Duda, 22.11.2015

 

Powstał społeczny ruch Komitet Obrony Demokracji. Ma już ponad 20 tys. zwolenników

Maciej Orłowski, 21.11.2015

Opornik - symbol Komitetu Obrony Demokracji

Opornik – symbol Komitetu Obrony Demokracji (Fot. Komitet Obrony Demokracji/Facebook)

– Nie boję się o siebie. Polacy przeżyli nie takie rzeczy i dawali radę. Boję się, że Polska straci mnóstwo czasu, że zamiast ją rozwijać i ulepszać, zburzymy wszystko i będziemy budować od nowa. Szkoda by było – mówi Mateusz Kijowski, jeden z założycieli Komitetu Obrony Demokracji. Spontaniczny ruch powstał w odpowiedzi na zawłaszczanie państwa przez PiS.

Dziś mijają trzy dni od założenia na Facebooku grupy Komitet Obrony Demokracji. Ma już ponad 27 tys. zwolenników. Nowych cały czas przybywa. Symbolem grupy jest opornik – element obwodu elektrycznego, który w stanie wojennym i w PRL noszony był w klapie marynarki jako symbol oporu wobec władzy.

Grupa powstała jako reakcja na pierwszy tydzień rządów Prawa i Sprawiedliwości. W ciągu siedmiu dni PiS zdążył m.in. pozbawić PSL wicemarszałka, opozycję – stanowiska rotacyjnego szefa komisji ds. służb specjalnych, ekspresowo uchwalić ustawę o wymianie składu sędziów Trybunału Konstytucyjnego czy mianować przewodniczącym senackiej komisji ds. finansów twórcę SKOK-ów Grzegorza Biereckiego.

– Demokracja jest mocno zagrożona, niektórzy mówią, że doszło do zamachu stanu i zbliża się totalitaryzm. Dlatego chcemy bronić demokracji. Nie opowiadamy się za jakąkolwiek partią polityczną, nie walczymy o władzę ani przeciw konkretnym ludziom – mówi założyciel grupy Mateusz Kijowski.

KOD jak KOR?

Sam do tej pory angażował się raczej społecznie niż politycznie. W marcu głośnym echem odbiła się jego akcja „Stop gwałtom”, w ramach której mężczyźni protestowali przeciw obarczaniu kobiet winą za gwałt. Przewrotnie wykorzystując stereotyp, jakoby ich powodem były krótkie spódniczki, sami je zakładali, „zapraszając” w ten sposób potencjalnych gwałcicieli.

Na pomysł założenia grupy KOD Kijowski wpadł po lekturze artykułu Krzysztofa Łozińskiego, byłego współpracownika Komitetu Obrony Robotników, byłego członka „Solidarności” i współpracownika Amnesty International. W artykule „Trzeba założyć KOD”, opublikowanym w środę na portalu Studio Opinii, Łoziński pisał o konieczności powołania Komitetu Obrony Demokracji na wzór KOR-u.

– Tak się składa, że publikuję w Studiu Opinii i znam tam parę osób. Pomyślałem, że warto zrealizować taki pomysł. Założyłem grupę, zamówiłem znak graficzny i zaczęliśmy pracować nad wstępnym manifestem. Kilku znajomych poinformowało swoich znajomych i ludzie zaczęli się przyłączać – tłumaczy Kijowski.

„Nikt nie będzie nam nakazywał, jak mamy żyć”

Manifest jest już gotowy. „Działania władzy, jej lekceważenie prawa oraz demokratycznego obyczaju zmuszają nas do wyrażenia stanowczego sprzeciwu. Nie chcemy Polski totalitarnej, zamkniętej dla myślących inaczej, niż każe władza, nie chcemy Polski pełnej frustracji i żądzy rewanżu” – czytamy w nim.

„Są wśród nas ludzie różnych poglądów i orientacji politycznych od prawa do lewa, ludzie wierzący, agnostycy i ateiści. Łączy nas to, że jesteśmy ludźmi wolnymi i chcemy nadal mieszkać we własnym, demokratycznym kraju, w którym nikt nie będzie nam nakazywał, jak mamy żyć i jakie wartości wyznawać” – kończy się manifest.

Manifest Komitetu Obrony Demokracji

Sam pomysłodawca mówi, że nie boi się o siebie. – Polacy przeżyli nie takie rzeczy i dawali sobie radę. Boję się, że Polska straci mnóstwo czasu. Do tej pory się rozwijała i ulepszała. Oczywiście, nie bez problemów i kłopotów, ale generalnie wszystko szło w dobrym kierunku. Boję się, że teraz to wszystko zburzymy i trzeba będzie budować od nowa. A przecież to wszystko stworzyli Polacy, to nasz wspólny wysiłek. Szkoda by tego było – tłumaczy Kijowski.

KOD szuka patronów

Sami członkowie grupy snują już plany wyjścia poza internet. Chcą – na wzór KOR – zaprosić do współpracy znanych polityków i naukowców, by swoim autorytetem poparli ich postulaty. W głosowaniu na stronie na FB członkowie najbardziej widzieliby w tej roli prof. Andrzeja Zolla, byłego prezesa Trybunału Konstytucyjnego i byłego przewodniczącego Państwowej Komisji Wyborczej, byłego premiera Włodzimierza Cimoszewicza czy prawniczkę prof. Monikę Płatek.

Publikują też powody swojego dołączenia do grupy. „Nigdy nie czułam potrzeby angażowania się w politykę, bo nie wdzierała się w moje życie. Teraz czuję, że muszę. Z przerażeniem obserwuję, jak marketingowe twory, korzystając z prezydenckich prerogatyw, uprawiają partyjny nepotyzm, a ludzie, którzy kojarzą się z najczarniejszą kartą historii IV RP, ośmieszają mój kraj na arenie międzynarodowej” – napisała kilka godzin temu Magdalena von Giershanoff.

Zobacz także

28tyszwolenników

wyborcza.pl

 

Wicepremier Gliński: Źródła mówiły, że będzie tam pornografia. Miałem obowiązek się ustosunkować do tych informacji

apa, 22.11.2015

Minister Piotr Gliński

Minister Piotr Gliński (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

– Nasz protest dotyczył informacji, jakie były podawane przez teatr i reżysera tego spektaklu – powiedział w TVP Info minister Piotr Gliński. W ten sposób tłumaczył, dlaczego wypowiadał się o spektaklu, którego nie widział.

– Jestem bardzo otwarty na eksperymenty artystyczne, ja jestem bardzo otwarty na teatry offowe, na najróżniejsze poszukiwania artystyczne, ale tego rodzaju rzeczy być w sferze publicznej nie może – tak wiceminister Piotr Gliński komentował zapowiedź spektaklu „Śmierć i dziewczyna” wystawianego w Teatrze Polskim we Wrocławiu .

Domagał się też zdjęcia tej sztuki z afisza. Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego wystosowało pismo do marszałka województwa dolnośląskiego Cezarego Przybylskiego w tej sprawie.

Cenzura w Teatrze Polskim? Minister każe wstrzymać przygotowania do premiery spektaklu „Śmierć i dziewczyna”

„Musiałem się ustosunkować”

Już po premierze spektaklu minister kultury tłumaczy, że odnosił się wyłącznie do informacji podawanych przez teatr i reżyserkę. – Jako minister posiadający mandat do podejmowania decyzji, w tym dotyczących pieniędzy, a ten teatr funkcjonuje za pieniądze publiczne, miałem obowiązek ustosunkować się do tych informacji – mówił Gliński w TVP Info.

Skomentował też zarzuty Ryszarda Petru. – Rzadko w mediach się na ten temat wypowiadałem, ale stworzono nagonkę, która manipuluje faktami. Słyszeliśmy pana Petru. Powiedział, że wypowiadałem się na temat jakości tego spektaklu. Kilka dni temu też mówił, że wypowiadałem opinie na temat dopuszczalności posługiwania się ciałem czy nagością w sztukach. Otóż to wszystko nieprawda – zaznaczył Gliński.

Kontrowersyjny spektakl i przepychanki

O przedstawieniu „Śmierć i dziewczyna” zrobiło się głośno dwa tygodnie temu, kiedy okazało się, że teatr poszukuje pary aktorów porno do obsady. Nie udało się znaleźć polskich aktorów, więc w spektaklu wystąpili Czesi.

Ewelina Marciniak, reżyserka spektaklu opartego na tekstach Elfriede Jelinek, tłumaczyła inscenizacyjny zamysł: – Jelinek jest autorką przenikliwą, filozoficznie wyszukaną, a język, którego używa, sprawia, że czytając, mamy mdłości. Przy takiej literaturze sięganie po aktorów porno nie powinno nikogo dziwić. Przed premierowym przedstawieniem doszło do przepychanek z policją przed teatrem. Zatrzymano 20 osób.

W trakcie programu w TVP Info doszło do ostrej wymiany zdań między ministrem Glińskim a prowadzącą rozmowę Karoliną Lewicką. – Jakby pani mi nie przeszkadzała, to mógłbym przedstawić widzom, o co mi chodzi – mówił poirytowany Gliński. – Ale pan jest moim gościem. Bardzo mi przykro. Chciałabym uzyskać odpowiedzi na moje konkretne pytania. Czas konferencji prasowych to doskonały moment, żeby wyartykułować swoje stanowisko. Do tej pory było dobrą tradycją, że polityk, który pojawiał się w programie publicystycznym, odpowiadał na pytania, które zadawał dziennikarz – ripostowała.

– Jeżeli to program publicystyczny. To program propagandowy, tak jak wasza stacja uprawia propagandę i manipulację od kilku lat. I to się skończy, ponieważ tak telewizja publiczna funkcjonować nie powinna – odpowiedział wicepremier.

Zobacz także

ministerGliński

wyborcza.pl

 

Czyżby Duda liczył, że wszyscy zapomnieli, co mówił w 2011 r. o prawie łaski? Media przypomniały

MIG, PAP, 22.11.2015
„Ułaskawia się osoby uznane przez sądy za winne. Ułaskawienie nie jest uniewinnieniem. Akt łaski nie zmienia wyroku sądu i nie podważa winy skazanego”. Kto tak mówił? Andrzej Duda, tyle, że w 2011 roku. Cztery lata później ułaskawił byłego szefa CBA Mariusza Kamińskiego.

Andrzej Duda

Andrzej Duda (REUTERS/Ints Kalnins)

 

– W odczuciu pana prezydenta cała sprawa miała charakter polityczny (…) Tą decyzją pan prezydent uwalnia polski wymiar sprawiedliwości od oceny dotyczącej polityczności – tak prezydencki minister Andrzej Dera tłumaczył decyzję swojego szefa, który ułaskawił byłego szefa CBA, wiceprezesa PiS Mariusza Kamińskiego. Wśród prawników i polityków rozgorzały spory – czy Duda miał prawo ułaskawić skazanego nieprawomocnym wyrokiem, i na jakiej podstawie.

Sam Andrzej Duda kiedyś miał jednak zupełnie inne „odczucia”. Oto, co 4 lata przed prezydenturą, mówił o prezydenckich aktach łaski:

tvn24

– Ułaskawia się osoby uznane przez sądy za winne. Ułaskawienie nie jest uniewinnieniem. Akt łaski nie zmienia wyroku sądu i nie podważa winy skazanego. A z kodeksu Postępowania Karnego wynika wprost, że skazany może zasługiwać na łaskę, m.in. wtedy, gdy cieszy się nienaganną opinią środowiskową, i gdy doszło do naprawienia szkody wyrządzonej przestępstwem – mówił z przekonaniem Andrzej Duda. No to przypomnijmy, za co skazano człowieka, którego ułaskawił.

Afera gruntowa i sądowe batalie

Kamińskiego oraz trzech byłych funkcjonariuszy agencji skazano nieprawomocnym wyrokiem sądu za działania w tzw. aferze gruntowej. W lipcu 2007 r. CBA podstawiło swoich agentów, którzy udając biznesmenów skontaktowali się z dwoma mężczyznami (Piotrem R. i Andrzejem K.) powołującymi się na wpływy w ministerstwie rolnictwa. Podstawieni agenci oferowali łapówkę za przekształcenie gruntów na Mazurach z rolnych na budowlane. Łapówka miała trafić do ówczesnego wicepremiera i ministra rolnictwa Andrzeja Leppera, który jednak miał zostać ostrzeżony o akcji. Sam Lepper twierdził, że cała sprawa była prowokacją CBA.

Mężczyzn skazano dwukrotnie w procesach o płatną protekcję. Sąd II instancji dwukrotnie uchylał wyroki. W procesie byłych szefów CBA sąd uznał, skazując ich, że Kamiński zaplanował i zorganizował prowokację CBA, zlecił wprowadzenie w błąd Andrzeja K. i podżeganie go do korupcji. Zdaniem sądu brak było podstaw prawnych i faktycznych do wszczęcia akcji CBA w resorcie rolnictwa.

czyżbyDuda

gazeta.pl

Apel Helsińskiej Fundacji do prezydenta Dudy: Konstytucja sześć razy złamana

Ewa Siedlecka, 22.11.2015

Fundacja Helsińska apeluje do prezydenta Andrzeja Dudy o zaskarżenie PiS-owskiej nowelizacji ustawy o Trybunale Konstytucyjnym do Trybunału Konstytucyjnego

Fundacja Helsińska apeluje do prezydenta Andrzeja Dudy o zaskarżenie PiS-owskiej nowelizacji ustawy o Trybunale Konstytucyjnym do Trybunału Konstytucyjnego (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Helsińska Fundacja apeluje do prezydenta Andrzeja Dudy o zaskarżenie PiS-owskiej nowelizacji ustawy o Trybunale Konstytucyjnym do Trybunału Konstytucyjnego. Prezydent podpisał ustawę w piątek, ale może ją posłać do Trybunału także po podpisaniu.

W piątek parlament uchwalił złożony w poniedziałek PiS-owski projekt zmiany ustawy o Trybunale Konstytucyjnym. Także w piątek ukazała się ona w Dzienniku Ustaw. Wejdzie w życie 5 grudnia. Po tygodniu Sejm wybierze pięciu sędziów na miejsca w Trybunale obsadzone przez Sejm poprzedniej kadencji w październiku.

Helsińska Fundacja apeluje do prezydenta o posłanie tej ustawy do Trybunału i przedstawia pięć stron analizy prawnej wykazującej jej sprzeczności z konstytucją.

Niekonstytucyjny tryb uchwalenia

Przy uchwalaniu ustawy naruszono regulamin Sejmu. Ustawa miała pierwsze czytanie w komisji ustawodawczej, tymczasem regulamin Sejmu mówi, że ustawy „regulujące ustrój władz publicznych” mają pierwsze czytanie na posiedzeniu plenarnym. Trybunał Konstytucyjny jest władzą publiczną, a nowelizacja reguluje jego ustrój, bo dotyczy wybrania sędziów i kadencyjności prezesów.

Nie było też czasu na opinie ekspertów ani na konsultacje społeczne. „Konsultacje społeczne ustawy są elementem zasady demokratycznego państwa prawa i wyrazem jawności działania organów władzy publicznej. Przebieg prac nad tą ustawą stanowi całkowite zaprzeczenie zarówno wypracowanych zwyczajów konstytucyjnych, jak i samej zasady demokratycznego państwa prawa” – czytamy w apelu Fundacji do prezydenta.

Nie zasięgnięto opinii Krajowej Rady Sądownictwa, co według orzecznictwa Trybunału Konstytucyjnego jest powodem do uznania, że tryb uchwalenia ustawy jest sprzeczny z konstytucją. Według konstytucji KRS „stoi na straży niezależności sądów i niezawisłości sędziów”, tymczasem PiS-owska nowelizacja wkraczała w nie, zmieniając zasady wyboru prezesa TK i wyboru sędziów – m.in. wprowadza zasadę, że kadencja sędziego TK rozpoczyna się z momentem zaprzysiężenia przez prezydenta.

Niekonstytucyjne pozbycie się prezesów

Zdaniem Fundacji przerwanie prezesury obecnie urzędujących prezesa i wiceprezesa TK może naruszać zasadę niezawisłości sędziowskiej i niezależności władzy sądowniczej. Nowe przepisy – o trzyletniej kadencji prezesów – nie powinny kończyć prezesury obecnych. Władze „powinny powstrzymywać się od odwoływania prezesów i wiceprezesów sądów i trybunałów. Ignorowanie tej zasady oznacza wywieranie presji przez organy polityczne na władzę sądowniczą, a tym samym negatywnie rzutuje na ocenę opinii publicznej o bezstronności sądów i trybunałów” – pisze Fundacja. I powołuje się na wyrok Trybunału w Strasburgu w sprawie prezesa węgierskiego sądu najwyższego, którego władze usunęły ze stanowiska, zmieniając wymogi konieczne do sprawowania funkcji prezesa. Oraz na opinię Komisji Weneckiej (ds. sądownictwa) Rady Europy w sprawie poczynań władz Armenii dotyczących skracania kadencji sędziów funkcyjnych.

Prezydent dostał prawo weta wobec wyboru sędziów

Fundacja zwraca uwagę, że przepis, który uzależnia rozpoczęcie kadencji sędziego TK od zaprzysiężenia przez prezydenta może w istocie oznaczać prawo weta prezydenta do wyboru sędziego, którego dokonał Sejm. To naruszałoby art. 194 konstytucji mówiący o tym, że sędziów wybiera Sejm na indywidualne kadencje. W dodatku konstytucja w ogóle nie przewiduje składania przysięgi przez sędziów TK.

W Trybunale będzie dwudziestu sędziów?

Fundacja podkreśla to, co mówiła już w trakcie dwudniowych prac nad PiS-owską nowelizacją w Sejmie: uchylenie tą nowelizacją przepisu przejściowego, na podstawie którego wybrano pięciu sędziów w październiku, nie wywołuje żadnych skutków prawnych, w szczególności nie unieważnia tamtego wyboru. Tymczasem nowelizacja przewiduje wybranie nowych sędziów na ich miejsce. Fundacja pisze, że w ten sposób będzie w sumie 20 sędziów Trybunału, co narusza konstytucję, która mówi, że sędziów jest 15.

Nowelizacja „godzi w pozycję ustrojową Trybunału Konstytucyjnego”, a jej konsekwencją będzie „zachwianie zasadami odrębności i niezależności trybunału od innych władz” – kończy Fundacja apel do prezydenta o posłanie ustawy do TK, by zbadał jej zgodność z konstytucją.

Zobacz także

konstytucjaSześć

wyborcza.pl

Reklamy