Archive for the ‘Polityka’ Category

No i to jest bardzo słuszna koncepcja!

5 tekstów Waldemara Mystkowskiego.

Półprawdy Morawieckiego i strategia młotka

Mateusz Morawiecki ruszył na podbój Europy i zaczyna od Niemiec. Podbojem ma być to, co PiS zniszczył i utracił, czyli odbudowa wizerunku Polski, wpłynięcie na to, aby struktury unijne wycofały się z procedury uruchomienia artykułu 7 Traktatu UE, czyli ewentualnych sankcji. Celem głównym zaś jest, aby za dużo nie utracić funduszy unijnych w nowym rozdziale budżetu na okres po 2020 roku.

Przed spotkaniem z kanclerz Angelą Merkel premier udzielił wywiadu „Die Zeit”, który został przedrukowany przez „Gazetę Wyborczą”. Już na tym poziomie w PiS słychać, iż wywiad został udzielony medium niemieckiemu, a nie polskiemu. Typowe pisowskie szuru-buru, aby wciskać kit swojemu ciemnemu ludowi. „Wyborcza” współpracuje z „Die Zeit” w ramach wymiany materiałami w najważniejszych europejskich gazetach, przedruki są w nich codziennością. Morawiecki wszak nie udzielił wywiadu jakiemuś „Beobachter”, aby mogła wywiad przedrukować „Gazeta Polska Codziennie”.

„Wyborcza” wywiad z Morawieckim poddaje analizie i wytyka 6 półprawd, które ten raczył zaserwować niemieckiemu czytelnikowi. Polski dziennik nazywa to patriotycznie półprawdami, acz to są nieprawdy, gdyż w naturze logiki nie występuje pojęcie półprawdy. Wypowiedzi Morawieckiego ciągle są traktowane z taryfą ulgową.

Zniszczenie przez PiS trójpodziału władzy Morawiecki zwala na język, jakoby to miało być wynikiem „nieporozumień semantycznych i proceduralnych”, a przy tym kłamie, ile wlezie, uciekając się do takich sztuczek, jak podwyższenie liczby sądów do 760 (a jest ich w całym kraju 377), aby zmniejszyć skalę odwołań w nich prezesów – przynajmniej 75 – przez Zbigniewa Ziobrę. Chachmęcenie niegodne dorosłego człowieka.

Tego rodzaju półprawdy rzecze Morawiecki. Wg premiera przez 70 lat Polska nie wyjaśniała swojego stanowiska na świecie, przyszedł PiS… i wyjaśnia. W Polsce wiemy, że partia Kaczyńskiego kłamie na potęgę, a na świecie ośmiesza nas. Ten wywiad ma zresztą taką wymowę, choć jest on bardziej elegancki niż „zwycięstwo” 1:27 Beaty Szydło.

Ani Niemcy się nie nabiorą na „półprawdy” Morawieckiego, ani Bruksela. Mamy do czynienia z retoryczną zmianą strategii. Podobno polskie służby dyplomatyczne negocjują z Komisją Europejską wstrzymanie procedur dotyczących art. 7, a tym samym, aby nie zastosowana została filozofia wyrażona przez unijną komisarz sprawiedliwości Verę Jourovą, iż podział wszystkich europejskich funduszy na okres po 2020 roku będzie związany z zachowaniem praworządności.

Podobno – bo na razie poruszamy się w sferze „podobno” – PiS w negocjacjach z Brukselą chce poświęcić Zbigniewa Ziobrę, który ma być zdymisjonowany. Tym samym mogłoby dojść do sytuacji, iż Solidarna Polska wyszłaby z pisowskiej koalicji Zjednoczonej Prawicy. Na jej miejsce wszedłby ojciec premiera Kornel Morawiecki z kilkoma posłami, którzy weszli do Sejmu z list Kukiz ’15. Czy tak się stanie? O tym spekulują polscy dziennikarze korespondujący z Brukseli.

Na taki handelek Bruksela nie pójdzie. Takie decyzje musiałyby być poparte prawem, tzw. ustawy sądownicze musiałyby być znowelizowane, a tym samym pozycja Andrzeja Dudy – parafującego – uległaby dalszej degradacji. To bardzo subtelna gra, o którą nie podejrzewam polityków PiS, w tej partii stosowana jest toporna strategia młotka. Przede wszystkim Kaczyński wzmocniłby pozycję Morawieckiego swoim kosztem, a o to nie podejrzewam prezesa PiS.

Walczymy do końca !

Wszyscy jesteśmy Frasyniukami

Kaczyński wraz ze swoimi akolitami ośmieszają nas, pogrążają kraj w małości.

W walentynkową Środę Popielcową przyszli skoro świt po Władysława Frasyniuka. Czarna łapa wykluwającego się reżimu kaczystowskiego wzięła się za legendę „Solidarności” (tej klasycznej z lat 80-81 i stanu wojennego, a nie dzisiejszej kunktatorskiej).

Skojarzenia z najściem Barbary Blidy, które w 2007 roku skończyło się śmiercią posłanki, jest oczywiste, bo to ta sama władza i ten sam minister sprawiedliwości. Rzecz jasna, nie mogło to odbyć się bez wiedzy prezesa Jarosława Kaczyńskiego, który dla rządu Mateusza Morawieckiego jest naczelnikiem. Wszak prezes PiS kręci tym interesem władzy, minister spraw wewnętrznych Joachim Brudziński mógł tylko czuwać pod telefonem.

Przyszli i skuli Frasyniuka, jak bandziora, przy rejestrującej zdarzenie kamerze. To nie tylko nadmierna demonstracja, ale przede wszystkich zastraszenie. Frasyniuk nie jest strachliwy, ale inni wg tej logiki mają robić pod ogonem, gdy na nich się tupnie.

Trudno zestawiać Frasyniuka z innymi postaciami i zdarzeniami, gdyż od początku władzy PiS społeczeństwo obywatelskie toczy walkę o demokrację i  praworządność w kraju, których coraz mniej. Frasyniuk jakoby naruszył „nietykalność” policjantów na kontrmiesięcznicy. A może to ci Kulsonowie nie radzą sobie z demonstrującymi Frasyniukami? Oczywiście, że tak.

Dzisiaj w obliczu opresyjnych działań wszyscy jesteśmy Frasyniukami. Dlaczego jednak Kulsonowie nie wypowiedzą posłuszeństwa tej władzy? Politycy PiS uzasadniają, iż każdy jest równy wobec prawa, co średnio inteligentnego Polaka musi śmieszyć. A czy Kaczyński jest równy (Lech Wałęsa ma deprecjonujące określenie na temat gabarytów prezesa PiS, co dzisiaj nie omieszkał napisać na Twitterze) wobec prawa i może nie stawiać się na Komisję Etyki, która wzywa go do odpowiedzialności za „mordy zdradzieckie i kanalie”? A może Straż Marszałkowska skułaby prezesa na sali sejmowej i doprowadziła go, gdzie trzeba?

Zdarzenie z Frasyniukiem wydaje się być drobne, jest jednak symptomatyczne dla tego, z czym mamy dzisiaj do czynienia. PiS niszczy demokrację w Polsce, a my wraz z Frasyniukiem temu mówimy „nie”, sprzeciwiamy się. Widzi to świat zachodni, który poprzez swoje instytucje nawołuje władze PiS do cofnięcia się. Plama na honorze Polaków jest coraz większa, a może stać się krwawa, bo Kaczyński wraz ze swoimi akolitami nie cofną się. Ośmieszają nas, pogrążają kraj w małości, w swoim bajorku utrzymania władzy za wszelką cenę.

Idzie gorsze, niż owo najście o świcie domu Frasyniuka. Zaczęło się od domu Frasyniuka, a skończy na wspólnym domu: Polska. Taka jest logika tej władzy spod ciemnej gwiazdy.

KTO Z WAS JEST ZA TYM, ABY TERAZ DOPROWADZONO KACZYŃSKIEGO??? Wszyscy równi wobec prawa, prawda?

Triada policji: omerta, paralizator i nowenna

System wysokich nagród tworzy najbardziej trwałe więzi wśród nagrodzonych.

Ministrowie rządu PiS nagrodzeni zostali premiami rzędu kilkudziesięciu tysięcy złotych – 21 konstytucyjnych ministrów (od 65 100 zł rocznie do 82 100 zł), 12 ministrów w KPRM (od 36 900 zł rocznie do 59 400 zł) oraz była premier Beata Szydło (65 100 zł).

Jeżeli zestawiamy system nagród PiS z brakiem podobnego premiowania w poprzednim rządzie koalicji PO-PSL, to nie należy być zdzwionym, że politycy Platformy oczekują uzasadnienia wypłaty „bulwersujących” i „nielegalnych” nagród dla ministrów, zwłaszcza dla tych, którzy się nie sprawdzili i zostali dymisjonowani.

Można tylko mniemać, ile ciężarówek ośmiorniczek mogliby zakupić ministrowie Platformy, gdyby podobnym konfetti szmalu sami się obsypali. Jestem wyrozumiały tylko dla Beaty Szydło, która kilka dni temu sama siebie publicznie pochwaliła za rekonstrukcję rządu, bo sama siebie zrekonstruowała: – „Dotrzymałam słowa, bo rekonstrukcja nastąpiła”.

System wysokich nagród tworzy najbardziej trwałe więzi wśród nagrodzonych. Trzymają się razem w chwilach kryzysu i nawzajem o sobie nie powiedzą złego słowa: ani mru-mru. W języku powszechnie znanej organizacji nazywa się to omerta.

Jak inaczej można interpretować nagrodzenie wysokimi odprawami – po kilkadziesiąt tys. zł. (od 45 do 70) – komendantów dolnośląskiej policji, którzy ukrywali okoliczności śmierci Igora Stachowiaka? Za kilkadziesiąt tysięcy złotych większość podobnych ludzi o letniej moralności będzie trzymało „mordę w kubeł”. Za omertę się płaci.

Platforma Obywatelska domaga się dymisji wiceministra Jarosława Zielińskiego, który w MSWiA odpowiada za policję. Wolne żarty, Zieliński to wyżarciuch, wie, jak nic nie potrafiąc, budować swoją pozycję w oczach prezesa Kaczyńskiego. Albowiem Zieliński wie, czym zastąpić miesięcznice smoleńskie, które niebawem się skończą. Mianowicie policjanci będą obchodzić nowenny niepodległościowe – każdego 11 dnia miesiąca – na klęczkach w kościołach.

Wiceministra niejako pochwalił minister spraw wewnętrznych. Joachim Brudziński w Gorzowie Wlkp. stwierdził, że za rządów PiS wzrosło zaufanie Polaków do policji. Na twittterowym koncie PiS zacytowano nawet słowa Brudzińskiego: – „Troska o zdrowie i bezpieczeństwo nie powinna mieć ceny”. Dodajmy: niskiej ceny.

Taka obowiązuje triada wartości w policji pod zarządem PiS: omerta, paralizator i nowenna.

KULT JEDNOSTKI W PARTII PiS STAŁ SIĘ FAKTEM. Jak to Radek Kuźniar napisał: „Nie będę się wypowiadał, nie jestem psychiatrą”. ZAORANE 🙂

Morawiecki jak drzewko bonsai

Mateusz Morawiecki spija Jarosławowi Kaczyńskiemu słowa z ust, jak ambrozję. Prezes był łaskaw powiedzieć na miesięcznicy, iż „musimy odrzucać antysemityzm, ale nie znaczy to, że musimy przyznawać rację Żydom”. Co zresztą bliskie jest słowom Władysława Gomułki z 1968 roku, który był przeciw antysemityzmowi, on tylko walczył z syjonizmem.

Kaczyński nie potępił antysemityzmu, ale go odrzucił, to jak w powszechnej frazie: „nie jestem antysemitą, ale…”. Nowela ustawy o IPN, jej tryb przyjmowania, uzasadniania i podpisania przez Andrzeja Dudę (mimo dwóch artykułów odesłanych do tzw. Trybunału Konstytucyjnego) to celowe (a jeżeli nie, to Kaczyński nie nadaje się do polityki) wzbudzenie demonów antysemityzmu, które w polskiej tradycji i kulturze tworzą osobny gen polskości. Jeżeli ktoś zaprzecza temu, to jest zakłamany, a do tego nie zna polskiej kultury i historii.

Co następnego dnia po miesięcznicy powiedział Morawiecki? Otóż: „Unikajmy antysemickich wypowiedzi”. Capisce? Myśl, co myślisz, nawet to rób, tylko unikaj wypowiedzi. To jest przyklepywanie antysemityzmu. Morawiecki też go nie potępił, tylko zalecił skrywanie. Ba, był rzec, iż „polska jako jedyny kraj zasłużyła na drzewko Sprawiedliwych wśród Narodów Świata”.

A mi się wydawało, iż chodzi o prawdę historyczną, a nie usprawiedliwianie. Polacy mają najwięcej drzewek w Yad Vashem, ale niewiele więcej niż Francuzi, czy Holendrzy. A Żydów wśród nas było wielokroć więcej. Pod względem pomocy jesteśmy karłami, chyba że Morawiecki myślał o jakimś drzewku bonsai. Kiepska nasza pomoc Żydom może być jedynie usprawiedliwiona tym, że to u nas groziła za to kara śmierci, a we Francji nie. Ale też kara śmierci groziła za posiadanie broni, a tę przechowywaliśmy.

Zdecydowanie więcej drzewek byłoby w Yad Vashem, gdyby Polacy byli solidarni z sobą, gdyby nie było wśród nas tylu szmalcowników. Ale ta prawda nie powinna Polaków razić, przyznanie się do niej czyniłoby nas wielkimi. Niestety dzisiaj mamy takich polityków u władzy, jak Kaczyński i Morawiecki. Otóż tym skrywaniem Morawiecki zaliczył się dla mnie do polityków „bonsai”.

Kaczyński w swoim pokrętnym języku w istocie usprawiedliwił antysemityzm, co dość szybko pojął Morawiecki, on tak ma – wyćwiczył się, jako prezes banku, aby zginać kark przed właścicielami. Gdyby jednak sam musiał wypowiedzieć się oryginalnie o antysemityzmie, nie podejrzewam, by mogła być to jakaś głębsza myśl. Morawiecki intelektualnie – mam na myśli umiejętność poruszania się w polskiej tradycji i kulturze – jest bonsai.

Swego czasu politycy PiS wykuwali nowy patriotyzm. Dzisiaj może nie ma starego antysemityzmu, wyznawanego przed wojną przez endeków i po cichu przez sanację, mamy za to jego nową postać zdefiniowaną przez Morawieckiego: „unikajmy antysemickich wypowiedzi”. Nie mówmy głośno, zaś antysemityzm Ziemkiewicza czy Marcina Wolskiego w TVP zaliczymy do wolności słowa.

PiS skłócił się ze wszystkimi, usprawiedliwia się ciągle i wciąż, rażąc swoich przeciwników takimi krętactwami, jakie wypowiedział Kaczyński, a spił mu z ust Morawiecki. Stara broń artyleryjska nosiła nazwę „kartacz”, a bronią retoryczną PiS do rażenia przeciwników jest „krętacz”.

Hej Co jeszcze zgnoicie?

Ustawa o IPN może być wstępem do gorętszego konfliktu

Ustawa o IPN spowodowała nie tylko kryzys w stosunkach dyplomatycznych z Izraelem i USA, ale też z Ukrainą. O tym ostatnim kryzysie najmniej się mówiło, a ten aspekt może być równie ważny, a może nawet ważniejszy. Przewidywane są kary dla tych, którzy nie podporządkują się prawdzie historycznej ustanawianej przez władze PiS, przede wszystkim otwarta zostaje możliwość dla propagandy nacjonalistycznej, która ma mobilizować społeczeństwo na czas konfliktu.

Rada Najwyższa Ukrainy wydała oświadczenie, w którym stwierdza, że ustawa o IPN „otwiera drogę do manipulacji i wzmocnienia antyukraińskich tendencji w polskim społeczeństwie”. Długo nie trzeba było czekać, aby usłyszeć od nacjonalisty ukraińskiego Ołeha Tiahnyboka, szefa partii Swoboda, iż ustawa o IPN to „otwarcie drugiego frontu” z Ukrainą. Strona polska jakoby liczy, że „jeśli Ukraina rozpadnie się w wyniku moskiewskiej agresji, to będzie ją można podzielić”. Tym samym – uważa lider Swobody – „Polacy przedstawili de facto swoje roszczenia terytorialne wobec naszego kraju”.

Czy ukraiński nacjonalista ma prawo mniemać, iż Kaczyński kieruje się taką wizją imperialną? Należy przypomnieć: na początku konfliktu na Krymie i wojny w Donbasie przyjaciel Kaczyńskiego, Viktor Orban, oświadczył, że Węgry zgłaszają chęć odzyskania swoich historycznych ziem obecnie leżących w obrębie Ukrainy.

Z kolei Marek Migalski w rozmowie z Cezarym Michalskim (portal crowdmedia.pl) uważa, że Kaczyński „będzie chciał mieć jakiś sukces na arenie międzynarodowej”. A tym może być zaostrzenie kursu na wschodnim froncie. Wpisanie do ustawy o IPN fragmentu antybanderowskiego może być początkiem tego, czego obawia się szef ukraińskiej Swobody, Tiahnybok. PiS za to został publicznie pochwalony przez partię Putina i przez Kadyrowa, zamordystę Czeczenii.

Ponadto podczas obrad parlamentarnego zespołu śledczego ds. zagrożeń bezpieczeństwa państwa powołanego przez klub Platformy Obywatelskiej na ostatnim spotkaniu zadano pytanie: dlaczego najbardziej prorosyjski amerykański kongresmen Dana Rohrabacher, nazywany przyjacielem Putina, po wizycie w Moskwie przyjechał bezpośrednio do Polski i spotkał się z Antonim Macierewiczem i Jarosławem Kaczyńskim, mimo że ten ostatni rzadko przyjmuje u siebie przy Nowogrodzkiej zagranicznych polityków? Ów kongresmen był przeciwny przyjęciu Polski do NATO, jest też entuzjastą aneksji Krymu przez Rosję.

Czyż nie mamy prawa się niepokoić, iż może nas pchnąć w gorący konflikt, bo tak uprawia politykę – zaostrza konflikty wewnątrz kraju, ze wszystkimi się skłóca i nie potrafi się wycofać z błędów. Zaś mając w perspektywie utratę władzy, prezes PiS może wykreować rzeczywistą wojenkę, licząc na patriotyczny zew krwi Polaków.

, czyli manifest programowy i . – Nasze porozumienie programowe ma być oparte na wartościach i twardym fundamencie – mówi poseł . To ma być krok milowy do prawdziwej umowy koalicyjnej, zapewniają politycy (wiadomo.co).

Reklamy

Kolejna modlitwa kaczora… będzie też placz i smutek , jak co miesiąc.Witamy w domu wartiatów w wykonaniu tańczących na trumnach

KOLEJNY RAZ PiS POKAZAŁ, ŻE MIESZKAŃCÓW WARSZAWY MA W D…..

Włodzimierz Cimoszewicz i jego syn poseł PO Tomasz będą skarżyć do sądu TVP i polityków PiS. To reakcja na wypowiedzi niektórych posłów partii rządzącej po wywiadzie byłego premiera na temat noweli ustawy o IPN.

Na początku tygodnia w udzielonym „Rzeczpospolitej” wywiadzie Włodzimierz Cimoszewicz powiedział m.in. – „Ustawa o IPN to jeden z wielu przykładów oszukańczego sterowania emocjami i opiniami co najmniej połowy społeczeństwa. Wmawia się ludziom, że Polska jest nieustannie, kłamliwie atakowana i pomawiana”. Mówił też o udziale Polaków w Holokauście: – „Dzisiejsze pokolenie nie jest za to odpowiedzialne. Jeśli jednak milczy lub kłamie, to stwarza swoją własną odpowiedzialność i podważa swoją wartość moralną”.

Pytany, czy spór polsko-izraelski pokazał, że w Polsce jest problem z antysemityzmem, stwierdził: – „Oczywiście tak. To problem trwały (…). Ekscesy na stadionach, napis „Łatwopalni” w Jedwabnem i setki innych przypadków. PiS od zawsze flirtował z nacjonalizmem. Wielu z nich pewnie po prostu jest nacjonalistami. W tej atmosferze wszelkie formy rasizmu i ksenofobii muszą kwitnąć. Gołosłowne zapewnienia Dudy i Morawieckiego są bez znaczenia”.

– „Po ukazaniu się tego wywiadu rozpętało się piekło” – powiedział „GW” Tomasz Cimoszewicz. – „Pojawiły się programy w TVP szkalujące imię mojego dziadka, w których nazywano go mordercą. Chodzi chociażby o program pani Magdaleny Ogórek i pana Marcina Wolskiego na antenie TVP Info i kilka innych programów z udziałem i wypowiedziami np. posła Dominika Tarczyńskiego w programie „Minęła 20”, ale i innych posłów PiS”.

W tym samym czasie CBA rozpoczęło kontrolę oświadczeń majątkowych Tomasza Cimoszewicza. – „Odwiedziłem już CBA i poddałem się rozpoczętej procedurze, która może trwać od trzech do dziewięciu miesięcy. Nie mam nic do ukrycia. Nie jest to jednak przypadek, że w dzień po mocnym wywiadzie mojego ojca pojawia się taka zorganizowana akcja z udziałem TVP, posłów PiS i CBA. Chodzi o to, aby zamilkł” – powiedział poseł Cimoszewicz.

Włodzimierz i Tomasz Cimoszewiczowie przygotowują pozwy przeciwko – jak to określa Tomasz Cimoszewicz – sporej grupie pomawiających i nękających. W przypadku TVP chcą złożyć również skargę w związku z rozpowszechnieniem przez nią pomówień do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji.

❓Jak długo pracujesz na awans, premię i podwyżkę? Oni mają legitymacje . Nawet Ci, którzy wylecieli z rządu z hukiem, zasłużyli na niebotyczne pieniądze. 🔁RT

 

Zdaniem gen. Waldemara Skrzypczaka w polskiej armii cały czas jest realizowany program sprzed 10 lat. – „Nie mamy skutecznego uzbrojenia, systemów rażenia, systemu walki, które powodowałyby to, że nasza armia jest zdolna oprzeć się choćby agresji ze strony Rosji” – powiedział były wiceminister obrony w RMF FM.

Skrzypczak uważa, że najgorsza sytuacja jest w Polskiej Grupie Zbrojeniowej. – „PGZ jest w stanie zapaści technologicznej. Przez 2 lata nie zrobiło się tam nic. To wszystko są ruchy o charakterze propagandowym, a przecież zbrojeniówka może być motorem dla polskiej gospodarki” – stwierdził generał. Przypomnijmy, że kilka dni temu minister obrony Mariusz Błaszczak odwołał cały powołany przez Macierewicza zarząd PGZ.

Były wiceminister obrony zrecenzował dwa lata Macierewicza w resorcie. – „W zasadzie nie zrobił nic, tak na dobrą sprawę, dla armii. A deklarował zrobienie skoku jakościowego. Ten skok się nie wydarzył, nie dzieje się nic takiego, co by zmieniło potencjał bojowy armii” – podsumował gen. Skrzypczak.

Cały raport do poczytania na stronie

Trzy teksty Waldemara Mystkowskiego.

Mateusz Morawiecki to Macierewicz nowej generacji?

Antoni Macierewicz długo próbował wstrzelić się w oczekiwania braci Kaczyńskich. Nie w pełni zadowolił raportem o WSI i rozwiązaniem tych służb, bo publikacja aneksu do raportu o likwidacji WSI została wstrzymana przez Lecha Kaczyńskiego i podtrzymana przez Andrzeja Dudę. Śmierć brata Jarosława Kaczyńskiego stała się wehikułem do spektakularnej kariery, zarówno partyjnej, jak i rządowej.

Macierewicz nadepnął na poczucie winy Jarosława i nadymał je do rozmiarów niebotycznych. To na nim zbudował prezes PiS swoją siłę polityczną, która jest zagrożeniem dla Polski. Macierewicz katastrofę smoleńską pompował, prezes Kaczyński skrzętnie na niej konstruował strategię dojścia do władzy. Było to w kontrze nie tylko do rządzącej koalicji PO-PSL, ale do Polski po 1989 roku.

Wychodzenie ze słabości historycznej i strukturalnej było nad wyraz trudne. Polsce udała się transformacja po pożegnaniu PRL. Naszym sąsiadom w podobnej sytuacji wyszło o wiele gorzej albo w ogóle. A pisowska budowa własnej siły na rzeczywistej sile nazwana została ruiną – i to paradoksalnie okazało się skuteczne. Socjolodzy i politolodzy zachodzą w głową, dlaczego tak się stało. Ciekawym opisem przyczyn zwycięstwa PiS jest raport zespołu socjologicznego Macieja Gduli, który zanurzył się w naszej prowincji. Opublikowany został z tego raport „Dobra zmiana w Miastku”, a także pozycja na rynek wydawniczy „Nowy autorytaryzm”.

Ta ostatnia publikacja winna być obowiązkową lekturą dla opozycji, bo na tych i podobnych wynikach badań socjologicznych można skonstruować konkurencyjny program polityczny i rozbroić pisowskie zagrożenia dla kraju. Kaczyński będzie brał nas za twarz, póki nie przeciwstawimy się nazwaniem tych zagrożeń i ich skutecznym rozwiązaniem.

Samo tylko cofnięcie ruin PiS (prawnych, ustrojowych, antydemokratycznych) nie będzie właściwym rozwiązaniem. Jeden z głównych przedstawicieli okresu heroicznego władzy PiS – Macierewicz – odchodzi. Tak dzieje się tylko z tą konkretną postacią, bo następują po niej Macierewicze kolejnej generacji, jak choćby Mateusz Morawiecki, absolwent MBA (Master of Business Administration). To o wiele trudniejszy przeciwnik.

Choć Macierewicz nie wróci, bo ostatecznie się skompromitował, jego osoba jest charakterystyczna do sposobu uprawiania polityki przez partię nowego typu autorytarnego w okresie heroicznym, tj. przechwytywania władzy. Po ostatnim posiedzeniu sejmowej komisji obrony – mimo próby zablokowania jej jawności przez PiS – mamy wiedzę, co właściwie „osiągnął” Macierewicz. Przede wszystkim nieustannie nas okłamywał.

Posłowie opozycji obnażali nieprawdy Macierewicza, a pisowcy ze wstydu w milczeniu wpatrywali się w stoły. Żaden ważny przetarg na uzbrojenie armii – żaden! – nie został rozstrzygnięty. Macierewicz wobec mediów stosował retoryczną „manianę”: „już”, „za miesiąc”, „do końca roku”. Przetargi na śmigłowce, system artylerii rakietowej, okrętów podwodnych, dronów bojowych, znajdują się w fazie „prac koncepcyjnych”.

Jeszcze gorzej ma się rzecz z wehikułem kariery Macierewicza – katastrofą smoleńską. Przez dwa lata rządu PiS (i przez 8 lat „badań” zespołu smoleńskiego) nie przedstawiono prokuraturze żadnego dowodu na wybuchy w prezydenckim Tupolewie. Zastępca prokuratora generalnego Marek Pasionek, odpowiadając na interpelację posła PO Krzysztofa Brejzy, pisze, że nie istnieje żadna współpraca prokuratury z podkomisją Macierewicza, mimo że zwrócono się do niej w trybie przewidzianym w ustawie o prawie lotniczym o przekazanie wyników badań na potrzeby śledztwa.

Nawet Kaczyński zwątpił w zamach wobec swego elektoratu. W ostatniej rozmowie z niezależna.pl przyznał się do porażki: – „Na 8. rocznicę będziemy mogli powiedzieć przynajmniej, co wiemy, czego nie wiemy, gdzie są te punkty, które są w tej chwili nie do wyjaśnienia”. Prezes przygotowuje swój elektorat do tego, że „być może trzeba będzie nawet jeszcze lat, żeby być zupełnie pewnym, co się stało”. Dwuletni okres heroiczny rządów PiS na podstawie tylko osoby Macierewicza porządkuje Platforma Obywatelska w raporcie „785 dni Antoniego Macierewicza w MON-ie”.

Macierewicz jest esencją rządów PiS. Jak jest ważny dla elektoratu partii Kaczyńskiego, prezes przekonuje się na miesięcznicach, wówczas to Macierewicz dostaje największe brawa, częściej jest skandowane „Antoni” niż „Jarosław”. Dzisiaj groźniejszy jest dla Polski Macierewicz nowej generacji – Mateusz Morawiecki, który stosuje podobne narzędzia utrzymania się przy władzy. Nowy autorytaryzm wchodzi na wyższy poziom tworzenia z Polski ruin.

Za łamanie praworządności i brak dialogu z Unią Europejską, zapłacą wszyscy Polacy 👇

Duda jak Salomon

Pisowska ustawa o IPN spowodowała większe spustoszenie niż antyuchodźcza polityka rządu Szydło i Morawieckiego.

Andrzej Duda zapowiedział podpisanie noweli ustawy o IPN, odsyłając dwa jej artykuły do Trybunału Konstytucyjnego w trybie następczym. Ten tryb jest istotny, nie jest zatem trybem prewencyjnym, a więc ustawa wchodzi w życie z niekonstytucyjnymi przepisami karnymi.

Międzynarodowy kryzys wokół ustawy ujawnił siłę polskiego antysemityzmu, który odżył i konsoliduje się. Nie będzie możliwe zapędzenie go z powrotem jak dżinna do przestrzegania poprawności politycznej. Tak jak w okresie międzywojennym, nacjonalizm zaczeka na sposobne chwile, aby podpalić stodołę z zapędzonymi do niej przeciwnikami – niekoniecznie ze względu na rasę.

Pisowska ustawa spowodowała większe spustoszenie w emocjach niektórych Polaków niż antyuchodźcza polityka rządu Szydło i Morawieckiego. Wystarczy zaglądnąć na kanały TVP bądź na prawicowe strony internetowe, aby się o tym przekonać.

Odesłanie dwóch artykułów do Trybunału Konstytucyjnego, w którym zasiada trzech sędziów dublerów, a prezes Julia Przyłębska nie trzyma przyzwoitych standardów profesji sędziowskiej, rządzi zaś Mariusz Muszyński (Donald Tusk jest dla niego bandytą, zaś Katarzyna Lubnauer, Ryszard Petru i inni nadają się ze względu na nazwiska najwyżej do Bundestagu), ukaże światu poczynioną przez PiS demolkę w tej instytucji, mającej strzec Konstytucji.

Duda kolejny raz naruszył Konstytucję w zamiarze ewentualnym, bo odesłanie dwóch artykułów przewiduje niekonstytucyjność i jest wyrazem godzenia się na całość, gdyż nowela wchodzi w życie.

Duda chciał pokazać się jak Salomon, przed którym stanęły dwie matki. Kobiety spierały się o dziecko. Król żydowski chciał je pogodzić, „sprawiedliwie” rozcinając mieczem dziecko na pół. Wówczas prawdziwa matka ustąpiła.

Zaś Duda aktem podpisania ustawy i odesłania artykułów do TK rozciął „sprawiedliwie” ustawę, uśmiercił rozum polityczny. Postawa Dudy jest podatna na negatywne interpretacje swojej osoby poprzez uniwersalne mity. Nie jest on w stanie podołać ciężarom prezydentury, jak Syzyfowi odpowiedzialność ciągle wymyka mu się z rąk. Z takim ułomnym charakterem nie jest mu po drodze z żadną trudnością. Duda to nie leader, a ledwie cheerleader, o czym naocznie się przekonamy, oglądając jego wygibasy na twarzy podczas transmisji z zimowych igrzysk w koreańskim Pjonczangu.

To nie działa przeciwko Polsce. Przeciwko Polsce działa 👇

Duda urwał się z choinki

Andrzej Duda nie zrezygnował ze swojego politycznego wehikułu do reelekcji – nowej konstytucji. Wg aktualnie obowiązującej grozi mu Trybunał Stanu i konsekwencje karne, bo po prostu kilkakrotnie ją złamał. Do tego Duda nie jest pewien, czy PiS wystawi go w wyborach. Prezes Kaczyński i jego akolici są przeciw referendum ws. konstytucji w 100. rocznicę odzyskania niepodległości.

Biednemu Dudzie wiatr historii wieje w oczy. Nawet gdyby miał podpisywać wszystkie felerne ustawy bez czytania i w nocy, nie może być pewien, czy prezes Kaczyński spojrzy na niego łaskawym okiem i czy poda mu rękę do uściśnięcia.

Duda na konferencji „Wspólnie o Konstytucji, Wspólnie o Rodzinie” pochwalił się, że czyta obce konstytucje. I czyta je z powodu specyficznych potrzeb, bynajmniej nie ustroju demokratycznego, ale… rodzinnego, gdyż rodzina „w ogóle stanowi fundament absolutny ustroju społecznego państwa”.Fundament absolutny – to nowy termin prawa ustrojowego absolwenta prawa Dudy. A gdzie tego kitu fundamentalnego się doczytał? – „Są zresztą takie konstytucje, które w taki sposób podkreślają tę rolę rodziny, wskazując ją jako fundament ustroju społecznego, podstawową jednostkę, jaka występuje w społeczeństwie. Choćby w greckiej konstytucji rodzina jest tak ujęta”.

Proszę bardzo, prezydent Duda polskiej Konstytucji nie czyta, nie dotrzymuje zapisanych w niej artykułów, łamie je, ale grecką konstytucję i „takie” inne czyta. O co Dudzie z tym fundamentem rodziny chodzi? Przede wszystkim to „wzajemna relacja kobiety i mężczyzny, małżeństwa, tworzącego rodzinę”. W tej relacji może występować równouprawnienie: „z założenia muszą mieć równe prawa, natomiast jest kwestia tego, czy rodzina, małżeństwo może sobie układać swoje role małżeńskie w sposób dowolny„.

Duda wyrażał się ponadto o psychologicznej stronie rodziny (małżeństwa) – związek „powinien być oparty na miłości i wzajemnym oddaniu” – ale to powinno najmniej nas obchodzić. Tylko tyle ma do powiedzenia prezydent naszego kraju, nie zająknął się o przemocy w rodzinie, nie wymsknęła mu się uwaga o rolach społecznych płci. Nic zatem o gender, które w sposób nowoczesny opisuje wzajemne relacje płci zarówno w związkach, jak i w społeczeństwie.

Duda nie wypowiedział się o związkach partnerskich, które niczym nie różnią się od rodziny, bo formalność prawna ani rytuał religijny nie wnoszą żadnych wartości do relacji międzyludzkich. Nie usłyszeliśmy nic o małżeństwach jednopłciowych.

I o to zdaje się chodzić. Od Dudy zaleciało zaduchem zakrystii, odwołuje się do rodziny, która w tym rozumieniu nijak się ma do prawa ustrojowego. Mamy do czynienia z promowaniem swojej osoby w ramach zaprzeszłego rozumienia ustroju, konstytucji i roli społecznej rodziny. Rodzina polska (formalna, partnerska czy też jednopłciowa) żyje w roku 2018, a Duda ględził o wiedzy sprzed kilkudziesięciu lat. Prezydent jest nie z naszych czasów, urwał się z choinki, której dawno opadły igły, jest nie do użytku.

PIĘKNIE POWIEDZIANE 🙂

Fragment wywiadu Cezarego Michalskiego z Markiem Migalskim (cowdmedia.pl).

 Przychodzi mi do głowy analogia, którą jak wszystkie historyczne analogie trzeba oczywiście brać z pewną poprawką. Po Marcu 1968, czyli po wzbudzeniu przez władzę nacjonalizmu i antysemityzmu na użytek wewnętrzny, ale też z koszmarnymi skutkami międzynarodowymi, przyszedł Sierpień 1968, interwencja w Czechosłowacji. Gomułka rozumiał, że na tej hecy wewnętrznej on przegrał międzynarodowo i Polacy to czują. Zatem potrzebuje jakiegoś sukcesu w polityce międzynarodowej.

Najechania Czechosłowacji jako marionetka Breżniewa?

Chciał przez to pokazać, że jego polityka jest jednak skuteczna. Nie tyle, że zawładnęliśmy Czechosłowacją, ale jednak „polskie czołgi są w Hradec Kralove”. To było tak sprzedawane w propagandzie władzy adresowanej do tych samych nacjonalistów i antysemitów, do których Gomułka i Moczar adresowali się parę miesięcy wcześniej w czasie kryzysu marcowego. „Mamy na świecie sojuszników i razem z nimi wygrywamy”.

Zatem po obecnym „Marcu” może być gorzej?

Jarosław Kaczyński będzie chciał mieć jakiś sukces na arenie międzynarodowej. Kiedy ja ostatnio zastanawiałem się nad tym na swoim blogu, jeden z internautów napisał: „przecież sprawa Zaolzia jest nierozwiązana”. To ponury żart, ale oddaje kierunek, w którym Kaczyński będzie teraz musiał iść.

Dziś to „Zaolzie” musiałoby być na Ukrainie. W końcu Kaczyński zdecydował się na zaostrzenie konfliktu także na tym froncie, wpisując do nowelizacji fragment „antybanderowski”. Za co został już publicznie pochwalony przez partię Putina i przez Kadyrowa.

Z kolei ambasador Ukrainy w Polsce Andrzej Deszczycia dwa dni temu powiedział, że Ukraina po ostatnim konflikcie zrozumiała, że teraz jej ambasadorem w Unii Europejskiej jest Litwa. Paweł Kowal przypomniał niedawno, że Ukraina była jedynym narodem na świecie, który do niedawna w sondażach odpowiadał, że najbardziej lubi Polaków.

To była wdzięczność za poparcie Majdanu.

Teraz to jest bardzo szybko marnowane. W tempie, które nawet Kaczyńskiemu musi wydawać się zaskakujące i bynajmniej nie jest sukcesem.

NIECH TE SŁOWA BĘDĄ ZIMNYM PRYSZNICEM DLA WIELU Z NAS

NIE MACIE WRAŻENIE, ŻE MEGA EKSPRESOWO WYWOŁANA AFERA Z IZRAELEM PRZYKRYŁA TEMAT UDZIAŁU PiS W PRYWATYZACJI WARSZAWSKICH KAMIENIC?

W efekcie głośnego reportażu „Superwizjera” TVN o polskich neonazistach, aresztowano już pięć osób, uczestniczących m.in. w obchodach urodzin Adolfa Hitler, w lesie pod Wodzisławiem Śląskim. 23 stycznia, Prokuratura Rejonowa w Radomsku rozpoczęła śledztwo, w sprawie publicznego propagowania nazizmu, podczas festiwalu Orle Gniazdo.

Po publikacji reportażu dowiedzieliśmy się, że z bezpośredniej relacji usunięto najbardziej drastyczną scenę, w której nawoływano do zamordowania byłego polskiego premiera szefa Rady Europejskiej Donalda Tuska. Autorzy materiału po prostu uznali, że była ona zbyt szokująca, by ją upublicznić. Zdanie jednak zmienili i postanowili ujawnić szczegóły…

Słowa wzywające do morderstwa przewodniczącego Rady Europejskiej padły z ust wokalistki grupy Gan ze sceny podczas festiwalu Orle Gniazdo. Podobno prywatnie jest pracownicą jednego z sądów okręgowych.

Współtwórca reportażu Bertold Kittel zapewnił w „Wyborczej”, że nieopublikowany materiał zostanie przekazany prokuraturze. Wokalistka odpowiadałaby za przestępstwo nawoływania do popełnienia zbrodni z art. 255§2, za co grozi kara do 3 lat pozbawienia wolności.

PAMIĘTACIE AFERĘ RYWINA? No więc w ustawie o IPN mamy przemyconą podobną furtkę do karania wedle uznania. TO JEST KOLEJNY BUBEL PRAWNY PiS.

Dwa teksty Waldemara Mystkowskiego.

Prezes i jego pachołki

Jarosław Kaczyński bierze na klatę wojenkę o nowelizację ustawy o IPN. Pisowska wojenka – na razie dyplomatyczna – ma swój początek na Nowogrodzkiej, gdzie niejeden raz poległ rozum, ale tym razem dowiedział się o tym świat.

Zauważmy, jaka jest siła rażenia Izraela, nawet Bruksela uruchomieniem procedur związanych z artykułem 7 Traktatu UE nie spowodowała takiego upadku wizerunku Polski. W polityce za wizerunkiem idzie znaczenie kraju – słowo Polska zostało ośmieszone, za co odpowiada w pierwszym rzędzie prezes PiS.

Pokrętność Kaczyńskiego jest banalna, jak zło, którego macki świetnie zostały opisane przez Hannah Arendt. Kaczyński za wywołaną przez siebie wojenkę odpowiedzialnymi czyni innych, dopatruje się spisku mrocznych sił, spisku złych mocy przeciwko Polsce: – „Nasi przeciwnicy są bardzo mocni, ale też wiemy, jakie mechanizmy tutaj funkcjonują. Mówię tutaj zarówno o mechanizmach społecznych, politycznych, jak i takich mechanizmach technicznych, jak na przykład w internecie, gdzie np. można za jednym razem skupić 100 tys. wpisów. Za jednym pociągnięciem”.

Pomijam znawstwo internetu przez Kaczyńskiego, PiS walczy ze wszystkimi na świecie i w kraju. Świat Kaczyńskim raczej się nie przejmuje, bo zgniecie go jak chitynę nieprzyjemnego owada: był Kaczyński, nie będzie Kaczyńskiego. A że to on sprawuje władzę, możemy orzec, iż Polska zostanie potraktowana jak insekt.

Uruchomiony został w kraju antysemityzm, a raz uwolniona nienawiść rasowa nie jest do opanowania, będzie się ona przepoczwarzać w antyislamizm i podobne przemysły pogardy. Polakom zatem przyprawiana zostanie zbiorowa gęba wykrzywiona z nienawiści, jak w sejmowym wystąpieniu prezesa, gdy wypowiadał słynne słowa o kanaliach i mordach zdradzieckich.

Taki mamy wizerunek. Podobnie, jak w przypadku walki pisowskiej z niezależnością sądów, do boju stają naprędce sklecone szwadrony, a to Polskiej Fundacji Narodowej czy Reduty Dobrego Imienia. Tym razem ta ostatnia – pożal się Boże – organizacja uruchamia nowy twór internetowy z funduszy resortu spraw zagranicznych – aplikację „Rycerz”.

Twórcy „Rycerza” spodziewają się milionów korespondentów i wolontariuszy, którzy mają bronić dobrego imienia Polski. W istocie chodzi o ściganie tych, którzy źle wyrażają się o rządzących. Co z tego wyniknie? Nic. Grube dziesiątki milionów zostaną zmarnowane, bo taki szef RDI Maciej Świrski jest sam w sobie groteskowy, ośmieszający postać Polaka.

Ściganie „dobrego imienia Polski” pewnie skupi się, jak w sprawach sądów, na donosach w kraju, jak to było w przypadku wywieszenia na banerach informacji o sędzim, który ukradł z supermarketu pęto kiełbasy za 5 zł i niewdzięcznik umarł kilka lat wcześniej.

Będziemy mieli do czynienia z karykaturą dobrego imienia Polski. A że aplikacja nosi dumne odwołanie do polskiej rycerskości, można rzec, iż mamy do czynienia z pachołkami. Moi przodkowie nawet nie używali szabli do płazowania takich – pożal się Boże – groteskowych postaci.

Tak wygląda upadek wizerunku Polski w wydaniu „rycerza” Kaczyńskiego i jego pachołków. Waldemar Kuczyński we wpisie na Twitterze domaga się dla dobra Polski, aby zebrało się konsylium lekarzy i oceniło stan „rycerza”. – „Moim zdaniem, stan psychiczny Jarosława Kaczyńskiego powinien zostać oceniony przez miarodajne konsylium złożone z psychopatologów. Wymaga tego podstawowy interes Polski. Piszę poważnie”.

Jeden z internautów (Szurum Burum) radzi, aby nie zawracać sobie głowy psychiatrami, jest skuteczniejsza metoda: „tu tylko taczki rozwiążą problem”„Kaczyński osobiście wywołał światowe tornado przeciw Polsce. Jego stan psychiczny, zdolność do oceny rzeczywistości i podejmowania racjonalnych decyzji staje się podstawową kwestią racji stanu” – napisał także W. Kuczyński). I to jest problem Polski.

Szczucie wg Beaty Szydło wynika z tego, że kocha zwierzęta

Beata Szydło dała nową wykładnię szczucia wg PiS. Jeszcze niedawno była premierem, dzisiaj jest czytelnikiem swojej minionej „chwały”, która w podręcznikach politologii zostanie opisana rezultatem 1:27. Była premier przeczytała fragment artykułu Renaty Grochal w „Newsweeku” o sobie i pobieżała na Twitterze sprostować: „Pani Redaktor Szanowna, dziękuję za troskę o mnie i moją rodzinę. To doprawdy wzruszające. To, co Pani pisze pozostawiam bez komentarza, bo na komentarz nie zasługuje. Pozdrawiam i życzę dobrej niedzieli. A nasz pies swobodnie biega sobie po naszym podwórku, bo kochamy zwierzęta” (pisownia oryginalna).

Dziennikarka w leadzie pisze o tej „miłości do zwierząt” państwa Szydło. „Mąż Beaty Szydło nie chce rozmawiać z „Newsweekiem”. Gdy uznaje, że jestem zbyt namolna i zadaję za dużo pytań, otwiera bramę i wypuszcza owczarka niemieckiego. – Dalej chce pani wejść do domu? – pyta.”

Wypuścił na dziennikarkę owczarka, czyli poszczuł – i z pyszna zapytał się, czy chce wejść. Beata Szydło nazywa to „kochamy zwierzęta”. Gdy ta pani była premierem, niczego pozytywnego nie wniosła do życia publicznego, wręcz Polskę kompromitowała, dzisiaj za to niechcący nadaje nowe znaczenia pojęciom: szczucie to jest wg niej miłość do zwierząt. Dlaczego onegdaj nie podpowiedziała Mariuszowi Błaszczakowi, iż użycia paralizatora to miłość do elektryczności?

Lecz Szydło jest dzisiaj w politycznej ruinie. I jej sytuację opisuje Grochal. Była premier to pierwsza osoba po 1989 roku, która została zdegradowana z premiera do wicepremiera. I uwaga – kolejny syndrom dotyczący PiS – po rekonstrukcji rządu nie chciała wyprowadzić się z gabinetu premiera do wicepremiera. Podobnie, jak Antoni Macierewicz nie chce się wyprowadzić z gabinetu ministra na Klonowej, Mariusz Błaszczak musiał znaleźć sobie gabinet pod innym adresem. Tak im przyrosły cztery litery do stołków. Ten syndrom znakomicie opisuje Zbigniew Herbert w „Bajce ruskiej”, jak to pomazańcowi z bożej łaski ciało zrosło się z tronem (stołkiem).

Przypadkowo pani Szydło trafiło się ziarno, które sporo wyjaśnia z tego, co się dzieje wokół ustawy o IPN. A zatem mamy do czynienia w tym wypadku – odpowiednio – „kochamy prawdę”, aby nią poszczuć tych, którzy nie zgadzają się z pisowska wykładnią o Holocauście. Przy tej okazji „zaszczekał” antysemityzm w rodakach.

Miłość do prawdy była do obejrzenia w siedzibie Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich przy Foksal, gdzie odbyła się projekcja dokumentu Jedwabne-Świadkowie-Świadectwa-Fakty” Elżbiety i Wacława Kujbidów, wymowę tego dzieła Prawdy” uzasadnia autor tego potworka: „W Jedwabnem nie mordowali Polacy. To żydowskie kłamstwo”.

Można zatem uznać ten dokument za obowiązujący wśród pisowskich braci dziennikarskiej. Tylko czekać, aż zostanie zakupiony przez Jacka Kurskiego dla TVP i wyemitowany w mediach narodowych. Przy okazji informuję, iż spotkałem się z nowym rzeczownikiem – bardzo celnym – charakteryzującym dziennikarzy mediów pisowskich – dziennikarły.

W „Newsweeku” o wiele ważniejszy tekst niż o Beacie Szydło wyszedł spod pióra Jana Tomasza Grossa, głównie z powodu jego znakomitej książki „Sąsiedzi” szyta jest ustawa o IPN. Jak zwykle PiS uzasadnia to tym, że „kochamy prawdę”. Tak wygląda ta miłość – poszczuć. Pan Szydło poszczuł Renatę Grochal owczarkiem niemieckim, ale niezbyt rasowo powszechnie ujadają antysemici niczym kundle. Jak to ujął swego czasu Melchior Wańkowicz – takie to skundlenie. Ustawa o IPN to jeden z przyczynków do narodowego kundlizmu.

MYŚLELIŚCIE, ŻE KIEDYŚ DOCZEKACIE TAKICH CZASÓW???

Uwaga ! Gośc przynosi pecha😜😎

Cztery teksty Waldemara Mystkowskiego.

Proroctwo Donalda Tuska spełniło się tego samego dnia

PiS jeszcze bardziej pogłębia mroki i ciemnotę Polaków

Prorokiem nie może zostać byle kto. Musi znać na wskroś przedmiot, do którego zastosuje przewidywanie – a tym materiałem jest partia PiS. Prorok musi znać rodaków lepiej niż najlepsi w narodzie. Przede wszystkim Tejrezjasz musi górować intelektualnie nad tymi, którym będzie przewidywał przyszłość.

Proroctwo jest wyrażaniem się o kierunku, w jakim potoczy się zło. Tusk przewidział rano, a zło sprawdziło się po południu. Gdyby prowadzono ranking proroków, to były premier – a obecny szef Rady Europejskiej – właśnie wysunąłby się na czoło.

Donald Tusk na Twitterze napisał: „Kto rozpowszechnia kłamliwe sformułowanie o „polskich obozach”, szkodzi dobremu imieniu i interesom Polski. Autorzy ustawy wypromowali to podłe oszczerstwo na cały świat, skutecznie jak nikt dotąd. A więc, zgodnie z ustawą…”

Jest to klasyka ironii. Np. z Jarosława Kaczyńskiego należy się śmiać poprzez cytowanie go in extenso, dosłownie, bez zmiany nawet przecinka. I wcale nie chodzi o słynne „nikt nam nie powie, że białe jest białe…” Kaczyński sam się obnaża. Jest kompromitujący w swoich prawdach, które są w istocie kłamstwami.

Tak samo jak z „polskimi obozami śmierci”, które stały się słynne na cały świat, bo politycy PiS sami się skompromitowali. W ustawie o IPN nie chodzi o prawdę, ani o język, ale chodzi o to, aby w imię mniemanej prawdy pisać historię na nowo, przekłamywać fakty historyczne.

„Polskie obozy śmierci” są pretekstem, bo PiS bierze się za cenzurę języka. Wszak żaden poważny historyk, bądź zainteresowany tematyką obozów śmierci przeczytawszy o „polskich obozach śmierci” nie pomyśli, że to Polacy są za nie odpowiedzialni. Taka jest zbitka językowa, która ma inne pole semantyczne niż wynikałoby z jej części składowych. Aby to jednak wiedzieć, trzeba mieć trochę oleju w łepetynie.

Wracam do naszych „baranów” (za Szekspirem: „baran” to rozpatrywany przedmiot). Tusk napisał rano na Twitterze, a po południu premier Mateusz Morawiecki wygłosił orędzie do… narodów świata. Orędzie wygłoszone po polsku zostało przetłumaczone na angielski, translację narody świata mogły czytać w postaci napisów pod wystąpieniem.

No i katastrofa, czyli przewidywanie Tuska sprawdziło się nim godzinowa wskazówka obiegła dookoła cyferblat w moim zegarku. Morawieckiemu w tłumaczeniu na angielski przypisano mianowicie frazę: „Camps where millions of Jews were murdered were Polish (czyli tłumaczenie z tłumaczenia: „obozy, w których wymordowano miliony Żydów były polskie”).

Walczą pisowcy z całym światem, iż obozy nie były polskie, a sami głoszą, że jednak polskie. To jest wpadka? Nie! Choć PiS będzie twierdził, że to wpadka. Oczywiście znaleźli winnych, zawiodło automatyczne tłumaczenie serwisu YouTube. Tak tłumaczą się patałachy, bo kto korzysta przy tak ważnym orędziu z jakiegoś automatu?

Morawiecki potwierdził więc proroctwo Tuska, iż „autorzy ustawy wypromowali to podłe oszczerstwo na cały świat…” I to sam premier wziął się za promowanie. Nawiasem, Morawiecki jest fatalnym mówcą, tak sztywny i nijaki, jakby był stworzony automatycznie. Obawiam się, że to może być prawdą: Morawiecki to martwa materia animowana na potrzeby telewizji i internetu.

Marek Kacprzak był wczoraj w Polsacie wydawcą anteny, poznał – pisze na Twitterze – „kulisy i wiedzę techniczną osób odpowiedzialnych za dostarczenie orędzia do stacji telewizyjnych”. Z niejakim sarkazmem ocenia potworkowate orędzie: „Nic mnie nie zdziwi”.

A do samej materii udziału Polaków w Holocauscie to zdanie Jana Karskiego, który pierwszy powiadomił świat o obozach śmierci na terenie Polski – jest dla nas jako całości kompromitujące: „W szerszych kręgach społeczeństwa stosunek do Żydów jest przeważnie bezwzględny, często bezlitosny. To zbliża je w pewnym sensie do Niemców „. Najlepsi Polacy nie mają zbyt dobrego zdania o narodzie polskim, a PiS jeszcze bardziej pogłębia mroki i ciemnotę Polaków. I do tego w gruncie rzeczy ma służyć ustawa o IPN.

WYOBRAŹCIE SOBIE JAK ONA SIĘ TERAZ CIESZY!

Prawo tworzone przez PiS stanęło pod latarnią

Władze pisowskie nie potrafią wybrnąć z pasztetu, który nam zgotowały. Nam, bo nie sobie. Jarosławowi Kaczyńskiemu dynda, czy Polska będzie szanowana. Jemu chodzi o to, aby naród go słuchał i przez wymuszenie szanował.

Pasztet ustawy o IPN pokazuje, gdzie stanęło prawo pisowskie. Mianowicie stanęło pod latarnią. Akurat Izrael i USA są zainteresowane ustawą o IPN. I tak zareagowały – z właściwą sobie mocą. Niestety, skuteczną, bo Polska zostanie jeszcze niżej zepchnięta w hierarchii ważnych państw.
I to będą restrykcje niezadekretowane wobec państwa polskiego, czyli nas, nie dojdzie też do żadnego oficjalnego nałożenia sankcji. Po prostu na słowo Polska coraz więcej państw i dużych zagranicznych przedsiębiorstw będzie reagowało negatywnie. Tak jak BMW, które nasze warunki prawne porównało do Trzeciego Świata.

Zauważmy, iż ustawa o IPN to logiczny ciąg rozpoczęty rozwałką Trybunału Konstytucyjnego, całego sądownictwa. O odstąpienie od tego trzeciego świata prawnego apelują unijne władze. Skutek będzie taki, że spadniemy ostatecznie do ligi Trzeciego Świata. Czy autokrata przejmuje się, że rządzi zdegradowanym państwem? Nie, bo gdyby się przejmował, to państwo nie byłoby w jego władaniu.

Z niejakim niesmakiem czytam, jak politycy i komentatorzy przystosowują swoje mierne charaktery i talenty do sytuacji degradacji. Jarosław Gowin zakrztusił się i orzekł, iż „sytuacja jest złożona”. Tak mu się złożyło, a to dlatego, że tak wybrał. A to nie jest sytuacja złożona, tylko przez takich konformistów, jak Gowin zawiniona. I dalej ten pożal się Boże intelektualista mówi („Jeden na Jeden” w TVN24): – „Mieliśmy podstawy do tego, by sądzić, że strona izraelska akceptuje brzmienie tych przepisów”.

Aby nie podpaść Kaczyńskiemu, Gowin tworzy symetryzm pisowski („oni też”): – „Zawsze tam, gdzie dochodzi do nieporozumienia dwóch stron, przyczyny są i po jednej, i po drugiej stronie”. Panie Gowin, nie ma takiej „reguły nieporozumienia”. Ktoś doprowadza do nieporozumienia, aby uzyskać swoje cele. Ustawę o IPN stworzyli pokraczni pisowscy politycy. Żaden przeciętny prawnik takiego zakalca jurydycznego by nie stworzył.

Podobnym „symetryzmem” językowym, iż szare komórki skręcają się, gdy czytam enuncjacje dziennikarza Michała Szułdrzyńskiego w „Rzeczpopospolitej”: – „Uniemożliwiając przeprowadzenie manifestacji organizacji radykalnie narodowych przed Ambasadą Izraela w Warszawie, rząd PiS udowodnił, że jeśli chce, potrafi sporo zaryzykować w imię obrony dobrego wizerunku Polski”.
Czym rząd PiS zaryzykował? Tym, że się postawił nacjonalistom? Tym, że Mateusz Morawiecki cyknął się, iż jego ojciec Kornel Morawiecki może przyjść na manifestację, jak podczas tzw. Marszu Niepodległości, na którym tupał wraz z nacjonalistami, bo „naród jest ponad prawem”? Takie fundują nam pokraczności politycy i dziennikarze – dwóch takich zacytowałem, Gowina i Szułdrzyńskiego.

Nie tylko prawo pisowskie stanęło pod latarnią, ale moralność i kompletne niezrozumienie polskiej tradycji. Nie będę pisał o tolerancji dawnych Polaków wobec innych nacji, bo to zostało zniszczone przez pokraczność nacjonalistów, ale powołam się na wybitną Zofię Nałkowską z „Medalionów” opublikowanych w 1946 roku, która tamże pisze o „polskich obozach śmierci”. Czy wówczas czytelnicy pomyśleli, iż obozy organizowali Polacy? Tak samo jest dzisiaj, żaden średniej jakości publicysta zajmujący się tą tematyka nie obarczy winą Polaków za obozy śmierci.

Ludzie ludziom zgotowali ten los, a dzisiaj pisowcy politycy i niektórzy żurnaliści budują nam degradowaną Polskę. Czego się nie dotkną – niszczą, ośmieszają i zwalają winę na innych. To jest pokraczność, która stanęła po latarnią.

Kapitalnie podsumował opisywaną przeze mnie pokraczność w jednym tweecie Donald Tusk: – „Kto rozpowszechnia kłamliwe sformułowanie o „polskich obozach”, szkodzi dobremu imieniu i interesom Polski. Autorzy ustawy wypromowali to podłe oszczerstwo na cały świat, skutecznie jak nikt dotąd. A więc, zgodnie z ustawą…”.

ŚWIETNY POMYSŁ. TO CO ROBI Z POLSKĄ WYMAGA PILNEJ KONSULTACJI LEKARZY SPECJALISTÓW. KTO JEST ZA?

Macierewicz jak gorący kartofel

Nigdzie na świecie – poza PiS-em – ktoś taki nie dostałby żadnych zadań do realizacji.

Antoni Macierewicz w PiS zawsze był gorącym kartoflem. Ze względu na ryzyko jego działań i związaną z tym medialną podwyższoną temperaturę, był przerzucany z rąk do rak. Niektórym zaś jego osoba służyła do ogrzania lichej przeszłości opozycyjnej. Tak Macierewicza na przykład wykorzystywali bracia Kaczyńscy. Jarosław zaspał w pierwszym dniu stanu wojennego, nie od razu ogarnął, co się stało w Polsce, tak był nieprzytomny. Macierewicz więc w tych okolicznościach został potraktowany niczym koksownik (przy którym milicja grzała się w grudniu 1981 i pierwszych miesiącach 82 roku). Grzanie się Macierewiczem widać w autobiografii Kaczyńskiego, w passusach dotyczących opozycyjności w PRL-u, Jarosław ciumka na temat Macierewicza, jak podobni nacjonaliści w „Transatlantyku” Gombrowicza (Baron, Pyckal i Ciumkała).

Macierewicz to przede wszystkim człowiek do specjalnych poruczeń, który nie kłania się rozsądkowi i rozumowi. Bracia Kaczyńscy chcieli przejąć służby specjalne, więc oddali je do zreformowania w ręce Macierewicza, który oczywiście zniszczył je w wyniku przekształceń (WSI).

Macierewicz trudno jest kojarzony – albo wcale – z normalnością. Gdy jego sylwetkę weźmie się pod rozważania, nasuwa się uwaga, że potrzebuje konsylium profesjonalistów, aby mogli go zakwalifikować do naprawy – do formy uzdrowienia – a nie posyłać do pełnienia służby publicznej. Macierewicz potrafi współpracować tylko z Misiewiczami i Kaczyńskimi.

Misiewiczami otaczał się w ministerstwie obrony narodowej, a Kaczyńskiemu stworzył religię smoleńską, która spersonifikowana może być tylko porównana do Frankensteina. To potwór naszego życia publicznego, który zdemolował wspólną przestrzeń Polaków, a następnie pozwolił Kaczyńskiemu niszczyć wszystko, co się da.

Jako gorący kartofel Macierewicz potwierdził się w kampanii wyborczej do parlamentu. Beata Szydło gwałtownie zareagowała na wieści, iż kartofel Kaczyńskiego może zostać ministrem. Przedstawiła Jarosława Gowina jako kandydata na przyszłego ministra. Szydło wówczas wg pisowskiego wzorca oszwabiła opinię publiczną. Szachrajstwa partii Kaczyńskiego są tak powszechne, iż gdyby ich nagle zaprzestali, nie wiedzielibyśmy się, jak zachować w normalnych warunkach. Kiedyś przyjdzie nam przystosować się do normalności.

Przez dwa lata minister Macierewicz niszczył polską obronność. Z deklaracji zakupów śmigłowców bojowych czy okrętów podwodnych się nie wywiązał. Przesuwał terminy przetargów, ogłaszał zakupy bez żadnego trybu, z których wychodziły tylko nici jego indolencji, iż stało się zasadne podejrzenie – jak w książce Tomasza Piątka – że niekoniecznie działa w polskim interesie. Ta sprawa prędzej czy później zostanie wyjaśniona przez normalne władze polskie.

No i Macierewicz znalazł się na bruku, został zdymisjonowany. Nawet Andrzej Duda – prezydent bez właściwości charakterologicznych – zauważył zniszczenie kadr Wojska Polskiego. Z takim ministrem nie da się współpracować i wcale nie jest to wina zapisów konstytucyjnych, na które prezydent lubi zwalać odpowiedzialność. Duda sobie nie radzi w trudniejszych warunkach, w których trzeba wykazać się intelektem i wolą, zaś Macierewicz nigdzie na świecie – poza PiS-em – nie dostałby żadnych zadań do realizacji, bo on normalnie nie potrafi.

Schizofrenicznie wygląda „odpowiedzialność” za wykopanie Macierewicza. Żaden z głównych aktorów PiS nie chce wziąć na klatę tego kartofla. Duda dla TVP Info powiedział, iż taka była wola większości parlamentarnej, którą wobec niego reprezentował Mateusz Morawiecki: – „Premier złożył do mnie, jako prezydenta, wniosek o dymisję i ja go przyjąłem. Rozumiem, że to był wniosek, który wynikał z tego, że taka była wola większości parlamentarnej”.

A ten który rzeczywiście odpowiada za swoje towarzystwo partyjne prezes Kaczyński dla „Gazety Polskiej” o naciskach prezydenta powiedział: – „Dla nikogo nie jest tajemnicą, iż one były i to bardzo intensywne. Naprawdę nie było innego wyjścia. Dla skutecznej realizacji naszego projektu politycznego tak trzeba było postąpić, choć dla nikogo z nas – mogę powiedzieć, że szczególnie dla mnie – ta decyzja nie była prosta”.

I taka jest jakość polityki PiS. Nie brać odpowiedzialności, zwalać winę na innych. Kartoflana polityka w sprawie gorącego kartofla.

TRZYMAMY KCIUKI. Jeszcze wiele okazji przed tym rządem.

Infantylna tożsamość Polaków wg PiS

PiS zafundował nam konflikt z Izraelem z powodu infantylności swych polityków, kiedyś twardo nazwanych przez Bartoszewskiego „dyplomatołkami”.

Konflikt z Izraelem został zafundowany z tego powodu, iż politycy PiS chcą budować infantylną tożsamość Polaków. Ustawa o IPN ma chronić naród i państwo polskie przed przypisywaniem zbrodni nazizmu, bo bohaterstwo nasze jest bez skazy. Ustawa ma dotyczyć jakoby twierdzeń, które są „wbrew faktom”,  a mówią to ci, którzy od 8 lat konsekwentnie utrzymują, że w Smoleńsku był zamach.

O prawdzie historycznej miałby decydować prokurator. To już nie polityka historyczna, ale polityka represyjna. Podobne rozwiązania praktykowane były w PRL w stosunku do tych, którzy przypisywali winę za Katyń władzom stalinowskim, jakoby twierdzili „wbrew faktom”.

„Jan Kowalski”, który podpalał stodołę w Jedwabnem, który doniósł na ukrywającego się Żyda z nadzieją na „szmal”, który uczestniczył w pogromie kieleckim, pozostaje Janem Kowalskim narodowości polskiej, który był sekowany bezpośrednio lub pośrednio. To samo dotyczy Hansa Schmidta, winę za Holocaust ponosi z powodu, iż był faszystą narodowości niemieckiej.

Naród jest pojęciem nieprecyzyjnym, a nawet kłamliwym, bo nie da się go opisać nawet antropologicznie. Jedyne pojęcie, które w tym wypadku da się zastosować dotyczy społeczeństwa, w ramach którego doszło do tego, że jeden jego członek został szmalcownikiem, a drugi ofiarą w ramach Zagłady. Do takich zbrodni dochodzi zwłaszcza wówczas, gdy dobrzy ludzie milczą i na to przyzwalają.

Infantylizm nie jest prawdą o narodzie, jest kłamstwem o mniemanym bohaterstwie. W tym miejscu mogę tylko stwierdzić, iż odpowiadający za nowelizację ustawy o IPN są infantylnymi ludźmi i politykami, a takim jest choćby wiceminister Patryk Jaki, czego daje dowód, gdy otworzy usta w mediach. Brak mu walorów, a mimo to lansuje się na celebrytę.

PiS zafundował nam konflikt z Izraelem z powodu infantylności swych polityków, kiedyś twardo nazwanych przez Władysława Bartoszewskiego „dyplomatołkami”. Czy potrafią się wycofać z tak uprawianej dyplomacji? Nie! Matołki tego nie potrafią, będą brnąć w coraz większe szkody. I będą zachęcani do infantylizmu takimi „komentatorami”, jak Rafał Ziemkiewicz i Marcin Wolski, którym antysemickie szambo wybiło pod sam sufit.

WSZYSCY CIĘ POPIERAMY. RÓŻA – DO BOJU ! :)))

Na sfinalizowanie inwestycji w geotermię o. Tadeusz Rydzyk czekał niemal dekadę. I doczekał się. Rząd Prawa i Sprawiedliwości z publicznych pieniędzy przyznał mu kolejne miliony na jego biznes. W sumie to jest 58,5 mln zł !!! I CO WY NA TO?

Cztery teksty Waldemara Mystkowskiego.

Brudziński bije się w cudze piersi

Mamy do czynienia z retoryką partii niedojrzałej do sprawowania władzy.

Joachim Brudziński do tej pory dał się poznać z tego, że w czasie pisowskich manifestacji prowadził partyjne hordy z hasłami właściwymi jego ugrupowaniu. Inną jego rolą była wizualizacja potrzeby zaistnienia dla mediów w postaci trzymającego parasol nad głową prezesa, gdy padał deszcz.

Z tego też powodu nazywam go damą do towarzystwa, której to rola w „męskiej” partii PiS jemu przypadła w udziale. Taki też jest „fraucymer” partii Kaczyńskiego. Brudziński to naturszczyk w polityce. Gdyby jakiś filmowiec potrzebował gbura do roli epizodycznej, bez castingów i prób nadałby się Brudziński. Byle reżyserem nie był jakiś inny naturszczyk (np. taki Vega), bo Brudzińskiego trzeba umieć uchwycić.

Gburowatość Brudzińskiego uchwyciłem po raz pierwszy, gdy zaproszono go do debaty nad książką Jana Grossa „Sąsiedzi”. Przyznał się, że publikacji nie czytał, ale „zaofiarował” się, że przeczyta. Uśmiałem się ze znajomymi, gdyż zaleciało Monty Pythonem made in PL.

Nie dał się poznać z kreacji myśli własnej, zawsze recytował pijarowskie sztance wyprodukowane na Nowogrodzkiej, mimo że często występuje jako celebryta polityczny w programach publicystycznych, których o wiele za dużo jest w polskich mediach. Brudziński w leksykonie politycznym mógłby widnieć pod hasłem: nic oryginalnego, tylko nawijanie makaronu na uszy i to czerstwego.

Podkreślam: to naturszczyk klasy gbur dla świetnego realizatora takiego rzędu, jak Agnieszka Holland, Wojciech Smarzowski. Owe walory spowodowały, iż Jarosław Kaczyński nie bał się uczynić Brudzińskiego swoją partyjną czerezwyczajką, egzekutywą. Na gbura można zawsze liczyć, bo niczego własnego konkurencyjnego nie stworzy. Niewolnik ograniczoności to najlepszy materiał gwardyjski autokratów.

No i tak wspiął się Brudziński na ministerialny stołek resortu siłowego – spraw wewnętrznych. I po raz pierwszy (a przynajmniej ja) mieliśmy okazję usłyszeć (bądź przeczytać) jego wystąpienie odczytane z kartki. Myśli zatem nie własne, ale pisowskie do bólu.

Telewizja prywatna TVN zmusiła władze sprawowane przez PiS, aby zajęły się tym, co sami stworzyli, bo to partia Kaczyńskiego i ich organy medialne dowartościowały kibolstwo, dawały parasol ochronny nad ruchami narodowymi, nacjonalistycznymi, a w tzw. Marszu Niepodległości – rasistowskimi i quasi-faszystowskimi. Wroga plemienność („śmierć wrogom ojczyzny”), nadużywanie barw narodowych (nie mających wiele wspólnego z patriotyzmem), zachwaszczanie języka przymiotnikami „narodowymi”. To jest równia pochyła do faszyzmu, do reżimu prawicowego.

I mamy takie skutki, że służby nie potrafią wytropić faszystów, co udaje się trzem dziennikarzom niezależnego medium. Ba, wiceminister Zieliński szykanuje z tego powodu owych dziennikarzy, iż powinni zawiadomić prokuraturę, zamiast samemu podać się do dymisji.

Co zatem przeczytał z kartki Brudziński? Winni inni, winne partie opozycyjne, winne media niezależne, winni nawet Niemcy, tylko nie PiS. A to znaczy, że naziści i faszyści nadwiślańskiego chowu będą rośli w siłę. W walce z nazistami nie za bardzo możemy liczyć na tych, którzy biją się nie we własne piersi, choć możemy liczyć na sąsiadów Słowaków, którzy na jakimś swoim basenie zauważyli polskich nazioli, bo ci nawaleni gorzałą świecili tatuażami hakenkreuzów na plecach.

To ruchy obywatelskie (KOD, Obywatele RP, Akcja Demokracja i inne) starają się wstrzymać marsze nazioli, nacjonalistów, faszystów. Pisowskie władze ich za to ścigają i używają policji. PiS w osobie naturszczyków typu Brudzińskiego zwala na innych, bije w cudze piersi. Po raz pierwszy po 1989 roku mamy do czynienia z retoryką partii niedojrzałej do sprawowania władzy. To musi się źle skończyć.

LIS ZAORAŁ KACZYŃSKIEGO

Dudy spotkanie na szczycie przy windzie

Andrzej Duda nie musi mieć świadomości, że przebywanie w Davos może zobowiązywać do refleksji na temat polityki. W tym wysokogórskim szwajcarskim uzdrowisku dzieje się fabuła jednego z podstawowych dzieł zachodniej kultury „Czarodziejskiej góry”. Tomasz Mann na osobach Naphty i Settembriniego rozpisał spór polityczny pomiędzy mrocznym totalitaryzmem a oświeceniowym rozumem wiary w postęp.

Zaś Duda po to pojechał do Davos, aby dać świadectwo siebie, jak jest marnym prezydentem, marnym intelektualnie i moralnie.

Miał Duda spotkać się z prezydentem USA Donaldem Trumpem. Czy spotkaniem można nazwać zderzenie przy windach i zrobienie fotki, którą Kancelaria Prezydenta podpisała: „Rozmowa polityków dotyczyła współpracy gospodarczej PL i USA – szczególnie w obszarze energetyki oraz inwestycji amerykańskich firm w Polsce”.

Nie ma informacji, czy winda jechała do góry, czy na dół? Ba, internauci głęboko zastanawiają się, czy Trump zdążał do WC, czy z niego wracał. A wiedza ta jest o tyle nierozstrzygnięta, iż Trump i jego administracja chwalą się każdym tchnieniem swego prezydenta. On sam zresztą przepada za pisaniem różnych myśli własnych na Twitterze, które niekiedy kasuje.

Wiemy za to, że Trump spotkał się z prezydentem Rwandy, bo tym się pochwalił i zaprezentował fotografie delegatów i stołów, a o Dudzie zapomniał. Może być tak, że poproszony o „słitfocię” przez Dudę nie skojarzył, kto to zacz, bo miał ciśnienie na pęcherz. W każdym razie na polskim Twitterze toczy się spór, przed wizytą w WC, czy po.

Ba, szef gabinetu Dudy Krzysztof Szczerski ogłosił: – „Mamy dzisiaj polsko-amerykański dzień”. Dlaczego nie dodał Szczerski, iż „dzień przy windzie”? Swego czasu ten sam człowiek Dudy ogłosił, iż w siedzibie ONZ Duda spotkał się z Barackiem Obamą trzy razy, a potem okazało się, że nie powiedzieli w swoim kierunku ani razu „Hello”.

Nawet w krainie Niziołków pchła nie uchodzi za coś więcej, acz tu i tu jest równie dokuczliwa. Inną marność – intelektualną – Duda zaprezentował, stwierdzając, iż „stanowisko przyjęte przez Komisję Europejską w sprawie reform polskiego sądownictwa było całkowicie jednostronne; moim zdaniem to efekt dezinformacji ze strony opozycji”. To znaczy, że Jean-Claude Juncker czy też Frans Timmerman nie mają pojęcia, czym jest niezależność sądownictwa, ani jakie są standardy demokratyczne. Innymi słowy, politycy starych europejskich demokracji nie mają pojęcia o trójpodziale władzy wg Monteskiusza.

To jest jakość polskiej polityki uprawianej na zewnątrz. W ten sposób niczego się nie załatwi, ani poprzez złapanie kogokolwiek w drodze do windy, ani poprzez zwalanie swojej impotencji na poprzedników, ani użalanie się, że nas nie rozumieją.

O polskich politykach coraz trudniej napisać cokolwiek dobrego i bynajmniej nie jest to złośliwość, acz chciałbym być ironicznym – we wspomnianym arcydziele niemiecki pisarz pisał: „Złośliwość to najskuteczniejsza broń rozsądku przeciwko mocom mroków i brzydoty. Złośliwość to duch krytyki, a krytyka rodzi postęp i uświadomienie”.

Hans Castorp pojechał do Davos do swego chorego przyjaciela, Dudy z małości nie wyleczy już nic. Polska musi się z takich Dudów sama wyleczyć, bo źle jako społeczeństwo i państwo skończymy. Prezydent RP winę zwala na innych, wyrażając zgodę na krach demokracji w naszym kraju. Mam nadzieję, że kiedyś za to odpowie przed niezależnym prawem.

I JAK TO SIĘ NIE ŚMIAĆ Z ABSURDU PAŃSTWA PiS?

Antysemityzm – kolejny problem wizerunkowy władzy PiS

Antysemityzm ma jednoznaczną wykładnię, jest po prostu wrogim uprzedzeniem do narodu żydowskiego, dyskryminującym go. W okresie międzywojennym antysemityzm w Polsce był równie silny, jak w Niemczech.

Niemiecki faszyzm na antysemityzmie zbudował swoją ideologię, która to doprowadziła do Zagłady (Holocaustu) narodu żydowskiego. Niemcy zaś potrafili wykorzystać polski nacjonalizm podczas okupacji, co skutkowało Jedwabnem i powszechnym szmalcownictwem.

Powszechnym – to należy podkreślać. Bohaterscy jesteśmy na papierze i w gębie. Acz nasze Państwo Podziemne było najsilniejsze w okupowanej Europie.

W kraju po wojnie Żydów praktycznie już nie było. Pozostały mity endeckie i na nich dalej budowano antysemityzm bez Żydów. Sprawowano w ten sposób rząd dusz poprzez podział, pogardę, nienawiść. Jarosław Kaczyński nie jest żadnym nowatorem tego rodzaju uprawiania polityki, on jest tylko pojętnym uczniem.

W okresie stalinizmu krzewiono mit żydokomuny, którego echa do dzisiaj odżywają w obozie narodowców, oto treść dzisiejszego tweetu Rafała Ziemkiewicz: „Jeśli żydowscy szowiniści naprawdę chcą tej licytacji, przypomnę, że i my mamy takie Jad-Waszem, gdzie ma swoje drzewko każdy Żyd, który pomógł Polakowi w czasach stalinizmu, gdy byli oni w PL tak wpływowi i mieli taki wpływ na aparat przemocy. Nazywa się ono Pustynia Błędowska” (pisownia oryginalna).

Nieliczni Żydzi w Polsce zostali niemal doszczętnie wypędzeni po wydarzeniach Marca 68, bo komuchom opłacało się jeszcze raz zastosować pogardę. Niezawodna to metoda, zawsze można liczyć na szmalcowników i ich hasełka. Zaliczam do nich określenia o gorszym sorcie, kanaliach i mordach zdradzieckich wygłaszane z trybuny sejmowej.

To jest owo źródło, z którego wypływa także antysemityzm. W Polsce nie ma Żydów, więc antysemityzm zastąpiony został antyislamskością, a także stygmatyzowaniem lewackością. Tak wygląda zabieg pogardy, aby sprawować rząd dusz.

Nie można więc zbytnio się dziwić, że w TVP Info doszło do wystąpienia zaproszonego antysemity i publikacji antysemickich wpisów z internetu w programie poświęconym obozowi zagłady Auschwitz-Birkenau. Pogarda to broń, która wśród rodaków cieszy się szczególnym wzięciem. Autor programu telewizyjnego Jacek Łęski tłumaczy się, że zawiodła maszyna zatwierdzająca tweety. Kolejne wmawianie ciemnemu ludowi kitu, grafiki w telewizji na montażu zatwierdza człowiek. Zawiódł więc człowiek, a w zasadzie upublicznił się antysemityzm autorów programu i niektórych zaproszonych gości.

Podobnie rzecz ma się z nowelizacją ustawy o IPN, w którą wpisane zostało ściganie za słowa o polskich obozach zagłady. Prześmieszna to sytuacja, bo ktokolwiek pisze o Oświęcimiu, czy innych obozach, nie popełni błędu, aby przypisywać Polakom zbrodnię przeciw ludzkości, Holocaustu. Cel ustawy jest inny, mianowicie: wymazywanie z polskiej historii naszych ciemnych stron pod pozorami ochrony dobrej opinii o Polsce i Polakach.

Ustawa o IPN została skrytykowana przez rząd Izraela, a premier Beniamin Netanjahu domaga się interwencji Mateusza Morawieckiego. Stan mentalny rządzących mamy na niziutkim poziomie, minister edukacji Anna Zalewska nie wie, kto odpowiada za mord w Jedwabnem i za pogrom kielecki. Właśnie o to chodzi, aby młodzież nie miała pojęcia o polskiej historii. Identycznie nauczano historii w komunie.

Po materiale TVN o rozpleniającym się faszyzmie i rozmywaniu problemu przez PiS (referat ministra Joachima Brudzińskiego w czasie debaty sejmowej), wyłazi na wierzch bliźniaczy problem, jaki ma obecna władza: antysemityzm. PiS usilnie pracuje nad złą opinią o Polsce i Polakach.

Władza, która buduje poparcie na nienawiści do wszystkiego, co nie jest nią samą, nie może oczekiwać, że wolny świat będzie milczeć. Polska nie wstaje z kolan. Polska upada. Antysemiccy nacjonaliści nie ratują kraju, wręcz przeciwnie – niszczą go. Demokraci od prawa do lewa muszą ich zatrzymać.

WYGLĄDA NA TO, ŻE ŻADNE 500+ JUŻ IM NIE POMOŻE. Czekajmy cierpliwie. Niech pozamykają wszystko w niedziele. Niech się jeden Duda z drugim cieszą. Na wyborach Polacy wam podziękują.

Cuda Tadeusza Rydzyka

Tadeusz Rydzyk dokonuje cudów, nie wstydźmy się tego słowa. Cud jest zjawiskiem zachodzącym wbrew prawom fizycznym, a redemptorysta dorzuca do niego inne korzenie cudów jako zjawiska wbrew socjologicznym uwarunkowaniom, a nawet wbrew rozumowi. Cuda w wydaniu Rydzyka mieszczą się w idiomie: „to się w głowie nie mieści”.

Brakuje Rydzykowi dwóch limuzyn? Bierze ojciec dyrektor jakieś narzędzie do szacher-macher, pokręci nim jak różdżką w swych dłoniach i z filmowej mgły cudowności wyłazi bezdomny, wręcza redemptoryście kluczyki do dwóch limuzyn, które zakupił po innym cudzie, wygranej w totolotka.

Identycznie Rydzyk postępuje jako biznesmen. Dokonuje szacher-macher wbrew prawom ekonomicznym. Aby zostać przedsiębiorcą, trzeba zainwestować w interes z własnej kieszeni bądź z pożyczki, a następnie ciężko pracować, aby przynosił zyski. Te prawa nie działają u Rydzyka. On ma tylko pomysł, jak ciągnąć zyski, czyli przystępuje do fazy ostatniej, która jest związana ze szmalem.

Rydzyk nie ma pieniędzy, bo jest biednym zakonnikiem, ale ma pomysł na wody geotermalne. Więc ojciec dyrektor bierze różdżkę do szacher-macher, stawia przed sobą rządzących polityków PiS, wygłasza swoje zaklęcia, po czym płynie w kierunku Rydzyka strużka szmalu. A tam strużka – struga, rzeka milionów, dziesiątek i setek milionów złotych.

Na inwestycję geotermalną wg biznesplanu potrzeba było Rydzykowi 40,3 mln zł, a do tej pory dostał w sumie ten cudotwórca blisko 58 mln zł. Skąd ta różnica?  Rydzyk dostał więcej niż potrzebował. Ano, taki jest rozkurz przy działaniu cudu.

Tak więc Rydzyk z niczego będzie miał świetną inwestycję, która przyniesie mu kilkadziesiąt milionów złotych zysku rocznie od mieszkańców Torunia, bo ich mieszkania będą ogrzewane wodami z czeluści ziemi.

Jedni chodzą po wodzie, pamięta o tym cała ludzkość, a Rydzyk ma o wiele szerszy wachlarz cudów, wiedzą o tym tylko Polacy. Tacy jesteśmy szczęściarze, wśród nas jest cudotwórca od szacher-macher.

.: Nim minie kadencja to PiS będzie kochany tylko w jednym miejscu – NA KREMLU!

A TYMCZASEM W TORUNIU

Pięć zaległych tekstów Waldemara Mystkowskiego.

Pokłosie kanalii i mord zdradzieckich

Faszyzacja życia publicznego zabrnęła za daleko.

Zdziwieni, że neonaziści nawoływali do zabicia Donalda Tuska? Dziennikarze TVN w słynnym już reportażu „Superwizjera” pominęli fragment nawołujący do mordu, jak i inne drastyczne momenty z okolic skrajnej prawicy.

Czym ten fragment różni się od ciągania szefa Rady Europejskiej po prokuraturach, które to odbywają się na zlecenie Jarosława Kaczyńskiego? Przecież takie nazistowskie matołki mogą sobie pomyśleć, że odwalą mokrą robotę – i im się jakoś upiecze. Prezes zrozumie? Wszak w czerwcu ubiegłego roku po skopaniu w Radomiu uczestnika protestu KOD przez nacjonalistów z Młodzieży Wszechpolskiej, mogli usłyszeć z ust rzeczniczki partii Kaczyńskiego Beaty Mazurek usprawiedliwienie: – „Każda akcja wywołuje określoną reakcję. To sytuacja, która nie powinna mieć miejsca. Ale też ich rozumiem”.

Nie bądźmy więc zdziwieni, że w sobotę doszło do zdarzenia w Gdańsku Oliwie, gdy czwórka nastolatków – dwie dziewczyny i dwóch chłopaków – po imprezie poświęconej walce m.in. z rasizmem i homofobią – zostało zaatakowanych przez kilkunastu ludzi ubranych na czarno. Pobici zostali pałkami teleskopowymi, usłyszeli od trójmiejskich nazioli: „Klepać mordy je***ym lewakom” i że „Je***ych lewaków trzeba zniszczyć!”. Może tym razem z ust Mazurek czy innego prominentnego polityka PiS nie wydobędzie się „też ich rozumiem”, ale wiedzą, że mają ciche przyzwolenie, którego zaznali przez dwa lata rządów PiS.

Faszyzacja życia publicznego zabrnęła za daleko, a administracja pisowska nie jest w stanie tego cofnąć z wielu zasadniczych powodów. Jeszcze niedawno podstawiali autokary członkom ONR na listopadowy Marsz Niepodległości (przykład Poznania i posła PiS B. Wróblewskiego). Na razie szykanowani są protestujący przeciw marszom faszystów, spraw w sądach w całym kraju odbywa się kilkaset.

Jednym z widocznych elementów faszyzacji jest goebbelszczyzna, która wydobywa się z mediów narodowych. Zakłamanie na każdym kroku i w każdym niemal słowie. Nawet starano się wrobić w to Tuska, publikując zdjęcie z jego spotkania w Sejmie. Na pierwszym planie był ówczesny premier i antysemita (ten od spalenia kukły Żyda) Rybak. Niestety, szybko wydało się, że ten ostatni dostał zaproszenie od posła PiS.

To jest nieodzowny element faszyzacji naszego życia społecznego. Zakłamywać niczym Goebbels, powtarzać fałsze, manipulować, bredzić. Zawsze coś się przyklei. Wspaniale wychwycił ten element Brytyjczyk Ben Stanley, wszak pochodzi z kraju Monty Pythona. Oto opublikował cztery portrety komentatorów z programu TVP Info „Minęła dwudziesta”. Brytyjczyk pyta, czy to, co widzi, to aby na pewno program publicystyczny w telewizji publicznej, czy raczej część gry komputerowej. Faktycznie! – w języku kolokwialnym można określić, iż to mordy zakazane z jakiejś gry grozy.

Acz wolę opisy niegdyś słynnego psychiatry, antropologa i kryminologa włoskiego Cesare Lombroso, który typ przestępcy wiązał z jego facjatą. Lombroso często nie mylił się, dzisiaj jednak są subtelniejsze narzędzia opisujące wszelkich przestępców i dewiantów. Niemniej gdyby w mroku spotkać te cztery twarze z „Minęła dwudziesta”, co bardziej wrażliwsi mogliby się przestraszyć.

Zmierzam do stwierdzenia, iż polska rzeczywistość jest chora i nie łudźmy się, aby samoistnie miała się poprawić. Mentalności nie można zmienić, można zmienić tylko rządzących. Któregoś dnia pęknie ten wrzód, nieczystości pisowskiego fałszu zaleją nas. Oby nie była to krew, oby nie urzeczywistniły się zawołania „zabić Tuska”, „klepać mordy je***ym lewakom”. To, co się dzieje to pokłosie słynnych słów o kanaliach i mordach zdradzieckich.

W MOMENCIE, KIEDY PROKURATURA UMARZA ŚLEDZTWO PRZECIW NAZIOLOWI Z „DUMY I NOWOCZESNOŚCI”, POLACY ŻĄDAJĄ, ABY PREMIER I POLSKI RZĄD SZYBKO WYJAŚNILI SPRAWĘ GRÓŹB KARALNYCH POD ADRESEM Nie chcemy Polski, w której partia rządząca toleruje nazistów!

Pedagogika bezwstydu PiS

Mamy do czynienia z fałszowaniem historii, zakłamywaniem podstawowych wartości i pojęć.

Mateusz Morawiecki uznał, że takie organizacje jak „Duma i Nowoczesność” powinny być zdelegalizowane. Ale nie zająknął się, że ta organizacja „patriotycznie” maszerowała w tzw. Marszu Niepodległości, na którym współmaszerował tatuś premiera, Kornel Morawiecki. Morawiecki nie zająknął się na temat prokuratorów, którzy umarzali śledztwa w sprawie swastyk i którzy żądali łagodzenia kar dla antysemitów, jak dla słynnego Piotra Rybaka.

Naprawdę współczuję Morawieckiemu. Ileż trzeba mieć w sobie zaparcia, aby wcześniej nie reagować na faszyzującą rzeczywistość, a gdy już ona wyjdzie jak szydło z worka, reagować poniewczasie – i nie wstydzić się. To nie Beata Szydło była przysłowiowym szydłem PiS, bo ona jest wsobna, prowincjonalna. To Morawiecki – mający pretensje do światowości – jest znamiennym szydłem PiS, które z niego wychodzi wszystkimi krętactwami, wszystkimi szwami, porami.

Za Morawieckiego Polska zapłaci więcej niż za Szydło. Morawiecki to ktoś nieoryginalny, ktoś jak etykieta zastępcza, reaguje po czasie, gdy już się wyda, gdy wylezie szydło z worka. On jest nawet taki biograficznie. Wszak jego ojciec Kornel był w Solidarności odpowiednikiem Leppera, Tymińskiego. Kiedyś takie zjawiska można było tolerować wzruszając ramionami. Dzisiaj takie etykiety zastępcze, takie szydła z worka, jak Morawiecki, rządzą.

Zawsze płaci się wysokie ceny za uchylanie, to jest oprocentowanie za zaniechanie, za nierzeczywistość, za pozór, za drugo- i trzeciorzędność. A z tym mamy do czynienia w wypadku Morawieckiego. Polska pisowska jest niepoważna, bo jest sfałszowana w każdym elemencie, nawet w elemencie „polskim”.

Oto najświeższy przykład. Na Światowym Forum Ekonomicznym w szwajcarskim Davos Polskę reprezentują Andrzej Duda i Morawiecki. Lecz o rzeczywiste polskie interesy, o nasze wartości, o naszą pamięć narodową dbają inni, a nie politycy syndromu „szydło” – wspomniani Duda i Morawiecki.

Każdy z uczestników forum w Szwajcarii dostaje za darmo egzemplarz amerykańskiego dziennika „The Wall Street Journal”, w którym na pierwszej stronie Morawiecki wraz z Dudą mogą w tytule przeczytać „Polska wymazuje historyczną rolę Lecha Wałęsy”.

Polskim „szydłom” WSJ przypomina: – „Rewolucja, której przewodził Wałęsa w 1989 roku otworzyła drogę do zjednoczenia większości Europy pod sztandarami liberalnej demokracji i poszerzenia Unii Europejskiej. Wałęsa jest sukcesywnie wymazywany z historii przez rządzącą w Polsce partię PiS, która próbuje przemodelować demokrację, którą Wałęsa pomagał budować”.

Amerykański dziennik przypomina „szydłom” Dudzie i Morawieckiemu, iż Polska przez niemal trzy dekady była wzorem dążenia do państwa zachodniego, ale teraz za sprawą PiS „tworzy nowy rodzaj demokracji, zgodny z populistyczną, nacjonalistyczną wizją”.

Jakiż muszą odczuwać wstyd Morawiecki i Duda? Prawda? Ale my odczuwamy większy wstyd za tych „szydłów”. Odczuwamy wstyd za ich bezwstyd. Za ich pedagogikę bezwstydu, bo tym jest fałszowanie historii, zakłamywanie podstawowych wartości i pojęć. Na każdym kroku z polityków PiS wychodzi szydło z worka fałszu.

TO SIĘ NAZYWA PAŃSTWO TEORETYCZNE. Dołóżcie do tego umorzenie sprawy naziola z „Dumy i Nowoczesności” i mamy pełen obraz Polski po „dobrej zmianie”.

Brudziński relatywizuje faszyzm

Reakcja obecnych władz na reportaż TVN o polskich faszystach powinna co najmniej zastanawiać. Przede wszystkim stosowane jest rozróżnienie między nazistami a neonazistami. Czyżby chodziło o to, że naziści wymarli, a neonaziści żyją?

Nie! Ideologia faszystowska stawia naród ponad obywatela, społeczeństwo i prawo, niezależnie od tego, czy jej wyznawcy pomarli, czy się odrodzili. Faszyzm w II RP był całkiem silny, czemu sprzyjała sanacja. Był tak samo hurrapatriotyczny, jak dzisiaj na tzw. Marszu Niepodległości. Tylko ślepcy nie chcieli widzieć, iż w gruncie rzeczy naziści maskowali się za narodowcami, którzy wyznają miękką formę nacjonalistyczną.

W atmosferze roztaczanej przez PiS nazizm ma się dobrze, a reportaż TVN odkrywa tylko wierzchołek góry lodowej. Jak zareaguje policja, prokuratura? Oczywiście tak samo, jak poprzednio, gdy Mariusz Błaszczak w tzw. Marszu Niepodleglości dopatrzył się tylko „patriotycznych” flag biało-czerwonych.

MSW opublikowało na Twitterze komunikat: „Szef MSWiA podkreślił, że w Polsce nie ma przyzwolenia na propagowanie faszystowskiego, komunistycznego lub innego totalitarnego ustroju państwa. Nie ma również zgody na pojawianie się w przestrzeni publicznej symboliki faszystowskiej, komunistycznej lub innej totalitarnej”.

Czyżby TVN zrobiła dwa reportaże, drugi był o neokomunistach, którzy admirowali siebie nawzajem „tawariszczami” przy portretach Stalina, Lenina i Dzierżyńskiego? Nie!

PiS stosuje relatywizm, aby osłabić siłę reportażu TVN, by chronić polskich nazistów, dla których tymczasem szuka się usprawiedliwiających narracji, iż „potępiają, ale rozumieją”. Tak konstruowana jest pożywka dla nazistów i mrugnięcie do nich, taką „linię obrony” proponuje Joachim Brudziński.

Wszak naziole – wśród nich ci, którzy wieszali portrety eurodeputowanych na rynku w Katowicach – mogą posłużyć się obroną czysto pisowską („Platforma przez 8 lat… ble, ble, ble…”), iż komuniści powołują się na Marksa, cytują go, publikują artykuły, a nawet mają partie, w tym komunizującą Partię Razem.

Karola Marksa można nie lubić, ale trzeba znać, jeżeli ma się ambicje intelektualne, tak samo jak chętnie cytowanego przez niemieckich faszystów Fryderyka Nietzsche. To są jedni z najważniejszych filozofów dla kultury zachodniej.

Podobny w treści tweet jak MSWiA opublikował Mateusz Morawiecki („Propagowanie faszyzmu lub innych totalitaryzmów jest nie tylko niezgodne z polskim prawem. Jest przede wszystkim deptaniem pamięci naszych przodków i ich bohaterskiego wysiłku walki o Polskę sprawiedliwą i wolną od nienawiści. Nie ma przyzwolenia na tego typu zachowania i symbole”) – i to mnie martwi.

Premier ucieka się także do relatywizmu („innych totalitaryzmów”), rozmywa problem, zaciemnia go, a to wróży, że PiS nie chce i nie w ich interesie jest rozprawa z faszyzmem (neonazizmem), który rozlewa się na polski ulice szeroką strugą. Nie bez znaczenia dla Mateusza Morawieckiego jest to, że jego ojciec Kornel Morawiecki dziarsko maszerował w tzw. Marszu Niepodległości.

TO NIE SĄ ŻARTY. Nie będzie drugiej Barbary Blidy! Nie będzie PiS aresztował i skazywał w fikcyjnych procesach działaczy opozycji. Internauci nie będą obojętni. Jeśli ludzie Ziobry zaczną, wywołają wojnę w sieci!

Za Macierewiczem Szwejki sznurem

Nie trzeba wielkiej przenikliwości, aby stwierdzić, iż dymisja Antoniego Macierewicza nawet w PiS przyjęta została z ulgą. Były minister szkodził obronności Polski, można mniemać – świetnie to zostało zebrane w książce Tomasza Piątka – iż interes ojczyzny nie jest dla niego najważniejszy.

Nie zaskakują także informacje podane przez Wojciecha Czuchnowskiego w „Wyborczej”. Były minister ze swoim swoiście dobranym personelem w MON szukali kwitów ubeckich i wyprodukowanych przez niemieckie Stasi na Mateusza Morawieckiego, gdyż mieli świadomość, że nie przystają do zmienianego kierunku polityki PiS.

Z ulgą odetchnęli po dymisji Macierewicza nasi sojusznicy w NATO, zarówno Amerykanie, jak pozostali, którzy unikali Macierewicza w kontaktach służbowych, bo nie wywiązywał się z zobowiązań. Interweniowała nawet Kwatera Główna NATO, by zażegnać konflikt Dudy z Macierewiczem.

Opinia publiczna zapamięta jednak na długo nazwiska ponurych i karykaturalnych postaci Misiewicza, Berczyńskiego, Cenckiewicza, Jannigera, Bączka i Głąba. To są fatalne 2 lata dla polskiej armii!

W imię jakich interesów Macierewicz pozbył się kadry generalskiej – gen. Różanski, Gocuł, Pytel i inni – mającej świetną markę w NATO – i czy ci dowódcy wrócą, bo są w sile wieku zawodowego?

Elity nie powinny podlegać wymianie, bo to jest samoistny proces emancypacyjny. Jeżeli wnika się w nie narzędziami politycznymi, skutek zawsze jest zawsze taki sam, jak w prawie Kopernika-Greshama: „gorszy pieniądz wypiera lepszy”.

Taką „gorszość” wprowadził w kadrach armii Macierewicz, a nawet wprowadził „gorszość” formacyjną – prześmieszne Wojska Obrony Terytorialnej zostały zrównane z zawodowym Wojskiem Polskim. Coś z tym trzeba będzie zrobić. Najprościej byłoby rozformować WOT.

Nowy minister obrony Mariusz Błaszczak szybko czyści złogi po Macierewiczu. Odchodzą w ekspresowym tempie wiceministrowie, w tym ten „słynny” od widelców – Bartosz Kownacki, który obok Misiewicza jest znamienny dla groteski tworzonej przez byłego ministra.

Macierewicz jednak gdzieś za kulisami zostaje, bo trzyma w szachu Kaczyńskiego tematem „zbrodni smoleńskiej”. Stoi na czele podkomisji ds. katastrofy smoleńskiej. Ostatnią jego decyzją jako ministra było przyznanie szefowi podkomisji limuzyny służbowej i ochrony, czyli sobie.

„Za mundurem panny sznurem” – można strawestować: za Macierewiczem jego Szwejki (Misiewicze, Kownackie etc.) sznurem wyprowadzani na śmietnik historii, którzy jak karaczany, prusaki i inne wstrętne owady zamieszkały w naszym domu: Polska.

TO WSTYD, ŻE TAKIE SYTUACJE MAJĄ TERAZ W POLSCE MIEJSCE. Razem z rządem pis przyszedł rasizm, faszyzm i nienawiść. Nie taka miała być Polska po „dobrej zmianie”. WSTYD NAM ZA PAŃSTWO PiS.

Stanisław Karczewski jak Felicjan Dulski

Felicjan Dulski był tak wsobnym, patriotycznym człowiekiem, że spacer na Kopiec Kościuszki odbywał w swoim pokoju. Kolejne okrążenia wokół stołu i mebli były informacją, ile ma jeszcze do Kopca, ewentualnie: ile mu zostało do domu.

To się nazywa dyskrecja – Dulski żadnych brudów nie wynosił poza dom, nawet jeżeli Kraków traktował jako małą ojczyznę. Odtwarzać Dulskiego nie jest wielkim aktorstwem, gdyż wygłasza tylko jedną kwestię: „A niech was wszyscy diabli!”

Takim Dulskim jest marszałek Senatu Stanisław Karczewski. Co prawda raz wyskoczył na Kopiec Kościuszki, którym był dla niego Mińsk, gdzie spotkał się z satrapą Łukaszenką i z miejsca swą dulszczyzną oświadczył, iż ten jest „ciepłym człowiekiem”. Mniemać należy, iż dojrzał w białoruskim dzierżymordzie prezesa Kaczyńskiego, podobną darząc atencją.

Karczewski więcej mówi niż Felicjan Dulski, jest esencją dulszczyzny, zakłamania, polskiej prowincjonalnej duszności, kołtunem, co się zowie. Odtwarzać rolę Karczewskiego może każdy polityk PiS, jest łatwa w swym przesłaniu, nie wymaga żadnej samodzielności, kreatywności, głębi.

Karczewski poparł Ryszarda Czarneckiego, który określił europosłankę Platformy Obywatelskiej Różę Thun „szmalcownikiem”. Dulski zaapelował do Thun, aby zrezygnowała z polityki. To jest zakłamanie. Brudy są dziełem zbiorowym polityków PiS, są widziane w całej Europie i postponowane, na tym traci Polska. Dlaczego jeszcze miałyby być zakłamywane przez polityków opozycji? Róża Thun nazwała po imieniu antypolskie efekty polityki PiS, przynoszące naszemu krajowi ujmę, przynoszące wstyd.

Kołtun Karczewski ma oczekiwania, że inni będą wyznawać taką dulszczyznę jak on. Ktoś taki jak Karczewski powinien ustąpić ze stanowiska, marszałek Senatu nie może być kołtunem. Marszałek jest funkcją dla szlachetnego człowieka, a nie dla stłamszonego Dulskiego, panie Felicjanie Karczewski!

HOJNOŚĆ BEZDOMNYCH NIE ZNA GRANIC

Mistrz, po prostu mistrz 🙂 Człowieku, jesteś wielki!!!

Cztery teksty Waldemar Mystkowskiego.

Czarnecki leży jak statysta twarzą do ziemi

W polskiej polityce wszystko jest możliwe, pod tym względem jesteśmy wyjątkowo kreatywni. Mamy zastępy postaci, które niewiele potrafią, nie mają szczególnych osiągnięć, a sylwetki ich nie należą do nazbyt estetycznych – a mimo to zostają celebrytami politycznymi.

Taką postacią jest Ryszard Czarnecki, którego walorów intelektualnych bądź duchowych nie można się dopatrzeć, nawet gdyby zastosować jakąkolwiek taryfę ulgową. Jest on odpowiednikiem statystów na planie filmowym, którzy za dniówkę na planie biorą 50 zł, a mają odegrać trupa na polu bitwy i to koniecznie twarzą do ziemi.

Czarnecki gra takiego „trupa” politycznego w Parlamencie Europejskim, a jego gaża to dziesiątki tysięcy euro miesięcznie. Nie gra twarzą do ziemi, ale wystawia swoją fizys wszędzie, gdzie może ją wetknąć, taki ma cug na szkło. Czarnecki nawet potrafi odegrać intelektualistę, a to pochwali się, że nabył biografię Talleyranda Jeana Orieux, albo nawet dotrzeć do cytatu z „Zaścianka” Faulknera.

Droga Czarneckiego do PiS jest usłana samymi śliskimi zachowaniami, przeszedł wiele partii, w tym Samoobronę Andrzeja Leppera, w której musiał chodzić pod czerwono-białym krawatem. Wychwalał lidera tej chłopskiej partii, jak dzisiaj Jarosława Kaczyńskiego. Płaszczenie wychodzi mu całkiem dobrze, jak owemu statyście na planie filmowym grającego trupa twarzą do ziemi.

To, że zasługuje na tłustą synekurę w Parlamencie Europejskim, musi od czasu do czasu zaświadczyć odddaniem pisowskiej sprawie. Okazji jest bez liku, PiS ma prasę w Europie i na świecie tak złą, jak komuchy w stanie wojennym. A uruchomienie artykułu 7 Traktatu UE jest dla naszego kraju największym od 1989 roku upokorzeniem na arenie międzynarodowej. To tak, jakby Gołota dostał wciry na ringu od mistrza bokserskiego Pigmejów, albo drużyna Nawałki z Robertem Lewandowskim w składzie przegrała 1:27 z jakimś Gibraltarem bądź Lichtensteinem.

Taką „chwałę” przynosi nam władza PiS. Nic, tylko śpiewać hymn przegrańców „Polacy, nic się nie stało”. Więc nie dziwmy się, że przytomni Polacy bronią kraju na miejscu i na zewnątrz, jeżeli takie możliwości posiadają. Jak posłowie na Wiejskiej, europarlamentarzyści reprezentują nas w Brukseli – w stolicy naszej większej ojczyzny, w Unii Europejskiej.

W związku z obroną Polski Róża Thun z domu Woźniakowska została przez celebrytę Czarneckiego wyzwana od „szmalcowników”. Nie wnikam, czy ten polityk z intelektem „twarzą do ziemi” jest użycia rzeczownika świadomy, czy wie, co powiedział. Tak jak nie wnikam, czy ktoś zrównoważony psychicznie może wypluć z siebie, określając rodaków kanaliami i mordami zdradzieckimi. Mniemać należy, iż to obowiązujący w tym ugrupowaniu idiom, plunąć na rodaków.

Kolejne zachowania Czarneckiego wobec Róży Thun są symptomatyczne dla tego statysty. Nie przeprosi europosłanki PO, bo nie dopatruje się niczego złego w poniżaniu jej. Ostatnio tłumaczy się, iż porównywał tylko negatywne postawy – szmalcowników i Róży Thun. Szefowie czterech największych grup politycznych w Parlamencie Europejskim chcą odwołać Czarneckiego z funkcji wiceszefa PE, więc ten uważa, że to atak na Polskę. Skrzynki mailowe europosłów – a jest ich 751 – zostały zasypane spamem, podobno na każdą z nich Czarnecki i jego kolesie z „Gazety Polskiej” wysłali po 1600 maili.

Oczywiście, postawa Czarneckiego to dowód olbrzymiego megalomaństwa, pomylenia pojęć i zakłamywania rzeczywistości. Ten człowiek to upostaciowienie politycznego statysty, którego odpowiednikiem jest trup leżący twarzą do ziemi.

Beata Kempa zanim pomogła na miejscu to wydała…👇👇👇

Pudrowanie choroby PiS

Jarosław Kaczyński nie wycofa się z demolowania kraju.

Niemal niezauważalnie dla polskich mediów rozpoczęły się w Berlinie rozmowy szefów MSZ Polski i Niemiec. Następca Witolda Waszczykowskiego Jacek Czaputowicz wydaje się być zaprzeczeniem poprzednika, a w każdym razie tak chcą go widzieć Niemcy.

„Die Welt” wita Czaputowicza ze zrozumieniem: – „Nowo mianowany szef polskiej dyplomacji Czaputowicz ma ciężką misję w Berlinie – powinien poprawić zakłócone relacje z Niemcami”. A więc robi dużo inaczej niż jego poprzednik. Dziennik już w tytule stawia pytanie: „Reparacje?” i odpowiada: „Brak tematu dla polskiego ministra”.

Czy tak rzeczywiście jest? Szef niemieckiej dyplomacji Sigmar Gabriel po spotkaniu z polskim ministrem zdefiniował cel spotkania, iż Niemcy są bardzo zainteresowani, aby wraz z Polską i innymi partnerami UE stabilizować sytuacje UE.

Padły też „nieśmiertelne” od dwóch lat – tyle, ile rządzi PiS – stwierdzenia o reparacjach wojennych. Gabriel orzekł, że ta kwestia została uregulowana na początku lat 90-tych: – „Mamy pozycję jasną pod względem prawnym – otóż wszystkie kwestie reparacyjne zostały uregulowane końcowo, rząd wybrany demokratycznie na początku lat 90. to potwierdził”. To według niemieckiego ministra zamyka temat i zaproponował, żeby tą kwestią zajęły się środowiska naukowe. Czyli krótko pisząc: historycy.

Co na to polski minister? Czaputowicz dość anemicznie się przeciwstawił, najpierw zastosował pisowską argumentację, a następnie uciekł się do znamiennego dla tej partii qui pro quo. Otóż Czaputowicz powołał się na wolę suwerena, iż „chcielibyśmy, żeby (debata) była prowadzona, społeczeństwu polskiemu należy się”.

Niestety, politycy PiS budują poparcie na resentymencie wobec Niemiec. A zamierzoną pomyłką w ustach Czaputowicza jest stwierdzenie: – „Przyjmuję propozycję ministra Sigmara Gabriela, by eksperci dyskutowali na ten temat”. Typowa dla partii Kaczyńskiego celowa pokrętność, aby „dyskusję naukowców”, tj. historyków, pomylić z dyskusją (negocjacjami) ekspertów.

Ale i tak Czaputowicz zaprezentował się o niebo lepiej od Waszczykowskiego. W związku z tym jeden z prawicowych publicystów (W. Gadowski) nazwał Czaputowicza – KAPUTowiczem. Czaputowicz odniósł jakiś sukces, Gabriel nie wykluczył odnowienia rozmów ministrów dyplomacji w formacie Trójkąta Weimarskiego.

Nie oczekujmy jednak, aby nowy rząd nagle odbudował pozycję Polski w Unii Europejskiej, gdyż wiązałaby się z tym zupełnie inna polityka wewnętrzna. Kaczyńskiego nie stać na to, aby unieważnić niekonstytucyjne ustawy, czyli wycofać się z demolowania kraju i przyznać się do tego.

Na razie mamy do czynienia z pudrowaniem wizerunku władzy PiS, tak jak w XVII i XVIII wieku pudrowali swoje oblicza francuscy arystokraci, aby ukryć wykwity chorób wenerycznych. Władza PiS jest chora i w zapaści, tj. niemocy. Na tym swoją siłę może zbudować opozycja.

STOP FINANSOWANIU TVP! ⛔ złożyła wniosek do KRRiT o wstrzymanie finansowania TVP z powodu niewypełniania przez telewizję publiczną swojej misji.

Magdalena Ogórek, kiedyś SLD, dzisiaj pisowski króliczek

Wstrzeliła się w oczekiwania prawej strony, której jest już integralną częścią.

Magdalena Ogórek to króliczek Leszka Millera wyciągnięty z wyborczego kapelusza, gdy SLD rywalizowało z ugrupowaniem Janusza Palikota. Ścigali się na wszystkich polach, nawet na takich wydawałoby się mało politycznych: który z nich ma ładniejsze kobiety. Miller wystawił do wyścigów prezydenckiego Ogórek, ta choć pod względem urody była całkiem, całkiem, to politycznie żadna.

Kiedy Miller zjednoczył się w koalicję wyborczą z Palikotem, było już jednak za późno, niewiele ułamków procenta zabrakło do 8-procentowego progu wyborczego, a dzięki temu PiS sięgnęło po pełnię władzy. Nie twierdzę, że Miller jest jednym z twórców sukcesu Kaczyńskiego, acz zostawił w spadku Ogórek, która odnalazła się w zawłaszczonych przez PiS działkach – w mediach i kulturze.

Wizerunek Ogórek może cieszyć oko, jej rozum raczej nie, a także pokraczne wypowiedzi, które od czasu do czasu przebijają się w mediach. Ogórek wyraża ciągoty intelektualne, co najczęściej w jej wydaniu śmieszy.

Dla PiS Ogórek jest jakąś wartością, faworytka Millera na bezrybiu PiS jest rakiem uchodzącym za rybę, choć chciałaby być kimś więcej, np. rusałką, syreną morską. Stąd od czasu do czasu będziemy mieli do czynienia z jej ambitnymi przedsięwzięciami takimi, jak z publikacją „Lista Wächtera. Generał SS, który ograbił Kraków”, która właśnie ukazała się na rynku wydawniczym.

Temat iście pisowski, bo można bardzo wiele ugrać na patriotyzmie, antyniemieckości. Ogórek wstrzeliła się w oczekiwania prawej strony, której jest już integralną częścią. Bo generał SS Otto von Wächter to zbrodniarz nazistowski, gubernator dystryktów krakowskiego i galicyjskiego Generalnego Gubernatorstwa, który zagrabił wiele bezcennych polskich dóbr kultury.

Zaś syn esesmana Horst często odwiedza Kraków, stara się wybielić ojca, twierdzi, że ten był dobrym człowiekiem. Magdalena Ogórek tę okoliczność wykorzystała, wkupiła się w łaski Wächtera, uzyskała dostęp do jego rodzinnego archiwum, przekazał jej materiały i informacje. A teraz Niemiec czuje się oszukany.

Ogórek orżnęła także Piotra Glińskiego. Ministerstwo Kultury dofinansowało książkę 40 tys. zł. Ogórek zarzekała się, że dla niej z dotacji nie skapnie ani złotówka („Dotacja jest dla wydawnictwa, autor nie ma z niej ani 1 zł” – oburzała się Ogórek na Twitterze). Kandydatka SLD na prezydenta została sprawdzona przez portal Wirtualna Polska u źródeł, czyli w wydawnictwie Zona Zero, a tam w spisie wydatków z dotacji stoi, jak byk: 9 tys. zł – honorarium Magdaleny Ogórek.

Nie jest to suma powalająca, ale króliczek Millera kłamie jak z nut, co jest niejaką normą w środowisku PiS. Nie piszę o jakości prozy Ogórek, bo książki nie czytałem, jednak dostępne w internecie fragmenty nie wyrokują, abyśmy mieli z czymś więcej do czytania niż z grafomanią. Taki patriotyczny króliczek, który kica z kłamstewka na kłamstewko.

Cała rodzina Rysia w spółkach Skarbu państwa.

Pisowska mała stabilizacja chwyta nas za twarz

Prof. Andrzej Rychard stwierdza w wywiadzie dla portalu wiadomo.co, iż „nikt nie wie, co siedzi w głowie Kaczyńskiego”. Rychard stwierdza, a nie zastanawia się, bo umeblowanie głowy prezesa PiS jest wtórne do tego, w jaką rzeczywistość wchodzi Polska.

Jarosław Kaczyński fascynuje się władzą, bo tylko ona jest w jego zasięgu, tylko ją ma. Gdyby przeszedł na emeryturę, napotkałby swoją pustkę, a w niej szybko się umiera. Prezes Kaczyński nie jest osobowością, jest postacią, która poprzez zasiedzenie w polityce zdobyła władzy więcej, niż inni zdolniejsi od niego.

A że Kaczyński pragnie tylko władzy, więc nie rozumie, o co we władzy biega, jak poprzez władzę czynić dobro i jak nim rozporządzać. Pozostaje mu autorytaryzm, który narzuca cele i potrzeby, nawet jeżeli dla autokraty one faktycznie nie istnieją.

Polska znalazła się w pułapce stabilizacji. Po dwóch latach burzy i naporu „dobrej zmiany”, po zdemolowaniu mediów, instytucji kultury i wymiaru sprawiedliwości, społeczeństwo chce te ruiny zagospodarować, urządzić się w nich, zyskać „małą stabilizację”, aby realizować się, swemu życiu nadać jakiś sens. Bunt się wypalił, bo on zawsze ma siłę słomy, wybucha i z byle powodu gaśnie.

Bunt, który nie zmiecie skamieliny jest trudny do odtworzenia, bo okazji będzie coraz mniej. Uważam, że najbliższą będą wybory. Jeżeli dojdzie do fałszerstw, a te we współczesnym świecie są łatwe do wykrycia, społeczeństwo obywatelskie musi być o wiele lepiej przygotowane i skonsolidowane, nie może pozwolić sobą manipulować.

Przecież nie chcemy, aby nam Polskę urządzały takie osoby, jak minister perukarz Marek Suski, który jest króliczkiem prezesa, dla „Newsweeka” mówi: – „Nigdy nie zwątpiłem w prezesa i nigdy na krok od partii nie odstąpiłem”. Ani nie chcemy takich impotentnych osób, jak Błaszczak, którego prof. Rychard określa: – „W przypadku Mariusza Błaszczaka nie wiadomo nic, oprócz tego, że prochu nie wymyśli, ale też go nie zdetonuje”.

Wchodzimy w etap znany ze „szczęśliwie minionego systemu”. Czy pogodzimy się w takiej autokracji, reżimie ze zmarginalizowaniem, zdegradowaniem, z małością kraju i przede wszystkim własną? Pisowska mała stabilizacja chwyci nas za twarz i może długo nie puścić!

TO JEST NAJLEPSZE PODSUMOWANIE POSŁA TARCZYŃSKIEGO. Dziękujemy Maćkowi Maleńczukowi. Nie trzeba nic uzupełniać 🙂

Trzy teksty Waldemara Mystkowskiego.

Sojusznik PiS Victor Orban największym przyjacielem Moskwy

Mamy już owoce pierwszej podróży zagranicznej Mateusza Morawieckiego na Węgry.

Viktor Orban dostąpił kolejnego „wyróżnienia”. Został uznany przez Senat USA za największego sojusznika Moskwy w Unii Europejskiej i NATO, o tym traktuje raport komisji senackiej. Znowu premier Węgier zdążył przed PiS zdobyć palmę pierwszeństwa. Lecz partia Jarosława Kaczyńskiego ma sprawdzone metody odzyskiwania terenu, na którym im zależy.

Metodę tę można opisać: najpierw przyczółek, a następnie atak przeważającymi siłami. Jeszcze nie znajdujemy się na frontach gorącego konfliktu, więc żołnierzy zastępują urzędnicy. W historii kraju władza PiS pobiła wszelkie rekordy na przykład w ilości ministrów i wiceministrów. Od pewnego czasu PiS w biurokracji jest bezkonkurencyjny i śrubuje własne rekordy.

Jak okazać się bardziej węgierskim niż Węgrzy? To bardzo proste – sprawdzone w przypadku Polskiej Fundacji Narodowej, której celem statutowym jest promowanie marki Polska. Przy okazji ustaw sadowniczych promowali markę Polska w Polsce, bo uznali, że Polacy nie mają pojęcia, czym jest Polska, zwłaszcza sądy, które były niezależne, czyli niepisowskie.

Jankesi uznali, iż Orban to największy przyjaciel Putina, więc PiS zakasuje rękawy i bierze się do roboty. Przyczółek ten będzie się nazywał Instytut Współpracy Polsko-Węgierskiej im. Wacława Felczaka (IWPW), który ma na celu pilnowanie Węgrów, aby głosowali w strukturach unijnych za Polską.

Chcą nałożyć sankcje na Polskę – Węgry zgłaszają weto. Chcą wybrać Donalda Tuska – Węgry zgłaszają weto! O, przepraszam – Orban głosowal za Tuskiem. Mogło dojść do tej omyłki z powodu, że nie było jeszcze Instytutu i Orban nie był wystarczająco przekonany do Jacka Saryusz-Wolskiego.

IWPW ma mieć na początek budżet – 6 mln złotych, a dyrektora będzie powoływać premier. Więc już mamy owoce pierwszej podróży zagranicznej Mateusza Morawieckiego do Orbana.

Jak PiS się napnie, to nie tylko Władimir Putin będzie nazywał Orbana swym przyjacielem, ale także Morawieckiego. Komisja Senatu USA przed premierem Węgier za największego sojusznika Moskwy w UE i NATO uzna premiera rządu polskiego. PiS takie cuda potrafi.

KTO JEST ZA? 🙂

Test „na Błaszczaka”

Głosowanie w Sejmie nad obywatelskim projektem Ratujmy Kobiety ujawniło jeszcze jedną siłę wspierającą PiS – opozycję wśród opozycji. Można rzec, iż pisowski twór Zjednoczonej Prawicy poszerzył się o kolejny element, który w gruncie rzeczy daje Jarosławowi Kaczyńskiemu upragnioną większość konstytucyjną.

Spójrzmy, jak to prezes PiS zgrabnie rozegrał. „A co będę wam żałował, dorzucę opozycji 58 naszych głosów i tak przerżniecie”. Czy Kaczyński zaryzykował? Nie! Kaczyński pokazał słabość polskich polityków, przy okazji swoją. Pokazał, iż jesteśmy bezideowi, wsobni, kunktatorscy. Pokazał, że największa w Polsce partia to oportuniści i ten oportunista nr 1 dla własnych potrzeb ego pozostałymi oportunistami zarządza.

Pod tym względem mamy do czynienia z majstersztykiem, bo Kaczyński w ławach poselskich od 1989 roku (największy beneficjent III RP) czegoś się nauczył. Bynajmniej nie jest to jakiś wybitnie zdolny prezes. O, nie! Kaczyński wie, iż się błyszczy na tle marności, dlatego wokół siebie ma wszelakich Błaszczaków, Brudzińskich, Karczewskich.

Więc zrobił wrzutkę i pokazał opozycji, że ta wśród siebie ma takich samych niedojdów, jak jego Błaszczaki i Brudzińskie. Twierdzę, że Kaczyński niedojdów nie doliczył, bo reprezentanci uruchomili efekt domina, który skutkuje tym, że opozycja pozaparlamentarna, elektorska wykłada się, atakuje siebie nawzajem. Nawet naprędce powstał teatrzyk niedojdów, w którym liderzy partii opozycyjnych pokracznie tłumaczą się, dlaczego wyrżnęli głowami o podłogę. I znowu się przewracają.

Na błędach powinniśmy się uczyć. Ale jak wiemy, jedyna nauka na błędach to jest utrwalenie błędów. Gdyby doszło do powtórnego głosowania na projektem liberalizującym aborcję, wynik byłby podobny, a nawet jeszcze bardziej pożądany dla Kaczyńskiego.

W polityce, jak w naukach przyrodniczych, odkrycia i pożądane efekty uzyskuje się drogą ewolucji. Ileś razy siew nie udaje, ale raz zaskoczy – i wszyscy się radują, bo idziemy do przodu. Projekt Ratujmy Kobiety prędzej czy później zaskoczy, musi inaczej zaistnieć, musi być inną formą ewolucyjną, np. partyjną. Nie zgłasza się go jako projekt obywatelski, ale partii opozycyjnych. Zwiększa się zatem jego wartość przystosowania, czyli inteligencji ewolucyjnej.

A co do oportunistów w Sejmie. Nie wyplenimy ich, bo póki co, nie ma takiego testu, ile w kandydacie na posła jest Błaszczaka. To byłoby idealne rozwiązanie. Każesz kandydatowi otworzyć usta, wkładasz papierek lakmusowy, a ten za bardzo się czerwieni, wówczas mówisz: za dużo w tobie Błaszczaka, nie nadajesz się na posła, tylko na stróża nocnego.

Opozycję mamy taką, a nie inną. Lepszej nie będziemy mieć. A nawet bez testu, na oko widać, że w opozycji jest mniej Błaszczaków niż w PiS. I tym optymistycznym akcentem kończę ten felieton.

Premier wchodzi w buty Ryszarda Czarneckiego

Politycy unijni coraz więcej czasu poświęcają Polsce, bynajmniej nie z tego powodu, że nasz kraj jest godny uwagi i chwały, ale dlatego, że przysparza kłopotów. Zamiast zająć się normalną pracą, komisarze zajmują się politykami PiS i ich wytworami prawnymi, które z kulturą prawną nie mają za wiele wspólnego. Do tego efekty poświęcone Polsce pisowskiej są mizerne, by nie powiedzieć żadne.

Spotkanie Jean-Claude’a Junckera z Mateuszem Morawieckim nie przyniosło spodziewanych rezultatów.
Politycy unijni przewidując dalszy opór Warszawy, szukają rozwiązań, aby przymusić władze PiS do przestrzegania standardów państwa prawa. Uderzenie po kieszeni zwykle jest najboleśniejsze, tym bardziej, że PiS kasę brukselską traktuje jak łup.

Art. 7 Traktatu UE został uruchomiony, ale perspektywa jego zadziałania jest odległa w czasie. Acz możliwość nałożenia sankcji może spowodować wzrost sceptycyzmu unijnego w Polsce, co jest na rękę politykom PiS.

Günther Oettinger, niemiecki komisarz ds. budżetu, sugeruje, aby Unia rozdział pieniędzy powiązała z praworządnością i polityką imigracyjną. Kasa jako zachęta. Chcesz być beneficjentem, zależy tylko od ciebie. Nie przestrzegasz praworządności, rezygnujesz z profitów. Nie karanie, ale zachęcanie. Tak Bruksela chce ustalić rozdział części swojego budżetu. PiS nie dostosowując się do zachęt, sam rezygnowałby z dostępu do części unijnych środków. Czy to zadziała?

PiS jest ewenementem, o czym przekonujemy się na każdym kroku. Podczas rozpoczynającej się prezydencji Bułgarii media pisowskie i ich komentatorzy włożyli w usta premiera Bułgarii Bojko Borisowa słowa o tym, że onże jest za wstrzymaniem głosowania art. 7 TUE, a ponadto apeluje do Donalda Tuska, by pozostał neutralny ws. Polski. Na ten fake news media pisowskie i komentatorzy rzucili się, jak wygłodniałe psy, zorganizowano nagonkę. Sam premier Bułgarii musiał prostować kłamstwo.

Zaś Morawiecki okazuje się coraz bardziej bezradnym politykiem, który nie zajmuje się Polską, tylko obroną miazmatów, w tym takich mizernych postaci, jak Ryszard Czarnecki. Premier uważa, że porównanie przez Czarneckiego europosłanki Róży Thun do szmalcowników, czyli „szwabskich pachołków”, którzy zarabiali na wydawaniu Żydów na śmierć w czasie II wojny światowej, nie jest szczególnie ostre i mieści się w kulturalnym dyskursie.

Morawiecki wchodzi w buty Czarneckiego. Dla niego poziom kultury sięga półki z „Winnetou” – jest to plemienne rozumienie debaty, godne plemienia Czarnych Stóp albo Siuksów, którzy używają takich subtelnych narzędzi przekonywania przeciwników, jak tomahawków. Howgh.

Codziennie w Polsce odbywają się sprawy sądowe Polaków, którzy występują przeciw władzy. Straszy się tych, którzy nie zgadzają się na łamanie prawa przez pis. Władza bezkarnie nie przestrzega Konstytucji. Policja została zmieniona w milicję. Przestało działać państwo prawa.

NO TO JEST SENSACJA !!!!!!!!!!!!!!!!!!! Bezpośredni atak Pawłowicz na premiera rządu PiS oraz prezydenta Dudę, i przede wszystkim na prezesa Jarosława Kaczyńskiego nie pozostawia wątpliwości, że przyszłość posłanki Pawłowicz zmierza ku końcowi.

Nie będzie także więcej środków na dodatki dla emerytów czy budowę i modernizację dróg lokalnych. Sejm uchwalił właśnie budżet państwa na 2018 rok, w którym zabrakło pieniędzy na te wydatki. Nie zabrakło natomiast na… program budowy strzelnic w każdej gminie.

„To budżet konika polnego. Wszyscy pamiętają bajkę La Fontaine’a. Kiedy mrówki robiły zapasy na zimę, konik się bawił. W tym roku 9 europejskich państw będzie miało nadwyżkę budżetową, a dwa – budżet zrównoważony. Niższy wiek emerytalny w Polsce finansujecie z długu, nawet budowę strzelnic finansujcie z długu” – mówiła jeszcze przed głosowaniem posłanka PO Izabela Leszczyna.

Dochody państwa w 2018 r. wyniosą 355,7 mld zł, a wydatki – 397,2 mld zł. Wzrost gospodarczy zaplanowano na poziomie 3,8 proc., średnioroczna inflacja wyniesie 2,3 proc., dziura w budżecie nie przekroczy 41,5 mld zł, a deficyt całego sektora finansów publicznych – 2,7 proc. PKB.

Paulina Hennig-Kloska z Nowoczesnej stwierdziła: – „Horrendalnie wysoki deficyt to wstyd dla Polski, to pogrążanie przyszłych pokoleń, które będą musiały za to zapłacić”. Nawet poseł z Kukiz’15 Paweł Grabowski apelował do premiera Mateusza Morawieckiego: – „Jako wieloletni prezes banku, wie pan, że nie ma kredytów, których nie można nie spłacać”.

W głosowaniu nad budżetem przepadły niemal wszystkie poprawki opozycji. Nie będzie więc postulowanych przez PSL, Nowoczesną i PO dodatkowych pieniędzy na dofinansowanie służby zdrowia. PSL chciał dodatkowych 2,8 mld zł na wsparcie emerytów i rencistów w formie jednorazowych wypłat. Poprawka przepadła.

PiS nie zgodził się na wprowadzenie reguły „złotówka za złotówkę” w przypadku świadczeń wychowawczych wypłacanych przez państwo (osoba, która nieznacznie przekroczyłaby próg dochodu, traciłaby tylko część świadczenia – tyle, o ile przekroczyła dochód).

NIKT JESZCZE TAK NIE UPODLIŁ ANTONIEGO. Zrównali go z szeregowym partyjnym betonem… KACZYŃSKI, MORAWIECKI I DUDA.

Dwa teksty Waldemara Mystkowskiego.

Po końcu świata Macierewicza

Jak Kaczyński będzie dochodził prawdy bez swego arcykapłana religii smoleńskiej?

Idee fixe Antoniego Macierewicza „katastrofa smoleńska” będzie zaprzątać jego umysł do końca jego świata i o jeden dzień więcej. Spadła mu z nieba i dała miejsce w historii – niekoniecznie chwalebne. Publika przejmuje się wiceszefem PiS – co dalej z nim po degradacji, jeszcze niedawno chciał degradować pośmiertnie generałów z czasów PRL-u, a sam fajtnął, jak nie przymierzając jakiś Flip bądź Flap.

Dzień po swej dymisji Macierewicz stawił się karnie na miesięcznicy, spóźniony na mszę. Zaparkował limuzynę na kopercie dla niepełnosprawnych, wysiadł z nim ochroniarz, minęli innych ochroniarzy i zniknęli w czeluściach kościoła, który na ten moment został twierdzą bronioną przed wiernymi. Macierewicz pewnie chce usłyszeć od prezesa Kaczyńskiego, jak ten będzie dochodził prawdy bez swego arcykapłana religii smoleńskiej.

Właśnie dzień po końcu świata Macierewicza jako ministra podkomisja smoleńska ogłosiła nowe rewelacje w sprawie katastrofy smoleńskiej. Mianowicie było kilka źródeł eksplozji: „w skrzydle, slocie, a także w centropłacie, potwierdzone przez analizę mechanizmu uderzenia drzwi w ziemię”.
Naliczyć można 4 wybuchy. Mamy postęp w ilości eksplozji, ba! – każdy wybuch w innym miejscu i czasie. Internauci otrzaskani w temacie katastrofy doszli do wniosku, iż podkomisja jedyne, co badała z najnowszym ekspertem niejakim Frankiem Taylorem, to zdjęcia z katastrofy. Te rewelacje nie trzymają się kupy, oto pada takie stwierdzenie w raporcie: – „Lewe skrzydło samolotu Tu-154M zostało zniszczone w wyniku eksplozji wewnętrznej”. Jak zatem eksperci poradzili sobie z obecnością zbiornika paliwa w skrzydle? Był wybuch wewnętrzny, ale zbiornika nie naruszył?

Ale to nie jedyny front walki po końcu świata Macierewicza. Naczelny „Gazety Polskiej” Tomasz Sakiewicz oświadczył, że nie zagłosuje na Andrzeja Dudę, bo ten przyczynił się do dymisji największego ministra w dziejach (Duda „wyszantażował tą dymisję” – pisownia oryginalna). A z Macierewiczem może się równać tylko Józef Piłsudski.

Na portalu petycji secure.avaaz.org trwa zbieranie podpisów pod apelem do Mateusza Morawieckiego i Dudy z żądaniem przywrócenia Macierewiczowi stołka ministra obrony narodowej, bo jeszcze Francuzi podrzuca nam Caracale, zresztą Macierewicz ma zaplanowane antyszambrowanie 17 stycznia w Białym Domu, a nuż spotka tam Donalda Trumpa.

Na Twitterze obrodziły jak grzyby po deszczu nowe anonimowe konta broniące Macierewicza, klops z nimi taki, że napisano na nich identyczne treści. Tak wygląda pierwszy dzień po końcu świata Macierewicza. Jak będą wyglądać następne? Może prezes wysmaży mu miejsce na patelni, wszak zwolniła się synekura wicemarszałka Sejmu, a Macierewicz nie jest z byle łapanki, to zasłużony Mefistofeles.

TO JEST WŁAŚNIE TA „DOBRA ZMIANA”. Dorwanie do koryta i propaganda sukcesu w TVP, kiedy tak naprawdę doi się kasę i niewiele robi.

Grupa rekonstrukcyjna Morawieckiego z paralizatorami

Macierewicz, Waszczykowski, Szyszko, Radziwiłł zostali zrekonstruowani podobnymi sobie.

Rząd PiS zrekonstruował się – zasadniczo i głęboko. Niektórzy od razu weszli w pożądaną narrację przez tę partię i orzekli, iż efekty rekonstrukcyjne mieliśmy godne Hitchcocka. Zostaje zatem tylko Spielberg i spotkania III stopnia. Proponuję polać głowę – zamiast emocji, używać zimnego rozumu.

Poprzednia grupa rekonstrukcyjna zdemolowała prawo – zrównała je z ziemią, mamy pożądany ugór pod dyktaturę. Pierwsza odeszła premier Beata Szydło, która niespecjalnie była kumata i nie wiedziała, kiedy Polska została członkiem Unii Europejskiej.

Za nią w podskokach odszedł Antoni Macierewicz, którego zasługi w niszczeniu bezpieczeństwa Polski są wielkie, niczym V kolumna. Możliwe, iż mamy do czynienia z sabotażystą nr 1 w naszej historii. Witold Waszczykowski przynajmniej może uciec w fantazję swego San Escobar. Arystokrata XVIII pokolenia Radziwiłłów chciał rodaków przybliżyć do grobu (w końcu tam wszyscy skończymy), coraz bardziej pozbawiając nas dostępu do opieki medycznej.

Rewolucyjna grupa rekonstrukcyjna w zasadniczych zrębach odchodzi. Zluzowani zostali przez następców, którzy mają wywołać złudę – będzie lepiej. Szydło mogła zwalać na 8 lat rządów PO-PSL, Morawiecki raczej nie będzie usprawiedliwiał się 2 latami Szydło, bo był jej zastępcą.

I tutaj jest klucz do zrozumienia osobowości Morawieckiego. Siedział jak trusia, był wice-Szydło. Morawiecki nie spadł z kosmosu, tylko z polskiej bylejakości, któremu udało się wcześniej dorobić majątku, lecz nie na swoim.

Macierewicz, Waszczykowski, Szyszko, Radziwiłł zostali zrekonstruowani podobnymi sobie, których „profesjonalizm” jeszcze nie został negatywnie obciążony. Bez obawy – będzie podobny, sitcom musi trwać, trzeci sezon „Kiepskich” właśnie się rozpoczął.

Wobec bliskich ucha prezesa Morawiecki wespół ze swym promotorem zastosował roszadę. Mariusz Błaszczak zamienił MSWiA na MON. Można się domyślać, że ukochane dziecko Macierewicza Wojska Obrony Terytorialnej będą teraz wyposażane w paralizatory, a może nawet w zestawy do paintballa – byle podejść bliżej wroga i niegroźna nam będzie wojna hybrydowa.

Joachim Brudziński już nie będzie wypełniać roli damy do towarzystwa Kaczyńskiego – z którym bywał na wszelkich feriach i wakacjach – jako szef MSWiA zapewni prezesowi ochronę 2 tysięcy policjantów na festynach miesięcznic smoleńskich i wjazdów na Wawel po splendor niczym koronę królów.

Ta nowa grupa rekonstrukcyjna zapewnia PiS spokój na kilka miesięcy, przy słabej opozycji może nawet wzrost sondażowy, ale problemy pozostają i będą narastać. To nie od Morawieckiego i jego wojowników z paralizatorami zależy, iż PiS wycofa się z ustaw odbierających niezależność sądom i demolujących demokrację. Grupa rekonstrukcyjna Morawieckiego to li tylko fasada autokracji, a nie demokracji.

JEŚLI KTOKOLWIEK LICZYŁ NA POPRAWĘ TRAKTOWANIA KOBIET PRZEZ PiS, TO PROSZĘ… nie miejcie złudzeń. Min. Szumowski podpisał Deklarację Wiary kilka lat temu. Jeden z jej punktów brzmi następująco: – Uznaję pierwszeństwo prawa Bożego nad prawem ludzkim…

⚠️Spektakl z rządu trwa, a szkodniki dalej Polsce szkodzą. W interesie Polaków jest, aby , , , , , , szybko odeszli z rządu. Podajcie dalej ❗

Aż osiem zaległych tekstów Waldemara Mystkowskiego.

Rekonstrukcja rządu przykryje przyszłość Polski

Tego samego dnia ma dokonać się zakończenie telenoweli z rekonstrukcją rządu i bardzo ważne dla Polski spotkanie szefa Komisji Europejskiej Jean-Claude’a Junckera z Mateuszem Morawieckim. Dla Morawieckiego waga polityczna obydwu wydarzeń jest dużego bądź największego kalibru. Dlaczego zatem dochodzi do nich jednego dnia, tym bardziej, że rekonstrukcja zapowiadana była na późniejszy termin, a spotkanie z Junckerem zależne od wolnego terminu w obfitym w spotkania kalendarzu szefa KE?

Czy sprawy krajowe nie mogą ustąpić o wiele ważniejszym sprawom zewnętrznym? Wystarczy rozglądnąć się trochę po internecie, spojrzeć do gazet, aby przekonać się, że „fascynujące” jest, czyja głowa się potoczy… Czy obok Strężyńskiej i Waszczykowskiego zobaczymy turlającą się głowę smoleńskiego ministra, a nudne okazuje się ratowanie kraju z dennej sytuacji w Unii Europejskiej?

PiS dziennikarzy i opinię publiczną prowadzi na smyczy swoich potrzeb. Kręci młynka i wykręca istotę polityki na nice. Morawiecki już raz dał dyla z Brukseli do Polski, bo tak prezes mu kazał, przede wszystkim jednak dlatego, że rząd PiS nie ma żadnej kontroferty w stosunku do artykułu 7 Traktatu UE, który zaczął być procedowany. Kontrpropozycją nie jest przeciąganie terminów i wrzucanie na stół negocjacyjny agendy, iż „przyjaciel” Orban w razie czego nie poprze sankcji.

Tak naprawdę każde ze spotkań, które odbywać się będą w Brukseli na tak wysokich szczeblach wchodzą na najwyższy diapazon dylematu „być albo nie być” polskiego członkostwa w Unii. Trzeciorzędnym więc jest, czy Waszczykowskiego zastąpi Szczerski, bo i tak będzie z ważnymi sprawami leciał do prezesa na Nowogrodzką, a Macierewicz to osobna siła w kraju i PiS, równie niebezpieczna w rządzie i poza nim.

Rekonstrukcja to poręczne przykrycie dla Morawieckiego w Brukseli, dziennikarze dają się łatwo wkręcić w pozoranctwo PiS. Liczę jednak na premiera, bo będzie jakoś musiał tłumaczyć się ze spotkania z Junckerem, a że nie jest zbyt silny w gębie, to puści – tak czy owak – farbę. Piarowcy aż go tak dobrze nie przygotują, aby był wykrętny na sposób pisowski.

Mogą mieć rację dziennikarze niemieccy i brytyjscy, którzy na łamach „Frankfurter Allgemeine Zeitung” i „The Observer” piszą, iż Polska z Węgrami (a może odwrotnie, bo lepiej kręcącym jest Orban) zawierają „Sojusz przeciw Brukseli”, zresztą taki tytuł nosi artykuł w FAZ.

Otóż PiS przeorientowuje kierunek polityki z „zachodnioeuropejskiej” na „środkowoeuropejską”. Jest to więc pokraczna idea Międzymorza. Polsce i ewentualnym sojusznikom stratedzy PiS wyznaczają geopolityczne zadanie bufora bezpieczeństwa w sojuszu z USA.

Anachronizm tego namacalnie niemal szczypie w szare komórki, bo Polska pisowska odrzuciłaby Unię Europejską, tym samym odgrzewając przekleństwo nasze – geopolitykę. Polska w tym układzie stałaby się nic nie znaczącym graczem – mniemanym liderem Mitteleuropy – który byłby targany w tę i we w tę przez globalnych graczy. W nieco innej konfiguracji historycznej już to przerabialiśmy – Zachód pozbywał się tak niestabilnego organizmu państwowego, jako chorego człowieka Europy. Polska, która wypada z harmonii demokratyczno-kapitalistycznej z krajami Europy zachodniej, z automatu wpada w łapy Kremla.

Jak to powiedział Jarek Kuźniar: „Nie będę komentował słów Macierewicza. Nie jestem psychiatrą”. NO CÓŻ. Po rekonstrukcji rządu, zabrakło miejsca dla Antoniego… Będzie smutek wielki. A TAK SIĘ WSZYSCY ŚMIALI.

POLITYCY PIS W OŚLEJ ŁAWCE

Marek Suski wyrasta na specjalistę od spraw niemieckich. Partyjni bonzowie PiS pchnęli tego perukarza (zawodu uczył się w rekwizytorni teatralnej) na odcinek niemiecki, na którym to froncie walczy o reparacje wojenne.

Pchnięty Suski znalazł się nieoczekiwanie oko w oko z ambasadorem niemieckim. Nie potraktował go bagnetem, ani szrapnelem, ale porozmawiał sobie („chyba z pół godziny”). Perukarz Suski relacjonował o tym w Polsat News. Co powiedział mu zaskoczony niemiecki ambasador? „Porozmawiajmy o tym słoniu, który może zatruć nasze relacje”.

Bynajmniej Suski nie walczył w ZOO jak Jan Onufry Zagłoba z małpami, bądź Jan Chryzostom Pasek, ale – cytuję perukarza – „sprawa reparacji to jest słoń w naszych stosunkach”. Intelektualnie Suski jest zawsze niedysponowany i mógł nie zrozumieć metafory, np. słonia w składzie porcelany i do tego w idiomie niemieckiej porcelany miśnieńskiej.

Dlaczego Suski został wysłany do przedstawiciela rządu niemieckiego? Możemy się domyślać. Aby ośmieszyć sprawę, pokazać Niemcom, że reperacje wojenne nie są poważnym problemem.  Bo jak inaczej postrzegać klowna Suskiego, gdyby stanąłby w naszych drzwiach? Przecież nie zadzwonimy do cyrku, aby przyjechali odebrać swój personel, ani nawet – gdyby stawał się nazbyt namolny – nie wypchniemy go na schody. Posłuchamy jego bajdurzenia zoologicznego i przypomnimy mu, że może pójść z tym do telewizji.

Suski jest sekretarzem stanu w kancelarii Mateusza Morawieckiego. Udając się powyższym tropem, stwierdzić należy, że na czele tego cyrku stoi premier. I wiemy też, że w tym ośrodku rozrywki mają na stanie słonie. Jak z innymi egzotycznymi zwierzętami, szczególnie tym jednym „patriotycznym” z Pacanowa?

Inna postać niewiele odstająca wzwyż od Suskiego poseł PiS Arkadiusz Mularczyk był powiedzieć PAP, iż zlecono przygotowanie pięciu ekspertyz dotyczących strat poniesionych przez Polskę podczas II wojny światowej. Nad ekspertyzami pracować będą prawnicy, rzeczoznawcy, naukowcy.

To się sztab ludzi napracuje nad historycznym zdarzeniem, którego koniec nastąpił w 1945 roku. Co prawda straty szacunkowe już od dawien dawna są znane, ale Suski, Mularczyk i inni politcy PiS repetują z historii (i nie tylko z tego przedmiotu wiedzy). Rozum nie trzyma się ich głów, jak to bywa z tymi, którzy zostali posadzeni w oślej ławce. Och, zapomniałbym – ze słoniem.

Osobowość Morawieckiego z tombaku

Mateusz Morawiecki jest średnio rozgarniętym rozmówcą, dlatego pozwala sobie na wywiady z dziennikarzami, którzy wywodzą się z obozu ideologii polskiego katolicyzmu. I to nie takiego, który moglibyśmy określić jako chrześcijaństwo otwarte, ekumeniczne, jakie przyświeca „Tygodnikowi Powszechnemu”, czy też onegdaj Janowi Pawłowi II, ale bliżej mu do klasycznego Ciemnogrodu i jego wytworowi personalnemu: kołtunowi.

Z każdym dniem mam coraz gorsze zdanie o Morawieckim. Niestety, znam takich osobników, którzy w imię tradycji, mając do wyboru Barabasza i Joszuę z Nazaretu, wybiorą tego pierwszego, bo jest tradycyjnie zły, nie naucza jak Joszua o nowych wartościach społecznych i psychologicznych.

Odnoszę się do wywiadu Morawieckiego dla „Gościa Niedzielnego”, w którym premier wyraża się o gender i puszcza farbę o sobie. Nie jestem psychoanalitykiem, ale da się na twarzy Morawieckiego zauważyć grymas w prawym kąciku ust. Skądś on jest, raczej z takim tikiem człowiek nie rodzi się. Niezależnie od urody całe życie formułujemy swoja twarz, acz najbardziej odciska się na niej dzieciństwo – wychowanie.

Nieprzypadkowo Morawiecki zaserwował publice taki potworek pojęciowy, jak rechrystianizacja. Zero semantyki, za to dużo w nim charakteru – i to nieciekawego, charakteru zamkniętego, a więc nieempatycznego, tzw. ciasnoty.

Morawiecki zapytany przez dziennikarza „Gościa Niedzielnego”, czy dostawał w dzieciństwie klapsa, odpowiada, że tak. Indagowany o tę samą przemocową metodę wychowania w stosunku do swoich dzieci, zapewnia, że ich nie bije, acz „czasami musiałem zagryźć zęby”. Czyli chciałby dowalić, ale wie, że to złe. Czuje Morawiecki, że nie ma racji, że przemoc, jak wszystko na tym bożym świecie ma swoje kategoryzowanie. Wybiera wersję light, acz nie wierzyłbym temu człowiekowi. „Dostawał klapsy, on ich nie daje, bo…”. Typowe dla kołtuna i człowieka wewnątrz zakłamanego.

Ten szczegół wyjaśnia inną ważna sprawę dla naszego życia społecznego, bo oto Morawiecki taką chwali się wiedzą socjologiczną: – „Przemoc pojawia się częściej w związkach nieformalnych, a nie tych usankcjonowanych prawnie”. Z jakich źródeł Morawiecki posiada tę wiedzę, iż forma związku ma wpływ na użycie przemocy, czyli na treści nieludzkie? Nie ma takich źródeł, więc mogę napisać, iż Morawiecki wobec mnie używa przemocy słownej – kłamstwa, krętactwa – i mówi na temat, o którym nie ma pojęcia.

Morawiecki na tendencyjne pytanie: – „Czy podziela Pan diagnozę, że źródłem agresji wobec kobiet i dzieci są nierówności płci i role kulturowe narzucone przez tradycję, a więc także Kościół katolicki?”, odpowiada, że nie zgadza się z taką opinią. Typowa odpowiedź kołtuna wybierającego Barabasza, który w podobnej sytuacji stawał przeciw prawom kobiet.

Dzisiaj Barabasz Morawiecki staje przeciw wiedzy o społecznych rolach człowieka, przeciw gender. Morawiecki dzieli się takimi „złotymi myślami”: – „Nie można na krzywdę najsłabszych, bezbronnych patrzeć przez ideologiczne okulary, ale też nie można zamykać na nią oczu”. Takie sfomułowanie może powstać tylko w płaskim umyśle, bo żadna krzywda nie jest ideologiczna. To krzywdzący zasłania się ideologią.

Mogę wobec tego tylko stwierdzić, iż Marek Suski ma godnego siebie szefa. W PiS obowiązuje strawestowane przeze mnie prawo Kopernika-Greshama: zła osobowość wypycha lepszą. Przy czym „lepsza” wcale nie znaczy dobra, tylko zła jest jeszcze gorsza od poprzedniej. Do jakiego tombaku osobowościowego zmierza PiS ze swoimi politykami?

Trzeba PiS ośmieszać i pokazywać ucho od śledzia

Nominat Mariusza Błaszczaka pokazał swemu dobroczyńcy ucho od śledzia. Nietrzeźwy komendant wrocławskiej policji miejskiej, tylko w skarpetkach, zakrwawiony, skończył rajzę pod Lidlem, gdzie został znaleziony. Może byśmy o tym się nie dowiedzieli, gdyby nie SOK-iści, którzy kolesia znaleźli i przewieźli na detoks.

Komendant został wysłany na wrocławską placówkę po tym, jak Igor Stachowiak został tam zamordowany paralizatorem. Błaszczak orzekł, iż podinsp. Zbigniew Raczak „sprzeniewierzył się zasadom etycznym”. Od kiedy to zasady etyczne bądź ich brak są sprzedawane jako alkohol? No, ale takich mamy znawców języka, jak Błaszczak.

Zakład Historii Sztuki Uniwersytetu Śląskiego odkrył, dlaczego telenowela historyczna „Saga z plastiku i paździerza” – dla niepoznaki zwana „Korona królów” – jest tak żałosnej jakości. Oczywiście, to wina Platformy Obywatelskiej i Tuska. Tak! Jurajski zamek w Bobolicach imituje Wawel, został odbudowany i oddany do użytku przez właściciela i senatora PO Jarosława Laseckiego w 2011 roku.

Ale to nie wszystko. Jakiś czas temu owymi zamkami w systemie tzw. Orlich Gniazd położonych w Jurze Krakowsko-Częstochowskiej zainteresował się prezes Jarosław Kaczyński, który zapowiedział odbudowę innych zamków w ruinie. Służyły one do ochrony granicy Polski ze Śląskiem. Czyżby i tę Kaczyński zamierzał odtworzyć, bo Ślązacy to „opcja niemiecka”?

Posłowie PO przypomnieli, iż przed świętami 21 grudnia o godzinie 6.05 sekretarza generalnego ich partii Stanisława Gawłowskiego naszło w mieszkaniu CBA. Huku medialnego było co niemiara, bo miało to przykryć uruchomienie przez Komisję Europejską opcji atomowej artykułu 7 Traktatu UE.

Gawłowski jakoby miał przyjąć łapówkę w postaci luksusowego zegarka. Nie mógł tego jednak zrobić w przypisywanym terminie, bo ten zegarek miał na ręce kilka lat wcześniej, co udowodnił „Newsweek”. Święta minęły, Nowy Rok też – i nic. Zdarzenie pokazuje metodę, jaką zastosuje PiS w trakcie kampanii samorządowej. Czy za tym smrodem stał Joachim Brudziński, który nigdy nie poprowadził PiS do zwycięstwa w wyborach na terenie Pomorza Zachodniego?

W Nowym Roku obudził się Andrzej Duda i pozazdrościł zwycięstw Kamilowi Stochowi w Turnieju Czterech Skoczni. Duda przeciął wstęgę podczas symbolicznego otwarcia kolejki kanapowej w Szczyrku, a w tym samym czasie Stoch odniósł trzeci triumf w Innsbrucku. Różnica między Andrzejem a Kamilem jest taka, że za Dudę się wstydzimy, a Kamilem chwalimy, bo jest najlepszy.

I tak trzeba podchodzić do PiS, jak Stoch do Dudy, jak Raczak do Błaszczaka, jak Henryk Kwinto do Kramera – ośmieszać i pokazywać im ucho od śledzia, a kiedyś skończy się filmowo, gdy my złapiemy się za ucho, a ich pod eskortą odprowadzą do kicia.

Czarno widzę przyszłość Polski

Czy pisowcy politycy – w tym Morawiecki tak lubiący porównania historyczne – osiągną Polexit?

Rok 2018 przyniesie kluczowe dla społeczeństwa polskiego dwie odpowiedzi. Czy utrzymany zostanie poziom poparcia dla projektu europejskiego – Unii Europejskiej? I czy będziemy mieli wolne wybory, które na każdym poziomie kontrolowane będą przez PiS?

Mateusz Morawiecki w noworocznym wywiadzie dla TVP Info zarysował strategię negocjacyjną z Komisją Europejską. Jest ona tak ustawiona, iż władze unijne są traktowane jako wróg. To sporo mówi, dokąd zmierza partia rządząca, a konkretnie Jarosław Kaczyński.

Fundusze strukturalne, które niektóre państwa unijne chcą Polsce odebrać z powodu zarzutów o brak praworządności, Morawiecki tę sprawę nazwał „szantażem międzynarodowym”. Ależ szantaż jest zabiegiem przestępczym, o który trudno posądzić Unię Europejską, bo ta nie sprzeniewierza się standardom demokratycznym. To Polska przyjęła na siebie zobowiązania, gdy wstępowała do wspólnoty – UE jest przede wszystkim konkretną wartością cywilizacyjną świata zachodniego.

Domaganie się przestrzegania zasad demokratycznych państwa prawa nie jest żadnym szantażem. Komisja Europejska wobec takiego czarnego charakteru uruchomiła narzędzia, jakie posiada. I tak się stało z artykułem 7 Traktatu UE.

Czy Morawiecki ma szanse coś osiągnąć jako strona negocjacyjna wobec UE? Retorykę Morawieckiego można oceniać podobnie, jak negocjacje w sprawie kontraktu na zakup Caracali. Wcześniej zadecydowano w PiS, że do kontraktu nie dojdzie, a negocjacje trwały tylko dlatego, żeby udawać.

Morawiecki potwierdza, że PiS nie ustąpi w kwestii ustaw sądowniczych, bo „mamy prawo wymiar sprawiedliwości naprawiać”. A że sądy już zostały naprawione, ustawy podpisane przez Andrzeja Dudę, więc Unia – wg Morawieckiego – ma przyjąć do wiadomości, że niezależne sądownictwo w Polsce będzie partyjne. Ciekawe rozumienie trójpodziału władzy.

Morawiecki przy tym powołał się na sądownictwo w innych krajach, w tym na niemiecki odpowiednik KRS. Co jest o tyle prawdziwe, że politycy niemieccy decydują o nadaniach dla sędziów, ale trudno Niemcom zarzucić sprzeniewierzenie się standardom demokratycznym i przede wszystkim istnieje tam konsensus partyjny.

Morawiecki ponadto ucieka się do porównań historycznych, odwołując się do naprawy wymiaru sprawiedliwości po okresie Vichy we Francji i dyktaturze Franco w Hiszpanii. To porównanie jest szyte grubą nicią, bo PRL został zmieciony 28 lat temu, zaś struktury sądownictwa naprawiono w pierwszych latach III RP wg projektów „Solidarności” z lat 1980-81.

Przede wszystkim nie jest żadną przesadą, iż „reforma sądownictwa” wg PiS jest powrotem do PRL, w którym wymiar sprawiedliwości był usłużny wobec partii i I sekretarza PZPR.

Morawiecki na razie nie stosuje tak twardej retoryki, jak jego poprzedniczka Beata Szydło. Po pierwsze dlatego, że PiS okres rewolucyjny ma za sobą, teraz jest wdrażanie „reformy”. Po wtóre – może najważniejsze – poparcie dla Unii Europejskiej jest w kraju wysokie, będzie propagandowo obniżane. Podobny „problem” do rozwiązania mieli Brytyjczycy, osiągnęli „sukces” w postaci Brexitu. Czy pisowcy politycy – w tym Morawiecki tak lubiący porównania historyczne – osiągną Polexit?

A co do wolnych wyborów. Nie po to niekonstytucyjnie reformują Polskę mianowańcy Kaczyńskiego, aby po przegranych wyborach stawać przed Trybunałem Stanu. Czarno widzę przyszłość naszego kraju.

NAJWAŻNIEJSZA WIADOMOŚĆ DNIA !!! Plan PiS został przejrzany. Giertych odkrywa podstępną tajemnicę. Przeczytaj koniecznie!

Szemrana demokracja po upadku komunizmu tydzień temu

PiS sytuacją w kraju przestało się przejmować. Prawo mają pod butem, za jego pomocą podporządkowane zostaną media i opozycja. Działania przeciw niezależnym instytucjom w kraju i społeczeństwu obywatelskiemu będą miały charakter hybrydowy.

Na jednych nałożą kary odstraszające, jak na TVN, będą skłócać, kompromitować, ale przede wszystkim niszczyć życie społeczne, kulturalne. Będziemy zmniejszani w imię wielkomocarstwowości. Tolerancja i wolności zastąpione zostaną ksenofobią, polactwem, naszością. Normalność zastąpiona zostanie nierzeczywistością, elity wymienione na „naszych” pisowskich.

Czekam aż zostanie ogłoszona jakaś forma realizmu IV RP, choć w zasadzie można uznać, iż Żdanow Błaszczak ogłosił pisrealizm „upadkiem komuny tydzień temu”. Jego zastępca – ten od confetti – Jarosław Zieliński przymierza się do funkcji teoretyka nowego okresu w dziejach Polski, bo dialektycznie podparł prometeizm zwierzchnika, stwierdzając: – „Pani Joanna Szczepkowska w 1989 roku przedwcześnie ogłosiła koniec komunizmu w Polsce”. A że Zieliński nie potrafi sklecić sensownego zdania, to tym lepiej dla niego, bo w PiS obowiązuje złodziejska zasada („łapać złodzieja”). Szczepkowskiej – wybitnej aktorce – ten szatniarz w teatrze PiS („a co mi zrobicie?”) zarzucił: – „Od przedstawicielki „elity” oczekiwalibyśmy kultury i wysokich standardów, a nie mowy nienawiści. Wielki niesmak”.

Przyzwyczajajmy się do tego, że nie będzie kultury, a bedzie piskultura, że nie będzie miejsca dla pisarzy, a dla jakichś Wildsteinów, nie będzie poetów, malarzy, filmowców, dziennikarzy, tylko Ziemcowie i jemu podobni.

Demokracje też będziemy mieli ludową, fasadową, nazywam ją szemraną. „Szuru-buru, mówi pisowski guru” – rozlegnie się z Nowogrodzkiej. Właśnie tak nas chcą przestawiać za granicą, do tego został powołany Mateusz Morawiecki, tym zajmować się będzie nowy szef dyplomacji. Kto nim zostanie? Może Jarosław Gowin, który był już nawet zapowiedziany ministrem obrony. Gowin w każdym razie dzieli się swoją wizją Polski w obcych oczach: – „Widzę konieczność innego rozłożenia akcentów w naszej polityce zagranicznej. Przydałoby się mniej sporów, więcej cierpliwego tłumaczenia naszych racji”.

Nie chcę analizować zawartości logicznej dialektyki Gowina, bo jest to zajęcie żenujące. Ale trop jest oczywisty. Polska będzie budowana na nowo, bo „tydzień temu upadł komunizm”. Więc nie śmiejmy się z Błaszczaka, przekazał światłą myśl z Nowogrodzkiej.

Kolejny Żdanow pisrealizmu Adam Bielan wmawia Brukseli, iż artykuł 7 Traktatu Unii Europejskiej jest„poszerzeniem kompetencji metodą faktów dokonanych”. To kolejny dialektyczny zabieg: „jeżeli chcecie z nami rozmawiać, ustąpcie, zrezygnujcie z artykułu 7”. Z tak stwarzaną nierzeczywistością pisowską będziemy mieli do czynienia. Kolejny Żdanow od pisrealizmu – wiceszef MSZ Konrad Szymański określa metodę swojej partii – nie wierzy w „szczere intencje Komisji Europejskiej”.

Sytuacja w kraju jest jako tako opanowana, teraz PiS przedstawi Polskę na zewnątrz jako kraj, w którym tydzień temu upadł komunizm i oto jest zaprowadzany nowy porządek – pisrealizm i demokracja szemrana.

Z powyższego można wysnuć porównanie, iż historycznie znaleźliśmy się w roku 1981. Należy zastanawiać się, jakie błędy wówczas popełniła „Solidarność”, jak należało przygotować się do stanu wojennego i jakiej oczekujemy pomocy w walce z najeźdźcą wewnętrznym, bo PiS upodobnił się aż nadto do PZPR.

PiS w kampanii obiecywało, że zlikwiduje kolejki do lekarzy. No to mamy sukces rządu. Minister Radziwiłł doprowadził do takiej zapaści w służbie zdrowia, że już nawet kolejek nie ma, bo przez PiS nie ma komu przyjmować pacjentów.

MORAWIECCY – OJCIEC I SYN BĘDĄ PRZERABIAĆ

Kornel Morawiecki był zwykle folklorem ze swoją „Solidarnością Walczącą”. Raptus, którego emocje kroczyły przed rozumem, a to dlatego, że nie miał tego ostatniego za wiele. Skazał się na margines. Ta atrofia racjonalizmu dotyka specyficznych ludzi, mających wykształcenie, ale nie wiedzę.

Morawiecki nawet próbował swoje myśli zaklinać w słowa, ale wychodziła mu tylko grafomania. Wytrzymał jednak wystarczająco długo i załapał się do ugrupowania antysystemowego piosenkarza Pawła Kukiza, który ma podobne braki osobowościowe. Czasami w polityce otwiera się okienko transferowe dla takich ludzi i załapują się do mainstreamu – antysystemowi Morawieccy, odpowiednicy głośnej włoskiej gwiazdy Ciccioliny, która uszcześliwiła Parlamento Italiano, ale nie tradycje polityczne rodaków Macciavellego.

Ba! Dopuszczam, aby wszelakie Ciccioliny uszcześliwialy nasze liberalne demokracje, bo są sola wolności. Niestety w Polsce te Ciccioliny nadają ton debacie publicznej. Niektóre z przyjemnością się ogląda, zawsze źle się je słucha. Rozum nie jest tym organem, który zadecydował o ich awansie do mainstreamu.

Kukiz jak wcześniej Tymiński i Lepper wypadną z polityki, bo nasz stosunek do folkloru ulega estetycznemu i rozumowemu wyczerpaniu. Skupiam się trochę zanadto na tym marginesie, lecz w Polsce niebywale się on rozrósł i zaatakował demokrację.

Starszy Morawiecki jest specyficzną metaforą tego, co dzieje obecnie w kraju „wyczynia” się. A poza tym jest oryginałem w stosunku do Mateusza, kopii, o której niewiele wiemy, nie dał się poznać, co jest bardzo dziwne, bo dwa lata był wicepremierem, a pod pewnego czasu jest szefem rządu.

A  jeżeli ktoś nie daje się poznać, będąc najważniejszą nominalnie osobą w państwie, mam prawo mniemać, że niczego głębszego w nim do poznania nie ma. Mogę się mylić, lecz ucho i rozum mam wyczulone na orginalności i głębokości. Twierdzę, że wykształcenie rzeczywiste – humanistyczne – Morawieckiego zatrzymało sie na „Winnetou”, do którego się przyznał, a dalej nie ruszył z reklamowaniem siebie, bo nie miał i nie ma czym się pochwalić.

Mylę się? Chciałbym. Dlatego syna zapośredniczam poprzez ojca – w myśl idiomu: jaki ojciec, taki syn. A to nie wróży nam – Polsce –  za dobrze. Słyszeliśmy już zresztą od obydwu Cicciolin Morawieckich, że naród jest ponad prawem (wykładnia faszyzmu), słyszeliśmy też, że faszyzm był ustrojem szytym wg litery prawa (w terj historiozofii Mateusz Morawiecki jest rzeczywistą Cicciloną intelektu), a teraz słyszę, ze ojciec premiera rządu polskiego chce przerabiać uchodźców na Polaków. Poważnie! Oto passus z wywiadu Morawieckiego (ojca) dla „Rzeczpospolitej”: >>Podjąć działania, które „ich” (uchodźców – przyp. mój) przerobią na „nas”<<.

Nie wiem, czym jest dla Morawieckiego człowiek, ale w tym  wypadku to nie podmiot, ale rzecz, jakaś konserwa, którą bedzie przerabiać „na nas”, na Polaków. Zatem i Polak jest dla Morawieckiego konserwa, bo mozna przerobić kogoś na Polaka. Chciałoby się zapytać: jak taki Polak „przerobiony” smakuje? Bo dla mnie Polak smakuje, jak Mickiewicz, Gombrowicz, Kościuszko, Wałęsa, a nie jak grafoman Morawiecki. Z tej konserwy Morawieckiego czuć na odleglość truciznę: jad kiełbasiany. Zresztą od jadu takiego zmarł Mickiewicz.

Cicciolina raczej do swojej kariery politycznej nie używała organu głowy, ale zupełnie inny. Jakiego organu używa Morawiecki (ojciec i syn), bo rozumu u obydwu brakuje. Uwzględniam, że wiedza na poziomie lektury „Winnetou” jest niewystarczająca.

Takie Ciccioliny są obecne w debacie publicznej: Morawieccy – ojciec i syn. Ale Polska to nie zamtuz, w którym najlepsze Ciccioliny mogą zadowolić zmysły, ale nie umysły. Co więc nas czeka w kraju tak zdegradowanym z umysłu?

COŚCIE ZROBILI Z TYM RADIEM, ŁOBUZY?

Degrengolada państwa zarządzanego ubeckimi metodami

Jak na dłoni widać, iż Polska jest zarządzana przez szantaż, zastraszanie, wymuszanie.

Kabaret „Ucho prezesa” na początku oddawał istotę groteski obecnie sprawujących władzę. Śmieszył mnie, acz uważałem, że tego rodzaju zabieg narracyjny raczej służy ośmieszanym, jest zrozumieniem ich śmieszności, w ten sposób usprawiedliwia. A taka narracja to zrozumieć, czyli wybaczyć.

Więc śmiech stawał się zrozumieniem, wybaczeniem. Zaś rząd PiS potrzebuje solidnego linczu publicystycznego, groteski owszem, ale nie kabaretowej, bo to opowieść kategorii be, ce, narracja podrzędna, a nie groteska literacka typu fredrowego, mrożkowego, brechtowego.

Pokraka ma być pokraką, ma być obnażony, a nie śmiechem usprawiedliwiony. Nie łudźmy się, że rząd Morawieckiego będzie mniej groteskowy od Beaty Szydło, bo ten pierwszy był prezesem banku. Morawiecki wszedł w buty groteski i będzie inaczej pokraczny, ale z czasem stanie się identyczny.

Dziennikarka Onetu Edyta Żemła opisuje sytuacje, jakie odbywały się w jednej godzinie w Pałacu Prezydenckim, gdy odwoływano Szydło i powoływano Morawieckiego. 8 grudnia 2017 roku mieliśmy do czynienia z esencją groteski, bardzo pisowskiej.

Oto godzinę przed uroczystością zjawia się w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego kurier z Ministerstwa Obrony Narodowego, czyli od Antoniego Macierewicza, z wiadomością w kopercie, iż głównemu doradcy wojskowemu Andrzeja Dudy gen. Jarosławowi Kraszewskiemu został odebrany certyfikat bezpieczeństwa, który upoważnia do dostępu do tajemnic krajowych, NATO i unijnych.

Niemal w tym samym momencie dowiaduje się o tym Duda, ale nie z koperty MON, ale z TVN24. Czyli podobny kurier, jak do BBN, dotarł do najważniejszej telewizji informacyjnej (tym drugim „kurierem” mógł być telefon z MON).

Duda jest zaniepokojony, bo to jawny nacisk, iż Duda może dogadać się z nowym premierem, że Macierewicz nie zostanie ministrem obrony. Duda więc dzwoni do gen. Kraszewskiego, aby dowiedzieć się, czym Macierewicz uzasadnia odebranie certyfikatu. I jak to w grotesce, Duda uzyskuje odpowiedź, że nie ma żadnego uzasadnienia. Czyli Macierewicz zastosował typowy szantaż, wziął za zakładnika doradcę Dudy, aby utrzymać się na stanowisku. Tak jest zarządzana Polska, tak wygląda bezpieczeństwo państwa.

Gen. Kraszewski podpadł Macierewiczowi tym, że krytycznie wyrażał się o Wojskach Obrony Terytorialnej, które bez żadnego wnikliwego oglądu prezentują się, jak wojska szwejkowate. Dalszy ciąg tej groteski to zapytanie gen. Kraszewskiego, czy był inwigilowany przez służby podległe Macierewiczowi, a więc premierowi, a jeszcze dalej idąc podległe zwierzchnikowi Wojska Polskiego, czyli Dudzie.

A zatem mamy do czynienia z piramidalną groteską. Były szef MON Tomasz Siemoniak nazywa to degrengoladą państwa. Są to – jak wymknęło się onegdaj Dudzie – ubeckie metody Macierewicza. Jak na dłoni widać, iż Polska właśnie tak jest zarządzana. Przez szantaż, zastraszanie, wymuszanie – ubeckimi metodami. A to nie jest śmieszne. To nie jest kabaret, to degrengolada.