Celiński

 

 

Nie tylko PKW winna

Katarzyna Kolenda-Zaleska („Fakty” TVN), 25.11.2014
red. Katarzyna Kolenda Zaleska

red. Katarzyna Kolenda Zaleska (Fot. TVN)

Państwo musi być oszczędne, ale nie może być dziadowskie. Ta maksyma, choć często powtarzana, nie wywołuje żadnych refleksji i nie przynosi żadnych konsekwencji.
Trzeba powiedzieć sobie wprost: to, czego byliśmy świadkami po pierwszej turze wyborów, to w dużej mierze także nasza wina. To my utrwaliliśmy w politykach strach przed wydawaniem publicznych pieniędzy. Każda duża suma wydana na tak mgławicowe rzeczy jak systemy komputerowe zawsze okazywała się zbytnim luksusem czy wyrzucaniem naszych pieniędzy. Ileż to razy i my, obywatele, i media krytykowaliśmy plany zakupów – a to właśnie systemów komputerowych, a to samochodów, o samolotach nie wspominając. „Pasą się za nasze” – ile razy mogliśmy przeczytać takie komentarze w tabloidach.Politycy więc pod presją i w strachu godzili się na to, aby o jakości publicznego życia decydowała najniższa cena. Dopiero w sierpniu 2014 r. znowelizowano ustawę o zamówieniach publicznych, która pozwala ograniczyć kwestię ceny jako jedynego kryterium wyboru najkorzystniejszych ofert. Do tej pory wybierano nie to, co najlepsze, ale to, co najtańsze. Politycy bali się, że w najlepszym razie zostaną oskarżeni o rozrzutność, a w najgorszym – o korupcję. Woleli więc się nie narażać, brać najtańszą ofertę – nawet jeśli była dziadowska – i mieli święty spokój.

NIK alarmował już dawno – przy przetargach na budowę dróg – że takie myślenie prowadzi do absurdu. Wiadomo przecież, że co tanie, to drogie. Porządne i drogie buty dobrej firmy będą nam służyły dłużej niż bazarowa tandeta za grosze. Do przeliczania wyników wyborczych wybrano system komputerowy stworzony szybko przez firmę bez doświadczenia, ale za to tanią. Wszyscy mogli sobie pogratulować, choć podejrzewano, że to się może nie udać.

Nie bronię PKW – nie sprawdziła się i nie stanęła na wysokości zadania. Już w poniedziałek trzeba było zdecydować o liczeniu ręcznym. Ale też myślę, że wygodnie jest teraz oskarżać komisję o wszystkie zbrodnie, robić z niej kozła ofiarnego zamętu, jaki zapanował. Tak, z pewnością PKW wymaga reformy i świeżej krwi, która ma kontakt z nowoczesnymi technologiami.

Ale reformy wymaga też nasze myślenie. Wiadomo, że nie można pozwalać na patologie, na rozrzutność, ale sknerstwo doprowadziło do niespotykanego kryzysu. Nawet prezydent musiał zrezygnować z wyjazdu do Japonii. Co, nawiasem mówiąc, wydaje mi się trochę nadmiarowe, bo interesy naukowe, gospodarcze i polityczne, które można było tam załatwiać, są równie ważne i poważne jak liczenie głosów. A reforma PKW nie ucieknie.

Teraz przed nami decyzje co do wyborów w 2015 r. Chyba – nauczeni doświadczeniem – nie będziemy już sknerzyć i zaopatrzymy PKW w najnowocześniejszy z możliwych system wyborczy, który będzie służył długie lata. Ale jeśli znów będziemy się oburzać, że za dużo pieniędzy się na to wydaje, to nie miejmy złudzeń. W maju czeka nas powtórka z rozrywki. I to wówczas będzie nasza wielka wina.

Zobacz także

wyborcza.biz

 

Kaczyński: Nie dajcie się nabrać na propagandę pewnej partii. Chcą, żeby nasi zwolennicy nie poszli do wyborów

MT, 24.11.2014
Jarosław Kaczyński

Jarosław Kaczyński ()Fot. Maciej Swierczynski / Agencja Gazeta)

– Niektórzy pytają, jak można kwestionować wynik pierwszej tury wyborów i jednocześnie zachęcać do udziału w drugiej. Otóż nie dajcie się na to nabrać – to propaganda pewnej partii politycznej – stwierdził Jarosław Kaczyński podczas konwencji wyborczej w Gnieźnie.
Prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński uczestniczył w konwencji wyborczej partii w Gnieźnie. O fotel prezydenta miasta w drugiej turze kandydat PiS Krzysztof Ostrowski powalczy tam z Tomaszem Budaszem z PO. W pierwszej turze zdobyli odpowiednio 35,9 i 32,32 proc.„Tu zaczęła się Polska”Kaczyński w Gnieźnie, dawnej stolicy Polski, dużo mówił o narodzie i wspólnocie. – Wspólnota to jest grupa, gdzie obowiązuje pewna zasada – zasada, którą ujmujemy jednym słowem, które w polskiej historii uzyskało szczególne znaczenie. To jest solidarność – powiedział. – To jest solidarna wspólnota. Ta solidarność nie może się przejawiać tylko w deklaracjach – dodał.

Były premier wspomniał o lokalnych sprawach Gniezna, między innymi o komunikacji miejskiej. Wiele razy mówił też o tradycji. – Trzeba pamiętać, że tu zaczęła się Polska i że to miasto zasługuje na wiele – na bardzo wiele – powiedział słuchaczom.

Lekarz to dobry polityk?

Jednym z argumentów, które miały przekonać mieszkańców Gniezna do głosowania na kandydata PiS, był zawód, jaki wykonuje Ostrowski.

– Trzeba ułatwiać [ludziom] życie – trzeba pokazywać, że oni są w centrum uwagi – tłumaczył. – Na to, żeby tak było, trzeba mieć w sobie wiele tego uczucia, które jest nazywane empatią – umiejętnością wczuwania się w sytuację innych. Jest taki zawód, który, jeśli jest dobrze wykonywany, musi być związany z empatią szczególnie. To jest zawód lekarza. Nasz kandydat jest lekarzem – zaznaczył Kaczyński.

– To jest człowiek, który będzie w stanie działać ponad podziałami i zjednoczyć wszystkich, którzy po prostu chcą, żeby w tym mieście mieszkańcom żyło się dobrze – stwierdził.

„Propaganda pewnej partii”

Kaczyński odniósł się też do faktu, że wcześniej podawał w wątpliwość rzetelność wyniku wyborów samorządowych. – Niektórzy pytają, jak można kwestionować wynik pierwszej tury wyborów i jednocześnie zachęcać do udziału w drugiej. Otóż nie dajcie się na to nabrać – to propaganda pewnej partii politycznej, która tutaj rządzi w Polsce od siedmiu lat – tłumaczył. – Chcą, żeby nasi zwolennicy nie poszli do wyborów – skwitował prezes PiS.

Druga tura wyborów na prezydentów, wójtów i burmistrzów miast odbędzie się 30 listopada.

Gazeta.pl

Sprawa „sfałszowanych” wyborów to drugi Smoleńsk? Publicyści zgodni. „Elektorat PiS przeżywa moralne wzmożenie”

Krzysztof Lepczyński, 25.11.2014
Demonstranci pod kierownictwem Ewy Stankiewicz i Grzegorza Brauna wdarli się do siedziby PKW i okupują sale konferencyjna

Demonstranci pod kierownictwem Ewy Stankiewicz i Grzegorza Brauna wdarli się do siedziby PKW i okupują sale konferencyjna (SłAWOMIR KAMIŃSKI/AG)

Lansowanie tezy o sfałszowaniu wyborów przypomina to, co działo się po katastrofie smoleńskiej – zauważają kolejni publicyści. „Nie łudźmy się, że wyroki sądów coś tu zmienią, tak samo jak smoleńskiej wojny nie zakończył raport Jerzego Millera” – pisze w „Rzeczpospolitej” Michał Szułdrzyński.
„Sytuacja związana z wyborami samorządowymi zaczyna przypominać to, co się działo po katastrofie smoleńskiej” – pisze w „Rzeczpospolitej” Michał Szułdrzyński. I zauważa, że wokół sprawy wyborów tworzy się nowa oś politycznego podziału, niezwykle podobna do tej smoleńskiej, może poza woltą SLD. W rezultacie „elektorat PiS zamiast zastanawiać się, dlaczego ich ulubiona partia nie będzie rządzić w samorządach, przeżywaj wzmożenie moralne i szykuje się do protestu”.„Zamach i Smoleńsk już się znudziły”Szułdrzyński nie jest w swoim spostrzeżeniu odosobniony. Na analogię z katastrofą smoleńską wskazuje już wielu komentatorów. „Mówiąc o sfałszowaniu wyborów, Kaczyński wszedł na tę samą ścieżkę co po katastrofie smoleńskiej” – pisał wczoraj w „Gazecie Wyborczej” Jacek Żakowski.Podobnie mówi w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” Władysław Frasyniuk. „Zamach i Smoleńsk już się znudziły, więc potrzebne było nowe paliwo, aby rozwalać państwo. No i jest: teza, że sfałszowano wyniki wyborów”.

W ostatnich dniach tego porównania używali też politycy, choćby Robert Kwiatkowski i Janusz Palikot z Twojego Ruchu.

Kaczyński: Wyniki nieprawdziwe

Skąd publicystom nasuwają się te analogie? Już podczas problemów z liczeniem głosów pojawiały się opinie, że coś jest nie tak. Sondaże exit poll wskazywały na wyraźne zwycięstwo PiS. – Mam nadzieję, że PKW nie ogłosi innych wyników, niż pokazał sondaż. To byłby skandal – mówił następnego dnia po wyborach Zbigniew Kuźmiuk z PiS w Poranku Radia TOK FM.

Po ogłoszeniu oficjalnych wyników wyborów, mniej korzystnych dla PiS, Jarosław Kaczyński stwierdził z całą mocą: – Wyniki wyborów, ogłoszone przez PKW, uważamy za nieprawdziwe, nierzetelne, żeby nie użyć słowa sfałszowane – mówił.

Rozłam na prawicy. Tak dystansowali się od Stankiewicz i Brauna >>>

Później prezes PiS energicznie zabrał się za „ratowanie sytuacji”, spotykając się w sprawie wyborów z Leszkiem Millerem i zapowiadając interwencje w OBWE i Unii Europejskiej. Choć odciął się od okupujących siedzibę PKW, na 13 grudnia zapowiada demonstracje.

Odmęty szaleństwa

Szułdrzyński sprawę porównywania wyborów samorządowych do katastrofy smoleńskiej stara się jednak nieco zniuansować. Sugeruje, że atmosfera wokół elekcji tak zgęstniała, że niemożliwa staje się konstruktywna dyskusja na temat nieprawidłowości. Jego zdaniem Ewa Kopacz i Bronisław Komorowski każdego, kto powątpiewa w wyniki wyborów, stawiają na równi z wołającymi o fałszerstwie i pogrążonymi w „odmętach szaleństwa”.

„Wszystko stanęło na głowie” – pisze publicysta. „Okupacja PKW przez grupę prawicowych oszołomów staje się ważniejsza od skandalu, do jakiego w związku z niedziałającym systemem informatycznym dopuścili sędziowie z komisji” – podkreśla.

„Nie łudźmy się, że wyroki sądów coś tu zmienią”

„Zagrożeniem dla demokracji stają się nie ci, którzy narazili na szwanki autorytet wyborów, ale ci, którzy stawiają pytania” – stwierdza wreszcie Szułdrzyński. I dodaje, że pytania i wątpliwości powinny pojawić się w głowie „każdego rozsądnie myślącego”. Przecież 2 mln nieważnych głosów i rekordowe 24 proc. poparcia dla PSL muszą skłaniać do refleksji – sugeruje.

Zdaniem Szułdrzyńskiego okupacja PKW, gorące dyskusje i zapowiadane protesty to dopiero początek. „Nie łudźmy się, że wyroki sądów coś tu zmienią, tak samo jak smoleńskiej wojny nie zakończył raport Jerzego Millera” – kwituje.

Zobacz także

TOK FM

Prezydent Komorowski kontra chaos powyborczy. PiS zrobi wszystko, żeby „wybory były nieuznane”

Paweł Wroński, 25.11.2014
Prezydent Bronisław Komorowski podczas konferencji dot. wyników I tury wyborów samorządowych

Prezydent Bronisław Komorowski podczas konferencji dot. wyników I tury wyborów samorządowych (PRZEMEK WIERZCHOWSKI)

