Putin (07.02.15)

 

Przygotowania do konwencji Dudy. Tak wygląda sala, na której jutro wystąpi kandydat PiS

06.02.2015

Jutro o godzinie 12:00 w ATM STUDIO rozpocznie się konwencja prezydencka Andrzeja Dudy. 300POLITYKA jako pierwsza publikuje zdjęcia z przygotowań do tego wydarzenia, które ma przypominać pod względem zastosowanych rozwiązań technicznych i scenograficznych najnowsze amerykańskie polityczne spektakle tego typu.

Zanim przemówi kandydat PiS, w największej sali ATM studio wystąpi kilkunastu gości. W tym Lucjusz Nadbereżny, prezydent Stalowej Woli, jeden z najmłodszych w Polsce. Na konwencji ma pojawić się ponad 1,5 tysiąca uczestników. Konwencja będzie transmitowana na żywo na FB Andrzeja Dudy.

konwencja2

PiS chwali się szczególnie gigantycznym ekranem, na którym będą wyświetlane plansze i filmy dotyczące kolejnych mówców.

konwencja3Z całą pewnością będzie to jedno z najważniejszych wydarzeń organizowanych przez partię w tym roku. Trudno przecenić jego znaczenie dla Dudy i dla całej partii.

300polityka.pl

Źródła w Berlinie i Paryżu: Będzie opracowywany wspólny dokument o zakończeniu wojny na Ukrainie

osi, PAP, 07.02.2015
Angela Merkel, Władimir Putin i Francois Hollande podczas rozmów, Moskwa, 06.02.2015 r.

Angela Merkel, Władimir Putin i Francois Hollande podczas rozmów, Moskwa, 06.02.2015 r. (MAXIM ZMEYEV/AP)

Przywódcy Niemiec i Francji zaproponowali prezydentowi Rosji Władimirowi Putinowi opracowanie wspólnego dokumentu o wcieleniu w życie porozumień z Mińska i zakończeniu walk na Ukrainie – powiedzial rzecznik rządu niemieckiego Steffen Seibert. Potwierdziły to źródła w Paryżu.
– Na postawie propozycji kanclerz Niemiec i prezydenta Francji będzie obecnie opracowywany możliwy wspólny dokument – powiedział Seibert po zakończeniu trójstronnych rozmów w Moskwie, które trwały ponad 5 godzin.

Przedstawiciele Francji i Rosji wciąż w Moskwie

Cytowane przez Reutera źródło w urzędzie prezydenta Francji określiło rozmowy Angeli Merkel i Francoisa Hollande’a z Władimirem Putinem – podobnie jak wcześniej rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow – jako „konkretne i konstruktywne”.

Według tego źródła, oficjalni przedstawiciele Francji i Niemiec pozostali w Moskwie, aby kontynuować konsultacje przed zapowiedzianymi na niedzielę czterostronnymi rozmowami telefonicznymi Władimira Putina, Petra Poroszenki, Angeli Merkel i Francoisa Hollande’a. Rozmowy mają być prowadzone w tzw. „formacie normandzkim”, który tworzą liderzy Rosji, Ukrainy, Niemiec i Francji.

Dokument o zakończeniu walk

Wspomniane źródło potwierdziło, że rozmowy dotyczyć mają wspólnego dokumentu o wcieleniu w życie porozumień z Mińska i zakończeniu walk na wschodniej Ukrainie. Dokument, oparty na propozycjach Merkel i Hollande’a, ma również obejmować propozycje prezydentów Ukrainy i Rosji, Petra Poroszenki i Władimira Putina.

Brak wciąż jednak oficjalnych informacji na temat przebiegu rozmów w Moskwie jak i wcześniejszych rozmów Merkel i Hollande’a z Poroszenką w Kijowie.

Plan wciąż tajemniczy

Przywódcy Francji i Niemiec mieli przedstawić prezydentowi Rosji nowy plan uregulowania konfliktu w Donbasie, który w czwartek w Kijowie zaprezentowali ukraińskiemu prezydentowi Petrowi Poroszence. Jego szczegóły nie są znane. Według nieoficjalnych doniesień plan rozwija porozumienia z Mińska.

Podpisane 19 września ubiegłego roku w Mińsku memorandum przewiduje m.in. zawieszenie broni, wycofanie z terytorium Ukrainy nielegalnych formacji zbrojnych i sprzętu wojskowego, utworzenie zdemilitaryzowanej strefy buforowej, z której ma zostać wycofana broń ciężka, uwolnienie wszystkich jeńców i bezprawnie przetrzymywanych osób oraz monitorowanie granicy ukraińsko-rosyjskiej przez OBWE.

Zobacz także

 TOK FM

 

We mgle niepewności

MONACHIUM – Jakie narastające zagrożenie umyka właśnie światu? Po naprawdę koszmarnym roku dla międzynarodowego pokoju i bezpieczeństwa powyższe pytanie będzie nurtować przywódców, analityków i przedstawicieli mediów zbierających się w tym tygodniu na 51. Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa (MSC).Rok temu społeczność międzynarodową zajmowały głównie wojna w Syrii i kryzys na Ukrainie. Ale wielu uczestników zeszłorocznej konferencji zapewne przyzna dziś, że nie doceniło prawdziwej wagi tych wydarzeń – ani tego, co miało zdarzyć się później.

Wystarczyło kilka miesięcy i gwałtowna eskalacja oraz regionalizacja obu kryzysów wraz z wydarzeniami z innych obszarów skłoniły wielu obserwatorów do ogłoszenia roku 2014 początkiem mniej pokojowej i bardziej chaotycznej ery w stosunkach międzynarodowych.

W ciągu ostatniego roku ujawniły się liczne błędy i słabe punkty w istniejących strukturach bezpieczeństwa. Określenia takie jak „wielka demaskacja” – termin ukuty przez dziennikarza Rogera Cohena jesienią 2014 r. – trafiły w swój czas, bo dobrze oddają obecne poczucie bezradności, brak kontroli i niezdolność do prognozowania czy uchwycenia kolejnego kryzysu. Jak stwierdził niedawno Javier Solana, „żyliśmy złudzeniem. Przez lata świat wierzył, że przejście z jedno- do wielobiegunowego porządku odbędzie się w sposób pokojowy, uporządkowany i spokojny […]. Jakże się myliliśmy”.

To złudzenie współistniało z brakiem wyobraźni. Choć może elegancko brzmi rozróżnianie „dobrej” i „złej” strony historii albo krytykowanie wykorzystania XIX-wiecznych metod w XXI wieku, to takie dyskusje sprowadzają się głównie do retoryki. W najlepszym wypadku nie wyrządzają szkody; w najgorszym – zaciemniają złożoność dzisiejszych kwestii związanych z bezpieczeństwem, które trzeba zrozumieć i oswoić.

Po pierwsze, wojna wróciła do Europy. Fundamentalne zasady ogólnoeuropejskiego bezpieczeństwa legły w gruzach, podobnie jak postęp w stosunkach Rosji z Zachodem, jaki dokonał się od końca zimnej wojny. Co więcej, świat arabski – najgwałtowniejszy i najmniej stabilny od wielu dekad – zdaje się dzielić jeszcze bardziej, a radykalne ugrupowania dżihadystyczne, pełne energii i konkurujące między sobą, coraz częściej kierują swój gniew ponownie na Zachód. Z kolei w regionie Azji i Pacyfiku udało się wprawdzie uniknąć poważnych incydentów, ale wciąż siedzi on na beczce prochu.

Niestety, pęknięcia, jakie ujawniły się w ostatnich kilku miesiącach, będą się poszerzać, bo konflikt polityczny i konkurencja między głównymi światowymi mocarstwami narastają. Za dziesięć lat 2014 rok będzie zapewne uważany za preludium. Ale do czego? Choć międzynarodowy porządek i układy regionalne coraz bardziej trzeszczą w szwach, nie jest jasne, jakie siły będą w stanie albo – inaczej – zechcą zachować pokój i równowagę.

Obawy, że Stany Zjednoczone porzucają rolę globalnego przywódcy, są z pewnością wyolbrzymione. Ale trzeba pamiętać, że zadeklarowane skupienie prezydenta Baracka Obamy na „budowaniu narodu w kraju” tworzy wrażenie ucieczki, co niepokoi wielu sojuszników.

Tymczasem w Europie wiele krajów nadal walczy ze skutkami kryzysu finansowego i gospodarczego z 2008 r., a także z paraliżem polityki krajowej i rosnącym eurosceptycyzmem. Mimo ogromnego potencjału Stary Kontynent w najbliższym czasie nie zacznie się spełniać w swojej globalnej roli.

W ciągu ostatniego roku Niemcy dyskutowały, czy powinny odgrywać aktywniejszą rolę na scenie międzynarodowej, ale niemieckie społeczeństwo stopniowo przystosowuje się do nowych oczekiwań. Choć z niektórych sondaży wynika, że typowa dla Niemiec postawa dystansu wobec spraw międzynarodowych nie jest już tak silna, jak sądzi wiele osób, to z nowego sondażu dla „Munich Security Report” wynika, że tylko 34 proc. obywateli uważa, że ich kraj powinien mocniej zaangażować się w kryzysy międzynarodowe.

Znaczna większość Niemców nadal zachowuje sceptycyzm wobec aktywniejszej gry na globalnej scenie, a więc wszelkie starania o przywódczą rolę w społeczności międzynarodowej to nadal syzyfowa praca.

Oczywiście nie wszystkie pęknięcia w porządku globalnym da się przypisać polityce krajowej, kwestiom ekonomicznym czy zmianie relacji między mocarstwami. Liczba istotnych aktorów i potencjalnych czarnych charakterów na scenie światowej gwałtownie wzrosła, więc rządy coraz rzadziej są w stanie rozwiązywać problemy na własną rękę lub w porozumieniu z innym państwem.

Ale załamanie dotychczasowego porządku międzynarodowego to zarówno przyczyna, jak i skutek coraz większego oporu ze strony jego tradycyjnych i potencjalnych strażników. Kiedy przywódcy zachowują się inaczej niż wcześniej albo robią mniej, niż wymagałaby sytuacja, inni aktorzy sprawdzają, jak daleko mogą się posunąć.

Kiedy dotychczasowy ład zostaje naruszony i coraz trudniej go utrzymać lub nim zarządzać, tradycyjni i potencjalni przywódcy coraz częściej uważają, że przywrócenie go jest zbyt dużym wyzwaniem, albo szukają szybkich łat i fastryg, co podsyca jeszcze bardziej nieprzewidywalność i brak równowagi. To właśnie w takiej sytuacji próby i niepewności zaczęło się kręcić dzisiejsze błędne koło geopolitycznego zamieszania.

Na tym tle nie ma powodu przypuszczać, że przewidywanie dużych kryzysów czy ich neutralizacja będą łatwiejsze. Rosnąca złożoność globu tylko zwiększa ów problem. Przytłoczone nadmiarem informacji rządy i główne instytucje międzynarodowe przeoczają lub źle interpretują w tym szumie istotne sygnały. Przywódcom coraz trudniej skupić się na kilku najważniejszych tematach, co zapewne sprzyjałoby jakości podejmowanych przez nich decyzji.

W 2014 r. do lamusa odeszło wiele dawnych założeń. Na tegorocznej MSC świat będzie miał okazję zastanowić się, czym je zastąpić.

W tekście wykorzystano fragmenty eseju z pierwszego „Munich Security Report”, wydanego z okazji 51. Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa.

Wolfgang Ischinger jest prezesem Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa. Adrian Oroz pełni funkcję starszego doradcy ds. polityki i analiz w Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa.

naTemat.pl

Siergiej Zacharow. Rozstrzelany ołówek

Grzegorz Szymanik, współpraca Julia Wizowska
04.02.2015
http://www.gazeta.tv/plej/19,143522,17359215,video.html?embed=0&autoplay=1
Najpierw rysujesz jajo – to będzie głowa Putina. Potem koniecznie musisz skupić się na nosie – mówi Siergiej Zacharow, nazywany donieckim Banksym

Skuwają ich za prawe ręce. Ten drugi wciąż się modli. Gdy żegna się swoją prawą ręką, to i prawa ręka Siergieja też podskakuje w górę i w dół.

– Uprzedzaj chociaż – mruczy Siergiej, bo bolą go połamane żebra.

Sikać trzeba do butelki. Na sedes prowadzą od święta, ale i wtedy nie zdejmują im kajdanek. Siergiej liczy dni i zastanawia się, czy było warto kupować te przeklęte puszki z farbą.

1.

Rysunków było ledwie kilka. Zaczęły pojawiać się tego upalnego lata w centrum Doniecka, przy ważnych budynkach. Wycięte z płyty sylwetki z rogami, uzbrojone w kałasznikowy klauny, kościotrupy w bezrękawnikach z flagą Noworosji. Ktoś w tajemnicy przywiązuje je drutem do ogrodzeń i murów.

Doniecki malarz Siergiej Zacharow na swoich obrazach, które zawsze przedstawiały wijące się szaleńczo surrealistyczne kształty, rok temu zaczyna umieszczać hełmy i karabiny. Nie wie dlaczego. Donieck jest wtedy jeszcze cichy i spokojny.

Malowanie traktował jak hobby. Skończył Akademię Sztuk Pięknych, ale miał już 46 lat i życie zweryfikowało jego marzenia. Z malarstwa wyżyć się nie dało. Projektował wnętrza, z tego były pieniądze. A potem przez ołówek zaczęły wyciekać te karabiny.

Przez całe swoje życie w Doniecku malarz Zacharow nie znosił lekcji ukraińskiej mowy. Na wschodzie powód jest zawsze ten sam: mówisz po ukraińsku, to przyjechałeś ze wsi i będziesz traktowany jak niewykształcony wieśniak. Siergiej nie chciał być tak traktowany. Czuł się obywatelem Ukrainy, nie Ukraińcem. Jeszcze dziesięć lat wcześniej sprzeciwiał się pomarańczowej rewolucji. Ale kiedy w Kijowie rok temu zaczął się Majdan, coś w nim pękło.

– Że ten naród, wiecznie śpiący i leniwy, podniósł się? Że zaczął działać przeciwko systemowi? – dziwił się. Było mu przykro, gdy Krym ogłosił secesję.

Donieck to senne miasto. Milion mieszkańców, a jakby tego nie widać. Kiedy na placu Lenina zwolennicy separatyzmu zabijają pierwszą osobę, dla Siergieja jest jasne, że to senne miasto zaczyna śnić swój koszmar. W kwietniu zostaje ogłoszona Doniecka Republika Ludowa, a niedługo później – Noworosja.

Ojciec Siergieja, który ma 80 lat i całe życie przepracował w milicji, wierzy w to, co mówią na wiecach: że na Zachodzie władzę przejęli faszyści i trzeba się przed nimi bronić. Na ulice ruszają bojówki z automatami, banki są zamykane. W powietrzu czuć strach. Ktoś jedzie trolejbusem, chlapnie coś o polityce, a na następnym przystanku czeka na niego patrol.

Zacharow zawsze lubił Banksy’ego, brytyjskiego twórcę zaangażowanego street artu. Sam nigdy nie tworzył zaangażowanej sztuki, tylko fantazyjne, surrealistyczne kształty.

Ale teraz idzie ulicą i czuje złość. Bardzo chce powiedzieć całemu światu, że w Doniecku jeszcze nie wszyscy zwariowali.

Polak sprawdza, jak się żyje w Donbasie: Kupiłem bilet do Doniecka

***

Zmienia swoje życie, gdy kupuje w sklepie puszki z farbą. Znajomym artystom, których zaprasza, mówi, że od dziś będą nazywać się „Murziłka”. Taki tytuł ma stare radzieckie pismo dla dzieci, które tamtego dnia, gdy się spotkali, 16 maja, obchodzi właśnie 90-lecie.

– Nasza „Murziłka” też będzie szczera jak dzieci. Będzie ośmieszać Doniecką Republikę Ludową. Wykpi ten przenicowany świat – mówi Siergiej.

– Tak – kiwają głowami znajomi artyści Siergieja. Ale zaraz jeden dodaje, że trochę straszno. A drugi, że właściwie to z Doniecka wyjeżdża. W „Murziłce” zostają więc tylko Siergiej i jego fotograf.

Chcą robić zaangażowany street art, taki jak Banksy.

Ale namalowanie graffiti trwa długo. Nie mogą dać się zauważyć. Siergiej wymyśla więc, że będzie graffiti przynosił z sobą i szybko mocował do muru. Robi szkic na papierze – szkicuje sylwetki separatystycznych wojaków, dodaje im różki albo diabelskie uśmiechy, wycina i koloruje.Jest 4 rano, gdy postanawiają zawiesić pierwsze cztery prace. Mają szczerzącego zęby klauna z kałasznikowem, ubranego w mundur Szarikowa z „Psiego serca” Bułhakowa i dwa wizerunki Śmierci. Trwa godzina policyjna, ale Siergiej uważa, że to dobra pora.

– Ludzie już śpią albo jeszcze śpią – mówi. Wcześniej obejrzał miejsce, w którym chce je zawiesić, sprawdził, czy jest monitoring. Szarikowa mocują niedaleko hotelu Wielka Brytania, klauna z kałasznikowem przy centrum handlowym Kontynent. Śmierci też planują powiesić w centrum, ale wtedy zatrzymuje ich uzbrojony patrol. „Trzeźwi?” – pytają separatyści.

– Gdy nas puszczają, nie sprawdzając bagażnika, postanawiam dwie rzeczy. Po pierwsze, wieszać tylko w ciągu dnia. Po drugie, zawsze brać ze sobą tylko jedno graffiti – opowiada Siergiej.

Kolejne tygodnie są pracowite:

– do Urzędu Stanu Cywilnego Siergiej przyczepia wizerunek Arsena Pawłowa, którego wszyscy znają pod pseudonimem Motorola. Separatysta Motorola pochodzi z rosyjskiej Karelii. W Doniecku stał się sławny. W opowieściach, które snuje i w które wierzą zwolennicy Donieckiej Republiki Ludowej, sam niszczy wrogi czołg, sam strąca dwa śmigłowce. Właśnie się ożenił. Jelena pochodzi ze wsi Siemionowka. Jest bardzo wysoka, a Motorola niższy od niej więcej niż o głowę. Siergieja to bawi, maluje ich razem, a Arsenowi dokleja różki i diabelskie kopytka.

– do budynku szpitala Siergiej mocuje Śmierć. Pod Donieckiem został właśnie zestrzelony malezyjski boeing. Śmierć Siergieja ma czapkę z flagą Noworosji. W kościstych dłoniach trzyma listę pasażerów.

– przy kinie Komsomolec wiesza portret Igora Striełkowa, ministra obrony Donieckiej Republiki Ludowej. Striełkow ma zamknięte oczy. Przystawia sobie do skroni pistolet.

„Just do it” – dopisuje Siergiej pod tym portretem.

***

Samochód zostawia za rogiem, obraz zawija w stare prześcieradło i biegnie z nim szybko. Przyczepia go drutem albo przybija małym gwoździkiem. Potem chowa się w okolicy i obserwuje. Chce wiedzieć, co zrobią przechodnie. Czy będą oglądać? Odwrócą głowę ze strachem? Będą się złościć? Może całe miasto jednak zwariowało? Ale młodzi zatrzymują się często, śmieją się i robią zdjęcia.

Wtedy Siergiejowi robi się bardzo przyjemnie. Chciałby jeszcze zobaczyć, jak na jego prace natyka się patrol Jak są zdzierane ze złością. Ale one znikają zawsze w nocy. Najdłużej będzie wisiała ta ostatnia – dwa dni.

– Każdą pracę uwiecznia fotograf. Ja zawieszam obraz szybko, on musi szukać dobrych kadrów. Wrzucamy je do internetu, żeby widział cały świat – mówi Siergiej.

Kontaktują się z nim dziennikarze. Stara się być ostrożny. Jednemu mówi na przykład, że przyjedzie po niego taksówkarz, pożycza taksówkę od znajomego. Wiezie dziennikarza na odludzie i mówi: „To ja”. Stara się być ostrożny, ale nie zastanawia się, co będzie, kiedy go złapią.

„Dopóki wojna trwa – uspokajał się w myślach – nikt nie będzie zawracał sobie głowy durnym artystą!”.

Szkoda mu nawet, że zaraz to wszystko się skończy. Że przyjdzie tu zaraz ukraińskie wojsko i zaprowadzi porządek. Ma przecież w głowie jeszcze tyle pomysłów.

Sztuka Zacharowa uderza w ”Noworosję”. Zobacz zdjęcia

2.

Kolejne rysunki różnią się od tamtych ulicznych. Czarno-białe szkice, sceny, które Siergiej próbuje odtworzyć z pamięci. Można ułożyć je chronologicznie. Na pierwszym dwóch uzbrojonych mężczyzn wysiada z luksusowego auta. Nie widzimy twarzy mężczyzny, którego zatrzymują. Na drugim człowiek próbuje ukryć się pod biurkiem przed ciosami pałek. Trzecie przedstawia piwnicę, ludzi, którzy zalegają na jej betonowej podłodze.

Czwarte…

Malarz Zacharow pracownię ma na obrzeżach Doniecka, niedaleko domu. 6 sierpnia zamyka drzwi pracowni na klucz i zauważa, że nieopodal zaparkowały dwa samochody. Klasa premium.- Tego lata tylko jedna kategoria ludzi jeździ takimi autami – myśli Siergiej i czuje skurcz mięśni. „Z nami” – mówią ci, którzy wysiadają z aut.

***

W gabinecie SBU jakiś mężczyzna wskazuje palcem na ekran laptopa. Wyświetla się na nim Igor Striełkow z lufą u skroni.

– Ty? – pyta.

– Ja – mówi Siergiej.

„Jakie to zabawne – myśli – to przekonanie, że nikt nie będzie miał czasu na artystę”.

Artysta Siergiej ma bowiem w SBU całą teczkę, nawet komentarze publikowane w internecie w czasach Majdanu są posegregowane w katalogach.

Zakładają mu kajdanki. Jadą do jego domu, przewracają wszystko do góry nogami, konfiskują samochód.

Potem Siergiej pamięta głównie piwnicę. Gdyby miał ją narysować, użyłby dużo czerni i szarości.

Podłoga jest betonowa. Miejsca może na 15 osób, ale leży ich 30. Są wciśnięci między skrzynie z maskami gazowymi, które wypełniają pomieszczenie. Jest upał.

Kolejne dni to przesłuchania. Pytania są zawsze te same: kto ci zapłacił? kto cię wynajął?

Nie wierzą w odpowiedź: nikt.

Po pierwszym przesłuchaniu ma połamane żebra. Wpychają go do komórki pod schodami. Siedzą tam już jeńcy z armii ukraińskiej. Jednego Siergiej zna, widział jego zdjęcie w internecie. Chce go o coś spytać, ale tamten cały we krwi, nie słyszy głosu Siergieja ani żadnego innego dźwięku.

Drugi dzień przesłuchań.

Młoda kobieta w mundurze pyta: – To jak się człowiek czuje przed śmiercią?

– Poczytaj Dostojewskiego – odpowiada Siergiej i dostaje w twarz.

Trzeci dzień przesłuchań: – Dziś na pewno cię rozstrzelamy!

***

W bagażniku jest już koło zapasowe, ale Siergiej musi się zmieścić w środku razem z tym drugim mężczyzną. Kolejny przystanek to doniecka wojskowa komenda uzupełnień. Właśnie świta, gdy wychodzą z bagażnika. Mrużą oczy przyzwyczajone do ciemności i widzą cały szwadron z pałkami. Pod ich nogami też leżą pałki – połamane.

„Ciekawe, czy na mnie też się połamie?” – myśli Siergiej, a potem przestaje myśleć, bo dostaje wszędzie, po wszystkim. Lewa ręka mu puchnie, ale i tak nie jest z nim tak źle jak z tym drugim, który rękę ma złamaną i przestrzeloną stopę. Teraz muszą się zmieścić do komory na narzędzia w wojskowej ciężarówce.To niemożliwe, żeby dwie osoby się tam zmieściły, myśli Siergiej, ocierając krew. Myli się.

W dzień ktoś na chwilę otwiera klapę, wpuszcza trochę świeżego powietrza, zrobi zastrzyki przeciwbólowe i znowu zamyka.

W rękach separatystów: Iryna spod słupa

***

Skuwają Siergieja z tym drugim za prawe ręce, bo lewe są spuchnięte. Teraz leżą w magazynie wojskowej komendy uzupełnień.

– Rozmawiamy. Pytam go, za co tu jest. „Przez telefon”. Że zadzwonił do znajomych z telefonu, który był na podsłuchu. Oni twierdzą, że po drugiej stronie był Prawy Sektor – opowie Siergiej.

Sikać trzeba do butelki. Jedzenie ma konsystencję brei. Miski stoją czasem pod drzwiami cały dzień, strażnik zapomni przysunąć. Biegające na podwórzu psy nie chcą tego nawet wąchać.

W magazynie oprócz więźniów trzyma się ludzi do pracy. Siergiej nazywa ich „niewolnikami”.

– To pijacy albo bezdomni, których aresztowali funkcjonariusze DNR i teraz zmuszają do pracy. Co jakiś czas trafiają tu zarekwirowane mieszkańcom Doniecka auta. „Niewolnicy” tną je na metal. Podobno ktoś sprzedaje je na złom.

Siergiej wpatruje się w drzwi, które nocami czasem się otwierają. Ci, którzy przez nie wchodzą, są pijani i uzbrojeni. Prowadzą na korytarz, wyciągają pistolety i straszą śmiercią.

– Za którymś razem już nie powinienem. Ale boję się tak samo – mówi Siergiej.

Są też ci dobrzy. Na przykład Pietia. Kiedy jest jego zmiana, otworzy drzwi, wpuszcza świeże powietrze. Naleje gorącej herbaty, pochowa kubki w obszerne kieszenie bluzy i przynosi.

***

Mija dziesiąty dzień, kiedy na podwórku ktoś parkuje białą gazelę. „Niewolnicy” muszą ją pomalować. Siergiej prosi o wodę, bo nawet ci bezdomni zwrócili uwagę, że okropnie śmierdzi. Wlecze się z wiadrem na podwórko.

„Ej, artysta – wołają strażnicy. – Umiesz malować? To pomaluj gazelkę w kamuflaż moro”.

Siergiej ledwo trzyma się na nogach, ale chce być na powietrzu. „Artysta! Jak pomalujesz, pójdziesz do domu” – przekonują. Nie wierzy, ale maluje. Wieczorem rzeczywiście wysyłają go do domu. Dają mu czystą koszulkę (ta, którą ma na sobie, cała oblepiona jest krwią) i 5 hrywien na bilet autobusowy.

***

Wszyscy sąsiedzi wychodzą z domów, żeby go zobaczyć.

Ojciec, który wierzy separatystom, pyta Siergieja: Ale kto cię wynajął?

Siergiej jedzie do szpitala na prześwietlenie żeber. Niedaleko jest budynek SBU, wciąż są tam jego dokumenty.Siergiej: – Moja dziewczyna radzi, żeby je zabrać, a potem wyjechać stąd jak najdalej. Bez paszportu człowiek przecież nie istnieje. Ja jeszcze kombinuję, że może inaczej. Mam brata bliźniaka nad Morzem Azowskim. Może on prześle mi paszport? W końcu jednak puka do SBU, przecież to tylko prośba o dokumenty.

***

„Co ty na wolności robisz?” – dziwią się w SBU i znów zamykają go w piwnicy.

Nie biją. Siergiej leży i czeka. Rozmawia z więźniami. Są wśród nich także byli DNR-owcy. Aresztowani za pijaństwo albo rozbój. Jeden opowiada, że był jakimś dowódcą, ale podpadł. I że pewnie teraz rozstrzelają go pokazowo. Któregoś dnia wrzucają do środka byłego naczelnika donieckiej milicji. Leży na podłodze, rozgląda się. Dostrzega obok znajomą twarz. Twarz należy do człowieka, który w latach 90. był gangsterem i trafił za zabójstwo za kratki. Dostał 15 lat, odsiedział 12, wyszedł, a w Donbasie rewolucja. Wmieszał się w bójkę, trafił do piwnicy.

– Ten naczelnik milicji znał go dobrze wtedy, bo go ścigał – mówi Siergiej.

Teraz patrzą sobie w oczy, na jednej kuszetce.

W piwnicy wszyscy tylko marzą o pracy! Jak ktoś idzie do pracy, to ma łóżko i jedzenie. Siergiej ma połamane żebra i długo nie może pracować.

Rok Tetiany. Co się stało z bohaterką Majdanu

***

– Jadę do Liverpoolu – mówi Siergiej szczęśliwy.

Tak nazywa się modny klub, hotel i restauracja w centrum Doniecka. Separatyści zabrali go właścicielowi i w środku, wśród neonów i zdjęć zespołu The Beatles, w pokojach z łóżkami zasłanymi satynową pościelą, z fioletowymi zasłonami, ogromnymi telewizorami i wazonami z lawendą, urządzili sobie garnizon. Zdjęcia Ringo Starra i Johna Lennona wiszą w separatystycznej stołówce. Przy drzwiach, które pilnuje strażnik, stoją figury muzyków.

Siergiej będzie tu pracował. Trzeba tylko obierać warzywa. Kiedy kroi ogórki, widzi, że na korytarzu Liverpoolu ktoś leży przykuty kajdankami do kaloryfera. Nie wiadomo kto, bo na twarzy ma maskę Shreka (została po karnawale). – Kto to? – pyta Siergiej. Ale nie wolno o to pytać ani z nim rozmawiać. Nie wolno zdejmować maski.

***

Siergiej kroi ogórki i nie wie, że cały świat czeka już na wieści o nim. Mówi się teraz o nim „doniecki Banksy”. W Petersburgu jakiś artysta rozwiesza kopie przenośnych graffiti: separatysta rozstrzeliwuje ołówek rozmiarów człowieka. Podpis: „Wolność Murziłkom”

Dziewczyna Siergieja, która pracowała wcześniej w więziennictwie, wydzwania do dawnych znajomych z milicji. W końcu udaje się jej dostać numer do wysoko postawionego funkcjonariusza. Siergiej dostaje do podpisania papier: „Przyznaję się do antypaństwowej działalności propagandowej”.

Jest wolny.

***

Od razu chce biec, wskoczyć do pociągu (wtedy jeszcze jeżdżą do Doniecka pociągi), ale potem głęboko oddycha.

– Mieszkam jeszcze chwilę u kolegi ze studiów, bo nie chcę u siebie – opowie.

Donieckie Centrum Sztuki Współczesnej „Izolacja”, które miało siedzibę w dawnej fabryce materiałów izolacyjnych, ale zostało wyrzucone przez separatystów, pomaga Siergiejowi. Razem z dziewczyną wyjeżdża do Kijowa. W kieszeni ma 500 hrywien.W kijowskim mieszkaniu zrobił sobie pracownię. Wcześniej całe życie myślał, jak zarobić pieniądze. Kupił dom, który i tak mu zabrali. Teraz chce tylko malować. Projektuje talię kart z wizerunkami separatystów.

Królami będą Igor Striełkow i Zacharczenko, waletami znani separatyści: Motorola i Babaj. A jokerem prezydent Federacji Rosyjskiej Władimir Putin.

– Siergiej, jak się rysuje Putina?

– Najpierw rysujesz jajo – to będzie głowa Putina. Potem koniecznie musisz skupić się na nosie – mówi.

Rysuje komiks ze swojego uwięzienia. Czarno-białe szkice, scena po scenie: zatrzymanie, piwnica, bagażnik. Wolność. Wszystko w nim będzie.

– A co będzie na ostatniej klatce komiksu?

– A tego – mówi Siergiej nad blokiem papieru – jeszcze nie wiem.


Właśnie ukazała się książka Grzegorza Szymanika „Motory rewolucji”, wyd. Czarne

W ”Dużym Formacie” czytaj też:

Rafał Sonik: Na wielbłąda mnie nie stać
Liderzy nikomu nie pomogą. Jeśli ja się zatrzymam, to inny na pewno nie stanie, a walczymy o sekundy. Rozmowa z Rafałem Sonikiem

Kluza uświadamia Kwaśniewskiego. Brakuje nam 200 tysięcy Polaków rocznie!
Najgorzej będzie miało pokolenie osób urodzonych w końcówce lat 60., w latach 70. i na początku 80. Bo dziś to pokolenie dużo łoży na system, który został stworzony kiedyś, a jednocześnie jest duże prawdopodobieństwo, że samo zostanie pozbawione pewnych praw.

Ustawa o bestiach a życie
Dziecko trochę płakało, trochę się ruszało. Orgazmu nie przeżyłem, ale wewnętrznie odprężyłem się – podkreślił podczas przesłuchania Henryk Z.

Dominikana: Raj, w którym seks jest bogiem
Sanky panky nie lubi, gdy nazywa się go męską prostytutką. On stara się, by turystka uwierzyła w jego miłość. I żeby ta wiara przetrwała koniec turnusu

Henryk Szost. Kuszenie maratończyka
Analizuję przeciwnika. Liczy się wszystko: jego oddech, krok (czy się skraca, czy się wydłuża), praca rąk. Obserwuję i obliczam: czy już zaatakować? Z Henrykiem Szostem, rekordzistą Polski w maratonie, rozmawia Anna Śmigulec

Globisz odbiera telefon
– Powiedziałam, żeby już odpuścił tę chorobę. Bo my tu ciągle pijemy i pijemy za jego zdrowie. „Chcesz, żebyśmy zapili się na śmierć?” – zapytałam

Polish shit
…czyli jaki kraj, taki musical [VARGA]

Wyborcza.pl

Długie rozmowy w Moskwie. Zacięte miny liderów i krótki komunikat: „Rozmowy były konstruktywne”

Mig, PAP, Reuters, AP, 06.02.2015
Angela Merkel, Władimir Putin i Francois Hollande podczas rozmów, Moskwa, 06.02.2015 r.

Angela Merkel, Władimir Putin i Francois Hollande podczas rozmów, Moskwa, 06.02.2015 r. (MAXIM ZMEYEV/REUTERS)

Zakończyły się rozmowy przywódców Niemiec, Francji i Rosji na Kremlu poświęcone sprawie konfliktu na Ukrainie. Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow określił je jako „konstruktywne”.
Pieskow podkreślił, że „możliwe porozumienie dotyczące realizacji porozumień z Mińska jest w trakcie opracowywania”. Dodał, że Angela Merkel, Francois Hollande i Władimir Putin będą prowadzić dalsze konsultacje telefoniczne w tej sprawie w niedzielę.Według rzecznika Kremla, projekt porozumienia obejmować będzie propozycje prezydenta Ukrainy Petra Poroszenki i dodane w piątek propozycje prezydenta Rosji Władimira Putina. Następnie tekst ma być przedłożony do akceptacji wszystkim stronom konfliktu.

Niemiecka kanclerz i prezydent Francji opuścili już Kreml i są w drodze na lotnisko. A jak wyglądały rozmowy? Twarze przywódców nie jaśniały optymizmem. Na jednym ze zdjęć ze spotkania widać zmęczoną twarz Angeli Merkel:

Wyniki konsultacji w Kijowie i Moskwie zostaną podsumowane w niedzielę w rozmowie telefonicznej „w formacie normandzkim” – poinformował Pieskow po zakończeniu spotkania. Format normandzki tworzą liderzy Rosji, Ukrainy, Francji i Niemiec.

gazeta.pl

Wojna w Europie – to, co wydawało się szaleństwem kilka lat temu, dziś staje się faktem

Analitycy otwartym tekstem mówią o wojnie.
Analitycy otwartym tekstem mówią o wojnie. Fot. curraheeshutter/shutterstock.com

Mówienie o wojnie jeszcze kilka lat temu było w Europie niedorzeczne. Dla wielu dziś temat ten jest niedorzeczny. Ale Ukraina jest przecież częścią Europy, tak samo jak była nią Jugosławia – pisze w swoim artykule założyciel ośrodka Stratfor George Friedman. Czy Europę czeka kolejna wielka wojna?

Friedman od wielu lat mówi i pisze o słabości Unii Europejskiej, którą w niedawnym wywiadzie dla stacji MSNBC nazwał „koalicją wrogów”.

W najnowszej książce „Flashpoints: The Emerging Crisis in Europe” pisze o porażce europejskiego eksperymentu i zagrożeniach, przed jakimi stoi Stary Kontynent. Pisze o dwóch wielkich religiach, chrześcijaństwie i islamie, które „mają obsesję na swoim punkcie” oraz o odrodzeniu w Europie nacjonalizmów. „Pytanie nie brzmi czy Europa zachowa swoją dotychczasową formę, ale jak radykalnie ta forma się zmieni” – pisze Friedman w artykule dla Ośrodka Statfor, w których cytuje także fragment własnej książki:

GEORGE FRIEDMAN, „FLASHPOINTS: THE EMERGING CRISIS IN EUROPE”

Najważniejszym pytaniem na świecie jest to, czy konflikt i wojna zostały wygnane, czy jest to tylko interludium, kusząca iluzja. Europa jest najlepiej prosperującym rejonem na świecie. Jej wspólne PKB jest większe niż Stanów Zjednoczonych. Dotyka Azji, Bliskiego Wschodu i Afryki. Kolejna seria wojen zmieniłaby nie tylko Europę, ale cały świat. Czytaj więcej

Zaznacza, że w sytuacji, kiedy europejskie instytucje ulegają rozkładowi, trzeba stawiać pytanie – co dalej. Historia rzadko daje odpowiedzi, których oczekujemy – a na pewno nie te, na które czekamy – dodaje politolog.

Co z tą Europą?
Politolog z Uniwersytetu Warszawskiego dr Jacek Zaleśny uważa, że szanse na pokojowe rozwiązanie konflikt na Ukrainie, wywołującego głębokie zmiany w otoczeniu rosyjskim, są niewielkie. Aneksja Krymu wywołała poważne reperkusje zarówno na Łotwie, Litwie czy w Estonii, które z uwagi na zagrożenie wzmocnieniem aktów dywersji ze strony rosyjskiej straciły poczucie bezpieczeństwa, jak i w takich państwach, jak Kazachstan, Azerbejdżan, Białoruś czy Uzbekistan – który, jak mówi dr Zaleśny, właśnie zgodził się na rozbudowę bazy niemieckiej na swoim terytorium.

DR JACEK ZALEŚNY, POLITOLOG, UW

Zbyt duże są różnice interesów kluczowych uczestników sporu i zbyt niski potencjał militarny Ukrainy, aby mogło do tego dojść. Niemcy czy Francja obawiają się niekontrolowanej eskalacji konfliktu i erupcji jego negatywnych politycznych i gospodarczych następstw. Do tego dochodzą wewnętrzne spory w Niemczech czy Francji na tle polityki tych państw w stosunku do kryzysu ukraińskiego.

Nie jest tajemnicą konflikt między kanclerz Angelą Merkel a ministrem spraw zagranicznych Frankiem-Walterem Steinmeierem co do polityki wobec Rosji. Nie bez znaczenia jest też fakt, że w kooperację z władzami rosyjskimi zaangażowane są największe niemieckie spółki, z wielomiliardowymi kontraktami, z których nie chcą rezygnować. Na mniejszą skalę, ale podobna kwestia dotyczy spółek francuskich. Utraty kontraktów rosyjskich nie zrekompensuje im obietnica przyszłych kontraktów na Ukrainie.

Z tych powodów należy spodziewać się postępującej eskalacji konfliktu na Ukrainie i poszerzania się obszaru działań militarnych.

Trzecia wojna
Z kolei specjalista ds. militarnych z Centrum Badań nad Terroryzmem Collegium Civitas Krzysztof Boruc mówi, że choć jeszcze rok temu mówienie o wojnie w Europie było traktowane jak objaw szaleństwa, dziś nastroje radykalnie się zmieniły. Dlatego wielu analityków zajmujących się szeroko rozumianym bezpieczeństwem mówi o tym, że świat, który znamy, odchodzi w przeszłość.

KRZYSZTOF BORUC, CENTRUM BADAŃ NAD TERRORYZMEM COLLEGIUM CIVITAS

W Polsce wielu ludzi zajmujących się polityką międzynarodową, w tym konfliktami, przyjęło pozycję wyczekującą, ale w prywatnych rozmowach mówią otwartym tekstem nie o „nowej zimnej wojnie”, a o trzeciej wojnie światowej. Czy jest to tylko czarnowidztwo, czy swoiste histeryczne – myślenie przekonamy się w przeciągu najbliższych 3-5 lat.

Scenariusz na przyszłość nie rysuje się dobrze, choć dr Zaleśny zwraca uwagę, że procesy aktualnie zachodzące na Ukrainie mają inny charakter niż te, które legły u podstaw rozpadu Jugosławii i wojny domowej na tym terytorium. Wojna domowa na Bałkanach, o dominancie etnicznej, miała charakter regionalny, bez ryzyka rozprzestrzenienia się na pozabałkańskie państwa Europy.

– Przypadek Ukrainy jest inny. Aneksja Krymu i prowadzenie działań militarnych na terytorium Ukrainy mają przede wszystkim polityczne i ekonomiczne podłoże. Wpisane są w międzynarodowy rozkład sił politycznych, w układ relacji, którego głównymi uczestnikami są Unia Europejska, Stany Zjednoczone i Federacja Rosyjska. Każdy z tych podmiotów prowadzi politykę globalną, co w konsekwencji zakresowo wywołuje konflikty interesów – wyjaśnia dr Zaleśny.

Taki właśnie konflikt zaszedł na Ukrainie. Ekspert wyjaśnia, że dopóki władze Ukrainy balansowały między Unią Europejską a Rosją, dopóty Ukraina zachowywała niepodległość. – Próba siłowej zmiany kruchego układu równowagi (po tym, jak na konferencji w Wilnie Prezydent Wiktor Janukowycz nie zgodził się na podpisanie układu stowarzyszeniowego Ukrainy z Unią Europejską i tym samym pogłębienia politycznej i gospodarczej reorientacji Ukrainy) stała się pretekstem do ofensywnych działań władz rosyjskich – dodaje.

Scenariusz rozpisany na lata
Dezintegracja europejskich instytucji, o której pisze Friedman, jest faktem. Długotrwały proces, ściśle związany z wydarzeniami na Ukrainie, nie wydarzył się, jak mówią analitycy, w ciągu roku.

– Projekt Ukraina został przez Rosję rozpisany na lata. Powstały już dwa obszerne opracowania dotyczące tego, jak Rosjanie przygotowali sobie grunt przed operacją „Ukraina”. Jak pozyskiwali polityków, biznesmenów, finansistów i innych wpływowych ludzi na zachodzie Europy. Przypominam, że brytyjski kontrwywiad MI5 już cztery lata temu informował, że siatka wywiadowcza Rosjan osiągnęła wyższy poziom, niż miało to miejsce za czasów późnego Breżniewa z początku lat 80- tych – wyjaśnia Krzysztof Boruc to, co obecnie dzieje się w Europie.

– Priorytetem Rosjan było, jeśli nie, rozbicie czy przynajmniej sparaliżowanie Unii Europejskiej oraz NATO. I po części im się to udało. Poszły za tym olbrzymie pieniądze, jako że ideologią Rosja już nic w obecnych czasach nie zwojuje – dodaje ekspert.

Kryzys ekonomiczny, tylko iluzorycznie połatany przez UE, przyczynia się do eskalacji napięcia, a to z kolei powoduje wielki powrót odmienianego przez wszystkie przypadki radykalizmu, zarówno w wydaniu lewicowym, jak w w Grecji, jak i prawicowym, co widać po rosnącym w Europie poparciu dla populistycznych, skrajnie prawicowych partii.

DR JACEK ZALEŚNY, UW

Znakomita większość państw Unii Europejskiej ugina się pod długami, które już dawno wymknęły się spod kontroli i oznaczają pogłębianie się tak gospodarczych jak też społecznych kosztów ich spłacania. Na przykładzie greckim widać, że czym bardziej Unia Europejska „pomaga” Grekom wyjść z kryzysu, tym bardziej pogłębia się kryzys w Grecji.

Po kilku latach „pomocy” Grecy są jeszcze bardziej zadłużeni niż przed podjęciem „pomocy”. Podobnie jest w Portugalii czy w Hiszpanii. Ponad połowa młodych Hiszpanów pozostaje bez pracy. Wymowny jest również casus cypryjski: gdy nastąpił termin spłaty rat kredytów udzielonych głównie przez banki niemieckie i francuskie, a rząd cypryjski nie miał na to środków w budżecie państwa, to po prostu – wbrew konstytucji i parlamentowi – zabrano ludziom pieniądze z kont bankowych.

To stąd też bierze się społeczne poczucie niesprawiedliwości, nieufności i przeświadczenie, że kuracja, której ludzie są poddawani, nie im służy. – W jej efekcie bogacą się bankierzy, bogacą się Niemcy, a Grecy, Hiszpanie, Portugalczycy czy Cypryjczycy muszą na nich płacić. Ten proces pogłębia się i wzmacnia oczekiwania zmiany politycznej, coraz częściej wiązanej z partiami radykalnymi. Ewentualna redukcja części długów Grecji może wzmocnić te tendencje – dodaje dr Zaleśny.

„Walczą biedacy”
To niebezpieczne tendencje, bo – jak przypomina Krzysztof Boruc – szczęśliwi ludzie nie walczą, a bogate państwa nie wywołują wojen. – Walczą biedacy. Ci którzy nie mają nic do stracenia, lub do stracenia niewiele. Prezydent Putin doskonale wie że obecnie nie ma już nic do zaproponowania Rosjanom. Jego majątek określa się na 15 mld dolarów. Przypomnę tylko że pensja prezydenta Rosji jest mniejsza od prezydenta RP. To co można było sobie wziąć – wzięto. To co można było ukraść lub przehandlować – przehandlowano. Rosja, która ma w swojej ziemi całą tablicę Mendelejewa pod rządami obecnej ekipy nie zrobiła nic, co mogłoby świadczyć o jej postępie gospodarczym, finansowym czy społecznym – mówi Krzysztof Boruc.

Ekspert CBT Collegium Civitas wskazuje na jeszcze jeden czynnik, który może mieć niebagatelne znaczenie dla rozwoju sytuacji w Europie – w Europie pojawiło się nowe pokolenie, nieskażone życiem w totalitarnym reżimie, nawet, jeśli ten reżim miał być gdzieś daleko za Żelazną Kurtyną. – Wszelkie rewolucyjne hasła są wchłaniane bardzo łatwo przez dzisiejszych dwudziestolatków. Mimo wszystko należy wierzyć w Europę. Chyba nie mamy innej alternatywy…. – mówi ekspert.

naTemat.pl

Jak PiS podgryza PO? Ogłasza, że policjanci z Jastrzębia startowali z list Platformy

Przemysław Jedlecki, dom, 07.02.2015
Zamieszki przed siedzibą Jastrzębskiej Spółki Węglowej

Zamieszki przed siedzibą Jastrzębskiej Spółki Węglowej (Fot. Dominik Gajda / Agencja Gazeta)

„Wymowne. Szef prewencji i jego zastępca z policji w Jastrzębiu-Zdroju startowali z listy PO w wyborach samorządowych” – ogłosił poseł PiS Jerzy Polaczek tuż po rozpędzeniu przez policję demonstracji w Jastrzębiu. Tak PiS próbuje wykorzystywać kolejne górnicze protesty.
Sytuacja w Jastrzębiu-Zdroju jest dynamiczna. Kto na bieżąco nie śledzi życia gospodarczego i problemów branży górniczej, z doniesień w mediach dowie się, że Jastrzębska Spółka Węglowa ma kłopoty i chce oszczędzać. Ale górnicy nie chcą się na to zgodzić, są gotowi tylko na drobne ustępstwa. W zamian żądają jednak głowy prezesa górniczej spółki Jarosława Zagórowskiego.Małgorzata Kidawa-Błońska, rzeczniczka rządu, odpowiedziała w piątek związkowcom, że premier nie może być „wzywana na rozmowy pod groźbą strajku”. To do tej pory najostrzejsza wypowiedź przedstawicieli Platformy i rządu na polityczne rozgrywanie górniczych protestów przez opozycję i „Solidarność”.

PiS oskarża, PO – o drogach

Sygnał dał poseł PiS Jan Dziedziczak. We wtorek wieczorem pod siedzibą JSW doszło do bitwy między policją i protestującymi. Oprócz górników byli tam też kibole. Dziedziczak stwierdził: „W sytuacji, gdy strzela się do protestujących, mamy do czynienia z totalną kompromitacją rządu”.

Skoro wiadomo, że winę ponosi rząd, to jeszcze warto powiedzieć, kto dokładnie „każe strzelać” (gumowymi kulami) do górników. Winna jest PO. „Dowód”? Polaczek ogłosił zaraz na Twitterze, że czynni funkcjonariusze, szef prewencji i jego zastępca z policji w Jastrzębiu-Zdroju startowali z listy PO w wyborach samorządowych. I dodał: „Wymowne”.

Platforma stara się bronić – że nie wydaje policji rozkazów. Tomasz Tomczykiewicz, szef śląskiej PO, milczy. Jedynie zaapelował do minister infrastruktury, żeby przyspieszyć budowę dróg przecinających województwo: ekspresowej S69, S1 oraz autostrady A1 między Częstochową a Tuszynem. Na dokładkę dorzuca jeszcze obwodnicę Chorzowa (ma kosztować grubo ponad miliard). Przekonuje, że drogi ułatwią kolejne inwestycje, a co za tym idzie – powstaną kolejne miejsca pracy.

Zebranie OSP w Pszowie

Zachowanie Tomczykiewicza jest raczej pokazem słabości śląskiej PO, której działacze coraz mniej liczą się w stolicy. Przykład? Kilkanaście dni temu śląscy samorządowcy musieli prosić, by zostali włączeni do zespołu pracującego nad rządowym programem dla Śląska. Przesłali 12 postulatów dotyczących np. pieniędzy na uzbrajanie terenów pod inwestycje czy dodatkowych ulg dla nowych firm.

Postulaty udało się przygotować dzięki zaangażowaniu marszałka województwa Wojciecha Saługi z PO, który przetarł prezydentom szlaki w stolicy. Dzięki temu przedstawicielem prezydentów śląskich miast w rządowym zespole została prezydent Zabrza Małgorzata Mańka-Szulik.

To sukces, ale PO nie potrafi tego sprzedać. Słychać za to polityków PiS oraz Solidarnej Polski, którzy żądają, żeby policja i MSW tłumaczyły się w Sejmie z zajść w Jastrzębiu-Zdroju.

Protesty opozycji i huk petard jest oczywiście głośniejszy dla mediów od gabinetowych rozmów Platformy. Krzysztof Gadowski, poseł PO z Jastrzębia, wydał mdłe oświadczenie, że z niepokojem przygląda się konfliktowi. „Obserwujemy próbę sił między negocjującymi stronami. W takiej atmosferze trudno osiąga się oczekiwany cel, jakim jest – i musi pozostać – dobro wspólne. Dlatego apeluję do wszystkich stron negocjujących, którym na sercu leży utrzymanie miejsc pracy w JSW i efektywności produkcyjnej kopalń, a także godne wynagrodzenie górnika za ciężką i niebezpieczną pracę pod ziemią, o znalezienie rozsądnego kompromisu”. Ale już w piątek pierwszą wiadomością na jego stronie internetowej był news o jego uczestnictwie w walnym zebraniu Ochotniczej Straży Pożarnej w Pszowie.

Prezes z czasów PiS

PiS jest bardziej ofensywny. Stara się, by w konflikt zaangażowanych było jak najwięcej osób z rządzącej koalicji. Grzegorz Matusiak, jastrzębski poseł PiS, napisał list do wicepremiera Janusza Piechocińskiego z apelem, żeby zajął się konfliktem w Jastrzębskiej Spółce Węglowej. PSL przytomnie odmówiło, wymawiając się, że Piechociński rozmów prowadzić nie może, bo przecież jest stroną konfliktu.

Do sporu prawica stara się też wciągnąć bliską Platformie nowo wybraną prezydent Jastrzębia-Zdroju Annę Hetman. „Żądam, aby zmobilizowała pani cały potencjał wykonawczy w kierunku zebrania wielkiej debaty społeczeństwa z przedstawicielami władz decyzyjnych w powyższej sprawie” – napisał Matusiak.

Prezydent unika konfliktu, ale przyznała, że to politycy PiS-u chcą „upolitycznić sytuację”. Pyta, co w sprawie górnictwa zrobił jej poprzednik. – Dlaczego jego nie atakowano? – zastanawia się Anna Hetman.

Jarosław Makowski, szef Instytutu Obywatelskiego (think tank PO), uważa, że właśnie ta ostatnia postawa jest najbardziej odpowiednia. – Politycy muszą apelować o kompromis, ponieważ spór toczy się między zarządem giełdowej spółki a pracownikami. Jest inaczej niż w przypadku Kompanii Węglowej, którą państwo kontroluje w całości – mówi.

Działacze PiS każdy protest będą się starali obrócić przeciwko rządzącej partii. Tylko że takie bezwarunkowe popieranie protestów może się obrócić przeciwko górnikom. Cierpliwość do protestujących, także na Śląsku, wydaje się kończyć. Ludzie zaczynają dostrzegać, że nie mogą liczyć na takie przywileje, jakimi obdarzeni zostali górnicy, i coraz częściej głośno o tym mówią.

Makowski przypomina także działaczom PiS, że prezesem JSW jest człowiek, który dostał nominację na stanowisko za rządów Jarosława Kaczyńskiego. – Próba oskarżania PO o całe zło to polityczna bandyterka – mówi Makowski.

Negocjacje w JSW – uzgodnienia i rozbieżności

Po dziesięciu dniach strajku w Jastrzębskiej Spółce Węglowej związkowcy i zarząd spółki parafowali w piątek rano protokół uzgodnień i rozbieżności. To efekt ostatniej, 15-godzinnej tury rozmów w siedzibie JSW. Nie oznacza to jeszcze końca strajku. Teraz dokument mają poznać załogi kopalni i rada nadzorcza.

Porozumienie negocjował b. minister pracy Longin Komołowski. W rozmowach nie brał udziału prezes JSW Jarosław Zagórowski, którego związkowcy chcą odwołać. Ale rada nadzorcza spółki się na to nie godzi. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że rząd nie jest z tego dokumentu zadowolony i uważa, że negocjatorzy nie załatwili najważniejszych spraw. Kluczem do uratowania firmy są dwie propozycje: sześciodniowy tydzień pracy według zwykłych stawek i powiązanie wypłaty czternastki z wynikami firmy. Bez tego JSW – zdaniem rządu – nie wyjdzie na prostą i trzeba będzie ogłosić upadłość. W lipcu trzeba będzie spłacać lub rolować ponad 1 mld zł długu, a odbiorca węgla z JSW ArcelorMittal już rozgląda się za nowym dostawcą, bo chce uniknąć wstrzymania pracy koksowni. Zabezpieczył więc sobie dostawy z Australii. Mimo to związkowcy nie chcą się zgodzić na te dwa punkty. Dlatego Ministerstwo Gospodarki nie kwapi się ze zwoływaniem rady nadzorczej. Chce, by zarząd JSW nadal negocjował ze związkowcami.

Zobacz także

wyborcza.pl

Wybory samorządowe nie były sfałszowane. Sprawdzamy, jak sądy rozpatrzyły protesty wyborcze

Daniel Flis, Mariusz Jałoszewski, Maciej Orłowski, 07.02.2015
Policjanci wyprowadzają demonstrantów, którzy wdarli się do siedziby Państwowej Komisji Wyborczej i okupowali salę konferencyjną. Protestujący pod kierownictwem Ewy Stankiewicz i Grzegorza Brauna domagali się dymisji członków PKW. Warszawa, 20 listopada 2014 r.

Policjanci wyprowadzają demonstrantów, którzy wdarli się do siedziby Państwowej Komisji Wyborczej i okupowali salę konferencyjną. Protestujący pod kierownictwem Ewy Stankiewicz i Grzegorza Brauna domagali się dymisji członków PKW. Warszawa, 20 listopada 2014 r. (SŁAWOMIR KAMIŃSKI)

Sądy nie znalazły dowodów na sfałszowanie wyborów samorządowych i masowo oddalają protesty wyborcze.
„Wyborcza” sprawdziła, co się stało z rekordową liczbą ok. 2 tys. protestów wyborczych, które złożono do sądów okręgowych. Sądy miały na ich rozpoznanie miesiąc, ale z różnych powodów proceduralnych to się przeciąga.Sprawdzamy te protesty, bo PiS ostro oskarżał o fałszerstwo wyborcze. Problemy z podliczeniem głosów z powodu wadliwego programu komputerowego PKW doprowadziły nawet do poważnego kryzysu w państwie. Prawicowi radykałowie próbowali okupować siedzibę PKW.

Nieprawidłowości? Były

Zebraliśmy dane ze wszystkich 45 sądów okręgowych. Wynika z nich, że odnotowały 1949 skarg na wyniki głosowania we wszystkich szczeblach samorządu (w tym po ponad 200 złożonych przez komitety wyborcze PiS i SLD). Najwięcej w sądach w Warszawie i w Kielcach. W praktyce protestów jest o blisko 160 mniej, bo sądy wprowadziły do statystyk również te, które potem przekazały innym sądom.

Do dziś rozpatrzono 1737. Za zasadne sądy uznały 48. Znalazły w nich uchybienia, które mogły mieć wpływ na wynik wyborów. Dlatego nakazały powtórzenie głosowań do rad gmin, ale nie całych, tylko w poszczególnych okręgach.

Przykłady. W gminie Nurzec Stacja na Podlasiu w jednym okręgu z urny wyjęto o jedną kartę więcej, niż wydano. Wybory jednym głosem wygrał kandydat PO. Sąd stwierdził, że ta jedna karta mogła zaważyć na przegranej kandydatki, która zdobyła głos mniej. Ponowne głosowanie będzie w dwóch komisjach do rady powiatu raciborskiego, w których doszło do pomyłki w rozdawaniu kart komisjom, przez co w dwóch z nich przez część dnia nie można było głosować. W gminie Radlin, też na Śląsku, dwie komisje działały w jednym lokalu, więc ludzie się mylili i wrzucali głosy do nie swoich urn.

W woj. warmińsko-mazurskim trzeba powtórzyć wybory w okręgach w Jezioranach, bo w jednej wsi był błędny spis wyborców. Zaś w Orzyszu trzeba jeszcze raz zrobić losowanie wyłaniające kandydata z dwóch, którzy dostali tyle samo głosów (pierwsze losowanie zrobiła osoba nieuprawniona).

Sąd w Szczecinie uznał 5 protestów z 77. W gminie Rewal wyborcy wydano dwie karty do głosowania, a między kandydatami na radnych był remis, więc losowano, kto wygra. W Gryficach wydano karty osobom nieuprawnionym.

Największe perturbacje są w Tarnowie, gdzie w listopadzie wygrał PiS. Sąd w połowie stycznia wygasił tam mandaty wszystkim radnym, bo w komisjach w sporej części miasta były błędne karty do głosowania. Nie było na nich jednego kandydata, winna mogła być drukarnia. Prezydent na razie będzie rządził bez rady.

Były też przypadki, gdy sąd uznał, że mogło dojść do kupowania głosów. Tak było w Opatowie Świętokrzyskim. Chodziło o jednego z kandydatów na radnych.

Muszą być dowody

Pozostałe protesty okazały się niezasadne bądź źle napisane (miały braki formalne).

Najwięcej – 729 – pozostawiono bez rozpoznania. Zgodnie z kodeksem wyborczym składający protest na poparcie swoich zarzutów o przestępstwo lub nieprawidłowości muszą przedstawić dowody. Sądy uznały, że ich nie ma.

283 protesty merytorycznie rozpoznano, ale ze skutkiem oddalenia. Sądy stwierdziły, że są niezasadne, bądź potwierdziły uchybienia, które nie miały jednak wpływu na wynik głosowania. – Były np. takie zarzuty, że ktoś głosował na kandydata, a on nie dostał żadnych głosów. Trudno to zweryfikować, komisja mogła uznać ten głos za nieważny. W protokole tego nie widać, bo komisja nie musi pisać, dlaczego głos jest nieważny – mówi sędzia Marcin Łochowski, rzecznik Sądu Okręgowego Warszawa-Praga.

Aż 265 protestów zwrócono wnioskodawcom, gdyż były w nich braki formalne, np. nie podano adresów komisarzy wyborczych i przewodniczących komisji, którzy są uczestnikami sprawy w sądzie, bądź nie załączono do nich odpisów protestów czy też były niepodpisane. Kolejne 51 spraw umorzono, np. wnioskodawca wycofał protest.

SLD przegrywa, PiS czeka

Jak dotąd sądy nie podważyły wyników w największych miastach i do sejmików województw, które budziły najwięcej emocji, bo o mandaty w nich biły się główne partie. Z naszych danych wynika, że rozpoznano już część protestów SLD na wybory do wszystkich sejmików. Partia Leszka Millera kwestionowała książeczkę do głosowania oraz słabą kampanię informacyjną PKW. Żadnego z tych argumentów sądy nie uznały.

PiS też kwestionował m.in. książeczki. Na razie sądy rozpatrywały dwa z 16 protestów partii.

Skargę na wyniki do sejmiku podkarpackiego sąd w Rzeszowie pozostawił bez rozpoznania. – Postawiono wiele zarzutów, ale nie wskazano, których komisji dotyczą. Pełnomocnik komitetu PiS nie uzupełnił zaś braków – tłumaczą w rzeszowskim sądzie.

Protest na sejmik świętokrzyski został załatwiony podobnie. – Postawione w proteście zarzuty mają jedynie charakter analitycznych rozważań dotyczących organizacji wyborów, np. o niedziałającym systemie informatycznym czy opóźnieniach w drukowaniu protokołów z wynikami. Nie podano jednak żadnych dowodów – mówi rzecznik sądu w Kielcach Marcin Chałoński.

W Warszawie sąd zwrócił protest, nakazał uzupełnienie braków. Nie wskazano bowiem adresów uczestników postępowania, czyli komisarza wyborczego i przewodniczącego komisji wyborczej. PiS się nie zgodził i złożył zażalenie.

I co z tego?

Co wynika z tych statystyk? Cztery lata temu sądy uznały 23 protesty. Czyli dwa razy mniej niż teraz.

Ale nigdy dotąd nie było ich tak dużo. Cztery lata temu złożono 475 protestów. Wtedy poważni politycy nie krzyczeli jednak, że to fałszerstwo wyborcze, nie szturmowano też siedziby PKW. Część wyborców uległa atmosferze podejrzeń i skarżyła wybory dla zasady (tzw. pieniactwo sądowe), narzekając na niedziałający system informatyczny czy nawet wprost przyznając, że wybory sfałszowano, bo tak mówił w Sejmie prezes PiS. Tak było w Siedlcach. – Ludzie pisali w protestach o tym, co słyszeli, lub na zasadzie wydaje mi się, że coś może być nie tak, bez dowodów – przyznaje sędzia Joanna Ciesielska-Borowiec z Poznania.

Prof. Andrzej Zoll, były prezes Trybunału Konstytucyjnego i były wiceprzewodniczący PKW: – Zachowanie PiS i SLD było szkodliwe. Perfidnie uderzono w fundament państwa, jakim jest system wyborczy. Ludzie mogą mieć teraz mniejsze zaufanie do wyników, co może wpłynąć na frekwencję. Bo po co mam iść na wybory, jak i tak będą sfałszowane.

Co na to partie? Pełnomocnik wyborczy SLD Lewica Razem Katarzyna Olszewska: – Skorzystaliśmy z możliwości złożenia protestów. Warto było.

Krzysztof Sobolewski, pełnomocnik wyborczy PiS, nie chciał komentować zebranych przez „Wyborczą” danych.

Zobacz także

wyborcza.pl

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: