Puby (01.02.15)

 

Pani Ewo, karkóweczka była dziś pyszna

Wojciech Karpieszuk, 31.01.2015
Spółdzielnia

Spółdzielnia „Kto rano wstaje” szykuje codziennie 130 obiadów dla podopiecznych Ośrodka Pomocy Społecznej. Zdobywa też prywatnych klientów (KUBA ATYS)

– Nie jestem popychle. Pracuję. Daję coś z siebie. Zrobię obiad, ktoś się naje i jest zadowolony. W pewnym sensie dzięki mnie jest zadowolony – mówi Piotr, bezdomny, kucharz w spółdzielni socjalnej „Kto rano wstaje”.
– Co daje mi praca? Ale pytanie! Gdybym siedziała i nic nie robiła, to zwariowałabym. Leżenie i patrzenie w sufit to nie dla mnie – mówi pani Ewa. Pracę zaczyna o siódmej rano. Pierwsze obiady trzeba wydawać już po 10. Druga tura – w południe. – Później jeszcze papierkowa robota. Zamówienia, ustalanie menu i zakupy towaru na mieście – wylicza.

Jest szefową kuchni. I osobą bezdomną. – Już prawie, prawie domną – podkreśla. Pod koniec grudnia dostała przydział na lokal socjalny. Konieczny jest tam remont, więc wciąż mieszka w schronisku Caritasu przy Żytniej. Mieszkanie straciła po śmierci męża. Nie poradziła sobie sama. Nawet nie wiedziała, że choruje na depresję.

Pani Ewa i sześć innych osób bezdomnych pracuje w spółdzielni socjalnej „Kto rano wstaje”, która też mieści się przy Żytniej. Przed rokiem założyły ją Caritas Polska i Caritas Archidiecezji Warszawskiej. – Robimy codziennie 130 obiadów dla podopiecznych Ośrodka Pomocy Społecznej na Woli. Niedawno zaczęliśmy prowadzić bufet w Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji. Mamy zamówienie na 200 obiadów na weekendowe rekolekcje. Sam pan widzi, że się kręci – zachwala. I dodaje z dumą: – Chyba cenią nas na rynku.

– Klienci wiedzą, że obiady gotują osoby bezdomne? – pytam.

– Spółdzielnię założył Caritas, mieści się tam, gdzie schronisko dla bezdomnych. To chyba wiedzą.

– I zamawiają obiady? Bo stereotypy są takie…

– Proszę pana! – przerywa mi pani Ewa. – Pan to myśli, że wszyscy bezdomni leżą pijani w sztok na ławkach. My pokazujemy, że to nieprawda. Tu jest bardzo dużo zdolnych ludzi, tylko trzeba do nich jakoś dojść.

By wyjść z bezdomności, trzeba mieć pracę

– Pomysł przyniosło nam samo życie – mówi Andrzej Czarnocki, prezes spółdzielni „Kto rano wstaje”. W schronisku przy Żytniej – objaśnia – zapewniają wyżywienie, łóżko. Ale żeby wyjść z bezdomności, trzeba mieć pracę. – Pomyśleliśmy, że spółdzielnia to miejsce, gdzie osoby bezdomne mogłyby w bezpiecznych warunkach zarabiać pieniądze, a jednocześnie nie byłyby narażone na sytuacje, którym prawdopodobnie by nie sprostały – tłumaczy. – Nie wszyscy przecież radzą sobie na konkurencyjnym rynku pracy, a co dopiero osoby bezdomne.

Pierwsze zlecenie spółdzielnia dostała w zeszłym roku z wolskiego Ośrodka Pomocy Społecznej. Wystartowała w przetargu na ponad 100 tys. zł na przygotowywanie i dostarczanie obiadów dla jego podopiecznych. Wygrała głównie dzięki klauzulom społecznym. To zapisy premiujące firmy, które zatrudniają zagrożonych wykluczeniem. W ratuszu mają pomysł, by przy zamówieniach publicznych – usług gastronomicznych, opiekuńczych, organizacji imprez, dostawach, pracach remontowo-budowlanych – stosować klauzule społeczne. Wkrótce ma być gotowe zarządzenie prezydent miasta w tej sprawie.

W spółdzielni „Kto rano wstaje” mówią, że dzięki pierwszemu zamówieniu w ogóle przetrwali. Teraz zdobywają też prywatnych klientów – a to przygotowanie pracowniczej wigilii, a to catering na rekolekcje czy wspomniane już prowadzenie bufetu w KRRiT.

Niektórzy mają nas za wielbłądy, sługusów

– Najczęściej osoba zgłaszająca się do schroniska sama definiuje swoje problemy. „Nie mam domu, nie mam pracy” to ważna deklaracja, bo oznacza, że jest chęć powrotu do normalności. Ale potem jest różnie – mówi Mariusz Olszak, wiceprezes spółdzielni. Może się zdarzyć, że po pierwszej wypłacie pracownik nie pojawia się już w spółdzielni. Dostał pieniądze, wrócił do picia. – Oni mają prawo nas zawieść. A my mamy prawo poszukać kogoś innego, kto jest gotowy, by skorzystać z szansy, jaką daje zatrudnienie. Właśnie musiałem rozstać się z jednym pracownikiem, był uzależniony od alkoholu. Nie wytrzymał.

Przynajmniej na początku zatrudniani bezdomni potrzebują wsparcia, muszą zrozumieć, kiedy ich praca jest mniej wydajna. Niektórzy nie pracowali przez lata. Są tacy, którzy ostatnie zatrudnienie mieli jeszcze w PRL-u. Nie mają doświadczenia, nie potrafią odnaleźć się w rywalizacyjnej rzeczywistości. Zatem – kwituje Olszak – bez klauzul społecznych trudno byłoby dostać zamówienie.

Niektórzy mieszkańcy schroniska są roszczeniowi. Są pewnie i tacy, którzy pracujących w spółdzielni mają za wielbłądy, sługusów. Zwłaszcza że kokosów tu nie zarobią, bo około tysiąca złotych na rękę. Ale legalnie, nie na czarno. I lepszy tysiąc niż nic. Może być więcej, kiedy są dodatkowe zlecenia.

Mariusz Olszak: – Początki były ciężkie. Kiedy otworzyliśmy spółdzielnię, zespół nie był zgrany. Pracownicy skarżyli na siebie. Musieli się dotrzeć. Dziś polegają na sobie, mają do siebie zaufanie.

I dodaje z dumą: – Kasia, jedna z naszych byłych pracownic, już się usamodzielniła. Dostała mieszkanie socjalne od miasta, znalazła pracę w gastronomii na wolnym rynku.

Umiałem tyle co jajko dla siebie usmażyć

– Jak wylądowałem na ulicy? – powtarza moje pytanie Piotr. Z partnerką mieszkał w 36-metrowym mieszkaniu rodziców. Dwa małe pokoje z kuchnią. Dwadzieścia lat tak żył, bo rodzina była w Grecji. – Byłem przekonany, że już nie wrócą. Ale przez kryzys wszyscy zjechali z powrotem: ojciec, matka, brat, siostra z dwójką dzieci i mężem. Nie szło wytrzymać na tych 36 metrach. Po prostu wyszedłem z domu – opowiada Piotr.

Z partnerką się rozstali. On przez jakiś czas mieszkał w hotelach robotniczych, w mieszkaniach, które remontował, w samochodzie, z którego sprzedawał warzywa, na klatkach schodowych i w piwnicach. Pracę trudno było znaleźć. Bo kto zatrudni bezdomnego? – Jeżeli powiem, że mieszkam w schronisku, to zaraz pomyślą, że jakiś lewus, moczymorda i złodziej – wylicza Piotr.

Woli nie mówić, co by było, gdyby nie spółdzielnia. Na Żytnią trafił w maju ubiegłego roku. Już latem zaproponowano mu pracę w spółdzielczej kuchni. – W zasadzie żadnego doświadczenia w gotowaniu nie miałem. Tyle co jajko dla siebie usmażyć – śmieje się. – Tutaj się wszystkiego od podstaw nauczyłem.

Nie ma tu specjalizacji. Jeden przyrządza udka z kurczaka, drugi przygotowuje surówkę. Następnego dnia na odwrót. Tym sposobem wszystkiego można się nauczyć. – Co jest do zrobienia, to się robi. Ale mam też jeden konkretny obowiązek – mówi pan Piotr.

O trzynastej wyrusza z obiadami do podopiecznych OPS-u. Znają już go. Czekają. A kiedy przyjdzie, pytają o zdrowie.

– A wiedzą, że to bezdomni gotują?

Piotr zastanawia się przez chwilę: – Wiedzą, że pracuję w spółdzielni. Ale nigdy nikt nie zapytał mnie, czy jestem bezdomny.

Plan ma taki: zostanie w spółdzielni i złoży podanie o mieszkanie socjalne. – Zdaję sobie sprawę, że trochę będę musiał czekać. Może nawet dłużej niż trochę, ale jestem na to przygotowany. Nawet jak dwa lata, to będę czekać. Mam się gdzie przespać, umyć, jest robota – stwierdza.

Bo bez roboty nie mógłby już żyć. Kiedy ma wolne, chodzi z kąta w kąt. Nie ma co ze sobą zrobić. W robocie szybko czas leci. I jak to w spółdzielni – wszyscy są równi. Nie ma, że jeden jest lepszy, drugi gorszy. Jadą na tym samym wózku. – Jest jeszcze coś – dodaje. – Nie jestem popychle. Pracuję. Daję coś z siebie. Jeżeli zrobię obiad, to ktoś się naje i jest zadowolony. W pewnym sensie dzięki mnie jest zadowolony.

Odkąd jest córka i praca, widzę w życiu sens

Adam w spółdzielni zajmuje się dezynsekcją. Skończył specjalny kurs. Zleceń – zapewnia – jest sporo. Głównie spryskuje lokale socjalne i komunalne. Płaci za to wolski OPS. – Mam stały dochód, jest jakiś pieniądz. Wie pan, ja mam dziecko dziesięciomiesięczne – opowiada Adam.

On mieszka w schronisku przy Żytniej, a jego partnerka z córeczką i dwoma synami z poprzedniego związku w domu samotnej matki na Białołęce. Mieli mieszkanie po matce Adama. Było zadłużone, stracili je. W Warszawie nie ma ośrodków dla rodzin. Dlatego musieli się rozdzielić. Czkają na lokum socjalne. Wcześniej starali się o przydział komunalny, ale – Adam na samo wspomnienie się złości – tylko czas niepotrzebnie stracili. Procedura trwała miesiącami, znosili kolejne dokumenty, aż uzbierała się całkiem gruba teczka. Urzędnicy ostatecznie orzekli, że mieszkanie komunalne im się nie należy, bo są za biedni. Nie utrzymają go i znowu zadłużą. Poradzili starać się o socjalne. I procedurę trzeba było zacząć od początku.

– Codziennie wożę chłopców z Białołęki do szkoły na Bemowo. A moja kobieta zajmuje się córeczką. Mimo że jesteśmy kawał drogi od siebie, tworzymy rodzinę – podkreśla Adam. – Teraz, jak jest jeszcze córeczka i praca, widzę w tym wszystkim sens. Życie mi się przewartościowało. Wcześniej nie radziłem sobie z szukaniem pracy. Mam umiejętności, ale nie miałem papierków. Teraz są te wszystkie wymagania: CV, listy motywacyjne. To nie jest moja mocna strona. Tak wyszło, że tylko podstawówkę mam skończoną. Zawsze więc pracowałem na czarno.

Od dziecka kręciła go elektryka. Ale dopiero niedawno zrobił kurs, zdobył uprawnienia. W spółdzielni nabrał pewności siebie. – Myślę, że przyjdzie taki moment, że pójdę na rozmowę kwalifikacyjną bez strachu, bo będę miał co do tego CV wpisać – mówi. – Teraz już nie wyobrażam sobie pracy na czarno. Stabilizacja jest potrzebna. Człowiek powinien w jednym kierunku iść, z jednym celem. Jak by to powiedzieć: złapać linkę i jej już nie wypuścić.

Czasem dzwonią, mówią komplementy

Spółdzielnię „Kto rano wstaje” pomogła założyć Fundacja Inicjatyw Społeczno-Ekonomicznych. Fachowcy organizacji doradzali, jak ułożyć biznesplan, podpowiedzieli w sprawach prawnych. Magdalena Czuchryta z FISE mówi, że na początku był pomysł, by otworzyć w Warszawie restaurację, w której kucharzami i kelnerami byłyby osoby bezdomne. – Ale w obawie przed stereotypami twórcy spółdzielni zrezygnowali z tego – mówi.

Uważa jednak, że taka restaura, może bar mleczny, to tylko kwestia czasu. Spółdzielnia ma wszystkie pozwolenia niezbędne do prowadzenia kuchni, zgodę sanepidu. Ma też coraz więcej klientów, którym smakują obiady.

– Czasem nawet odbieram telefon z komplementami. „Ale karkóweczka była dziś pyszna” – zachwala klient. Człowiek wtedy jest taki podbudowany. Mówię panu, tak się cieszę, że ludziom nasze obiady smakują – cieszy się pani Ewa, szefowa kuchni. Osoba prawie domna.

warszawa.gazeta.pl

Adam Jarubas kandydatem PSL w wyborach prezydenckich. „To ogromny honor”

mf, jagor, PAP, 31.01.2015
Jarosław Kalinowski, Adam Jarubas i Janusz Piechociński podczas ogłoszenia decyzji  Rady Naczelnej PSL w sprawie kandydata na urząd Prezydenta RP

Jarosław Kalinowski, Adam Jarubas i Janusz Piechociński podczas ogłoszenia decyzji Rady Naczelnej PSL w sprawie kandydata na urząd Prezydenta RP (Fot. Sławomir Kamiński/AG)

Rada Naczelna PSL zdecydowała o wystawieniu Adama Jarubasa jako kandydata w wyborach prezydenckich. On sam podkreślił, że wyobraża sobie prezydenturę aktywną i opiniotwórczą, a prezydent powinien być „inicjatorem dyskusji o ideach, wartościach, programach rozwojowych”.
Jarubas, wiceszef PSL, jest od ośmiu lat marszałkiem województwa świętokrzyskiego. W piątek jako kandydata na prezydenta zarekomendował go Naczelny Komitet Wykonawczy partii. Po ogłoszeniu jego kandydatury przez Radę Naczelną PSL, w krótkim wystąpieniu powiedział, że „ma świadomość ogromnego wyzwania”.

„Urodziłem się 40 lat temu, w miejscowości Błotna Wolna”

– Nie da się ukryć, że to jest dla mnie z tej perspektywy osobistej, jak i Stronnictwa bardzo ważny moment. Wiele się mówi o rozpoznawalności; już dzisiaj powiem, kandydat PSL na prezydenta, Adam Jarubas, urodziłem się 40 lat temu, w miejscowości Błotna Wolna, na południu Świętokrzyskiego. Jestem dumny ze swojego pochodzenia, ze swojej tożsamości w rodzinie rolników – podkreślał.

Zaznaczył, że ma „ogromny honor” reprezentować w wyborach prezydenckich partię o ponad 100-letniej tradycji. – To dla mnie ogromna nobilitacja. Sam fakt, że pojawiło się moje nazwisko w tej dyskusji, był dla mnie dużą nobilitacją, a dzisiejsza decyzja – prawie jednogłośna – jest potwierdzeniem, że ruch ludowy, swoisty fenomen socjologiczny, polityczny, ma tutaj jednolity scenariusz dla Polski, pozytywny scenariusz dla Polski – powiedział.

Dodał, że Polsce potrzebny jest dialog i działanie poza podziałami. – Szanowni państwo, dzisiaj to nie czas, żeby mówić o wielu rzeczach, o których chciałbym powiedzieć, a na pewno zaapelować o wspólnotę Polaków. O to, żebyśmy starali się działać ponad podziałami. Żebyśmy pokazywali na co dzień wyciągniętą rękę do siebie. Ja, wywodząc swoje doświadczenie z samorządu, miałem okazję funkcjonować w różnych koalicjach, również z udziałem dzisiejszej partii opozycyjnej – PiS, i udawało się nawiązać dialog. Uważam, że ten dialog jest Polsce dzisiaj bardzo potrzebny wobec wyzwań, zwłaszcza wobec tych obecnych w polityce zagranicznej, porozumienie jest niezbędne – powiedział.

Zapowiedział, że w swojej kampanii, w swojej działalności, chce odwoływać się do dobrych doświadczeń, dobrych praktyk obecnie urzędującego prezydenta i jego poprzedników. – Z pewnością były takie wartości, do których chcę się odwoływać. Myślę, że w ciągu kilkunastu dni odbędzie się konwencja programowa, na której przedstawimy założenia programu PSL i kandydata PSL w wyborach prezydenckich – dodał.

Pytany jak pogodzi funkcję marszałka z kandydowaniem na prezydenta zaznaczył, że „ostatnio było dużo mowy o urlopach w samorządzie”. – Mówię o tym trochę z przekąsem, na okoliczność ekwiwalentów, które samorządowcy pobierali, ale jestem przekonany, że ułożę tak te kampanię, że będzie bez szkody dla samorządu – mówił.

„Wierzę w Polaków, wierzę w siłę ludową”

Jarubas zaznaczył również, że jego celem jest to, by nie zawieść Polaków: – Wierzę w Polskę, wierzę w Polaków, wierzę w siłę ludową, która okazała się potwierdzona w wyborach samorządowych, i z pewnością jestem o tym przekonany głęboko, wierzę, że PSL po raz kolejny zaskoczy.

Dopytywany o kwestie związane z Ukrainą powiedział, że „na pewno chciałby kontynuować wartości pewnego racjonalizmu, spokoju, oparcia”. – Jednak nie w jakiejś polskiej awangardzie w relacjach ze Wschodem, a szukać szerszego porozumienia solidarności, w ramach struktur europejskich, bo widać, że podstawowych problemem w relacji z Ukrainą jest trochę chwiejący się solidaryzm europejski i światowy – dodał.

Piechociński o kandydacie: Młody, wybitny, perspektywiczny

Wicepremier Janusz Piechociński, przedstawiając kandydata PSL podkreślił, że „jest to młody, wybitny, perspektywiczny, sprawdzony polityk, najnowocześniejszego pokolenia”.

Pogratulował Jarubasowi i zapewnił, że PSL będzie go wspierać. – Życzymy, aby to wielkie wydarzenie, które jest przed tobą, było dla ciebie i całej twojej rodziny wielkim sukcesem i żeby to nasze wspólne marzenie o lepszej demokracji, także przywróceniu jakości debaty publicznej, się spełniło – dodał.

Także europoseł Jarosław Kalinowski zapewniał, że PSL powalczy razem ze swoim kandydatem, żeby „w dniu, kiedy odbędzie się pierwsza tura, znalazł się na pudle”. – Jestem przekonany, że tak będzie – zaznaczył. – Które miejsce, to już dzisiaj nie rozstrzygajmy. Jeszcze raz serdecznie gratuluję koledze marszałkowi; dzisiaj po ponad miesięcznej dyskusji. Nie kryliśmy, że ta dyskusja miała wiele wątków, pojawiały się różne opcje. Kończymy dyskusje i zaczynamy kampanię wyborczą kandydata PSL Adama Jarubasa – podkreślił.

Dodał, że „wszystkie wybory, ale w sposób szczególny prezydenckie, to jest święto demokracji”. – To jest oczywiste, i banały może opowiadam, ale najważniejsze jest to, abyśmy (…) – z jednej strony kandydaci, z drugiej strony my wszyscy, obywatele, wzięli aktywny udział w tych wyborach, żebyśmy się wsłuchiwali w oferty poszczególnych kandydatów rekomendowanych bądź przez partie polityczne, bądź przez środowiska, stowarzyszenia – dodał.

Piechocinski mówi „nie”

Wcześniej podczas partyjnych konsultacji Janusz Piechociński przekonywał ludowców do kandydatury Jarubasa. Szef PSL kilkakrotnie deklarował, że jako minister gospodarki nie może jej „porzucić na trzy miesiące”, uczestnicząc w kampanii. Z kolei marszałek województwa świętokrzyskiego mówił wcześniej, że „jako polityk jest gotowy na wszystkie wyzwania”.

Jarubas w 2006 r. po raz pierwszy został wybrany na radnego Sejmiku Województwa Świętokrzyskiego. W listopadzie tego samego roku został najmłodszym w Polsce marszałkiem województwa (32 lata). W 2011 r. startował z listy PSL w wyborach do Sejmu. W okręgu świętokrzyskim zdobył wówczas prawie 29 tys. głosów. Został wybrany, jednak nie objął mandatu.

Do tej pory start w wyborach prezydenckich zadeklarowali: Andrzej Duda (PiS), Magdalena Ogórek (SLD), Janusz Palikot (Twój Ruch), Janusz Korwin-Mikke (KORWiN), Marian Kowalski (Ruch Narodowy). Prezydent Bronisław Komorowski ogłosi swoją decyzję o kandydowaniu po ogłoszeniu przez marszałka Sejmu daty wyborów prezydenckich. Na zarządzenie wyborów Sikorski ma czas do 6 lutego.

Zobacz także

TOK FM

Rolnicy od poniedziałku będą blokować drogi. „Zablokujemy Warszawę, żadna mysz się nie prześliźnie”

ar, pap, 31.01.2015
Lipcowy protest rolników w województwie podlaskim

Lipcowy protest rolników w województwie podlaskim (Fot. Marcin Onufryjuk / Agencja Gazeta /)

OPZZ Rolników i Organizacji Rolniczych zapowiada od poniedziałku protesty – mają się zacząć od zablokowania dróg na Mazowszu, a potem objąć pozostałe województwa – poinformował w sobotę szef organizacji Sławomir Izdebski.
Izdebski powiedział, że protest zacznie się w poniedziałek o godz. 10 między Siedlcami a Terespolem na drodze krajowej nr 2. Wcześniej podawał termin niedzielny, ale – jak wyjaśnił – „pomylił się”.

Najważniejszym postulatem OPZZ Rolników i Organizacji Rolniczych jest wypłata odszkodowań za straty spowodowane przez dziki oraz wypłata rekompensaty za straty poniesione w chowie trzody chlewnej i bydła.

– Górnicy zablokują drogi na Śląsku, my zablokujemy drogi na Mazowszu i później cyklicznie blokady będą powstawały w województwach: wielkopolskim, mazowieckim (dwie), podlaskim, dolnośląskim i lubelskim. Będą one powstawały cyklicznie, co dwa dni – zapowiedział Izdebski.

– O kolejnych blokadach będziemy informować na bieżąco. Ja myślę, że polski rząd przyjdzie po rozum do głowy i dokona pewnych zmian, i spotka się z nami, i potraktuje rolników jako tę grupę społeczną, która powinna być traktowana tak jak górnicy, tak jak lekarze, tak jak ogólnie służba zdrowia i inne grupy społeczne – powiedział.

Dodał, że do „paraliżu Warszawy” dojdzie po kilku dniach, „jeżeli rząd nie przyjdzie po rozum do głowy”. „Nastąpi marsz gwiaździsty na Warszawę wszystkich traktorów, sprzętu rolniczego, tak że żadna mysz się nie prześliźnie” – mówił.

Zastrzegł, że rolnicy „już nie proponują”, lecz „żądają”. – My dzisiaj żądamy przede wszystkim tego, żeby pani premier ujawniła źródła pochodzenia 100 mln euro dla Ukrainy, gdy nie ma 7 mln zł na wypłaty odszkodowań dla polskich producentów kukurydzy czy ziemniaka, które zniszczyły dziki. My o tych postulatach i innych będziemy rozmawiać tylko i wyłącznie w kancelarii premiera. Inna droga jest już niemożliwa – groził.

Dodał, że rolnicy „nie chcą wielkich milionów”. – My chcemy pracować, ale za tę pracę chcemy po prostu godnie żyć. Jeżeli premier tego nie rozumie, jeżeli minister tego nie rozumie, to trudno, to po prostu muszą odejść. Rolnictwo polskie jest kołem zamachowym polskiej gospodarki. Jeżeli rolnictwo będzie się rozwijać, będzie rozwijała się cała gospodarka i my o tym pamiętamy – powiedział.

O planowanych protestach rolników była już mowa podczas III Kongresu Ogólnopolskiego Porozumienia Związków Zawodowych Rolników i Organizacji Rolniczych, który odbył się w minioną niedzielę w Warszawie.

Zobacz także

wyborcza.pl

Adam Jarubas kandydatem PSL na prezydenta
Jarubas na prezydenta
Po długich dyskusjach PSL zdecydowało się na wystawienie własnego kandydata w wyborach na prezydenta. Będzie nim Adam Jarubas, marszałek województwa świętokrzyskiego. To bardzo zła wiadomość dla Bronisława Komorowskiego.

Krzysztof Jastrzębski/EAST NEWS

CZYTAJ TAKŻE

  • Kariera Magdaleny Ogórek: Stażystka u prezydenta i premiera, researcherka w NBP

    Opowieści polityków SLD o bogatym doświadczeniu Magdaleny Ogórek w ważnych instytucjach państwowych…

Młody, przystojny ludowiec dobrze będzie się prezentował przy kandydatce SLD, Magdalenie Ogórek. Po ruchu Leszka Millera, który bał się wystartować osobiście, nikt już nie będzie dziwił się, że startu wystraszył się też prezes PSL, Janusz Piechociński.

Dla niego wybory prezydenckie mogłyby oznaczać pożegnanie z fotelem lidera własnej partii. Wynik gorszy od tego uzyskanego w wyborach samorządowych (ponad 23 proc.) mógłby przywództwem Piechocińskiego zachwiać, a porównywalny jest nieosiągalny. Dlatego tak się bronił, choć do startu namawiał go m.in. Marek Sawicki.

Poza kręgiem swojej partii Adam Jarubas nie jest jeszcze rozpoznawalny, ale doświadczenie w polityce ma o wiele większe niż Ogórek, a nawet Duda. Świętokrzyskimi strukturami PSL kieruje już od 2006 r. We własnej partii koledzy wróżą mu dużą karierę.

Jego szanse w wyborach prezydenckich są wprawdzie podobne jak Ogórek, ale sam start uczyni go osobą o wiele bardziej znaną. Oboje startują nie po to, żeby wygrać. Kampania prezydencka jest dla nich dobrą inwestycję we własną, w przypadku Jarubasa raczej polityczną, karierę. Z ich punktu widzenia decyzja jest w pełni zrozumiała i oczywista. O wiele trudniej odpowiedzieć, co swoim wyborcom chciały zakomunikować ich partie?

Wyborcom wiejskim wystawienie Jarubasa wcale się podobać nie musi, choć cieszy się on na wsi wielkim uznaniem, a ich sentyment do Bronisława Komorowskiego jest umiarkowany. Sympatycy PSL są jednak pragmatyczni, trzeźwo oceniają szanse Jarubasa w wyborach. Wiedzą też, że wystawienie kandydata PSL służy ich największemu wrogowi – Prawu i Sprawiedliwości. Mogą więc ruchem partii zachwyceni nie być. Potraktować go jako nieco samobójczy.

Wystawienie własnego kandydata przez ludowców – niemającego żadnych szans na wygraną lub choćby na wejście do drugiej tury – zamiast spodziewanego poparcia kandydatury Bronisława Komorowskiego poważnie zmniejsza szanse obecnego prezydenta na zwycięstwo w pierwszej turze. Rozproszenie głosów wyborców koalicji znacznie poprawia bowiem pozycję Andrzeja Dudy, kandydata PiS. Druga tura wyborów staje się nie tylko o wiele bardziej prawdopodobna, Duda może być w niej poważnym przeciwnikiem dla obecnego prezydenta. Opozycji więc ruch ludowców bardzo się podoba. W kancelarii prezydenta przyjęty zostanie natomiast z rozczarowaniem. Teraz otoczenie Bronisława Komorowskiego będzie musiało nielojalność PSL wytłumaczyć.

Spodziewanie się od ludowców lojalności było jednak nieuzasadnione. Niby dlaczego mieliby popierać kandydata związanego z Platformą? PSL znane jest przecież z tego, że zawsze za swoje poparcie każe sobie słono płacić. Najbardziej zainteresowana poparciem PSL jest przecież kancelaria prezydenta, która raczej niewiele może zaofiarować. Co najwyżej kilka stanowisk. Działacze PSL mogli uznać, że to za mało.

Sytuacja się zmieni, kiedy dojdzie do drugiej tury. Wtedy na zwycięstwie Bronisława Komorowskiego będzie zależeć nie tylko jego kancelarii, ale całej Platformie. Czyli – rządowi. A od rządu wytargować dla partii można o wiele więcej. A dla ludowców partia jest najważniejsza.

Polityka.pl

Czołgi w pole, ropa w górę

Thomas L. Friedman, 31.01.2015
Czołg prorosyjskich separatystów w Doniecku

Czołg prorosyjskich separatystów w Doniecku (MSTYSLAV CHERNOV/AP)

Sprowokowanie wielkiego geopolitycznego kryzysu z udziałem NATO to dla Putina łatwy sposób, by spowodować zwyżkę cen ropy
Thomas L. Friedman – ur. w 1953 r., dziennikarz amerykański, trzykrotny laureat Nagrody Pulitzera, publicysta „New York Timesa”. Tam też ukazał się publikowany przez nas tekst.

W marcu zeszłego roku była sekretarz stanu Hillary Clinton stwierdziła podobno, że atak prezydenta Rosji Władimira Putina na Ukrainę, rzekomo w obronie rosyjskojęzycznej ludności, był niczym innym niż „to, co zrobił Hitler w latach 30.”, wykorzystując etnicznych Niemców, by usprawiedliwić napaści na sąsiednie kraje. Zawsze uważałem, że to przesada, ale zmieniłem zdanie. Podoba mi się porównanie Clinton, bo jest wymowne – zwraca uwagę na to, co wyprawia Putin na Ukrainie, nie mówiąc już o własnym kraju, którego rating kredytowy spadł właśnie do poziomu śmieciowego.

Putin, który śle na Ukrainę rosyjskie wojska w mundurach bez insygniów i skrycie wspiera ukraińskich separatystów na moskiewskim żołdzie – a wszystko po to, by za zasłoną kłamstw, które zawstydziłyby samego szefa hitlerowskiej propagandy Josepha Goebbelsa, zniszczyć ukraiński ruch reform, zanim stworzy on demokratyczny model atrakcyjniejszy dla Rosjan niż putinowska kleptokracja – oto najpaskudniejszy geopolityczny bandytyzm w dzisiejszym świecie.

Ukraina jest ważniejsza niż wojna, którą toczymy w Iraku z Państwem Islamskim, tzw. ISIS. Nadal nie wiemy, czy w wojnie z nim większość naszych sojuszników podziela nasze wartości. Wielką rolę w tym konflikcie odgrywają względy plemienne i religijne. Pewne jest natomiast, że podzielają nasze wartości ukraińscy reformatorzy, nowo wybrany rząd i parlament, próbujący wyrwać się z orbity moskiewskich wpływów i stać się częścią wolnorynkowej, demokratycznej społeczności Unii Europejskiej. Jeśli władcy Putinowi I Zbirowi uda się zdławić mocną ręką młodą ukraińską demokrację i wykreślić nowe granice Europy, to zagrożony będzie każdy prozachodni kraj w jego sąsiedztwie.

– Putin boi się Ukrainy, która żąda, chce i domaga się życia wedle europejskich wartości – z prężnym społeczeństwem obywatelskim, wolnością słowa i wyznania, a także systemem wartości, za którymi Ukraińcy się opowiedzieli i za które oddadzą życie – powiedziała w zeszłym tygodniu na ukraińskim seminarium ekonomicznym podczas Światowego Forum Ekonomicznego w Davos ukraińska minister finansów Natalia Jaresko.

***

Amerykanie i Niemcy sprawnie zorganizowali sankcje przeciwko Rosji. Kiedy wiosną ubiegłego roku administracja Obamy chciała rozmieścić niewielki kontyngent żołnierzy szkolących ukraińską gwardię narodową, uznałem za stosowne zwiększenie wiosną naszej pomocy wojskowej dla Ukrainy w celu szkolenia ukraińskiej armii, aby lepiej broniła się ona przed blisko 9 tys. żołnierzy Putina przenikających przez rosyjską granicę.

Ukraina potrzebuje też w przyszłym roku 15 mld dolarów na stabilizację gospodarki jako dodatku do dofinansowania z Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Ukraińcy wpadli w głęboką, ponaddwudziestoletnią dziurę finansową po niesamowitej korupcji, którą zaowocowały kolejne złe rządy w okresie po uniezależnieniu się Kijowa od Moskwy. Nadzieję stwarza to, że rewolucja spowodowana przez ostatnie ukraińskie wybory wygenerowała nowe pokolenie reformatorów, którzy przekształcają ministerstwa, zmieniają prawo podatkowe i przepisy określające biznesową przejrzystość. Chodzi im w istocie o spełnienie prostych reguł zachodniej idei zarządzania społeczeństwem jako warunku zachodniej pomocy. Jeżeli oni dają, my też musimy dać.

Sekretarz skarbu Jack Lew podróżował podówczas po Europie, po to m.in., żeby zamknąć pakiet pomocowy dla Kijowa. USA dały swoją działkę, a Unia się migała. Putin chciał zasiać niezgodę i destabilizację, tak by Zachód wstrzymał pomoc, wskutek czego ukraińscy reformatorzy nie mogliby spełnić swych obietnic i utraciliby poparcie, a to byłoby zawstydzającą sytuacją.

Globalny finansista George Soros, który wspierał ukraińskie reformy, powiedział w Davos, że powstaje nowa Ukraina, która chce się różnić od dawnej Ukrainy. O jej specyfice decyduje to, że stara Ukraina jeszcze nie zniknęła, i to, że realizuje ona plan prezydenta Putina polegający na destabilizacji i zniszczeniu Ukrainy. Ukraina zaś podąża ku niepodległości i Europie.

***

Ukraina może też wpłynąć na ceny ropy. Dziś decydują o nich zwłaszcza nowy król Arabii Saudyjskiej Salman i nowy car Rosji Putin. Jeśli Saudyjczycy ograniczą znacząco wydobycie, to znacznie wzrośnie cena ropy. Jeśli Putin poważy się na inwazję na Ukrainę lub, co gorsza, na któryś z krajów bałtyckich, i przetestuje w ten sposób NATO, ceny ropy wzrosną. Zrujnowana rosyjska gospodarka każe Putinowi polegać niemal wyłącznie na eksporcie ropy i gazu, co uzależnia go od spadku cen ropy. Nie jest bardzo prawdopodobna totalna inwazja na Ukrainę albo na któryś z krajów bałtyckich, ale nie da się tego wykluczyć.

Sprowokowanie wielkiego geopolitycznego kryzysu z udziałem NATO to dla Putina łatwy sposób, by spowodować zwyżkę cen ropy. Dotychczasowe operacje na Ukrainie się nie powiodły. Podsumujmy: cenę ropy dyktują dziś dwaj ludzie – król Salman, który jak nikt potrafi zagwarantować nam ropę, i car Putin, który jak nikt potrafi zagwarantować nam kłopoty.

28 stycznia 2015

przeł. Sergiusz Kowalski

A poza tym w Magazynie Świątecznym:

Waszyngton Putina
Jak kongresmen Dana Rohrabacher zakochał się w rosyjskim prezydencie

Uwaga, niebezpieczny Tomasz Merton
Być świętym to znaczy być sobą. Historia niepokornego mnicha z Kentucky

Krzesimir Dębski: Człowieku, Chopin poprawi ci cerę
Miesiąc temu miałem koncert w sławnym Auditorio Nacional w Madrycie. Po Katowicach czułem się w nim jak w okręgowym domu kultury. Boazeria, proszę pani… – z Krzesimirem Dębskim, kompozytorem i dyrygentem, rozmawia Anna S. Dębowska

Zabierzcie Auschwitz do Berlina
To Niemcy, ewentualnie Austriacy powinni być strażnikami pamięci Auschwitz, a my możemy być strażnikami tych strażników. Wtedy skończą się „polskie obozy”, raz na zawsze

Andersen. Moc czarnoksiężnika
Mikołajewski: „Dzienniki” Hansa Christiana Andersena to dla mnie jedna z najważniejszych książek wydana po polsku w ostatniej dekadzie

Obrońcy donieckiego lotniska: Byliśmy cyborgami
Szli tacy na nas jak zombi, trafieni nie padali na ziemię, tylko krzyczeli wniebogłosy i wściekle machali rękami. Ich trupów nawet kruki nie ruszały

Po Grecji – Hiszpania. Don Kichot górą
Chcą wyższych podatków dla najbogatszych, krótszego tygodnia pracy, osłon socjalnych łagodzących nierówności. I żeby korporacje płaciły podatki tam, gdzie zarabiają. Rynki podnoszą krzyk: Hiszpanie chcą zrobić u siebie drugą Wenezuelę!

Prof. Tadeusz Gadacz: Żyjemy w kłamstwie totalnym
Kto może w tej chwili zmienić zasady rynku neoliberalnego? Nikt? No to mówimy, że nie ma wyzysku, jest outsourcing i ekonomizacja. Łatwiej nam przełknąć kolację

Wyborcza.pl

W Wielkiej Brytanii znikają puby. Piwna kultura umiera przez imigrantów? Wcześniej winiono podatki

Maciej Czarnecki, 31.01.2015
Wnętrze jednego z londyńskich pubów

Wnętrze jednego z londyńskich pubów (Fot. 123RF)

Samorządy uznały już ponad 600 pubów za „dobra o wartości społecznej”. Ale na zmiany demograficzne mogą poradzić niewiele. Kto ma chodzić na piwo w dzielnicy zamieszkanej głównie przez muzułmanów?
Dyskusję na ten temat wywołał w tym tygodniu minister ds. lokalnych społeczności Stephen Williams.

– W moim okręgu wyborczym wiele pubów zostało zamkniętych, zwykle z powodów demografii. W niektórych, jeszcze 20-30 lat temu zamieszkanych przez białą klasę robotniczą, przeważają teraz Somalijczycy i inni przybysze – powiedział Williams.

W Somalii dominującą religią jest islam, który zabrania picia alkoholu. W Wielkiej Brytanii jest też wielu imigrantów z innych muzułmańskich krajów, np. Pakistanu czy Bangladeszu.

Dotychczas przyczyn kryzysu brytyjskich pubów upatrywano raczej w podatkach, dostępności taniego alkoholu w hipermarketach, zakazie palenia czy atrakcyjnej lokalizacji, która kusi deweloperów, by przerabiać je na mieszkania.

Jeszcze w 2012 r. stowarzyszenie konsumentów piwa CAMRA (The Campaign For Real Ale) szacowało, że w całym kraju co tydzień zamyka się 18 pubów. W ub. r. tempo wzrosło do 28 tygodniowo. Zostało ich ok. 50 tys.

Knajpy ważniejsze niż sklepy

Rząd robi, co może, by powstrzymać ten trend. Niedawno umożliwił samorządom uznawanie pubów za „dobra o wartości społecznej”. Ich właściciele nie mogą sprzedać interesu bez powiadomienia lokalnej społeczności. Ta ostatnia ma pół roku, by ewentualnie zaproponować odkupienie knajpy (jednak oferta nie jest wiążąca). Kandydatów mogą typować sami klienci. Muszą jedynie wypełnić formularz i zebrać podpisy co najmniej 21 osób. Za „dobra o wartości społecznej” można też uznać bibliotekę, kino, sklepik czy świetlicę, ale na liście jest najwięcej właśnie pubów – ponad 600.

I nic dziwnego, bo wypicie z przyjaciółmi kilku pint w lokalnej knajpce to od dawna jeden z wyznaczników brytyjskiego stylu życia.

Najlepszy dowód, że gdy malarz William Hogarth zapragnął w 1751 r. stworzyć coś sielskiego, spłodził dzieło o wiele mówiącym tytule „Beer Street”. Przedstawia ono zadowolonych jegomości o rubensowskich kształtach z kuflami w dłoniach.

Nowe przepisy uratowały już m.in. pub The Bull („Byk”) w malutkim Great Milton w Oxfordshire. Gdy poprzedni właściciel ogłosił, że chce się go pozbyć, mieszkańcy w ekspresowym tempie zebrali ponad 250 tys. funtów – i wykupili lokal. Dostali też grant z Plunkett Foundation, która współfinansuje lokalne inicjatywy, i wsparcie kilku innych organizacji.

Na otwarcie nowego The Bull przyszła połowa z 600 mieszkańców. – Pokazało to, jak ważny jest dla nas ostatni pub w Great Milton. Dostaliśmy nie tylko pieniądze, lecz także mnóstwo ofert pomocy w kwestii ogrodu, hydrauliki, designu i dekoracji – powiedział portalowi Co-operative News Stephen Harrod, jeden z pomysłodawców przejęcia pubu.

Pubu łatwo nie wyburzysz

W poniedziałek rząd ogłosił kolejne plany. Chce wydać rozporządzenie, które zwiększy ochronę pubów na liście. Niebawem przed wyburzeniem pubu albo zmianą przeznaczenia takiego lokalu będzie trzeba złożyć wniosek do lokalnych urzędników. Ci, biorąc pod uwagę m.in. wolę mieszkańców, będą mogli zablokować właściciela.

– To kolejny krok we wsparciu dla pubów, które są ważne dla lokalnej społeczności. System planowania może zmienić dużo, ale nie uchroni przed zamknięciem tych lokali, które nie zarabiają pieniędzy – przyznał odpowiedzialny za projekt poseł Kris Hopkins.

Dlatego w listopadzie Westminster przegłosował uchylenie tradycyjnego przepisu, który nakazywał kupować pubom piwo jedynie w browarze, na którego licencji prowadzą lokal (tzw. beer-tie). Ten zaś często kazał sobie płacić za trunek powyżej cen rynkowych. W ramach systemu „beer-tie” działa aż połowa brytyjskich pubów. Rząd szacuje, że zaoszczędzą nawet 100 mln funtów rocznie.

Zobacz także

wyborcza.pl

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s