– Są politycy żywiący się problemami państwa i są tacy, którzy te problemy próbują rozwiązać – mówił w poniedziałek prezydent Bronisław Komorowski. Uważa, że trzeba zbadać, dlaczego było tyle głosów nieważnych.
Prezydent Bronisław Komorowski rozmawiał wczoraj z Andrzejem Rzeplińskim i Andrzejem Zollem, obecnym i byłym prezesami Trybunału Konstytucyjnego, oraz b. szefem PKW Ferdynandem Rymarzem, co zmienić w kodeksie wyborczym.Kaczyński idzie na ulicęNa konferencji prasowej prezydent ku zaskoczeniu dziennikarzy podziękował najpierw 27 tysiącom członków komisji wyborczych, którzy liczyli głosy „w bardzo trudnych warunkach”, a także mężom zaufania partii, „także tych, które zgłaszają zastrzeżenia co do wyniku wyborów”. A więc także PiS, którego lider Jarosław Kaczyński zwołuje na 13 grudnia w Warszawie wiec „wszystkich sił politycznych” w sprzeciwie wobec „fałszerstw wyborczych”. – Miejscem, w którym należy protestować przeciwko nieprawidłowościom wyborczym, jest sąd, a nie ulica – napominał prezydent.Według niego nie ma żadnych podstaw do kwestionowania wyników wyborów, bo „decydują realnie oddane głosy wyborców, a nie badania exit poll”. Nie może także być podstawą przedłużający się czas obliczania wyników. A także, że nie jest niczym nadzwyczajnym „bonus” PSL, wynikający jakoby z pierwszego miejsca na liście do sejmików wojewódzkich, bo to się już zdarzało.Określił jako schizofrenię kwestionowanie wyborów, a równocześnie angażowanie się w drugą turę – co robi PiS. – To propaganda partyjna, chodzi o to, by nasi zwolennicy nie poszli do wyborów – zareagował przebywający w Gnieźnie Jarosław Kaczyński.Skrócenie kadencji nowo wybranych samorządów ustawą – co proponują PiS i SLD – Komorowski uznał już w piątek za „odmęty szaleństwa”. Wczoraj dodał, że to konstrukcja niebezpieczna. – A co, gdyby tę zasadę przenieść do Sejmu, czy odchodząca większość mogłaby skracać kadencję nowo wybranych posłów?

Sejm utrudnił zbadanie głosów nieważnych

– Niepokoi wzrost liczby nieprawidłowo oddanych głosów – powiedział prezydent. – To nie jest nowe zjawisko, ale stało się powodem kwestionowania ważności wyborów.

W wyborach do sejmików w porównaniu z wyborami sprzed czterech lat liczba nieważnych głosów wzrosła z 12 proc. do blisko 18 proc. Czy były to puste karty, czy też błędnie wypełnione – trudno dziś zbadać, bo obowiązujący kodeks wyborczy już tego nie rozróżnia. Taką nowelizację poparła większość partii. Prezydent zasugerował, że to sami politycy chcieli ukryć te dane.

Wśród przyczyn dużego odsetka głosów nieważnych mogłyby być też – mówił prezydent – niejasne instrukcje wyborcze, w błąd mogła wprowadzać „książeczka” z komitetami wyborczymi. Taką broszurową formę wprowadzono w poprzednich wyborach na Mazowszu, co spowodowało wzrost głosów nieważnych do 14 proc., choć w całym kraju było ich 12 proc. Prezydent zdziwił się, że politycy wówczas nie dostrzegli problemu.

Kodeks wyborczy, który obecnie ukazał wiele luk, przyjęli zgodnie w 2010 r. posłowie koalicji i opozycji. Komorowski zdziwił się, że teraz część z nich domaga się, żeby to on rozwiązał problem, który stworzyli. Ale jest otwarty na dyskusje, także z tymi, którzy kwestionują wynik wyborów. Zaprosił m.in. lidera SLD Leszka Millera.

Prezydent odmawia dyskusji tylko na jeden temat – upartyjnienia PKW. PiS chce, aby Sejm miał wpływ na wybór członków PKW i prawo do kontroli. Takie rozwiązanie zagraża demokracji, bo mimo wielu wad PKW jest absolutnie niezależna – podkreślił Komorowski.

Na co jest gotów się zgodzić? Na ograniczenie kadencji członków PKW (obecnie sprawują urząd do 70. roku życia), rozszerzenie uprawnień przewodniczącego, by miał realny wpływ na Krajowe Biuro Wyborcze, na wprowadzanie do nowego kodeksu kategorii głos nieważny i karta niewypełniona. Wszystkie te zmiany mogą wejść w życie dopiero po wyborach parlamentarnych 2015 r.

Prezydent na koniec zaapelował, aby jak najwięcej Polaków poszło do II tury wyborów prezydentów miast: – W ten sposób możemy razem ratować demokrację.

PiS donosi do europarlamentu

Marcin Mastalerek, rzecznik PiS, powtórzył wczoraj stanowisko swojej partii: – Wyniki zostały sfałszowane, nie ma żadnej wątpliwości. Przez kogo, w jaki sposób, na jakim poziomie, może wyjaśnić tylko komisja śledcza z politykiem opozycji na czele. Podejmiemy wszystkie możliwości zgodne z prawem i systemem demokratycznym, żeby te wybory były nieuznane – mówił w Polsat News.

PiS zawołał też na pomoc Parlament Europejski, ale nieskutecznie. PE odrzucił wczoraj wniosek o debatę na temat polskich wyborów w tym tygodniu na sesji w Strasburgu. Europoseł Ryszard Legutko uzasadniał wniosek tym, że „są pierwszymi po 1989 roku budzącymi tak wiele wątpliwości co do prawidłowości ich przeprowadzenia.

Zobacz także

Wyborcza.pl

Frasyniuk: Ludzie, nie grajcie w teatrzyku Kaczyńskiego

Rozmawiała Dominika Wielowieyska, 25.11.2014
Demionstracja przed PKW

Demionstracja przed PKW (Fot. Sawomir Kamiski / Agencja Gazeta)

– Kaczyński narzucił nam swój scenariusz, a my gramy tak, jak on nam pozwala. Na czele z mediami, które tylko nakręcają tę spiralę. Zamach i Smoleńsk już się znudziły, więc potrzebne było nowe paliwo, aby rozwalać państwo. No i jest: teza, że sfałszowano wyniki wyborów – mówi Władysław Frasyniuk, opozycjonista w PRL, polityk Unii Wolności, przedsiębiorca.
DOMINIKA WIELOWIEYSKA: Prezes PiS Jarosław Kaczyński kwestionuje wyniki wyborów samorządowych, bo „w Polsce procedury wyborcze nie będą miały żadnego znaczenia, będą służyć tylko do sztucznego legitymizowania istniejącej władzy”.WŁADYSŁAW FRASYNIUK: To skandaliczne zachowanie. Ale Kaczyński właśnie wygrał pierwszą połowę meczu 5:0. Wszyscy pracujemy solidnie na jego wygraną. Narzucił nam swój scenariusz, a my gramy tak, jak on nam pozwala. Na czele z mediami, które tylko nakręcają tę spiralę. Zamach i Smoleńsk już się znudziły, więc potrzebne było nowe paliwo, aby rozwalać państwo. No i jest: teza, że sfałszowano wyniki wyborów. Już Leszek Miller się podłączył i inni politycy, a głosów rozsądku jest bardzo mało. Jedyna silna, zdecydowana reakcja to wystąpienie prezydenta Bronisława Komorowskiego. Inni zawiedli.Ludzie czują się zdezorientowani z powodu zamieszania z liczeniem głosów, więc trudno się dziwić, że pytają, czy na pewno wyniki są wiarygodne.– Oczywiście, że był bałagan. Ale przedstawiciele państwa są po to, aby strzec porządku i znać proporcje. Tylko prezydent umiał zareagować na akcję Kaczyńskiego, który chce rozhuśtać tę łódź, czyli nasze państwo. Po Kaczyńskim i Millerze najbardziej skandalicznie zachowała się Najwyższa Izba Kontroli na czele z prezesem Krzysztofem Kwiatkowskim. Co to za ogłaszanie, że NIK wchodzi z kontrolą już teraz? Jakim prawem NIK rozgrywa sprawę wyborów, ktoś chce sobie budować pozycję i przyszłość polityczną na gruzach państwa? Każdy odpowiedzialny urzędnik najpierw poczekałby, aż wybory dobiegną końca, aż głosy zostaną policzone zgodnie z procedurami i ogłoszone wyniki. Dopiero potem urzędnicy NIK mogą się odzywać w tej sprawie. Jeżeli oni się wpychają w samym środku tego procesu, to jest to skrajna nieodpowiedzialność.To wynikało z tego, że wszyscy byli krytyczni wobec PKW. Komisja źle się przygotowała do wyborów.– Ale czym innym jest ocena pracy członków Komisji, a czym innym ochrona pracy tej instytucji w czasie tak wrażliwego procesu jak wybory i liczenie głosów. Komisja jest w pełni wiarygodna jako strażnik uczciwych wyborów. To, że liczenie zostało źle zorganizowane i wobec tego opóźniało się ogłoszenie wyników, tego nie zmienia. Można po zakończeniu całego procesu badać błędy organizacyjne, ale nie można w żadnym przypadku w środku procedury podważać wiarygodności PKW. To jest skandaliczne i groźne, bo podważa zaufanie do państwa.

Kto jeszcze nie zdał egzaminu?

– Niestety, niektórzy ministrowie rządu Ewy Kopacz – nie będę wymieniał nazwisk – także przyłączyli się do ostrej krytyki PKW. Oni kompletnie nie zdają sobie sprawy z konsekwencji takiego postępowania. Nie wpadło im do głowy, że sprawa opóźnień jest drugorzędna. Nie zauważyli, że grają w teatrzyku Kaczyńskiego, że o sprawności PKW należy mówić po zakończeniu całego procesu! Ale nie, każdy chce sobie nastukać trochę punktów, bo myśli, że jak będzie taki jak Kaczyński, to coś wskóra. Nic nie wskóra: zyska PiS, a straci państwo polskie. Do tych, co oblali egzamin, zaliczyłbym też policję, która za późno zareagowała na atak na siedzibę PKW. Zabrakło determinacji i refleksu.

Nie tylko prezydent odwoływał się do zdrowego rozsądku, premier Kopacz także.

– Za mało, jej głos był słabo słyszalny.

Premier rządu musi zachować dystans wobec PKW i całej procedury, bo to część władzy sądowniczej, a nie wykonawczej.

– W takiej sytuacji premier rządu reprezentuje państwo. Tak jak prezydent. W ostatnim tygodniu Ewa Kopacz prawie nie była widoczna. Za to Kaczyński jest wszędzie, jeździ od miasta do miasta i wygłasza te swoje mądrości. Platforma nie docenia jego niezwykłej zręczności politycznej. Jak on to rozgrywa po mistrzowsku! Gdy ci szaleńcy wtargnęli do PKW, Kaczyński powiedział, że ta inwazja jest zła. Taki niby mąż stanu, który granic nie przekracza, a jednocześnie rujnuje fundamenty praworządnego państwa. Bo przecież chwilę potem mówi, że pani Ewa Stankiewicz, która się wdzierała do PKW, ma jednak trochę racji. Cały czas gra, balansuje, sieje niepokój, serwuje podprogowy przekaz: wszyscy to złodzieje i oszuści, tylko my, PiS, jesteśmy uczciwi.

Ludzie są zdezorientowani, bo prognoza Ipsos podawana w wieczór wyborczy bardzo odbiegała od wyniku PiS w wyborach do sejmików województw.

– I co z tego, że odbiegała? Przecież to tylko sondaż! Tadeusz Mazowiecki przewraca się w grobie i mówi sobie: demokracja sondażowa. On te zagrożenia przewidział. Nie można wmawiać ludziom, że sondaż jest obowiązujący. Zniekształcenia wyniku zawsze są możliwe, jeśli jest tak dużo głosów nieważnych.

Zobacz także

Wyborcza.pl

Leszek Miller czuje się skrzywdzony i odcina się od protestów przeciwko unieważnieniu wyborów

Agata Nowakowska, 25.11.2014
Leszek Miller wypełnia kartę do głosowania w niedzielnych wyborach samorządowych. Słychać głosy, że lider SLD popełnił polityczne samobójstwo, żądając z PiS unieważnienia tych wyborów

Leszek Miller wypełnia kartę do głosowania w niedzielnych wyborach samorządowych. Słychać głosy, że lider SLD popełnił polityczne samobójstwo, żądając z PiS unieważnienia tych wyborów (ADAM STĘPIEŃ)

SLD chce wypromować nowego lidera w wyborach prezydenckich, który w przyszłości pomógłby Sojuszowi dokonać zmiany wizerunku partii. Nikt jednak nie zamierza rozliczać Leszka Millera ze słabego wyniku wyborów samorządowych.
Na zwołanej wczoraj w Sejmie konferencji prasowej Leszek Miller wyraźnie zacierał fatalne wrażenie po wspólnej z PiS akcji w sprawie powtórzenia wyborów samorządowych. – Jestem przekonany, że zgodnie z orzeczeniem Trybunału Konstytucyjnego z 1998 r. taka możliwość istnieje – mówił Miller.Sojusz nie zamierza jednak w ciemno popierać zapowiedzianego przez PiS projektu ustawy o skróceniu kadencji nowo wybranych samorządów. Najpierw zamierza sprawdzić, czy jest on zgodny z konstytucją. Nad własnym projektem SLD nie pracuje.Lider lewicy odciął się od protestów na ulicach przeciwko rzekomemu sfałszowaniu wyborów: „SLD nie będzie brał udziału w demonstracjach. Jesteśmy partią parlamentarną, partią odpowiedzialności za państwo, i wszelkie działania, które idą w kierunku oceny zaistniałej sytuacji i działań naprawczych, będziemy podejmować w Sejmie”.- Słowa premier Ewy Kopacz, że uczestniczę w koalicji walczącej z własnym państwem, uważam za głęboko krzywdzące. W ciągu 25 lat polskiej transformacji słyszę je po raz pierwszy. Walczę nie z państwem, tylko o państwo – mówił Miller.Jego zdaniem „Jarosław Kaczyński budował IV RP, premier Kopacz buduje III RP minus ci wszyscy, którzy mają inne zdanie, którzy w trosce o jakość państwa polskiego oczekują zmian i nie zgadzają się na przechodzenie do porządku dziennego nad błędami, które miały miejsce w ostatniej kampanii wyborczej”.- Jeżeli nic nie zostanie zmienione w kodeksie wyborczym, to w wyborach zarówno prezydenckich, jak i parlamentarnych zostaną popełnione te same błędy – przestrzegał.

Jednak podczas konferencji Miller sam sobie przeczył. – Nie oskarżamy o fałszerstwo wyborcze, składamy protesty w PKW i sądach z określonych powodów jednostkowych – wskazywał. A po chwili dodał: – Wiara w bezstronność komisji wyborczych, wiara w wiarygodne wyniki została w oczach społeczeństwa poważnie nadwyrężona.

Komu sprzyjały komisje – na to pytanie szef SLD nie odpowiedział. Stwierdził jedynie, że ponieważ do pracy przy liczeniu głosów zgłosiło się więcej chętnych z różnych partii, niż było miejsc, składy komisji trzeba było losować. Nie wszędzie Sojusz miał swoich mężów zaufania.

Politycy SLD uważają, że jednym z powodów słabego wyniku było „zbytnie przyklejenie się” SLD do PO. – Ludzie uznali, że jesteśmy w koalicji z Platformą, można więc głosować na PO lub PSL – mówi nam działacz Sojuszu.

Zżyma się na sugestię, że siadając do stołu z Jarosławem Kaczyńskim, Miller dał sygnał, że w przyszłości taka koalicja jest możliwa. – Na czerwcowym zarządzie partii część kolegów namawiała Millera do przyłączenia się do akcji PiS w sprawie tzw. afery taśmowej. Miller położył się wtedy Rejtanem. Padły słowa: „Kto PiS-u dotyka, ten znika” – zdradza polityk Sojuszu.

Jego zdaniem jest za mało czasu na poważne zmiany wizerunku ugrupowania przed wyborami prezydenckimi i parlamentarnymi w 2015 r. Najważniejsze jest teraz wybranie takiego kandydata w wyborach prezydenckich, który będzie do zaakceptowania dla całej lewicy. Wokół niego mogłaby ona zbudować w przyszłości nową polityczną jakość. Kimś takim w przeszłości był Włodzimierz Cimoszewicz, który dobrym wynikiem w wyborach prezydenckich na początku lat 90. sprawił, że ówczesna SdRP nie poszła w rozsypkę.

Zobacz także

Wyborcza.pl

Kaczyński nazywa Kopacz „Urbanem w spódnicy”. Celiński: To prezes PiS decyduje, kto jest polskim politykiem

Krzysztof Lepczyński, 24.11.2014
Andrzej Celiński

Andrzej Celiński (Fot. Wojciech Olkuśnik / Agencja Gazeta)

– Osobowość Jarosława Kaczyńskiego jest głęboko autorytarna i głęboko niedemokratyczna – mówi Andrzej Celiński, lider Partii Demokratycznej. Prezes PiS nazwał w wywiadzie premier Ewę Kopacz „Urbanem w spódnicy”. – Kopacz nie była osobą, o której Kaczyński mówi. Ale jak już ma pozycję, to podlega jego ocenie – wskazuje nasz rozmówca.
Jarosław Kaczyński w wywiadzie dla „Wprost” zarzuca Ewie Kopacz, że krytykuje PiS i SLD za sugerowanie fałszywości wyborów. Jego zdaniem premier odmawia w ten sposób opozycji „prawa do krytykowania przebiegu liczenia głosów”. „Z jej strony to zrozumiałe, ale tu słychać Urbana” – zaznacza prezes PiS.Dalej mówi o „poziomie hipokryzji i cynizmu” Kopacz, który jest tak duży, że wątpliwe jest, czy w ogóle z szefową rządu można rozmawiać. „Z Urbanem w spódnicy” – precyzuje Kaczyński.

I utyskuje, że po 1989 roku nie ukarano tych, którzy „dopuścili się w ciągu kilkudziesięciu lat komunizmu zbrodni”. „Pobłażliwość wobec komunistów ma takie właśnie skutki: niesłychany cynizm, bezczelność, wiarę, że władzę utrzymamy w każdej sytuacji. Jeśli nie wystarczy propaganda, to innymi metodami”.

Prowadząca rozmowę Anna Gielewska dopytuje: czy to znaczy, że Kopacz kontynuuje narrację PRL? „Dokładnie” – potwierdza Kaczyński.

Kaczyński wskazuje „polskich polityków”

– Jarosław Kaczyński jest politykiem, którego wypowiedzi świadczą to tym, iż nikt poza nim nie jest uprawniony do nie tylko rządzenia Polską, ale nawet bycia polskim politykiem – komentuje słowa prezesa PiS Andrzej Celiński, lider Partii Demokratycznej, były opozycjonista.

– Ten tylko może być uprawniony, którego Kaczyński wskaże. A jako wskazujący może w każdej chwili odebrać ów mandat. On jest dawcą mandatu pozwalającego na bycie w polskiej polityce. Co to ma wspólnego z demokracją? To pytanie do ogromnej rzeszy jego wyborców – wskazuje.

Zdaniem Celińskiego użycie akurat figury Jerzego Urbana, rzecznika rządu Wojciecha Jaruzelskiego, nie ma tu większego znaczenia. – Dzisiaj taki, jutro inny epitet. On obdarza nimi każdego, komu Polacy dają mandat do rządzenia. Bo nie dają go jemu – podkreśla nasz rozmówca.

– Kopacz nie była osobą, o której Kaczyński dzisiaj mówi, zanim nie miała pozycji, która podlega jego ocenie. Chodzi więc o pozycję, nie osobę – mówi Celiński. – Tusk był dla niego uprawnionym partnerem do stworzenia alternatywy dla Polski demokratycznej w postaci IV RP. W momencie, kiedy projekt budowany przez Jana Rokitę i ludzi PiS nie udał się, Tusk, który był zwierzchnikiem partyjnym Rokity, stał się wrogiem, poplecznikiem postkomunistów. Nic się nie zmieniło od tego czasu – ocenia lider PD.

Kopacz komunistką? „Każdy by się roześmiał”

Czy to znaczy, że Kaczyński po prostu nie umie przegrywać? W Poranku Radia TOK FM Piotr Kraśko, szef Wiadomości w TVP, mówił o pojedynku Johna McCaina i Baracka Obamy w wyborach prezydenckich USA. Kraśko przyznał, że doświadczony weteran wojny w Wietnamie mógł być wściekły, gdy musiał uznać wyższość stosunkowo młodego działacza miejskiego z Chicago. Ale zrobił to i szybko uznał werdykt wyborczy.

Jednak według Celińskiego porównanie jest nieuprawnione. – McCain i Obama są politykami demokratycznymi. Kaczyński demokracji nie uznaje – stwierdził. – Osobowość Kaczyńskiego jest głęboko autorytarna i głęboko niedemokratyczna. Dzisiaj Miller, Piechociński czy Pawlak nie są jego głównymi przeciwnikami. Jest nim Kopacz, wcześniej był nim Tusk. Przeciwnikiem, któremu dorabia gębę. Którą chce dorobić – zaznaczył. Celiński dodał też, że lider PiS do własnej wizji historii Polski dopasowuje każdego, „kto akurat wadzi w jego dzisiejszej grze”.

Zdaniem naszego rozmówcy Kaczyński doskonale wie, że dziś polityką rządzą emocje i zręczna gra na resentymentach. – Każdy by się roześmiał, gdyby prezes PiS powiedział, że Tusk czy Kopacz są komunistami. Więc mówi o postkomunistach, o tych, którzy się nie rozliczyli, więc mają jakiś interes, układ z komunistami – wskazywał.

Zobacz także

TOK FM

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s