9.12.14

 

Były komunisto, nie ucz o stanie wojennym. Poseł PiS, który był w PZPR, wzywa, by 13 grudnia budować nową “Solidarność”

Jarosławowi Kaczyńskiemu nie przeszkadza przeszłość Jasińskiego. Nawet w rocznicę stanu wojennego
Jarosławowi Kaczyńskiemu nie przeszkadza przeszłość Jasińskiego. Nawet w rocznicę stanu wojennego Fot. Piotr Augustyniak / AG

Na pisowskim marszu organizowanym w rocznicę stanu wojennego powinni rozdawać „Resortowe dzieci”. A właściwie powinien. On – Wojciech Jasiński, były członek PZPR i kierownik Wydziału Spraw Wewnętrznych, dziś poseł PiS i członek komitetu honorowego imprezy. Ten, który pisze, że 13 grudnia trzeba wyjść na ulice, by walczyć o demokrację, jak „Solidarność” walczyła z „terrorem komunistycznym”. To nie chichot, to rechot historii.

O tym, że PiS ma w swoich szeregach ludzi z komunistyczną przeszłością, wiadomo od dawna. Najgłośniejszy był rzecz jasna przypadek Andrzej Kryże, wiceministra sprawiedliwość IV RP, który do końca był członkiem PZPR i wydawał wyroki w stanie wojennym (wcześniej skazał m.in. Bronisława Komorowskiego). Także historii Jasińskiego nie udało się ukryć, choć sam zainteresowany długo próbował. Kariera w „nieboszczce partii” nie przeszkodziła mu, by zostać ministrem skarbu w rządzie PiS, a potem dwukrotnie posłem.

Dlaczego o nim dziś piszę? Bo sam wyrwał się przed szereg w sprawie, w której nie powinien. Słyszymy, że PiS 13 grudnia organizuje marsz w obronie demokracji, odwołuje się do ideałów „Solidarności” i chce symbolicznie pokazać, kto „stoi tam, gdzie stało ZOMO”. Posługuje się przy tym „autorytetami” – członkami komitetu honorowego, w skład którego obok polityków weszli m.in. duchowni i dziennikarze. Znalazł się tam też Jasiński, jak się okazuje, wyjątkowo gorliwy obrońca demokracji.

„13 grudnia to szczególny dzień, który na tle wydarzeń z najnowszej historii Polski jednoznacznie kojarzy się z wprowadzeniem stanu wojennego. Wówczas brutalnie przerwano zataczającą coraz szersze kręgi rewolucję pierwszej ‚Solidarności’, łamiąc jej kręgosłup wyprowadzeniem żołnierzy na ulice. Nie wszyscy Polacy do dzisiaj rozumieją, co stało się 13 grudnia 1981 r., gdy zniszczono wspaniały ruch, w którym odradzała się polska demokracja po blisko pół wieku niewoli” – pisze na swoim blogu.

WOJCIECH JASIŃSKI

Mimo, że współczesnych realiów nie można porównywać z terrorem komunistycznym, nadal w ogromnym stopniu rewolucja „Solidarności” nie została dokończona. III Rzeczpospolita okazała się państwem, które nie było w stanie przywrócić obywatelom wiary w sens aktywności społecznej i możliwość rządzenia własnym krajem. Grupy uprzywilejowane w socjalizmie zamieniły władzę na własność, przechodząc do nowego ustroju na pozycji klasy panującej.

Co więcej, przekonuje, że PiS aspiruje do „bycia reprezentantem tej części Narodu, która pamięta o wydarzeniach sprzed lat”. I że chce stać na czele „nowej Solidarności”, która „dokończy to, co komunistyczne czołgi przerwały w 1981 roku”.

WOJCIECH JASIŃSKI

Łączy nas przesłanie, które było z nami także w poprzednich marszach, czyli piękna idea walki o wolną i suwerenną Ojczyznę pod sztandarami „Solidarności”.

Śmiać się czy płakać? Oto gębę wyciera sobie „Solidarnością” były komunista, który (według kryteriów Kaczyńskiego) 13 grudnia 1981 był właśnie tam, gdzie stało ZOMO (z partii wystąpił później). Oto ten komunista po 30 latach grzmi, że rządy Tuska to koniec demokracji i stroi się w pióra bojownika o wolność. Nie po raz pierwszy zresztą. 1 maja tego roku wraz z prezesem PiS złożył kwiaty pod pomnikiem Radomskiego Czerwca i wzorując się na „S” wysunął 21 postulatów pod adresem rządu.

Jak wtedy, tak i dziś, najlepszym komentarzem jest tekst z „Rzeczpospolitej”autorstwa Andrzeja Stankiewicza i Piotra Śmiłowicza. Krótkie przypomnienie komunistycznej karty Jasińskiego. Wynika z niego, że pan poseł zapisał się do PZPR w drugiej połowie lat 70., gdy był szefem Wydziału Spraw Wewnętrznych płockiego Urzędu Miasta. Towarzysze generałowie instruowali go wówczas, jak postępować wobec Polaków z RFN czy Izraela starających się o odzyskanie obywatelstwa.

„Dokumenty pokazują, że Jasiński był w stałym kontakcie z Wydziałem Paszportów i Dowodów Osobistych Komendy Wojewódzkiej Milicji Obywatelskiej w Płocku, nadzorowanym przez SB. W tym samym czasie żona Jasińskiego była dziennikarką w gazecie KC PZPR – ‚Trybunie Ludu'” – napisali dziennikarze.

„Ale to, niestety, nie wszystko. Bo Jasiński powinien się wstydzić za Czerwiec ’76”. Ten sam, przy okazji którego składał kwiaty. Przyłożył rękę do wyrzucenia pracownika płockiego urzędu miejskiego, który wziął udział w manifestacji. Taki to demokrata.

Warto o tym pamiętać, kiedy 13 grudnia będzie „obalał komunę”.

naTemat.pl

Frasyniuk o Kaczyńskim: Ten dureń, bałwan i szkodnik zabija wszystkie ważne daty w Polsce

osi, 09.12.2014
Władysław Frasyniuk

Władysław Frasyniuk (Fot. Mieczysław Michalak / AG)

– 13 grudnia to wielka data, a Kaczyński organizuje wtedy marsz, który mógłby się odbyć każdego innego dnia. Ten dureń, bałwan i szkodnik zabija wszystkie ważne daty historyczne w Polsce – powiedział w TVN24 Władysław Frasyniuk, opozycjonista z czasów PRL i b. parlamentarzysta.
– 13 grudnia jest wielkim dniem. Władza, która podnosi rękę na społeczeństwo, musi przegrać. Pod czołgi wyszli wtedy ludzie, którzy stanęli w obronie wolności. Teraz państwo powinno oddać im hołd, bo jeśliby się nie postawili, nie byłoby Okrągłego Stołu – powiedział Frasyniuk w „Kropce nad i” w TVN 24„Bałwan, dureń, szkodnik”– Mam więcej pretensji do Kaczyńskiego niż tylko za 13 grudnia. Ten bałwan, ten dureń, ten szkodnik zabija wszystkie ważne daty historyczne w Polsce. Kaczyński pluje na każdą symboliczną datę. Nie ma w Polsce (dla niego – red.) święta. 31 sierpnia to Wałęsa, nie on, więc nie może być to święta data. 13 grudnia go nie było, więc też nie może być świętem. A 4 czerwca był, ale właściwie to, według niego, dokonano tam zdrady. Szkodnik! – tak b. parlamentarzysta wyraził niezadowolenie z powodu wybrania przez prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego rocznicy ogłoszenia stanu wojennego na dzień organizacji jego Marszu w Obronie Demokracji i Wolności Mediów.

– Nie mam pretensji do Kaczyńskiego, że chce zrobić demonstrację. Ale ona mogłaby się odbyć każdego innego dnia. A on szmaci datę 13 grudnia. Mam wrażenie, że on ma kompleks tej daty, bo należał do większości społeczeństwa, która bała się wtedy nawet wyjrzeć przez okno, bo słyszała huk gąsienic czołgów. Ten strach był naturalny, ale teraz tym bardziej Kaczyński powinien poczuwać się do dumy, że inni, w tym jego brat, mieli odwagę stanąć w obronie demokracji – powiedział Frasyniuk.

Gość TVN24 zażartował, że ma nadzieję, że państwo przyzna Kaczyńskiemu status pokrzywdzonego za brak internowania. Zadeklarował, że może zrzec się swojego statusu pokrzywdzonego na rzecz prezesa PiS. – Jarku, za friko dostaniesz go ode mnie, możesz być pokrzywdzony – oświadczył.

„Pietrzak na stare lata głupi albo tragiczny”

Bardzo ostro wypowiedział się też o satyryku Janie Pietrzaku, komentując fakt jego zasiadania w komitecie honorowym marszu Kaczyńskiego. – Kim jest Pietrzak? To facet, który zajmuje się rozśmieszaniem ludzi. Na stare lata nie jest śmieszny, ale dramatycznie głupi albo tragiczny. Czy on 13 grudnia wyszedł na ulice, organizował strajki, tworzył struktury podziemne? To jest autorytet? Nie wiem, kto to jest, bo to jest starszy zgorzkniały pan – ocenił b. parlamentarzysta.

– Kaczyński nie identyfikuje się z państwem polskim, nie mówi np. pan prezydent, tylko Komorowski, nie mówi pani premier, tylko pani Kopacz. Nie uważam go za człowieka, który buduje tożsamość Polski. Moim zdaniem słabość polskiego państwa polega na tym, że jeśli Kaczyński mówi z trybuny sejmowej o fałszowaniu wyborów, to prokurator natychmiast powinien go wezwać do podania szczegółów, a tego nie robi. Mamy więc takie dziadowskie państwo – uważa Frasyniuk.

10 tys. Niemców przeciw „islamizacji Zachodu”: „Niech wracają do siebie”>>

Zobacz także

TOK FM

Rynsztok w tygodniku „Bogusława”. Podlizując się władzy „Polityka” gotowa na każde świństwo

09.12.2014
​Rynsztok w tygodniku „Bogusława”. Podlizując się władzy „Polityka” gotowa na każde świństwo - niezalezna.pl

foto: Okładka „Polityki”/print screen

Przemysł pogardy nie zwalnia tempa. Staje się coraz ohydniejszy. Tygodnik „Polityka” na okładce najnowszego numeru przyrównał prezesa Prawa i Sprawiedliwości do… Wojciecha Jaruzelskiego ogłaszającego wprowadzenie stanu wojennego. Zdumiewa histeria, jaką mainstreamowe media rozpętały po ogłoszeniu przez Jarosława Kaczyńskiego, że 13 grudnia odbędzie się marsz w obronie demokracji.

Szef PiS siedzi za stołem ze złożonymi rękami na tle polskich barw narodowych, ma ciemne okulary; do tego tytuł: „Prezes Kaczyński ogłasza stan wojenki” – tak wygląda okładka najnowszej „Polityki”. Jeśli ktoś zastanawiał się, do czego zdolne są przychylne rządowi media, aby zohydzić Jarosława Kaczyńskiego, właśnie otrzymał odpowiedź – tych granic nie ma. Zrównanie szefa Prawa i Sprawiedliwości z komunistycznym zbrodniarzem dobitnie to pokazuje. Prorządowi żurnaliści gotowi są do najgorszych świństw, jeśli tylko będą one służyć niszczeniu opozycji. Wcześniej „Newsweek” Tomasza Lisa pokazał Antoniego Macierewicza jako taliba, teraz „Polityka” postanowiła iść jeszcze dalej.

Ale czy można się dziwić akcji „Polityki”, gdy pamięta się o przeszłości pisma – przykładowo jej czołowy publicysta Daniel Passent popierał wprowadzenie stanu wojennego – a także, kto obecnie stoi na jego czele. Ze znajdujących się w Instytucie Pamięci Narodowej dokumentów wynika bowiem, że Jerzy Baczyński – wieloletni redaktor naczelny „Polityki” i jeden z bohaterów książki „Resortowe dzieci” – 31 lipca 1981 roku, przed wyjazdem na stypendium do Francji, został zarejestrowany przez służby specjalne PRL jako kontakt operacyjny o pseudonimie „Bogusław”.

Baczyński po powrocie do Polski odbył kilka spotkań z funkcjonariuszami SB. W raportach SB można zapoznać się ze szczegółami na temat zmiany nazwiska Jerzego Baczyńskiego (wcześniej nazywał się Sroka), jego życia osobistego i romansów. W aktach służb specjalnych PRL znajdują się m.in. własnoręcznie napisane i podpisane przez Jerzego Baczyńskiego dokumenty, a jednym z najważniejszych jest oświadczenie dotyczące zachowania w tajemnicy faktu, że w „Życiu Warszawy” pracuje funkcjonariusz służb specjalnych PRL.

Poza tym Baczyński i reszta zespołu „Polityki” nie byli tak dosadni w roku 2006, kiedy to Platforma Obywatelska wyprowadziła na ulice swoich zwolenników. Podczas słynnego „Błękitnym Marszu” POmówiła: „Dość kaczorów, chcemy wyborów!

Przyszliśmy, żeby powiedzieć głośno to, co czuje Polska, żeby powiedzieć dość! Żeby Polska zobaczyła, jak wyglądają „wykształciuchy” – panie Dorn, jak wyglądają „łże-elity” – panie Kaczyński. Żeby cała Polska zobaczyła, jak wygląda Polska! – mówił wtedy Donald Tusk, witając uczestników „Błękitnego Marszu”.

Okładka najnowszego numeru „Polityki”

niezalezna.pl

Giertych pisze do Hofmana: „To nie ja piłem z Panem w Madrycie. Radzę pójście do dobrego adwokata”

mil, 09.12.2014
Roman Giertych pisze do Adama Hofmana

Roman Giertych pisze do Adama Hofmana (Fot. za Facebook/ AG)

„Wiele Czcigodny Panie Pośle! (…) Nie namawiałem Pana do rozliczeń jazdy samochodem w sytuacji, gdy latał Pan samolotem; nie ja piłem z Panem na placach Madrytu” – pisze Roman Giertych w „liście” do Adama Hofmana, który zarzucał mu nieuprawnione ferowanie wyroków ws. afery madryckiej. „Różnica między nami jest taka, że Pan żyje z moich podatków i stąd mam prawo oceniać, jak Pan je wydaje, a ja nie biorę od Państwa nawet grosza” – zauważył Giertych i poradził Hofmanowi znaleźć dobrego adwokata.
„Jeśli (Adam Hofman, Mariusz A. Kamiński oraz Adam Rogacki) złożyli do Sejmu wniosek o zaliczkę na podróż samochodem w przeświadczeniu, że skorzystają z tańszego samolotu i zatrzymają zaoszczędzone pieniądze, mamy do czynienia z oszustwem” – pisał w listopadzie na Facebooku Giertych, komentując tzw. aferę madrycką. „Jeżeli panowie posłowie mieli zwyczaj takiego „rozliczania się z Kancelarią Sejmu i robili to wcześniej wielokrotnie, to wówczas mamy do czynienia z „uczynieniem sobie stałego dochodu z popełnianego przestępstwa”. Wówczas kara, jaka im maksymalnie grozi, to nie 8, ale 12 lat więzienia” – oceniał adwokat.Wyrzuceni z PiS posłowie długo nie odnosili się do całej afery. W końcu milczenie przerwał Adam Hofman, udzielając wywiadu tygodnikowi „wSieci”. Były rzecznik PiS przekonywał, że on i jego koledzy zostali „wrobieni”, bo w rzeczywistości nie popełnili żadnych wykroczeń. Odniósł się także do komentowania sprawy przez Giertycha. – Adwokat nie może się zachowywać w taki sposób. (…) Roman Giertych na łamach mediów ferował wobec nas wyroki. Jeśli tak czyni adwokat, to łamie wszelkie reguły – mówił Hofman.

I dalej tłumaczył: – Proszę zwrócić uwagę na to, że bez zlecenia, bez dostatecznej wiedzy, sporządził i opublikował wątpliwej jakości opinię prawną, w której feruje wyrok na nas. Następnie staje się medialnym rzecznikiem oskarżenia. Albo zatem Giertych jest adwokatem, albo politykiem. Mam nadzieję, że Okręgowa Rada Adwokacka podzieli nasz wniosek i zakaże mu uprawiania zawodu.

„Nie ja piłem z Panem na placach Madrytu”

Dziś na swoim profilu na Facebooku piłeczkę odbił Giertych. Adwokat zamieścił „list do Hofmana”:

„Wiele Czcigodny Panie Pośle!
Z uwagą przeczytałem Pana wynurzenia, w których obciąża Pan mnie odpowiedzialnością za tzw. aferę madrycką. Chciałbym w związku z tym wyjaśnić Panu parę rzeczy:
– to nie ja zrobiłem Panu i Pańskiej szanownej kompanii zdjęcia w samolocie podczas awantury z załogą,
– nie ja namówiłem stewardesy, aby Wam brutalnie odbierały wniesiony na pokład samolotu alkohol,
– nie ja podżegałem do szarpania się w obronie tego alkoholu,
– nie ja poinformowałem „Fakt” o tych wydarzeniach (mam z „Faktem” kilkanaście spraw sądowych)
– nie ja również piłem z Panem na placach Madrytu i nie namawiałem Pana, aby Pan całował świętą hiszpańską ziemię u stóp pana towarzyszki,
– nie ja zrobiłem Panu film z tych rozkosznych igraszek, który uwiecznił Pana szacunek dla naszych hiszpańskich przyjaciół,
– nie ja go również opublikowałem,
– nie ja Pana przebierałem w stroje kąpielowe przed wejściem do Rady Europy,
– nie ja wystosowałem list od administracji Rady Europy, w którym (pewnie oszczerczo) zarzucano Panu, że Pan w pracach Rady Europy właściwie nie uczestniczył,
– wreszcie nie namawiałem Pana do rozliczeń jazdy samochodem w sytuacji gdy latał Pan samolotem.
Jedyną moją winą jest to, że podobnie jak większość społeczeństwa nie wierzę w dar bilokacji u Pana. Stąd wydaje mi się, że jeżeli ktoś twierdzi, że jest w Madrycie czy Londynie, a tymczasem jest w Polsce, to mija się z prawdą. Jedyną moją radą, którą udzielałem Panu publicznie, jest pójście do dobrego adwokata. Tę radę z życzliwością Panu nadal powtarzam.
Roman Giertych

PS: Pisze Pan, żebym się zdecydował, czy jestem politykiem czy adwokatem. Otóż informuję Pana, że mój zawód nie wymaga apolityczności. W związku z czym mam prawo do wyrażania opinii politycznych. I z prawa tego będę korzystał. Natomiast różnica między nami jest taka, że Pan żyje z moich podatków i stąd mam prawo oceniać, jak Pan je wydaje, a ja nie biorę od Państwa nawet grosza.”

Zobacz także

TOK FM

Polacy mają dość. Chcą, by posłowie-aferzyści składali mandaty

Dla Mariusza A. Kamińskiego i Adama Hofmana tłuste lata w polityce się skończyły.
Dla Mariusza A. Kamińskiego i Adama Hofmana tłuste lata w polityce się skończyły. Fot. Robert Kowalewski / AG

87 proc. Polaków chce, by posłowie, którzy brali udział w skandalach dotyczących delegacji służbowych, składali mandaty – wynika z sondażu przeprowadzonego przez IBRiS dla „Rzeczpospolitej”. O nieprzychylnym stosunku Polaków do posłów-aferzystów pisze wtorkowe wydanie gazety.

Z badań wynika, że zdecydowana większość pytanych nie toleruje zachowań związanych z nieprawidłowościach przy rozliczeniach zagranicznych delegacji posłów. Choć – jak zaznacza „Rzeczpospolita” – ostatnio na celowniku byli głównie politycy Prawa i Sprawiedliwości – „podział nie przebiega wzdłuż głównej lini politycznego sporu w naszym kraju”.

Dla prawie 87 proc. Polaków udział w aferze rozliczeniowej powinien być równoznaczny ze złożeniem mandatu poselskiego. Według tylko 8 proc. Polaków nie domaga się wyciągnięcia wobec aferzystów konsekwencji.

Co istotne, sondaż został przeprowadzony na krótko przed tym, jak Adam Hofman, wówczas jeszcze poseł PiS, oficjalnie próbował tłumaczyć się ze swojej służbowej podróży do Madrytu, którą odbył wraz z dwoma partyjnymi kolegami – Adamem Rogackim i Mariuszem Antonim Kamińskim, na pokładzie samolotu tanich linii lotniczych.

Po tym jak trzech posłów PiS zostało odwołanych z partii, udział w aferze wyjazdowej złamał kolejną poselską karierę. Z partii i klubu parlamentarnego PiS odszedł bowiem Zbigniew Girzyński. Powodem odejścia były – tłumaczył – „zastrzeżenia, jakie mogą pojawić się co do moich wyjazdów służbowych”.

Ostatnio pod lupę dziennikarzy trafiły podróże Radosława Sikorskiego. Ten, jeszcze jako minister spraw zagranicznych, miał bowiem pobrać kilkadziesiąt tysięcy złotych zwrotu kosztów za podróże prywatnym autem, mimo że miał wtedy rządową limuzynę.

Afera goni aferę, ale – zwraca uwagę „Rzeczpospolita” – rozliczenia polityków Platformy Obywatelskiej są jak najbardziej po myśli PiS, które – jak do tej pory – usuwało podejrzanych posłów ze swych szeregów. W związku z tym główna opozycyjna partia żąda od premier Ewy Kopacz odwołania Sikorskiego z funkcji Marszałka Sejmu i wydalenia go z PO.

naTemat.pl

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: