8.12.14 (2)

 

Rozpoczął się proces beatyfikacyjny księdza Piotra Skargi

08.12.2014

Portret Piotra Skargi anonimowego autora

Portret Piotra Skargi anonimowego autora, foto: Maciej Szczepańczyk/ Wikipedia/CC

W poniedziałek w kaplicy Pałacu Arcybiskupów Krakowskich zaprzysiężeni zostali członkowie trybunału, który będzie odbierał zeznania świadków dotyczące księdza Piotra Skargi.

Metropolita krakowski kard. Stanisław Dziwisz powiedział, że choć od śmierci jezuity minęły cztery wieki, pamięć o nim utrzymywała się nieprzerwanie w Kościele i w polskim społeczeństwie. – Stajemy wobec ważnej postaci, obok której nie można przejść obojętnie. Ks. Piotr Skarga zajmuje poczesne miejsce w naszej historii, ale nie do tego ogranicza się jego rola. Jego życie i dzieło zapraszają nas do refleksji nad naszą teraźniejszością i przyszłości – stwierdził.
Podkreślił, że ks. Skarga był płomiennym kaznodzieją i patriotą. – Kochał Polskę. Kochał naród polski, dlatego bolał nad jego przywarami, nad postawą rządzących, przewidując nieszczęścia, które miały spaść na kraj. Szkoda, że nie słuchano do końca naszego proroka – ocenił metropolita krakowski.
Dodał, że duchowny przeżywał dramat podziału Kościoła w burzliwym XVI wieku, dlatego żarliwie walczył o jego jedność. Przypomniał, że angażował się on także w pomoc ubogim zakładając działające także dziś w Krakowie Arcybractwo Miłosierdzia oraz inne instytucje charytatywne.
„Musimy pokazać dobro naszego współbrata”
Od śmierci ks. Piotra Skargi minęły 402 lata. Jak wytłumaczył prowincjał Prowincji Polski Południowej jezuitów ojciec Jakub Kołacz, wcześniejsze wszczęcie procesu beatyfikacyjnego uniemożliwiła kasata zakonu w XVIII wieku, problemy z jego odrodzeniem się w Polsce, a później wojny i konflikty w Europie. Obecnie proces rusza na szczeblu diecezjalnym.
– Przed nami początek wielkiej, ale wdzięcznej pracy. Musimy pokazać dobro naszego współbrata ks. Skargi. Chcielibyśmy poszerzyć horyzont patrzenia na tę osobę, wszyscy znamy go jako wielkiego patriotę, ale to był też święty człowiek, który działał na rzecz biednych, piętnował nasze grzechy, ale nie tak, żeby człowieka poniżyć, ale żeby pokazać, że naszą jedyną drogą jest Pan Bóg – wyjaśnił o. Kołacz.
Jak dodał zdaje sobie sprawę, że działalność ks. Skargi w dobie kontrreformacji może budzić kontrowersje. – Nieszczęściem współczesnego świata jest, że patrzymy na historię, ale do jej oceny przykładamy standardy współczesne (…) Ks. Piotr Skarga dążył do jedności, namawiał do niej, a czasem straszył przed konsekwencjami rozłamu. Dzisiaj używamy innych słów, ale duch pozostał ten sam – oświadczył.
„Wydaje się, że miałby dziś coś do powiedzenia”
Wicepostulator procesu beatyfikacyjnego i kanonizacyjnego ojciec Krystian Biernacki zaznaczył, że kult ks. Skargi jest wciąż żywy, czego dowodzą zostawiane przy jego grobie w krypcie krakowskiego kościoła św. Piotra i Pawła kartki z podziękowaniami i prośbami m.in. o powodzenie w nauce, zdrowie, opiekę nad rodziną i Ojczyzną.
– Myśl religijno-moralna ks. Piotra Skargi i jego myślenie o ojczyźnie wydaje się wciąż aktualne. On nawoływał do zgody, jedności, sprawiedliwości społecznej i nieskazitelności decydentów. Wydaje się, że miałby dziś coś do powiedzenia naszym politykom, jak kiedyś mawiał na sejmach – oznajmił o. Biernacki.
Od 2013 roku działają już Komisja Historyczna i Komisja Teologiczna badające działalność i spuściznę ks. Skargi. Zaprzysiężony w poniedziałek trybunał będzie przyjmował zeznania świadków, m.in. mieszkańców Grójca, gdzie urodził się ksiądz, osób z Wilna, Lwowa i Krakowa. – Chcielibyśmy skończyć ten etap prac za półtora roku – poinformował o. Biernacki.
Spośród polskich jezuitów na ołtarze wyniesieni zostali św. Andrzej Bobola, św. Stanisław Kostka, św. Melchior Grodziecki i bł. Jan Beyzym.
Płomienne przemówienia ks. Piotra Skargi
Ks. Piotr Skarga (właściwie Piotr Powęski) urodził się 2 lutego 1536 roku w Grójcu. Był jezuitą, teologiem, pisarzem, nadwornym kaznodzieją Zygmunta III Wazy i rektorem Kolegium Jezuitów w Wilnie.
Swoje poglądy na zagadnienia państwa i sprawowania władzy przedstawił w „Kazaniach sejmowych”. Krytykował skłonność rodaków do tolerowania herezji oraz zamiłowanie do anarchii, co – jego zdaniem – wynikało ze złego rozumienia przez szlachtę pojęcia „wolność”.
Podczas płomiennych przemówień Skarga krytykował innowierców. Głosił, że reformacja zniszczyła jedność wyznaniową Rzeczypospolitej. Wzywał do ograniczenia przywilejów dla protestantów. Był zdecydowanym przeciwnikiem zawartej w 1573 roku, a gwarantującej prawa innowiercom, konfederacji warszawskiej. Wzywał wyznawców prawosławia do podporządkowania się Stolicy Apostolskiej. To m.in. dzięki jego zabiegom doszło w 1596 roku do zawarcia unii brzeskiej, której zwolennicy – unici (grekokatolicy) uznawali papieża za głowę Kościoła, ale zachowywali odrębność obrzędową.
Ks. Skarga prowadził działalność charytatywną. Założył Bractwo Miłosierdzia, Bractwo Św. Łazarza, Bank Pobożny i Skrzynkę św. Mikołaja. Zmarł 27 września 1612 roku. Pochowano go w kościele św. Piotra i Pawła w Krakowie.
Zobacz galerię: DZIEŃ NA ZDJĘCIACH>>>

polskieradio.pl

Ateista Woody Allen przyznał, że jego życie jest pozbawione celu. Czy niewierzący widzą sens życia?

Ateista Woody Allen przyznał. że jego życie jest smutne, bez nadziei i celu. Czy życie ateisty naprawdę nie ma sensu?
Ateista Woody Allen przyznał. że jego życie jest smutne, bez nadziei i celu. Czy życie ateisty naprawdę nie ma sensu? Shutterstock.com

– Dla ciebie jestem ateistą, dla Boga – konstruktywną opozycją – powiedział niegdyś Woody Allen. Dziś wybitny artysta jakby stracił na pewności siebie, przynajmniej jeśli chodzi o ocenę wagi swojego istnienia. W najnowszym wywiadzie stwierdził, że wiedzie smutne życie, bez nadziei, przerażające i ponure, bez celu i żadnego znaczenia. Katolickie media ogłosiły triumf, a słowa Allena potraktowały jako dowód na to, że wiara w Boga to jedyna słuszna droga naszego istnienia.

– Pomódlmy się za Woodyego Allena i wszystkich innych ateistów, by odkryli, że życie człowieka ma głęboki sens – a sens ten daje Bóg, który nas stworzył – czytamy w serwisie Fronda.pl. Wierzący dostrzegli w wyznaniu Allena przyznanie się do porażki, przez którą aktor, scenarzysta i przede wszystkim reżyser zaliczył największą klapę w dorobku – własne życie.

WOODY ALLEN

Wszystko, co robimy za naszego życia, jest w ostateczności iluzją. Nie będzie już nic z istnienia. Zupełnie nic. Chciałbym się mylić, ale zdrowy rozsądek się temu sprzeciwia. Słońce zgaśnie. Czy nam się to podoba, czy nie. Czytaj więcej

Wiara nie jest jedyną drogą
Filozof i teolog Jarosław Makowski uważa słowa Allena za niezwykle intrygujące. – Człowiek, podający się za ateistę mówi nam o swoim poszukiwaniu sensu życia. To pokazuje, jak bogate jest jego życie wewnętrzne – stwierdza mój rozmówca. Zauważa on, że wyznanie Allena pojawia się pod koniec życia, kiedy nieuchronnie przychodzi do nas to, co wymierza sprawiedliwość niezależnie od tego kim jesteśmy, czyli śmierć. – To znamienne, że pojawia się w tym momencie i to u Woody’ego Allena. Człowieka sukcesu, który w zasadzie zawsze był na piedestale i osiągał to, czego chciał. Nagle się okazuje, że to wszystko mało. Nie dało mu to poczucia sensu, szczęścia ani nie sprawiło, że żył w nadziei – mówi teolog.

Makowski rozumie słowa reżysera jak sugestię, że być może wiara jest tym, co mogłoby nadać jego życiu sens, ale jest człowiekiem niewierzącym. – U kresu życia Woody Allen zadaje sobie i nam wszystkim pytanie o sens życia. Skoro nie sukces, nie sława, nie pieniądze, to co? Pojawia się pytanie, że być może Bóg, ale ja nie wierzę – stwierdza mój rozmówca. Ale czy wyznanie Allena można rozumieć jako potwierdzenie tezy, że sens ludzkiemu życiu nadaje wyłącznie Bóg? – To kompletna bzdura. Przestrzegałbym przed tak prostymi odpowiedziami – stwierdza Makowski.

JAROSŁAW MAKOWSKI
Filozof i teolog

Kiedyś kardynał Ratzinger pytany o to, ile jest dróg do Boga, powiedział że tyle, ilu jest ludzi. Znam osoby głęboko wierzące, które jednocześnie twierdzą, że ich życie jest pozbawione sensu. Można więc to dokładnie odwrócić: Mimo, że wierzę w Boga, i tak nie wiedzę sensu swojego życia.

Zdaniem Makowskiego, wyznanie Allena nawet nie jest pytaniem o to, czy rzeczywiście Bóg istnieje, ale o sens ludzkiego życia. O to, co sprawia, że możemy powiedzieć u jego kresu, że nie chcielibyśmy wyrzucić z niego ani jednego dnia. – W tym sensie to wyznanie wydaje mi się o wiele bardziej fundamentalne, niż to że ktoś stwierdzi, że wyłącznie życie z Bogiem usensownia życie – mówi teolog.

Sens życia ateisty
Czy życie ateisty rzeczywiście jest pozbawione sensu? Czy może go nadać jedynie wiara w Boga, która doprowadzi nas do życia wiecznego? Zdaniem ateisty i blogera naTemat Janusza Omylińskiego, ludzkie życie może być nawet pełniejsze bez bogów. Jak mówi, dostrzega świat takim jaki jest, w jego pięknie i brzydocie. Sens życia natomiast odnajduje w miłości do swojej żony i córki. – Moim głównym celem życiowym jest zapewnienie im względnego szczęścia – wyjaśnia.

JANUSZ OMYLIŃSKI

Ateista, racjonalista, humanista

Nie wiem w czym miałoby mi pomóc przeświadczenie o istnieniu nadnaturalnego, świadomego bytu, który kieruje losami ludzi. Pomagam często staruszkom przenieść wózek z zakupami po schodach, regularnie się wypróżniam, zachwycam się możliwościami ludzkiej cywilizacji, fantazmatami pisarzy, chcę poznawać inne kultury i wszystko co jest, było i będzie na świecie. W weekend zrobiłem karmnik dla ptaków.

Janusz twierdzi, że jest szczęśliwy, swoje życie uważa za „całkiem fajne”. – Jak umrę, to się skończy. I nie będzie mi żal niczego, bo będę nieżywy. Rozumiem, że każdy chce być wyjątkowy, nieśmiertelny, czuć bezwzględne bezpieczeństwo, uniwersalny sens. Ale takiego czegoś nie ma. Jesteśmy zarówno wyjątkowo nieistotni, jak i kosmicznie ważni – stwierdza mój rozmówca.

Sipowicz: Ateiści są ubożsi
Filozof Kamil Sipowicz podkreśla, że Allen niemal zawsze cierpiał na depresję i leczył się u psychoanalityków. Brał środki antydepresyjne, które my podobno bardzo pomogły. – Allen jest typowym egzemplarzem człowieka, który jest świadomym ateistą i który nie widzi głębszego, metafizycznego sensu w życiu. Powoduje to u niego depresję – mówi Sipowicz.

Zdaniem Sipowicza, Allen chce powiedzieć, że jego życie ma głęboki sens, bo robi fantastyczne filmy, które dają ludziom wiele radości. – Nie musi wierzyć w Boga, aby jego sztuka pomagała ludziom żyć – uważa bloger naTemat. Sipowicz przyznaje, że wiara w Boga pomaga wielu ludziom żyć, ale często bywa ona bardzo płaska, nieprzemyślana i przypomina samooszukiwanie się. – Jeżeli ta wiara nie jest głęboka, umotywowana i rozwinięta, to jest moim zdaniem gorsza od najbardziej skrajnego ateizmu – mówi.

Nie można mówić, że życie ateisty jest pozbawione sensu, a życie z wiarą go nadaje. – Ateiści sami określają się jako osoby, którym brak pewnego zmysłu. W porównaniu z osobami, które ten zmysł wiary posiadają, rzeczywiście są w pewnym sensie ubożsi. Ale gdy wiara jest powierzchowna i fałszywa, to nie wiadomo, co jest lepsze. Wolę szczerego ateistę, niż fałszywego wierzącego – konkluduje Kamil Sipowicz.

naTemat.pl

Hofman, narcyz. Skoro przeciwko niemu spiskują, musi byś kimś niezwykłym

Agnieszka Kublik, 08.12.2014
Adam Hofman

Adam Hofman (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Adam Hofman. Narcyz w sieci kłamstw. Czyich? Wrogów: prawicy, PiS, Jarosława Kaczyńskiego… No i swoich własnych.
Nadawanie sobie znaczenia, nadzwyczajności nawet jakiejś, poprzez mianowanie się na ofiarę wrogich sił, to znany w psychologii mechanizm obronny osobowości narcystycznej.Hofman, jeszcze zanim się przeleciał (z kolegami Mariuszem Antonim Kamińskim, Adamem Rogackim i z żonami), był przekonany o swojej wyjątkowości. „Nie ma w Polsce drugiego tak mocno sprawdzonego polityka jak ja” – obwieszczał wszem i wobec przed rokiem.Teraz się w tym przekonaniu umocnił.

– Wrobiono nas – oświadcza w wywiadzie dla tygodnika „wSieci”. – Cała ta operacja przeciwko nam była precyzyjnie zaplanowana, była próbą uderzenia w splot słoneczny PiS. Nie jest tajemnicą, że ja i koledzy to duża część sztabu wyborczego kampanii wyborczych, że byliśmy blisko prezesa, że zbiegało się u nas sporo nitek, że twardo walczyliśmy.

Czyli skoro Hofmana wrobiono, musi być kimś niezwykłym. Skoro ktoś przeciwko niemu spiskuje, to znaczy, że to, co robi, jest wyjątkowe.

Kto?

Hofman wie: „Kiedyś się dowiemy. Na pewno widać, kto poczuł szansę. Radosław Sikorski skompromitowany aferą taśmową, a wcześniej Smoleńskiem, tracący zaufanie Polaków i wpływy w PO, uznał sprawę za okazję do odbudowania pozycji”.

Gdy narcyz, koncentrując się na sobie, buduje swój wyidealizowany wizerunek samego siebie, musi cierpieć, gdy dostrzega, że inni postrzegają go jako gorszego, niż sam się sobie wydaje – nie tak doskonałego, nadzwyczajnego, niezwykłego. Gdy sobie to uświadomi, odczuwa bolesny dysonans poznawczy. Dąży do jego likwidacji, wmawiając sobie, że naprawdę jest kimś ważnym.

Kreowanie wroga, tego, kto stale zagraża, to jednocześnie kreowanie samych siebie na bohaterów, na herosów nawet. Bo czyż, gdyby Hofman był nikim, ktoś by przeciw niemu spiskował? Czyhał na niego, chciał zniszczyć? To pytania retoryczne.

Skupienie się na sobie każe narcyzowi być podejrzliwym wobec innych, przypisywać im złe intencje. Narcyz stale odczuwa zagrożenie ze strony świata.

Rozdęte ego narcyza często konfrontuje się z nieprzychylnym mu otoczeniem, rozdęte ego za rzadko bywa doceniane. Dlatego narcyz jest roszczeniowy. Cierpiący wierzy, że mu wolno więcej.

To przypadek Hofmana.

Teraz więc atakuje i oskarża. Tyle w tym emocji, że nie zauważył, że atakuje i swojego prezesa. Bo im bardziej Hofman udowadnia, że jest niewinny, tym bardziej winny musi być Kaczyński. Bo bez prawa do obrony skazał go na polityczną śmierć.

Bo gdzie ta bezkompromisowość w usunięciu z partii posła, który nadużył prawa, jeśli ten niewinny?

No i gdzie tu prawo i sprawiedliwość?

Gdy Narcyz nie odwzajemniał miłości do nimfy Echo, Nemezis ukarała go miłością do własnego odbicia. Zachwycił się swoją urodą tak bardzo, że zakochał się we własnym odbiciu. Tak długo wpatrywał się w wodę, aż umarł z tęsknoty.

Zobacz także

wyborcza.pl

Abp Depo „popiera ideę marszu” PiS. Ale apolitycznie. „Nie rozumiem nagonki”

dżek, KAI, 08.12.2014
Abp Wacław Depo, metropolita częstochowski

Abp Wacław Depo, metropolita częstochowski (GRZEGORZ SKOWRONEK)

Ks. Zaborski z Rady KEP ds. Środków Społecznego Przekazu „nie rozumie medialnej nagonki na biskupów z komitetu honorowego marszu”, bowiem ,,poparcie idei marszu w obronie wolności mediów w Polsce przez abp. Wacława Depę jest naturalnym stanowiskiem przewodniczącego rady odpowiedzialnej za media.
Prawo i Sprawiedliwość organizuje 13 grudnia w Warszawie ,,Marsz w Obronie Demokracji i Wolności Mediów”. W skład komitetu organizacyjnego weszli także przedstawiciele Kościoła, w tym abp Wacław Depo, przewodniczący Rady KEP ds. Środków Społecznego Przekazu.- Abp Depo popiera ideę marszu, ale nie słyszałem, by wypowiadał się w jakichkolwiek kwestiach politycznych – powiedział KAI ks. Piotr Zaborski, sekretarz rady.Ataki na biskupówKs. Zaborski przyznaje, iż nie rozumie medialnej nagonki na biskupów z komitetu honorowego marszu organizowanego przez PiS. Podkreśla, że ,,poparcie idei marszu w obronie wolności mediów w Polsce przez abp. Wacława Depę jest naturalnym stanowiskiem przewodniczącego rady odpowiedzialnej za media.

Biskup apolityczny

Sekretarz rady uważa, że upolitycznianie obecności przewodniczącego Rady ds. Środków Społecznego Przekazu w Komitecie Honorowym marszu jest co najmniej dziwne. Tłumaczy, że biskup odpowiedzialny z ramienia episkopatu za media po prostu popiera w ten sposób prawo do demokracji i wolności mediów oraz że jest to oczywistą konsekwencją pełnionej funkcji.

„Katolicy mają prawo…”

– Patronat honorowy to poparcie moralne. To przypomnienie, że katolicy mają prawo istnieć w przestrzeni publicznej, także z głosem sprzeciwu. Natomiast przekaz medialny ostatnich dni to już interpretacja własna, żeby nie powiedzieć manipulacja dziennikarzy czy polityków poprzez nadinterpretację – uważa ks. Piotr Zaborski.

Sekretarz rady stwierdza stanowczo, że abp Depo popiera ideę marszu w obronie demokracji i wolności mediów, który odbywa się już po raz czwarty.

PiS maszeruje i broni wolności

Marsz PiS odbędzie się 13 grudnia, w rocznicę ogłoszenia stanu wojennego. PiS chce bronić demokracji i wolności mediów, a także protestować przeciw rzekomemu sfałszowaniu ostatnich wyborów samorządowych.

Deklarację Komitetu Honorowego marszu podpisali między innymi działacze opozycji demokratycznej w PRL: Zofia Romaszewska, Joanna Duda-Gwiazda, Andrzej Gwiazda, szef NSZZ ,,Solidarność” Piotr Duda, satyryk Jan Pietrzak. W skład komitetu weszli także biskupi: Wiesław Mering, Ignacy Dec, Antoni Dydycz i Edward Frankowski.

Zobacz także

TOK FM

“I’ll be back”. Tak Adam Hofman wraca do Prawa i Sprawiedliwości

Adam Hofman wraca do dużej polityki?
Adam Hofman wraca do dużej polityki? Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Adam Hofman i jego koledzy padli ofiarami kalendarza. Wyborczego. Ale do kolejnych wyborów zostało pół roku, więc zaczynają walkę o powrót do życia politycznego, a może nawet do partii. Bo choć jeszcze nikt nie przyznaje tego wprost, widać wyraźne łagodzenie stanowiska polityków PiS w sprawie swoich byłych kolegów. I nie ma tu mowy o wprowadzaniu ich „tylnymi drzwiami”. Wchodzą głównym wejściem, a przy drzwiach brakuje już chyba tylko prezesa Kaczyńskiego.

Mówi się, że polityka i muchę można zabić gazetą. Przekonali się o tym na własnej skórze Adam Hofman, Mariusz A. Kamiński i Adam Rogacki. W końcówce kampanii wyborczej Jarosław Kaczyński nie miał innego wyjścia, jak wyrzucić ich z partii. Ale teraz, kiedy kurz bitwy opadł, “madrycka trójka” wysyła swojego najlepszego woja by przywrócił im dobre imię.

Pomocni Karnowscy
I otworzył im drzwi do powrotu do partii-matki. Temu ma służyć wywiad udzielony tygodnikowi “w Sieci”. Bracia Karnowscy co chwilę rzucają Hofmanowi koła ratunkowe. Bo nawet jeśli zadają trudne pytanie, kończą je tak, że Hofman łatwo może się wybronić. Trudno podejrzewać, by popełniali te błędy z powodu niewiedzy. Sam Hofman też nie zawsze trzyma się prawdy – jego przekłamania wylicza “Fakt”.

„Grzeszków” w podróżach Hofman ma całkiem sporo. Oprócz pamiętnej wizyty w Madrycie, już po wybuchu afery okazało się, że – według dokumentów – w momencie, gdy Hofman powinien być w Londynie,udzielał wywiadu RMF FM. Potem także „Fakt” wyliczył byłemu rzecznikowi, że brał z Sejmu pieniądze na hotele we Wrocławiu, a ma tam mieszkanie. I jakby tego było mało, tabloid dorzuca także oskarżenia w sprawie dwóch majówek, które w 2013 i 2014 roku miał spędzić na koszt podatników.

Sporo tego, prawda?

Słówko na dziś: lincz

Pierwszy wywiad po wybuchu “afery madryckiej” już pozwala politykom PiS na zmianę podejścia do przewinień swoich dawnych kolegów z klubu.
– Nie ulega wątpliwości, że Adama Hofmana zlinczowano – stwierdził w poniedziałkowy poranek Marcina Mastalerek, rzecznik PiS. To już o krok od stwierdzenia, że cała afera to nagonka medialna, a zarzuty są nieprawdziwe. „Zostaliśmy poddani linczowi, w zarzutach nie ma ani krzty prawdy” – a to już słowa Adam Hofmana ze wspomnianego wywiadu. Przekaz brzmi znajomo?

Zresztą część polityków PiS już przekonuje, że sprawa nie wygląda tak źle, jak na początku. – To sprawa prokuratury i sądu, może okaże się, że są niewinni. Z tego co mówi Hofman, wszystko wygląda inaczej niż początkowo pisano – mówił w „Bez autoryzacji” Zbigniew Kuźmiuk, europoseł PiS.

Cała nadzieja w sądzie
Tak jak w przypadku Sławomira Nowaka wyrok sądu ostatecznie przekreślił jego szanse na powrót, tak politycy PiS liczą, że prokuratura nie postawi ich kolegom zarzutów albo w najgorszym wypadku sąd ich uniewinni. Jeśli wszystko będzie działo się tak szybko, jak w przypadku byłego ministra infrastruktury, wyrok może zapaść jeszcze przed rozpoczęciem kampanii parlamentarnej.

Dlatego – jak donosi “Do Rzeczy” – wyrzuceni posłowie intensywnie przepracowali ostatnie tygodnie, zbierając materiały na swoją obronę i dokładnie analizując prawo. Chcą jak najszybciej oczyścić się z zarzutów. Dzięki temu mogliby trafić na listy PiS jeszcze w najbliższych wyborach.

PiS już nie taki zasadniczy
To nowy wątek w wypowiedziach polityków PiS. – Zostali zawieszeni, a to droga do usunięcia w partii i braku możliwości kandydowania w przyszłych wyborach. Panowie zrobili sobie krzywdę – mówił na tydzień przed wyborami Kaczyński. – Będę się domagał usunięcia ich z partii i żeby to była decyzja trwała – dodawał w wywiadzie dla RMF FM. Później jeszcze wielokrotnie powtarzał, że temat jest zamknięty.

Dzisiaj jednak politycy PiS zdają się delikatnie i powoli oswajać opinię publiczną z faktem, że Hofman może wrócić. Nie dzisiaj, nie jutro, ale w ciągu kilku miesięcy. Bo jak pisałem w naTemat, to wytrawny medialny wojownik, którego będzie Kaczyńskiemu brakowało. Już teraz widać, że Marcin Mastalerek nie jest tak sprawny jak swój poprzednik.

Bo w PiS mają do Hofmana anielską wręcz cierpliwość. Jak po kaczce spływały po nim problemy z pożyczkami, alkoholowe wyskoki czy załatwienie żonie pracy w KGHM. Teraz, przy odrobinie szczęścia i sporym nakładzie pracy, Hofman i koledzy mogą do PiS wrócić.

naTemat.pl

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: