PiS (16.01.15)

 

Uratować frankowiczów, otwierać kopalnie, dołożyć na lekarzy, czyli… a gdyby tak rządził PiS

PiS ma pomysły na kredyty we frankach, służbę zdrowia i górnictwo, ale ich realizacja byłaby bardzo trudna albo niemożliwa
PiS ma pomysły na kredyty we frankach, służbę zdrowia i górnictwo, ale ich realizacja byłaby bardzo trudna albo niemożliwa Fot. Grzegorz Celejewski / AG

Prawo i Sprawiedliwość bije w rząd jak w bęben – najpierw przy okazji konfliktu rządu z lekarzami, teraz afery z górnictwem i problemów zadłużonych we franków. Ale gdy przychodzi do odpowiedzi na pytanie, co samo zrobiłoby na miejscu rządu, stawia wyłącznie na socjalizm i populizm. Polska PiS ma być krajem dobrobytu. Tylko nie bardzo wiadomo, kto za to zapłaci.

Rząd Ewy Kopacz jest po zwycięskiej, ale ciężkiej batalii z lekarzami rodzinnymi, którzy domagali się dużych podwyżek, raczej nie chce ratować Polaków, którzy zaciągnęli kredyty we frankach i forsuje reformę Kompanii Węglowej, polegającą m.in. na likwidacji czterech kopalń. Można się spodziewać, że kumulacja tych spraw przełoży się na wizerunkowe straty i PO, i samej Kopacz. W każdej z nich władza ma przeciwko sobie niemałą grupę społeczną, a w dodatku, jak choćby w przypadku górników, solidarne z “pokrzywdzonymi” społeczeństwo.

Kto skorzysta? Pewnie partia Kaczyńskiego. Jednak będzie to wynik bardziej słabości Platformy, niż sukcesu partyjnej retoryki. Ta jest tak grubymi nićmi szyta, i tak dziurawa, że trzeba mieć naprawdę sporo dobrej woli, by dostrzec w niej zarys alternatywy dla rządowych planów.

Górnictwo
PiS stoi na stanowisku, że rząd je “niszczy i likwiduje”. Prezes Kaczyński już zapowiedział, że kiedy jego obóz dojdzie do władzy, cztery kopalnie, które na celownik wzięła Kopacz, zostaną ponownie otwarte. Nie zdradza, jak w praktyce miałaby wyglądać taka reaktywacja, ale ważne, że w Polskę idzie przekaz: PiS nie zwolni ani jednego górnika, nie zamknie ani jednej kopalni. Rzecznik partii Marcin Mastalerek mówił też kilka dni temu w TVP Info, że “jeżeli cokolwiek ma się zmienić w polskim górnictwie, to przede wszystkim musimy uznać węgiel jako podstawę rozwoju polskiego przemysłu, polskiej gospodarki”.

Takie hasła w obliczu strajków na Śląsku może i są nośne, ale czy aby na pewno odpowiedzialne? Zarówno państwowe instytucje, jak i eksperci, przekonują, że górnictwo powoli się zwija, a nie rozwija. Najwyższa Izba Kontroli szacuje, że przy obecnym tempie wydobycia węgla kamiennego, złóż eksploatowanych i wytypowanych do eksploatacji wystarczy tylko do 2035 roku.

MIROSŁAW TARAS
zwolniony prezes Kompanii Węglowej

Jesteśmy w Unii Europejskiej, która przyjęła określony kierunek – dekarbonizacji. I albo wszyscy to zrozumieją, że to zniszczy górnictwo polskie, albo wreszcie napiszemy programy, które notyfikujemy w UE i będziemy to górnictwo powoli wygaszać, bo taki jest niezbędny kierunek. Zostanie na Śląsku 4 albo 5 kopalń fedrujących węgiel rentownie. Dłuższej perspektywy, jak 15 letniej, dla polskiego węgla nie widzę/

W tym kontekście marzenia PiS o “węglu jako podstawie rozwoju polskiego przemysłu” są w najlepszym razie myśleniem życzeniowym, w najgorszym – czystą partyjną propagandą obliczoną na chwilowy efekt.

Franki
Tutaj daje o sobie znać socjalizm, który w różnych miejscach programu gospodarczego PiS widać jak na dłoni. Przypomnę, że już dwa lata temu, kiedy kurs franka podskoczył, Kaczyński i spółka poczynili kroki, by “kupić” 700 tys. zadłużonych w szwajcarskiej walucie Polaków. Zaproponowali, by była możliwość wielokrotnego przewalutowania kredytów we frankach i zgłosili projekt “korytarza walutowego”, dzięki któremu kredytobiorcy na koszt banków płaciliby niższe raty.

Komisja Nadzoru Finansowego wyliczyła wtedy, że przewalutowanie wszystkich kredytów we frankach to koszt ok. 40-50 miliarda złotych, a taka kwota mogłaby zachwiać polskim systemem bankowym. W wyniku jednej operacji właśnie o tyle zmniejszyłyby się aktywa polskich banków. Znów, jak przy górnictwie, pomysł PiS był efektowny, ale oznaczałby małą katastrofę.

Teraz, gdy kurs franka bije rekordy, największa partia opozycyjna ponownie wkracza do gry. Chce, by rząd “pomógł’ zadłużonym, I po raz kolejny forsuje propozycje, by obywatele płacili mniejsze raty, a koszty zwyżki kursu pokryły banki.

Warto przy tej okazji przypomnieć, że kiedy w 2006 roku Komisja Nadzoru Finansowego sugerowała wprowadzenie ograniczenia w dostępności do kredytów walutowych, PiS przekonywało, że te zalecenia “nie znajdują żadnego potwierdzenia ani uzasadnienia w wynikach finansowych banków”.

Lekarze
Z nimi było podobnie. Partia Kaczyńskiego głośno domagała się dymisji ministra zdrowia Bartosza Arłukowicza, mówiła o porażkach pakietów onkologicznego i kolejkowego, ale trudno było się w tym wszystkim doszukać odpowiedzi na pytanie: “co dalej?”.

Dobitnie pokazała to rozmowa Dominiki WIelowieyskiej z posłanką PiS Anną Zalewską w studio TOK FM. Dziennikarka pytała, czy trzeba dać Porozumieniu Zielonogórskiemu wszystko, czego oczekuje, na co jej rozmówczyni wykręcała się i lawirowała, sprowadzając wszystko do kwestii głowy ministra. Fakt, świętym prawem opozycji jest krytyka, ale świętym prawem obywatela jest pytanie o alternatywę. Tej w sprawie lekarzy nie pokazano.

A ogólny pomysł na służbę zdrowia? Więcej pieniędzy, likwidacja NFZ i budowanie systemu od nowa. Przy czym największą zaletą tego i innych pomysłów jest fakt, że nie będzie mu dane zderzyć się z rzeczywistością.

naTemat.pl

Lewica w wersji kato-hindu. Prawica chce bić Polaków. A Polacy mają dość

Tomasz Piątek, 16.01.2015
TYDZIEŃ KOŃCZY PIĄTEK. Leszek, Ogórek, kiełbasa i sznurek. Po klęsce Ogórek Millerowi sznurek. Z tego nazwiska żartuje nawet szacowna „Polityka” razem z „Krytyką Polityczną”. Ale trudno się dziwić, skoro Ogórek konserwowy.
Wybierz SLD. Tradycyjne polskie konserwy. Przypomnę: Magdalena Ogórek, SLD-owska kandydatka na prezydenta, uważa, że feministki są gorsze od inkwizycji. Magdalenę Środę przyrównała do Konrada z Marburga (średniowieczny ksiądz, który najpierw zachłostał na śmierć Elżbietę Węgierską, a potem spalił na stosie tyle osób, że wierni nie wytrzymali i duchownego zaciukali). Ogórek powiedziała też, że Kościół katolicki jest nowoczesny i bez jego winy Polacy uwikłali się w zakaz aborcji (no tak, pamiętam, sam zakazałem, choć nowoczesny Glemp próbował mnie powstrzymać).

Ale Miller cieszy się z takiej kandydatki. Bo w sondażu dostała aż sześć procent, a Korwin tylko trzy (kanapę mierzy się na korwiny, a dwa korwiny to ogórek). Millerowcy przekonują, że ataki na panią doktor to właśnie antyfeminizm i seksizm. Cieszy mnie, że partia walczy z seksizmem, antyfeminizmem i antyogórkizmem. Ale może niech zacznie od siebie. Bo siedem dni temu zadzwoniłem do SLD prosząc o wywiad z Ogórek i pewien pan, a może towarzysz, z dziwną wesołością poinformował mnie o decyzji innych odpowiedzialnych towarzyszy. Kandydatka jak nastolatka: dostała od nich tygodniowy szlaban na wypowiedzi publiczne.

Tak, ten tydzień był trudny dla lewicy. W wywiadzie dla „Dużego Formatu” Palikot zdradził, że jego doradcą jest Ravi Shankar. Przywódca hinduizmu, z którym Palikot jest w ciągłym kontakcie. Zacząłem się bać o Palikota. Bo Ravi Shankar to wybitny muzyk, który nie żyje. Ale sprawdziłem, poszukałem i okazało się, że jest jeszcze inny Ravi Shankar. Nie „przywódca hinduizmu” (chciałby), tylko założyciel i guru tzw. Fundacji Sztuki Życia oraz Międzynarodowego Stowarzyszenia na rzecz Ludzkich Wartości.

Nie ma to jak guru z fundacją: Shankar oskarżany jest o pranie mózgów. Byli uczniowie mówią, że to cyniczny biznesmen. A prowadzone przez niego organizacje to oparte na bezwzględnej rywalizacji korporacje. Guru wsławił się tym, że zaatakował kiedyś szkolnictwo publiczne. Ogłosił, że wychowuje ono ludzi na lewackich terrorystów. Naprawdę zacząłem się bać o Palikota.

Ale dość o lewicy. Tym bardziej, że to taka lewica, jak ja baletnica. No właśnie, balet, teatr, spektakl w odcinkach. PiS zaprasza na kolejne przedstawienie z serii: „Europejska i Światowa Kompromitacja Platformy w Brukseli”. Wszyscy prawdziwi Polacy pamiętają, jak to Bieńkowska okryła się wieczną niesławą w oczach zachodnich dziennikarzy, którzy dzielnie starli ją na proch (co prawda, gdy ich o to zapytać, odpowiadają: „What rodzaj of proch you brałeś?”). A w najnowszym odcinku Tuska atakuje brytyjski ultra-prawicowiec, Nigel Farage: „Obiecywał pan, że polscy imigranci wyniosą się kiedyś z Wysp do Polski, a teraz sam pan wyemigrował, żeby więcej zarabiać!”. PiS klaszcze, zachwycony. Przypomnę, że w zeszłym roku wzrosła liczba ataków na polskich imigrantów na Wyspach, były nawet ataki bombowe. Właśnie dzięki nagonce prowadzonej przez Farage’a. Jak widać, PiS popiera bicie Polaków za granicą.

Ale nie potępiam prawicy, rozumiem jej silne emocje i rozdrażnienie. Ona co rusz ponosi jakąś klęskę: teraz okazało się, „pigułka po” będzie jednak bez recepty, choć PiS-owcy protestowali. Pewnie myśleli, że to „pigułka PO”. Ale takiej pigułki akurat nie ma. Nikt jej nie wymyślił, bo dotąd jej rolę świetnie pełnił Kaczyński. Wystarczyło go pokazać i od razu człowiekowi odechciewało się gniewać na Platformę. Jak również rozmnażać.

Teraz jednak efekt Kaczyńskiego słabnie. Polacy przestają się bać nie tylko Jarka, ale także, o zgrozo, ekspertów-ekonomistów. I zaczynają czegoś żądać od rządu. Po 25 latach nieustannych sukcesów gospodarczych chcą żyć jak ludzie i pracować sensownie. Z jakichś osobliwych powodów wierzą, że sukces gospodarczy ma coś wspólnego z poziomem życia. A przecież każdy ekspert wam powie, że kluczem do sukcesu są właśnie niskie koszty pracy. Czyli tłumacząc z eksperckiego na nasze: niskie pensje. Dziwni ci ludzie. Nie chcą sukcesu. Lekarze, górnicy, teraz frankiści. Frank im skoczył i chcą, żeby państwo im pomogło. Z jakichś osobliwych powodów wierzą, że państwo ma coś wspólnego z pomaganiem.

A mówiąc zupełnie serio: gówniarz byłem, ale pamiętam, jak PRL-owska TV napuszczała widzów na buntujące się zakłady i branże. „W głowach im się przewraca, bo mają za dobrze”. Więc robi mi się dziwnie, gdy widzę prezenterów i publicystów, co wyśmiewają „roszczeniowość” górników dołowych, choć sami pracują lżej, a zarabiają więcej. Ale wstydzę się też za górników, którzy walczą tylko o swoje. A w każdym razie o cudze nie walczą tak, jak o swoje. Przypomnę, co Karol Modzelewski mówił o tamtych czasach: „Kierowcy we Wrocławiu zastrajkowali, że jest niesprawiedliwy podział podwyżek. Przeciwko sobie. Że trzeba im obciąć, a bardziej podnieść sprzątaczkom i mechanikom”.

Pamiętam jeszcze solidarność. Tamtą „Solidarność”.

Zobacz także

wyborcza.pl

Filozof, muzyk, informatyk rzucają wyzwanie Komorowskiemu. „Kto mnie poprze, weźmie udział w losowaniu”

Michał Wilgocki, 16.01.2015
Chcą rzucić rękawicę Bronisławowi Komorowskiemu. Są „niezależni” i w większości „bezpartyjni” (albo z partii, o których mało kto słyszał). Łączy ich przekonanie o coraz większej biedzie w Polsce. Oraz to, że żadnemu z nich nie uda się zarejestrować swojej kandydatury w wyborach na prezydenta RP.
Roman Włos o prezydenturę próbował już walczyć dwa razy. Nie udało mu się jednak zarejestrować kandydatury. Teraz próbuje po raz kolejny. Już wie, że uzbieranie 100 tys. podpisów na listach poparcia nie jest łatwe, dlatego swoich wyborców kusi tak:

„Każdy kto wpisze się na listę poparcia weźmie udział w bezpłatnym losowaniu cennych nagród takich jak samochody, samoloty, szybowce, komputery, RTV/AGD, itp. Każdy coś wygra” – zapewnia Włos na swojej stronie internetowej.

Dlaczego samoloty? Jednym z elementów jego programu jest punkt „Tanie Latanie Dla Każdego”. Włos chciałby, aby każda rodzina miała swój własny samolot, albo helikopter. Żeby to ułatwić, proponuje rozbudowę systemu lotnisk i lądowisk. Każda rodzina powinna też mieć domek jednorodzinny – dlatego chce wprowadzić program tanich kredytów budowlanych. Bezrobotnych chciałby zatrudnić do zalesiania miast i osiedli, bo „las to zdrowie”. Zapowiada także podwyżki emerytur, rent i płac w ogóle.

Informatyk, co chce zmilitaryzować Polskę

Jarosław Narymunt Rożyński to z kolei informatyk, który o prezydenturę chcę powalczyć po raz pierwszy. 35 lat skończył dopiero w ubiegłym roku. Chwali się, że pierwszą pracę podjął, gdy miał 16 lat, a w wieku 21 założył pierwszą firmę. Jego biznes wyparły jednak duże sieci międzynarodowe i musiał, za chlebem, wyjechać do Wielkiej Brytanii.

„Wróciłem do ojczyzny z nadzieją, że przez ten czas chociaż coś się zmieniło. Na nowo otworzyłem swoją firmę i niewiele czasu minęło, gdy zorientowałem się, że tak naprawdę bardzo niewiele się zmieniło i niekoniecznie na lepsze” – pisze na swojej stronie internetowej.

Jaki ma pomysł na Polskę? Z jego programu wynika, ze jest wielkim fanem wojskowości. Chciałby przeznaczyć 5 procent PKB na obronność. Chce zawodowej armii, liczącej 350 tys. personelu. Podporucznik jego zdaniem powinien zarabiać 8 tys. zł netto, pułkownik – 16 tys., a generał – 25 tys. zł .

W sprawach gospodarczych uważa, że składka ZUS powinna być zlikwidowana. „Należy całą uwagę skupić na zwiększeniu populacji naszego kraju, a nie zwiększeniu opodatkowania” – przekonuje.

Muzyk, który walczy o szopę

Swojego kandydata ogłosiła wczoraj mało znana Partia Libertariańska . Jest nim Waldemar Deska – inżynier i muzyk, który grał w latach 80 w zespole Daab. Deska jest znany również z tego, że od lat walczy o swój dom, wybudowany bez zezwolenia na działce rolnej. Deska postawił na swojej działce niewielką szopę, w której mieszka. Kazano mu ją rozebrać.

„Od wielu lat walczę o dom, w którym mieszkam. Moja walka o wolność przeciwko bezduszności państwa jest jedną z wielu, jakie każdego dnia toczą obywatele Rzeczypospolitej Polskiej. Dziś ogłaszam: będę walczyć o Wasze konstytucyjne prawa i wolności” – pisze na stronie Partii Libertariańskiej.

Filozof, który zlikwiduje agencje do mielenia papierów

Swoją kampanię wyborczą bardzo poważnie traktuje profesor Włodzimierz Julian Korab-Karpowicz, filozof. Jest wykładowcą Uczelni Łazarskiego w Warszawie, a także wyższych uczelni w m.in. w Ankarze, Seulu i Pradze. 31 grudnia w internecie opublikował wideo ze swoim orędziem do Narodu: „Czy wiecie Państwo, że co roku wycieka z Polski za granicę około 150 miliardów złotych. Jednocześnie wzrasta zadłużenie tego kraju. To trzeba zatrzymać”

Co proponuje swoim wyborcom? „Zlikwidujmy około 100 agencji i instytucji do mielenia papierów i marnujących pieniądze, potęgujących biurokrację i zadłużenia państwa” – pisze w swoim programie. Chce też likwidacji NFZ, przywrócenia powszechnego poboru do wojska na pół roku, skrócenia nauki w gimnazjum o rok i przywrócenia czteroletniego liceum oraz wprowadzenia jednomandatowych okręgów wyborczych.

Wszystkim chętnym na prezydenturę udało się już spełnić pierwszy konstytucyjny warunek – ukończyli 35 lat. Niestety kolejny może okazać się dla nich nie do przejścia – aby kandydat został zarejestrowany, musi uzbierać poparcie 100 tys. obywateli mających prawo wyborcze.

Zobacz także

wyborcza.pl

Odziedziczy dług za alimenty, których ojciec mu nie płacił? Dramat niedowidzącego 20-latka

16.01.2015

Odziedziczy dług za alimenty, których ojciec mu nie płacił? Dramat niedowidzącego 20-latka

Foto: tvn24 | Video: tvn24Dostał w spadku długi ojca

Dwudziestoletni Kamil z Będzina na starcie dorosłego życia dowiedział się, że może mieć kilkadziesiąt tysięcy złotych długu. Niedowidzący chłopak, porzucony w dzieciństwie przez ojca, ma po jego śmierci odziedziczyć dług za niepłacone alimenty. Próbuje się formalnie zrzec spadku, ale do tego potrzebny mu jest akt zgonu ojca. A z uzyskaniem dokumentu są kłopoty, wobec których Kamil jest bezradny. Materiał „Blisko ludzi” TTV

– Mam mało czasu i muszę uzyskać akt zgonu, żeby pozbyć się tego długu – wyjaśnia Kamil z Będzina. Dwudziestolatek może już wkrótce odziedziczyć po swoim nieżyjącym ojcu długi, mimo że od kilku miesięcy próbuje zrzec się kłopotliwego spadku.

Sytuacja finansowa chłopca jest trudna, a na dodatek traci on wzrok. W ciężkich chwilach wspiera go narzeczona. Ojca nigdy nie znał. Mężczyzna zostawił rodzinę, kiedy Kamil był jeszcze mały. Nie płacił alimentów. Chłopiec pobierał pieniądze z funduszu alimentacyjnego z Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Będzinie. We wrześniu ubiegłego roku dowiedział się, że ojciec nie żyje, a co za tym idzie – świadczenie już nie przysługuje.

Ojciec chłopaka był ścigany za tzw. niealimentację. Ukrywał się w Grecji, gdzie zmarł jako osoba nieznana. Tożsamość potwierdziły dopiero badania genetyczne.

Dług w spadku

Poza tym, że chłopak stracił pieniądze z pomocy społecznej, to grozi mu jeszcze, że odziedziczy po ojcu długi za… niepłacenie alimentów. To około 60 tys. złotych. Kamil chce się zrzec długu po ojcu. Ma na to pół roku, ale żeby to zrobić, potrzebny jest akt zgonu ojca. Dokumentu od kilku miesięcy chłopak nie może jednak uzyskać.

Akt zgonu może wydać jedynie grecki urząd stanu cywilnego, ale domaga się on wyników badań DNA. Te są w rękach prokuratury w Będzinie. Ambasada RP w Grecji i prokuratura w Będzinie przerzucają się odpowiedzialnością za załatwienie sprawy. Placówka dyplomatyczna czeka, że prokuratura prześle jej wyniki badań, a polscy śledczy – że ambasada sama o to poprosi.

Kamilowi na zrzeczenie się spadku zostały dwa miesiące.

TVN24.pl

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: