Ogórek (24.01.15)

 

Łodzianin biegnie 700 kilometrów przy minus 60 stopniach

Wioletta Gnacikowska, 24.01.2015
Michał Kiełbasiński, ultramaratończyk z Łodzi

Michał Kiełbasiński, ultramaratończyk z Łodzi (TOMASZ STAŃCZAK)

Yukon Arctic Ultra na Alasce to najtrudniejszy bieg na świecie: po pustkowiu, w temperaturze dochodzącej nawet do 60 st. C na minusie. Najwięksi śmiałkowie muszą pokonać dystans 700 km. Po raz pierwszy w 10-letniej historii biegu weźmie udział Polak – Michał Kiełbasiński, ultramaratończyk z Łodzi.
Zawodnicy Yukon Arctic Ultra biegną na dystansach maratonu, 100 mil, 300 mil i 430 mil. Ten najdłuższy, koronny dystans równy 700 km prowadzi z Whitehorse do Downson City szlakiem Yukon Quest – trasy najtrudniejszego na świecie wyścigu psich zaprzęgów. Zawodnicy przemierzą szlak poszukiwaczy złota znanych z książek Jamesa Curwooda i Jacka Londona.

Uczestnicy mogą biec maksymalnie 312 godzin (13 dni). Rekordzista przebiegł trasę w 7,5 dnia.

W 2007 r. nikt nie ukończył biegu, bo temperatura spadła poniżej 60 st. C na minusie i organizatorzy ewakuowali uczestników z obawy o ich życie.

Wśród 31 śmiałków, którzy wystartują 8 lutego w biegu na 700 km, są Anglicy, Niemcy, Włosi, Kanadyjczyk, Hiszpan, Szwedzi, Szwajcarzy, Australijczyk i – po raz pierwszy w historii biegu – Polak. To Michał Kiełbasiński, ultramaratończyk. Na liście startowej obok jego nazwiska zapisano „Lodz”.

Wioletta Gnacikowska: W poniedziałek wyruszasz na wyprawę. Boisz się czegoś?

Michał Kiełbasiński: – Nieznanego. Jadę pierwszy raz, w dodatku nie ma żadnego Polaka, którego mógłbym zapytać o szczegóły biegu, bo jeszcze żaden nie brał udziału w Yukon Arctic Ultra. Wszystkich informacji szukam w internecie: oglądam filmy na YouTubie, podglądam, jakiego sprzętu używają zawodnicy. Jedni idą na ciężko, inni na lekko w sportowym ubraniu i to jest pewien hazard, bo warunki są tam ekstremalne i nie wiadomo, jaki sprzęt będzie lepszy. Obawiam się niskiej temperatury. Startowałem już w zawodach przy temperaturze blisko minus 30 stopni, ale nigdy nie było minus 50. Nawet przygotowując sanki, dyszel i uprząż, rozmawiałem z inżynierami, ale nikt nie potrafił przewidzieć, jak materiał, z którego są zrobione, będzie się zachowywał przy temperaturze minus 50 st. C. Kolejne niebezpieczeństwo to odwodnienie. Jest dużo bardziej zdradliwe niż w temperaturze plus 50. Na pustyni w przypadku zbliżającego się odwodnienia cały organizm krzyczy, daje znać w dramatyczny sposób. W niskich temperaturach jest to dużo bardziej groźne, bo niczym się to nie manifestuje, nagle po prostu „wyłącza się prąd”. Będę musiał pamiętać, by pić co 1,5 godziny. Wodę muszę przygotować ze śniegu i lodu. To czasochłonne.

Przecież to wyścig! Będziesz się zatrzymywał i gotował wodę?

– Nie mogę tracić czasu, dlatego skonstruowałem maszynkę i palnik do gotowania na sankach, w czasie biegu. Wybiorę płaski teren, zwolnię tempo, a woda będzie się gotowała. Mam nadzieję zaoszczędzić bardzo dużo czasu. Zatrzymanie się choćby na chwilę w takich warunkach jest nie do wytrzymania, dlatego muszę cały czas biec albo iść.

Zamierzasz spać na trasie?

– Obozowanie w takich warunkach jest niebezpieczne, dlatego będę próbował dobiec bez przerwy do „przepaku”, czyli pierwszego punktu kontrolnego na 150. kilometrze. Spróbuję się w ogóle nie zatrzymywać, najwyżej na posiłek. W 10-letniej historii zawodów najlepszy zawodnik pokonał 700 km w czasie 7,5 doby. To znaczy, że średnio na dobę przebiegał 90 km. Ale pierwsze 150 km przebiegł w 17 godzin, później tempo dramatycznie malało. Dlatego uważam, że dobiegnięcie bez snu do pierwszego „przepaku”, jest możliwe.

Po co są te „przepaki”?

– W punktach kontrolnych, na farmach, będą na nas czekać sześciokilogramowe depozyty z jedzeniem, paliwem do maszynki i bielizną na zmianę, które przygotowujemy sami, a organizatorzy dostarczają do punktu. Będzie tam dach nad głową, gorąca woda. Planuję przespać się ok. czterech godzin i ruszyć dalej. Na trasie są trzy takie „przepaki”. Najtrudniej będzie po ostatnim, bo pozostanie 220 km do mety, dojdzie ogromne zmęczenie. Sądzę, że przed metą będę musiał ze dwa razy obozować. Dla Kanadyjczyków i Skandynawów, którzy będą biegli ze mną, taki survival w warunkach arktycznych to chleb powszedni, dla mnie – wielka przygoda.

Jak się ubierzesz?

– Założę bieliznę termiczną, cztery pary legginsów. Będę miał normalne buty do biegania trzy numery za duże, z kolcami, ale ważące tylko 300 gramów, kilka par skarpet i onuce z folii nrc. Na rękach rękawiczki second skin, pięciopalcowe, których w ogóle nie zdejmę, na nie rękawiczki z jednym palcem puchowe. Na twarz krem, baklava, gogle na wypadek śnieżycy. Jeśli cały czas będzie mi trochę za zimno, to tylko zmobilizuje mnie do szybszego biegu. I zawsze zabieram ze sobą MP3, żeby słuchać muzyki.

Będziesz ciągnął za sobą sanki ze sprzętem. Ciężkie?

– Sanki same są lekkie, bo ważą 2 kg, szlifuję je jeszcze, żeby były lżejsze. Eksperymentuję z sankami od kilku lat. Chodziłem z nimi z Łodzi do Warszawy. Mają 150 cm długości i 50 cm szerokości. Będą połączone z uprzężą dyszlem. Jeśli dyszel pęknie, bo nie wytrzyma niskiej temperatury, trzeba będzie się posiłkować sznurem, ale to spowolni bieg. Sam powprowadzałem wiele usprawnień. Na sankach będę wiózł 20-30 kg sprzętu.

Dlaczego nie biegniesz z plecakiem?

– Nie dałoby się tej trasy pokonać biegiem z 20-kilogramowym plecakiem, a na sankach nawet ciężar 50 kg, przy dobrym ślizgu, jest do zniesienia.

Co jeszcze musisz mieć ze sobą?

– Organizatorzy wymagają, żebyśmy byli kompletnie niezależni w takich warunkach. Musimy mieć śpiwór certyfikowany na temperaturę minus 40 st. C. Na wyposażeniu musi być m.in. piła, żeby upiłować drewno na ognisko. Muszę być gotowy na obozowanie: rozpalenie ognia, spanie pod płachtą biwakową. Na sankach będę miał puchową kurtkę i spodnie. Nie da się oczywiście w tym biec, ale zabiorę awaryjnie.

Trasa jest oznaczona czy – jak w biegu Adventure Racing – będziesz biegł z mapą?

– Co kilka kilometrów są słupki, ale zdarzało się, że były zmiatane przez wiatr i zasypywane przez śnieg. Wtedy zawodnicy biegli 10 km bez pewności, czy są na właściwej drodze. Będziemy mieli mapy, kompas, GPS.

Będziesz biegł przez pustkowie. Czy jest jakiś system ratunkowy, na wypadek gdyby się coś stało?

– Dostaniemy urządzenie z magicznym guzikiem, po wciśnięciu którego organizatorzy zobowiązują się w ciągu 48 godzin do nas dotrzeć. Mam nadzieję, że nie będę go musiał użyć. Moim celem jest stanąć na mecie w Dowson City, bo nie sposób wygrać tych zawodów, startując po raz pierwszy. Chwała Rafałowi Sonikowi i Krzysztofowi Hołowczycowi, że stanęli na podium w Rajdzie Dakar, ale ile razy musieli wystartować, żeby tego dokonać? Jest tyle niewiadomych, tyle znaków zapytania, tyle rzeczy, z którymi nie miałem nigdy do czynienia, że ukończenie tych zawodów będzie największym sukcesem.

Dalej biegnie tylko głowa – przeczytaj rozmowę z Michałem Kiełbasińskim z 2013 r.

Michał Kiełbasiński ma 46 lat. Od ponad dekady startuje w rajdach przygodowych i długodystansowych biegach górskich z mapą. Związany jest z ekstremalnymi rajdami Adventure Racing. W 2009 i 2010 r. zdobył tytuł mistrza Polski Adventure Racing (trasa Masters 370 km). W 2010 r. został wicemistrzem Polski w Pieszych Maratonach na Orientację (na 100 km). Na koncie ma prawie setkę startów w zawodach na orientację na dystansach 100-700 km w kraju i za granicą. W 1996 r. uczestniczył w wyprawie Camel Trophy na Borneo. W 2013 roku został pierwszym w historii zwycięzcą Biegu Siedmiu Szczytów. Przebiegł po górach 235 km w 35 godzin i 31 minut.

W przygotowaniach do Yukon Arctic Ultra na Alasce Michałowi pomogli m.in.: ALE Active Life Energy, Discovery Channel Polska, New Balance Poland, Brubeck, PajakSport.pl.

Patron medialny – „Gazeta Wyborcza”.

Zobacz także

lodz.gazeta.pl

Grzegorz Braun wystartuje w wyborach prezydenckich

Grzegorz Braun ogłosił start w wyborach prezydenckich
Grzegorz Braun ogłosił start w wyborach prezydenckich Fot. Wojciech Surdziel / Agencja Gazeta

Reżyser i dziennikarz Grzegorz Braun wystartuje w majowych wyborach prezydenckich – poinformowała Informacyjna Agencja Radiowa na Twitterze. Kandydat zasłynął m.in. z kontrowersyjnych słów o rozstrzelaniu dziennikarzy „Gazety Wyborczej” i TVN-u.

– Nie jestem demokratą – wiecie o tym dobrze. A jednak jako polski państwowiec gotów jestem wraz z Wami podjąć próbę, być może ostatnią, wykorzystania demokratycznej procedury do wywarcia istotnego wpływu na rzeczywistość polityczną w naszej ojczyźnie – napisał Braun w specjalnym oświadczeniu, opublikowanym m.in. na Facebooku.

Cel: „przywrócić wolność”
We wpisie umieszczonym na profilu „Popieram Grzegorza Brauna”, kandydat dziękuje wszystkim członkom Komitetu Poparcia Kandydatury Grzegorza Brauna na Prezydenta RP za wsparcie i zapowiada próbę zachowania „polskiego dziedzictwa”.

– Najwyższy czas powiedzieć jasno: istnienie suwerennego państwa polskiego jest nie tylko możliwe, ale i konieczne – jeśli na naszym terytorium ocalona ma zostać cywilizacja łacińska, do której marnotrawnych synów (resp. córek) mimo wszystko się zaliczamy – pisze Braun.

W jego opinii, aby osiągnąć wyznaczone celr, należy podjąć odpowiednie działania, których perspektywę powinna wyznaczać zbliżająca się 1050. rocznica chrztu Polski (w 2016 roku). – Jeśli Polacy mają wypełnić swą misję dziejową, trzeba przywrócić im przede wszystkim wolność (nie mylić ze „swobodami” gwarantowanymi w Eurokołchozie) – i to zarówno w sferze gospodarczej, jak i politycznej, czy kulturalnej. Musimy wyegzekwować prawo bycia gospodarzami we własnym kraju – apeluje kandydat w majowych wyborach na prezydenta.

Braun i „rozstrzelanie dziennikarzy”
Reżyser o bogatym dorobku artystycznym, znany głównie jako twórca filmów dokumentalnych, jest jednak kojarzony głównie za sprawą wypowiedzi z września 2012 roku o rozstrzeliwaniu dziennikarzy „Gazety Wyborczej” i TVN-u.

GRZEGORZ BRAUN

No powiedzmy, wziąłbym tak z tuzin redaktorów „Gazety Wyborczej”, ze dwa tuziny pracowników drugiej gwiazdy śmierci, centralnej dzisiaj, TVN-u, nie wspominam oczywiście o etatowych zdrajcach i sprzedawczykach, którzy zawsze nimi byli (…)., no jeżeli się tego nie rozstrzela, co dziesiątego, to znaczy, że hulaj dusza piekła nie ma.

Prokuratura badała wówczas, czy reżyser nie nawoływał do popełnienia przestępstwa, za co mógł trafić na trzy lata do więzienia. Śledztwo zostało umorzone w kwietniu 2013 roku. Za obrazę sądu Braun został jednak skazany na tydzień aresztu. W międzyczasie Katolickie Stowarzyszenie Dziennikarzy okrzyknęło Brauna „więźniem politycznym”.

Niedługo później na antenie Polsat News Braun odwołując się do swojej wypowiedzi poszedł dalej:– Myślę, sobie, że mówiąc „co dziesiątego” chyba nie doszacowałem, sądząc po rozmiarach tego, co się teraz rozpętało – mówił filmowiec.

GRZEGORZ BRAUN

Ja jestem państwowcem, fanem państwa polskiego – chciałbym, żeby istniało. Śmiertelnie zagraża państwu bezkarne obnoszenie się z zaprzaństwem i zdradą. Jest to praktyką w obu tych gwiazdach śmierci (…) i w gwieździe śmierci na Czerskiej i w tej drugiej, o której mówiłem.

Rzeczywistość „Post-PRL-u”
Reżyser od lat ostro wypowiada się także przeciwko kompromisowi aborcyjnemu przyjętemu przez Sejm w latach 90., nazywając go hitlerowską eugeniką. Bronił m.in. prof. Bogdana Chazana przekonując, że „mamy do czynienia z nagonką na uczciwego człowieka”. Jego zdaniem, „media głównego ścieku” świadomie pomijały część informacji przemawiających za znanym ginekologiem.

Według Brauna, to sprawka „przemysłu in vitro” i post-komuny, której nadal z Polski nie wyrugowano, a wypracowany zaraz po przełomie 1989 roku (w nomenklaturze Brauna „Post-PRL-u”) kompromis aborcyjny to powielenie idei Hitlera, który chciał eliminować wszystkich, którzy nie byli doskonali.

naTemat.pl

 

 

 

Lis: Podświadomie traktujemy wybory prezydenckie jako festiwal osobliwości. Koniec taryfy ulgowej!

Krzysztof Lepczyński, 23.01.2015
Tomasz Lis

Tomasz Lis (Fot. Maciej Zienkiewicz / AG)

– Zaczynamy podświadomie traktować te wybory prezydenckie jako nieistotny festiwal dziwnych, niezbyt ważnych osobistości – zirytował się w Poranku Radia TOK FM Tomasz Lis. Naczelny „Newsweeka” nie zgadza się, by pobłażliwie traktować kandydatów pokroju Andrzeja Dudy czy Magdaleny Ogórek. – Ludzie, oni się zgłaszają, by być formalnie najważniejszą osobą w Polsce! – mówił.
W Poranku Radia TOK FM publicyści rozmawiali o znaczeniu słów Zbigniewa Bujaka, który stwierdził, że polscy żołnierze powinni jechać do Donbasu. Tomasz Wołek tłumaczył, że stanowisko Bujaka „nie jest przejrzyste”, bowiem najpierw twardo wypowiedział opinię, a dziś w Poranku Radia TOK FM rakiem się z niej wycofywał.Bujak? Ważne, co mówi Duda

– Z całym szacunkiem dla Bujaka, w sensie twardej polityki jego deklaracja jest ważna, ale politycznie nieistotna – stwierdził Tomasz Lis, naczelny „Newsweeka”. – Bardziej istotne jest to, co powiedział Andrzej Duda. Kandydat PiS na prezydenta, zwierzchnika sił zbrojnych, powiedział że należy rozważyć wysłanie polskich wojsk na Ukrainę! – dziwił się Lis.

Duda powiedział w RMF FM: – Jeśli już, to Polska mogłaby udzielić wsparcia. Należałoby to rozważyć, ale to jest bardzo poważna decyzja. Trzeba by się było nad nią dobrze zastanowić – stwierdził, pytany o wysłanie polskich wojsk na Ukrainę.

„Więc nie, że coś mu się powiedziało”

– On użył malutkich, ale kluczowych słów: „jeśli już” – bronił polityka PiS Wołek. – Założył, że gdybyśmy wzięli udział w tej wojnie, trzeba byłoby to przemyśleć. Ale nie zanegował – zaznaczył. – To raczej był wynik nieporadności polityczno-retorycznej – wtrącił Jacek Żakowski, prowadzący Poranek Radia TOK FM.

– Zaczynamy podświadomie traktować te wybory prezydenckie jako nieistotny festiwal dziwnych, niezbyt ważnych osobistości – zirytował się Lis. – Pani Ogórek? Nie zna się. Duda? Niesprawny. Ludzie, ta pani, ten pan, zgłaszają się, by być literalnie, formalnie najważniejszą osobą w Polsce! Więc proponuję, by nie stosować żadnej taryfy ulgowej. Więc nie, że coś mu się powiedziało. Facet wczoraj zademonstrował, że średnio nadaje się na prezydenta. I to była pierwsza istotna deklaracja z jego ust od 11 listopada, odkąd PiS wystawiło go w wyborach – stwierdził publicysta.

– Kompletnie się z tym nie zgadzam – odparł Żakowski.

TOK FM

Będzie spisek w PO? Premier Kopacz kandydatką „do wycięcia w pień”

Dlaczego premier Ewa Kopacz pojawia się dziś tylko tam, gdzie koniecznie musi?
Dlaczego premier Ewa Kopacz pojawia się dziś tylko tam, gdzie koniecznie musi? Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Premier Ewa Kopacz na celowniku – i to nie tylko opozycji, ale i partii, z którą sama jest związana – pisze „Fakt”. Dodaje, że szefowa rządu zyskała sobie wewnętrznych wrogów po serii wpadek i nie najlepszym rozwiązaniu ostatnich kryzysów.

Gazeta dotarła do polityka PO, który otwarcie mówi, że czteromiesięczne rządy Kopacz zamiast umocnić, osłabiły władzę koalicji. Na to nie może pozwolić sobie Platforma. – A kto zagrażał projektowi – czyli rządom PO w Polsce – ten jest kandydatem do wycięcia w pień – pisze gazeta.

Rozmówca „Faktu” mówi, że o kryzysie wewnętrznym w PO mówiono w kręgu jej członków już w grudniu; wtedy też – jak tłumaczy – Kopacz po raz pierwszy znalazła się na cenzurowanym. Jej decyzje miały szkodzić nie tylko partii, ale też prezydentowi Bronisławowi Komorowskiemu.

Następne tygodnie przyniosły kolejne problemy rządu – najpierw kryzys lekarski, potem górniczy. Ostatnio premier pozbyła się swojej bliskiej współpracowniczki, rzecznik prasowej rządu Iwony Sulik, po tym, jak „Fakt” opublikował artykuł, że zaufana Kopacz doradzała posłom opozycji, w tym Przemysławowi Wiplerowi.

– Jeśli nie stanie się nic nadzwyczajnego, co uspokoi sytuację, to na wiosnę trzeba będzie zmienić premiera. (…) Bardzo mocno optuje za tym spółdzielnia Grabarczyka. Schetyna, który wychodził z założenia, że do wyborów ma być spokój, jest przekonywany, że może jednak lepiej tej zmiany dokonać, bo dalszy festiwal kryzysów może zaszkodzić projektowi – cytuje słowa anonimowego informatora „Fakt”. I dodaje, że może tym razem przyjdzie czas na Tomasza Siemoniaka w roli premiera.

Źródło: „Fakt”

naTemat.pl

Palikot: Kopacz przez 100 dni popełniła więcej błędów niż Tusk przez siedem lat

prot, PAP, 24.01.2015
Janusz Palikot

Janusz Palikot (JAKUB ORZECHOWSKI)

Lider Twojego Ruchu Janusz Palikot powiedział, że przez pierwszych 100 dni rządów premier Ewa Kopacz popełniła więcej błędów niż premier Donald Tusk przez siedem lat. Kandydat na prezydenta skrytykował także swoich rywali w walce o najwyższy urząd w kraju.
– Jeżdżę po Polsce po różnych miejscach i widzę, że ludzie są bardzo rozczarowani rządami w Polsce, rządami pani premier Ewy Kopacz. (…) Nietrudno się z nimi w tym nie zgodzić – podkreślił Palikot podczas konferencji prasowej. W jego ocenie premier popełniła „nie tylko błędy personalne, takie jak np. przeniesienie (Radosława) Sikorskiego z ministra spraw zagranicznych na marszałka (Sejmu) czy Schetynę w drugą stronę”. – Obydwaj słabo sprawdzają się na tych stanowiskach – dodał.Według niego „nie ma zrozumienia” dla prowadzonych przez rząd negocjacji z lekarzami i górnikami. – Doszło do takiego paradoksu, że nawet na Śląsku, gdzie wczoraj byłem, ludzie są przeciwko górnikom. Pani premier doprowadziła do takiej sytuacji, że wczoraj w Cieszynie, gdzie byłem, ludzie są przeciwko górnikom. Staje cała masa ludzi i mówią „my nie jesteśmy gorszymi Ślązakami, też chcemy mieć dwa czy trzy miliardy zł na własne potrzeby” – mówił Palikot.

Self-made Palikot

Lider TR uważa, że wokół m.in. tych spraw powinna przebiegać kampania prezydencka, choć – jego zdaniem – tak nie jest. Jednocześnie skrytykował swoich rywali w walce o urząd prezydenta. Palikot zaznaczył, że choć „często atakowany, ośmieszany i krytykowany” jest on jedynym człowiekiem z całej grupy kandydatów na prezydenta, „który dorobił się majątku, zbudował fabryki, płacił podatki, napisał osiem książek, zna cztery języki”. – Sam się uczyniłem człowiekiem wykształconym – podkreślił.

Odpowiadając na pytania, polityk odniósł się również do sytuacji, w jakiej znalazły się osoby spłacające kredyty zaciągnięte we frankach szwajcarskich. Zaznaczył, że „państwo musi nacisnąć na banki przez nadzór bankowy i zażądać, żeby (…) dały ludziom rozłożone w czasie warunki spłaty; żeby oni odzyskali zdolności finansowe”.

Według niego banki, które „udzieliły obywatelom kredytów we frankach, namawiały ich do tego często”, więc powinny rozłożyć ich spłaty „na dłuższy okres”. – Jeżeli kredyt był na 10 lat, to rozkładam na 12, 14 lat; nie biorę marży przez kilka miesięcy, dopóki kurs się nie unormuje. Bank w Niemczech, Austrii czy Europie Zachodniej nie zostawia człowieka w pełni sił, pracującego, który już ma kilka lat spłaconych kredytów – powiedział lider TR. Konferencja prasowa odbyła się na rzeszowskim targowisku. Bezpośrednio po niej Palikot rozmawiał z handlującymi tam kupcami.

Zobacz także

TOK FM

Klapa Kopacz

Pani premier Ewa Kopacz w ciągu stu dni swoich rządów popełniła więcej błędów niż Donald Tusk w ciągu siedmiu lat.1. Błędy personalne: Sikorski na marszałka, Schetyna na MSZ, Piotrowska na MSW, Arłukowicz, Sulik etc.,
2. Exposé: brak wizji, obietnice bez pokrycia, niekonsekwentna oferta zmiany języka politycznego,
3. Dialog społeczny: z lekarzami, górnikami, Kościołem – wszystko bez planu i celu,
4. Wizerunkowe: Viva, wyjazd na Ukrainę po negocjacjach z górnikami i oferta pomocy, zaplecze „ekspertów”.Można by tak mnożyć, ale nie ma sensu. Po tych kilku miesiącach już wiadomo, że nie jest liderem i żadnych zmian nie ma co oczekiwać. Kopacz to historia już zakończona. Po wyborach parlamentarnych premierem będzie ktoś inny!

naTemat.pl

Podkarpacie będzie wolne od tabletek „dzień po”?

ANNA GORCZYCA, 22.01.2015

JERZY CHABA

Zabrońmy na Podkarpaciu sprzedaży tabletek „dzień po”! – apeluje do radnych Dorota Chilik z PiS. – Mój apel był konsultowany z biskupami – podkreśla.
Dorota Chilik jest radną sejmiku samorządowego dopiero od 15 grudnia ub.r. – Nie mam jeszcze doświadczenia – przyznała wczoraj na konferencji prasowej. To był jej debiut w takiej roli. Miejsce wybrała nie byle jakie – Bernardyńskie Centrum Religijno-Kulturowe. Poinformowała o apelu, jaki w poniedziałek chce przedstawić na sesji sejmiku. Jego treści nie konsultowała z kolegami klubowymi, a z… hierarchami kościelnymi. – Mój apel ma poparcie biskupów. Ale nie mogę powiedzieć których – poinformowała. Przyznała, że dopiero będzie zbierać podpisy pod apelem. Potrzebuje trzech autografów. – Myślę, że koledzy z klubu mnie poprą i podpiszą się pod apelem. Sprawa dotyczy bardzo bulwersującej sprawy, czyli sprzedawania bez recepty substancji niszczących życie przed narodzeniem. Nazwy tego środka nie chcę wymieniać, żeby go nie promować – dodawała.W apelu czytamy m.in.: „Wyrażamy przekonanie, iż nasi wyborcy nie życzą sobie propagowania kultury braku szacunku do ludzkiego życia, szerzenia przekonań wzmacniających niekorzystne tendencje demograficzne gnębiące Polskę”.Radna chce, żeby parlamentarzyści podjęli inicjatywę ustawodawczą, która sprawi, że farmaceuci nie będą zmuszani do działań niezgodnych z ich sumieniem. „Do Zarządu Województwa apelujemy o podjęcie kroków, by w placówkach służby zdrowia podległych władzom województwa takie środki nie były sprzedawane” – napisała Chilik. W komunikacie dla dziennikarzy napisała: „Radni reprezentujący mieszkańców Podkarpacia powinni przeciwstawić się próbom narzucania niemoralności. Trzeba dążyć do tego, by zablokować plany Ministerstwa Zdrowia, chcącego sprzedaży bez recepty tzw. tabletek dzień po. A przynajmniej sprawić, by to zło nie rozlało się również na Podkarpacie, gdzie nie życzą sobie tego ani farmaceuci, ani mieszkańcy”.Gdy dziennikarze przypomnieli jej, że samorządowi województwa nie podlegają apteki i nie można nikomu zabronić sprzedaży dopuszczonego do obrotu leku, wydawała się trochę zaskoczona: – Zależy mi na tym, żeby rozpoczęła się dyskusja na temat sprzedaży tego specyfiku. Treść tego apelu nie jest wersją ostateczną. Podkarpacie jest dumne z tradycyjnych wartości i my jako radni musimy przeciwstawiać się próbom narzucania niemoralności – powiedziała.Wg niej wielu farmaceutów nie chce sprzedawać tabletek „dzień po”. – Dzwoniłam do koleżanki – farmaceutki w Warszawie. Tam również są przeciwni tym tabletkom – mówiła.

O tym, że część farmaceutów nie chce sprzedawać tabletek „dzień po”, przekonywał Jacek Brodziński. – Jestem aptekarzem, członkiem Okręgowej Izby Aptekarskiej w Rzeszowie. Większość aptekarzy jest przeciwna sprzedaży tego środka bez recepty, bo jest to środek przeciwko życiu. Apteka jest placówką ochrony życia, nie chcemy być zmuszani do sprzedaży specyfiku zabijającego ludzkie życie. W sprzedaży są dwa specyfiki o działaniu „dzień po”. Są na receptę. Te ręce miały wiele razy taką receptę, ale nigdy nie trzymały tej tabletki – powiedział, unosząc dłonie. – Ja nie sprzedaję takich tabletek, nie sprowadzam ich – dodał.

Zaznaczył, że występuje w swoim własnym imieniu, ale rozmawiał z wieloma kolegami, którzy myślą tak jak on. Przypomniał, że Naczelna Rada Aptekarska wypowiedziała się przeciwko sprzedaży tych specyfików bez recepty.

Brodziński uważa, że tabletka „dzień po” jest środkiem poronnym, a nie środkiem antykoncepcyjnym. Na argument, że wg WHO płód określany jest dopiero od momentu zagnieżdżenia się zarodka w macicy, odpowiedział: – WHO zmieniło definicję płodu pod wpływem firm farmaceutycznych. Ta tabletka zapobiega zagnieżdżeniu się zarodka. A kiedy powstaje ciąża? Od momentu poczęcia.

Brodziński dodawał, że wprowadzenie do sprzedaży tabletek „dzień po” bez recepty spowoduje, że nie będzie żadnej kontroli nad tym, kto i kiedy będzie ją stosował. – Gdy kobieta przychodzi do lekarza, ten, zanim wypisze receptę, zbada ją. Ma możliwość wykluczenia ciąży. Nawet producent nie wie, jaki wpływ ma ta tabletka na płód, bo takich badań nie przeprowadził. A jaką mamy gwarancję, że tabletki nie zażyje kobieta w ciąży?

KOMENTARZ

W Polsce nie potrafimy rozmawiać o antykoncepcji, o tabletce „dzień po” bez straszenia piekłem i grzechem śmiertelnym. Strażnikami kobiecych sumień stali się lekarze i farmaceuci. A także politycy. Przedstawiciele środowisk katolickich i prawicowych chcą zmiany przepisów. Nie dziwi mnie propozycja, by nastolatki nie mogły zażywać tej tabletki, nie dziwi troska, by nie traktować tej tabletki jako wygodnego środka antykoncepcyjnego. Ale przyznaję, że pomysł radnej Doroty Chilik, by Podkarpacie stało się regionem, w którym samorząd wojewódzki zabroni aptekom sprzedaży tabletek, jest szokujący. Podkarpacie ma być niczym Malta, gdzie żadne środki antykoncepcyjne nie są sprzedawane?

Dyskutujmy o antykoncepcji, o planowaniu rodziny, rozmawiajmy o zagrożeniach. Ale niech to będzie dyskusja merytoryczna, a nie ideologiczna.

Zobacz także

rzeszow.gazeta.pl

 

Paweł Kukiz: Jestem prawicowcem o lewicowym sercu

Paweł Kukiz chce zmieniać rzeczywistość. Nie wyklucza startu w wyborach prezydenckich.
Paweł Kukiz chce zmieniać rzeczywistość. Nie wyklucza startu w wyborach prezydenckich. Fot. Łukasz Głowała / Agencja Gazeta

– Jestem prawicowcem o lewicowym sercu i nigdy nie przejdę obojętnie obok krzywdy ludzkiej. Partie polityczne krzywdę ludzką chcą po prostu zagłuszyć – mówi „Gazecie Wrocławskiej” Paweł Kukiz, znany muzyk rockowy, radny sejmiku dolnośląskiego i niewykluczone, że kandydat w majowych wyborach prezydenckich.

Cel: zmiana systemu
Kukiz odniósł się m.in. do ostatniego konfliktu Ewy Kopacz i związków zawodowych, spowodowanego próbą wdrożenia w życie planu naprawczego dla śląskich kopalń. – To, co się wydarzyło na Śląsku, jest tylko przesunięciem problemu, który nie zniknął. Nie uważam jednak, żeby likwidacja kopalni oznaczała ich restrukturyzację – podkreśla radny. I dodaje, że skoro pojawiły się postulaty rozwiązania przynoszących straty kopalń, to równie dobrze „możemy rozwiązać Sejm, skoro jest niewydolny”.

Rozmówca gazety tłumaczy, że reforma systemu – choć w jego przekonaniu konieczna – nie jest „na rękę” posłom, dla których zmiana ordynacji „oznaczałaby śmierć polityczną i finansową”. – Bo gdyby ludzie mieli rzeczywisty wpływ na to, kto będzie posłem, nigdy by ich nie wybrali. Powtarzam: oni wybierają się dziś sami. Spomiędzy swoich – mówi Kukiz.

„Republika kolesi”
Start w wyborach na prezydenta nie jest dla niego sprawą kluczową. Ważniejsze jest bowiem – wyjaśnia muzyk – dokonanie wyłomu w obowiązującym dziś „układzie zamkniętym”, a do tego doprowadzić ma zmiana ordynacji wyborczej na jednomandatową.

W jego opinii, po ostatnich aferach i kryzysach można przyznać rację byłemu ministrowi spraw wewnętrznych Bartłomiejowi Sienkiewiczowi, który zasłynął ze słów, jakoby Polska istniała tylko teoretycznie. Kukiz nazwał ją „republiką kolesi”, w której rządzą poszczególne klany, rywalizujące między sobą o podział łupów. – Ale ja dodaję, że „jeszcze nie zginęła”. I nie siedzę w domu, tylko o nią walczę – podsumowuje Kukiz.

Źródło: „Gazeta Wrocławska”

naTemat.pl

Kandydat Duda zaszokowany zachowaniem prokuratury ws. dziennikarzy. „Będę interweniował u prokuratora generalnego”

jagor, PAP, 24.01.2015
Europoseł Andrzej Duda, kandydat PiS na prezydenta

Europoseł Andrzej Duda, kandydat PiS na prezydenta (MAŁGORZATA KUJAWKA/AG)

– Czy prokuratura nadal uważa, że dziennikarze dopuścili się przestępstwa i wyrok sądu jest niesłuszny i stąd złożona apelacja? – mówi Andrzej Duda. Kandydat PiS na prezydenta zapowiada interwencję u prokuratora generalnego ws. apelacji prokuratury w sprawie dziennikarzy PAP i TV Republika uniewinnionych przez sąd po wydarzeniach w siedzibie PKW.
Stołeczna prokuratura złożyła apelację w sprawie fotoreportera PAP Tomasza Gzella i dziennikarza TV Republika Jana Pawlickiego, uniewinnionych przez sąd I instancji od zarzutu naruszenia „miru domowego” podczas obsługi przez nich wydarzeń w siedzibie PKW w listopadzie ub. roku.Zatrzymani przez policję w siedzibie PKWDziennikarze zostali zatrzymani przez policję, gdy relacjonowali okupację gmachu PKW przez osoby domagające się natychmiastowej dymisji członków PKW w związku z przedłużającym się obliczaniem wyników wyborów samorządowych. Oprócz nich zatrzymano 10 osób.

Wiceszef Prokuratury Rejonowej Warszawa-Śródmieście Krzysztof Ćwirta powiedział tylko tyle, że wniesiono apelację. Nie chciał udzielić żadnych informacji w sprawie, bo – jak wyjaśnił – „nie wie, czy apelacja została już formalnie przyjęta” przez Sąd Okręgowy w Warszawie.

„Byłem zaszokowany tym zachowaniem prokuratury”

Andrzej Duda zaapelował do prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta, żeby „przyjrzał się tej sprawie i podjął odpowiednie czynności w celu sprawdzenia działań, jakie realizuje w tej sprawie warszawska prokuratura”. – Zwrócę się w tej sprawie z zapytaniem do prokuratora generalnego – zapowiedział.

– Czy prokuratura nadal uważa, że dziennikarze dopuścili się przestępstwa i wyrok sądu jest niesłuszny i stąd złożona apelacja? – pytał Duda.

– Byłem zaszokowany tym zachowaniem prokuratury – podkreślił, przypominając, że sąd I instancji jednoznacznie stwierdził, że zatrzymanie miało charakter przypadkowy i było wypadkiem przy pracy policji. – Jakie są dziś motywy działania prokuratury i gdzie ta prokuratura dopatruje się dzisiaj popełnienia przestępstwa przez dziennikarzy? – pytał kandydat PiS na prezydenta.

Jak podkreślił, sprawa zatrzymania dziennikarzy w siedzibie PKW „ogromnie zaniepokoiła opinię publiczną”, protestował też szereg organizacji pozarządowych i dziennikarskich, m.in. Helsińska Fundacja Praw Człowieka, Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich i Reporterzy bez Branic.

Zaznaczył, że w sprawie wypowiadało się kierownictwo Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, „jednoznacznie stwierdzając, że zatrzymanie było wypadkiem przy pracy policji, że była to sytuacja, która nie powinna mieć miejsca i był to po prostu przypadek”. – To samo potwierdził sąd pierwszej instancji, uniewinniając dziennikarzy – zaznaczył Duda.

Od końca ub.r. inna stołeczna prokuratura prowadzi śledztwo ws. przekroczenia uprawnień przez policjantów w związku z interwencją w siedzibie PKW. Szef Prokuratury Rejonowej Warszawa-Mokotów Paweł Wierzchołowski mówił w czwartek PAP, że wpłynął „szereg zawiadomień w tej sprawie”, m.in. od stowarzyszeń dziennikarskich.

Zobacz także

TOK FM

Bp Lepa ogłasza upadek czytelnictwa i triumf „oglądactwa”. A ono szkodzi. Ludzie łatwiej dają sobą manipulować

dżek, KAI, 24.01.2015
Br Adam Lepa, członek Rady ds. Środków Społecznego Przekazu Konferencji Episkopatu Polski

Br Adam Lepa, członek Rady ds. Środków Społecznego Przekazu Konferencji Episkopatu Polski (TOMASZ STAŃCZAK)

– Media ikoniczne, jak telewizja, internet, wideo, osiągają szczyty zainteresowania wśród społeczeństwa, a zwłaszcza młodzieży. Od pewnego czasu z upadkiem czytelnictwa idzie w parze tryumf „oglądactwa” – mówi „Naszemu Dziennikowi” bp Adam Lepa.
– Na tej fali powstały w Polsce setki tytułów o charakterze kolorowych magazynów, które dominują na rynku prasowym – zauważa biskup, członek Rady ds. Środków Społecznego Przekazu Konferencji Episkopatu Polski. A – jak ocenia bp Lepa – uzależnienie się od tego rodzaju prasy „wyzwala podatność na oddziaływanie manipulatorskie”. Wszak jego nośnikiem jest zasadniczo obrazek, który fascynuje pięknem kolorów i sławą reklamowanej gwiazdy; zaś tekstów, które mogłyby skłaniać do pogłębionego myślenia i trzeźwej oceny, nie ma – mówi w wywiadzie dla „Naszego Dziennika”.Przed taką manipulacją mogą chronić ambitne pasje u młodego człowieka, wszczepianie od dziecka miłości do książki i krytyczne myślenie – podkreśla duchowny.

Jak wskazuje bp Lepa, przerażają dziś wypowiedzi badanych osób, które się chełpią tym, że nie przeczytały w ciągu roku ani jednej książki, choć jeszcze do niedawna przyznawano się do tego z zażenowaniem…

Zobacz także

 TOK FM

 

„Jeśli w Polsce ma istnieć lewica, to wolę, by miała ona oblicze pani Ogórek niż byłych PZPR-owców” (Joachim Brudziński dla „Rz”), „Ogórek spycha ciocię Ewę i wujka Bronka w obszar obciachu. Dlatego budzi nienawiść w Platformie” (Stanisław Janecki wPolityce.pl), „Jak dla mnie, był to strzał w dziesiątkę. Gratulacje, Panie Leszku!” (Piotr Cywiński, wPolityce.pl), „Nie przyłączamy się do chóru tych, którzy chcieli wybierać SLD kandydata, cieszymy się, że pani Magdalena Ogórek dostrzega potrzebę zmiany” (Marcin Mastalerek).Są też osobiste życzenia pomyślności od kontrkandydata Andrzeja Dudy: „Pani Ogórek nie powinna się przejmować, że ją atakują, tylko realizować swój plan”, „Dr Ogórek powiem: Proszę się trzymać!”.Fałszywe to zaloty, bo ich celem nie są zaślubiny ani trwały związek, tylko porzucenie. Kokietowanie kandydatki SLD cel ma jeden: wprowadzić kandydata PiS do II tury.

 

Fałszywe zaloty PiS. Dlaczego prawica komplementuje kandydatkę SLD

Agata Kondzińska, 24.01.2015
Joachim Brudziński

Joachim Brudziński (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Zaledwie dwa razy zaprezentowała nam się do tej pory kandydatka SLD na prezydenta Magdalena Ogórek. Raz, żeby oznajmić, że kandyduje, drugi, by odczytać z kartki swoje credo. Dla wyborcy niewystarczająco i oszczędnie, dla prawicowych publicystów i polityków PiS na tyle zachęcająco, że komplementom nie ma końca.
„Jeśli w Polsce ma istnieć lewica, to wolę, by miała ona oblicze pani Ogórek niż byłych PZPR-owców” (Joachim Brudziński dla „Rz”), „Ogórek spycha ciocię Ewę i wujka Bronka w obszar obciachu. Dlatego budzi nienawiść w Platformie” (Stanisław Janecki wPolityce.pl), „Jak dla mnie, był to strzał w dziesiątkę. Gratulacje, Panie Leszku!” (Piotr Cywiński, wPolityce.pl), „Nie przyłączamy się do chóru tych, którzy chcieli wybierać SLD kandydata, cieszymy się, że pani Magdalena Ogórek dostrzega potrzebę zmiany” (Marcin Mastalerek).Są też osobiste życzenia pomyślności od kontrkandydata Andrzeja Dudy: „Pani Ogórek nie powinna się przejmować, że ją atakują, tylko realizować swój plan”, „Dr Ogórek powiem: Proszę się trzymać!”.Fałszywe to zaloty, bo ich celem nie są zaślubiny ani trwały związek, tylko porzucenie. Kokietowanie kandydatki SLD cel ma jeden: wprowadzić kandydata PiS do II tury. Przy sondażowych prognozach, że prezydent Komorowski wygrywa w I turze, przy 17 proc. poparcia dla Dudy, a nawet 30 proc., PiS potrzebuje kogoś, kto zrobi dwucyfrowy wynik i wyniesie ich kandydata do II tury. Inaczej Duda może zakończyć starcie z Komorowskim na I turze. Bo na razie pozostali kandydaci wspólnie (razem z Ogórek) mają niewiele ponad 10 proc. Wyborczą arytmetykę kandydaci PiS przećwiczyli w listopadowych wyborach samorządowych. Wielu z nich po raz pierwszy weszło do drugich tur w dużych miastach dlatego, że wyniki podbili tam niezależni kandydaci, np.: we Wrocławiu Bezpartyjni Samorządowcy dostali 11 proc., w Gdańsku komitet Gdańsk Obywatelski – 12,3 proc., w Krakowie – komitet Łukasza Gibały -11,16 proc. A w każdym z tych miast wynik kandydata PiS w I turze oszałamiający nie był: We Wrocławiu – 25,8 proc., w Gdańsku – 26,15 proc., w Krakowie – 26,95 proc.Nie po raz pierwszy prawica umizguje się do lewicy. Przetrenowała to w kampanii prezydenckiej w 2010 r. tuż przed II turą, gdy pojedynek między Jarosławem Kaczyńskim i Bronisławem Komorowskim rozgrywał się o lewicowych wyborców po Grzegorzu Napieralskim (13,68 proc. w I turze).Jarosław Kaczyński odnalazł wtedy w Józefie Oleksym polityka lewicowego średnio-starszego pokolenia. W Adamie Gierku dostrzegł komunistę patriotę, który „opozycję jakoś tam tolerował i nie wsadzał do więzienia”, miał „zdrowe mocarstwowe ambicje”. Deklarował: „Dzisiaj warto używać słowa » lewica «, a nie » postkomunizm «. Dzisiaj będę zawsze już mówił » lewica «”.Stara to sztuczka PiS – chwalić wroga w godzinę wyborczą.

Zobacz także

wyborcza.pl

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: