4.

 

Komorowski o Dudzie: Jeśli pretendent na zwierzchnika Sił Zbrojnych rozważa wysłanie wojsk na Ukrainę, to to niepoważne

Bronisław Komorowski krytykuje Andrzeja Dudę za słowa o wysyłaniu wojsk na Ukrainę.
Bronisław Komorowski krytykuje Andrzeja Dudę za słowa o wysyłaniu wojsk na Ukrainę. Fot. Przemek Wierzchowski / Agencja Gazeta

Prezydent namawia, by wyciszyć spory wokół tego, kto wyzwalał KL Auschwitz, bo zakłóci to obchody, które powinny być poświęcone ofiarom i ocalonym z nazistowskiego obozu. Skomentował też wypowiedź Andrzeja Dudy z PiS w sprawie wysyłania polskich żołnierzy na Ukrainę. – To groźne i niepoważne – stwierdził.

Bronisław Komorowski tradycyjnie próbuje tonować nastroje i wyciszać konflikty polityczne. Jednak w wywiadzie dla TVP INFO padło kilka ostrych i jednoznacznych – jak na standardy Komorowskiego – opinii. Prezydent tłumaczył słowa Grzegorza Schetyny, który rozgniewał Rosjan mówiąc, że KL Auschwitz wyzwolili Ukraińcy.

– Trzeba uniknąć upolitycznienia tej rocznicy, by wydobyć nie kwestie politycznych sporów związanych zarówno z historią, jak i bieżącym czasem, ale to, że po raz ostatni w takiej skali gośćmi będą byli więźniowie – mówił Komorowski w programie “Dziś wieczorem”.

Podzielił też interpretację swojego kolegi z wykształcenia (obaj są historykami) i zawodu (obaj byli marszałkami Sejmu i głowami państwa). – Z tego co pamiętam, obóz wyzwalała jednostka formowana we Lwowie, na pewno byli tam Ukraińcy – mówił Komorowski. – Należy uszanować to, że w Małopolsce działali Rosjanie. Ale nie należy się o to spierać – dodał. Wezwał też, by spory historyczne na ten temat toczyć przy innej okazji.

Komorowski przekonywał, że nie należy odbierać Ukrainie nadziei na wejście do NATO. – Każdy kraj ma prawo oczekiwać, że będzie respektowany 10 pkt. Traktatu Waszyngtońskiego, mówiący, że każdy kraj może się starać o członkostwo – mówił prezydent Piotrowi Kraśce. – Nie zamykałbym furtki Ukraińcom, ale trudno sobie wyobrazić, że dzisiaj wszyscy w NATO zaakceptują dążenia Ukrainy – dodał. Zauważył też, że na razie nasz wschodni sąsiad nie spełnia warunków akcesji.

Komorowski ostro skrytykował Andrzeja Dudę, który stwierdził, że należy rozważyć udzielenie pomocy Ukrainie, choć nie sprecyzował, czy chodzi o pomoc militarną. – Jeśli pretendent do roli zwierzchnika Sił Zbrojnych chce się na poważnie zastanawiać nad wysłaniem wojsk na Ukrainę, to jest to niepoważne i groźne – powiedział prezydent. Dodał, że Polska musi tak pomagać Ukrainie, by nie szkodzić sobie.

naTemat.pl

Frankowicze będą protestować na ulicach. „Banki traktowały nas jak idiotów!”

Frankowicze chcą pikietować m.in. pod Pałacem Prezydenckim w Warszawie
Frankowicze chcą pikietować m.in. pod Pałacem Prezydenckim w Warszawie Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

W najbliższą sobotę na ulice polskich miast wyjdą frankowicze, by głośno bronić swoich interesów. Szereg pikiet organizuje stowarzyszenie Pro Futuris. – Banki w Polsce traktowały nas dotąd jak idiotów i barany do strzyżenia, a rząd ignorował nas i uspokajał. Mamy dość! – napisano w komunikacie Pro Futuris.

Stowarzyszenie domaga się m.in. przewalutowania wszystkich kredytów denominowanych we frankach po kursie, jaki obowiązywał w dniu zaciągnięcia zobowiązania, usunięcia zapisów i klauzul abuzywnych z umów kredytowych, likwidacji bankowego tytułu egzekucyjnego oraz powołania przy udziale rządu Komisji ds. Renegocjacji Umów.

Protesty mają się odbyć m.in. w Krakowie, Wrocławiu, Warszawie, Gdańsku, Łodzi i Szczecinie. Stołeczny ratusz nie wydały wprawdzie zgody na zorganizowanie demonstracji pod Pałacem Prezydenckim, ale organizatorzy zdają się tym nie przejmować.

Pikiety na pewno odbędą się w Krakowie (na Rynku Głównym) oraz w Łodzi (na ul. Piotrkowskiej). Tamtejsze władze zezwoliły na przeprowadzenie manifestacji.

W internecie pojawiają się także ambitniejsze inicjatywy. Niektórzy frankowicze przymierzają się np. do założenia własnej partii politycznej.

naTemat.pl

Kopacz: Słyszałam od Dudy, że powinniśmy wysłać żołnierzy na Ukrainę. PiS: Premier słono zapłaci za manipulację

Aneta Bańkowska, 22.01.2015
Rzecznik PiS Marcin Mastalerek

Rzecznik PiS Marcin Mastalerek (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

– Słyszałam od kandydata PiS, że powinniśmy wysłać żołnierzy na Ukrainę. To jest przerażające – mówiła na konferencji prasowej Ewa Kopacz. Problem w tym, że to nie Andrzej Duda użył takich słów. – Prawnicy już rozpoczynają pracę nad pozwem – zapowiedział rzecznik PiS Marcin Mastalerek.
Premier Ewa Kopacz zwołała wieczorem konferencję prasową, by odnieść się do dymisji rzeczniczki rządu Iwony Sulik. – Nie wiedziałam o jej dodatkowej działalności i nie godziłam się na nią. Uważam, że to niedopuszczalne – oceniła. Szefowa rządu mówiła też m.in. o planie naprawczym górnictwa oraz rezygnacji swojego specjalisty od wizerunku i szefowej gabinetu politycznego.Dziennikarze pytali też premier o wczorajszą wypowiedź współzałożyciela i członka Komitetu Obywatelskiego Solidarności z Ukrainą Zbigniewa Bujaka. Były opozycjonista w Kontrwywiadzie RMF FM wyraził pogląd, że „byłoby fantastycznie, gdyby polscy żołnierze walczyli na Wschodzie”. – Czy rozważa pani taką możliwość? – chcieli wiedzieć przedstawiciele mediów.

– Ja też słyszałam od kandydata PiS-u, który powiedział, że powinniśmy wysłać żołnierzy na Ukrainę. To jest przerażające, bo jeśli priorytetem w programie wyborczym przyszłego prezydenta jest taka deklaracja, to ja mogę odpowiedzieć tylko jedno: PiS zawsze ciągnęło do wojny, a Platformę do pokoju – podkreśliła Kopacz, nawiązując do wypowiedzi Andrzeja Dudy, kandydata PiS na prezydenta. Tyle, że takie słowa wcale nie padły z jego ust.

„Jeżeli już, to Polska mogłaby udzielić wsparcia. Należałoby to rozważyć”

Duda, który był gościem dzisiejszego Kontrwywiadu, wypowiadał się dużo bardziej zachowawczo. – Wysłałby pan jako prezydent polskich żołnierzy na pomoc Ukrainie? – pytał prowadzący program Konrad Piasecki. – Jesteśmy członkiem NATO i uważam, że powinniśmy to respektować. Jeżeli to zostanie uzgodnione w obrębie NATO i jakieś siły NATO zostaną wysłane, to… – Ale wczoraj na tym miejscu siedział Zbigniew Bujak i mówił, że byłoby fantastycznie, gdyby polscy żołnierze walczyli w Doniecku. Pan by to powtórzył czy nie? – dopytywał dziennikarz.

– Pamiętajmy o tym, że jeżeli już, to Polska mogłaby udzielić wsparcia. Należałoby to rozważyć, to jest bardzo poważna decyzja, trzeba by się było nad nią dobrze zastanowić – wahał się Duda.

„Pozywamy panią premier za słowa o Andrzeju Dudzie”

Na pomyłkę Kopacz niemal natychmiast zareagował PiS. – Pani premier, żeby odwrócić uwagę od swoich własnych problemów i problemów w swoim rządzie oraz chaosu w swoim otoczeniu, posunęła się do jawnego kłamstwa. Rację mieli ci, którzy porównywali ją do Urbana w spódnicy – mówił na konferencji rzecznik prasowy ugrupowania Marcin Mastalerek.

– Pozywamy panią premier za słowa o Andrzeju Dudzie, słowa, które z jego ust nigdy nie padły. Pani premier słono zapłaci za manipulację słowami kandydata PiS na prezydenta – podkreślił. – Prawnicy już rozpoczynają pracę nad pozwem – zapowiedział Mastalerek.

Zobacz także

TOK FM

 

Kim jest Iwona Sulik – rzeczniczka, która osłabiła Kopacz

po/mk/newsweek
22-01-2015
WARSZAWA KONFERENCJA 100 DNI RZĄDU

Była rzecznik rządu Iwona Sulik  /  fot. Radek Pietruszka  /  źródło: PAP

Rzecznik rządu Iwona Sulik należała do wewnętrznego kręgu współpracowników premier Ewy Kopacz. Zaufanie to nadszarpnęła, doradzając opozycji.

Kobiece otoczenie Kopacz można podzielić na trzy kręgi. Najbliższą współpracownicą pani premier była z pewnością jej rzeczniczka prasowa Iwona Sulik, która co prawda nie była posłanką, ale brała udział w większości spotkań organizowanych przez Kopacz i cieszyła się bezgranicznym zaufaniem.

Dowodzi tego sytuacja z listopada zeszłego roku. W Kancelarii Premiera trwało spotkanie Ewy Kopacz ze współpracownikami. Między szefową rządu a jej rzeczniczką Iwoną Sulik doszło do scysji. Pani premier zdenerwowała się i wyszła ze spotkania. Po piętnastu minutach najwyraźniej już jej przeszło, bo sama złapała za telefon: – Iwonko, długo jeszcze będziesz się dąsać?

Politycy Platformy, którzy mieli kontakt z otoczeniem Ewy Kopacz, mówią, że podczas spotkań w Kancelarii Premiera panuje harmider. Ktoś esemesuje, ktoś odbiera telefon. Ludzie wpadają szefowej w słowo i absorbują ją problemami, które powinni rozwiązywać sami.

Po jednym z takich spotkań pewien doświadczony poseł Platformy mający w pamięci strach, jaki w otoczeniu budził Donald Tusk, wziął Ewę Kopacz na stronę i spytał, czy takie zachowanie współpracowników jej nie przeszkadza. W końcu to ona jest premierem rządu. W odpowiedzi usłyszał: – Mam z nimi przyjacielskie relacje.

„Oni” to trzy osoby: rzeczniczka rządu Iwona Sulik, szefowa gabinetu politycznego Jolanta Gruszka i doradca do spraw wizerunkowych Adam Piechowicz.

Doświadczenia medialnego Iwonie Sulik nie można zarzucić. Po studiach dziennikarskich przez wiele lat pracowała m.in jako reporter, prowadząca w w końcu jako wydawcą programów informacyjnych w TVP. Od 2011 roku była rzecznikiem prasowym oraz doradcą marszałka Sejmu Ewy Kopacz. Gdy szefowa została premierem we wrześniu 2014 roku, ściągnęła Sulik do siebie na stanowisko rzeczniczki rządu.

Jej błyskawiczną karierę złamała informacja dziennika „Fakt”. Okazało się, że jednocześnie reprezentowała rząd PO-PSL i razem z ówczesnym asystentem Adamem Piechowiczem udzielała porad m.in. Przemysławowi Wiplerowi z opozycji. – Tak, to on przyprowadził ją do mojego biura – potwierdził poseł w rozmowie z „Faktem”, informując, że zamówił u nich szkolenia przed swoją kampanią do europarlamentu. – To były prywatne opinie. Posłowie i dziennikarze często przychodzą do mnie i radzą się w różnych sprawach i nigdy nie odmawiam opinii – tłumaczyła się. To nie wystarczyło. Chwilę później pojawiła się informacja o jej dymisji. Jak powiedziała, „nie chce stawiać premier w trudnej sytuacji”. Rezygnacja została przyjęta.

Dalsza kariera polityczna Sulik stoi pod znakiem zapytania.  W Platformie, także tej kobiecej, mało kto ją lubi. Tylko zaufanie Kopacz chroniło ją mimo ostatnich wpadek. Jedną z nich była kuriozalna sesja zdjęciowa z lokowaniem produktu w magazynie „Viva!”. Za jego przygotowanie odpowiadała właśnie Sulik. Z naszych informacji wynika, że Kopacz miała do niej pretensje o tę publikację – tuż przed świętami doszło nawet w tej sprawie do awantury w Kancelarii Premiera – ale obyło się bez konsekwencji. A podczas konferencji prasowej, na której padły pytania o „Vivę!”, Kopacz nie tylko nie wymieniła nazwiska Sulik, ale jeszcze wzięła winę na siebie: – Nie było w tym moich złych intencji i jest mi z tego powodu przykro.

Krzymowski: Sulik powinna podzielić los Hofmana

Co ciekawe, sama Sulik w kryzysowych sytuacjach niechętnie bierze na siebie odpowiedzialność. Najczęściej po prostu znika. Tak było w połowie grudnia, gdy przejęła się artykułem w „Fakcie”. Tabloid opublikował zdjęcia z jej nocnej wizyty u fryzjera, na których pani rzecznik siedziała w papilotach, piła kawę i paliła papierosa. Całość wypadła niekorzystnie, ale w sumie była to błahostka. Iwona Sulik się jednak przejęła. Przez kilka dni nie odbierała telefonów od dziennikarzy i nie pojawiała się w pracy. Aż wreszcie służby prasowe Rady Ministrów wydały bodaj pierwszy w historii III RP komunikat informujący o zwolnieniu lekarskim rzeczniczki rządu.

Teraz będzie mogła odpocząć dłużej.

Newsweek.pl

Krzymowski: Sulik powinna podzielić los Hofmana

22-01-2015
iwona sulik

 fot. Radek Pietruszka  /  źródło: PAP

Kopacz przyznawała nie raz, że w towarzystwie Sulik bardzo dobrze się czuje, teraz nie wiadomo, czy ich przyjaźń przetrwa. Donald Tusk w podobnych sytuacjach nie miał sentymentu i stanowczo rozwiązywał problem. Podobnie postąpił ostatnio Jarosław Kaczyński względem Adama Hofmana. Sulik powinna podzielić jego los – pisze dziennikarz „Newsweeka” Michał Krzymowski.

Dymisja Iwony Sulik jest wielkim zaskoczeniem, ale jej przyjęcie przez Ewę Kopacz wyjdzie rządowi tylko na dobre. Sulik już wcześniej była wizerunkowym obciążeniem, także dla samej premier. Tabloidowe publikacje pokazujące rzeczniczkę rządu z papierosem i kawą w papilotach u fryzjera uderzały w godność urzędu, jaki sprawowała. Choć to, co dziś opisał „Fakt” nie jest problemem stricte politycznym, a raczej wynikiem bezmyślności Sulik i jej braku doświadczenia.

Jeszcze jako rzeczniczka marszałka Sejmu dopuszczała się nieprzemyślanych działań – świadczyła usługi PR na komercyjnych zasadach, traktując je jako czysty biznes.

Z pewnością nie robiła tego za darmo, ale trudno powiedzieć, czy przewidziała, jak wielkie kłopoty mogą wiązać się z tą działalnością. A cała sytuacja może być wycinkiem atmosfery, jaka panuje w rządzie Ewy Kopacz. Być może dawano przyzwolenie na podobne zachowania, a podwładni nie czuli się zobowiązani od nich powstrzymywać. Nie świadczy to dobrze samej premier.

A jak tłumaczy współpracę rzeczniczki rządu z opozycją Przemysław Wipler? – Pani Iwona Sulik współpracowała z panem Adamem Piechowiczem, a z pomocy pana Piechowicza korzystaliśmy jako Stowarzyszenie Republikanie przy budowie naszej strategii komunikacyjnej. Przy okazji współpracy z panem Adamem, którego bardzo cenię, współpracowałem też z panią Sulik.

Czy Kopacz wiedziała wcześniej o usługach, jakie proponuje rzeczniczka? Gdyby była tego świadoma, nie byłoby raczej dzisiejszej rezygnacji. Teraz premier znajduje się w kłopotliwej sytuacji.

Zobacz także: Kobiecy dwór Ewy Kopacz

Tym bardziej, że obie panie były ze sobą bardzo związane. Wiele osób dziwiło się, że miała na premier tak duży wpływ. Zdarzało się, że kiedy Kopacz dała rzeczniczce burę, sama dzwoniła do niej później z przeprosinami. To nie była typowa relacja pracownik-przełożony.

Kopacz przyznawała nie raz, że w towarzystwie Sulik bardzo dobrze się czuje, ale teraz nie wiadomo, czy ich przyjaźń przetrwa. Donald Tusk w podobnych sytuacjach nie miał sentymentu i rozwiązywał je ze zdecydowaniem. Podobnie postąpił ostatnio Jarosław Kaczyński względem Adama Hofmana. Sulik powinna podzielić jego los.

Sama dymisja nie będzie stratą dla Platformy Obywatelskiej, niektórzy członkowie partii się z tej decyzji ucieszą. Rzeczniczka już wcześniej była z niektórymi skonfliktowana. Michałowi Kamińskiemu, Sławomirowi Nitrasowi i innym będącym blisko Kopacz odejście Sulik będzie na rękę.

Newsweek.pl

Prezes widmo. Schowany Jarosław Kaczyński przepisem na sukces Andrzeja Dudy?

Prezes PiS Jarosław Kaczyński drastycznie ograniczył swoją polityczną aktywność. Z korzyścią dla kandydata PiS na prezydenta Andrzeja Dudy
Prezes PiS Jarosław Kaczyński drastycznie ograniczył swoją polityczną aktywność. Z korzyścią dla kandydata PiS na prezydenta Andrzeja Dudy Fot. Sławomir Kamiński / AG

Jarosław Kaczyński przepadł. Nie komentuje, nie organizuje konferencji, nie przewodzi atakom opozycji na frankowo-górniczym froncie. Gdzie jest? Może wyjechał na ferie? Nic podobnego. W PiS słychać, że celowo usunął się w cień, by nie „przytłaczać” prezydenckiego kandydata Andrzeja Dudy. Pytanie tylko, jak długo tam wytrzyma.

Z tylnego siedzenia
Od ostatniego wywiadu prasowego prezesa Kaczyńskiego minął miesiąc. Pod koniec grudnia rozmawiał z braćmi Karnowskimi. Były słowa podsumowania minionego roku i prognozy na nadchodzące miesiące. Bez fajerwerków. Potem, 12 stycznia, pojechał na Śląsk, by zagrzać górników do boju przeciwko rządowi. Powiedział, że za rządów PiS będzie lepiej i wrócił do Warszawy. To było jego ostatnie „duże” wystąpienie. W międzyczasie odwiedził jeszcze TV Trwam, ale to wszystko i bardzo mało, biorąc pod uwagę, że rząd Ewy Kopacz przeżywa właśnie swój największy kryzys – spowodowany górniczymi protestami, a spotęgowany przez sprawę kredytów we frankach.

Naturalne jest więc pytanie, skąd ta zmiana, bo przecież w normalnej sytuacji lider opozycji „grzałby” temat na potęgę, dając swoją twarz społecznemu niezadowoleniu (jeszcze w grudniu był bardzo aktywny w mediach).

– Faktem jest, że prezes Kaczyński jest mniej eksponowany. Ale nie rozumiem zdziwienia. Jeśli wskazujemy naszego kandydata na prezydenta, to przecież jest jasne, że to on będzie na pierwszym planie. Dlatego ta proporcja uczestnictwa w życiu politycznym i medialnym jest zaburzona. Taka jest logika kampanii wyborczej – odpowiada pytany przez naTemat wiceprezes PiS Adam Lipiński.

I rzeczywiście. W sprawie górnictwa to Andrzej Duda został wypchnięty przed szereg jako kandydat na politycznego lidera protestów. Problem w tym, że tak jak on przyćmił prezesa, tak jego przyćmił inny Duda, Piotr. Szef „Solidarności” ewidentnie kradnie PiS-owi show. W dodatku pierwszy egzamin europosła partii w roli prezydenckiego kandydata nie układa się zbyt fortunnie. W poniedziałek nie wpuszczono go do kopalni, której pracownicy protestowali.

Na innych polach jest niewiele lepiej. Ryzykowne były np. jego dzisiejsze słowa o tym, że nie wyklucza rozwiązania z wysłaniem polskich żołnierzy na wojnę na Ukrainie.

„Twarz i emanacja”

Tak czy owak, choć Duda zbiera kampanijne szlify w bólach, pewne jest, że do wyborów tak on sam, jak i partyjni koledzy, będą robili wszystko, by wybił się na niepodległość. Wizerunek marionetki prezesa to najgorszy błąd, jaki może popełnić. I wygląda na to, że sam prezes zdaje sobie z tego sprawę.

– „Schowanie” to może za dużo powiedziane, ale mniejsza intensywność aktywności Kaczyńskiego jest faktem. Duda musi pracować na swoją rozpoznawalność. Z punktu widzenia partii taka taktyka to bardzo dobry pomysł. Nie oznacza on jednak, że prezes całkiem się wycofa, bo przecież mamy np. różne formy aktywności parlamentarnej – komentuje dla naTemat dr Bartłomiej Biskup, politolog z Uniwersytetu Warszawskiej.

Jego słowa potwierdza Lipiński. – Oczywiście prezes jest twarzą i emanacją PiS, ale wybory na prezydenta mają znacznie poszerzyć krąg poparcia. Kandydat Duda musi pozwolić sobie na jakąś niezależność. Mamy poparcie twardego elektoratu, teraz trzeba pozyskać dodatkowo głosy innych środowisk – przekonuje.

Jednak o tym, że z usuwaniem Kaczyńskiego w cień PiS nie może przesadzić, świadczy fakt, że sondaże dają Dudzie 21 proc. poparcia. To nieco mniej niż twardy elektorat partii. – Dlatego Kaczyński też musi popracować, by Duda był kandydatem całego elektoratu. Musi pójść jasny komunikat, że to jest nasz człowiek – dodaje dr Biskup.

Na pół gwizdka
O ile widać, że prezes znalazł się w cieniu, o tyle z tym komunikatem jest problem. Duda został oficjalnie ogłoszony kandydatem na prezydenta już 11 listopada, ale przez długi czas można było się zastanawiać, czy to on przypadkiem nie wyjechał na wakacje. Właściwie do grudnia dał się poznać tylko z tego, że nakręcił film z życzeniami świątecznymi dla Polaków. Ten falstart dobrze pokazuje rozmowa Michała Krzymowskiego z „Newsweeka” z jednym z polityków PiS.

Krzymowski:Dlaczego Dudy nie było w pierwszych dniach kryzysu wokół służby zdrowia?

Polityk: Siedział w Krakowie. Podobno ładował akumulatory.

źródło: „Newsweek”

Pod znakiem zapytania stoi też postawa partii. Nie jest tajemnicą, że są kłopoty z finansami na kampanię – PiS musi się zapożyczyć. Poza tym w otoczeniu kandydata rozgrywają się spory. „Newsweek” pisał, że szefową sztabu wyborczego miała być była kandydatka PiS na prezydenta Wrocławia Mirosława Stachowiak-Różecka, ale tej kandydaturze sprzeciwia się frakcja Joachima Brudzińskiego. Stachowiak-Różecka ostatecznie kilka dni temu została szefową Rady Kampanii, który ma być częścią sztabu.

Na brak strategii narzekają z kolei prawicowi komentatorzy.

ŁUKASZ WARZECHA

Na wypromowanie tego konkretnego Dudy, Andrzeja Dudy, jego programu, jego poglądów, jego twarzy jest pięć miesięcy. Pięć miesięcy, podczas których jego główny kontrkandydat będzie dosłownie wszędzie. Tymczasem na razie wygląda na to, że kampania kandydata PiS zapadła w sen zimowy, a intensywnością ustępuje momentami obronie przez polityków PiS kandydatury Magdaleny Ogórek. Wewnątrz PiS przeważa realistyczna kalkulacja, że Andrzej Duda szans na zwycięstwo raczej nie ma, ale mógłby mieć szansę na bardzo przyzwoity wynik w II turze. Czytaj więcej

Jeśli kampania Dudy nadal będzie tak niemrawa, łatwo sobie wyobrazić, że prezes Kaczyński bierze sprawy w swoje ręce – zaraz po wyborach prezydenckich są przecież wybory parlamentarne. A znając losy poprzedniej prezydenckiej kampanii, po której prezes szybko zrzucił maskę łagodnego polityka, stanie się to raczej prędzej niż później.

naTemat.pl

KORWIN. Tak nazywa się nowa partia Janusza Korwin-Mikkego

Nowa partia Janusza Korwin-Mikkego będzie funkcjonować pod skrótem KORWIN
Nowa partia Janusza Korwin-Mikkego będzie funkcjonować pod skrótem KORWIN Fot. Agata Grzybowska / AG

W ubiegłym tygodniu Janusz Korwin-Mikke oświadczył, że założy nową partię polityczną. Oficjalna prezentacja nowego ugrupowania odbyła się w czwartek. Wiadomo już, że nowa inicjatywa nazywa się… KORWIN.

KORWIN to skrót, który należy rozwinąć w następujący sposób: Koalicja Odnowy Rzeczypospolitej Wolność i Nadzieja.

Na Twitterze powstał już profil ugrupowania. Na razie informuje on jedynie, że KORWIN to „polska prawicowa partia o charakterze konserwatywno-liberalnym”. Pod opisem zamieszczono link do strony internetowej partii, ale ta jeszcze nie działa.

Niektórzy, w tym były europoseł PO Sławomir Nitras, interpretują nową nazwę na gruncie historycznym, przypominając o Komitecie Obrony Robotników i antykomunistycznym ruchu Wolność i Niezawisłość.

Korwin-Mikke rozstał się z Kongresem Nowej Prawicy po tym, jak został odwołany ze stanowiska prezesa partii. Liderem KNP jest teraz inny europoseł – Michał Marusik.

Korwin-Mikke podkreślił, że próbował zawrzeć porozumienie z nowym prezesem KNP, ale jego propozycja została odrzucona.

– Życzę koledze Marusikowi długich lat w zdrowiu i pomyślności. A także: powodzenia w wyborach! W przyszłym Sejmie będziemy, da Bóg, współpracować – napisał Korwin-Mikke na Facebooku. Jego nową inicjatywę wspiera m.in. poseł Przemysław Wipler.

naTemat.pl

Marzena Wróbel o pigułce „dzień po”: Dla mnie wiążące jest stanowisko Episkopatu

Marzena Wróbel uważa, że ministerstwo wycofa się z pomysłu sprzedaży tabletek "dzień po" bez recepty
Marzena Wróbel uważa, że ministerstwo wycofa się z pomysłu sprzedaży tabletek „dzień po” bez recepty Fot. Anna Jarecka / AG

– Ministerstwo wycofa się z decyzji o sprzedaży pigułki „po” bez recepty. Doświadczenie europejskie nie potwierdzają tezy, że wprowadzenie takiej pigułki prowadzi do zmniejszenia liczby aborcji – mówi w „Bez autoryzacji” posłanka Marzena Wróbel.

Mamy taką sytuację: ministerstwo zdrowia realizując regulacje UE mówi, że pigułka “dzień po” ma być bez recepty, aptekarze się nie stosują i oświadczają, że powinna być z receptą. Nie powinni po prostu zaakceptować tej decyzji?

To nie jest tak. W Unii istnieje zasada, i to jest zasada nadrzędna, że UE nie ma prawa wchodzić w obszary, które są zarezerwowane dla państwa członkowskiego. Tak jest w tym przypadku i Unia nie ma tutaj siły władczej. Tym bardziej, że z tego, co wiem, zalecenie dotyczące pigułki “dzień po” nie ma postaci dyrektywy, więc nie mamy obowiązku, by je wprowadzać.

Dla pani ta pigułka jest antykoncepcyjna czy aborcyjna?

Dla mnie bardzo istotne jest to, co w tej sprawie powiedział Episkopat Polski. Stwierdził on, że “działanie pigułki ma podwójny mechanizm. Pierwszy, podobny do preparatów stosowanych w aborcji farmakologicznej… W tym przypadku następuje wydalenie zarodka ludzkiego z ustroju matki i jego śmierć. Drugi zakłada “potencjalną blokadę owulacji”.

A nie powinno być ważniejsze, co na ten temat mówią eksperci? Cytuję ginekologa dr Grzegorza Południewskiego: “Z medycznego punktu widzenia rozgraniczenie pomiędzy środkami antykoncepcyjnymi i aborcyjnymi jest jasne: do momentu zagnieżdżenia się zapłodnionej komórki jajowej we wczesnych fazach rozwoju w śluzówce macicy mówimy o preparatach antykoncepcyjnych”.

Ale opinie duchownych także opierają się na opiniach ekspertów, którzy wspomagają Episkopat Polski. I dla mnie to jest wiążące. Jest kwestia momentu zapłodnienia. U lekarzy, którzy mówią, że pigułka jest wyłącznie środkiem antykoncepcyjnym, definicja polega na założeniu, że moment poczęcia nie jest momentem zapłodnienia – że do zapłodnienia dochodzi wtedy, kiedy zarodek osadzi się w błonie śluzowej macicy. Istnieje również opinia zakładająca, że moment poczęcia to początek ludzkiego życia.

No ale to jest interpretacja ideologiczna i religijna. Po drugiej stronie mamy naukę i medycynę.

Uważam, że po tej pierwszej stronie mamy także interpretację naukową.

Dr Południewski mówił też, że pigułka bez recepty spowoduje spadek liczby aborcji. Przecież to pozytywny skutek.

Doświadczenia europejskie z tych krajów, gdzie pigułka była dostępna, nie potwierdzają tej tezy. W innych państwach liczba aborcji wcale znacznie nie spadła.

Jaki według pani będzie teraz przebieg wydarzeń? Aptekarze będą protestować do skutku?

Ja myślę, że ministerstwo się wycofa. Tym bardziej, że z tego, co wyczytałam, wcześniej opinie w ministerstwie nie były jednoznaczne. Mówiono o tym, że konieczna jest recepta. Proszę sobie wyobrazić młodych ludzi, którzy nie czytają ulotek towarzyszących lekom. Czy nie istnieje zagrożenie, że będą taką tabletkę stosować zbyt często?

Według mnie raczej marginalne.

Ja uważam, że może być inaczej. Zwłaszcza w przypadku bardzo młodych osób.

naTemat.pl

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: