Michnik (08.01.15)

 

Najbardziej niezwykły „Zwierzoczłekoupiór” naszych czasów. Wspomnienie o Tadeuszu Konwickim [ADAM MICHNIK]

Adam Michnik, 08.01.2015
18.05.2012 Tadeusz Konwicki i Adam Michnik podczas ceremonii przyznania tytułu Człowiek Roku 2012 w siedzibie

18.05.2012 Tadeusz Konwicki i Adam Michnik podczas ceremonii przyznania tytułu Człowiek Roku 2012 w siedzibie „Gazety Wyborczej” (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Tadeusz Konwicki wyznał kiedyś, że nigdy swego pióra nie skierował i nie skieruje przeciw innoplemieńcom, ale tak jak nacjonalizmu, tak bał się również sowietyzacji narodu, bankructwa moralnego Polski, stoczenia się w nihilizm.
Tadeusz Konwicki, który odszedł z naszego świata, był wybitnym pisarzem i reżyserem niezapomnianych filmów. I książki, i filmy trwale naznaczyły polską świadomość i polską pamięć. Przeżył wiele: klęskę II Rzeczypospolitej, partyzantkę w Armii Krajowej i jej katastrofę, wygnanie z ojczystej Wileńszczyzny, wiarę w budowę ustroju sprawiedliwości społecznej i upadek tej wiary, gdy uświadomił sobie na resztę życia, że „niebo gwiaździste nade mną, prawo moralne we mnie”.

Tadeusz Konwicki odnalazł szczególny język, który umożliwiał mu porozumienie z czytelnikami poza kleszczami cenzury; dlatego też był przez czytelników uwielbiany.

Zawsze chodził własnymi ścieżkami. Nigdy nie gonił za modą; to raczej on tworzył nowe mody. Miewał wielu naśladowców, ale nie sposób było naśladować Konwickiego. Jego wrażliwość i mądrość serca, jego ironia i sarkazm, ale też odwaga i determinacja – wszystko to tworzyło niepowtarzalną całość, która na zawsze będzie współokreślać kulturę narodową.

W jego pisarstwie był duch Stefana Żeromskiego, ale też męstwo Andrzeja Kmicica i nieposkromiona wyobraźnia Witkacego.

Nie znosił narodowej tromtadracji, nie cierpiał megalomanii narodowej i cierpiętnictwa, przestrzegał przed nacjonalizmem i brzydził się antysemityzmem. Rodzącą się opozycję demokratyczną wspierał swoim nazwiskiem i książkami publikowanymi poza cenzurą. Zawsze jednak, niezależnie od obiegu, był pisarzem niezgody na życie i los, bywał gorzki w swoich obrachunkach z Polską i Polakami, ale dlatego właśnie wciąż warto powracać do „Rojstów” czy „Wniebowstąpienia”, do „Kompleksu polskiego” czy „Małej Apokalipsy”. Te obrazy, pełne rozpaczy i miłości, dobrze obrazują jego patriotyzm – dyskretny, pełen sceptycyzmu wobec wrzaskliwych frazesów bogoojczyźnianych.

Konwicki wyznał kiedyś, że nigdy swego pióra nie skierował i nie skieruje przeciw innoplemieńcom, ale tak jak nacjonalizmu, tak bał się również sowietyzacji narodu, bankructwa moralnego Polski, stoczenia się w nihilizm.

Polska Konwickiego była ojczyzną wielu narodów, religii i języków – było w niej miejsce na Kościół katolicki, na Cerkiew prawosławną, na meczet tatarski, zbór luterański czy synagogę żydowską. Był – jak Adam Mickiewicz i Czesław Miłosz – dzieckiem Wielkiego Księstwa Litewskiego, obszaru wolnego od przekleństwa etnicznej wyłączności.

W swej sztuce zawsze był adwokatem spraw beznadziejnych i ludzi przegranych – tym naznaczył swój czas i takie było jego przesłanie: ironia wobec siebie, solidarność z prześladowanymi. Jego diagnozy chorej, polskiej świadomości były boleśnie precyzyjne: dość przeczytać „Wniebowstąpienie” czy „Kalendarz i klepsydrę”.

„Mała Apokalipsa” była okrutną diagnozą i surową przestrogą przed tym, co może się zdarzyć w przyszłości. Zapamiętałem jego opinie o ludziach opozycji: „To są tacy sami aparatczycy jak państwowi. Etatowi, zrutynizowani, dożywotnio (…) Oni są kością z kości reżymu. (…) Wydzieliną tego systemu, żebrem z ciała tej tyranii”. Zapamiętałem te słowa na zawsze.

I zapamiętałem jeszcze rozważania Tadeusza Konwickiego o religii. Na pytanie o wiarę w Boga jeden z bohaterów „Wniebowstąpienia” odpowiadał: „Wierzę w złego Boga”. W „Kalendarzu i klepsydrze” pisarz opowiadał przejmująco o swoich modlitwach. Tak, to był homo religiosus. Ale z dumą też podkreślał swą niezależność od hierarchii Kościoła katolickiego – nie ufał instytucjonalnym hierarchom Kościoła naszego czasu.

Obcowanie z Tadziem było radością i powodem do dumy. Przysłuchiwanie się jego dialogom z Gustawem Holoubkiem czy Andrzejem Łapickim było zarazem uczestniczeniem w polskości innej epoki. Każdy z nas dopraszanych do stolika w kawiarni Czytelnika czy potem na Nowym Świecie u Bliklego miał poczucie radości z powodu wyróżnienia przez życzliwość tego niezwykłego człowieka.

Było dla nas wielką radością, gdy Tadeusz Konwicki zgodził się przyjąć tytuł Człowieka Roku „Gazety Wyborczej” i dał swą zgodę na zbiorowe wydanie jego książek w wydawnictwie Agory. Dzięki temu mieliśmy jakiś wkład w upamiętnienie tego najbardziej niezwykłego „Zwierzoczłekoupiora” naszych czasów.

Tadziu, będziemy o Tobie zawsze pamiętali.

Zobacz także

wyborcza.pl

Kościół Potwora Spaghetti „nie powstał, by wyznawać i szerzyć wiarę”. Rejestracji nie będzie

Paweł Kośmiński, 08.01.2015
Ramen Bar Amen w Warszawie

Ramen Bar Amen w Warszawie (Fot. Jacek Marczewski / Agencja Gazeta)

„Doktryna ta zdradza w sposób zdecydowany cechy parodii doktryn już istniejących, a zwłaszcza chrześcijaństwa, zmierzając do ośmieszenia lub podważenia pewnych idei/prawd wiary, które mogą budzić sprzeciw u niewierzących (np. przekonanie o spożywaniu ciała i krwi Chrystusa w trakcie komunii)” – uzasadnia swoją kolejną odmowę ministerstwo. Pastafarianie nie składają broni, rozważają skargę do Strasburga.
– Ministerstwo ponownie nie zawiodło i okrasiło pismo bardzo ciekawymi spostrzeżeniami i argumentami, dlaczego odmawia nam prawa do wolności wyznania. Niebywałość i groteskowość tych treści przyćmiewa wszystkie poprzednie decyzje razem wzięte – komentują decyzję Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji polscy pastafarianie. Resort już po raz kolejny odmówił wpisania Kościoła Latającego Potwora Spaghetti do rejestru Kościołów i innych związków wyznaniowych.Bo to ateiści, którzy śmieją się ze spożywania ciała i krwi Chrystusa

Ministerstwo zalicza Kościół Potwora do tzw. joke religions, traktuje go jako parodię religijną i podkreśla jej „znaczący element żartu”. „Z punktu widzenia religioznawstwa doktryna ta zdradza w sposób zdecydowany cechy parodii doktryn już istniejących, a zwłaszcza chrześcijaństwa, zmierzając do ośmieszenia lub podważenia pewnych idei/prawd wiary, które mogą budzić sprzeciw u niewierzących (np. przekonanie o spożywaniu ciała i krwi Chrystusa w trakcie komunii)” – czytamy w uzasadnieniu ostatniej decyzji.

Resort twierdzi, że wyznawcy Jego Makaronowatości to „ateiści, którzy nie kryją się ze swoim ateizmem i w przeciwieństwie do innych wyznawców ‚wymyślonych religii’ nie traktują swojej poważnie”.

„Ich doktryna religijna, oparta na ‚świętych księgach’ parodiujących Biblię, jest tylko specyficzną formą protestu przeciwko negatywnym – ich zdaniem – elementom tradycyjnych religii, przede wszystkim zaś fundamentalistycznego chrześcijaństwa” – czytamy w oficjalnym piśmie z ministerstwa.

Kilka lat walki o rejestrację, czyli kiedy religia staje się prawdziwa

Na te argumenty wyznawcy Potwora Spaghetti odpowiadali już wielokrotnie. Bo i historia próby zarejestrowania związku wyznaniowego sięga aż 2012 r. Wtedy to pastafarianie złożyli wniosek do ówczesnego ministra Michała Boniego po raz pierwszy. Po nim władzę w resorcie objął Rafał Trzaskowski, a w końcu – Andrzej Halicki. Wszyscy jednak mieli takie samo zdanie – Kościół Potwora to nie religia, ale jej parodia.

„Pragniemy jedynie, aby przedstawiciele wszystkich wyznań w Polsce mogli się cieszyć z równych swobód w możliwości sprawowania kultu i szerzenia wiary, również w sferze publicznej” – odpowiadali pastafarianie w specjalnym liście skierowanym do urzędników. I pytali: „Czas w żadnym stopniu nie czyni religii bardziej prawdziwą. Czy wiara chrześcijan z początku naszej ery była słabsza od wiary ich potomków w XXI wieku? Czy takie rzeczy w ogóle podlegają ocenie?”.

Ministerstwo na straży bezstronności RP w sprawach religijnych

Ostatnie odwołanie pastafarianie wysłali do ministra administracji w listopadzie. Zarzucili mu naruszenie m.in. konstytucji, Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności, Ustawy o gwarancjach wolności sumienia i wyznania, wreszcie – kodeksu postępowania administracyjnego. Podkreślili, że odmówienie im prawa do swobody wyznawania i szerzenia wiary jest przejawem niedopuszczalnego uzurpowania sobie przez państwo prawa do oceniania prawowitości przekonań religijnych.

– Naprawdę jesteśmy ciekawi, jaką ministerialną techniką czy urządzeniem jest on w stanie ocenić poziom wiary w wierze obywatela – zastanawiali się już w październiku.

Teraz minister przekonuje, że „nie uznając Kościoła Latającego Potwora Spaghetti za wspólnotę wyznaniową utworzoną w celu wyznawania i szerzenia wiary religijnej, stanął na straży bezstronności RP w sprawach przekonań religijnych”. „Naruszeniem tej zasady byłoby wpisanie do Rejestru Kościołów i innych związków wyznaniowych wspólnoty, która wyznaniową nie jest” – twierdzi.

Przedstawiciele Kościoła jednak nie ustępują. Już zapowiedzieli, że złożą skargę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego, a jeśli będzie trzeba, to skierują sprawę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. – Jesteśmy zdeterminowani, a kolejne bezprawne i niekonstytucyjne odmowy urzędników jedynie tę determinację zwiększają – nie kryją.

Zobacz także

wyborcza.pl

Rząd bierze się za górnictwo. Będzie tradycyjne palenie opon? „Ja bym chętnie oddał te kopalnie związkowcom”

Piotr Markiewicz, 08.01.2015
Listopad 2014 r. Górnicy emeryci protestują przeciwko odebraniu im deputatów przez Kompanię Węglową

Listopad 2014 r. Górnicy emeryci protestują przeciwko odebraniu im deputatów przez Kompanię Węglową(DAWID CHALIMONIUK)

Rząd przestał się bać i mówi wprost: Będziemy zamykali nierentowne kopalnie. Czy w roku wyborczym czekają nas więc protesty górników? Najpewniej tak. Ale czy słuszne? – Jeśli związkowcy mówią, że ten projekt im się nie podoba, to niech przedłożą na piśmie inny – komentował w TOK FM Jan Król, b. wicemarszałek Sejmu.
Likwidacja 4 z 14 kopalń Kompanii Węglowej, przejęcie 9 przez nową spółkę utworzoną przez Węglokoks – m.in. takie założenia programu naprawczego KW przyjął w środę rząd. Plan zakłada też pozostawienie w Kompanii majątku niezwiązanego z działalnością górniczą z przeznaczeniem do likwidacji. Czyli sprzedaży.Wśród rozwiązań wskazano przeniesienie 6 tys. osób do innych zakładów i osłony dla 5,2 tys. zwalnianych – kosztem ok. 2,3 mld zł.

– Wyłom został dokonany. Nie przypominam sobie, żeby do tej pory w oficjalnym programie rządowym znalazła się zapowiedź wygaszania i zamykania kopalń. A tu mamy wyraźnie wskazane nazwy instytucji, które mają być zamknięte – komentował w audycji EKG Janusz Jankowiak z Polskiej Rady Biznesu.

A związkowcy już zapowiedzieli pierwsze protesty, o czym poinformował szef śląsko-dąbrowskiej Solidarności Dominik Kolorz po zebraniu Międzyzwiązkowego Komitetu Protestacyjno-Strajkowego Regionu Śląsko-Dąbrowskiego. W skład komitetu wchodzą: Solidarność, OPZZ, Forum Związków Zawodowych, Sierpień 80 i związek Kontra. Jaki kształt ma mieć protest? Tego działacze nie zdradzają. Wiadomo, że ma się odbyć w poniedziałek.

Restrukturyzacja jak w sektorze finansowym

Zdaniem Janusza Jankowiaka, przedstawiony przez rząd program powtarza wzorzec restrukturyzacji zadłużonych firm z sektora finansowego. – Polega na tym, że dzieli się masę, którą ma się restrukturyzować, na dwie części. Jedna jest – zdaniem restrukturyzujących – dobra, a druga – zła. Może się okazać, że ten podział został zrobiony prawidłowo i te firmy rentowne dają sobie radę utrzymać się w tej grupie przy określonej założonej cenie węgla. Ale jak ta cena spadnie, to może się okazać, że część z tych firm spadnie do drugiej grupy.

– Tego typu restrukturyzacje – poprzez likwidację części majątku – są normalnie prowadzoną praktyką – przekonywała Grażyna Piotrowska-Oliwa, była prezes PGNiG. – Mówimy teraz, że 2,3 mld zł zostaną przeznaczone w ciągu dwóch lat na cały program restrukturyzacji. To oczywiście bazuje na cenie węgla, która uległa w ostatnich latach zmniejszeniu. Duże znaczenie będzie miało to, czy koszty zostały właściwie oszacowane. Eksperci już mówią, że to może być mało.

Szef śląsko-dąbrowskiej Solidarności widzi sprawę jednak inaczej. Ocenił rządowy plan dla KW jako „kuriozalny”. Jego zdaniem polega on jedynie na likwidacji, łamie „standardy przyzwoitości i normalności”, a także będzie skutkował olbrzymimi skutkami negatywnymi dla regionu.

Czekają nas protesty?

Piotrowska-Oliwa zwróciła uwagę, że ten projekt nie był konsultowany ze stroną związkową i społeczną. – Można się spodziewać, jaka ta odpowiedź będzie. Pytanie też o procedowanie tego w Sejmie – to może zająć kilka miesięcy. Konia z rzędem temu, kto wyobrazi sobie wszystkich głosujących w Sejmie w okresie przedwyborczym za przyjęciem programu, który spowoduje, że będzie palenie opon w Alejach Ujazdowskich – wytknęła.

– Ten program jest abecadłem restrukturyzacji firmy, która jest na granicy upadłości – zauważył Jan Król, były wicemarszałek Sejmu, Rada Nadzorcza PARP, Kancelaria Prawna Domański Zakrzewski Palinka. – Jeżeli do każdej tony węgla w kopalniach w tym holdingu dopłaca się 42 złote, a za listopad 66 zł, a ceny węgla mogą jeszcze spaść, to abecadło ekonomiczne i społeczne mówi o restrukturyzacji – dodał.

Król zaznaczył wyraźnie, że to działanie nie jest przeciw interesowi ludzi, tylko właśnie odwrotnie – w ich interesie. – I to jeszcze dodatkowo w sytuacji, kiedy osoby zwalniane mają tak potężną osłonę socjalną. To naprawdę bardzo ekskluzywne warunki odejścia z pracy.

– Ja mam szacunek do wszystkich ludzi pracy, ale jeśli związkowcy mówią, że nie podoba im się ten projekt, to niech przedłożą na piśmie inny projekt. Bo ja bym chętnie oddał te kopalnie związkowcom. Ich przywódcy powinni zastanowić się, jak uratować branżę, a nie kopalnie deficytowe, które wymagają zamknięcia – dodał.

Związkowcy nawet zostali zaproszeni na spotkanie z rządem, jednak po naradach stwierdzili, że z niego nie skorzystają.

A może trzeba inaczej

Do kwestii odpraw odniósł się też Jankowiak. – Jakieś odprawy są konieczne – stwierdził. – Natomiast proporcje podziału tych pieniędzy między odprawy w gotówce a pieniądze przeznaczone na przekwalifikowanie, szkolenia, miejsca pracy dla tych ludzi, wydają mi się kluczowe. Nasze doświadczenia z górnictwem pokazują, że takie wieloletnie, wielomiesięczne odprawy dla ludzi, którzy nie żyją w komfortowych warunkach, powodują różne pokusy. Z tym jest związany problem nadużycia – zamiast myśleć o przyszłości, korzystam z tego, co właśnie dostałem – podsumował.

Zarys planu naprawczego dla aktywów Kompanii Węglowej szacuje koszt jego realizacji na 2,3 mld zł – 1,4 mld w 2015 r. i 0,9 mld w 2016. Utrzymywanie obecnej sytuacji do 2020 r. obciąży gospodarkę koniecznością pokrycia 10-25 mld zł strat, w zależności od cen węgla.

W dokumencie stwierdza się m.in., że Kompanii Węglowej grozi całkowita utrata płynności do końca stycznia, ostatnio spółka przynosiła 200 mln zł strat miesięcznie na działalności operacyjnej, natomiast do tony wydobywanego węgla KW dopłacała średnio 42 zł, przy czym w listopadzie ta wielkość sięgała 66 zł. W 11 miesięcy 2014 r. na sprzedaży węgla KW straciła 1 mld 140 mln zł, a zobowiązania na koniec listopada sięgały 4,2 mld zł.

Zobacz także

TOK FM

Adam Michnik i e-papieros na wizji, czyli brakująca etiuda Jarmuscha

Mało kto słuchał tego, co Michnik miał do powiedzenia – wszyscy skupili się na e-papierosie.
Mało kto słuchał tego, co Michnik miał do powiedzenia – wszyscy skupili się na e-papierosie. Fot. Twitter

Jim Jarmusch o tym nie wie, ale Adam Michnik właśnie dopisał kolejną etiudę do jego filmu „Kawa i papierosy”. Etiuda, w której wystąpił – nie po raz pierwszy zresztą – nosi tytuł „Adam Michnik i papierosy palone publicznie”. Tym razem naczelny „GW” zapalił e-papierosa w programie „Tomasz Lis na żywo”. Większość dziennikarzy i komentatorów uznała, że przekroczył granice dobrego smaku, pogwałcił dobre obyczaje i pokazał widzom, że ich nie szanuje. Nie brakuje też głosów, że „promując palenie” złamał prawo. Rzecznik TVP Jacek Rakowiecki uważa jednak, że sprawa jest niepoważna. – Niepoważne jest zajmowanie się faktem, że Adam Michnik zapalił w studiu e-papierosa zamiast tym, co mówił – komentuje dla naTemat.

Herbata, denaturat, papierosy
Fakt – w materiałach o udziale Michnika w programie Tomasz Lisa próżno szukać informacji o tym, co mówił publicysta. A mówił dużo i ciekawie. Mówił o dobrym wizerunku, jaki Polska ma za granicą, ale i o kruchości młodej, polskiej demokracji. – Ona może zostać łatwo zrujnowana, widzieliśmy to w innych krajach, w Ukrainie za czasów prezydenta Janukowycza, jak jest dziś rujnowana w Rosji i na Węgrzech (…) jak niewiele brakowało, a ten sam scenariusz powtórzyłby się na Słowacji i w Rumunii – mówił naczelny „GW”. Mówił też o służbie zdrowia, o rządzie i ruchomych piaskach, na jakich on stoi. Mówił o premier Kopacz. O wyborze między „herbatą a denaturatem”, jaki mają polscy wyborcy. Jednak w większości mediów słychać tylko o „e-papierosie”.

Do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji wpłynęły cztery wnioski ze skargami związanymi z e-paleniem przez Michnika w studiu TVP2. – Zgodnie z procedurą KRRiT zwróci się do nadawcy o przesłanie audycji, po jej analizie odniesie się do zarzutów podnoszonych w skargach – mówiła Katarzyna Twardowska, rzeczniczka prasowa KRRiT, w rozowie z portalem wirtualnemedia.pl.

Tu nie chodzi o promowanie palenia, tylko o Michnika
W komentarzach dominują głosy krytyki. – W kategoriach publicznego chamstwa palenie w telewizji oceniam gorzej niż jedzenie sałatki w ławie poselskiej – napisała na Twitterze blogerka Kataryna, porównując Michnika do wygłodniałej posłanki PiS Krystyny Pawłowicz w Sejmie. – Potężny kiedyś facet, który uformował III RP. Dziś najważniejsze, że był z e-papierosem. Gorzkie – uznał dziennikarz „Wprost” Michał Majewski.

I na tym właśnie skupia się cała dyskusja – na e-papierosie, choć kiedy Maria Czubaszek zapaliła na wizji, oburzenia nie było. Skarg do KRRiT – nie było. Podobnie jak w przypadku, kiedy Andrzej Urbański popalał fajkę. – Przywołałbym tego Urbańskiego, to jest charakterystyczne, że na fajkę nikt nie zareagował i nikt nie złożył skargi. To znaczy, że nie chodzi o rzekome promowanie palenia, tylko o osobę Adama Michnika – mówi Rakowiecki.

Jasne, że chodzi o Michnika. Każdy powód do zaatakowania naczelnego „GW” jest dobry. Z drugiej strony, nie brak i głosów usprawiedliwiających zachowanie publicysty – to nie pierwszy raz, kiedy palił publicznie.

PIOTR KŁYK, SZKOŁA DOBRYCH MANIER

Rzeczywiście, mamy w Polsce kilka osobowości, którym więcej uchodzi na sucho. Dla przykładu wymienić można tu również Jerzego Owsiaka, który na konferencji prasowej potrafi chodzić po biurkach. Takie zachowanie zwraca z pewnością uwagę, jednakże i tak wszyscy patrzą na to przez palce. W końcu „tacy już są” i większość zdążyła się do tego przyzwyczaić.

Kłyk dodaje jednak, że nie zmienia to faktu, iż niektóre treści czy zachowania, a szczególnie palenie tytoniu, nie powinny mieć miejsca w kanałach masowego przekazu, w tym telewizji publicznej. – To, że artyści czy publicyści przekraczają granicę obyczajowe nie jest niczym nowym, kwestią pozostaje wyczucie miejsca i czasu, w jakim się to robi – komentuje Kłyk dodając, że „pan Michnik nie jest nadczłowiekiem”.

Kryptoreklama?
Z taką oceną zgadza się specjalista ds. wizerunku Dariusz Tworzydło, który uważa, że Michnik przekroczył granicę dobrego smaku. – Adam Michnik jest postacią kontrowersyjną, albo jest atakowany, albo chwalony. Osobiście nie popieram tego typu zachowań, bo są pewne granice, których moim zdaniem przekraczać nie wolno. Jedną z nich jest palenie w programie publicystycznym – mówi ekspert.

Dodaje, że mało prawdopodobne jest, by Adam Michnik nie przewidział zamieszania, jakie wywoła jego zachowanie. – Prawdopodobnie wiedział, że wywoła dyskusję, dlatego dopuszczam, że kryje się za tym drugie dno, może kryptoreklama. Nie zakładam tego, ale dopuszczam taką możliwość – mówi Tworzydło dodając, że współcześnie w mediach uzyskuje się efekt, kiedy coś przyciąga uwagę widzów, wywołuje burzę, zachęca do dyskusji – nawet, jeśli nie jest to dyskusja na temat.

Dariusz Tworzydło uważa także, że porównania do zachowania posłanki Pawłowicz są uprawnione, bo w oba przypadki dotyczą braku wyczucia, a finalnie wpływają na obniżenie poziomu debaty publicznej i jakości dialogu. – Czasy swobodnego palenia wszędzie i o każdej porze minęły bezpowrotnie. Sam fakt niezapytania o możliwość zapalenia w towarzystwie osób niepalących jest swego rodzaj gafą. Wszystko ma swoje miejsce, po to, aby każdy czuł się komfortowo – konkluduje Piotr Kłyk.

naTemat.pl

 

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: