6.12.14

 

Biedroń na prezydenta lewicy

Rozmawiała Agata Nowakowska, 06.12.2014
- Dziś już można z pełnym przekonaniem powiedzieć, że oba projekty budowy lewicy - SLD i Palikota - się nie udały - twierdzi Sławomir Sierakowski. Na zdjęciu: Janusz Palikot i Leszek Miller w Sejmie

– Dziś już można z pełnym przekonaniem powiedzieć, że oba projekty budowy lewicy – SLD i Palikota – się nie udały – twierdzi Sławomir Sierakowski. Na zdjęciu: Janusz Palikot i Leszek Miller w Sejmie (SŁAWOMIR KAMIŃSKI)

Kandydat lewicy na prezydenta zostanie liderem nowej formacji lewicowej. Dużą rolę może odegrać ktoś taki jak Wojciech Olejniczak – wyprowadzić zdrową część SLD, dokonać rozłamu – mówi Sławomir Sierakowski
Agata Nowakowska: SLD miał słaby wynik w wyborach samorządowych. Twój Ruch walczy o życie. Lewica ma szanse odbudować się przed wyborami w 2015 r.?Sławomir Sierakowski, socjolog, założyciel „Krytyki Politycznej”: Tak. Dziś już można z pełnym przekonaniem powiedzieć, że oba projekty budowy lewicy – SLD i Palikota – się nie udały. Ale otwiera się najlepsza od lat możliwość zbudowania nowego projektu politycznego. Mamy przed sobą właściwie rozstrzygnięte wybory prezydenckie, wygra je Bronisław Komorowski. Partyjna gerontokracja nie będzie chciała startować, bo po co jej porażka? Wobec czego to będą wybory pretendentów dające duże szanse na nowe projekty polityczne. To wybory na policzenie lewicowego elektoratu.Lewica podejrzewa – bo wybory tego nie pokazują – że mogłaby liczyć na 20-30 proc. poparcia.

– Od dawna nic na ten temat nie wiemy. A Leszek Miller i Janusz Palikot mają ten sam problem wiarygodności dla ludzi o lewicowych poglądach. Palikot światopoglądowo był już wszędzie: od propagowanego w „Ozonie” zakazu pedałowania do sukcesu, jakim było wprowadzenie do Sejmu pierwszego posła homo- i transseksualnego. Jak Miller rządził, to wprowadzał neoliberalne reformy. Lidera ruchu LGBT w Polsce też się z niego nie zrobi.

Dlatego nie wiadomo, ilu jest tych wyborców lewicowych, bo oni nie mieli dotąd dobrej oferty. W tym sensie wybory prezydenckie mogłyby być taką akcją „Niech nas zobaczą”.

Nazwiska. Bo na razie Miller zaproponował kandydowanie Olejniczakowi, a ten odmówił.

– Te wybory to dlatego najlepsza okazja dla nowego projektu politycznego, bo potrzebny jest jeden kandydat lewicy, a nie setki czy tysiące, jak w innych wyborach. Kluczem do sukcesu jest kandydat symboliczny, tylko taki zmobilizuje wyborców i przyciągnie uwagę mediów. Widzę dwie takie osoby: Roberta Biedronia i Barbarę Nowacką.

To, że Biedroń jest gejem, jest w tym wypadku bardzo sprzyjające. Te wybory dla lewicy nie są po to, żeby je wygrać, tylko żeby stworzyć partię. A tych, którzy popierają związki partnerskie, jest w Polsce 30-40 proc. Jest skąd brać.

Nowacka jest kobietą, odróżnia się od tych „tatulów”, jest chyba lepiej niż Biedroń przygotowana merytorycznie do ważnej funkcji. Byłoby jak z Obamą – dla wielu ludzi w Stanach to była symboliczna sprawa, że Afroamerykanin wygrywa wybory.

Oboje są dobrymi challengerami: Biedroń wygrał wybory w Słupsku, a Nowacka w eurowyborach zdobyła świetny wynik i pokonała w Lublinie Michała Kamińskiego. Oboje byli i w SLD, i w Ruchu Palikota – są w stanie połączyć te środowiska. Jednocześnie nie są tak mocno identyfikowani partyjnie, byli raczej solistami, co mogłoby przyciągnąć nowe środowiska.

Biedroń zawiódłby słupszczan. Obiecywał im ciężką pracę dla miasta, a nagle idzie się potykać o kraj.

– Mógłby powiedzieć, że to też są wybory o przyszłość Polski słupskiej, a nie tylko tej elitarnej.

Chodzi o nowy podział: wybieramy nie między PO a PiS, tylko między lewicą a prawicą?

– Dokładnie. Dlatego potrzebny jest symboliczny kandydat, który zmobilizuje do opowiedzenia się według innego podziału.

Wtedy może nastąpić przeszeregowanie elektoratów. Komorowski jest superpopularny, dopóki nie ma realnego przeciwnika, nawet część elektoratu PiS zagłosuje na niego, bo ich kandydat Andrzej Duda jest mało znany. Łatwo natomiast zabrać głosy Komorowskiemu z lewej strony. Lewicowi wyborcy zagłosowaliby na Biedronia czy Nowacką, bo wybory nie stawiają ich pod ścianą. Nie ma ryzyka, że wygra je Kaczyński.

Jakie poparcie mógłby zdobyć taki lewicowy kandydat?

– Chodzi o numer „na Olechowskiego”. W 2000 r. jako kandydat niezależny wystartował w wyborach prezydenckich. Nie miał szans pokonać Aleksandra Kwaśniewskiego, ale zdobył 17,3 proc. To był kapitał, na którym rok później wyrosła Platforma Obywatelska. Takie 17 proc. to tyle, ile trzeba, żeby zacząć nowy projekt polityczny w rozmiarach oddalonych od progu wyborczego.

Przeszkodą mogą być partyjni liderzy.

– Palikot jest większym kłopotem niż Miller, bo ma powód bić się o te 8-10 proc. w wyborach prezydenckich. On myśli, że dzięki mediom i happeningom rozpoznawalnością doścignął Jana Pawła II, a te wybory to szansa na powrót nad próg wyborczy i doczołganie się do następnego Sejmu.

Palikot jest młody, ciągle politycznie niespełniony, a pan mu proponuje emeryturę.– On się nie nadaje na lidera, a nie-liderem być nie potrafi. Natomiast Miller musi uprzedzić atak w partii.Jego poprzednik, Napieralski, już ostro wypowiada się w mediach, że za chwilę z SLD zostaną gruzy.

– Dlatego Biedroń i Nowacka są dla Millera szansą na wyjście z twarzą z tej sytuacji, w przeciwnym razie pokona go ktokolwiek. Lepiej poprzeć Biedronia czy Nowacką, niż przegrać z Napieralskim. Miller dziś już wie, że jego plan polityczny się nie powiódł. Grał na to, że koalicja musi się zużyć, a jak straci przynajmniej 5 proc. poparcia, to Miller będzie niezbędny. Zostanie wicepremierem i w ten sposób ładnie pożegna się z polityką. To się nie udało i już się nie uda: Platforma traci, ale na rzecz PSL, czyli na razie ta koalicja jest niezatapialna. W wyborach samorządowych razem dostała nawet lepszy wynik niż w poprzednich. Millerowi zostaje dobrze się na koniec zachować, być jednym z ojców założycieli.

Co po wyborach prezydenckich?

– Kandydat lewicy na prezydenta zostaje liderem nowej formacji. Ale dużą rolę może odegrać ktoś taki jak Wojciech Olejniczak – jeśli będzie trzeba, może wyprowadzić zdrową część SLD, dokonać rozłamu. Podobnie zresztą, jak uczynił Tusk w Unii Wolności.

Na razie młodzi głosują raczej na Korwin-Mikkego czy PiS.

– Większość dzisiejszych 20-latków w ogóle nie głosuje. Jak się ma 20 lat, to człowiek jeszcze się niczego nie boi, można sobie pozwolić na myślenie: „Niech się dzieje”. Raz jest Palikot, za chwilę Korwin, jutro może być Biedroń albo Nowacka. Dopiero jak się ma 30-40 lat – człowiek boi się o rodzinę, kredyt – głosuje na status quo, a dziś to PO.

Lewica w Polsce będzie wtedy, gdy wybierze ją mieszczaństwo drugiego pokolenia. Pierwsze pokolenie po 1989 r. jest strasznie liberalne, było uczone – każdy jest kowalem własnego losu, każdy gryzł ziemię, żeby się dorobić. Dziś jeszcze myśli: „Jak mnie się udało, inni też powinni sobie sami radzić”.

Dopiero drugie pokolenie będzie mogło sobie pozwolić na coś więcej. Pierwsze mieszczaństwo jest materialistyczne, drugie jest wolnościowe. Symptomami tego nowego pokolenia są dzisiaj ruchy miejskie, Joanna Erbel, Robert Biedroń czy Barbara Nowacka.

Podgryzanie Millera

Leszek Miller zagroził byłemu liderowi SLD Grzegorzowi Napieralskiemu wyrzuceniem z partii za publiczne krytykowanie słabych wyników Sojuszu.

Napieralski ustąpił z funkcji po raptem 8-proc. wyniku w wyborach do Sejmu w 2011 r. W ostatnim tygodniu zrobił tour po telewizjach i rozwodził się nad porażką SLD. – Jeśli po trzech tragicznych wynikach w kolejnych wyborach nie uda się SLD otrząsnąć i zbudować czegoś, co będzie na miarę naszych marzeń, to nawet nie będzie z czego odchodzić. Ta formuła SLD, która jest dzisiaj, wyczerpała się – mówił w środę w TVP Info.

Zapytany o przywództwo Millera w czwartek w „Kontrwywiadzie RMF FM” mówił: – Czas na bardzo poważną zmianę i bardzo poważną reformę. Też zmianę personalną.

Choć za chwilę zaznaczył, że Miller „nie musi odejść”.

Wczoraj w TVP Info odpowiedział mu Miller. Pytany o to, czy zagroził Napieralskiemu wyrzuceniem z partii, odparł: – Część moich kolegów uważa, że [on] łamie statut i przesadza, dlatego że dobrym miejscem dyskusji o wynikach wyborów są gremia statutowe.

Po słabym wyniku Sojuszu w wyborach samorządowych (8,8 proc. do sejmików) Miller zapowiedział, że dopiero wybory do parlamentu zweryfikują przywódcę partii. Krzysztof Gawkowski, sekretarz generalny SLD i jeden z najbliższych współpracowników Millera, powiedział „Gazecie”, że w tej chwili zmiana lidera partii jest zgodnie ze statutem niemożliwa. – Lider poddaje się raz na cztery lata weryfikacji, a Leszek Miller uzyskał wotum zaufania rok temu – zaznacza Gawkowski.

AGATA NOWAKOWSKA

Zobacz także

wyborcza.pl

Węgrzy powoli odwracają się od Orbána

Michał Kokot, 06.12.2014
Czwartkowa demonstracja w Budapeszcie przeciwko korupcji

Czwartkowa demonstracja w Budapeszcie przeciwko korupcji (BERNADETT SZABO/REUTERS)

Rośnie niezadowolenie z polityki premiera. Od kilku tygodni nie ustają antyrządowe demonstracje, a poparcie dla rządzącego Fideszu spadło do poziomu nienotowanego od lat.
Według sondażu Instytutu Tarki Fidesz stracił od października aż 12 proc. poparcia i mógłby dziś liczyć zaledwie na 25 proc. głosów. To jeden z najgorszych wyników ostatnich kilkunastu lat. Partia, nawet gdy przegrywała wybory w 2002 i 2006 r., zdobywała 40 proc. głosów.W dodatku w czwartkowy wieczór 7 tys. Węgrów znów wyszło na ulice Budapesztu – protestowano przeciw korupcji i wykrzykiwano antyrządowe hasła. Demonstracje zapoczątkował niespodziewany protest pod koniec października przeciwko opodatkowaniu przez rząd internetu. Od tego czasu przychodzi na nie od kilku do kilkunastu tysięcy osób.

W czwartek protestujący domagali się ustąpienia Ildikó Vidy, szefowej Urzędu Podatków i Ceł (NAV). Amerykanie oskarżają ją o wymuszanie łapówek od rodzimych firm z branży spożywczej. Z tego powodu Vida, współzałożycielka Fideszu, dostała zakaz wjazdu do USA. Podobny los spotkał pięciu innych wysokich urzędników i biznesmenów – mieli być zamieszani w korupcję.

Węgierski tygodnik „Hvg” twierdzi, że z powodu spadku poparcia dla Fideszu władza wpadła w popłoch. Strategię poprawy wizerunku ma teraz opracować Árpád Habony, tajemniczy wieloletni doradca Wiktora Orbána, o którym wiadomo jedynie, że odnawiał kiedyś zabytki, a później był mechanikiem samochodowym.

Jego zadanie nie będzie łatwe, bo szum wokół skorumpowanej NAV narasta. O sprawie zaczęli mówić wysocy rangą inspektorzy. Jeden z nich, András Horváth, ujawnił, że straty skarbu państwa z powodu nieściągniętych podatków i nienależnych ulg mogą sięgać nawet tryliona forintów (3,2 mld euro). Twierdzi on, że wielokrotnie zwracał się do swoich szefów z prośbą o zajęcie się firmami z branży spożywczej, które fikcyjnie eksportowały m.in. olej i cukier. Ci jednak zamiatali sprawy pod dywan.

Korupcję na Węgrzech zaczęła też badać UE. Inspektorzy OLAF, unijnej instytucji odpowiedzialnej za zwalczanie nadużyć finansowych, wzięli pod lupę 34 przypadki. Jeśli je udowodnią, Węgrom grozi obcięcie dotacji przez Brukselę. Już w ubiegłym roku UE wstrzymała wypłatę 100 mln euro na projekty infrastrukturalne z powodu wielu nieprawidłowości.

W przeszłości Bruksela miała pretensje do Węgier, że preferują rodzime firmy przy przetargach drogowych. Największą z nich jest Közgép – należąca do głównego oligarchy w kraju Lajosa Simicski, sprzyjającego Fideszowi. W 2013 r. wygrała rządowe przetargi na 1,5 mld euro. Na specjalne względy liczyć też mogą właściciele supermarketów rodzimej marki CBA, największej na Węgrzech. W odróżnieniu od wielkopowierzchniowych sieci handlowych uniknęły one płacenia podatków, a teraz ich zyski mogą jeszcze wzrosnąć. Parlament przygotowuje bowiem ustawę o zakazie handlu w niedzielę, która ominie CBA. Szefostwo firmy bywało tak wdzięczne rządzącym, że wysyłało do pracowników listy z poleceniem, by udawali się na prorządowe wiece. Wywoływało to raczej rozbawienie i komentowane było jako powrót obchodów święta 1 Maja.

Amerykanie mówią wprost o sieciach zależności, które stworzył Viktor Orbán, budując państwo w autorytarnym stylu. Politycy USA czasem nie przebierają w słowach, czego efektem jest afera, która wybuchła w środę. Senator John McCain ostro skrytykował Węgry podczas przesłuchania w Senacie Colleen Bell, kandydatki na ambasadora w Budapeszcie (ostatecznie została zatwierdzona). Nie ma ona doświadczenia w dyplomacji, jest dawną producentką opery mydlanej „Moda na sukces”, a zasłynęła zbieraniem funduszy na kampanię Baracka Obamy (ponad 2 mln dol.).

– Nie jestem przeciw politycznym nominacjom. Ale tu chodzi o naród na skraju zrzeczenia się suwerenności na rzecz neofaszystowskiego dyktatora, który idzie do łóżka z Władimirem Putinem, a my wyślemy mu jako panią ambasador producentkę „Mody na sukces” – mówił McCain.

Budapeszt natychmiast wezwał Andre Goodfrienda, chargé d’affaires ambasady USA, z żądaniami wyjaśnień. W piątek Orbán stwierdził w publicznym radio, że słowa McCaina to „zamach na niezależność Węgier”.

– Stosunki węgiersko-amerykańskie są najgorsze od 25 lat i rządzący wiedzą, że muszą je poprawić. Jednak McCain przesadził, bo Węgry nie są faszystowskim krajem, choć władza scentralizowała wiele instytucji i napisała tak prawo, by wygrać wybory – mówi „Wyborczej” Bulcs Hunyadi, analityk węgierskiego think tanku Political Capital.

Na Węgrzech nikt nie ma złudzeń co do tego, że rosnąca presja w kraju i za granicą sprawi, że Fidesz nagle straci władzę. Choć poparcie dla tej partii spadło o jedną trzecią, nie zyskała na tym opozycja. Węgrzy pozostają nieufni wobec polityków lewicy i liberałów, których rządy zakończyły korupcyjne skandale i załamanie finansów państwa. Nawet na antyrządowych demonstracjach obowiązuje zakaz afiszowania się z polityczną przynależnością. – Opozycja jest wciąż na marginesie, ale zapracowała sobie na ten los – podkreśla Hunyadi.

Zobacz także

wyborcza.pl

Ludzie Stasi biorą Turyngię

Bartosz T. Wieliński, 06.12.2014
Bodo Ramelow

Bodo Ramelow (MARTIN SCHUTT/AP)

Bodo Ramelow to pierwszy polityk skrajnie lewicowej Die Linke, który został premierem niemieckiego landu. Następnym jej celem jest rząd w Berlinie.
Bez wątpienia w Turyngii w środkowych Niemczech powstawała wczoraj niemiecka historia. – Trzeba przygotowywać grunt pod nową koalicję, która będzie rządzić Niemcami – ogłosił jeden z polityków SPD na Twitterze. Chwilę wcześniej w Landtagu w Erfurcie Bodo Ramelow otrzymał w głosowaniu wymaganą większość 46 głosów i jako nowy szef regionalnego rządu złożył ślubowanie.Został premierem, ponieważ stał za nim sojusz, którego jeszcze niedawno Niemcy nie byli sobie w stanie wyobrazić. Siły połączyły SPD, Zieloni i Die Linke, wspólna partia enerdowskich postkomunistów i zachodnioniemieckich lewaków. Ponieważ największą siłą w tym trio jest właśnie ona (we wrześniowych wyborach do Landtagu dostała 28 proc. głosów), jej przywódca w landzie został kandydatem na premiera. Wygrał, bo jego czerwono-czerwono-zielona koalicja była o jeden głos silniejsza od CDU i antyeuropejskiej AfD. Die Linke po raz pierwszy w historii obsadziła fotel premiera.

Teraz skrajna lewica i coraz większa część polityków SPD myślą o tym, by taki sojusz zbudować na poziomie całego kraju. I po wyborach w 2017 r. odsunąć chadeczkę Angelę Merkel, która obecnie jest z SPD w koalicji, od władzy.

– SPD, gdy współpracuje z CDU, tylko przegrywa – zachęcał wczoraj socjaldemokratów jeden z przywódców Die Linke Gregor Gysi.

Co zrobi SPD? Szef partii Sigmar Gabriel na razie milczy. I to przez długi czas się nie zmieni. Socjaldemokraci będą się bacznie przyglądać, jak przebiega „turyński eksperyment”.

Przemalowani komuniści

Sukces Ramelowa wprowadził Niemców w zakłopotanie, bo dla wielu niemieckich polityków Die Linke to partia parias. Angela Merkel właśnie dlatego nigdy nie zapraszała jej przedstawicieli na konsultacje przed powołaniem rządu.

Die Linke to w zasadzie kontynuacja Socjalistycznej Partii Jedności Niemiec (SED), komunistycznej monopartii, która rządziła NRD. Przez 15 lat po zjednoczeniu jako Partia Demokratycznego Socjalizmu zdobywała głosy we wschodniej części kraju, przekonując mieszkańców borykających się z bezrobociem i beznadzieją miast, że w NRD żyło się lepiej. Że Wessi, czyli Niemcy z Zachodu, nimi pogardzają, że trzeba dać socjalizmowi kolejną szansę. W 2005 r., łącząc się z ugrupowaniem polityków, którzy odeszli z socjaldemokracji, gdy SPD zdecydowała się na bolesne reformy socjalne, już jako Die Linke przestała być obrońcą wyłącznie Ossi. Stała się trybunem bezrobotnych i wykluczonych w całym kraju. Spektakularnych sukcesów jednak nie odnosiła. Aż do wczoraj…

Niewinność agentów

Na dyskusje o przeszłości Die Linke nie ma ochoty. Wielu polityków, jak Gregor Gysi, jest podejrzewanych o współpracę z enerdowską bezpieką Stasi. Inni działają w partii, mimo że zostali zdemaskowani jako tajni współpracownicy.

Tak właśnie jest w przypadku współpracowników Ramelowa. Poseł Frank Kuschel, dawny oficer armii NRD, według akt bezpieki „bezwzględnie obciążał planujących ucieczkę na Zachód”. Jeszcze w październiku 1989 r., gdy NRD już się waliło, donosił na dysydentów. Ze Stasi współpracowała też inna posłanka Ina Leukefeld. Na samego Ramelowa teczki nie ma – do Turyngii przeniósł się już po upadku muru berlińskiego. Ale, jak doniósł ostatnio „Die Welt”, razem z pułkownikiem Stasi prowadził firmę.

Dla Die Linke związki z bezpieką nigdy nie były problemem. Ale dla wielu mieszkańców Turyngii, a zwłaszcza tych, którzy przeszli przez konwejer Stasi i enerdowskie więzienia, przejęcie władzy przez „partię agentów” jest jednak nie do przyjęcia.

Jeszcze w czwartek w Erfurcie organizowano demonstracje przeciwko Ramelowi. – Precz ze świniami ze Stasi! – krzyczeli ludzie.

On sam próbuje tonować nastroje. W listopadzie publicznie porównał Stasi z Gestapo, a w inauguracyjnym piątkowym przemówieniu zwrócił się do ofiar Stasi: – Jest moim obowiązkiem zrobić wszystko, byście nie czuli się zapomniani – zapewniał.

Ale słowa „Stasi” i „agenci” chyba na stałe przylgną do jego rządu. Wczoraj bowiem posługiwało się nimi wielu prawicowych komentatorów. Politycy bawarskiej chadecji mówili nawet, że wybór Ramelowa to „dzień hańby dla Niemiec

wyborcza.pl

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s