25.11.14

 

Kaczyński w Radiu Maryja: Wybory zostały sfałszowane, a państwo, w którym do tego dochodzi, nie jest demokratyczne

jagor, PAP, 25.11.2014
Jarosław Kaczyński

Jarosław Kaczyński (GRZEGORZ CELEJEWSKI/AG)

Jarosław Kaczyński ocenił w Radiu Maryja, że wybory zostały sfałszowane, a państwo, w którym fałszuje się wybory, nie jest państwem demokratycznym. Zapowiedział, że marsz 13 grudnia będzie początkiem wielkiego ruchu kontroli wyborów.
– Wybory zostały sfałszowane. Trzeba tylko ustalić dokładnie, w jakim zakresie i kto bezpośrednio za to odpowiada, bo kto jest profitentem, widać gołym okiem. (…) Doszło do takiej sytuacji, która w gruncie rzeczy jest zmianą ustroju, bo państwo, gdzie fałszuje się wybory, nie jest już państwem demokratycznym. To początek drogi – mówiąc najkrócej – na Wschód, w sensie politycznym – mówił Kaczyński.

Fałszowano już w poprzednich wyborach…

Zaznaczył, że zjawisko nieuczciwego liczenia głosów w wyborach miało miejsce już w poprzednich wyborach, ale występowało na mniejszą skalę.

– Teraz to bardzo się zaostrzyło i można już mówić o takim przedsięwzięciu, które zupełnie zmieniło kształt sceny politycznej. To już w ramach demokracji się nie mieści. (…) Trzeba bić na alarm i zrobić wszystko, żeby to więcej się nie powtórzyło, żeby polską demokrację uratować – podkreślił lider PiS.

Zaproszenie na marsz 13 grudnia dla środowisk Radia Maryja?

Kaczyński zachęcał do udziału w przedsięwzięciach przygotowanych przez PiS w związku z wynikami wyborów samorządowych.

– Przygotowujemy marsz na 13 grudnia, tak jak co roku, ale tym razem pod hasłami obywatelskimi, pod hasłami związanymi właśnie z ochroną polskiej demokracji. To będzie obywatelski marsz z różami, który będzie mówił o sprzeciwie wobec wyborów. Im będzie liczniejszy, tym będzie lepiej. Ale później będzie trzeba to – tak jak to było w wypadku walki o Telewizję Trwam – powtarzać w różnych miejscach. Nie wolno dać o tym zapomnieć – przekonywał.

Zdaniem prezesa PiS marsz 13 grudnia ma być początkiem „wielkiego ruchu kontroli wyborów”.

PiS – zgodnie z zapowiedziami – rozpoczęło we wtorek składanie wniosków o unieważnienie wyborów do sejmików województw i przeprowadzenie ich na nowo. Pierwszy wniosek dotyczy woj. lubelskiego. Do końca tygodnia PiS zawnioskuje o unieważnienie wyborów w każdym województwie.

We wtorek klub PiS złożył też w Sejmie projekt ustawy, która miałaby skrócić kadencję nowo wybranych sejmików województw.

Jak podała PKW, PiS w skali kraju zdobył 171 mandatów do sejmików wojewódzkich (to drugi po PO wynik), otrzymał jednocześnie największe poparcie procentowe – 26,85 proc.; Platforma – 26,36 proc.

Według sondażu IPSOS exit poll przeprowadzonych w dniu wyborów PiS zdobył 31,5 proc. głosów.

Gazeta.pl

Sondaż dla TVN 24: Wybory nie zostały sfałszowane

mw, 25.11.2014
Urna wyborcza

Urna wyborcza (Fot. Adam Stępień / Agencja Gazeta)

62 proc. przepytanych przez Millward Brown uważa, że wybory nie zostały sfałszowane – wynika z sondażu dla TVN 24.
Inne zdanie ma 25 proc. osób, a 13 proc. twierdzi, że nie ma zdania. Powtórki wyborów nie chce 54 proc. ankietowanych. 35 proc. uważa, że konieczna jest ich powtórka. 11 proc. nie ma zdania.81 proc. badanych odpowiedziało, że mimo nieprawidłowości w pierwszej turze będzie uczestniczyć w drugiej 30 listopada. 16 proc. nie zamierza głosować, a 4 proc. nie wie.Sondaż telefoniczny został zrealizowany przez Millward Brown 25 listopada na ogólnopolskiej reprezentatywnej próbie 1004 dorosłych osób.

Powtórzenia wyborów domagają się PiS i SLD. Jarosław Kaczyński dziś w Radiu Maryja powiedział wprost, że wybory zostały sfałszowane. Powodami, dla których opozycja nie godzi się z wynikiem wyborów, jest długie liczenie głosów, a także duża liczba głosów nieważnych.

Zobacz także

Wyborcza.pl

Kaczyński zapowiada „marsz z różami”: „Wybory są sfałszowane. Będzie to mówione wprost”

Michał Wilgocki, 25.11.2014
Jarosław Kaczyński

Jarosław Kaczyński ()Fot. Maciej Świerczyński / Agencja Gazeta)

– Wybory zostały sfałszowane, trzeba tylko ustalić w jakim zakresie i kto bezpośrednio za to odpowiada, bo kto jest profitentem, widać gołym okiem – powiedział w Radiu Maryja Jarosław Kaczyński. Zapowiedział, że 13 grudnia PiS zorganizuje „marsz z różami”.
– To będzie mówione wprost, bo nie ma sensu stosować jakichś uników. Doszło do takiej sytuacji, która jest zmianą ustroju. Państwo, gdzie fałszuje się wybory, nie jest państwem demokratycznym. To droga na wschód – mówił Kaczyński.Zdaniem Kaczyńskiego wyniki wyborów są nie do zaakceptowania.- To jest po prostu niemożliwe. Są miejsca, gdzie w wyborach do powiatu otrzymaliśmy 13 tys. głosów, a w wyborach do sejmiku 6 tys. głosów. Tego się nie da wytłumaczyć, bo to nie może przybrać takiego rozmiaru – dodaje. – Przedstawimy nasze wątpliwości sądom, ale nie mamy złudzeń, jak będą działały sądy.- Ewa Kopacz wróżyła w stronę pana i wyborców PiS mówiąc: nie wygracie. Czy to tylko wróżba, czy jakieś pobożne życzenie, czy to pewność mająca konkretne podstawy? – pytał prowadzący audycję o. Dariusz Drążek.

– To pewność, że nadal będą ten proceder stosowali, bo usłużni wobec władzy prawnicy mówią, że nie można nic zmienić na wybory parlamentarne. Do wyborów jest 10 miesięcy, spokojnie można uchwalić nowy kodeks wyborczy – powiedział Kaczyński.

– A nie boi się pan znowu tego, że będą straszyć PiS-em? – pytał redemptorysta.

– Będą się chcieli bronić, tylko jakie my mamy wyjście? Jeśli byśmy powiedzieli, że wszystko jest w porządku, to można powiedzieć, że cała działalność naszej partii jest bez sensu, bo wszystkie wybory przegrywamy – stwierdził Kaczyński.

Były premier opowiadał też, jaki jest plan PiS na najbliższe miesiące.

– Przygotowujemy marsz na 13 grudnia, tak jak co roku, ale tym razem pod hasłami obywatelskimi. Będzie to obywatelski marsz z różami, który będzie mówił o sprzeciwie wobec wyborów. Ale później, tak jak w przypadku walki o Telewizję Trwam, nie będzie można o tym zapomnieć. Trzeba się masowo angażować w kontrolę tych wyborów i oczywiście popierać naszego kandydata. To człowiek przyszłości, bo Bronisław Komorowski jest człowiekiem przeszłości i to bardzo niedobrej – mówił Kaczyński.

Zobacz także

Wyborcza.pl

Bojkot Lidla. „Fronda”: „Oddajcie nam Boże Narodzenie!”. Empik też na cenzurowanym

Paweł Kośmiński, 25.11.2014
Świąteczna reklama sieci sklepów Lidl

Świąteczna reklama sieci sklepów Lidl (youtube.com)

„Z wielkim oburzeniem zauważyłem/am, że promują Państwo niechrześcijańską wizję Świat Bożego Narodzenia w Państwa spocie telewizyjnym. Dlatego proszę o przywrócenie w reklamie akcentów polskiej chrześcijańskiej kultury, Bożego Narodzenia” – piszą do sieci Lidl oburzeni internauci. I zapowiadają jej bojkot. Nie po raz pierwszy, bo bojkot stał się całkiem popularny
„Polska to kraj chrześcijański. Nasza tradycja bożonarodzeniowa jest ściśle związana z przeżywaniem Narodzenia Pana Jezusa Chrystusa. Nie pozwolimy na to, by zagraniczna firma narzucała nam laicką i ateistyczną ideologię. Nie chcemy w Polsce propagandy nihilistycznej!” – oburza się Fronda. I alarmuje: „Lidl chce narzucić Polakom laicką ideologię, my mówimy stanowcze NIE!”.W obronie polskiej chrześcijańskiej kulturyCzym redakcji naraziła się znana sieć sklepów? Pod koniec listopada Lidl wypuścił spoty reklamujące swoje produkty specjalne. „To będzie wyjątkowo spędzony czas, ponieważ Delux oferuje najlepsze, co możesz zaserwować swoim najbliższym” – przekonuje lektor. „Przyjdź do Lidla i przekonaj się, jak wyjątkowe mogą być te dni z Deluxe” – zachęca.Na ekranie błoga świąteczna atmosfera i nawiązania do Bożego Narodzenia: kolorowe stroiki, zaśnieżone ulice, choinki. Ludzie obdarowują się prezentami. W tle piosenka „Let it snow”. Brakuje jednego – w ciągu tych 30 sekund ani razu nie pada określenie „Boże Narodzenie”.

A to tak bardzo oburzyło Frondę, że zainicjowała akcję „Oddajcie nam Boże Narodzenie”. Przygotowała wzór listu, jaki jej czytelnicy powinni wysłać do biura prasowego firmy. Czytamy w nim: „Z wielkim oburzeniem zauważyłem/am, że promują Państwo niechrześcijańską wizję Świat Bożego Narodzenia w Państwa spocie telewizyjnym. Dlatego proszę o przywrócenie w reklamie akcentów polskiej chrześcijańskiej kultury, Bożego Narodzenia. Jeśli Państwo nie zmienią swojej nihilistycznej i obcej nam ideologii, przestaniemy kupować Państwa produkty i będziemy zachęcać innych do bojkotu Lidla!”.

„Dość bezczelnego kulturkampfu ateizmu”

O całe zamieszanie zapytaliśmy biuro prasowe sklepu. Lidl tłumaczy, że filmy promują produkty dostępne w ofercie sklepu od początku listopada, a więc już na kilka tygodni przed świętami. „Dlatego też spot reklamowy nawiązuje do okresu przedświątecznego, w domyśle obejmując także okres przygotowań, Mikołajki, jak i samo Boże Narodzenie” – czytamy w przesłanym nam oświadczeniu.

Emisja spotów ma zakończyć się na początku grudnia, ponad dwa tygodnie przed świętami. „Jest to zatem komunikacja przedświąteczna” – podkreśla sieć. Następne reklamy będą już miały „oprawę rodzinną oraz świąteczną przywołaną wspólnym stołem, udekorowaną choinką a także przygotowaniami na ten szczególny czas”.

Tego rodzaju tłumaczenia Frondy jednak nie przekonują, bo zorganizowała kolejną odsłonę swojej akcji. Teraz już jawnie nawołuje do bojkotu sieci. „Bracia, do boju, karty ‚kredytowe’ w dłoń! Lidla z rynku goń, goń, goń! Dość bezczelnego kulturkampfu nihilizmu i ateizmu. Zagłosujmy naszymi portfelami przeciwko laicyzacji Bożego Narodzenia!” – nawołuje redakcja serwisu.

Aborcjonistka i satanista nad kołyską

„Czy ktoś mógłby mi przypomnieć, jaki był ostatni skuteczny bojkot ogłoszony przez Frondę?” – prosi na forum pod tekstem jeden z czytelników. Bo to nie pierwsza tego rodzaju akcja w ostatnim czasie. Na początku listopada prawicowe media nie kryły oburzenia reklamą Empiku, w której do przedświątecznych zakupów zachęcali m.in. Maria Czubaszek i Adam „Nergal” Darski.

„Trzeba mieć sporą dozę wyobraźni lub wisielcze poczucie humoru, aby pozwolić, żeby nad kołyską Dzieciątka pojawiły się twarze słynnej aborcjonistki i satanisty drącego się i drącego Biblię” – pisał serwis wPolityce.pl. Liderowi zespołu Behemoth prawicowe media zarzucają bowiem, że „publicznie znieważa Chrystusa”, dziennikarce nie mogą darować przyznania się do przerwania ciąży.

Czy Jezus powinien reklamować sklep?

Ale prawicowy bojkot ma u nas długą tradycję. W wakacje wzywano do bojkotu Macieja Maleńczuka (bo reprezentowany przez niego „rodzaj satanizmu jest najbardziej niebezpieczny”), zaś w kwietniu – przeglądarki internetowej Mozilla (bo „jest przeciwko małżeństwu”).

W lutym poseł PiS Krystyna Pawłowicz wzywała do bojkotu Dni Ateizmu, sugerując, że „sympatyków tych awantur należy skierować do Rosji albo na Białoruś”. Miesiąc wcześniej jej partyjny kolega Andrzej Jaworski zachęcał do niekupowania produktów marki Heineken i Żywiec. Z internetowej strony sopockiego klubu SPATiF dowiedział się bowiem, że współpracuje on właśnie z tymi markami. Tymczasem w klubie organizowane były imprezy „Sylwestrowe konklawe” czy „Jasełka”, zdaniem posła – „jawne żarty z tradycji i wiary”.

Swego czasu głośny był też bojkot produktów firmy Argos-Nova – producenta napoju Demon reklamowanego również przez Nergala.

Jaka jest ich skuteczność? „Byłem dziś w Lidlu. Bojkot bił po oczach. Kupiłem tylko kefir, a musiałem stać w kolejce za kilkoma osobami. Serio, chcielibyście żeby waszego Pana Jezusa Chrystusa wykorzystywano w reklamach sklepu spożywczego?” – pyta jeden z czytelników Frondy.

Zobacz także

Wyborcza.pl

Jarosław Kaczyński: Władza nie może mieć niejasnych związków z biznesem

mf, PAP, 25.11.2014
Jarosław Kaczyński

Jarosław Kaczyński ()Fot. Maciej Swierczynski / Agencja Gazeta)

– Władza nie może pozostawać w niejasnych związkach z biznesem, z różnego rodzajami grupami nacisku – mówił prezes PiS, popierając kandydata tej partii na prezydenta Gdańska – Andrzeja Jaworskiego.
Konferencja prasowa, podczas której szef PiS udzielił wsparcia Jaworskiemu, odbyła się w historycznej Sali BHP Stoczni Gdańskiej.- Gdańsk to jest takie miasto, gdzie – można powiedzieć – wiatr historii dął szczególnie mocno, a nasilał się wtedy, kiedy władza zupełnie odrywała się od społeczeństwa. I warto o tym pamiętać – powiedział prezes Prawa i Sprawiedliwości.

Mówił też o symbolicznym znaczeniu stoczniowej Sali BHP. – To miejsce ma zupełnie szczególne znaczenie, bo tutaj finalizowały się wielkie historyczne wydarzenia, które powinny być pamiętane także jeśli chodzi o to, iż tutaj swój szczyt i finał osiągnął protest przeciwko takiej władzy, która myślała wyłącznie o sobie i własnych interesach, a zupełnie nie myślała o społeczeństwie – dodał.

– A zadaniem każdej władzy, w tym także władzy samorządowej, jest myślenie przede wszystkim o społeczeństwie, a nie o sobie. Władza nie jest po to, żeby załatwiać różnego rodzaju interesy, a w szczególności interesy grupowe i partykularne. Władza nie może pozostawać w niejasnych związkach z biznesem, z różnego rodzajami grupami nacisku – podkreślił Kaczyński.

W I turze wyborów obecnie urzędujący prezydent Gdańska Paweł Adamowicz (PO) uzyskał 46,05 proc. głosów, a poseł PiS Andrzej Jaworski 26,15 proc.

Zobacz także

 

TOK FM

Urban: Kaczyński jest jak Putin, tylko zdziczały. Buduje struktury poza państwem, jakby miał zamiar robić leśną partyzantkę

Krzysztof Lepczyński, 25.11.2014
Jerzy Urban

Jerzy Urban (Fot. BARTOSZ KRUPA EAST NEWS)

„Urbanem w spódnicy” nazwał Ewę Kopacz Jarosław Kaczyński. – On chciał obrazić Kopacz, a w istocie rzeczy obraził mnie – stwierdził w Radiu TOK FM Jerzy Urban. Zdaniem naczelnego „Nie” Kaczyński po wyborach zachowuje się jak „zdziczały Putin”. – Buduje strukturę polityczną poza państwem, jakby na zimę miał zamiar robić leśną partyzantkę – stwierdził Urban.
„Urbanem w spódnicy” nazwał Jarosław Kaczyński Ewę Kopacz w wywiadzie dla „Wprost”. Jego zdaniem premier odmawia opozycji „prawa do krytykowania przebiegu liczenia głosów”. „Z jej strony to zrozumiałe, ale tu słychać Urbana” – stwierdził prezes PiS. Gościem Cezarego Łasiczki w Radiu TOK FM był więc Jerzy Urban, redaktor naczelny tygodnika „Nie”, w latach 80. rzecznik rządu Wojciecha Jaruzelskiego.„Urban jest dla Kaczyńskiego ohydny, a stworzenie w spódnicy…”– To dowód uznania? Wciąż jest pan dla prezesa Kaczyńskiego autorytetem – zaczął Łasiczka. – On chciał obrazić Ewę Kopacz, a w istocie rzeczy obraził mnie. Dotychczas byłem porównywany do Goebbelsa, człowieka mądrego, sprawnego, prawdziwego doktora. Teraz jestem porównywany do Kopacz, niedługo do Breivika. Strasznie się obsuwam w tym publicznym obiegu – stwierdził Urban. Odniósł się też do akcentu genderowego: – Urban jest samo przez się dla Kaczyńskiego ohydny, a stworzenie w spódnicy jest ohydne w dwójnasób – ocenił.

Celiński: To prezes PiS decyduje, kto jest polskim politykiem >>>

Urban skomentował też awanturę wokół wyborów samorządowych. – Awantura o wybory, jak wszystkie awantury o podsłuchy i zegarki, przeminie. Taki jest rytm polskiego życia politycznego, że jest wielki gwałt, a to o katastrofę smoleńską, o jakieś epizody, a potem wszystko wraca do normy – stwierdził szef „Nie”.

Jak Kaczyński władzę zdobędzie, to już nie odda?

Zdaniem Urbana jednak postawa Jarosława Kaczyńskiego i Leszka Millera, którzy głośno podważają wynik elekcji, jest groźna. Możliwe jest bowiem, że PiS wygra wybory parlamentarne, a nawet zdobędzie władzę. Kolejne wybory mógłby jednak przegrać. – I już władzy nie odda. Powie, że wybory, przez które traci władzę, były w sposób oczywisty sfałszowane, i tak zamrozi cały system przemiany władz demokratycznych – przekonuje Urban.

Naczelny „Nie” zaznaczył, że Kaczyński kontestuje wyniki wszystkich wyborów. – Teraz mówi, że sfałszowano wybory, w których osiągnął najlepszy z dotychczasowych wyników, jest symbolicznym zwycięzcą tych wyborów. A co dopiero, gdy będzie miał władze, policję, służby specjalne, wojsko. I przyjdą wybory, które będą chciały mu to odebrać. Już mamy Putina, tylko bardziej zdziczałego – stwierdził.

Zdaniem Urbana Miller „zbłaźnił się”, towarzysząc Kaczyńskiemu w krytyce wyborów. Naczelny „Nie” ocenił, że szef SLD jest już „schyłkowy” i „o ile się orientuje” w partii chcą się już Millera pozbyć. Na jego stanowisko ma się szykować Włodzimierz Czarzasty, dziś szef mazowieckiego SLD. Generalnie Urban już przyszłości dla Sojuszu nie widzi. „SLD we wszystkich swoich wcieleniach jest tak wytarty, że widać przez niego podłogę – stwierdził.

„Na zimę ma zamiar robić leśną partyzantkę”

Urban odniósł się też do zapowiedzianych przez prezesa PiS na 13 grudnia demonstracji. – Kaczyński buduje strukturę polityczną poza państwem, jakby na zimę miał zamiar robić leśną partyzantkę. Samo wyjście na ulicę pod hasłem majdanu oznacza, że on chce zmierzać do władzy systemem pozademokratycznym, systemem ulicznego buntu. Takich ludzi się w demokracji po prostu wsadza – ocenił.

Łasiczka zapytał też, jak w obliczu śmierci gen. Wojciecha Jaruzelskiego przebiegać będą obchody wprowadzenia stanu wojennego, którym towarzyszyły zawsze demonstracje pod domem generała. – Podobno kombinują, żeby iść pod dom Kiszczaka, a jak go nie znajdą, to pod mój dom – powiedział Urban. – Byłbym bardzo uhonorowany, gdyby ta hołota przyszła pod mój dom. Oczywiście, póki nie strzela i nie pali – skwitował.

Zobacz także

TOK FM

Papież Franciszek w PE: Europa to babcia, już bezpłodna i nietętniąca życiem

MIEŚ, AB, PAP 2014-11-25

  • Papież spotkał się w Strasburgu z 97-letnią Niemką, od której wynajmował w młodości pokój, a potem z nią korespondował POOL/REUTERS
  • Papież Franciszek i przewodniczący PE Martin Schulz ANDREW MEDICHINI/AP
  • Papież Franciszek przemawia w Strasburgu ANDREW MEDICHINI/AP
  • Papież Franciszek i przewodniczący PE Martin Schulz ANDREW MEDICHINI/AP
  • Papież Franciszek przemawia w Strasburgu POOL/REUTERS
  • Papież Franciszek przemawia w Strasburgu CHRISTIAN HARTMANN/AP
  • Papież Franciszek przemawia w Strasburgu ANDREW MEDICHINI/AP

– Coraz więcej osób odnosi wrażenie starzenia się i zmęczenia Europy. Ona jest już jak babcia, bezpłodna i nietętniąca życiem – mówił papież podczas świetnie przyjętego przemówienia w gmachu Parlamentu Europejskiego. Franciszek spotkał się też w Strasbourgu z 97-letnią Niemką, u której wynajmował pokój ponad 30 lat temu.

Papieża na lotnisku w Strasburgu powitali m.in. francuska minister ekologii, rozwoju i energii Francji Segolene Royal oraz hierarchowie lokalnego Kościoła. Przed lotniskiem nie było tłumów; na papieża czekało kilkadziesiąt osób. Na przejazd do unijnych instytucji Franciszek wybrał skromny – jak na możliwości europarlamentu – samochód: Peugeot 407. To stary model, który był produkowany do 2010 r.

W Parlamencie Europejskim, w drodze do sali plenarnej, Franciszek spotkał się z 97-letnią Niemką, u której wynajmował pokój podczas pobytu w Niemczech prawie 30 lat temu. Potem przez wiele lat pisali do siebie listy. Papież otrzymał od niej upominek, a następnie pozowali do wspólnego zdjęcia.

„Europa jest już babcią. Jest bezpłodna i nie tętni życiem

W prawie 40-minutowym, przerywanym oklaskami wystąpieniu, Franciszek apelował do eurodeputowanych o zagwarantowanie przyszłości i pracy młodym pokoleniom, troszczenie się o „kruchość narodów i osób”, a także o zachowanie żywotności demokracji. – Niech Europa odkryje na nowo swą dobrą duszę – prosił. – Z wielu stron odnosi się ogólne wrażenie zmęczenia i starzenia się Europy-babci, już bezpłodnej i nietętniącej życiem – tłumaczył.

Papież podkreślił, że zmieniający się świat jest coraz mniej „eurocentryczny”. – Obszerniejszej i posiadającej większy wpływ Unii zdaje się jednak towarzyszyć wizerunek Europy trochę podstarzałej i przytłumionej, skłonnej, by czuć się mniej uczestniczącą w świecie, który patrzy na nią z dystansem, nieufnością, a niekiedy z podejrzliwością – oświadczył.

Franciszek przyznał też, że jedną z najczęstszych chorób, jakie dostrzega w Europie, jest samotność, której doświadczają zarówno ludzi starsi, pozostawieni własnemu losowi, jak i pozbawiona szans na przyszłość młodzież oraz imigranci. Papież z niepokojem zwrócił również uwagę na egoistyczne style życia i obojętność wobec otaczającego świata, zwłaszcza najuboższych, oraz „agresywny konsumpcjonizm”.

Papież o imigrantach: Morze Śródziemne nie może być cmentarzyskiem

– Drodzy eurodeputowani, nadeszła pora, aby wspólnie budować Europę, która nie obraca się wokół gospodarki, ale wokół świętości osoby ludzkiej, wartości niezbywalnych – apelował Franciszek. Jego zdaniem nadszedł czas, aby porzucić ideę Europy „przestraszonej i zamkniętej w sobie”, a budować wspólnotę, które opiekuje się człowiekiem, broni go i chroni.

Papież nawoływał też w przemówieniu o wspólne stawienie czoła problemowi imigracji. – Nie można się godzić z tym, by Morze Śródziemne było wielkim cmentarzem – oświadczył.

Pope Francis speaking to the European Parliament on responsibility of Europe pic.twitter.com/UvN64V84Su

— Jacek Saryusz-Wolski (@JSaryuszWolski) listopad 25, 2014

– Europa będzie w stanie poradzić sobie z problemami związanymi z imigracją, jeśli będzie umiała jasno zaproponować swoją tożsamość kulturową i wprowadzić w życie odpowiednie ustawodawstwo, które potrafiłoby jednocześnie chronić prawa obywateli europejskich i zapewnić gościnność dla imigrantów – przekonywał Franciszek. Jego przemówienie nagrodzono długą owacją na stojąco.

Dzień Przed wizytą papieża – nagi protest w katedrze

Dzień przed przybyciem Franciszka do Strasburgu do katedry Najświętszej Marii Panny (gdzie wierni oglądali transmisję z przemówienia) wtargnęły aktywistki radykalnej organizacji Femen, protestując przeciwko wizycie papieża. Półnagie aktywistki, które upominają się o prawa kobiet, wyraziły sprzeciw wobec obecności Kościoła w instytucjach państwowych.

fot. Christian Lutz/AP

Kilka dni temu radykalny ruch wrzucił do sieci film z porwania księdza – najprawdopodobniej nagranie było mistyfikacją. Zakładnik miał być zwolniony właśnie w razie odwołania wizyty papieża w instytucjach europejskich.

Piąta wizyta zagraniczna Franciszka

Strasburg jest piątym celem zagranicznej podróży papieża, po pielgrzymkach do Brazylii, Ziemi Świętej, Korei Południowej i Albanii. W związku z pielgrzymką w mieście wprowadzono dodatkowe procedury bezpieczeństwa oraz kontrole dla wszystkich, którzy w trakcie wizyty chcieli wejść do PE i Rady Europy.

Franciszek oprócz przemówienia na uroczystej sesji PE w planach miał także spotkanie z szefem Rady Europejskiej Hermanem Van Rompuyem, premierem sprawujących prezydencję w UE Włoch Matteo Renzim oraz z szefem Komisji Europejskiej Jean-Claude’em Junckerem. W gmachu europarlamentu papież dostał też książkę od Martina Schulza; przewodniczący PE otrzymał natomiast obraz przedstawiający gołębia z gałązką oliwną.

gazeta.pl

Przesłanie papieża Franciszka dla Europy

Piotr Moszyński, Strasburg (RFI), 25.11.2014
Franciszek, pierwszy w historii papież spoza Europy, złożył we wtorek kilkugodzinną wizytę w Unii Europejskiej, a dokładnie w Strasburgu. Wygłosił dwa przemówienia chwalące Europę za rangę, jaką nadaje prawom człowieka, i ganiące ją za niedostatek troski o imigrantów i za niesprawiedliwości społeczne.
Pierwsze wystąpienie papieża – w Parlamencie Europejskim – było symbolicznie skierowane do ponad 500 mln obywateli UE. Drugie – w Radzie Europy – miało jeszcze szersze grono adresatów: 800 mln mieszkańców 47 krajów członkowskich tej organizacji, w tym Rosji i Ukrainy.Nie była to pierwsza wizyta papieska w instytucjach europejskich. 26 lat temu przed deputowanymi europejskimi stanął Jan Paweł II, ale jakże inna była wtedy Europa. Papież Polak zwracał się do przedstawicieli zaledwie 12 krajów i domagał się, by Europa mogła oddychać swoimi obydwoma płucami: zachodnim i wschodnim. Obecny papież nawiązał od razu na początku przemówienia do tamtych czasów i do wystąpienia swojego poprzednika. Uznał, że Unia jest teraz wprawdzie „obszerniejsza” i ma większe wpływy, ale towarzyszy temu „wizerunek Europy trochę podstarzałej i przytłumionej”.Franciszek docenia, że w odróżnieniu od Jana Pawła II ma przed sobą demokratycznie wybranych reprezentantów 28 państw z Europy, która już nie jest podzielona, a jej płuca oddychają zgodnie razem. Dostrzega jednak dużo innych problemów, które ma dzisiejsza Europa, podobnie zresztą jak jej katolicyzm, którego środek ciężkości przesunął się w międzyczasie na półkulę południową, z której pochodzi obecny papież.Rozmowa Franciszka z europejskimi parlamentarzystami była próbą znalezienia przekonującej dla Europejczyków drogi między uzasadnionym optymizmem a równie uzasadnionymi niepokojami.Nie pozwólmy, by Morze Śródziemne stało się wielkim cmentarzemNa samym wstępie zaznaczył, że jego posłanie łączy w sobie „nadzieję i zachętę”. Papieskie posłanie było przede wszystkim pełne szacunku dla ludzkiej godności, a także dla „centralnej roli”, jaką odgrywa UE w propagowaniu w świecie praw człowieka. Franciszek stanowczo przeciwstawił się traktowaniu ludzi jak przedmiotów, szczególnie w kontekście trudności, jakie przeżywa obecnie europejska gospodarka. Wystosował żarliwy apel o „mądre łączenie wymiaru osobistego z wymiarem dobra wspólnego”.Głęboko humanistyczny charakter papieskiego posłania do Europejczyków nie jest oczywiście żadną niespodzianką. Ale nie jest nią również troska, z jaką Franciszek pochylił się nad kilkoma problemami bardzo konkretnymi. Przede wszystkim sytuacja edukacji i rodziny, które w odczuciu papieża są nierozerwalnie powiązane. Następnie, „chwalebne” zaangażowanie Europy na rzecz ekologii, by chronić „naszą ziemię” wymagającą „stałej opieki i uwagi”. Wreszcie kwestia migracji, najwyraźniej poruszająca Franciszka. Był przecież osobiście w Lampeduzie, stanął twarzą w twarz z tragedią setek ludzi usiłujących dostać się za wszelką cenę, nawet życia, do wymarzonej Europy. Parlamentarzystom w Strasburgu powiedział więc wyraźnie, że nie można pozwolić na to, by „Morze Śródziemne stało się wielkim cmentarzem”. Wytknął im, że trudno będzie tego uniknąć, jeśli kraje europejskie nie będą się w tej dziedzinie wzajemnie wspierać. A wiadomo, że nie robią tego wystarczająco, zostawiając kraje śródziemnomorskie w dużej mierze same z tym problemem.Papież oczywiście przypomniał też o chrześcijańskich korzeniach Europy, ale także o aktualnym stanie jej gospodarki i o generowanych przez nią niesprawiedliwościach, o młodym pokoleniu licznych bezrobotnych, o narastaniu populizmów, o zagrożeniach dla pokoju w Europie i nieodległych od niej regionach.Strasburg nie zauważył papieża

Jeśli nie liczyć kilku kwaśnych komentarzy deputowanych ze skrajnej lewicy, członkowie PE na ogół nie mieli kłopotu z zaakceptowaniem wysłuchania w tej instytucji, po m.in Dalajlamie, przywódcy religijnego jak papież. Wizyta w Parlamencie przebiegła zatem w dość ciepłej atmosferze, natomiast z lekkim rozżaleniem odnieśli się do niej mieszkańcy Strasburga.

Jeszcze w przeddzień śródmieście wyglądało tak, jakby nic szczególnego się nie miało w mieście zdarzyć. Żadnych żółto-białych flag, żadnych portretów, żadnych haseł powitalnych, żadnych handlarzy dewocjonaliami. Dopiero w miarę zbliżania się do dzielnicy instytucji europejskich wprawne oko mogło dostrzec większą niż zwykle liczbę policyjnych patroli, a dziennikarze szukający biura wydającego im specjalne przepustki mogli trafić na saperów, tak dokładnie sprawdzających sąsiedni budynek, że można było odnieść wrażenie, iż go obwąchują razem z towarzyszącymi im psami.

We wtorek od rana centrum Strasburga odczuło już papieską wizytę, ale tylko rykoszetem, z powodu ścisłego zamknięcia dzielnicy europejskiej przez siły porządkowe i wynikających stąd m.in. zaburzeń w ruchu samochodów i komunikacji miejskiej. Sam papież natomiast w ogóle przez śródmieście nawet nie przejechał, bo z lotniska pomknął autostradą prosto do Parlamentu Europejskiego.

Była to tym razem zamierzona izolacja od miejscowej ludności i turystów, a nawet od wiernych zgromadzonych w słynnej strasburskiej katedrze. Mogli oni tam oglądnąć i wysłuchać papieskich przemówień dzięki nowoczesnym środkom przekazu, ale nie mieli z gościem styczności, a wokół katedry spokojnie rozkładał się już tradycyjny bożonarodzeniowy jarmark.

Pretensje do Franciszka byłyby jednak małostkowe. Przecież zgodnie z oficjalną formułą tej wizyty nie przyjechał on do Francji, a jeszcze mniej do Strasburga, lecz do Europy. A skoro tak, to celowo nie składał wizyty w żadnym jej konkretnym kraju, tylko w jej instytucjach ponadnarodowych.

Wyborcza.pl

Jarosław Gowin: Zrobiliśmy duży krok w kierunku białoruskich standardów. Będę maszerował z Kaczyńskim

Jarosław Gowin mówi, że po wyborach samorządowych zmienił zdanie o polskim systemie wyborczym
Jarosław Gowin mówi, że po wyborach samorządowych zmienił zdanie o polskim systemie wyborczym Fot. Jakub Orzechowski / AG

– Do 16 listopada wszelkie wzmianki o tym, że w Polsce fałszowane są wybory, przyjmowałem wzruszeniem ramion. Teraz zobaczyłem na własne oczy, że wyniki można na gigantyczną skalę wypaczyć – mówi w „Bez autoryzacji” Jarosław Gowin, lider Polski Razem, były minister sprawiedliwości.

“IPSOS podał wyniki prawdziwe, a PKW… takie, jakie miały być” – napisał pan na Twitterze. Z tych słów przebija zarzut: wyniki wyborów zostały sfałszowane. Przez kogo, w jaki sposób i na jakim poziomie?

Exit poll precyzyjnie pokazał wyniki wyborów w miastach prezydenckich, precyzyjnie wyniki PO i SLD. Rażąco pomylił się tylko w przypadku list zjednoczonej prawicy oraz PSL. Tej rozbieżności nie da się wytłumaczyć tylko błędami wyborców wywołanymi tzw. książeczką, dlatego że przy milionach głosów zadziałałyby reguły statystyczne i wynik wszystkich partii byłby zdeformowany.

Mój wpis miał oczywiście charakter ironiczny. Dla mnie rzeczą oczywistą jest, że wynik wyborów został wypaczony. To, czy wypaczenie było konsekwencją świadomych działań, ogólnego chaosu czy błędów systemowych, to jest pytanie, na które przedwcześnie byłoby odpowiadać. Dlatego wezwaliśmy wszystkie partie do powołania zespołu ekspertów, który wyjaśniłby skalę i charakter nieprawidłowości.

Tak na chłopski rozum – czy byłaby możliwa skoordynowana akcja fałszerstw w obwodowych komisjach, który jest ponad 100 tys.?

Na chłopski rozum, to wydaje mi sie nieprawdopodobne, by IPSOS pomylił się akurat w wynikach dwóch partii, podczas gdy precyzyjnie przewidział wyniki wyborów europejskich, wyniki PO i SLD oraz wyborów w dużych miastach. Do fałszowania wyborów nie jest potrzebna żadna ogólnopolska siatka czy porozumienie. Wystarczą spontaniczne, oddolne działania na dużą skalę. Przypomnę, że takie wątpliwości pojawiały się już w wyborach samorządowych 2010 na Mazowszu. Teraz ich skala jest dużo większa.

Jest pan za powtórką wyborów?

Nie tyle za powtórką, co za skróceniem kadencji sejmików wojewódzkich i ponownymi wyborami.

Pojawiają się komentarze, że to nie przystoi byłemu ministrowi sprawiedliwości. Nowa ustawa byłaby przecież precedensem, a w Kodeksie wyborczym jest opisana procedura unieważnienia wyborów. Przestał pan wierzyć w polski wymiar sprawiedliwości?

Kompletnie nie rozumiem tych zarzutów. Moje wątpliwości biorą się z troski o jakość polskiej demokracji. Zaufanie do państwa milionów obywateli zostało drastycznie nadwyrężone. Wszyscy, którzy troszczą się o stan państwa, powinni przyklasnąć tej inicjatywie.

Do 16 listopada wszelkie wzmianki o tym, że w Polsce fałszowane są wybory, przyjmowałem wzruszeniem ramion. Teraz zobaczyłem na własne oczy, że wyniki można na gigantyczną skalę wypaczyć. Czy to wypaczenie miało charakter intencjonalny czy nie, to jest sprawa do wyjaśnienia. Natomiast chowaniem głowy w piach jest mówienie, że problemem było tylko liczenie głosów.

Czyli zmienił pan zdanie na temat polskiego systemu wyborczego?

Zdecydowanie tak.

A na temat sędziów?

Nie, ja PKW mam do zarzucenia jedynie rażącą nieudolność i nie jestem odosobniony. Natomiast jestem jak najdalszy od zarzucania tym sędziom nieuczciwości czy prób fałszowania wyników.

13 grudnia będzie pan maszerował z Jarosławem Kaczyńskim w manifestacji przeciwko “manipulacjom wyborczym”?

Oczywiście. Dlatego, że to, co wydarzyło się 16 listopada i w następnych kilku dniach, to najczarniejsza karta polskiej demokracji po 1989 roku.

Podpisuje się pan pod stwierdzeniem prezesa, że Polsce “bliżej do Białorusi”?

Jak widzę, że dziennikarzy wykonujących swoje obowiązki i mających akredytacje zatrzymuje się na 24 godziny i przyprowadza do sądu w kajdnkach, to na pewno nie są to standardy europejskie. Ani ja, ani Jarosław Kaczyński, nie twierdzimy, że sytuacja w Polsce jest tak zła, jak na Białorusi. Ale niewątpliwie zrobiliśmy duży krok w kierunku standardów białoruskich.

Chciałby pan w Polsce drugiego Majdanu? Są obawy, że manifestacja z 13 grudnia może uwolnić niebezpieczne emocje…

Straszenie ulicznymi rozruchami to dowód na głęboką nieufność w mądrość Polaków. To jest przejaw lekceważenia reguł demokracji. Co do “drugiego Majdanu” – jeżeli przyczyny wypaczenia wyników wyborów nie zostaną ujawnione, a skutki naprawione, to na pewno wielu Polaków się zradykalizuje. Mam nadzieję, że uda się doprowadzić do ponownych wyborów przy użyciu procedur prawnych.

Umówmy się, że to raczej mało prawdopodobne. Czy wtedy argument ulicy będzie przez pana oczekiwany?

Czym innym jest pokojowa manifestacja, a czym innym wielodniowe manifestacje, barykady na ulicach i starcia z funkcjonariuszami. Mam nadzieję, że do takiego scenariusza nie dojdzie.

naTemat.pl

Michał KOBOSKO: “Jakoś już jest, czas na jakość. O dziennikarstwie wysokojakościowym”

Ryc.: Fabien Clairefond

Michał Kobosko

Redaktor naczelny tygodnika „Wprost” w latach 2012-2013. Wcześniej dziennikarz giełdowy i finansowy „Gazety Wyborczej”, z-ca red.naczelnego „Pulsu Biznesu”. Od 2005 r. kierował polską edycją „Forbes”, od 2006 r. red.naczelny „Newsweek Polska”, od 2009 r. red.naczelny „Dziennika Gazety Prawnej”. Obecnie szef Project Syndicate Polska i polskiego oddziału waszyngtońskiego think-thanku Atlantic Council.wszystkie teksty autora

Nie ma przyszłości. Przeszłości zresztą też. Liczy się tylko teraz, już, natychmiast. To co w tej chwili, nic wcześniej ani potem. Żyjemy w pokręconych czasach.

Technologia dała nowe możliwości, ale to człowiek nadaje im wymiar realny. W błyskotliwej, wydanej w 2013 r. książce Present Shock amerykański teoretyk mediów Douglas Rushkoff, kreśli obraz człowieka nowych czasów. Przekonuje, że podczas gdy pod koniec XX w. ludzi pasjonowało przewidywanie przyszłości, futurologia – dziś nie ma po tym śladu, rządzi prezentyzm.

Żyjemy aktualną chwilą, próbujemy ją wyciskać jak cytrynę. Tracimy umiejętność koncentracji, bo wydaje się nam, że robienie tyko jednej rzeczy jednocześnie nie wystarczy. Ważnych momentów już nie przeżywamy, bo przede wszystkim myślimy o tym, by dzielić się nimi z innymi.

Produkujemy terabajty treści, które natychmiast zamieszczamy na Facebookach, Twitterach i Instagramach.

Robimy miliony zdjęć, które mają uwiecznić moment, którego nawet nie poczuliśmy. Dobry symbol przemian to serwis Snapchat. Szybko robione fotki czy filmiki są konsumowane przez odbiorcę i znikają z jego telefonu na zawsze. Input, trawienie, wydalenie. I idziemy dalej, niczym informacyjne szarańcze.

Fakt, że każdy z nas nieustannie wytwarza content, stwarza silną konkurencję dla wszystkich mediów. Gazet już dawno się nie czyta, portale horyzontalne odstraszają miksem głupoty z populizmem. Blogi bezpowrotnie straciły pierwotny urok, serwisy społecznościowe stają się śmietnikami. Nawet Twitter, ukochane dziecko polskich elit, nieubłaganie idzie w komercję. Z medium, gdzie publikowano szybkie komentarze, syntetyczne oceny, stał się zresztą miejscem linkowania wszystkich do wszystkiego.

Czy żyjąc w kosmicznym chaosie informacji, potrafimy odnaleźć właściwą orientację? Czy XX-wiecznie uznawane autorytety ostatecznie poległy, ustępując miejsca XXI-wiecznym celebrytom – mizdrzącym się do nas z każdej szuflady, zalewającym nas opiniami na każdy temat. Jak to było u Kleyffa: w telewizji czterej znawcy od nawozów i od świata, orzekają co się zdarzy w Gwatemali za trzy lata…

Czy jesteśmy zatem już pogodzeni z faktem, że media stojące jakościowym przekazem, sprawdzonym rzemiosłem dziennikarskim w pisaniu i redagowaniu, wiedzą realną zamiast uzurpowanej, nie mają już czego szukać?

Uważam, że jest wręcz odwrotnie. W miarę, jak przejada się nam Nowa Rzeczywistość Informacyjna – a przejada się szybciej niż nastała – zaczynamy desperacko szukać solidnej bazy. Szerszego kontekstu, realnej oceny sytuacji, opinii eksperta, który dogłębniej, a zarazem bez zawodowego żargonu naświetli nam element coraz bardziej skomplikowanego świata.

Ulubionym tematem rozmów wielu moich znajomych jest dzielenie się doświadczeniem: słuchaj, z jakich serwisów korzystasz? Gdzie warto zaglądać, żeby czegoś się dowiedzieć? Ludzie są zagubieni i coraz bardziej bezradni w walce z bagnem dezinformacyjnym. Bezradnie zipują, tracąc czas i życie. Tym chętniej witają projekty, które powoli i bez ogromnej wrzawy wchodzą także na polski rynek. Twórcy TVN mogli mieć satysfakcję, jak cieple powitano TVN Biznes i Świat, stację stojącą na przeciwległym końcu wzorca telewizyjnego metra wyznaczonego przez mocno tabloidową TVN24. Powstają kolejne projekty online, jak tocowazne.pl Tomka Wróblewskiego, WszystkoCoNajwazniejsze.pl Instytutu Nowych Mediów, czy zarządzany przeze mnie project-syndicate.pl.

Nowe Wysokogatunkowe Media (NWM) nie są i nie będą produktem masowym. Nie muszą. Wręcz odwrotnie,trafiają do wybranego grona ludzi, którzy dokładnie wiedzą, czego im trzeba.

Można to określić pozytywnym snobizmem, albo po prostu rosnącą intelektualną aspiracyjnością części społeczeństwa, które ma już za sobą ćwierć wieku poznawania się z wolnością i kapitalizmem. Jeśli jestem przedsiębiorcą, już zbudowałem zdrowy biznes, zakumulowałem pierwszy kapitał, zadbałem o edukację dzieci, mam dom, dwa razy w roku wakacje we właściwych miejscach. A jednak coś mnie męczy, nie daje spokoju. Pora odrobić braki z lat mega ciężkiej pracy. Pora wiedzieć – ale też mieć wpływ na to by wiedzieli inni. Nie lubię określenia CSR, bo się ten termin niestety wykoślawił, za często kąpano go w jednej wannie z PR-em. Ale zgadzam się, że na biznesie ciążą dodatkowe zobowiązania wobec społeczeństwa – poza zapewnieniem godziwej pracy i płacy.

NWM-ów nie zbudują nam dotychczasowe firmy medialne. Ich model biznesowy, który można krótko określić hasłem „ratuj się kto może”, już nie uwzględni działalności niszowej. Nie i już. Tym więcej należy oczekiwać od firm nie-medialnych. I tych prywatnych, i państwowych. Wszak przez ostatnie 25 lat to głównie targane politycznymi przeciągami spółki skarbu państwa wspierały przedsięwzięcia o charakterze niekomercyjnym. Długa jest lista festiwali, koncertów, wystaw – których by nigdy nie było bez wsparcia biznesu.

Dziś, gdy na szali jest podupadła jakość debaty publicznej, biznes musi przejąć rolę propagatora dobrych wzorców. Z tym przekazem kolęduję od prezesa do prezesa i widzę, że przekaz zaczyna być słyszalny. Szefowie firm sami są konsumentami treści, i ciągle się dziwują, dlaczego w Polsce „nie ma co czytać, ani nie ma czego oglądać”. Odpowiadam im: możecie to zmienić, weźcie sprawy w swoje ręce. Chcecie lepszej, nowej klasy politycznej, chcecie prawdziwie zaangażowanego społeczeństwa obywatelskiego, wyższej jakości w edukacji – czas na Was.

Kiedy główkowaliśmy nad polską wersją portalu Project Syndicate, z góry założyliśmy, że to przedsięwzięcie może mieć szansę tylko jeśli znajdziemy finansowanie niekomercyjne, nie nastawione na zwrot i zysk. Stąd pomysł, by powołać fundację, a potem, by znaleźć dla niej darczyńców w gronie liderów biznesu. Nie chcieliśmy jednego sponsora. Wręcz odwrotnie, zależało nam na dywersyfikacji – by partnerzy pochodzili z różnych branż i środowisk. Powiedzieliśmy im dwie rzeczy: po pierwsze, w naszym portalu nie będzie wojny polsko-polskiej, która po prawie 10 latach trwania zbrzydziła już prawie wszystkich poza zaślepionymi. Po drugie: nie będzie u nas treści promocyjnych, zachwalania firm, produktów w formie tekstów sponsorowanych, czy (nietrawionej przeze mnie) tzw. reklamy natywnej. Taki przekaz dobrze trafił do partnerów, sprawił, że dziś mamy ich kilkunastu. Jednostkowe dotacje dla naszej Fundacji nie stanowią dla dużego biznesu zauważalnego ciężaru, nam pozwalają myśleć o rozwoju naszej oferty w perspektywie kilku lat.

Od początku działamy tak, by przybliżyć polskim odbiorcom wszystkie interesujące i znaczące treści debaty międzynarodowej. Ukraina, arabska wiosna, Unia Bankowa, Pakiet Klimatyczny, technologie i energetyka. Analiza tego co dzisiaj, prognoza kluczowych trendów i skutków. To co przekładają na papier najbardziej uznane umysły świata, w parę godzin przekładamy i publikujemy w portalu dostępnym dla wszystkich. Teksty Stiglitza, Roubiniego, Rogoffa, Skidelsky’ego, Joschki Fischera czy Naomi Wolf okraszamy stale rosnącą listą polskich autorów. Michał Boni, Marek Belka, Marcin Król, Bogdan Klich, Łukasz Turski, Paweł Świeboda, Magda Środa i wielu innych zaczęli dla nas pisać, bo widzą sens w pracy u podstaw. Mamy dla polskich autorów dodatkową marchewkę: ich teksty przekładamy na angielski i oferujemy do wykorzystania w anglojęzycznym, globalnym Project Syndicate. Bo przecież nie ma żadnego powodu, by tylko importować myśl, jej eksport z ziemi polskiej do obcej to także nasze zadanie. Takie też są NWM.

Drugie pole mojego działania to waszyngtoński think-tank Atlantic Council. I znów – to fabryka treści wysokiej jakości, dotyczących polityki międzynarodowej, bezpieczeństwa, demokratyzacji. Treści wykorzystywanych na konferencjach, w panelach dyskusyjnych, publikacjach, dyskusjach na Twitterze. Atlantic Council po latach obserwacji uznał, że może i chce rozwijać w Europie Środkowej, stąd decyzja o powołaniu warszawskiego biura. Są chętni, by wspierać taką działalność.

NM7_przodKiedy rok temu rozstawałem się z rynkiem tradycyjnych mediów, byłem podejrzewany, że robię to tylko na chwilę i niejako pod przymusem. Jeszcze dziś czasem słyszę pytania, kiedy i dokąd wracam. A ja każdego dnia upewniam się coraz mocniej, że wracać nie ma sensu. Jest sens budować coś zupełnie nowego i innego, dla tej, wcale nie malejącej grupy odbiorców, którym naprawdę nie jest wszystko jedno.

Michał Kobosko
Tekst pochodzi z 7 wyd. kwartalnika opinii “Nowe Media”. Polecamy [LINK]

Wszystko co Najważniejsze

Hiszpańscy księża aresztowani za pedofilię

Maciej Stasiński, 25.11.2014
Sędzia w Granadzie aresztował trzech księży katolickich i nauczyciela religii za seksualne wykorzystywanie nieletnich ministrantów. Sprawę wywołał list ofiary do papieża oraz osobista interwencja Franciszka I.
Sędzia Antoni Moreno kazał aresztować księdza Romana Martineza, proboszcza parafii w dzielnicy Zaidin w Granadzie, oraz jego trzech wspólników – dwóch księży i świeckiego katechetę. Przeprowadził też rewizję w willi w Pinos Genil, gdzie prawdopodobnie dochodziło do seksualnych orgii.Sędzia bada ponadto 19 nieruchomości należących do grupy osób znanych w diecezji jako krąg Romanones. Ośmiu innych duchownych z diecezji podejrzewanych o ukrywanie afery jest przesłuchiwanych.Papież dzwoni skutecznieSprawa wybuchła kilka dni temu, gdy sędzia ujawnił, że prowadzi dochodzenie, a miejscowy biskup zawiesił w pełnieniu obowiązków ks. Romana Martineza i kilku innych duchownych.Biskup Francisco Javier Martinez przyznał wówczas, że sprawa znana mu była od dawna, bo skargę na nich złożył były ministrant, a biskup badał ją wnikliwie.Jednak dziennikarze ujawnili, że ostrą reakcję Kościoła spowodowała dopiero osobista interwencja papieża Franciszka. Ministrant napisał doń bowiem latem list; wówczas ten do niego zadzwonił, wysłuchał, przeprosił, po czym wdrożył kościelne dochodzenie.Kiedy sprawa ślimaczyła się w diecezji w Granadzie, papież zadzwonił ponownie do byłego ministranta i skłonił go, żeby doniósł o przestępstwie do prokuratury. I dopiero wtedy wywołany do tablicy biskup przystąpił do działania.W niedzielę, dzień przed aresztowaniem księży, biskup Martinez przez kilka minut leżał na ziemi przed głównym ołtarzem katedry w Granadzie, prosząc o wybaczenie ciężkich grzechów i skandali w łonie Kościoła.- Zło Kościoła obarcza każdego z nas – mówił. – Proszę o przebaczenie krzywd, jakie zostały wyrządzone i skandali, jakie wyszły na jaw.Seks i przykazanie miłościByły ministrant „Daniel”, dziś 24-letni nauczyciel, którego prawdziwą tożsamość utajniono dla dobra śledztwa, napisał w liście do papieża oraz w doniesieniu do prokuratury, że ksiądz proboszcz wykorzystywał go od 13. roku życia. Kilka lat później namówił go do opuszczenia rodziny i przeprowadzenia się na plebanię. Pisał też, że oprócz niego byli wykorzystywani seksualnie jeszcze inni chłopcy i dziewczęta, a o wszystkim wiedziało kilku księży z diecezji.Duchowni wywozili młodych ludzi do willi w Pinos Genil, Salobreni i innych posiadłości w okolicach Granady, gdzie wpajali im katolickie wychowanie, namawiali do wstąpienia do stanu duchownego, a seks tłumaczyli jako chrześcijańskie, czyli bezgrzeszne przykazanie miłości.

Ks. Roman Martinez oraz trzej inni duchowni są właścicielami lub współwłaścicielami co najmniej kilkunastu nieruchomości, willi i mieszkań, w okolicach Granady, gdzie według zeznań „Daniela” odbywały się spotkania.

Wyborcza.pl

Oto prawdziwe wyniki wyborów. Wliczając tych, którzy na nie nie poszli

mig, 25.11.2014
Prawdziwe wyniki

Prawdziwe wyniki (Agencja Gazeta)

Gdyby wziąć pod uwagę wszystkich uprawnionych do głosowania, wyniki wyborów samorządowych wyglądałyby zupełnie inaczej. Po raz kolejny – poprzednio w eurowyborach – największą siłą wyborczą okazała się grupa tych, którzy głosować w ogóle nie poszli.
Oto grafika, która ukazuje prawdziwe wyniki wyborów – uwzględniająca tych uprawnionych do głosowania, którzy na nie nie poszli:

W tegorocznych wyborach samorządowych frekwencja wyniosła 47,4 proc. Gdyby zatem wziąć pod uwagę wszystkich uprawnionych do głosowania, to oznaczałoby, że zwycięskie PiS poparło jedynie 11,5 proc. wyborców, a drugą PO – 11,3 proc. Trzecie PSL zdobyłoby 10,1 proc. głosów. Czwarte SLD – 3,8 proc. Piąte KNP zdobyłoby w takiej sytuacji 1,6 proc. głosów, a Ruch Narodowy 0,6 proc. Na pozostałe komitety zagłosowało 3,4 proc. wyborców.

Skąd takie wyniki? Stąd, że frekwencja 47,4 proc. oznacza, że aż 52,6 proc. uprawnionych do głosowania nie wzięło w nim udziału. Głosów nieważnych w takim układzie byłoby zaledwie 4,6 proc.

Wybory w Toku

Ile razy kobieta ma dostać w twarz, nim powie „dość”? [CYKL „WYBORCZEJ” – CZ. 2]

Bożena Aksamit, 25.11.2014
150 kobiet i ok. 30 dzieci co roku ginie w wyniku tzw. nieporozumień rodzinnych

150 kobiet i ok. 30 dzieci co roku ginie w wyniku tzw. nieporozumień rodzinnych (Fot. 123RF)

CYKL REPORTERSKI „KONIEC PRZEMOCY DOMOWEJ!”. – Dlaczego nie założyłam mu Niebieskiej Karty? Wstydziłam się. Wydawało mi się, że to moja wina. Zresztą dokąd ja miałam iść z dwójką dzieci
– Spodziewała się pani, że będę zapłakana, zasmarkana, z podbitym okiem?Ma 33 lata, warkocz i rumieńce, bo dziś wiał zimny wiatr, a Sylwia była w pomocy społecznej i w sądzie. Wszędzie chodzi na piechotę – oszczędza.Trzy miesiące temu Sylwia wprowadziła się do Ośrodka Wsparcia dla Ofiar Przemocy w Rodzinie w Rusocinie pod Pruszczem Gdańskim. – Nie porozmawiałaby pani ze mną wtedy. Krzyczałam, płakałam, nie spałam po nocach. Stale czekałam, że coś strasznego się zdarzy. Dopiero antydepresanty i rozmowy z terapeutami postawiły mnie na nogi.Ośrodek zajmuje piętro dawnego szkolnego internatu, naprzeciwko park, kilkaset metrów dalej Biedronka i przystanek. Mieszkanek ośrodka broni domofon na parterze i zamknięte drzwi na piętrze. Którejś nocy rozgoryczony mąż przyszedł zabrać żonę do domu – wyważył pierwsze drzwi, obezwładniono go dopiero przy drugich.Hostel przyjmuje każdego, można tylko porozmawiać, można zostać na dłużej. Są psychologowie, prawnik i pracownicy socjalni. W Polsce działa 35 takich ośrodków, w każdym mieszka zazwyczaj kilka kobiet z dziećmi. Po trzech miesiącach powinny się wyprowadzić. Jeśli nie mają dokąd wrócić, mogą zostać kolejne trzy.Wieczorem w hostelu panuje terapeutyczny ład i spokój, bo dzieciaki już śpią. Każda z mieszkanek ma tu pokój z łazienką, jest świetlica z wielkim telewizorem i furą zabawek dla dzieci, obok pokój z komputerem. Oprócz tego pokoje do terapii, zebrań i pralnia.Sylwia jest tu po raz drugi, jej córka, ośmioletnia Sonia, także. Półtorarocznego synka zostawiła u teściowej. Będzie płakać, opowiadając, dlaczego nie może być z razem z nim.Do pierwszej krwiSylwia długo myślała, że jej pech zaczął się cztery lata temu, gdy poznała Rafała. Ale psycholog powiedział, że zakręty na jej drodze zostały wytyczone wiele lat wcześniej.Tata był spokojnym alkoholikiem, pił dyskretnie, nie awanturował się. Ale matka wiecznie na niego wyrzekała. Złość do świata wyładowywała na córce, lała ją od małego: za złe spojrzenie, niegrzeczną odzywkę, słabe stopnie. Biła żelazkiem, kijem, kablem, pięścią, nogą. Do pierwszej krwi. Jak widziała czerwoną stróżkę, przestawała. – Ona nie potrafiła być kochana, tak to dzisiaj widzę – mówi Sylwia. – Za bardzo skrzywdzono ją w dzieciństwie. Bili ją bracia, babcia – ten sadyzm wyniosła z rodzinnego domu. Ja też się bałam, że będę maltretować swoje dzieci.Sylwia słyszała wciąż, że nie jest nic warta. – A przecież skończyłabym wszystkie szkoły świata, bo nie miałam kłopotów z nauką. Ale strasznie chciałam jej zrobić na złość: w liceum wybrałam wagary i znajomych. Teraz żałuję. Na szczęście nie pili i nie ćpali, bo pewnie zasmakowałabym i w tym.Dom na pokazGdy się poznali, Sylwia pracowała jako barmanka w pubie, Rafał, przystojny budowlaniec, zrobił na niej wrażenie. – A byłam dość wybredna, jeśli chodzi o chłopaków.

Oboje mieli po 29 lat.

Dopiero po kilku tygodniach poznała go z Sonią: – Nie każdemu można zaufać, jak ma się dziecko, nie chciałam córce robić mętliku w głowie. Jej ojciec porzucił mnie, jak byłam w ciąży. Przez tyle lat byłyśmy z Sonią same i dawałyśmy sobie nieźle radę.

Po jakimś czasie Rafał zaprosił ją do domu, poznał z rodziną. Raz zostały z Sonią na noc, potem drugi. Teściowa wydawała się miła, lubiła z Sylwią rozmawiać. A Rafał był szarmancki, przepuszczał przodem, otwierał drzwi, odsuwał krzesła. Sylwia była zakochana. Gdy zaproponował, by przeprowadziła się do niego, zgodziła się.

Zamieszkali na parterze, teściowie na piętrze, poddasze zajmował młodszy brat Rafała z rodziną. Dom stał na willowym osiedlu w Pruszczu. Biedni tam nie mieszkali, rodzice Rafała też wyglądali na zamożnych. Teściowa była księgową, teść jeździ tirami.

Najpierw popsuły się relacje z teściową, Sylwia musiała korzystać z jej kuchni. Potem odkryła, że domownicy żyją ponad stan. W garażu stał supersamochód, ale na co dzień jedli pasztetową i pili piwo z Biedronki. Typowa rodzina na pokaz.

Ale ciągle nie dawało jej do myślenia, że teść po pracy rozwalał się w fotelu, a żona go obsługiwała. Nie zaniepokoiło, że rodzinną rozrywką jest picie wódki, że każda okazja była dobra, by postawić flaszkę na stole. Tyle że z Rafałem zawarła umowę. – Powiedziałam: „Nie kręci mnie wychodzenie do twoich kolegów i picie wódki, ale jak ty raz na jakiś czas masz taką potrzebę, to proszę. Jest drugi pokój, ja biorę Sonię na noc, a ty się wyśpij”. Działało, aż zaszłam w ciążę.

Nikt cię tu nie trzymaSylwia w ciąży nie chciała stać za barem w pubie, bo to zarwane noce, hałas, papierosy (jeszcze wtedy palono wewnątrz). Straciła pracę. Niestety, Rafał też. Ale najgorsze, że pił coraz więcej i częściej. I często wódkę zaprawiał amfetaminą.Prosiła, by szukał innej pracy, ale w piątym miesiącu ciąży usłyszała od teściowej: „Co ty tak piłujesz, żeby poszedł do roboty, sama rusz tyłek”.Wiedziała już, że Rafał był ulubieńcem matki, rozpieszczała go i chroniła. Zawsze czekało na niego pościelone łóżko i pełna lodówka. Nie miał w domu żadnych obowiązków.Uderzył ją pierwszy raz w szóstym miesiącu ciąży. Wyjeżdżał na kilka tygodni do pracy w Szwecji i dostał zaliczkę. Sylwia poprosiła go o pieniądze na życie. Odmówił. Ona miała tylko alimenty na Sonię – 350 złotych miesięcznie. – Jestem w ciąży, ale ty nie płacisz za wizyty u lekarza, nie płacisz za badania – była zła. – Musisz mi coś zostawić!Stali w kuchni u rodziców. Najpierw rzucił w nią puszką po piwie, potem drugą. – Zwariowałeś! – krzyknęła. Wtedy złapał ją za ramiona i zaczął szarpać. Na jej krzyki weszła teściowa. – Czego się drzesz, jak ci się nie podoba, nikt cię tu nie trzyma. Droga wolna!Pieniędzy Sylwia nie dostała, ale zadzwoniła do szefa firmy, która zatrudniła Rafała, i opowiedziała o wszystkim. Obiecał, że wypłaci mu pensję dopiero po powrocie ze Szwecji i gdy przyjdą razem.Rafał wrócił po kilku tygodniach. Chwilę po tym, jak wyszli z pieniędzmi od szefa, rzucił jej pod nogi pięćset złotych i zniknął na tydzień – przeimprezował 12 tysięcy.Bo sąsiedzi usłyszą– Z wyjazdem na porodówkę czekałam całą noc, aż Rafał wytrzeźwieje – opowiada Sylwia. – Ale w szpitalu bardzo mi pomógł, dodawał otuchy, nie odstępował mnie na krok.Poród trwał 12 godzin. Kostek urodził się podduszony, nie oddychał. Ma problemy ortopedyczne, wymaga rehabilitacji i stałych wizyt u neurologa. – Pierwsze trzy tygodnie po porodzie były piękne – mówi Sylwia. – Rafał uwielbia Kostka, przewijał go, kąpał, wstawał w nocy.Rafał potrafił nie pić tygodniami, wtedy znów był spokojnym, miłym człowiekiem. Tak było, gdy wrócili ze szpitala. Aż któregoś dnia Sylwia straciła pokarm – nie wie dlaczego. Z pustej piersi nic nie leciało, więc głodny maluch przez kilka godzin zanosił się płaczem. Rafał opieprzył ją, że dzieciak płacze. W końcu nakarmiła synka mlekiem z butelki i Kostek zasnął. Rafał był nabuzowany – Co jest, nie potrafisz sobie poradzić? – warknął. Zaczęli się kłócić. Dostała w twarz.Rafał bił ją najczęściej otwartą dłonią, później zaczął używać pięści. Nieraz wyglądała jak panda – z ciemnymi siniakami na twarzy.

– Nie pamiętam tych sytuacji ze szczegółami – mówi. – Wiem, że potem już celowo go prowokowałam, bo wyczekiwanie na to, kiedy oberwę, było nie do wytrzymania. A już rano wiedziałam: Aha, dzisiaj będzie bicie. Wystarczyło, że zobaczyłam, w jaki sposób wstaje, jaką ma minę. Prowokowałam, bo on tylko szukał pretekstu, żeby mnie uderzyć. Potem mógł już z czystym sumieniem iść się napić.

Scenariusz się powtarzał. Rafał wracał zazwyczaj po kilku dniach zalany w trupa. Gdy wytrzeźwiał, przepraszał, mówił, że źle zrobił, że nie wie, co się z nim działo. Obiecywał, że więcej to się nie powtórzy. Deklarował: „Nie chcę już pić i nie chcę ćpać”. W tych momentach nie było też problemów z pieniędzmi. O ile je miał, bo nie potrafił utrzymać pracy.

Jednak którejś nocy wrócił nabuzowany, gdy spała. Skopał ją tak, że odbił jej prawą nerkę. Gdy krzyczała, żeby przestał, przybiegła teściowa i warknęła: – Zamknij się, bo sąsiedzi usłyszą.

Ale Sonia wybiegła już do ogrodu i wołała: „Pomocy, ratunku”. Sąsiadka wezwała policję. Przyjechali, zrobili notatkę i odjechali. – Byłam niekonsekwentna – mówi Sylwia. – Powinnam założyć mu Niebieską Kartę. Inaczej policjanci mieli związane ręce.

– Dlaczego pani tego nie zrobiła?

– Nie wiem. Wstydziłam się. Wydawało mi się, że to moja wina. Zresztą dokąd ja miałam iść z dwójką dzieci.

Nikt nic nie zrobił

Rafał przestał dawać Sylwii jakiekolwiek pieniądze. Żyła z alimentów i zasiłku pielęgnacyjnego na Kostka. Coraz częściej na nią krzyczał, jak kiedyś matka. Teraz wysłuchiwała: „Kim ty, kurwa, jesteś? Skąd ja cię wziąłem. Nie zostawisz mnie. Bo Kostka ci zabiorę. Nie masz ani rodziny, ani nikogo, nikt ci nie pomoże. Gdzie pójdziesz?”.

150 kobiet i ok. 30 dzieci co roku ginie w wyniku tzw. nieporozumień rodzinnych.
Ok. 30 tys. kobiet co roku zostaje zgwałconych.
Tylko 30 proc. kobiet doświadczających przemocy ze strony partnerów zgłasza się na policję.
Według statystyk policyjnych 95 proc. sprawców przemocy domowej to mężczyźni, a 91 proc. ofiar to kobiety i dzieci.
Tylko od początku tego roku policjanci założyli ponad 39 tys. Niebieskich Kart. W pierwszym półroczu 2014 r. ujawniono też 627 przypadków przemocy ekonomicznej

Po którejś z awantur jego rodzice wyrzucili ją o piątej rano z domu. Wezwali policję i powiedzieli, że nie jest u nich zameldowana, a oni nie życzą sobie jej widzieć.

Mieszkała kilka dni u ciotki, dopóki ta nie zaczęła pić i nie kazała jej się wynosić. Poszła do matki, ale tam było jeszcze gorzej.

Pogodziła się z Rafałem. Mieli zacząć od początku, tym razem w wynajętym mieszkaniu. Ale awantury zaczęły się właściwie od razu. Raz Rafał zaczął ją dusić na klatce schodowej. – Na szczęście sąsiedzi od razu zadzwonili na 112 i policjanci zabrali go. Ale gdy wrócił, wpuściłam go. W dodatku musieliśmy wrócić do teściów, bo Rafał nie miał pracy, a Kostka nie można było zostawić w żłobku, nawet jakbym ja coś znalazła. Ale o tym, że Rafał mnie bije, mówiłam już każdemu, kto mnie chciał słuchać. Zapomniałam o wstydzie. Sonia powiedziała o tym nawet nauczycielkom. Wezwano mnie do szkoły, wysłuchano, po czym usłyszałam: „No tak, dziękujemy”. Mnóstwo osób mogło jakoś zareagować, ale nic nie zrobiły.

Nikogo nie wolno bić

U teściów mieszkała krótko. – Stałam się już dla nich trędowata. Jak mogłam ludziom opowiadać o nich coś złego!? Przecież to ja jestem z patologii, a oni są idealną, kochającą się rodziną.

Któregoś razu najpierw dostała w twarz od Rafała, a potem przybiegł jego ojciec i dołożył – to była kara za krzyki. Gdy awantura się rozkręciła, sąsiedzi wezwali policję. Tym razem patrol zawiózł Sylwię do ośrodka razem z Sonią i Kostkiem. Tego dnia założyła też Rafałowi Niebieską Kartę.

To było w styczniu tego roku.

– Tutaj pracuje mnóstwo świetnych ludzi, jak ktoś chce, to dzięki ich pomocy wyciągnie się z matni. Ja dzięki terapii zrozumiałam, czym jest przemoc domowa, że to nie moja wina, bo nikogo nie wolno bić. Nikogo i za nic. Razem z terapeutami opracowaliśmy dla mnie nowy plan na życie. W kwietniu znów czułam się silna.

Porzuciła syna?

Po wyprowadzce z ośrodka Sylwia wynajęła mieszkanie w kamienicy przy głównej ulicy Pruszcza. Dorabiała w sklepie, miała alimenty na Sonię i świadczenie pielęgnacyjne na Kostka. Szło im całkiem dobrze, tyle że z synkiem trzeba było stale chodzić do lekarzy. Chłopiec przeszedł jedną operację, czekają go kolejne, po każdej na kilka tygodni ma zakładany gips.

– Po jakimś czasie Rafał zaczął pomagać przy Kostku, dokładać się do utrzymania, w końcu z nami mieszkać – opowiada. – Ja jeszcze raz chciałam uwierzyć, że wszystko się ułoży. Może dlatego, że czułam się bardzo samotna. Gdy związałam się z Rafałem, straciłam znajomych, odizolowałam się od ludzi.

Szczęście trwało znów kilka tygodni. Rafał zaczął wracać pijany. Sąsiedzi wezwali policjantów, po tym jak wyciągnął Sylwię na klatkę i zaczął bić, a ona po paru ciosach zemdlała. – Chyba nie chciał, żebym krzyczała przy Kostku. Bardzo go kocha – przyznaje Sylwia. – Drugi raz do Rusocina kazałam zawieźć się sama. Był początek września. Poprzedniego dnia poprosiłam Rafała, by pożyczył od rodziców pieniądze, bo Kostkowi kończyło się mleko, nie miałam nawet na chleb. Usłyszałam: „Mam cię w dupie”, zaczęliśmy się kłócić, znów dostałam w twarz. Rano zostawiłam Kostka u teściowej, bo nie miałam mu co dać jeść, i odprowadziłam Sonię do szkoły. Potem chodziłam pięć godzin po mieście.

Po południu Sylwia poszła do komisariatu i poprosiła, żeby zawieźli ją z córką do ośrodka. Teściowa musiała od razu zawiadomić policję, bo kilka dni później Sylwia dostała pismo z sądu, że porzuciła syna w warunkach zagrażających jego życiu i dlatego opiekunką dziecka została matka Rafała.

– Nikt z sądu ze mną nie rozmawiał – nie może się pogodzić Sylwia. Ale wierzy, że wygra walkę o syna.

Musi mi się udać

Niedawno u matki Sylwii zdiagnozowano schizofrenię. Zostanie w szpitalu długo, potem może trafi do domu pomocy. Sylwia ma więc na razie gdzie mieszkać, choć blok to jedna wielka melina. Kawalerka jest zdewastowana, matce odcięli nawet wodę, bo nie płaciła. Sylwia za każdy wolny grosz kupuje rzeczy do remontu.

– Najważniejsze to odebrać Kostka. Dwa razy w tygodniu widzę się z nim w Centrum Pomocy Rodzinie. Mamy godzinę, potem teściowa wraca. Pani nie wie, co ja czuję, gdy oddaję jej synka, a on woła: „Mamusiu, mamusiu”.

Mam mieszkanie i coś sobą reprezentuję: pracowałam w handlu, za barem, znam trochę angielski, umiem obsługiwać komputer. Odzyskam Kostka i pójdę do pracy. Tym razem się uda.

9 grudnia gdański sąd rodzinny zdecyduje, czy ograniczyć władzę rodzicielską Sylwii i Rafałowi. Sąd zdecyduje też, czy dziecko wróci do matki, czy zostanie w domu idealnej rodziny.

W CYKLU „KONIEC PRZEMOCY DOMOWEJ!”

Odcinek 1.: Nie bez powodu biją w Zakopanem. Dlaczego radni jako jedyni w Polsce nie chcą tam programu przeciwdziałania przemocy w rodzinie?
Odcinek 3. w środę, 26 listopada: Stara matka się boi. W 5 proc. rodzin stosuje się przemoc wobec starszych i niepełnosprawnych
Poradnik. Jak rozpoznać, czy to już przemoc?
Psycholog: Białe kołnierzyki także znęcają nad kobietami
Monika Tutak-Goll („Wysokie Obcasy”): Po co nam konwencja o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy?

Zobacz także

Wyborcza.pl

Reklamy
Komentarze

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: