmosferze psychodramy”). Pod koniec życia przestał pisać, „bo wszyscy piszą”.WilnoJego okolice to magiczny obszar Konwickiego. „Nie piszę Wilno, tylko Miasto, ja się wstydzę tej natrętności i podpierania się symbolem”.

Czy „Sennik współczesny” dzieje się nad Sołą? „Żadne Bieszczady, żaden Dolny Śląsk: po prostu Kolonia Wileńska anachronicznie przeniesiona do PRL-u”. Literaturoznawcy dawno ustalili, że wszystkie pejzaże z jego książek to Wileńszczyzna. Ona „daje mu szwung, wyostrza widzenie”. „Większość scen miłosnych w moich książkach, gdziekolwiek by się działy, tak naprawdę odbywa się nad Wilenką”.

„W stanie wojennym, który był dość ponury i lekko beznadziejny, robiłem sobie takie przyjemności, że co wieczór szedłem z Wilna, koło Góry Puszkinowej. Potem były trzy topole symbolizujące podobno trzech braci, którzy się kiedyś zabili, potem słynna wieś Markucie i wchodziłem do Kolonii Wileńskiej. Jestem przekonany, że jeśli jakaś baba z mlekiem tamtędy wracała, to uciekała z krzykiem, widząc mnie, czy przynajmniej moją emanację”.

Antoni Słonimski zażartował kiedyś: – „Co by też pisał Konwicki, gdyby pochodził z Bydgoszczy?”.

Iwan

To najsłynniejszy kot w powojennej literaturze polskiej. Konwiccy dostali go od Marysi Iwaszkiewiczówny. Pomagał rodzinie. Gdy wskoczył na leżące na stole formularze paszportowe, wiadomo było, że dostaną paszporty. Gdy Konwicki miał chore gardło, on mu je lizał.

„On lubi wskoczyć znienacka na mój tułów, udeptać go kolczastymi łapami, zakręcić się w kółko, szukając dogodnego miejsca, i runąć raptem na moje ciało i zamruczeć donośnie, że aż na ulicy słyszą przechodnie”. Iwan rzucał się na wróble na balkonie i na nagie damskie nogi, gdy domowniczki przechodziły nocą do kuchni czy do łazienki. Namiętnie oglądał telewizję – kiedyś przez godzinę i 45 minut nie oderwał wzroku od ekranu, gdy wyświetlano radziecki film o młodym Leninie.

Córki

Dwie – starsza Marysia, urodzona tego samego dnia co ojciec, 22 czerwca, i Ania (zmarła w 2008 r.). „Jest pewna prawidłowość biologiczna – że pierwsze dziecko, szczególnie córka, dziedziczy geny ojca, w każdym razie Marysia, biedna, odziedziczyła wiele cech moich i ją strasznie denerwuje, jak ona widzi w swoich zachowaniach, w swoim sposobie myślenia po tatusiu spadek. No, na to nie ma rady, ale to też może być podstawą nieustannych konfliktów”. Nie ochrzcił córek, czekał, by, gdy dorosną, zdecydowały o tym same. Gdy to zrobiły, zorganizował im chrzest.

Karta zdrowia

W 1979 r. przeszedł operację raka strun głosowych. Po rehabilitacji – cegła na żołądku, zmiana oddechu – głos zrobił mu się taki „jak u starej kurwy”, jakby przedrzeźniał Jana Himilsbacha. Jako dziecko był zamykany sam w domu, stąd lęki klaustrofobiczne – w kinie siadał na skrajnym fotelu.

Mówił, że będzie długo żył, bo „zaraz po 13 grudnia odbyła się w którymś z londyńskich kościołów msza święta za niego, rzekomo zastrzelonego w pierwszych dniach stanu wojennego”. Marysia poszła do wróżki w Polsce, ta powiedziała, że tata będzie żył 92 lata, wróżka hollywoodzka, że 97 lat. Konwicki wyliczył z tego, że 95. Niestety, nie sprawdziło się.

Ironista

Nazywany był, za swoim przyzwoleniem, „chytrym Litwinem”. „Mam gorącą głowę i zimne serce – ja zawsze czułem się nie do końca zaangażowany”. W „Małej Apokalipsie” opisał, jak kanałem podziemnym bohaterowie przechodzą z knajpy Melodia do KC. I „po paru tygodniach rozkopano tu wszystko aż na osiem miesięcy”. Po „Wniebowstąpieniu” zadzwonił ktoś i pytał, co ja wiem o tych podziemiach pod Pałacem Kultury. Udawał naukowca zainteresowanego, polonistę, ale ja czułem, że w tym jest intencja śledcza”.

W PRL-u nie podpisywał listów ideologiczno-politycznych, tylko listy o charakterze humanitarnym albo te, które mogą się przysłużyć sprawie, np. do radzieckiej elity intelektualnej, by ujawnić prawdę o Katyniu. Unikał odznaczeń, lecz gdy wstrzymano mu „Salto” ze Zbyszkiem Cybulskim, poszedł odebrać Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski. I film został skierowany do produkcji.

W telefonicznych rozmowach ze Stanisławem Dygatem, wiedząc, że są podsłuchiwani, krytykowali peerelowskie władze. Kiedyś odezwał się podsłuchujący: – Panowie, naprawdę, to już przesada.

Dlaczego pisał i kręcił filmy? „Chciałem zostawić ślad, monogram na ścianie, nie wiem dla kogo i nie wiem po co. Ale odczuwałem potrzebę”.

wyborcza.pl

NIE ŻYJE TADEUSZ KONWICKI

Ta­de­usz Kon­wic­ki nie żyje. Jak in­for­mu­je „Rzecz­po­spo­li­ta”, pi­sarz zmarł dziś po dłu­giej cho­ro­bie. Miał 88 lat.

Tadeusz Konwicki

Foto: Bartosz Bobkowski / Agencja GazetaTadeusz Konwicki

O śmier­ci wy­bit­ne­go ar­ty­sty na Twit­te­rze po­in­for­mo­wał dzien­ni­karz „Rzecz­po­spo­li­tej”, Bar­tosz Wę­glar­czyk.

Ta­de­usz Kon­wic­ki uro­dził się w Nowej Wi­lej­ce. Kiedy miał trzy lata, stra­cił ojca. Wy­cho­wy­wał się potem u dziad­ków ze stro­ny matki. Gdy wy­bu­chła wojna, miał za­le­d­wie 13 lat, a za sobą po­czą­tek nauki w Gim­na­zjum im. Zyg­mun­ta Au­gu­sta w Wil­nie. W trak­cie wo­jen­nej za­wie­ru­chy pra­co­wał m.​in. jako ro­bot­nik. Jed­no­cze­śnie uczył się na taj­nych kom­ple­tach (w 1944 roku zdał ma­tu­rę) i wal­czył w Armii Kra­jo­wej (brał udział w akcji „Burza”). Po za­koń­cze­niu II Wojny Świa­to­wej i re­pa­tria­cji stu­dio­wał fi­lo­lo­gię pol­ską na Uni­wer­sy­te­cie Ja­giel­loń­skim i Uni­wer­sy­te­cie War­szaw­skim.

Jako li­te­rat za­de­biu­to­wał w 1946 roku tek­stem „Szki­ce z Wy­brze­ża” na ła­mach „Od A do Z”, do­dat­ku li­te­rac­kie­go „Dzien­ni­ka Pol­skie­go”. Jesz­cze w tym samym roku za­czął pra­co­wać jako ko­rek­tor i re­dak­tor tech­nicz­ny oraz re­cen­zent li­te­rac­ki w ty­go­dni­ku „Od­ro­dze­nie”. Jed­no­cze­śnie pu­bli­ko­wał w „Dzien­ni­ku Li­te­rac­kim”, „Nur­cie”, „Po­ko­le­niu”, „Wsi”, a póź­niej w „Nowej Kul­tu­rze”. Jed­nak jego pierw­sze tek­sty na­zna­czo­ne były pewną ten­den­cyj­no­ścią, uwi­kła­niem w ide­olo­gię. Do­pie­ro po­wieść „Z ob­lę­żo­ne­go mia­sta”, opu­bli­ko­wa­na w 1956 roku, oka­za­ła się „praw­dzi­wym” po­cząt­kiem jego li­te­rac­kie­go mi­strzo­stwa. Także tu po raz pierw­szy po­ja­wił się obraz idyl­licz­nej Wi­leńsz­czy­zny, nie­win­nej kra­iny dzie­ciń­stwa i miej­sca schro­nie­nia, który odtąd już stale go­ścił w jego dzie­łach.

„Przez ponad czter­dzie­ści lat prze­ży­wał (…) zmien­ny i nie­pew­ny los ‚ar­ty­sty Pe­ere­lu’, sta­jąc się naj­pierw pre­kur­so­rem so­cre­ali­zmu, a potem de­cy­du­jąc się na ry­zy­kow­ny sta­tus ‚pi­sa­rza opo­zy­cyj­ne­go’” – wspo­mi­nał Kon­wic­kie­go-pi­sa­rza Ta­de­usz Lu­bel­ski.

„Kom­pleks Pol­ski” pióra Kon­wic­kie­go był pierw­szą po­wie­ścią wy­da­ną w War­sza­wie (w 1977 roku) w obie­gu pod­ziem­nym, bez cen­zu­ry. W ten sam spo­sób do czy­tel­ni­ków do­tar­ły „Mała apo­ka­lip­sa” (1979) i „Rzeka pod­ziem­na, pod­ziem­ne ptaki” (1984) – książ­ki utrzy­ma­ne w tonie po­li­tycz­nej gro­te­ski, sta­no­wią­ce swo­istą ana­li­zę spo­łe­czeń­stwa, które za­po­mnia­ło o pod­sta­wo­wych war­to­ściach – wol­no­ści, pa­trio­ty­zmie. Kon­wic­ki już o wiele wcze­śniej stał się twór­cą „nie­wy­god­nym”, cho­ciaż przez jakiś czas na­le­żał do PZPR.

Osob­ny nurt w twór­czo­ści li­te­rac­kiej Kon­wic­kie­go sta­no­wią „łże-dzien­ni­ki”, luźne no­tat­ki, eseje, wspo­mnie­nia, frag­men­ty utwo­rów li­te­rac­kich. W hi­sto­rii pol­skiej li­te­ra­tu­ry, dzię­ki swo­je­mu ję­zy­ko­wi, spo­strze­gaw­czo­ści i swo­bo­dzie, zna­la­zły miej­sce obok „Dzien­ni­ków” Wi­tol­da Gom­bro­wi­cza. A jed­nak Kon­wic­ki – ar­ty­sta i mistrz to jesz­cze kino.

W 1948 ukoń­czył kurs pi­sa­nia sce­na­riu­szy fil­mo­wych zor­ga­ni­zo­wa­ny przez Bo­le­sła­wa Le­wic­kie­go przy Wyż­szej Szko­le Fil­mo­wej w Łodzi. Póź­niej re­cen­zo­wał (od 1966 roku zwią­za­ny był z re­dak­cją „Kina”). Przez lata pra­co­wał jako kie­row­nik li­te­rac­ki – naj­pierw w Ze­spo­le Fil­mo­wym „Kadr” (1956-1968), potem w „Kraju” (1970-1972) i „Pry­zma­cie” (1970-1978). To wła­śnie on przy­czy­nił się do stwo­rze­nia pol­skiej szko­ły fil­mo­wej. Pod­su­nął An­drze­jo­wi Waj­dzie opo­wia­da­nie „Kanał”, a Ka­zi­mie­rza Kutza za­chę­cił do fil­mo­wa­nia prozy Jó­ze­fa Hena. Rów­nie mocno za­zna­czył swoją obec­ność jako autor fil­mów.

Jako sce­na­rzy­sta za­de­biu­to­wał w 1954 roku za­po­mnia­nym już dziś ob­ra­zem „Ka­rie­ra” w re­ży­se­rii Jana Ko­eche­ra. Czte­ry lata póź­niej sam sta­nął za ka­me­rą jako re­ży­ser ka­me­ral­ne­go dra­ma­tu „Ostat­ni dzień lata” we­dług wła­sne­go sce­na­riu­sza. W tej opo­wie­ści o spo­tka­niu ko­bie­ty (Irena La­skow­ska) i męż­czy­zny (Jan Ma­chul­ski) po­wie­dział rów­nie wiele o re­la­cjach mę­sko-dam­skich, mi­ło­ści i sa­mot­no­ści, co o po­li­ty­ce i bo­le­snej hi­sto­rii. „De­biut fil­mo­wy Kon­wic­kie­go wpro­wa­dzał naszą ki­ne­ma­to­gra­fię od razu w samo cen­trum eu­ro­pej­skich po­szu­ki­wań” – na­pi­sał w jed­nym ze swo­ich ar­ty­ku­łów po­świę­co­nych twór­czo­ści fil­mo­wej Kon­wic­kie­go Ta­de­usz Lu­bel­ski.

W póź­niej­szych dzie­łach ar­ty­sta po­now­nie udo­wod­nił, iż nie tylko bawi się kinem, ale jest jego praw­dzi­wym twór­cą. Po­wo­li roz­bu­do­wy­wał i uroz­ma­icał środ­ki swo­je­go wy­ra­zu. Od­naj­dy­wał rze­czy, któ­rych nikt przed nim nie do­strze­gał, a przy­naj­mniej nie po­tra­fił wy­ra­zić na ta­śmie. Zdo­łał w nie­po­wta­rzal­ny spo­sób wy­ko­rzy­stać po­ten­cjał ta­kich ak­to­rów, jak Zbi­gniew Cy­bul­ski, Gu­staw Ho­lo­ubek, czy An­drzej Ła­pic­ki. W swo­ich opo­wie­ściach od­naj­dy­wał de­li­kat­ne, acz nie­prze­ry­wal­ne nici łą­czą­ce prze­szłość z te­raź­niej­szo­ścią. Nie­jed­no­krot­nie prze­kra­czał na­ma­cal­ne gra­ni­ce ma­te­rial­ne i cie­le­sne na rzecz me­ta­fi­zy­ki. We­dług Ta­de­usza Lu­bel­skie­go stał się au­to­rem pod­ga­tun­ku fil­mo­we­go – du­cho­we­go kina drogi. Z ma­ły­mi wy­jąt­ka­mi, re­ży­se­ro­wał przede wszyst­kim na pod­sta­wie wła­snych sce­na­riu­szy. Utwo­ry in­nych ge­niu­szy pióra – Bo­le­sła­wa Prusa, Ja­ro­sła­wa Iwasz­kie­wi­cza, Sta­ni­sła­wa Dy­ga­ta opra­co­wy­wał dla kina in­nych re­ży­se­rów.

Po raz ostat­ni jako fil­mo­wiec ode­zwał się w roku 1989, two­rząc dra­mat „Opo­wieść o ‚Dzia­dach” Adama Mic­kie­wi­cza – Lawę”. Cho­ciaż dra­mat Mic­kie­wi­cza wie­lo­krot­nie tra­fiał na deski te­atral­ne, to Kon­wic­ki jest pierw­szym twór­cą, który po­sta­no­wił prze­nieść słowa wiesz­cza na ce­lu­lo­id. In­ter­pre­ta­cja, któ­rej do­ko­nał stała się wy­da­rze­niem ar­ty­stycz­nym roku i po­dzie­li­ła los in­nych przed­się­wzięć li­te­rac­kich i fil­mo­wych twór­cy. Stała się te­ma­tem wielu ana­liz, do­łą­czy­ła do pan­te­onu na­szych naj­więk­szych dzieł.

W 1949 roku Ta­de­usz Kon­wic­ki po­ślu­bił sio­strę Jana Le­ni­cy – Da­nu­tę Kon­wic­ką (1930-1999), ar­tyst­kę pla­stycz­kę, ilu­stra­tor­kę ksią­żek dla dzie­ci. Do grona jego naj­bliż­szych przy­ja­ciół na­le­żą An­drzej Wajda, Gu­staw Ho­lo­ubek i An­drzej Ła­pic­ki oraz Irena Szy­mań­ska.

W 1986 roku w Lon­dy­nie uka­zał się gło­śny wy­wiad-rze­ka, który z Kon­wic­kim prze­pro­wa­dził Sta­ni­sław Bereś (pod pseu­do­ni­mem S. No­wic­ki) – „Pół wieku czyść­ca”. An­drzej Tit­kow po­świę­cił twór­cy do­ku­ment – „Prze­cho­dzień”.

Paweł Hu­el­le mówił o nim: „On jest Ma­giem li­te­ra­tu­ry, Sza­ma­nem li­te­ra­tu­ry”, a jed­no­cze­śnie pod­kre­śla: „Kon­wic­ki na­le­ży do tych ludzi, któ­rzy są rze­czy­wi­sty­mi ludź­mi ho­no­ru, a nie, jak pe­wien ge­ne­rał po­li­cji, z mia­no­wa­nia. On za­wsze był czło­wie­kiem ho­no­ru ru­dy­men­tar­ne­go, pod­sta­wo­we­go. Nigdy nie robił świństw, a nawet rze­czy nie­wła­ści­wych. Ale też nie lubił się tym chwa­lić”.

(oprac. Dag­ma­ra Ro­ma­now­ska; jsch)

Onet.pl

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s