Egipt (28.01.15)

 

„wSieci” grzebie w majtkach posłanki Grodzkiej, czyli pismo Karnowskich jako polityczne porno

Paweł Kośmiński, 28.01.2015
Posłanka Anna Grodzka

Posłanka Anna Grodzka (Fot. Agata Grzybowska / Agencja Gazeta)

Dziennikarz powiązanego z braćmi Karnowskimi tygodnika „wSieci” przygotowuje materiał o Annie Grodzkiej, która nie wyklucza startu w wyborach prezydenckich. Dziennikarz jest dociekliwy – musi wiedzieć, z kim posłanka sypia. Ciekawe, kogo ta informacja bardziej interesuje – czytelników pisma czy samego dziennikarza.
Posłanka Anna Grodzka, która być może wystartuje w najbliższych wyborach prezydenckich, otrzymała m.in. takie pytanie: „W wywiadach unikała Pani jednoznacznej odpowiedzi na pytanie o operację zmiany płci. Według naszej wiedzy nigdy nie doprowadziła pani procesu operacji chirurgicznych do końca. Mam na myśli usunięcie męskiego organu płciowego. Czy to prawda?”. Ale dziennikarza „wSieci” zaintrygowało też to, „z kim [posłanka] dzieli serce i łoże”.

Ciekawość zagnała go do prezeski fundacji Trans-Fuzja Lalki Podobińskiej, którą dopytywał, „jaki charakter mają jej relacje z panią Anną Grodzką”. „Czy mieszkacie razem”, „jecie razem posiłki”, „korzystacie wspólnie z samochodów”, „utrzymujecie relacje intymne?” – dociekał. Wreszcie w wysłanym jej mailu (DW: Michała Karnowskiego) nie darował sobie pytania, jakiej tak naprawdę orientacji seksualnej jest Podobińska.

Pytania wysłał obu paniom Andrzej Potocki – z opisu na stronie tygodnika „wSieci” wnioskować można, że dziennikarz nie tylko niepokorny, ale też nieszczęśliwy. Tydzień po tym, jak trafił do „Pulsu dnia”, redakcję zamknęli. A był to dopiero początek kariery – z „Newsweeka” musiał odejść, bo zmieniono profil tygodnika. Odetchnął, zajmując się budową domów i przyłączając się do grupy kaskaderów konnych. „Powrót do zawodu dziennikarza skończył się odejściem z ‚Uważam Rze'” – czytamy dalej. Ale na szczęście jest jeszcze „wSieci”.

Przygotowując materiał do tygodnika, przekonuje, że ma prawo zadawać takie pytania. „Sam fakt, że nie zaprzecza pani jednoznacznie zamiarowi chęci kandydowania w wyborach na prezydenta RP uprawnia mnie, jako dziennikarza, do zadania pani kilku pytań, by rozwiać wszelkie wątpliwości dotyczące Pani tożsamości płciowej i nie tylko” – tłumaczy Grodzkiej.

I jednoznacznie zaznacza, że „ogranicza się tylko do zadania podstawowych pytań o zagadnienia, które go interesują”.

Aż strach pomyśleć, jakie jeszcze pytania kłębią się w umyśle dzielnego publicysty. Powiedzieć, że tak nachalne wnikanie w sferę intymną – nawet polityka – to zwykła niegodziwość, byłoby banałem. Nie sądzę, by sam Potocki wierzył, że relacje intymne Grodzkiej mają jakiekolwiek znaczenie. Poza jednym – na pewno mogą zaspokoić jego chorą ciekawość.

To nie pierwsze tego rodzaju „śledztwo dziennikarskie” w ostatnich tygodniach. Podobnie było w przypadku prezydenta Słupska Roberta Biedronia. By pocieszyć się, że chociaż w życiu prywatnym idzie mu gorzej niż w polityce, dziennikarze „Gazety Polskiej” założyli nawet konto na portalu gejowskim. Po co? Ano, skoro sam Biedroń nie wpadł na pomysł, by sprawdzić, czy jego partner jest mu wierny, ktoś musi zrobić to za niego.

„wSieci” nazywa się „odważnym tygodnikiem młodej Polski” „GP” – „strefą wolnego słowa”. Obydwa sugerują, że opisywać prawdę w Polsce nie jest łatwo, że ich pisma to niemal „drugi obieg”. Niestety, to zbyt katastroficzna wizja. Szkoda, bo „drugi obieg” to odpowiednie miejsce dla pokątnej politycznej pornografii.

Zobacz także

wyborcza.pl

Biedroń u Olejnik: W kwestii ślubów Słupsk jest już prezydenckim Las Vegas

AB, 28.01.2015
Prezydent Słupska Robert Biedroń

Prezydent Słupska Robert Biedroń (Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Gazeta)

– Do Słupska przyjeżdżają mieszkańcy całego kraju, którzy chcą brać śluby właśnie tutaj – mówił w „Kropce nad i” w TVN24 Robert Biedroń. Jak dodał, Słupsk stał się już „prezydenckim Las Vegas”. – To dla mnie powód do dumy – podkreślił.
– Do połowy maja Słupsk jest już prezydenckim Las Vegas, w którym udziela się ślubów. Muszę przyznać, że nie wiedziałem, że to będzie dla mnie tak bardzo obciążające, bo oznacza to pracujące soboty – mówił Biedroń w rozmowie z Moniką Olejnik. – Przyjeżdżają do nas mieszkańcy całego kraju, przychodzi też bardzo dużo zapytań o terminy – opowiadał.

– To fascynujące: słyszałem, że prezydenci innych miast zaczynają nam zazdrościć tego, że te wszystkie pary zgłaszają się właśnie do Słupska. A przecież śluby można brać we wszystkich urzędach stanu cywilnego w kraju. Dla mnie to jest oczywiście powód do dumy – podkreślił prezydent. Dopytywany o to, czy dostaje zaproszenia na wesela, Biedroń żartował, że chciałby pójść chociaż na jedno. – Po pierwszym ślubie trochę marzyłem o tym, że zostanę zaproszony też na wesele – śmiał się.

„Kwestie ideologiczne zostawmy w Sejmie”

Olejnik pytała też o reakcję władz Słupska na wprowadzenie do sprzedaży tabletki „dzień po” bez recepty. Wcześniej radni sejmiku województwa podkarpackiego przyjęli na swojej sesji apel do Ministerstwa Zdrowia i parlamentarzystów, w którym sprzeciwili się wprowadzeniu pigułki do obrotu.

– Pochodzę z Podkarpacia i obserwuję to, co tam się dzieje. Myślę, że nie po to mieszkańcy wybierają swoje rady, żeby zajmowały się tego typu kwestiami. Radni w Słupsku rozmawiają przede wszystkim o problemach miasta i o tym, żeby jego mieszkańcom żyło się lepiej. To są poważne problemy. Kwestie ideologiczne zostawmy w Sejmie. Tam posłowie z pasją podchodzą do tych tematów i myślę, że to powinno ich absorbować – mówił Biedroń.

– Naprawdę to przestało pana interesować? Kiedyś pan się tym zajmował z pasją – dopytywała Olejnik. – Nie, nadal mnie to interesuje, bo to bardzo ważne. Ale mówię z perspektywy radnych: nie po to jesteśmy, żeby się zajmować pigułką. Od tego są parlamentarzyści i chciałbym, żeby raz na zawsze uporządkowali te kwestie – przekonywał prezydent Słupska.

Biedroń o Palikocie: Czas przeciąć tę pępowinę

Biedroń był pytany też o jego relacje z Januszem Palikotem. W emocjonalnej wymianie zdań prezydent Słupska nazwał szefa TR „obciążeniem” dla partii i sugerował rezygnację ze startu w wyborach prezydenckich. W odpowiedzi Palikot opublikował filmik, w którym mówi: „Broniłem cię, ale się zawiodłem”.

– To było bardzo emocjonalne i trochę dla mnie niezrozumiałe wystąpienie Janusza Palikota. Wiele mu zawdzięczam – nie byłoby mnie dzisiaj tutaj, gdyby nie on. To on otworzył Polskę na wiele tematów, które do tej pory były marginalizowane – tłumaczył Biedroń.

– Te idee są mi nadal bliskie, ale ja jestem w trochę innej sytuacji, niż pewnie chciałby Janusz Palikot. Czas przeciąć tę pępowinę; czas, żeby Robert Biedroń stał się w końcu prezydentem Słupska, a nie był nadal posłem klubu parlamentarnego Rwój Ruch – mówił. – Marzę o tym, żeby Janusz to w końcu zrozumiał – podkreślił prezydent Słupska. Jak dodał, „Palikot nie może oczekiwać, że Biedroń będzie jego rzecznikiem prasowym w Słupsku”.

Zobacz także

TOK FM

Osiatyński o papieskim odznaczeniu Rzeplińskiego: medal za zasługi dla obcego państwa to coś nieprzyzwoitego

osi, 28.01.2015
Prof. Wiktor Osiatyński

Prof. Wiktor Osiatyński (Fot.Bartosz Bobkowski / AG)

– Medal od obcego państwa można przyjąć tylko za zgodą prezydenta RP. Jeśli Rzepliński ją dostał, to nieroztropnie zachował się urząd prezydenta – powiedział w radiu TOK FM prof. Wiktor Osiatyński. Tym samym rozpoczął kolejny rozdział w sporze o to, czy prezes TK powinien przyjąć medal od Watykanu.
Ów medal to papieski krzyż Pro Ecclesia et Pontifice (Dla Kościoła i Papieża). Został przyznany przed tygodniem prezesowi Trybunału Konstytucyjnego Andrzejowi Rzeplińskiemu. Za co? Za zasługi dla Kościoła i systemu prawnego w Polsce.

„Rzepliński powinien ustąpić”

Jedną z osób, które krytykowały Rzeplińskiego za przyjęcie odznaczenia, był prof. Osiatyński, wybitny konstytucjonalista.

– Zarówno przyznanie urzędującemu prezesowi Trybunału papieskiego odznaczenia, jak i jego przyjęcie przez prezesa Rzeplińskiego, są najbardziej rażącym i niebezpiecznym złamaniem zasady bezstronności w stosunkach państwo – Kościół – powiedział bardzo ostro. Oświadczył też, że uważa, iż Rzepliński powinien ustąpić ze stanowiska.

Prezydent zachował się nieroztropnie?

Dziś Osiatyński był gościem radia TOK FM, w którym wypowiadał się pierwszy raz od zamieszania, jakie – jak podkreślał: „niechcący” – wywołał swoją wypowiedzią. – Medal od obcego państwa można przyjąć tylko za zgodą prezydenta RP. Jeśli Rzepliński o nią nie prosił, bądź jej nie dostał, to złamał prawo, a nie chce mi się wierzyć, że tak było. Jeśli tę zgodę dostał, to nieroztropnie zachował się urząd prezydenta – powiedział Osiatyński.

O to, czy do Kancelarii Prezydenta wpłynął wniosek o zgodę na przyjęcie watykańskiego odznaczenia dla prof. Rzeplińskiego, portal Gazeta.pl zapytał droga mailową biuro prasowe prezydenta. Czekamy na odpowiedź.

„Czytałem konstytucję wielokrotnie”

Osiatyński odniósł się także do słów, które padły pod jego adresem ze strony Rzeplińskiego. Ten drugi stwierdził na antenie Radia ZET, że Osiatyński „mówi [w całej sprawie – red.] głupoty wynikające z tego, że pewnie nie czytał konstytucji”.

– Czytałem konstytucję wielokrotnie. A nawet ją współtworzyłem – powiedział Osiatyński, podtrzymując swoje wcześniejsze słowa o konieczności ustąpienia Rzeplińskiego ze stanowiska.

„To nie korupcja, ale coś podobnego”

– Gdyby on był na emeryturze, mógłby przyjąć takie odznaczenie. A w tej sytuacji w bardzo wielkiej liczbie spraw dotyczących choćby wolności religijnej, czy reprywatyzacji mienia kościelnego, adwokaci będą mieli bardzo silną podstawę, by wnioskować o wyłączenie go ze składu orzekającego. Rzepliński zrobił coś, co podaje w wątpliwość jego obiektywizm – wyjaśniał konstytucjonalista.

– Jeśli Rzepliński odbiera medal od obcego państwa za zasługi dla tego państwa, to jest to coś bardzo nieprzyzwoitego po obu stronach. To nie korupcja – co wyraźnie podkreślam – ale coś podobnego i dwuznacznego – dodał Osiatyński.

Zobacz także

TOK FM

Antysemityzm w Poznaniu w rocznicę wyzwolenie Auschwitz

Piotr Żytnicki, 28.01.2015
Manifestacja

Manifestacja „Wiernych Polsce” naprzeciw synagogi w Poznaniu podczas Międzynarodowego Dnia Pamięci o Ofiarach Holokaustu. (fot. Maciej Szefer/miastopoznaj.pl)

– Żydzi powiększają z roku na rok swój Holocaust – mówił organizator antysemickiej pikiety pod poznańską synagogą. Zamaskowani młodzi mężczyźni przynieśli transparent ze swastyką.
Pikietę zorganizował we wtorek Poznański Związek Patriotyczny „Wierni Polsce”. Jego lider Bogdan Freytag przyznał, że data – 70. rocznica wyzwolenia hitlerowskiego obozu Auschwitz-Birkenau i Międzynarodowy Dzień Pamięci o ofiarach Holocaustu – nie była przypadkowa.

– Zawiązywana jest koalicja niemiecko-żydowska. Żydzi powiększają z roku na rok swój Holocaust, a Niemcy pomniejszają swoje winy – przemawiał Freytag w czarnej bluzie z białym orłem i biało-czerwoną opaską na ramieniu. Nagranie jego wystąpienia umieścili w internecie zbulwersowani działacze poznańskiej Gminy Żydowskiej.

Cztery osoby zatrzymane

Stojąc przed poznańską synagogą, Freytag mówił, że Żydzi eksterminują dzisiaj Palestyńczyków. Do tego nawiązywał jeden z transparentów, który trzymali młodzi, zamaskowani mężczyźni. Była na nim Gwiazda Dawida i swastyka połączone znakiem równości. Zdjęcie transparentu opublikował portal Miastopoznaj.pl.

Transparent rozwinięty był tylko przez chwilę. Policja odebrała go pikietującym. Zatrzymano cztery osoby. Postawiono im zarzuty z art. 256 Kodeksu karnego, który przewiduje dwa lata więzienia za publiczne propagowanie ustroju faszystowskiego. Policja odebrała pikietującym też inny transparent z krzyżem celtyckim, zakazanym w Niemczech jako symbol neofaszystowski.

– To było podłe, bo wykorzystano dzień upamiętniający zagładę Żydów. I niemądre, bo gmina żydowska w Poznaniu nie ponosi żadnej odpowiedzialności za politykę rządu Izraela wobec Palestyńczyków – mówi prof. Krzysztof Podemski, socjolog z poznańskiego Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza. Dodaje, że pikietującym wcale nie chodziło o solidarność z Palestyńczykami: – To była przykrywka, by demonstrować nienawiść wobec Żydów. To nie patriotyzm, lecz szowinizm.

Policja: nie było podstaw do delegalizacji zgromadzenia

Podczas pikiety Bogdan Freytag mówił też, że polski rząd jest „agenturą niemiecko-rosyjską pod żydowską finansjerą”. I że trzeba wyzwolić go spod „agenturalnej władzy brukselskiej”. Mówił też, że rządzący pójdą siedzieć, „chyba że uciekną do Berlina, Moskwy lub Tel Awiwu”.

Freytaga słuchało kilkanaście osób z biało-czerwonymi flagami. Mieli transparent: „Antypolski rząd PO-PSL na służbie wrogów Polski likwiduje Polskę i wynaradowia Polaków!”.

Alicja Kobus, szefowej gminy żydowskiej w Poznaniu, jest wdzięczna policji za szybką reakcję na transparent ze swastyką. W rozmowie z „Wyborczą” podkreśla, że każdy ma prawo głosić swoje poglądy, ale nikt nie ma prawa obrażać drugiego człowieka ze względu na poglądy religijne.

Według Kobus pikieta trwała ok. 45 minut. Andrzej Borowiak, rzecznik wielkopolskiej policji, mówi, że nie było podstaw, by wystąpić o delegalizację zgromadzenia: – Prawo przewiduje taką możliwość tylko w wypadku zagrożenia zdrowia i życia.

Organizatorzy pikiety są znani w Poznaniu. Gdy ich protesty doprowadziły do odwołania koncertu Behemotha, ogłosili, że to „zwycięstwo sił prawicowych Poznania”. Protestowali także przeciwko spektaklowi Golgota Picnic.

Zobacz także

poznan.gazeta.pl

WRÓBEL DO ZIEMKIEWICZA: ŻEGNAJ RAFALE

28.01.2015
Rafał Ziemkiewicz, pisząc o papieżu „idiota”, udowodnił, że ideał sięgnął bruku.
W

Wiem, wiem, dla wielu z Państwa zestawienie Ideału i Ziemkiewicza jest nie do przyjęcia. Prawicowy publicysta „ideałem”? Ziemkiewicz, czy podzielamy jego poglądy, czy nie, był jednak przez dekady jednym z najlepiej piszących polskich konserwatystów, a przy tym autorem ciekawej prozy (np. niedościgłej powieści „Ciało obce”). Ów „katolicki fundamentalista po rozwodzie” (cytat) był samosterowny. Od przeciętnego medialnego mądrali odstawał o siedem długości, a osiem i pół od szarego prawicowego gnoma, wyżywającego kompleksy poprzez używanie słów „POlszewicy” i „bolszewia”.

Aż zżarł go bakcyl współczesnego przekazu. O Franciszku nasz „fundamentalista” napisał tak, jak na ogół wszyscy piszą o wszystkim, w czasach skrótów i powierzchowności maskujących pustkę. Szybko, bez poznania materii, byle „ostro” – czyli szyderczo i emocjonalnie. Od bruku jeszcze nikt się nie odbił, żegnaj, Rafale.

Tygodnik Powszechny

Wróbel ogłasza koniec Ziemkiewicza. „Żegnaj, Rafale. Od bruku jeszcze nikt się nie odbił”

dżek, 28.01.2015
Rafał Ziemkiewicz

Rafał Ziemkiewicz (Fot. Michal Grocholski / Agencja Gazeta)

Trzy słowa „Papież idiota. Straszne” wywołały burzę. Ziemkiewiczowi dostało się po równo od prawicy, jak i od lewicy. Gwóźdź do trumny wbija Jan Wróbel w „Tygodniku Powszechnym” – Od bruku jeszcze nikt się nie odbił. Żegnaj, Rafale.
Przypomnijmy. Wtorek 20 stycznia, papież Franciszek z wizytą na Filipinach mówi: Katolicy nie muszą być jak króliki. Zrugałem kobietę po ósmej ciąży: „Chce pani osierocić dzieci?”.Kilka tysięcy kilometrów dalej prawicowi publicyści czytają nagłówki newsa o przemówieniu papieża. Tomasz Terlikowski z dumą ogłasza, że jest królikiem. Ziemkiewicz twittuje.

Po chwili musi żałować – dostaje się mu od wszystkich. Przeprasza, ale już jest za późno. Próbuje się tłumaczyć. Że chodziło o krytykę przywództwa w Watykanie, a poza tym „Kościół schodzi na dziady” .

W sprawię włączona zostaje również prokuratura, która otrzymuje od publicysty „Krytyki Politycznej” zawiadomienie o znieważeniu głowy innego państwa.

Wróbel: Żegnaj, Rafale

– Ziemkiewicz, czy podzielamy jego poglądy, czy nie, był jednak przez dekady jednym z najlepiej piszących polskich konserwatystów, a przy tym autorem ciekawej prozy – pisze w najnowszym „Tygodniku Powszechnym” Jan Wróbel. – Od przeciętnego medialnego mądrali odstawał o siedem długości, a osiem i pół od szarego prawicowego gnoma, wyżywającego kompleksy poprzez używanie słów „POlszewicy” czy „bolszewia” – pisze publicysta i jeden z prowadzących Poranek Radia TOK FM.

Zauważa, że Ziemkiewicz „napisał tak, jak na ogół wszyscy piszą o wszystkim w czasach skrótów i powierzchowności maskujących pustkę”. – Szybko, bez poznania materii, byle „ostro” – czyli szyderczo i emocjonalnie. Od bruku jeszcze nikt się nie odbił, żegnaj, Rafale – pisze Wróbel.

Więcej w najnowszym wydaniu „Tygodnika Powszechnego” .

Zobacz także

TOK FM

 

Rzepliński o Osiatyńskim: Niech przeczyta konstytucję, bo mówi głupoty

Mikołaj Pietraszewski, 28.01.2015
Prof. Andrzej Rzepliński

Prof. Andrzej Rzepliński (Fot. AG)

– Może tak sobie gadać. Niech sobie poczyta konstytucję, nie czytał jej pewnie i dlatego mówi takie głupoty – tak odpowiada prof. Andrzej Rzepliński na zarzuty części środowiska prawniczego, m.in. prof. Wiktora Osiatyńskiego, o złamanie konstytucji. Sprawa dotyczy przyjęcia przez prezesa TK papieskiego medalu.
Prezes Trybunału Konstytucyjnego tydzień temu otrzymał papieski Krzyż Pro Ecclesia et Pontifice (Dla Kościoła i Papieża) za zasługi dla Kościoła i systemu prawnego w Polsce. W przemówieniu dziękczynnym podkreślił, że czuje się szczęśliwym katolikiem. Wywołało to szok i oburzenie części środowiska prawniczego. Profesor ustosunkował się dziś do tej sprawy w wywiadzie dla Radia ZET.Niech sobie mówią– Niech sobie mówią, co chcą, to wolny kraj – tak Rzepliński odniósł się reakcji części prawników i ekspertów, którzy uważają, że nie powinien był przyjmować tego odznaczenia oraz że sprzeniewierzył się w ten sposób zasadom niezawisłości sądów i świeckiego państwa.

Szczególnie ostro potraktował prof. Wiktora Osiatyńskiego, zarzucającego mu złamanie konstytucj i namawiającego do rezygnacji ze stanowiska. – On opowiada głupoty. Niech sobie przeczyta konstytucję. Nie przeczytał i teraz opowiada to głupstwo – stwierdził. Na pytanie, czy jego publiczne wyznanie wiary jest złamaniem ustawy zasadniczej, odparł, że wypowiedź Osiatyńskiego jest „hejterska, po polsku: nienawistna”.

Kobiety są chronione

– Kobiety w Polsce są chronione, jeżeli chodzi o obowiązujące prawo. Niedostatki wynikają jedynie z zastosowania tego prawa. Polska jeszcze w PRL-u była dobrze wyposażona w przepisy o ochronie osób zależnych – niedołężnych, starych, dzieci, kobiet – już od wprowadzenia Kodeksu karnego z 1969 roku – oświadczył prezes TK. – Każdy, kto jest ofiarą przemocy w rodzinie, podlega ochronie prawnej – dodał.

Odniósł się również do faktu, że Polska nie ratyfikowała dotychczas Europejskiej Konwencji ds. Przemocy w Rodzinie. – Nie wypowiadam się na ten temat, bo ten problem może być przedmiotem kontroli konstytucyjności. Nie mogę się wypowiadać o prawie, którego nie ma – powiedział.

Co z ubojem?

Rzepliński bronił również ustawy o uboju rytualnym, dzięki której zwierzęta mogą być w ten sposób zabijane nie tylko w ramach praktyk religijnych, ale także w celach przemysłowych. – Trybunał orzekł przede wszystkim, że zakaz uboju pod groźbą kary kryminalnej jest niezgodny z konstytucją – powiedział, po czym dodał: – Trybunał stwierdził w trakcie badania dokumentów, że ubój rytualny jest dla zwierząt rzeźnych mniej dolegliwy niż inne formy zabijania, takiej jak gazowanie czy porażanie prądem.

Gdy prowadząca wywiad Monika Olejnik zaproponowała, by ubój rytualny przysługiwał jedynie mniejszościom religijnym, Rzepliński powiedział, że chciałaby wprowadzić policję religijną. – To nie jest dobre dla demokratycznego państwa prawa. Nie jest zadaniem państwa kontrolowanie, czy oni na własne potrzeby czy na potrzeby przyjaciół kupują.

Zobacz także

TOK FM

 

W 120 parafiach spotkania w sprawie „seksualizacji dzieci”

MARIA BIELICKA, 28.01.2015
Akcji patronuje abp Stanisław Gądecki

Akcji patronuje abp Stanisław Gądecki (GRZEGORZ SKOWRONEK)

W 120 parafiach naszej diecezji w niedzielę 1 lutego odbędą się spotkania dla rodziców i dziadków w ramach akcji „Twoje dziecko, wielka sprawa”. Jej cel to zwrócenie uwagi na „nieodpowiednią edukację seksualną oraz edukację równościową”.
Akcja, której patronuje abp Stanisław Gądecki, zapowiadana była w ostatnią niedzielę na mszach świętych. Dla zainteresowanych przygotowano ulotki: „Mamo, Tato! Czy chcesz dowiedzieć się, co Twoje dziecko powinno wiedzieć o seksie? Chcesz mieć na to wpływ? Jak można chronić dzieciństwo Swego dziecka?”. Odpowiedzi na te pytania zainteresowani mają znaleźć właśnie na niedzielnych prelekcjach.Kulminacja nastąpi jednak dopiero 8 lutego – wtedy w dużej sali na stadionie Inea przy ul. Bułgarskiej odbędzie się konferencja poświęcona wychowaniu seksualnemu.Więcej szczegółów można znaleźć na stronie: http://www.twojedzieckowielkasprawa.pl. Tam poznajemy organizatorów: Stowarzyszenie Rodzin Katolickich Archidiecezji Poznańskiej i Duszpasterstwo Rodzin Archidiecezji Poznańskiej. Jest tu również spis parafii, które biorą udział w przedsięwzięciu i apel do wolontariuszy, którzy mają wystąpić w roli prelegentów: „Prelekcje opierają się w całości o dobrowolne zaangażowanie wielu osób w postaci wolontariatu, osób, dla których kwestia troski o właściwe wychowanie seksualne dzieci jest bardzo istotna. W naszym sztabie znajdą się zarówno kierownicy firm, pracownicy wielkich korporacji, przedsiębiorcy, nauczyciele, marketingowcy, farmaceuci, sprzedawcy, jak i osoby niepracujące – wszyscy razem jednoczymy się we wspólnym działaniu na rzecz dobra naszych młodych pokoleń!”.Na stadionie o seksualizacjiWolontariusze właśnie przechodzą szkolenia. Materiały im dedykowane ze strony akcji pobrać mogą tylko posiadacze hasła.Do czego będą chcieli przekonywać prelegenci? Na ulotce są tylko ogólne zagadnienia: np. „problem seksualizacji, wychowanie a ideologia, masturbacja dziecięca, profilaktyka zagrożeń, świadectwo rodziców ze Szwecji”, a na stronie internetowej – tytuły wykładów na stadionie m.in.: ” Wychowanie seksualne wychowaniem do miłości”, „O masturbacji dziecięcej słów kilka „, ” Finansowe tło procesów sekularyzacji społeczeństwa w Polsce „, „Ideologia gender jako narzędzie wojny cywilizacyjnej”.Są tu też pytania, które sami sobie stawiają organizatorzy oraz ich odpowiedzi. Przykłady? ” Co zmieniono w prawie, że trzeba o tym wiedzieć? Właśnie Okazuje się, że zmiany obecne i przygotowywane projekty idą tak daleko, iż absolutnie nie mogą pozostać nieznane rodzicom. Warto wiedzieć co naszym dzieciom mogłoby zagrażać, można przeciwdziałać szkodliwym interpretacjom”. Oraz: „Czy przekazywana wiedza jest pewna, czy oficjalnie potwierdzona? Nasza akcja uzyskała patronat arcybiskupa Gądeckiego – między innymi dlatego, że jest naukowo rzetelnie opracowana i niesie bezdyskusyjne, a niezwykle ważne treści”.

Tematyki spotkań można się też domyślać z treści ogłoszeń parafialnych. Na stronie parafii w Puszczykowie czytamy, że na spotkaniu ” zostaną przedstawione zagadnienia dotyczące zasadniczej roli rodziców dla właściwego rozwoju dzieci, a także problemu nieodpowiedniej edukacji seksualnej oraz edukacji równościowej”.

„Nadrzędnym celem jest dobro dzieci”

Czy zatem akcja skierowana jest przeciwko ideologii gender i wychowaniu seksualnemu? – pytam ks. Pawła Pacholaka, duszpasterza rodzin w archidiecezji poznańskiej.

– To nie jest akcja przeciwko niczemu – zapewnia ks. Pacholak. Ale po szczegóły odsyła do organizatorów. Numeru telefonu podać nie chce, proponuje kontakt mailowy na adres całej akcji, żeby – jak mówi – „uniknąć problemów z autoryzacją”.

Wysłaliśmy pytania i prośbę o telefon.

Odpisał Michał Michalski, prezes Stowarzyszenia Rodzin Katolickich Archidiecezji Poznańskiej: „bardzo dziękujemy za zainteresowanie naszą inicjatywą, która jest tworzona przez rodziców dla rodziców. Jej nadrzędnym celem jest dobro dzieci. Dlatego staramy się ukazać rodzicom, że to oni są najważniejszym drogowskazem w procesie wychowania dla swoich dzieci, także w delikatnej sferze wychowania seksualnego. Chodzi więc o to – i taki charakter ma nasza inicjatywa – by rodzicom w parafiach naszej Archidiecezji ukazać Dobrą Nowinę o rodzicielstwie i wychowaniu w sposób atrakcyjny dla współczesnego człowieka.”

Ale telefon nie zadzwonił.

poznan.gazeta.pl

Kuria broni księdza z Wiciny, wini dziennikarzy

msw, 27.01.2015
Kuria na Placu Wielkopolskim.

Kuria na Placu Wielkopolskim. (Fot. Anna Krasko / Agencja Gazeta)

Ksiądz stanowczo zaprzecza, by jego zachowanie na lekcji religii miało jakieś seksualne podteksty. Swoje stanowisko przedstawił rodzicom, nauczycielom i przedstawicielowi kurii. Jest całkowicie odmienne od wersji, jaka później znalazła się w mediach. Przeprosił również uczniów za zaistniałą w szkole sytuację – pisze ks. Andrzej Sapieha, rzecznik kurii

W miniony piątek wzrok całej Polski skupił się na małej wsi pod Lubskiem. Prokuratorzy zatrzymali księdza, który uczył religii w szkole w Wicinie. Rodzice 11-latków zgłosili sprawę śledczym, gdy dzieci opowiedziały, jak wyglądała jedna z lekcji prowadzonych przez księdza. Kapłan miał włożyć sobie w spodnie butelkę, a potem z podtekstem seksualnym mówić do uczniów ” no, pokaż jak potrafisz ciągnąć”. Dzieci zostały przesłuchane przez sąd w obecności psychologa. Ten ocenił, że ich wersja jest wiarygodna. Wtedy prokuratorzy zdecydowali, by księdza zatrzymać. Kapłan wyszedł na wolność następnego dnia. Ale śledczy postawili warunki: do końca śledztwa nie może nauczać dzieci, musi za niego poręczyć osoba godna zaufania. Tą okazał się przedstawiciel zielonogórsko-gorzowskiej kurii.

Sugerują winę księdza

Ks. Andrzej Sapieha, rzecznik kurii, wydał we wtorek oświadczenie. Uważa, że w całej sprawie jest wiele znaków zapytania. – Nie przeszkadza to jednak niektórym dziennikarzom kształtować swoich materiałów w taki sposób, by sugerowało to odbiorcom winę księdza. Oburzenie budzi również stosowany przez nich język, który ocenić należy co najmniej jako niewybredny, jeśli nie wręcz wulgarny. Pewne dosadne sformułowania są uporczywie powtarzane w kolejnych materiałach, jakby w zamiarze celowego wyrycia ich w świadomości odbiorców – gani dziennikarzy ks. Sapieha. Zwraca uwagę, że redakcje opisują różne wersje wydarzeń.

– Nie wiem, na jakich źródłach są oparte relacje o tym, co rzekomo wydarzyło się na lekcji religii – dodaje rzecznik kurii. I żali się, że jedna z regionalnych gazet opublikowała jedynie fragmenty jego stanowiska.

– Pominięto natomiast te, które dla redakcji były niewygodne. Nie zrezygnowano również z dosadnego języka, który nadal pojawia się w kolejnych materiałach – tłumaczy Sapieha.

Żadnego tła seksualnego

Co naprawdę wydarzyło się na lekcji religii? Tego rzecznik nie wyjaśnia. Twierdzi jedynie, że ksiądz z Wiciny stanowczo zaprzecza, by jego zachowanie na lekcji religii miało jakieś seksualne podteksty.

– Swoje stanowisko przedstawił on na spotkaniu, do którego doszło w poniedziałek 20 stycznia. W spotkaniu uczestniczyli, oprócz samego księdza, również rodzice uczniów, dyrektor szkoły, pedagog szkolny i przedstawiciel kurii odpowiedzialny za katechezę i nauczanie religii. Ksiądz przedstawił własną wersję zdarzenia, całkowicie odmienną od tej, jaka później znalazła się w mediach. Przeprosił również uczniów i rodziców za zaistniałą w szkole sytuację – zdradza Sapieha.

Ksiądz dostał upomnienie

Dyrekcja szkoły postanowiła udzielić księdzu upomnienia za uchybienia z zakresu dyscypliny pracy. Zalecono również przeprowadzenie kontroli jakości nauczania, zarówno ze strony dyrekcji, jak i instytucji kościelnych odpowiedzialnych za nauczanie religii.

– Przedstawiciel kurii zaproponował także, by rodzice zadeklarowali, czy mają zaufanie do dotychczasowego katechety. Gdyby do końca miesiąca okazało się, że większość rodziców takiego zaufania nie ma, to wówczas do szkoły miałby przyjść inny nauczyciel religii – mówi Sapieha. I zdradza, że o działaniu prokuratury kuria dowiedziała się z doniesień medialnych, tuż po tym, gdy zatrzymano księdza.

– W międzyczasie w piątek, 23 stycznia, rano, a więc jeszcze przed zatrzymaniem duchownego, przedstawiciel kurii odpowiedzialny za nauczanie religii w szkole udał się do Lubuskiego Kuratorium Oświaty. Po przeprowadzonych tam rozmowach podjęto decyzję o tym, że ksiądz nie będzie uczył religii w szkole aż do czasu pełnego wyjaśnienia sprawy – pisze Sapieha w oświadczeniu i na koniec dodaje, by powstrzymać się od formułowania opinii i wydawania pośpiesznych sądów, zanim śledczy skończą swoją pracę.

Zobacz także

gazeta.pl

Nitras: Kopacz odważniejsza od Tuska

Renata Grochal, 27.01.2015
Premier Kopacz i Sławomir Nitras - czy duet będzie udany?

Premier Kopacz i Sławomir Nitras – czy duet będzie udany? (Sławomir Kamiński, Łukasz Wądołowski / Gazeta Wyborcza)

To z powodu polityki PiS mamy dziś problem kredytów we frankach i płacimy z Bankowego Funduszu Gwarancyjnego wielkie kwoty ludziom, którzy zaufali SKOK-om
RENATA GROCHAL: Czy premier nie panuje nad własnym zapleczem? SŁAWOMIR NITRAS, DORADCA W GABINECIE EWY KOPACZ: Skąd to przypuszczenie? Oczywiście, że panuje.Jak to możliwe, że Ewa Kopacz nie wiedziała, że jej najbliżsi ludzie doradzali opozycji?– Nasze relacje opierają się w dużym stopniu na zaufaniu. Współpracując z premierem, wiem, co mi wolno, a czego nie w kontaktach z przedstawicielami partii politycznych, biznesu czy mediów. Brak wiedzy, jak się zachować, dyskwalifikuje. Decyzja o tym, że z kancelarii odchodzi Adam Piechowicz, zapadła już po pierwszych doniesieniach medialnych o tym, że współpracował z kandydatem SLD na prezydenta Warszawy.To premier wymusiła na Iwonie Sulik dymisję? – Dalsza współpraca była niemożliwa i również pani premier tak uważała. Natomiast jeśli chodzi o szefową gabinetu Jolantę Gruszkę, to powodem jej odejścia był brak nadzoru nad gabinetem. Myślę, że pani dyrektor kierowała się poczuciem osobistej odpowiedzialności za zdarzenia, które nie powinny mieć miejsca.Będzie pan rzecznikiem rządu czy szefem gabinetu Ewy Kopacz?– To będą decyzje pani premier.

Opozycja mówi, że Kopacz sobie nie radzi.

– A ja mogę powiedzieć, że to opozycja sobie nie radzi. Proszę mi powiedzieć, jaki ciekawy projekt przedstawiła ostatnio opozycja? Poważnie się w to wsłuchuję i mogę wymienić jeden: projekt Ruchu Palikota o podwyższeniu kwoty wolnej od podatku.

Ale nie podwyższyliście.

– Mieliśmy realny dylemat, czy pomóc ludziom z większą liczbą dzieci, czy też wszystkim, niezależnie od tego, czy i ile mają dzieci. Stwierdziliśmy, że podnosimy ulgi dla rodziców, bo chcemy zachęcać Polaków do tego, by mieli dzieci. Sytuacja rodzin z małymi dziećmi wymaga szczególnego wsparcia państwa.

A PiS miał jakiś ciekawy pomysł?

– Nie jestem w PO największym pisożercą, ale PiS nie przedstawił w ostatnich miesiącach żadnej poważnej oferty politycznej. Jarosław Kaczyński pojechał na Śląsk i powiedział, że dosypie kopalniom pieniędzy. Nie zastanawia się, jak wygląda sytuacja ekonomiczna, nie bierze pod uwagę kwestii pomocy publicznej, tylko stoi przed bramą i mówi, że jak ktoś zamknie, to on otworzy. Jeśli chodzi o Ukrainę, to PiS jest zajęty wyjaśnianiem, czy chce wysłać żołnierzy na wojnę, czy nie.

W kwestiach europejskich nie wiem, co proponuje PiS, tak samo jak w budżetowych. Za to z powodu jego polityki musimy zmierzyć się dzisiaj z problemem kredytów frankowych oraz płacić z Bankowego Funduszu Gwarancyjnego wielkie kwoty, by oddać pieniądze ludziom, którzy zaufali SKOK-om. Te instytucje dzięki przeforsowanym przez PiS przywilejom zagroziły stabilności systemu bankowego w Polsce.

SLD natomiast zajęty sobą wyrzuca kolejnych członków. Innych oznak życia nie dostrzegam.

Premier Kopacz utrzymuje znacznie wyższe notowania rządu, niż było to na jesieni ubiegłego roku. Stoi na czele partii, która odrobiła znaczną stratę sondażową utrzymującą się przez ostatnie miesiące 2014 r. Dokonała również realnej korekty polityki premiera Tuska na bardziej aktywną.

Tusk nie był aktywny?

– Był bardziej ostrożny. Premier Kopacz jest odważniejsza. Może ta maszyna nie jest jeszcze naoliwiona tak, że bezszelestnie jedzie, ale się dotrze.

Chyba że nie zdąży, bo – jak pisze „Fakt” – PO wymieni premiera przed wyborami prezydenckimi lub parlamentarnymi…– Nie ma takiego planu. „Fakt” uznał, że skoro jednym artykułem „odwołał” rzecznik rządu, to będzie teraz kreować politykę. Fantazja ich ponosi. Nie wykluczam, że inspiracja tabloidów może być próbą nacisku pojedynczej osoby z PO w sprawie budowanego nowego zaplecza premier. Może ktoś bardzo chce się w nim znaleźć. Nie ma dziś osoby zdolnej zastąpić Ewę Kopacz i poważnej osoby, która chciałaby taki plan wesprzeć.A Schetyna lub Siemoniak na premiera?– Tomasz Siemoniak jest najbliższym współpracownikiem Ewy Kopacz, zarówno w rządzie, jak i w partii. Każdy inny kandydat, którego pani wymieni, byłby kandydatem jakiegoś środowiska w PO, a nie całości. Pomysł Ewy Kopacz to był pomysł na wykorzystanie całego potencjału Platformy. Przywróciła do politycznego życia niektóre osoby, w tym np. Grzegorza Schetynę. Dziś władza Ewy Kopacz jest na tyle silna, że może wykorzystać możliwości każdego, kto chce pracować na dobry wynik wyborczy PO. Ale jest też w stanie odesłać z kwitkiem każdego, kto da argumenty, że nie pracuje na wspólny cel.Zabrzmiało jak groźba wobec nielojalnych. – To nie jest groźba, ale taka jest rola szefa, szczególnie w okresie kampanii wyborczej.Styczniowy sondaż CBOS pokazał, że odsetek zwolenników rządu spadł w stosunku do grudnia o 8 pkt proc., a w miastach powyżej pół miliona – waszych matecznikach – liczba przeciwników rządu wzrosła aż o 23 pkt proc.– Na przełomie roku zawsze mamy spadki poparcia dla rządu, a styczeń jest najgorszy, bo jest po świętach, jest zima, a dodatkowo sytuacja międzynarodowa jest dużo gorsza, co wprowadza niepokój i spadek optymizmu. Ale te spadki sondażowe są także konsekwencją wyzwań, na które odpowiada Ewa Kopacz. Korekta, którą wprowadziła, nie może budzić wielkiego entuzjazmu, przynajmniej na początku, bo to jest trochę krew, pot i łzy.

Pan żartuje? Premier właśnie ustąpiła górnikom – miała być likwidacja czterech kopalń.

– Nie mieliśmy i nie mamy planu zamykania kopalń. Mają szansę uzyskać rentowność i dalej dawać miejsca pracy ludziom. Jedyne ustępstwo rządu polega na tym, że zgodziliśmy się na większe odprawy dla odchodzących pracowników. Ale to od początku było nasze założenie. Siadając do rozmów, musieliśmy być przygotowani na jakieś ustępstwa. Z drugiej strony koszty związane z zaniechaniem restrukturyzacji byłyby większe. Wczoraj prezydent podpisał ustawę górniczą. Możemy realizować program. To nie jest prawda, że nie rozmawialiśmy ze związkami. Rozmawialiśmy, ale one oczekiwały dalszych rozmów, a my musieliśmy zacząć działać. Teraz negocjujemy z Komisją Europejską. Mam świadomość, że to się słabo sprzedaje, ale jesteśmy skuteczni.

A teraz kolejne grupy straszą strajkami – rolnicy, górnicy z JSW, kolejarze.

– Związkowcy z JSW nie godzą się na zabranie części przywilejów, chociaż spółka musi ciąć koszty, bo ceny węgla są na rekordowo niskim poziomie. Związkowcy muszą to zrozumieć. Brak ich zgody oznacza utratę płynności finansowej spółki i poważne problemy. Potrzeba szybkich ustaleń pomiędzy zarządem i związkami.

Po 100 dniach rządu były zarzuty, że Kopacz brakuje wizji, co zarzucano także Tuskowi.

– Niektórym wizja zastępuje rzeczywistość. Kiedyś robili na mnie wrażenie politycy wyraziści, z wizją i charyzmą. Ja, człowiek raczej prawicy, byłem zafascynowany Tonym Blairem i Barackiem Obamą. W dobie telewizji informacyjnych często umiejętności oratorskie bierzemy za charyzmę. A po ośmiu latach, gdy kończy się era kolejnego wybitnego polityka, jego wizje są często na tym samym poziomie realizacji co na początku. Nie chcę lekceważyć umiejętności oratorskich, ale czegoś innego szukam u liderów.

Co można znaleźć u Kopacz?

– To, co ja dostrzegam, to to, że premier Kopacz uznaje, iż Polska nie jest Polską lat 90., gdzie konflikty społeczne czy nawet dyskusje trzeba było toczyć na poziomie skrajnych emocji. Nie jesteśmy krajem permanentnego kryzysu. Uważa, że dziś można posadzić ludzi do stołu i spróbować znaleźć z nimi płaszczyznę porozumienia. To nie jest łatwe, bo nie rozpala emocji, z drugiej strony nie jest też ciekawe dla konkurentów politycznych, którzy zawsze odnoszą korzyści z podgrzewania społecznych emocji. Ale to jest korzystne dla Polski.

Ewa Kopacz chce udowodnić, że rozwiązywanie problemów, np. górników czy frankowiczów, nie wymaga palenia opon, rzucania śrubami w kancelarię premiera, podpalania Polski czy Śląska. Z drugiej strony nie wymaga także takich drastycznych reform jak w latach 90., że zostawiamy ludzi bez pomocy jak kiedyś w PGR-ach, bo budżet państwa był kompletnie pusty. Dziś stać nas na to, by reformy społeczne przeprowadzać w perspektywie kilku lat, jak w kraju w miarę stabilnym, np. Niemczech, a nie w kraju, który jest na etapie rewolucji. My nie jesteśmy na etapie rewolucji.

To dlaczego Ewa Kopacz nie chce się spotkać z Piotrem Dudą i szefami innych central związkowych?

– Chodzi o styl rozmowy. To, że Piotr Duda krzyczy na barykadach, nie oznacza, że my będziemy robić to samo. Będziemy rozmawiać spokojniej. Z poszanowaniem każdego, ale gwarantując sobie, że nasi przedstawiciele będą traktowani jak przedstawiciele polskiego rządu. Musimy też pamiętać, że problemy ekonomiczne wielkich zakładów to są często problemy całych miast. Państwo stać na osłony społeczne, ale nie stać na to, by dopłacać do trwale nierentownych branż. Dlatego przygotowujemy program dla aglomeracji śląskiej. Zaprosiliśmy samorządowców do współpracy. Jednak nie może być tak, że prezydent miasta funduje sobie nowoczesne stadiony, a jednocześnie mówi, że miasto upada i nie ma na nic pieniędzy.

To jak rząd pomoże frankowiczom?

– W XXI w. jedną z zasadniczych ról państwa jest wsparcie obywatela w jego relacjach z międzynarodowymi koncernami, które są często silniejsze niż państwa. To dotyczy również banków. Nie zdejmujemy z frankowiczów odpowiedzialności za ich decyzje, ale nie pozwolimy, żeby banki jednostronnie zdjęły odpowiedzialność z siebie, a nałożyły na kredytobiorców. Banki tworzyły zachęty do brania tego typu kredytów, miały większą wiedzę o potencjalnych zagrożeniach.

To rząd wymusił na bankach, by uwzględniały ujemny LIBOR. I choć banki mają w swoich regulaminach, że LIBOR zmienia się co trzy miesiące, to zrobimy wszystko, by to nastąpiło natychmiast.

Premier jest zainteresowana projektem przygotowanym przez Komisję Nadzoru Finansowego mówiącym o przewalutowaniu kredytów ze zwrotem różnicy odsetkowej. To jest pomysł, który równomiernie rozkłada konsekwencje decyzji banku i klienta. W tym tygodniu premier spotka się z szefem KNF, by o tym rozmawiać.

Czy w lutym Sejm ratyfikuje konwencję o zwalczaniu przemocy wobec kobiet?

– Wydaje mi się, że jesteśmy bliscy zbudowania w tej sprawie kompromisu w PO. Powinniśmy pamiętać, że w XXI w. musimy mieć w Polsce pewien standard zwalczania przemocy domowej, bez ideologizowania i szukania niepotrzebnych kontekstów.

Co z ustawą o in vitro czy związkami partnerskimi?

– Jeśli chodzi o in vitro, to przypomnę, że pani premier poleciła, by projekt był rozpatrywany w lutym na posiedzeniu Rady Ministrów, być może już w przyszłym tygodniu. Sądzę, że w PO mamy w tej sprawie zdrowy kompromis; wiemy, że obecny brak regulacji jest stanem dramatycznym. Stawia nas w jednym szeregu z Chinami, gdzie nie ma żadnych przepisów w tej kwestii. To ambitna agenda na te ostatnie miesiące kadencji. Jeśli chodzi o związki partnerskie, to ta sprawa chyba pozostanie wyzwaniem dla kolejnego Sejmu, ale może się mylę.

A pan jako konserwatysta ma problem ze związkami partnerskimi?

– Nie. Uważam, że trzeba wypracować odpowiednią formułę prawną dla tego typu związków. Dla mnie takie wartości jak rodzina, tradycja, czy państwo jako instytucja, która utożsamia autorytet, są ważne. Nie jestem jednak doktrynerem, który nie dostrzega, że świat się zmienia. Jeśli trzeba całować ojca w rękę, to mogę, w końcu kiedyś tak okazywało się szacunek, ale nie robię tego, bo dziś szacunek ojcu okazuje się inaczej. Konserwatyzm to nie jest wstecznictwo.

Wyborcza.pl

Trybunał Konstytucyjny im. świętego Augustyna

Magdalena Środa, filozof, etyk, 28.01.2015
Prof. Andrzej Rzepliński

Prof. Andrzej Rzepliński (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

No i mamy o jedną ważną neutralną instytucję w życiu publicznym mniej – Trybunał Konstytucyjny. Okazało się, że jego prezes nie dość, że służy Watykanowi, to jeszcze nie widzi w tym żadnej niestosowności.
Prof. Andrzej Rzepliński właśnie został odznaczony krzyżem Pro Ecclesia et Pontifice i z wielką dumą nagrodę przyjął. Dziś już wiemy, że prezes TK w swych wyrokach musi się kierować dobrem papieża i Kościoła, a niekoniecznie polskich obywateli i obywatelek, a zwłaszcza tych, którym papież jest obojętny.W końcu nagroda zobowiązuje. A i nie spadła z nieba. Prof. Rzepliński nieźle się napracował, żeby ją otrzymać. Na przykład wtedy, gdy obwieścił światu, że wolność religijna jest „źrenicą konstytucji” i że w związku z tym można rżnąć zwierzęta żywcem, jeśli religia tego wymaga.Koleżanka z tej samej instytucji Maria Gintowt-Jankowicz, godząc się z szefem, dorzuciła, że nasza konstytucja gwarantuje prawo do wykonywania czynności religijnych „niepopularnych w danym kraju”. Możemy więc domniemywać, że w imię religii można palić na stosie heretyków, obrzezywać dziewczynki, legalizować poligamię etc. Bo nie da się ukryć, że to czynności uzasadniane religią i niepopularne w cywilizowanych krajach. Zapewne krzyż z Watykanu za ochronę „wolności religijnej” dla pani sędzi przyjdzie wkrótce. Czy w Trybunale jest w ogóle ktoś, kto przyjęcia takiego krzyża by odmówił?Mamy w Polsce bardzo niskie zaufanie do państwowych instytucji. I bardzo niski poziom praworządności. Geneza tego tkwi w komunizmie, gdy krzyże za zasługi przychodziły z Moskwy, lub w zaborach, gdy władza publiczna i jej instytucje należały do „obcych”. Długo to trwało. Tym intensywniej trzeba pracować, by przywrócić moralny blask praworządności i neutralności, którymi powinny się szczycić instytucje państwowe, jak również ich pracownicy. Chętnych jednak niewielu. Coraz donośniej słychać głosy o przewadze prawa boskiego nad stanowionym, coraz częściej pojawiają się w różnych zawodach religijne deklaracje sprzeczne ze standardami profesjonalności i etyki zawodowej.Nie narzekam, przyzwyczaiłam się już. Domagam się jedynie spójności. Zmieńmy konstytucję, stańmy się państwem wyznaniowym, będzie bez fałszu i hipokryzji, która dziś jest wszechobecna.Idą wybory, poziom uzależnienia polityków od Kościoła będzie gwałtownie rósł. Jak mówiły mi koleżanki startujące w wyborach samorządowych: „Bez księdza ani rusz!”. Cóż więc będzie się działo w wyborach prezydenckich i parlamentarnych?!Już dziś rząd z wielką czujnością zerka na posiedzenia Episkopatu. Zaraz przyjdzie kolej na modlitewne obrazki z życia prezydenta, bo bez wsparcia Kościoła nawet silny Komorowski niewiele wskóra. PiS z Kościoła nie wychodzi, a SLD wybrało sobie na kandydatkę obrończynię prof. Chazana i zwolenniczkę prawa bożego na ziemi.Przesadzam? Może trochę. Lubię jednak jasne sytuacje. „Niech wasza mowa będzie tak, tak, nie, nie”. I dlatego proponuję – przynajmniej – powołać św. Augustyna na patrona Trybunału Konstytucyjnego. Dlaczego Augustyna? Zapytajcie Magdaleny Ogórek.

Zobacz także

wyborcza.pl

 

Tym: Wulgarne epitety i bełkotliwe wypowiedzi. Pokraczni amatorzy, mieniący się polityczna elitą III RP

Anna Siek, 28.01.2015
Stanisław Tym

Stanisław Tym (AG)

„Czy jest więc wśród polityków ktoś, kto mi ostatnio zaimponował? Tak, Leszek Miller. Na pytanie, jakie kompetencje ma kandydatka na prezydenta Magdalena Ogórek, w odpowiedzi rzucił błyskotliwie: A jakie kompetencje miał Lech Wałęsa? A takie, że was obalił, towarzyszu Miller” – pisze Stanisław Tym w najnowszej „Polityce”.
Na polskiej scenie politycznej królują „pokraczni amatorzy różnej partyjnej proweniencji, mieniący się polityczną elitą III RP”. Taką diagnozę stawia Stanisław Tym.Jak ocenił w najnowszym numerze „Polityki”, królują „wulgarne epitety i bełkotliwe wypowiedzi”. A najpowszechniej stosowana metodą jest „przyrżniecie brudem każdemu, komu się da”. „Bo wtedy cię zauważą i ze dwie doby będziesz bohaterem mediów. Konkrety? Proszę bardzo. Premier Kopacz kłamie, lawiruje, uprawia haniebny proceder, szczuje Polaków… „Po prostu jest głupia” – podsumował pożółkły członek więdnącej lewicy Włodzimierz Czarzasty” – napisał Stanisław Tym w najnowszym felietonie w tygodniku „Polityka”.

„Towarzyszu Miller”

Jak zauważył felietonista, „zaraza” trawiąca polską politykę „nie ominęła także Watykanu”. A to za sprawą Rafała Ziemkiewicza, który po słynnej wypowiedzi papieża Franciszka, że katolicy nie muszą mieć wielu dzieci – mnożyć się jak króliki. „Papież idiota” – zganił Franciszka katolik Ziemkiewicz i dodał, że odpowiada za swoje słowa,. Bo napisał 20 książek. Ciekaw jestem, co by powiedział o papieżu, który jak Józef Ignacy Kraszewski wydał 600 tomów”.

„Czy jest więc wśród polityków ktoś, kto mi ostatnio zaimponował? Tak, Leszek Miller. Na pytanie, jakie kompetencje ma kandydatka na prezydenta Magdalena Ogórek, w odpowiedzi rzucił błyskotliwie: A jakie kompetencje miał Lech Wałęsa? A takie, że was obalił, towarzyszu Miller. Was wszystkich w Europie” – napisał Stanisław Tym.

Zobacz także

TOK FM

Tajemnica hieroglifów. Dwóch geniuszy, zagadkowy kamień i odkrycie kolebki cywilizacji

Napoleon przed sfinksem. Kampania egipska pozwoliła Europejczykom na nowo odkryć starożytną cywilizację.
Napoleon przed sfinksem. Kampania egipska pozwoliła Europejczykom na nowo odkryć starożytną cywilizację. Domena publiczna / Wikimedia Commons

Dwóch geniuszy – jeden wojskowy, drugi naukowy. Pierwszy – Napoleon Bonaparte, młody, bo zaledwie 28-letni generał wsławiony już bojami we Włoszech; drugi – Jean-Francois Champollion, lingwista, który dokonał epokowego odkrycia świeżo po 30-stce. Nie byłoby ich sukcesów, gdyby nie wielka wyprawa Francuzów do Egiptu. Jej kulisy odsłania Daniel Meyerson w wydanej właśnie publikacji „Tajemnica hieroglifów”.

PROF. ANDRZEJ KOKOWSKI O KSIĄŻCE

Historia łamania znaczenia egipskich hieroglifów przypomina tutaj walkę o złamanie Enigmy. Wszystko przesycone jest przeplatającymi się intrygami i szlachetnymi gestami, które wyniosły dwóch bohaterów na szczyty sławy – obydwaj, niestety, ale nie za długo mogli cieszyć się swoimi sukcesami. Czytaj więcej

Kiedy latem 1798 roku Napoleon wyprawiał się do Egiptu liczył nie tylko na utarcie nosa Anglikom i zdobycie starożytnego kraju – w przeciwnym razie nie zabierałby ze sobą ok. 170 naukowców. Ich zadaniem była eksploracja Państwa Faraonów; liczono oczywiście na bogactwa, a przy okazji na dokładne zbadanie i opisanie kraju nad Nilem.

Napoleon triumfuje pod piramidami
Zanim jednak zaczęto święcić triumfy naukowe, należało zdobyć Egipt orężem. A sukces na tym polu miała zapewnić wielotysięczna armia, przewieziona na okrętach do północnej Afryki. Na pokładach statków znajdowały się także zapasy żywności, 700 koni i 500 powozów. To była ekspedycja na wielką skalę.

Po dobiciu do brzegów Egiptu Napoleon nakazał zdobycie Aleksandrii. Stamtąd francuscy żołnierze pomaszerowali na Kair, najkrótszą, ale morderczą drogą – przez pustynię. Szybko przekonali się, ile zdrowia może napsuć egipskie słońce. – Ci Francuzi są obłąkani, maszerując przez pustynię w środku lata – mówił dowódca mameluków Murad Bej, na wieść o zbliżających się wojskach Napoleona.

Kiedy już żołnierze Napoleona dotarli do Kairu, ich oczom ukazały się górujące nad okolicą piramidy – cud starożytnej techniki budownictwa. To właśnie tam, w lipcu 1798 roku pod piramidami w Gizie, francuski dowódca pokonał mameluków w decydującej bitwie, zapewniając sobie panowanie w Egipcie.

Przypadkowe odkrycie
Ale na marginesie bojów o Państwo Faraonów, do których w międzyczasie przyłączyli się Anglicy, toczono rywalizację o… odkrycia naukowe. I choć w czasie pobytu na starożytnej ziemi Napoleon założył w Kairze Instytut Egipski, francuscy naukowcy badali wiele cennych zabytków, zbierali informacje do encyklopedii czy sporządzali mapy, to o największym odkryciu zadecydował przypadek.

Oto 15 lipca 1799 roku, w czasie prac fortyfikacyjnych w średniowiecznej twierdzy Raszid, blisko miejscowości Rosetta, miał miejsce wielki naukowy przełom. Jeden z francuskich żołnierzy zauważył wielki, ważący aż 762 kg kamień z czarnego bazaltu, a na nim napis wykonany częściowo po grecku, częściowo demotyką (jedno z rodzajów egipskiego pisma), jak i bliżej nieokreślonymi znakami. Hieroglifami, na których odczytanie trzeba było poczekać ponad dwie dekady. A sztuki tej dokonał człowiek, który w chwili odkrycia zabytku miał… 8 lat.

Rozszyfrowanie pisma hieroglificznego, nazywanego przez samych Egipcjan „świętymi znakami”, umożliwiło Europejczykom odkrycie na nowo przebogatej cywilizacji egipskiej, którą do tej pory kojarzono głównie za sprawą pism greckich.

Champollion i hieroglify
Jak Champollion odczytał hieroglify? Wyszedł z założenia, że znaki te „odzwierciedlają pewne idee, nie zaś brzmienie języka”. Samą treść wyrytą w kamieniu już znał, bo została zapisana w dwóch językach (i trzech rodzajach pisma, przy czym część z hieroglifami była najbardziej uszkodzona), w tym po grecku. Mowa o dekrecie z 196 roku p.n.e. wydanym przez kapłanów z Memfis w celu uczczenia faraona Ptolemeusza V.

Napis widniejący na Kamieniu z Rosetty badacz porównywał z innymi inskrypcjami, przywiezionymi w międzyczasie z Egiptu. Szukał „klucza”, który pozwoliłby na rozszyfrowanie zagadki starożytnego pisma. Tym bardziej, że 500 greckich słów na steli odpowiadało 1419 hieroglifom – jeden znak nie mógł zatem odpowiadać jednemu słowu.

Rewolucyjne dla późniejszych efektów badań nad hieroglifami okazało się założenie, że w piśmie tym występują tzw. homofony – dwa różne znaki na określenie tej samej litery (dźwięku), a także determinatywy – pozbawione wartości fonetycznej wyznaczniki kategorii danego słowa. – Jeżeli zatem do hieroglifu został dodany determinatyw w postaci małego ptaka, dane określenie nabierało negatywnego, złego bądź odrażającego wydźwięku – czytamy w „Tajemnicy hieroglifów”.

Poznanie tych prawidłowości umożliwiło szybsze złamanie „szyfru” hieroglificznego alfabetu. Bo Champollion uważał hieroglify właśnie za szyfr.

JEAN-FRANCOIS CHAMPOLLION O HIEROGLIFACH

To złożony system pisma, które jest obrazkowe, symboliczne i fonetyczne jednocześnie, w jednym tekście, w jednym zdaniu, a nawet w jednym słowie. Poszczególne rodzaje symboli przyczyniają się na różne sposoby do wyrażenia pewnej idei. To szyfr.

Złamał go ostatecznie w 1822 roku. Okazało się, że pismo hieroglificzne składa się z trzech rodzajów znaków: fonetycznych, ideograficznych oraz wspomnianych determinatywów. Nie tylko jednak Champollion przysłużył się egiptologii, równoczesne badania nad Kamieniem z Rosetty prowadzili inni naukowcy. Wśród nich m.in. Anglik Thomas Young, którego zasługą było rozszyfrowanie pisma demotycznego.

Przez lata o zabytek rywalizowali Anglicy i Francuzi, a „batalię” ostatecznie wygrali ci pierwsi, którzy już w 1801 roku zmusili wojska napoleońskie do ewakuacji z Egiptu. Dziś słynny bazaltowy kamień można podziwiać w londyńskim British Museum. Od jakiegoś czasu zwrotu zagrabionego „mienia” domaga się także państwo nad Nilem. Nie wiedzielibyśmy tyle o powstałej tam cywilizacji, gdyby nie przypadkowe odkrycie z 1799 roku.

naTemat.pl

Reklamy
Komentarze

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: