11.12.14

 

Sikorski miał ultimatum, my – propozycje z innych partii. Hofman opowiada o „kulisach” afery

MT, 11.12.2014
Adam Hofman w TVP Info

Adam Hofman w TVP Info (TVP Info)

Adam Hofman wciąż tłumaczy się z afery madryckiej, dzieląc się nowymi rewelacjami. Przyznaje, że inne partie proponowały mu pójście na układ, i twierdzi, że cała sytuacja została stworzona przez Radosława Sikorskiego.
Adam Hofman wyjaśniał w TVP Info okoliczności towarzyszące tzw. aferze madryckiej, w wyniku której Hofman wraz z dwoma innymi posłami – Mariuszem Antonim Kamińskim oraz Adamem Rogackim – zostali usunięci z klubu Prawa i Sprawiedliwości. Wcześniej tego dnia podczas pierwszej od czasu afery konferencji prasowej posłowie wyjaśniali, że ich wyjazd do Madrytu odbył się legalnie, a Kancelaria Sejmu nie straciła na nim ani złotówki.

„Sikorski miał ultimatum”

Hofman w programie „Dziś wieczorem” tłumaczył między innymi, że za całą sprawą stał rzekomo marszałek Sejmu Radosław Sikorski. Miał on dostać od Platformy Obywatelskiej ultimatum: albo sprawi, że partia wygra wybory, albo on będzie musiał z niej odejść z powodu „zarzutów ws. Ukrainy i afery taśmowej”.

Hofman ponownie starał się też udowodnić, że cały proceder – w którym posłowie mieli pobrać kilometrówkę za wyjazd samochodem, podczas gdy polecieli tanimi liniami lotniczymi – był zgodny z przepisami i nie było w nim żadnych nieprawidłowości. – Nigdy nie poświadczałem nieprawdy – zapewniał.

Propozycje z innych partii

– W PiS zauważono, że w stosunku do nas odbył się lincz medialny – mówił Hofman, opowiadając o wyrzuceniu go z partii. Przyznał, że miał od tego czasu propozycje od innych ugrupowań politycznych. – Jest taka droga renegatów typu Michał Kamiński, którzy za plucie na Jarosława Kaczyńskiego mają natychmiast odpuszczone grzechy – stwierdził. – Były propozycje: zróbcie to, a wszystko będzie dobrze. My nie idziemy taką drogą – zapewnił poseł.

Gazeta.pl

Profesor ukarany za agitację w urzędzie. Nie wiedział, gdzie był?

Karol Adamaszek, 11.12.2014
Waldemar Paruch w kampanii wyborczej do europarlamentu

Waldemar Paruch w kampanii wyborczej do europarlamentu (Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Gazeta)

Jeśli wtorkowe orzeczenie się uprawomocni, profesor Waldemar Paruch będzie musiał zapłacić 3 tysiące złotych grzywny za agitowanie na terenie ratusza w Łukowie. Niedawny kandydat PiS w eurowyborach, a przy tym politolog, bronił się w dość zaskakujący sposób: nie wiedział, że prowadzi kampanię na terenie urzędu, a poza tym spotkanie z mieszkańcami było w sali im. Jana Pawła II
Lider lubelskiej listy PiS w wyborach do Parlamentu Europejskiego prof. Waldemar Paruch (wykłada na Wydziale Politologii UMCS) spotkał się 6 maja z mieszkańcami Łukowa w budynku, gdzie siedzibę mają ratusz oraz starostwo.Policję zawiadomił o tym kontrkandydat Parucha Sławomir Dziudzik (komitet Demokracja Bezpośrednia). Funkcjonariusze przesłali więc do sądu wniosek o ukaranie naukowca (specjalisty od nauk politycznych) za złamanie artykułu 494 Kodeksu wyborczego, który mówi, że „kto w związku z wyborami prowadzi agitację wyborczą na terenie urzędów administracji rządowej lub administracji samorządu terytorialnego (…), podlega karze grzywny”.Kampania jak jazda rowerem po chodnikuW rozmowie z „Wyborczą” burmistrz Dariusz Szustek, lider miejscowego PiS, potwierdził, że mityng wyborczy Parucha odbył się w sali urzędu. Nie powiedział jednak wprost, kto był jego organizatorem. Zapraszał na nie zarząd powiatu PiS, którego członkiem jest oczywiście Szustek.

– Spotkanie odbyło się po godzinach pracy urzędu i nikt nie agitował wśród urzędników. Jeśli policja uznała jednak, że przekroczyliśmy prawo, to ktoś zostanie ukarany. Może to być mandat albo pouczenie, więc nie ma się czym przejmować. Przecież jak pojedziemy rowerem po chodniku, to też złamiemy prawo. Raz zapłacimy mandat, a jeszcze częściej nie – wyjaśnił.

 

Sąd Rejonowy w Łukowie nie mógł jednak zamknąć szybko sprawy, bo profesor z pełnomocnikiem postanowili przekonać wymiar sprawiedliwości do swojej linii obrony. Biorąc pod uwagę, że obwinionym jest wykładowca z politologii, jego stanowisko jest dość zaskakujące.

Jak relacjonował portal lukow24.pl, na jednej z rozpraw Paruch wyjaśnił, że nigdy wcześniej w Łukowie nie był, w dodatku budynek, do którego przyjechał… nie wydawał się być urzędem. O tym, że spotkanie odbyło się w ratuszu, dowiedział się rzekomo formalnie dopiero z dokumentacji sprawy. Jego dość zastanawiająca niewiedza ma wynikać z tego, że spotkania w kampanii przygotowywali mu asystenci.

Jan Paweł II przed decyzjami nie broni

Tymczasem obrońca profesora dowodził, że sąd powinien wziąć pod uwagę, że Paruch przemawiał do mieszkańców w Sali Konferencyjnej im. Jana Pawła II, a niekoniecznie muszą być tam podejmowane decyzje administracyjne. Te argumenty do sądu raczej nie trafiły.

– Sąd wymierzył obwinionemu karę 3 tysięcy złotych grzywny. Ma też zapłacić 400 złotych kosztów – poinformowano nas we wtorek w biurze prasowym Sądu Okręgowego w Lublinie. Orzeczenie jest dość surowe, bo oskarżyciel chciał tysiąca złotych kary dla politologa.

Lukow24.pl podał, że zdaniem sądu kandydat PiS doskonale wiedział, gdzie agituje, bo zachowało się nagranie, na którym padły takie oto słowa Parucha: „Tutaj czas pracy urzędu się zakończył”. Poza tym sala im. Jana Pawła II służy radnym miejskim i powiatowym na sesje, a więc osoba świętego patrona nie wyłącza jej z podejmowania decyzji administracyjnych.

Wtorkowe orzeczenie jest nieprawomocne. Profesor Paruch najprawdopodobniej złoży odwołanie. Przypomnijmy: choć startował do PE z pierwszego miejsca na liście PiS, to mandatu nie zdobył. O prawie 30 tysięcy głosów lepszy wynik „wykręcił” inny profesor, tyle że ulubieniec ojca Rydzyka Mirosław Piotrowski, który zabiegał o fotel deputowanego z drugiej pozycji na liście.

Zobacz także

lublin.gazeta.pl

Kolejna kara dla Radia Maryja. Fundacja Rydzyka zapłaci za ukryty przekaz handlowy

– Mnie, jako katolika, prawo nie obowiązuje – mawia często o. Rydzyk.
– Mnie, jako katolika, prawo nie obowiązuje – mawia często o. Rydzyk. Fot. Agnieszka Sadowska / Agencja Gazeta

Grzywnę na Warszawską Prowincję Redemptorystów – nadawcę Radia Maryja – nałożyła Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji. Zarzuciła Radiu Maryja emisję ukrytego przekazu handlowego, nieoznaczonego wyraźnie jako reklama.

Do naruszenia prawa doszło – zdaniem KRRiT – 28 grudnia 2013 r. Chodzi o wypowiedź ojca Tadeusza Rydzyka dotyczącą działania Fundacji Lux Veritatis. To nadawca Telewizja Trwam.

Według Krajowej Rady słowa duchownego miały wywołać skutek reklamowy, dlatego zakwalifikowano je jako ukryty przekaz handlowy. – To naruszenie art. 16c pkt. 1 ustawy o radiofonii i telewizji – czytamy w oficjalnym komunikacie KRRiT.

KRRIT

Nadawca programu Radio Maryja] ma status nadawcy społecznego. W programie nadawcy społecznego, którego program w ogóle nie może zawierać przekazów handlowych w audycji, słuchacze spodziewa się uzyskania obiektywnego przekazu, relacji omawianych zagadnień, nie zaś przekazów handlowych, zachęcających do zakupu czasu reklamowego w programie TV Trwam. Czytaj więcej

To nie pierwszy taki zarzut i nie pierwsza kara dla Radia Maryja. W październiku tego roku KRRiT nałożyła na stację aż 13 tys. kary za to, że w audycji poświęconej 21. jubileuszowi miesięcznika „Wychowawca” używano sformułowań zakwalifikowanych jako bezpośrednia zachęta do jego zakupu.

Źródło: rp.pl, KRRiT

naTemat.pl

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: