Lewica (21.01.15)

 

Kościół kontra króliki – pięć przykładów na to, że religia i nauka nie idą ze sobą w parze

Kto nie z nami, ten przeciwko nam.
Kto nie z nami, ten przeciwko nam. Fot. Janíček Zmilelý z Písku/ http://bit.ly/1E2ac0n/ http://bit.ly/1rkNA5l/

Zwolennicy Kościoła podkreślają jego edukacyjną rolę, przeciwnicy słowo „edukacja” zastępują wyrażeniem „indoktrynacja”. Nie można odmówić duchownym ich roli w edukowaniu na przestrzeni wieków, ale równocześnie, paradoksalnie, trudno znaleźć instytucję, która równie silnie hamowała rozwój nauki.

Ponad trzysta lat zajęło hierarchom Kościelnym zaakceptowanie faktu, że to Ziemia krąży wokół Słońca, a nie Słońce wokół Ziemi. Zanim zdecydowali się przyznać, że jednak nie ma co walczyć z tą teorią, jest ona dość logiczna i wyjaśnia kilka zjawisk, na stosie spłonęło kilku naukowców, którzy już wcześniej przyznali rację Kopernikowi (m.in. Giordano Bruno). Co ciekawe, dzisiaj duchowni zastrzegają, że religia nie wyklucza się z nauką, a za przykład uczonego katolika podają właśnie Kopernika…

Piętnowanie innych za przekonania, wiarę czy poglądy jest niewłaściwe. Jednak niebezpiecznie zaczyna się robić także wtedy, gdy ktoś uzna, że jego poglądy i przekonania powinny być obowiązujące dla wszystkich i będzie w stanie kłamać, by zastana rzeczywistość pasowała jak ulał do jego wizji świata.

I właśnie taką ekwilibrystykę wykonywał dzisiaj u Moniki Olejnik w Radiu ZET rzecznik Konferencji Episkopatu, ksiądz Józef Kloch. Podczas rozmowy brzmiał jak niedouczony gimnazjalista, który okrągłymi zdaniami próbuje zapracować na ocenę dostateczną. Z tą różnicą, że duchowny był absolutnie pewien tego co mówi, a mówił m.in. że HIV można zarazić się przez prezerwatywę, ponieważ nie powstrzymuje ona bakterii. Powtórzę tę zbitkę: HIV i bakterie.

Oczywiście można zaśmiać się pod nosem i ponarzekać, że przedstawiciel polskiego episkopatu opowiada w ogólnopolskim radiu dyrdymały, których powstydziłby się uczeń szkoły podstawowej, jednak z drugiej strony puszczanie takich rewelacji w eter jest po prostu niebezpieczne. Kościół ma problem z nauką, trudno stwierdzić, czy ten problem leży u podstawy tej instytucji, czy wynika z niekompetentnych duchownych. I tak jak oni nieustannie prostują słowa własnego papieża, tak czasem warto wyjaśnić brednie, które próbują wmówić społeczeństwu.

Wierni są jak zwierzęta, czy nie?

Tutaj raczej nie mowa o przeinaczeniu, ale wewnętrznej sprzeczności. Duchowni katoliccy często powołują się na wyższość istoty ludzkiej nad innymi gatunkami. Stwierdzenie, że ludzie są wyposażeni w wolną wolę, sumienie, kręgosłup moralny jest często wykorzystywane jako argument za czystością przedmałżeńską oraz zakazem antykoncepcji. W końcu jako nadgatunek jesteśmy w stanie powstrzymać naszą chuć, zapanować nad instynktami, a nie parzyć się, jak bardzo popularne ostatnio, króliki.

Jednak na zdrowy rozsądek, to zwierzęta odbywają stosunek wyłącznie w celach prokreacyjnych, natomiast ludzie łączą z tym aktem miłość, przyjemność, zobowiązanie i całą masę uczuć, których zwierzęta w dużej mierze nie doświadczają. Jestem więc w kropce, ponieważ seks katolicki w naturalny sposób łączy się z prokreacją czyli…jesteśmy jednak jak nasi mniejsi bracia?

Ten dylemat ukazał się w pełnej krasie, kiedy to papież stwierdził, że katolicy nie powinni rozmnażać się jak króliki, ale skupić się przede wszystkim na wzięciu odpowiedzialności za swoje potomstwo. To z kolei ubodło prawicowego publicystę Tomasza Terlikowskiego, który zapewnił, że on jednakowoż czuje się królikiem i zamierza rozmnażać się na potęgę. Znowu nachodzą mnie wątpliwości, bo ten sam publicysta nieco ponad miesiąc temu stwierdził, że zwierzęta nie mają praw, a ich ochrona prowadzi do aborcji i eksperymentów na ludzkich płodach. To w końcu aborcja czy płodzenie potomstwa? Trudno się w tym połapać.

Wiedza w pigułce, czym nie jest wymuszanie poronienia?

Tylko naiwni i nieznający życia w Polsce mogli przypuszczać, że dopuszczenie do sprzedaży antykoncepcji awaryjnej bez recepty, nie będzie się wiązało z nerwową reakcją Kościoła i oczywiście przeinaczaniem faktów na własną (sic!) modłę. Czym najlepiej obarczyć kobiety, które zdecydowały się zażyć ellaOne? Winą, podstawą religii katolickiej i grzechem, zdaniem hierarchów śmiertelnym. I oczywiście zdemonizowaniem do granic możliwości specyfiku, który może ustrzec kobietę przed niechcianą ciążą.

Coś, co zażywa się po stosunku nie jest antykoncepcją, ale morderstwem. Przecież po akcie seksualnym do zapłodnienia dochodzi natychmiast, a w kobiecej macicy od razu zagnieżdża się mały, różowy bobas. Celem tabletki jest zabicie tego dzieciątka. Hierarchowie nie przyjmują do wiadomości, że hormony zawarte w tabletce po prostu uniemożliwiają zapłodnienie, więc nie ma mowy o zabiciu kogokolwiek.

Ksiądz Kloch zapewniał u Moniki Olejnik, że pigułka w pewnych warunkach może mieć działanie wczesnoporonne. Na prośbę dziennikarki o doprecyzowanie, w jakich, duchowny obruszył się, że jest przepytywany, ale równocześnie dodał, że nie ma problemu, ponieważ jest znakomicie przygotowany. – Wskutek tabletki obumiera zarodek, czyli przestaje istnieć życie ludzkie. Mimo że Monika Olejnik cały czas tłumaczyła, że tabletka działa właśnie w ten sposób, by nie powstał zarodek, ksiądz Kloch postanowił uciec się do metafory: Kiedy jet nasionko, to wystarczy gleba, żeby urosło.

Kobiecy organizm działa w ten sposób, że jeśli nie dojdzie do zapłodnienia, to wyrzuca z siebie to nasionko, czy to oznacza, że genetycznie jesteśmy zaprojektowane jako morderczynie? Zamiast trzymać te nasionka, hodować, dbać, to przy każdym cyklu menstruacyjnym się ich pozbywamy!

Rzecznik dodał też, że niebezpieczna jest potężna dawka hormonów, którą kobieta przyjmuje razem z tabletką ellaOne. Aż strach jakim grzechem jest w takim wypadku jedzenie kurczaków.

Gender to nie ideologia

Kolejnym śmiertelnym wrogiem Kościoła jest straszny dżender, któremu rosną włosy między palcami i żywi się krwią małych dzieci. A tak na poważnie, tworzenie z określenia definiującego płeć kulturową całej ideologii jest bardzo dużym nadużyciem. Co mówią duchowni? Ksiądz Oko grzmiał w programie TVN-u: Genderyzm to jest brutalna seksualizacja dzieci i dążenie do władzy totalitarnej. To redukcja człowieka do pożądania i seksualności.

Zaraz, zaraz, a określanie siebie jako królika nie jest taką samą redukcją? Co więcej, zdaniem biskupa Michalika to gender sprawia, że księża molestują dzieci. Winni są oczywiście najmłodsi, bo nafaszerowani zgubnym genderyzmem tracą poczucie wstydu i pędzą w ramiona księży. A księża nie mogą się powstrzymać, bo… są jak zwierzęta lub nie są jak zwierzęta – niepotrzebne skreślić.

Na nic tłumaczenia, że gender jest określeniem płci kulturowej, że różne warunki wychowania, to, gdzie dorastamy, w jakim środowisku, w jakiej kulturze może definiować role płciowe, które bardzo często się różnią. Na nic tłumaczenia, że określenie to dotyczy nauki, co oznacza, że ma funkcje opisującą, wyjaśniającą, analizującą, a nie nakazującą czegokolwiek, np noszenia sukienek przez chłopców.

Księża ulepili już z błota i gliny własnego dżendera, który poszedł w miasto i zbiera krwawe żniwo.

In-vitro to nie eugenika

Ile trzeba mieć złej woli, by stwierdzić, że ludzie, którzy bardzo chcą mieć potomstwo dokonują masowych mordów na zarodkach. Jak bardzo trzeba być bezmyślnym, żeby publicznie powiedzieć, że dzieci poczęte tą metodą mają bruzdę dotykową.

Metoda zapłodnienia pozaustrojowego jest dla wielu małżeństw jedyną szansą na posiadanie własnego potomka. Jednak dla księży zapłodnienie pozaustrojowe jest wyznacznikiem cywilizacji śmierci, natomiast takie naturalne jest oznaką dobrej cywilizacji.

Znowu, nie o uczucia, odpowiedzialność, gotowość do wychowania potomka tu chodzi, tylko o to, by dziecko powstało w wyniku konstelacji penis-pochwa. In vitro jest demonizowaną masową egzekucją mrożonych zarodków i straszeniem rodziców, którzy decydują się na zabieg, że prawdopodobne rodzeństwo ich potomka zginęło w laboratorium. Jednak to, że zarodki giną nie jest żadnym ewenementem. Około 50-60% powstających zarodków ma wady genetyczne i mowa tu zarówno o tych, które powstają w ciele kobiety, jak i tych z laboratorium. Często obumierają przed zagnieżdżeniem, z czego nie zdaje sobie sprawy kobieta.

W przypadku in vitro różnica jest taka, że kiedy taki zamrożony zarodek umiera, to można to stwierdzić. Więc jeśli mowa o eugenice, to jest ona wpisana w specyfikę kobiecego organizmu, w warunkach naturalnych zarodki też giną. Ale czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal albo raczej, czego księża nie wiedzą, to nie jest prawdą.

Czym jest HIV?

Ostatnią kwestię poruszoną na początku materiału da się zamknąć w kilku słowach. Prezerwatywy nie zawsze chronią przed HIV, ale bardzo zwiększają szansę niezarażenia. Bakterie HIV nie przedostają się przez prezerwatywę, bo HIV jest wirusem.

naTemat.pl

Apel: Chcemy wspólnego startu lewicy społecznej. „Lewicy w Sejmie teraz nie ma. Jest Anna Grodzka”

Dorota Żuberek, 21.01.2015
Anna Grodzka podczas posiedzenia Sejmu VII kadencji

Anna Grodzka podczas posiedzenia Sejmu VII kadencji (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

– Kto jest lewicą, która może przyznać się, że jest autentyczna i skuteczna? Mało kto ma ten komfort. Ja jestem z frakcji marzycieli, którzy coraz mniej wierzą w „siłę bezsilnych” – mówił w TOK FM Jakub Dymek z Krytyki Politycznej. Jego zdaniem prawdziwą „lewicą” w Sejmie jest Anna Grodzka.
– Mur, który blokował wejście niezależnej lewicy do Sejmu, jest słaby jak nigdy. Twój Ruch się praktycznie rozpadł, a skompromitowane SLD traci resztki życia. I to moment, by lewica społeczna zaangażowana mogła się zjednoczyć i wejść do parlamentu – pod listem z taką tezą podpisało się 200 osób – osoby z „KP”, Zielonych, Młodych Socjalistów oraz przedstawiciele organizacji pozarządowych, aktywiści, publicyści…Lewica w Sejmie? Anna Grodzka

– Ciągle mam obawę, że to nie jest jeszcze moment upadku SLD – mówił w TOK FM Jan Mencwel z magazynu Kontakt. – Manewr z wystawieniem na prezydenta Magdaleny Ogórek może okazać się deską ratunku i to być może będzie szansa na złapanie ostatniego oddechu. SLD to lewica tylko z nazwy. Teraz w Sejmie nie ma ugrupowania lewicowego. Jest lewicowa posłanka Anna Grodzka, która przyłączyła się do Zielonych – komentował.

Są Zieloni, ale słabi…

Czy w parlamentach krajów Unii jest jeszcze coś takiego, co można określić słowem „lewica”? W krajach zachodnioeuropejskich są Zieloni, ale nie są na tyle mocni, żeby rządzić samodzielnie, ale np. politycy Zielonych rządzą miastami – np. Wiedniem. Brytyjska Partia Pracy czy niemieckie SPD to partie, które obierają kurs mainstreamowy i liberalny.

Jakub Dymek z Krytyki Politycznej: Dlaczego w Polsce nie ma lewicy? Odpowiedź, że Palikot coś zepsuł, jest niewystarczająca. Koniunktura polityczna zmienia się powoli. SLD i SdRP trafiły na niedobry czas, gdy lewica się kompromitowała w całej Europie.

„KP chce zmiany”

– Kto jest lewicą, która może przyznać się, że jest autentyczna i skuteczna? Mało kto ma ten komfort. Ja jestem z frakcji marzycieli, którzy coraz mniej wierzą w „siłę bezsilnych” – kontynuował Dymek. – Moim zdaniem potrzebny jest akces do prawdziwej siły, nie fantazmatycznej. Krytyka Polityczna jest środowiskiem, które chce zmiany. Nie chce przeistoczyć się w partię, nie chce wskoczyć na wózek którejkolwiek z partii, przyklepywać ładnymi zdaniami brudnej polityki którejkolwiek z partii lewicowych w parlamencie – mówił Dymek. Jego zdaniem trzeba zmieniać myślenie przez dyskurs i obecność w mediach.

Wszyscy gadają, a robić nie ma komu…

– Wiele osób się garnie do analizowania czy twórczego programowania, ale nie walki w parlamencie – zauważyła prowadząca audycję Agnieszka Lichnerowicz.

Jan Mencwel zauważył, że w sferze dyskursu jest duża bańka postulatów i sposobu myślenia. – Co pół roku czytamy wywiad ze Sławomirem Sierakowskim, który mówi, czemu nie ma lewicy i że mogłaby być. Kiedyś musi przyjść moment, że trzeba zacząć – zauważył.

Inspiracją mógłby być hiszpański Podemos – partia, która wyrosła ze środowiska aktywistów z Ruchu Oburzonych. Poradziła sobie dobrze w wyborach do europarlamentu, choć istniała zaledwie cztery miesiące. Teraz jest jedną z większych sił w kraju. Jednak zdaniem gości programu Światopodgląd Podemos jest silnie antyestablishmentowa, a w Polsce te emocje zagospodarowuje PiS.

Mencwel uważa, że lukę wypełnić mogę ruchy miejskie, które są źródłem pomysłów i inicjatyw, kreowania. Dodał, że presja, jaką wywierają, sprawia, że politycy „neoliberalnej hegemonii” czują ich oddech na plecach i zaczynają się uginać. Przykłady? Wprowadzenie w Warszawie budżetu partycypacyjnego (po referendum ws. odwołania Hanny Gronkiewicz-Waltz) czy sukces inicjatywy Kraków Przeciwko Igrzyskom. Na większą skalę udało się oskładkowanie umów śmieciowych czy płatny urlop macierzyński i tacierzyński. – Lewica nominalna nie robi nic, ale prawicowi liberalni politycy czują, że nie mogą robić wszystkiego – mówili goście Lichnerowicz.

Zobacz także

TOK FM

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: