Girzyński

 

I że cię nie opuszczę aż do śmierci

Olga Bierut, 04.12.2014
Historia Kamila może być idealną reklamą wesel bez wódeczki na stołach

Historia Kamila może być idealną reklamą wesel bez wódeczki na stołach (Maja Wolna)

Weronika w sobotę była panną młodą. W niedzielę została wdową
Artykuł otwarty
Faktów jest kilka.

Po pierwsze, Weronika i Kamil bardzo się kochali.

Paweł, wujek Kamila, na co dzień sprawuje ważną funkcję władzy wykonawczej, jako sołtys rozmawia z mieszkańcami, potem trochę przy zwierzętach pochodzi. – To jest fakt, że się bardzo kochali – kiwa głową. Pamięta, jak Kamil – jeszcze ledwo co odrośnięty od ziemi – biegał po wiosce z kolegami. Sołtys wie, że za głupotami biegał, jak to chłopaki, w samochody zaglądał, tak go za kierownicę ciągnęło, zamiast w książki. Ale wszyscy go lubili, był taki fajny. To i Weronika go polubiła.

Weronika polubiła go cztery lata temu. To drugi fakt.

Przetańczyli całą noc na imprezie w remizie, mimo że wtedy jeszcze niepełnoletni, to do rana siedzieli. Potem on wziął ją na swoją studniówkę, ona do rodziców, żeby zobaczyli, że Kamil to porządny chłopak.

Z remizy do kościoła

Kolejność tych faktów była taka: remiza, studniówka, obiad u mamy, potem ciąża, szybki ślub cywilny, urodziny małej Mai.

– No i ślub kościelny na koniec – wylicza Paweł.

– Ale oni się z tego wspólnego życia cieszyli. Mimo że to tak nagle, to dziecko, wszystko, to zadowoleni. Chociaż ja mówiłem: jakie nagle, kilka lat już się za sobą uganiacie, był czas na zastanawianie. Do urzędu stanu cywilnego poszli, jak mieli po 21 lat, to w czerwcu ubiegłego roku było. Potem we wrześniu urodziła się mała. Weronika przeprowadziła się tu do nas, na wioskę, zamieszkała z rodzicami Kamila. Duży dom, to się pomieścili bez problemu – opowiada Paweł.

W wiosce potwierdzają: – Chodziła z tym brzuchem sterczącym, zadowolona – mówią w sklepie. Ci pod sklepem dodają: – Potem brzuch na wózek zamieniła i też zadowolona. Chociaż może już mniej wystrojona niż kiedyś, bo teraz zamiast w salonie fryzjerskim nad klientkami z grzebieniem, to całymi dniami nad tą Mają wisiała z grzechotkami.

Bo Weronika wyuczyła się na fryzjerkę. Kamil – bo tak mu z dzieciństwa zostało – na kierowcę.

– Kończył kursy, bo chciał niebezpieczne rzeczy przewozić po świecie tirami: paliwa, nie paliwa. A ona kiecki szukała. On zdał, badania przeszedł, w pierwsze kursy do Rosji pojechał. A ona znalazła sukienkę. Skromna taka, nie że beza czy że dekolt. Księdzu się podobała – przypomina sobie sołtys.

Aż chciało się patrzeć

Na białej kartce napisali, że serdecznie zapraszają na uroczystość zaślubin. Kartek rozdali grubo ponad setkę, wesele przecież, bawić się trzeba, ma być hucznie, z przytupem. Grubo ponad setka gości słyszała, jak Weronika drżącym głosem powiedziała do mikrofonu: „Ślubuję miłość, wierność i uczciwość małżeńską”. Kamil jej odpowiedział: „I że nie opuszczę cię aż do śmierci”.

Potem był ryż, rzucanie groszami, wydłubywanie ich przy aplauzie gości z bruku przed wejściem do kościoła. Potem w wynajętej gminnej salce po kolei: rosół, wódka, kotleciki, wódka, tort, gorzko, gorzko, więc znowu wódka, krokiety i wódka.

W wiosce mówią: – Ona taka wysoka, on ciemny, szary na twarzy, przystojny. Aż się chciało patrzeć. Tańczyli z małą Mają na rękach do północy. Potem dziecko wróciło do domu, a oni z parkietu schodzili tylko na toasty. – To nie wypada, żeby na weselu nie tańczyć do rana. To tańczyli.

Rodzice Weroniki już nie tacy młodzi, uznali, że za rano można uznać czwartą, pojechali do domu. Za ciosem poszła też matka i ojciec Kamila, ucałowali młodych, pomachali, zostawili ich z garstką weselnych niedobitków. A tych było sporo: Kamil zaprosił wszystkich kolegów, ci zaprawieni w imprezach mogli pląsać, wódkę popijać do prawdziwego rana.

Pijany jak Polak

Prosto, w lewo, w prawo i do piwnicy

Dlatego dopiero rano wsiedli do samochodu, zmęczeni bieganiem, zamieszaniem na weselu, milczący, trochę nieprzytomni, ze zdartymi obcasami ruszyli do domu. Do przejechania kilkanaście kilometrów. Jadąc z wioski, w której było wesele, musieli minąć rodzinną miejscowość Weroniki, gdzie spali już jej rodzice, potem prosto, w lewo, w prawo i już dom Kamila. Duży, z ogrodem, w oddali od sklepu, od innych domów, z dużymi schodami prowadzącymi do wejścia. Wchodząc po nich, podwinęła długą sukienkę, weszli na piętro, trzeba przecież sprawdzić, czy mała Maja śpi spokojnie. Spała, rodzice Kamila też spali.

– Weronika schylała się nad dzieckiem, Kamil rzucił na łóżko marynarkę weselną. Powiedział jej, że idzie na dół pooglądać ślubne prezenty – opowiada Paweł.

Zszedł po schodach, Weronika poprawiła kołderkę dziecku. Pokręciła się jeszcze chwilę. Też zeszła na dół, sama ciekawa, co dostali. Chociaż wiedziała, że nic poza kopertami tam chyba nie było, chcieli samych pieniędzy. Ale może jednak coś dostali?

W salonie nie było Kamila, weszła do kuchni, cicho zajrzała do łazienki, żeby nie obudzić rodziców. Wyszła na zewnątrz, pomyślała, że poszedł zapalić przed snem. Przeszła się po ogrodzie, czuć już było, że zaraz będzie jesień. Kamil nie palił papierosa ani przy bramie garażu, ani przy furtce.

– I wtedy coś ją tknęło. Skąd tak tknęło? Nie wiem. Poszła do piwnicy – przypomina sobie Paweł. – I znalazła tam wiszącego Kamila.

Kamil zawisł na pasku, który specjalnie kupił, żeby pasował do weselnych spodni. Miał je na sobie, miał też koszulę. – Tylko marynarka została na górze na łóżku i pantofle zdążył na laczki zmienić – mówi Paweł.

Trzymał go za rękę, gdy przyszedł prokurator

Weronika zaczęła krzyczeć, nie przestała jeszcze przez wiele godzin. Zbiegli się sąsiedzi, rodzice Kamila zerwali się z łóżka, mała Maja zaczęła płakać na piętrze. Siostry Kamila próbowały go jeszcze reanimować, nawet akcja serca na chwilę wróciła, ale widocznie pętla z paska za długo była zaciśnięta na jego krtani. I nic nie pomogło już Kamilowi. Przyjechała karetka, potem radiowóz, potem jeszcze prokurator. Napisał w dokumentach: samobójstwo w wyniku powieszenia.

– Ja nie mogłem w to wszystko uwierzyć. Widziałem go, jak już leżał. Siedziałem z nimi i trzymałem za rękę Kamila i jego ojca, mojego brata. Dwie godziny tak siedziałem, patrzyłem, jak się kręcą prokurator z policjantami. To był widok nie do uwierzenia. Biedna dziewczyna, biedny chłopak – mówi Paweł.

I to ostatni fakt, o którym szepcze wioska. Taki, że oto Kamil popełnił samobójstwo w dzień swojego ślubu.

Zamiast na miesiąc miodowy pojechała na cmentarz

– Co tam się mogło wydarzyć? On to przecież do grobu ze sobą zabrał, Weronika roztrzęsiona, nie ma pojęcia, co się stało – zastanawia się sołtys.

Kamil nie zostawił żadnego listu. Nawet jednego słowa na żadnej kartce, mailu, na komórce, w SMS-ie. Weronika sprawdziła wszystko.

Zostawił za to bilety do Jarosławca, tam miał zaraz na miesiąc miodowy zabrać Weronikę i Maję.

I umówionych fachowców, którym powiedział, że we wtorek, dwa dni po ślubie, zadzwoni, umówi się na wylewanie betonu pod nowe schody.

I pełne koperty pieniędzy, cieszyli się z nich, chociaż finansowo radzili sobie dobrze.

I nową pracę, paliwo znów miał wieźć do Rosji.

Wyniki badań, które robił, żeby dostać zgodę na te paliwa: opinię psychologa, że stabilny, odporny na stres. Lekarza pierwszego kontaktu, że okaz zdrowia.

I zrozpaczoną pannę młodą, dziecko, które zaraz miało obchodzić pierwsze urodziny, załamanego ojca, matkę i dwie siostry.

– To olbrzymia rana – tata Kamila nie chce mówić o tragedii.

– Nie wiem, kiedy uda mi się zacząć normalnie żyć – ucina Weronika.

Odporny na stres

W sobotę była panną młodą, w niedzielę – wdową. W środę pochowała męża i zamiast do Jarosławca, pojechała dwie wioski dalej, do swoich rodziców.

– Co tam się stało? Tylko on to wie, ale tajemnicę zabrał do grobu. To są tajemnice, proszę państwa, tajemnice – szepczą więc na wiosce.

Weronika mówi, że nic nie rozumie.

Sąsiedzi – że przecież nigdy się nie kłócili.

Koledzy nie mogli uwierzyć. Jeden dostał ogromnych bóli serca, kiedy się dowiedział. – Bo przecież żadnych przesłanek, no jakby nie patrzeć, nie było – mówi.

Rodzina, że przecież życie mieli ułożone, zaplanowane, już stabilne, schody wylewać mieli. Że zadowoleni czekali na ślub kościelny, pieniądze na wesele odkładali przecież.

I mówią: odporny na stres, bo przecież w wynikach tak było napisane od psychologa, zakochany po uszy, całkiem majętny, bo na tirach dobrze płacą, zdrowy jak koń, z piękną córeczką. No co się mogło stać?

Na własnym weselu się nie napić?

– No, faktów jest mało, plotek dużo. Mówią, że niby ojciec zmuszał Kamila do ślubu, że on nie chciał. Ale to nieprawda. Mówią, że się okazało, że dziecko nie jego, i się załamał. Ale to też nieprawda. Mówią, że sąsiad z wioski pijany do niego podszedł, bzdur nagadał, on się przejął. Ale co miałby mu powiedzieć, żeby aż tak się przejąć? Weronika do końca życia się będzie zastanawiać – mówi Paweł.

Prokurator, który siedział z żoną, wujkiem, ojcem, matką i siostrami Kamila, umorzył postępowanie. Uznał, że nikt Kamilowi nie pomógł. Że Kamil samodzielnie zamontował pasek, potem przełożył przez niego głowę. Prokurator poprosił jednak policję o zbadanie ciała pana młodego. Dokładnego wyniku nikt nie zanotował, w dokumentach jest tylko notatka: Kamil był pod wpływem alkoholu.

– No wiadomo, co chwila gorzko, gorzko, co chwila toast, co chwila chlup kieliszek i zaraz po następny. A im później, tym więcej kieliszków, rodzice przecież pojechali i babcie, dziadkowie, dziecko, sami kumple tańcują, nie trzeba już się tak pilnować. A kto na własnym weselu nie chciałby się napić? – mówi Paweł.

Samobójstwo co 40 sekund

Film mi się urwał

– To był impuls alkoholowy. Kamil może być idealną reklamą wesel bez picia, bez butelek, wódeczki na stołach – mówi Włodzimierz Adam Brodniak. To socjolog medycyny, który wiele godzin spędził w szpitalnych salach, rozmawiając z tymi, którym udało się przeżyć próbę samobójczą. – Kamil miał 22 lata? Ładną żonę? Zdrowe dziecko? Dobrych kolegów? Plany na życie, na miesiąc miodowy, na remonty? Miał dobre wyniki badań, pieniądze? To byłoby idiotyczne, żeby ktoś taki chciał zabić się w dzień własnego ślubu. Nie mógł tego zrobić świadomie.

Brodniak pamięta taki poranek. Trafia na oddział, na łóżku leży mężczyzna. Nawet się uśmiecha, chociaż sam nie do końca rozumie, dlaczego trafił do psychiatryka. Lekarze mu mówią: „Przecież próbowałeś popełnić samobójstwo, odratował cię przypadkowy przechodzień”. On na to: „Jak to?”.

W organizmie miał kilka promili, kiedy wspinał się po schodach hotelu pracowniczego. Rzuciła go firma do Warszawy, duże miasto, warto pójść na miasto, napić się, poszaleć. Napił się, poszalał. A że nikogo nie znał, wrócił sam do hotelu. W połowie drogi na swoje piętro wyciągnął ze spodni pasek, zacisnął go na balustradzie, przełożył przez głowę i się rzucił. Odciął go idący za nim po schodach mężczyzna. Zawołał pogotowie, policję. – Przewieźli go do szpitala, dali czas na wytrzeźwienie. Potem lekarze zapytali: „Czemu chciałeś sobie odebrać życie?”. A on na to: „Ja? No co wy. Ja nie pamiętam, co się w nocy działo, film mi się urwał” – mówi Włodzimierz Adam Brodniak. – Takich jak on jest dużo więcej.

Niektórym włącza się w głowie nawigacja, trafiają do domu po mocno nakrapianej nocy, rano nie wiedzą nawet, jak im się to udało, nic nie pamiętają. Inni nagle robią się potulni jak kotki albo odwrotnie – dostają kociego rozumu, chcą gwałcić, bić, szukają zaczepki. A niektórzy jak popiją, mogą stracić rozum i chociażby ściągnąć ze spodni pasek, zamontować na balustradzie, bezmyślnie podejść zbyt blisko.

Brodniak wyciąga tabelki, zestawienia, wnioski. Szuka innych powodów: w dzień ślubu Weroniki z Kamilem nie było żadnego kryzysowego wydarzenia na świecie, bo to może mieć jakiś wpływ. Bezrobocie ich szczególnie nie dotknęło. Choroby ciężkiej Kamil nie przechodził. Weronika zeznała policji, że nigdy nie próbował czegoś podobnego, nie mówił o samobójstwach. W rodzinie nikt też nie odebrał sobie sam życia.

Kamil nie zostawił listu, więc raczej nie planował samobójstwa, odruch musiał się pojawić w drodze na dół po schodach do przeglądania kopert z pieniędzmi.

Pasek? – To banalne i nic w zasadzie nie znaczy. W Polsce mężczyźni właśnie tak kończą ze sobą w 90 procentach. W Ameryce 50 proc. samobójstw to broń palna, bo tam jest dostęp do broni, a u nas do pasków i sznurów. Mężczyźni wybierają takie gwałtowne sposoby – mówi Brodniak.

Ale dlaczego?

– Kamilowi musiało się pomieszać w głowie po tych weselnych kielichach – ocenia. – Impulsywnie mu odbiło. Może czas zacząć reklamować wesela bez alkoholu?

Kto popełnia samobójstwa? Coraz więcej mężczyzn

2011 rok – 3839 (3291 mężczyzn, 545 kobiet)
2012 rok – 4177 (3569 mężczyzn, 508 kobiet)
2013 rok – 6097 (5193 mężczyzn, 903 kobiet)

pod wpływem substancji psychotropowych – 34,7 proc.
pod wpływem alkoholu – 14,2 proc.
przez trzeźwych – 5,2 proc.
pod wpływem innych środków – 0,5 proc.
nie ustalono – 45,4 proc.

W ”Dużym Formacie” czytaj też:

Zagłada Żydów ze wsi Strzegom
Przyszły do nas dzieci z lasu. Zjadły ziemniaki, co stały dla świń. Potem mi mama powiedziała, że je Polacy zabili

20 najbardziej wpływowych nastolatków
Jestem w szkole, w sprawach biznesowych proszę dzwonić po 15

Skąd się wzięli mieszczanie. Rozmowa z Agatą Bielik-Robson
Dziś tylko najwyższa hierarchia pracowników może wieść prawdziwie mieszczańskie życie: kupić dom, utrzymać rodzinę, posłać dzieci do dobrych szkół

Jestem artystką. Odejdę z korporacji, gdy tylko odnajdę własną drogę
Tylko jak ją odnaleźć, jeśli z pracy wychodzę o 19?

Robespierre a prawa człowieka…
czyli spór o grę Assasin’s Creed [ORLIŃSKI]

Piękno nazizmu…
czyli Kloss jest nieśmiertelny [VARGA]

Wyborcza.pl

 

PiS chce wprowadzić polityków do PKW. Prof. Zoll: Fatalne dla demokracji. Jakbyśmy wyglądali, gdyby to działało już dziś?

Krzysztof Lepczyński, 04.12.2014
Prof. Andrzej Zoll

Prof. Andrzej Zoll (Fot. Mateusz Skwarczek / Agencja Gazeta)

PiS chce, by w Państwowej Komisji Wyborczej obok sędziów zasiedli politycy. – Z punktu widzenia demokracji to fatalne rozwiązanie – ocenia prof. Andrzej Zoll, były szef PKW i Trybunału Konstytucyjnego. – Jakbyśmy dzisiaj wyglądali, gdyby istniała polityczna komisja wyborcza? Nie wiem, czy w ogóle doszłoby do ogłoszenia wyników – dodaje.
Do Sejmu trafił już projekt nowelizacji Kodeksu wyborczego przygotowany przez PiS, dziś odbędzie się jego drugie czytanie. Projekt wprowadza możliwość „dźwiękowej i filmowej rejestracji procedur wyborczych” oraz zasadniczo zmienia tryb powoływania składu Państwowej Komisji Wyborczej.Pomysł PiS niekonstytucyjny?Obecnie w skład PKW wchodzi dziewięciu sędziów powoływanych przez prezydenta, a wskazywanych przez prezesów Trybunału Konstytucyjnego, Sądu Najwyższego i Naczelnego Sądu Administracyjnego. PiS w swoim projekcie zmniejsza liczbę sędziów do trzech, skład komisji uzupełniając politykami, przedstawicielami wszystkich klubów parlamentarnych. Wciąż powoływałby ich prezydent.

– Ten pomysł nie może zostać zaakceptowany ze względów konstytucyjnych – podkreśla w rozmowie z Tokfm.pl prof. Andrzej Zoll, były przewodniczący PKW i były prezes Trybunału Konstytucyjnego. „Nie wyobraża” on sobie, by w jednym gremium mieli zasiadać sędziowie i politycy. – Nie da się tego połączyć – podkreśla.

„Cała idea upada”

Prof. Zoll wskazuje, że konstrukcja PKW miała zapewnić jej całkowitą niezależność. – Jeśli wprowadzimy czynnik partyjny, polityczny, cała idea upada. Z punktu widzenia demokracji to fatalne rozwiązanie – mówi prawnik. – Proszę sobie wyobrazić, jakbyśmy dzisiaj wyglądali, gdyby istniała polityczna komisja wyborcza. Nie wiem, czy w ogóle doszłoby do ogłoszenia wyników – stwierdza.

– Może w ogóle przejdźmy na polityczną komisję wyborczą z wszelkimi tego konsekwencjami – ironizuje prof. Zoll. Jego zdaniem skończyłoby się to polityczną awanturą po każdych wyborach. – Ustalenie wyników musi być oderwane od polityki, bo inaczej przekreślamy poważne osiągnięcie polskiej demokracji – podkreśla konstytucjonalista.

„Mieliśmy to w PRL”

Już dwa tygodnie temu, zaraz po pierwszej turze wyborów samorządowych, prof. Zoll krytykował na antenie Radia TOK FM pomysły radykalnych zmian Kodeksu wyborczego. – Politycy w PKW? To mieliśmy w PRL – mówił. – Ten system, oparty na sędziach, jest unikalny, jeśli chodzi o Europę, uważany za modelowy. Nie niszczmy tego, bo to system, który będzie gwarantował uczciwość wyborów. Bo dziś nie można jej kwestionować – zaznaczył.

Zdaniem prof. Zolla porażka z informatyzacją zliczania wyników wyborów i całe zamieszanie wokół elekcji nie powinny skłaniać do głębokich zmian w prawie, a jedynie korekt i wyciągania wniosków z dotychczasowych błędów.

– Była wpadka PKW, była wpadka KBW – przyznaje prof. Zoll. – Dobrze się stało, że te osoby podały się do dymisji. Ale to nie znaczy, by wylewać dziecko z kąpielą i wprowadzać polityków do komisji wyborczej – kwituje.

Zobacz także

TOK FM

 

„Ja – internowany, czuję się obrażony” – Szostkiewicz o manifestacji PiS

Anna Siek, 04.12.2014
Adam Szostkiewicz

Adam Szostkiewicz (Fot. Franciszek Mazur / Agencja Gazeta)

Wg Adama Szostkiewicza, nie ma usprawiedliwiania dla PiS za organizowanie manifestacji 13 grudnia. – Kojarzenie tamtego 13 grudnia z bieżącymi celami politycznymi jest niemoralne. Ale Jarosław Kaczyński doskonale wie, co robi. Jedno potrafi robić nie najgorzej – mobilizować ludzi wokół negatywnych emocji – mówił w TOK FM publicysta „Polityki”. Dla Szostkiewicza wprowadzenie stanu wojennego oznaczało internowanie.
– Ja – internowany, czuję się obrażony – tak Adam Szostkiewicz ocenił pomysł PiS, organizacji manifestacji w rocznicę wprowadzenia stanu wojennego. Demonstracja 13 grudnia ma być protestem przeciwko „sfałszowaniu” wyborów samorządowych.Zdaniem publicysty „Polityki”, „kojarzenie tamtego 13 grudnia, tego co się wtedy działo, z tym co próbuje zrobić partia Kaczyńskiego – dla bieżącego celu politycznego – dla mnie jest niemoralne. Ale co z tego…” – mówił w „Poranku Radia TOK FM”.

Adam Szostkiewicz po wprowadzeniu stanu wojennego, internowany był od stycznia do lipca 1982 roku. W opozycji działał do połowy lat 70. Był m.in. członkiem władz Regionu Południowo-Wschodniego NSZZ „S” i delegatem na I Krajowy Zjazd Delegatów w Gdańsku.

Według PiS: im gorzej, tym lepiej

Jak podkreśla publicysta, Jarosław Kaczyński bierze „odpowiedzialność polityczną i moralną za kierunek, w którym prowadzi swoją partię i za ludzi, którzy mu wierzą”.

Szostkiewicz nie ma wątpliwości, że akcja PiS jest świetnie przemyślana. Bo zdaniem komentatora, prezes Prawa i Sprawiedliwości doskonale wie, co robi. – Kaczyński jedno potrafi robić nie najgorzej: mobilizować ludzi wokół negatywnych emocji. To jest de facto cały jego program polityczny.

„Duda uważa, że jest spadkobiercą innej „S”. Nie tej, którą rozbił stan wojenny” – Paradowska o poparciu przez Piotra Dudę marszu PiS>>>

Zobacz także

TOK FM

Krzysztof Szczerski z PiS: Władza rozpoczęła kampanię nienawiści, każą siedzieć w domu i kłaniać się prezydentowi w pas

Krzysztof Szczerski z PiS przekonuje, że "wszyscy będą musieli uniżenie kłaniać się Komorowskiemu, bo inaczej będzie oskarżony o pławienie się w odmętach szaleństwa".
Krzysztof Szczerski z PiS przekonuje, że „wszyscy będą musieli uniżenie kłaniać się Komorowskiemu, bo inaczej będzie oskarżony o pławienie się w odmętach szaleństwa”. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Jarosław Kaczyński łagodzi ton, ale nie politycy jego partii. – Obóz władzy rozpoczął kampanię nienawiści, odmawiając nam prawa do skarg wyborczych, do demonstracji, do zabierania głosu, każą obywatelom siedzieć w domu i kłaniać się prezydentowi w pas – mówi w „Bez autoryzacji” Krzysztof Szczerski z PiS.

Jarosław Kaczyński łagodzi ton. Nie mówi o „fałszowaniu wyborów”, jak wtedy na mównicy sejmowej, ale o „wypaczeniu”, „zafałszowaniu”, „niemiarodajnych wynikach”.

Słowo „fałsz” było używane przez drugą stronę do skonfliktowania nas z członkami komisji obwodowych, przedstawiano to jako atak personalny. Nie ma równowagi między wolą wyborców a wynikami wyborów. Na przykład protokół komisji wojewódzkiej na Mazowszu różni się od protokołu PKW dotyczącego tego samego Mazowsza.

Trzeba przeprowadzić śledztwo, by to wszystko wyjaśnić. Rozmawiałem wczoraj z politykami z Wielkiej Brytanii, otworzyli szeroko oczy, kiedy usłyszeli, że 20 proc. jest nieważnych. To 3 miliony głosów, to tak, jakby wszyscy z Poznania, Wrocławia, Krakowa i Łodzi oddali nieważne głosy. Na Wyspach byłaby burza i powtórka wyborów.

U nas druga strona, która nie potrafi podjąć rozmowy o poprawie systemu wyborczego, oskarża nas personalnie. A problem jest poważniejszy. To kryzys państwa, a trzeba głębokich zmian.

Mówił o nich wczoraj prezes Kaczyński. Zaskoczyło mnie jego podejście do wyroku Trybunału Konstytucyjnego, który orzekł, że nie zmienia się prawa wyborczego na pół roku przed wyborami. Jak polityk może tak bagatelizować wyroki Trybunału?

Ten przepis to interpretacja wyprowadzona z przepisu ogólnego, on nie jest niezmienialny. Sama zasada jest oczywiście potrzebna, by rządzący nie manipulowali prawem przed wyborami, ale te sześć miesięcy to opinia sędziów. Więc to nie jest przepis konstytucyjny, tylko niższej rangi. Dlatego w obecnej sytuacji, głębokiego kryzysu, wszystkie partie sejmowe powinny się naradzić jak z tego wyjść.

Co więcej prezydent powinien ich zaprosić i powinien porozmawiać o tym, co zrobić, by naprawić system wyborczy. A Bronisław Komorowski zaczyna coraz bardziej nerwowe ataki na opozycję. Wczoraj pani Trzaska-Wieczorek, rzeczniczka pana prezydenta, wyszła poza swoje obowiązki i zaatakowała opozycję. W demokratycznym państwie prawa to nie powinno mieć miejsca.

Dlaczego tak ostro krytykujecie prezydenta? Nie ma prawa do opinii?

Obraził nas i dużą część społeczeństwa, zarzucając pogrążanie się w odmętach szaleństwa. Obóz władzy rozpoczął kampanię nienawiści, odmawiając nam prawa do skarg wyborczych, do demonstracji, do zabierania głosu, każą obywatelom siedzieć w domu i kłaniać się prezydentowi w pas. Komorowski przed wyborami pojawi się w każdym miejscu w Polsce, a wszyscy będą musieli mu się uniżenie kłaniać, bo inaczej będzie oskarżony o pławienie się w odmętach szaleństwa.

Reakcja władzy jest przesadzona i nie do przyjęcia w sytuacji kryzysu państwa. W takiej sytuacji powinniśmy wszyscy się zjednoczyć, jako politycy odpowiedzialni za Polskę, i naprawić to, co nie działa. Na przykład za zgodą wszystkich, nie na siłę, można ominąć tę 6-miesięczną karencję.

naTemat.pl

 

PILNE: Girzyński odchodzi z PiS: „Nie mam sobie nic do zarzucenia”

tot, 04.12.2014
Zbigniew Girzyński

Zbigniew Girzyński (MIKOŁAJ KURAS)

Poseł Zbigniew Girzyński wystąpił z klubu parlamentarnego oraz partii Prawo i Sprawiedliwość. Oświadczenie w tej sprawie opublikował na Facebooku. Zamieszczamy je w całości:
„W związku z zastrzeżeniami jakie mogą się pojawić co do moich wyjazdów służbowych pragnę poinformować, że w dniu dzisiejszym złożyłem rezygnację z członkostwa w Klubie Parlamentarnym i partii Prawo i Sprawiedliwość.Ponadto pragnę nadmienić, że nie mam sobie nic do zarzucenia jeśli chodzi o moją aktywność i pracę na forum Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy. W kończącym się roku 2014 brałem udział w rekordowej na tle innych polskich delegatów ilości głosowań. Wygłosiłem też ważne wystąpienia zwłaszcza w sprawach ukraińskich, które odbiły się szerokim echem u naszego południowo – wschodniego sąsiada. Nie inaczej było w latach minionych czego dowodem niech będzie szeroko komentowane na Kaukazie moje pytanie z kwietnia 2013 r. do ówczesnego premiera Gruzji. Przy okazji dziękuję za wyrazy uznania, które sobie niezmiernie cenię, jakie w tym zakresie otrzymywałem publicznie także od moich politycznych oponentów jak prof. Tadeusz Iwiński czy poseł i minister Andrzej Halicki.Ponieważ w ostatnim czasie krąży wiele mitów i nieścisłości dotyczących sposobu odbywania podróży przez posłów zwłaszcza w zakresie rozliczania tzw. kilometrówki pragnę zauważyć, że od 6 lat sejm zrezygnował z rozliczania kilometrówek jeśli chodzi o podróże służbowe posłów. W celu z jednej strony szukania oszczędności, z drugiej zaś aby uprościć system samego rozliczania, zostały one zastąpione „ryczałtem samolotowym”. W praktyce oznacza to, że poseł odbywający podróż służbową może albo dostać bilet na samolot zakupiony przez kancelarię sejmu, albo jego równowartość (a nie jak się błędnie podają w media „kilometrówkę”). Konsekwencją tego stało się zwolnienie podróżującego z obowiązku odbywania podróży samochodem. Jedynym obowiązkiem jest natomiast obecność osoby odbywającej podróż służbową w miejscu oddelegowania.Zdaję sobie jednak sprawę, że zamieszanie i informację medialne krążące w tej sprawie działają jednak na moją niekorzyść, a bardziej niż rzetelność w tej sprawie liczy się sensacja i skandal, nawet jeśli wywoływany jest sztucznie. Mam nadzieję, że moja rezygnacja z członkostwa w Klubie Parlamentarnym i partii PiS pomniejszy straty wizerunkowe tego ugrupowania, którego program i wizję państwa ceniłem i cenić będę nadal. Do końca bieżącej kadencji sejmu pozostanę posłem niezrzeszonym. Wszystkich, których rozczarowała moja postawa lub jakieś elementy z mojego zachowania w tej sprawie pragnę bardzo przeprosić”.

Zobacz także

torun.gazeta.pl

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: