Be

 

Kard. Dziwisz na urodzinach Radia Maryja. Szostkiewicz: O. Rydzyk się cieszy. I ma z czego

Krzysztof Lepczyński, 01.12.2014
Kardynał Dziwisz pozujący do selfie

Kardynał Dziwisz pozujący do selfie (MACIEJ KUROŃ)

Kard. Stanisław Dziwisz przyjechał do Torunia na obchody rocznicy powstania Radia Maryja. „Nie ma Kościoła łagiewnickiego i toruńskiego. Jest jeden Chrystusowy Kościół” – mówił w homilii, której przysłuchiwał się Jarosław Kaczyński. „O. Rydzyk się cieszy. I ma z czego” – komentuje Adam Szostkiewicz w serwisie Polityka.pl.
Na sobotnich uroczystościach z okazji 23. rocznicy powstania Radia Maryja gościł kard. Stanisław Dziwisz. Odprawił mszę i wygłosił kazanie.

„Nie lekceważyć słuchaczy Radia Maryja”

– Jest rzeczą znaną, że Radio Maryja wywoływało w minionych dwudziestu trzech latach sporo emocji, zarówno w samym Kościele, jak i poza jego środowiskiem. Nie wątpię, że dla odpowiedzialnych za Radio ten fakt stanowi wezwanie do stałej refleksji nad wizją i stylem pełnionej posługi, by była ona zawsze bardziej uniwersalna, katolicka, a więc bardziej ewangeliczna – mówił kard. Dziwisz w homilii.

Podkreślał, że słuchaczy Radia Maryja „nie wolno lekceważyć”. – Trzeba wsłuchiwać się w ich głos, ich obawy, w ich pragnienia i nadzieje. Oni też poczuwają się do odpowiedzialności za losy narodu i Kościoła. Oni dzięki Radiu Maryja stają się uczestnikami publicznej debaty nad ważnymi sprawami polskiego społeczeństwa, polskich rodzin, polskiego jutra – mówił kardynał. I apelował o to, by w debacie publicznej „traktować się poważnie”.

„Nie ma Kościoła łagiewnickiego i toruńskiego”

Kard. Dziwisz nawiązał także do faktu, że jego wizyta na urodzinach rozgłośni o. Rydzyka to małe zaskoczenie. Hierarcha jak dotąd nie był uważany za entuzjastę Radia Maryja. Kilka lat temu na zamkniętym spotkaniu mówił na przykład biskupom, że działalność rozgłośni zagraża jedności Kościoła w Polsce. Teraz tłumaczył, że przyjechał do Torunia, by o tę jedność walczyć.

„Zdaję sobie sprawę, że mój przyjazd i dzisiejsze wystąpienie w Radiu Maryja spotka się z krytyką niektórych środowisk. Podjąłem jednak tę decyzję, kierując się poczuciem odpowiedzialności za jedność Kościoła w Polsce. Nie ma bowiem Kościoła Pawła i Apollosa. Nie ma Kościoła łagiewnickiego i toruńskiego. Jest jeden Chrystusowy Kościół” – podkreślał kard. Dziwisz.

„O. Rydzyk się cieszy. I ma z czego”

W uroczystościach wzięło udział wielu biskupów, a także politycy PiS, Solidarnej Polski i Prawicy Rzeczpospolitej, w tym Jarosław Kaczyński.

„O. Rydzyk się cieszy. I ma z czego” – komentuje wizytę kard. Dziwisza Adam Szostkiewicz na blogu w serwisie Polityka.pl.

Kościół, prawica, wpływy

Publicysta zwraca uwagę na polityczną warstwę całego wydarzenia. Przypomina, jak przed laty w łagiewnickim sanktuarium odbyły się rekolekcje dla posłów PO. – Spekulowano, że metropolita sekunduje politycznie „popisowskiej” formacji centroprawicowej, której liderem miał być niedoszły „premier z Krakowa” Jan Rokita” – wskazuje Szostkiewicz.

Dziś nie ma jednak śladu ani po PO-PiS, ani po Rokicie. Publicysta zauważa, że stabilne koalicje z partią Kaczyńskiego są niemożliwe. Prędzej czy później ląduje się w roli „przystawki”. „Ale Kościół to co innego” – zauważa, wskazując na atencję, jaką prezes PiS okazuje hierarchom, mającym ogromny wpływ na jego elektorat.

„Kard. Dziwisz przesunął się na prawo. To błąd”

„Kard. Dziwisz swoim udziałem w święcie tak zwanego Kościoła toruńskiego, czyli politycznego ramienia neoendeckiej prawicy, przyzwolił na to, że ruch radiomaryjny będzie teraz ten udział wykorzystywał do umocnienia swoich wpływów w Kościele i na prawicy” – ocenia Szostkiewicz.

Zdaniem publicysty hierarcha „mógł i powinien” podziękować za udział w toruńskim święcie. „Dotąd był postrzegany jako umiarkowany polityk kościelny, teraz przesunął się na prawo. To błąd. W Kościele potrzebna jest równowaga między różnymi nurtami katolickimi. Inaczej nawa przechyli się niebezpiecznie na prawo, a to już szkodzi i Kościołowi, i Polsce” – kwituje Szostkiewicz.

Cały wpis w serwisie Polityka.pl >>>

Zobacz także

TOK FM 

„Wygrana Biedronia, przegrana Grobelnego to czerwona kartka dla dusznej Polski. Jaskółki zmian”

Anna Siek, 01.12.2014
Robert Biedroń został prezydentem Słupska. Prezydenturę Poznania wywalczył Jacek Jaśkowiak

Robert Biedroń został prezydentem Słupska. Prezydenturę Poznania wywalczył Jacek Jaśkowiak (Agencja Gazeta)

– Wybory prezydentów Słupska i Poznania pokazują, że być może wyborcy w Polsce są w innym miejscu niż politycy. Można by się spodziewać, że Słupsk jako mniejsze miasto będzie bardziej konserwatywny. A okazało się, że orientacja Roberta Biedronia nie miała znaczenia – oceniła w TOK FM Dominika Wielowieyska z „GW”. Według Aleksandry Pawlickiej wygrana Biedronia może pokazać Polakom, że dla osób homoseksualnych jest miejsce w życiu publicznym.
Według komentatorów „Poranka Radia TOK FM” wyjątkowo interesujące są wyniki wyborów w Słupsku i Poznaniu. W stolicy Wielkopolski Ryszard Grobelny po 16 latach przestał być prezydentem. Wybory wygrał Jacek Jaśkowiak.W Słupsku wygrał poseł Robert Biedroń, polityk, który nie ukrywa, że jest homoseksualistą.

– To są jaskółki zmian – komentowała w „Poranku Radia TOK FM” Agata Nowakowska z „Gazety Wyborczej”.

Zdaniem dziennikarki przegrana Grobelnego, który ostatnio zasłynął z zamieszania związanego z odwołaniem spektaklu „Golgota Picnic”, i sukces Biedronia pokazują, że „wyborcy w Polsce są w innym miejscu niż politycy”.

– Sondaże pokazują, że większość popiera związki partnerskie i edukację seksualną w szkole. Ale zmian nie ma, bo mamy polityków, którzy boją się hierarchów kościelnych. Nie chcą być atakowani przez duchownych w czasie kampanii wyborczej.

„Czerwona kartka”

Według Aleksandry Pawlickiej wygrana Roberta Biedronia i jego ewentualna udana prezydentura mogą być „impulsem do zmiany mentalności i świadomości” Polaków, którzy „są raczej homofobiczni”. – Trudno u nas przebijają się idee otwartości na inność. Sukces Biedronia ma szerszy wymiar. To, że osoba homoseksualna obejmuje tak ważną rolę, może pokazać Polakom, że jest dla takich osób miejsce w życiu publicznym – uważa dziennikarka „Newsweeka”.

Jak oceniła, porażka Grobelnego i wygrana posła Biedronia to „czerwona kartka dla dusznej Polski”.

Zupełnie inną diagnozę stawia Paweł Lisicki, redaktor naczelny tygodnika „Do Rzeczy”. W „Poranku Radia TOK FM” sugerował, że sukces polityka Twojego Ruchu może być efektem jego rozpoznawalności wynikającej z kilkuletniej obecności w Sejmie i mediach.

Zobacz także

TOK FM

13 grudnia

Kaczyński protestuje przeciwko tym, których władza komunistyczno-wojskowa aresztowała 13 grudnia 1981…Ponieważ sytuacja ta powtarza się co roku, to i ja się trochę powtórzę. Ale przecież mądrych słów – a w każdym razie konceptów, którymi ich autor jest specjalnie ukontentowany – nigdy za dużo.Wyprowadzając na ulicę swych zwolenników właśnie 13 grudnia, Jarosław Kaczyński protestuje w dużej mierze przeciwko tym, których władza komunistyczno-wojskowa aresztowała 13 grudnia 1981. Kreśląc symboliczny znak równości między dzisiejszą władzą a władzą panującą w Polsce w końcu 1981 roku, Kaczyński i jego akolici banalizują cierpienie ludzi w końcu 1981 – cierpienie, które specjalnie nie było udziałem samego Jarosława Kaczyńskiego, którego – ku jemu późniejszemu utyskiwaniu – władza wówczas całkowicie zignorowała.

Analogia ta jest zabójcza – moralnie i politycznie, choć nie biologicznie – dla samego Jarosława Kaczyńskiego, gdyż zwraca uwagę myślącej opinii społecznej na jego własną sytuację 13 grudnia 1981 roku. Co gorsza, sugeruje, że skoro można, nawet bardzo oględnie, nakreślić analogię między 13 grudnia 2014 a 13 grudnia 1981, to w optyce tych, którzy kreślą te analogię, komunizm wcale nie był taki zły. I dla Jarosława Kaczyńskiego, a także jego wielu miłośników, mającym więcej niż 20 kat, rzeczywiście tak mogło być. Ale po co o tym aż tak nachalnie przypominać?

Analogie działają w obie strony. Analogia 2014=1981 może być oskarżeniem dnia dzisiejszego, ale może też być banalizacją 1981 roku i tego, co było przedtem. Jeśli władza Platformy jest taka sama, jak władza PZPR, to w oczach wielu ludzi może to oznaczać, że władza PZPR nie była aż taka zła. I dla niektórych polityków i publicystów otaczających Jarosława Kaczyńskiego (mam wymieniać tych dawnych komuchów, zaludniających strony prawicowych gazet i portali?), tak rzeczywiście było.

Tak właśnie działają analogie. Gdy niektórzy publicyści prawicowi nawołują do polskiego Majdanu, bo nie podobają im się wyniki demokratycznych wyborów, to lekceważą znaczenie Majdanu, tak samo jak politycy, tacy jak Ryszard Legutko, nawołujący do powtórzenia Sierpnia 1980, robią sobie z historycznego Sierpnia żarty. Stają się aktorami owej farsy, w którą zdaniem zapomnianego klasyka, niechybnie zamienia się próba powtórzenia wydarzeń podniosłych i dramatycznych, w zupełnie nowych dekoracjach.

Niech więc ta farsa i groteska dopełnią się 13 grudnia. Gdy lud PiS-owski pójdzie właśnie tego dnia na ulice, schodząc tam prosto z kart wczesnego Mrożka, proponuję, by koniecznie i jak najgłośniej krzyczał „Precz z komuną!”. A Jarosław Kaczyński, tak nadal zraniony perfidnym nieinternowaniem, niech specjalnie ostro skrytykuje komunistę Bronisława Komorowskiego.

naTemat.pl

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: