Archive for the ‘Kościół’ Category

Esencja pisowskich nieszczęść.

Kto to, ach, kto to?

Magdalena Środa pisze o arcybiskupie Jędraszewskim.

Święta ignorancjo!

Kościół musi wreszcie dokonać wymiany pokoleniowej.

Wysłuchałam wypowiedzi abp M. Jędraszewskiego, który porównywał miesięcznice smoleńskie i kontrmanifestacje do sytuacji księży prześladowanych przez SB, dlatego, że mieli odwagę modlić się podczas mszy za internowanych. W roli dzielnych księży widzi dziś abp Jędraszewski – rząd PiS, a w roli SB – opozycję demokratyczną. To więcej niż kuriozalne. Zaprawdę, trudno zrozumieć taką opinię zwłaszcza, że wygłasza ją autorytet kościelny, który w naszym kraju ma charakter autorytetu moralnego.

Stawiam więc trzy tezy (postulaty?), by tę wypowiedź zinterpretować. Pierwsza, że Kościół musi wreszcie dokonać wymiany pokoleniowej. Na jego czele stoją bowiem ludzie, którzy niewiele rozumieją z tego, co się dzieje, nie potrafią trafnie osądzić sytuacji politycznej i kulturowej ani też wyciągnąć wniosków. Są serwilistyczni, konserwatywni, krótkowzroczni. Nie dzieje się tak, być może, z powodu złej woli, ale z innych przyczyn. Nie będę wnikać, jakich… Co prawda nie jestem pewna, czy w Kościele przy całym jego oportunizmie, hedonizmie i poczuciu władzy, wykluć się mogła jakaś nowa generacja młodych księży samodzielnie myślących i zajmujących się raczej służbą Jezusowi niż Kaczyńskiemu, ale zawsze możemy mieć taką nadzieję.

Teza druga odnosi się do wiedzy. Otóż sądzę, że takie wypowiedzi jak abp. Jędraszewskiego są wynikiem jakiejś głębokiej ignorancji, co do tego, czym jest demokracja, czym jest państwo (inne niż kościelne), czym opozycja, wreszcie, jak ważna jest rola pamięci historycznej. Porównywanie dzisiejszej opozycji do dawnej SB, a autorytarnej i despotycznej władzy PiS do księży, którzy byli w opozycji, jest zapewne spowodowane brakiem ogólnej wiedzy. Abp. Jędraszewski ma jednak wiele okazji, by wiedzę nadrobić i wielka szkoda, że z takiej okazji nie korzysta. Poziom wykształcenia kościelnych kadr jest z roku na rok coraz gorszy, co przekłada się nie tylko na publiczne wypowiedzi, ale również na działalność liturgiczną i katechetyczną. Kościół powinien o tym wiedzieć i interesować się nie tylko swoją władzą, ale i wykształceniem, tak hierarchów, jak i adeptów kościelnych.

Po trzecie wreszcie: jestem przekonana, że każdy w naszym państwie, księża również, powinni przejść przez kurs praktycznej edukacji obywatelskiej oraz etycznej. Katecheza nie wystarcza, by mieć adekwatne narzędzia do oceny współczesnego świata i do współodpowiedzialnego uczestniczenia w nim. Tu trzeba wiedzy, umiejętności i praktyki demokratyczno-obywatelskiej.

Zdaje się jednak, że szanse na taką wiedzę, praktykę i odpowiedzialność wśród kleru są – przy takich „autorytetach” jak abp. Jędraszewski bardzo niewielkie. Święta ignorancja, święty oportunizm – zwyciężą.

Premier dowiedziała się o tragedii w poniedziałek. TVPIS nie podawało?

PRZECZYTAJCIE. BYŁO MALOWANIE TRAWY NA ZIELONO… TAK DZIAŁA PAŃSTWO? TAKA MIAŁA BYĆ POLSKA PO DOBREJ ZMIANIE? PRZEPROŚCIE I SP…………

Waldemar Mystkowski o tym, co nas czeka na jesieni – i nie tylko.

PiS przegrupowuje się – przed nami gorąca jesień

„Na mieście” zaczynają mówić, że Andrzej Duda szykuje się do stworzenia własnego zaplecza politycznego. To już nie tylko sugestia z tajemniczą miną posła Kukiz ’15 Marka Jakubiaka, ale całkiem poważnych publicystów, którzy przebąkują o poważnych zmianach w PiS, a tym samym o poważnych zmianach na scenie politycznej.

Obóz Dudy in spe miałby jakoby składać się z części zaplecza PiS, głównie zatrudnionego w Kancelarii Prezydenta, z ugrupowania Pawła Kukiza i  – spora niespodzianka – polityków PSL. Trudno orzec, na ile samodzielne były weta Dudy, bo niespecjalnie dowierzam prezydentowi. Mógł wejść w rolę dobrego policjanta, złego wskazując na Nowogrodzkiej.

Załóżmy jednak, że Duda skalkulował, iż opłaca mu się być przyzwoitym, nie zapisać się źle w historii i stanął ością w autokratycznym gardle prezesa. Jeżeli tak jest, to Duda nie ma szans na prezydenturę drugiej kadencji, nie wygra wbrew PiS.

Jak zużyta jest władza PiS, widać teraz, gdy nawałnice dotknęły część Polski. Nie miał kto podjąć decyzji o pomocy walczącym ze skutkami kataklizmu, a jak już podjęto spóźniony i niewystarczający ratunek to odbyło się to w formie groteski, zarówno w wydaniu Antoniego Macierewicza, jak i zagubionej, ponoć pozostającej w głębokiej depresji, Beaty Szydło.

Nie tylko zużycie obecnego rządu wskazuje na to, że zmiana zostanie dokonana. Filozofia polityczna PiS mająca tylko jednego autora to nie jest rządzenie bądź administrowanie – bo tego naprawdę nie potrafią – ale zdobywanie kolejnych przyczółków władzy poprzez konflikt, poprzez przekraczanie standardów demokratycznych, prawnych, konstytucyjnych. Było to możliwe, gdy Duda parafował wszystko, jak leci, gdy Szydło uśmiechała się i zwycięstwem zasad nazywała totalną porażkę polityczną 1:27.

Układ władzy w PiS jest w niemocy. Może mu nadać siłę ktoś inny, a nawet Kaczyński może pokusić się być premierem. Rządzenie na gwizdek z gabinetu na Nowogrodzkiej wyczerpało się. Tym bardziej, że projekty ustaw dotyczących sądów wejdą lada chwila na agendę. Na jesieni władza PiS zmierzy się repolonizacją bądź z innym pretekstem niszczenia mediów prywatnych. Będzie to wyzwanie, na które już nie wystarczą płoty przed Sejmem.

A jeżeli Duda nadal będzie zachowywał się przyzwoicie? Jesień będzie więc gorąca i przewyższy temperaturą dotychczasowe rozwałki PiS. Na to jest skazany prezes, który nie ma zbytniego pojęcia o rządzeniu krajem, ale potrafi zdobywać i zawłaszczać instytucje, a to są różne pary kaloszy.

A co z opozycją? I tutaj mamy jeszcze większy kłopot. Dzisiaj opozycja to nie tylko partie parlamentarne czy też rozproszkowana lewica, ale to społeczeństwo obywatelskie, NGO’sy i hybryda ponadpokoleniowa „Łańcuchy Światła”, które w każdym protestującym mieście były inne, a najsilniejsze w Poznaniu.

Słyszymy, iż opozycja powinna się zjednoczyć, tworzyć wspólne listy wyborcze itd. Znając polskie polityczne obyczaje, owo zjednoczenie równie dobrze może być wołaniem o wojenkę. Na szczęście pierwsze są wybory samorządowe, które nie muszą być li tylko konkurowaniem partyjnym, ale eksperymentem partyjno-stowarzyszeniowym oplecionym łańcuchami światła. W częściach Polski, w miastach – opozycja może tworzyć najkorzystniejsze dla niej formy reprezentacji wyborczej, mogą one i muszą się różnić. Polacy obudzili się w lipcu – teraz Polacy muszą w sposób jak najbardziej naturalny przy pomocy polityków, samorządowców, aktywistów społecznych artykułować potrzeby dla lokalnych społeczności.

Podstawowym zawołaniem dla opozycji jest podmiotowość lokalna, która nie musi być warunkowana jakąś wielką ideą, ale być orientacją na jeden lub kilka wybranych celów, a te zawsze łączą. Energia lipcowa Polaków dobrze wykorzystana w wyborach samorządowych pokona PiS – jestem o tym przekonany. Na tej bazie będzie dużo łatwiej tworzyć strategie zwycięstwa parlamentarnego nad PiS.

RYSZARD KALISZ: CAŁY SYSTEM ZAWIÓDŁ

nowa.tv >>>

Lis bezlitosny dla władzy: Ta ekipa to najwięksi nieudacznicy w historii, o niebo więksi niż PRL-u

Tokfm >>>

Jak to ich internauci nazwali??? Kurwizja?

>>>

Reklamy

Pani rzecznik , do przemyślenia.

Magdalena Środa pisze o Polsce jako przeistaczającej się w panstwo wyznaniowe.

Dzień delfina, czyli o monarchii kościelnej w Polsce

Jesteśmy świadkami albo narodzin jakiejś nowej religii, albo nowej wersji państwowego ustroju i zupełnie oryginalnej formy sprawowania rządów.

W poniedziałek – a więc normalny dzień pracy – większość członków rządu, dostojnicy partyjni i partię gorliwie wspierający, pojechali do Częstochowy wysłuchać mowy księdza delfina – syna pani premier Szydło. Lista uczestników tej uroczystości poniżej.

Rząd zawiesił rządzenie albo właśnie nadał mu nową formę. Pytanie o to, czy jego członkowie i członkinie wzięli na ten czas urlop, czy poszli na zwolnienie czy czas modlitwy i święta rodzinnego odliczyli sobie od wynagrodzenia, nie ma sensu. Konstytucja wraz z jej artykułem dotyczącym neutralności światopoglądowej państwa – też nie ma sensu. Ale to nie autorytaryzm nami rządzi, lecz jedyna na świecie monarchia kościelna. Bo trudno tu nawet mówić o fundamentalizmie religijnym, raczej o sekcie; fundamentalizm potrzebuje jakiejś uznanej religii, a to czemu hołduje polski rząd i Kościół z religią, w każdym razie chrześcijańską, ma niewiele wspólnego.

Być może to będzie jakaś religia nowa, nasza polska, prawdziwa, co to z tej sekty się wykluje. Na razie mamy do czynienia z przedziwnym układem partyjno-kościelno-rodzinnym. Bo oto ksiądz delfin, syn premier (a więc i symboliczny następca tronu), pojechał do miejsca narodzin Matki Boskiej Polskiej, bo przecież w Częstochowie, gdzie zbierają się narodowcy i kibole nikt nie wierzy, że Matka Boska była Żydówką i urodziła się, gdzieś poza bijącym sercem narodu, czyli u stóp Czarnej Madonny (tylko dlaczego czarnej? Może zresztą nie jest już czarna?) – otóż ksiądz delfin w otoczeniu rodziny, rządu i dostojników partyjnych odprawił mszę.

Nie wiem, czy była w niej mowa o Bogu, bo właściwie skoro wśród wiernych był i prezes, i sam ojciec Rydzyk, to chyba Bóg nikomu nie był potrzebny. Nie kpię. Jesteśmy naprawdę świadkami albo narodzin jakiejś nowej religii, albo nowej wersji państwowego ustroju i zupełnie oryginalnej formy sprawowania rządów. Nie wiem, jak wielu księży w rodzinie mają nasi kościelno-polityczni dostojnicy, ale jestem pewna, że niemało (jest to zresztą zachęta dla następnych), i że zapewne zwyczaj odbywania posiedzeń rządowych oraz partyjnych w bezpośrednim towarzystwie osób wyświęconych, w tym ojca Rydzyka i ks. Tymoteusza, stanie się politycznym rytuałem.

Sfera politycznego sacrum w Polsce bardzo się powiększa, tak jakby zwykły kościół był niezbyt godny goszczenia tak wielkich dostojników jak prezes Kaczyński czy Beata Kempa. A może modlitwy na Krakowskim Przedmieściu, w Katedrze, Świątyni Opatrzności czy w pałacach Rydzyka już się przejadły? Trzeba dalej, więcej, bardziej religijnie. Trzeba umacniać partię, układ, rodzinę i kościół. Polski kościół: rydzykowo-szydłowy.

Pytanie tylko, co z tego będą mieli obywatele? Ano nową wiarę wzmocnioną o partyjne przesłania i cele, starą partię wzmocnioną o treści eschatologiczne i układy rodzinne, przewoźnego ojca Rydzyka oraz ks. Tymoteusza wzmocnionego o prezesa i Edwarda (męża premier), wreszcie prezesa wzmocnionego o Polską Matkę Boską i nadzieję, że i tak wszystko rozstrzygnie się w niebiosach, czyli na Nowogrodzkiej.

Magdalena Środa

PS. A oto lista osób uczestniczących w mszy prymicyjnej ks.Tymoteusza Szydło: Beata Szydło z małżonkiem Edwardem, Agata Kornhauser-Duda, Jarosław Kaczyński, marszałek Senatu Stanisław Karczewski, wicemarszałkowie Sejmu: Joachim Brudziński i Ryszard Terlecki, szef MSWiA Mariusz Błaszczak, a także ministrowie: rodziny, pracy i polityki społecznej Elżbieta Rafalska; środowiska Jan Szyszko; edukacji Anna Zalewska oraz sprawiedliwości Zbigniew Ziobro. Była też szefowa kancelarii premiera Beata Kempa oraz szefowa gabinetu politycznego premier Elżbieta Witek. Mszę koncelebrował m.in. dyrektor Radia Maryja Tadeusz Rydzyk.

🙂

Waldemar Mystkowski pisze o nieszczęśliwej Mazurek.

Rzeczniczka PiS Mazurek debiutuje w „Washington Post”

Rzeczniczka PiS Beata Mazurek ma za sobą trudny debiut na łamach „Washington Post”. Portalowe wydanie jednego z najbardziej wpływowych dzienników na globie cytuje jej wypowiedź już w tytule, iż Mazurek „rozumie emocje”, które doprowadziły młodych faszystów do pobicia jednego z członków KOD w Radomiu.

Świat widzi, iż PiS chroni faszystów w Polsce. Należy sobie zadać pytanie – dlaczego? Mariusz Błaszczak po dwóch dniach odezwał się w sprawie brutalnego pobicia w Radomiu. Twierdził, że policja jednak była w Radomiu, ale było jej za mało.

Musiała to być jakaś policja niewidzialna, bo nikt jej nie zobaczył na oczy. Może Błaszczak myśli, że policja ma jego właściwości odkryte przez Marka Migalskiego jakiś czas temu. Można potknąć się o Błaszczaka, bo go nie widać. Taki to Nikt.

Policja ma chronić poprzez obecność, a jej ewidentnie nie było. Błaszczak uzasadniał pobicie w Radomiu podczas pokojowej manifestacji upamiętniającej Czerwiec 1976 roku bilokacją „opozycji totalnej”. Tak! Bo opozycja szczuje… na organizatorów miesięcznic smoleńskich.

Błaszczak i Mazurek nie mówią o problemie, ale wyrzucają z siebie wykute na blachę komunikaty PiS. Nie tylko to zdarzenie, także inne wskazują, iż brak policji podczas manifestacji społeczeństwa obywatelskiego, przyzwolenie na działalność faszyzujących organizacji, to celowe działanie.

PiS posługuje się ekstremistycznymi organizacjami prawicowymi, jak ONR i Młodzież Wszechpolska. Wycofuje policję, jak w Radomiu, aby doszło do starć. Prędzej, czy później zaowocuje to zdecydowanie czymś groźniejszym. PiS hoduje swój Berkut.

NIE TYLKO NARODOWCÓW Z RADOMIA

Koleżance COŚ tam COŚ tam trzeba pomóc.

>>>

DZIŚ W NARODOWYM KINIE WIELKANOCNYM CZWARTA CZĘŚĆ OJCA CHRZESTNEGO 🙂

TEN OBRAZ STAŁ SIĘ CZĘŚCIĄ NASZEJ POLSKIEJ WIELKANOCNEJ HISTORII 🙂

Prof. Maciej Michalik zastanaiwa się, co dalej z Kościołem katolickim. Ostatnio zadawane jest pytanie: „Co po PiS-ie?”. Najczęściej przychodzi mi wtedy do głowy konieczność wypowiedzenia konkordatu oraz usunięcia religii ze szkół.

Polski Kościół katolicki, choć nie ma do tego prawa, głęboko zaangażował się po jednej stronie sporu, jakiego aktualnie doświadczamy w Polsce. A jest to spór nie tylko polityczny, ale także cywilizacyjny, kulturowy. Jest to spór nie tylko dzisiejszy, nie tylko w perspektywie jednych wyborów, jednej kadencji, ale spór wielopokoleniowy.

Polska podzielona

Polacy (społeczeństwo) wydają się podzieleni tak głęboko, że wspólne życie jest trudne do wyobrażenia, o ile nie niemożliwe. Są wyznawcy teorii spiskowych dziejów, gorzej wykształceni czy nawet w ogóle nie wykształceni, bez większych potrzeb w zakresie kultury, bez zrozumienia demokracji i jej praw, bez właściwej dla współczesnego Europejczyka tolerancji, ludzie zapatrzeni w bizantyjsko-rosyjsko-azjatycki wschód z dobrym carem na czele, nieradzący sobie w życiu, ewentualnie zdolni do pracy „na zmywaku” w „starej Europie” i spełniający mocą tradycji rytuały religijne bo „łojciec i dziad” tak robili, i nie wymaga to znajomości teologii i encyklik nawet encyklik umiłowanego papieża Polaka, a wystarcza jedynie wiara w biznesmena z Torunia, który panią prezydentową wyzywał od czarownic.

Jest też druga Polska, Polska ludzi, którzy lepiej sobie radzą w życiu, są znacznie lepiej wykształceni, zdolni do odczytywania znaków czasu, rozróżniający pomiędzy kulturą a propagandą, rozróżniający pomiędzy „przaśnymi, narodowymi hołupcami” a książką, sztuką „obrazoburczą”, sztuką otwierającą nowe pola i wizje.

Jedna Polska uznaje, że „niech na całym świecie wojna, byle polska wieś spokojna” i „tylko pod krzyżem, tylko pod tym znakiem, Polska jest Polską a Polak Polakiem”, a druga Polska uważa, że to jest skarlenie, że takie myślenie to wpychanie do zaścianka i na peryferie współczesnego świata.

Taniec na grobach

Najnowszym osiągnięciem w historii dziejów głupoty w Polsce są przedstawione wyniki prac (?) przedziwnej, mocno ideologicznej podkomisji badającej doskonale zbadany i prześwietlony wypadek lotniczy samolotu prezydenckiego pod Smoleńskiem w 2010 roku.

W tym tragicznym wypadku zginęło 96 osób. Każdej z tych osób należy się szacunek, a rodzinom wielkie współczucie. Jednak zarówno współczucie, jak i szacunek utrudnia upolitycznienie całego tego smutnego wydarzenia oraz diabelski taniec na grobach, jaki niektórzy z uporem maniaka, cynicznie organizują od siedmiu lat.

Kiedy w ostatni poniedziałek ta przedziwna podkomisja przedstawiła wyniki swoich rocznych prac i stwierdziła wybuch bomby o trudnej do zapamiętania nazwie, której jeszcze nigdy w historii terroryzmu nie użyto, biskup M. Jędraszewski, dawniej z Łodzi a obecnie z Krakowa, uznał za stosowne, w duchu chrześcijańskiej miłości, miłosierdzia i wybaczenia oraz zapewne mając głęboko w sercu ósme przykazanie dekalogu: „Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu”, kategorycznie, choć niezbyt mądrze się wypowiedzieć.

Biblia o głupcach

Postanowiłem sprawdzić, co Biblia mówi o głupcach i znalazłem sporo, co cytuję poniżej. Cytaty te przedstawiam nawet nie dla przemyślenia M. Jędraszewskiemu, ponieważ w jego przemyślenia nieszczególnie wierzę, ale, ot tak, dla własnego ćwiczenia intelektualnego:

„Głupi nie lubi się zastanawiać, lecz tylko swe zdanie przedstawić”.

„Głupi od razu okazuje swą złość, lecz roztropny nie zważa na obelgę”.

„Istnieje pewne zło, które dzieje się pod słońcem: że głupców stawia się na wysokich stanowiskach, a zasobni w mądrość siedzą nisko”.

„Język mądrych wyświadcza dobro wiedzą, lecz usta głupich tryskają głupotą”.

„Kto chodzi z mądrymi, stanie się mądry, lecz kto się zadaje z głupcami, temu źle się powiedzie”.

„Lepiej człowiekowi spotkać niedźwiedzicę, która straciła młode, niż głupca w jego głupocie”.

Emerytowany ksiądz biskup Pieronek napomknął o głupotach wypowiadanych w kontekście wypadku smoleńskiego i tak zwanej podkomisji oraz w nawiązaniu do wypowiedzi M. Jędraszewskiego.

Panu Prezydentowi do sztambucha

Czytając w Biblii o głupcach, znalazłem także cytat, który chciałbym zaprezentować panu prezydentowi po jego „wiekopomnym” wystąpieniu na kolejnej miesięcznicy smoleńskiej, wystąpieniu niezwykle agresywnym i niestety niezwykle miałkim intelektualnie. A jest to cytat następujący: „Kto przymruża oczy, ma przewrotne myśli, a kto zaciska wargi, ten już zło popełnił”.

Popatrzcie państwo na dowolne zdjęcia pana prezydenta z tego „koncyliacyjnego spotkania”, osłanianego przez potężne siły policyjne na nasz, podatników, koszt. Na każdym, ale to dosłownie na każdym zdjęciu pan prezydent z nieznanych powodów ma przymrużone oczy i zaciśnięte wargi. To ma podkreślać zapewne jego determinację i zdecydowanie. Ot taki teatrzyk prowincjonalny.

Pan prezydent na tym spotkaniu, po swoim agresywnym i wojowniczym wystąpieniu, nawoływał do szacunku.

Stawiam więc publicznie pytanie, czy chodzi o szacunek wyłącznie dla tych z miesięcznic smoleńskich, czy także dla takich, jak ja łotrów, tych co stali, tam gdzie stało ZOMO, dla Polaków gorszego sortu, dla łże elit, dla czytelników „Wyborczej” i oglądaczy TVN, dla nielubiących Tadeusza Rydzyka oraz polskich hierarchów, dla wiedzących, bo to jest wiedza, a nie wiara, że w Smoleńsku doszło do zwyczajnego wypadku lotniczego z powodu totalnej amatorszczyzny od organizacji tego lotu, opóźnionego startu na lotnisku w Warszawie, pilotażu zbyt młodych pilotów bez treningów na trenażerach i bez uprawnień oraz lotu „w zaparte i wbrew logice” z nieznanymi osobami w kokpicie i stałymi pielgrzymkami do kokpitu, lokalnej mgły i wyboru zupełnie nieprzygotowanego, wojskowego lotniska, z przestraszonymi rangą polskiej delegacji, prowincjonalnymi kontrolerami rosyjskimi.

A TYMCZASEM WIELKANOC W ETERZE…

Dwa zaległe teksty Waldemara Mystkowskiego.

„Broszka Szefowej”, odcinek wielkanocny

Nie jest to odcinek nieistniejącego kabaretu „Broszka Szefowej”. Wątek z Antonim Macierewiczem i Witoldem Waszczykowskim całkiem dobrze się nadaje, aby go rozegrać – przynajmniej w wyobraźni.

Jak donosi „Fakt” trzy tygodnie temu właścicielka najsłynniejszej aplikacji w kraju – broszki – chciała się pozbyć z rządu Antoniego Macierewicza i Witolda Waszczykowskiego.

Jednak główny bohater „Ucha Prezesa” miał powiedzieć: „Nie teraz”.

Jak ta scena mogła wyglądać, przy założeniu, że główna bohaterka „Broszki Szefowej” nie udała się na Nowogrodzką, bo tam zawsze grozi jakaś stłuczka? Mogę się tylko domyślać.

Szefowa do broszki mogła powiedzieć, zasłaniając usta, bo wiadomo, że są tacy, którzy czytają z ust: – Tu Broszka, tu Broszka, Prezesie, czy mnie słyszysz? Odbiór.

Prezes mógł chwycić za wazon, który stoi na jego biurku na Nowogrodziej, a w wazonie mieści się sprzęt szpiegowski najlepszej jakości Dolby Atmos HD.

Najpierw prezes do Mariusza: – Mariusz, podkręć decybele, bo coś ta nasza Broszka anemiczna – po podkręceniu powiedział: – Broszko, tu prezes wszystkich prezesów, słyszę cię, co ci leży na broszce. Odbiór.

Broszka: Leży mi sukces 1:27, którego autorem jest napastliwy, tj. napastnik Witolda Waszczykowskiego. Odbiór.

Prezes: Tylko tyle? Należy się cieszyć. Bo mogło być 0:27. Mogłaś przecież, Broszko, nie podnieść ręki i nie ogłosiłbym sukcesu. Waszczykowski dopilnował twoją rękę, więc taka jesteś niewdzięczna? Trochę szczodrobliwości dla bliźniego, nawet jeżeli nazywa się Waszczykowski. Coś poza tym, Broszko? Odbiór.

Broszka: Tak, tak, tak! Nie chcę, ale muszę. Arcykapłan smoleński tak faworyzuje swojego ministranta, że boję się myśleć, co stoi za tymi niekatolickimi przypuszczeniami. A do tego rozwala wszystkie pancerne maybachy, BMW i co tam ma na stanie. Na wojnie się nie znam i nie mogę narzekać na wymianę generałów na pułkowników. Chciałabym, aby arcykapłan nie kadził swemu ministrantowi i podał się do dymisji. Odbiór.

Prezes: Szanowna Broszko, rozumiem cię dokładnie. Sam bym się go pozbył, święta mamy za trzy tygodnie, a przed świętami nasze pisowskie Święto Narodowe, w którym czcimy polegnięcie mojego Wielkiego Brata Lecha. Arcykapłan właśnie mi doniósł, że w jego resorcie wynaleziono ładunek termobaryczny. Wyobrażasz sobie? Nobel z chemii, a może nawet literatury, więc mam propozycję. Broszko, hamuj się z dymisjami. Jeszcze nie teraz. Odbiór.

Broszka: A gdzie tego Nobla będą wręczać? Odbiór.

Prezes: Jak to gdzie? W Toruniu. Bez odbioru.

Tak mógłby wyglądać fragment odcinka „Szefowej Broszki”. Wszystkim – od siebie, a nie od Prezesa i jego Broszki – Wesołych Jaj.

WIELKANOCNE PIS-anki 🙂

PODPISZE CZY NIE PODPISZE, JAK MYŚLICIE?

Kaczyńskiego siedem i dziewięć taboretów

Gdyby przyjąć, że Jarosław Kaczyński, Andrzej Duda i Beata Szydło są równi wg swego mniemania (a nie według sprawowanych funkcji), to ta urawniłowka musi ulec zburzeniu, gdy pyta się o nie Polki i Polaków.

OKO.press podało wyniki sondażu, pytając o to, kto decyduje o losach Polski, ja nazywam je pytaniem o ważność. Akurat przy tym pytaniu jestem w stanie uznać, iż rodacy są mądrzy, bo… nie dają się orżnąć. Dlaczego przy okazji innych pytań głupieją? To temat na inne opowiadanie.

Kaczyński – samochcąc – używa taboretu (na miesięcznicach choćby), aby się wywyższyć, aby z wysokości swego przywództwa przemawiać. Tę jego wyższość widać w sondażu, gdyż 68 proc. sądzi, iż on rządzi, Szydło jako rządzącą postrzega tylko 9 proc, a Andrzeja Dudę – 7 proc. Czyli w porządku taboretów – Kaczyński przewyższa Szydło o 7 taboretów, a Dudę o 9 taboretów.

Płeć brzydka więcej ważności przypisuje Kaczyńskiemu, niż kobiety, stosunek ten jest: 75 proc. do 65 proc. Także ludzie z wyższym wykształceniem nie dają się tak nabierać, jak ci z podstawowym. 83 proc. z wyższym wykształceniem uważa, iż Kaczyński de facto rządzi, a niemal równowaga jest wśród z podstawowym – 53 proc.

Dużą ślepotą – patrząc na stan faktyczny – wykazują się wyborcy PiS, tylko 53 proc. uważa, że Kaczyński rządzi, a 20 proc., że Szydło, czyli wśród swoich Kaczyński przewyższa Szydło o 2 i pół taboretu, a Dudę o 4 taborety.

Wyniki dotyczące elektoratu niepisowskiego są porażające, jak ów gest lewą ręką „chodź no tutaj” Kaczyńskiego w stosunku do Szydło na rocznicy smoleńskiej. 74 proc. niepisowców uważa, że Kaczyński rządzi, a tylko po 5 proc, iż to Szydło i Duda.
Kaczyński to wieżowiec, 15 taboretów jest wyższy od swoich mianowańców. Z tego wynika, iż tyle taboretów musi się obalić, bo niemożliwa jest równowaga.

A jak Kaczyński się obali (za naszą pomocą też) – to, co będzie? Z Szydło i Dudą sprawa jest prosta, są ich podpisy na dokumentach o destrukcji bądź paraliżu instytucji w kraju. Ale na Kaczyńskiego nie ma twardego dowodu, bo pancerne limuzyny rządowe na Nowogrodzkiej to tylko poszlaka, jak kabaret „Ucho Prezesa”.

Takie samo pytanie zadaje sobie prof. Radosław Markowski w wywiadzie dla wiadomo.co – i znajduje dość enigmatyczną odpowiedź: „Oczywiście – może jak Al Capone – pójdzie siedzieć za coś innego”.

TYLKO W POLSCE MOŻNA COŚ TAKIEGO WYMYŚLIĆ…

I OCZYWIŚCIE MOKRYCH JAJ :)))

>>>

BOSKIE :)))

WIELKI PAŃSTWOWY PRZETARG WYSADZONY W POWIETRZE DECYZJĄ JEDNEGO, NIEUPRAWNIONEGO CZŁOWIEKA. Przyznajemy mu tytuł „OJCA WSZYSTKICH BOMB”

Paweł Wroński zaskoczony wyznaniem „eksperta” Macierewicza, Wacława Berczyńskiego, który „wykończył caracale”. Są takie momenty, gdy śnię. Przecieram jednak oczy i okazuje się, że śnię dalej. Przede mną zaś wywiad Magdaleny i Maksymiliana Rigamontich w „Dzienniku Gazecie Prawnej” z dr. Wacławem Berczyńskim – przewodniczącym podkomisji smoleńskiej. Nie przypuszczałem, że ktokolwiek może tak skompromitować wyniki prac komisji smoleńskiej Macierewicza jak jej przewodniczący.

Tak, to ten sam naukowiec, który wynalazł bombę termobaryczną „z tłumikiem”. Tę, której wybuchu nikt nie widział, nie słyszał i nie zarejestrowały jej czarne skrzynki samolotu Tu-154 nadlatującego nad lotnisko w Smoleńsku 10 kwietnia 2010 roku.Wywiad wiele mówi o metodzie naukowej stosowanej przez emerytowanego „amerykańskiego naukowca” od mechaniki. Na pytanie, czy kiedyś był w Smoleńsku, ot tak, choćby z ciekawości, pada odpowiedź: „Nie, nikt mnie tam nie zaprosił, nikt mi tego nie zaproponował”. Twierdzi, że zanim Tu-154 utracił kawałek skrzydła po zderzeniu z brzozą, ciął tylko „gałązki”. Maksymilian Rigamonti zrobił jednak wiele zdjęć drzew ściętych przez samolot. Odpowiedź: „Wobec tego nie są to zdjęcia, które widziałem”.

Autorka wywiadu pyta, dlaczego próbny wybuch urządzono w metalowym modelu. Przyznam, że raczej przypominał szopę do przechowywania warzyw niźli samolot. Pyta, dlaczego okna (zwykle wypychane przez wybuch) zostały na modelu tylko namalowane. Pada spokojna odpowiedź, która podważa w ogóle sens tego eksperymentu: „Umieszczenie ich w tej replice kosztowałoby więcej pieniędzy i czasu”.

Problem, gdzie taki ładunek termobaryczny miałby być umieszczony (z eksperymentu wynika, że gdzieś w centrum kadłuba) i jak dostał się na pokład, trapi też jak widać dr. Berczyńskiego, skoro twierdzi on: „Zastanawiałem się nad tym wiele razy i nie wiem”. Cóż z tego, skoro jest przekonany, że tam był.

Dr Berczyński jest na 90 procent pewny, że kontrolerzy umyślnie źle sprowadzali Tu-154, na 90 procent, że na pokładzie był wybuch, i na prawie 100 procent, że samolot rozpadł się w powietrzu. Z dumą przypomina, że już w 2011 roku napisał artykuł, z którego wynikało, że „cała część ogonowa maszyny została odrzucona w trakcie lotu”.

Mamy więc jasność: rosyjscy kontrolerzy sprowadzali na ziemię samolot po to, żeby się rozbił, ale on sam rozpadał się w powietrzu pod wpływem wybuchu, tylko polscy piloci tego nie zauważyli, a przyrządy nie zarejestrowały. Aha, i jeszcze jakiś dziwaczny przyrząd w kabinie, który wołał jak oszalały: „Pull up, terrain ahead!”.

Całość wygląda jak usilna próba dopasowania „nauki” do scenariusza filmu „Smoleńsk” Antoniego Krauzego, z którym zresztą ta sama autorka wcześniej zrobiła wywiad.

Na smoleńskiej rocznicy prezes Jarosław Kaczyński mówił, że po raz kolejny komisja zbliżyła się do prawdy, bo teraz strona „wybuchowa” dysponuje dowodami „naukowymi”. Prawda, mówił to bez pasji i specjalnego przekonania. W tym wywiadzie dr Berczyński wszystkie te dowody sam koncertowo masakruje. Czy ja nadal śnię? A może oglądam film „Wystarczy być” w wersji smoleńskiej z nowym Mr. Chance’em w roli głównej?

UCIEKŁ JAK TCHÓRZ? PRZECZYTAJ:

Wstrząsnięty jest były minister obrony Tomasz Siemoniak, który udzielił wywiadu portalowi wiadomo co.

„Nie wiem, czy pani wie, ale to ja wykończyłem caracale” – powiedział Wacław Berczyński w rozmowie z Magdaleną Rigamonti dla „Dziennika Gazety Prawnej”. To zdanie przewodniczącego powołanej przez MON podkomisji ds. ponownego zbadania przyczyn katastrofy smoleńskiej wiele osób wprawiło w osłupienie. – Sam przyznaje się do nielegalnych działań. Sprawą powinna z urzędu zająć się prokuratura – komentuje w rozmowie z wiadomo.co wiceprzewodniczący PO Tomasz Siemoniak, były minister obrony narodowej. Przypomina też o wniosku PO dotyczącym powołania komisji śledczej w sprawie postępowań śmigłowcowych.

Dziwne wyznanie Wacława Berczyńskiego

Dr Wacław Berczyński w rozmowie Magdaleną Rigamonti dla „Dziennika Gazety Prawnej” opowiada m.in. o kulisach rezygnacji Ministerstwa Obrony Narodowej z zakupu francuskich śmigłowców:

Nie wiem, czy pani wie, ale to ja wykończyłem caracale. Znam się na tym, znam się na śmigłowcach, znam się na lotnictwie. (…) Pamiętam, jak przeczytałem o tych caracalach, o tym, że polski rząd zamierza je kupić, to mi włosy stanęły dęba. Markowi Pyzie w piśmie „wSieci” powiedziałem, że to jest przekręt, że Polska nie może tak strasznie przepłacać – i się zaczęło.

Szef podkomisji badającej ponownie przyczyny katastrofy smoleńskiej opowiada też o swojej współpracy ws. śmigłowców z szefem MON Antonim Macierewiczem:

To był kwiecień 2015 r., jeszcze rządziła PO. Potem wybory wygrał PiS, ministrem obrony został Antoni Macierewicz, który powiedział: „bądź moim pełnomocnikiem w sprawie śmigłowców”. I tak, krok po kroku, zaproponowano mi, bym włączył się w pracę w WZL w Łodzi, w których powstają właśnie helikoptery. I powiem pani, że z przyjemnością się zgodziłem.

Zerwane negocjacje z Francuzami

Przypomnijmy, przetarg na wielozadaniowe śmigłowce dla wojska rozpisano wiosną 2012 r. W kwietniu 2015 r. MON do końcowego etapu zakwalifikowało ofertę Airbus Helicopters z maszyną H225M Caracal. Ministerstwo twierdziło, że tylko ta oferta spełniła wymogi formalne. Odrzuciło wtedy ofertę Świdnika ze względu na zbyt odległy termin dostawy, i Mielca – z powodu braku uzbrojenia.

W maju 2015 r. PiS w sprawie przetargu zawiadomiło prokuraturę. Ta początkowo odmówiła wszczęcia postępowania. Decyzja została jednak zmieniona jesienią 2016 r. (już po wygranych przez PiS wyborach). Śledztwo cały czas się toczy.

Na początku października 2016 r. Ministerstwo Rozwoju, które negocjowało offset z Airbusem, uznało dalsze rozmowy za bezprzedmiotowe. MON na nowo rozpoczęło procedurę pozyskania nowych śmigłowców w ramach pilnej potrzeby operacyjnej.

„Wykończenie” przetargu to działanie nielegalne. To kolejny odcinek w serialu skandali w MON-ie. Powaga państwa polskiego w tym obszarze upada strasznie nisko – mówi w rozmowie z wiadomo.co były minister obrony narodowej, poseł PO Tomasz Siemoniak.

Kamila Terpiał: Jaka powinna być reakcja organów państwa na taką wypowiedź Wacława Berczyńskiego?         
Tomasz Siemoniak: W normalnym państwie taką wypowiedzią powinna się zająć prokuratura, która zresztą prowadzi postępowanie w sprawie śmigłowców. Ta informacja może być kluczowa dla śledztwa. Okazuje się, że to nie komisja przetargowa w ministerstwie obrony czy komisja offsetowa w ministerstwie rozwoju, tylko zewnętrzna osoba wywarła decydujący wpływ, czyli „wykończyła caracale”. Pytanie: w jakim trybie to się zdarzyło, jaki był dostęp pana Berczyńskiego do dokumentów, z kim rozmawiał? Mamy do czynienia z postępowaniem przetargowym na 13,5 mld zł, największym w historii Ministerstwa Obrony Narodowej i nagle okazuje się, że poza wszelkimi procedurami znajomy ministra Macierewicza przyznaje się do „wykończenia” przetargu. To jest działanie nielegalne, nie można w taki sposób wpływać na komisje przetargowe. Do ogromnych znaków zapytania w sprawie działań Antoniego Macierewicza dotyczących śmigłowców dochodzi teraz chyba największy z tych znaków zapytania, ale też pokazujący, jakie są mechanizmy w państwie PiS.  Sprawa wymaga wyjaśnienia i rezerwujemy sobie prawo do różnych działań.

Czyli jakich?
Przypomnę, że w październiku złożyliśmy wniosek o powołanie komisji śledczej w sprawie postępowań śmigłowcowych, chcąc pokazać z jednej strony, że w czasie naszych rządów wszystko było przejrzyste i zgodne z prawem, ale chcemy, żeby zostały też wyjaśnione działania rządu PiS-u. Przecież od października do kwietnia, jeżeli chodzi o sprawy śmigłowcowe, mamy do czynienia z serią zdarzeń, które potwierdzają potrzebę powołania komisji śledczej. Były już kupowane Black Hawki, które miały dolecieć do końca roku, był śmigłowiec polsko-ukraiński, a na koniec mieliśmy zapowiedź zakupu 12. śmigłowców za 7 mld zł, czyli drożej, i bez offsetu, niż w przerwanym postępowaniu. Skoro pan Wacław Berczyński bulwersował się tamtymi kwotami, to powinien jeszcze bardziej bulwersować się tymi.

Apelujecie o powołanie komisji śledczej. Co jeszcze można robić? Apelować do prokuratury?
Oczekujemy, że prokuratura zajmie się tą sprawą z urzędu, tym bardziej, że toczy się postępowanie. Jeżeli tego nie zrobi, jestem prawie pewien, że będziemy wnioskować do prokuratury. Mamy jeszcze komisję obrony narodowej, mamy zapowiedziany w czwartek wniosek o odwołanie ministra Macierewicza, jeżeli nie zostanie odwołany w ciągu tygodnia. To jest już kolejna bulwersująca sprawa, kolejny odcinek w serialu skandali w MON-ie. Powaga państwa polskiego w tym obszarze upada strasznie nisko. Jeżeli okazuje się, że to pan Berczyński rozstrzyga przetargi, to ja nie znam drugiego kraju, w którym tak by się to odbywało.

Jakie są powody takiego oświadczenia szefa podkomisji smoleńskiej. Myśli pan, że to przypadek?
Nie zdarza się coś takiego, żeby ktoś z własnej woli, bo przecież w wywiadzie nawet nie został o to zapytany, przyznawał się do nielegalnego działania. To jest bezprecedensowe, ale się zdarzyło. Jeśli to pada z ust osoby tak wysoko sytuowanej, która uważa się za przyjaciela Antoniego Macierewicza i która podaje się za pełnomocnika do spraw śmigłowców (zresztą kolejne ważne pytanie, czy formalnie na takie stanowisko został powołany), to jest bardzo poważna sprawa. Pytanie więc, czy to jest niemądra przechwałka, która może na niego sprowadzić poważne kłopoty, czy wyrzuty sumienia, czy rzeczywiście sypie się ekipa Macierewicza po odejściu Misiewicza i będą się działy jeszcze rożne dziwne rzeczy. To może być też ucieczka do przodu po kompromitacji jego podkomisji, potwierdzonej poniedziałkowym „show”. Mamy dodatkowo badania, z których wynika, że tylko 6,5 proc. Polaków wierzy w wybuch na pokładzie tupolewa. To jest jedna wielka kompromitacja pana Wacława Berczyńskiego.

Najnowszy sondaż pokazuje trend – PiS na śmietnik historii. Tam miejsce Kaczyńskiego z jego ferajną.

• 28 proc. PiS, 27 proc. PO, 12 proc. Kukiz’15, Nowoczesna 5 proc.
• Takie są wyniki nowego sondażu Kantar Public – podała „Wyborcza”
• To kolejny sondaż pokazujący wzrost notowań Platformy

W najnowszym sondażu Kantar Public (dawniej TNS) opisanego przez „Gazetę Wyborczą” PiS wyprzedza PO już tylko o 1 pkt. proc. To różnica w granicach błędu statystycznego – podkreśla „Wyborcza”. I tak: 28 proc. ankietowanych głosowałoby na PiS, 27 proc. na PO, 12 proc. na Kukiz’15, 5 proc. na Nowoczesną. Do Sejmu nie dostałyby się: PSL (4 proc.), SLD (3 proc.), Razem i KORWiN (po 2 proc. głosów). „Wooow, coraz bliżej! Dziękujemy!” – skomentowała radośnie Platforma.

Bądźmy razem.

NAWET PRYMAS POLSKI UWAŻA, ŻE SEJM TO NIE KOŚCIÓŁ. CZY POSŁANKA SOBECKA SŁYSZAŁA? A RESZTA TEGO NADGORLIWEGO TOWARZYSTWA?

Waldemar Mystkowski pisze o oczekiwaniu polskich katolików. Rydzyk na papieża.

Ile mamy Kościołów katolickich w Polsce? Przynajmniej dwa. Ten normalny, którego hierarchia jest układana w Watykanie, a na czele stoi prymas Polski abp Wojciech Polak.

Drugi Kościół jest jednak w kraju ważniejszy, na czele jego stoi redemptorysta o. Tadeusz Rydzyk, ma status zwykłego księdza, lecz z jego nadania jest przynajmniej dwóch ministrów (Antoni Macierewicz i Jan Szyszko) i wpływowa posłanka Anna Sobecka.

Rządzący Kościół katolicki podjął w Sejmie tzw. uchwałę fatimską. Akt nie z naszej rzeczywistości, który stoi w sprzeczności z rozdziałem państwa z Kościołem, z konstytucją.

W tej właśnie kwestii zajął głos oficjalny namiestnik Kościoła katolickiego w kraju prymas abp Polak, wydawałoby się osoba najwłaściwsza. Arcybiskup stwierdził kategorycznie: „Takie akty powinny być w kościele, a nie w Sejmie. Akty ściśle religijne nie powinny być wykorzystywane do tego, że będziemy tak czy inaczej odczytywać naszą społeczną rzeczywistość”.

Można więc zapytać prymasa: dlaczego tak późno. Mleko już się rozlało. Tzw. uchwała fatimska jest proweniencji bardzo zaprzeszłej, by nie napisać średniowiecznej, a przy tym tzw. objawienia fatimskie nie zostały oficjalnie uznane przez Watykan.

Rozumiem, że zwierzchnie Młyny Boże mielą wolno. Dlaczego młyn Rydzyka zasuwa tak szybko, a oficjalny młyn katolicki spóźnia się. Czyżby nie był podłączony do odpowiedniej trakcji elektrycznej? Z takiego ziarna nie będzie żadnej mąki.

Prymas abp Polak nie ma poparcia większości biskupów polskich, a takim cieszy się o. Rydzyk. Zaczyna być głośno o nadziejach polskiego Kościoła. Ostatnio dała temu przykład „Gazeta Trybunalska”.

Rydzyk jest tam sytuowany bardzo wysoko, najwyżej, zaś papież Franciszek nie spełnił oczekiwań polskiego kleru: „Kardynał Bergoglio, jezuita, przybrał imię Franciszka, na cześć swego imiennika, świętego z Asyżu. Z całym szacunkiem dla obecnego papieża, nie był to dobry wybór. Franciszek postanowił zaprzyjaźnić się ze światem. Najpierw byli to dziennikarze, później dzieci, chorzy, geje, lesbijki, liberałowie, czarni, biali, żółci, brązowi i w ogóle wszyscy. Nic dziwnego, że większość lewicowych obserwatorów zachwyciła się nowym watykańskim zwierzchnikiem.”

Więc pod adresem Franciszka padają silne sugestie, aby poszedł drogą Benedykta XVI: „Franciszek oznajmił, że po kilku latach posługi zrezygnuje, podobnie, jak jego poprzednik.” Polski Kościół ma propozycję: „Ojciec Rydzyk nie musi zostać kardynałem, aby stać się głową Kościoła. Konklawe może wybrać na następcę św. Piotra każdego, kto otrzymał święcenia kapłańskie. Poza tym w polskim Kościele nie brakuje ważnych osobistości, które wybór o. Rydzyka powitałyby z radością”.

Rydzyk papieżem? Na razie jest papieżem polskiego Kościoła, który potrafi zlecić Sejmowi uchwałę o objawieniach, a prymas po czasie nieśmiało wyraża się o niej negatywnie.

NAWET PRYMAS POLSKI MÓWI, ŻE SEJM TO NIE MIEJSCE NA NADGORLIWOŚĆ POSŁANKI SOBECKIEJ.

Kleofas Wieniawa podsumowuje PiS.

Szef ekspertów Macierewicza Wacław Berczyński przyznał się, że „wykończył” caracale. Wobec tego zamiast śmigłowców bojowych mamy samoloty dla VIP-ów.

Z tego Berczyńskiego wychodzi coraz większy mitoman. CV ma tak podrasowane, iż można spokojnie stwierdzić, że mamy do czyniena z kolejnym Misiewiczem.

Tylko do takich ma dostęp Macierewicz. Mnie to w ogóle nie dziwi.

MON zaprzecza Berczyńskiemu, oświadczając, że mija się z prawdą ws. caracali.

Żałosne.

Berczyński przede wszystkim mija się z prawdą ws. ładunku termobarycznego z tłumikiem na pokładzie tupolewa. Zresztą eksperyment ten został wystarczająco podważony, tj. osmieszony przez OKO.press

To wszystko dzieje się w Polsce, a nie w jakiejś grafomanii. Polska leci ku katastrofie smoleńskiej. Wszystkich nas osadzono w Tworkach.

TĄ JEDNĄ USTAWĄ ZIOBRY, PiS ZMIENI USTRÓJ POLSKI I BEZPRAWNIE ZŁAMIE KONSTYTUCJĘ. POLACY, OBUDŹCIE SIĘ.

>>>

nie-skladamy

Paweł Wroński pisze o „podziemnym teatrzyku” Macierewicza w Sejmie. – Zaskoczę was, zmiany są znacznie większe, niż myślicie – tak zwrócił się do posłów minister Antoni Macierewicz podczas zamkniętego posiedzenia sejmowej komisji obrony narodowej. Z armii odeszło w ostatnim czasie 4844 wojskowych.

macierewicz-utajnia

– To był dziwaczny spektakl. Minister twierdził, że polskie siły zbrojne są infiltrowane przez rosyjski wywiad, przeżarte korupcją i on dopiero rozcina spiski i powiązania – mówi Joanna Kluzik-Rostkowska (PO).

Posiedzenie komisji o sytuacji personalnej w wojsku zostało w czwartek niespodziewanie utajnione, choć do tej pory tego rodzaju sprawy były jawne. Na koniec posiedzenia szef MON pytany, które z podanych informacji podlegają klauzuli tajności, stwierdził, że… wszystkie. Ministrowi towarzyszył szef kadr MON Radosław Peterman, w przeszłości członek Komisji Likwidacyjnej WSI.

Według naszych rozmówców Macierewicz na slajdach przedstawiał informacje, jak wyglądają odejścia w konkretnych korpusach, np. generałów – według nieoficjalnych informacji odeszło ich 29, czyli jedna piąta, ale równocześnie nominowano 27. Ostatnio ze strony MON znikły zresztą informacje o pożegnaniach odchodzących oficerów.

Według ministerstwa w 90 procentach został zmieniony skład osobowy Sztabu Generalnego Wojska Polskiego. Wymienieni zostali szefowie wszystkich zarządów, niektórzy kilkukrotnie. Podobnie wygląda sytuacja z Dowództwem Generalnym Rodzajów Sił Zbrojnych – zmieniono 82 procent kadry. Oprócz dowódcy generalnego odeszli niemal wszyscy inspektorzy sił zbrojnych.

Macierewicz oskarżał rząd PO-PSL, że celowo utrzymywał niską liczebność sił zbrojnych, a na prominentnych stanowiskach znajdowali się oficerowie, którzy mieli związki z WSI. Dowodził, że armia była „przeżarta agenturą”. Zapowiedział postępowania przeciwko oficerom mającym związki z obcym wywiadem.

MON wydał komunikat, wedle którego Macierewicz przeprowadził szeroką wymianę kadr na najwyższych stanowiskach w jednostkach operacyjnych, każdorazowo zastępując oficerów dobranych przez PO oficerami o dużym doświadczeniu bojowym w Iraku i Afganistanie i przeszkolonych we współpracy z wojskami NATO. Były dowódca generalny WP, dowódca z Iraku i Afganistanu, gen. Mirosław Różański zapytał na Twitterze, czyim w takim razie jest generałem, skoro pierwszą gwiazdkę generalską dostał za Aleksandra Kwaśniewskiego, drugą od Lecha Kaczyńskiego, a trzecią od Bronisława Komorowskiego.

– Po raz pierwszy w historii polskich sił zbrojnych po okresie komunistycznym mamy sytuację, w której armia przestaje być apolityczna. Wyrzuca się z niej ludzi podejrzewanych o to, że nie mają poglądów zgodnych z obecną władzą – mówi „Wyborczej” Czesław Mroczek, b. wiceszef MON w latach 2011-15.

Macierewicz chwalił się, że jako pierwszy podniósł liczebność sił zbrojnych z 96 tys. w roku 2015 do 106 tys. w roku 2017. Przypominał, że o ile w roku 2015 odeszło o 528 więcej żołnierzy, niż planowano (planowano 4 tys., odeszło 4528), to w roku 2016 odeszło o 656 mniej, niż było zaplanowane (zakładano odejście 5,5 tys., a odeszło 4844). Te dane znalazły się w oficjalnym komunikacie. Oznacza to, że liczba odejść zbliża się do stanu z 2010 roku. Wówczas po katastrofie smoleńskiej z armii odeszło ok. 5 tys. żołnierzy.

Odchodzą oficerowie i specjaliści (zaczyna brakować pilotów i pilotów śmigłowców). Powody są nie tylko natury politycznej, chodzi m.in. o nasilające się pogłoski o zmianach w wojskowym systemie emerytalnym.

azakaz

Marcin Kącki („Wyborcza”) pisze o głośnym speklu „Klątwa”. Gdy prawdziwy ksiądz pedofil udziela prawdziwej komunii świętej, nie widać pod kościołami protestów. Gdy aktorka robi niby-fellatio gipsowej figurze niby-papieża, to pod teatrem demonstranci nawołują do… nawrócenia i obrony krzyża.

ksiadz

Na Śląsku i Pomorzu grasował ponad osiem lat ksiądz Paweł Kania, jednego z ministrantów zgwałcił, kilku innych molestował. Opis seksualnych fantazji ks. Kani, jakie widziałem w aktach sprawy, to zapis pornografii, z których fellatio to akt najłagodniejszy. Tymi samymi palcami, którymi ksiądz pedofil (zdiagnozowali go psychiatrzy) „ewangelizował” ministrantów, rozdawał też parafianom hostię i lał do kielicha wino – elementy sakramentów najbardziej w Kościele święte i chronione.

Ksiądz Kania miał towarzyską charyzmę, a jego msze należały do niezwykle popularnych, można więc śmiało przyjąć, że z jego rąk na Śląsku i Pomorzu przyjęły komunię tysiące parafian. Nie słyszałem, by choćby jeden z nich – gdy ksiądz został skazany prawomocnym wyrokiem na osiem lat więzienia – uznał, że jego uczucia religijne zostały obrażone.

kosciele

Gdy tylko jeden proboszcz – spośród kilku parafii, w których ks. Kania realizował się seksualnie – słał na niego bezskutecznie skargi do kurii, usłyszał od parafianek, że szkaluje dobrego księdza. Parafianki te, świadome już zarzutów, nadal uczestniczyły w mszach, celebrach i sakramentach ks. Kani. Nie czuły zgorszenia?

Gdy prawdziwy ksiądz pedofil, którego dłonie są mistrzowsko wyćwiczone w „złym dotyku”, udziela prawdziwej komunii świętej, nie widać pod kościołami protestów. Gdy aktorka robi niby-fellatio gipsowej figurze niby-papieża, to na korytarzach teatru modlą się grupy oazowe z apokalipsą w oczach, a pod teatrem demonstranci nawołują do… nawrócenia i obrony krzyża.

z21412318vandrzej-rysuje-teatr

Parafianie, Polacy, katolicy, ilekroć pójdziecie do komunii świętej, pamiętajcie, że kościół to nie teatr. Jeśli wasz ksiądz jest pedofilem, a wy milczycie, to przyjmujecie komunię z rąk nie tylko grzesznika, przestępcy i niszczyciela dziecięcych dusz, lecz także świętokradcy. A świętokradztwo popełnione przeciw Eucharystii jest – jak mówi Kościół – grzechem ciężkim, bo obecny jest w niej Chrystus.

polska-nie-moze

Waldemar Mystkowski pisze o Waszczykowskim.

dla

Witold Waszczykowski walczy z Komisją Europejską poprzez wezwanie na dywanik dyrektora przedstawicielstwa Komisji Europejskiej (ambasady Unii Europejskiej) w Warszawie. Dzieje się to w sytuacji, gdy Komisja Europejska wydała krytyczną opinię o praworządności w Polsce. Po raz pierwszy Waszczykowski wezwał dyrektora przedstawicielstwa w styczniu ubiegłego roku, gdy Komisja krytykowała PiS za początek likwidacji Trybunału Konstytucyjnego.

Czyżby Waszczykowski nie czytał opinii KE? Wynika z tego, że tak. Ale też może chodzić o specyficzną metodą uprawiania polityki przez PiS. Najpierw stwarzanie faktów przez swe media. TVP Info zacytowało informacje zbierane przez pracowników przedstawicielstwa KE w Warszawie dla komisarz spraw polityki regionalnej Coriny Cretu. Na stronie internetowej MSZ można przeczytać, jak resort Waszczykowskiego interpretuje te informacje podane przez pisowską telewizję, a dotyczą „analizy sytuacji polskiego wymiaru sprawiedliwości”.

Z materiału zebranego przez pisowskich dziennikarzy wynika, iż przedstawicielstwo KE opisuje: „W Polsce dochodzi do ustawicznego łamania prawa, zmiany w sądownictwie zmierzają do ograniczenia suwerenności sądów, a sędziowie są wręcz fizycznie atakowani, co może poważnie zagrozić przemianom, do których doszło po 1989 roku”. Zaś sędziowie protestujący przeciw deformom PiS są „prześladowani przez różne instytucje publiczne i zastraszani przez nieznanych sprawców”.

Na takie dictum MSZ oświadcza, że informacje przedstawicielstwa KE są paszkwilanckie, niedorzeczne i bezpodstawne. Można zapytać Waszczykowskiego, czy Bruksela już jest wrogiem Polski? Zatem, gdzie należy szukać przyjaciół? Albo inaczej i w obecnej sytuacji zdaje się, że bliżej znajdziemy się prawdy. Czyżby Bruksela była wrogiem Polski pisowskiej, tak jak w czasach PRL-u. Ciągle niewiadomym jest, kto jest przyjacielem dla PiS. Wychodzi na to, że tylko Viktor Orban.

Waszczykowski w rozmowie z ambasadorem UE Markiem Prawdą zażądał, aby przekazał prokuraturze informacje o szykanowaniu sądów. Kolejna specyficzność PiS: żądać od instytucji, która nie podlega ich administracji. A potem oskarżyć o ingerowanie.

Pomijając absurdalność wezwania przez Waszczykowskiego ambasadora Prawdy, widać jak na dłoni kiepski poziom intelektualny polskiego szefa dyplomacji (antydyplomacji). Ale nie tylko. Bruksela staje się coraz bardziej wrogiem pisowskiej władzy.

jarek

>>>

TRUDNO W TO UWIERZYĆ, ALE TO SIĘ DZIEJE NAPRAWDĘ!!!

c5d0p2uwiaeawa6

TEN, KTÓRY CIĄGLE POTRZEBUJE OD NAS PIENIĘDZY JEST WYSOKO NA LIŚCIE NAJBOGATSZYCH POLAKÓW. A WY, NA KTÓRYM JESTEŚCIE MIEJSCU, NA TEJ LIŚCIE?

c5gy7b3wcaabrgs

Paweł Wroński („Wyborcza”) pisze, jak Andrzej Duda przestał być zwierzchnikiem armii. Minister obrony narodowej Antoni Macierewicz zakazał najważniejszym dowódcom Wojska Polskiego bezpośredniego kontaktu z prezydentem Andrzejem Dudą.

jak-macierewicz

Ustny zakaz kontaktów z prezydentem dla szefa sztabu, dowódcy generalnego i dowódcy operacyjnego sił zbrojnych został wydany jesienią przez szefa MON. Po co? Powody są co najmniej dwa.

c5f8bm5w8aa2bfl

Po pierwsze, nie informować prezydenta

Według zamysłu Macierewicza Andrzej Duda o sytuacji w armii ma wiedzieć jak najmniej. Powód? Generałowie dopominali się m.in. interwencji zwierzchnika sił zbrojnych w sprawie niektórych nominacji, a także wyjaśnień, na czym ma polegać zmiana systemu dowodzenia i jak ma wyglądać nowy program modernizacji technicznej sił zbrojnych.

– Wygląda na to, że prezydent już się pogodził z faktem, że nie ma wpływu na sytuację w wojsku. W gronie bliskich współpracowników stwierdził nawet, że nie tylko on ma problemy z Antonim Macierewiczem – twierdzi nasz informator z Pałacu Prezydenckiego. – W relacjach z szefem MON Andrzeja Dudę reprezentuje Paweł Soloch. Szef BBN jest zwany w Pałacu Harrym Potterem i najwidoczniej Macierewicza się boi. Obecnie sytuacja jest taka, że każdemu spotkaniu prezydenta z kadrą dowódczą towarzyszy minister Macierewicz – dodaje nasz rozmówca.

Krytyczne wypowiedzi na temat kierowania siłami zbrojnymi w obecności prezydenta spowodowały już dymisję inspektora sił powietrznych gen. Tomasza Drewniaka.

Nasi rozmówcy twierdzą, że jedyną osobą w Pałacu Prezydenckim, która ma szczegółowe informacje na temat sytuacji w siłach zbrojnych, jest gen. Jarosław Kraszewski, artylerzysta, który m.in. był w Iraku. Generał jest pracownikiem Biura Bezpieczeństwa Narodowego.

Po drugie, wpłynąć na decyzje Andrzeja Dudy

Powodem zakazu kontaktów wyższych oficerów z prezydentem była też szczególna troska Macierewicza o to, by nikt nie wpływał na Andrzeja Dudę przy personalnych wyborach, szczególnie przy wyborze najważniejszym: szefa Sztabu Generalnego.

Aby dopilnować korzystnego dla siebie rozwiązania, minister obrony uknuł nawet małą intrygę. Na przełomie października i listopada Andrzej Duda w Dowództwie Operacyjnym Sił Zbrojnych miał rozmawiać o wyzwaniach, jakie stoją przed wojskiem, oraz o projekcie reformy systemu dowodzenia siłami zbrojnymi. Ku zaskoczeniu prezydenta na miejscu witał go zastępca dowódcy. Sam dowódca – gen. Marek Tomaszycki – przebywał wówczas w podróży służbowej. Najprawdopodobniej był w Afganistanie, gdzie przygotowywał kolejną zmianę w polskim kontyngencie, o czym dobrze wiedział minister Macierewicz.

Prezydent uznał nieobecność za despekt ze strony dowódcy operacyjnego, a sprawa miała istotne znaczenie: gen. Tomaszycki, świetnie mówiący po angielsku i mający bardzo dobre notowania w NATO, miał być według nieoficjalnych informacji faworytem Pałacu Prezydenckiego przy wyborze szefa Sztabu Generalnego. Natomiast szefowi MON zależało na nominacji gen. Leszka Surawskiego.

I dopiął swego: Surawski 31 stycznia został szefem Sztabu Generalnego WP.

Gen. Surawski w ostatnim czasie stał się jednym z najbliższych współpracowników ministra Macierewicza. To on m.in. wskazał nowego dowódcę generalnego sił zbrojnych: gen. Jarosława Mikę, dowódcę 11. Dywizji, podobnie jak gen. Surawski – czołgistę.

PIĘKNE PODSUMOWANIE WOJTKA KUSSOWSKIEGO

c5f_qrbwyaereb4

KOGO SIĘ TAK SZYDŁO BOI??? POLAKÓW? 

c5g0e0aw8aal91x

Bartosz T. Wieliński pisze o żałosnych pisowskich występach w Monachium. Politycy PiS nie chcą zrozumieć, że państwo traci, gdy polityka zagraniczna jest tylko pochodną krajowej. A gdy rozgrywają wewnętrzne interesy w międzynarodowych gremiach, stają się śmieszni.

INTERNAUCI PODPOWIADAJĄ. MACIEREWICZA OSZUKUJE DILER.

c5gb3cewqaadc_f

W 2007 r. rząd PiS zbojkotował konferencję bezpieczeństwa w Monachium, gdy Władimir Putin groził Zachodowi zimną wojną. – Gdyby tam był Jarosław Kaczyński, to mogłoby dojść do rękoczynów z Putinem – tłumaczył absencję ówczesnego premiera Marek Kuchciński. Coś w tych słowach było proroczego, bo w tym roku, gdy politycy PiS stawili się w Monachium silną grupą, emocje sięgnęły zenitu.Szef MSZ Witold Waszczykowski ściął się publicznie z wiceprzewodniczącym Komisji Europejskiej Fransem Timmermansem – Holendrem znienawidzonym przez „dobrą zmianę” za to, że nadzoruje procedurę monitorowania praworządności w Polsce.

Do Monachium od pół wieku najważniejsi politycy, dyplomaci i eksperci przyjeżdżają dyskutować o bezpieczeństwie zachodniego świata. W tym roku ta kwestia jest paląca. Nie wiadomo bowiem, czy Ameryka pod rządami prezydenta Trumpa nie wycofa się z Europy.

Co miał o tym do powiedzenia minister obrony Antoni Macierewicz? Ano tyle, że „zamach” w Smoleńsku był etapem rosyjskiej agresji, tak jak wojna w Gruzji czy aneksja Krymu. Wcześniej wzywał NATO, by pomogło wyjaśnić, co wydarzyło się 10 kwietnia 2010 r., choć Sojusz przyczyn katastrof lotniczych nie bada.

Politykę zagraniczną nieustannie miesza z wewnętrzną Jarosław Kaczyński. Trafił ostatnio na nagłówki gazet, gdy okazało się, że straszył Angelę Merkel podczas jej wizyty w Warszawie możliwym żądaniem ekstradycji Donalda Tuska. Merkel chciałaby, by przewodniczący Rady Europejskiej pozostał na tym stanowisku następne dwa i pół roku. Kaczyński zaś widzi Tuska przywożonego do Warszawy w kajdankach wojskowym samolotem…

Kaczyński nie jest pierwszym przywódcą partyjnym, który lekceważy dyplomację. Co do występów szefa MON – szkoda słów. Ale rolą ministra spraw zagranicznych jest dbać o reputację kraju, dyplomatycznie zacierać złe wrażenie. Waszczykowski tego nie potrafi. Gdyby w piątek trzymał nerwy na wodzy, nie myślał o tym, jak wypadnie w „Wiadomościach” TVP, czy o tym, co powie Kaczyński. Gdyby zachował się jak dyplomata.

Timmermans jakby tylko czekał na okazję. Podczas dyskusji z Waszczykowskim wspomniał październikowy strajk kobiet w Polsce, mówił o niezależności sędziów. Gdy polski minister wypomniał mu brak sądu konstytucyjnego w Holandii (funkcję tę pełni tam rada państwa), z uśmiechem odpowiedział, że skoro polska konstytucja przewiduje trybunał, to rząd nie powinien go niszczyć. Skrytykował też obraźliwe i nierzeczowe odpowiedzi polskiego rządu na zalecenia Komisji Weneckiej.

A gdy Waszczykowski prosił, by pozwolić Polakom przestrzegać ich konstytucji, „a nie waszej wizji konstytucji”, Timmermans odparł, że niczego innego od Polski i dla Polski nie chce.

Spektakl ten przypomniał siedzącym na sali głowom państw, szefom rządów, ministrom, na czym polega spór między Unią a rządem PiS i jakie skutki może mieć dla Europy. I że ten trwający od roku konflikt trzeba wreszcie rozwiązać.

c5gj-7qwyaesjen

Waldemar Mystkowski pisze o TVP, które nie powiadomiło widzów, że Agnieszka Holland zdobyła wielką nagrodę filmową.

KACZYŃSKI COFA POLSKĘ DO LAT DZIECIŃSTWA. DO WSZYSTKICH KOSZMARÓW, KTÓRE WTEDY POLSKĘ RUJNOWAŁY.

c5givokwqaa5_if

PiS zmniejsza Polaka i obywatela

pis-zmniejsza

Zanadto nie martwi mnie, że PiS sekuje kulturę, odmawia pieniędzy na dzieła ważne dla substancji duchowej narodu. One tak czy siak zostaną dowartościowane, kultura zawsze była niezależna od źródeł finansowania, może dlatego tak często wybitni twórcy ubodzy.

PRL bał się twórców, starał się ich podporządkować, łożył pieniądze, a ci – oprócz integralnych akolitów – mieli zupełnie inny światopogląd, niż zadekretowany. Dlatego nie zanadto obrażam się na Piotra Glińskiego, iż podzielił pieniądze na wsparcie przedsięwzięć kulturalnych wśród twardych pisowców i katolików, bo oni nie są w stanie wznieść ponad przeciętność. Będziemy mieli gnioty typu film „Smoleńsk”, którego nikt nie chce oglądać, bądź ten rydzykowy „Zerwany kłos”.

Martwi mnie przekaz do społeczeństwa, do odbiorców. To jest najbardziej krucha materia, bezbronna, gdy zwalczana jest kultura (o w tym kontekście nie boję się nazwać: kultura narodowa, bo taką jest wszystko, co stwarzane jest w narodzie, arcydzieła i kicze). Część odbiorców będzie pozbawiona obrazu polskiej kultury aktualnie powstającej, będzie pozbawiona tych drożdży, które pozwalają uczestniczyć w dialogu z nowymi zjawiskami społecznymi, kulturowymi. I nie chodzi nawet o aktywne zajęcie głosu, ale o świadomość, iż coś takiego się dzieje.

PiS uderza w duchowość polskiego społeczeństwa, zubaża Polaków. Metaforycznie można to opisać, iż pozbawia części Polaka w Polaku, w obywatelu obywatela. Władza PiS zmniejsza ludzi, trawestując: „Prezesie, zmniejszyłem wyborców” – mógłby zameldować Jacek Kurski. I taka dokonuje się operacja zmiany, „dobrej zmiany” w mediach pisowskich. Zmienia się z normalnego na „dobre”, na małe, wówczas zrozumiałe dla prezesa i jego akolitów.

Agnieszka Holland odnosi sukces na festiwalu filmowym w Berlinie zdobywając „Pokotem” Srebrnego Niedźwiedzia, w mediach tzw. narodowych do tego stopnia zmniejszyli ten sukces, że w ogóle nie poiformowano o nim. Za duży to sukces, przerasta ich. Oczywiście, że w innych mediach informacja została podana, bo jeszcze nie mamy cenzury, ale część odbiorców , nawet tych najbardziej biernych, została przefasowana na pisowską małość, na zmniejszenie. Dużo, niedużo? Może to tylko milimetr, ale w kulturze to czasami dużo.

Na to się oburzam, na to, że zmniejszają Polaków. Beata Szydło może nie lubić genialnej „Idy” Pawlikowskiego, nawet to rozumiem, bo sama dawno została zmniejszona i nie wróżę jej powrotu do normalności, więc „Ida” będzie poza jej zasięgiem, ale dlaczego zmniejszają wielu młodych Polaków nieświadomych tej operacji zmniejszania?

ILU JESZCZE POSŁÓW PiS TAK KŁAMIE???

c5gdoomwqaeanoa

NA WAWEL LIMUZYNĄ, DO DOMU SAMOLOTEM – „PRACA I POKORA” W PAŃSTWIE PiS

c5ga2g8xuaedxap

Kleofas Wieniawa pisze o międzynarodowej dedradacji Polski pisowskiej.

polska-pisowska

Czy politycy PiS uświadamiają sobie, iż doprowadzili do sytuacji zdegradowania Polski do drugiej ligi. Może mają oczy dookoła głowy, bo rozumu raczej nie mają tak usytuowanego.

Podczas 53. Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium zasłynął najbardziej Witold Waszczykowski, który jak Reytan bronił dewastacji demokracji i prawa w Polsce przed mieszczaninem – w dobrym znaczeniu – wiceszefem Komiji Europejskiej Holendrem Fransem Timmermansem.

Otóż Waszczykowski odkrył z właściwą mu emfazą, iż w Holandii nie na Trybunału Konstytucvyjnego. Ale ten niezbyt lotny dyplomata nie odkrył, że w tym kraju żadnemu politykowi nie przyjdzie do głowy, aby łamać konstytucję. Holandia ma jedną z najbardziej utwardzonych demokracji i może być przykładem dla całego świata zachodniego, włącznie z krajami anglosaskimi.

Zaś Andrzej Duda nie spotkał się z wiceprezydentem USA Mike’m Pencem, bo już z Dudą niewielu chce sie spotykać. Nie jest żadnym partnerem, a wydawałoby się, że do Jankesa nie jest tak trudno dotrzeć, bo nie nazbyt wielu było prezydentów w Monachium. Duda zaś mógł usłyszeć z ust Pence’a, iż światowym bohaterem walki z komunizmem jest Lechem Wałęsa. Wyobrażam sobie jak w tym momencie Duda zrobił swoją minę papuśnego zdziwienia.

Był jeszcze Antoni Macierewicz w stolicy Bawarii, ten niestety ma renomę taką, na jaką zasługuje także w kraju, ministra od zamachu smoleńskiego. Zawsze w takich wypadkach polscy ministrowie obrony spotkali się z sekretarzem obrony USA, ale nie Macierewicz.

Spadamy we wszystkich klasyfikacjach, w Unii Europejskiej w połowie marca dowiemy się z „białej skiegi” kierunku reform, którą przedstawi Komisja Europejska, zostaliśmy zdegradowani do ostatniej prędkości integracji, bo takie zostaną wyznaczone krajom członkowskim. Nie będziemy sami, bo z Węgrami.

Może już nawet nie jesteśmy w drugiej lidze, ale w trzeciej, dzieki takim złamanym ludziom i politykom, którzy niewiele mają do powiedzenia, jak Waszczykowski, Duda, Macierewicz.

PAŃSTWO PiS, PONAD PRAWEM

c5dxn1xwcaehodg

MA RACJĘ?

c5dwy1rxaauv-v

>>>

JEDNO ZDJĘCIE, KTÓRE MA W SOBIE CAŁĄ OPOWIEŚĆ O NOWEJ, EUROPEJSKIEJ PREMIER BRZESZCZ

c33obyywmainqhd

Ewa Siedlecka („Wyborcza”, a wkrótce „Polityka”) pisze o zamachu PiS na sądownictwo. Suweren, który przyjął konstytucję w referendum, nie ma wojska, żeby je posłać na władzę łamiącą konstytucję. Ma tylko sądy.

suweren

Prawo może być lepsze lub gorsze. Można je stanowić – co pokazał ostatni rok – sprzecznie z konstytucją i międzynarodowymi standardami. To, czy i jak zadziała w praktyce, zależy od sędziów. Stosując najlepsze prawo, mogą wydać wyrok sprzeczny ze sprawiedliwością i konstytucją. A najgorsze prawo mogą zinterpretować tak, by sprawiedliwość i konstytucję obronić. To kwestia woli. A często odwagi.

Nowy prezydent USA, „kolebki zachodniej demokracji”, wydał dekret zakazujący wjazdu do USA obywatelom państw, które uznał za wylęgarnię terrorystów. Nawet tym, którzy mają wizy czy status uchodźcy. Tym samym de facto zawiesił prawo azylu, o którym mówi Deklaracja Praw Człowieka Narodów Zjednoczonych.

Amerykańscy sędziowie się buntują. Sądy w stanach Nowy Jork, Waszyngton, Massachusetts czy Wirginia nie uznały dekretu i wydają zatrzymanym na granicy osobom, które mają wizy lub status uchodźcy, zgody na „pobyt nadzwyczajny”, argumentując, że ich deportacja „może wyrządzić nieodwracalne szkody”. Zbuntowała się też prokurator generalna Sally Yates, ogłaszając, że prokuratorzy nie będą przed sądami bronić dekretu Trumpa. Prezydent usunął ją ze stanowiska. Inna rzecz, że funkcję pełniła tymczasowo, do czasu powołania wybrańca nowego prezydenta.

W tym samym czasie rząd PiS ogłosił projekt zmian w ustawie o Krajowej Radzie Sądownictwa. Zmierza on do tego, aby to politycy mianowali sędziów – do KRS, a potem, w ramach KRS mogli blokować każdą sędziowską nominację. Cel jest oczywisty: sędziami mają zostawać, a potem awansować tylko ci, którzy nie będą orzekać wbrew woli władzy. Minister Ziobro ogłosił, że w ten sposób walczy z kastowością sądownictwa. O to, by obywatele – przez posłów – mieli wpływ na wybór sędziów.

Brzmi atrakcyjnie. A oznacza tyle, że sprawiedliwość dostanie w sądzie ten, który ma lepsze „przełożenie” na ludzi związanych z rządzącą większością. Albo skutecznie przekona do swoich racji ministra Ziobrę, który – jak to już dziś praktykuje – pośle do sądu swojego człowieka, żeby „przywrócił sprawiedliwość”.

USTAWA, KTÓRA JEST KOSMICZNYM BUBLEM. NIKT NIGDY TAK JAK PIS NIE ZLEKCEWAŻYŁ MIESZKAŃCÓW WARSZAWY I OKOLIC.

c33fxajxuaeyrus

***

Po przejęciu Trybunału Konstytucyjnego przez PiS liczymy, że sądy powszechne i Sąd Najwyższy przejmą rolę strażników konstytucji, bazując na artykule konstytucji, który mówi, że stosuje się ją bezpośrednio.

– W Polsce skończyła się epoka, kiedy mogliśmy polegać na zadeklarowanej w konstytucji zasadzie demokratycznego państwa prawnego. O prawo, o sposób jego interpretacji, o jego przestrzeganie, o każdy cal sprawiedliwości należy teraz walczyć i obowiązek ten – co tu dużo mówić – spoczywa na sędziach. Nie ma walki bez ofiar, a do nich może być zaliczony każdy z nas tu obecnych.

Takie słowa skierowała do sędziów pierwsza prezes Sądu Najwyższego Małgorzata Gersdorf na poniedziałkowym zgromadzeniu w Warszawie sędziów okręgów i apelacji sądowych. W ustach szefowej Sądu Najwyższego brzmią one szczególnie dramatycznie. A odniesienie do „ofiar” wcale nie jest przesadzone. PiS pokazał, że potrafi ukarać nieposłusznych: odmową awansu (prezydent) czy odwołaniem z delegacji do sądu wyższej instancji (minister Ziobro). Więc jeśli sędziowie zechcą pełnić swoją konstytucyjną funkcję wbrew oczekiwaniom partii rządzącej – z pewnością za to zapłacą.

Czy zechcą płacić? Z jednej strony nie można od nikogo wymagać heroizmu. Z drugiej – sędzia to szczególny urząd: służba. Honor jej sprawowania zobowiązuje. Może nawet do heroizmu? Poziom odpowiedzialności sędziego jest olbrzymi: decyduje o losach pojedynczego człowieka, o sprawach publicznych i ustrojowych.

Za kilka dni Sąd Najwyższy rozpatrzy odwołanie pokrzywdzonych od „ułaskawienia” przez prezydenta Dudę szefa specsłużb Mariusza Kamińskiego. Chodzi o sprawę prowokacji w Ministerstwie Rolnictwa. Prezydent w ramach aktu łaski „umorzył” postępowanie sądowe przeciw Kamińskiemu, czyli darował mu nie tyle karę, co winę. Darowanie winy to nie akt łaski, ale abolicji. A o prawie do stosowania abolicji przez prezydenta konstytucja milczy. Dotąd abolicję uchwalał parlament. Zaś „umorzenie postępowania” jest czynnością procesową, zarezerwowaną dla sądu. Zdaniem wielu prawników prezydent aktem wobec Kamińskiego złamał konstytucję.

Sąd Okręgowy w Warszawie uznał prezydencki akt za legalny. Teraz oceni go Sąd Najwyższy. Chodzi o granice trójpodziału władzy. Zakwestionowanie aktu prezydenta będzie wymagało od sędziów odwagi. Bo choć PiS nie może ich odwołać, to może zmienić prawo, przerywając ich kadencję. Tak chce zrobić wobec Krajowej Rady Sądownictwa.

Amerykańscy sędziowie postawili się Trumpowi, a ich kariery też zależą od prezydenta i parlamentu. Jeśli przestanie tam obowiązywać zasada przyzwoitości – którą Trump nazywa pogardliwie „poprawnością polityczną” i zwalcza – sędziowie mogą się spodziewać blokowania swoich karier. A pewnie też mają kredyty do spłacenia, ambicje zawodowe. Zobaczymy, jak silny będzie ich opór w obronie konstytucji. Na pewno wyjściową pozycję mają mocniejszą: w mentalności Amerykanów konstytucja jest zdecydowanie bardziej zakorzeniona niż w mentalności Polaków.

– To, że konstytucja nie jest w dzisiejszych czasach w pełni respektowana, nie oznacza, że sądy nie muszą do niej sięgać. Obecnie to sądy powszechne stoją na straży ustawy zasadniczej – powiedział w czwartek sędzia Igor Tuleya, orzekając odszkodowanie dla Jerzego Boguckiego, uniewinnionego od zarzutu zabójstwa gen. Papały, a przedtem przez dziewięć lat przetrzymywanego w areszcie tymczasowym (!) w celi dla niebezpiecznych i dręczonego m.in. światłem i głośną muzyką. – Sąd nie może ulegać presji, bo gdyby do tego doszło, skończyłaby się jego niezależność i niezawisłość sędziów – dodał.

Ma rację: niezawisłość sędziowska nie zależy ani od przepisów, ani od tego, czy władza ich przestrzega. Zależy od sędziów.

KORWIN-PIOTROWSKA ZRÓWNAŁA Z ZIEMIĄ POLSKI RZĄD. POWIEDZIAŁA PRAWDĘ. TRUDNO SIĘ Z NIĄ NIE ZGODZIĆ.

c35lp2jwmaaz8pi

 GRATULUJEMY TYM, KTÓRZY ODDALI NA NIĄ GŁOS. PANI SENATOR DBA O INTERESY PODLASIA W IRANIE, W MIAMI. NA PODLASIU JEJ NIGDY NIE WIDZIANO…c33t5hswcaarsyk

Już wiadomo gdzie się podziała Anna Maria Anders. Niedostępna dla wyborców senator PiS tańczy w Miami

Wszyscy zaniepokojeni o senator PiS mogą odetchnąć z ulgą. Anna Maria Anders żyje i ma się dobrze. Na Twittera trafiło zdjęcie, które pokazuje, że polityk Prawa i Sprawiedliwości świetnie się bawi, ćwicząc poloneza w Miami.

Zdjęcie senator PiS opublikował Michał M. Lisiecki, wydawca „Wprost”. Opatrzył je komentarzem, że są to przygotowania do 45. Międzynarodowego Polonez Balu w Miami.

„Gdy startowała jako polityczna spadochroniarka w wyborach uzupełniających do Senatu na Podlasiu, wspierało ją pół rządu z Beatą Szydło na czele. Do Suwałk i Łomży przyjechał dla niej sam prezes PiS Jarosław Kaczyński. Mandat zdobyła i… słuch w regionie po niej zaginął. Senator Annę Marię Anders łatwiej spotkać dzisiaj w Bostonie, czy Londynie niż w Białymstoku. Wyborcy mogą się czuć oszukani. Zresztą o jej pracy i aktywności w wyższej izbie parlamentu też niewiele wiadomo.

Córka generała Andersa zdobyła mandat z wyborach uzupełniających do Senatu, które odbyły się 6 marca ubiegłego roku. Z poparciem PiS startowała z okręgu wyborczego nr 59 obejmującego także m.in. Łomżę i Suwałki”

c33st7rwcaa8oxa

Waldemar Mystkowski pisze o trollu na etacie, niejakim pośle PiS Pawle Szefernakerze.

szefernaker

Jakiś czas temu z synem przymierzaliśmy się do napisania prozy z gatunku political horror. Jeszcze obydwaj bliźniacy Kaczyńscy mieli się dobrze na zdrowiu, ale ich niezdrowe zamiary w stosunku do ojczyzny było czuć w każdym przez nich otwarciu ust.

Tego rodzaju ludzie są zagrożeniem dla demokracji. Niewiele intelektualnie są w stanie wnieść do dorobku wspólnego, ale mniemanie o sobie mają Atlasów. W większym towarzystwie byliby pośmiewiskiem, gdyż nie są (nie byli) partnerami do rozmowy. Ich elokwencja ogranicza się w pewnym momencie tylko do inwektyw – i przyznam się, że źle znoszę ludzie nieerudycyjnych.

Jarosław Kaczyński chciałby zaliczać się do elit, dlatego swoje wypowiedzi inkrustuje mniej znanym słowem ze słownika wyrazów obcych, aby w oczach dworu być kimś. Wystarcza to na Kurskich, Błaszczaków, Karczewskich, na elity narodu to za mało. Prezes PiS z tytułu swojego wykształcenie zapowiadał się po 1989 roku na doktora Frankensteina. „Stworzył” nam w latach 2005-07 potworka IV RP, a teraz ten potworek nabiera ciała. Jest zagrożeniem nie tylko dla demokracji, ale w niesprzyjających zewnętrznych warunkach może być zagrożeniem dla niepodległości.

Dr Frankenstein Kaczyński lepi bądź uruchamia swoje postaci polityczne z ludzi niepełnych, niewartych, aby ten zawód uprawiać. Dlatego polskie życie publiczne jest zapełnione pisowcami, mówiącymi jednym komunikatem i językiem polskim takim, jak Krystyna Pawłowicz („wziąść”, bo jest zjeść).

Dobrym przykładem wytworu doktora Kaczyńskiego jest Paweł Szefernaker, pierwszy troll internetowy na etacie w Kancelarii Premiera. Szefernaker pasuje do produktu doktora, nie wiedzieć czemu nazywający się w popkulturze tak samo, jak jego twórca. Szefernaker jak Frankenstein tak samo się porusza, podobnie mówi i jego zasób pojęciowy jest ograniczony do zdolności przyswajanych komunikatów. Zdolny nie jest, za to świetnie nadaje się do armii trolli PiS.

Ten Frankenstein jest wypychany coraz częściej do mediów, bo PiS ma tylko takich ułomnych szefernakeropodobnych, frankensteinopodobnych. Czy będzie to Sasin, Kempa, czy Szefernaker, to wsio rawno, nic nie mają do powiedzenia, tylko do zaprogramowanego wyplucia – i szlus. Z takim nie pogadasz, ale możesz być opluty, spécialité de la maison PiS. Oto w audycji „Śniadanie w Radiu ZET” taką specjalnością PiS jest wychodzenie w trakcie audycji, bo coś w produktach pisowskich szwankuje, zacina się. Igła wypada z rowka, w szarych komórkach buksuje. Kiedyś z programu autorstwa Moniki Olejnik wyszedł Mariusz Błaszczak, a w tę niedzielę ów troll na etacie, produkt dr Kaczyńskiego, Szefernaker.

Wyszedł, bo wcinał się w każde słowo. Polityk PO Marcin Kierwiński nie dał się opluć, zagadać, acz troll Szefernaker ponawiał zwoje próby, jak Frankenstein. Nie można tym półproduktom się dawać, tym postaciom politykopodobnym zagdakać, zakwakać, bo tylko mają do podania swoje specialite wypichcone na Nowogrodzkiej. Kierwiński zasługuje na uznanie – nie dał się osaczyć bredniom, bo tak winniśmy nazywać dialektykę PiS. Ten Szefernaker nie nadaje się do obecności w życiu publicznym, jest lokalnym produktem z horroru wziętym. W przyszłości – gdy PiS minie – należy zadbać, aby takie trolle, Frankensteiny, Szefernakery, nie mogły uczestniczyć w życiu publicznym. Zaniżają poziom do idiomu Kononowicza „żeby niczego nie było”. Aby Polska nie była krajem inaczej, takich polityków inaczej, jak Szefernaker, należy pożegnać (przeżegnać) kołkiem osikowym.

NIESOLIDARNI HIPOKRYCI, PRZEBRANI ZA KATOLIKÓW

c323-2zwaaao4ij

Kleofas Wieniawa zajmuje się „wykładowcą” u Rydzyka, Jarosławie Kaczyńskim.

kaczynski-w-toruniu

Jarosław Kaczyński uciekł na uczelnię Rydzyka, aby przedstawić swoje pomysły na gospodarkę. Dlaczego do Torunia? Uczelnia wszak podrzędna, bez znaczenia. Ano dlatego, iż na innych uczelniach musiałby spotkać się z fachowcami i zostałby wyśmiany.

A tak się śmieje z nas. Zaś redemptorysta wyciągnie kolejne dziesiątki milionów z budżetu państwa. Kaczyński wziął ze sobą Mateusza Morawieckiego, ktory tylko potakuje i jest największym rozczarowaniem obecnego rządu. Mógł wszak także Kaczyński udać się na uczelnię Morawieckiego i wśród historyków przedstawić swoje pomysły na kapitał.

Prezes PiS ma na względzie kapitał patriotyczny, bo ten obcy „ma działanie kolonialne”. Polityka była kolonialna (kondominium), przestała nią być, gdy PiS objął władzę, teraz trzeba odbić przedsiębiorstwa zagraniczne, aby je znacjonalizować.

Znamy to z historii. Nie odbije się technologii, bo ją trzeba wypracować i to wielowiekową pracą głów. Kaczyński jest zaprzeszły i widać, iż nie nabył wiedzy poprzez zasiedzenie w polityce (od 1989 roku), nie poszerzył swoich horyzontów, a wręcz je zawęził.

I tak chce zawężać Polskę. Lecz nie pomogą mu ucieczki do Torunia, ani nacjonalizowanie. Jak to powiedział o. Rydzyk: „Wielkość człowieka liczy się liczbą jego nieprzyjaciół”. Nie będą znęcał się nad językiem polskim ojca dyrektora, którego wrogiem jest mowa ojczysta. Wielcy Polacy byli przyjaciółmi Polaków i działali w interesie Polski, a Kaczyński zdołał tylko umniejszyć Polskę, straciliśmy na znaczeniu. Liczba nieprzyjaciół rośnie Kaczyńskiemu ciągle i ciągle, gdy nie starczy środków prawnych, bo Kaczyński coraz więcej serwuje bezprawia, pozostaną wrogom środki inne.

Nie raz w historii do władzy poprzez procedury demokratyczne dochodziły neptki – i narody dawały sobie z nimi radę. Czas myśleć, co po Kaczyńskim, czas myśleć, aby w prawie nie mogło działać bezprawie, bo tak dzisiaj funkcjonuje Polska.

ROBIMY bo PiS niszczy Sądy, Szkoły, Samorządy, Miasta, Wojsko, Warszawę, Wałęsę i Wolne Media. Robimy JAZGOT bo PiS niszczy Polskę!

c3zro1vxaaafyc0

>>>

SĄ JUŻ ZNANE NAJNOWSZE WYNIKI BADAŃ. ZOBACZCIE SAMI. POLACY SIĘ POWOLI BUDZĄ

c3c6bq3wiaexnkt

Ewa Siedlecka „Wyborcza”) pisze o niszczeniu sądownictwa przez Ziobrę. Zmiany proponowane przez PiS to poważne zagrożenie dla niezależności sądów i niezawisłości sędziów, zmierzają do upolitycznienia sądownictwa – oceniają polscy sędziowie. Krajowa Rada Sądownictwa uznała, że w rażący sposób naruszają konstytucję.

Sędziowie ostro o pomysłach PiS na sądy. „Zagrażają niezależności, służą upolitycznieniu, sprzeczne w konstytucją”

sedziowie

W Warszawie obradowali w poniedziałek sędziowie, przedstawiciele okręgów i apelacji sądowych z całej Polski. I Krajowa Rada Sądownictwa, której dotyczy projekt przekazany w czwartek do konsultacji społecznych. Ministerstwo Sprawiedliwości dało na jego zaopiniowanie cztery dni robocze.Zmiany w ustawie o KRS to: przerwanie kadencji obecnej Rady, wybranie nowej – przez posłów, stworzenie w niej dwóch „zgromadzeń”, które będą mogły nawzajem blokować sędziowskie nominacje. W czwartek min. Zbigniew Ziobro mówił też o pomyśle wprowadzenia sędziów pokoju wybieranych przez obywateli do sądzenia drobnych spraw, o stworzeniu elektronicznego rejestru spraw, likwidacji większości stanowisk funkcyjnych w sądownictwie i powołaniu specjalnej Izby Dyscyplinarnej w Sądzie Najwyższym, w której oskarżycielami będą prokuratorzy.

Wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki mówił o tych zmianach jako demokratyzacji sądów. Tłumaczył, że jeśli sędziów do KRS wybiorą politycy (a nie, jak dotąd, sędziowie), to będzie tak, jakby wybierał ich cały naród. – Według polskiej konstytucji naród sprawuje władzę w sposób bezpośredni lub w sposób pośredni. Proszę powiedzieć, w jaki sposób dziś przeciętny obywatel ma wpływ na władzę sądowniczą? – mówił Jaki.

Zagrożona niezależność

Sędziowie z całej Polski przyjęli uchwałę: deklarują w niej, że chcą zmian w sądownictwie, ale te zapowiadane przez ministra Ziobrę „nie doprowadzą do usprawnienia i przyspieszenia postępowań sądowych”. Przypominają, że „Minister Sprawiedliwości nie wykonuje ustawowych obowiązków i blokuje obsadzanie wolnych miejsc sędziowskich” – w tej chwili już 500.

„Krajowa Rada Sądownictwa w formule proponowanej przez Ministerstwo Sprawiedliwości nie będzie gwarantować wyboru na stanowiska sędziowskie osób o najwyższych kwalifikacjach. (.) Proponowane zmiany stanowią poważne zagrożenie dla niezależności sądów i niezawisłości sędziów, będących fundamentem demokratycznego państwa prawa. Stracą na nich przede wszystkim obywatele i ich konstytucyjne prawo do sądu” – piszą sędziowie.

Dwie godziny po sędziach swoją opinię wydała KRS, która zebrała się na nadzwyczajnym posiedzeniu.

„Opiniowany projekt ustawy w rażący sposób narusza normy konstytucji” – czytamy w uchwale. KRS stwierdza, że odebranie sędziom prawa wyboru do Rady swoich przedstawicieli upolitycznia ją i narusza konstytucyjne zasady podziału władz, niezależności sądów i artykuł mówiący, że KRS stoi na straży niezawisłości sędziów i niezależności sądów. Stworzenie dwóch „zgromadzeń” w KRS oznacza odebranie jej konstytucyjnej kompetencji do wnioskowania o powoływanie sędziów, a także zmianę jej konstytucyjnego kształtu: z ciała jednolitego na dwuizbowe. Sprawia, że KRS nie będzie w stanie wykonywać konstytucyjnych obowiązków. I uprzywilejowuje polityków w KRS, bo głos dziesięciu członków zgromadzenia „politycznego” będzie ważył tyle samo co głos 15 sędziów ze zgromadzenia „sędziowskiego”.

Konstytucyjną zasadę podziału władz, niezależności sądów i niezawisłości sędziów oraz zasady powoływania sędziów narusza propozycja, by KRS przedstawiała prezydentowi kandydatów „do wyboru”, bo daje to prezydentowi dodatkową, nieopisaną w konstytucji kompetencję. Konstytucję narusza też przerwanie kadencji obecnej KRS i wybranie jej składu na nowo.

KRS zauważa, że zasady, według których swoich przedstawicieli do Rady wybierają: władza wykonawcza, ustawodawcza i sadownicza, zaakceptowało społeczeństwo w referendum konstytucyjnym. To odpowiedź na argument PiS, że sędziowie nie są wybierani przez obywateli.

„Projektowane przepisy prowadzą do jednoznacznego upolitycznienia Krajowej Rady Sądowniczej oraz pozbawienia samorządu sędziowskiego jakiegokolwiek wpływu na przedstawianie kandydatów na sędziów” – pisze KRS w uzasadnieniu opinii.

Pomysły PiS sprzeczne ze standardami Rady Europy

Opinia KRS została przyjęta przy trzech głosach sprzeciwu: posła Stanisława Piotrowicza (PiS) i senatorów PiS Rafała Ambrozika i Stanisława Gogacza. Na posiedzeniu nie było przedstawiciela prezydenta Wiesława Johanna, ministra Zbigniewa Ziobry i posłanki PiS Krystyny Pawłowicz.

Dokument ma 18 stron. KRS powołuje się w nim na wydaną tego samego dnia opinię Rady Wykonawczej Europejskiej Sieci Rad Sądownictwa (ENCJ). To ciało złożone z przedstawicieli rad sądownictwa krajów Rady Europy.

„Projekt zmian w ustawie o Krajowej Radzie Sądownictwa może zaszkodzić niezależności sądownictwa w Polsce” – czytamy w opinii ENCJ. Według ENCJ pomysły Ministerstwa Sprawiedliwości co do KRS są sprzeczne ze standardami przyjętymi dla sądownictwa w Radzie Europy.

c3bye0kwcaeac1p

KOŚCIÓŁ W POLITYCE TO GŁOSI SŁOWO BOŻE CZY PO PROSTU BLUŹNI?

prokurator

W dziale ds. wojskowych Prokuratury Rejonowej Poznań-Grunwald rozpoczęły się przesłuchania kierowców, uczestniczących w karambolu z udziałem kolumny Antoniego Macierewicza w miejscowości Lubicz pod Toruniem. Wezwanie w trybie pilnym dostał już kierowca lawety. Zarówno jego zdaniem, jak i pozostałych świadków, karambol spowodował kierowca prowadzący rządową limuzynę z Antonim Macierewiczem na pokładzie. Przebieg wypadku będzie badał prokurator z Żandarmerii Wojskowej, całkiem niedawno mianowany przez samego szefa MON.

Ze wstępnych ustaleń prokuratury wynika, że powodem karambolu mogły być niekorzystne warunki na drodze. Jeden z samochodów jadących w kolumnie rządowej miał stracić przyczepność i uderzyć w pojazd przed nim. Na oficjalny komunikat trzeba jednak jeszcze poczekać.

Sam minister utrzymuje, że auto, którym podróżował nie spowodowało wypadku. – „Jego przyczyna jest badana, ale jedno jest pewne – że nie został on spowodowany przez kierowcę samochodu, którym ja jechałem. Co do tego nie ma cienia wątpliwości, bo ten samochód został z tyłu uderzony przez jeden z innych samochodów” – oznajmił Antoni Macierewicz.

(TO TAK JAKBY PRZESTĘPCA MIANOWAŁ KUMPLA SĘDZIĄ W PROCESIE. Śmieszne, że sami nie wierzą w to, że będzie uczciwie, tylko muszą mieć nadzieję)

c3bma_twmaamdxx

W poniedziałkowym programie Radia Zet poseł PiS Krzysztof Łapiński, próbując odpowiadać na pytania Konrada Piaseckiego, wił się jak piskorz, nie kryjąc swojego zaskoczenia wiadomością, iż prokuratora prowadzącego sprawę mianował niedawno na to stanowisko sam szef MON. Łapińskiemu nie pozostawało mu nic innego, jak wyrazić nadzieję, że prokurator okaże się godny pokładanego w nim zaufania i będzie chciał udowodnić swoją niezależność. Już wkrótce przekonamy się, jak będzie.

SZOK !!!! BISKUP GŁÓDŹ WYKRZYKUJE „SPIER…LAJ” DO FOTOGRAFA… „Nigdy nie spotkałem się z takim chamstwem” RT

c3bryxuw8aeldnn

Tytus Kondracki to jeden z krakowskich fotografów, którzy mieli oficjalną akredytację na Ingres abp. Marka Jędraszewskiego. Właśnie ujawnił, jakimi słowami „potraktował” go biskup Sławoj Leszek Głódź. Tylko dlatego, że Kondracki fotografował wypakowywanie prezentów dla arcybiskupa, usłyszał, że ma „spier****”.

Z relacji fotografa wynika, że biskup emeryt nie potrafił utrzymać nerwów na wodzy. „Spier****” .Usłyszałem tuż przed zapozowaniem do zdjęcia” – opisuje Kondracki. Jak twierdzi, zapytał Głodzia, czy wypada mu używać takiego języka. Jedna z obecnych tam kobiet miała odpowiedzieć, że trzeba wybaczyć biskupowi i „być miłosiernym”.

tytus-kondracki

O co poszło? Prawdopodobnie o zawartość bagażnika, w którym znajdować się miały prezenty dla nowego arcybiskupa krakowskiego Marka Jędraszewskiego. Sam Kondracki nie wie, jakie to były prezenty, a biskup się nie pochwalił. Wsiał do samochodu i odjechał.

c3bfz08w8aey-dt

Powyżej ostatni apostołowie – Gorszyciele prawdy.

annka

Wojciech Czuchnowski pisze o teczce Wałęsy. Zaraz po wprowadzeniu stanu wojennego władza groziła Lechowi Wałęsie, że ujawni materiały o jego współpracy z SB. Przywódca „Solidarności” nie uległ i nie zdradził. Ale sprawa ciągnie się za nim do dzisiaj.

co-wynika

Eksperci ocenili, czy donosy w tej teczce pisał Lech Wałęsa. Zawartość teczki „Bolka” i jej kontekst historyczny przeanalizowali autorzy najnowszego numeru periodyku „Wolność i Solidarność” wydawanego przez Collegium Civitas i Europejskie Centrum Solidarności.

Pobierz dokument w formacie pdf >>

Bezpieka przyciska i grozi

Próbę szantażu wobec Wałęsy internowanego w Arłamowie opisuje Tomasz Kozłowski, naukowiec z IPN. Władze wysłały do Wałęsy ppłk. Czesława Wojtalika (w latach 70. wiceszefa SB w Gdańsku). „Wojtalik zagroził ujawnieniem współpracy z SB z początku lat siedemdziesiątych – pisze Kozłowski. – Wałęsa stracił pewność siebie. Z raportu oficera BOR wiemy, jakie wrażenie zrobiła ta wizyta: Denerwowało go zaglądanie do jego pokoju. Szybko zjadał posiłek i szedł do swego pokoju. Prawie cały dzień przestał oparty o parapet okna i spoglądający bezwiednie w bliżej nieokreśloną dal ”.

(PROSTY CZŁOWIEK, KTÓRY MIAŁ ODWAGĘ I WIERZYŁ, ŻE WYGRA. WTEDY REŻIM GO NIE ZŁAMAŁ. DZIŚ TEŻ NIE DA RADY.)

c3fm40oxaaakck_

Przewodniczący zdelegalizowanej „S” nie dał się złamać, stał się symbolem oporu. Gdy Komitet Noblowski wytypował Wałęsę do Pokojowej Nagrody Nobla, komuniści usiłowali go skompromitować aktami „Bolka”. W MSW powstał zespół fabrykujący donosy agenta, by dowieść jego współpracy w czasie powstawania Wolnych Związków Zawodowych i „S”. Fałszywki podrzucano m.in. Annie Walentynowicz.

Andrzej Friszke, historyk z Collegium Civitas, opisuje niezłomną postawę Wałęsy na przesłuchaniach: „Unikał jakichkolwiek ocen czy rozmowy o szczegółach, w końcu odpowiedział krótko: Wyrosłem ze słusznego protestu klasy robotniczej i wierzyłem w mądrość świata pracy. Dziś jestem zobligowany tymi ludźmi, którzy siedzą. Siedzą między innymi przeze mnie. Moralnie jestem odpowiedzialny za tych ludzi ” – cytuje Friszke.

Od informatora do kontestatora

W periodyku „WiS” teczkę „Bolka” (750 stron) analizuje Jan Skórzyński z Collegium Civitas. Nie neguje, że po Grudniu ’70 Wałęsa, jeden z przywódców krwawo stłumionego protestu stoczniowców, zgodził się na współpracę.

Bezpieka zwerbowała wtedy ponad 130 robotników z Trójmiasta, w tym Wałęsę. Skórzyński odrzuca możliwość, że teczka była sfabrykowana, zawiera bowiem zbyt wiele prawdziwych szczegółów z życia Wałęsy i typowych dla niego zwrotów. „Kilkakrotnie przesłuchiwany, z pewnością straszony, niedoświadczony działacz robotniczy opowiedział o swoim udziale w protestach grudniowych i podjął zobowiązania wobec SB” – pisze Skórzyński. Przypomina, że przyznał to w zawoalowany sposób w swojej pierwszej autobiografii „Droga nadziei”. Wałęsa wspominał tam: „Prawdą jest też, że z tego starcia [z SB] nie wyszedłem zupełnie czysty. Postawili warunek: podpis! I wtedy podpisałem”.

(PANIE PREZYDENCIE, KOCHANY LECHU. DZIĘKUJEMY CI ZA ODWAGĘ, SPRYT I WOLNOŚĆ, KTÓRĄ TERAZ PRÓBUJĄ NAM ZNÓW ODEBRAĆ.)

c3ffrfcwyaaofsy

Skórzyński stwierdza, że na początku współpracy (1971-72) „informacje przekazywane przez Bolka naraziły wielu jego kolegów na prześladowania, ułatwiały pacyfikację oporu i pozwalały SB na kontrolowanie sytuacji w Stoczni Gdańskiej. Niezależnie od intencji Wałęsy w tej mierze rola jego donosów była jednoznacznie negatywna. Tę postawę można próbować zrozumieć, ale nie da się jej obronić”.

„Bolek” informował o planach drukowania nielegalnych ulotek, próbach strajku i o robotnikach, którzy mieli mieć broń odebraną milicjantom. Dostawał za to pieniądze.

Pod koniec 1971 r. zmienił postawę. Zaczął pouczać „prowadzących go” esbeków, jak należy traktować robotników. Krytykował władze za niedotrzymywanie zobowiązań złożonych po Grudniu. W analizie z 1972 r. SB pisze: „TW zamiast rozładowywać istniejącą atmosferę na zakładzie, pogłębiał ją swoimi wystąpieniami. Na zebraniu stawał po stronie tych, który sprzeciwiali się zarządzeniom dyrekcji, tłumacząc później na spotkaniu [z SB], że zrobił to po to, aby mieć w dalszym ciągu zaufanie u osób przez nas rozpracowywanych”.

c3fzlipwiaas6qr

Skórzyński: „Wedle opinii SB Bolek był informatorem nietypowym. Choć początkowo dobrze wypełniał swe zadania, to po pewnym czasie zaczął wyplątywać się z sieci bezpieki i zamiast donosów przekazywać jej własne opinie o sytuacji w stoczni i problemach pracowniczych. W dodatku zaczął publicznie występować z ostrą krytyką władz, podburzając innych i w rezultacie pełniąc rolę odwrotną niż ta, której oczekiwali od niego policyjni mocodawcy. Zamiast uśmierzać atmosferę i ułatwiać kontrolę załogi, stał się rozsadnikiem niezadowolenia i źródłem destabilizacji. W końcu miarka się przebrała – kierownictwo stoczni pozbyło się coraz bardziej kłopotliwego pracownika. Tajna policja nie interweniowała, by go zatrzymać w zakładzie. Najwidoczniej uznała, że przynosi więcej szkody niż pożytku”.

Epizod w biografii

(NIE DONOSIŁ NA KOLEGÓW I NIKT PRZEZ NIEGO NIE CIERPIAŁ. STAŁ NA CZELE NAJWIĘKSZEGO ZRYWU WOLNOŚCIOWEGO W POLSCE. I ŻADEN PiS TEGO NIE ZMIENI)

c3fxibqwqaamdt_

Kontakty Wałęsy z SB trwały do 1975 r., ale naprawdę znamiona współpracy miały jego relacje z lat 1971-72. Potem zaczął unikać spotkań, przychodził bez raportów i istotnych dla bezpieki informacji. Nie reagował na pouczenia i przydzielane zadania.

W lutym 1975 r. esbek ostrzegł Wałęsę, że jest decyzja, by go zwolnić z pracy za „wichrzycielstwo”. Wałęsa „oświadczył, że nie da się tak zwolnić i będzie dochodził swoich praw”. Skórzyński: „Ostatnie słowa skierowane do oficera prowadzącego dobrze ilustrują ewolucję, jaka się dokonała w młodym stoczniowcu. W ciągu kilku lat przeszedł drogę od człowieka zastraszonego, gotowego do współpracy z władzami, do hardego, świadomego swych praw robotnika. Następne lata potwierdzą trwałość tej przemiany, doprowadzając Lecha Wałęsę na czoło ruchu walczącego o wolność Polski”.

Autor podkreśla: „Wszelkie kontakty z SB zakończyły się na kilka lat przed przystąpieniem Wałęsy do ruchu opozycyjnego. Jeśli więc w okresie pogrudniowym był uwikłany we współpracę z policją, to potrafił się z tego uzależnienia wyrwać. Od roku 1976 władze traktowały go jako przeciwnika. I tak już było do końca PRL”.

Skórzyński podsumowuje: „Historię Bolka można odczytać na kilka sposobów. W jednym ujęciu będzie to opowieść o ludzkiej słabości, zdradzie i kolaboracji, w drugim – o początkowym załamaniu i późniejszym stopniowym podnoszeniu się z upadku, o społecznym i obywatelskim dojrzewaniu młodego robotnika w niejednoznacznej moralnie atmosferze rządów Edwarda Gierka. Jeszcze inna narracja to opis przebiegłej gry prowadzonej przez przyszłego przywódcę Solidarności , który wyprowadził w pole aparat bezpieczeństwa PRL.

Nie zacierając negatywnych konsekwencji współpracy Lecha Wałęsy z SB, widzę w tym jedynie epizod jego biografii, istotny, ale niedefiniujący politycznego życiorysu przywódcy Solidarności ”.

Waldemar Mystkowski pisze o kadrach PiS na przykładzie Karczewskiego.

karczewski

DOPROWADZAJĄ DO KATASTROF NA WŁASNE ŻYCZENIE

c3bqdnnweae82tb

Karczewski osiwał z braku zasług

Problemem polskiej polityki i przestrzeni publicznej jest z pewnością Jarosław Kaczyński i jakość jego partii. PiS stara się wpisać w globalny scenariusz, iż zachodzące zmiany na świecie i Europie mają przełożenie na Polskę, na które prezes i jego partia odpowiadają.

Otóż nic bardziej mylnego. PiS działa przeciwskutecznie nowym zjawiskom, pogłębia ich przyczyny, wprowadza jeszcze większy zamęt. Jedyną receptą PiS jest odświeżenie XIX wiecznego wzorca sprawowania władzy, a wraz z nią zniszczenie nowoczesnych instytucji i miękkich wartości, takich jak zaufanie, ten kapitał społeczny, który nigdy w naszym kraju nie był ważny. Obecnie jest jeszcze gorzej, bo Polak bardziej wierzy obcemu niż drugiemu Polakowi. Przecież elektorat PiS Niemca, a nawet Rosjanina nie nazwie niepełnosprawnym, a Polaka – tak. To jest „sukces” Kaczyńskiego.

Słabością PiS jest więc ich prezes i jeszcze gorsze kadry, nie dziwmy się zatem, żeby utrzymać się u władzy, będą niszczyć demokratyczne instytucje, demokratyczne standardy. Tylko w ten sposób utrzymają cugle, ale z takiego powożenie rozpierzchnie się im także własny elektorat.

Zauważmy, jak słabymi powożącymi są poszczególni politycy PiS. Prezydenta Andrzeja Dudę nawet nie można porównać do notariusza, bo to uwłacza temu zawodowi, Beatę Szydło nikt poważnie nie traktuje, bo ona sama nie wie, co mówi, ma „szczęśliwie” logoreę, więc mówi i mówi – bez sensu. Niewielu chce w tym bezsensie wyławiać jakiekolwiek sensy. Podobnie przedstawia się marszałek Sejmu Marek Kuchciński, czy też marszałek izby refleksji, Senatu, Stanisław Karczewski.

Ten ostatni z refleksji ma tylko siwe włosy i żadnych publicznych zasług, aby ktokolwiek do jego refleksyjności się odwoływał. Karczewskiego nikt nie cytuje, a więc nie darzy szacunkiem jego refleksji. Karczewski najwyżej może zdobyć się na spostrzeęnie, iż Łukaszenka to ciepły człowiek.

Kaczyński do władzy dobrał sobie takich ludzi, jakich miał. Lepszych nie potrzebował, w istocie są to ludzie z odrzutu, ludzie zbędni, bo tylko tacy mogą bezrefleksyjnie stać na czele rozwalonych instytucji. Na czele Trybunału Konstytucyjnego stanęła leniwa Julia Przyłębska, której zatrudnić w normalnych czasach nie chciał nawet Sąd Okręgowy w Poznaniu, mimo wakatów.

I kimś takim jest Karczewski, Przyłębska Senatu, nawet mam wrażenie, iż jego jedynym walorem jest owa siwość, którą widzisz i możesz odnieść wrażenie, że w procesie życia jakiejś wiedzy nabył o życiu. Nie, nie nabył, chyba że za wiedzę uznamy kłamanie, mętniactwo, unikanie odpowiedzialności, tchórzliwość.

Ta Przyłębska Senatu rzecze o obecnej pracy mediów w Sejmie: „Generalne zasady są zachowane i one będą obowiązywać. Amen”. Generalnie – jest kluczem do mętniactwa. Media zostały odgrodzone od władzy, bo kuchnia obecnej władzy jest wyjątkowo nieprofesjonalna. Kuchciński musi czytać z kartki „dzień dobry”, bo może zapomnieć, że tak się wita, zaś Karczewski z refleksyjności ma tylko siwe włosy i może posiwiałe niewłasne myśli.

c3cqyaqwqaarvko

Karczewski bezrefleksyjnie powtarza pisowskie komunikaty dnia, a dzisiaj dotyczą one wymiaru sprawiedliwości, służby zdrowia i oświaty, bo to kolejne dziedziny, które Kaczyński wraz ze swymi fatalnymi kadrami demoluje. Nazywane są reformami. Karczewski mówi o tych referomach, że nie jest to „pójście na żadną wojnę”: „Chcemy wprowadzać reformy. Jeżeli wprowadzamy reformy dla społeczeństwa, dla Polski, Polaków, bo tego oczekują”.

Reforma edukacji polegać ma na tym, że młodzież będzie niekonkurencyjna w stosunku do rówieśników na świecie, zdrowia nie będzie zabierał smog. bo polski węgiel go nie wytwarza, zaś sądownictwo będzie bardziej demokratyczne, bo podległe reprezentantom narodu, czyli politykom.

Tak nas reformują w tym teatrzyku coraz bliższym dawno, dawno minionych czasów, Kaczyński i jego kadry, które nie są żadnymi elitami. Tym razem nieco skupiłem się na Karczewskim, który nie ma żadnych zasług dla kraju, ale stoi na czele izby refleksji. Polski nie stać na tak bezrefleksyjne postaci, Polska ma kadry, elity, które coś osiągnęły, potrafią mówić, pisać książki, wydawać sądy zgodne z prawem.

PiS zaś ma takich Karczewskich, którzy osiwiali z braku zasług.

BEZPRAWNY I BEZKARNY

c3bohw6waaahd1b

>>>

OSTRZEŻENIE NA PONIEDZIAŁEK.

c3w19wywaaaptrc

Agnieszka Kublik pisze o klęsce podkomisji smoleńskiej Antoniego Macierewicza. Przez dziesięć miesięcy podkomisja smoleńska Wacława Berczyńskiego nie dostarczyła żadnego dowodu na zamach. Ale dostarczyła dowodu na to, że podkomisja jest gronem niefachowców.

SPRYTNI ZAMACHOWCY ZATRZYMALI SIĘ NA CZERWONYM ŚWIETLE, ABY PAN MINISTER MUSIAŁ SPOWODOWAĆ KARAMBOL. PiS TO JEDNAK STAN UMYSŁU…

c3zj8zpwyaadnfb

W zeszłym roku kosztowała podatnika 1,5 mln zł. W tym roku ma kosztować 2 mln zł. Sporo? Nie, kompromitacja smoleńska władz PiS – bezcenna.

Czego podkomisja dokonała w zeszłym roku, dysponując niemałym budżetem? Wedle zapowiedzi szefa MON Antoniego Macierewicza i Berczyńskiego plany miała ogromne:

– udowodnić fałszowanie dowodów przez członków rządowej komisji badającej katastrofę smoleńską (Macierewicz mówił o „bezspornych dowodach fałszowania i manipulowania, a przede wszystkim omijania, ukrywania prawdy na temat rzeczywistego przebiegu wydarzeń”),

– udowodnić, że w wyniku wybuchu (wybuchów?) na pokładzie tupolewa dokonano zamachu na prezydenta Lecha Kaczyńskiego,

– spotkać się z rosyjską komisją badającą katastrofę (MAK),

– powołać komisję międzynarodową,

– polecieć do Smoleńska na oględziny wraku, ba, sam wrak sprowadzić (szef MSZ Witold Waszczykowski przyznał parę dni temu, że szanse na powrót wraku są „coraz mniejsze”).

Nic z tego nie wyszło. Podkomisja nie zdobyła żadnych dowodów ani na sfałszowanie czarnych skrzynek czy raportu Millera, ani na zamach.

A co się podkomisji udało? Udowodnić, że to jej krytycy mieli rację – mianowicie, że jest tylko grupą dyletantów w sprawie badania wypadków lotniczych. Szczytem dyletanctwa był planowany przez podkomisję kuriozalny eksperyment polegający na zderzeniu pędzącego tupolewa z brzozą zamocowaną na jadącym aucie.

Również ekshumacje zarządzone przez prokuraturę nie udowodniły, że samolot został wysadzony w powietrze. Dotychczasowe oględziny zwłok potwierdziły to, co wiadomo od ponad sześciu lat – że są to ofiary katastrofy komunikacyjnej, a nie eksplozji.

Podkomisja Berczyńskiego poległa. Poległ MSZ. Poległa prokuratura.

OTO SŁOWO BOŻE. W BOŻEJ TELEWIZJI TRWAM. I TO MÓWI KSIĄDZ OD PREZYDENTA DUDY! BOŻE, WIDZISZ TO I NIE GRZMISZ?

c3wxbscwqaasyza

Ksiądz Andrzeja Dudy puścił pawia nienawiści. – Wielu z nas zapamięta tych pseudobojowników, powstańców walczących, jak mówili, o wolność, o demokrację, o Polskę, wielu z nas zapamięta tych ludzi – przepraszam za określenie – jako bandę przygłupów – przyznał w felietonie dla Telewizji Trwam ks. prof. dr hab. Paweł Bortkiewicz, członek Narodowej Rady Rozwoju.

Bortkiewicz mówił o wydarzeniach w Sejmie z 16 grudnia, kiedy opozycja rozpoczęła blokowanie sali plenarnej. – Dla takich ludzi nie może być i nie ma miejsca w polityce. Ich właściwym miejscem aktywności powinny być kabarety, ale najlepiej takie, które byłyby zakładane za więziennym murem – oceniał.

Ks. Bortkiewicz to profesor nauk teologicznych specjalizujący się w zakresie teologii moralnej. W latach 2002-2008 był dziekanem Wydziału Teologicznego Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza, od 2002 jest dyrektorem Centrum Etyki UAM w Poznaniu. Członek Komitetu Nauk Teologicznych Polskiej Akademii Nauk.

MYŚLICIE, ŻE PRZYJADĄ? 🙂

c3zsxt2wiaawrl5

Waldemar Mystkowski pisze o zniszczeniu TVP przez Kurskiego.

jacek-kurski

Jacek Kurski wychodzi ze skądinąd słusznego założenia, że za złamanie kręgosłupa trzeba mu płacić. Można mieć wątpliwości, kiedy ten kręgosłup dał sobie złamać. Na pewno długo przed „dziadkiem z Wehrmachtu”, bo ktokolwiek zdrowy nie podjąłby się tak uwłaczającego godności ludzkiej tematu. Kurski nie wyraża myśli, jego język nie jest relacją – narracją – tego, co onże chciałby wyrazić, jego język – fizycznie i charakterologicznie – sepleni. Złamany osobnik przekazuje skarlałe myśli, myśli-gnomy, które podszywają się pod narrację, logikę przekazu, ale są ich karzełkami.

Niestety, takie postaci mamy obecne w życiu publicznym, które swoją osobą uwłaczają nam, Polakom, uwłaczają średniej inteligencji rodaka. Złamany plasuje się zawsze poniżej średniej. Zło nie jest inteligentne, choć za takie chciałoby uchodzić. Taki osobnik został postawiony jako prezes na czele telewizji… no, jakiej? Wystarczy otworzyć jakikolwiek kanał podczas emisji programu, który jest właściwym probierzem dla przywołania trafnego rzeczownika bądź przymiotnika – i mamy. Kurski jest prezesem telewizyjnej gadzinówki. Dawno temu odpowiednie dający rzeczy słowo ukuli Polacy – warszawiacy – to, co z ich mózgami starali się zrobić wrogowie. Gadzinówki mają powodować, iż rodzić się będą gadzie nawyki. I takie gady wypełzają z programów informatycznych, politycznych. Płaskie, antyludzkie, antymoralne.

W tym wypadku zawsze należy odwołać się do języka, do jego zawartości, bo język nie kłamie, tylko osobnik nim się posługujący. Kurski nigdy nie zbuduje wartościowej metafory, przekazu, gdyż nie potrafi, jest nietwórczy, nieinteligentny, tylko będzie się zapożyczał i to w najgorszych źródłach.

Kurski doprowadził byłą telewizję publiczną – a obecnie jak napisałem: gadzinówkę – do upadku finansowego. I jak to opisuje? Oto: „Trzeba sobie jasno powiedzieć, że doszliśmy do ściany. Mamy budżet śmierci” – rzecze Kurski.
Taki kicz językowy, potworek. Przywołać należy w tym miejscu metaforę „fortepianu”, która została użyta przez naszego najtrudniejszego wieszcza, Norwida. Telewizja publiczna miała spełniać misję, ale sięgnęła bruku, została wypchnięta na śmierć, rozbiła się w drobiazgi, jak fortepian. Zamiast narodowego Norwida, Mickiewicza, Słowackiego, Krasińskiego, mamy Kurskiego pląsającego na gruzach kultury, na gruzach fortepianu, przy disco polo niejakiego Martyniuka.

Zaprzeczenie kultury Martyniuk i zaprzeczenie fachowości Kurski każą sobie płacić za złamanie kręgosłupów. Kurski zniszczył dobro wspólne Polaków i za to zniszczenie każe sobie płacić. Spadek oglądalności TVP jest dramatyczny, finanse spółki publicznej zadłużone na setki milionów. Obecnie w kasie brakuje 200 milionów zł. Lecz Kurskiemu podskoczyła pensja. Poprzedni prezes zarabiał circa 20 tys. zł, Kurski teraz może zarabiać w przedziale 30-52 tys. zł, do tego premia w wysokości 50 proc. wynagrodzenia miesięcznego. Kurski także uprawia nepotyzm, w gadzinówce zatrudnił swoją narzeczoną, która podobno już odeszła na bardziej intratne stanowisko w państwowej spółce, ale pobiera w telewizji premie, za ubiegły rok dostała 50 tys. zł.

Publiczne media sięgnęły bruku. Nie potrzebujemy do niszczenia kraju wrogów zewnętrznych, stworzyliśmy własnych. Jak szarańcza niszczą wszystko po drodze, obżerają się ponad miarę i są żadni. Muszą paść. Musi tę telewizję spotkać śmierć – jak to kiczowato nazywa Kurski. Szarańcza pochłania więcej i więcej, lecz ci, którzy wytwarzają dobro, prędzej czy później sięgają do środków skutecznych przeciw szarańczy i takich osobników jak Kurski przepędzają, nie przebierając w rodzajach obrony.

Telewizja doszła do ściany, ale Kurski też. I ta ściana jest dla Kurskiego właściwa. Kurski sam w sobie jest ścianą, nietwórczy, jak szarańcza, nieinteligentny jak ten zbiorowy pożerający twór.

MAMY CORAZ LEPIEJ WYPOSAŻONĄ ARMIĘ. BRAWO! MILIONY POSZŁY NA SAMOCHODY.

c3z8hp2xuaa5p2_

Kleofas Wieniawa zajmuje się ucieczkami Macierewicza.,

macierewicz-w-sieci

Dialektyka pisowska przejdzie do legendy, która zresztą jest ufundowana na tchórzliwości.

Dlaczego Antoni Macierewicz zbiegł po wypadku pod Toruniem spowodowanym tym samym syndromem niechlujstwa, bylejakości, jaka zaszła w katastrofie smoleńskiej?

Daje odpowiedź prof. Andrzej Zybertowicz:

„Macierewicz nie musial pomagać rannym w karambolu, mogła być to próba zamachu”.

Oczywiście nie jest to żadna dialektyka, tylko skręt zwojów mózgowych.

Polaku nie pomagaj, bo wróg może się na ciebie zasadzić. Zresztą nie chodzi o pomaganie, ale przybycie organów śledczych. Procedurę, która jest pokłosiem prawa.

Dialektyka tchórzów ma się dobrze. Zasadzają się na nich. A dlaczego? Bo tchórz, który tworzy atmosferę nienawiści, obawia się odwetu.

Tchórz wynika z jego ducha. Czysta psychologia behawioralna. Teraz rozumiem, dlaczego uciekają pijani kierowcy z miejsca wypadku. Wódka zrobiła na nich zamach.

JEDEN I DRUGI TO „CZŁOWIEK WOLNOŚCI”

c3z1d3cweaablf_

>>>

CZYŻBY NIE TRAFILI NA GORĄCE ŹRÓDŁA??? Kasa zastąpiła słowo Boże…

c3nxee8xuauxsp4

O. Tadeusz Rydzyk walczy z rządem o rekordowe miliony. Wiadomo, wygra. Dlatego walczy.

fundacja

Fundacja Rydzyka sądzi się o ponad 30 mln zł. Ze spółką należącą w większości do Skarbu Państwa

Ponad 30 mln zł odszkodowania oczekuje fundacja Lux Veritatis, należąca m.in. do ojca Tadeusza Rydzyka, od spółki Exalo Drilling. Chodzi o odwierty, które w opinii fundacji zostały wykonane nienależycie. Lux Veritatis przegrało w 2015 r. rozprawę w sądzie pierwszej instancji, w piątek miały się odbyć przesłuchania przed sądem apelacyjnym. Jednak nie doszło do nich.

SEJMOWE MUPPET SHOW Ilustracja:

c3lnlf8wyaegacy

Zdaniem przedstawicieli Lux Veritatis, firma Poszukiwania Nafty i Gazu Jasło (dziś już nieistniejąca, jej następcą prawnym jest spółka Exalo Drilling, należąca do PGNiG, kontrolowanego przez Skarb Państwa) dopuściła się błędów w trakcie prac odwiertowych związanych z poszukiwaniami wód geotermalnych w Toruniu. Fundacja oskarża też firmę o opóźnienie startu projektu. – Firma, która jest własnością skarbu państwa, tak nam nogi podkładała, że to było dramatyczne – mówił o. Rydzyk.

Co ciekawe, zlecone innej firmie prace naprawcze po PNiG Jasło kosztowały 3 mln euro. Skąd więc oczekiwanie odszkodowania sięgającego aż 30 mln zł? – Chodziło o korzyści, jakie można by odnieść, gdyby projekt został uruchomiony w terminie – tłumaczy PAP Benedykt Fiutowski, radca prawny reprezentujący fundację.

Sprawa trafiła do Sądu Okręgowego w Toruniu. Jako, że wykonawca prac był ubezpieczony, do procesu przystąpili także (w charakterze interwenientów) ubezpieczyciele firmy, m.in. PZU, którego głównym akcjonariuszem jest Skarb Państwa.

W listopadzie 2015 r. sąd oddalił powództwo Lux Veritatis uznając, że doszło do przedawnienia roszczeń. Fundacja odwołała się do Sądu Apelacyjnego w Gdańsku. – Jednym z zarzutów apelacji był zarzut, że sąd okręgowy nie przesłuchał stron, co jest niezbędne do ustalenia, jaka była intencja stron przy zawieraniu porozumienia – aneksu do umowy i podpisywaniu odpowiednich dokumentów, w tym protokołu – komentuje PAP mecenas Fiutowski.

W piątek miało się odbyć przesłuchanie przedstawicieli Lux Veritatis i Exalo Drilling, na którym sąd miał zapoznać się z interpretacjami zapisów w umowach. Jednak przedstawiciel firmy nie stawił się (nie odebrał wezwania).

PiS chciał odkupić TVN24.

pis-chcial

Dziennikarka współpracująca Onetem, Edyta Żemła, jako pierwsza ustaliła, ile budżet państwa kosztowały limuzyny, aby mogli nimi się rozbijać Macierewicze i jego Misiewicze.

tomasz-siemoniak

MON kupiło 30 limuzyn za prawie 35 milionów złotych. Dwie z nich rozbiły się pod Toruniem

Zakup 30 luksusowych limuzyn za prawie 35 milionów złotych resort obrony przeprowadził z wolnej ręki bez przetargu i kalkulacji kosztów. Pozwalał mu na to tzw. specustawa przyjęta przed szczytem NATO.

c3pza9hxuaafu4e

  • Zamawiano najkosztowniejsze i najbardziej luksusowe wersje samochodów
  • Jak to możliwe, że MON bez przetargu kupił aż tyle tak drogich aut, które w dodatku nie służą wojsku tylko urzędnikom?
  • Luksusowymi autami jeżdżą też wiceministrowie obrony oraz niektórzy niżsi rangą urzędnicy resortu, m.in. Bartłomiej Misiewicz

Wśród nowo nabytych aut są trzy luksusowo wyposażone samochody marki BMW7 i osiemnaście BMW X5. Kupiono też jedenaście samochodów marki Audi Q7. Ceny tych limuzyn wahają się w granicach miliona złotych za sztukę. Zwłaszcza, że – jak wynika z naszych informacji – resort przy ich zakupie nie oszczędzał na wyposażeniu. Zamawiano najkosztowniejsze i najbardziej luksusowe wersje samochodów. Droższe są tylko auta S-klasy w wersji Maybach.

– Te samochody są też wyposażone w specjalną łączność oraz zabudowaną sygnalizację świetlną i dźwiękową dla pojazdów uprzywilejowanych – mówi Mateusz Multarzyński, redaktor naczelny magazynu „Special Ops”. Wozy nie są jednak opancerzone. To typowe luksusowe i bardzo komfortowe limuzyny do przewozu VIP-ów.

Karambole i skandale

Cała flota najnowszych samochodów MON-u znajduje się obecnie na stanie Oddziału Specjalnego Żandarmerii Wojskowej z Warszawy, który chroni ministra obrony Antoniego Macierewicza.

Z naszych informacji wynika, że luksusowymi autami jeżdżą też wiceministrowie obrony oraz niektórzy niżsi rangą urzędnicy resortu, m.in. Bartłomiej Misiewicz, rzecznik prasowy i dyrektor biura politycznego MON. Jedną z tych właśnie limuzyn podjechał w Białymstoku pod klub nocny. O sprawie było głośno kilka dni temu.

Sprawa aut ministerstwa obrony powróciła, gdy dwa z nich rozbiły się pod Toruniem. Do karambolu doszło w środę przed godz. 18 na drodze krajowej nr 10 w Lubiczu Dolnym. W nieoznakowanym BMW X5 Żandarmerii Wojskowej podróżowali urzędnicy resortu obrony, w tym szef MON Antoni Macierewicz. Część samochodów zatrzymała się na czerwonym świetle, a samochody ŻW nie zdążyły wyhamować. W zderzeniu zostało poszkodowanych kilka osób.

Minister wracał z Torunia, gdzie brał udział w sympozjum „Oblicza dumy Polaków” w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej o. Tadeusza Rydzyka. Jechał do Warszawy na galę w Filharmonii Narodowej, podczas której tygodnik „wSieci” uhonorował Jarosława Kaczyńskiego tytułem Człowieka Wolności 2016 r.

BRAK SZACUNKU DO POWIERZONEGO MIENIA I LUDZKIEGO ŻYCIA. MÓGŁ ZABIĆ KIEROWCÓW STOJĄCYCH PRAWIDŁOWO NA ŚWIATŁACH…

c3niyedxaaajdju

Pod przykrywką szczytu NATO

Jak to możliwe, że MON bez przetargu kupił aż trzydzieści luksusowych aut, w dodatku takich, które nie służą wojsku tylko urzędnikom? Zabieg był prosty. Wykorzystano tzw. specustawę przygotowaną przed szczytem NATO, który odbył się w lipcu ubiegłego roku w Warszawie.

Wówczas przyjęto zasadę, że zakupy, które są związane z organizacją tej imprezy, zostaną wyłączone z trybu przetargowego. „Mając na względzie sprawne przygotowanie tego wydarzenia oraz zapewnienie bezpieczeństwa jego uczestników, uważa się za niezbędne wprowadzenie rozwiązania, zgodnie z którym udzielanie zamówień publicznych związanych z organizacją szczytu NATO zostanie wyłączone ze stosowania ustawy Prawo zamówień publicznych, przy zachowaniu podstawowych standardów udzielania zamówień” – argumentowali autorzy projektu.

W dodatku zamawiający mógł ograniczyć dostęp do informacji związanych z tymi zakupami. „Ze względu na rangę i charakter spotkania, jakim jest szczyt NATO, ujawnienie informacji związanych z organizacją szczytu NATO np. może spowodować istotne zagrożenie dla podstawowych interesów Rzeczypospolitej Polskiej jak i państw biorących udział w szczycie NATO w Warszawie w 2016 r. oraz zagrozić sojuszom i pozycji międzynarodowej naszego kraju” – napisano w uzasadnieniu projektu.

TOMASZ LIS POWIEDZIAŁBY, ŻE MISIEWICZ NIGDY NIE BYŁ W MEDIA MARKT

c3nqifqwiae8ak2

Urzędnicy się wożą, a wojsko ma przestarzały sprzęt

– Koszty szczytu NATO budziły bardzo dużo wątpliwości. A informacje o zakupie samochodów pokazały, że te wątpliwości okazały się zasadne. Zakup takiej ilości limuzyn tylko na dwa dni szczytu jest skandalem. Na podobnych spotkaniach, w jakich uczestniczyłem w Wali i w Chicago delegacje jeździły wynajętymi samochodami. Tam nikomu nie przysporzyłoby do głowy, by z budżetów resortów obrony wydawać bajońskie sumy na samochody, które będą służyły przez dwa dni. To jest niemoralne. Jak wojsko może się czuć, gdy widzi nawet niższych rangą urzędników w limuzynach, a żołnierze jeżdżą starym sprzętem – komentuje sprawę Tomasz Siemoniak poseł PO, były minister obrony narodowej.

Czy zakup luksusowych aut mógł był rzeczywiście potrzebny i służy bezpieczeństwu państwa? MON nie zamieścił na ten temat nawet informacji na stronie BIP-u, choć miał taki obowiązek.

CZEKAMY AŻ PAN MINISTER PUBLICZNIE PRZEPROSI OFIARY WYPADKU, KTÓRY SPOWODOWAŁ A MON WYPŁACI ODSZKODOWANIA OFIAROM KARAMBOLU POD TORUNIEM.

c3ndbfdwcaa91oa

CAŁA PRAWDA W JEDNYM OBRAZKU.

c3neq5mwmain5-z

Waldemar Mystkowski pisze o kolejnej demolce PiS, Muzeum II Wojny Światowej.

muzeum

Demolowanie wielkości Polaków przez Sralina i jego sralinków

demolowanie

Długo czekaliśmy na taką władzę, jak PiS, której zdolności destrukcyjne w pełni do tej pory nie zdążyliśmy poznać. Doceniam zdemolowanie Trybunału Konstytucyjnego, mediów publicznych, kolejne przymiarki – do sądownictwa, samorządów i ordynacji wyborczej.

Doceniam. Na ich miejsce nic nie powstanie, zapewniam. Bo niczym jest nieautentyczność, bezprawie, marnotrawstwo. Będzie doskwierać, będziemy płacić coraz większą cenę. Jednej rzeczy nie można zdemolować: pamięci. Wiedział o tym Stalin, dlatego do pamięci dobrał się w ten sposób, że likwidował ludzi z pamięcią. Hitler był jeszcze lepszy, bo likwidował ludzi i ich dzieła pamięci – książki.

Z historii wiemy, iż wystarczy, aby przetrwała jedna pozycja z Biblioteki Aleksandryjskiej przepisana przez jakiegoś benedyktyna, pamięć zostaje ocalona.

U nas jeszcze nie posunęła się obecna władza do „czynów” Stalina i jego prawicowego odpowiednika, Hitlera. Kaczyński et consortes starają się przeskoczyć ten etap likwidacji i od razu przejść do nieautentyczności, bezprawia, marnotrwawstwa.

Dwa ostatnie medialne zdarzenia dobrze to pokazują: pustka intelektualna i duchowa na gali Człowieka Wolności w Filharmonii Narodowej i wykład Antoniego Macierewicza na „uczelni” Rydzyka o dumie narodowej, a następnie dumne skasowanie w wypadku drogowym dwóch limuzyn rządowych wartych przeszło 2 mln zł.

Chętnie Kaczyński wszedłby w buty dwóch największych satrapów w dziejach, ale nie może z różnych powodów, acz wypatruje okoliczności dziejowych, aby te lśniące oficerki nałożyć. Dlatego tę niemożność nazywam od słynnej literówki z lat 50. ubiegłego stulecia, gdy jakiś zecer, aby wyrazić swój bunt wobec systemu mógł tylko zmienić nazwisko Stalina na Sralin.

Taką niedoróbką satrapy jest Kaczyński, Sralin z Nowogrodzkiej, Sralin z Żoliborza. Doceniam Sralina za demolkę, bo wiem, że wielkość przeciwną mu, tę wielkość autentyczną, buduje się pokoleniami i to nie jest pewne, czy wynik będzie oczekiwany.

Aby Mickiewicz mógł napisać „Pana Tadeusza” przed nim równie zdolni poeci i pisarze musieli się zmagać z materią języka polskiego, aby on mógł wykuć takie cudowne frazy trznastozgłoskowca, jak w „ostatnim zajeździe na Litwie”. Tak samo Gombrowicz jest pokłosiem Żeromskiego, Sienkiewicza i Kaden-Bandrowskiego, bez nich Gombrowicz nie byłby Gombrowiczem.

Przez 27 lat po 1989 roku budowaliśmy ze znojem swoją Polskę, swoją dumę kraju średniego z niekoniecznie wybitnymi elitami politycznymi. I coś udało nam się zbudować, bodaj po raz pierwszy w historii „Polak to brzmiało dumnie”. Indywidualnie Polacy osiągali sukcesy nad którymi nie tylko oni pracowali, bo to była także pamięć poprzedników – często przegrańców. Zespoły Polaków dochodziły do osiągnięć porównywalnych z najlepszymi.

Właśnie jeden z przypadków dziejących się tu i teraz pokazuje, z jaką nikczemną, małą, nieautentyczną władzą mamy do czynienia. Myślę o Muzeum II Wojny Światowej, które jest na ukończeniu, a które ma podlegać podobnemu procesowi rozpadu jak Trybunał Konstytucyjny.

Prof. Pawłowi Machcewiczowi udało się osiągnąć autentyczność, bo był otwarty. A te dwie cechy czynią nas wielkimi. Nareszcie Polak i jego historia mogli być zrozumiani przez świat. Muzeum zachwycony jest wybitny i bodaj najlepszy obecnie na globie znawca historii naszego regionu profesor z Yale Timothy Snyder, który nawet nazwał pracę Machcewicza i jego kolegów historyków „cywilizacyjnym osiągnięciem”. Czytałem opisy, jak wygląda przedstawienie II wojny światowej i jak wygląda na tym tle nasza historii. Nareszcie doszliśmy do wielkości przedstawiania siebie, bo zrobiono to z otwartością i autentycznie.

Tylko tak dochodzi się do prawdy o sobie, czyli wielkości. Niestety, wicepremier i minister kultury Piotr Gliński 1 lutego wprowadza swoje władze do muzeum, które podporządkują wymowę wystawy bohaterszczyźnie Polaków w czasie II wojny światowej, czyli będzie prowincjonalnie, w odpowiednim zapaszku zakłamania i prężenie zwiotczałych muskułów. Będzie to, co aż nadto znamy z naszej historii i jej przedstawiania. W istocie jest to demolowanie naszej historii, jak zdemolowano Trybunał Konstytucyjny.

Taki jest wkład obecnej władzy Sralina et consortes, czyli jego sralinków. Oczywiście, że przegrają. Jakim jednak kosztem? Bo ten koszt my ponosimy i poniesiemy. My.

JEST SUKCES NA ARENIE MIĘDZYNARODOWEJ. CZŁOWIEK WOLNOŚCI MA SILNE WSPARCIE. WASZCZYKOWSKI MOŻE BYĆ DUMNY. Autor grafiki:

c3mv08kwiainkoo

>>>