Kopacz (03.02.15)

 

Bitwa pod siedzibą JSW. Policja użyła broni gładkolufowej

Jacek Madeja, pap, 03.02.2015
Protest górników pod siedzibą JSW

Protest górników pod siedzibą JSW (Fot. DOMINIK GAJDA/ Agencja Gazeta)

Wieczorna pikieta pod siedzibą Jastrzębskiej Spółki Węglowej zamieniła się w regularną bitwę. Górnicy próbowali się wedrzeć do siedziby spółki. Są osoby ranne. Około godz. 21 sytuacja została opanowana.
Kilkusetosobowa grupa protestujących zebrała się we wtorek przed siedzibą spółki już o godz. 18. Tutaj odbywają się negocjacje zarządu ze stroną związkową. Tłum kilka razy próbował się wedrzeć do środka. W stronę budynku poleciały śruby, petardy i kosze na śmieci. Policjanci, którzy ochraniają budynek, użyli broni gładkolufowej.- Przed budynkiem zebrała się grupa 500-700 osób. Najpierw w stronę policjantów poleciały butelki, race i petrady, a następnie grupa protestujących zaatakowała policjantów i próbowała się wedrzeć do środka. Dowodzący akcją podjął decyzję o użyciu broni gładkolufowej. Oddana salwa ostudziła zapał napastników. Z naszych obserwacji wynika, że wśród atakujących byli pseudokibice – mówił Andrzej Gąska, rzecznik śląskiej policji.- Jesteśmy przez cały czas w gotowości. Kilka osób zostało już zatrzymanych. Oprócz policjantów z Jastrzębia-Zdroju na miejscu są też policjanci z Katowic, Bielska-Białej i Mikołowa – mówiła wieczorem sierżant sztabowy Magdalena Szust, rzeczniczka jastrzębskiej policji. Około godz. 20 rzeczniczka potwierdziła, że są osoby ranne.

Po godz. 21 sytuacja została opanowana. – Jest już spokojnie. Wygląda na to, że sytuacja została opanowana. Tłum jest już znacznie mniejszy, a ludzie powoli się rozchodzą. Ustały też ataki na policjantów – mówił o godz. 21 Andrzej Gąska, rzecznik śląskiej policji. Jak dodał zatrzymanych zostało już 10 osób w wieku 20-30 lat. – Ta liczba może być większa, bo przez cały czas trwają czynności i policjanci pracują nad zidentyfikowaniem kolejnych osób, które brały czynny udział w tych zajściach – powiedział. Według informacji policji rannych zostało kilka osób. Ich obrażenia są niegroźne. Tylko w przypadku jednej osoby lekarze podjęli decyzję o pozostawieniu jej w szpitalu. – Z informacji przekazanych przez policjantów z Jastrzębia-Zdroju wynika, że jeden z zatrzymanych miał mieć broń gazową. Nie wiadomo, czy próbował jej użyć. To będzie dopiero przedmiotem śledztwa – dodaje Gąska.

Przybyli na wtorkowe rozmowy związkowcy zaapelowali, by nie utożsamiać ich akcji protestacyjno-strajkowej z wieczornymi wydarzeniami przed spółką. – Nie znamy organizatorów tych zajść. Proszę tego nie identyfikować z organizacjami związkowymi. Każdą burdę należy potępić. Protestować należy w sposób (…) odpowiedzialny – mówił rzecznik Wspólnej Reprezentacji Związków Zawodowych w JSW Piotr Szereda.

Zobacz także

katowice.gazeta.pl

Miks osobowości w rządzie może być mieszanką wybuchową, która wysadzi panią premier

Renata Grochal, 03.02.2015
Ewa Kopacz

Ewa Kopacz (Fot Slawomir Kaminski / Agencja Gazeta)

Nowy skład gabinetu premier Ewy Kopacz to sygnał przegrupowania sił w PO i mobilizacji przed wyborami parlamentarnymi.
Kopacz sięga po zręcznego PR-owca Michała Kamińskiego, który ma jej pomóc wygrać wybory. Cokolwiek by o Kamińskim powiedzieć, to jest wprawiony w kampanijnych bojach. To współautor wygranej kampanii Lecha Kaczyńskiego i PiS w 2005 r. W otoczeniu Kopacz, Kamiński będzie kimś takim jak Igor Ostachowicz przy Donaldzie Tusku – najbliższym doradcą wizerunkowym i politycznym. W ostatnich tygodniach pełnił już zresztą taką funkcję. To on doradził Kopacz atak na PiS po wypowiedzi Andrzeja Dudy, by rozważyć wysłanie polskich wojsk na Ukrainę. Podszepnął jej także, by nie angażowała się w gaszenie wszystkich pożarów. Kamiński, nadzorując Centrum Informacyjne Rządu, może przełamać komunikacyjny niedowład ekipy Kopacz. Pomoże mu w tym dobrze odbierana w mediach Małgorzata Kidawa-Błońska, która wróciła na stanowisko rzecznika rządu. Ale sięgnięcie po byłego polityka PiS to także dowód krótkiej ławki w PO, która przez siedem lat nie dochowała się własnych spin doktorów.Awans Jacka Rostowskiego na szefa doradców premiera jest konsekwencją odejścia z kancelarii byłej rzeczniczki rządu Iwony Sulik. Rostowski był już przymierzany do tej funkcji kilka miesięcy temu, ale Sulik go zablokowała, uznając, że będzie dla niej konkurencją. W gorącym okresie kampanii wyborczej, gdy kolejne grupy społeczne protestują lub grożą strajkami, Kopacz będzie potrzebowała doradcy, który zna się na gospodarce. Janusz Lewandowski, nowy szef Rady Gospodarczej przy premierze, na co dzień jest w Brukseli, a wiedzę Rostowskiego szkoda byłoby zmarnować.Budując na nowo swój gabinet, Kopacz tak jak przy konstrukcji rządu równoważy siły w PO. Tak można odczytać awans Marcina Kierwińskiego na stanowisko szefa gabinetu premiera. Kierwiński to doświadczony polityk, współautor zwycięskiej kampanii referendalnej Hanny Gronkiewicz-Waltz. Ale to także tzw. schetynowiec, zaufany ministra administracji i cyfryzacji Andrzeja Halickiego. W piątek, podczas posiedzenia Rady Krajowej PO, Kopacz ma oficjalnie zgłosić kandydaturę Andrzeja Biernata, członka konkurującej ze „schetynowcami” tzw. spółdzielni na sekretarza generalnego PO. Dlatego w kancelaryjnym rozdaniu dowartościowuje ludzi Schetyny.Zaplecze Ewy Kopacz może być nowym otwarciem po niezbyt udanych 100 dniach rządu. Ale ten miks osobowości może być także mieszkanką wybuchową, która wysadzi panią premier.

Zobacz także

wyborcza.pl

Terlikowski u Olejnik „specjalistą” od in vitro: Aby urodziło się jedno dziecko, dwadzieścioro ginie

AB, 03.02.2015
Tomasz Terlikowski

Tomasz Terlikowski (Fpt. MATEUSZ SKWARCZEK/ Agencja Gazeta)

– W procedurę in vitro jest wpisana śmierć istot ludzkich. By urodziło się jedno dziecko, dwadzieścioro traci życie – mówił w „Kropce nad i” w TVN24 Tomasz Terlikowski. Publicysta przekonywał też, że dziecko ze szczecińskiego szpitala urodziło się chore właśnie z powodu zastosowania in vitro.
W szpitalu klinicznym nr 1 w Szczecinie doszło do błędu podczas procedury in vitro, w wyniku czego matka urodziła nie swoje dziecko. Dziewczynka z licznymi wadami wrodzonymi urodziła się w sierpniu; badania wykazały, że nie jest biologiczną córką swojej matki.- Czy po 28 latach można w ogóle zakazać metody in vitro, bo do tego namawia episkopat? – pytała Monika Olejnik. – Można to zrobić chociażby dlatego, że Polska jest jedynym krajem, w którym udało się zmienić prawo dotyczące aborcji. Po 50 latach zabijania dzieci okazało się, że można je zabijać tylko w niektórych przypadkach. Tak więc można to zrobić, i mam nadzieję, że tak się stanie – chociażby dlatego, że takie przypadki jak ten pokazują, że w tę procedurę (in vitro) są wpisane dehumanizacja i depersonalizacja – przekonywał publicysta tygodnika „Do rzeczy” Tomasz Terlikowski.

kropka

– W tę procedurę jest wpisana śmierć istot ludzkich. Sprawozdanie brytyjskiego ministerstwa zdrowia mówi jasno: żeby urodziło się jedno dziecko z in vitro, dwadzieścioro innych traci życie albo zostaje zamrożone – zaznaczył. Redaktor naczelny portalu fronda.pl podkreślił też, że dziecko ze szczecińskiego szpitala urodziło się chore właśnie z powodu zastosowania in vitro. Z tą wersją nie zgodziła się prowadząca; jak tłumaczyła, przyczyną wad było uszkodzenie komórki jajowej.

„Zarodek to nie dziecko. To jeszcze nie jest człowiek”

Wersji Olejnik bronił też Andrzej Rozenek. – Nie wiem, w jaki sposób pan stwierdził, czy to jajeczko było zdrowe czy nie; czy pan to organoleptycznie badał? Ja czytałem o tym, że ono było niestety uszkodzone. Dzieci z wadami genetycznymi rodzą się też z normalnego poczęcia i nie uważam, żeby to było powodem do zakazu kopulowania – mówił.

kropka1

W kolejnej części programu Terlikowski i Rozenek spierali się o to, kiedy zaczyna się życie. – Zarodek jest istotą ludzką. W organizmie kobiety nie jest ani kura, ani kot, ani pies, tylko człowiek na wczesnym etapie rozwoju – mówił publicysta. – Musi pan zrozumieć jedną rzecz: zarodek to nie dziecko. To jeszcze nie jest człowiek – oponował poseł Twojego Ruchu.

Zobacz także

TOK FM

Mini-PiS

Wszystkim zastanawiającym się, jak wyglądałyby rządy PiS, sugeruję przyjrzenie się organizacji zasługującej na to, by ją nazwać mini-PiS. To SDP, kiedyś Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich, dziś Stowarzyszenie Dziennikarzy PiS-owskich albo Stowarzyszenie Dzielnych PiS-owców.Zajmowanie się dziennikarzami jest ulubionym zajęciem dziennikarzy, tym bardziej ulubionym, im bardziej dziennikarstwo umiera. Nie przepadam za tym. Mini-PiS-em chcę się jednak zająć, bo jak w soczewce widać w nim teraz mentalność PiS-owską.Mini-PiS przyznaje co roku nagrody SDPiS oraz tzw. Hienę Roku. To wielkie wyróżnienie. Kiedyś dostawało się ją za łamanie standardów dziennikarskich. Obecnie dostaje się ją za robienie rzeczy, które się nie podobają SDPiS-owcom, czyli za uprawianie dziennikarstwa. Jest to więc teraz laur, tak jak kiedyś swoistym laurem było rzucone patriotom przez hitlerowców określenie Polnische Banditen.Parę lat temu, gdy dostałem za coś tam nominację na Hienę (Lis nominowany na hienę, to samo w sobie wydawało mi się rozkoszne), zaapelowałem do SDPiS o  przyznanie mi hieny. Niestety. Hieny nie dostałem. Trudno. Może w przyszłości.W tym roku Hienę otrzymali redaktorzy Stasiński i Czuchnowski z Gazety Wyborczej. Redaktor Stasiński za wygłoszenie opinii, która się nie spodobała PiS-owcom z SDPiS. Redaktor Czuchnowski za to, że PiS-owcom z SDPiS wydawało się, że wygłosił taką opinię jak Stasiński, choć wyraził opinię przeciwną. Cóż, trudno od redaktorów PiS-owców wymagać, żeby sprawdzali takie detale.

Samo przyznawanie Hieny za wygłaszanie opinii jest kuriozalne. Przyznawanie zaś jej za opinię przeciwną do tej, którą się wyraziło w rzeczywistości, to już groteska pełna. Otóż redaktor Stasiński w istocie sugerował, że nie będzie bronił dziennikarzy zatrzymanych w czasie okupacji PKW, dając do zrozumienia, że oceni ich postępowanie sąd. Nieszczęsny redaktor Czuchnowski prawicowców wziął w obronę, za co też dostał Hienę.

Stasiński pewnie się roześmiał, i słusznie, Czuchnowski zaprotestował, grupa dziennikarzy też protestowała przeciw SDPiS. Z tym, co napisali protestujący, jakoś się zgadzam, ale pod listem się nie podpisałem, bo nie wydaje mi się stosowne protestowanie przeciw kabaretowym poczynaniom marginalnej organizacji. Wszystko jest przecież jasne.

Pseudodziennikarskie towarzystwo PiS-owców daje nagrody swoim, a Hieny swym
wrogom. Czuchnowskiego nienawidzą, bo jest z Wyborczej, dostał więc Hienę za całokształt. I tyle.

Ale SDPiS przejęło się protestem. I Czuchnowskiemu Hienę zawiesiło. Znowu urocze,  wystarczy sobie taką zawieszoną Hienę wyobrazić i zadać sobie pytanie – kiedy, pod jakimi warunkami Hiena mogłaby być odwieszona. Jak teraz Czuchnowski skrytykuje Kaczyńskiego, to mu Hienę odwieszą i znowu będzie Hieny właścicielem, Hieny już odwieszonej.

Kocham środowisko dziennikarskie i całą tę menażerię SDPiS-owską. Na czele tej organizacji stoi pan Skowroński, który jest klezmerem PiS-u i prowadził nawet jako
konferansjer jakieś występy Pana technicznego Glińskiego. Żeby nie było wątpliwości, radio pana Skowrońskiego wzięło od PiS niezła sumkę, chyba ze 150 tysięcy. Pan Skowroński nie widzi w tym problemu, bo przecież jest niezależny, niezależnością totalną, której nic nie może podważyć.

We władzach SDP jest kilkoro dzieci polityków lub ważnych zwolenników PiS-u, fakt może drugorzędny, o którym warto jednak wspomnieć, bo to państwo PiS-owcy konotacje rodzinne uznają za ważny motyw postaw i działań ludzi.

Sekretarzem generalnym PiS jest niejaki pan Truszczyński. Pan Truszczyński właśnie
dostał nagrodę SDPiS (plus 5 tysięcy złotych) za swe materiały w radiu pana Skowrońskiego, czyli szefa SDPiS. Piękne, co? No tak, ale oni są prawi i niepokorni, więc nawet takie numery nie stanowią problemu.

Jest jeszcze jakaś przybudówka SDPiS, nazywająca się Centrum Monitoringu Wolności Słowa. Na jego czele stoi pewien nieszczęsny troglodyta od lat uprawiający pałkarstwo na łamach brukowca. Tak oto wygląda organizacja nazywająca się kiedyś, a nawet będąca Stowarzyszeniem Dziennikarzy Polskich.

To jest ten mini-PiS. Arogancja, tupet, skrajna bezczelność, totalne upolitycznienie,  niekompetencja, kumoterstwo. Wszystko z buziami wypełnionymi frazesami o wolności słowa i dziennikarskich standardach. Tak by to wszystko wyglądało, gdyby tylko idole liderów SDPiS zdobyli to, czego zdobycia życzą im funkcjonariusze SDPiS – władzę.

naTemat.pl

Bitwa pod siedzibą JSW. Policja użyła broni gładkolufowej

Jacek Madeja, pap, 03.02.2015
03.02.2015. Wiec w kopalni Zofiówka należącej do JSW

03.02.2015. Wiec w kopalni Zofiówka należącej do JSW (DOMINIK GAJDA)

Wieczorna pikieta pod siedzibą Jastrzębskiej Spółki Węglowej zamieniła się w regularną bitwę. Górnicy próbowali się wedrzeć do siedziby spółki.
Kilkusetosobowa grupa protestujących zebrała się we wtorek przed siedzibą spółki już o godz. 18. Tutaj odbywają się negocjacje zarządu ze stroną związkową. Tłum kilka razy próbował się wedrzeć do środka. W stronę budynku poleciały śruby, petardy i kosze na śmieci. Policjanci, którzy ochraniają budynek, użyli broni gładkolufowej.- Przed budynkiem zebrała się grupa 500-700 osób. Najpierw w stronę policjantów poleciały butelki, race i petrady, a następnie grupa protestujących zaatakowała policjantów i próbowała się wedrzeć do środka. Dowodzący akcją podjął decyzję o użyciu broni gładkolufowej. Oddana salwa ostudziła zapał napastników. Z naszych obserwacji wynika, że wśród atakujących byli pseudokibice – dodaje Andrzej Gąska, rzecznik śląskiej policji.- Jesteśmy przez cały czas w gotowości. Kilka osób zostało już zatrzymanych. Oprócz policjantów z Jastrzębia-Zdroju na miejscu są też policjanci z Katowic, Bielska-Białej i Mikołowa – mówi sierżant sztabowy Magdalena Szust, rzeczniczka jastrzębskiej policji.”Według informacji strony związkowej są osoby ranne po stronie uczestników demonstracji” – można przeczytać z komunikacie nadesłanym przez Solidarność.Rozpoczęły się rozmowy

Przybyli na wtorkowe rozmowy związkowcy zaapelowali, by nie utożsamiać ich akcji protestacyjno-strajkowej z wieczornymi wydarzeniami przed spółką. – Nie znamy organizatorów tych zajść. Proszę tego nie identyfikować z organizacjami związkowymi. Każdą burdę należy potępić. Protestować należy w sposób (…) odpowiedzialny – mówił rzecznik Wspólnej Reprezentacji Związków Zawodowych w JSW Piotr Szereda.

Około godz. 19.30 rozpoczęte zostały rozmowy między zarządem i związkowcami. W rozmowach, co wymogła strona związkowa, biorą udział jedynie wiceprezesi JSW. Prezes Jarosław Zagórowski jest nieobecny. Obserwatorem jest Józef Myrczek, przewodniczący rady nadzorczej spółki, a mediatorem jest Longin Komołowski, były wicepremier i minister pracy.

Zobacz także

katowice.gazeta.pl

Zmiany w KPRM: Kidawa-Błońska rzeczniczką, Rostowski szefem doradców, Kamiński na sekretarzem stanu

mil, PAP, mf, 03.02.2015
Małgorzata Kidawa-Błońska

Małgorzata Kidawa-Błońska (FRANCISZEK MAZUR)

– Nową rzeczniczką mojego rządu zostaje Małgorzata Kidawa-Błońska – ogłosiła premier Ewa Kopacz na konferencji prasowej po posiedzeniu Rady Ministrów. Kidawa-Błońska zastąpi na tym stanowisku Iwonę Sulik. Do grona swoich najbliższych współpracowników premier zaprosiła też Michała Kamińskiego i Jacka Rostowskiego.
Była rzeczniczka rządu Iwona Sulik podała się do dymisji 22 stycznia. Stwierdziła wtedy, że „nie chce stawiać premier w trudnej sytuacji”. Dymisja była efektem informacji, że Sulik szkoliła medialnie polityków opozycji. Tego samego dnia Kopacz przyjęła też rezygnację Adama Piechowicza ze stanowiska głównego doradcy Prezesa Rady Ministrów.Dziś na konferencji prasowej Ewa Kopacz ogłosiła, że Sulik zastąpi Małgorzata Kidawa-Błońska. Posłanka PO funkcję rzeczniczki piastowała już w rządzie Donalda Tuska: od stycznia do września 2014 roku.

Nie tylko Kidawa-Błońska

Kopacz poinformowała także o innych zmianach wśród swoich współpracowników. Sekretarzem stanu w KPRM, nadzorującym prace Centrum Informacyjnego Rządu został Michał Kamiński. Kamiński w przeszłości był związany z NOP, ZChN, Akcją Wyborczą „Solidarność”, a także PiS. W latach 2004- 2007 zasiadał w Parlamencie Europejskim z ramienia tej partii. Później odpowiadał za politykę medialną w kancelarii prezydenta Lecha Kaczyńskiego. W 2009 roku jeszcze raz dostał się do PE. Tej sztuki nie udało mu się powtórzyć w 2014 roku – Kamiński był już wtedy kandydatem Platformy Obywatelskiej.

Powrót Rostowskiego

Premier podała też do wiadomości, że Jacek Rostowski zajął stanowisko szefa jej doradców politycznych. Rostowski w latach 2007-2013 był ministrem finansów w rządzie Donalda Tuska. W 2014 walczył o mandat europosła z ramienia PO. Bez powodzenia. Na początku 2015 roku Kopacz włączyła go do Rady Gospodarczej przy Prezesie Rady Ministrów.

Podczas spotkania z dziennikarzami Kopacz ogłosiła także, że szefem jej gabinetu politycznego został Marcin Kierwiński. Kierwiński jest posłem PO z Mazowsza. W latach 2005-2010 działał w lokalnych strukturach partii (oraz od 2006 roku w samorządzie), a do Sejmu dostał się w 2011 roku. Od 2013 roku był członkiem sejmowej Komisji ds. Służb Specjalnych.

Premier, przedstawiając swoich nowych współpracowników, powiedziała, że są to osoby, które sprawdziły się w działaniu, są merytoryczne, pracowite i potrafią pracować w zespole. – Polityka to gra zespołowa – podkreśliła szefowa rządu.

gazeta.pl

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: