Archive for the ‘Kościół’ Category

Z kim Mateusz Morawiecki chce rechrystianizować Europę?

Czarno widzę przyszłość Kościoła katolickiego w Polsce.

Dane, które zebrała niezależna amerykańska firma badawcza Pew Research Center (PRC) powinny przyprawić polskich hierarchów o drżenie (patrz „Bojaźń i drżenie” Kierkegaarda) serca. Polska jest liderem największych spadków wśród młodych przed czterdziestką w takich wrażliwych danych dla religijności, jak udział w mszach, w deklarowaniu o ważności religii w życiu oraz w odmawianiu pacierza.

PRC badania prowadziła w 108 krajach. U nas doszło do rozziewu między pokoleniami, a w zasadzie do przepaści. Po czterdziestce (40 lat życia i więcej) uczestnictwo w mszach deklaruje 55 proc. rodaków, a przed czterdziestką 26 proc. Mamy więc przepaść wynoszącą 29 proc.

W tę przepaść stacza się Kościół katolicki i w tej przepaści musi zginąć. Zatem zasadne jest pytanie: z kim chce Mateusz Morawiecki rechrystianizować Europę? Obawiam się, że będziemy mieli powtórkę – gruba satyra z mojej strony – z rozrywki. Morawiecki na tę krucjatę rechrystianizacji może udać się z kuśtykającym na kolano Jarosławem Kaczyński i łapiącym hostię Andrzejem Dudą.

Kiedyś w dziejach Europy odbyła się krucjata dziecięca, opisana wspaniale przez Jerzego Andrzejewskiego w „Bramach raju”, dzisiaj będzie krucjata Morawieckiego z Kaczyńskim i Dudą, aluzyjnie opisana w „Pokraju” przez Andrzeja Saramonowicza. Politycznie więc czeka nas krucjata pokrak.

Ale co z Kościołem stanie się w tej przepaści? Jeszcze raz odwołam się do Morawieckiego, który jest ideologiem PiS, takim Michaiłem Susłowem tej partii. Otóż nazwał on opozycję – a myślę, że chodziło mu o Platformę Obywatelską – turbo liberalną.

Pomijam, że Morawiecki jest turbo niedoczytany, turbo-nie-rozumiejący-pojęć, polski Kościół stoi przed podobną drogą ku przepaści, jak w Irlandii. W tym kraju bardzo mi bliskim ze względu na Joyce’a i Becketta (a „Ryży” Patricka Donleavy’ego jest równie dobrze powieścią o Polsce) nastąpiło turbo odejście od „wartości” katolickich, o czym świadczy niedawne referendum ws. aborcji.

Polskę czeka podobna krucjata, ale przeciw rechrystianizacji. Najpierw powstaną komisje w sprawach takich, jak zło pedofilii wśród kleru, a potem się potoczy. W tych sprawach przewija mi się następujący obrazek: Morawiecki rechrystianizuje z kuśtykającym Kaczyńskim, a nad nimi powiewa patriotyczny żółty proporzec barw watykańskich.

Ciemno więc widzę przyszłość kleru i takich zacofanych Polaków, jak Morawiecki i odchodzący Kaczyński. Ciemno wszędzie, głucho wszędzie, co to z rechrystianizacją Morawieckiego i kuśtykającego Kaczyńskiego będzie. Och i ach! Bach! Pryśnie sen o potędze wstecznictwa naszych kołtunów, świetnie opisanych przez Theodore’a Fontane’a na początku XIX wieku.

Na PiS i sprzyjający im kler jest jedna metoda – niech lezą ku przepaści. Jak stwierdza jeden z najstarszych polskich idiomów: krzyż im na drogę.

Reklamy

3 teksty Waldemara Mystkowskiego.

Prezes Kaczyński choruje, Polska też. Jak długo?

Jarosław Kaczyński rzeczywiście okulał. Obrazek z dyrektorem Wojskowego Instytutu Medycznego gen. Grzegorzem Gielerakiem, który wraz z pielęgniarką dostarczyli prezesowi PiS kule, jest interesującą przesłanką ku oczywistej oczywistości, że Polska przestaje być normalnie funkcjonującym krajem demokratycznym.

Chylimy się w stronę republiki bananowej, takiej jak Burkina Faso, o której swego czasu wspomniał prezes, a Zygmunt Freud orzekłby, że nieprzypadkowo – co na myśli, to prędzej czy później spłynie na język.

Mogło to w pierwszym momencie wyglądać na zagrywkę pijarowską, bo prezes jakby korespondował – przedrzeźniał narracyjnie wg Gombrowicza – protestujących niepełnosprawnych i ich opiekunów w Sejmie. W sztuce przechwytywania uwagi mediów prezes jest mistrzem, to istny Narcyz, świat się kręci wokół jego rozdymanego ego.

Ale oto prezes nie tylko kuleje, ale trafił także do szpitala. Diagnoza, do jakiej dotarły media – w tym wypadku „Fakt” – jest taka, iż prezes cierpi na zwyrodnienie kolana.

Co to miałoby znaczyć? Nikt za dużo nie wie, szpital nie wydał żadnego komunikatu, a szef ośrodka generał Gieralak takiego oto używa języka, gdy Wirtualna Polska zadała pytanie, co jego łączy z prezesem: „Ja – oraz kilku moich współpracowników – mamy zaszczyt utrzymywać relacje z panem Jarosławem Kaczyńskim. Nie ograniczają się one wyłącznie do opieki medycznej”.

Pomijam nędzę tego języka, ale generał – ni mniej, ni więcej – powiedział, że jest na służbie jak jakiś kamerdyner. Niektórzy ludzie nie powinni się odzywać, jeżeli mają kłopoty z określeniem swojej pozycji zawodowej.

„Fakt” nawet sugeruje, że kolano prezesa może być tylko fizycznym dowodem rozleglejszej niedyspozycji organizmu: „Sygnały ostrzegawcze wysyłane przez organizm Kaczyńskiego są poważne”. Jeżeli nawet zostanie poddany operacji, rekonwalescencja potrwa jakiś czas. A co będzie, gdy inne organy wewnętrzne dadzą o sobie znać, iż są zużyte, a przecież Kaczyński ma swoje lata?

Już zresztą rozpoczęła się walka o sukcesję po Kaczyńskim. Na delfina został konsekrowany Mateusz Morawiecki, lecz daje o sobie znać Beata Szydło, która trzyma sztamę ze Zbigniewem Ziobrą. Duże atuty są w posiadaniu Andrzeja Dudy, nieprzypadkowo wyskoczył jak Filip z konopii z terminem referendum konstytucyjnego, mianowicie w Święto Niepodległości. Ostatniego słowa nie powiedziała gwardia z zakonu Porozumienia Centrum: Brudziński, Błaszczak, Kuchciński.

Zapowiada się zacięta walka buldogów. Polityk w wieku Kaczyńskiego zapadający na zdrowiu ma dużo mniejsze szanse na szybsze wyleczenie niż emeryt, który nie jest poddany stresom politycznej gorączki. Czyżby gabinet przy Nowogrodzkiej miał zostać być na jakiś czas przeniesiony do separatki w szpitalu przy ulicy Szaserów?

Choruje prezes, Polska choruje od przeszło dwóch lat, tzn. od kiedy rządzi PiS. Jak długo?

Jaka jest metoda w szaleństwach PiS?

Obawiam się, że Patryk Jaki może zyskać konkurenta ze strony PiS w wyścigu do kandydowania na fotel prezydenta Warszawy.

Kim jest Jaki w stosunku do Antoniego Macierewicza? Macierewicz to były minister obrony i ciągle aktualny wiceprezes PiS, a Jaki to tylko członek partii Ziobry, przybudówki PiS. Czyżby prezes Kaczyński chciał skompromitować Ziobrę poprzez wystawienia kandydatury jego partyjnego kolegi w wyborach samorządowych?

Kaczyński lubi pokrętne gry, to istny krętacz polityczny, pokerzysta w tej szulerce. Wielki Szu w wykonaniu Jana Nowickiego to tylko gra aktorska na miarę przeboju filmowego, Wielki Szu w wykonaniu Kaczyńskiego zasługuje co najmniej na nominację do Oskara.

Wiceprezes PiS zajął stanowisko w sprawie Pałacu Kultury i Nauki. Wicepremier Piotr Gliński chciałby zburzyć PKiN, ale nie wie, co w tak powstałej dziurze miałoby powstać, a Macierewicz wie.

Mianowicie: Kolumna Chwały Wojska Polskiego zwieńczona figurą Matki Boskiej Hetmanki Polski. Niektórzy nazywają to szaleństwem, czy jednak mają rację?

Takie jest zdanie wiceprezesa PiS. A co na to Jaki? Na razie nic. Wobec zwierzchności cztery litery bierze w troki i jedzie na bulwary, aby raczyć lud smoleński kiełbasą wyborczą. Tak sobie grilluje.

Obawiam się, że mamy do czynienia z pokrętnością pisowską. Macierewicz zajmując głos w sprawie Warszawy, może zechcieć wystartować w wyborach samorządowych na prezydenta stolicy, nie musi tego robić z ramienia PiS, lecz z jakiegoś stronnictwa narodowego, czy też ONR, który jest pod ochroną Joachima Brudzińskiego, innego wiceprezesa PiS.

Jak niejednokrotnie się przekonaliśmy, szaleństwo PiS jest wpisane w pokrętną metodę. Nie inaczej odczytuję poruszenie PiS w sprawie pomnika katyńskiego w Jersey City.

W nekropolii w Katyniu 10 kwietnia tego roku nikt z PiS nie złożył kwiatów. Dlaczego, bo to nie jest rok wyborów parlamentarnych i prezydenckich, jak w 2010. Ale obruszenia wśród polityków PiS powstało, gdy burmistrz Jersey chce pomnik katyński usunąć.

Ważniejsze jeszcze jest to, iż w USA za sprawą polityki PiS powróciło określenie „polaczków” i kawałów Polish jokes. Tak PiS powstał z kolan, znowu staliśmy się śmieszni za sprawą Ferdynanda Kaczyńskiego, jego Waldusia Andrzeja Dudy i rozlicznych Paździochów.

Gogolowskie „z czego się śmiejecie” należy zamienić na „dlaczego się śmiejecie z sitcomu PiS”? Smutny to śmiech z Kiepskich Kaczyńskich i Paździochów Morawieckich. Taka jest metoda szaleństwa PiS. Niestety, coraz mniej oczyszczająca. Śmiech to już nie zdrowie, ale upadek.

Krzyże zanieście z powrotem do kościołów, ignoranci od rechrystianizacji

Gdy chadeckiemu premierowi Bawarii Markusowi Söderowi zachciało się krzyża na budynkach instytucji władz landu, usłyszał od arcybiskupa Monachium, a zarazem przewodniczącego rzymskokatolickiego episkopatu Niemiec kardynała Reinharda Marxa, iż krzyż jest znakiem religijnym, „znakiem sprzeciwu przeciwko przemocy, niesprawiedliwości, grzechowi i śmierci, ale nie jest znakiem przeciwko innym ludziom”.

Niemiecki hierarcha posunął się jeszcze dalej, twierdząc, że krzyża nie można traktować jako znaku kulturowego, lecz tylko religijnego – w innym wypadku jest to dowód ignorancji.

W Polsce kard. Marx (nomen omen) byłby z miejsca okrzyknięty lewakiem nie tylko przez Krystynę Pawłowicz, ale i przez Mateusza Morawieckiego, który chce rechrystianizować Europę. Arcybiskup powiedziałby, że krzyż nie jest logo kampanii wyborczej żadnej partii, a zwłaszcza tak obcej wartościom chrześcijańskim, jak PiS, która to partia unika rozwiązania np. problemu niepełnosprawnych.

Ale Morawiecki to ignorant zarówno w wiedzy o kulturze uniwersalnej i polskiej. Na każdym kroku daje temu dowód, bo uczynki tego niesamodzielnego i zagubionego emocjonalnie człowieka można porównać do postępowania w starożytnej Sparcie, w której niemowlaków niepełnosprawnych zrzucano ze skały, albo porzucano w lesie (w Polsce na korytarzach sejmowych). Takie porównanie jest uprawnione, da się odczytać po mowie ciała Morawieckiego, gdy wzdrygał się podczas rozmowy z opiekunami niepełnosprawnych.

PiS namawia matki, aby rodziły niepełnosprawne dzieci, byle zostały ochrzczone, a potem niech się dzieje z nimi cokolwiek (skała albo porzucenie w Sejmie). Ignorancja humanitarna takiego Morawieckiego wiele mówi o tym człowieku, nie nadającym się na pełnienie odpowiedzialnych funkcji politycznych, bo mu się miesza polityka z religianctwem i własnymi korzyściami narcystycznego ego.

Władze PiS uczyniły ogromne spustoszenie w życiu społecznym, choć rządzą tylko przeszło dwa lata. Edukacja młodzieży woła o pomstę do nieba. Polska szkoła jest bardziej zdewastowana niż demokracja i sądownictwo. Za to przyjdzie Polsce zapłacić jeszcze większą cenę. Szkoły zamieniane są w średniowieczne szkółki przykościelne, w których obok lekcji religii odbywają się apele z okazji Dni Papieskich, na uroczystościach szkolnych przemawiają duchowni, dyrekcja organizuje pielgrzymki. W dwóch trzecich szkół sale lekcyjne są obwieszone krzyżami.

Ba, zdarza się, że ksiądz jak druid święci plecaki pierwszoklasistom. Dobrze, że nie są tatuowane runy, ale kto wie, co się zdarzy, gdy rechrystianizacja przyspieszy. W „Newsweeku” Renata Kim i Anna Szulc opisują zdarzenie z poznańskiej szkoły, w której wychowawczyni od Kiki Wińczyk chciała usprawiedliwienie, dlaczego to ona nie uczestniczy w rekolekcjach. Gdy rodzice artyści odpisali, że Kika nie jest nawet zapisana na religię, więc nie chodzi na rekolekcje, nauczycielka nie przyjęła tego do wiadomości.

Tak już jest zindoktrynowane przez kler ciało pedagogiczne. Zatem rodzice Kiki, artyści Monika i Hubert Wińczykowie zrobili happening przed jednym z kościołów. Wystawili ławkę szkolną przed świątynią, przy której przeprowadzili lekcje ze swoją córką. Była to matematyka, język polski oraz języki obce, urozmaicane ćwiczeniami z wychowania fizycznego na rozgrzewkę.

Niedługo dojdzie do sytuacji, że pedagodzy ze szkół koranicznych z Iranu będą przyjeżdżali, aby pobrać nauki z metodyki średniowiecznej. Rządzą nami ignoranci, którzy znak religijny uczynili politycznym i straszą nas, niczym maczugą. Taki ich cywilizacyjny sznyt, run.

GRABIEC MA RACJĘ. ZAKŁAMANIE I NIEUCZCIWOŚĆ. OTO CAŁY PiS.

KOMU BILET, KOMU? BO JADĘ… DO DOMU 🙂

Pawłowicz przegrała proces, który wytoczyła Olejnik

W swoim felietonie w „Gazecie Wyborczej” Monika Olejnik zacytowała Pawłowicz, która w grudniu 2014 r. krzyczała na sali obrad do posłów i ówczesnego marszałka Sejmu Radosława Sikorskiego: „Ty chamie, stul pysk!” i „Zamknij ryj!”. Przeczytawszy artykuł, Pawłowicz pozwała Olejnik za to o ochronę dóbr osobistych, żądając przeprosin. Twierdziła, że tak nie mówiła, bo takich wypowiedzi nie ma… w stenogramie sejmowym!

Sąd Apelacyjny w Warszawie nie uwierzył posłance PiS i podtrzymał decyzję Sądu Okręgowego, który orzekł, że Olejnik nie ma za co przepraszać Pawłowicz. Na rozprawie w SA odtworzono zapis wideo obrad Sejmu z grudnia 2014 r., gdy poseł Dariusz Joński z SLD chciał przerwy w związku z zachowaniem Pawłowicz i jej „nieparlamentarnymi słowami”. Z kolei Andrzej Rozenek mówił, że Pawłowicz „zamieniła Sejm w bar” i prosił o przerwę, by mogła „wynieść brudne naczynia”. – „Takie zaczepiania nie powinny mieć miejsca” – krzyczała wtedy Pawłowicz, apelując o reakcje prowadzącego obrady Sikorskiego i twierdząc, że w ogóle się nie odzywała.

Zeznając w Sądzie Apelacyjnym, Pawłowicz „szła w zaparte” i próbowała wykpić się ze słów, które wypowiedziała w Sejmie. – „To kłamstwo” – powiedziała i dodała, że Olejnik dopuściła się „bardzo dużego nadużycia dziennikarskiego i nie sprawdziła tego u źródła”, a oparła się na pomówieniach osób, które są jej przeciwnikami. Olejnik odparła, że Pawłowicz nigdy nie chciała z nią rozmawiać, ani przyjąć zaproszenia na wywiad.

Trzyosobowy skład Sądu Apelacyjnego orzekł, że apelacja Pawłowicz nie jest zasadna, a wyrok Sądu Okręgowego odpowiada prawu, choć dopuścił się on pewnych uchybień (np. nie obejrzał zapisu wideo na rozprawie, co naprawił SA). Według SA, takie wypowiedzi, jak posłanki PiS, mogą być negatywnie oceniane w przestrzeni publicznej, stąd wniosek, że nie doszło do naruszenia jej dóbr.

Pawłowicz nie zostanie więc przeproszona (bo przecież nie było za co!), a sąd nakazał jej zwrócenie Olejnik 3,2 tys. zł kosztów procesu.

CZY ZA 500 ZŁOTYCH MIESIĘCZNIE POLACY POZWOLĄ IM KRAŚĆ MILIARDY?

GDZIE JEST KOŚCIÓŁ GDY PAŁUJĄ LUDZI NA KONTRMIESIĘCZNICACH? GDZIE JEST KOŚCIÓŁ, GDY PREZYDENT I PiS ŁAMIĄ KONSTYTUCJĘ? MODLI SIĘ? TO ZA MAŁO

Waldemar Mystkowski pisze o kardynale Nyczu i Andrzeju Saramonowiczu.

Krótka rozmowa między klechą a twórcą

Sąd Najwyższy raczej nie jest Sądem Ostatecznym (SO). Przynajmniej ten ostatni nie interesuje posłów PiS w wymiarze legislacyjnym. Powinien interesować hierarchów Kościoła katolickiego, ale jaki oni mają wpływ na obsadę zwierzchności SO? Żadnego.

Hierarchowie jednak czasami interesują się sprawami doczesnymi. Złośliwi mówią, że tylko doczesnymi. W takim wypadku strofuję: nie każdy jest Tadeuszem Rydzykiem, który robi z dłoni piramidkę, wymieni numer konta w swoich mediach i manna z kieszeni owieczek wpada do jego sakiewki. Ta manna zrobiła go jednym z najbogatszych Polaków, zmieścił się na liście „100” tygodnika „Wprost” i jak wieści niosą: pnie się coraz wyżej po tej drabinie jakubowej, tj. krezusowej.

Zaś kardynał Kazimierz Nycz troska się o los owieczek przed Sądem Ostatecznym, ale też Sądem Najwyższym. Metropolita warszawski w czasie homilii wygłosił, że „nikt nie przypuszczał, że w czasie obchodów jubileuszu Sąd Najwyższy tak bardzo znajdzie się w centrum zainteresowania”.
Mało tego ogłosił: – „Proszę Boga, by nie został zachwiany fundament trójpodziału władzy”. Co na to Bóg? Raczej się nie dowiemy, bo młyny sprawiedliwości niebieskiej mielą powoli, a Kaczyński tymczasem może chwycić nas wszystkich za twarz i orzec, że „mordom zdradzieckim” to się należy.

Do dialogu między kardynałem a Bogiem postanowił wtrącić swoje trzy obole twórca Andrzej Saramonowicz (och, ten Platon miał rację, aby poetów przegnać ze swojego idealnego państwa). Jak to twórca, Saramonowicz z Nyczem przeszedł od razy na ty: „Ty się, Kazik, nie zasłaniaj Bogiem, tylko podwiń rękawy sutanny i się zabierz za rozwalanie tej góry głupoty, nieprawości, pustosłowia i obłudy, którą razem z innymi klechami sypałeś przez ostatnie 27 lat”.

Saramonowicz to nie Bóg, choć ponoć stworzony na obraz i podobieństwo, więc z tego zapośredniczenia ma prawo zwrócić kardynałowi uwagę, aby „bez owijania w kardynalską bawełnę powiedział o niemoralności pisowskiej władzy w Polsce. A jeśli nie, to niech nam głowy nie zawraca”. Trudno, aby kardynał prosił (modlił się) Saramonowicza, lecz ten za friko udzielił mu rady bez modlitwy. Gdyby ów hierarcha i inni posłuchali tej mądrej rady – piszę świadomie: mądrej – to część góry głupoty runęłaby i Kaczyński nawet nie pomyślałby o zaprowadzeniu niemoralnego reżimu.

W taki to sposób porozmawiali sobie klecha i twórca – Kazik i Jędrek.

Niedziela 1.10.2017 19:00 cała Polska. SUWEREN wychodzi na ulice powiedzieć głośne NIE! dla demontażu trójpodziału władzy w PL

>>>

Kolejne 20 mln zł dla T.Rydzyka! Zapraszam na moją stronę: tam jest szczegółowy rachunek

Przyszedł prezes do lekarza…

Były ksiądz narodowiec nareszcie ukarany

Warszawski sąd okręgowy wydał dziś wyrok w sprawie Jacka Międlara, którego o nawoływanie do pozbawienia jej życia oskarżyła posłanka Nowoczesnej Joanna Scheuring-Wielgus. Były ksiądz został skazany na pól roku ograniczenia wolności połączone z obowiązkiem pracy na cele społeczne po 30 godzin w miesiącu.

W czasie kazania w Białymstoku Międlar powiedział: – „Największą przeszkodą na drodze ruchu wolnościowego zdążającego do umocnienia narodu nie są oligarchowie, mafia, establishment czy wrogowie, ale jest zwykłe tchórzostwo, zwykła żydowska pasywność (…). Ciemiężyciele i pasywny żydowski motłoch będzie chciał was rzucić na kolana, przeczołgać, przemielić, przełknąć, przetrawić, a na koniec będzie chciał was wypluć, bo jesteście niewygodni”. Posłanka Joanna Scheuring-Wielgus zawiadomiła prokuraturę.

Kiedy Międlar dowiedział się o tym, na Twitterze umieścił obraźliwy dla posłanki Nowoczesnej wpis: „Konfidentka, zwolenniczka zabijania (aborcji) i islamizacji. Kiedyś dla takich była brzytwa! Dziś prawda i modlitwa?”. Dzisiaj uzasadniając wyrok sędzia Agnieszka Modzelewska powiedziała: – „Wpis zawierał określenia powszechnie uważane za obelżywe, mające na celu upokorzenie, wyrażające pogardę i lekceważenie. niesie w sobie ogromny ładunek negatywnych emocji”.

A Joanna Scheuring-Wielgus skomentowała dla „Wyborczej”: – „Moim celem nie było wysłanie pana Międlara do więzienia, ale danie sygnału, że nie zgadzamy się na hejt, na poniżanie i straszenie innych. Mam nadzieję, że on kiedyś też dostrzeże, że popełnił błąd. Pani sędzia mówiła dużo w uzasadnieniu o godności człowieka i ten wyrok potwierdza, że nikt nie ma prawa jej odbierać”.

Wyrok nie jest prawomocny. Międlar – oczywiście – niczego nie dostrzegł ani nie zrozumiał i zapowiedział odwołanie się od niego.

Znów wszystko po staremu / ©Andrzej Mleczko

Nie będzie wyjaśnień związków Macierewicza z rosyjskimi służbami specjalnymi

Sejmowa komisja obrony narodowej – głosami posłów PiS – nie przyjęła w środę dezyderatu do premier Beaty Szydło w sprawie powiązań ministra obrony Antoniego Macierewicza mogących stanowić zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa.

Taki dezyderat zgłosiła Platforma Obywatelska. Posłanka tej partii Bożena Kamińska mówiła, że od ponad roku w polskiej i zagranicznej prasie publikowane są materiały dotyczące podejrzanych i niebezpiecznych z punktu widzenia bezpieczeństwa Polski powiązaniach szefa MON. Powołała się m.in. na książkę Tomasza Piątka „Macierewicz i jego tajemnice”.

Cezary Tomczyk z kolei mówił, że w przestrzeni publicznej funkcjonuje wiele różnych spraw, m.in. „zamach smoleński”, które się bada. – „Czy w tej sprawie też mamy wierzyć na słowo wiceministra, który jest podwładnym szefa MON” – pytał, nawiązując do wypowiedzi Kownackiego. Zastępca Macierewicza stwierdził wcześniej: – „Komu, jak komu, ale ministrowi Macierewiczowi zarzucanie rosyjskiej agentury to jest nieprzyzwoitość. Tego Goebbels i komuniści by się nie powstydzili”.

Tomczyk podkreślał, że nikt nie podważa historycznych zasług Macierewicza, jak udział w założeniu KOR, czy działalności w opozycji demokratycznej. – „Wątpliwości dotyczą ostatnich lat” – zaznaczył. Według niego w odpowiedzi i argumentach obrońców ministra nie ma odniesienia do faktów, są jedynie inwektywy w stosunku do wnioskodawców dezyderatu. – „Ze strony ministra zamiast obrony dobrego imienia jest wniosek do prokuratury o ściganie dziennikarza” – powiedział Tomczyk.

Książka Tomasza Piątka pt. „Macierewicz i jego tajemnice” opisuje i dokumentuje m.in. powiązania szefa MON z gangsterem-finansistą Siemionem Mogilewiczem, który współpracuje z rosyjskim wywiadem wojskowym GRU, jak również z samym Władimirem Putinem. Pod koniec czerwca Macierewicz złożył zawiadomienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa przez Tomasza Piątka.

👏👏👏👏👏

Waldemar Mystkowski pisze o „propozycji” Emmanuela Macrona.

Duda – morderca Konstytucji i Dr No – Kaczyński

Zagładą dla Polski jest wykluczenie z rodziny państw demokratycznych, z Unii Europejskiej, a do tego zmierzamy pod obecną władzą.

Andrzej Duda w wywiadzie opublikowanym w „Dzienniku” ogłosił się umiarkowanym w „reformowaniu” sądów. Zatem kto jest nieumiarkowany? Wychodzi na to, że Zbigniew Ziobro, a przede wszystkim Jarosław Kaczyński, który nieumiarkowanie – bo aż dwa razy – przybył do Belwederu, aby namawiać Dudę do nieumiarkowania.

Ile razy Duda złamał Konstytucję? Tego nawet Jacek Kurski nie zliczy, choć lubi rachować uczestników protestów. A Kaczyński ani razu nie złamał Konstytucji. Więc kto jest nieumiarkowany? Duda nie raz zamordował Konstytucję RP. Jaka zatem jest różnica między mordercą a seryjnym mordercą?

A Duda seryjnie morduje Konstytucję, Kaczyński ani razu. Szukając dla prezesa porównania, przypomina się stara postać filmowa Dr No, który nie mordował pojedynczo ani seryjnie, tylko planował zagładę.

Zagładą dla Polski jest wykluczenie z rodziny państw demokratycznych, z Unii Europejskiej, a do tego zmierzamy pod obecną władzą. Jednym z najważniejszych elementów zagłady Dr No jest zniszczenie trójpodziału władzy, pozbawienie władzy sądowniczej niezależności. Nie reforma, ale pokiereszowanie sądów. Oczywiście, jest to reforma ze zdeformowaną facjatą, a Duda mówi, że tylko chce obić, zrobić limo.

Nie! Duda morduje, Dr No Kaczyński niesie zagładę. Mylę się? Ależ o tej zagładzie – cywilizacyjnym Holocauście dla Polski – mówił prezydent Francji Emmanuel Macron na nobliwej uczelni, na paryskiej Sorbonie, za którą lata świetlne są nasze uniwersytety.

 „Ten rząd powinien bardzo jasno wytłumaczyć polskiemu ludowi, że jeżeli wprowadzi swój program, musi zaproponować opuszczenie Europy” – powiedział prezydent Francji. Zagłada cywilizacyjna dla Polski. Politycy francuscy sporo wiedzą o Polsce, znają nasze siły i słabości, są wyrachowani, nie bez powodu ich najwybitniejszym dyplomatą był Talleyrand. Francja przegrywa wojny, ale za kulisami potrafi sięgnąć po zwycięstwa.

Macron jest z tej francuskiej szkoły. Ma dla nas słowa współczucia, dla społeczeństwa obywatelskiego, które już raz z władzą PiS w lipcu wygrało. Macron odwołał się do polskich studentów i młodzieży – największej siły lipcowych Łańcuchów Światła – by organizowali debaty, przekonywali społeczeństwo polskie do pozostania w europejskiej rodzinie (jak to kiedyś w tytule zawarł Czesław Miłosz – w „Rodzinnej Europie”).

Dr No Kaczyński i morderca Konstytucji (seryjny) Duda szykują nam zagładę cywilizacyjną, taki sam Holocaust, jakim był PRL.

>>>

Esencja pisowskich nieszczęść.

Kto to, ach, kto to?

Magdalena Środa pisze o arcybiskupie Jędraszewskim.

Święta ignorancjo!

Kościół musi wreszcie dokonać wymiany pokoleniowej.

Wysłuchałam wypowiedzi abp M. Jędraszewskiego, który porównywał miesięcznice smoleńskie i kontrmanifestacje do sytuacji księży prześladowanych przez SB, dlatego, że mieli odwagę modlić się podczas mszy za internowanych. W roli dzielnych księży widzi dziś abp Jędraszewski – rząd PiS, a w roli SB – opozycję demokratyczną. To więcej niż kuriozalne. Zaprawdę, trudno zrozumieć taką opinię zwłaszcza, że wygłasza ją autorytet kościelny, który w naszym kraju ma charakter autorytetu moralnego.

Stawiam więc trzy tezy (postulaty?), by tę wypowiedź zinterpretować. Pierwsza, że Kościół musi wreszcie dokonać wymiany pokoleniowej. Na jego czele stoją bowiem ludzie, którzy niewiele rozumieją z tego, co się dzieje, nie potrafią trafnie osądzić sytuacji politycznej i kulturowej ani też wyciągnąć wniosków. Są serwilistyczni, konserwatywni, krótkowzroczni. Nie dzieje się tak, być może, z powodu złej woli, ale z innych przyczyn. Nie będę wnikać, jakich… Co prawda nie jestem pewna, czy w Kościele przy całym jego oportunizmie, hedonizmie i poczuciu władzy, wykluć się mogła jakaś nowa generacja młodych księży samodzielnie myślących i zajmujących się raczej służbą Jezusowi niż Kaczyńskiemu, ale zawsze możemy mieć taką nadzieję.

Teza druga odnosi się do wiedzy. Otóż sądzę, że takie wypowiedzi jak abp. Jędraszewskiego są wynikiem jakiejś głębokiej ignorancji, co do tego, czym jest demokracja, czym jest państwo (inne niż kościelne), czym opozycja, wreszcie, jak ważna jest rola pamięci historycznej. Porównywanie dzisiejszej opozycji do dawnej SB, a autorytarnej i despotycznej władzy PiS do księży, którzy byli w opozycji, jest zapewne spowodowane brakiem ogólnej wiedzy. Abp. Jędraszewski ma jednak wiele okazji, by wiedzę nadrobić i wielka szkoda, że z takiej okazji nie korzysta. Poziom wykształcenia kościelnych kadr jest z roku na rok coraz gorszy, co przekłada się nie tylko na publiczne wypowiedzi, ale również na działalność liturgiczną i katechetyczną. Kościół powinien o tym wiedzieć i interesować się nie tylko swoją władzą, ale i wykształceniem, tak hierarchów, jak i adeptów kościelnych.

Po trzecie wreszcie: jestem przekonana, że każdy w naszym państwie, księża również, powinni przejść przez kurs praktycznej edukacji obywatelskiej oraz etycznej. Katecheza nie wystarcza, by mieć adekwatne narzędzia do oceny współczesnego świata i do współodpowiedzialnego uczestniczenia w nim. Tu trzeba wiedzy, umiejętności i praktyki demokratyczno-obywatelskiej.

Zdaje się jednak, że szanse na taką wiedzę, praktykę i odpowiedzialność wśród kleru są – przy takich „autorytetach” jak abp. Jędraszewski bardzo niewielkie. Święta ignorancja, święty oportunizm – zwyciężą.

Premier dowiedziała się o tragedii w poniedziałek. TVPIS nie podawało?

PRZECZYTAJCIE. BYŁO MALOWANIE TRAWY NA ZIELONO… TAK DZIAŁA PAŃSTWO? TAKA MIAŁA BYĆ POLSKA PO DOBREJ ZMIANIE? PRZEPROŚCIE I SP…………

Waldemar Mystkowski o tym, co nas czeka na jesieni – i nie tylko.

PiS przegrupowuje się – przed nami gorąca jesień

„Na mieście” zaczynają mówić, że Andrzej Duda szykuje się do stworzenia własnego zaplecza politycznego. To już nie tylko sugestia z tajemniczą miną posła Kukiz ’15 Marka Jakubiaka, ale całkiem poważnych publicystów, którzy przebąkują o poważnych zmianach w PiS, a tym samym o poważnych zmianach na scenie politycznej.

Obóz Dudy in spe miałby jakoby składać się z części zaplecza PiS, głównie zatrudnionego w Kancelarii Prezydenta, z ugrupowania Pawła Kukiza i  – spora niespodzianka – polityków PSL. Trudno orzec, na ile samodzielne były weta Dudy, bo niespecjalnie dowierzam prezydentowi. Mógł wejść w rolę dobrego policjanta, złego wskazując na Nowogrodzkiej.

Załóżmy jednak, że Duda skalkulował, iż opłaca mu się być przyzwoitym, nie zapisać się źle w historii i stanął ością w autokratycznym gardle prezesa. Jeżeli tak jest, to Duda nie ma szans na prezydenturę drugiej kadencji, nie wygra wbrew PiS.

Jak zużyta jest władza PiS, widać teraz, gdy nawałnice dotknęły część Polski. Nie miał kto podjąć decyzji o pomocy walczącym ze skutkami kataklizmu, a jak już podjęto spóźniony i niewystarczający ratunek to odbyło się to w formie groteski, zarówno w wydaniu Antoniego Macierewicza, jak i zagubionej, ponoć pozostającej w głębokiej depresji, Beaty Szydło.

Nie tylko zużycie obecnego rządu wskazuje na to, że zmiana zostanie dokonana. Filozofia polityczna PiS mająca tylko jednego autora to nie jest rządzenie bądź administrowanie – bo tego naprawdę nie potrafią – ale zdobywanie kolejnych przyczółków władzy poprzez konflikt, poprzez przekraczanie standardów demokratycznych, prawnych, konstytucyjnych. Było to możliwe, gdy Duda parafował wszystko, jak leci, gdy Szydło uśmiechała się i zwycięstwem zasad nazywała totalną porażkę polityczną 1:27.

Układ władzy w PiS jest w niemocy. Może mu nadać siłę ktoś inny, a nawet Kaczyński może pokusić się być premierem. Rządzenie na gwizdek z gabinetu na Nowogrodzkiej wyczerpało się. Tym bardziej, że projekty ustaw dotyczących sądów wejdą lada chwila na agendę. Na jesieni władza PiS zmierzy się repolonizacją bądź z innym pretekstem niszczenia mediów prywatnych. Będzie to wyzwanie, na które już nie wystarczą płoty przed Sejmem.

A jeżeli Duda nadal będzie zachowywał się przyzwoicie? Jesień będzie więc gorąca i przewyższy temperaturą dotychczasowe rozwałki PiS. Na to jest skazany prezes, który nie ma zbytniego pojęcia o rządzeniu krajem, ale potrafi zdobywać i zawłaszczać instytucje, a to są różne pary kaloszy.

A co z opozycją? I tutaj mamy jeszcze większy kłopot. Dzisiaj opozycja to nie tylko partie parlamentarne czy też rozproszkowana lewica, ale to społeczeństwo obywatelskie, NGO’sy i hybryda ponadpokoleniowa „Łańcuchy Światła”, które w każdym protestującym mieście były inne, a najsilniejsze w Poznaniu.

Słyszymy, iż opozycja powinna się zjednoczyć, tworzyć wspólne listy wyborcze itd. Znając polskie polityczne obyczaje, owo zjednoczenie równie dobrze może być wołaniem o wojenkę. Na szczęście pierwsze są wybory samorządowe, które nie muszą być li tylko konkurowaniem partyjnym, ale eksperymentem partyjno-stowarzyszeniowym oplecionym łańcuchami światła. W częściach Polski, w miastach – opozycja może tworzyć najkorzystniejsze dla niej formy reprezentacji wyborczej, mogą one i muszą się różnić. Polacy obudzili się w lipcu – teraz Polacy muszą w sposób jak najbardziej naturalny przy pomocy polityków, samorządowców, aktywistów społecznych artykułować potrzeby dla lokalnych społeczności.

Podstawowym zawołaniem dla opozycji jest podmiotowość lokalna, która nie musi być warunkowana jakąś wielką ideą, ale być orientacją na jeden lub kilka wybranych celów, a te zawsze łączą. Energia lipcowa Polaków dobrze wykorzystana w wyborach samorządowych pokona PiS – jestem o tym przekonany. Na tej bazie będzie dużo łatwiej tworzyć strategie zwycięstwa parlamentarnego nad PiS.

RYSZARD KALISZ: CAŁY SYSTEM ZAWIÓDŁ

nowa.tv >>>

Lis bezlitosny dla władzy: Ta ekipa to najwięksi nieudacznicy w historii, o niebo więksi niż PRL-u

Tokfm >>>

Jak to ich internauci nazwali??? Kurwizja?

>>>

Pani rzecznik , do przemyślenia.

Magdalena Środa pisze o Polsce jako przeistaczającej się w panstwo wyznaniowe.

Dzień delfina, czyli o monarchii kościelnej w Polsce

Jesteśmy świadkami albo narodzin jakiejś nowej religii, albo nowej wersji państwowego ustroju i zupełnie oryginalnej formy sprawowania rządów.

W poniedziałek – a więc normalny dzień pracy – większość członków rządu, dostojnicy partyjni i partię gorliwie wspierający, pojechali do Częstochowy wysłuchać mowy księdza delfina – syna pani premier Szydło. Lista uczestników tej uroczystości poniżej.

Rząd zawiesił rządzenie albo właśnie nadał mu nową formę. Pytanie o to, czy jego członkowie i członkinie wzięli na ten czas urlop, czy poszli na zwolnienie czy czas modlitwy i święta rodzinnego odliczyli sobie od wynagrodzenia, nie ma sensu. Konstytucja wraz z jej artykułem dotyczącym neutralności światopoglądowej państwa – też nie ma sensu. Ale to nie autorytaryzm nami rządzi, lecz jedyna na świecie monarchia kościelna. Bo trudno tu nawet mówić o fundamentalizmie religijnym, raczej o sekcie; fundamentalizm potrzebuje jakiejś uznanej religii, a to czemu hołduje polski rząd i Kościół z religią, w każdym razie chrześcijańską, ma niewiele wspólnego.

Być może to będzie jakaś religia nowa, nasza polska, prawdziwa, co to z tej sekty się wykluje. Na razie mamy do czynienia z przedziwnym układem partyjno-kościelno-rodzinnym. Bo oto ksiądz delfin, syn premier (a więc i symboliczny następca tronu), pojechał do miejsca narodzin Matki Boskiej Polskiej, bo przecież w Częstochowie, gdzie zbierają się narodowcy i kibole nikt nie wierzy, że Matka Boska była Żydówką i urodziła się, gdzieś poza bijącym sercem narodu, czyli u stóp Czarnej Madonny (tylko dlaczego czarnej? Może zresztą nie jest już czarna?) – otóż ksiądz delfin w otoczeniu rodziny, rządu i dostojników partyjnych odprawił mszę.

Nie wiem, czy była w niej mowa o Bogu, bo właściwie skoro wśród wiernych był i prezes, i sam ojciec Rydzyk, to chyba Bóg nikomu nie był potrzebny. Nie kpię. Jesteśmy naprawdę świadkami albo narodzin jakiejś nowej religii, albo nowej wersji państwowego ustroju i zupełnie oryginalnej formy sprawowania rządów. Nie wiem, jak wielu księży w rodzinie mają nasi kościelno-polityczni dostojnicy, ale jestem pewna, że niemało (jest to zresztą zachęta dla następnych), i że zapewne zwyczaj odbywania posiedzeń rządowych oraz partyjnych w bezpośrednim towarzystwie osób wyświęconych, w tym ojca Rydzyka i ks. Tymoteusza, stanie się politycznym rytuałem.

Sfera politycznego sacrum w Polsce bardzo się powiększa, tak jakby zwykły kościół był niezbyt godny goszczenia tak wielkich dostojników jak prezes Kaczyński czy Beata Kempa. A może modlitwy na Krakowskim Przedmieściu, w Katedrze, Świątyni Opatrzności czy w pałacach Rydzyka już się przejadły? Trzeba dalej, więcej, bardziej religijnie. Trzeba umacniać partię, układ, rodzinę i kościół. Polski kościół: rydzykowo-szydłowy.

Pytanie tylko, co z tego będą mieli obywatele? Ano nową wiarę wzmocnioną o partyjne przesłania i cele, starą partię wzmocnioną o treści eschatologiczne i układy rodzinne, przewoźnego ojca Rydzyka oraz ks. Tymoteusza wzmocnionego o prezesa i Edwarda (męża premier), wreszcie prezesa wzmocnionego o Polską Matkę Boską i nadzieję, że i tak wszystko rozstrzygnie się w niebiosach, czyli na Nowogrodzkiej.

Magdalena Środa

PS. A oto lista osób uczestniczących w mszy prymicyjnej ks.Tymoteusza Szydło: Beata Szydło z małżonkiem Edwardem, Agata Kornhauser-Duda, Jarosław Kaczyński, marszałek Senatu Stanisław Karczewski, wicemarszałkowie Sejmu: Joachim Brudziński i Ryszard Terlecki, szef MSWiA Mariusz Błaszczak, a także ministrowie: rodziny, pracy i polityki społecznej Elżbieta Rafalska; środowiska Jan Szyszko; edukacji Anna Zalewska oraz sprawiedliwości Zbigniew Ziobro. Była też szefowa kancelarii premiera Beata Kempa oraz szefowa gabinetu politycznego premier Elżbieta Witek. Mszę koncelebrował m.in. dyrektor Radia Maryja Tadeusz Rydzyk.

🙂

Waldemar Mystkowski pisze o nieszczęśliwej Mazurek.

Rzeczniczka PiS Mazurek debiutuje w „Washington Post”

Rzeczniczka PiS Beata Mazurek ma za sobą trudny debiut na łamach „Washington Post”. Portalowe wydanie jednego z najbardziej wpływowych dzienników na globie cytuje jej wypowiedź już w tytule, iż Mazurek „rozumie emocje”, które doprowadziły młodych faszystów do pobicia jednego z członków KOD w Radomiu.

Świat widzi, iż PiS chroni faszystów w Polsce. Należy sobie zadać pytanie – dlaczego? Mariusz Błaszczak po dwóch dniach odezwał się w sprawie brutalnego pobicia w Radomiu. Twierdził, że policja jednak była w Radomiu, ale było jej za mało.

Musiała to być jakaś policja niewidzialna, bo nikt jej nie zobaczył na oczy. Może Błaszczak myśli, że policja ma jego właściwości odkryte przez Marka Migalskiego jakiś czas temu. Można potknąć się o Błaszczaka, bo go nie widać. Taki to Nikt.

Policja ma chronić poprzez obecność, a jej ewidentnie nie było. Błaszczak uzasadniał pobicie w Radomiu podczas pokojowej manifestacji upamiętniającej Czerwiec 1976 roku bilokacją „opozycji totalnej”. Tak! Bo opozycja szczuje… na organizatorów miesięcznic smoleńskich.

Błaszczak i Mazurek nie mówią o problemie, ale wyrzucają z siebie wykute na blachę komunikaty PiS. Nie tylko to zdarzenie, także inne wskazują, iż brak policji podczas manifestacji społeczeństwa obywatelskiego, przyzwolenie na działalność faszyzujących organizacji, to celowe działanie.

PiS posługuje się ekstremistycznymi organizacjami prawicowymi, jak ONR i Młodzież Wszechpolska. Wycofuje policję, jak w Radomiu, aby doszło do starć. Prędzej, czy później zaowocuje to zdecydowanie czymś groźniejszym. PiS hoduje swój Berkut.

NIE TYLKO NARODOWCÓW Z RADOMIA

Koleżance COŚ tam COŚ tam trzeba pomóc.

>>>

DZIŚ W NARODOWYM KINIE WIELKANOCNYM CZWARTA CZĘŚĆ OJCA CHRZESTNEGO 🙂

TEN OBRAZ STAŁ SIĘ CZĘŚCIĄ NASZEJ POLSKIEJ WIELKANOCNEJ HISTORII 🙂

Prof. Maciej Michalik zastanaiwa się, co dalej z Kościołem katolickim. Ostatnio zadawane jest pytanie: „Co po PiS-ie?”. Najczęściej przychodzi mi wtedy do głowy konieczność wypowiedzenia konkordatu oraz usunięcia religii ze szkół.

Polski Kościół katolicki, choć nie ma do tego prawa, głęboko zaangażował się po jednej stronie sporu, jakiego aktualnie doświadczamy w Polsce. A jest to spór nie tylko polityczny, ale także cywilizacyjny, kulturowy. Jest to spór nie tylko dzisiejszy, nie tylko w perspektywie jednych wyborów, jednej kadencji, ale spór wielopokoleniowy.

Polska podzielona

Polacy (społeczeństwo) wydają się podzieleni tak głęboko, że wspólne życie jest trudne do wyobrażenia, o ile nie niemożliwe. Są wyznawcy teorii spiskowych dziejów, gorzej wykształceni czy nawet w ogóle nie wykształceni, bez większych potrzeb w zakresie kultury, bez zrozumienia demokracji i jej praw, bez właściwej dla współczesnego Europejczyka tolerancji, ludzie zapatrzeni w bizantyjsko-rosyjsko-azjatycki wschód z dobrym carem na czele, nieradzący sobie w życiu, ewentualnie zdolni do pracy „na zmywaku” w „starej Europie” i spełniający mocą tradycji rytuały religijne bo „łojciec i dziad” tak robili, i nie wymaga to znajomości teologii i encyklik nawet encyklik umiłowanego papieża Polaka, a wystarcza jedynie wiara w biznesmena z Torunia, który panią prezydentową wyzywał od czarownic.

Jest też druga Polska, Polska ludzi, którzy lepiej sobie radzą w życiu, są znacznie lepiej wykształceni, zdolni do odczytywania znaków czasu, rozróżniający pomiędzy kulturą a propagandą, rozróżniający pomiędzy „przaśnymi, narodowymi hołupcami” a książką, sztuką „obrazoburczą”, sztuką otwierającą nowe pola i wizje.

Jedna Polska uznaje, że „niech na całym świecie wojna, byle polska wieś spokojna” i „tylko pod krzyżem, tylko pod tym znakiem, Polska jest Polską a Polak Polakiem”, a druga Polska uważa, że to jest skarlenie, że takie myślenie to wpychanie do zaścianka i na peryferie współczesnego świata.

Taniec na grobach

Najnowszym osiągnięciem w historii dziejów głupoty w Polsce są przedstawione wyniki prac (?) przedziwnej, mocno ideologicznej podkomisji badającej doskonale zbadany i prześwietlony wypadek lotniczy samolotu prezydenckiego pod Smoleńskiem w 2010 roku.

W tym tragicznym wypadku zginęło 96 osób. Każdej z tych osób należy się szacunek, a rodzinom wielkie współczucie. Jednak zarówno współczucie, jak i szacunek utrudnia upolitycznienie całego tego smutnego wydarzenia oraz diabelski taniec na grobach, jaki niektórzy z uporem maniaka, cynicznie organizują od siedmiu lat.

Kiedy w ostatni poniedziałek ta przedziwna podkomisja przedstawiła wyniki swoich rocznych prac i stwierdziła wybuch bomby o trudnej do zapamiętania nazwie, której jeszcze nigdy w historii terroryzmu nie użyto, biskup M. Jędraszewski, dawniej z Łodzi a obecnie z Krakowa, uznał za stosowne, w duchu chrześcijańskiej miłości, miłosierdzia i wybaczenia oraz zapewne mając głęboko w sercu ósme przykazanie dekalogu: „Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu”, kategorycznie, choć niezbyt mądrze się wypowiedzieć.

Biblia o głupcach

Postanowiłem sprawdzić, co Biblia mówi o głupcach i znalazłem sporo, co cytuję poniżej. Cytaty te przedstawiam nawet nie dla przemyślenia M. Jędraszewskiemu, ponieważ w jego przemyślenia nieszczególnie wierzę, ale, ot tak, dla własnego ćwiczenia intelektualnego:

„Głupi nie lubi się zastanawiać, lecz tylko swe zdanie przedstawić”.

„Głupi od razu okazuje swą złość, lecz roztropny nie zważa na obelgę”.

„Istnieje pewne zło, które dzieje się pod słońcem: że głupców stawia się na wysokich stanowiskach, a zasobni w mądrość siedzą nisko”.

„Język mądrych wyświadcza dobro wiedzą, lecz usta głupich tryskają głupotą”.

„Kto chodzi z mądrymi, stanie się mądry, lecz kto się zadaje z głupcami, temu źle się powiedzie”.

„Lepiej człowiekowi spotkać niedźwiedzicę, która straciła młode, niż głupca w jego głupocie”.

Emerytowany ksiądz biskup Pieronek napomknął o głupotach wypowiadanych w kontekście wypadku smoleńskiego i tak zwanej podkomisji oraz w nawiązaniu do wypowiedzi M. Jędraszewskiego.

Panu Prezydentowi do sztambucha

Czytając w Biblii o głupcach, znalazłem także cytat, który chciałbym zaprezentować panu prezydentowi po jego „wiekopomnym” wystąpieniu na kolejnej miesięcznicy smoleńskiej, wystąpieniu niezwykle agresywnym i niestety niezwykle miałkim intelektualnie. A jest to cytat następujący: „Kto przymruża oczy, ma przewrotne myśli, a kto zaciska wargi, ten już zło popełnił”.

Popatrzcie państwo na dowolne zdjęcia pana prezydenta z tego „koncyliacyjnego spotkania”, osłanianego przez potężne siły policyjne na nasz, podatników, koszt. Na każdym, ale to dosłownie na każdym zdjęciu pan prezydent z nieznanych powodów ma przymrużone oczy i zaciśnięte wargi. To ma podkreślać zapewne jego determinację i zdecydowanie. Ot taki teatrzyk prowincjonalny.

Pan prezydent na tym spotkaniu, po swoim agresywnym i wojowniczym wystąpieniu, nawoływał do szacunku.

Stawiam więc publicznie pytanie, czy chodzi o szacunek wyłącznie dla tych z miesięcznic smoleńskich, czy także dla takich, jak ja łotrów, tych co stali, tam gdzie stało ZOMO, dla Polaków gorszego sortu, dla łże elit, dla czytelników „Wyborczej” i oglądaczy TVN, dla nielubiących Tadeusza Rydzyka oraz polskich hierarchów, dla wiedzących, bo to jest wiedza, a nie wiara, że w Smoleńsku doszło do zwyczajnego wypadku lotniczego z powodu totalnej amatorszczyzny od organizacji tego lotu, opóźnionego startu na lotnisku w Warszawie, pilotażu zbyt młodych pilotów bez treningów na trenażerach i bez uprawnień oraz lotu „w zaparte i wbrew logice” z nieznanymi osobami w kokpicie i stałymi pielgrzymkami do kokpitu, lokalnej mgły i wyboru zupełnie nieprzygotowanego, wojskowego lotniska, z przestraszonymi rangą polskiej delegacji, prowincjonalnymi kontrolerami rosyjskimi.

A TYMCZASEM WIELKANOC W ETERZE…

Dwa zaległe teksty Waldemara Mystkowskiego.

„Broszka Szefowej”, odcinek wielkanocny

Nie jest to odcinek nieistniejącego kabaretu „Broszka Szefowej”. Wątek z Antonim Macierewiczem i Witoldem Waszczykowskim całkiem dobrze się nadaje, aby go rozegrać – przynajmniej w wyobraźni.

Jak donosi „Fakt” trzy tygodnie temu właścicielka najsłynniejszej aplikacji w kraju – broszki – chciała się pozbyć z rządu Antoniego Macierewicza i Witolda Waszczykowskiego.

Jednak główny bohater „Ucha Prezesa” miał powiedzieć: „Nie teraz”.

Jak ta scena mogła wyglądać, przy założeniu, że główna bohaterka „Broszki Szefowej” nie udała się na Nowogrodzką, bo tam zawsze grozi jakaś stłuczka? Mogę się tylko domyślać.

Szefowa do broszki mogła powiedzieć, zasłaniając usta, bo wiadomo, że są tacy, którzy czytają z ust: – Tu Broszka, tu Broszka, Prezesie, czy mnie słyszysz? Odbiór.

Prezes mógł chwycić za wazon, który stoi na jego biurku na Nowogrodziej, a w wazonie mieści się sprzęt szpiegowski najlepszej jakości Dolby Atmos HD.

Najpierw prezes do Mariusza: – Mariusz, podkręć decybele, bo coś ta nasza Broszka anemiczna – po podkręceniu powiedział: – Broszko, tu prezes wszystkich prezesów, słyszę cię, co ci leży na broszce. Odbiór.

Broszka: Leży mi sukces 1:27, którego autorem jest napastliwy, tj. napastnik Witolda Waszczykowskiego. Odbiór.

Prezes: Tylko tyle? Należy się cieszyć. Bo mogło być 0:27. Mogłaś przecież, Broszko, nie podnieść ręki i nie ogłosiłbym sukcesu. Waszczykowski dopilnował twoją rękę, więc taka jesteś niewdzięczna? Trochę szczodrobliwości dla bliźniego, nawet jeżeli nazywa się Waszczykowski. Coś poza tym, Broszko? Odbiór.

Broszka: Tak, tak, tak! Nie chcę, ale muszę. Arcykapłan smoleński tak faworyzuje swojego ministranta, że boję się myśleć, co stoi za tymi niekatolickimi przypuszczeniami. A do tego rozwala wszystkie pancerne maybachy, BMW i co tam ma na stanie. Na wojnie się nie znam i nie mogę narzekać na wymianę generałów na pułkowników. Chciałabym, aby arcykapłan nie kadził swemu ministrantowi i podał się do dymisji. Odbiór.

Prezes: Szanowna Broszko, rozumiem cię dokładnie. Sam bym się go pozbył, święta mamy za trzy tygodnie, a przed świętami nasze pisowskie Święto Narodowe, w którym czcimy polegnięcie mojego Wielkiego Brata Lecha. Arcykapłan właśnie mi doniósł, że w jego resorcie wynaleziono ładunek termobaryczny. Wyobrażasz sobie? Nobel z chemii, a może nawet literatury, więc mam propozycję. Broszko, hamuj się z dymisjami. Jeszcze nie teraz. Odbiór.

Broszka: A gdzie tego Nobla będą wręczać? Odbiór.

Prezes: Jak to gdzie? W Toruniu. Bez odbioru.

Tak mógłby wyglądać fragment odcinka „Szefowej Broszki”. Wszystkim – od siebie, a nie od Prezesa i jego Broszki – Wesołych Jaj.

WIELKANOCNE PIS-anki 🙂

PODPISZE CZY NIE PODPISZE, JAK MYŚLICIE?

Kaczyńskiego siedem i dziewięć taboretów

Gdyby przyjąć, że Jarosław Kaczyński, Andrzej Duda i Beata Szydło są równi wg swego mniemania (a nie według sprawowanych funkcji), to ta urawniłowka musi ulec zburzeniu, gdy pyta się o nie Polki i Polaków.

OKO.press podało wyniki sondażu, pytając o to, kto decyduje o losach Polski, ja nazywam je pytaniem o ważność. Akurat przy tym pytaniu jestem w stanie uznać, iż rodacy są mądrzy, bo… nie dają się orżnąć. Dlaczego przy okazji innych pytań głupieją? To temat na inne opowiadanie.

Kaczyński – samochcąc – używa taboretu (na miesięcznicach choćby), aby się wywyższyć, aby z wysokości swego przywództwa przemawiać. Tę jego wyższość widać w sondażu, gdyż 68 proc. sądzi, iż on rządzi, Szydło jako rządzącą postrzega tylko 9 proc, a Andrzeja Dudę – 7 proc. Czyli w porządku taboretów – Kaczyński przewyższa Szydło o 7 taboretów, a Dudę o 9 taboretów.

Płeć brzydka więcej ważności przypisuje Kaczyńskiemu, niż kobiety, stosunek ten jest: 75 proc. do 65 proc. Także ludzie z wyższym wykształceniem nie dają się tak nabierać, jak ci z podstawowym. 83 proc. z wyższym wykształceniem uważa, iż Kaczyński de facto rządzi, a niemal równowaga jest wśród z podstawowym – 53 proc.

Dużą ślepotą – patrząc na stan faktyczny – wykazują się wyborcy PiS, tylko 53 proc. uważa, że Kaczyński rządzi, a 20 proc., że Szydło, czyli wśród swoich Kaczyński przewyższa Szydło o 2 i pół taboretu, a Dudę o 4 taborety.

Wyniki dotyczące elektoratu niepisowskiego są porażające, jak ów gest lewą ręką „chodź no tutaj” Kaczyńskiego w stosunku do Szydło na rocznicy smoleńskiej. 74 proc. niepisowców uważa, że Kaczyński rządzi, a tylko po 5 proc, iż to Szydło i Duda.
Kaczyński to wieżowiec, 15 taboretów jest wyższy od swoich mianowańców. Z tego wynika, iż tyle taboretów musi się obalić, bo niemożliwa jest równowaga.

A jak Kaczyński się obali (za naszą pomocą też) – to, co będzie? Z Szydło i Dudą sprawa jest prosta, są ich podpisy na dokumentach o destrukcji bądź paraliżu instytucji w kraju. Ale na Kaczyńskiego nie ma twardego dowodu, bo pancerne limuzyny rządowe na Nowogrodzkiej to tylko poszlaka, jak kabaret „Ucho Prezesa”.

Takie samo pytanie zadaje sobie prof. Radosław Markowski w wywiadzie dla wiadomo.co – i znajduje dość enigmatyczną odpowiedź: „Oczywiście – może jak Al Capone – pójdzie siedzieć za coś innego”.

TYLKO W POLSCE MOŻNA COŚ TAKIEGO WYMYŚLIĆ…

I OCZYWIŚCIE MOKRYCH JAJ :)))

>>>

BOSKIE :)))

WIELKI PAŃSTWOWY PRZETARG WYSADZONY W POWIETRZE DECYZJĄ JEDNEGO, NIEUPRAWNIONEGO CZŁOWIEKA. Przyznajemy mu tytuł „OJCA WSZYSTKICH BOMB”

Paweł Wroński zaskoczony wyznaniem „eksperta” Macierewicza, Wacława Berczyńskiego, który „wykończył caracale”. Są takie momenty, gdy śnię. Przecieram jednak oczy i okazuje się, że śnię dalej. Przede mną zaś wywiad Magdaleny i Maksymiliana Rigamontich w „Dzienniku Gazecie Prawnej” z dr. Wacławem Berczyńskim – przewodniczącym podkomisji smoleńskiej. Nie przypuszczałem, że ktokolwiek może tak skompromitować wyniki prac komisji smoleńskiej Macierewicza jak jej przewodniczący.

Tak, to ten sam naukowiec, który wynalazł bombę termobaryczną „z tłumikiem”. Tę, której wybuchu nikt nie widział, nie słyszał i nie zarejestrowały jej czarne skrzynki samolotu Tu-154 nadlatującego nad lotnisko w Smoleńsku 10 kwietnia 2010 roku.Wywiad wiele mówi o metodzie naukowej stosowanej przez emerytowanego „amerykańskiego naukowca” od mechaniki. Na pytanie, czy kiedyś był w Smoleńsku, ot tak, choćby z ciekawości, pada odpowiedź: „Nie, nikt mnie tam nie zaprosił, nikt mi tego nie zaproponował”. Twierdzi, że zanim Tu-154 utracił kawałek skrzydła po zderzeniu z brzozą, ciął tylko „gałązki”. Maksymilian Rigamonti zrobił jednak wiele zdjęć drzew ściętych przez samolot. Odpowiedź: „Wobec tego nie są to zdjęcia, które widziałem”.

Autorka wywiadu pyta, dlaczego próbny wybuch urządzono w metalowym modelu. Przyznam, że raczej przypominał szopę do przechowywania warzyw niźli samolot. Pyta, dlaczego okna (zwykle wypychane przez wybuch) zostały na modelu tylko namalowane. Pada spokojna odpowiedź, która podważa w ogóle sens tego eksperymentu: „Umieszczenie ich w tej replice kosztowałoby więcej pieniędzy i czasu”.

Problem, gdzie taki ładunek termobaryczny miałby być umieszczony (z eksperymentu wynika, że gdzieś w centrum kadłuba) i jak dostał się na pokład, trapi też jak widać dr. Berczyńskiego, skoro twierdzi on: „Zastanawiałem się nad tym wiele razy i nie wiem”. Cóż z tego, skoro jest przekonany, że tam był.

Dr Berczyński jest na 90 procent pewny, że kontrolerzy umyślnie źle sprowadzali Tu-154, na 90 procent, że na pokładzie był wybuch, i na prawie 100 procent, że samolot rozpadł się w powietrzu. Z dumą przypomina, że już w 2011 roku napisał artykuł, z którego wynikało, że „cała część ogonowa maszyny została odrzucona w trakcie lotu”.

Mamy więc jasność: rosyjscy kontrolerzy sprowadzali na ziemię samolot po to, żeby się rozbił, ale on sam rozpadał się w powietrzu pod wpływem wybuchu, tylko polscy piloci tego nie zauważyli, a przyrządy nie zarejestrowały. Aha, i jeszcze jakiś dziwaczny przyrząd w kabinie, który wołał jak oszalały: „Pull up, terrain ahead!”.

Całość wygląda jak usilna próba dopasowania „nauki” do scenariusza filmu „Smoleńsk” Antoniego Krauzego, z którym zresztą ta sama autorka wcześniej zrobiła wywiad.

Na smoleńskiej rocznicy prezes Jarosław Kaczyński mówił, że po raz kolejny komisja zbliżyła się do prawdy, bo teraz strona „wybuchowa” dysponuje dowodami „naukowymi”. Prawda, mówił to bez pasji i specjalnego przekonania. W tym wywiadzie dr Berczyński wszystkie te dowody sam koncertowo masakruje. Czy ja nadal śnię? A może oglądam film „Wystarczy być” w wersji smoleńskiej z nowym Mr. Chance’em w roli głównej?

UCIEKŁ JAK TCHÓRZ? PRZECZYTAJ:

Wstrząsnięty jest były minister obrony Tomasz Siemoniak, który udzielił wywiadu portalowi wiadomo co.

„Nie wiem, czy pani wie, ale to ja wykończyłem caracale” – powiedział Wacław Berczyński w rozmowie z Magdaleną Rigamonti dla „Dziennika Gazety Prawnej”. To zdanie przewodniczącego powołanej przez MON podkomisji ds. ponownego zbadania przyczyn katastrofy smoleńskiej wiele osób wprawiło w osłupienie. – Sam przyznaje się do nielegalnych działań. Sprawą powinna z urzędu zająć się prokuratura – komentuje w rozmowie z wiadomo.co wiceprzewodniczący PO Tomasz Siemoniak, były minister obrony narodowej. Przypomina też o wniosku PO dotyczącym powołania komisji śledczej w sprawie postępowań śmigłowcowych.

Dziwne wyznanie Wacława Berczyńskiego

Dr Wacław Berczyński w rozmowie Magdaleną Rigamonti dla „Dziennika Gazety Prawnej” opowiada m.in. o kulisach rezygnacji Ministerstwa Obrony Narodowej z zakupu francuskich śmigłowców:

Nie wiem, czy pani wie, ale to ja wykończyłem caracale. Znam się na tym, znam się na śmigłowcach, znam się na lotnictwie. (…) Pamiętam, jak przeczytałem o tych caracalach, o tym, że polski rząd zamierza je kupić, to mi włosy stanęły dęba. Markowi Pyzie w piśmie „wSieci” powiedziałem, że to jest przekręt, że Polska nie może tak strasznie przepłacać – i się zaczęło.

Szef podkomisji badającej ponownie przyczyny katastrofy smoleńskiej opowiada też o swojej współpracy ws. śmigłowców z szefem MON Antonim Macierewiczem:

To był kwiecień 2015 r., jeszcze rządziła PO. Potem wybory wygrał PiS, ministrem obrony został Antoni Macierewicz, który powiedział: „bądź moim pełnomocnikiem w sprawie śmigłowców”. I tak, krok po kroku, zaproponowano mi, bym włączył się w pracę w WZL w Łodzi, w których powstają właśnie helikoptery. I powiem pani, że z przyjemnością się zgodziłem.

Zerwane negocjacje z Francuzami

Przypomnijmy, przetarg na wielozadaniowe śmigłowce dla wojska rozpisano wiosną 2012 r. W kwietniu 2015 r. MON do końcowego etapu zakwalifikowało ofertę Airbus Helicopters z maszyną H225M Caracal. Ministerstwo twierdziło, że tylko ta oferta spełniła wymogi formalne. Odrzuciło wtedy ofertę Świdnika ze względu na zbyt odległy termin dostawy, i Mielca – z powodu braku uzbrojenia.

W maju 2015 r. PiS w sprawie przetargu zawiadomiło prokuraturę. Ta początkowo odmówiła wszczęcia postępowania. Decyzja została jednak zmieniona jesienią 2016 r. (już po wygranych przez PiS wyborach). Śledztwo cały czas się toczy.

Na początku października 2016 r. Ministerstwo Rozwoju, które negocjowało offset z Airbusem, uznało dalsze rozmowy za bezprzedmiotowe. MON na nowo rozpoczęło procedurę pozyskania nowych śmigłowców w ramach pilnej potrzeby operacyjnej.

„Wykończenie” przetargu to działanie nielegalne. To kolejny odcinek w serialu skandali w MON-ie. Powaga państwa polskiego w tym obszarze upada strasznie nisko – mówi w rozmowie z wiadomo.co były minister obrony narodowej, poseł PO Tomasz Siemoniak.

Kamila Terpiał: Jaka powinna być reakcja organów państwa na taką wypowiedź Wacława Berczyńskiego?         
Tomasz Siemoniak: W normalnym państwie taką wypowiedzią powinna się zająć prokuratura, która zresztą prowadzi postępowanie w sprawie śmigłowców. Ta informacja może być kluczowa dla śledztwa. Okazuje się, że to nie komisja przetargowa w ministerstwie obrony czy komisja offsetowa w ministerstwie rozwoju, tylko zewnętrzna osoba wywarła decydujący wpływ, czyli „wykończyła caracale”. Pytanie: w jakim trybie to się zdarzyło, jaki był dostęp pana Berczyńskiego do dokumentów, z kim rozmawiał? Mamy do czynienia z postępowaniem przetargowym na 13,5 mld zł, największym w historii Ministerstwa Obrony Narodowej i nagle okazuje się, że poza wszelkimi procedurami znajomy ministra Macierewicza przyznaje się do „wykończenia” przetargu. To jest działanie nielegalne, nie można w taki sposób wpływać na komisje przetargowe. Do ogromnych znaków zapytania w sprawie działań Antoniego Macierewicza dotyczących śmigłowców dochodzi teraz chyba największy z tych znaków zapytania, ale też pokazujący, jakie są mechanizmy w państwie PiS.  Sprawa wymaga wyjaśnienia i rezerwujemy sobie prawo do różnych działań.

Czyli jakich?
Przypomnę, że w październiku złożyliśmy wniosek o powołanie komisji śledczej w sprawie postępowań śmigłowcowych, chcąc pokazać z jednej strony, że w czasie naszych rządów wszystko było przejrzyste i zgodne z prawem, ale chcemy, żeby zostały też wyjaśnione działania rządu PiS-u. Przecież od października do kwietnia, jeżeli chodzi o sprawy śmigłowcowe, mamy do czynienia z serią zdarzeń, które potwierdzają potrzebę powołania komisji śledczej. Były już kupowane Black Hawki, które miały dolecieć do końca roku, był śmigłowiec polsko-ukraiński, a na koniec mieliśmy zapowiedź zakupu 12. śmigłowców za 7 mld zł, czyli drożej, i bez offsetu, niż w przerwanym postępowaniu. Skoro pan Wacław Berczyński bulwersował się tamtymi kwotami, to powinien jeszcze bardziej bulwersować się tymi.

Apelujecie o powołanie komisji śledczej. Co jeszcze można robić? Apelować do prokuratury?
Oczekujemy, że prokuratura zajmie się tą sprawą z urzędu, tym bardziej, że toczy się postępowanie. Jeżeli tego nie zrobi, jestem prawie pewien, że będziemy wnioskować do prokuratury. Mamy jeszcze komisję obrony narodowej, mamy zapowiedziany w czwartek wniosek o odwołanie ministra Macierewicza, jeżeli nie zostanie odwołany w ciągu tygodnia. To jest już kolejna bulwersująca sprawa, kolejny odcinek w serialu skandali w MON-ie. Powaga państwa polskiego w tym obszarze upada strasznie nisko. Jeżeli okazuje się, że to pan Berczyński rozstrzyga przetargi, to ja nie znam drugiego kraju, w którym tak by się to odbywało.

Jakie są powody takiego oświadczenia szefa podkomisji smoleńskiej. Myśli pan, że to przypadek?
Nie zdarza się coś takiego, żeby ktoś z własnej woli, bo przecież w wywiadzie nawet nie został o to zapytany, przyznawał się do nielegalnego działania. To jest bezprecedensowe, ale się zdarzyło. Jeśli to pada z ust osoby tak wysoko sytuowanej, która uważa się za przyjaciela Antoniego Macierewicza i która podaje się za pełnomocnika do spraw śmigłowców (zresztą kolejne ważne pytanie, czy formalnie na takie stanowisko został powołany), to jest bardzo poważna sprawa. Pytanie więc, czy to jest niemądra przechwałka, która może na niego sprowadzić poważne kłopoty, czy wyrzuty sumienia, czy rzeczywiście sypie się ekipa Macierewicza po odejściu Misiewicza i będą się działy jeszcze rożne dziwne rzeczy. To może być też ucieczka do przodu po kompromitacji jego podkomisji, potwierdzonej poniedziałkowym „show”. Mamy dodatkowo badania, z których wynika, że tylko 6,5 proc. Polaków wierzy w wybuch na pokładzie tupolewa. To jest jedna wielka kompromitacja pana Wacława Berczyńskiego.

Najnowszy sondaż pokazuje trend – PiS na śmietnik historii. Tam miejsce Kaczyńskiego z jego ferajną.

• 28 proc. PiS, 27 proc. PO, 12 proc. Kukiz’15, Nowoczesna 5 proc.
• Takie są wyniki nowego sondażu Kantar Public – podała „Wyborcza”
• To kolejny sondaż pokazujący wzrost notowań Platformy

W najnowszym sondażu Kantar Public (dawniej TNS) opisanego przez „Gazetę Wyborczą” PiS wyprzedza PO już tylko o 1 pkt. proc. To różnica w granicach błędu statystycznego – podkreśla „Wyborcza”. I tak: 28 proc. ankietowanych głosowałoby na PiS, 27 proc. na PO, 12 proc. na Kukiz’15, 5 proc. na Nowoczesną. Do Sejmu nie dostałyby się: PSL (4 proc.), SLD (3 proc.), Razem i KORWiN (po 2 proc. głosów). „Wooow, coraz bliżej! Dziękujemy!” – skomentowała radośnie Platforma.

Bądźmy razem.

NAWET PRYMAS POLSKI UWAŻA, ŻE SEJM TO NIE KOŚCIÓŁ. CZY POSŁANKA SOBECKA SŁYSZAŁA? A RESZTA TEGO NADGORLIWEGO TOWARZYSTWA?

Waldemar Mystkowski pisze o oczekiwaniu polskich katolików. Rydzyk na papieża.

Ile mamy Kościołów katolickich w Polsce? Przynajmniej dwa. Ten normalny, którego hierarchia jest układana w Watykanie, a na czele stoi prymas Polski abp Wojciech Polak.

Drugi Kościół jest jednak w kraju ważniejszy, na czele jego stoi redemptorysta o. Tadeusz Rydzyk, ma status zwykłego księdza, lecz z jego nadania jest przynajmniej dwóch ministrów (Antoni Macierewicz i Jan Szyszko) i wpływowa posłanka Anna Sobecka.

Rządzący Kościół katolicki podjął w Sejmie tzw. uchwałę fatimską. Akt nie z naszej rzeczywistości, który stoi w sprzeczności z rozdziałem państwa z Kościołem, z konstytucją.

W tej właśnie kwestii zajął głos oficjalny namiestnik Kościoła katolickiego w kraju prymas abp Polak, wydawałoby się osoba najwłaściwsza. Arcybiskup stwierdził kategorycznie: „Takie akty powinny być w kościele, a nie w Sejmie. Akty ściśle religijne nie powinny być wykorzystywane do tego, że będziemy tak czy inaczej odczytywać naszą społeczną rzeczywistość”.

Można więc zapytać prymasa: dlaczego tak późno. Mleko już się rozlało. Tzw. uchwała fatimska jest proweniencji bardzo zaprzeszłej, by nie napisać średniowiecznej, a przy tym tzw. objawienia fatimskie nie zostały oficjalnie uznane przez Watykan.

Rozumiem, że zwierzchnie Młyny Boże mielą wolno. Dlaczego młyn Rydzyka zasuwa tak szybko, a oficjalny młyn katolicki spóźnia się. Czyżby nie był podłączony do odpowiedniej trakcji elektrycznej? Z takiego ziarna nie będzie żadnej mąki.

Prymas abp Polak nie ma poparcia większości biskupów polskich, a takim cieszy się o. Rydzyk. Zaczyna być głośno o nadziejach polskiego Kościoła. Ostatnio dała temu przykład „Gazeta Trybunalska”.

Rydzyk jest tam sytuowany bardzo wysoko, najwyżej, zaś papież Franciszek nie spełnił oczekiwań polskiego kleru: „Kardynał Bergoglio, jezuita, przybrał imię Franciszka, na cześć swego imiennika, świętego z Asyżu. Z całym szacunkiem dla obecnego papieża, nie był to dobry wybór. Franciszek postanowił zaprzyjaźnić się ze światem. Najpierw byli to dziennikarze, później dzieci, chorzy, geje, lesbijki, liberałowie, czarni, biali, żółci, brązowi i w ogóle wszyscy. Nic dziwnego, że większość lewicowych obserwatorów zachwyciła się nowym watykańskim zwierzchnikiem.”

Więc pod adresem Franciszka padają silne sugestie, aby poszedł drogą Benedykta XVI: „Franciszek oznajmił, że po kilku latach posługi zrezygnuje, podobnie, jak jego poprzednik.” Polski Kościół ma propozycję: „Ojciec Rydzyk nie musi zostać kardynałem, aby stać się głową Kościoła. Konklawe może wybrać na następcę św. Piotra każdego, kto otrzymał święcenia kapłańskie. Poza tym w polskim Kościele nie brakuje ważnych osobistości, które wybór o. Rydzyka powitałyby z radością”.

Rydzyk papieżem? Na razie jest papieżem polskiego Kościoła, który potrafi zlecić Sejmowi uchwałę o objawieniach, a prymas po czasie nieśmiało wyraża się o niej negatywnie.

NAWET PRYMAS POLSKI MÓWI, ŻE SEJM TO NIE MIEJSCE NA NADGORLIWOŚĆ POSŁANKI SOBECKIEJ.

Kleofas Wieniawa podsumowuje PiS.

Szef ekspertów Macierewicza Wacław Berczyński przyznał się, że „wykończył” caracale. Wobec tego zamiast śmigłowców bojowych mamy samoloty dla VIP-ów.

Z tego Berczyńskiego wychodzi coraz większy mitoman. CV ma tak podrasowane, iż można spokojnie stwierdzić, że mamy do czyniena z kolejnym Misiewiczem.

Tylko do takich ma dostęp Macierewicz. Mnie to w ogóle nie dziwi.

MON zaprzecza Berczyńskiemu, oświadczając, że mija się z prawdą ws. caracali.

Żałosne.

Berczyński przede wszystkim mija się z prawdą ws. ładunku termobarycznego z tłumikiem na pokładzie tupolewa. Zresztą eksperyment ten został wystarczająco podważony, tj. osmieszony przez OKO.press

To wszystko dzieje się w Polsce, a nie w jakiejś grafomanii. Polska leci ku katastrofie smoleńskiej. Wszystkich nas osadzono w Tworkach.

TĄ JEDNĄ USTAWĄ ZIOBRY, PiS ZMIENI USTRÓJ POLSKI I BEZPRAWNIE ZŁAMIE KONSTYTUCJĘ. POLACY, OBUDŹCIE SIĘ.

>>>

nie-skladamy

Paweł Wroński pisze o „podziemnym teatrzyku” Macierewicza w Sejmie. – Zaskoczę was, zmiany są znacznie większe, niż myślicie – tak zwrócił się do posłów minister Antoni Macierewicz podczas zamkniętego posiedzenia sejmowej komisji obrony narodowej. Z armii odeszło w ostatnim czasie 4844 wojskowych.

macierewicz-utajnia

– To był dziwaczny spektakl. Minister twierdził, że polskie siły zbrojne są infiltrowane przez rosyjski wywiad, przeżarte korupcją i on dopiero rozcina spiski i powiązania – mówi Joanna Kluzik-Rostkowska (PO).

Posiedzenie komisji o sytuacji personalnej w wojsku zostało w czwartek niespodziewanie utajnione, choć do tej pory tego rodzaju sprawy były jawne. Na koniec posiedzenia szef MON pytany, które z podanych informacji podlegają klauzuli tajności, stwierdził, że… wszystkie. Ministrowi towarzyszył szef kadr MON Radosław Peterman, w przeszłości członek Komisji Likwidacyjnej WSI.

Według naszych rozmówców Macierewicz na slajdach przedstawiał informacje, jak wyglądają odejścia w konkretnych korpusach, np. generałów – według nieoficjalnych informacji odeszło ich 29, czyli jedna piąta, ale równocześnie nominowano 27. Ostatnio ze strony MON znikły zresztą informacje o pożegnaniach odchodzących oficerów.

Według ministerstwa w 90 procentach został zmieniony skład osobowy Sztabu Generalnego Wojska Polskiego. Wymienieni zostali szefowie wszystkich zarządów, niektórzy kilkukrotnie. Podobnie wygląda sytuacja z Dowództwem Generalnym Rodzajów Sił Zbrojnych – zmieniono 82 procent kadry. Oprócz dowódcy generalnego odeszli niemal wszyscy inspektorzy sił zbrojnych.

Macierewicz oskarżał rząd PO-PSL, że celowo utrzymywał niską liczebność sił zbrojnych, a na prominentnych stanowiskach znajdowali się oficerowie, którzy mieli związki z WSI. Dowodził, że armia była „przeżarta agenturą”. Zapowiedział postępowania przeciwko oficerom mającym związki z obcym wywiadem.

MON wydał komunikat, wedle którego Macierewicz przeprowadził szeroką wymianę kadr na najwyższych stanowiskach w jednostkach operacyjnych, każdorazowo zastępując oficerów dobranych przez PO oficerami o dużym doświadczeniu bojowym w Iraku i Afganistanie i przeszkolonych we współpracy z wojskami NATO. Były dowódca generalny WP, dowódca z Iraku i Afganistanu, gen. Mirosław Różański zapytał na Twitterze, czyim w takim razie jest generałem, skoro pierwszą gwiazdkę generalską dostał za Aleksandra Kwaśniewskiego, drugą od Lecha Kaczyńskiego, a trzecią od Bronisława Komorowskiego.

– Po raz pierwszy w historii polskich sił zbrojnych po okresie komunistycznym mamy sytuację, w której armia przestaje być apolityczna. Wyrzuca się z niej ludzi podejrzewanych o to, że nie mają poglądów zgodnych z obecną władzą – mówi „Wyborczej” Czesław Mroczek, b. wiceszef MON w latach 2011-15.

Macierewicz chwalił się, że jako pierwszy podniósł liczebność sił zbrojnych z 96 tys. w roku 2015 do 106 tys. w roku 2017. Przypominał, że o ile w roku 2015 odeszło o 528 więcej żołnierzy, niż planowano (planowano 4 tys., odeszło 4528), to w roku 2016 odeszło o 656 mniej, niż było zaplanowane (zakładano odejście 5,5 tys., a odeszło 4844). Te dane znalazły się w oficjalnym komunikacie. Oznacza to, że liczba odejść zbliża się do stanu z 2010 roku. Wówczas po katastrofie smoleńskiej z armii odeszło ok. 5 tys. żołnierzy.

Odchodzą oficerowie i specjaliści (zaczyna brakować pilotów i pilotów śmigłowców). Powody są nie tylko natury politycznej, chodzi m.in. o nasilające się pogłoski o zmianach w wojskowym systemie emerytalnym.

azakaz

Marcin Kącki („Wyborcza”) pisze o głośnym speklu „Klątwa”. Gdy prawdziwy ksiądz pedofil udziela prawdziwej komunii świętej, nie widać pod kościołami protestów. Gdy aktorka robi niby-fellatio gipsowej figurze niby-papieża, to pod teatrem demonstranci nawołują do… nawrócenia i obrony krzyża.

ksiadz

Na Śląsku i Pomorzu grasował ponad osiem lat ksiądz Paweł Kania, jednego z ministrantów zgwałcił, kilku innych molestował. Opis seksualnych fantazji ks. Kani, jakie widziałem w aktach sprawy, to zapis pornografii, z których fellatio to akt najłagodniejszy. Tymi samymi palcami, którymi ksiądz pedofil (zdiagnozowali go psychiatrzy) „ewangelizował” ministrantów, rozdawał też parafianom hostię i lał do kielicha wino – elementy sakramentów najbardziej w Kościele święte i chronione.

Ksiądz Kania miał towarzyską charyzmę, a jego msze należały do niezwykle popularnych, można więc śmiało przyjąć, że z jego rąk na Śląsku i Pomorzu przyjęły komunię tysiące parafian. Nie słyszałem, by choćby jeden z nich – gdy ksiądz został skazany prawomocnym wyrokiem na osiem lat więzienia – uznał, że jego uczucia religijne zostały obrażone.

kosciele

Gdy tylko jeden proboszcz – spośród kilku parafii, w których ks. Kania realizował się seksualnie – słał na niego bezskutecznie skargi do kurii, usłyszał od parafianek, że szkaluje dobrego księdza. Parafianki te, świadome już zarzutów, nadal uczestniczyły w mszach, celebrach i sakramentach ks. Kani. Nie czuły zgorszenia?

Gdy prawdziwy ksiądz pedofil, którego dłonie są mistrzowsko wyćwiczone w „złym dotyku”, udziela prawdziwej komunii świętej, nie widać pod kościołami protestów. Gdy aktorka robi niby-fellatio gipsowej figurze niby-papieża, to na korytarzach teatru modlą się grupy oazowe z apokalipsą w oczach, a pod teatrem demonstranci nawołują do… nawrócenia i obrony krzyża.

z21412318vandrzej-rysuje-teatr

Parafianie, Polacy, katolicy, ilekroć pójdziecie do komunii świętej, pamiętajcie, że kościół to nie teatr. Jeśli wasz ksiądz jest pedofilem, a wy milczycie, to przyjmujecie komunię z rąk nie tylko grzesznika, przestępcy i niszczyciela dziecięcych dusz, lecz także świętokradcy. A świętokradztwo popełnione przeciw Eucharystii jest – jak mówi Kościół – grzechem ciężkim, bo obecny jest w niej Chrystus.

polska-nie-moze

Waldemar Mystkowski pisze o Waszczykowskim.

dla

Witold Waszczykowski walczy z Komisją Europejską poprzez wezwanie na dywanik dyrektora przedstawicielstwa Komisji Europejskiej (ambasady Unii Europejskiej) w Warszawie. Dzieje się to w sytuacji, gdy Komisja Europejska wydała krytyczną opinię o praworządności w Polsce. Po raz pierwszy Waszczykowski wezwał dyrektora przedstawicielstwa w styczniu ubiegłego roku, gdy Komisja krytykowała PiS za początek likwidacji Trybunału Konstytucyjnego.

Czyżby Waszczykowski nie czytał opinii KE? Wynika z tego, że tak. Ale też może chodzić o specyficzną metodą uprawiania polityki przez PiS. Najpierw stwarzanie faktów przez swe media. TVP Info zacytowało informacje zbierane przez pracowników przedstawicielstwa KE w Warszawie dla komisarz spraw polityki regionalnej Coriny Cretu. Na stronie internetowej MSZ można przeczytać, jak resort Waszczykowskiego interpretuje te informacje podane przez pisowską telewizję, a dotyczą „analizy sytuacji polskiego wymiaru sprawiedliwości”.

Z materiału zebranego przez pisowskich dziennikarzy wynika, iż przedstawicielstwo KE opisuje: „W Polsce dochodzi do ustawicznego łamania prawa, zmiany w sądownictwie zmierzają do ograniczenia suwerenności sądów, a sędziowie są wręcz fizycznie atakowani, co może poważnie zagrozić przemianom, do których doszło po 1989 roku”. Zaś sędziowie protestujący przeciw deformom PiS są „prześladowani przez różne instytucje publiczne i zastraszani przez nieznanych sprawców”.

Na takie dictum MSZ oświadcza, że informacje przedstawicielstwa KE są paszkwilanckie, niedorzeczne i bezpodstawne. Można zapytać Waszczykowskiego, czy Bruksela już jest wrogiem Polski? Zatem, gdzie należy szukać przyjaciół? Albo inaczej i w obecnej sytuacji zdaje się, że bliżej znajdziemy się prawdy. Czyżby Bruksela była wrogiem Polski pisowskiej, tak jak w czasach PRL-u. Ciągle niewiadomym jest, kto jest przyjacielem dla PiS. Wychodzi na to, że tylko Viktor Orban.

Waszczykowski w rozmowie z ambasadorem UE Markiem Prawdą zażądał, aby przekazał prokuraturze informacje o szykanowaniu sądów. Kolejna specyficzność PiS: żądać od instytucji, która nie podlega ich administracji. A potem oskarżyć o ingerowanie.

Pomijając absurdalność wezwania przez Waszczykowskiego ambasadora Prawdy, widać jak na dłoni kiepski poziom intelektualny polskiego szefa dyplomacji (antydyplomacji). Ale nie tylko. Bruksela staje się coraz bardziej wrogiem pisowskiej władzy.

jarek

>>>

TRUDNO W TO UWIERZYĆ, ALE TO SIĘ DZIEJE NAPRAWDĘ!!!

c5d0p2uwiaeawa6

TEN, KTÓRY CIĄGLE POTRZEBUJE OD NAS PIENIĘDZY JEST WYSOKO NA LIŚCIE NAJBOGATSZYCH POLAKÓW. A WY, NA KTÓRYM JESTEŚCIE MIEJSCU, NA TEJ LIŚCIE?

c5gy7b3wcaabrgs

Paweł Wroński („Wyborcza”) pisze, jak Andrzej Duda przestał być zwierzchnikiem armii. Minister obrony narodowej Antoni Macierewicz zakazał najważniejszym dowódcom Wojska Polskiego bezpośredniego kontaktu z prezydentem Andrzejem Dudą.

jak-macierewicz

Ustny zakaz kontaktów z prezydentem dla szefa sztabu, dowódcy generalnego i dowódcy operacyjnego sił zbrojnych został wydany jesienią przez szefa MON. Po co? Powody są co najmniej dwa.

c5f8bm5w8aa2bfl

Po pierwsze, nie informować prezydenta

Według zamysłu Macierewicza Andrzej Duda o sytuacji w armii ma wiedzieć jak najmniej. Powód? Generałowie dopominali się m.in. interwencji zwierzchnika sił zbrojnych w sprawie niektórych nominacji, a także wyjaśnień, na czym ma polegać zmiana systemu dowodzenia i jak ma wyglądać nowy program modernizacji technicznej sił zbrojnych.

– Wygląda na to, że prezydent już się pogodził z faktem, że nie ma wpływu na sytuację w wojsku. W gronie bliskich współpracowników stwierdził nawet, że nie tylko on ma problemy z Antonim Macierewiczem – twierdzi nasz informator z Pałacu Prezydenckiego. – W relacjach z szefem MON Andrzeja Dudę reprezentuje Paweł Soloch. Szef BBN jest zwany w Pałacu Harrym Potterem i najwidoczniej Macierewicza się boi. Obecnie sytuacja jest taka, że każdemu spotkaniu prezydenta z kadrą dowódczą towarzyszy minister Macierewicz – dodaje nasz rozmówca.

Krytyczne wypowiedzi na temat kierowania siłami zbrojnymi w obecności prezydenta spowodowały już dymisję inspektora sił powietrznych gen. Tomasza Drewniaka.

Nasi rozmówcy twierdzą, że jedyną osobą w Pałacu Prezydenckim, która ma szczegółowe informacje na temat sytuacji w siłach zbrojnych, jest gen. Jarosław Kraszewski, artylerzysta, który m.in. był w Iraku. Generał jest pracownikiem Biura Bezpieczeństwa Narodowego.

Po drugie, wpłynąć na decyzje Andrzeja Dudy

Powodem zakazu kontaktów wyższych oficerów z prezydentem była też szczególna troska Macierewicza o to, by nikt nie wpływał na Andrzeja Dudę przy personalnych wyborach, szczególnie przy wyborze najważniejszym: szefa Sztabu Generalnego.

Aby dopilnować korzystnego dla siebie rozwiązania, minister obrony uknuł nawet małą intrygę. Na przełomie października i listopada Andrzej Duda w Dowództwie Operacyjnym Sił Zbrojnych miał rozmawiać o wyzwaniach, jakie stoją przed wojskiem, oraz o projekcie reformy systemu dowodzenia siłami zbrojnymi. Ku zaskoczeniu prezydenta na miejscu witał go zastępca dowódcy. Sam dowódca – gen. Marek Tomaszycki – przebywał wówczas w podróży służbowej. Najprawdopodobniej był w Afganistanie, gdzie przygotowywał kolejną zmianę w polskim kontyngencie, o czym dobrze wiedział minister Macierewicz.

Prezydent uznał nieobecność za despekt ze strony dowódcy operacyjnego, a sprawa miała istotne znaczenie: gen. Tomaszycki, świetnie mówiący po angielsku i mający bardzo dobre notowania w NATO, miał być według nieoficjalnych informacji faworytem Pałacu Prezydenckiego przy wyborze szefa Sztabu Generalnego. Natomiast szefowi MON zależało na nominacji gen. Leszka Surawskiego.

I dopiął swego: Surawski 31 stycznia został szefem Sztabu Generalnego WP.

Gen. Surawski w ostatnim czasie stał się jednym z najbliższych współpracowników ministra Macierewicza. To on m.in. wskazał nowego dowódcę generalnego sił zbrojnych: gen. Jarosława Mikę, dowódcę 11. Dywizji, podobnie jak gen. Surawski – czołgistę.

PIĘKNE PODSUMOWANIE WOJTKA KUSSOWSKIEGO

c5f_qrbwyaereb4

KOGO SIĘ TAK SZYDŁO BOI??? POLAKÓW? 

c5g0e0aw8aal91x

Bartosz T. Wieliński pisze o żałosnych pisowskich występach w Monachium. Politycy PiS nie chcą zrozumieć, że państwo traci, gdy polityka zagraniczna jest tylko pochodną krajowej. A gdy rozgrywają wewnętrzne interesy w międzynarodowych gremiach, stają się śmieszni.

INTERNAUCI PODPOWIADAJĄ. MACIEREWICZA OSZUKUJE DILER.

c5gb3cewqaadc_f

W 2007 r. rząd PiS zbojkotował konferencję bezpieczeństwa w Monachium, gdy Władimir Putin groził Zachodowi zimną wojną. – Gdyby tam był Jarosław Kaczyński, to mogłoby dojść do rękoczynów z Putinem – tłumaczył absencję ówczesnego premiera Marek Kuchciński. Coś w tych słowach było proroczego, bo w tym roku, gdy politycy PiS stawili się w Monachium silną grupą, emocje sięgnęły zenitu.Szef MSZ Witold Waszczykowski ściął się publicznie z wiceprzewodniczącym Komisji Europejskiej Fransem Timmermansem – Holendrem znienawidzonym przez „dobrą zmianę” za to, że nadzoruje procedurę monitorowania praworządności w Polsce.

Do Monachium od pół wieku najważniejsi politycy, dyplomaci i eksperci przyjeżdżają dyskutować o bezpieczeństwie zachodniego świata. W tym roku ta kwestia jest paląca. Nie wiadomo bowiem, czy Ameryka pod rządami prezydenta Trumpa nie wycofa się z Europy.

Co miał o tym do powiedzenia minister obrony Antoni Macierewicz? Ano tyle, że „zamach” w Smoleńsku był etapem rosyjskiej agresji, tak jak wojna w Gruzji czy aneksja Krymu. Wcześniej wzywał NATO, by pomogło wyjaśnić, co wydarzyło się 10 kwietnia 2010 r., choć Sojusz przyczyn katastrof lotniczych nie bada.

Politykę zagraniczną nieustannie miesza z wewnętrzną Jarosław Kaczyński. Trafił ostatnio na nagłówki gazet, gdy okazało się, że straszył Angelę Merkel podczas jej wizyty w Warszawie możliwym żądaniem ekstradycji Donalda Tuska. Merkel chciałaby, by przewodniczący Rady Europejskiej pozostał na tym stanowisku następne dwa i pół roku. Kaczyński zaś widzi Tuska przywożonego do Warszawy w kajdankach wojskowym samolotem…

Kaczyński nie jest pierwszym przywódcą partyjnym, który lekceważy dyplomację. Co do występów szefa MON – szkoda słów. Ale rolą ministra spraw zagranicznych jest dbać o reputację kraju, dyplomatycznie zacierać złe wrażenie. Waszczykowski tego nie potrafi. Gdyby w piątek trzymał nerwy na wodzy, nie myślał o tym, jak wypadnie w „Wiadomościach” TVP, czy o tym, co powie Kaczyński. Gdyby zachował się jak dyplomata.

Timmermans jakby tylko czekał na okazję. Podczas dyskusji z Waszczykowskim wspomniał październikowy strajk kobiet w Polsce, mówił o niezależności sędziów. Gdy polski minister wypomniał mu brak sądu konstytucyjnego w Holandii (funkcję tę pełni tam rada państwa), z uśmiechem odpowiedział, że skoro polska konstytucja przewiduje trybunał, to rząd nie powinien go niszczyć. Skrytykował też obraźliwe i nierzeczowe odpowiedzi polskiego rządu na zalecenia Komisji Weneckiej.

A gdy Waszczykowski prosił, by pozwolić Polakom przestrzegać ich konstytucji, „a nie waszej wizji konstytucji”, Timmermans odparł, że niczego innego od Polski i dla Polski nie chce.

Spektakl ten przypomniał siedzącym na sali głowom państw, szefom rządów, ministrom, na czym polega spór między Unią a rządem PiS i jakie skutki może mieć dla Europy. I że ten trwający od roku konflikt trzeba wreszcie rozwiązać.

c5gj-7qwyaesjen

Waldemar Mystkowski pisze o TVP, które nie powiadomiło widzów, że Agnieszka Holland zdobyła wielką nagrodę filmową.

KACZYŃSKI COFA POLSKĘ DO LAT DZIECIŃSTWA. DO WSZYSTKICH KOSZMARÓW, KTÓRE WTEDY POLSKĘ RUJNOWAŁY.

c5givokwqaa5_if

PiS zmniejsza Polaka i obywatela

pis-zmniejsza

Zanadto nie martwi mnie, że PiS sekuje kulturę, odmawia pieniędzy na dzieła ważne dla substancji duchowej narodu. One tak czy siak zostaną dowartościowane, kultura zawsze była niezależna od źródeł finansowania, może dlatego tak często wybitni twórcy ubodzy.

PRL bał się twórców, starał się ich podporządkować, łożył pieniądze, a ci – oprócz integralnych akolitów – mieli zupełnie inny światopogląd, niż zadekretowany. Dlatego nie zanadto obrażam się na Piotra Glińskiego, iż podzielił pieniądze na wsparcie przedsięwzięć kulturalnych wśród twardych pisowców i katolików, bo oni nie są w stanie wznieść ponad przeciętność. Będziemy mieli gnioty typu film „Smoleńsk”, którego nikt nie chce oglądać, bądź ten rydzykowy „Zerwany kłos”.

Martwi mnie przekaz do społeczeństwa, do odbiorców. To jest najbardziej krucha materia, bezbronna, gdy zwalczana jest kultura (o w tym kontekście nie boję się nazwać: kultura narodowa, bo taką jest wszystko, co stwarzane jest w narodzie, arcydzieła i kicze). Część odbiorców będzie pozbawiona obrazu polskiej kultury aktualnie powstającej, będzie pozbawiona tych drożdży, które pozwalają uczestniczyć w dialogu z nowymi zjawiskami społecznymi, kulturowymi. I nie chodzi nawet o aktywne zajęcie głosu, ale o świadomość, iż coś takiego się dzieje.

PiS uderza w duchowość polskiego społeczeństwa, zubaża Polaków. Metaforycznie można to opisać, iż pozbawia części Polaka w Polaku, w obywatelu obywatela. Władza PiS zmniejsza ludzi, trawestując: „Prezesie, zmniejszyłem wyborców” – mógłby zameldować Jacek Kurski. I taka dokonuje się operacja zmiany, „dobrej zmiany” w mediach pisowskich. Zmienia się z normalnego na „dobre”, na małe, wówczas zrozumiałe dla prezesa i jego akolitów.

Agnieszka Holland odnosi sukces na festiwalu filmowym w Berlinie zdobywając „Pokotem” Srebrnego Niedźwiedzia, w mediach tzw. narodowych do tego stopnia zmniejszyli ten sukces, że w ogóle nie poiformowano o nim. Za duży to sukces, przerasta ich. Oczywiście, że w innych mediach informacja została podana, bo jeszcze nie mamy cenzury, ale część odbiorców , nawet tych najbardziej biernych, została przefasowana na pisowską małość, na zmniejszenie. Dużo, niedużo? Może to tylko milimetr, ale w kulturze to czasami dużo.

Na to się oburzam, na to, że zmniejszają Polaków. Beata Szydło może nie lubić genialnej „Idy” Pawlikowskiego, nawet to rozumiem, bo sama dawno została zmniejszona i nie wróżę jej powrotu do normalności, więc „Ida” będzie poza jej zasięgiem, ale dlaczego zmniejszają wielu młodych Polaków nieświadomych tej operacji zmniejszania?

ILU JESZCZE POSŁÓW PiS TAK KŁAMIE???

c5gdoomwqaeanoa

NA WAWEL LIMUZYNĄ, DO DOMU SAMOLOTEM – „PRACA I POKORA” W PAŃSTWIE PiS

c5ga2g8xuaedxap

Kleofas Wieniawa pisze o międzynarodowej dedradacji Polski pisowskiej.

polska-pisowska

Czy politycy PiS uświadamiają sobie, iż doprowadzili do sytuacji zdegradowania Polski do drugiej ligi. Może mają oczy dookoła głowy, bo rozumu raczej nie mają tak usytuowanego.

Podczas 53. Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium zasłynął najbardziej Witold Waszczykowski, który jak Reytan bronił dewastacji demokracji i prawa w Polsce przed mieszczaninem – w dobrym znaczeniu – wiceszefem Komiji Europejskiej Holendrem Fransem Timmermansem.

Otóż Waszczykowski odkrył z właściwą mu emfazą, iż w Holandii nie na Trybunału Konstytucvyjnego. Ale ten niezbyt lotny dyplomata nie odkrył, że w tym kraju żadnemu politykowi nie przyjdzie do głowy, aby łamać konstytucję. Holandia ma jedną z najbardziej utwardzonych demokracji i może być przykładem dla całego świata zachodniego, włącznie z krajami anglosaskimi.

Zaś Andrzej Duda nie spotkał się z wiceprezydentem USA Mike’m Pencem, bo już z Dudą niewielu chce sie spotykać. Nie jest żadnym partnerem, a wydawałoby się, że do Jankesa nie jest tak trudno dotrzeć, bo nie nazbyt wielu było prezydentów w Monachium. Duda zaś mógł usłyszeć z ust Pence’a, iż światowym bohaterem walki z komunizmem jest Lechem Wałęsa. Wyobrażam sobie jak w tym momencie Duda zrobił swoją minę papuśnego zdziwienia.

Był jeszcze Antoni Macierewicz w stolicy Bawarii, ten niestety ma renomę taką, na jaką zasługuje także w kraju, ministra od zamachu smoleńskiego. Zawsze w takich wypadkach polscy ministrowie obrony spotkali się z sekretarzem obrony USA, ale nie Macierewicz.

Spadamy we wszystkich klasyfikacjach, w Unii Europejskiej w połowie marca dowiemy się z „białej skiegi” kierunku reform, którą przedstawi Komisja Europejska, zostaliśmy zdegradowani do ostatniej prędkości integracji, bo takie zostaną wyznaczone krajom członkowskim. Nie będziemy sami, bo z Węgrami.

Może już nawet nie jesteśmy w drugiej lidze, ale w trzeciej, dzieki takim złamanym ludziom i politykom, którzy niewiele mają do powiedzenia, jak Waszczykowski, Duda, Macierewicz.

PAŃSTWO PiS, PONAD PRAWEM

c5dxn1xwcaehodg

MA RACJĘ?

c5dwy1rxaauv-v

>>>