Ka (05.02.15)

Danuta Szaflarska obchodzi 100. urodziny. Wielka dama polskiego kina i teatru [ZDJĘCIA]

yes, PAP, 05.02.2015
Danuta Szaflarska w filmie

Danuta Szaflarska w filmie „Dom bez okien” Stanisława Jędryki, 1962

W teatrze debiutowała w 1939 r. W kinie – w 1946 r. Mamy rok 2015, a ona wciąż gra! Wspaniała aktorka Danuta Szaflarska w piątek 6 lutego świętuje 100. urodziny.
Oficjalna data jej urodzin to 20 lutego – ta widnieje w dokumentach, encyklopediach i innych oficjalnych pismach. Ale sama urodziny świętuje 6 lutego.Tym razem świętowanie zaczęło się nawet dzień wcześniej. W czwartek Szaflarskiej życzenia złożyła premier Ewa Kopacz. – Życzę pani dużo zdrowia i aby energia, która od pani promienieje, nigdy pani nie opuszczała – powiedziała premier na spotkaniu w kancelarii premiera. Kopacz serdecznie ucałowała „legendę polskiego kina”, jak nazwała jubilatkę, i wręczyła jej wielki bukiet czerwonych róż.
Spotkanie Ewy Kopacz z Danutą Szaflarską

Absolutnie oddana pracy

Zaprzyjaźniona z Szaflarską reżyserka Dorota Kędzierzawska mówi, że jubilatkę cechuje przede wszystkim niesamowita pogoda ducha, wielka ciekawość świata, odwaga i skromność. – Czego można się uczyć od pani Danuty? Frajdy z tego, że się jest, że się żyje. Poznałyśmy się 24 lata temu na planie mojego fabularnego debiutu „Diabły, diabły”. Wtedy bardzo się bałam aktorów. Z panią Danutą spotkałyśmy się dopiero na planie. Podczas zdjęć wszystkie obawy prysły – wspomina Kędzierzawska.

Jak to wyglądało od drugiej strony? – Nasza współpraca zaczęła się, kiedy byłam na wakacjach. W czasie deszczu przyjechał człowiek ze scenariuszem pani Doroty. Ja jeszcze nie wiedziałam wtedy, kim ona jest. A w scenariuszu był list od pani Doroty z mniej więcej taką treścią: „Proponuję pani rolę wiedźmy w moim filmie ‚Diabły, diabły’. Pisząc rolę wiedźmy, widziałam panią”. Od razu pojechałam do miasteczka do telefonu, zadzwoniłam. Tak koniecznie, wiedźmę to ja chcę – wspominała jubilatka.


Danuta Szaflarska w filmie „Diabły, diabły”

Szaflarska wystąpiła także u Kędzierzawskiej w „Pora umierać” (2007) idokumencie „Inny świat” (2012) . – Kiedy pani Danuta mówi, że zgadza się na pracę, oddaje się tej pracy absolutnie. Nie podchodzi do niej na zasadzie, „kto ma lepszą koncepcję, kto wie lepiej”, lecz pracuje dla dobra filmu – mówi reżyserka. – Przy niej zapomina się o różnicy wieku. W trakcie zdjęć do „Pora umierać” to ja miałam wrażenie, że jestem starsza. Przyjeżdżałam na plan, mówiłam, że „tu mnie boli, tam strzyka, źle się dzisiaj czuję”, a pani Danuta nie narzekała. Jest absolutnie przygotowana do zdjęć, zna tekst na pamięć, nie ma aktorskich fochów.

„Inny świat”, „Pora umierać” i nie tylko. Zapis spotkania z Danutą Szaflarską i Dorotą Kędzierzawską z 2013 r.

Góralska krew

Sekret młodzieńczej energii Szaflarskiej? – Pani Danuta ma w żyłach góralską krew, jest bardzo twarda. Wielką rolę odgrywa także charakterystyczna dla niej niesamowita pogoda ducha, z którą chyba trzeba się urodzić – ocenia Kędzierzawska. – Jest też niezwykle odważna. Bez względu na to, kto jest jej rozmówcą – nieważne, czy byłby to na przykład prezydent Obama – ona zawsze powie to, co myśli.


Danuta Szaflarska jako Aniela w filmie „Pora umierać”

– W zachowaniu innych i w relacjach z innymi pani Danuta ceni prostotę. Sama jest bardzo skromna. Prosiła, by obchody jej setnych urodzin nie były huczne. Oczywiście szykujemy jej niespodziankę, ale to tajemnica – podsumowuje Kędzierzawska.

Na deskach i w powstaniu

Danuta Szaflarska urodziła się we wsi Kosarzyska koło Piwnicznej. Wybierając studia, najpierw myślała o medycynie, potem o handlu. Dopiero za namową kolegów zdecydowała się na aktorstwo. Zdała do Państwowego Instytutu Sztuki Teatralnej.

Po studiach zaczęła grać w Teatrze na Pohulance w Wilnie, zadebiutowała w połowie września 1939 r. Grała w farsie „Szczęśliwe dni” Pugeta. Kilka dni po debiucie usłyszała artylerię, ludzie uciekali z sali. Był 17 września.

W ciągu dwóch lat zagrała w Wilnie około dwudziestu ról, od klasyki po obyczajowe komedie. W latach 1942-43 występowała w Teatrze Podziemnym, a w latach 1943-45 w Teatrze Frontowym Armii Krajowej. W powstaniu warszawskim, które przetrwała wraz z mężem, zmarłym 15 sierpnia zeszłego roku pianistą Janem Ekierem, i roczną wówczas córką, była łączniczką.

Po wojnie przez rok grała w Starym Teatrze w Krakowie, a potem w Teatrze Kameralnym w Łodzi, po czym przeniosła się do Warszawy. Do 1957 r. występowała w Teatrze Współczesnym, potem w Narodowym (1954-66).


Danuta Szaflarska w Zakopanem, rok 1959

Do emerytury w roku 1985 pracowała w Teatrze Dramatycznym. Potem gościnnie występowała na niemal wszystkich warszawskich scenach. W dorobku ma około setki teatralnych ról, m.in. w spektaklach w reżyserii Erwina Axera, Macieja Englerta, Agnieszki Glińskiej.

Danutko, błagam!
Jako aktorka filmowa wielką popularność zdobyła zaraz po wojnie za sprawą ról w „Zakazanych piosenkach” (zdjęcie obok) – pierwszym polskim filmie fabularnym po wojnie (1946) – i „Skarbie” (1948), komediach Leonarda Buczkowskiego. W „Zakazanych piosenkach” partnerował jej Jerzy Duszyński. Film jest zbliżoną w nastroju do podwórzowej ballady fabularyzowaną antologią patriotycznych i satyrycznych piosenek okupacyjnych, dla których tło stanowią typowe sytuacje z życia wojennej Warszawy.Po udziale w komediach Buczkowskiego Szaflarska występowała m.in. w: „Ludziach z pociągu” (1961) Kazimierza Kutza, serialu „Lalka” (1977) Ryszarda Bera, „Dolinie Issy” (1982) Tadeusza Konwickiego, „Korczaku” (1990) Andrzeja Wajdy czy „Pożegnaniu z Marią” (1993) Filipa Zylbera.

W 2007 r. uznanie widzów i krytyki przyniosła jej kreacja w filmie „Pora umierać”. – Kręciliśmy scenę, w której pani Danuta, z filiżanką gorącej herbaty wchodzi po stromych schodach. Aktorce towarzyszyła filmowa suczka Fila. Pies oczywiście na początku wyprzedzał panią Danutę. Więc – pędził pies i pędziła pani Danuta. Po piątej czy szóstej próbie poprosiłam aktorkę, by szła wolniej. W końcu powiedziałam: „Danutko, błagam, idź wolniej, pamiętaj, że grasz starą kobietę” – wspomina reżyserka Dorota Kędzierzawska.

Osowiała Staruszka Na Wózku Inwalidzkim

W 2008 r. Szaflarska wystąpiła w komedii Juliusza Machulskiego „Ile waży koń trojański?” i w filmie „Jeszcze nie wieczór” Jacka Bławuta, rok później w „Janosiku. Prawdziwej historii” Agnieszki Holland i Kasi Adamik. W 2012 r. można ją było zobaczyć w „Pokłosiu” Władysława Pasikowskiego i biograficznym dokumentalnym „Innym świecie”.

Od maja 2010 r. aktorka należy do zespołu TR Warszawa. Wystąpiła tam w wystawionej przez reżysera Grzegorza Jarzynę sztuce Doroty Masłowskiej „Między nami dobrze jest” (2009) w roli Osowiałej Staruszki Na Wózku Inwalidzkim, za którą otrzymała m.in. ufundowaną przez ZASP Nagrodę im. Jacka Woszczerowicza. Od stycznia 2015 r. w kinach możemy oglądać ekranizację spektaklu.


Danuta Szaflarska w „Między nami dobrze jest”

Jubilatka gra także w jego „Drugiej kobiecie” – premiera sztuki miała miejsce wiosną 2014 r.

Feta na cześć Fenomenu

17 lutego świętowanie rozpoczyna TR Warszawa. Przegląd filmów z udziałem aktorki pod hasłem „Fenomen – Szaflarska” potrwa do 21 lutego. W programie m.in. „Skarb” (po projekcji 17 lutego spotkanie z Szaflarską), „Pożegnanie z Marią”, „Pora umierać” i „Inny świat” Doroty Kędzierzawskiej i Arthura Reinharta z 2012 r. Wejście na projekcje bezpłatne – wejściówki do pobrania w kasie teatru przy ul. Marszałkowskiej 8.

Zobacz także

wyborcza.pl

Włosi zauroczeni naszą „Dziewczynką z konewką” na znaczku

tuli, 05.02.2015
Dziewczynka z konewką - mural na budynku przy ulicy Piłsudskiego na znaczku pocztowym. UwB chce sprzedać również ten budynek

Dziewczynka z konewką – mural na budynku przy ulicy Piłsudskiego na znaczku pocztowym. UwB chce sprzedać również ten budynek (Fot. http://www.poczta-polska.pl)

Znaczek pocztowy z białostockim muralem „Dziewczynka z konewką” został właśnie uznany przez włoski miesięcznik filatelistyczny „L’Arte del Francobollo” za najbardziej oryginalny znaczek miesiąca.
Białostocki mural przedstawiający dziewczynkę z konewką, który widnieje na ścianie budynku Uniwersytetu w Białymstoku (przy ul. Piłsudskiego), nie tylko cieszy oko białostoczan. We wrześniu 2014 r. pojawił się na znaczku Poczty Polskiej z serii „Sztuka ulicy – Street Art”. I podbił serca nie tylko filatelistów w kraju, ale i poza jego granicami.Znaczek powstał w Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych i jak ta teraz informuje – został właśnie uznany przez włoski miesięcznik filatelistyczny „L’Arte del Francobollo” za najbardziej oryginalny znaczek miesiąca.- Włoskich miłośników filatelistyki zaskoczyło, że obrazek na pierwszy rzut oka wydaje się pokazywać dziewczynkę podlewającą konewką mały krzak, podczas gdy w rzeczywistości znaczek przedstawia malarstwo ścienne o wysokości 18 metrów – tłumaczy Paolo Deambrosi, dyrektor zarządzający miesięcznikiem „L’Arte del Francobolo”, którego czytelnicy zadecydowali o nagrodzie.

Dziewczynka wspinająca się na palcach z konewką, by podlać drzewo rosnące obok budynku, jest wielkoformatowym malowidłem wykonanym na ścianie zewnętrznej budynku w centrum Białegostoku przez absolwentkę łódzkiej Akademii Sztuk Pięknych Natalię Rak. Mural powstał w ramach akcji „Folk on the street”, której założeniem było wprowadzenie motywów kultury ludowej Podlasia do przestrzeni publicznej Białegostoku. Autorka, w tak niebanalny sposób, zinterpretowała opowieść „Wielkoludy” ze zbioru „Hecz, precz, stała się rzecz. Wydobyte z kufra pamięci” opracowanego przez Wojciecha Załęskiego.

bialystok.gazeta.pl

Wipler o serialu parodiującym JKM: ta telewizja jest równie publiczna jak dom publiczny

To propaganda - oburzają się zwolennicy JKM, w bohaterze serialu dopatrując się podobieństw do Janusza Korwin-Mikkego.
To propaganda – oburzają się zwolennicy JKM, w bohaterze serialu dopatrując się podobieństw do Janusza Korwin-Mikkego. Fb

To propaganda! – oburzają się zwolennicy Janusza Korwin-Mikkego. Chodzi o kilka scen w serialu, który wyemitowała TVP2.

System naprawdę boi się, ze Janusz Korwin-Mikke i Partia KORWiN osiągną sukces. Ta telewizja jest równie publiczna jak dom publiczny, jesli wiecie co mam na myśli… – napisał na swoim profilu na Facebooku Przemysław Wipler. Pod spodem dorzucił link do odcinka serialu, o którym mowa:

Internauci komentujący film w serwisie youtube.com podzielają opinię Wiplera. „I ktoś teraz powie, że telewizja nie jest za partiami rządzącymi…” – napisał jeden z nich. ” Poważnie to TVP wyemitowała? Państwowa telewizja, na którą płacą ludzie w swoich podatkach bawi się w dziadowską propagandę, krótko mówiąc robi reklamę socjalistom zasiadającym w Sejmie” – stwierdził inny.

naTemat.pl

 

 

Cimoszewicz: Wybory wygra „Bronisław Prezydencki”

luna, 05.02.2015
Były premier Włodzimierz Cimoszewicz

Były premier Włodzimierz Cimoszewicz (Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta)

– Poza Bronisławem Prezydenckim nie ma nikogo tego kalibru – stwierdził w programie „Fakty po Faktach” senator Włodzimierz Cimoszewicz zapytany o wyniki tegorocznych wyborów. – „Bronisław Prezydencki” to jest niezłe. Freudowska pomyłka – śmiała się prowadząca program Justyna Pochanke.
Chodziło oczywiście o obecnego prezydenta Polski Bronisława Komorowskiego. Zdaniem Cimoszewicza to właśnie on wygra tegoroczne wybory, choć niekoniecznie w pierwszej turze. Może spotkać się w drugiej z kandydatem PiS Andrzejem Dudą.Cimoszewicz podkreślił jednak, że Komorowski ma bardzo dobre notowania i to właśnie dlatego liderzy partii nie zdecydowali się sami kandydować.Senator zamierza jednak uważnie przyjrzeć się pozostałym kandydatom, zwłaszcza tym z największych partii – Magdalenie Ogórek (SLD), Andrzejowi Dudzie (PiS) i Adamowi Jarubasowi (PSL). Bo choć żaden z nich, według Cimoszewicza, nie ma szans na wygraną, to ma szansę, by zaistnieć w dużej polityce. – Jestem ciekaw, jak z tej szansy skorzystają. Czy się wpiszą w schematy partyjne, które ich zaszufladkują, czy pokażą swoją oryginalność i samodzielność – powiedział Cimoszewicz.

Zapytany o to, jak oceniłby pierwszą kadencję Komorowskiego, powiedział, że daje prezydentowi czwórkę. – Po tym, jak zadeklarowałem poparcie dla niego przed pierwszą turą, powiedziałem, że on na pewno Polski nie podpali. I tak się stało. Nie podpalił ani nie próbował, nie prowokował awantur, nie spierał się z rządem. Wprowadzał spokój, i to doceniam. Ale nie jestem entuzjastycznym apologetą jego prezydentury. (…) Brakuje mu inicjowania ważnych dyskusji (…).

Senator stwierdził również, że następna kadencja prezydencka będzie trudniejsza ze względu na bardzo trudną sytuację międzynarodową. – Sytuacja jest gorsza niż pięć lat temu. Wtedy wielu z nas wierzyło, że mamy szansę na dobre stosunki z Rosją. W tej chwili mamy najgorsze chyba od zaborów – powiedział Cimoszewicz.

Odniósł się też do sprawy sprzedaży broni Ukrainie. Jak mówił, jeszcze rok temu był przeciwny tej inicjatywie, a dziś myśli inaczej.

Zobacz także

wyborcza.pl

Najlepsza mapa na świecie powstała w Krakowie

Olo, 05.02.2015
Film The Tatra Mountains during the Last Glacial Maximum

Film The Tatra Mountains during the Last Glacial Maximum (YouTube.pl)

Wspólnymi wysiłkiem dwóch krakowskich naukowców: dr. inż. Jerzego Zasadniego z AGH oraz dr. Piotra Kłapyty z UJ, powstała mapa „The Tatra Mountains during the Last Glacial Maximum”. Uznano ją za najlepszą mapę opublikowaną w 2014 r. w międzynarodowym czasopiśmie „Journal of Maps”.
Mapa przedstawia topografię Tatr podczas ostatniego zlodowacenia – ponad 20 tys. lat temu – kiedy tatrzańskie lodowce osiągnęły maksymalny zasięg. Na uwagę zasługuje fakt, iż jest to pierwsze przedstawienie przestrzennego obrazu lodowców w całych Tatrach.Jedenaście prac w finaleMapa została wykonana w technice 3D w oparciu o numeryczne modele terenu. Zasięg i geometria lodowców przedstawiona na mapie odzwierciedla układ form rzeźby terenu: moren i podciosów lodowcowych. Szczegóły widoczne na powierzchniach lodowców ukazują ich prawdopodobną topografię w odniesieniu do prawidłowości glacjologicznych i w analogii do współczesnych lodowców.

Dr inż. Jerzy Zasadni we współpracy z mgr. inż. Andrzejem Świąderem z AGH wykonali również animacje przelotu nad zlodowaconymi Tatrami w oparciu o dane przedstawione na nagrodzonej mapie.

„Journal of Maps” to jedyne tego typu czasopismo na rynku, w którym w wersji elektronicznej publikowane są mapy prezentujące wyniki badań z różnych dziedzin nauki. Każdego roku jury ocenia blisko siedemdziesiąt opracowań.

Podczas tegorocznej edycji konkursu za najlepszą spośród jedenastu finałowych prac uznano mapę Tatr wykonaną przez polskich naukowców. W werdykcie podkreślono, że opracowanie to w doskonałej konwencji kartograficznej integruje wyniki badań terenowych i analiz teledetekcyjnych.

Animacje przelotu nad zlodowaconymi Tatrami

Dzięki konwencji nawiązującej do mapy topograficznej opracowanie „The Tatra Mountains during the Last Glacial Maximum” stanowi doskonałe narzędzie do popularyzacji wiedzy o zmianach klimatycznych i przemian środowiska naturalnego, a także do promocji piękna przyrody Polski i regionu. Zwycięska praca będzie wydrukowana w limitowanej edycji dwustu sztuk i będzie do nabycia na stronie czasopisma.

Zobacz także

krakow.gazeta.pl

Jak zaradzić pomnikomanii? „Sprawa wymknęła się spod kontroli”

Tomasz Nyczka, 05.02.2015

JĘDRZEJ NOWICKI

Pomnik Wdzięczności, pomnik Piłsudskiego, pomnik Paderewskiego… W kolejce jest jeszcze kilka innych. Zespół ds. pomników, który ma obronić Poznań przed kolejnymi eksperymentami. – Ta sprawa wymknęła się nam spod kontroli – przyznaje radny Łukasz Mikuła
Zespół ma zająć się już istniejącymi pomnikami i tymi dopiero planowanymi. Chce go powołać prezydent Jacek Jaśkowiak. – Chodzi głównie o przedstawicieli organizacji i stowarzyszeń, o których mowa w uchwale rady miasta – wyjaśnia Piotr Izydorski z Urzędu Miasta.Pomniki pod nadzorem W zespole znajdą się urzędnicy zajmujący się urbanistyką, architekturą, zabytkami i estetyką miasta, dwóch radnych oraz siedmiu ekspertów. Mają to być specjaliści z dziedziny architektury, urbanistyki, historii sztuki, historii, krajobrazu przestrzennego i osoby ze środowiska artystycznego. Formalności dotyczące powoływania zespołu zostaną zakończone w ciągu dwóch miesięcy.

– Chodzi o to, by nie dopuścić do powstawania złych pomników w złych lokalizacjach – mówi krótko Piotr Libicki, plastyk miejski, który też będzie członkiem zespołu.

Radni zdecydowali, że z grona radnych dołączy do niego Łukasz Mikuła i Przemysław Alexandrowicz. Mikuła mówi, że zespół jest potrzebny, bo sprawy pomników wymknęły się radzie miasta spod kontroli.

– Dzięki zespołowi miasto w końcu odzyska kontrolę nad pomnikami. Dotąd było tak, że grupa osób, która miała jakąś wizję dotyczącą formy pomnika i jego lokalizacji, narzucała swoją wizję miastu. Teraz za każdym razem będzie konkurs zakończony debatą publiczną. Jeśli komitet budowy jakiegoś pomnika nie dostanie pozytywnej opinii zespołu, prezydent nie wyda zgody na udostępnienie gruntu – tłumaczy Łukasz Mikuła.

Opinia zespołu ma być więc dla prezydenta decydująca. To pozwoli uniknąć sytuacji, w której pojawiają się pomysły budowy pomników spełniających wprawdzie wymogi formalne, ale budzących wątpliwości natury estetycznej. Przykład? Warty 1 mln zł pomnik Przemysła II na koniu odlany z brązu, który najpierw miał stanąć przed Zamkiem Królewskim, potem na Al. Marcinkowskiego, a nawet na… Wolnych Torach.

Jaśkowiak nie lubi pomników

Radny Przemysław Alexandrowicz dołączy do zespołu, ale bez entuzjazmu: – Zgodziłem się, bo jestem historykiem i bardzo mnie to interesuje. Jednak w poprzedniej kadencji byłem przeciwny powołaniu takiego zespołu. Uważam, że decyzja o postawieniu jakiegoś pomnika powinna należeć do rady miasta, która udziela takiej zgody po zasięgnięciu opinii komisji kultury – mówi Alexandrowicz. I dodaje: – A kształt pomnika, forma, lokalizacja? Od tego są odpowiedni urzędnicy pana prezydenta.

Sam prezydent Jacek Jaśkowiak w swoim przemówieniu noworocznym przyznał, że nie jest fanem wznoszenia nowych pomników: „Nie będę stawiał pomników dla pomników. Wolę, by zapamiętano mnie jako tego, który sprawił, że Poznań będzie miejscem, do którego będziemy z przyjemnością wracać, a nie, z którego będziemy uciekać” – mówił

Wkrótce potem wiceprezydent Jakub Jędrzejewski wziął udział w akcji stowarzyszenia Projekt: Polska Poznań. Jego członkowie sprzeciwiają się postawieniu pomnika Wdzięczności nad poznańską Maltą. Jędrzejewski – jak kilkunastu innych znanych poznaniaków – zrobił sobie zdjęcie z tabliczką „Nie dla pomnika wdzięczności nad poznańską Maltą” i wyraźnie powiedział, że nie jest to miejsce na taki monument. Również dlatego, że na ustawienie pomnika nad Maltą nie pozwala plan zagospodarowania.

Chcemy Piłsudskiego i Paderewskiego?

Ale w kolejce czekają już kolejne pomnikowe pomysły. Pomnik Józefa Piłsudskiego chcą postawić w Poznaniu weterani. Nie widać też końca dyskusji wokół pomnika Ignacego Jana Paderewskiego. Przed Aulą Novą Akademii Muzycznej chciało go upamiętnić Towarzystwo im. Hipolita Cegielskiego. Pieniądze na pomnik pochodzą ze zbiórki publicznej. Koszt? Około 1 mln zł. Autorem projektu jest Rafał Nowak.

– Nie rezygnujemy z tego pomysłu. Wystąpiliśmy o zgodę do konserwatora zabytków, potem jeszcze opinia Wydziału Urbanistyki i Architektury i możemy kopać fundament. Chcielibyśmy odsłonić pomnik w kwietniu – mówi Marian Król z Towarzystwa im. Hipolita Cegielskiego.

To już zresztą drugi projekt pomnika Paderewskiego, bo poprzedni wzbudził w Poznaniu spore kontrowersje. O projekcie prof. Józefa Petruka, byłego dziekana wydziału rzeźby UAP, radni mówili, że jest zwyczajnie szpetny. I, że wyrażając zgodę na jego budowę, nie widzieli projektu.

– Pomniki powstają na styku ideologii i kontekstu urbanistycznego, a to prowadzi do konfliktów. Pomysłodawcy mają zamknięte oczy na to, że pomnik musi istnieć w konkretnym otoczeniu. Większość tych, które powstały w Poznaniu w ostatnich latach, to niestety bardzo niedoskonałe realizacje – podsumowuje Jakub Głaz, krytyk architektury.

Zobacz także

poznan.gazeta.pl

Jak Koziołka Matołka do Sejmu nie wpuścili [ZDJĘCIA]

agn, 05.02.2015
Do Sejmu Koziołka Matołka nie wpuścili

Do Sejmu Koziołka Matołka nie wpuścili (Barbara i Tadeusz Buczyńscy)

Nie pomogły przepustki i interwencja posłów – Koziołek Matołek, czarownica Jaga i Baba Jaga do Sejmu nie weszli. Okazuje się, że z odnalezieniem Pacanowa nie skończyły się przygody słynnej kozy w czerwonych spodenkach.
Twórcy ludowi Barbara i Tadeusz Buczyńscy jako czarownica Jaga i Koziołek Matołek, w towarzystwie jednej ze swoich rzeźb – Baby Jagi – promują Europejskie Centrum Bajki i Pacanów. Latem byli w Gdańsku, a pod koniec stycznia na zaproszenie posłów z PSL pojechali do Sejmu. Ale do gmachu Parlamentu ani Koziołka, ani czarownicy, ani Baby Jagi straż nie wpuściła. – I zaczęła się afera. Pół PSL-u zeszło na dół potwierdzić naszą tożsamość, interweniował marszałek, ale nie weszliśmy. Musieliśmy się przebrać w hotelu sejmowym i przyjść w normalnych ubraniach – relacjonuje Buczyński. – Koziołka nie wpuścili, bo były obrady komisji ds. rolnictwa i szykowały się protesty, więc pewnie myśleli, że to happening – przypuszcza.Na razie delegacja Pacanowa zwiedziła więc gmach po cywilnemu, ale najprawdopodobniej w marcu, podczas obrad Sejmu, zaprezentuje swoją twórczość.Podczas pobytu w Warszawie twórcy odwiedzili sześć ambasad, spotkali się ze słynną Orkiestrą z Chmielnej, zwiedzili Łazienki. Byli też w Konstancinie, gdzie spotkali się z burmistrzem. Po ulicach chodzili w strojach służbowych. – Zainteresowanie było bardzo duże. Na lodowisku mnóstwo dzieci obstąpiło Koziołka Matołka. Wszyscy robili sobie z nami zdjęcia, które poszły w świat – mówi Barbara Buczyńska. I dodaje: – Dużo ludzi nie wie w Warszawie, że istnieje Europejskie Centrum Bajki.

Żeby to zmienić, ekipa Koziołka Matołka zawiozła do stolicy materiały promocyjne z regionu i prezenty, wśród nich rogale Marciny Pacanowskie.

kielce.gazeta.pl

Brudziński: Jestem feministą. Uwielbiam i kocham kobiety. Ale z przemocą trzeba walczyć za pomocą policji

MT, 05.02.2015
http://www.gazeta.tv/plej/19,114871,17362051,video.html?embed=0&autoplay=1
Joachim Brudziński z PiS zapewnia, że uwielbia i szanuje kobiety. Ale mimo to zagłosuje przeciwko ratyfikacji konwencji antyprzemocowej. – To zbiór absurdalnych, idiotycznych przepisów – stwierdził w Radiu Zet. Poseł przekonywał także Monikę Olejnik, że kandydat PiS na prezydenta, Andrzej Duda, wcale nie unika wizyty w jej studiu. I poradził by – jeśli chce wywiadu – pojechała za nim w trasę.
Brudziński w Radiu ZET zapowiedział, że będzie głosował przeciwko ratyfikacji Konwencji Rady Europy o przeciwdziałaniu przemocy wobec kobiet. Mimo to twierdzi, że chce zwalczać przemoc wobec kobiet. – Jestem feministą, bo uwielbiam i kocham kobiety. I szanuję kobiety – argumentował poseł PiS w rozmowie z Moniką Olejnik.Brudziński podkreślił, że „bardzo przemawia” do niego wczorajszy list Konferencji Episkopatu Polski, wedle którego konwencja Rady Europy jest oparta na „skrajnej, marksistowskiej ideologii”. Polityk stwierdził, że „leży mu na sercu los polskiej rodziny i przemocy w polskich rodzinach”. – Z przemocą należy walczyć za pomocą sprawnej policji, a nie idiotycznych zapisów – stwierdził, podkreślając, że nie chce się zgodzić na wprowadzenie „szaleństwa feminizmu” do polskiego prawa.

Infolinia, izolacja sprawców? „Idiotyczne przepisy”

Olejnik przytoczyła szereg rozwiązań, które Polska będzie musiała wprowadzić po ratyfikacji konwencji – m.in. powstanie 24-godzinnej, bezpłatnej infolinii dla ofiar przemocy, skuteczną izolację sprawcy przemocy od osób pokrzywdzonych i rozbudowę schronisk, ośrodków specjalistycznych dla ofiar przemocy domowej. – No i co? Po dwudziestu pięciu latach wolności, po kilkuset latach obecności w cywilizowanym świecie, w Unii Europejskiej, zakorzenionych wartościach chrześcijańskich, my się mamy ekscytować oczywistą oczywistością. No pani redaktor, do tego jest potrzebna konwencja? – dziwił się Brudziński.

Olejnik przypomniała też, że konwencję ratyfikowały blisko związane z Kościołem Włochy. – A ja, Joachim Brudziński, poseł na Sejm RP, wybrany głosami mieszkańców Szczecina i Pomorza Zachodniego, będę głosował przeciw, ponieważ chcę zwalczać przemoc w rodzinie, ale nie za pomocą tak absurdalnych, idiotycznych przepisów, jak te – odpowiedział polityk.

„Proszę pojechać za Andrzejem Dudą w trasę”

– Rozumiem, że Andrzej Duda nie będzie się przede mną ukrywał, niczym Magdalena Ogórek? – zapytała posła PiS prowadząca. – Andrzej Duda jako prezydent na pewno panią odwiedzi – zapewnił Brudziński. – A, czyli nie będzie do mnie przychodził jako kandydat. Stara metoda PiS-u – skomentowała dziennikarka.

Poseł PiS zaproponował Olejnik, żeby wywiadu z Dudą nie przeprowadzała w studiu, ale pojechała za nim w trasę. Zaznaczył, że kandydat pokonuje dziennie 1500 kilometrów i spotyka się z tysiącami ludzi. – Już byłam reporterką. Mam stanąć na drodze? Tam robić wywiad z Dudą? – zapytała Olejnik. – Czasami przeprowadza pani wywiady poza studiem – upierał się Brudziński, przypominając wyjazd dziennikarki do Brukseli w celu przeprowadzenia wywiadu z prezydentem Lechem Kaczyńskim w 2008 roku.

gazeta.pl

Przemówienie na konwencję Andrzeja Dudy. Trzeba wygrać. Koniecznie. Cofać się nie ma dokąd. Przetrwać bez zwycięstwa nie można

Fot. Profil PiS na FB
Fot. Profil PiS na FB

Wysoki i bardzo przeze mnie szanowany przedstawiciel Prawa i Sprawiedliwości zaprosił mnie we wtorek na sobotnią konwencję, która ma zainaugurować oficjalnie kampanię prezydencką dr. Andrzeja Dudy. W czwartek zadzwonił do mnie jeszcze wyższy (może nie wzrostem, ale znaczeniem) i równie przeze mnie szanowany przedstawiciel PiS i ponowił zaproszenie, prosząc o powiedzenie na konwencji kilku zdań. Ponieważ musiałem odmówić ze względu na chorobę, chciałem tutaj tych „kilka zdań” przedstawić, z nadzieją, że dotrą być może do części chociaż zgromadzonych na konwencji osób i tych także, którzy będą ją oglądali za pośrednictwem mediów.

Tegoroczne wybory to jest walka na śmierć i życie. Nie dla Polski, bo Polska przetrwa, choć z ogromnymi, niepotrzebnymi stratami, jakie przynosi każdy dzień rządów najgorszej na pewno władzy w historii III RP. To jest walka na śmierć i życie dla Prawa i Sprawiedliwości. Partia, z którą politycznie sympatyzuję od jej początku i z którą, jak miliony innych wyborców łączyły mnie i łączą nadzieje na odnowienie Rzeczpospolitej, jest od ośmiu lat największą siłą opozycji. Gdyby teraz okazała się nie zdolna do odebrania władzy tym, którzy Rzeczpospolitą niszczą, to znaczyłoby, że przestała być dobrym narzędziem w służbie Polsce. Polacy będą musieli poszukać innego, a raczej stworzyć inne. Bo tych rządów, które wygnały miliony młodych ludzi z kraju w poszukiwaniu pracy, miliony innych skazują na brak jakichkolwiek perspektyw godnego życia, rządów, które zlikwidowały całe, ostatnie gałęzie przemysłu, zdewastowały polską naukę, pielęgnują zapaść polskiego szkolnictwa i kultury, a całą swoją skuteczność wyborczą opierają na straszeniu jednej połowy obywateli drugą – tych rządów nie możemy dłużej znosić. Ale, być może, będziemy musieli, jeśli Prawo i Sprawiedliwość nie zmobilizuje się w takim stopniu, by wygrać wybory, zarówno prezydenckie jak i parlamentarne, razem, jedne i drugie, dla Polski.

Nie będzie żadnym sukcesem „druga tura”, nie będzie żadnym sukcesem potem zdobycie kilkunastu czy kilkudziesięciu mandatów więcej w wyborach parlamentarnych. Nie sukcesem Prawa i Sprawiedliwości, ale po prostu elementarnym obowiązkiem głównej siły opozycyjnej wobec obywateli, wobec Rzeczpospolitej, jest wygrać te wybory, przywrócić nadzieję na skuteczność demokracji. Po doświadczeniu ostatnich wyborów samorządowych będzie to na pewno trudne. Jeśli i w tych, prezydenckich i parlamentarnych, nie uda się dopilnować ich uczciwego przebiegu, a wcześniej przekonać Polaków, że warto dać jeszcze jedną szansę procesowi wyborczemu i oddać głos na dobry program, na mądrych, uczciwych, godnych kandydatów – wtedy odwrócimy się nie od PiS tylko, ale zapewne także od demokracji.

To jest, naprawdę, ostatnia szansa. 10 lat temu Prawo i Sprawiedliwość pokazało, że może wygrać wybory. Jak dzisiaj tego dokonać? Oczywiście nie jestem „fachowcem” od wygrywania wyborów. Tacy skupiają się dzisiaj wokół pani premier Ewy Kopacz i pana prezydenta Bronisława Komorowskiego. Ale jako obywatel, poproszony o zabranie głosu na konwencji wyborczej kandydata opozycji, pozwalam sobie jednak na kilka uwag.

Po pierwsze, raz jeszcze podkreślę, trzeba wybory prezydenckie i parlamentarne traktować jako jedną, nierozdzielną sprawę. Pan dr Andrzej Duda może wykorzystać wszystkie swoje atuty człowieka młodego i doświadczonego jednocześnie w pracy politycznej, znakomicie wykształconego i skromnego zarazem, atuty najlepszego niewątpliwie w tych wyborach kandydata na urząd Prezydenta RP – i może te wybory przegrać. Dlaczego? Jak cień będzie szła za nim w propagandzie obozu strachu teza, że okaże się tylko marionetką w rękach „straszliwego demiurga”, który wróci na scenę w wyborach parlamentarnych w całej swej grozie. Jakkolwiek prezes Jarosław Kaczyński będzie się chował teraz, w czasie tej kampanii, to będzie nieuchronnie pojawiało się to pytanie: co dalej, jesienią? Prezydent Duda ma utorować drogę premierowi Kaczyńskiemu, powrotowi do „straszliwej IV RP”… Powrotu nie ma.

Trzeba przekonać wyborców, że prezydent Duda symbolizuje szansę na nową wiosnę dla Polski. Obok niego warto już teraz, ośmielę się powiedzieć, wskazać nowego kandydata do roli premiera. Nie zostawionego tak haniebnie nad „odstrzał:”, jak to zrobiono ze znakomitą, merytoryczną kandydaturą profesora Piotra Glińskiego, i nie wybranego z tak fatalnym skutkiem przypadkowego „zastępcy”, jak to miało miejsce w przypadku pana Kazimierza Marcinkiewicza 10 lat temu. Nie, chodzi o wskazanie drugiej młodej twarzy wykształconego Polaka, który rozumie doskonale potrzeby swojej Ojczyzny i czuje się jednocześnie swobodnie w Europie, gotów ją także zmieniać na lepsze. Chodzi o przekonanie wyborców, że opozycja ma realną propozycję zmiany, nie powrotu. Wiem, śmieszne jest fetyszyzowanie zmiany, jakie osiągnęło apogeum myślowej pustki w kampanii amerykańskiego prezydenta przed kilku laty. Zmiana jest jednak naprawdę bardzo potrzebna i jest na pewno nośnym hasłem po ośmiu latach pogrążania się w bagnie pod dyktando tych samych wciąż, wytartych już do ostatecznego obrzydzenia twarzy POPSLTVN. Opozycja musi pokazać nową twarz. Nie samego kandydata na prezydenta. Także kandydata na premiera. Jeśli chcemy wygrać te wybory dla Polski, wydaje mi się, że powinniśmy poważnie i szybko zarazem rozważyć taką potrzebę.

Wiem, prezes Jarosław Kaczyński, wyrastający swoimi kwalifikacjami, przede wszystkim swoją polityczną mądrością o głowę ponad ogromną większość dzisiejszych polityków w Polsce, deklarował kilkakrotnie wolę dokończenia tej misji rządowej, którą przerwały przedterminowe, fatalne wybory 2007 roku. Ale dziś mamy rok 2015. Kiedy zacznie funkcjonować nowy rząd po wyborach parlamentarnych, na progu roku 2016, proszę wybaczyć tę uwagę, prezes Jarosław Kaczyński będzie miał 67 lat. Tyle ile miał Marszałek Piłsudski w chwili śmierci. Roman Dmowski był w tym wieku już od kilku lat faktycznym emerytem politycznym. Pamiętam, z rozmów, jaki kilkukrotnie miałem zaszczyt prowadzić z premierem Kaczyńskim, że przywołuje on wspaniałe przykłady prezydenta Charlesa de Gaulle’a, premierów brytyjskich Winstona Churchilla i Harolda MacMillana, którzy swoje kariery polityczne wieńczyli sprawowaniem najwyższych urzędów w dojrzałym bardzo wieku. I z pewnością prezes Kaczyński ma te siły, które pozwolą mu kierować jeszcze długie lata Prawem i Sprawiedliwością. Zapewnić zwycięstwo tej sile, którą zbudował, a raczej – powtórzmy – za pomocą tej siły zapewnić zwycięstwo Polsce: to jest, to powinien być cel najambitniejszy wielkiego polityka. W imię tego celu warto zastanowić się co do niego prowadzi, a co może przeszkodzić w jego osiągnięciu.

Nad tym powinien zastanowić się każdy z posłów i senatorów, każdy z radnych Prawa i Sprawiedliwości, każdy kto sprawuje urząd zaufania publicznego  z wyboru, przez głos oddany za zmianą obecnego układu władzy. Celem nie może być własna reelekcja. Celem nie może być własna autopromocja, a już zwłaszcza w roli „maskotki” programów redaktor Olejnik. Celem musi być zdecydowane zwycięstwo całej formacji, porwanie wyborców do tego zwycięstwa. Trzeba ich, to jest nas przekonać, że główna siła opozycyjna ma dość znakomicie przygotowanych, kompetentnych osób, by przejąć odpowiedzialność za państwo, by je naprawić, wyprowadzić z kryzysu, w każdej dziedzinie. Nie wiem, czy obecny skład PiS do tego wystarczy. Wydaje mi się oczywista potrzeba otwarcia, już w tej pierwszej, prezydenckiej kampanii, na nowych ludzi, fachowców z naszych znakomitych kadr inżynierskich, reprezentantów polskiej przedsiębiorczości, przedstawicieli środowisk akademickich (dlaczego tak mało wykorzystuje się potencjał, jakiego przykładem może być choćby tak prężny Akademicki Komitet Obywatelski im. Profesora Lecha Kaczyńskiego?). Nie trzeba ich odpychać, w poczuciu zagrożenia własnego miejsca w strukturach i hierarchiach opozycji, trzeba szukać takich, jak najlepszych ludzi, którzy będą mogli, będą musieli wziąć na swe barki ciężar pokierowania sprawami państwa w tak licznych jego przejawach i departamentach. „Kadrówka” nie wygrała niepodległości dla Polski. Stała się skutecznym narzędziem walki o tę niepodległość, w decydującym momencie, 11 listopada 1918 roku, kiedy urosła do dziesiątków tysięcy ludzi POW, działaczy Komitetów Narodowych wszystkich szczebli, tysięcy ochotników polskości, różnych zresztą orientacji i przekonań politycznych. Teraz, 10 maja, a potem w wyborach parlamentarnych, gdzieś pewnie w listopadzie, 97 lat po tamtym, wspaniałym Listopadzie, potrzebować będziemy dziesiątków tysięcy tych, którzy dopilnują rzetelności wyborów, setek, a nawet tysięcy tych, którzy potrafili by przekonać nas, że będą dobrymi gospodarzami polskiego przemysłu, szkolnictwa, kultury, drogowej i kolejowej infrastruktury, służby zdrowia, polskich Sił Zbrojnych, a także, a może przede wszystkim, będą mądrymi prawodawcami, ograniczającymi liczbę absurdów prawnych, które hamują nasz rozwój.

Kampania – a raczej obie kampanie razem połączone w spójnym programie działania – powinna być w pierwszej swej fazie czasem przyspieszonego, to prawda – czasu nie ma, opracowania nowego, konsultowanego teraz, w roku 2015 z wyborcami, programu naprawy Polski. Tylko przez włączenie nowych ludzi i środowisk do tworzenia takiego OBYWATELSKIEGO programu będzie można uzyskać efekt zainteresowania, także mediów (a inaczej niż w 2005 roku mamy już przecież, choć słabe, świadomie marginalizowane, media, które nie ograniczają się tylko do ogłupiającej propagandy) sprawami ważnymi dla Polski, dla przeciętnego Nowaka czy Kowalskiego.

Konwencje w amerykańskim stylu, objazd wszystkich powiatów przez kandydata – to nie wystarczy, to tylko narzędzia, może zresztą nie najskuteczniejsze. Potrzebne jest, powtarzam, zdobywanie nowych ludzi, tysięcy współpracowników, a ostatecznie milionów nowych wyborców. Zdobywanie nie przez (spóźnione na ogół) reakcje na medialne pułapki zastawiane przez propagandystów obozu władzy, ale przez narzucanie własnej agendy pytań, problemów, wydarzeń, które odbić się mogą echem w całym kraju. Zdobywanie przez przykład odnowy także we własnych szeregach.

Słyszy się tyle, na pewno słusznie, o dramatycznym problemie ograniczenia dotacji dla partii, co skutkuje umacnianiem obozu władzy, wspieranego przez pieniądze uzależnionego od niej biznesu. Pieniądze są na pewno potrzebne w kampanii, ale największe nawet pieniądze nie zastąpią zaufania. Może warto zastanowić się, czy drogą do odzyskania takiego zaufania po straszliwych stratach, jakie spowodowały ostentacyjnie nowobogackie zachowania niektórych posłów PiS, nie byłoby swoiste opodatkowanie na czas kampanii – od marca do listopada „dziesięcina” z poselskich, europoselskich, senatorskich, czy nawet radcowskich pensji i diet – na rzecz funduszu wyborczego? Nie wiem. Wiem na pewno, że trzeba o to zaufanie walczyć, że trzeba walczyć o porwanie wyobraźni, umysłów i emocji programem odnowienia wspólnego polskiego domu. Jeśli Prawo i Sprawiedliwość nie wygra tej walki w tegorocznych wyborach, rozegra się ona inaczej, już bez tej partii i może bez wyborów.

Trzeba wygrać. Koniecznie. Cofać się nie ma dokąd. Przetrwać bez zwycięstwa nie można.

wPolityce.pl

Związkowcy będą protestować w Warszawie. Duda: „PO i PSL to piromani. Żarty się skończyły”

karslo, PAP, 05.02.2015
Piotr Duda

Piotr Duda (fot. ANNA KRASKO/Agencja Gazeta)

Związkowcy przygotowują się do czynnych akcji protestacyjnych, w tym do wielkiej demonstracji w Warszawie – poinformował dziś szef NSZZ „Solidarność” Piotr Duda. – PO i PSL podpala Polskę. To piromani – mówił. Minister skarbu Włodzimierz Karpiński uznał oświadczenie za „kuriozalne”.
Związkowcy chcą rozmów „przy stole” z premier Ewą Kopacz. – To rząd PO i PSL podpala Polskę. To oni są piromanami. Chcemy rozwiązań systemowych, a nie pseudodialogu i rozwiązań doraźnych. Dlatego rozpoczęliśmy przygotowania do akcji czynnych, łącznie do wielkiej demonstracji w Warszawie, która nie będzie końcem, może będzie początkiem – zapowiedział na konferencji Duda.Jutro rozpoczynają się przygotowania do protestówSzef „Solidarności” dodał, że na bieżąco będą przekazywane informacje o protestach. – Jutro rozpoczynają się do nich przygotowania, rozpoczyna się akcja ulotkowa, skierowana nie tylko do członków związków, ale do społeczeństwa – powiedział szef „S”. Jak zaznaczył, centrale związkowe będą koordynować protesty w całym kraju.Według Dudy działania związkowców to reakcja na „nierozwiązywanie problemów pracowniczych od wielu lat”. – Skoro pani premier nie chce się z nami spotkać, to my mówimy krótko: żarty się skończyły – zaznaczył.

„To anarchizowanie życia publicznego”

– Traktujemy oświadczenie liderów związkowych jako bardzo kuriozalne. Oświadczenie liderów związkowych ws. zapowiedzi czynnych akcji protestacyjnych to krok do anarchizowania życia publicznego – powiedział minister skarbu Włodzimierz Karpiński. Dodał, że rząd się na to nie zgodzi. – Władza to nie tylko podejmowanie trudnych decyzji, ale także odpowiedzialność. I bezpieczeństwo publiczne naszego kraju nie może być zakładnikiem aspiracji politycznych liderów związkowych – zaznaczył.

Postulaty: walka z ubóstwem i wykluczeniem

Postulaty związkowców to m.in. likwidacja tzw. umów śmieciowych i odmrożenie płac w budżetówce. Związkowcy żądają też negocjacji z rządem nt. szybkiego wzrostu minimalnego wynagrodzenia do poziomu 50 proc. przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce narodowej, wprowadzenia minimalnej stawki wynagrodzenia za godzinę pracy niezależnie od formy zatrudnienia i wycofania się z podwyżki wieku emerytalnego.

Wśród postulatów znalazły się też m.in. wypracowanie i wdrożenie skutecznego programu walki z ubóstwem i wykluczeniem społecznym oraz wycofanie antypracowniczych zmian w Kodeksie pracy, dotyczących czasu pracy.

„Premier musi usiąść do rozmów”

Szef OPZZ Jan Guz ocenił na konferencji, że obecnie konieczne jest, by „wyeliminować wzrastającą falę protestów, by rząd polski, by pani premier siadła do stołu rozmów”. – Nie możemy dłużej czekać jako ruch związkowy za zatrzaśniętymi drzwiami. Nie możemy dłużej czekać na realizację naszych postulatów – podkreślił. – Razem jesteśmy silni, tylko razem możemy przełamać opór tego rządu – dodał.

Wiceprzewodniczący Forum Związków Zawodowych Dariusz Trzcionka mówił o trudnej sytuacji w służbie zdrowia. – Pielęgniarki są gotowe do strajku generalnego. Poszczególne branże, łącznie ze służbami mundurowymi, mają już dosyć takiego traktowania, które funduje nam ten rząd. Chcemy rozpocząć prawdziwy dialog, z którego będą wynikały konkretne zapisy. Już nie ma czasu na zabawę, nie ma czasu na przedwyborcze tańce. Musimy rozmawiać o problemach osób młodych, o problemach ludzi na umowach śmieciowych. Nie chcemy kraju, z którego wyjeżdżają młodzi za swoją pracą – powiedział Trzcionka.

Zobacz także

TOK FM

Beata Szydło: Pan Bóg mnie uchronił. Jestem w PiS [POSŁUCHAJ]

Beata Szydlofot.RDC/jl
05.02.2015- Platforma zabiegała o to, bym była w ich szeregach. Nic z tego nie wyszło. A dzisiaj mogę powiedzieć: Pan Bóg mnie uchronił. Nie dokonałam tego najgorszego kroku w moim życiu – powiedziała w „Poranku RDC” Beata Szydło. Wiceprezes PiS wspominała czasy kolacji PO-PiS i skomentowała zmiany w rządzie Ewy Kopacz.
Podczas wtorkowej konferencji prasowej premier Ewa Kopacz zaprezentowała swoich nowych współpracowników. Michał Kamiński będzie pełnił funkcję sekretarza stanu i obejmie nadzór nad Centrum Informacyjnym Rządu. Natomiast w środę do klubu PO dołączył były polityk PiS – Jan Tomaszewski.Legenda PO-PiSCzy pani też wybiera się do Platformy? – zapytał Beatę Szydło Grzegorz Chlasta. –Nie. Ja już mam to za sobą – odpowiedziała wiceprezes PiS.- Krąży legenda, która trochę jest prawdziwa, że kiedy były czasy koalicji PO-PiS, Platforma zabiegała o to, bym była w ich szeregach. Nic z tego nie wyszło. A dzisiaj mogę powiedzieć: Pan Bóg mnie uchronił. Nie dokonałam tego najgorszego kroku w moim życiu. Jestem w PiS i bardzo się z tego cieszę – opowiadała Beata Szydło.

Niewiarygodny Kamiński?

Decyzję o zaangażowaniu Michała Kamińskiego skomentowała twierdząc, że wybory byłego spin doktora PiS są dyktowane nie sympatią dla Platformy, ale chęcią kontynuowania kariery politycznej. – Czy uzasadnienia Michała Kamińskiego są wiarygodne? Ja myślę, że odpowiedź pokazali wyborcy w eurowyborach – mówiła wiceprezes PiS. – Jeśli za kilkanaście lat, jakiś poważny historyk zajmie się historią polskiej polityki lat 2000, to sporą część, a na pewno jeden rozdział, poświęci Michałowi Kamińskiemu – dodała.

Gest rozpaczy

Na wspomnianej konferencji premier Ewa Kopacz poinformowała również, że jej rzecznikiem zostanie Małgorzata Kidawa- Błońska, a szefem zespołu doradców politycznych – Jacek Rostowski. – To jest gest rozpaczy – oceniła Beata Szydło. – Do pierwszego szeregu idą ci, co odeszli z rządu Tuska w niezbyt dobrej atmosferze. Rostowski, czy Kidawa Błońska kalkulują prosto. Podejmują się misji kamikadze – stwierdziła Szydło.

Według polityk, decyzje PO są gestem rozpaczy. – Platforma zdaje sobie sprawę z tego, że Ewa Kopacz ciągnie ich na dół. I na dół ciągnie Bronisława Komorowskiego– skwitowała wiceprezes PiS.

Beata Szydło: Pan Bóg mnie uchronił. Jestem w PiS   [POSŁUCHAJ]

RDC.pl

Będzie śledztwo ws. wpisu Ziemkiewicza. Napisał na Twitterze „papież idiota”

mf, PAP, 05.02.2015
Rafał Ziemkiewicz

Rafał Ziemkiewicz (Fot. Michal Grocholski / Agencja Gazeta)

Stołeczna prokuratura wszczęła śledztwo ws. słów prawicowego publicysty Rafała Ziemkiewicza, który nazwał papieża Franciszka „idiotą”. Za przestępstwo publicznego znieważenia głowy obcego państwa grozi w Polsce do 3 lat więzienia.
– Prokuratura Rejonowa Warszawa-Śródmieście we wtorek wszczęła śledztwo w tej sprawie z zawiadomień trzech osób – powiedział rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie Przemysław Nowak.Słowa Ziemkiewicza z Twittera „Papież to idiota. Straszne” były reakcją na wypowiedź papieża Franciszka o tym, że katolicy nie muszą mieć dużo dzieci. – Wielu ludzi sądzi – wybaczcie ten zwrot – że katolicy muszą mnożyć się jak króliki. Należy raczej stosować się do zasady świadomego rodzicielstwa – mówił w styczniu papież po wizycie na Filipinach. Potem Ziemkiewicz przyznał, że jego określenie było nie do przyjęcia i przeprosił za nie.

Kodeks karny przewiduje karę do 3 lat więzienia dla osoby, która na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej publicznie znieważa głowę obcego państwa.

Nie pierwsze takie śledztwo

W ub.r. poznańska prokuratura umorzyła śledztwo ws. znieważenia papieża Franciszka w 2013 r. przez ówczesną dyrektorkę Teatru Ósmego Dnia w Poznaniu Ewę Wójciak. Po wyborze Franciszka napisała ona na jednym z portali społecznościowych: „No i wybrali ch…, który donosił wojskowym na lewicujących księży”. Prokuratura uznała, że choć wpis był ewidentnie znieważający, to nie miał charakteru publicznego – co jest jednym ze znamion przestępstwa.

W 2006 r. za znieważenie Jana Pawła II jako głowy państwa Watykan został prawomocnie skazany na 20 tys. zł grzywny redaktor naczelny tygodnika „NIE” Jerzy Urban. Powodem oskarżenia i procesu był artykuł Urbana pt. „Obwoźne sado-maso” z 2002 r., zamieszczony w „Nie” tuż przed pielgrzymką papieża Jana Pawła II do Polski. Urban pisał w nim m.in.: „Choruj z godnością, gasnący starcze, albo kończ waść, wstydu oszczędź”. Urban nazwał też papieża m.in. „Breżniewem Watykanu”, „żywym trupem” i „sędziwym bożkiem”.

Dwa sądy podkreśliły, że sprawa była precedensowa, bo nigdy nie było w Polsce procesu o znieważenie papieża. Po analizie norm prawnych obowiązujących w Watykanie sądy – wbrew stanowisku obrony – uznały, że zachowana jest zasada wzajemności: czyli że w Państwie Watykańskim jest ścigane przestępstwo znieważenia głowy obcego państwa, np. Polski (tylko wtedy można ścigać znieważenie głowy Państwa Watykańskiego w Polsce).

Zobacz także

TOK FM

Duda: Służba zdrowia nie zapewnia podstawowej opieki

05.02.2015

Służba zdrowia nie funkcjonuje dobrze, nie zapewnia obywatelom podstawowego, sprawnego dostępu do opieki zdrowotnej, co prowadzi do wielu tragedii – uznał kandydat PiS na prezydenta Andrzej Duda. Dodał, że brakuje dialogu nt. sposobów poprawy trudnej sytuacji w tej dziedzinie.

Kandydat na prezydenta Andrzej Duda /Witold Rozbicki /Reporter
Kandydat na prezydenta Andrzej Duda
/Witold Rozbicki /Reporter

Duda brał w czwartek udział w debacie zatytułowanej „Dobra zmiana w służbie zdrowia” w siedzibie warszawskiego Towarzystwa Lekarskiego. PiS, który zorganizował debatę, zaprosił do dyskusji m.in. sekretarza Naczelnej Rady Lekarskiej Konstantego Radziwiłła, szefową „Solidarności” ochrony zdrowia Marię Ochman, Adama Sandauera ze stowarzyszenia „Primum non nocere”, szefa Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy Krzysztofa Bukiela, wiceprezes Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych Teresę Kuziarę, a także przedstawicieli Porozumienia Zielonogórskiego oraz pacjentów.

W ocenie Dudy sprawa funkcjonowania publicznej służby zdrowia powinna być pierwszoplanowa dla władz, także dla prezydenta. Dowodził, że służba zdrowia wiąże się z bezpieczeństwem obywateli. – To jest bezpieczeństwo zdrowotne, które powinno być zapewnione każdemu w równym stopniu. To jest od długiego czasu wielka bolączka, problem, który nie został rozwiązany. Służba zdrowia nie funkcjonuje dobrze, niestety nie zapewnia obywatelom podstawowego, sprawnego dostępu do opieki zdrowotnej prowadząc często do wielu tragedii – podkreślił Duda, otwierając debatę.

Duda zaznaczył, że pacjenci są podzieleni na bogatszych i tych biedniejszych, którzy mają ograniczony dostęp do leczenia. – Musi być zapewniona dostępność. Sytuacja nabrzmiewa – ocenił.

Kandydat PiS zwrócił uwagę, że za mało lekarzy i pielęgniarek przypada na pacjentów, mówił też m.in. o stałej rotacji personelu medycznego w placówkach zdrowotnych, złej sytuacji finansowej pielęgniarek, nadmiernej biurokracji. „To sytuacje, które powinny być powstrzymywane” – podkreślił. Za niedopuszczalne uznał „urynkowienie” systemu ochrony zdrowia.

Duda ocenił, że brakuje dialogu o służbie zdrowia. Jego zdaniem powinien on być inicjowany przez obecnego prezydenta Bronisław Komorowskiego, co jednak  – jak zauważył – się nie dzieje. – Dialogu bardzo nam brakuje. Potrzebna nam jest spokojna, merytoryczna dyskusja, potrzebny nam jest konsensus – podkreślił.

Z opisem Dudy sytuacji w służbie zdrowia zgodziło się większość dyskutantów. – Brakuje lekarzy, brakuje pielęgniarek, położnych. Nie słuchają nas kolejne rządy, decydenci – podkreśliła Teresa Kuziara.

Konstanty Radziwiłł mówił m.in. o biurokracji trapiącej polską służbę zdrowia oraz o niewystarczającej edukacji zdrowotnej obywateli, nieprzygotowanym na kryzysy ratownictwie medycznym. „Zdrowie publiczne w Polsce leży” – podsumował. – Nie da się uzyskać przyzwoitego poziomu opieki, a także bezpieczeństwa pacjentów bez dodatkowego finansowania. (…)Problemem jest to, że państwo gwarantuje więcej niż może kupić. Finansowanie ochrony zdrowia na poziomie niewiele przekraczającym 4 proc PKB jest porażką – zdiagnozował.

Politycy PiS zaprosili na debatę ministra zdrowia Bartosza Arłukowicza i przedstawicieli Kancelarii Prezydenta. Nie pojawili się oni jednak na spotkaniu.

Debata poświęcona służbie zdrowia rozpoczęła cykl debat z udziałem kandydata PiS.

PAP

interia.pl

 

Szydło: Bóg mnie uchronił przed PO. Platforma o mnie zabiegała

MT, 05.02.2015
Beata Szydło

Beata Szydło (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Beata Szydło w rozmowie z Radiem RDC stwierdziła, że jakiś czas temu Platforma Obywatelska zabiegała o jej członkostwo w szeregach partii. – Dzisiaj mogę powiedzieć: Pan Bóg mnie uchronił. Nie dokonałam tego najgorszego kroku w moim życiu – mówi wiceprezes PiS.
Premier Ewa Kopacz poinformowała wczoraj o przejściu w szeregi Platformy Obywatelskiej byłego polityka PiS Jana Tomaszewskiego. Beata Szydło, wiceprezes Prawa i Sprawiedliwości, zasugerowała w rozmowie z radiem RDC, że w czasach koalicji PO-PiS Platforma również jej proponowała przejście do partii.- Ja już mam to za sobą – stwierdziła. – Krąży legenda, która trochę jest prawdziwa, że kiedy były czasy koalicji PO-PiS, Platforma zabiegała o to, bym była w ich szeregach. Nic z tego nie wyszło – wyjaśniła. – A dzisiaj mogę powiedzieć: Pan Bóg mnie uchronił. Nie dokonałam tego najgorszego kroku w moim życiu. Jestem w PiS i bardzo się z tego cieszę – zaznaczyła posłanka.

Kamiński nie kieruje się sympatią dla PO

Premier ogłosiła też, że Michał Kamiński, były poseł PiS i rzecznik prezydenta Lecha Kaczyńskiego, od zeszłego roku w PO, zostanie sekretarzem stanu w Kancelarii Premiera i obejmie nadzór nad Centrum Informacyjnym Rządu. Według Szydło Kamiński nie kieruje się sympatią dla PO, lecz wyłącznie chęcią kontynuowania kariery politycznej. – Jeśli za kilkanaście lat jakiś poważny historyk zajmie się historią polskiej polityki lat 2000, to sporą część, a na pewno jeden rozdział, poświęci Michałowi Kamińskiemu – stwierdziła.

gazeta.pl

Prezes PiS wyszedł (na moment) z ukrycia. I w krótkiej wypowiedzi o kampanii wbija szpilkę Monice Olejnik

Piotr Markiewicz, 05.02.2015
Jarosław Kaczyński, prezes Prawa i Sprawiedliwości

Jarosław Kaczyński, prezes Prawa i Sprawiedliwości (SŁAWOMIR KAMIŃSKI)

WYBORY 2015. Wszystko po to, żeby wygrał nasz kandydat – tak w skrócie tłumaczy swoje zniknięcie na czas kampanii prezydenckiej Jarosław Kaczyński. Szef partii, z szeregów której startuje Andrzej Duda, w rozmowie z wPolityce.pl odpowiada na zarzut m.in. Moniki Olejnik, że „smutno bez niego”.
Nie tylko Jarosława Kaczyńskiego w mediach ostatnio jest jakby mniej. Antoniego Macierewicza (wiceszefa PiS), jak co kampanię, też trudno uświadczyć. Tym razem jednak sam prezes PiS stwierdził wprost – że to po prostu strategia jego partii. „W tej chwili numerem jeden w partii nie jestem ja, tylko właśnie Andrzej Duda” – mówił w grudniu dla wPolityce.pl.Przyznał też, że ta kampania będzie raczej kierowaniem z tylnego siedzenia: „Formalnie pozostaję oczywiście szefem PiS, ale w sensie ekspozycji będziemy stawiać na naszego kandydata na prezydenta”. Teraz – prawie półtora miesiąca od tego wywiadu i nieobecności – prezes przypomniał swoje słowa.

„Nie mogę się zrewanżować Monice Olejnik”

Tym razem serwis wPolityce złapał Jarosława Kaczyńskiego podczas wręczania nagrody im. Lecha Kaczyńskiego. Większa cześć rozmowy dotyczy właśnie wyróżnienia i laureatki – Zofii Romaszewskiej, jednak sam dziennikarz w pewnym momencie przyznaje, że pomimo próśb Kaczyńskiego, aby nie pytać o sprawy bieżące, musi spytać o wybory.

Kaczyński najpierw komentuje datę wyborów – 10 maja. „Tego można się było spodziewać, że przedstawiciel partii, który wyznacza datę weźmie pod uwagę interesy swojego kandydata” – mówi i dodaje, że „piękne to nie jest”.

Dalej dziennikarz zastanawia się: „Media dopytują: gdzie jest Jarosław Kaczyński? Tęsknią za panem, Monika Olejnik napisała wręcz, że smutno bez pana”. Prezes PiS na to: „Nie mogę się zrewanżować tymi samymi słowami wobec pani Moniki Olejnik (śmiech)”.

„Będę w tej kampanii”

Kaczyński zapewnia, że w kampanii będzie obecny, np. na sobotniej konwencji Prawa i Sprawiedliwości. „Ale powtórzę: numerem jeden i kandydatem Prawa i Sprawiedliwości, a szerzej mówiąc zjednoczonej prawicy, jest Andrzej Duda i cały nasz wysiłek ukierunkowany jest na to, żeby został prezydentem Rzeczypospolitej” – podsumowuje prezes.

Zobacz także

TOK FM

Reklamy
Komentarze

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: