SI (20.01.15)

 

Papież: Katolicy nie muszą rodzić jak króliki. Terlikowski: Jestem dumny, że jestem królikiem

karslo, PAP, 20.01.2015
Tomasz Terlikowski

Tomasz Terlikowski (Fot. Adam Kozak / AG)

„Jestem dumny, że jestem jak królik” – tak publicysta Tomasz Terlikowski zareagował na słowa papieża Franciszka o tym, że katolicy nie muszą rodzić więcej niż trójkę dzieci, a „osiem ciąży to wyzwanie rzucone Bogu”. „Jest mi przykro, że papież mówi coś takiego do ludzi, którzy idą pod prąd światu” – dodał publicysta.
– Niektórzy sądzą, żeby być dobrymi katolikami, powinniśmy być jak króliki. Tak nie jest – powiedział wczoraj papież Franciszek podczas spotkania z dziennikarzami. Dodał, że osiem ciąży to wyzwanie rzucone Bogu, a optymalną liczbą dzieci jest trójka. Najważniejsza w rodzicielstwie jest odpowiedzialność – podkreślił.

Te słowa przyciągnęły ogromne zainteresowanie naszych czytelników. „Szczęka mi opadła… Gratuluję i popieram” – napisał w komentarzu pod artykułem hrabia_wronski. Pojawiły się też bardziej zgryźliwe komentarze: „No to teraz już Terlikowski na pewno ekskomunikuje papieża” – stwierdził użytkownik apolis. Większość komentatorów rzeczywiście czekała na reakcję prawicowego publicysty. Nie musieli długo czekać.

Terlikowski: Jestem dumny, że jestem królikiem

„Jestem królikiem, a dobry katolik nie musi nim być. Skoro optimum jest 3. dzieci, to niech papież wskaże, które z moich jest nieoptymalne” – napisał na Twitterze. Dodał też, że „jest dumny z bycia królikiem” i że mu przykro, że papież tak traktuje rodziny wielodzietne.

królikiT

Co dokładnie powiedział Franciszek?

Papież Franciszek powiedział wczoraj dziennikarzom, że nie zgadza się z opiniami niektórych, że „dobrzy katolicy” muszą być jak „króliki” i mieć dużo dzieci. Najważniejsza w rodzicielstwie jest odpowiedzialność – podkreślił.

Podczas konferencji prasowej na pokładzie samolotu lecącego z Manili do Rzymu papież nawiązał do nauczania Pawła VI na temat rodziny oraz jego sprzeciwu wobec kontroli urodzeń i uznał go za „proroka” jako autora encykliki „Humanae vitae” o „zasadach moralnych w dziedzinie przekazywania życia ludzkiego”.

Franciszek przypomniał ujemny wskaźnik urodzeń we Włoszech i Hiszpanii. – Ale to nie znaczy, że chrześcijanin musi masowo robić dzieci. Zrugałem kiedyś kobietę, która była po raz ósmy w ciąży i była po siedmiu cesarskich cięciach, pytałem ją: „Chce pani osierocić dzieci? Nie trzeba rzucać Bogu wyzwania” – zapowiedział papież.

Jego zdaniem optymalną liczbą dzieci jest trójka. Jak mówił, „niektórzy sądzą, że – wybaczcie mi moje słowa – po to, by być dobrymi katolikami, powinniśmy być jak króliki”. „Nie” – podkreślił papież. Franciszek wyraził przekonanie, że w rodzicielstwie najważniejsza jest odpowiedzialność. Dodał, że dlatego w parafiach jest wiele grup pomagającym rodzicom.

Więcej o wczorajszej wypowiedzi Franciszka >>>

Zobacz także

TOK FM

króliki

Papież: Katolicy nie muszą być jak króliki. Zrugałem kobietę po ósmej ciąży: „Chce pani osierocić dzieci?”

karslo, PAP, 20.01.2015
Papież Franciszek

Papież Franciszek (MAX ROSSI/REUTERS)

– Niektórzy sądzą, żeby być dobrymi katolikami, powinniśmy być jak króliki. Nie – powiedział papież Franciszek. Dodał, że osiem ciąży to wyzwanie rzucone Bogu. Najważniejsza w rodzicielstwie jest odpowiedzialność – podkreślił.
– Chrześcijanin nie musi masowo robić dzieci. Zrugałem kilka miesięcy temu w parafii kobietę, która była po raz ósmy w ciąży i była po siedmiu cesarskich cięciach, pytałem ją: „Chce pani osierocić dzieci? Nie trzeba rzucać Bogu wyzwania” – powiedział papież Franciszek dziennikarzom, podczas trwającej ponad godzinę konferencji prasowej na pokładzie samolotu lecącego z Manili do Rzymu.Jego zdaniem optymalną liczbą dzieci jest trójka. Jak mówił, „niektórzy sądzą, że – wybaczcie mi moje słowa – po to, by być dobrymi katolikami, powinniśmy być jak króliki”. „Nie” – podkreślił papież. Franciszek wyraził przekonanie, że w rodzicielstwie najważniejsza jest odpowiedzialność. Dodał, że dlatego w parafiach jest wiele grup pomagającym rodzicom.

Papież nawiązał też do nauczania Pawła VI na temat rodziny oraz jego sprzeciwu wobec kontroli urodzeń i uznał go za „proroka” jako autora encykliki „Humanae vitae” o „zasadach moralnych w dziedzinie przekazywania życia ludzkiego”.

Książka dla dzieci z teorią gender? Kolonizacja ideologiczna

Papież wyjaśniał także znaczenie użytego przez siebie określenia „ideologicznej kolonizacji” rodziny. Podał przykład minister oświaty ze swej ojczystej Argentyny, która 20 lat temu poprosiła o pożyczkę na budowę szkół dla dzieci biedoty. Jak opowiadał, pożyczki tej udzielono, ale w zamian za to wierzyciel zażądał spełnienia warunku, by w szkołach tych był dobry podręcznik, odpowiednio przygotowany z dydaktycznego punktu widzenia. Argentyńska minister zgodziła się, ponieważ bardzo potrzebne były jej pieniądze. Tymczasem, jak wspominał papież, okazało się, że zaproponowano jej książkę z teorią gender. Według relacji Franciszka szefowa resortu była „sprytna” i dlatego zgadzając się na ten podręcznik, załatwiła dla tych szkół także drugi; oba zostały rozprowadzone.

– To jest właśnie kolonizacja ideologiczna. Chcą w ten sposób zmienić mentalność – mówił papież. Franciszek dodał, że w czasie synodu w Watykanie biskupi z Afryki skarżyli się, że niektóre pożyczki udzielane są pod pewnymi warunkami, to znaczy – powiedział – niektórzy korzystają z potrzeb narodu, by realizować swoje interesy kosztem dzieci. – To samo robiły dyktatury w minionym wieku, to nie jest nowość, weszły ze swoimi doktrynami – stwierdził papież. Przywołał przykłady organizacji szkolnych w faszystowskich Włoszech i Hitlerjugend w Niemczech. – Naród nie może tracić swojej wolności, każdy naród ma swoją kulturę, swoją historię. Kiedy idee narzucane są przez potęgi kolonizatorów, dąży się do tego, by narody straciły swoją tożsamość – mówił Franciszek.

Propozycja korupcji? „Dam im kopa tam, gdzie słońce nie dochodzi”

Franciszek poruszył też kwestię korupcji w instytucjach kościelnych. Ujawnił, że 21 lat temu jako biskup otrzymał korupcyjną propozycję od urzędników jednego z ministerstw w swoim kraju. Chcieli oni połowy sumy, jaką przekazaliby oficjalnie na rzecz biednych.

– W tym momencie zastanawiałem się, co robić; albo ich obrażę i dam im kopa tam, gdzie słońce nie dochodzi, albo będę zgrywał głupka – wspominał papież. Dodał, że wybrał ten ostatni sposób. Franciszek wyznał, że niepokoił się myślą o tym, że podczas gdy on odmówił, inni ludzie Kościoła mogli tego nie zrobić.

Podkreślił na koniec, że Kościół powinien dawać przykład, jak rezygnować z „wszelkiej światowości”. – Przykro widzieć osobę konsekrowaną, człowieka Kościoła, zakonnicę, prowadzących światowe życie. To nie jest droga Jezusa, Kościół Jezusa – oświadczył papież.

gazeta.pl

krycha2

To nie Andrzej Duda, a Lech Kaczyński jest kandydatem na prezydenta. I pięć lat po śmierci może wygrać dla PiS te wybory

Andrzej Duda jako kandydat na prezydenta nie prezentuje swoich poglądów, tylko obiecuje powrót do Pałacu Prezydenckiego Lecha Kaczyńskiego...
Andrzej Duda jako kandydat na prezydenta nie prezentuje swoich poglądów, tylko obiecuje powrót do Pałacu Prezydenckiego Lecha Kaczyńskiego… Fot. Michał Łepecki; Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta

Im dłużej słucha się Andrzeja Dudy, tym silniejsze można odnieść wrażenie, że prawdziwym kandydatem Prawa i Sprawiedliwości na prezydenta znowu jest… Lech Kaczyński. Niewiele słyszymy o tym, jakie są pomysły na Polskę Dudy, za to co chwila dowiadujemy się, co zrobiłby jego nieżyjący, legendarny mentor. Czy pięć lat po tragicznej śmierci i dekadę od chwili, gdy triumfował w wyborach, Lech Kaczyński jest w stanie zapewnić PiS jeszcze jeden sukces?

ANDRZEJ DUDA

kandydat PiS na prezydenta na spotkaniu z elektoratem wiejskim w Wierzchosławicach

To będzie znów prezydentura ukierunkowana na sprawy społeczne. Prezydentura, która będzie kontynuowała wizję polityczną mojego prezydenta i prezydenta, który był wielkim orędownikiem polskich rolników i tych, którzy często zostali pokrzywdzeni, prezydenta RP, prof. Lecha Kaczyńskiego.

Tak Andrzej Duda mówił w niedzielę, gdy w Małopolsce ostrzegał rolników, że dalsze rządy Platformy Obywatelskiej to zagrożenie dla polskiej ziemi. Jego pomysły na zapobieżenie temu rzekomemu zagrożeniu i tym razem sprowadził się więc do obietnicy kontynuowania polityki prowadzonej w Pałacu Prezydenckim do tragicznych wydarzeń z 10 kwietnia 2010 roku.

Awatar
Zapowiedź powtórki z prezydentury nieżyjącego prezydenta to bowiem odpowiedź Andrzeja Dudy w zasadzie na każdy problem. Nie ukrywa on zbytnio, że jego wizja prezydentury nie istnieje. Zapewnia natomiast, że to właśnie dzięki niemu na Krakowskim Przedmieściu znowu poczujemy ducha Lecha Kaczyńskiego.

– Spojrzał na nas i powiedział: „Ale wy jesteście przyszłością polskiej polityki i to na was będzie spoczywał obowiązek, żeby sprawy prowadzić dalej” – wspominał ostatnią rozmowę z nieżyjącą głową państwa w jednym z pierwszych wywiadów w roli kandydata do fotela prezydenta.

Lech Kaczyński był również głównym bohaterem pierwszego spotu wyborczego Dudy. Zamiast przedstawić siebie, krakowski polityk wolał przypomnieć, czego chciałby dziś jego mentor. – Aby nasz kraj szedł drogą demokracji, aby polskie państwo chroniło słabszych, aby zwyciężała uczciwość, a nie cynizm i draństwo – życzył rodakom trochę w jego imieniu tuż przed świętami.

Legenda Lecha Kaczyńskiego jest też najlepszą odpowiedzią Andrzeja Dudy, gdy pytają go o realne szanse na zwycięstwo. – W marcu 2005 roku Lech Kaczyński, potem przecież prezydent Rzeczypospolitej Polskiej, w notowaniach sondażowych miał wynik 15 proc., nawet mniej. Ja mam dziś wynik znacznie wyższy – przekonuje pełen optymizmu.

Kampania najlepsza z możliwych
Jaki ma to wszystko sens, skoro od czasu zwycięskich dla Lecha Kaczyńskiego wyborów mija wkrótce dziesięć lat, a wśród nas nie ma go już piąty rok i spora część elektoratu tamtych lat w ogóle nie pamięta? – Dla Prawa i Sprawiedliwości to właśnie pomysł na kampanię lepszy niż jakikolwiek inny – zapewnia ekspert marketingu politycznego dr Olgierd Annusewicz.

– Ludzie zapominają już przecież o wadach Lecha Kaczyńskiego i pamiętają tylko te najlepsze jego cechy. Badania dotyczące oceny prezydentury Kaczyńskiego z marca 2010 roku i te obecne diametralnie się różnią. Ocena jego rządów znacznie się poprawiła – zwraca uwagę wiceszef Ośrodka Analiz Politologicznych Uniwersytetu Warszawskiego.

DR OLGIERD ANNUSEWICZ

politolog, Ośrodek Analiz Politologicznych UW

– Andrzej Duda choć sam jest słabo rozpoznawalny, z racji tego, że pracował w Kancelarii Prezydenta może jednak odwoływać się do spuścizny Lecha Kaczyńskiego. Lepiej nawet niż Jarosław Kaczyński, bo brat nieżyjącego prezydenta ma zbyt wielki negatywny elektorat.

W jego ocenie, „kandydatura Kaczyńskiego” zwiększa też poparcie PiS wśród młodych. – Oni nie pamiętają tamtej prezydentury, więc Andrzej Duda jest dla nich tym bardziej atrakcyjny. Oferuje urzeczywistnienie legendy, o której słyszeli w samych superlatywach, bo w Polsce o zmarłych mówimy przecież tylko pozytywnie. Dla najmłodszego elektoratu to był bardzo dobry prezydent, który tragicznie zginął . Mit Lecha Kaczyńskiego jest niezwykle pozytywny i można na nim zbudować spore poparci społeczne – stwierdza.

„Lekka uzurpacja”
Nieco innaczej widzi to jednak były europoseł i politolog Marek Migalski. – Andrzej Duda powołuje się na spuściznę człowieka, z którym tak na prawdę miał bardzo mały kontakt. Przecież nie był wcale najbliższym współpracownikiem Lecha Kaczyńskiego. W związku z tym nawiązywanie do pamięci o nim jest lekką uzurpacją. Szczególnie, gdy przedstawia się jako kontynuator dzieła Lecha Kaczyńskiego – mówi.

Przyznaje jednak, że ma to niezaprzeczalny sens marketingowy, bo dla większości wyborców PiS nazwiska Lecha i Jarosława Kaczyńskich są marką samą w sobie. Jeśli Andrzej Duda będzie więc mocno zidentyfikowany przez wyborców z określoną, ortodoksyjnie PiS-owską myślą polityczną, to będą dla niego bardzo dobre wieści.

Marek Migalski zwraca też uwagę, iż Andrzej Duda ma szereg cech formatu prezydenckiego, które pozwoliłyby mu na walkę o najwyższy urząd w państwie i bez ciągłego powoływania się na Lecha Kaczyńskiego.

MAREK MIGALSKI

politolog, były europoseł

Przede wszystkim to świetnie wykształcony doktor nauk prawnych. Dotychczasowa kariera w polityce sprawia też, że o większości zadań prezydenta ma on co najmniej dobre pojęcie. Poza tym, jego siłą jest ogólna kultura osobista i inteligencja. Jest może zbyt mało przebojowy, by zostać premierem, ale to bez wątpienia dobry kandydat na prezydenta.

Dlaczego wstydzi się pracowitości?
Siłą samego Andrzeja Dudy powinny być również świetne noty w Parlamencie Europejskim. Z ostatniego podsumowania aktywności europosłów wynika przecież, że kandydat PiS należy do najlepiej ocenianych polityków nowej kadencji. Dotąd był w Brukseli i Strasburgu niezwykle pracowity, co mogłoby przecież stanowić reklamę może i lepszą niż powoływanie się na wspomnienia o byłym szefie.

Jak tłumaczy Marek Migalski, europarlamentarną karierę sztab Dudy z premedytacją jednak przemilcza, bo kampania prezydencka wkrótce zmusi go do opuszczenia niezliczonej ilości posiedzeń. – Media szybko zauważyłby też, że po zaledwie pół roku, mimo pracowitości Andrzej Duda po prostu nie może być lepszym i skuteczniejszym europosłem niż na przykład Jacek Saryusz-Wolski, który jest w PE trzecią kadencję – dodaje.

Wszystko zależy od nieżyjącego
– Największe doświadczenie, jakie spotkało mnie w dorosłym życiu to była praca u boku pana prezydenta Lecha Kaczyńskiego. To była praca niezwykła – mówił Andrzej Duda, gdy już 11 listopada ubiegłego roku Jarosław Kaczyński przedstawił go jako kandydata na prezydenta.

Pozostaje mu zatem liczyć, że Lech Kaczyński jeszcze raz pomoże stanąć naprzeciw niezwykłym wyzwaniom i nawet zza grobu da radę powtórzyć sukces PiS z 2005 roku. A politykom i wyborcom tego ugrupowania, że w przypadku zdobycia fotela prezydenta Andrzej Duda naprawdę zechce być tylko wcieleniem legendy…

 naTemat.pl

Zbigniew Ziobro w „Tomasz Lis na żywo”: Jeśli ktoś dziś płaci na innych, są to górnicy

Goście poniedziałkowego programu "Tomasz Lis na żywo" dyskutowali nad problemem polskiego górnictwa.
Goście poniedziałkowego programu „Tomasz Lis na żywo” dyskutowali nad problemem polskiego górnictwa. Fot. TVP2

– Kompletnie nie rozumiem tego, co się wydarzyło w sprawie górników – mówił w poniedziałkowym programie „Tomasz Lis na żywo” Władysław Frasyniuk. Były poseł i przedsiębiorca stanowczo krytykował też rząd Ewy Kopacz za wprowadzenie „stanu wyjątkowego w sprawie czterech kopalń”. – Tym powinien po cichu zajmować się wiceminister – przekonywał. Zbigniew Ziobro ocenił natomiast, iż wbrew wszelkim pozorom, to górnicy muszą dopłacać do utrzymania innych grup zawodowych.

– Dwa tysiące ludzi zjechało pod ziemię, a sprawa dotyczyła nie czterech kopalń, a całej Kompanii Węglowej i 50 tys. nie tylko pracowników, ale także ich rodzin – odpowiadał na zarzuty Frasyniuka pod adresem rządu poseł Platformy Obywatelskiej Adam Szejnfeld.

Wśród pozostałych gości Tomasza Lisa nie brakowało jednak innych krytyków rządowych rozwiązań przyjętych w sprawie uzdrowienia sytuacji w polskim górnictwie. – Kopalnie przynosiły straty i będą je przynosić. Nic się nie zmieniło – przekonywał Ryszard Petru, przewodniczący Towarzystwa Ekonomistów Polskich. – To przesunięcie problemu w czasie – mówił o porozumieniu między związkowcami a rządem.

– 68 proc. obywateli popierało górników – przypominał tymczasem Jan Guz z Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych. A reprezentujący nową prawicową koalicję pod egidą Prawa i sprawiedliwości Zbigniew Ziobro starał się podkreślić, iż niektóre analizy mówią, iż jeden etat w górnictwie generuje kilka innych miejsc pracy w pozostałych sektorach gospodarki. – Jeśli ktoś dziś płaci naprawdę, to górnicy. Płacą na armię 100 tys. urzędników, których przyjęła Platforma Obywatelska – dodał były minister sprawiedliwości.

Sporo krytycznych słów w poniedziałkowym programie „Tomasz Lis na żywo” padło jednak także pod adresem związkowców. Szczególnie szefa „Solidarności” Piotra Dudy, któremu Władysław Frasyniuk i Adam Szejnfeld zarzucili uporczywe nakłanianie górników do niekorzystnego dla nich przedłużania i eskalowania protestu. – Duda zachował się jak polityk, a Dominik Kolorz walczył o miejsca pracy – oceniał Frasyniuk, chwaląc koncyliacyjną postawę szefa „Solidarności” śląsko-dąbrowskiej.

naTemat.pl

Co zrobić, by ludzkość nie skończyła w matriksie?

Jacek Krywko, 20.01.2015
Profesor Rodney Brooks i robot Cog, którego stworzono w kierowanym przez naukowca Laboratorium Sztucznej Inteligencji w Massachusetts Institute of Technology

Profesor Rodney Brooks i robot Cog, którego stworzono w kierowanym przez naukowca Laboratorium Sztucznej Inteligencji w Massachusetts Institute of Technology (Fot. PETER MENZEL EAST NEWS)

Trzeba utrzymać sztuczną inteligencję pod kontrolą. List w tej sprawie podpisali m.in. Elon Musk, Stephen Hawking i Max Tegmark. Jakie kroki należy podjąć, żeby uniknąć świata, w którym zawładną nami maszyny?
Czy ludzkość stanie przed takim problemem? To pytanie padło ze strony jednego z dziennikarzy podczas konferencji zorganizowanej w Warszawie pół roku temu. Miała ona promować największe na świecie targi elektroniczne w Las Vegas.- Chodzi o to, czy roboty się zbuntują i zrobią nam złe rzeczy – dopytywał Gary Shapiro, szef stowarzyszenia amerykańskich producentów elektroniki. Odpowiedź była krótka: „Nie”.Nie wszyscy jednak są tego tacy pewni. Do czołówki wątpiących należą m.in. Max Tegmark, profesor MIT i ikona kosmologii, oraz Jaan Tallinn, współzałożyciel Skype’a. Obaj w zeszłym roku założyli Future of Life Insitute, organizację badawczą zajmującą się największymi wyzwaniami stojącymi przed ludzkością. W składzie doradców znalazły się takie postacie jak Elon Musk czy Stephen Hawking. To właśnie na stronach FLI w ubiegłą niedzielę zamieszczono list, pod którym podpisali się specjaliści od sztucznej inteligencji z Google’a, Microsoftu i wielu renomowanych placówek naukowych. Autorami dokumentu są Daniel Dewey, specjalista od inteligencji maszyn z Berkeley, pracujący na tym samym polu i tej samej uczelni Suart J. Russell oraz oczywiście sam Tegmark. Skąd się biorą ich obawy?

Perspektywa Tegmarka

Shapiro nie widzi problemu w sztucznej inteligencji, ponieważ większość życia spędził, pracując jako menedżer. Podejmuje szybkie decyzje i jest praktyczny. Czy w najbliższych latach zjedzą nas nasze własne telefony? Nie. Czy komputery obudzą się nagle, zyskując złowieszczą świadomość? Nie. Sprawa zamknięta.

Tegmark patrzy na to z innej perspektywy. Perspektywy kosmologicznej, obejmującej miliony, nawet miliardy lat. Streścił ją 15 października 2011 roku, przemawiając na poświęconej tematyce sztucznej inteligencji konferencji w Nowym Jorku. – Cieszę się, kiedy w kolejnym miejscu nie odnajdujemy śladów życia. To oznacza, że jego zaistnienie jest bardzo rzadkim fenomenem, a nam mimo wszystko się udało – dowodził. – Ponieważ żadni kosmici do tej pory się z nami nie skontaktowali, w którymś miejscu musi istnieć niedająca się pokonać przeszkoda. Tylko gdzie ona jest? – pytał. Wskazał też na kilka możliwości. Trudność może leżeć w zaistnieniu życia w ogóle, w przeskoku od życia jakiegokolwiek do pojawienia się inteligencji lub w komunikacji i podróżach międzygwiezdnych. – Ostatni wariant jest pesymistyczny. Przyjmując go, wierzymy we wszechświat pełen inteligentnych cywilizacji, z których wszystkie przez prawa fizyki są uwięzione na swych własnych planetach i nie mogą nawet się ze sobą porozumieć. Ja jednak jestem optymistą. Uważam, że tę gigantyczną przeszkodę mamy już za sobą – twierdził.

Jego zdaniem ludzkość jest jedyną inteligentną cywilizacją we wszechświecie. Swoją tezę opiera na założeniu, że powstanie inteligentnego życia jest wydarzeniem na tyle nieprawdopodobnym, by statystycznie od najbliższej inteligentnej dzielił nas dystans przekraczający rozmiary wszechświata. Dlatego jesteśmy sami, a wszechświat stoi przed nami otworem, obiecując wielką przyszłość. – Jeśli sami niczego nie schrzanimy – podkreślał. Przez „schrzanienie czegoś” Tegmark rozumie m.in. stworzenie maszyn, które nami zawładną. Dlatego stworzył FLI oraz dokument wyliczający, co robić, by sztuczna inteligencja pewnego dnia nie rzuciła się nam do gardeł.

Sprawdź dwa razy

List jest podzielony na dwie główne sekcje obejmujące wyzwania krótko- i długoterminowe. Każda z nich dzieli się na cztery części dotyczące odpowiednio weryfikacji budowy systemu, kwestii, czy dany system jest odpowiedni do zakładanych przez nas celów, bezpieczeństwa oraz kontroli nad sztuczną inteligencją.

Przez weryfikację budowy systemu autorzy dokumentu rozumieją to, czy system zawiera konstrukcyjne błędy wypaczające jego funkcjonowanie. Projektując oprogramowanie, można to dość łatwo sprawdzić, ponieważ programy komputerowe funkcjonują w ograniczonych, przewidywalnych środowiskach znanych swoim twórcom (np. systemach operacyjnych).

Ze sztuczną inteligencją jest jednak problem, bo warunki, w których przyjdzie tej inteligencji pracować, nie są w pełni wiadome ludziom, którzy tę inteligencję tworzą. Szczególnie gdy chodzi o roboty poruszające się w rzeczywistym świecie, takie jak zyskujące coraz większą popularność autonomiczne samochody. Najczęściej w tego typu maszynach wykorzystywane są tzw. uczące się algorytmy. Jak przewidzieć, czego one się w przyszłości nauczą? W dłuższej perspektywie wraz ze wzrostem możliwości sztucznej inteligencji sprawa stanie się jeszcze bardziej paląca. Im więcej różnorodnych danych będzie trafiać do tego typu systemów, tym trudniej będzie przewidzieć, jakie wnioski one z tych danych wyciągną. Dlatego już na tym etapie autorzy sugerują umieszczanie w nich jasnych zakazów uniemożliwiających pewne czynności lub przyjmowanie określonych toków rozumowania. Ich zdaniem przede wszystkim powinniśmy opracować metody pozwalające uzyskać pewność, że maszyna po procesie uczenia się będzie robić to, czego od niej oczekujemy. I tylko to. Ujmują to w twierdzeniu: „Jeśli środowisko odpowiada założeniom a, to zachowanie sztucznej inteligencji ma odpowiadać założeniom b”. Niestety, nawet gdy o tym pamiętamy, wszystko i tak może pójść źle.

Cyfrowa moralność

Może się wydarzyć jedna z kilku rzeczy. Nasze założenia co do środowiska mogą się okazać chybione, dlatego zachowanie systemu może nie odpowiadać oczekiwaniom. System może też się zachowywać niezgodnie z oczekiwaniami, w sytuacji kiedy zmieniły się warunki. Trzecia opcja to błędne sformułowanie tego, czego od naszej sztucznej inteligencji oczekujemy. Przykład podaje Stuart Russell w pracy „Artificial Intelligence: A Modern Approach”. Wyobraźmy sobie inteligentny odkurzacz. Urządzenie potrafi samodzielnie sprzątać i opróżniać worek. Jeśli jednak każemy mu posprzątać tyle kurzu, ile to tylko możliwe, to będziemy srodze zawiedzeni. Dlaczego? Bo najprostszą drogą do celu dla odkurzacza okaże się ciągłe opróżnianie worka i zapełnianie go ponownie dokładnie tym samym kurzem. Lepiej powiązać swoje wymagania z czystością podłogi.

Sprawę można uogólnić do pytania, co tak naprawdę jest według nas dobre i korzystne, a to oznacza uwzględnienie w projektowaniu sztucznej inteligencji specjalistów od etyki. O ile pozbawiony moralności odkurzacz nikogo nie przeraża, o tyle pozbawiony takich reguł autonomiczny samochód będzie już problemem. Czy w sytuacji zagrożenia auto ma zaryzykować nasze zdrowie dla uniknięcia ogromnych strat materialnych? Jak ma się zachować postawione przed wyborem między naszym życiem a wjechaniem w grupę dzieci wychodzących z przedszkola? Żywy kierowca podejmuje decyzję instynktownie. Maszyna będzie musiała przypisywać takim sytuacjom wartości matematyczne. Życie dziecka będzie warte np. 10 pkt, życie dorosłego – 7, a życie staruszka – 5. Dopiero na tej podstawie algorytm będzie mógł coś zdecydować. Ale kto się ośmieli ustalić takie wartości? Zdaniem autorów listu w najbliższej perspektywie powinni się tym zająć etycy we współpracy z inżynierami. W tej dalszej, gdy „uczące się” algorytmy będą lepiej rozwinięte, będzie można sprawić, by maszyna nauczyła się moralności, tak jak to robią ludzie.

Wola istnienia

A jak zabezpieczyć sztuczną inteligencję przed przejęciem jej przez osoby niepożądane? Ten problem pojawiał się już wielokrotnie w różnych kontekstach. Swego czasu przez USA przetoczyła się awantura wywołana przez nastolatka, który przejął kontrolę nad kamerką w laptopie swojej koleżanki z klasy (przez przypadek będącą byłą Miss Nastolatek), by ją podglądać. Sprawy jednak mogą przybrać znacznie gorszy obrót, gdy wyobrazimy sobie autonomiczną broń, np. drony, zdolną podejmować samodzielne decyzje o otwarciu ognia na polu walki. To, o dziwo, zdaniem Tegmarka i jego współpracowników stanowi najmniejszy ze wszystkich problemów. „Z kryptologicznego punktu widzenia czas stoi po stronie obrońców, a nie atakujących”, czytamy w liście. Przyszłe zabezpieczenia staną się zatem jeszcze lepsze, a dobrze wykorzystana sztuczna inteligencja pomoże jeszcze bardziej je usprawnić. Oczywiście do punktu, w którym zetknie się z inną sztuczną inteligencją. Na tę okoliczność także trzeba ją przygotować i wprowadzić do systemów możliwość obdarzania swoich cyfrowych kolegów różnymi poziomami zaufania. Tak jak robią to ludzie, kontaktując się z innymi ludźmi.

Najważniejszym zabezpieczeniem pozostanie jednak możliwość przejęcia kontroli przez człowieka nad pracą sztucznej inteligencji. W każdym momencie. Dziś sprawa wydaje się oczywista. Autonomiczny samochód po naciśnięciu guzika możemy poprowadzić sami, tak jak można wyłączyć autopilot w samolocie. Przyszłość przyniesie tu więcej komplikacji. Gdy wyznaczymy jakiś cel przyszłym, bardzo potężnym systemom sztucznej inteligencji, zrobią wszystko, by go osiągnąć. Oznacza to też unikanie przeszkód, które im to uniemożliwią. Jedną z oczywistych przeszkód jest przeprogramowanie lub wyłączenie przez ludzi. „Będzie możliwe wprowadzenie ograniczeń zabraniających takim systemom walczyć z próbami ich dezaktywacji”, twierdzą autorzy. Chyba że owe systemy staną się mądrzejsze od nich.

Zobacz także

wyborcza.pl

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: